Gazeta.pl   Forum   Kobieta   Wysokie Obcasy   Byłam w niechcianej ciąży

Komentarze do artykułu

Byłam w niechcianej ciąży

Nie usunęłam niezaplanowanej i niechcianej ciąży, ale czy oznacza to, że dziś tym bardziej powinnam kochać moje dziecko, by się odkupić? Czy może fakt, że będąc w niechcianej ciąży, pomyślałam o aborcji, przekreśla mój wysiłek, by nauczyć się kochać mojego synka?

Byłam w niechcianej ciąży

Autor: karimatama 14.11.09, 10:25
Dodaj do ulubionych zarchiwizowany
pani miala droge wyboru - mogla nie uprawiac seksu bez zabezpieczenia. no,
chyba ze znalazla sie w tych 4 procentach do 0.2 przy uzywaniu antykoncepcji.
ja tez bylam w niechcianej i nieplanowanej ciazy. nieplanowanej, bo
studiowalam na 2 kierunkach i zaden idiota by nie planowal w takiej sytuacji.
ale moj idiotyzm polegal rowniez na seksie bez antykoncepcji. i urodzilam,
ciaza stala sie z niechcianej - chcianą, z biegiem czasu, powoli. mam do
siebie, nie do "kogos" zal, że nie puknelam sie w durny leb w porę, kiedy
trzeba bylo i moje dziecko nie bylo tak chciane, jak mogloby byc. inna rzecz,
ze "niechcenie" wiazalo sie z lękiem przed dorosloscia, utratą niezależności,
po prozaiczny -i wstyd mi teraz - lęk przed straceniem figury i atrakcyjnosci
(choc nigdy za super atrakcyjna sie nie uwazalam).
kiedy rodzilam moje dziecko, polozna, zeby dodac mi sil powiedziala, ze widzi
blond wloski, a ja poczulam rozczarowanie, bo chcialam, zeby to byl brunet.
kilka godzin po porodzie okazalo sie, ze dziecko musi przejsc operacje, i ze
prawdopodobnie jest smiertelnie, nieuleczalnie chore, czego zadne z badan
prenatalnych podczas mojej "modelowej" ciąży nie wykazalo. w kilka godzin po
porodzie nie moglam uwierzyc, ze moglam przez ten caly czas byc taką pustą
p..., ktora wolala, zeby jej dziecko, ten bezbronny mięsny klusek, ktory jej
jakis czas temu polozyli na brzuchu, zeby byl brunetem, albo żeby go nie bylo
- bo wtedy przeciez moglaby sobie swobodnie pojsc do klubu, pojsc do
biblioteki, pojsc do znajomych, spedzic bezproduktywny czas na teoretycznym
rozwazaniu zycia i smierci przy dobrej ksiazce i kawie. kilka godzin po
operacji dziecka, gdy synkowi wdalo sie zakazenie myslalam: a niechże ma tę
chorobę, smiertelną, niech umrze za te kilka lat, ale niech teraz przezyje.
synek operacje przezyl, diagnoza sie potwierdzila, jest chory. moze pozyje
kilka miesiecy, moze kilka lat, moze 20, moze 40, nie wiem. wiem, ze wydamy
koszmarne pieniądze na leczenie go, a wlasciwie na utrzymywaniu przy zyciu (od
1000 do kilku tys. miesiecznie). wiem, ze nigdy nie bede babcią, bo jest
bezpłodny. wiem, że prawdopodobnie nie będę już miała z tym samym facetem (z
mężem, jak o nim mowie w szpitalach), innego dziecka, bo choroba jest
genetyczna, 1/4 szansy na poworkę.

i bardzo zazdroszcze Pani nieplanowanego i niechcianego - nawet przez wiele
miesiecy - zdrowego (!) dziecka. Mam nadzieję, że dla własnego dobra i dobra
dziecka, ulozy Pani sobie to wszystko w glowie i nie będzie żałowac, że nie
usunęła ciąży. Ja gdy czasem patrzę na synka, nie mogę sobie wybaczyć, że
chciałam usunąć. Nie potrafię myślec o tym jako o usuwaniu "hipotetycznego", a
nie tego konkretnego dizecka/zarodka/płodu/embrionu, jak zwał tak zwał.
pozdrawiam.
Poleć znajomemu Powiadomienie zostało wysłane
Poleć tę wypowiedź znajomemu
  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
Pokaż wszystkie (301-361)
(201-300)
przejdź do: 1-100 101-200 201-300 301-361

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Ostatnio odwiedzane wątki

Zaloguj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.