Komentarze do artykułu
Zdrowie ulicy
Czy pani pisze z głowy, czy z życia? To pytanie pada często i zawsze odpowiadam: - Najczęściej z głowy. Tak bardzo bym chciała, żeby to, co teraz piszę, było też z głowy Niestety, jest z życia. Prosto z warszawskiej ulicy
W piękny, słoneczny dzień wybrała się na rower, niestety w adidasach i niestety
ulicą, przy której biegł głęboki rów odwadniający.
Był duży ruch, i wielu kierowców widziało, jak przewraca się na tym rowerze i
stacza do rowu pełnego wody i błota.
A jedna pani to chyba nawet otworzyła okno, żeby się lepiej przyjrzeć, jak
bezradnie zsuwa się do rowu, bo nie może wyplątać nogi, unieruchomionej przez
sznurówkę, wkręconą w pedał roweru.
Ściany rowu były strome, rower ciężki, więc zsuwała się do tego błota na dnie, i
zastanawiała się czy się utopi, przygnieciona rowerem.
Tuż obok, na ścieżce po drugiej stronie rowu, też na rowerze, przejeżdżała inna
kobieta; nawet nie zwolniła, choć odwróciła głowę i uważnie się przyglądała.
Leżała z twarzą i rękami zanurzonymi w błotnistej, śmierdzącej mazi i szarpała
się z rowerem.
W końcu się udało.
Dobrze, że miała komórkę, bo nikt nie zwolnił, widząc ubłoconą, potrzebującą
pomocy kobietę.