Mam obsesję, że mogę być w ciąży
przez całe studia miałam to samo.
nie z powodu faceta, bo nie skakałam z kwiatka na kwiatek, byłam i jestem monogamiczna i moje związki oparte były na miłości.
brałam antykoncepcję hormonalną, wiedziałam na ile jest skuteczna, odbywałam długie rozmowy z moim ginekologiem. na początku związku dodatkowo zabezpieczałam się gumkami - z przyczyn zdrowotnych chociażby
a i tak, co miesiąc czekałam z napięciem na krwawienie i te pierwsze krople na wkładce przywoływały uśmiech ulgi.
nie czułam się dojrzała do dziecka, nie chciałam dziecka.
ciąża wtedy byłaby dla mnie przekreśleniem życia - koniecznością zrezygnowania ze studiów, z pracy, z kursów, ze zwiedzania świata, z poznawania ludzi i poznawanie przede wszystkim siebie.
miałam świadomość, że mając to dziecko, może i bym je kochała, ale na pewno powracałaby myśl, z ilu rzeczy i z jakiej części siebie musiałam dla niego zrezygnować.
chyba wtedy zrozumiałam walkę kobiet o prawo do aborcji - tak naprawdę to nie walka o możliwość usunięcia płodu. to prawo do decydowania o sobie i swoim życiu, prawo do godności.
a dziś...
za trzy tygodnie mam termin porodu. córa jest wyczekana, wychuchana i już bardzo, ale to bardzo kochana przeze mnie i przez męża.
bo decyzję o jej poczęciu podjęliśmy świadomie i wiedząc, że nie będzie się nam ona kojarzyła z wyrzeczeniami, z poświęceniem i rezygnacją z siebie. będzie tym, czym być powinna. owocem naszego związku.
i tobie też życzę dziecka chcianego i planowanego.
a na przyszłość jednak pamiętaj o antykoncepcji :)