Dodaj do ulubionych

Gdy opiekunię beknięcie wyda

12.12.19, 17:06
Jezus przechodząc obok ujrzał pewnego człowieka, niewidomego od urodzenia. Uczniowie Jego zadali Mu pytanie: «Rabbi, kto zgrzeszył, że się urodził niewidomym - on czy jego rodzice?» Jezus odpowiedział: «Ani on nie zgrzeszył, ani rodzice jego,
Obserwuj wątek
    • wscieklyuklad Re: Gdy opiekunię beknięcie wyda 12.12.19, 17:55
      Opiekunię - jak na poziom opiekunia przystało - w chorobie redaktora Tomasza Lisa dopatruje się "powrotu karmy".
      Oczywiście bełkot ów wynika wyłącznie z ZEROWEJ wiedzy w DOWOLNEJ KWESTII oraz czytania naszego jedynie już opiniotwórczego na portalu forum BEZ KRZTY KUMANIA.
      Już kilka tygodni wstecz pouczyłem opiekunię, iż karma w ujęciu filozoficznym nie jest pęczniejącym workiem "złych uczynków", który prędzej czy później pęknie z nadmiaru zawartości i spadnie na łeb błądzącego niczym grad "prezentów od św. Mikołaja".
      Karma zaś w ujęciu jak wyżej jest "posagiem życia" - od tego, ile w jego ramach zgromadzimy zależy NASZE PRZYSZŁE ŻYCIE PO REINKARNACJI, a nie złamany paluch oopiekunia (karma?), zwichnięte niegdyś kolanko (karma?) i szereg innych dolegliwości z jakimi opiekuniowi zmierzać się przyszło.

      Nigdy nie dowiemy się, czy opisany w Ewangelii niewidomy, był nim od urodzenia.
      Jeśli założyć, iż jego kalectwo wynikało z "dopustu karmy", to przecież jedynym "grzechem" jaki można zarzucić nieszczęśnikowi byłoby... brutalne kopanie maminego brzuszka w życiu płodowym. Trudno przypuścić, iż "grzech"
      ten mógłby mieć tak dramatyczne konsekwencje.
      No dobra, uznajmy, iż karma jest bezwględna i nie uznaje wybaczenia, a nawet na swój sposób kieruje się zasadą wyzbytej miłosierdzia sprawiedliwości - kopałeś draniu, miej za swoje. Bedą cię potrącać na drodze, będziesz stąpał po omacku - poczuj jak wiele wycierpiała matka nosząc cię pod swym sercem.

      Okey!

      No to skupmy się (by nie zmieniać schorzenia wyjściowego) na ulubieńcu opiekunia słynnego tenora Andrea Bocellego. Gdyby przyjąć "myśl" (cudzysłów w pełni uzasadniony) opiekunia za egzystencjalną normę, to trzeba natychmiast zadać pytanie jakież to sprawki ma Andrzej na sumieniu, skoro po kilku latach życia stracił wzrok?
      Ach! Najwyraźniej karma się pomylił. I zawstydzona (bo przecież tenor cudem uniknął aborcji) wynagrodziła mu dopust losu obdarzywszy cudownym głosem. Ale tu stajemy - jak gowiniątko - w sytuacyjnym rozkroku.
      Jeśli bowiem głos Bocellego jest formą rekompensaty, to musi to znaczyć nic innego, jak "karmę nagordy".
      W dupie mam taką karmę, co tej samej osobie odbiera jedną ręką, by nagrodzić drugą pozostawiając jednak w foremce kalectwa!

      Poronienie.

      Jeśli człowiekiem stajemy się w chwili zapłodnienia, to poronienie samoistne oznacza śmierć nienarodzonego.
      Za jakie grzechy? Poronienie najczęściej ma miejsce we wczesnych stadiach ciąży - gdy nóżęta i rączeta nie sa na tyle rozwinięte, by kopać maminy brzuszek. Roniony jest nadto najczęściej oczekiwanym owocem miłości rodziców, toteż trudno przypuścić, by karma "abortowała" płód gdyz ten łamie zycie rodzicielki i należy go za to ukarać.
      A dzieci z wadami wrodzonymi?
      A te, które umierają na białaczkę i inne formy raka (pełno takich obrazków na fejsie) - cóż zawiniły karmie za aktualnego życia?
      A te, które zgineły w wyniku wypadków? Czy zdażyły wystarczająco sobie nagrabić?
      Jeśli były słodkimi dzieciaczkami uwielbianymi przez otoczenie, to czemu karma nie dała im szansy jazdy jeszcze bardziej wypasioną bryką, lecz odesłała na tamten świat w jednej chwili?
      Acha! Najwyraźniej karma ukarała kierowcę pojazdu. Musi być więc na tyle ślepa i zapamiętała w "zemście", iż w anusie miała "dobre serduszko" pasażera.
      A jeśli zginęło w zderzeniu z winy innego sprawcy wypadku? No dobra - karma ukarała skurwysyństwo tamtego.
      ale dlaczego zginęli niewinni ludzie?

      Można mnożyć przykłady w nieskończoność.
      Ale co to zmieni?
      Kretyn zawsze znajdzie sobie formułkę pasującą do sytuacji. I zawsze "wiarygodnie" zakwalifikuje dane wydarzenie.
      Wystarczy jednak spojrzeć na całość tego wywodu zakładając, iż karma determinuje nie nasz obecny los, lecz ten, którego doświadczymy w przyszłym życiu. Niewidomy od urodzenia być może w przeszłym życiu pozbawił kogoś wzroku.
      Dotknięty paraliżem lub inną formą kalectwa - mógł być sprawcą inwalidztwa przeszłej ofiary. Taka dolegliwość od dzieciństwa bardziej pasuje do pojęcia karmy.

      No dobra.
      Ale czy to faktycznie karma?
      W chwili zeżarcia rajskiego jabłka straciliśmy szansę na nieśmiertelność. Długość życia każdego z nas jest zależna tak od genów jak i okoliczności od nas zależnych lub niezależnych.
      Długowieczność - obarczona dolegliwościami wieku starczego - wcale nie musi oznaczać "karmicznej" nagrody, a może np. być szansą od losu, by pojąć sens własnego istnienia.

      Choroba jest nieuniknioną konsekwencją starzenia i przemijania.
      Owszem - można odejść w miarę szybko i bezboleśnie tak dla siebie, jak i dla otoczenia.
      Można też się namęczyć i nacierpieć przed zgonem.
      Uzależnianie obu tych form od karmy to przypadłość nieobca jedynie debilom.
      Wykorzystywanie czyjejś choroby do dowodzenia znaczenia karmy i odwoływanie się do sumienia cierpiacego jest dowodem absolutnego braku mózgu.
      Czego przykładem jest nasze opiekunię.

      Jeśli się mylę i karma jednak powraca już za aktualnego życia w sposób zależny od naszych dokonań, to zachęcam opiekunię do własnych refleksji (bo wobec braku mózgu przecież nie do przemyśleń).
      Bo jeśli jest jak w zdaniu powyższym, to worek opiekunia stopniowo pęcznieje.
      Kiedyś pewnie pęknie.
      Probleme jest jedynie co też opiekuniowi na durny łeb spadnie.

      A Tomaszowi Lisowi życzę szybkiego powrotu do zdrowia.

      Kiedyś byłem świadkiem choroby jednego z najwspanialszych chirurgów jakich poznałem w życiu.
      Był dla mnie wzorem lekarza i człowieka (oczywiście znałem go jedynie z kontaktów zawodowych i luźnych rozmów w miejscu pracy) Zmarł na zawał w wieku 62 lat, nie mając wcześniej żadnych dolegliwości...

      Ksiądz Kaczkowski też się zbyt długo nie nażył.
      Pedofilowi jankowskiemu postawiono pomnik...
      Ach ta karma, ta karma...

      opiekunię winno wysłuchać mowy Olgi Tokarczuk w Sztokholmie.
      Z nikła szansą na skumanie trudnego tekstu.
      Ale warto, bo można wtedy skumać jak się bardzo nikim.
      Nawiedzenie pisarki nie ma tu żadnego znaczenia.
      Tok myśli i siła przekazu są dla patologicznego narcyza niedościgłe.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka