Gazeta.pl   Forum   Kobieta   Wysokie Obcasy   Jestem w wymuszonej (niepewnej?) ciąży

Komentarze do artykułu

Byłam w niechcianej ciąży

Nie usunęłam niezaplanowanej i niechcianej ciąży, ale czy oznacza to, że dziś tym bardziej powinnam kochać moje dziecko, by się odkupić? Czy może fakt, że będąc w niechcianej ciąży, pomyślałam o aborcji, przekreśla mój wysiłek, by nauczyć się kochać mojego synka?

Jestem w wymuszonej (niepewnej?) ciąży

Autor: hugu 15.11.09, 09:36
Dodaj do ulubionych zarchiwizowany
...ponieważ, wbrew obowiązującemu prawu, odmówiono mi badań
prenatalnych. I plan ciażowy runął z hukiem. Wierzyłam, że prawo w
Polsce jest respektowane, więc jeśli zdecyduję się na ciążę po 35
roku życia, będę bezpieczniejsza niż kiedykolwiek, bo zrobię zgodne
z prawem badania genetyczne i albo, też zgodnie z prawem, usunę
ciążę wadliwą, albo donoszę ciażę sprawdzoną pod kątem zdrowia.
Jednak, jak to w Polsce, w momencie mojego zajścia w ciążę
ubezwłasnowolniono mnie i postawiono pod ścianą - odmawiano
legalnych badań, oszukiwano, zwodzono i spławiano, tak długo, że
minął czas stosowny do ich przeprowadzenia.
Tym sposobem jestem we wmuszonej i niepewnej ciąży i czuję się
podle a dziecko (bo w 9
m-cu nie będę twierdzić, że jeszcze płód) już teraz jest skrzywdzone
przez ten przymus, bo nie potrafię zapewnić mu dobrych warunków
prenatalnych (spokój, optymizm), bo nie wiem, czy to moje dziecko,
którego chcę, czy to niechciane, wmuszone przez kościół i Polskę.
Kochałabym dziecko z wyboru, ale nie dziecko z przymusu. Trwam więc
w zawieszeniu.
Zderzenie się z polskimi realiami niewolenia kobiet pod przykrywką
restrykcyjnych ideologii prokreacyjnych zmieniło mnie w ten sposób,
że już wiem, że nie będę taka głupia, jak kiedyś: wywieszająca flagi
narodowe, harująca uczciwie i płacąca podatki, wrażliwa na cudze
potrzeby, działająca na rzecz społeczności.
Nie zrobię już niczego dla tego kraju, który mnie tak traktuje.
Czuję się zdradzona przez Polskę i ludzi, którzy ją tworzą i
pozwalają na takie rzeczy. Ktorzy akceptują, ze kobiety w ciaży
traktuje się jak bezrozumne królice i niewolnice.

Po urodzeniu dziecka nie zamierzam uczciwie pracować i płacić
podatków. Podepczę flagę, napluję na godło i wrzucę krucyfiks do
ulicznej toi-toiki. Tak prywatnie, po cichaczu. Bo już nikogo do
nizcego tutak nie chce mi się przekonywać. Bo już mi przetrącono
kręgosłup i nie chce mi się walczyć. Okaleczono mnie z wiary w
możliwość normalności w tym ktraju. Postaram się więc wycyckać to
państwo, ile się da, a z siebie nie dać nic. Dziecko zaś wychowam
antypatriotycznie, ku jak
najrychlejszej emigracji i w zupełnej nielojalności wobec Polski.

Uważam też, że nie ma sensu mścić się za swoją krzywdę doświadczoną
od prokościelnej Polski na niewinnym dziecku. Ono przecież też
dostało od niej cięgi już "na wejściu", bo nie pozwolono jego matce
na spokojne przeżywanie ciąży, odebrano jej kawał zdrowia...
Jesteśmy z dzieckiem , jakiekolwiek będzie, w tej samej drużynie
pokrzywdzonych przez tego samego oprawcę - kościółkową Polskę.
Będziemy się trzymać razem - przeciwko
niej, w olewce wobec niej. Pieprząc ją tak, jak ona nas pieprzy.

Jeśli dziecko będzie chore - na pewno wezmę fikcyjny rozwód, aby
dostać zasiłek, i wyprowadzę się gdzieś za miasto, żeby żyć z dala
od ludzi, bo nie chcę już żyć w społeczeństwie, bo to społeczeństwo
nie jest moje, to jakiś obcy świat, który pozwala na niewolnictwo
kobiet. To już wolę stado psów i kotów niż towarzystwo Polaków,
zwłaszcza katolików. Będę sobie żyć z dala od świata, na jakiejś
marnej rencie, z dnia na dzień, ze wschodami i zachodami słońca i z
trochę głupakowatym dzieckiem z Zespołem Downa. Pożyjemy tak, ile
się da, a kiedy będę już za słaba, żeby dać opiekę temu dziecku i
zacznę się bać, że trafi wkrótce do Domu Pomocy Społecznej, gdzie
podłe zakonnice będą bić je po twarzy, jak to widzieliśmy w
niedawnym reportażu TV - odpowiednio wcześnie zatroszczę się o
następujące akcesoria: dużą ilość pewnych antydepresantów
skutecznych w odpowiednich okolicznościach, gaz z butli, ostre
żyletki. I długą nieobecność kogokolwiek. Odpłyniemy sobie wtedy
razem z dzieckiem, pozostawiając za sobą ten jakże moralny,
pryncypialny i pobożny polski świat...
Niech się tutejsi ludzie
nadal zachłystują własnymi pompatycznymi słowami i onanizują własnym
bohaterstwem w obronie płodów. Niech przytaczają "racjonalne"
argumenty. My już będziemy mieć to w dupie. I ich wszystkich też.
Bali się panicznie aborcji - dokonali społecznej aborcji dwóch osób -
mnie, która nie zamierzam już być zdrowym i wzbogacającym elementem
tego społeczeństwa, oraz dziecka, które albo stąd wyjedzie, albo
będzie generować tylko koszta dla państwa. Niech moralni płacą.

A tak a propos pytania: od kiedy płód ma prawa człowieka? Moim
zdaniem, rozumując per analogiam: Jeśli człowiekowi obumrze mózg,
uznaje się go (arbitralnie), za zmarłego, jego organa często są
wtedy przeszczepiane, etc. Tak samo w drugą stronę: jeśli płod
jeszcze nie ma rozwiniętego układu nerwowego, mózg nie pracuje - to
on jeszcze nie ma praw człowieka. Tak jest logicznie i
sprawiedliwie, to jest sensowna granica, oparta na twardych
przesłankach (istniejące prawo, biologia). Ale co tu w Polsce o
prawach, nauce czy logice...
Poleć znajomemu Powiadomienie zostało wysłane
Poleć tę wypowiedź znajomemu
  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
Pokaż wszystkie (301-361)
(201-300)
przejdź do: 1-100 101-200 201-300 301-361

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Ostatnio odwiedzane wątki

Zaloguj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.