Strzał w dziesiątkę - a ja myślałam, że bez powodu czuję się inna. Zostalam
posłana do szkoły rok wcześniej niż inne dzieci - podobnie jak autorka
artykułu umiałam czytać dużo wczesniej, niż moi rówieśnicy. Nie uważam, żeby
było to dla mnie złe doświadczenie, zwlaszcza jeśli chodzi o mój rozwój
intelektualny, ale problem pojawił się w kontaktach interpersonalnych.
Dzieciaki z klasy zawsze traktowały mnie jako tą "najmlodszą" - nie nadającą
się do gier i zabaw dla "starszaków", potem do potańcówek i imprez. Tak
naprawdę dopiero teraz to widzę - nigdy nie byłam w pełni akceptowana w
szkole. Stosunek do mnie zmienił się dopiero na studiach, gdzie wiek nie
stanowił już problemu - na moim kierunku spotyka się studiujących 17-latków i
30-latków.
Szkoła była... bolesna. Czasami mam żal do moich rodziców - nie tylko o to, że
zabrano mi rok z dzieciństwa, ale głównie o to, że nie byłam zwykłą
dziewczynką. Dopiero teraz uwidaczniaja się cechy, na wykształcenie których
wpłynęło moje szkolne otoczenie - jestem nieśmiała, niepewna siebie,
nieprzekonana o własnej wartości. Staram sie z tym walczyć, ale... trudno jest
walczyć z cechami nabytymi w przeciągu 12 lat.
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.