Dodaj do ulubionych

Sprzężenie zwrotne.

15.09.19, 15:26
Świetny tekst! Dość długi, ale naprawdę wart uwagi. Przeczytajcie.

"Niewinni mają czego się bać"

W ostatnich dniach, przy okazji ujawnienia zakupu przez polskie służby programu Pegasus, politycy PiS kilkakrotnie powtórzyli największe kłamstwo wszystkich dyktatur: „Niewinni nie mają się czego obawiać”.

Otóż nie. Niewinni mają czego się bać i to nie tylko z powodu tego programu. Mają czego się bać z powodu samego mechanizmu funkcjonowania dyktatury.

Przez całe lata, jako dziennikarz polityczny i reporter, zajmowałem się dyktaturami obecnymi i historycznymi. Na podstawie tej wiedzy twierdzę, że dyktatura jest groźna dla wszystkich. Nieprawda, że tylko dla swoich przeciwników, dla wszystkich.

A oto dowód na przykładach:

Nasza miękka jeszcze i nie do końca rozwinięta dyktatura już zrobiła parę krzywd zupełnie przypadkowym ludziom. Dlaczego rozwalono system szkolny i doprowadzono do takiego chaosu, a w konsekwencji do nieuchronnego obniżenia poziomu nauczania? Odpowiedź już padła z ust minister Zalewskiej: „bo mogliśmy”. Ale ważniejsza jest odpowiedź nie na pytanie „dlaczego”, tylko na pytanie „po co”. Po nic. Banalnie proste. W jakim celu? W żadnym.

Deformę szkół zrobiono, bo tak chciał dyktator, Kaczyński. A czemu? Bo miał taki kaprys. Czy Jarosław Kaczyński chciał zniszczyć polskie szkoły? Ależ skąd! On sobie tak po prostu wymyślił, że tak niby będzie lepiej, a że jest nieukiem niezwykle wszechstronnym, i co gorsza upartym, to nie przewidział skutków.

No dobrze, ale czemu się nie wycofał, gdy widział, co się dzieje? Temu, że wcale nie widział. Przypomnijmy słynne zdanie Lecha Kaczyńskiego: „Po co mi doradca, z którym się nie zgadzam?”. Waldemar Kuczyński przypomniał wówczas stare polskie słowo ”klakier”.

I tu wracamy do Jarosława Kaczyńskiego. On nie wiedział, co się dzieje, bo zamiast doradców ma klakierów. A w dodatku ogląda i czyta klakierskie media. A sygnały krytyczne to „wroga propaganda”. Krytyczne media są „niemieckie”, albo „lewackie”.

Każdy dyktator sam buduje wokół siebie kokon kłamstwa i kordon sanitarny broniący go przed prawdą. On robi coś i otrzymuje zawsze informację zwrotną, że zrobił dobrze. Zwróćcie uwagę, jakich karkołomnych argumentów, ocierających się o szczyt absurdu, używają jego podwładni, by bronić za wszelką cenę jego decyzji. Młody rzecznik rządu argumentował, że liceum to były jego najszczęśliwsze lata i dlatego trzeba, by trwało dłużej, nie trzy lata, tylko cztery. Inni, wbrew oczywistym faktom, wprost mówią, że faktów niema.

- Panie ministrze, w szkołach jest chaos…
- Nie ma.
- Ale klasy są zatłoczone.
- Nie są.
Równie dobrze mógłby na każde pytanie odpowiadać: „pomidor”.

cdn.
Edytor zaawansowany
  • sorel.lina 15.09.19, 15:30
    cd.

    Prof. Amartya Kumar Sen otrzymał nagrodę Nobla z ekonomii w 1998 roku za udowodnienie, że demokracja i państwo prawa sprzyjają rozwojowi gospodarczemu oraz utrzymaniu trwałego dobrobytu. Zapobiegają także wielu kataklizmom społecznym, jak np. strukturalna klęska głodu. W państwie demokratycznym i prawnym, w momencie pojawienia się pierwszych symptomów zagrożenia, wolna prasa i partie opozycyjne od razu podnoszą alarm i mobilizują opinię publiczną, zmuszając rząd do przeciwdziałania. Prof. Sen zauważył, że nigdy nie było masowej śmierci głodowej w kraju demokratycznym.

    Jak to działa? W cybernetyce jest pojecie sprzężenia zwrotnego. Sprzężenie zwrotne może być dodatnie lub ujemne. Przykładem sprzężenia zwrotnego ujemnego jest termostat. Gdy temperatura w domu spada, termostat włącza ogrzewanie, gdy wraca do normy, wyłącza. Sprzężenie dodatnie działa odwrotnie: zamiast przeciwdziałać odchyleniu, wzmacnia je. Taki antytermostat, zamiast ogrzewania włączyłby chłodzenie, a później jeszcze silniejsze chłodzenie i jeszcze silniejsze…

    We władzy dyktatorskiej jest właśnie sprzężenia zwrotne dodatnie.
    Dyktator, zamiast ostrzeżenia, że sprawy źle idą, otrzymuje fałszywą informację, że idą dobrze. W dyktaturze nie ma wolnych mediów, a opozycji się nie słucha. Prawda dociera do dyktatora dopiero wtedy, gdy katastrofa jest już ogromna, a i to nie zawsze. Nie przypadkiem Lenin twierdził, że w miarę postępów rewolucji walka klas się nasila. Czym bardziej pokonuje się wrogów, tym jest ich więcej. Tak właśnie myśli dyktator – opór rośnie, bo wygrywamy! Krytyka rośnie, bo mamy rację! Sprzężenie zwrotne dodatnie – czym więcej sygnałów, że robimy źle, tym bardziej tak róbmy!

    Błędy dyktatury mogą mieć skutki tragiczne. Odejdźmy od przykładów polskich. W Chinach, w latach 1958-60, na skutek kampanii „Tygrys robi wielki skok naprzód”, z głodu zmarło co najmniej 45 milionów ludzi. Tyle już udowodniono na podstawie już jawnych dokumentów. Szacuje się, że mogło to być nawet 64 miliony. Na pewno był to największy głód w historii świata.

    Czy Mao Zedong chciał zagłodzić Chiny? Nie, on chciał dogonić Anglię w produkcji stali i ogólnie rozwinąć gospodarkę. Ale był chłopem, bez wykształcenia. O gospodarce nie miał pojęcia, o kierowaniu państwem też. Zdobył władzę dzięki licznym morderstwom i zbudowaniu aparatu terroru. Jego doświadczenie w walce o władzę było nieprzydatne do rządzenia w czasie pokoju. Wbrew peanom jego wielbicieli, Mao był nieukiem posiadającym ogromną i niczym nieograniczoną władzę. I właśnie to było najbardziej niebezpieczne.

    Ta masowa zbrodnia nie była przez niego zamierzona. Wynikała z kolektywizacji i centralizacji władzy, oraz z ignorancji gospodarczej. Każdy powiat, każda prowincja, musiały składać sprawozdania z sukcesów. Brak sukcesów karano śmiercią. Wszyscy urzędnicy zawyżali w sprawozdaniach wysokości plonów, a na podstawie zawyżonych wielkości zbiorów centrala nakładała obowiązkowe dostawy. W ten sposób zabierano ludności niemal całą żywność, a w wielu miejscach i całą. Sytuację pogarszała centralizacja. Nie tylko Pekin otrzymywał fałszywą informację o sytuacji (propaganda nazywała głód „wstrzemięźliwością w roku obfitości”), ale i następowało niszczenie ogromnych ilości płodów rolnych, zwożonych na stacje kolejowe, gdzie gniły, jadły je szczury i robaki, bo sieć kolejowa była bardzo słaba i fizycznie było za mało wagonów. Mao wyobrażał sobie, że wszystkie plony trafią do Pekinu i stamtąd zostaną „sprawiedliwie rozdzielone”.

    A dlaczego nikt Mao nie informował, jak to wygląda? Bo każdy naczelnik, każdego szczebla, musiał wykonać miesięczną normę donosów. Mao ściągnął to od Lenina, który ustalił dla każdej guberni normę rozstrzelań, ale norma donosów była jeszcze skuteczniejsza. Głód nazywano więc „kampanią uzupełniania jadłospisu warzywami i brukwią”. Dochodziło do tego, że chłopi musieli pracować nawet w nocy, więc rozbierano chaty, by palić nimi ogromne oświetlające pola ogniska. Skutek: co najmniej 45 milionów trupów.


    cdn.
  • sorel.lina 15.09.19, 15:32
    cd.

    Mój nieżyjący już kolega, znakomity alpinista Andrzej Czok, był pytany przez dziennikarza, co jest najbardziej niebezpieczne na wyprawach: zwierzęta, kobry, tygrysy, góry, wysokość, mróz, lawiny… Co jest najbardziej niebezpieczne?
    Andrzej odpowiedział: - Idiota.

    I to jest święta prawda. Najbardziej niebezpieczny jest idiota. I nie tylko na wyprawie. Wszędzie. A idiota i nieuk dysponujący niekontrolowaną władzą, jest niebezpieczny po wielokroć bardziej.

    I dlatego niewinni mają czego się bać.
    (na szczęście nasz nieuk nie ma jeszcze takiej władzy jak Mao)

    Krzysztof Łoziński
  • sorel.lina 15.09.19, 15:40
    Kojarzycie tego pana? To autorytet dla wielu wyznawców "dobrej zmiany". Niestety, przyszła kryska na matyska, ups! na rafałka. smile

    https://scontent.fwaw3-1.fna.fbcdn.net/v/t1.0-9/70203766_1053399774835155_6176105573705056256_n.jpg?_nc_cat=105&_nc_oc=AQlqkgNQNTrsL5gyphP-IDnCNGb3F00Pl_W2k3fe4ogzlewo15T3VB5sr_QW8JHmwag&_nc_ht=scontent.fwaw3-1.fna&oh=8c41642d1d63e536bcf593c3cc312ca1&oe=5E3C4E8E

    SKRAJNIE PRAWICOWY HEJTER PRZEGRAŁ PROCES - TERAZ ROZPACZA I HISTERYZUJE

    Sąd Apelacyjny w Warszawie potwierdził, że Rafał Ziemkiewicz wielokrotnie publicznie znieważał Annę Dryjańską nazywając ją "feminazistką", "grubaską" czy "osobą zdeformowaną".

    Ziemkiewicz na mocy wyroku musi opłacić koszty procesu oraz przeprosić Panią Annę wykupując ogłoszenie na portalu Onet.

    Gdy Pan Rafał Ziemkiewicz poznał wyrok wpadł w histerię.
    W mediach społecznościowych zamieszcza oświadczenia i apele, w których twierdzi, że wykupienie przeprosin go zrujnuje, bo może kosztować nawet kilkadziesiąt tysięcy złotych. Ziemkiewicz rozpacza też, że jego zdaniem pismo, w którym ma zamieścić przeprosiny jest wydawane przez spółkę z kapitałem zagranicznym więc jest za "mało polskie".

    Mamy złe wiadomości, Panie Ziemkiewicz, nasz Ośrodek przygotowuje kolejne pozwy wobec Pana i innych skrajnie prawicowych hejterów na usługach "dobrej zmiany".
    Jeśli wygramy będzie Pan zobowiązany zapłacić nie dziesiątki, a setki tysięcy złotych.

    Nie ma naszej zgody na nawoływanie do nienawiści.

    Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych.
  • sorel.lina 15.09.19, 15:48
    https://scontent.fwaw3-2.fna.fbcdn.net/v/t1.0-9/69919069_2602777513107966_5603394357915811840_n.jpg?_nc_cat=111&_nc_oc=AQmLef7USEdmNJASAF6t7NXEHPCQYLp_vWw4al9CE41dbd_2-GLCrlVg1idSvrnOD_k&_nc_ht=scontent.fwaw3-2.fna&oh=0722eed0d894784d042c14ae46c6235c&oe=5DF78C96

    Rafał Ziemkiewicz, jeden z głównych hejterów "dobrej zmiany", ulubieniec ksenofobicznej Polski, przewyższający chamstwem nawet Cejrowskiego, przegrał proces z dziennikarką, Anną Dryjańską o zniesławienie.

    W publicystycznym świecie to pozytywne wydarzenie. To również dobra wiadomość dla Polski otwartej i tolerancyjnej. Nie chodzi tylko o Ziemkiewicza – ale o siły, czy nowe standardy, które wyniosły aroganta i pospolitego chama, do roli publicysty. Te siły doznały teraz porażki. I to cieszy.

    Nie jest to zaraz zwycięstwo opozycji czy klęska PIS. A jednak wydarzenie, w czasach Polski autorytarnej, gdzie Misiewicze, Piebiaki i Przyłębskie rządzą Polska, dodaje wiary, że nie wszystko stracone.

    Publicysta rządowej TV, który wcześniej nazwał papieża Franciszka "idiotą", i który urządzał "zabawne" wieczory dowcipów o Żydach, uciekających przez komin z Auschwitz, zwyzywał w telewizji Dryjańską od "ulicznic" i "zdeformowanych kobiet". Odważnie i brawurowo. Nie ma co się z taką pieprzyć!

    To musiało się spodobać wszystkim naziolom i religijnym fanatykom w Polsce. Ale sąd apelacyjny uznał inaczej. Zgodnie z jego wyrokiem Ziemkiewicz naruszył dobra osobiste dziennikarki, i wobec tego musi pokryć koszta procesu, oraz zamieścić przeprosiny w Onet.pl

    Ale na całą stronę.

    Ouuch! To będzie trochę kosztowało.

    Ziemkiewicz jest zaskoczony. Jak to? Przecież posiada immunitet "dobrej zmiany", i tak jak Pawłowicz, może przecież bluzgać na każdego. Co się więc stało? Ziemkiewicz nie może tego zrozumieć.

    I nagle ten wyjątkowy arogant, który zawsze miał na wszystko odpowiedź, za każdym razem potrafił "inteligentnie" kogoś zelżyć, zamienił się w małego, bezradnego chłopczyka. I zapłakał w sieci, że ogłoszenie w Onet.pl może go kosztować nawet kilkadziesiąt tysięcy złotych. A on nie ma pieniędzy. I co ma zrobić? "Chcą mnie zrujnować" – skarży się czytelnikom.

    Możemy Ziemkiewiczowi doradzić. Niech na ogłoszenie złożą się neonaziści polscy. Symbolika tego wydarzenia nabierze wtedy pełnej barwy.

    Dariusz Wiśniewski

    Polish Freedom Network
  • sorel.lina 15.09.19, 15:56
    Sędzia "sprzężona zwrotnie" z prezesem smile

    https://scontent.fwaw3-2.fna.fbcdn.net/v/t1.0-9/69793686_948430648851536_5204309634608791552_n.png?_nc_cat=107&_nc_oc=AQmtU0tzG2u1IRNjIvzIbct8mc2etGtjcJpjNzah6u9NGNCVb5Gp4gcCCjT-xtcwSXw&_nc_ht=scontent.fwaw3-2.fna&oh=d5bd1976f75f9146d2f8a6ae5e49978b&oe=5DFA3F42
  • sorel.lina 15.09.19, 16:05

    Gdy w 2015 roku tekę wicepremiera ds. kultury objął socjolog Piotr Gliński, nikt nie wiedział, czego się spodziewać. Dotychczas nie miał przecież nic wspólnego z kulturą. Część komentatorów spekulowała, że Gliński – profesor PAN, brat znanego reżysera filmowego – oznacza względnie "łagodny wyrok dla kultury".

    Szybko się okazało, jak czcze to spekulacje. Żadnego "łagodnego wyroku" dla kultury nie można się zresztą było spodziewać po lekturze programu PiS z 2014 roku. Jego autorzy wprost deklarowali, że zakres wsparcia dla kultury "musi iść w parze ze sferą tych wartości, które są promowane przez państwo". Tłumacząc na polski: kultura ma być narzędziem wychowywania społeczeństwa wedle wartości wyznawanych przez władzę. Kultura, która ustawia się w kontrze – narusza tabu, jeśli dokonuje rozliczeń z narodowymi mitami – na żadne wsparcie liczyć nie może.

    Premier Gliński szybko dowiódł, że będzie wierny temu programowi, że w świecie dobrej zmiany nie jest bynajmniej gościem z inteligenckiej krainy łagodności, tylko twardym żołnierzem kulturowych wojen.
    Na 21 listopada 2015 roku, niecały tydzień po objęciu przez Piotra Glińskiego teki ministra, w Teatrze Polskim we Wrocławiu zaplanowano premierę spektaklu "Śmierć i dziewczyna", opartego na prozie noblistki Elfriede Jelinek. Jak zapowiadali twórcy, miały w nim pojawić się sceny seksu, odtwarzane przez czeskich aktorów.

    Szybko okazało się też, że o żadnej "pornografii w teatrze" nie może być mowy. Gliński nie tylko ośmieszył się publicznie, ale także skonfrontował z niemal całym środowiskiem artystycznym – i nie pogodził się aż do dziś. Trudno się temu dziwić, w rolę cenzora wchodził bowiem jeszcze niejednokrotnie. Nawet jeśli jego cenzorskie wezwania nie miały żadnej urzędowej mocy – często kierowane były do instytucji, które formalnie Glińskiemu nie podlegały – to pogłębiały przepaść między MKiDN a twórcami.
    Rok po sytuacji w Teatrze Polskim ministerstwo próbowało wymusić na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni umieszczenie "Historii Roja" Jerzego Zalewskiego w konkursie głównym. "Film, który dotyka tak ważnej dla współczesnej Polski i polskiej wspólnoty tematyki jak historia Żołnierzy Wyklętych powinien mieć szansę wzięcia udziału w konkursowej konkurencji" – pisał premier do dyrekcji festiwalu. Film miał niemal wyłącznie negatywne recenzje, dość powszechnie uznany został za kuriozum. Gliński wziął go w obronę jako dzieło propagujące bliską władzy politykę historyczną, a konkretnie bezwarunkowy kult powojennego podziemia antykomunistycznego.

    Do ostrego konfliktu w kwestii, co można pokazywać w publicznych instytucjach kultury MKiDN, doszło także w przypadku pokazywanej w Teatrze Powszechnym w Warszawie "Klątwy" Olivera Frjlicia. Teatr prowadzi miasto, Gliński niczego więc nie mógł zakazać. Tym niemniej teatrowi z pewnością nie pomogło to, że po zamieszkach wywołanych przez protestujących przeciw sztuce przedstawicieli skrajnej prawicy, zamiast stanąć po stronie wolności artystycznej, premier od kultury de facto poparł faszyzujących bojówkarzy z ONR i okolic. W specjalnym oświadczeniu ministerstwo wezwało ówczesną prezydent Warszawy Hannę Gronkiewicz-Waltz, by odniosła się "do kontrowersji prawnych", jakie miały być przyczyną poruszenia ONR. Zdaniem ministerstwa sztuka, rzekomo obrażająca wierzących, miała naruszać liczne przepisy, łącznie z konstytucyjną wolnością sumienia i wyznania.

    Gliński tak oburzył się na "Klątwę", że w 2017 roku obciął dotację festiwalowi Malta. Nawet nie dlatego, że pokazano tam głośną sztukę, ale dlatego, że jej reżyser, Oliver Frjlić, pełnił w 2017 roku rolę kuratora festiwalu. Dotacja z MKiDN stanowiła tylko ułamek budżetu Malty, widzowie szybko uzbierali równą kwotę. Zły smak jednak po cenzorskim geście pozostał.

    cdn.
  • sorel.lina 15.09.19, 16:13
    cd.

    MKiDN atakowało też wielokrotnie wystawę w Europejskim Centrum Solidarności. Zarzucano jej, że zbyt silnie eksponuje jeden nurt opozycji demokratycznej lat 80. – ten skupiony wokół Lecha Wałęsy i jego doradców. Domagano się większej obecności takich postaci, jak Anna Walentynowicz, a przede wszystkim Lech Kaczyński. W 2018 roku minister Gliński najpierw obiecał Centrum 8 milionów złotych dotacji na rok 2019, a następnie zmniejszył tę kwotę do minimum, do jakiego jest zobowiązany – 4 milionów. Uzasadniał to tym, że ECS łamie "regulamin zwiedzania", organizując konferencje prasowe takich postaci, jak Lech Wałęsa czy tragicznie zmarły prezydent Gdańska Paweł Adamowicz.

    (...) Podobnie wygląda sytuacja z Muzeum Getta Warszawskiego – będzie ono dublować Muzeum Historii Żydów Polskich Polin. To ciągle czeka na nowego dyrektora – choć Dariusz Stola kilka miesięcy temu wygrał konkurs na drugą kadencję, minister Gliński cały czas nie wręczył mu nominacji. Pytany o powód, wyjaśniał, że Stola miał nieprzychylnie odnieść się do pomysłu zorganizowania w Polinie konferencji o Lechu Kaczyńskim.

    Ministerstwo i popierające go media miały także pretensje o treść wystawy w Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku. Zanim jeszcze otworzono muzeum, w prawicowej prasie ruszyła przeciw niemu ostra kampania. Sam premier Gliński twierdził, że muzeum to jedna z instytucji "w okowach polityki niemieckiej", nieprzedstawiająca należycie "polskiej narracji".

    (...) W Muzeum II Wojny Światowej udało się zachować rdzeń wystawy. Część instytucji, które znalazły się w kręgu zainteresowania MKiDN, miała mniej szczęścia. Zwłaszcza jeden teatr. Jeszcze przed przejęciem przez PiS władzy bliskie partii tygodniki pełne były wezwań, by skończyć z "hochsztaplerką w teatrze", za którą uważano twórczość niemal każdego uznanego reżysera przed pięćdziesiątką. Wiceministrem kultury ds. teatru została Wanda Zwinogrodzka, która zasłynęła wypowiedzią o "lewackim wrzasku", uniemożliwiającym wybrzmienie w polskim teatrze konserwatywnej wrażliwości. Zwinogrodzka miała ograniczone pole działania: większość teatrów w Polsce podlega samorządom, nie ministerstwu. Wśród tych, które podlegają, znajduje się jednak Narodowy Stary Teatr w Krakowie.
    (...)
    Do katastrofy doszło za to w Teatrze Polskim we Wrocławiu. Krzysztofa Mieszkowskiego (od 2015 roku posła Nowoczesnej) na stanowisku dyrektora zastąpił aktor bez doświadczenia na podobnym stanowisku, Cezary Morawski. Morawskiego wybrano w konkursie rozpisanym przez władze województwa dolnośląskiego. Forsował go głównie lokalny PSL. Gliński kandydaturę po cichu poparł, reprezentanci MKiDN w komisji konkursowej głosowali za Morawskim. Ten szybko doprowadził teatr do ruiny. Przeciw jego dyrekcji protestował zespół i aktorzy z całej Polski – wychodząc do oklasków po spektaklach z ustami zaklejonymi czarną taśmą. Przedstawienia najwybitniejszych reżyserów zastąpiły w Polskim chałtury i farsy. Widzowie porzucili teatr, rozleciał się świetny zespół aktorski.

    cdn.
  • sorel.lina 15.09.19, 16:18
    cd.

    Katastrofalna sytuacja panuje za to warszawskim Muzeum Narodowym, które również podlega ministerstwu. Pod koniec 2018 roku bez konkursu jego dyrektorem został mianowany przez MKiDN Jerzy Miziołek. Od tego czasu dyrektor zasłynął między innymi próbą ocenzurowania prac Natalii LL na wystawie sztuki XX i XXI wieku, zwolnieniem uznanego kuratora Piotra Rypsona, konfliktem z pracownikami muzeum i zakładową Solidarnością. Eksperci oceniają, że plany wystawiennicze Miziołka są nierealne, zorganizowana przez dyrektora wystawa z kopiami dzieł Leonarda da Vinci została uznana za kompromitację. Mimo protestów najważniejszych stowarzyszeń muzealników i historyków sztuki premier Gliński tkwi jednak przy swoim nominacie.

    Najostrożniej Prawo i Sprawiedliwość postępuje z kinem. (...) PiS zadowolił się wprowadzeniem do komisji bliskich sobie filmowców, często o niespecjalnie imponującym dorobku. (...) Część ekspertów spekuluje, czy system zachęt nie stanie się alternatywnym wobec PISF mechanizmem finansowania kina, pozwalającym rządzącej prawicy kierować środki do bliskich sobie ideologicznie projektów, bez kosztownego politycznie konfliktu ze środowiskiem filmowym.
    (...)Zlikwidowano takie instytucje, jak Kadr, liczący sobie ponad pół wieku tradycji – studia wywodzą się z zespołów filmowych, oryginalnej formy organizacji produkcji w PRL, uważanej za jedno ze źródeł sukcesów kina polskiego tego okresu. Choć samo środowisko filmowe zgłaszało potrzebę dyskusji nad formą funkcjonowania publicznych studiów filmowych, to decyzję ministerstwa przyjęło z niechęcią. Przede wszystkim w ogóle nie została ona skonsultowana z dobrze zorganizowanym przecież środowiskiem, filmowcy mają poczucie, że władza jak taran prze do centralizacji, nie pytając nikogo o zdanie i radę – co może skończyć się stworzeniem dysfunkcjonalnego molocha.

    cdn.
  • sorel.lina 15.09.19, 16:23
    cd.

    Jak widzimy, niemal na każdym polu kultury rządy PiS to konflikty z dobrze działającymi instytucjami, chaos i kompromitujące decyzje kadrowe. Za wszystkimi działaniami resortu Glińskiego stoi specyficzna wizja zaangażowania państwa w kulturę, w której państwo poprzez muzea, kino, teatry itd. narzuca społeczeństwu jeden zestaw wartości, postaw, pamięci i narodowych mitów.
    Jak pokazują wojny o ECS i Muzeum II WŚ, zwłaszcza w przypadku instytucji zajmujących się historią i pamięcią, PiS nie toleruje pluralizmu historycznych narracji. Taka postawa rządu jest rażąco sprzeczna z tym, jak powinna wyglądać polityka kulturalna demokratyczno-liberalnego państwa, rozumiejącego i wspomagającego pluralizm tworzącego go społeczeństwa.
    Jednocześnie polityka kulturalna PiS nieustannie napotyka dwa rodzaje oporu.
    Pierwszy związany jest z tym, że kultura nie jest w Polsce silnie scentralizowana i rząd nie może wszystkiego. Nie może np. przejąć prowadzonego przez różne instytucje – samorządowe i prywatne – Polinu. By budować swoją narrację w kwestiach stosunków polsko-żydowskich, musiało powołać Muzeum Getta Warszawskiego.
    Drugi opór jest wewnętrzny. Wynika z jakości kadr, z którymi PiS chce robić w Polsce rewolucję kulturalną. Te przez lata narzekały na to, jak rzekomo są szykanowane, blokowane, jak liberalno-lewicowa elita podcina im skrzydła. Gdy jednak dostały dostęp do publicznych pieniędzy, niczego nie pokazały. W ciągu czterech lat rządów PiS nie powstało żadne nowe, widoczne kulturotwórcze środowisko po prawej stronie. Finansowany hojnie przez resort, wydawany w nakładzie 9 tysięcy egzemplarzy kwartalnik literacki "Napis" nie zaistniał jako nowy, ważny głos na mapie polskiej literatury. Przejęcie PISF nie pozwoliło wyprodukować żadnego istotnego, konserwatywnego filmu, przedstawiającego bliską rządzącym historyczną narrację. Filmy najbliższe rządzącemu obozowi okazywały się zupełnymi pomyłkami – obok "Historii Roja" można tu wymienić "Smoleńsk", którego poza zaangażowanymi prawicowymi publicystami nie docenił żaden krytyk.

    Nie przeszkodziło to MKiDN przekazać producentowi i scenarzyście "Smoleńska" Maciejowi Pawlickiemu 1,5 miliona złotych dofinansowania na film o legionach Piłsudskiego. Kolejne 4 miliony przekazał PISF pod kierownictwem Śmigulskiego. "Legiony" miały początkowo powstać na stulecie niepodległości. Pawlicki nie był jednak w stanie ukończyć produkcji w terminie – film wchodzi do kin za tydzień.

    Przejęta przez partię TVP działa jako narzędzie ataku na opozycję, nie stworzyła jednak ani jednej produkcji – filmu telewizyjnego, serialu, dokumentu, programu o książkach, czegokolwiek – o której warto by dyskutować. Choćby na miarę "Czasu honoru" czy Sceny Faktu Teatru Telewizji z czasów poprzedniej władzy PiS na Woronicza. Wskrzeszony Teatr Telewizji dość powszechnie uchodzi za ramotę. Nie ukończono żadnej instytucji na miarę nowego Muzeum Powstania Warszawskiego. Kulturalna rewolucja PiS jest kulturowo jałowa, impotencka. Niszczy to, co nie najgorzej działa, niczego nowego nie tworzy.
    Jeśli potrwa następne cztery lata, utrudni życie wielu instytucjom, twórcom i odbiorcom kultury. Skurczy przestrzeń i możliwości, jakimi dysponuje w Polsce kultura, podduszając każdą inicjatywę, niemieszczącą się w wąskim pojęciu kultury narodowej, które przyjmuje rządząca partia. PiS nie narzuci kulturze swojej monolitycznej, ideologicznej wizji, ale zmarnuje okres, gdy świetna koniunktura i pełny budżet dają państwu niezwykłe możliwości we wspieraniu kultury otwartej na treści ciekawe także dla obywateli niekoniecznie głosujących na partię Kaczyńskiego.
  • sorel.lina 15.09.19, 16:28
    Zwykły ignorant, czy cyniczny kłamca-propagandzista?

    https://scontent.fwaw3-1.fna.fbcdn.net/v/t1.0-9/70187560_3314896928522227_3410001168833708032_n.jpg?_nc_cat=105&_nc_oc=AQnK9RFthKdkEkBJelAcLhFIzm37aL533M6ARyoYtTbTu73fzT-AHoOxFHOLm0lLiPA&_nc_ht=scontent.fwaw3-1.fna&oh=cc5f8ffb39f3171b2daebc850a284259&oe=5DFE62A5
  • wscieklyuklad 15.09.19, 17:21
    https://scontent.fwaw3-2.fna.fbcdn.net/v/t1.0-9/69693204_2463861007228008_1401210132309737472_o.jpg?_nc_cat=106&_nc_eui2=AeFX8Yha8qfOkmB1jI4TEc7z9zzoDz-loWLvPqfR-UB8Ma54RC8ktpivL7fOquOtSszeZWqzpxehvc8dTMEVfhR9Bf23RJGyBBllUhJRCg204g&_nc_oc=AQkAYQqBv5J3rzRLkwG6FiCdBQqWBcvtD5ULtCJaBSZ39v8JKAL-lH4huESeMcEzyaw&_nc_ht=scontent.fwaw3-2.fna&oh=396e6320c880babad5477fa5ad0f8d44&oe=5E100FF2

    Jak nie jak tak?
  • wscieklyuklad 15.09.19, 17:26
    https://scontent.fwaw3-2.fna.fbcdn.net/v/t1.0-9/70578064_2631175893595360_8670746901345206272_n.jpg?_nc_cat=107&_nc_eui2=AeFUSkFoN0kDmEoWDpLVLU7RRGGmoJE2xHRmoSSQY3VLKSIiNzovEkU3o-7IxHt7MxVVN4c_V5OGpVmxsBDC9J9MvTA9OXmW4cZ5hxIGz8w5Dg&_nc_oc=AQnu-Q-4DnxjQXLAo59NRqDsAFDQZebmJEECSaf1WCxCg4M-cZQCnhvWMdvYehhQbTM&_nc_ht=scontent.fwaw3-2.fna&oh=cf6beaaee72f9eb68d829bc2988317f8&oe=5E04FF20

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka