Dodaj do ulubionych

Polityka transakcyjna, czyli tajne układy

14.07.19, 22:59
I co wy na to?

Prezes PiS Jarosław Kaczyński spotkał się w niedzielę z wysoko postawionym wysłannikiem niemieckiej partii CDU; tematem rozmów była obsada unijnych stanowisk - wynika z informacji Polskiej Agencji Prasowej uzyskanych w PiS.

O spotkaniu wspomniał sam prezes PiS podczas pikniku rodzinnego w gminie Gózd. "Przepraszam, bo się spóźniłem, a tego nie wolno robić. Ale mamy - miejmy nadzieję mały - kryzys w Unii Europejskiej i trzeba było porozmawiać z wysłannikami i dlatego nie mogłem być tutaj na czas" - mówił Kaczyński do uczestników pikniku.

Jak wynika z informacji PAP wczesnym popołudniem lider PiS spotkał się w Warszawie z wysłannikiem niemieckiego CDU.

Rozmowa - jak poinformowało źródło - dotyczyła umów koalicyjnych w ramach Unii Europejskiej; chodzi o wzajemne popieranie kandydatów na najważniejsze stanowiska w Brukseli. Spotkanie było konsekwencją odrzucenia kandydatury b. premier, europoseł Beaty Szydło na stanowisko szefowej unijnej komisji ds. zatrudnienia.

W tym tygodniu w Brukseli ma się odbyć głosowanie nad kandydaturą niemieckiej szefowej MON Ursuli von der Leyen na stanowisko szefowej Komisji Europejskiej.

Prawo i Sprawiedliwość rozważa ponowne wystawienie kandydatury Beaty Szydło na stanowisko szefowej komisji ds. zatrudnienia.


Edytor zaawansowany
  • dunajec1 15.07.19, 00:48
    Taka ta "junia" niedobra, znowu przeciw pisiorom.
  • wscieklyuklad 15.07.19, 13:35
    Głosowanko podobno dziś wieczór. No to pora szykować kielonki - ten Suckcess trzeba będzie sowicie opić.
    A to się Junia z tego wyboru ucieszy!
    A publikatorznictwo przez kwartał będzie się ślinić, ze brocha jednak dostało ten stolec.
    I każdy pisoni jełop będzie podkreślał jakież to ważne stanowisko ajęzyczne objęło.
  • wscieklyuklad 15.07.19, 14:00
    I czyż Geniusz Bałtyku nie miało racji nazywając ten ludek ukrytą opcją niemiecką?

    Na dwa dni przed 99. rocznicą przyznania przedwojennemu woj. śląskiemu autonomii przez ówczesny sejm przedstawiciele śląskich środowisk regionalnych przeszli ulicami Katowic przed historyczny gmach Sejmu Śląskiego, który był siedzibą władz autonomicznego województwa. Dziś mieszczą się tam urzędy: wojewódzki i marszałkowski.

    W pochodzie, w którym uczestniczyło około tysiąca osób, dominowały śląskie, żółto-niebieskie barwy. "Autonomia" – skandowali uczestnicy marszu, wołając także nazwę "Górny Śląsk" w czterech językach - po polsku, niemiecku, czesku i śląsku. "Pódźcie (chodźcie - PAP) z nami, autonomistami" i "Autonomia to nie skrajność, autonomia to normalność" - głosiły inne hasła. Zwieńczeniem pochodu były wystąpienia śląskich regionalistów na Placu Sejmu Śląskiego.

    W swoim przemówieniu lider RAŚ nawiązał m.in. do defilady, która - jak zapowiedzieli niedawno prezydent Andrzej Duda i minister obrony narodowej Mariusz Błaszczak - 15 sierpnia przejdzie ulicami Katowic. Przeniesienie dorocznej wojskowej defilady ze stolicy na Górny Śląsk wiąże się z setną rocznicą wybuchu I powstania śląskiego. Gorzelik skrytykował ten gest.

    "Próbują nam wmówić, że przeniesienie defilady z Warszawy do Katowic jest wyrazem największego szacunku dla naszego regionu; ale mam nadzieję, że wyrażam tutaj także waszą opinię: my nie chcemy takich operetkowych spektakli. Niech Warszawa zachowa swoją defiladę, ale nam niech zostawi międzynarodowy węzeł kolejowy (...), niech zostawią nam nasze pieniądze i przede wszystkim niech oddadzą nam nasze prawa nadane 15 lipca 1920 r. (dzień przyznania autonomii - PAP), a zagrabione bezprawnie w maju 1945 r." - powiedział lider RAŚ.

    Zwracając się do marszałka woj. śląskiego Jakuba Chełstowskiego (PiS), który kilka lat temu sam uczestniczył w dorocznym Marszu Autonomii, Gorzelik mówił, że w dniu defilady będzie on z trybuny "patrzył, jak tekturowe państwo pręży swoje muskuły", podczas gdy "jego region odstawiany jest na bocznicę historii".

    "Państwo, w którego miastach powietrze jest trucizną; państwo, gdzie kolejki do specjalistów są tak długie, że dostęp do publicznej służby zdrowia od dawna stał się już fikcją; państwo, w którym wciąż bardziej opłaca zatrudnić się w magazynie niż w szkole. To właśnie państwo tutaj, na Górnym Śląsku, w Katowicach, będzie demonstrować wobec nas swoją siłę - siłę mierzoną nie skutecznością w rozwiązywaniu realnych problemów obywateli, ale liczbą czołgów i samolotów. A ci, którzy mienią się naszymi reprezentantami, będą klaskać z zapałem, żeby tylko warszawscy mocodawcy nie posądzili ich o brak bezwarunkowej lojalności" - powiedział Gorzelik.

    Jak mówił, "na Górnym Śląsku niezawodnym zwiastunem nadchodzących wyborów są domokrążcy, w nienagannie skrojonych garniturach i z szykiem dobranych krawatach". "Pukają do naszych drzwi i nie czekając na zaproszenie rozkładają standardowy zestaw szklanych paciorków: komunały o tym, jacy byliśmy, jacy jesteśmy, no i obowiązkowe solenne zapewnienie, że pod górnośląskimi miastami węgiel będzie wydobywany do końca świata, a może nawet o jeden dzień dłużej" - powiedział przewodniczący Ruchu.

    "W tym samym czasie za naszymi plecami kradną 40 mln zł z budżetu woj. śląskiego (rząd i zarząd województwa zapewniają, że środki ze skorygowanej subwencji wrócą do regionu - PAP), w Sejmie szydzą z języka naszych przodków (chodzi o brak decyzji o uznaniu języka śląskiego za regionalny - PAP) i odstawiają Górny Śląsk na boczny tor, planując przeniesienie międzynarodowego węzła kolejowego pod małopolski Olkusz" - wyliczał Gorzelik.

    "Ci komiwojażerowie polskości w jej najbardziej przaśnym i zaściankowym wydaniu za naszymi plecami muszą śmiać się w kułak, bo choć powtarzają swoją ględźbę od wielu lat, choć od dawna konsekwentnie ignorują wszelkie górnośląskie aspiracje, to nadal mogą liczyć, że znajdą pośród nas tzw. pożytecznych idiotów, którzy w związku z ich wizytą każą pomalować trawę na zielono, ustawią szpaler harcerzy i sprowadzą górniczą orkiestrę. Czy tak postępują liderzy wspólnoty w społeczeństwie wolnych, obdarzonych poczuciem osobistej godności obywateli?" - pytał regionalista.

    Gorzelik ocenił, że Ślązaków "reprezentują dzisiaj ludzie, którzy bardzo wiele mówią o wstawaniu z kolan, niezmiennie jednak z rządem centralnym rozmawiają z pozycji klęczącej". Dla marszałka woj. śląskiego aktywiści RAŚ przygotowali klęcznik, zaś dla wojewody - symboliczną makietę "międzygalaktycznego" dworca w okolicach Olkusza. Lider RAŚ wezwał do wysyłania maili do wojewody śląskiego z żądaniem usunięcia z Gmachu Sejmu Śląskiego tablicy poświęconej przedwojennemu wojewodzie Michałowi Grażyńskiemu, którego Gorzelik nazwał "sanacyjnym autokratą, który deptał zasady demokratycznego państwa prawa i śląskiej autonomii, podżegał do sporów narodowościowych i zwalczał przejawy śląskiej odrębności".

    Nawiązując do ubiegłorocznej porażki związanej z RAŚ Śląskiej Partii Regionalnej w wyborach samorządowych (po ośmiu latach współrządzenia regionem sympatycy RAŚ nie znaleźli się w sejmiku), Gorzelik przyznał, że regionaliści popełnili błędy. "Ale nie daliśmy się pozbawić pewnej fundamentalnej umiejętności: umiejętności powiedzenia +nie+; potrafimy powiedzieć +nie+ (...) i tą umiejętnością musimy podzielić się z innymi. Bo jeżeli chcemy trwać i rozwijać się jako wspólnota, musimy umieć mówić +nie+ w sprawach dużych i małych" - podsumował Gorzelik.

    B. europoseł PO Marek Plura, komentując decyzję o wyborczym starcie premiera Mateusza Morawieckiego z Katowic, ocenił, iż rząd ma teraz trzy miesiące, aby pokazać, że jego intencje wobec Ślązaków są szczere, poprzez wpisanie do ustawy o mniejszościach śląskiej mniejszości etnicznej i uznanie "slonskij godki" za język regionalny. "Pójdziemy na wybory głosować na tych, którzy nas szanują, a nie wykorzystują do swojej politycznej parady" - ocenił Plura. O tym, że środowiska regionalne będą potrzebować swoich reprezentantów w Sejmie, mówił natomiast szef Śląskiej Partii Regionalnej Rafał Adamus.

    Marsz Autonomii tradycyjnie odbywa się w około 15 lipca, kiedy przypada rocznica (w tym roku 99.) nadania w 1920 r. części Górnego Śląska autonomii przez polski Sejm Ustawodawczy. Nadano ją regionowi w obliczu zbliżającego się plebiscytu, który miał zdecydować o przynależności państwowej Śląska. Autonomia została ustanowiona na mocy ustawy konstytucyjnej pod nazwą Statut Organiczny Województwa Śląskiego. Była to pierwsza w II Rzeczypospolitej ustawa konstytucyjna - uchwalona jeszcze przed konstytucją dla całej Polski.

    Statut Organiczny nadawał województwu szeroką autonomię w wielu dziedzinach. Na jego mocy m.in. powołano Sejm Śląski, uchwalający własny budżet, który zasilał Skarb Śląski. Tekst Statutu Organicznego zawierał 45 artykułów. Podczas prac nad nimi dążono do zachowania równowagi między samorządnością regionu a zwierzchnictwem władzy państwowej. Autonomiczne województwo śląskie faktycznie przestało działać we wrześniu 1939 r. wraz z okupacją i przyłączeniem do III Rzeszy, a formalnie - 6 maja 1945 r., kiedy komunistyczna Krajowa Rada Narodowa zniosła autonomię. Na mocy jej decyzji mienie Skarbu Śląskiego przejął Skarb Państwa.

    Superstacja
  • wscieklyuklad 15.07.19, 14:40
    Morawiecki Rywinem Kaczyńskiego?! PiS zmieniło prawo, by banki mogły sprzedawać długi wraz z wpisami na hipotekę bez zgody kredytobiorców.

    „Lub czasopisma”…

    Rząd PiS Mateusza Morawieckiego uchwalił zapis do ustawy o prawie bankowym, który pozwala bankom sprzedawać dług kredytobiorcy, wraz z wpisem na jego hipotekę bez jego zgody. Co bardziej szokujące Centrum Legislacyjnego Rządu nie potrafi wyjaśnić, kto i kiedy wprowadził zapis do przegłosowanej ustawy.

    Między 23 marca 2018 r. a 25 maja 2018 r. w projekcie ustawy dostosowującej ustawę o Bankowym Funduszu Gwarancyjnym do dyrektyw unijnych wprowadzono zmianę w ustawie Prawo Bankowe, w której wykreślono zgodę kredytobiorcy, właściciela nieruchomości na zmianę wierzyciela hipotecznego. Zmiana ust. 5 w art. 95 Prawo Bankowe nie ma żadnego związku z dyrektywami unijnymi (jak twierdził rząd PiS), które przyświecały wprowadzeniu zmian z zakresie działania Bankowego Funduszu Gwarancyjnego. Co więcej – zmiana ta nawet nie ma związku z BFG, wręcz przeciwnie zmiana ta jest sprzeczna z prawem unijnym oraz polską Konstytucją!
    Zmiana prawa zbiegła się w czasie z korzystnym dla frankowiczów wyrokiem Trybunału Sprawiedliwości UE. Wyrok TS UE miał spowodować olbrzymie problemy dla banków… ale starym kolegom z branży z pomocą przyszedł rząd Morawieckiego. Teraz banki mogą pozbyć się długów – bez niczyjej zgody.

    Nowe prawo pogrzebie nadzieje na dochodzenie swoich praw Polakom, którzy np. za namową banków zostali naciągnięci na kredyty walutowe.

    Teraz ich długi mogą skupować specjalne fundusze sekurytyzacyjne, skupujące wierzytelności od banków (takie rozwiązanie pozwala bankom zaliczenia w koszty „straty” poniesionej na sprzedaży wierzytelności przy jednoczesnym braku obowiązku zaliczenia otrzymanej kwoty w przychody).


    Newsweek

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka