Dodaj do ulubionych

Poświąteczne refleksje

27.12.19, 12:11
...nie zawsze dla nas, Polaków wesołe...
Dlaczego, jeśli się różnimy między sobą religią, rodzinnymi tradycjami, światopoglądem, przekonaniami, upodobaniami artystycznymi, gustami, sympatiami politycznymi, to nie możemy inaczej, jak tylko wzajemnie się nienawidzić? Ślepo, gorąco, zażarcie, tak po polsku, z całej naszej słowiańskiej duszy? Dlaczego nie próbujemy tego "innego" tolerować, lub przynajmniej ignorować? Dlaczego pragniemy go raczej "anihilować"?

Często bywam w UK i... zgadzam się z panem Skarżyńskim ( tekst poniżej ). Jeśli nawet nie leży w naszej narodowej tradycji, dobrze byłoby to do niej przenieść.


https://scontent.fwaw3-2.fna.fbcdn.net/v/t1.0-9/80191211_2696987010377146_3904667408605904896_n.jpg?_nc_cat=111&_nc_eui2=AeFJZgP1Y8JlEUPbbhtALicUOcQqWWP-qV0bjQSI_D60nKa2UJNF9y-Gzb8wU7Bbx_G6ydWzMubYrtDkVEAZ25Nf9Nt0Z01-Gsbr2MRQ3-AJlg&_nc_ohc=7Nbajf_D_m4AQmCeYyOWtKJxxBt1rdZNBfbU8kcAvLONr_eiMPypmOgEg&_nc_ht=scontent.fwaw3-2.fna&oh=332f22d1b40c5c69912c99a4ca74295b&oe=5E6611C3
Obserwuj wątek
    • sorel.lina Re: Poświąteczne refleksje 27.12.19, 12:16
      "Naprawdę serce rośnie, kiedy młody zwolennik brexitu o wyglądzie piłkarskiego chuligana pomaga przejść przez ulicę starszej pani z unijną flagą w dłoni.

      O plecaku przypomniałem sobie kilkadziesiąt kroków od dworca. Portfel z dokumentami, kartami i pieniędzmi, laptop, telefon, teczka z ważnymi papierami i kilka osobistych, zupełnie niemożliwych do odtworzenia przedmiotów. Wszystko zostało na półce nad moim siedzeniem.

      Zawróciłem, ale dworzec był zamknięty – kiedy ostatni pociąg z Londynu przyjeżdża na stację w Oksfordzie, za wychodzącymi pasażerami zamyka się bramka z magnetycznym zamkiem. Do rana nie ma tam żywej duszy.
      Pierwszą myślą było wtedy „no trudno, odbierzesz jutro”. Dopiero potem pojawiła się wątpliwość, czy jednak ktoś plecaka z dość wartościowymi przedmiotami nie postanowi sobie przywłaszczyć.
      Następnego dnia pan w biurze rzeczy znalezionych oddał mi plecak z całą zawartością i życzył miłego dnia.

      Kiedy moja uczennica zgubiła telefon – a raczej: jeden z ostatnich cudów techniki – w Blenheim Palace, to nie tylko ktoś odniósł go do sklepu z pamiątkami, ale jeszcze pracownicy tego sklepu podłączyli go do ładowania. I nie, nie miał „mało baterii”.
      – A dlaczego mieli go nie podłączać? Czy to może taki telefon uszkodzić? – zapytała sąsiadka, której zszokowany opowiedziałem o tym naładowanym telefonie.
      Patrzyła z takim brakiem zrozumienia, że poczułem się jak człowiek, który przybył z dzikiego Wschodu. Równie dobrze mogłem jej tłumaczyć, że wieczorem cała wieś powinna się zebrać, policzyć i polecić opiece bogów tych, którym nie udało się przed zmrokiem wrócić za palisadę."

      cdn
      • sorel.lina Re: Poświąteczne refleksje 27.12.19, 12:21
        "Wojna każdego z każdym.

        Paradoksalne jest to tym bardziej, że to w Anglii Thomas Hobbes napisał i wydał „Lewiatana” – nadal jedno z najważniejszych dzieł filozofii politycznej, w którym wyłożył przekonanie, że bez władzy ludzie pozostają w stanie „wojny każdego z każdym”.

        W Zjednoczonym Królestwie na 242,5 tysiąca kilometrów kwadratowych żyje blisko 68 milionów ludzi, z czego w Anglii – 56 milionów na 130,2 tysiąca kilometrów kwadratowych. Zagęszczenie ludności wynosi odpowiednio: 270 osób i 424 osoby na kilometr kwadratowy.

        W Polsce na niespełna 313 tysiącach kilometrów kwadratowych mieszka 38 milionów ludzi, co daje 123 osoby na kilometrze kwadratowym. Niemal trzy i pół razy mniej niż w Anglii.
        Warunki, żeby się po Hobbesowsku pozabijać, są zatem na Wyspach znakomite.

        Kierownica nie po tej stronie

        A bogactwo to broń obosieczna, bo choć zarabia się w funtach – minimalna stawka wynosi ponad osiem funtów, czyli 40 złotych za godzinę pracy – to w tych funtach też się płaci.

        Weźmy drogi, te wstążki, na których w pejzażu późnego kapitalizmu tłok jest najbardziej widoczny: po niespełna 400 tysiącach kilometrów dróg w Anglii, Szkocji i Walii jeździ 38,2 miliona pojazdów. 95,5 pojazdu na każdy kilometr drogi.

        W Polsce jest 420 tysięcy kilometrów dróg, a pojazdów – 29,5 miliona. Na każdy kilometr przypada 70,2 pojazdu – o jedną trzecią mniej niż w Wielkiej Brytanii.

        Brytyjska droga, nawiasem mówiąc, nie zachwyca – sieć drogowa jest do tego zagęszczenia ruchu kompletnie nieprzystosowana, a remonty są skąpe i prowadzone nocami, bo wyłączenie z ruchu choćby skrawka jezdni prowadzi do korków o wymiarach apokalipsy.

        Normą są też właściwie nieobecne w Polsce mosty i drogi jednojezdniowe, czyli takie, na których ktoś musi stać, aby jechać mógł ktoś – większość wsi i miast zbudowano w średniowieczu, kiedy droga miała akurat tyle szerokości, żeby przejechał nią wóz zaprzężony w woła. I tej szerokości zostały.

        Tłok jest niewiarygodny, i to jest jeden ze skutków bogactwa.

        A jednak jeżdżę od roku po tych drogach, w moim najgłębszym przekonaniu pod prąd, samochodem z kierownicą zamocowaną zupełnie nie tam, gdzie należy. Na każdym z niezliczonych rond skręcam w lewo, lewą ręką zmieniając biegi, i sunę zgodnie z kierunkiem wskazówek zegara wbrew wszystkiemu, czego się nauczyłem.


        Równie dobrze mógłbym jeździć do góry nogami. A denerwuję się mniej, niż kiedy prowadziłem w Polsce."

        cdn.
        • sorel.lina Re: Poświąteczne refleksje 27.12.19, 12:27
          Życzliwość normą społeczną?

          Odpowiada za to szczególny, nieznany mi z Polski rodzaj uważności na innych, który zadaje kłam animalnej teorii człowieczeństwa Hobbesa. A raczej – dodaje do niej kolejny poziom. Hobbes twierdził, że gdy zakończy się stan wojny każdego z każdym, ludzie pozostaną sobie wrodzy, ale związani prawami nie będą mogli tej wrogości swobodnie wykonywać, choć będą korzystać z możliwości wzbogacenia się kosztem innych, gdy nie będzie im za to grozić kara.

          Stanem wedle Hobbesa zastępującym naturalny stan wojny, gdy każdy inny jest potencjalnym źródłem zysku, jest neutralność – wyrażająca się brakiem wrogości neutralność.

          Jednak Brytyjczycy postanowili pójść krok dalej i ich codzienne, małe życie społeczne wygląda tak, jakby ta zredefiniowana umowa społeczna zakładała, że ludzie są
          – by pozostać przy Hobbesowskiej metaforze – sojusznikami, a więc należy im pomagać i traktować ich z życzliwością.

          I to nie jest fałszywe – to jest społeczna norma, taka sama jak to, że sprząta się po piesku (nie tęsknię za „trawnikami” na warszawskim Mokotowie ani trochę!). Trzeba się tego nauczyć i zacząć to robić.


          Co mogę ci podać, skarbie?
          Szybko wchodzi w krew, bo efekty tej drobnej z pozoru zmiany są zupełnie rewolucyjne.

          Kiedy pasem dojazdowym wjeżdża się na drogę ekspresową lub autostradę, to ci sunący lewym pasem (w Polsce byłby to prawy) zgodnie zmieniają go na sąsiedni, by ułatwić życie włączającym się do ruchu.
          Czasami przeginają: zdębieć można, kiedy na rondzie tworzą się korki, bo cztery samochody na czterech drogach dojazdowych stoją, a kierowcy mrugają sobie długimi światłami i uprzejmymi gestami przez szybę zachęcają, aby to ktoś inny pojechał pierwszy. Ale zawsze z dwojga głupot wybiorę ją ponad tę z Polski, gdzie wszyscy wepchną się na skrzyżowanie, żeby tam na siebie trąbić i przez szyby wygrażać sobie pięściami.

          Zwyczajne jest, że zza lady w supermarkecie dobiega: „Co mogę ci podać, skarbie?” albo „Na co masz dziś ochotę, słoneczko?”. Więc gdy podczas jednej z wizyt u rodziny w sklepie w Warszawie zapytano mnie po prostu: „Co będzie?”, naprawdę zdębiałem. Gdzie: „Jak się masz?”, gdzie uśmiech, gdzie te wszystkie ozdobniki?

          Pomyślałem wtedy, że polska oszczędność w byciu miłym bardzo odbiera przyjemność z robienia czegokolwiek.

          cdn.
          • sorel.lina Re: Poświąteczne refleksje 27.12.19, 12:30
            Demonstracje bez barierek

            Życzliwość jest też bezcenna dla demokracji.

            To owo poczucie zobowiązania wobec innych ludzi odpowiada za entuzjazm, z jakim Brytania rozwija te wszystkie projekty, które w Polsce utknęły – od równości małżeńskiej mniejszości seksualnych, przez poważne traktowanie praw kobiet, po walkę z rasizmem. Brytyjczyków nie oburzają nierówności (majątkowe mają takie, że dech zapiera), ale oburza ich brak szacunku dla innego człowieka przejawiający się nieuzasadnionym odbieraniem mu praw lub podmiotowości.

            Efekt jest taki, że podczas demonstracji przeciwników i zwolenników brexitu pod pałacem westminsterskim nie ma ani pół barierki oddzielającej demonstrantów jednych od drugich, o prawie zakazującym demonstracjom być bliżej niż sto metrów od siebie nie wspominając.

            Bez barierek możliwy jest ludzi kontakt – i naprawdę serce rośnie i odechciewa się przejmować brexitem, kiedy młody zwolennik wyjścia z Unii, wyglądający na piłkarskiego chuligana, pomaga przejść przez ulicę starszej pani z unijną flagą w dłoni.

            Bez barierek można też zostać świadkiem pełnej emocji rozmowy skrajnej przeciwniczki brexitu z jego zupełnie bezkrytyczną zwolenniczką:

            – ...i musimy pogodzić się z tym, że Brytania nie jest już globalnym imperium, bo...

            – Ale nikt nie chce powrotu do czasów imperium i kolonializmu! Przepraszam, kochanie, czy ja ci przerwałam?

            – No, tak, niestety.

            – Och, to dokończ, przepraszam!"

            S. Skarżyński, Londyn.
            • 1agfa Re: Poświąteczne refleksje 27.12.19, 13:37
              Sorellino kwiat, chociaż po świętach, to jeszcze choinka stoi.
              I niech to będzie w "pierwszych słowach mojego listu" ; )
              Refleksjom pana jw., przez Ciebie zacytowanego mogę jedynie przytaknąć, potwierdzić. Zresztą Ty znasz to z własnych doświadczeń. Jest to smutna refleksja, jeśli pomyśli się o tzw. "charakterze narodowym", jaki - będąc uogólnieniem - jednak potwierdza się nazbyt często w polskiej praktyce, tradycji niegrzeczności, obojętności, a nawet chęci poniżenia i dokopania lub umiłowanego "podkładania świni". Znając inne kraje (prawda, że z dawniejszych czasów) taką właśnie jak Autor powyżej opisał spotykałem obyczajowość, i źle odczuwam teraźniejszość w Polsce. Nie zmieniło się na korzyść, choć tak się zapowiadało przez lata; od pewnego czasu gwałtownie pogarsza się coś, co nazywano "stosunkami międzyludzkimi". Doszło do tego, że pierwszy raz, a przeżyliśmy naprawdę paskudne lata w Polsce, słyszę koło siebie żale, że nie wyemigrowaliśmy. Cos z tego zaczyna mnie przekonywać.
              Jednak ten jad wrogości, rozpowszechniony, nie wziął się znikąd - ktoś nim na wskroś przesiąkły, jadem się żywiący, tę wrogość rozpowszechnił, mściwie rozsiał wśród milionów.
              Czyżby psychozy się udzielały, masowo zarażały? To już pytanie dla lekarzy : (
              A poza tym jak zawsze uważam, że Zachód objął kulturą w jej szerokim rozumieniu tereny potąd, dokąd sięgnął starożytny Rzym. Za Odrę nie dotarł...


              --
              "Polsce potrzebna jest dzisiaj jasna koncepcja kontroli państwowej, która obejmuje wszystkie dziedziny życia publicznego, nie pozostawiając sfer niczyich". Z Projektu Konstytucji Pis z 2005r.
              • wscieklyuklad Re: Poświąteczne refleksje 27.12.19, 14:29
                Nim włączę się do polemiki, artykuł podsumowujący niepokojące zjawisko:

                Na ulicach Londynu i innych dużych brytyjskich miast grasuje inne, o wiele większe zagrożenie, niż opuszczenie Unii Europejskiej bez umowy regulacyjnej.

                Według raportu Narodowego Biura Statystycznego Wielkiej Brytanii opublikowanego z początkiem lutego, w okresie od marca 2018 do stycznia 2019 na terytorium Królestwa doszło aż do 726 morderstw.

                Jest to najwyższa liczba zabójstw od 2008 roku oraz czwarty z rzędu rok, kiedy liczba ta rosła. Jednakże to nie ogólna liczba osób pozbawionych życia wywołała falę niepokoju społecznego, ale fakt, że spośród wspominanych 726 morderstw prawie 40 proc. zostało dokonanych przy użyciu ostrego narzędzia. 285 ofiar nożowników to najwyższy wynik w historii Wielkiej Brytanii od czasu 1946, czyli od roku, w którym zaczęto prowadzić statystyki zabójstw. O ile wysoka liczba ofiar ostrych narzędzi nie powinna dziwić ludzi znających specyfikę przestępczości na Wyspach, to już jej ciągły wzrost oraz osiągnięty właśnie niechlubny rekord szokuje i powinien martwić – w szczególności rząd oraz służby porządkowe. Dlaczego? Ponieważ Wielka Brytania od lat zmaga się z wzrostem liczby niebezpiecznych przestępstw, w tym ataków dokonywanych z użyciem noża. Co gorsza, większość napastników i ich ofiar to ludzie młodzi. Według danych zgromadzonych w raporcie dotyczącym przestępczości w Wielkiej Brytanii, największy odsetek zarówno sprawców, jak i ofiar przestępstw z użyciem noża, przypada na mężczyzn w grupie wiekowej 16-24 lata.

                W zeszłym roku liczba morderstw dokonanych w Londynie, wliczając w to ataki nożowników, przewyższyła liczbę ofiar zabójstw w Nowym Jorku – precedens nieznany od czasu rozpoczęcia statystyk w XX wieku.

                Tylko w 2018 roku policja w Wielkiej Brytanii przyjęła zgłoszenia o 21 851 incydentów z użyciem noża, z czego wiele zakończyło się uszczerbkiem na zdrowiu, kalectwem albo śmiercią.
                Dlaczego ataki z użyciem noża są na porządku dziennym?

                Złożyło się na to, chyba jak zawsze, dużo różnych czynników oddziałujących przez lata. Pierwszym, jednym z najważniejszych, jest znaczne niedofinansowanie policji w dużych miastach spowodowane cięciami budżetowymi po kryzysie finansowym. W dużych miastach takich jak Londyn i Manchester, w którym tradycyjnie poziomy przestępczości (szczególnie drobnej) były wysokie, niższy budżet policji spowodował zmniejszenie pieszych patroli, które – jak się okazało – dobrze spełniały zadania prewencyjne. Bez nich liczba napadów, rozbojów oraz drobnego handlu narkotykami wzrosła, doprowadzając do efektu błędnego koła. Zachęceni brakiem policji przestępcy zaczęli chętniej sięgać po noże jako narzędzie pomocne w kradzieżach i zastraszeniach. Młodociani przestępcy nie mogą, w przeciwieństwie do swoich amerykańskich odpowiedników, na większą skalę posługiwać się bronią palną, ponieważ dostęp do niej jest w Zjednoczonym Królestwie bardzo ograniczony. Zostają im więc noże. To niezwykle szybko doprowadziło do sytuacji, w której młodzież, także ta zupełnie niezwiązana z lokalną przestępczością i gangami, sama zaczęła nosić noże, tasaki, a czasem nawet maczety jako środki obronny przed napadem.

                Ponieważ ta sytuacja przez dłuższy czas nie zwracała szczególnej uwagi policji i władz lokalnych, w miastach takich jak Londyn rozwinęła się swoista kultura noża, której skutkiem była normalizacja noży w życiu publicznym, szczególnie w środowiskach biedniejszych oraz w kręgach imigrantów zamieszkałych w czynszowych blokach zwanych potocznie „councilami”.

                Drugim, również niezwykle ważnym powodem rozwoju przestępczości „nożowej” w Wielkiej Brytanii, była i w jakimś stopniu nadal jest kontrowersyjna polityka regulacji broni. Powszechnie wiadomo, że zdecydowana większość angielskich policjantów nie nosi ze sobą broni palnej, co wynika z zasady „uzbrojenia współmiernego do zagrożenia”. Od dziesięcioleci posiadanie broni w Wielkiej Brytanii jest niezwykle surowo regulowane i jedynymi grupami z nieco łatwiejszym dostępem do niej są myśliwi oraz funkcjonariusze policji i żołnierze. Co ciekawe, brytyjskie przepisy regulujące broń dotyczą nie tylko broni palnej, ale obejmują także wiele innych typów uzbrojenia, np. gazy pieprzowe, pałki, pałki teleskopowe oraz kastety.

                Wszystkie te narzędzia samoobrony, znane z polskich ulic, są w Wielkiej Brytanii całkowicie zakazane, a ich posiadanie podlega surowej karze.

                Choć w tych samych przepisach istnieje też zapis zakazujący posiadania i noszenia noży, w tym z ostrzem sprężynowym i ukrytym, to nie mogą one zakazywać posiadania i przenoszenia wszystkich rodzajów noży. Noże kuchenne oraz te wykorzystywane do pracy nie były objęte prawie żadnymi przepisami regulującymi, przez co szybko stały się jedyną możliwą bronią, w której posiadanie relatywnie łatwo mogą wejść małoletnie gangi lub kieszonkowcy i złodzieje. Choć po odkryciu problemu „nożowego” rząd brytyjski próbował mu zaradzić, wprowadzając nową legislację, to niestety po raz kolejny zrobiono za mało za późno. Ograniczenie możliwej długości noszonego ze sobą noża oraz wprowadzenie limitu wiekowego na zakup nie doprowadziło do wyparcia z ulic noży już kupionych oraz nie dotknęły handlu internetowego, z którego, dzięki jego anonimowości, korzystała zdecydowana większość brytyjskich nożowników.

                W chwili obecnej zarówno rząd, jaki i społeczeństwo Wielkiej Brytanii są wyjątkowo świadomi problemu. Niestety walka z nim jest niezwykle trudna. Milionowe wydatki na kampanie prewencyjne, przeszukania typu „stop and serach” oraz cięższe wyroki dla sprawców miały być szybkim i skutecznym sposobem na walkę z nożami. Jednak najnowsze badania potwierdzające ciągły wzrost zabójstw z użyciem broni białej jest idealnym aczkolwiek smutny dowodem, że starania Brytyjczyków pozostają prawie zupełnie nieskuteczne.

                Michał Oleksiejuk
                • wscieklyuklad Re: Poświąteczne refleksje 27.12.19, 14:32
                  2011-05-11 18:15
                  Tomasz Włodarczyk

                  My bezskutecznie walczymy ze stadionowym chuligaństwem, Anglicy od ponad 20 lat nie mają z tym problemu. Z bandytami rozprawili się żelazną pięścią i olbrzymimi karami finansowymi.

                  Rewolucja zaczęła się po tragedii na stadionie Hillsborough w 1989 roku, gdy podczas meczu Liverpoolu z Nottingham Forest w Pucharze Anglii zginęło 96 kibiców "The Reds", z powodu przepełnionych trybun. Wówczas Lord Justice Taylor stworzył słynny raport, który zreformował prawo na stadionach.

                  Polowanie na chuliganów

                  "Raport Taylora" zlikwidował miejsca stojące na stadionach, wprowadził karty kibica na wszystkie mecze ligowe i reprezentacji, monitoring kibiców i zakazy stadionowe wobec najgroźniejszych kiboli.

                  Rozpoczęło się regularne polowanie na chuliganów, stworzono specjalne oddziały policji do walki z klubowymi bandytami. Kluby wydały na to ogromne pieniądze, to one bowiem płacą za interwencje policji na stadionie.

                  Patrz też: Obława na kiboli: 21 pseudokibiców z Warszawy i Poznania zatrzymanych przez policję

                  Za pałami policji poszły astronomiczne kary finansowe dla kiboli, egzekwowane szybko i skutecznie, bolesne nawet dla posiadaczy najgrubszych portfeli. Przykładowo za wbiegnięcie na boisko trzeba zapłacić grzywnę od kilku do kilkudziesięciu tysięcy funtów (od 15 tys. złotych do 120 tys. zł), w zależności od zagrożenia. Za bójki i dewastację stadionów - od razu więzienie. Dla wszystkich sprawców bezwzględny, dożywotni zakaz oglądania meczów.

                  Przykłady z najnowszej historii angielskiej piłki

                  2009 rok. Spotkanie drugiej rundy Pucharu Anglii pomiędzy West Hamem i Milwall - klubami, których kibice się szczerze nienawidzą. Na stadionie doszło do kilku bójek, po golach kibice wbiegli na murawę, jeden z nich został dźgnięty nożem.

                  Po tej aferze angielska federacja piłkarska (to ona odpowiada za egzekwowanie prawa przeciwko kibolom) nałożyła na West Ham 115 tysięcy funtów kary (510 tys. złotych) za niezapewnienie bezpieczeństwa. Klub i policja zidentyfikowały WSZYSTKICH zamieszanych w walki na i poza stadionem, aresztowanych zostało 50 osób.

                  Wszystkie otrzymały kary od 5 do 10 tysięcy funtów (od 22 tysięcy do 45 tys. złotych) i dożywotni zakaz stadionowy.

                  Karki na karki

                  Inne obrazki. Stacja Liverpool Street w Londynie na kilka godzin przed meczem Chelsea - Manchester United. Specjalna grupa policji eskortuje wagony kibiców "Czerwonych Diabłów" do stacji Fulham. Każdy z mundurowych wygląda jak... stadionowy bandyta. Wielki, łysy, z pałą. Kibice ani myślą śpiewać "zawsze i wszędzie policja jeb..a będzie".

                  Przeczytaj koniecznie: Patrz też: Dr Clifford Stott: Wystarczy wyeliminować małą grupę, żeby na stadionie było bezpiecznie

                  Podczas mistrzostw świata, w dni, kiedy grali Anglicy, pięciu kibiców z Birmingham mających stadionowe zakazy, nie stawiło się na komisariat. Efekt był natychmiastowy. Aresztowania jeszcze tego samego dnia i kary po tysiąc funtów na głowę (4000 zł).

                  Marni wykonawcy

                  Jak widać, nie trzeba zamykać stadionów, aby wyeliminować chuliganów z polskiej piłki. Narzędzi do zwalczania bandytyzmu jest mnóstwo. Trzeba tylko umieć się nimi posługiwać. Z tym mamy największy problem. Marni wykonawcy: politycy, policjanci, ochroniarze, sądy...

                  W Anglii uderzyli pięścią w stół. Była niezwykle silna wola wszystkich zainteresowanych (przede wszystkim premier Margaret Thatcher, którą nieudolnie naśladuje Donald Tusk), aby pozbyć się chuliganów ze stadionów. Problem został rozwiązany. U nas wciąż nie.

                  Tak robią Anglicy

                  Premier Margaret Thatcher działała stanowczo, ale mądrze. Karała tylko winnych.
                  Kary za wbiegnięcie na boisko - od 15 tys. do 120 tys. złotych (dla kibola).
                  Kara za bójkę stadionową i niszczenie obiektu - od 22 tys. w górę i dożywotni zakaz stadionowy na wszystkie mecze.
                  Złamanie zakazu stadionowego, niestawienie się na policji - areszt, kara 4000 zł.
                  Kara dla klubu za niezapewnienie bezpieczeństwa - od pół miliona złotych w górę.
                  Sądy bezwzględnie karzą kiboli.
                  Za interwencję policji na stadionie płaci klub.

                  Tak robią Polacy
                  Kara za wbiegnięcie na boisko - przeważnie żadna.
                  Kara za bójkę stadionową i niszczenie obiektu - zakaz stadionowy (ale tylko na mecze ligowe).
                  Złamanie zakazu stadionowego, niestawienie się na policji - teoretycznie areszt.
                  Kara dla klubu za niezapewnienie bezpieczeństwa - do 100 tys. zł.
                  Sądy przeważnie uniewinniają kiboli ze względu na znikomą szkodliwość społeczną czynu, karzą za to gazety za umieszczenie zdjęcia byłego wicepremiera sikającego w krzaki (kara 80 tys. zł).
                  Za interwencję policji na stadionie płacą podatnicy.
                  • wscieklyuklad Re: Poświąteczne refleksje 27.12.19, 14:48
                    Powiem szczerze, iż przywołany wyjściowo artykuł skutecznie mnie rozśmieszył.
                    Z każdej linijki tekstu tchnie prowincjonalizmem i małomiasteczkowymi kompleksami. Życzliwość ma tu być unikatowa niemal na skalę światową.
                    Nie ma to jak Bryty! Będą stać na rondzie i miast wygrażać sobie piąchą i wciskać klakson do oporu (a nawet wyjść z auta z lewarkiem w dłoni jako argumentem ostatecznym i jedynie skutecznym), podają się na kierownicę i grzecznym gestem zachęcają do pokonania ronda tworząc przy tej okazji korki.
                    Teraz (czytaj "po bredzixie") to dopiero będzie. Nie daj Boże, gdy do ronda dotrze znów RÓWNOCZEŚNIE "x" samochodów - jeśli w tej grupie nie będzie Polaka - przesrane!
                    Wedle obowiązujących w UE (a w Anglii do 31.01.20) przepisów - na rondzie obowiązuje pierwszeństwo przejazdu dla pojazdu już w obrębie ronda i tylko niedołęga czekający na swoją kolejkę wjazdu w obręb ruchu kołowego będzie tam tkwił mizdrząc się do innego użytkownika szosy.

                    Zagubiony przedmiot.
                    Znów złe wspomnienia autora?
                    I znów NIEPOWTARZALNA ŻYCZLIWOŚĆ Angoli (i imigrantów!)?
                    Wiele lat temu w Grecji zostawiłem w autobusie kamerę filmową. Zapytany z szansę jej odzyskania nasz opiekun grupy stwierdził: jeśli znalazł ją Polak, to raczej należy się z nią wirtualnie pożegnać i kupić nową. Znalazł ją... kierowca i dostarczył do siedziby firmy, która zorganizowała przejazd. Już następnego dnia cieszyłem się odzyskania zguby.

                    Mój zięć zostawił w genewskim tramwaju PORTMONETKĘ bynajmniej nie pustą.
                    Wydawałoby się, iż jedynym wyjściem jest udanie się do polskiego konsulatu z prośbą o wsparcie.
                    Zguba (z pełną zawartością) trafiła do tamtejszego biura rzeczy znalezionych i dzięki temu została odzyskana po kilku godzinach.

                    Przypisywanie więc wyłącznie wyspiarzom wyjątkowej życzliwości i uczciwości jest zdecydowanie chybione.
                    Gdziekolwiek się znajdziemy w Europie (na zachód od Nysy) będziemy świadkami identycznych zachowań - może jedynie z mniejszą niż w Brytanii tendencją do rozmowy o dupie Maryni (czytaj: o pogodzie)

                    cdn
                    • wscieklyuklad Re: Poświąteczne refleksje 27.12.19, 15:01
                      A przecież i w naszym kraju znajdzie się sporo kulturalnych kierowców i nie mniej szlachetnych znalazców czyjejś zguby. Tyle, że - gdy chodzi o tych ostatnich - jest to zjawisko na tyle rzadkie i dziwnie zaskakujące, iż prezentuje się je (często medialnie) jako niemal czyn bohaterski. Na Zachodzie to przecież normalność - u nas wciąż coś co należałoby umieścić w Księdze G. jako rekord lokalnej "dewiacji".

                      Codziennie z Sorell śledzimy "polityczne" debaty - jeśli w gronie zaproszonych jest pison to u kresu debaty mamy wrażenie odpracowania górniczej dniówki. pisonie bydło jest zaprzeczeniem drwinowskiej teorii ewolucji. Organizmy tlenowe wymagają stałego dostępu do powietrza. pison to ewolucyjny mutant oddychający nieustaloną tkanką/organem. Nie ma możliwości przerwania wyrzucanej z szybkością karabinu maszynowego tyrady, zasadne jest więc zdziwienie skąd pochodzi ów zasób O2, b przecież głęboki wdech winien umożliwić włączenie się innej osoby do dyskusji
                      co jednak - jeśli redaktor moderujący nie jest odpowiednio skuteczny (uparty) w próbie oddania głosu komuś innemu, jest absolutnie wykluczone.
                      Mutantów ewolucyjnych winno się zatem zapraszać indywidualnie, zadawać pytanie w interesującej redaktora kwestii, po czym tenże mógłby czas trwania audycji poświęcić na picie kawy/herbaty lub molestowanie seksualne interesującej go osoby (naturalnie nie pod okiem kamery).

                      cdn.
                      • wscieklyuklad Re: Poświąteczne refleksje 27.12.19, 15:22
                        Mamy oczywiście genetycznie uwarunkowane cechy charakteru, z których wynikają zachowania tak dla nas za granicami kraju "nietypowe".

                        Ale jeśli bandziory rozwieszają na stadionie faszystowskie/rasistowskie banery i wywrzaskują rasistowskie hasła opakowane w trójsłów Bóg Honor Ojczyzna i nie spotykają ich za to bodaj najdrobniejsze kary, to - jako grupy rosnące w siłę "także liczebnie) szybko wymykają się państwowej kontroli. Jakimże wielkim suckcessem okazuje się wówczas wykrycie i aresztowanie szefów tych bandyckich struktur, którzy okazują się złodziejami klubowych finansów (Wisła Kraków) lub np. dilerami narkotyków, o czym oczywiście sużby państwowe nie dowiedziały się w początkach przestępstw lecz po ustaleniu braku parasola ochronnego ze strony "mecenasów" indywidualnych czy wręcz państwowych.

                        Wolska polityka jest źródłem braku tej życzliwości. Facebook przesiąknięty jest memami wspominającymi o głębokich podziałach rodzinnych spowodowanych przez małego skurwiela z Żoliborza i jego bandę. To to właśnie bydło przybierając minkę chodzącego dobra (w przekazie publiczny "kryształu") gnoi rozmówcę przed kamerami pokazując odbiorcom gdzie jest wróg i jak należy z nim postępować.

                        Sprzątanie własnych śmieci?
                        Ulica.
                        Tylko ona daje szansę na późniejszy ład.

                        16 letni i 22 letni faszystowski bydlak i ich poszukiwany kuleszka, zdemolowali stanowisko wolontariuszy rozdających żywność i ubranie biedakom.

                        Taki skurwysyn - ze względu na faszystowskie przekonania - zostanie uniewinniony, gdyż zdecydowanie większym zagrożeniem dla państwowego ładu jest sędzia, który zgarnął pięć dych ze sklepowej lady lub zwędził wiertarkę w sklepie.
                        To pisonie bydło dziesiątki razy rozgrzesza przestępstwa "swoich", ścigając swych przeciwników za wydumane wykroczenia (dajcie mi człowiek a paragraf się znajdzie - naturalnie gdy chodzi wyłącznie o przeciwnika bydła czego znamiennym dowodem jest nasza Mirka).

                        Sprzątanie?
                        Jakieś wyspiarskie debilę próbuje wyniośle zaczepiać.

                        pisonie barachło.

                        Pażywiom-uwidim.
                        Już od lutego zegar na Wyspach zacznie bić innym rytmem.
                        Kto wie ilu jeszcze nożowników i innych zwyrodnialców czeka na tę chwilę.
                        Może puby trzeba będzie zastąpić porządkami we własnej "kiczen".
                        I zapewniam, że nie będzie to wcale proste.
                        Zwyrodnialcy wolscy będą musieli wrócić do kraju ze względu na brak znajomości języka i inne stosunki pracy. A przede wszystkim z powodu braku zawodowych kwalifikacji.
                        Zdobycie glejtu na pobyt wcale nie będzie łatwe.
                        Wrócą do Wolski rządzonej przez moralnych zwyrodnialców.
                        Czy przywiozą ze sobą "brytyjską elegancję bytu"?
                        Czy spróbują zaimplementować ją na naszym gruncie.

                        Już teraz wiecie co mnie w wyjściowym artykule tak rozbawiło.
                          • wscieklyuklad Re: Poświąteczne refleksje 27.12.19, 15:38
                            Powyżej wzorzec Patryotyzmu i Trzeźwego Myślenia.

                            No dobra. A poniżej co?
                            Spójrzmy w drugą stronę.
                            Angol jakiś czas będący w Wolsce jedzie do rodzinnego miasta.
                            Na Wyspy mianowicie jedzie.
                            I jak widać czegoś się nauczył (poza anatomią)

                            Na Wyspach demonstrujący zwolennicy obu opcji wyjścia z Unii nie są odgrodzeni barierkami?
                            W obawie przed konsekwencjami, potencjalny bandzior prędzej zrobi sobie z napletka kaptur mnicha (zamiast wolskiej kominiarki)

                            "Nazistowskie gesty 27-letniego studenta medycyny" (z wieku wynika, że albo wieczny student, albo debilę, które nie dostało się na studia w Anglii, albo cwaniaczek chcący zdobyć wiedzę za półdarmo)

                            www.esculap.com/news/157854/nazistowskie-gesty-27-letniego-studenta-medycyny?utm_campaign=goniec1929&utm_source=baza_lekarzy&utm_medium=goniec&utm_content=L02&link_id=223226
                            • sorel.lina Re: Poświąteczne refleksje 27.12.19, 17:24
                              wscieklyuklad napisał:

                              > Codziennie z Sorell śledzimy "polityczne" debaty - jeśli w gronie zaproszonych jest pison to u kresu debaty mamy wrażenie odpracowania górniczej dniówki. pisonie bydło jest zaprzeczeniem darwinowskiej teorii ewolucji.

                              > Wolska polityka jest źródłem braku tej życzliwości. Facebook przesiąknięty jest memami wspominającymi o głębokich podziałach rodzinnych spowodowanych przez małego skurwiela z Żoliborza i jego bandę. To to właśnie bydło przybierając minkę chodzącego dobra (w przekazie publiczny "kryształu") gnoi rozmówcę przed kamerami pokazując odbiorcom gdzie jest wróg i jak należy z nim postępować.


                              >Taki skurwysyn - ze względu na faszystowskie przekonania - zostanie uniewinniony, gdyż zdecydowanie większym zagrożeniem dla państwowego ładu jest sędzia, który zgarnął pięć dych ze sklepowej lady lub zwędził wiertarkę w sklepie.


                              > To pisonie bydło dziesiątki razy rozgrzesza przestępstwa "swoich", ścigając swych przeciwników za wydumane wykroczenia

                              Co do treści, co do meritum zgadzam się. Ale takich określeń jak "bydło", "skurwysyn", "skurwiel", "debile" nie lubię, nie używam, nie pochwalam. Mam po prostu inną ekspresję.
                    • sorel.lina Re: Poświąteczne refleksje 27.12.19, 17:11
                      wscieklyuklad napisał:

                      > Powiem szczerze, iż przywołany wyjściowo artykuł skutecznie mnie rozśmieszył.

                      A mnie nie!

                      > Z każdej linijki tekstu tchnie prowincjonalizmem i małomiasteczkowymi kompleksami
                      > Życzliwość ma tu być unikatowa niemal na skalę światową.


                      Życzliwość brytyjska na pewno nie jest wyjątkiem, ale... tak! jest unikatowa! Czuje się ją tam mocniej niż gdzie indziej.

                      > Przypisywanie więc wyłącznie wyspiarzom wyjątkowej życzliwości i uczciwości jest
                      > zdecydowanie chybione.


                      Oczywiście, nie są to wyłącznie brytyjskie cechy, i nie wszyscy Brytyjczycy je posiadają. Jak wszędzie , tak i w UK nie brak gburów i chamów, złośliwców ani różnej maści przestępców. Jednak z całą pewnością dla Brytyjczyków stanowią te cechy część przekazywanej z pokolenia na pokolenie tradycji. Życzliwość, uprzejmość, uśmiech na twarzy, występują tam w sposób spontaniczny, naturalny, jakby wrodzony. Takie mają wychowanie, takie otoczenie, taką kulturę.
                      I nie, nie mówię tego z powodu prowincjonalnych kompleksów wink. Po prostu takie zachowania na Wyspach zaobserwowałam i takich doświadczyłam.
                      Ale, właśnie! Na Wyspach! Bo już na przykład nie w Krakowie, gdzie na week-endy ściągają gromady wyspiarzy. Tutaj szaleją, piją, rzygają, wrzeszczą nie okazując szacunku dla spokoju mieszkańców, turystów, przechodniom. Taaaak...
                      Dlaczego? Nie wiem. Może myślą, że tu im wolno bezkarnie dać upust trzymanej na wodzy, ukrytej naturze?
                      A może do Polski przyjeżdża ... "gorszy sort" Brytyjczyków? wink

                        • sorel.lina Re: Poświąteczne refleksje 27.12.19, 18:11
                          Ważne!
                          Życzliwość, szacunek dla wszystkich, również dla tych, z którymi się nie zgadzamy, jak najbardziej. Ale to nie znaczy, że trzeba unikać odważnego wypowiadania własnego zdania, ani krytyki, nawet bardzo ostrej i obrony swoich przekonań. Wtedy wylalibyśmy dziecko razem z kąpielą.
                          Jeśli mi się coś nie podoba, to mogę otwarcie o tym powiedzieć, a nie udawać, że jest cacy. To by była nieszczerość i zakłamana poprawność.

                          Przykład: nie podoba mi się Zenek Martyniuk, bo nie lubię disco polo, uważam to za muzykę niskich lotów wypaczającą gust, jak każdy kicz. A już urządzanie takich występów w Operze... no comment!
                          Ale jeśli komuś się to podoba, no cóż! Niech takiej "muzyki" słucha. Jego prawo. smile
                          Tylko, na miłość boską, niech nie przyrównuje Martyniuka do Paderewskiego i Chopina!!!
                            • sorel.lina Re: Poświąteczne refleksje 27.12.19, 23:15
                              I to tez smutne...

                              https://scontent.fwaw3-2.fna.fbcdn.net/v/t1.0-9/15747794_1246400752117885_8803889740992869295_n.jpg?_nc_cat=110&_nc_eui2=AeFR5QgiC-Oj4I51ORSNTes1u8J0Jduc21V34TF0vyv_-bI0-eMnDYJRznarYMxRvcpUF-hVX7QTXqyKXjktoLPodjlW0R_8vvYIiC8dH0ifQQ&_nc_ohc=gve9-ymCah8AQlKSiomvo19OWMqDH0fIc_ubrHaMDryW3H52sTwuG-U6Q&_nc_ht=scontent.fwaw3-2.fna&oh=0ecc6f1fdc0239e859fd0d487a6984b2&oe=5EA3ACFD

                              Ivan Jakovčić – wystąpienie w Parlamencie Europejskim skierowane do posłów PiS”.

                              Nie będę mówić o Trybunale Konstytucyjnym, nie będę mówić o Konwencji stambulskiej, nie będę mówić o prawie do zgromadzeń.

                              Powiem Wam tylko moi przyjaciele, że jako młody człowiek w ’81 roku z Chorwacji pojechałem pociągiem do Warszawy, potem do Gdańska, aby odszukać Was, odszukać przyjaciół w Solidarności.

                              W gdańskiej katedrze śpiewałem Wasze pieśni, ponieważ Wam ufałem, ponieważ Wam wierzyłem, ponieważ Polska była w moim sercu! I w Chorwacji śpiewałem o Polsce, która była w moim sercu i w moich myślach.

                              Ale dzisiaj, drodzy przyjaciele, moje serce jest puste i smutne. Kiedy Was widzę śmiejących się tutaj, przypominają mi się najgorsi komuniści, którzy też się śmiali i uważali, że będą rządzić wiecznie. Nie rządzili i ja wierzę, że Wasz rząd też przeminie.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka