Dodaj do ulubionych

Kiedy blondynka traci rozum

07.12.09, 05:27
Dla większości przeciętnie inteligentnych kobiet nauka przedmiotów ścisłych
nie przedstawia żadnego problemu. Niestety, mniej więcej od okresu dojrzewania
dziewczyny wykorzystują swoje umiejętności matematyczne głównie do liczenia
kalorii.
Atrakcyjność fizyczna = sukces reprodukcyjny, a okres rozrodczy u kobiet jest
ograniczony.
Edytor zaawansowany
  • swiniotop 07.12.09, 14:42
    15 lat temu moja córka kończąc 8 klasę podstawówki została jak wszyscy z jej
    klasy "przetestowana" w poradni międzyszkolnej przy ul. Radomskiej w
    Warszawie. Opinia brzmiała "zalecana szkoła zawodowa" (nawet nie technikum).
    Ponieważ nie mam wysokiego mniemania o p.psychologach i podejrzewałem, że
    kierują się raczej kuratoryjnymi wskazaniami naboru siły roboczej, papiery
    złożyliśmy po naradzie z córką do Liceum im.Stefana Batorego (jako jedyna
    osoba z tej podstawówki). Reszta poszła do okolicznych szkół zawodowych i
    średnich Córka zdała ten konkursowy egzamin do Batorego, ukończyła a 2 lata
    temu obroniła pracę magisterską na Uniwersytecie Warszawskim. I tu
    potwierdzam, że głupi ludzie robią te opinie o blondynkach, tylko szkoda że w
    majestacie poradnictwa szkolnego gnoją dzieci. Na szczęście swojego nie dałem.
  • big.ot 08.12.09, 19:52
    Szczególnie w Polsce.

    Właściwie to ten przedmiot na poziomie podstawowym powinien nazywać się "rachunki". Przecież szczytem abstrakcji jaki poznają ludzie w klasach innych niż matematyczne, jest pojęcie funkcji i logarytmu

    To może być inny powód dla którego kobiety do pewnego poziomu są lepsze niż mężczyźni.

    Po prostu na tym poziomie, znacznie bardziej liczy się skrupulatność i dokładność, niż zdolność rozumienia i działania na abstraktach. Wychodzi to np. w programowaniu.

    Ale skąd mogą to wiedzieć panie i panowie psycholożki? A skoro nie wiedzą to szukają odpowiedzi tam gdzie jej nie ma.

  • lucusia3 08.12.09, 22:34
    big.ot napisała:
    > Właściwie to ten przedmiot na poziomie podstawowym powinien nazywać się "rachunki". Przecież szczytem abstrakcji jaki poznają ludzie w klasach innych niż matematyczne, jest pojęcie funkcji i logarytmu
    Czyli chłopcy nawet sobie nie nie radzą z dodawaniem? To szowinizm droga big.ot
    A jeśli chodzi o te "abstrakty" przy programowaniu, to chyba właśnie abstakty (definicja z Wiki: Abstrakt - streszczenie publikacji naukowej lub książki), a nie abstrakcje (Abstrakcja (abstrahowanie) (łac. abstractio - oderwanie) - proces tworzenia pojęć, w którym wychodząc od rzeczy jednostkowych (najczęściej konkretnych) dochodzi się do pojęcia bardziej ogólnego poprzez konstatowanie tego, co dla tych rzeczy wspólne (zazwyczaj właściwości)) są używane. Programowanie to zasadniczo działanie rzemieślnicze. Pomysł ma ktoś jeden, a dziesiątki klepią formułki na klawiaturze.
  • trans.sib 08.12.09, 22:59
    > Programowanie t
    > o zasadniczo działanie rzemieślnicze. Pomysł ma ktoś jeden, a
    dziesiątki klepią
    > formułki na klawiaturze.

    Widać, że nigdy nie optymalizowałaś kodu.
  • big.ot 08.12.09, 23:09
    lucusia3 napisała:

    > Czyli chłopcy nawet sobie nie nie radzą z dodawaniem?

    Dokładnie tak! Wynika to z tego, że my mężczyźni jesteśmy z natury leniwi i niechlujni (zobacz sobie zeszyt byle 12-14 latka) i z tego właśnie biorą się błędy. Jak ktoś ma problemy z mnożeniem i dzieleniem to jak ma wyłączyć coś przed nawias?


    > A jeśli chodzi o te "abstrakty" przy programowaniu, (
    > definicja z Wiki: Abstrakt - streszczenie publikacji naukowej lub książki)

    Coś słabo szukałaś w Wiki. Już nie wspomnę o tym, że nie odnosiłem się z tym abstraktem tylko i wyłącznie do programowania.

    Proszę bardzo- drugi wynik google z Wikipedii, do którego nie chciało ci się zajrzeć:
    "abstrakt to przedmiot niepoznawalny za pomocą zmysłów, " - i o to pojęcie, które każdy intuicyjnie rozumie mi chodziło

    Także na przyszłość nie ciągnij za słówka ;)

    Programowanie t
    > o zasadniczo działanie rzemieślnicze. Pomysł ma ktoś jeden, a dziesiątki klepią
    > formułki na klawiaturze.

    Oj lubisz się czepiać słówek ;) Mówisz o programowaniu na poziomie większej firmy, a ja mówię o programowaniu na poziomie nieco niższym niż akademicki, gdzie ktoś sam ma za zadanie wymyślić ogólny zarys działania programu, a następnie ma go zaimplementować.
  • fioletowafoka 25.02.10, 13:48
    po pierwsze na podstawie nie ma logarytmow
    a dwa to sie czuje obrazona... programowanie jest dla mnie proste, calki
    macierze rownierz. na matfiz poszlam tylko dla tego ze babcia powiedziala ze po
    tym profilu dostane sie wszedzie. gdyby nie ten przypadek zostalabym
    bibliotekarka. do konca gimnazjum wmawiano wszystkim dziewczynka ze historia i
    polski jest dla nich najodpowiedniejsze. zgadzam sie w 100% z artykolem bo sama
    tego doswiadczylam. moze jakas pani sie wypowie, bo zdanie panow jest znane od
    czasow antyku.
  • echtom 25.02.10, 17:06
    > babcia powiedziala ze po tym profilu dostane sie wszedzie

    Coś w tym jest :) Syn znajomej po matfizie dostał się za pierwszym podejściem do szkoły aktorskiej.
    Co do meritum - nikt na mnie nie naciskał i niczego mi nie wmawiał. Sama mimo upodobania do matematyki i chemii wiedziałam, że z powołania jestem filologiem.

    --
    "Siadała zawsze na leżących obok zapisanych papierach i tak dziwnie mrugała do mnie swymi niezgłębionymi żółtymi oczami. Jej obecność była niczym obecność szczególnej, milczącej czarodziejki."
  • edek47 09.12.09, 06:03
    NAWET WTEDY, GDY TE GLUPKI SA NAUCZYCIELAMI... ONI ZWYCZAJNIE NA TYM
    SIE NIE ZNAJA.Genialni matematycy rodza sie bardzo rzadko i niestety
    sa to prawie wylacznie mezczyzni, to nie znaczy wcale, ze takim
    geniuszem nie moze byc takze kobieta.Sprawa ta pozostaje otwarta.
  • rumcajs68 07.12.09, 15:31
    W ostatnim akapicie artykułu jest napisane:

    "Co ciekawe, najlepsze wyniki w dziedzinie matematyki mają dziewczęta ze szkół żeńskich. Niewątpliwie dzieje się tak po części dlatego, że panowie nie rozpraszają swoich koleżanek, ale przede wszystkim wynika to z tempa i sposobu nauczania. Czasami chłopcy niektóre rzeczy łapią w mig, a dziewczęta potrzebują więcej czasu, by je zrozumieć. W żeńskich szkołach tempo i sposób nauczania są dostosowane do uczennic, a te nie wstydzą się przyznać, że czegoś nie rozumieją - co bywa podstawową przyczyną ich złych ocen z matematyki."

    Chyba z tego wynika, że jednak kobiety są słabsze w matematyce, czyż nie?

    A swoją drogą nie mam zaufania do wszelkich tekstów kobiet na temat różnic rodzajowych, bo kobiety, niestety, bardzo rzadko stać na obiektywizm w tej kwestii.
  • kontodopisanianaforum 07.12.09, 16:57
    rumcajs68 napisał:

    > Chyba z tego wynika, że jednak kobiety są słabsze w matematyce, czyż nie?

    Nie, nie wynika.

    > A swoją drogą nie mam zaufania do wszelkich tekstów kobiet na temat różnic
    rodzajowych, bo kobiety, niestety, bardzo rzadko stać na obiektywizm w tej kwestii.

    Niestety mężczyzn jeszcze rzadziej.
  • rumcajs68 07.12.09, 18:09
    kontodopisanianaforum napisała:

    > Nie, nie wynika.

    To w takim razie autorka nie wie, o czym pisze.

    >
    > > A swoją drogą nie mam zaufania do wszelkich tekstów kobiet na temat różni
    > c
    > rodzajowych, bo kobiety, niestety, bardzo rzadko stać na obiektywizm w tej kwes
    > tii.
    >
    > Niestety mężczyzn jeszcze rzadziej.

    I tutaj mylisz się na całej linii, bo mężczyźni bardzo rzadko zajmują się takimi rzeczami, ich interesuje bardziej natura zjawiska (np. inteligencja jako taka), a nie różnice rodzajowe.
  • powie-wiatru 07.12.09, 20:01
    I tu się mylisz też, tak bardzo zajęły cię różnice płci, że
    przestałeś myśleć.
  • rumcajs68 07.12.09, 21:23
    Za to Ciebie opanowały emocje (wiadomo: kobieta), bo zamiast ustosunkować się merytorycznie do moich argumentów, stosujesz ataki ad personam. Nie stać Cię na nic innego niż zarzucanie braku myślenia?
  • trans.sib 08.12.09, 22:00
    Od wariatek czekasz na argumenty?!
    To się prędzej bracie emerytury doczekasz :) One mają swoje kompleksy i
    wizje podsycane propagandą od Królowej Matki jak zaprezentowana wyżej.
  • lucusia3 08.12.09, 22:40
    No, ale dzięki Bogu możemy leczyć te nasze kompleksy badaniami, wspomnianymi zresztą w tekście, że rozkład zdolności matemtycznych u mężczyzn jest jak parabola - wielu wybitnych, tyle samo - wielu kretynów i trochę średnich. Kobiet jest mniej genialnych, ale i idiotek mniej, bo u nas to największa grupa, to te przeciętne.
    Zastanawia mnie tylko dlaczego wszyscy faceci identyfikują się z tą grupa wybitną, a zupełnie nikt nie uważa, że należy do tych bezmózgich czy przeciętnych. Czyżby ta wybitność jest ściśle skorelowana z piśmiennością?
  • trans.sib 08.12.09, 22:53
    > Zastanawia mnie tylko dlaczego wszyscy faceci identyfikują się z tą
    grupa wybit
    > ną, a zupełnie nikt nie uważa, że należy do tych bezmózgich czy
    przeciętnych. C
    > zyżby ta wybitność jest ściśle skorelowana z piśmiennością?

    To złudzenie, na końcu wypowiedzi odpowiedziałaś po części na swoje
    pytanie.
    Po prostu ci najmniej inteligentni rzadko uczestniczą w rozmowach
    innych niż dysputy w spelunach. W dodatku specyfika tego miejsca
    "Forum Kobieta" pozwala sądzić, że trafiają tu tylko mężczyźni o
    inteligencji przynajmniej średniej, zainteresowani eksploracją
    tematów, które pozornie ich nie dotyczą.
  • figgin1 06.06.10, 12:24
    trans.sib napisał:
    > Po prostu ci najmniej inteligentni rzadko uczestniczą w rozmowach
    > innych niż dysputy w spelunach.

    Czy speluna to taka nowomodna nazwa internetu?
    --
    Szpenie od marketingu odkryli, że piękne opakowania sprzedają się lepiej, jeżeli
    włożyć do nich jakieś produkty.
  • figgin1 06.06.10, 12:23
    trans.sib napisał:

    > Od wariatek czekasz na argumenty?!
    > To się prędzej bracie emerytury doczekasz :) One mają swoje kompleksy i
    > wizje podsycane propagandą od Królowej Matki jak zaprezentowana wyżej.

    Hohoho, kolega się popisał rzeczowymi argumentami, ze strach się bać :D
    --
    Szpenie od marketingu odkryli, że piękne opakowania sprzedają się lepiej, jeżeli
    włożyć do nich jakieś produkty.
  • echtom 07.12.09, 21:03
    "Co ciekawe, jedyna różnica między obydwiema płciami polegała na tym, że wśród chłopców było więcej matematycznych geniuszy oraz matematycznych matołków. Dziewczęta trzymały wysoki, ale zazwyczaj równy poziom."

    Dokładnie. Moja przyjaciółka i ja byłyśmy w liceum bardzo dobre z matematyki (wśród gromady "humanistek", które niezrozumienie matematyki stawiały sobie za punkt honoru), ale przyznawałyśmy bezstronnie, że naprawdę twórcze, przekrojowe myślenie matematyczne prezentują nasi dwaj koledzy i to oni powinni iść na politechnikę. Dla nas matematyka była po prostu jednym z wielu przedmiotów do opanowania dla przeciętnie inteligentnego człowieka, a prawdziwe zainteresowania miałyśmy zupełnie inne.

    --
    "Siadała zawsze na leżących obok zapisanych papierach i tak dziwnie mrugała do mnie swymi niezgłębionymi żółtymi oczami. Jej obecność była niczym obecność szczególnej, milczącej czarodziejki."
  • rumcajs68 07.12.09, 21:31
    echtom napisała:

    Moja przyjaciółka i ja byłyśmy w liceum bardzo dobre z matematyki (w
    > śród gromady "humanistek", które niezrozumienie matematyki stawiały sobie za pu
    > nkt honoru)

    Smutne, bo ktoś ich tego nauczył, co mają stawiać sobie za punkt honoru. I podejrzewam, że nie byli to mężczyźni.

    Faktem natomiast jest, że wśród mężczyzn obserwuje się większą rozpiętość cech intelektualnych niż u kobiet, co wynika z silniejszej presji ewolucji na te cechy u mężczyzn niż u kobiet. Gdyby z ogółu społeczeństwa wybierać tylko tych najlepszych jako przyszłych matematyków/matematyczki, zawsze wśród nich znalazłoby się więcej mężczyzn.
  • echtom 07.12.09, 22:29
    > Smutne, bo ktoś ich tego nauczył, co mają stawiać sobie za punkt honoru. I podejrzewam, że nie byli to mężczyźni.

    Pani Szczepkowska z WO? ;)

    A dowodem na to, że kobiety potrafią opanować matematykę na wysokim poziomie bez przebłysków geniuszu jest liczna reprezentacja nauczycielek tego przedmiotu w szkołach średnich. Natomiast jedyną znaną mi uczoną w tej dziedzinie jest Sofia Kowalewska - chyba więcej było znanych kobiet w fizyce i chemii.

    --
    "Siadała zawsze na leżących obok zapisanych papierach i tak dziwnie mrugała do mnie swymi niezgłębionymi żółtymi oczami. Jej obecność była niczym obecność szczególnej, milczącej czarodziejki."
  • rychu_taxi_drajwer 08.12.09, 21:46
    > A dowodem na to, że kobiety potrafią opanować matematykę na wysokim poziomie be
    > z przebłysków geniuszu jest liczna reprezentacja nauczycielek tego przedmiotu w
    > szkołach średnich.

    Wow.
  • martishia7 08.12.09, 18:46
    Hue hue.
    U mnie było podobnie, z tą różnicą, że naprawdę twórcze, przekrojowe m
    > yślenie matematyczne prezentują nasi dwaj koledzy
    , którzy aktualnie robią
    doktoraty z matematyki na UJ. Natomiast dziewczyny dla których matematyka
    była po prostu jednym z wielu przedmiotów do opanowania dla przeciętnie
    inteligentnego człowieka
    pokończyły ekonomię, architekturę, jakieś kierunki
    techniczne na AGH lub poprzestały na mgr z matematyki.
  • polski_kibol 08.12.09, 18:31

    > Chyba z tego wynika, że jednak kobiety są słabsze w matematyce, czyż nie?

    Kolego, nie wkładaj kija w szprychy. GWno tutaj próbuje zakląć rzeczywistość po
    raz enty w tym tygodniu a Ty się pastwisz wytykając błędy logiczne.
  • rumcajs68 08.12.09, 18:54
    A to przepraszam bardzo! Dziękuję, że ktoś mi w końcu wyjaśnił, o co tutaj biega.
  • czarnysadov 07.12.09, 21:52
    Gdyby nie płenta że dziewczynki są mądrzejsze bez poniżania bym przemilczał fałsz naukowy płynący z pani artykułu ... nie wiem czy to misja kastracyjna polskich feministek ...
    Jednak testy inteligencji są kontruowane tak aby zatrzeć różnice płci ... w niestandaryzwoanych testach rożnice między płciami są większe. Poza tym z tymi geniszami matematycznymi jest tak że odbiają one większą różnicę w wynikach mężczyzn ... poprostu jest więcej wyskich wyników i niskich wyników ... u kobiet wynki są płaskie ... i to jest odbicie rezulatów trestów inteligencji ... czyli jak już ma pani kłamać i manipulować danymi ... to lepiej milczeć ...
    --
    więcej znajdziesz tu:
    czarnysadov.blox.pl/html
  • asteroida2 08.12.09, 17:21
    > Jednak testy inteligencji są kontruowane tak aby zatrzeć różnice płci
    > ... w niestandaryzwoanych testach rożnice między płciami są większe.

    A co to jest "niestandaryzowany test inteligencji"?

    Małe ćwiczenie logiczne:
    Fakt 1. Istnieją zadania, w których mężczyźni średnio wypadają lepiej.
    Fakt 2. Istnieją zadania, w których kobiety średnio wypadają lepiej.
    Fakt 3. Testy inteligencji zawierają wiele różnych zadań.

    Wniosek z powyższych faktów: Jeśli w teście jest więcej zadań z grupy 1, średnio
    wyższe wyniki będą uzyskiwać mężczyźni. Jeśli więcej zadań z grupy 2, wyższe
    będą uzyskiwać kobiety.

    Który z tych testów będzie "standaryzowany", a który "niestandaryzowany"?
  • michal_in_uk 08.12.09, 18:12
    > Małe ćwiczenie logiczne:
    > Fakt 1. Istnieją zadania, w których mężczyźni średnio wypadają lepiej.
    > Fakt 2. Istnieją zadania, w których kobiety średnio wypadają lepiej.
    > Fakt 3. Testy inteligencji zawierają wiele różnych zadań.

    Dobrze, ze o tym piszesz. Teraz pytaniem podstawowym jest, ktora grupa zadan
    lepiej obrazuje inteligencje, abstrakcyjne myslenie, orientacje przestrzenna? -
    a jak wiemy wszystkie te 3 cechy sa bardzo wazne w pracy inzyniera.
  • edek47 09.12.09, 06:37
    A TO W SAMEJ MATEMATYCE ma niewielkie znaczenie.
  • michal_in_uk 09.12.09, 12:14
    Co Wy sie tak skupiacie na matematyce?

    Chodzi o to co ktos napisal w innym watku, faceci sa "bardziej" i angazuja sie w
    swoja prace w calosci, odstawiajac na dalszy plan zone, dzieci i obowiazki.
    Kobiety nie chca rezygnowac z tych wartosci, one znajduja szczescie w zyciu
    socjalnym, a my w osiagnieciach "mierzalnych" jesli sie moge tak wyrazic.

    Kobiety zgodnie z bardzo zrownowazonymi wypowiedziami z tych wywiadow:
    www.sprawynauki.waw.pl/?section=article&art_id=644
    po prostu nie chca sie poswiecac dla nauki i kariery. A te promilowe wyjatki,
    ktore potrafia polaczyc kariere i rodzine oczywiscie sa, ale tylko potwierdzaja
    regule.
  • bene_gesserit 09.12.09, 13:52
    michal_in_uk napisał:

    > Chodzi o to co ktos napisal w innym watku, faceci sa "bardziej" i
    angazuja sie
    > w
    > swoja prace w calosci, odstawiajac na dalszy plan zone, dzieci i
    obowiazki.

    Nie skumałes.
    Chodziło o to, ze w niektorych badanich populacji mężczyzn grupy
    skrajne ('geniusze' i 'idioci') są wieksze niz w podobnych
    badaniach populacji kobiet. Co oznacza, że i kobiety trafialy do
    skrajnych grup, tyle, ze było ich tam statystycznie mniej.

    > Kobiety nie chca rezygnowac z tych wartosci, one znajduja
    szczescie w zyciu
    > socjalnym, a my w osiagnieciach "mierzalnych" jesli sie moge tak
    wyrazic.

    Wiele kobiet znalazloby szczęscie w osiągnieciach 'mierzalnych', o
    ile nie bylyby trenowane spolecznie do odpowiedzialnosci za dom i
    dzieci.

    Min dlatego mamy teraz w Polsce ujemny przyrost demogrficzny -
    wiele kobiet nie chce takiego zycia, jakie mialy ich matki. A
    ponieważ presja na wizję rodziny 'dwa plus dwa' się zmniejszyła, a
    mężczyźni jakos rzadko kwapią się do przejęcia odpowiedzialnosci za
    dom, kobiety do sprzątania zatrudniają imigrantki i przestają
    rodzić dzieci. Jak tam z twoją wizją 'domowego szczęscią kobiet'
    teraz?

    > Kobiety zgodnie z bardzo zrownowazonymi wypowiedziami z tych
    wywiadow:
    > www.sprawynauki.waw.pl/?section=article&art_id=644
    > po prostu nie chca sie poswiecac dla nauki i kariery. A te
    promilowe wyjatki,
    > ktore potrafia polaczyc kariere i rodzine oczywiscie sa, ale
    tylko potwierdzaja
    > regule.

    Problem polega, że tych promilowych wyjątków jest coraz więcej. A w
    spoleczenstwach, które nie mają praw kobiet w dupie - jeszcze
    więcej. Generalnie tendencja jest wzrostowa, więc kolejna twoja
    teoria na słomianych nogach wzieła w łeb :(


    --
    Język kuchni to jedyne esperanto.
  • echtom 09.12.09, 14:06
    > Wiele kobiet znalazloby szczęscie w osiągnieciach 'mierzalnych', o
    > ile nie bylyby trenowane spolecznie do odpowiedzialnosci za dom i
    > dzieci.

    Mam wrażenie, że ostatnio są właśnie trenowane ideologicznie do
    znajdowania szczęścia w osiągnięciach "mierzalnych" i podobno poziom
    odczuwania szczęścia zasadniczo im się przez to nie podniósł.

    --
    "Siadała zawsze na leżących obok zapisanych papierach i tak dziwnie
    mrugała do mnie swymi niezgłębionymi żółtymi oczami. Jej obecność
    była niczym obecność szczególnej, milczącej czarodziejki."
  • michal_in_uk 09.12.09, 17:41
    bene_gesserit napisała:

    > michal_in_uk napisał:
    >
    > > Chodzi o to co ktos napisal w innym watku, faceci sa "bardziej" i
    > angazuja sie
    > > w
    > > swoja prace w calosci, odstawiajac na dalszy plan zone, dzieci i
    > obowiazki.
    >
    > Nie skumałes.
    > Chodziło o to, ze w niektorych badanich populacji mężczyzn grupy
    > skrajne ('geniusze' i 'idioci') są wieksze niz w podobnych
    > badaniach populacji kobiet. Co oznacza, że i kobiety trafialy do
    > skrajnych grup, tyle, ze było ich tam statystycznie mniej.

    Skumalem, skumalem tylko ja nie naginam faktow.

    > > Kobiety nie chca rezygnowac z tych wartosci, one znajduja
    > szczescie w zyciu
    > > socjalnym, a my w osiagnieciach "mierzalnych" jesli sie moge tak
    > wyrazic.
    >
    > Wiele kobiet znalazloby szczęscie w osiągnieciach 'mierzalnych', o
    > ile nie bylyby trenowane spolecznie do odpowiedzialnosci za dom i
    > dzieci.

    Wez Ty nie uszczesliwiaj ludzi na sile co...? Zajmoj sie swoim zyciem i
    odpowiadaj za siebie a nie za wyimaginowane kobiety.

    > Min dlatego mamy teraz w Polsce ujemny przyrost demogrficzny -
    > wiele kobiet nie chce takiego zycia, jakie mialy ich matki. A
    > ponieważ presja na wizję rodziny 'dwa plus dwa' się zmniejszyła, a
    > mężczyźni jakos rzadko kwapią się do przejęcia odpowiedzialnosci za
    > dom, kobiety do sprzątania zatrudniają imigrantki i przestają
    > rodzić dzieci. Jak tam z twoją wizją 'domowego szczęscią kobiet'
    > teraz?

    OK, jest przyrost ujemny, ale to zjawisko jeszcze jest zbyt mlode zeby wyciagnac
    wnioski o szczesciu tych kobiet. Ja znam kilka kobiet sukcesu, ktore postawily
    wszystko na kariere i zadna nie ma meza i dzieci. Maja pieniadze, samochody i
    stanowiska, ale czy te randki co tydzien z innym facetem je uszczesliwiaja to z
    tego co mowia to nie bardzo... teraz troche zaluja podjetych decyzji. Nie chca
    oddac swojej niezaleznosci i kisza sie we wlasnym sosie.

    > > Kobiety zgodnie z bardzo zrownowazonymi wypowiedziami z tych
    > wywiadow:
    > > www.sprawynauki.waw.pl/?section=article&art_id=644
    > > po prostu nie chca sie poswiecac dla nauki i kariery. A te
    > promilowe wyjatki,
    > > ktore potrafia polaczyc kariere i rodzine oczywiscie sa, ale
    > tylko potwierdzaja
    > > regule.
    >
    > Problem polega, że tych promilowych wyjątków jest coraz więcej. A w
    > spoleczenstwach, które nie mają praw kobiet w dupie - jeszcze
    > więcej. Generalnie tendencja jest wzrostowa, więc kolejna twoja
    > teoria na słomianych nogach wzieła w łeb :(

    Tysiace lat wlasnie tak to wygladalo i nadal tak bedzie. Nie da sie kobiet,
    zreszta nikogo sie nie da, ale kobiet zwlaszcza wtloczyc w jakas durna postawe
    karierowiczki. Kobiety, w wiekszosci, same rozumieja ze rodzina to wartosc
    najwyzsza i nie warto dla pieniedzy i innych znamion sukcesu z niej rezygnowac.
  • bene_gesserit 09.12.09, 18:13
    michal_in_uk napisał:

    > > > Kobiety nie chca rezygnowac z tych wartosci, one znajduja
    > > szczescie w zyciu
    > > > socjalnym, a my w osiagnieciach "mierzalnych" jesli sie moge
    tak
    > > wyrazic.
    > >
    > > Wiele kobiet znalazloby szczęscie w
    osiągnieciach 'mierzalnych', o
    > > ile nie bylyby trenowane spolecznie do odpowiedzialnosci za dom
    i
    > > dzieci.
    >
    > Wez Ty nie uszczesliwiaj ludzi na sile co...? Zajmoj sie swoim
    zyciem i
    > odpowiadaj za siebie a nie za wyimaginowane kobiety.


    He he he.
    To popatrz na cytat z siebie powyzej - jak piszesz o tym, ze
    kobiety nie chca rezygnowac i wolą to i tamto :DDDD
    Ja, w przeciwienstwie do ciebie, napisalam niektore kobiety - bo
    doskonale wiem, ze fakt posiadania cipki nie czyni z polowy
    ludzkosci magmy o tych samych pragnieniach. Co nie zmienia faktu,
    ze uszczesliwianiem ludzi na silę i zajmowaniem sie cudzym zyciem
    oraz opowiadaniem za wyimaginowane kobiety zajmujesz się ty.


    > OK, jest przyrost ujemny, ale to zjawisko jeszcze jest zbyt mlode
    zeby wyciagna
    > c
    > wnioski o szczesciu tych kobiet. Ja znam kilka kobiet sukcesu,
    ktore postawily
    > wszystko na kariere i zadna nie ma meza i dzieci. Maja pieniadze,
    samochody i
    > stanowiska, ale czy te randki co tydzien z innym facetem je
    uszczesliwiaja to z
    > tego co mowia to nie bardzo... teraz troche zaluja podjetych
    decyzji. Nie chca
    > oddac swojej niezaleznosci i kisza sie we wlasnym sosie.

    A jak maja sie twoje trzy znajome na krzyz do statystyki?
    Bo np statystyka mowi, ze w krajach, w ktorych szanuje sie prawo
    kobiet (do aborcji, do znacznej pomocy panstwa w wychowywaniu
    dzieci itd itd) przyrost naturalny jest wiekszy. Co nie zmienia
    faktu, ze im wyzsza pozycja spoleczno-finansowa kobiety, tym
    chętniej nie przywiązuje się ona za nożkę do wózka. To tyle, jesli
    chodzi o rolę biologii.


    >
    > Tysiace lat wlasnie tak to wygladalo

    Bo przez tysiące lat historia ludzkosci toczyla sie powoli - wysoka
    smiertelnosc niemowląt, trudne warunki zycia, krotka srednia zycia
    itd itd itd - stad tradycyjny podzial rol.
    Tradycyjny podzial rol mozemy nadal np obserwowac w wielu kulturach
    afrykanskich. Tradycyjny podzial rol znika tam, gdzie kobiety po
    pierwsze moga skutecznie regulowac wlasna plodnosc a po drugie -
    moga o sobie stanowic i byc samodzielne.

    > i nadal tak bedzie.

    Nie będzie.
    Chyba ze kobietom odbirze sie w jakis sposob mozliwosc uczenia sie,
    pracowania, dziedziczenia, glosowania, samostanowienia o sobie i
    uzywania srodkow antykoncepcyjnych. Czyli wszystko to, czego nie
    mialysmy 'od zawsze', a co mamy teraz.

    Zapewniam cie - nawet najzagorzalsze przeciwniczki feminizmu tego
    po prostu NIE ODDADZĄ.

    Nie da sie kobiet,
    > zreszta nikogo sie nie da, ale kobiet zwlaszcza wtloczyc w jakas
    durna postawe
    > karierowiczki.

    Wtloczyć?
    Od kiedy prawo do wyboru jest wtłoczeniem?

    > Kobiety, w wiekszosci, same rozumieja ze rodzina to wartosc
    > najwyzsza i nie warto dla pieniedzy i innych znamion sukcesu z
    > niej rezygnowac

    Zacytuje ciebie, ok?
    > Wez Ty nie uszczesliwiaj ludzi na sile co...? Zajmoj sie swoim
    zyciem i
    > odpowiadaj za siebie a nie za wyimaginowane kobiety.





    --
    mirabelek po prostu nie ma, sa zmyslone.
  • echtom 09.12.09, 14:02
    > Kobiety nie chca rezygnowac z tych wartosci, one znajduja
    szczescie w zyciu socjalnym, a my w osiagnieciach "mierzalnych"

    Kilka procent kobiet znajduje szczęście w
    osiągnięciach "mierzalnych", nie w życiu socjalnym, i feministki
    zrobiły z tego niestety uogólnienie na całą żeńską część populacji.

    --
    "Siadała zawsze na leżących obok zapisanych papierach i tak dziwnie
    mrugała do mnie swymi niezgłębionymi żółtymi oczami. Jej obecność
    była niczym obecność szczególnej, milczącej czarodziejki."
  • bene_gesserit 09.12.09, 15:07
    echtom napisała:

    > > Kobiety nie chca rezygnowac z tych wartosci, one znajduja
    > szczescie w zyciu socjalnym, a my w osiagnieciach "mierzalnych"
    >
    > Kilka procent kobiet znajduje szczęście w
    > osiągnięciach "mierzalnych", nie w życiu socjalnym, i feministki
    > zrobiły z tego niestety uogólnienie na całą żeńską część
    populacji.


    A mozesz cos blizej o tym, gdzie i jak zrobily z tego uogolnienie
    feministki? Bo mi to sie zawsze wydawalo, ze feministki nikogo do
    niczego nie zmuszaja, a raczej optuja za prawem do wyboru. Jak ty
    nie chcialabys byc uszczesliwiana na sile kariera naukowa, tak
    niektore kobiety wolalby miec mozliwosc zycia w rodzinie, w ktorej
    sprawy domowe nie zajmuja ich zbytnio, bo zajmuje sie nimi ktos
    inny, a one moga zając sie pracą.
    --
    Żona pierze, gotuje, sprząta, robi zakupy i opiekuje się dziećmi,
    mąż wbija gwoździe, pilnuje domostwa przed niedźwiedziami i zombie
    oraz zdobywa żywność na polowaniu.
  • michal_in_uk 09.12.09, 17:45
    bene_gesserit napisała:

    > echtom napisała:
    >
    > > > Kobiety nie chca rezygnowac z tych wartosci, one znajduja
    > > szczescie w zyciu socjalnym, a my w osiagnieciach "mierzalnych"
    > >
    > > Kilka procent kobiet znajduje szczęście w
    > > osiągnięciach "mierzalnych", nie w życiu socjalnym, i feministki
    > > zrobiły z tego niestety uogólnienie na całą żeńską część
    > populacji.
    >
    >
    > A mozesz cos blizej o tym, gdzie i jak zrobily z tego uogolnienie
    > feministki? Bo mi to sie zawsze wydawalo, ze feministki nikogo do
    > niczego nie zmuszaja, a raczej optuja za prawem do wyboru. Jak ty
    > nie chcialabys byc uszczesliwiana na sile kariera naukowa, tak
    > niektore kobiety wolalby miec mozliwosc zycia w rodzinie, w ktorej
    > sprawy domowe nie zajmuja ich zbytnio, bo zajmuje sie nimi ktos
    > inny, a one moga zając sie pracą.

    Uogulniaja, poniewaz chca naprawiac cos co wcale nie jest zepsute, a przy tym
    robia tyle halasu, ze ciezko to czasem wytrzymac.

    Ja sie wiec pytam dlaczego te genialne kobiety, tak poniewierane w swiecie
    mezczyzn nie zaloza wlasnych firm i nie zatrudniaja tylko tych genialnych kobiet
    chcacych powiecic swoje zycia karierze, ktorych jest tak wiele? Co Was powstrzymuje?
  • bene_gesserit 09.12.09, 18:16
    > Ja sie wiec pytam dlaczego te genialne kobiety, tak poniewierane
    w swiecie
    > mezczyzn nie zaloza wlasnych firm i nie zatrudniaja tylko tych
    genialnych kobie
    > t
    > chcacych powiecic swoje zycia karierze, ktorych jest tak wiele?
    Co Was powstrzy
    > muje?

    Samotne macierzynstwo albo macierzynstwo w tzw tradycyjnym zwiazku,
    jakich wciaz jest zbyt wiele.


    --
    nić błędną, snobującą się, ale wielkomiejską
  • michal_in_uk 10.12.09, 10:54
    bene_gesserit napisała:

    > Samotne macierzynstwo albo macierzynstwo w tzw tradycyjnym zwiazku,
    > jakich wciaz jest zbyt wiele.

    No i wreszcie zrozumialas. Nic z kobiecego wyzwolenia (w wersji feministycznej)
    nie wynika. Rodzi sie tylko frustracja w zaistnialym paradoksie. Kobiety chca
    miec kariere i prawdziwa rodzine, ale to sie raczej nie udaje bo i jedno i
    drugie wymaga poswiecenia 80% wolnego czasu, a z tego co sie orientuje doba nie
    ma 40h tylko nadal mniejwiecej 24...
  • bene_gesserit 10.12.09, 12:45
    michal_in_uk napisał:

    > No i wreszcie zrozumialas.

    E tam zrozumialam.
    To tak jakbys pisal, ze zrozumialam, ze niebo jest niebieskie :)

    > Nic z kobiecego wyzwolenia (w wersji feministycznej)
    > nie wynika.

    Policzmy...
    Prawo do ksztalcenia sie, samostanowienia, samodzielnosci
    finansowej i spolecznej, glosowania, zarabiania... imho z kobiecego
    wyzwolenia w wersji feministycznej bardzo wiele wynika. Nie sadze,
    aby dalo sie powstrzymac przyszle zmiany.

    > Rodzi sie tylko frustracja w zaistnialym paradoksie. Kobiety chca
    > miec kariere i prawdziwa rodzine,

    A mezczyzni nie chca, spytam z ciekawosci?
    Tak czy siak - statystki demograficzne mowia to, co mowia: Polacy
    przestali sie mnozyc. Mamy demograficzny dół wielki jak Row
    Mariański. Co oznacza, ze dla zwiekszajacej sie liczby
    kobiet 'rodzina' to maz/partner i przyjaciele. Bez dzieci.


    ale to sie raczej nie udaje bo i jedno i
    > drugie wymaga poswiecenia 80% wolnego czasu, a z tego co sie
    orientuje doba nie
    > ma 40h tylko nadal mniejwiecej 24...

    Nie trzeba rozciągać doby. Znajome pracujace matki albo naklaniaja
    partnera/meza do zaangazowania sie w sprawy domu i dzieci, albo sie
    rozwodzą. A z alimentów oplacają panie do sprzątania i opieki nad
    dziecmi. Tez można.

    --
    stereotypes are a real time-saver
  • michal_in_uk 10.12.09, 17:00
    bene_gesserit napisała:

    > Policzmy...
    > Prawo do ksztalcenia sie, samostanowienia, samodzielnosci
    > finansowej i spolecznej, glosowania, zarabiania... imho z kobiecego
    > wyzwolenia w wersji feministycznej bardzo wiele wynika. Nie sadze,
    > aby dalo sie powstrzymac przyszle zmiany.

    Czy Ty wiesz ze jest juz prawie 2010 rok...? Te prawa ktore wymienilas kobiety
    juz maja od dziesiecioleci. Teraz, jako ze nie ma juz za bardzo o co walczyc
    czesc feministek wmawia kobietom, ze bycie mezczyzna w spodnicy uczyni je
    szczesliwymi - co jak widze wokol siebie za bardzo sie nie udaje.

    > > Rodzi sie tylko frustracja w zaistnialym paradoksie. Kobiety chca
    > > miec kariere i prawdziwa rodzine,
    >
    > A mezczyzni nie chca, spytam z ciekawosci?

    Jak najbardziej chca, przynajmniej ja. Choc musze przyznac ze ogolnie bylem
    przeciwnikime malzenstwa jako sankcji glownie w stosunku do faceta, ale
    odpowiednia kobieta w moim zyciu sprawila, ze zrozumialem, ze z odpowiednia
    osoba to jej to :)

    > Tak czy siak - statystki demograficzne mowia to, co mowia: Polacy
    > przestali sie mnozyc. Mamy demograficzny dół wielki jak Row
    > Mariański. Co oznacza, ze dla zwiekszajacej sie liczby
    > kobiet 'rodzina' to maz/partner i przyjaciele. Bez dzieci.

    Mamy dol demograficzny bo sku...syny u wladzy, ktore zapluwaja sie na temat
    pomocy rodzinom w wychowaniu dzieci maja czas tylko na przepychanki o pieniadze
    i wynajdywanie nowej kielbasy wyborczej. Wynika z tego prozaiczny fakt
    koniecznosci pracy zarobkowej zarowno mezczyzny jak i kobiety, aby mogli
    utrzymac sie na ludzkim poziomie. To sprawia, ze wiekszosc ludzi uwaza ze
    "jeszcze nie czas", "jeszcze nas nie stac na dziecko"...

    > Nie trzeba rozciągać doby. Znajome pracujace matki albo naklaniaja
    > partnera/meza do zaangazowania sie w sprawy domu i dzieci, albo sie
    > rozwodzą. A z alimentów oplacają panie do sprzątania i opieki nad
    > dziecmi. Tez można.

    Szkoda, ze sady nie sa takie sprawiedliwe jesli chodzi o przyznawanie praw
    rodzicielskich facetom. Wtedy okazaloby sie ze biedna mamusia bedzie placic po
    100 PLN na dziecko, a znam kilku facetow ktorzy sa po rozwodach i placa od 7 do
    15 razy tyle...

    Druga sprawa to jakosc wychowania przez kobiete. Sa badania, ktore ukazuja, ze
    dzieci wychowane tylko przez matki maja dwukrotnie wieksza szanse wejsc w
    konflikt z prawem. Jesli nie znajdziesz materialow w sieci, w co watpie, daj
    znac podesle link.
  • bene_gesserit 12.12.09, 13:14
    michal_in_uk napisał:

    > Czy Ty wiesz ze jest juz prawie 2010 rok...? Te prawa ktore
    wymienilas kobiety
    > juz maja od dziesiecioleci. Teraz, jako ze nie ma juz za bardzo o
    co walczyc
    > czesc feministek wmawia kobietom, ze bycie mezczyzna w spodnicy
    uczyni je
    > szczesliwymi - co jak widze wokol siebie za bardzo sie nie udaje.

    Na czym polega 'bycie mezczyzna w spodnicy'?
    Ktore feministki wmawiaja kobietom, ze tego typu sciezka zyciowa
    jest najlepsza? I gdzie? Czytam duzo publiczych wypowiedzi
    feministek, a na taka, jako zyje, sie nie natknęłam, wiec jakbys
    mogł wyjasnic.

    >
    > > > Rodzi sie tylko frustracja w zaistnialym paradoksie. Kobiety
    chca
    > > > miec kariere i prawdziwa rodzine,
    > >
    > > A mezczyzni nie chca, spytam z ciekawosci?
    >
    > Jak najbardziej chca, przynajmniej ja. Choc musze przyznac ze
    ogolnie bylem
    > przeciwnikime malzenstwa jako sankcji glownie w stosunku do
    faceta, ale
    > odpowiednia kobieta w moim zyciu sprawila, ze zrozumialem, ze z
    odpowiednia
    > osoba to jej to :)

    To fajnie :)
    Dlaczego wiec napisales, ze kobiety sie frustruja, skoro pragnienie
    kariery i rodziny jednoczesnie moze dotyczyc takze mezczyzn?

    > Mamy dol demograficzny bo sku...syny u wladzy, ktore zapluwaja
    sie na temat
    > pomocy rodzinom w wychowaniu dzieci maja czas tylko na
    przepychanki o pieniadze
    > i wynajdywanie nowej kielbasy wyborczej. Wynika z tego prozaiczny
    fakt
    > koniecznosci pracy zarobkowej zarowno mezczyzny jak i kobiety,
    aby mogli
    > utrzymac sie na ludzkim poziomie. To sprawia, ze wiekszosc ludzi
    uwaza ze
    > "jeszcze nie czas", "jeszcze nas nie stac na dziecko"...

    Alez oczywiscie, ze niz demograficzny ma swoje przyczyny, ktore
    nietrudno wymienić. Jednak jak wynika z doswiadczen krajow, w
    ktorych nie ma nizu demograficznego (Szwecja, Francja) - im wiecej
    dobrej jakosci przedszkoli i zlobkow oraz państwowych szkol, tym
    wiecej chetnych do posiadania dzieci. A za rządów PiSu zlikwidowano
    w Polsce 1/3 istniejacych placowek opieki nad malymi dziecmi. W
    trosce o tradycyjny model rodziny, jak mowiono wtedy. Co
    przyczynilo sie jednak nie do pozostawania kobiet w domu, ale do
    wzrostu nizu.

    > Szkoda, ze sady nie sa takie sprawiedliwe jesli chodzi o
    przyznawanie praw
    > rodzicielskich facetom. Wtedy okazaloby sie ze biedna mamusia
    bedzie placic po
    > 100 PLN na dziecko, a znam kilku facetow ktorzy sa po rozwodach i
    placa od 7 do
    > 15 razy tyle...

    To nie jest prawda.
    Obecne prawo, ktore zmienilo sie w tym roku, ustanawia, iz to nie
    sad decyduje o warunkach opieki nad dziecmi w razie rozwodu
    rodzicow. To maja ustalic sami rodzice miedzy soba niejako 'obok'
    rozprawy sądowej (w razie problemow w komunikacji sąd sluzy pomocą
    wyszkolonego mediatora). Postanowienia sa spisywane w specjalnym
    dokumencie i sąd wkracza dopiero wtedy, kiedy jedna ze stron
    odmawia wypelniania podpisanej wczesniej zgody.

    Zmiana ta, moze cie zdziwie, wcale nie zaowocowala tlumami
    tatusiow, ktorzy chcieliby byc glownymi opiekunami dzieci.

    > Druga sprawa to jakosc wychowania przez kobiete. Sa badania,
    ktore ukazuja, ze
    > dzieci wychowane tylko przez matki maja dwukrotnie wieksza szanse
    wejsc w
    > konflikt z prawem. Jesli nie znajdziesz materialow w sieci, w co
    watpie, daj
    > znac podesle link.


    No wlasnie - mozesz podac link do tych badan albo nazwiska badaczy,
    zebym mogla sobie wyguglac chociaz abstrakt? Moga byc po angielsku.
    Chodzi mi o to, ze prosta korelacja to za malo do wyciagniecia
    wniosków. To moze doprowadzic do roumowania typu 'kiedy musze
    oberwie sie skrzydla, traci sluch (bo kiedy uslyszy 'lataj' nie
    leci).
    Tak czy inaczej jak pisalam: tlumow tatusiow, ktorym by lezal na
    sercu los staczajacych sie w przestepczosc dzieci pod zla opieka
    samotnych matek jakos w Polsce nie zaobserwowano :(((


    --
    Moja mama ma Nobla z fizyki, mój tata pracuje w przedszkolu.
  • darr.darek 08.11.10, 20:11
    bene_gesserit napisała:
    > Alez oczywiscie, ze niz demograficzny ma swoje przyczyny, ktore
    > nietrudno wymienić. Jednak jak wynika z doswiadczen krajow, w
    > ktorych nie ma nizu demograficznego (Szwecja, Francja)

    Wy, feministki, zwykle podkreślacie, że rzekomo macie wiedzę nie mniejszą niż męska elita intelektu (nawiązuję, bo feministki próbują kreować się na taką damską elitę) i rzekomo potraficie myśleć logicznie.
    Za KAŻDYM razem, gdy angażujecie się w te swoje dyskusje ideologiczne, można wam wytknąć właśnie brak wiedzy i brak umiejętności logicznego myślenia.
    Wiesz, że wierzysz w bzdurę, jakoby którekolwiek państwo Europy Zach. nie miało niżu demograficznego ? Dzietność w Szwecji to zaledwie 1.7 dziecka na kobietę, gdy min. dzietność dla utrzymania populacji to 2.11. Dzietność we Francji to aż 2., ale spory w tym udział noworodków muzułmanów. W Szwecji też spory udział wśród nowo narodzonych to dzieci muzułmanów.
    W pogardzanym przez lewicowców (za brak polityki socjalnej) USA dzietność to 2.06 i muzułmanie stanowią tam nieistotną liczebnie mniejszość.

    Dlaczego nawiązuję do muzułmanów ?
    Każdy mądry wie, że za kilkadziesiąt lat, gdy tych młodych muzułmanów będzie większość wśród młodzieży, zmieni się drastycznie obraz Europy. Wojny domowe z muzułmanami to nieunikniona konsekwencja, ale wcześniej będą takie drobne zmiany jak wycofywanie kobiet ze stanowisk w przedsiębiorstwach, bo ... "muzułmańska rada pracownicza sobie nie życzy kontaktów z kobietami na wyższych stanowiskach".
    Sądzisz, że dzisiejsze "nietykalne" dla lwicy terminy, czyli rada pracownicza, muzułmanie i sprawy etniczno-rasistowskie, mogą przegrać z "nietykalnymi" kobietami ? Błąd: kobiety nie podrzynają gardeł i nie wysadzają się.

    > > Szkoda, ze sady nie sa takie sprawiedliwe jesli chodzi o przyznawanie praw rodzicielskich
    >To nie jest prawda.
    >Obecne prawo, ktore zmienilo sie w tym roku, ustanawia, iz to nie
    >sad decyduje o warunkach opieki nad dziecmi w razie rozwodu

    Ale wiesz, że to taki bełkot ideologiczny ? Który niczego nie zmienia w realiach, ale można pobełkotać.
    Sędziny rodzinne w procesach o opiekę przyznają opiekę w 97% kobietom. Jakieś tam ośrodki doradcze, którymi posiłkują się sędziny rodzinne składają się z bab otwarcie namawiających rozwódki do wszelkich kłamstw, byleby robić lepszą "argumentację" przed sędzinami rodzinnymi.

    To ideologiczne nastawienie idiotów lewicowych od kilkudziesięciu lat, że "męskim szowinistom należy pokazać, że kobiety teraz rządzą", to nastawianie to główny powód kurczenia się społeczeństw etnicznych Europejczyków na Zachodzie. Gdy za rządów socjalistów bolszewickich w biednym PRL-u dzietność wynosiła od 3 do 2.2 (pod koniec komuny), w tym czasie już czołowe we wdrażaniu "nowoczesnej" ideologii lewicowej społeczeństwa Europy Zach. notowały od dawna odwrót od posiadania dzieci.
    Zwyczajnie, mężczyźni mieli tam już dawno przykłady swoich kolegów uwalonych przez lewicowe sędziny rodzinne alimentami (często na nieswoje dzieci), odbieraniem majątku i brakiem możliwości kontaktów ze swoimi dziećmi. Ci mężczyźni zamiast walczyc i tworzyć ruchy konserwatywno-liberalne (jak UPR w Polsce) woleli przyjąć postawę olewania związków, olewania rodziny i unikania jakichkolwiek relacji łatwych do uwalenia przez lewicowych funkcjonariuszy sądowych.



  • rrosemary 08.12.09, 17:18
    ew. kilka linków do przytoczonych badań.
  • adclient 08.12.09, 17:59
    Jaką bibliografię?
    To jest artykuł typu "feel good" skierowany do ludzi którzy zaglądają tu w
    poszukiwaniu właśnie takich artykułów. Jeśli samemu jest się stroną sporu to
    bardzo ciężko zauważyć manipulowanie danymi . . . . wiem coś o tym.

    Proponuję artykuł na ten sam temat (niekoniecznie ten sam artykuł) dać do
    "wysokie obroty". Tam z pewnością potrzebna będzie bibliografia która zostanie
    skrupulatnie sprawdzona. Jeśli nie będzie żadnych wątpliwości co do prawdziwości
    wyników, nie będzie wyjścia jak tylko dać się przekonać . . . .

  • masher 08.12.09, 22:42
    ne zostana przytoczone bo ich po prostu nie ma. to co zostalo tutaj napisane to
    czysty belkot o chorej poprawnosci politycznej... od kobiety na temat kobiet
    ktory ma miec wydzwiek w hasle 'kobiety moga wszystko'. prosto z mostu- wyzej
    d... nie podskoczysz ;) a na jezyk bardziej ęą - bielogicznych barier nie
    przeskoczysz, chyba ze jestes wyjatkiem jednym na jakas wieksza liczbe.
    --
    czasem bywam tu i tam ;)
  • bene_gesserit 09.12.09, 13:53
    Co to są te 'biologiczne bariery'?
    --
    Moja mama ma Nobla z fizyki, mój tata pracuje w przedszkolu.
  • coppermind 08.12.09, 17:51
    na wykładach z analizy matematycznej czy algebry było u nas mniej niż
    0,5% kobiet wśród ok.300 studentów.

    I to jest sedno sprawy - w sensie statystycznym praktycznie nie
    ma kobiet myślących na tyle sprawnie, żeby opanować matematykę
    na poziomie akademickim.

    blondynki nigdy nie tracą rozumu, bo nigdy go nie miały.

    A setki dziennikarek leczy swoje kompleksy falliczne pisząc
    tysiące bezsensownych i nielogicznych artykułów z pseudonaukowymi
    pseudofaktami.

    Fakty są takie, że samice mają wielkie kompleksy i małe rozumki,
    więc faceci dla świętego spokoju znoszą te medialne bzdury o
    istnieniu myślącej kobiety.

    Istnieją kobiece olbrzymie kompleksy i egocentryczny świat, w którym
    macica ma zawsze rację.
  • trans.sib 08.12.09, 22:03
    > Fakty są takie, że samice mają wielkie kompleksy i małe rozumki,
    > więc faceci dla świętego spokoju znoszą te medialne bzdury o
    > istnieniu myślącej kobiety.

    Trzeba po prostu przestać "dawać sobie spokój". Propaganda
    zakompleksionych femiwariatek zbyt przybrała na rozmiarze, żeby to
    litościwie ignorować.
  • edek47 09.12.09, 06:55
    To , ze jest malo kobiet w tworczej matematyce,JEST PEWNIE POWODEM
    ICH FUNKCJI BIOLOGICZNYCH,ale myslacy czlowiek potrafi pokonac i te
    trudnosci,wszystko zalezy od czlowieka.
  • julia_rytwinska 26.12.09, 14:51
    > na wykładach z analizy matematycznej czy algebry było u nas mniej niż
    > 0,5% kobiet wśród ok.300 studentów.
    >
    > I to jest sedno sprawy - w sensie statystycznym praktycznie nie
    > ma kobiet myślących na tyle sprawnie, żeby opanować matematykę
    > na poziomie akademickim.

    U mnie rowniez bylo niewiele kobiet (i sama bylam jedna z tych rodzynek:)) - jednak na Analizie Matematycznej (jak i na innych przedmiotach) - stosunkowo o wiele wyzszy procent mezczyzn musial miec poprawki niz kobiet.

    Z tych, ktore wybraly droge na studia inzynierskie - wiekszosc nie musiala obawiac sie o oceny, bo byly to babki bystre. Od ktorych faceci brali sciagi, oraz dopytywali sie jak napisac fragment kodu w c++ jak gdzies utkneli :)
  • ksg06 08.12.09, 18:39
    psychologiczne. Czy to znaczy, ze chlopcy nie boja sie myslec?
    Zazwyczaj natura ludzka jest taka, ze idzie sie na latwizne.
    W moim przypadku latwiej bylo z matematyka i fizyka niz z
    zapamietywaniem.

    Roznice w USA. Odczepcie sie od porownywania. Tutaj (w USA) poziom
    matematyki po podstawowce jest rowny poziomowi 4 klasy w Polsce,
    wiec wyniki badan nie sa miarodajne.
    By wyniki byly porownywalne trzeba by przyjrzec sie licealistom w
    USA i gimnazjalistom w Polsce.
  • myslacyszaryczlowiek1 08.12.09, 18:40
    Z tymi zdolnościami matematycznymi u kobiet to pewnie taka sama ściema jak z
    murzynami. Jeśli są takie dobre to w szachach byśmy się doczekali chociaż
    jedną mistrzynię dorównującą najlepszym.
    Richburg byt w latach 1991-1994 szefem biura „The Washington Post" na Afrykę
    i później zmajstrował głośną książkę pt. „Out of America: A Black Man
    Confronts" (co można tłumaczyć: „Przybysz z Ameryki; czarny doświadcza
    Afryki"), pełną bezpardonowego wstrętu do Czarnego Kontynentu. Richburg
    błogosławi w niej niewolnictwo, dzięki któremu stał się Amerykaninem, a nie
    Afrykaninem: „Różni politycznie poprawni mędrkowie twierdzą, że biała Ameryka
    ma wobec nas, czarnych, dług, bo nasi przodkowie byli tu niewolnikami. Zaś
    Afrykę reklamują jako rodzaj murzyńskiej Walhalli, czyli raju, do którego
    winni wracać potomkowie niewolników pragnący odzyskać swą ludzką godność.
    Przepraszam, ale ja tam pojechałem, i doświadczyłem Afryki... Błogosławię
    fakt, iż moich przodków, zakutych w łańcuchy, przewieziono przez ocean. Dzięki
    Bogu Jestem Amerykaninem". W pewnym momencie Richburg (komentując sadystyczne
    rzezie międzyplemienne) mówi wprost o czarnych mieszkańcach Afryki: „To nie są
    ludzie. To bydlęta". Czytając takie rzeczy, ludzie „politycznie poprawni"
    dostawali szału. Lecz gnojenie Richburga utrudniały im dwa szlabany: fakt, iż
    jest on Murzynem, i świadomość, że każdy amerykański Murzyn, którego by
    deportowano do Afryki — uznałby to za krzywdę niewyobrażalną.

    Każda taka „zdrada" ze strony „Afroamerykanina" boli „Salon". Ból najświeższy
    (lato 2004) to kilka publicznych wystąpień sławnego czarnoskórego aktora, B.
    Cosby'ego, który bezlitośnie zrugał swych czarnoskórych „braci" z murzyńskich
    gett za ich lenistwo, chamstwo, głupotę, narkomanię, alkoholizm, bandytyzm i
    antyfamilijność, mówiąc, że „tych ludzi nic nie usprawiedliwia", gdyż Ameryka
    daje im szczodrze wszelkie szanse nauki i awansu społecznego, lecz oni nie
    chcą tego wykorzystywać, preferując wulgarny „tumiwisizm" bądź działalność
    kryminalną. „ — To są głąby same sobie winne, a swoje frustracje odreagowują
    brutalnością. Przestańcie bić swoje kobiety tylko dlatego, ze wskutek niechęci
    do nauki nie nadajecie się do żadnej sensownej pracy. Trzeba było nie uciekać
    ze szkół! Przestańcie chrzanić o niewolnictwie — to było bardzo dawno temu.
    Biedni Azjaci przybywają tu i błyskawicznie robią karierę, bo chce im się
    uczyć, a wy nie umiecie się nawet wysławiać po ludzku angielskim językiem!".
    Itd. Duży dla „Salonu" kłopot!

    Równy kłopot mają amerykańscy „politycznie poprawni" ze swym największym
    „czarnym sukcesem" — z tak zwaną „akcją afirmacyjną", czyli z preferencjami
    dla Murzynów przy przyjmowaniu do pracy i zwłaszcza przy rekrutowaniu na
    studia (coś w rodzaju peerelowskich „punktów za pochodzenie robotnicze i
    chłopskie", tylko w skali dużo większej). Władze amerykańskie wprowadziły
    takie przywileje ćwierć wieku temu pod naciskiem lobby „postępowców"
    (amerykańskich wojujących „liberałów", ergo: lewaków). Dzisiaj wiele stanów
    się z tego wycofuje (identycznie jak z niefrasobliwego zniesienia kary
    śmierci), m.in. pod naciskiem... Murzynów, gdyż „akcja afirmacyjną" sprawiła,
    że każdy czarny absolwent, choćby bardzo zdolny, jest postrzegany jako głup,
    który dostał się na studia i ukończył je wyłącznie dzięki realizowaniu przez
    państwo zasady politycznej, czyli dzięki sztucznym przywilejom, a nie wskutek
    własnego ilorazu inteligencji (IQ). I tu, nim pociągnę wątek dalej, trzeba
    rzec kilka słów o amerykańskich burzach wokół IQ.
  • myslacyszaryczlowiek1 08.12.09, 18:42
    Pierwsza gigantyczna awantura gruchnęła roku 1969, kiedy W. Schockley (laureat
    Nobla) i A. Jensen (psycholog z Uniwersytetu Berkeley) publicznie zażądali, by
    nie mieszać dzieci czarnych i dzieci białych w jednych klasach szkolnych, gdyż
    taki koktajl drastycznie obniża poziom nauczania (ze względu na genetycznie
    determinowany, dużo niższy iloraz inteligencji Murzynów), wskutek czego
    dzieciaki białe ponoszą szkodę. Buchnęło wówczas chóralne oskarżenie dwóch
    uczonych o rasizm i ruszyły antyrasistowskie demonstracje, m.in. w Berkeley
    (nadwiślańskie echa tego skandalu streścił R. Legutko: „Testy na inteligencję,
    pokazujące statystyczne różnice między wynikami szkolnymi, są piętnowane jako
    wyraz pogardy białej kultury wobec czarnej"). Ale było to „małe piwo" przy
    burzy, która się rozpętała A. D. 1994, kiedy Ch. Murray (socjolog) i R.
    Herrnstein (psycholog z Harvardu) opublikowali pracę pt. „The Bell Curve".
    Prawie 900 stron tabel, wykresów i pomiarów, będących efektem wieloletnich badań
    naukowych, dowodziło tam, że IQ Murzynów jest dużo niższe od IQ białych, oraz że
    ta „intelektualna dysfunkcjonalność" jest dziedziczna, a więc nie wynika z
    warunków środowiskowych (życie wewnątrz murzyńskich gett, nędza etc.), tylko ma
    źródło genetyczne. Książka wprawiła „politycznie poprawnych" w stan białej
    gorączki. Ówczesny amerykański korespondent „Gazety Wyborczej", J. Kalabiński,
    donosił: „Burza, jaka rozszalała się w amerykańskich środkach przekazu, nie ma
    precedensu. Przy lekturze większości komentarzy odnosi się wrażenie, że podczas
    ich pisania autorzy byli bliscy furii. Od dwóch tygodni w prasie, radiu i
    telewizji króluje temat «krzywej inteligencji»". Trwało to długo. Lewicowy „The
    New Republic" poświęcił sprawie cały numer, „liberalny" „Newsweek" dał książkę
    na okładkę, inne czasopisma tygodniami wałkowały IQ. Gazety europejskie
    określiły dzieło Murraya i Herrnsteina jako „książkę, która wstrząsnęła
    Ameryką". Chociaż żadne kontrbadania nie zdołały obalić wyników badań dwójki
    autorów (co nie znaczy, że ich wnioski nie są kontrowersyjne — potrzebne byłyby
    tu żmudne badania genetyczne), obaj naukowcy zostali zlinczowani przez
    „politycznie poprawną" opinię lewicową — za rasizm. Ale dzięki temu tamtejszy
    antyrasistowski „Salon" wpadł w pułapkę — w wilczy dół wykopany przez siebie
    samego. Okazało się, że antyrasizm to kij, który ma dwa końce.

    Drugi koniec kija zaczął spadać na „politycznie poprawnych", kiedy do sądów
    poszli ze skargą biali kandydaci, którzy świetnie zdali uczelniane egzaminy
    wstępne i nie zostali przyjęci wskutek „braku miejsc", bo te miejsca zajęli
    czarnoskórzy, którzy zdali dużo gorzej. Najpierw jeden biały odważył się
    zaskarżyć uczelnię, potem drugi zaskarżył „akcję afirmacyjną" jako taką (czyli
    państwo), i wreszcie przerodziło się to w masówkę procesów. Jedni sędziowie
    oddalali skargi, lecz inni, odważniejsi, przyznawali rację powodom, a te drugie
    werdykty bazowały na dwóch oczywistościach trudnych do obalenia: matematycznej i
    socjologicznej. O ile bowiem ciężko jest udowodnić, że szef firmy, mając dwóch
    kandydatów na swego zastępcę czy na jakiekolwiek inne stanowisko, wybrał Murzyna
    a nie białego, gdyż uległ terrorowi „politycznej poprawności" zamiast kierować
    się względami merytorycznymi — o tyle w przypadku akademickich egzaminów dowód
    jest bezsporny, ponieważ tam się odnotowuje punkty. Bez trudu więc wykazano, że
    gdyby nie „akcja afirmacyjną" — na tysiąc studentów przypadałoby nie 120
    Murzynów (dane z roku 1994), lecz tylko jeden (sic!). Bez trudu również
    dowiedziono, że wyłączną bazą „akcji afirmacyjnej" jest kryterium rasowe, a więc
    rasistowskie par excellence! Wunderwaffe „politycznej poprawności" — kij
    antyrasizmu — walnął „politycznie poprawnych" w łeb. „Kto mieczem wojuje...".

    Odbili to sobie za pomocą Hollywoodu. Już w latach 80-ych filmowa „polityczna
    poprawność" made in USA była smaczna. Przypomnijcie sobie sławnego „Terminatora"
    ze Schwarzeneggerem: biega tam na ekranie wielu białych zabijaków,
    przeciętniaków i głąbów, lecz jest również pewien supernaukowiec, wielki mózg,
    genialny wynalazca, Einstein nowych czasów — i jest nim Murzyn. Wtedy to jeszcze
    raczkowało, ale dekadę później stało się rutyną: w zdecydowanej większości
    amerykańskich filmów kinowych i telewizyjnych lat 90-ych i dzisiaj szefami
    (czyli tymi od myślenia) są czarni, a biali to ich podwładni („fizyczni") — w
    „thrillerach" czy w „cop movies" (filmach policyjnych) czarny szef i biała
    załoga to już rytualny standard, wyjątki są rzadkie. Trzeba arcymózgu (exemplum
    Morfeusz w „Matrixie"), filozofa, pisarza, poetę, profesora akademickiego,
    mądrego sędziego lub admirała (exemplum szef CIA w serii głośnych „Ryanowskich"
    filmów według prozy T. Clancy'ego) czy też chirurga-wirtuoza? — proszę bardzo,
    byleby miał czarną skórę, pielęgniarze mogą być biali. Ta mania to już jakaś
    choroba, bo w społeczeństwie amerykańskim jest niewiele ponad 10% Murzynów. Ale
    widocznie prawie wszyscy spośród nich to geniusze bądź przynajmniej „jajogłowi",
    intelektualny sztab.
    www.polonica.net/rzeczpospolita_klamcow_3.htm
  • michal_in_uk 08.12.09, 19:03
    Dziekuje Ci za ta wypowiedz. Mam nadzieje, ze wiele osob ja przeczyta i
    zastanowi sie chwile.
  • milet1 08.12.09, 19:23
    są uważani za genetycznie głupszych od innych narodów europejskich. W końcu większość naszych wielkich twórców miała w sobie domieszkę żydowskiej krwi. Rozumiem, że należy te badania interpretować tak że najmądrzejsi są Żydzi, potem Azjaci (obecnie Amerykanie), potem biali Niemcy, Francuzi, a dalej głupie bydło, czyli Polacy, Rosjanie i Murzyni?
  • coppermind 08.12.09, 21:11
    ci polscy Żydzi to nie spadli z księżyca, tylko powstali z myślącej części
    populacji bezmyślnych i niepiśmiennych kato-leaków polskich,
    więc mają identyczne geny jak większość Polaków.

  • ww-77 08.12.09, 19:18
    Ciekawe, co by wyszło, gdyby Amerykanie lubujący się w udowadnianiu
    wyższości jednych ras nad innymi zechcieli naukowo zweryfikować
    podstawy tzw. Polish Jokes. Jeśli przypadkiem natrafiliby na Twoje
    wywody, uznaliby je za potwierdzenie powszechnego przekonania, że
    Polacy to brudni, leniwi, tępi i ciemni niechluje, którzy zamiast
    wziąć się do roboty, wolą pluć na kolorowych, bo w ten sposób mogą
    się dowartościować bez żadnego wysiłku. W końcu biały kolor skóry to
    jedyna rzecz, która łączy ich z cywilizowanymi Amerykanami.

    Obawiam się, że wyniki takich badań nie zostałyby przyjęte z
    radością przez tzw. antysalon. Zwłaszcza że według serwisu
    polonica.net, który - jak widać - jest dla Ciebie w pełni
    wiarygodnym źródłem, niemal wszyscy Polacy, którzy coś w życiu
    osiągnęli i coś sobą reprezentują, to Żydzi.
  • myslacyszaryczlowiek1 08.12.09, 20:02
    wyższości jednych ras nad innymi zechcieli naukowo zweryfikować
    > podstawy tzw. Polish Jokes. Jeśli przypadkiem natrafiliby na Twoje
    > wywody, uznaliby je za potwierdzenie powszechnego przekonania, że
    > Polacy to brudni, leniwi, tępi i ciemni niechluje, którzy zamiast
    > wziąć się do roboty, wolą pluć na kolorowych, bo w ten sposób mogą
    > się dowartościować bez żadnego wysiłku

    Wiesz, że też się nad tym zastanawiałem, skąd się wziął ten stereotyp.
    Ale miałem parę razy do czynienia z ludźmi, firmami z pod wschodniej granicy i
    dużo to mi dało myślenia. Tylko, że od razu zastrzegam że to jest tylko
    stereotyp, czyli po prostu jest o wiele większe prawdopodobieństwo że trafisz na
    człowieka, który ma o wiele mniejszą kulturę techniczną, ale nie tylko o to
    chodzi. Nawet jak mu dokładnie wytłumaczysz co i jak, i dlaczego trzeba robić
    tak i tak, to on uzna że wie o wiele lepiej i będzie robił tak jak on uważa za
    słuszne. A jak potem są marne skutki tego, np źle załadowany TIR, którego nie
    wyślesz do Niemiec, bo pierwszy lepszy policjant go zatrzymuje, to człowiek z
    pod wschodniej granicy bardzo się obraża i że mu robisz specjalnie na złość, a
    jeszcze na koniec ci powie coś obrażliwego i kłamliwego .
    I jak sobie uświadomiłem że granice Polski przedwojennej były znacznie
    przesunięte na wschód to w głowie mi się rozjaśniło dlaczego powstały kawały o
    Polish Jokes.
    www.youtube.com/watch?v=BVeI8P1uzfY&feature=related
    www.youtube.com/watch?v=yV-TbYdA10U&feature=related
    i inne.

    Dlatego się nie dziwię stereotypowi Polaka złodzieja czy pijaka w Niemczech.
  • big.ot 08.12.09, 21:32
    ww-77 napisał:

    > wywody, uznaliby je za potwierdzenie powszechnego przekonania, że
    > Polacy to brudni, leniwi, tępi i ciemni niechluje, którzy zamiast
    > wziąć się do roboty

    Bo coś w tym jest! Kto najpierw emigrował? Przecież nie ludzie wykształceni, a w większości cwaniaczki, którzy wiedzieli jak zakombinować, żeby załatwić (czyt. kogo przekupić i na kogo donieść) paszport i dolary.

    Z resztą od kiedy wyjeżdżać może każdy, sytuacja wcale się nie polepszyła.
  • edek47 09.12.09, 07:26
    Nie sprowadzaj problemow dotyczacych matematyki, do problemow
    rasowych i spolecznych, bo to do niczego dobrego nigdy nie
    prowadzilo i nie prowadzi.
  • bene_gesserit 09.12.09, 13:57
    Boziu kochana, jaka szkoda, ze Amerykanie nie łapali niewolników w
    Polsce. Moze potomek polskich zbieraczy bawelny bylby w tej chwili
    prezydentem USA, moze polskie nazwiska pojawialy by się wsrod
    wybitnych artystow, sportowcow i naukowców.

    Bo jakos bez blogoslawienstwa amerykanskiego niewolnictwa trudno
    nam jako nacji osiągnąc jakikolwiek sukces :(((
    --
    a moja mama zawsze mi powtarzala: 'maksiu, badz grzecznym kotkiem,
    bo odrodzisz sie czlowiekiem'
  • wujcio-szpikulec 08.12.09, 19:24
    Bardzo dobrze napisales!!! Wlasnie wtedy, kiedy Cosby mial
    przemowienie w Detroit, a ja mieszkalem wowczas w Belleville,
    otworzylem TV i na wlasne uszy slyszalem to, co mowil i na wlasne
    oczy widzialem reakcje sali. Tak wlasnie bylo jak piszesz i Cosby
    mial i ma nadal 100% racje. Absolutnie nie przesadzil. Tylko, zeby
    to zrozumiec w pelni, trzeba w USA pomieszkac te chociaz kilkanascie
    lat, a nie wysluchiwac belkoczacy Salon.
  • edek47 09.12.09, 07:12
    bardzo istotna role odgrywa takze TWORCZA KREATYWNOSC,a to testy IQ
    tylko w niklym stopniu biora pod uwage.
  • ank_illa 28.03.11, 02:25
    „[B. Cosby] bezlitośnie zrugał swych czarnoskórych „braci" z murzyńskich
    gett za ich lenistwo, chamstwo, głupotę, narkomanię, alkoholizm, bandytyzm i
    antyfamilijność, mówiąc, że „tych ludzi nic nie usprawiedliwia", gdyż Ameryka
    daje im szczodrze wszelkie szanse nauki i awansu społecznego, lecz oni nie
    chcą tego wykorzystywać, preferując wulgarny „tumiwisizm" bądź działalność
    kryminalną. „ — To są głąby same sobie winne...""
    Taka opinia jest nie tylko bardzo krzywdząca, lecz zupełnie niesłuszna. Czy komuś przyszło do głowy, że Cosby jest ambitny i pracowity, bo urodził się w takiej, a nie innej rodzinie, otrzymał takie, a nie inne wychowanie i miał szczęście chodzić do nienajgorszych szkół? Nie wszystkim dany jest przywilej dobrej edukacji. Twierdzenie, że „Ameryka
    daje im szczodrze wszelkie szanse nauki i awansu społecznego" zakrawa na kpinę: system edukacji publicznej w Stanach należy do najgorszych na świecie. Ucieczki ze szkoły w żaden sposób nie pogorszą sytuacji dziecka, którego nauczyciel przez całą lekcję czyta gazetę, ignorując uczniów - a tak to wygląda w zatrważająco wielu szkołach w USA (polecam dokument „Waiting for Superman").
    Budujemy społeczeństwa, w których kopie się leżącego: pewnym grupom w sposób jawny lub ukryty, zamierzony lub nie, utrudnia się rozwój, pracę, karierę, życie, żeby następnie obwiniać właśnie członków tych grup lub ich geny. To absurd, w który może wierzyć tylko człowiek z klapkami na oczach (bądź chomątem uciskającym mózg). Tzw. „równe szanse" to - z różnych względów - mit. I pozostanie mitem, dopóki będziemy w niego wierzyć.
  • nikodem_73 08.12.09, 18:52
    Taki długi tekst udowadniający coś oczywistego.

    Oczywistego, jeśli weźmie się pod uwagę jeden postulat - "mężczyźni nie są
    lepsi - są bardziej".

    "Statystyczna" kobieta będzie miała lepsze wyniki ze wszystkiego i w każdej
    dziedzinie od "statystycznego" mężczyzny. Więcej kobiet studiuje, więcej
    kończy studia, ich średnia ocen jest wyższa, powodują mniej wypadków na
    drodze, sumienniej wykonują obowiązki, etc. etc.

    I naturalnie na podstawie takich danych można stawiać tezę, że fakt, iż wśród
    ścisłej czołówki dowolnej dziedziny kobiety stanowią mniejszość to
    wynik jakowegoś spisku, tudzież innej dyskryminacji płciowej.

    Spisek, czy dyskryminację jednakże da się wykluczyć jeśli te same dane
    przeanalizuje się biorąc pod uwagę fakt, że kobiety są biologicznie
    ukierunkowane bardziej na współpracę niż na współzawodnictwo (testosteron).

    Nie znaczy to, że są gorsze. Są po prostu inne niż mężczyźni.

    Jeśli by umiejętności kobiet i mężczyzn rozpisać w krzywe dzwonowe dałoby się
    zauważyć, że ta "męska" jest po prostu bardziej "płaska" - tam gdzie u kobiet
    ilość wystąpień spada do zera, u mężczyzn nadal istnieje. I stąd to wszystko.

    Dlatego to mężczyźni dominują w rajdach samochodowych, think-tankach, czy
    zawodach szachowych. I dlatego też mężczyźni dominują jako seryjni mordercy,
    złodzieje i członkowie zorganizowanej przestępczości. Nie jesteśmy "lepsi" od
    kobiet. Jesteśmy "bardziej".

    Jednym z głupszych postulatów współczesnego feminizmu jest "kobiety są takie
    same jak mężczyźni". Nie są. Są (czy raczej powinny być) równe wobec prawa,
    ale nie są takie same. Równie dobrze można twierdzić, że "wysocy są
    tacy sami jak niscy".

    --
    ... i owoc żywota Twojego je ZUS
  • michal_in_uk 08.12.09, 19:04
    Coz dodac... powiedziales chyba juz wszystko.
  • trans.sib 08.12.09, 22:13
    > "Statystyczna" kobieta będzie miała lepsze wyniki ze wszystkiego i
    w każdej
    > dziedzinie od "statystycznego" mężczyzny.

    Tyle, że to wcale nieprawda :) Wszystkie badania, które mierzyły
    inteligencję w populacji (gdy "polityczna poprawność" jeszcze nie
    przybrała swoich obecnych, wypaczających logikę rozmiarów), mierzące
    średnią, dają mężczyznom 3-5 pkt. IQ więcej, ale najistotniejsza jest
    wariancja, która jasno odpowiada na pytanie dlaczego prawie wszyscy
    profesorowie nauk ścisłych to mężczyźni. Co najśmieszniejsze, autorka
    też musi o tym doskonale wiedzieć, bo we fragmencie o średnich IQ
    majaczy nieśmiale o nieistotności różnicach (gdyby wynik był po myśli
    ograniczonych kobiet, to zgodnie z retoryką autorki, byśmy czytali o
    wyraźnie lepszych kobietach).
    Tyle, że nadzwyczaj rozwinięte mózgi feministek, zmierzone wzdłuż i
    wszerz, nie są przystosowane do logicznych procesów myślowych, a tym
    bardziej do zagłębienia się w chociaż podstawy statystyki. A
    przydałoby się przed napisaniem kolejnego podobnego artykułu, żeby
    chociaż manipulacje były trochę bardziej ukryte...
  • bene_gesserit 09.12.09, 14:06
    Strasznie mi przykro, ze urodziła cie ograniczona kobieta, tzn ze
    twoja matką nie jest inteligentniejszy o srednio 3-5 pkt
    statystyczny mężczyzna.

    Zgłosiles juz pretensje do mamusi? Bo jak znam madre matki, odeśle
    cie do jakiegos tresciwego artykulu o pułapkach wnioskowania
    statystycznego.

    --
    good girl
  • frog1 09.12.09, 00:06
    No i co z tego wynika? Chyba nie wniosek, że dziewczyny trzeba od dzieciństwa
    dołować i wmawiać im, że z racji płci nie nadają się do nauk ścisłych (znam z
    własnego doświadczenia: mój ojciec miał pod tym względem wyjątkową obsesję). Na
    większość stanowisk wcale nie potrzeba geniuszy, tylko solidnych fachowców.
  • edek47 09.12.09, 07:45
    jezeli go nigdy nie miala.Podobnie ma sie sprawa z blondynami, co
    wcale nie znaczy,ZE LEPIEJ JEST NOSICIELAMI INNEGO KOLORU WLOSOW.
  • bene_gesserit 09.12.09, 14:03
    nikodem_73 napisał:

    > Taki długi tekst udowadniający coś oczywistego.
    >
    > Oczywistego, jeśli weźmie się pod uwagę jeden postulat -
    "mężczyźni nie są
    > lepsi - są bardziej".
    >
    > "Statystyczna" kobieta będzie miała lepsze wyniki ze wszystkiego
    i w każdej
    > dziedzinie od "statystycznego" mężczyzny. Więcej kobiet studiuje,
    więcej
    > kończy studia, ich średnia ocen jest wyższa, powodują mniej
    wypadków na
    > drodze, sumienniej wykonują obowiązki, etc. etc.
    >
    > I naturalnie na podstawie takich danych można stawiać tezę, że
    fakt, iż wśród
    > ścisłej czołówki dowolnej dziedziny kobiety stanowią
    mniejszość to
    > wynik jakowegoś spisku, tudzież innej dyskryminacji płciowej.
    >
    > Spisek, czy dyskryminację jednakże da się wykluczyć jeśli te
    same dane

    > przeanalizuje się biorąc pod uwagę fakt, że kobiety są
    biologicznie

    > ukierunkowane bardziej na współpracę niż na współzawodnictwo
    (testosteron).
    >
    > Nie znaczy to, że są gorsze. Są po prostu inne niż
    mężczyźni.

    Niebo jest niebieskie, a trawa jest zielona. Ziemia krąży wokol
    Slonca, a nie na odwrot :)))

    Pewnie, ze jestesmy inne. I chodzi o to, zeby nas bylo wiecej tam,
    gdzie sie decyduje o losach ludzi - w polityce, zarzadach firm itd -
    zeby tam wprowadzic lekko inny klimat.

    > Jednym z głupszych postulatów współczesnego feminizmu
    jest "kobiety są takie
    > same jak mężczyźni". Nie są.

    Mozesz powiedziec, skad przekonanie, ze to 'postulat wspolczesnego
    feminizmu'? Jakis nie wyrwany z kontekstu cytat z jakiejs
    feministycznej biblii najlepiej gdybys byl laskaw podac jako dowod.
    Inaczej pomysle, ze sobie to wymysliles, tzn ze stawiasz w tej
    dyskusji jakies sterotypowe wydumanie w randze argumentu.

    Golym okiem ;) widac, ze jestesmy inni. Gdybysmy byli tacy sami, to
    nie byloby mężczyzn ani kobiet. Jedną z podwalin wspolczesnego
    feminizmu jest postulat 'rowna wartosc tego, co różne'.


    --
    Drożdże powstają z pączkowania. Dlatego najwięcej jest ich w
    cukierniach.
  • avin 08.12.09, 19:54
    Kobiety sa bardziej wyrachowane.
  • xyz160 08.12.09, 21:01
    Biologia nie jest nauką ścisłą!
  • phhappy 09.12.09, 02:10
    Matematyka też nie jest nauką ścisłą, jeśli występuję w niej arytmetyka
    liczb naturalnych.
  • edek47 09.12.09, 07:55
    wymyslono juz takie cos, co mozna nazwac popularnie Arytmetyka
    Wyzsza, czyli matematyke odnoszaca sie do liczb i wartosci
    bezwzglednych.
  • phhappy 10.12.09, 02:09
    W czym się mylę, chyba nie w tym, gdyż jak mi się zdaję mówisz tu o konstrukcji
    innej matematyki - nie opartej na skończonej liczbie aksjomatów(są próby
    konstrukcji takich matematyk<tudzież algebr> - wspominał nam o tym dr Koźniewski
    na ćwiczeniach z GALu). Może posłużenie się niezdefiniowanym słowem "nauka
    ścisła" było nadużyciem, gdyż chodziło mi o system formalny. Hilbertowski
    formalizm matematyki został obalony przez Godla w latach '30 ubiegłego wieku,
    ciekawym przykładem jest niezależność hipotezy continuum od aksjomatów teorii
    mnogości.
    Piotr
    (Jeszcze mało wiedzący studencina matematyki mimUW)
  • merigold44 19.12.09, 09:24
    jak to nie? Jeżeli uważasz iż humanista zoptymalizowałby reakcję PCR,
    podjął się sekwencjonowania genomu, albo z innej działki opisał reakcje
    enzymatyczne/biochemiczne/biofizyczne zachodzące w żywych organizmach
    to gratuluję pojęcia o biologii jako nauce "nie ścisłej". Chyba, że
    masz na myśli naukę o przyrodzie jako przedmiot w nauczaniu
    początkowym. W późniejszym trybie pojawiają się: biofizyka, biochemia,
    genetyka czy biologia molekularna.
  • masher 08.12.09, 21:22
    "Za to mężczyźni mają w mózgu większą liczbę ośrodków orientacji
    przestrzennej, dlatego lepiej czytają mapy i bezbłędnie parkują tyłem"

    - i wlasnie o to chodzi! matematyka to wlasnie orientacja przestrzenna,
    kojarzenie przestrzenne, lepsze postrzeganie figur, logiczne postrzeganie
    roznic, szybkie kojarzenie faktow i rozwiazywanie problemow ktore wlasnie
    rozwija sie dzieki wlasnie stereometrii!

    kolejny cytat:
    " Kobiety mają grubsze spoiwo wielkie między lewą (logiczną) i prawą
    (emocjonalno-wyobrażeniowo--twórczą) półkulą mózgu, stąd większa u nich
    podzielność uwagi, są bardziej spostrzegawcze, szybciej ogarniają całość
    zagadnienia
    - mówi dr Hanna Hammer z warszawskiej Szkoły Wyższej
    Psychologii Społecznej. Według Hammer lepsze połączenie między obydwiema
    półkulami sprawia też, że emocje częściej nakładają się paniom na fakty."

    i tu jest takze pies pogrzebany, bo zobaczyc ogol to nie wglebic sie w
    szczegol. takze takie nalozenie emocjonalne, nie przeklada sie na
    predyspozycji w logice. i wlasnie z tym wiele kobiet ma duze problemy. stad
    wlasnie wybieraja bardziej pamieciowe rzeczy, gdzie mozna zapoznac sie z jakas
    wiedza i jej uzywac a nie tworzyc cos nowego czy wgryzac sie w szczegoly i cos
    dalej z tym robic.

    niestety, mezczyzni zawsze byli bardziej tworczy, tysiace lat to wlasnie
    wytwor meskiej wizji i kreatywnosci. ktos powie, jak to kobiety byly
    tlamszone... odpowiedz jest prosta- gdyby mialy czym sie pochwalic i cos
    chcialy wniesc to by to zrobily, wrecz przejmujac wodzaca funkcje w tworzeniu
    swiata. kilka kobiet w historii swiata sie zapisalo, mialy co przekazac to sie
    wpisaly i nie pieprzyly ze cos im ktos zabranial czy opowiadal glupie
    kawaly... robily swoje tak jak kazdy facet ktory ma cos do zrobienia. mozna?
    mozna, tylko trzeba chciec i miec co pokazac. a takie pieprzenie ze byly
    tlamszone czy cos w ten desen jest zwyklym pieprzeniem seksistowskim. rownosc
    mowi jasno- masz co pokazac to stawaj i walcz o swoje. nie chcesz to nie
    pie...snujac bajki o tym jak ci zle i ciezko. masz babo taki sam leb i dwie
    rece i dwie nogi jak kazdy facet, zakasac rekawy i zapie...c walczac o
    swoje. ale nie ryjem i biadoleniem a ciezka praca!

    jeszcze jedno- nauczyc sie czegos do jakiegos poziomu moze doslownie kazdy,
    nawet debila mozna nauczyc wielu rzeczy. sek w tym, ze kobiet matematykow jest
    watly promil w stosunku do facetow. a tych wibitnych mozna liczyc na palcach
    jednej reki. i co dziwne min 2 mialy swoj wklad wlasnie w czasach gdzie ponoc
    najbardziej spychano kobiety... wiec moze jednak tak zle nimi bylo skoro sie
    przebily w tlumie. czemu sie im udalo? BO MIALY CO PRZEKAZAC i jaja aby to
    zrobic. wiec jesli ilosc tych wybitnych nie swiadczy o predyspozycjach to nie
    wiem co moze swiadczyc... bo napewno nie moze to ze nauczymy stado malp
    dodawac i odejmowac na jakims poziomie.

    na koniec- przykro mi, fakty sa nieublagalne, to mezczyzni sa bardziej tworczy
    w wielu dziedzinach. czemu? bo im zalezy i maja co pokazac, w matematyce i
    fizyce w szczegolnosci.
    --
    czasem bywam tu i tam ;)
  • zmijewska 08.12.09, 22:41

    pierdu, pierdu, twórczym będzie każda jednostka ktora jest z siebie zadowolona i
    odpowiednio zmotywowana.
    Wobec Kobiet społeczeństwo ma inne oczekiwania, i często nie mogą się otworzyć
    twórczo a co najwazniejsze uwierzyć w siebie.
    Pamiętam jak mnie gnebiono w średniej szkole że nie byłam taką dobrze ułożoną
    panienką, do chłopaków był inny stostunek, motywowano ich, uaktywniano etc.

    Tych interpretacji czytałam tysiące, że taka a taka budowa to
    to it to. Jedne pisałały że kobiety myslą bardziej logicznie i są bardziej
    analityczne , a mężczyźni bardziej globalnie. Do wyboru, do koloru. Także mam
    gdzieś te "mądrości" bo one kompletnie nic nie wnoszą, motywacja i podejście to
    jest wszystko. Obejrzyj sobie
    film "What the bleep do we know" , jest tam między innymi o tym jak myśl może
    zmienić dosłownie wszystko, człowiek często zamyka się w swojej sieci neuronowej
    i działa jak maszyna utartymi schematami,
    a zresza nie chce mi się o tym pisać, Polacy to rzeczywiście durnowaty i
    szowinistyczny naród.

    Apropos matematyki to było trochę tam kobiet oprócz Kowalewskiej Ale chyba tylko
    kretyn może brać w o ogóle pod uwagę cały okres do powiedzmy lat
    siedemdziesiatych ubiegłego wieku jako dowód na większą tworczość mężczyzn.


    masher napisał:

    > "Za to mężczyźni mają w mózgu większą liczbę ośrodków orientacji
    > przestrzennej, dlatego lepiej czytają mapy i bezbłędnie parkują tyłem"
    >
    > - i wlasnie o to chodzi! matematyka to wlasnie orientacja przestrzenna,
    > kojarzenie przestrzenne, lepsze postrzeganie figur, logiczne postrzeganie
    > roznic, szybkie kojarzenie faktow i rozwiazywanie problemow ktore wlasnie
    > rozwija sie dzieki wlasnie stereometrii!
    >
    > kolejny cytat:
    > " Kobiety mają grubsze spoiwo wielkie między lewą (logiczną) i prawą
    > (emocjonalno-wyobrażeniowo--twórczą) półkulą mózgu, stąd większa u nich
    > podzielność uwagi, są bardziej spostrzegawcze, szybciej ogarniają całość
    > zagadnienia
    - mówi dr Hanna Hammer z warszawskiej Szkoły Wyższej
    > Psychologii Społecznej. Według Hammer lepsze połączenie między obydwiema
    > półkulami sprawia też, że emocje częściej nakładają się paniom na fakty.
    > "
    >
    > i tu jest takze pies pogrzebany, bo zobaczyc ogol to nie wglebic sie w
    > szczegol. takze takie nalozenie emocjonalne, nie przeklada sie na
    > predyspozycji w logice. i wlasnie z tym wiele kobiet ma duze problemy. stad
    > wlasnie wybieraja bardziej pamieciowe rzeczy, gdzie mozna zapoznac sie z jakas
    > wiedza i jej uzywac a nie tworzyc cos nowego czy wgryzac sie w szczegoly i cos
    > dalej z tym robic.
    >
    > niestety, mezczyzni zawsze byli bardziej tworczy, tysiace lat to wlasnie
    > wytwor meskiej wizji i kreatywnosci. ktos powie, jak to kobiety byly
    > tlamszone... odpowiedz jest prosta- gdyby mialy czym sie pochwalic i cos
    > chcialy wniesc to by to zrobily, wrecz przejmujac wodzaca funkcje w tworzeniu
    > swiata. kilka kobiet w historii swiata sie zapisalo, mialy co przekazac to sie
    > wpisaly i nie pieprzyly ze cos im ktos zabranial czy opowiadal glupie
    > kawaly... robily swoje tak jak kazdy facet ktory ma cos do zrobienia. mozna?
    > mozna, tylko trzeba chciec i miec co pokazac. a takie pieprzenie ze byly
    > tlamszone czy cos w ten desen jest zwyklym pieprzeniem seksistowskim. rownosc
    > mowi jasno- masz co pokazac to stawaj i walcz o swoje. nie chcesz to nie
    > pie...snujac bajki o tym jak ci zle i ciezko. masz babo taki sam leb i dwie
    > rece i dwie nogi jak kazdy facet, zakasac rekawy i zapie...c walczac o
    > swoje. ale nie ryjem i biadoleniem a ciezka praca!
    >
    > jeszcze jedno- nauczyc sie czegos do jakiegos poziomu moze doslownie kazdy,
    > nawet debila mozna nauczyc wielu rzeczy. sek w tym, ze kobiet matematykow jest
    > watly promil w stosunku do facetow. a tych wibitnych mozna liczyc na palcach
    > jednej reki. i co dziwne min 2 mialy swoj wklad wlasnie w czasach gdzie ponoc
    > najbardziej spychano kobiety... wiec moze jednak tak zle nimi bylo skoro sie
    > przebily w tlumie. czemu sie im udalo? BO MIALY CO PRZEKAZAC i jaja aby to
    > zrobic. wiec jesli ilosc tych wybitnych nie swiadczy o predyspozycjach to nie
    > wiem co moze swiadczyc... bo napewno nie moze to ze nauczymy stado malp
    > dodawac i odejmowac na jakims poziomie.
    >
    > na koniec- przykro mi, fakty sa nieublagalne, to mezczyzni sa bardziej tworczy
    > w wielu dziedzinach. czemu? bo im zalezy i maja co pokazac, w matematyce i
    > fizyce w szczegolnosci.
  • masher 08.12.09, 23:14
    no coz, to moze wez sobie przesledz cala historie matematyki i wylicz matematkow
    facetow i kobiety. a obok nazwisk przypisz autorski wklad w dany temat.
    zobaczysz nawet to ze w przypadkach gdy kobiety juz sie zapisaly w historii
    matematyki sa glownie osobami ktore pomagaly w danym temacie lub tez cos
    rozwijaly co juz ktos wymyslil.
    niestety ale kobiet na poziomie banacha w matematyce nie bylo i raczej nie
    bedzie. wynalazcow kobiet tez mozesz policzyc na palcach jednej reki :]
    niestety, mysl techniczna, logika/matematyka to nie domena kobiet. tak bylo jest
    i bedzie. a poprawnosc polityczna... coz, ktos znalazl temat do trzepania kasy
    albo wybicia sie krzykliwym haselkiem i dojenia zidiocialego pospolstwa ktore
    lyknie wszystko.

    a jesli calosciowy obraz matematykow ci nie daje jakiegos realnego obrazu to
    przejdz sie na byle uniwerek czy politechnike na ktorym jest wydzial
    matematyczny. jesli znajdziesz dwoch wykladowcow kobiety to bedziesz miala
    ogromne szczescie. na 50-100 to chyba raczej niski procent, nie sadzisz? ale
    tobie to niczego nie pokazuje.

    oczywiscie zgadzam sie z tym, ze myslenie pomaga kreowac swoje dzialania. ale
    aby cos zrobic przynajmiej trzeba chciec i miec jaja aby wystapic przed szereg a
    nie byc bezwolnym odtworczym cielakiem :]
    --
    czasem bywam tu i tam ;)
  • zmijewska 09.12.09, 00:22
    To tylko kwestia czasu, spoleczenstwo ewoluje, w przeciwienstwie do ciebie,na
    swiecie jest pelno dobrych matematyczek, spojrz na
    zwyciezcow olimpiad, jestem po politechnice i uniwerku (informatyka)
    pełno było wykładowcow kobiet,, Zyjesz w jakim urojonym swiecie. Zaloze ze się
    ze jestem pewnie bezmyslną papugą powielajacym pogladym niejakiego JKM.

    MAtematyczki prosze bardzo: www.agnesscott.edu/lriddle/WOMEN/alpha.htm

    i to o dziwo w okresie kiedy kobiety były w ogole pozbawione prawa do
    kształcenia. Jestes skonczonym idiota, jest pelno wynalazkow stworzonych przez
    kobiety, tysiace, spojrz tez na noblistow z tego roku. Teraz nie ma nazwisk
    obrosnietych slawą jak kiedys, pracuje sie w zespolach, gdzie jest pełno
    tworczych i mądrych kobiet.

    Mimo tej calej poprawnosci politycznej w US, zawsze ktoś chce mi opowiedziec
    żart o Polakach (jacy sa głupi), ja im zawsze odpowiadam, to o facetach, Polki
    sa madre, Maria Curie była Polką,natomiast o Banachu napewno nikt nie słyszał..


  • rumcajs68 09.12.09, 00:39
    zmijewska napisała:

    > To tylko kwestia czasu, spoleczenstwo ewoluje, w przeciwienstwie do ciebie,na
    > swiecie jest pelno dobrych matematyczek, spojrz na
    > zwyciezcow olimpiad, jestem po politechnice i uniwerku (informatyka)
    > pełno było wykładowcow kobiet,, Zyjesz w jakim urojonym swiecie. Zaloze ze się
    > ze jestem pewnie bezmyslną papugą powielajacym pogladym niejakiego JKM.

    Jest bardzo mało prawdopodobne, że ewolucja społeczeństwa pójdzie w kierunku, o którym piszesz. Kobiety nie mają specjalnie interesu w robieniu kariery zawodowej, za to bardzo im się opłaci dbać o wygląd i rodzinę. To są bardzo silne uwarunkowania biologiczne, praktycznie nie do przeskoczenia. Ja prognozuję inny kierunek - otóż po chwilowych zawirowaniach kulturowych kobiety wrócą do swojej dawnej roli. Kiedy już dostaną wolność życiowego wyboru, same i z własnej woli dojdą do przekonania, że jednak robienie kariery zawodowej nie za bardzo je bawi (a co próbuje im wpoić do głów pewna niezbyt liczna grupa kobiet, czyli wojujące feministki) i - mówiąc kolokwialnie - wrócą do garów.


    > Mimo tej calej poprawnosci politycznej w US, zawsze ktoś chce mi opowiedziec
    > żart o Polakach (jacy sa głupi), ja im zawsze odpowiadam, to o facetach, Polki
    > sa madre, Maria Curie była Polką,natomiast o Banachu napewno nikt nie słyszał..

    Niech zgadnę: śmieją się z niego tylko kobiety...

  • edek47 09.12.09, 08:18
    JEZELI O BANACHU NIE SLYSZALES.
  • bene_gesserit 09.12.09, 14:17
    rumcajs68 napisał:

    > Jest bardzo mało prawdopodobne, że ewolucja społeczeństwa pójdzie
    w kierunku, o
    > którym piszesz. Kobiety nie mają specjalnie interesu w robieniu
    kariery zawodo
    > wej, za to bardzo im się opłaci dbać o wygląd i rodzinę. To są
    bardzo silne uwa
    > runkowania biologiczne, praktycznie nie do przeskoczenia.

    To ciekawe.
    Czemu wiec w krajach, w ktorych kobiety spolecznie maja wybor
    (rozwiniete kraje europejskie, USA) rodzi się coraz mniej dzieci?
    Czemu w Polsce od lat jest ujemny przyrost naturalny? Praktycznie
    cos tutaj zostało przeskoczone chyba ;)

    > Ja prognozuję inny ki
    > erunek -

    Na jakiej podstawie? Jesli wrozysz z fusow z kawy, to pozwol, ze ci
    nie uwierzę.

    otóż po chwilowych zawirowaniach kulturowych kobiety wrócą do
    swojej d
    > awnej roli. Kiedy już dostaną wolność życiowego wyboru, same i z
    własnej woli d
    > ojdą do przekonania, że jednak robienie kariery zawodowej nie za
    bardzo je bawi
    > (a co próbuje im wpoić do głów pewna niezbyt liczna grupa kobiet,
    czyli wojują
    > ce feministki) i - mówiąc kolokwialnie - wrócą do garów.

    Ja ze swoich fusow wroze inna przyszlosc - ze wybor 'gary albo
    praca' w przyszlosci bedzie dotyczyl obu płci. Wszystko bowiem
    zmierza wlasnie w tym kierunku. Min dlatego, ze chce tego nie tylko
    grupka feministek, ale coraz wieksza populacja kobiet. Oczywiscie -
    latwiej wierzyc, ze kobiety nie chca tego 'same z siebie', ale
    zostaly podstepnie zmanipulowane przez jakies agresywne baby, ale
    ta mizoginistyczna hipoteza brzmi cokolwiek naiwnie.


    -- Drożdże powstają z pączkowania. Dlatego najwięcej jest ich w
    cukierniach.
  • masher 09.12.09, 01:53
    no coz, jesli ktos nie slyszal o banachu to jest wlasnie skonczonym imbecylem.
    dla twojej informacji, to jest jedyny tak naprawde polak ktoremu stawia sie
    pomniki za wklad w tworzenie matematyki. i pomimo ze smierc na skutek raka
    uniemozliwila mu kontynuowane kariery i moze wyjazd do stanow, gdzie probowano
    po wojnie zebrac najtezsze glowy nauki w tym przede wszystkim tworce lwowskiej
    szkoly matematycznej- banacha, to wlasnie tam ceni sie jego szkole matematyki
    oraz jego KOLOSALNY wklad w matematyke i za to wlasnie stawia owe pomniki. to
    wlasnie obraz twojego wyksztalcenia- bieda ze az piszczy.

    i jeszcze jedno, obraz kultury takze pokazalas, dno >>"Jestes skonczonym idiota"

    odnosnie tych wynalazkow... to moze jakies przytoczysz? bo jak na chwile obecna
    to nawet stanik wymyslil wam facet. praktycznie kazda rzecz ktorej uzywasz to
    wynalazki facetow, wlacznie z kolem i tym ze wiesz ze ziemia nie jest plaska.
    ale co ja tam wiem, jestem tylko durnym matematykiem.


    --
    czasem bywam tu i tam ;)
  • rumcajs68 09.12.09, 05:23
    masher napisał:

    bo jak na chwile obecna
    > to nawet stanik wymyslil wam facet.

    I tu mamy przykład, że wynalazki facetów nie zawsze bywają dobre.
  • edek47 09.12.09, 08:24
    z POLSKI,a szczegolnie ze Lwowa, chociaz mu to proponowano.
  • masher 09.12.09, 08:55
    ale nie chcial glownie dlatego ze mial zaawansowanego raka ktorego nie dalo sie
    juz nawet leczyc. wiec wolal umrzec tam niz gdzies wyjezdzac ;) nie byl
    lwowiakiem wiec moglby spokojnie wyjechac z niego chocby do krakowa z ktorego
    pochodzil... i na ktorego uniwerku takze proponowano mu posade.
    --
    czasem bywam tu i tam ;)
  • edek47 09.12.09, 09:54
    ale w wypadku Banacha ,ja biore pod uwage tylko okres jego zycia
    przed II wojna swiatowa.
  • bene_gesserit 09.12.09, 14:10
    masher napisał:

    > no coz, to moze wez sobie przesledz cala historie matematyki i
    wylicz matematko
    > w
    > facetow i kobiety. a obok nazwisk przypisz autorski wklad w dany
    temat.
    > zobaczysz nawet to ze w przypadkach gdy kobiety juz sie zapisaly
    w historii
    > matematyki sa glownie osobami ktore pomagaly w danym temacie lub
    tez cos
    > rozwijaly co juz ktos wymyslil.
    > niestety ale kobiet na poziomie banacha w matematyce nie bylo i
    raczej nie
    > bedzie. wynalazcow kobiet tez mozesz policzyc na palcach jednej
    reki :]
    > niestety, mysl techniczna, logika/matematyka to nie domena
    kobiet. tak bylo jes
    > t
    > i bedzie. a poprawnosc polityczna... coz, ktos znalazl temat do
    trzepania kasy
    > albo wybicia sie krzykliwym haselkiem i dojenia zidiocialego
    pospolstwa ktore
    > lyknie wszystko.
    >
    > a jesli calosciowy obraz matematykow ci nie daje jakiegos
    realnego obrazu to
    > przejdz sie na byle uniwerek czy politechnike na ktorym jest
    wydzial
    > matematyczny. jesli znajdziesz dwoch wykladowcow kobiety to
    bedziesz miala
    > ogromne szczescie. na 50-100 to chyba raczej niski procent, nie
    sadzisz? ale
    > tobie to niczego nie pokazuje.

    Historie wszelkich nauk i zastanow sie, czemu tak malo wsrod
    wybitnych Polaków.
    Sa Amerykanie, Brytyjczycy, Żydzi, Japonczycy, Francuzi, Niemcy,
    wielkie dokonania mają też np Chinczycy czy Hindusi - a Polakow
    kilku, z Curie-Sklodowska na czele. Pokombinuj - moze my, jako
    nacja, mamy jakis gen nieudacznictwa? Patologicznej glupoty? Moze
    jestesmy po prostu gorsi, za głupi?

    Pomyśl, cielaczku.


    --
    mirabelek po prostu nie ma, sa zmyslone.
  • masher 09.12.09, 21:34
    wybacz ale musze stwierdziec, ze ty jednak jestes tak sama z siebie glupia, nie
    udajesz. dla ciebie istnieje ta sklodowska. wybacz, zjawisko promieniotworczosci
    odkryl Henrie Becquerel, pierwsze badania nad uzywaniem radiacji glownie przy
    wspoludziale meza... nic nowego tak naprawde nie odkryla, odtworcze i rozwijanie
    tego co juz ktos wymyslil. a przepraszam, jeszcze wydzielenie czystego radu, za
    co dostala nobla z chemii. problem w tym, ze na to wpadli oboje w badanach nad
    tym co juz wynalazl Becquerel a ona jedynie kontynuowala w imie pamici meza,
    dosc skutecznie, to co oboje zaczeli. fakt faktem ze jako jedyna kobieta
    otrzymala dwa noble w roznych dziedzinach i tym sie wlasnie jedynie wyroznia.

    nie masz bladego pojecia kim byl Banach- tworca wielu dziedzin nowoczesnej
    matematyki i narzedzi dla fizykow. nie mamy o czym nawet rozmawiac, ameba by
    szybciej przyswoila fakty. pech chce ze matematycy nie maja szans na nobla. a o
    polski wklad w nauke i mysl technicza sie nie martw, mamy sie bardzo dobrze na
    tle innych krajow. przynajmiej nie kradniemy innym wynalazkow i nie podpisujemy
    sie pod nimi swoimi nazwiskami. przytocze tylko dwie postacie ktorym odebrano
    wynalazki i tym samym wpisy w historii- tesla ktorego wycyckano na starcie i
    gdyby nie pozniejsze wynalazki... i prawdziwy wynalazca radia, niestety rusek
    wiec zle by to wygladalo w swiecie gdzie wodzaca role mial miec zachod...
    --
    czasem bywam tu i tam ;)
  • trans.sib 08.12.09, 23:17
    > Pamiętam jak mnie gnebiono w średniej szkole że nie byłam taką
    dobrze ułożoną
    > panienką, do chłopaków był inny stostunek, motywowano ich,
    uaktywniano etc.

    A właśnie, że system edukacyjny dyskryminuje chłopców, tylko ty tego
    nie chciałaś zauważyć. System premiuje biernych, miernych ale
    wiernych, stąd grzeczne dziewczynki mają znacznie lepsze oceny od
    niegrzecznych chłopców (w sumie jeśli byłaś niegrzeczną dziewczynką
    to również tego doświadczyłaś, ale nie wiem skąd w tobie się wzięło
    przekonanie że koledzy mieli lepiej). Gdy porównamy wartości średnich
    ocen przyznawanych przez nauczycieli w szkole i wyniki z egzaminów,
    gdzie punkty przyznawane są bardziej arbitralnie, to staje się
    faktem, że sytuacja o której wspomniałem jest rzeczywiście istotnym
    problemem edukacji. Przy czym w sfeminizowanej edukacji jest to
    praktycznie temat tabu.

    Jest jeszcze jedno pole. Niezrozumienie męskiego typu dorastania,
    gdzie nauczycielki i system zupełnie nie przewidują miejsca dla
    kanalizacji agresji, która jest wręcz zbrodnią w ustalonym systemie.
    A przecież starcia, w tym siłowe są naturalnym elementem dojrzewania
    chłopca, który ma silne, naturalne potrzeby akcentowania swojej
    niezależności, które przecież procentują nauką pewnych kompetencji,
    których nie da się wyłożyć poprzez lekcje, kursy, korepetycje. Mówię
    tu o kompetencjach społecznych rządzących w grupie:
    współzawodnictwie, odnoszeniu sukcesu i radzenia sobie z porażką.
    Niestety dla sfeminizowanego systemu edukacji są to elementy wręcz
    odrażające, należące do przeszłego świata barbarzyństwa.

    Emocjonalne kobiety zaraz pewnie odezwą się w swoim przewidywalnym
    stylu, ale kilka klasowych chłopczyc :) którym męskie gangi pasowały,
    pewnie zgodzi się z tezą o "biernej, miernej (właściwie raczej
    średniej) ale wiernej uczennicy".
  • frog1 08.12.09, 23:59
    W dawnej szkole przeciętny chłopak nawet nie próbował rozrabiać - panowała
    żelazna dyscyplina, stosowano kary cielesne, a za niesubordynację ucznia po
    prostu wyrzucano.
    Dziecięce wygłupy, które znamy choćby z literatury, odbywały się po lekcjach
    (jeśli w szkole, to już w ramach wyjątkowego zuchwalstwa i "hardkoru").
  • zmijewska 09.12.09, 00:11

    Po pierwsze problem twoj polega ze nie traktujesz z załozenia
    kobiet jako ludzi. Dla ciebie "bierna, mierna" ,jest kwintensencja
    kobiecosci. A to jest wrecz przeciwnie, to jest jej odczłowieczenie.

    Jako gatunek ludzki i w ogole w przyrodzie wszędzie panuje rywalizacja, agresja,
    chęć bycia zauwazonymj i wyróznionym.

    Cale szczescie mieszkam w US, gdzie dziewczyny grają w nogę (ile ja się
    nasłuchałam że to nie wypada etc) i rywalizują, mają własne zdanie i o wiele
    lżej traktują sprawy "sercowe" niż ich matki.

    To że przypisujesz te "fajne" sprawy chłopakom a kobiety spychasz na margines i
    traktujesz jako malpki uczace się wszystkiego bezmyslnie na pamięc, powoduje ze
    nawet nie chce mi sie klepac w klawiature, bo to jest mało twórcze juz w tym
    momencie, wracam do swoich tworczy zajec (komponenty do swojego systemu CMS)


    trans.sib napisał:

    > > Pamiętam jak mnie gnebiono w średniej szkole że nie byłam taką
    > dobrze ułożoną
    > > panienką, do chłopaków był inny stostunek, motywowano ich,
    > uaktywniano etc.
    >
    > A właśnie, że system edukacyjny dyskryminuje chłopców, tylko ty tego
    > nie chciałaś zauważyć. System premiuje biernych, miernych ale
    > wiernych, stąd grzeczne dziewczynki mają znacznie lepsze oceny od
    > niegrzecznych chłopców (w sumie jeśli byłaś niegrzeczną dziewczynką
    > to również tego doświadczyłaś, ale nie wiem skąd w tobie się wzięło
    > przekonanie że koledzy mieli lepiej). Gdy porównamy wartości średnich
    > ocen przyznawanych przez nauczycieli w szkole i wyniki z egzaminów,
    > gdzie punkty przyznawane są bardziej arbitralnie, to staje się
    > faktem, że sytuacja o której wspomniałem jest rzeczywiście istotnym
    > problemem edukacji. Przy czym w sfeminizowanej edukacji jest to
    > praktycznie temat tabu.
    >
    > Jest jeszcze jedno pole. Niezrozumienie męskiego typu dorastania,
    > gdzie nauczycielki i system zupełnie nie przewidują miejsca dla
    > kanalizacji agresji, która jest wręcz zbrodnią w ustalonym systemie.
    > A przecież starcia, w tym siłowe są naturalnym elementem dojrzewania
    > chłopca, który ma silne, naturalne potrzeby akcentowania swojej
    > niezależności, które przecież procentują nauką pewnych kompetencji,
    > których nie da się wyłożyć poprzez lekcje, kursy, korepetycje. Mówię
    > tu o kompetencjach społecznych rządzących w grupie:
    > współzawodnictwie, odnoszeniu sukcesu i radzenia sobie z porażką.
    > Niestety dla sfeminizowanego systemu edukacji są to elementy wręcz
    > odrażające, należące do przeszłego świata barbarzyństwa.
    >
    > Emocjonalne kobiety zaraz pewnie odezwą się w swoim przewidywalnym
    > stylu, ale kilka klasowych chłopczyc :) którym męskie gangi pasowały,
    > pewnie zgodzi się z tezą o "biernej, miernej (właściwie raczej
    > średniej) ale wiernej uczennicy".
  • rumcajs68 09.12.09, 00:53
    zmijewska napisała:

    > Jako gatunek ludzki i w ogole w przyrodzie wszędzie panuje rywalizacja, agresja
    > ,
    > chęć bycia zauwazonymj i wyróznionym.
    >
    > Cale szczescie mieszkam w US, gdzie dziewczyny grają w nogę (ile ja się
    > nasłuchałam że to nie wypada etc) i rywalizują, mają własne zdanie i o wiele
    > lżej traktują sprawy "sercowe" niż ich matki.

    Z tą rywalizacją to w zasadzie bym się zgodził, mylisz się jednakże zasadniczo, jeśli chodzi o różnice rodzajowe w formach rywalizacji. Otóż kobiety też rywalizują ze sobą, ale w inny sposób niż mężczyźni. Robią to, prześcigając się, która będzie ładniejsza, seksowniejsza, obgadując się nawzajem, polując na lepszy (czytaj: z większą kasą) "towar" itp. Ty przyjęłaś męski sposób rywalizacji, zapewne nie zdając sobie sprawy z tego, że pociąga to za sobą utratę wielu cech kobiecych. A chyba nie muszę tłumaczyć, że tylko pewna specyficzna, wąska grupa mężczyzn preferuje partnera życiowego z cechami homo.
  • bene_gesserit 09.12.09, 14:21
    > Z tą rywalizacją to w zasadzie bym się zgodził, mylisz się
    jednakże zasadniczo,
    > jeśli chodzi o różnice rodzajowe w formach rywalizacji. Otóż
    kobiety też rywal
    > izują ze sobą, ale w inny sposób niż mężczyźni. Robią to,
    prześcigając się, któ
    > ra będzie ładniejsza, seksowniejsza, obgadując się nawzajem,
    polując na lepszy
    > (czytaj: z większą kasą) "towar" itp. Ty przyjęłaś męski sposób
    rywalizacji, za
    > pewne nie zdając sobie sprawy z tego, że pociąga to za sobą
    utratę wielu cech k
    > obiecych. A chyba nie muszę tłumaczyć, że tylko pewna
    specyficzna, wąska grupa
    > mężczyzn preferuje partnera życiowego z cechami homo.

    He he he.
    'Jesli chce odniesc sukces, strace kobiecosc'. To stary strach na
    wróble wielu seksistow z Koziej Wolki. Jesli kobiecosc polega
    na 'garach', tępocie umyslowej i posluszenstwie, to - tadam! -
    znakomita wiekszosc kobiet pie... taka kobiecosc. Bedziesz musial
    szukac zony na księzycu :(

    --
    Żona pierze, gotuje, sprząta, robi zakupy i opiekuje się dziećmi,
    mąż wbija gwoździe, pilnuje domostwa przed niedźwiedziami i zombie
    oraz zdobywa żywność na polowaniu.
  • trans.sib 09.12.09, 12:09
    zmijewska napisała:

    >
    > Po pierwsze problem twoj polega ze nie traktujesz z załozenia
    > kobiet jako ludzi.

    Tiaaa, i dziękuje w tym momencie za rozmowę.

    Ochłoń, poluźnij styki między logiczną i emocjonalną częścią mózgu i
    wówczas można wrócić do rozmowy.

    > Dla ciebie "bierna, mierna" ,jest kwintensencja
    > kobiecosci. A to jest wrecz przeciwnie, to jest jej
    odczłowieczenie.

    Nie pisałem ani słowa o kobiecości, ewentualnie o żeńskości (używając
    tego sformułowania zdradziłaś się, że myślisz schematami zbudowanymi
    na oczytaniu w feministycznych broszurkach). Ty nie potrafisz
    przeczytać tych słów bez nacechowania emocjonalnego, które sama nań
    nakładasz w procesie interpretacji. I to jest właśnie problem z
    kobietami.
  • rumcajs68 09.12.09, 00:29
    zmijewska napisała:

    >
    > pierdu, pierdu, twórczym będzie każda jednostka ktora jest z siebie zadowolona
    > i
    > odpowiednio zmotywowana.
    > Wobec Kobiet społeczeństwo ma inne oczekiwania, i często nie mogą się otworzyć
    > twórczo a co najwazniejsze uwierzyć w siebie.
    > Pamiętam jak mnie gnebiono w średniej szkole że nie byłam taką dobrze ułożoną
    > panienką, do chłopaków był inny stostunek, motywowano ich, uaktywniano etc.

    Właśnie - oczekiwania. Dobrze, że poruszyłaś ten temat. Ciekaw jestem, czy dobrze na tym wyszłaś, że nie spełniałaś tych oczekiwań społecznych, nie dopasowałaś się do kultury? Wyemancypowane kobiety często nawet nie są w stanie przewidzieć, ile na tym stracą. Już chociażby odkładając moment założenia rodziny po to, aby zrobić karierę, tracą najbardziej wartościowy okres rozrodczy. A który mężczyzna później zechce 35-letnią kobietę za żonę? A jak dodać do tego jeszcze brak czasu, żeby zadbać o swój wygląd, utratę wrażliwości, empatyczności w rywalizacyjnym świecie, brak czasu dla swojego mężczyzny, to później nie dziwmy się, skąd się biorą takie sfrustrowane feministki.

    Przyznam szczerze, że nawet przychylałbym się do zdania, iż cel walki feministek jest raczej słuszny (choć metod nie pochwalam), ale co do jednego jestem pewien - każda z tych zaangażowanych kobiet bardzo dużo straci w swoim życiu, walcząc z bardzo silnymi przyzwyczajeniami kulturowymi. Każdej kobiecie, która chciałaby się poświęcić dla tej walki o równouprawnienie kobiet (cokolwiek przez to rozumie), radziłbym się wcześniej porządnie zastanowić, czy to jej się opłaci.
  • masher 09.12.09, 01:59
    rownouprawnienie kobiet? w dzisiejszych czasach trzeba juz chyba raczej walczyc
    o rownouprawnienie mezczyzn. kobiety maja znacznie wieksze prawa gwarantowane
    czesto kosztem mezczyzn. wspomne tylko chora sytuacje facetow w polskich sadach
    rodzinnych gdzie praktycznie sa bez szans w walce o opieke nad dziecmi, a
    nagminnie i bez zadnych zankcji karnych dla matek, gwalcone sa ich prawa do
    odwiedzania dzieci. a to tylko drobna czastka tego jakie prawa maja kobiety i o
    jakich moga snic dzis mezczyzni. wiec jesli ktos mi powie ze warto walczyc o
    rownouprawnienie kobiet to cisnie sie mi na usta 'POBUDKA' ;)
    --
    czasem bywam tu i tam ;)
  • rumcajs68 09.12.09, 05:33
    masher napisał:

    > rownouprawnienie kobiet? w dzisiejszych czasach trzeba juz chyba raczej walczyc
    > o rownouprawnienie mezczyzn. kobiety maja znacznie wieksze prawa gwarantowane
    > czesto kosztem mezczyzn.

    Oj, i tu będę polemizował. Faktem jest, że przez wiele wieków kobiety miały mniej praw niż mężczyźni i teraz, kiedy następują pod tym względem dość spore zmiany, może się wydawać, że mają ich więcej. Ty podajesz przykłady, kiedy mają więcej praw, a zapominasz o tych sytuacjach, kiedy mają ich mniej. "Równouprawnienie" to może złe słowo, ja bym był bardziej za tym, aby każda płeć mogła jak najbardziej decydować o tym, co chce w życiu robić. Te różnice wyewoluowały spontanicznie, ale bardzo często nic nie stoi na przeszkodzie, aby teraz to zmienić, bez większych szkód ogólnospołecznych. Pewnie będzie i tak, tak jak już napisałem - kobiety zachłysną się tą wolnością (jeśli ją wywalczą), a później i tak wrócą do swoich predyspozycji biologicznych.
  • bene_gesserit 09.12.09, 14:25
    masher napisał:

    > rownouprawnienie kobiet? w dzisiejszych czasach trzeba juz chyba
    raczej walczyc
    > o rownouprawnienie mezczyzn. kobiety maja znacznie wieksze prawa
    gwarantowane
    > czesto kosztem mezczyzn. wspomne tylko chora sytuacje facetow w
    polskich sadach
    > rodzinnych gdzie praktycznie sa bez szans w walce o opieke nad
    dziecmi, a
    > nagminnie i bez zadnych zankcji karnych dla matek, gwalcone sa
    ich prawa do
    > odwiedzania dzieci. a to tylko drobna czastka tego jakie prawa
    maja kobiety i o
    > jakich moga snic dzis mezczyzni. wiec jesli ktos mi powie ze
    warto walczyc o
    > rownouprawnienie kobiet to cisnie sie mi na usta 'POBUDKA' ;)


    Chrzanisz jak potluczony, bez obrazy.

    W polskich sadach weszla w zycie ustawa, wg ktorej sady nie zajmuja
    sie przydzielaniem ktoremukolwiek rodzicowi opieki nad dziecmi.
    Rodzice maja to ustalic miedzy soba i wpisac w umowe rozwodową. Sąd
    ingeruje tylko wtedy, kiedy postanowienia są lamane.

    Zgadnij co - jakos nie zmniejszylo to gwaltownie ilosci
    weekendowych tatusiow, a panstwo nadal musi wyplacac alimenty za
    tych, ktorzy olali wlasne dzieci i zwiali za granice.


    --
    good girl
  • masher 09.12.09, 21:16
    lol i ty wierzysz ze prawa ojcow przez to nie sa lamane? zadna ustawa nic nie
    zmieni bo po prostu sady w polsce sa PRZECIWNE ROLI FACETA W ZYCIU RODZINNYM. i
    kto tu pieprzy jak potluczony? lepiej spojrz w lustro bo nie masz bladego
    pojecia o sytuacji ojcow w polskim sadownictwie rodzinnym. od pie...ietych
    kobiet przeprowadzajacych wywiady rodzinne po notoryczne i bezkarne odbieranie
    kontaktow ojcow z dziecmi przez matki/babcie...

    piszesz ze rodzice maja to ustalic miedzy soba, problem ze prawie nigdy kobieta
    ktora ma lajno we lbie nie ustali z facetem jak to wszystko zrobic aby dziecko
    mimo rozstania mialo dwoje rodzicow. a zazwyczaj wczesniej czy pozniej wynikaja
    problemy i to ojciec jest na przegranej pozycji. spojrz na statystyki
    przyznawania opieki nad dziecmi mezczyznom. i nawet nie sugeruj nawet ze ojcowie
    maja swoje dzieci gdzies...
    ---
    czasem bywam tu i tam ;)
  • kill_bill_vol.2 18.01.10, 15:12
    Może zacznę od tego, że nie traktuję poważnie wypowiedzi, która zaczyna się od
    słowa lol (w 90% to od razu sugeruje, że autorowi nerwy puściły i nie ma
    argumentów), ma masę błędów ortograficznych, zawiera niechluje słowa i jest
    obraźliwa (to również sugeruje brak argumentów, a przede wszystkim brak dobrego
    wychowania).

    Po drugie piszesz, że to oczywiście zawsze kobieta ma łajno w główce i to zawsze
    przez nią nie udaje się ustalić z kim będzie dziecko. Więc w swojej wypowiedzi
    obiektywny nie jesteś.

    @Rumcajs
    Obawiam się, że kobiety już nie wrócą do siedzenia w domu. Emancypacja posunęła
    się za daleko, aby ją zawrócić. Ludzie wiedzą, że posyłając kobiety do
    sprzątania, gotowania etc. marnuje się olbrzymi potencjał.
  • edek47 09.12.09, 08:06
    no...MOZE POZA LINIA PROSTA.
  • zulavdh 09.12.09, 08:21
    Kto tym "wybitnym" mężczyznom robi zakupy, gotuje, sprząta,
    wychowuje dzieci itp? Kiedy wybitne kobiety mają czas na własny
    rozwój robiąc wszystkie w/w czynności? Gdybyś pomyślał logicznie, to
    wiedziałbyś juz wszystko.
  • masher 09.12.09, 09:00
    sugerujesz ze kobiety wybitne nie maja dzieci? a moze to ze wybitni faceci
    olewaja swoje potomstwo? wyobraz sobie jeszcze ze jest cos takiego jak gosposia,
    niania itd :]
    --
    czasem bywam tu i tam ;)
  • trans.sib 08.12.09, 21:57
    Po co pisać artykuł, skoro wniosek jest napisany już pod tytułem? W
    dodatku dlaczego ten wniosek nijak się ma do zaprezentowanej treści?!

    Ten seksizm wobec mężczyzn prezentowany w artykułach GW przez takie
    mizoandryczki jak ta zakompleksiona autorka jest już porażający.
    Widać jak wielką, nieskrywaną radość sprawia autorce wyżycie się na
    nastoletnich chłopcach, gdy w jakimś badaniu w jednym ze
    "społeczeństw równości" (gdzie inny wynik nigdy nie przeszedłby przez
    cenzurę) okaże się, że napisali gorzej jakiś test (zresztą żadne
    wyniki, ani ich źródła nie zostały zaprezentowane - jest tylko
    kreacja wrażenia, tak aby pasowały do postawionej tezy).

    Autorce powinno się sponsorować sesję u psychiatry, bo jak widać (i
    czuć), jej kompleks niższości płci doprowadził do poważnych
    frustracji. Tylko kto pozwala na publikację tekstów wariatki?
  • szugerfri 08.12.09, 22:14
    do psychiatry nalezy wyslac wiekszosc wygodnych autorow komentarzy pod
    artykulem

  • trans.sib 08.12.09, 22:57
    Ale spróbuj spojrzeć na siebie. Co Twój post wniósł do tematu? Bo ja
    widzę w takich postach tylko "gol do własnej bramki", jedną z
    prymitywniejszych strategii podtrzymywania tożsamości opartej o wątłe
    fundamenty. Po prostu zrobiłaś to samo co autorka Joanna, tylko w
    krótszej formie.
  • trans.sib 08.12.09, 22:16
    "lepsze połączenie między obydwiema półkulami sprawia też, że emocje
    częściej nakładają się paniom na fakty."

    Zapomniano dodać "... co wyraźnie widać w tym artykule."
  • swiety_76 08.12.09, 22:50
    To dołożę cegiełkę do obserwacji ze swojego podwórka.
    W moim liceum o profilu matematycznym w klasach mat, mat-fiz stosunek chłopców
    do dziewczyn był 2:1.
    Wśród chłopców było więcej matematycznych geniuszy jak i matematycznych
    głąbów. Dziewczyny trzymały równy stały średni poziom.
    Jednak po maturze większość dziewczyn wybierała kierunki humanistyczne na
    studiach.
    Na politechnice na wydziałach związanych z matematyką dziewczyny ilościowo to
    był już margines a te nieliczne rodzynki raczej geniuszami matematycznymi nie
    były.
    Co ciekawe na moim wydziale (elektryczny) dużą część wykładowców stanowią
    kobiety co stanowi pokłosie dużego udziału absolwentów tego kierunku wśród
    kobiet z lat 70-tych.
  • zdzislaw_dyrman_zasadniczo_1 08.12.09, 23:23
    Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
  • pradziad3 09.12.09, 00:44
    "W polskiej kulturze istnieje przekonanie, że dziewczynki to
    humanistki, a chłopcy umysły ścisłe. A ponieważ nie chcą być one w
    czymś gorsze, więc wybierają bezpieczną historię czy filologię".

    Tak się składa, że historię studiuje zawsze więcej mężczyzn niż
    kobiet. Z filologią, a i owszem, mogę się zgodzić

    Powyższe przedmioty nie są zresztą "bezpieczne". Ich studiowanie
    wymaga olbrzymich nakładów sił i czasu. Ci, którzy
    wybierają "bezpieczne" przedmioty lądują na administracji,
    zarządzaniu czy - o zgrozo - socjologii i psychologii


    --
    znany dawniej jako xK
  • rumcajs68 09.12.09, 01:02
    Zapewneś nie młody już wiekiem, więc nie znasz współczesnych programów studiów. Wyjaśniam więc, że psychologia - wbrew pozorom - wymaga myślenia (np. myślenia przyczynowo-skutkowego, syntezy wielu różnych koncepcji), a socjologia chociażby dobrej znajomości statystyki. Tak więc nie uważam, żeby były to wymarzone, "bezpieczne" kierunki dla kobiet, psychologia cierpi na dużej liczbie kobiet w tym zawodzie w ten sposób, że psychologowie często nie potrafią myśleć, chociaż kobiety kompensują tutaj sobie tę ułomność np. dużą empatią. Historią dużo chłopców interesuje się zapewne ze względu na tematykę wojenną, bitwy rycerskie i tym podobne rzeczy.
  • bene_gesserit 09.12.09, 14:55
    rumcajs68 napisał:

    > psychologia cierpi na dużej liczbie kobiet w t
    > ym zawodzie w ten sposób, że psychologowie często nie potrafią
    myśleć, chociaż
    > kobiety kompensują tutaj sobie tę ułomność np. dużą empatią.

    Oj tak. Nie ma to jak niemyślący Piaget albo taki kretyn Maslow,
    nie mówiąc już o biednych bezmózgich Horney czy Rosch - chociaz one
    przynajmniej cos tam czuły, nieszczęsne. Zaiste, trzeba być
    kompletnym debilem, zeby analizowac dane statystyczne, czy
    poslugiwac sie takimi narzedziami naukowymi jak metoda
    statystyczna, metoda eksperymentalna, metoda indywidualnych
    przypadków, obserwacyjna...



    --
    Drożdże powstają z pączkowania. Dlatego najwięcej jest ich w
    cukierniach.
  • rumcajs68 09.12.09, 16:48
    bene_gesserit napisała:


    > Oj tak. Nie ma to jak niemyślący Piaget albo taki kretyn Maslow,
    > nie mówiąc już o biednych bezmózgich Horney czy Rosch - chociaz one
    > przynajmniej cos tam czuły, nieszczęsne. Zaiste, trzeba być
    > kompletnym debilem, zeby analizowac dane statystyczne, czy
    > poslugiwac sie takimi narzedziami naukowymi jak metoda
    > statystyczna, metoda eksperymentalna, metoda indywidualnych
    > przypadków, obserwacyjna...

    Piaget, Maslow, Horney to akurat myśleli za dużo, bez koniecznych w nauce rygorów metodologicznych (a może z takimi rygorami, jakie obowiązywały wówczas). Im akurat bardzo by się przydała znajomość statystyki i w ogóle bardziej rygorystyczne przestrzeganie metodologii. Nie wiem więc, o co Ci chodzi w tym poście, bo ja jestem jak najbardziej za tym. Gdyby Piaget wiedział, co to statystyka, może by nie wymyślił "teorii" psychologicznej, którą zweryfikował empirycznie, obserwując czwórkę swoich dzieci.
    >
  • bene_gesserit 09.12.09, 16:59
    rumcajs68 napisał:

    > Piaget, Maslow, Horney to akurat myśleli za dużo, bez koniecznych
    w nauce rygor
    > ów metodologicznych (a może z takimi rygorami, jakie obowiązywały
    wówczas).

    Ciekawe. Mozesz dopowiedziec, ktore z odkryc Piageta i Maslowa są w
    związku z tym, co piszesz niewiarygodne?

    Im
    > akurat bardzo by się przydała znajomość statystyki i w ogóle
    bardziej rygorysty
    > czne przestrzeganie metodologii.

    Mhm. A dokladnie w którym miejscu? Tzn które z teorii Piageta i
    Maslowa (w związku z niedostateczną znajomością statystyki i w
    ogóle mało rygorystycznym przestrzeganiem metodologii przez
    autorów) sa niewiarygodne?

    Nie wiem więc, o co Ci chodzi w tym poście, bo
    > ja jestem jak najbardziej za tym. Gdyby Piaget wiedział, co to
    statystyka, moż
    > e by nie wymyślił "teorii" psychologicznej, którą zweryfikował
    empirycznie, obs
    > erwując czwórkę swoich dzieci.

    Czyli koncepcja rozwoju intelektualnego jest o kant stolu potłuc?
    Co w takim razie zrobimy z epigonami Piageta, z Piageta licznymi
    nagrodami naukowymi i faktem, ze te koncepcję wciąż się
    wykorzystuje w psychologii rozwojowej?
    Czekam na podobne w duchu rewelacje o bezmyslnym Maslowie. Mozesz
    tez dorzucic cos o bezmyslnym Jungu, Chomskim i Zimbardo.


    --
    nić błędną, snobującą się, ale wielkomiejską
  • rumcajs68 09.12.09, 18:24
    Widać, że nie specjalnie orientujesz się w psychologii, skoro wrzucasz do jednego worka psychologów empirycznych (Zimbardo) i psychologów-filozofów (Piaget, Maslow, Jung). To, co na przykład powymyślał Jung, to bardziej nadaje się do beletrystyki niż jako teoria naukowa. Maslow jest choćby autorem nieśmiertelnej "piramidy potrzeb", która, nie dość, że jest sprzeczna z prawami biologii (np. słynna potrzeba samorealizacji), to jeszcze nie została potwierdzona empirycznie (czemu w świetle wcześniejszego trudno się dziwić). O Piagecie możesz sobie poczytać np. tu (może mało naukowe, ale inspirujące, jak za mało, zachęcam do wnikliwszego poszukania w internecie):
    www.swps.fora.pl/pytania-i-odpowiedzi,1/49-znaczenie-koncepcji-rozwoju-jeana-piageta,54.html
    Chyba nie myślisz, że wymyślanie teorii naukowej wyłącznie na podstawie obserwacji własnych dzieci może doprowadzić do jakichś obiektywnej koncepcji? A to, że te koncepcje utrzymują się w psychologii bez ich weryfikacji (a często nawet pomimo dowiedzenia ich fałszywości), to jest właśnie ból psychologii, która w przeważającej większości jest tworzona przez głupiutkie paniusie (epigoni, czy może bardziej epigonki, to właściwe słowo), które nie wiedzą, na czym polega nauka i nie są w stanie zrozumieć kryteriów metodologicznych odróżniających naukę od zwyczajnej szarlatanerii.
  • bene_gesserit 09.12.09, 18:35
    Przeciwnie - orientuje sie w psychologi swietnie.

    Problem polega na tym, ze to ty najpierw wypowiedziales sie o
    bezmyslnosci psychologow. Potem, poproszony o konkrety i
    ustosunkowanie sie do paru przypadkowo wybranych nazwisk wielkich
    psychologow, stwierdziles, ze ci akurat mysleli za duzo. Po czym
    odniosles sie do jednej teorii jednego z nich.

    I nadal uwazasz, ze masz racje.
    Tylko, ze ja zupelnie nie rozumiem, którą :)
    Czy nadal masz rację w tym, że psychologowie są bezmyślni? Czy w
    tym, ze caly dorobek naukowy Piageta jest o kant stolu potluc, bo
    niektorzy ją krytykują (chociaz inni czerpia z niej inspiracje do
    dzis)? Czy tez moze chodzi ci raczej (to juz z twojego trzeciego
    postu na ten temat) o paniusie, co to nie potrafia zrozumiec tego,
    czym jest nauka i nie sa w stanie zrozumiec kryteriow
    metodologicznych odrozniajacych naukę od zwyczajnej szarlatanerii?


    --
    nić błędną, snobującą się, ale wielkomiejską
  • rumcajs68 09.12.09, 19:01
    Teraz widzę, że nie dość, że nie znasz się na psychologii, to jeszcze nie nauczono Cię dyskutować na odpowiednim poziomie. Po pierwsze: nie odniosłem się do teorii tylko jednego psychologa, jak coś pominęłaś, to przeczytaj jeszcze raz mój poprzedni komentarz. Po drugie: wskaż mi dwa poprzednie posty, w których napisałem o paniusiach, które nie potrafią zrozumieć, czym jest nauka. Po trzecie: w ogóle nie odniosłaś się do tego, co napisałem. Skoro tak nalegałaś, abym wytknął u tych psychologów (nazwiska Ty podałaś), co jest fałszywego w ich koncepcjach, to teraz broń ich za pomocą równie merytorycznych argumentów, a nie jakichś ogólnych oskarżeń. I po czwarte: racja jest jedna i trzeba wspólnie ją znaleźć, choć zdaję sobie sprawę, że dla psychologa - wyedukowanego w pluralistycznym świecie teorii, które nawzajem się wykluczają - takie stanowisko może być trudne do zrozumienia.
  • bene_gesserit 09.12.09, 19:29
    rumcajs68 napisał:

    > Teraz widzę, że nie dość, że nie znasz się na psychologii, to
    jeszcze nie naucz
    > ono Cię dyskutować na odpowiednim poziomie.

    O, przycinki osobiste zamiast argumentów. Łał, czemu tak późno?

    Po pierwsze: nie odniosłem się do t
    > eorii tylko jednego psychologa, jak coś pominęłaś, to przeczytaj
    jeszcze raz mó
    > j poprzedni komentarz.

    Alez mi caly czas chodzi nie o twoje poprzednie kluczenie
    typu 'psychologowie nie mysla, ale ci akurat mysla za duzo', tylko
    o to, zebys wytlumaczyl, skad u ciebie ten pogląd:

    psychologia cierpi na dużej liczbie kobiet w tym zawodzie w ten
    sposób, że psychologowie często nie potrafią myśleć, chociaż
    kobiety kompensują tutaj sobie tę ułomność


    Chyba sie nie doczekam, co?
    ;)

    Po drugie: wskaż mi dwa poprzednie posty, w których napi
    > sałem o paniusiach, które nie potrafią zrozumieć, czym jest
    nauka.

    [psychologia] która w przeważającej większości jest tworzona
    przez głupiutkie paniusie (epigoni, czy może bardziej epigonki, to
    właściwe słowo), które nie wiedzą, na czym polega nauka


    Po trzecie:
    > w ogóle nie odniosłaś się do tego, co napisałem. Skoro tak
    nalegałaś, abym wytk
    > nął u tych psychologów (nazwiska Ty podałaś), co jest fałszywego
    w ich koncepcj
    > ach,

    Bo mnie nie intersują pokrętne historyjki w stylu 'psychologowie
    nie mysla, ale ci akurat mysla za duzo', ale wyjasnienie skad ci
    sie wziela teza o bezmyslnych psychologach :)

    Jesli czepianie sie kurczowo jednej teorii Piageta ma uzasadniac
    bezmyslnosc calej czy wiekszosci populacji psychologow, to imho
    wniosek jest nieuprawniony. W zaden sposob uprawniony byc nie może.
    Poczekam z przyznaniem ci racji, ze psychologowie często nie
    potrafią myśleć, kiedy podważysz bezmyślny dorobek Maslowa, Horney,
    Chomskiego, Zimbardo, Millgrama. A - i jeszcze Rosch. Dla takiego
    jak ty znawcy psychologii to chyba nie jest zbyt wiele?

    I po czwarte: racja jest jedna i trzeba wspólnie ją znaleź
    > ć, choć zdaję sobie sprawę, że dla psychologa - wyedukowanego w
    pluralistycznym
    > świecie teorii, które nawzajem się wykluczają - takie stanowisko
    może być trud
    > ne do zrozumienia.

    No tak, bo my, ekhem, szarlatani, często nie potrafimy myśleć,
    zwłaszcza jeśli jesteśmy paniusiami :DDD

    --
    Język kuchni to jedyne esperanto.
  • rumcajs68 09.12.09, 19:57
    Pogląd jest z własnej obserwacji tego środowiska, a dowodem na to są chociażby bezwartościowe teoryjki produkowane przez psychologów, co do których wystarczyłaby odrobina zdrowego rozsądku, żeby je podważyć. Z Twojego ostatniego postu wynika, że nawet liczyć nie potrafisz - wskazałaś jeden komentarz, a nie trzy. Pełna kompromitacja, nawet jak na kobietę. Jeden czy trzy - żadna różnica, prawda? Jeszcze raz Ci piszę, że nie czepiam się tylko koncepcji Piageta (przeczytaj lepiej dokładnie moje posty, zanim po raz kolejny bezwolnie powtórzysz tę tezę) i znowu mylisz psychologów empirycznych (do których nic nie mam) z domorosłymi filozofami. Jak dla Ciebie nie ma żadnych różnic między bujnymi wymysłami Junga i Maslowa, a bardzo rygorystycznie zaprojektowanymi eksperymentami Zimbardo czy Milgrama, to nie dziwmy się, że psychologia wygląda tak, jak wygląda. A teksty w rodzaju wypocin autorki tego artykułu to mały pikuś w porównaniu z tym, co płodzą inne kobiety-psycholożki (zresztą, gwoli sprawiedliwości, nie tylko kobiety - także zniewieściali mężczyźni-psychologowie).
  • bene_gesserit 09.12.09, 22:16
    rumcajs68 napisał:

    > Pogląd jest z własnej obserwacji tego środowiska,

    A. Achaaa.
    Czyli chodzi tu o perspektywę naiwną :) Trzeba bylo tak od razu :)

    a dowodem na to są chociażby
    > bezwartościowe teoryjki produkowane przez psychologów, co do
    których wystarczył
    > aby odrobina zdrowego rozsądku, żeby je podważyć.

    Nadal nie dowiedzialam sie, o ktore teoryjki chodzi :)

    Z Twojego ostatniego postu wy
    > nika, że nawet liczyć nie potrafisz - wskazałaś jeden komentarz,
    a nie trzy. Pe
    > łna kompromitacja,

    Tak, mam problemy z liczeniem do trzech.
    Przyznaję się, jesli to tylko ci polepszy humor.
    Na marginesie - czy zawsze jesli tylko przycisnie sie ciebie
    rzeczowymi pytaniami w dyskusji zaczynasz z przedmiotu dyskusji
    probować umniejszać interlokutora? No weź. Takie metody to raczej
    do freblówki.

    > nawet jak na kobietę.

    Uu. Seksizm, carrramba!
    Zrozum: proby narzucenia dyskusji ad personam cię raczej
    zdecydowanie kompromitują :(


    Jeden czy trzy - żadna różnica, prawda
    > ?


    > Jeszcze raz Ci piszę, że nie czepiam się tylko koncepcji Piageta

    Jak dotad tylko jej, niestety. Tzn na przykladzie krytyki jednej z
    jego koncepcji probowales obalic caly dorobek jego zycia.
    Argumentów co do dorobku innych bezmyslnych psychologow nie
    podałeś :(


    (przeczytaj
    > lepiej dokładnie moje posty, zanim po raz kolejny bezwolnie
    powtórzysz tę tezę)

    Bez obrazy, ale twoje posty to rozpaczliwy miks buty, wykrętów i
    powtykanych tu i tam jak rodzyneczki impertynencji, wszystko
    zlepione dość kiepskim stylem. Nie zamierzam spijac slow twojej
    prawdy ponownie.


    > i znowu mylisz psychologów empirycznych (do których nic nie mam)
    z domorosłymi
    > filozofami. Jak dla Ciebie nie ma żadnych różnic między bujnymi
    wymysłami Jung
    > a i Maslowa, a bardzo rygorystycznie zaprojektowanymi
    eksperymentami Zimbardo c
    > zy Milgrama,

    Mylę?
    Mozesz wskazac mi, w ktorym miejscu nazwalam Junga psychologiem
    empirycznym, bo chyba cos przeoczylam? O_o
    W twoim pamietnym poscie, ktory otworzyl te dyskusje, napisales cos
    o problemach z mysleniem u psychologów. Jung jest
    psychologiem, psychologiem jest Milgram. Bylo napisac
    o 'bezmyslnosci psychologow za wyjątkiem Milgrama i tych, ktorych
    uwazam za dobrych'. He he.


    to nie dziwmy się, że psychologia wygląda tak, jak wygląda. A teks
    > ty w rodzaju wypocin autorki tego artykułu to mały pikuś w
    porównaniu z tym, co
    > płodzą inne kobiety-psycholożki (zresztą, gwoli sprawiedliwości,
    nie tylko kob
    > iety - także zniewieściali mężczyźni-psychologowie).

    Ktorzy to sa ci zniewiesciali mezczyzni-psychologowie?
    Jakie teksty psycholozek masz na mysli?
    I - mam wrazenie, iz sugerujesz, ze bycie kobieta albo posiadanie
    jakis (jakich?) cech kobiecych przez mezczyzne sprawia, ze ma sie
    problemy z mysleniem.


    Mozesz ten ciekawy poglad poprzec jakims argumentem? Z gory
    uprzedzam: twoje 'bo tak' ani 'bo mam taka znajoma i ona jest
    glupia' nie wystarczą :)

    --
    feminists aren’t humorless just because your jokes suck
  • rumcajs68 10.12.09, 00:04
    Czy Ty naprawdę taka głupia jesteś, czy to tylko taka strategia obronna? Podejrzewam, że jesteś psycholożką, o czym świadczy zarówno poziom Twojej wiedzy psychologicznej, jak i sposób odpowiedzi na argumenty rozmówcy. Sorry, ale w Twoich komentarzach nie było jeszcze ani jednego argumentu merytorycznego, ani jednej próby ustosunkowania się do moich argumentów... Za to takich bredni i kompletnego pomieszania pojęć dawno nie miałem okazji czytać. Przykro mi, ale rozmowa z Tobą to tylko strata czasu, zamiast powtarzać Ci w kółko to samo i odpowiadać na durnowate zarzuty, wolę poświęcić go na dysputę z kimś bardziej kompetentnym i uczciwszym.
  • bene_gesserit 10.12.09, 01:03
    rumcajs68 napisał:

    > Czy Ty naprawdę taka głupia jesteś,

    Wycieczka osobista.

    czy to tylko taka strategia obronna? Podejr
    > zewam, że jesteś psycholożką, o czym świadczy zarówno poziom
    Twojej wiedzy psyc
    > hologicznej, jak i sposób odpowiedzi na argumenty rozmówcy.

    Wycieczka osobista.

    Sorry, ale w Twoich
    > komentarzach nie było jeszcze ani jednego argumentu
    merytorycznego,

    Alez nie musi byc.
    Teze postawiles ty, ja cie tylko spytalam o jej naukowe podstawy. Z
    czego do tej pory się nie wyplątałeś :(

    ani jednej
    > próby ustosunkowania się do moich argumentów...

    Trudno sie ustosunkowac do czegos, czego nie ma. Tzn ja tego,
    przyznaje, nie umiem.

    Za to takich bredni i kompletn
    > ego pomieszania pojęć dawno nie miałem okazji czytać.

    Pomieszania pojęc? Chodzi ci o stwierdzenie, ze Maslow, Zimbardo i
    Piaget byli psychologami, mimo iz reprezentowali rozne szkoly
    psychologiczne? Paradne.

    Przykro mi, ale rozmowa z
    > Tobą to tylko strata czasu, zamiast powtarzać Ci w kółko to samo
    i odpowiadać
    > na durnowate zarzuty,

    E tam od razu zarzuty.
    Ja po prostu prosilam cie o argumenty, zainteresowana dosc
    kontrowersyjnym twoim pogladem na populację psychologów. Rozumiesz -
    twoja ocena kilkuset tysiecy ludzi, wykonujacych ten zawod jest
    dosc obcesowa. Dlatego chciałam, żebyś podparł ją jakimś
    argumentem. To zbyt wiele, widzę.

    wolę poświęcić go na dysputę z kimś bardziej kompetentnym
    > i uczciwszym.

    Oby tylko nie zniechęcił go twoj sposob dyskusji, tzn fakt, ze
    kiedy wyraznie tracisz grunt pod nogami, probujesz zbic z tropu
    rozmówcę chamskimi uwagami na jego temat. Noi nie obnoś się ze
    swoim seksizmem, bo jest bardzo passe.


    --
    feminists aren’t humorless just because your jokes suck
  • rumcajs68 10.12.09, 01:17
    bene_gesserit napisała:

    > Ja po prostu prosilam cie o argumenty, zainteresowana dosc
    > kontrowersyjnym twoim pogladem na populację psychologów. Rozumiesz -
    > twoja ocena kilkuset tysiecy ludzi, wykonujacych ten zawod jest
    > dosc obcesowa. Dlatego chciałam, żebyś podparł ją jakimś
    > argumentem. To zbyt wiele, widzę.

    Chcesz argument? Proszę bardzo. Właśnie wyszła w Polsce obszerna, ponad 400-stronicowa książka na temat machlojek tej kilkusettysięcznej populacji psychologów. Słyszałaś o niej? I co Ty na to?

    Wiem, wiem, to znowu jakiś oszołom, który o niczym innym nie myśli, tylko żeby w chamski sposób dokopać tej niewinnej, kilkusettysięcznej populacji. Podaję Ci ten przykład tylko po to, żeby Ci pokazać, że nie jestem sam z takim "kontrowersyjnym" poglądem, bo pewnie merytoryczną zasadność tego argumentu znów zignorujesz.
  • bene_gesserit 10.12.09, 01:42
    rumcajs68 napisał:

    > Chcesz argument? Proszę bardzo. Właśnie wyszła w Polsce obszerna,
    ponad 400-str
    > onicowa książka na temat machlojek tej kilkusettysięcznej
    populacji psychologów
    > . Słyszałaś o niej? I co Ty na to?

    Slyszalam, czytalam takze obszerna z niej recenzję oraz wywiad z
    autorem.

    Czy nieuczciwosc klinicystow przeklada się jakos na bezmyslnosc
    naukowców? Bo o to ostatnie mi chodzi, zgodnie z tym, co napisales.

    > Wiem, wiem, to znowu jakiś oszołom, który o niczym innym nie
    myśli, tylko żeby
    > w chamski sposób dokopać tej niewinnej, kilkusettysięcznej
    populacji. Podaję Ci
    > ten przykład tylko po to, żeby Ci pokazać, że nie jestem sam z
    takim "kontrowe
    > rsyjnym" poglądem, bo pewnie merytoryczną zasadność tego
    argumentu znów zignoru
    > jesz.

    Nie czytalam tej ksiazki - imho jest mocno sensacyjna i nie do
    konca uczciwa, mimo iz pewnie w niektorych przypadkach autor ma
    rację. Jak jej zawartosc ma się jednak do bezmyślności? Oraz -
    skror juz przy wyjasnianiu roznych watpliwosci jestesmy - jak bycie
    kobieta lub posiadanie cech kobiecych przez mezczyzne przyczynia
    sie do indolencji umyslowej, co sugerowales?

    A - jesli w odpowiedzi znowu bedziesz probowal bluznąc w swoim -
    przyznaje - niezrownanie obrzydliwym stylu, to sobie daruj. Czekam
    na argumenty rzeczowe, nie jakies zalosne proby obrazenia mnie. Nie
    są celne, a kompromitują ciebie.

    To czekam :)


    --
    feminists aren’t humorless just because your jokes suck
  • rumcajs68 10.12.09, 02:15
    bene_gesserit napisała:

    > Czy nieuczciwosc klinicystow przeklada się jakos na bezmyslnosc
    > naukowców? Bo o to ostatnie mi chodzi, zgodnie z tym, co napisales.

    Bezmyślność naukowców polega w tym przypadku na niereagowaniu na nieuczciwość klinicystów.


    > Nie czytalam tej ksiazki - imho jest mocno sensacyjna i nie do
    > konca uczciwa,

    A mogę wiedzieć, skąd wiesz, że jest mocno sensacyjna i nie do końca uczciwa, skoro jej nie czytałaś?

    jak bycie
    > kobieta lub posiadanie cech kobiecych przez mezczyzne przyczynia
    > sie do indolencji umyslowej, co sugerowales?

    Popatrz w lustro, to się przekonasz. Albo - jeszcze lepiej - przeczytaj swoje posty w tym wątku.

    >
    > A - jesli w odpowiedzi znowu bedziesz probowal bluznąc w swoim -
    > przyznaje - niezrownanie obrzydliwym stylu, to sobie daruj. Czekam
    > na argumenty rzeczowe, nie jakies zalosne proby obrazenia mnie.

    Sama zacznij używać takich argumentów, to nie będzie wobec Ciebie i "bluzgów", i "chamstwa", i "obrzydliwego stylu", i to nie tylko z mojej strony.
  • bene_gesserit 10.12.09, 13:59
    rumcajs68 napisał:

    > bene_gesserit napisała:
    >
    > > Czy nieuczciwosc klinicystow przeklada się jakos na bezmyslnosc
    > > naukowców? Bo o to ostatnie mi chodzi, zgodnie z tym, co
    napisales.
    >
    > Bezmyślność naukowców polega w tym przypadku na niereagowaniu na
    nieuczciwość k
    > linicystów.

    Czyli psychologowie eksperymentalni powinni stworzyc cos w rodzaju
    policji, ktora by pilnowala nieodpowiedzialnych terapeutów?
    To ciekawy pomysl, ale nadal (!) (!!!) nie rozumiem, jak to sie ma
    do ich bezmyslnosci. Byc moze, naciągając to niemozliwie, mozna
    byloby zarzucic wspolczesnym nastepcom Ericksona, Fromma i Bandury
    brak odpowiedzialnosci (jakby z jakis powodow mieliby sie czuc
    odpowiedzialni za cudze blędy tylko dlatego, ze konczyli podobny
    kierunek...), ale bezmyslnosc?

    Ze polece dala.tatą: przyznaj uczciwie, ze palnąłeś kosmiczną
    bzdure :)



    --
    stereotypes are a real time-saver
  • pradziad3 09.12.09, 02:10
    Artykuł pokazuje dobitnie, że zarówno sftustrowane Panie, usiłujące
    udowodnić, że nie istnieją żadne różnice rodzajowe; jak i
    sfrustrowani Panowie, polemizujący z tezami artykułu nie
    merytotycznie, lecz poprzez ujawnianie całkowitego braku kultury
    osobistej tkwią, i to głęboko, w skompromitowanym i to już od dawna
    w świecie zachodnim paradygmacie pozytywistycznym, z którego miałoby
    wynikać, jakoby rzekomo zdolności przestrzenno-matematyczne były
    ważniejsze, wyżej cenione od innych.
    To idiotyczne przekonanie wynikało z przeświadczenia jakoby celem
    ludzkości był ciągły postęp techniczny, utylitaryzm, itp. itd.
    Tymczasem naturalnym środowiskiem dla człowieka jest kultura. I
    człowiek może funkcjonować tylko dzięki temu, że żyje w kulturze. A
    kultury nie tworzy się poprzez wynalazki czysto materialne, lecz
    poprzez myśli, język, obyczaj, spotkanie. I to ma pierwszeństwo
    przed chęcią udoskonalania naszego życia czy otoczenia.

    Nie ulega moim zdaniem wątpliwości, że różnice rodzajowe istnieją.
    Nie ulega też wątpliwości, że mają one charakter statystyczny, zatem
    z zasady, iż generalnie więcej kobiet ma predyspozycje do
    humanistyki niż do nauk ścisłych wniosku, jakoby (wszystkie) kobiety
    były z tego powodu gorsze od (wszystkich) mężczyzn wyprowadzić nie
    sposób. Przeciwnie, jest on wręcz absurdalny. I sygnalizowane tu
    wmawianie młodym kobietom, że nie nadają się do nauk ścisłych bo coś
    tam, jest oczywiście skandaliczne. Choć nie demonizowałbym skali
    tego zjawiska - wystarczy się przejść do szkół by zobaczyć,
    przedstawiciele której płci uczą tam matematyki :-)

    Reasumując: obszary nie związane wprost z myśleniem matematycznym, w
    których większe predyspozycje ma połowa ludzkości, w większości
    kobiety, NIE SĄ W NICZYM GORSZE ANI GŁUPSZE. SĄ W PEŁNI IM
    RÓWNOPRAWNE.

    Cóż by nam było po komputerach, gdyby tworzona na gruncie dalekim od
    matematyki kultura, dzięki której jesteśmy homo spaiens, nie
    wykstałciła w nas poczucia, że obsr..ą pupę należy wytrzeć???



    --
    znany dawniej jako xK
  • rumcajs68 09.12.09, 05:37
    pradziad3 napisał:

    I sygnalizowane tu
    > wmawianie młodym kobietom, że nie nadają się do nauk ścisłych bo coś
    > tam, jest oczywiście skandaliczne. Choć nie demonizowałbym skali
    > tego zjawiska - wystarczy się przejść do szkół by zobaczyć,
    > przedstawiciele której płci uczą tam matematyki :-)

    Nikt tu niczego nie wmawia kobietom, staramy się tylko zrozumieć istotę zjawiska, które tak zamotała autorka artykułu. To, że w szkołach więcej kobiet uczy matematyki, wcale nie świadczy o uzdolnieniach matematycznych kobiet (a może wręcz przeciwko).
  • echtom 09.12.09, 09:12
    > Artykuł pokazuje dobitnie, że zarówno sftustrowane Panie,
    usiłujące udowodnić, że nie istnieją żadne różnice rodzajowe; jak i
    > sfrustrowani Panowie, polemizujący z tezami artykułu nie
    > merytotycznie, lecz poprzez ujawnianie całkowitego braku kultury
    > osobistej tkwią, i to głęboko, w skompromitowanym i to już od
    dawna w świecie zachodnim paradygmacie pozytywistycznym, z którego
    miałoby wynikać, jakoby rzekomo zdolności przestrzenno-matematyczne
    były ważniejsze, wyżej cenione od innych.

    Jedna z niewielu mądrych wypowiedzi w tej dyskusji. Jakby większości
    osób trudno było pojąć najprostszą prawdę, że różnice istnieją, lecz
    nie są wartościujące. Przecież nikt nie dyskutuje godzinami, czy
    kolor niebieski jest lepszy od czerwonego czy na odwrót, tylko
    przyjmuje, że są różne, a razem przyczyniają się do bogactwa barw
    otaczającego nas świata. I temu samemu służy zróżnicowanie płci -
    żadna nie jest lepsza czy gorsza, tylko razem współtworzą bogactwo
    kulturowe, którego jedna płeć nie byłaby w stanie stworzyć. I o co
    tu się spierać?

    --
    "Siadała zawsze na leżących obok zapisanych papierach i tak dziwnie
    mrugała do mnie swymi niezgłębionymi żółtymi oczami. Jej obecność
    była niczym obecność szczególnej, milczącej czarodziejki."
  • rumcajs68 09.12.09, 14:30
    echtom napisała:

    >
    Jakby większości
    > osób trudno było pojąć najprostszą prawdę, że różnice istnieją, lecz
    > nie są wartościujące. Przecież nikt nie dyskutuje godzinami, czy
    > kolor niebieski jest lepszy od czerwonego czy na odwrót, tylko
    > przyjmuje, że są różne, a razem przyczyniają się do bogactwa barw
    > otaczającego nas świata. I temu samemu służy zróżnicowanie płci -
    > żadna nie jest lepsza czy gorsza, tylko razem współtworzą bogactwo
    > kulturowe, którego jedna płeć nie byłaby w stanie stworzyć. I o co
    > tu się spierać?

    Masz rację, ale to kobiety zaczęły wartościować, czyje uzdolnienia są lepsze. I stąd się wziął cały szum...
  • edek47 09.12.09, 09:42
    Matematyka jest niezalezna dziedzina nauki, a to ze przydaje sie w
    technice, nie jest jej wina , a zaleta.Sztuka i literatura, w swej
    roznorodnosci, jest takze tworcza jak matematyka, ale ma tylko
    okresowa kontynuacje,style i kierunki artystyczno -
    tworcze.Pozostale dziedziny naukowe sa pragmatyczne,czy to naukowe ,
    jak fizyka czy chemia,albo zwyczajnie ludzkie jak medycyna i
    psychologia albo socjologia.
  • pradziad3 09.12.09, 09:53
    No i sam zobacz, że w tych naukach "zwyczajnie ludzkich" kobiety
    najczęściej wybierają te, które są osadzone w kulturze, jak
    psychologia, socjologia, czy filologia; a nie przyrodnicze, jak
    fizyka czy chemia - czyż to nie potwierdza moich słów???

    --
    znany dawniej jako xK
  • edek47 09.12.09, 10:21
    od FIOZOFII,bo to od niej sie zaczely odlaczac rozne dziedziny
    nauki.Jesli chodzi o kobietki, to masz racje, chociaz byla taka pani
    Sklodowska-Curie, ktora sporo zdziala w chemii.Tylko bylo to troche
    dawno.
  • racheela 09.12.09, 10:46
    skoro jesteś mężczyzną to chyba powinieneś (z racji urodzenia) umieć skorzystać
    choćby z jednej z najpopularniejszych wyszukiwarek w internecie. Ponoć chłopcy
    uczą się czytać wolniej, ale jednak posiadają tę umiejętność......skorzystaj z niej.
  • edek47 09.12.09, 10:53
    Sprecyzuj to, co chcialas mi powiedziec,BO NIE WIEM O CO TOBIE
    CHODZI?
  • ddmanx 13.12.09, 01:40
    Witam

    > w świecie zachodnim paradygmacie pozytywistycznym, z którego miałoby
    > wynikać, jakoby rzekomo zdolności przestrzenno-matematyczne były
    > ważniejsze, wyżej cenione od innych.
    > To idiotyczne przekonanie wynikało z przeświadczenia jakoby celem
    > ludzkości był ciągły postęp techniczny, utylitaryzm, itp. itd.
    > Tymczasem naturalnym środowiskiem dla człowieka jest kultura. I
    > człowiek może funkcjonować tylko dzięki temu, że żyje w kulturze. A
    > kultury nie tworzy się poprzez wynalazki czysto materialne, lecz
    > poprzez myśli, język, obyczaj, spotkanie. I to ma pierwszeństwo
    > przed chęcią udoskonalania naszego życia czy otoczenia.

    Nie przepadam za tym, IMHO czysto deklaratywnym twierdzeniem. Kultura jest niezbędna dla komfortowego funkcjonowania osobowości czy społeczeństw. Kulturze z kolei niezbędna jest warstwa cywilizacji technicznej, separująca nas (nośniki tej kultury) od nieprzetworzonej rzeczywistości, gwarantująca odpowiednią ilość wolnego czasu / długość życia / stan zdrowia i cała masę innych rzeczy wynikających z kruchości biologicznego bytu. Wartościowanie zjawisk splecionych ze sobą w ten sposób jest IMO niepoważne.

    Z innej beczki: zauważyłem w Twoich wypowiedziach ślad rozczarowania tym, że nauki ścisłe / przyrodnicze / inżynieria nie uchroniły ludzi przed rzeziami, totalitaryzmami etc. To akurat wygląda mi na zadanie dla tych "naukowców" którzy zgłebiają istotę etyki, czy szerzej: tzw natury ludzkiej. Hiroshima była tryumfem atomistyki i porażką humanizmu.

    > Cóż by nam było po komputerach, gdyby tworzona na gruncie dalekim od
    > matematyki kultura, dzięki której jesteśmy homo spaiens, nie
    > wykstałciła w nas poczucia, że obsr..ą pupę należy wytrzeć???

    Zgrabne zdanko zwłaszcza że (ojej) użyłeś słowa "pupa". Niestaty nie masz racji, utrzymywanie się w elementarnej czystości jest zakorzenione w instynktach. Moim zdaniem większość autentycznych zdobyczy kultury humanistycznej daje się sprowadzić do polerowania FORMY rzeczy / zjawisk, których TREŚĆ jest zastana lub wytworzona przez kulturę techniczną.
  • pradziad3 14.12.09, 23:42
    Ja nie wartościuje kultury i techniki. Piszę tylko, że to środowisko
    kulturowe jest bliższe człowiekowi aniżeli technika - komputery
    uczyniły nasze życie łatwiejszym, ale bynajmniej nie staliśmy się
    dzięki nim lepszymi ludźmi.
    Stąd wynika mój wniosek, że stawianie zdolności matematycznych wyżej
    od zdolności takich jak np. uogólnianie jednostkowych problemów,
    typowych dla statystyczej kobiety i w ogóle dla humanistyki jest
    zgoła kretyńskie.

    Czy da Vinci był bardziej wynalazcą czy bardziej artystą? Czemu
    geniusz matematyczny Pascala nie przeszkadzał mu być wielkim
    myślicielem, a obecnym matematykom już to przeszkadza???

    --
    znany dawniej jako xK
  • adela38 09.12.09, 07:37
    Pytanie, co dzieje sie po 8-10 roku zycia?
    Odpowiedz: zaczyna sie pokwitanie i zaczynaja dzialac bedace dotad w uspieniu
    hormony plciowe i to one sprawiaja, ze mozgi zaczynaja inaczej sie rozwijac u
    kobiet i mezczyzn. To dzieki tym hormonom mozgi kobiet i mezczyzn inaczej sie
    rozwijaja i sa inne.
    Miniejsze zdolnosci w matematyce nie oznaczaja glupoty, bo jednoczesnie sa
    wieksze zdolnosci w innych dziedzinach.
    Mysle ze prawdziwe rownouprawnienie powinno oznaczac rowne docenianie obu
    plci,rowne mozliwosci rozwoju obu plci i dzialania zgodnie z ich potrzebami
    biologicznymi, np cenienie kobiet takze gdy chca byc owa oslawiona kura domowa i
    poswiecic sie przede wszystkim macierzynstwie i rodzinie i wspieranie mezczyzn,
    ktorzy chca w ow niemodny dzisiaj sposob ponosic odpowiedzialnosc materialna za
    swoja rodzine nie ogladajac sie na zarobki zony.
  • bene_gesserit 09.12.09, 15:02
    adela38 napisała:

    > Pytanie, co dzieje sie po 8-10 roku zycia?
    > Odpowiedz: zaczyna sie pokwitanie i zaczynaja dzialac bedace
    dotad w uspieniu
    > hormony plciowe i to one sprawiaja, ze mozgi zaczynaja inaczej
    sie rozwijac u
    > kobiet i mezczyzn. To dzieki tym hormonom mozgi kobiet i mezczyzn
    inaczej sie
    > rozwijaja i sa inne.

    Co nie oznacza, ze hormony sa odpowiedzialne za mniejsza populacje
    kobiet, ktore skonczyly Polibude :)

    > Mysle ze prawdziwe rownouprawnienie powinno oznaczac rowne
    docenianie obu
    > plci,rowne mozliwosci rozwoju obu plci i dzialania zgodnie z ich
    potrzebami
    > biologicznymi, np cenienie kobiet takze gdy chca byc owa
    oslawiona kura domowa
    > i
    > poswiecic sie przede wszystkim macierzynstwie i rodzinie i
    wspieranie mezczyzn,
    > ktorzy chca w ow niemodny dzisiaj sposob ponosic odpowiedzialnosc
    materialna za
    > swoja rodzine nie ogladajac sie na zarobki zony.

    Ja to bym powiedziała więcej. Np tak:

    Mysle ze prawdziwe rownouprawnienie powinno oznaczac rowne
    docenianie obu plci, rowne mozliwosci rozwoju obu plci i dzialania
    zgodnie z ich potrzebami, np cenienie mężczyzn, takze gdy chca byc
    owymi oslawionymi domowymi kogucikami i poswiecic sie przede
    wszystkim rodzicielstwu i rodzinie oraz wspieraniu żon,
    które chcą w ów mało jeszcze popularny dzisiaj sposob ponosic
    odpowiedzialnosc materialna za swoja rodzine nie ogladajac sie na
    zarobki mężów (co to np skonczyli matematykę i jako 'panowie od
    matmy' w podstawówkach zarobią takie grosze, ze nawet na opiekunke
    do dziecka nie starczy).

    --
    dont hejt de pleja, hejt de gejm
  • gadolinn 09.12.09, 07:54
    Odpowiedz jest prosta: nigdy
  • edek47 09.12.09, 10:36
    Nigdy, bo go nie ma,ale to jest nieladnie tak mowic o kobietach.
  • bene_gesserit 09.12.09, 15:02
    Zwlaszcza o twojej mamusi?
    --
    stereotypes are a real time-saver
  • gadolinn 09.12.09, 16:59
    Ale to, ze go nie ma to ty napisales, nie ja.
  • cartophell 09.12.09, 15:58
    i to jest jedyna sluszna odpowiedz!!!
  • zulavdh 09.12.09, 08:10
    Bardzo mnie drażnią te szowinistyczne komentarze zadowolonych z
    siebie "geniuszy matematycznych",bo moje doświadczenia są krańcowo
    różne. Była najlepsza z matematyki w liceum, ukończyłam najlepszą w
    Polsce uczelnię techniczną nie przemęczając się zbytnio, po czym,
    niestety, zostałam nauczycielką (zrobiłam to dla dzieci). Wszędzie
    spotykałam miernych umysłowo facetów, którzy się wzajemnie
    utwierdzali w swojej rzekomej wyższości umysłowej, a naprawdę nie
    dorastali mi do pięt (nie dałam im nigdy tego odczuć). Większość
    moich koleżanek ze studiów też została nauczycielkami przedmiotów
    ścisłych (poświęciły się dla rodziny). Cały potencjał umysłowy mój i
    moich koleżanek nie został wykorzystany, gdyż kobieta (najczęściej)
    ma na głowie całość życia rodzinnego, zaś facet zajmuje się tylko
    swoją pracą i może się rozwijać.
    P.S. Programista nazywany jest potocznie koderem, co określa poziom
    wiedzy i umiejętności, jaki wymagany jest na tym stanowisku.
  • echtom 09.12.09, 09:02
    > Większość moich koleżanek ze studiów też została nauczycielkami
    przedmiotów ścisłych (poświęciły się dla rodziny)

    Czemu zaraz "poświęciły"? Może po prostu wybrały to, co miało dla
    nich większą wartość? Tak jak moja koleżanka, nauczycielka chemii,
    która zrezygnowała z doktoratu i "kariery" wykładowcy na
    politechnice, bo uznała, że spędzanie czasu z własnymi dziećmi jest
    większą wartością niż ślęczenie godzinami w laboratorium? I
    bynajmniej nie miała syndromu męczennicy, tylko była zrównoważoną,
    spełnioną zawodowo i życiowo kobietą.

    --
    "Siadała zawsze na leżących obok zapisanych papierach i tak dziwnie
    mrugała do mnie swymi niezgłębionymi żółtymi oczami. Jej obecność
    była niczym obecność szczególnej, milczącej czarodziejki."
  • pradziad3 09.12.09, 09:50
    Eee... takich rzeczy to nie ma nawet w Erze :-)

    Z jednej strony zgadasz się, że różnice rodzajowe nie mają
    charakteru wartościującego, z drugiej zaś - na jednostkowym
    przykładzie budujesz ideologię jakoby będąc w domu była spełnioną
    kobietą itp.
    Bzdura! Obie płcie mają takie same prawo do samorealizacji.
    Statystyczna kobieta - nauczycielka czy urzędniczka i mężczyzna -
    inżynier zasługują na dokładnie taki sam szacunek. I kropka.
    Życie rodzinne nie ma nic do tego. Poświęcić swą karierę dla rodziny
    może i facet. Bycie kurą domową to leserstwo!

    --
    znany dawniej jako xK
  • echtom 09.12.09, 11:00
    Ech... pochwaliłam Cię wcześniej za mądry post, a tu takie
    rozczarowanie :(
    Przecież piszę, że jest nauczycielką chemii, a nie kurą domową.

    --
    "Siadała zawsze na leżących obok zapisanych papierach i tak dziwnie
    mrugała do mnie swymi niezgłębionymi żółtymi oczami. Jej obecność
    była niczym obecność szczególnej, milczącej czarodziejki."
  • pradziad3 09.12.09, 16:13
    Choć ja tej twojej koleżanki i tak nie rozumiem. Będąc nauczycielką
    z dr przed nazwiskiem zarabiałaby znacznie więcej...

    --
    znany dawniej jako xK
  • echtom 09.12.09, 22:01
    Magister i doktor w szkole zarabiają tyle samo. Przynajmniej tak było do 2004 roku, kiedy tam pracowałam.

    --
    "Siadała zawsze na leżących obok zapisanych papierach i tak dziwnie mrugała do mnie swymi niezgłębionymi żółtymi oczami. Jej obecność była niczym obecność szczególnej, milczącej czarodziejki."
  • pradziad3 11.12.09, 00:50
    Tak, wiem. Ale w prywatnych to jest istotne kryterium. Chcą
    zatrudniać doktorów, bo to przyciąga klientów (uczniów). A komfort
    pracy i zarobki nieporównywalne.
    Będąc dr można też na przykład zamienić liche gimnazjum
    w "ścigające" się w rankingach liceum. Uwierz mi wiem coś o tym ;-)


    --
    znany dawniej jako xK
  • titta 09.12.09, 18:34
    Odmawiasz prawa spelniania sie wychowujac mlodych ludzi i dbajac o
    dom? Ciekawe.
  • pradziad3 11.12.09, 00:48
    A gdzie ja napisałem, że odmawiam? Ja napisałem tylko, że uważam
    taką formę spełniania się za leserstwo - nawet gdybym był bajecznie
    bogaty nie zniósłbym, gdyby moja kobieta zechciała zostać gospodynią
    domową. Człowiek, by mógł dobrze funkcjonować musi mieć życie
    pozarodzinne i zajęcia pozadomowe!

    --
    znany dawniej jako xK
  • edek47 09.12.09, 10:48
    nie wszystkich wykorzystuje sie zgodnie z ich zdolnosciami. TAKIE
    JUZ JEST TO CHOLERNE ZYCIE.
  • cartophell 09.12.09, 14:20
    Yes we can!- tym sloganem Obama wygral wybory. My tez mielismy
    swoje "Polak potrafi". Juz od dawna wiadomo, ze "wiara (w siebie)
    gory przenosi" i ze Malysz lepiej skacze, kiedy slyszy
    entuzjastyczny doping rodakow a Niemiec moze nawet naprawde skreci
    kark, kiedy uslyszy, ze taka jest wola widowni, ale...ALE zeby ten,
    powszechnie znany fakt, posluzyl za dowod na brak roznic w
    procesach funkcjonowania mozgu kobiety i mezczyzny, to raczej (i na
    szcescie) dosc zadkie. Twierdzi pani, ze "są to różnice na granicy
    istotności" – a gdzie jest ta granica i co tak naprawde
    jest "istotne"? Bo dla mnie, na przyklad bardzo istotna jest
    roznica oddzialywania opiatow na mezczyzn i kobiety. Jak to
    wytlumaczyc kulturowo?

    Jakis eksperyment wykazal, ze nie ma roznicy miedzy chlopcami i
    dziewczynkami w umjejetnosciach matematycznych – HURRA! Tylko,
    kochana pani, w jaki sposob odnosi sie to do kultury? Ktore
    elementy wspolne w kulturach polskiej i rumunskiej a nieobecne w
    amerykanskiej, spowodowaly obnizenie zdolnosci matematycznych
    Polek? Czy polscy chlopcy uplasowali sie wyzej niz Rumuni? Co zrobic
    z tymi badaniami, w ktorych uzyskano inne wyniki? (bo byly i takie!)

    Ja mam pamiec slonia, dlatego pamietam opisany, pare lat temu w
    Wyborczej, naukowy bubel o blondynkach – mam nadzieje, ze to nie ten
    sam, na ktory pani powoluje sie tutaj? Wtedy forum zauwazylo
    powazny blad w metodzie, taki blad widze tez w tym przypadku, bo
    jedne żarty byly "neutralnych płciowo" a drugie to "złośliwe
    opowiastki o głupich blondynkach" - moze o gorszych wynikach
    zadecydowala zwykla, ludzka irytacja a nie "stereotyp"?. Dodam
    jeszcze, ze ta blondynka z dowcipow nie odnosi sie do kobiety z
    jasnymi wlosami, to jest okreslenie zarezerwowane dla pewnego typu
    mentalnosci i zachowania, dlaczego wiec, na Boga, jakakolwiek pani z
    wlosami blad mialaby brac sobie te dowcipy do serca? Jezeli sie
    myle, to skandynawskie blondynki musialy wypasc gorzej niz polskie
    szatynki czy rumunskie brunetki w tym matematycznym badaniu!






  • amerlyn 10.12.09, 08:12
    Nie, nie mylisz sie, catrophell.

    Najwyrazniej redaktorki Obcasow dostaly przykaz przekonac
    czytelnikow, ze roznic miedzy plciami nie ma i juz! To nie jest
    pierwszy artykl z tej "serii". To taki feminizm sprzed 20-tu lat, az
    sie lza w oku kreci!

    ...a naukowe buble o blondynkach niektorzy, najwyrazniej, produkuja
    tasmowo!
  • titta 09.12.09, 18:30
    Dorzuce swoj kamyczek:
    Mam znajomego, ktory jest uznanym w swoim srodowisku naukowcem-
    fizykiem. Koordynuje duzy(kilkusetosobowy), miedzynarodowy projekt.
    Co ciekawe w projekcie besposrednio nie jest zatrudnona ZADNA
    kobieta. Poniwaz wplyw na dobor wspopracownikow ma moj znajomy,
    zapytalam dlaczego.
    Wedlog niego kobiety za bardzo sie angazuja i nie rozumieja, ze to
    tylko zabawa. Fun. Nauka , ta ciezka, oparta na wyzszej matematyce,
    to zabawa dla maniakow. Kobiety sa zbyt socjalne, za bardzo obchadza
    je detale, sposob przedtawienia danych, kto, co kiedy i gdzie. Nie
    patrza globalnie. Coz, cos w tym jest. Wiem, ze sa wyjatki. Ja tez -
    choc jestem kobieta, z wyzej wymienionych powodow ...wole
    wspolpracowac z mezczyznami. Choc pomiedzy nimi tez nie brakuje
    malokonkretnych "dziubakow" i szczegolarzy. Kobiety nie sa gorsze w
    naukach scislych. Maja po prostu zwykle inne podejscie i
    priorytety.Nie sa tez w stanie tak calkowicie i bez reszty oddac sie
    jakiemus abstrakcyjnemu zagadnieniu (choc patrzac na niektore Chinki
    zaczynam watpic ;). Zycie ma dla nich (kobiet) wiele roznych barw i
    kierunkow. Jesli dodac do tego sile streotypu szowinistyczne opinie
    nie powinny dziwic.
  • rumcajs68 09.12.09, 19:09
    Tutaj się zgodzę: kobiety zapewne mogłyby nawet być dobrymi fizykami czy inżynierami (ze względu na swoje ogólne właściwości intelektualne), tylko je to po prostu nie bawi. Mają ważniejsze sprawy na głowie. Podam taki - wiele mówiący - przykład: Jest na rynku mnóstwo czasopism z dziedziny nauk przyrodniczych, techniki, fizyki, motoryzacji. Czytają je prawie wyłącznie mężczyźni, bo kobiety wolą sięgać po pisemka o modzie, ciuchach, kuchni czy plotkach z tzw. wielkiego świata. I jak tu z kobiet mają wyrosnąć dobre inżynierki, fizyczki, przyrodniczki itp.? Czy tu też na przeszkodzie stoi dominacja mężczyzn i zmuszanie kobiet do czytania takich, a nie innych gazet?
  • bene_gesserit 09.12.09, 19:34
    Łał, skąd masz dane o rozkladzie plci wsrod czytelnikow tego typu
    czasopism? Strasznie bym chciala sie z nimi zapoznac. Da sie to
    gdzies obejrzec w necie?
    Co do czytania tzw prasy kobiecej, znajoma dziennikarka z kobiecego
    pisma mi mowila, ze kiedy zrobili badania, okazalo sie, ze co
    najmniej jedna trzecia ich czytelnikow to mezczyzni, ktorzy
    podbieraja magazyn zonom i partnerkom. Tym bardziej bym chciala
    przeczytac o tym, kto czyta tzw prase męską.

    --
    Język kuchni to jedyne esperanto.
  • rumcajs68 09.12.09, 20:00
    bene_gesserit napisała:

    > Łał, skąd masz dane o rozkladzie plci wsrod czytelnikow tego typu
    > czasopism? Strasznie bym chciala sie z nimi zapoznac. Da sie to
    > gdzies obejrzec w necie?

    Rozumiem, że masz dane, z których wynika, iż jest na odwrót?

    > Co do czytania tzw prasy kobiecej, znajoma dziennikarka z kobiecego
    > pisma mi mowila, ze kiedy zrobili badania, okazalo sie, ze co
    > najmniej jedna trzecia ich czytelnikow to mezczyzni, ktorzy
    > podbieraja magazyn zonom i partnerkom.

    Z tego wynika, że albo mają szerokie zainteresowania, albo chcą poznać punkt widzenia drugiej płci. Nie widzę niczego złego w takim postępowaniu, a wręcz przeciwnie.
  • bene_gesserit 09.12.09, 22:18
    rumcajs68 napisał:

    > bene_gesserit napisała:
    >
    > > Łał, skąd masz dane o rozkladzie plci wsrod czytelnikow tego
    typu
    > > czasopism? Strasznie bym chciala sie z nimi zapoznac. Da sie to
    > > gdzies obejrzec w necie?
    >
    > Rozumiem, że masz dane, z których wynika, iż jest na odwrót?

    No wlasnie nie mam! I dlatego nic na ten temat nie pisze. W
    przeciwienstwie do ciebie. TO jak, gdzie o tym czytales? Nie bądz
    wiśnia, pliiiz.


    >
    > > Co do czytania tzw prasy kobiecej, znajoma dziennikarka z
    kobiecego
    > > pisma mi mowila, ze kiedy zrobili badania, okazalo sie, ze co
    > > najmniej jedna trzecia ich czytelnikow to mezczyzni, ktorzy
    > > podbieraja magazyn zonom i partnerkom.
    >
    > Z tego wynika, że albo mają szerokie zainteresowania, albo chcą
    poznać punkt wi
    > dzenia drugiej płci. Nie widzę niczego złego w takim
    postępowaniu, a wręcz prze
    > ciwnie.


    Kiedy ja tez nie widze nic zlego.
    Tak tylko glosno mysle, ze jesli zdarza sie, iz spora grupa
    mezczyzn czyta tzw prase kobieca, byc moze spora grupa kobiet czyta
    tzw prase meska. Dlatego min pytalam cie, gdzie wyczytales te
    informacje o rozkladzie plci wsrod populacji czytelnikow roznych
    czasopism. Bardzo mnie to interesuje.

    --
    good girl
  • rumcajs68 10.12.09, 00:13
    A po co? Żeby Ci się obwody z mózgu poprzepalały z wysiłku, jak zobaczysz parę cyferek? Jeszcze wpadniesz w depresję, że czegoś nie rozumiesz, i po co Ci to?
  • bene_gesserit 10.12.09, 01:02
    Nie przejmuj się moimi obwodami. Poproszę tatę albo wujka - kogos z
    doroslych mezczyzn, zeby mi to wytlumaczyli.

    To jak, doczekam się czy uslysze znowu porcję chamskich uwag?

    --
    stereotypes are a real time-saver
  • rumcajs68 10.12.09, 01:10
    bene_gesserit napisała:

    > To jak, doczekam się czy uslysze znowu porcję chamskich uwag?
    >

    Na nic innego nie zasługujesz...
  • bene_gesserit 10.12.09, 01:38

    Zarowno twoje poprzednie chamstwo, jak i ten post dają świadectwo
    tobie, nie mi.

    Imho ważne, zebys to sobie uswiadomił.
    Jesli nie jestes w stanie odpowiedziec na uprzejmą i rzeczową
    prosbę inaczej, niz w ten sposob, to - nie rozumiem - w jakim
    wlasciwie celu się w ogole wypowiadasz?

    --
    Drożdże powstają z pączkowania. Dlatego najwięcej jest ich w
    cukierniach.
  • rumcajs68 10.12.09, 02:22
    bene_gesserit napisała:


    > Jesli nie jestes w stanie odpowiedziec na uprzejmą i rzeczową
    > prosbę inaczej, niz w ten sposob, to - nie rozumiem - w jakim
    > wlasciwie celu się w ogole wypowiadasz?

    Twoja "uprzejma i rzeczowa prośba" to ciągłe proszenie o powtórzenie tych samych argumentów, których nie jesteś w stanie pojąć i które do Ciebie "nie przemawiają". Wiem, wiem, znowu Cię obrażam, ale ja tylko stwierdzam fakty. Ciesz się, że w ogóle ktoś podjął się tego niesłychanego trudu dyskusji z Tobą. Sam nie wiem, po co jeszcze z Tobą rozmawiam, bo mi ta rozmowa nic nie daje, a to Ty ciągle zadajesz (te same) pytania.
  • bene_gesserit 10.12.09, 12:36
    He he he.
    Ta konwersacja jest w zasadzie lustrzana do twojej rozmowy z
    dala.tatą. Już rozumiem, nie unoś się tak. Wędruj wkurzac
    młodziutkie mężatki :)

    --
    Facet nawet jak nie wie, to się nie zapyta ze wstydu, i to go
    motywuje do samodzielnego rozwiązania problemu. A kobiety wolą
    robić z siebie sieroty i później najprostszych rzeczy nie potrafią
    zrobić, gdy zabraknie mężczyzny. <rumcajs68 o rożnicach między
    płciami>
  • rumcajs68 10.12.09, 13:26
    Miło mi, że na tyle Cię zainteresowałem, że zadałaś sobie trudu, aby prześledzić moją aktywność na różnych forach. Mnie nie byłoby stać na to samo wobec Ciebie. Jak widzę, i tak niewiele zrozumiałaś z moich rozmów. Szkoda, że tego czasu nie poświęciłaś na poszukanie bardziej merytorycznych argumentów. Ot, wychodzi plotkarska natura kobiet.

    A Ty wracaj lepiej na swoje feministyczne forum, bo tam jest Twoje miejsce. Nikt inny nie jest w stanie nawiązać z Tobą normalnego kontaktu.
  • bene_gesserit 10.12.09, 13:47
    > Ot, wychodzi
    > plotkarska natura kobiet.

    Przeczytalam, ze smakiem, nawet wybralam sobie nowa sygnaturkę.
    Uwazam, ze jest przeuroczo ciapusiowata :)
    Zauwazylam tez, ze twoje zachowanie w tej naszej malej wymianie nie
    jest jakies wyjątkowe. Co prawda wobec dala.taty nie mogles sie
    zachowywac mizoginistycznie, ale - kiedy juz ci udowodnil piec
    razy, ze palnąłeś bzdure - zacząłeś atakowac rozmówcę.

    Na forum feminizm zapraszamy, z pewnoscia nie trafiles tam po
    wrzuceniu mojego nicka w przegladarkę :)

    --
    Moja mama ma Nobla z fizyki, mój tata pracuje w przedszkolu.
  • rumcajs68 10.12.09, 13:38
    Aha, wizytówki sobie możesz robić różne do woli, dajesz w ten sposób tylko dobitny wyraz swojej głupocie i niczemu więcej. Spieprzaj do swoich sfrustrowanych koleżanek, skoro nie potrafisz normalnie rozmawiać.
  • bene_gesserit 10.12.09, 13:48

    Dzięki!!!

    --
    Spieprzaj do swoich sfrustrowanych koleżanek, skoro nie potrafisz
    normalnie rozmawiać. <rumcajs68>
  • rumcajs68 10.12.09, 00:23
    bene_gesserit napisała:

    > Tak tylko glosno mysle, ze jesli zdarza sie, iz spora grupa
    > mezczyzn czyta tzw prase kobieca, byc moze spora grupa kobiet czyta
    > tzw prase meska.

    Faktycznie, genialna logika. Może najpierw uzgodnimy, czy rozmawiamy o regułach czy o wyjątkach. Tutaj liczy się statystyka, a nie jakieś - i to "być może" - odchyłki od reguły. No, ale jak tu rozmawiać o statystyce z kimś, kto nawet do trzech nie potrafi policzyć?
  • bene_gesserit 10.12.09, 01:04
    Tu nie ma zadnej logiki, bo to tylko gdybanie. Przypuszczenie,
    niepotwierdzona hipoteza, domysł. Dlatego własnie wolałabym
    zweryfikowac ją dzieki tym zródłom, z ktorymi się zapoznałeś.
    --
    feminists aren’t humorless just because your jokes suck
  • echtom 09.12.09, 21:59
    > Maja po prostu zwykle inne podejscie i priorytety.Nie sa tez w stanie tak calkowicie i bez reszty oddac sie jakiemus abstrakcyjnemu zagadnieniu. Zycie ma dla nich (kobiet) wiele roznych barw i kierunkow.

    No właśnie. Jak już wspomniałam, byłam dobra z matematyki, ale traktowałam ją trochę na zasadzie rozrywki umysłowej, jak rozwiązywanie krzyżówek czy szarad, i nie bardzo sobie wyobrażałam, że mogłabym wokół "zabawy liczbami" zbudować całe swoje przyszłe życie zawodowe. Zabawy liczbami typu prowadzenie rachunków, obliczanie procentów czy średnich lubię zresztą do dziś i traktuję je jako jedną z form relaksu, podobnie jak rozwiązywanie testów na inteligencję. Ale na serio wolę tłumaczyć i gotować.

    --
    "Siadała zawsze na leżących obok zapisanych papierach i tak dziwnie mrugała do mnie swymi niezgłębionymi żółtymi oczami. Jej obecność była niczym obecność szczególnej, milczącej czarodziejki."
  • pradziad3 11.12.09, 00:54
    echtom napisała:

    > > Maja po prostu zwykle inne podejscie i priorytety.Nie sa tez w
    stanie tak
    > calkowicie i bez reszty oddac sie jakiemus abstrakcyjnemu
    zagadnieniu. Zycie m
    > a dla nich (kobiet) wiele roznych barw i kierunkow.
    >
    > No właśnie. Jak już wspomniałam, byłam dobra z matematyki, ale
    traktowałam ją t
    > rochę na zasadzie rozrywki umysłowej, jak rozwiązywanie krzyżówek
    czy szarad, i
    > nie bardzo sobie wyobrażałam, że mogłabym wokół "zabawy liczbami"
    zbudować cał
    > e swoje przyszłe życie zawodowe. Zabawy liczbami typu prowadzenie
    rachunków, ob
    > liczanie procentów czy średnich lubię zresztą do dziś i traktuję
    je jako jedną
    > z form relaksu, podobnie jak rozwiązywanie testów na inteligencję.
    Ale na serio
    > wolę tłumaczyć i gotować.
    >


    Hm... to czym, jeśli wolno wiedzieć, się przy takim rozstrzale
    zainteresowań zajmujesz zawodowo???


    --
    znany dawniej jako xK
  • echtom 11.12.09, 08:25
    Opracowuję książki, tłumaczę, w wolnych chwilach oprowadzam
    wycieczki po mieście.

    --
    "Siadała zawsze na leżących obok zapisanych papierach i tak dziwnie
    mrugała do mnie swymi niezgłębionymi żółtymi oczami. Jej obecność
    była niczym obecność szczególnej, milczącej czarodziejki."
  • niedzwiedzinka 10.12.09, 13:38
    Jakieś sto lat temu wszystkimi dziedzinami nauki zajmowali się
    wyłącznie mężczyźni - czy to była matematyka, czy filologia
    klasyczna. I na moje odczucie, zarówno nauki ścisłe, jak i
    hmanistyczne cieszyły się podobnym poważaniem - żeby chociaż
    wspomnieć stereotypową postać nauczycela łaciny z
    dziewiętnastowiecznych i przedwojennych powieści.

    Potem do humanistyki zaczęły trafiać kobiety i nagle, proszę bardzo,
    prestiż tej branży spadł. Ciekawa zależność...

    N.
  • bene_gesserit 10.12.09, 13:51
    Bardzo ciekawa.
    Z tym, ze coraz wiecej dziewczyn studiuje tez na tzw do
    niedawna 'meskich' kierunkach. Co bedzie, jesli okaże się, ze
    kobiety radzą sobie w dziedzinach, ktore 'z urodzenia, natury i
    kultury' byly zarezerwowane dla męskich umysłow, tkore są scisle,
    zyscyplinowane i logiczne, w przeciwienstwie do emocjonalnie
    rozlazlych i niekonkretnych mózgów kobiet. Spadnie prestiż
    matematyki, fizyki i informatyki?

    --
    mirabelek po prostu nie ma, sa zmyslone.
  • pradziad3 11.12.09, 01:05
    niedzwiedzinka napisała:

    > Jakieś sto lat temu wszystkimi dziedzinami nauki zajmowali się
    > wyłącznie mężczyźni - czy to była matematyka, czy filologia
    > klasyczna. I na moje odczucie, zarówno nauki ścisłe, jak i
    > hmanistyczne cieszyły się podobnym poważaniem - żeby chociaż
    > wspomnieć stereotypową postać nauczycela łaciny z
    > dziewiętnastowiecznych i przedwojennych powieści.
    >
    > Potem do humanistyki zaczęły trafiać kobiety i nagle, proszę
    bardzo,
    > prestiż tej branży spadł. Ciekawa zależność...
    >
    > N.

    To zjawisko to popłuczyny po poglądach, które głosiły, że praca
    mężczyzn jest rzekomo bardziej wartościowa dla gospodarki od pracy
    kobiet. Realia się zmieniły, a stereotyp, wyznawany zresztą i przez
    same kobiety, gdzieś tam jeszcze pozostał.

    Do spadku prestiżu np. zawodu nauczyciela przyczynił się też
    istotnie fakt, że kobietom za pracę płaci się po prostu mniej - a
    fakt, że z tego powodu to mężczyźni częściej od Pań tracą pracę w
    czasach kryzysu i trudniej znajdują nową jedynie pogłębia frustrację
    i kompleksy. Niejedem raz można było usłyszeć w domu frustrata,
    który wyżywał się na swojej żonie w ten sposób: "Ty tylko z bahorami
    w szkole siedzisz, a ja jestem majstrem w fabryce i roboty znaleźć
    nie mogę, twoim utrzymankiem jestem itp. itd."

    No i ten pozytywizm - ideałem osobowym mogła sobie być Siłaczka, ale
    prawdziwi bohaterowie to doktor Judym, inżynier Borowiecki albo
    kupiec Wokulski. Znane są przykłady XIX-XX wiecznych profesorów
    prawa, którzy kazali swym synom zostawać inżynierami. Od
    najciemniejszych stron XX wieku jakoś ta wiara w to, co mierzalne i
    społecznie użyteczne ludzkości nie uchroniła....

    --
    znany dawniej jako xK
  • niedzwiedzinka 11.12.09, 13:28
    Zastanawiam się czasem, czy ofiarą takiego różnego myślenia o obu
    branżach nie pada nawet autorka tego artykułu i osoby podobnie
    myślące. (Żeby nie było - zgadzam się z artykułem w całej
    rozciągłości!)

    Otóż nikt jakoś nie przejmuje się faktem, że w naukach
    humanistycznych jest mało mężczyzn. A przecież, jeśli ich prestiż
    byłby taki sam jak nauk ścisłych, stawano by na głowie, żeby jakoś
    to uzasadnić, wyjaśnić, zmienić... Nie - zakłada się wyższość nauk
    ścisłych i usiłuje bronić kobiet. Czyli przyjmuje męski punkt
    widzenia.

    Tutaj uwaga osobista: sama padłam ofiarą takiego myślenia w
    dzieciństwie, choć pewnie inaczej niż większość dziewczynek. Będąc
    dzieckiem równomiernie uzdolnionym, pod wpływem szkoły i domu
    zdecydowałam się na ścieżkę nauk ścisłych, jako tę najbardziej
    prestiżową. Dziewczyna wygrywa olimpiadę z matematyki, dziewczyna
    najlepsza na egzaminie z ekonometrii - toż to największa chwała!
    Dopiero na studiach zorientowałam się, że humanistyka jest jak
    najbardziej dla mnie. I że nie ma się czego wstydzić, jeśli się
    czyta książki i długo o nich rozprawia. Skończyłam mój ścisły
    kierunek, bo szkoda prerwać i z radością zajmuję się w życiu
    zawodowym humanistyką.

    Życzę każdej dziewczynie, żeby żaden stereotyp nie kierował w nią w
    wyborze drogi życiowej! Pozdrawiam serdecznie,

    N.
  • rumcajs68 11.12.09, 16:11
    Wyższość nauk ścisłych wcale się nie zakłada, ona po prostu jest. To fizycy, chemicy czy biologowie odkrywają prawa przyrody, co więcej - wykorzystują je, zapewniając rozwój cywilizacyjny całego społeczeństwa. A humanista, jak trafnie to ujęłaś, "czyta książki i długo o nich rozprawia". Efekt tego bywa różny, a często wcale go nie ma. Gdyby nie ścisłowcy, humanista nie czytałby książek, bo nie byłoby papieru, nie napisałby też "błyskotliwego" eseju na temat przeczytanej książki, bo nie miałby komputera.

    Ja życzę kobietom (dla ich własnego dobra), aby przy wyborze drogi życiowej uwzględniały też stereotypy i nie zapominały, że stereotyp to nie jest coś, czym mogę się kierować lub nie, ale także coś, czym kierują się wszyscy pozostali ludzie.
  • pradziad3 12.12.09, 02:54
    Kolejny podręcznikowy przykład faceta, którego myślenie zatrzymało
    się gdzieś w 1950-1960 roku, kiedy następował ostateczny upadek
    ideologii neopozytywistycznej. Zwroty jakich używasz w odniesieniu
    do humanistyki "rzekomy brak efektów", "błyskotliwość" itp. świadczą
    jedynie o tym, że masz koszmarny kompleks wobec tych, którzy
    potrafią przeczytać książkę, zrozumieć ją i jeszcze na dodatek długo
    o niej rozmawiać. Na Harvardzie by Cię wyśmiali :P

    Jesteś jeszcze na dodatek niedouczony - fizyka, chemia czy biologia
    to nie są nauki ścisłe, lecz przyrodnicze. :P

    Gdyby nie humanistyka ludzie byliby jedynie inteligentnymi małpami.
    Może i wymyśliliby papier czy komputer, ale wolę nawet nie myśleć,
    do czego by te wynalazki wykorzystywali...

    Zresztą aż tak małostkowy, by się wywyższać nad innymi nie jestem.
    Ja zajmując się badaniem życia społecznego po prostu wiem, że muszę
    mieć o wiele większą wiedzę i umiejętności niż znajomość praw
    przyrody i matematyki. A rygory metodologiczne w humanistyce,
    właśnie dlatego, że nie da się ich sprowadzić do systemu zakazów i
    nakazów są de facto na o wiele wyższym poziomie niż u ścisłowców.

    Czasami jak czytam to, co myślą o innych ścisłowcy i porównuję te
    ich mądre myśli chociażby z reprezentowaną przez nich kulturą słowa
    to tylko cieszę się, że jestem "tylko" humanistą :D

    rumcajs68 napisał:

    > Wyższość nauk ścisłych wcale się nie zakłada, ona po prostu jest.
    To fizycy, ch
    > emicy czy biologowie odkrywają prawa przyrody, co więcej -
    wykorzystują je, zap
    > ewniając rozwój cywilizacyjny całego społeczeństwa. A humanista,
    jak trafnie to
    > ujęłaś, "czyta książki i długo o nich rozprawia". Efekt tego bywa
    różny, a czę
    > sto wcale go nie ma. Gdyby nie ścisłowcy, humanista nie czytałby
    książek, bo ni
    > e byłoby papieru, nie napisałby też "błyskotliwego" eseju na temat
    przeczytanej
    > książki, bo nie miałby komputera.
    --
    znany dawniej jako xK
  • echtom 12.12.09, 09:54
    Ja bym pociągnęła dalej, że sama granica między naukami ścisłymi i humanistycznymi, czy też umysłem ścisłym i humanistycznym, jest płynna i umowna. Skupię się na swojej działce - jako tłumacz uprawiam działalność z dziedziny filologii, a więc nauki zaliczanej do humanistycznych, czyli według niektórych "czytam książki i długo o nich rozprawiam" :) Hmm, powiedziałabym raczej, że aby robić to, co robię, musiałam dokładnie poznać ścisłe reguły rządzące gramatyką i składnią przynajmniej dwóch języków, a do tego opanować mnóstwo fachowego słownictwa z różnych dziedzin. Kiedy tłumaczę instrukcję obsługi skomplikowanego urządzenia lub raport z analizy chemicznej i zgłębiam fachową literaturę na ten temat plus rysunki techniczne, mam niewielkie pole do popisu dla humanistycznej błyskotliwości ;)

    --
    "Siadała zawsze na leżących obok zapisanych papierach i tak dziwnie mrugała do mnie swymi niezgłębionymi żółtymi oczami. Jej obecność była niczym obecność szczególnej, milczącej czarodziejki."
  • rumcajs68 12.12.09, 15:38
    pradziad3 napisał:

    > Kolejny podręcznikowy przykład faceta, którego myślenie zatrzymało
    > się gdzieś w 1950-1960 roku, kiedy następował ostateczny upadek
    > ideologii neopozytywistycznej.

    Czyżby? Masz chyba na myśli humanistykę, bo w naukach ścisłych (przyrodniczych, jak Ty to nazywasz) nigdy takiego upadku nie było.

    Zwroty jakich używasz w odniesieniu
    > do humanistyki "rzekomy brak efektów", "błyskotliwość" itp. świadczą
    > jedynie o tym, że masz koszmarny kompleks wobec tych, którzy
    > potrafią przeczytać książkę, zrozumieć ją i jeszcze na dodatek długo
    > o niej rozmawiać. Na Harvardzie by Cię wyśmiali :P

    To wymień mi największe osiągnięcia humanistów z ostatniego półwiecza. Pytam ze zwykłej ciekawości.

    >
    > Jesteś jeszcze na dodatek niedouczony - fizyka, chemia czy biologia
    > to nie są nauki ścisłe, lecz przyrodnicze. :P

    To jakie to są nauki ścisłe? Proszę o wykaz. A argument o niedouczeniu zachowaj dla siebie.

    >
    > Gdyby nie humanistyka ludzie byliby jedynie inteligentnymi małpami.
    > Może i wymyśliliby papier czy komputer, ale wolę nawet nie myśleć,
    > do czego by te wynalazki wykorzystywali...

    I tu odzywa się Twoje poczucie wyższości jako humanisty, przekonanie, że nie-humaniści bez pomocy humanistów nie są zdolni do humanitarnych zachowań. Jest to bardzo ryzykowne stwierdzenie, a poza tym czysta spekulacja. Ja Ci odpowiem z własnego doświadczenia: znam bardzo dobrze i środowisko przyrodników, i humanistów, i nigdzie nie spotkałem tak zdehumanizowanych osób (mam tu na myśli zachowanie wobec innych ludzi), jak wśród humanistów.

    > Zresztą aż tak małostkowy, by się wywyższać nad innymi nie jestem.
    > Ja zajmując się badaniem życia społecznego po prostu wiem, że muszę
    > mieć o wiele większą wiedzę i umiejętności niż znajomość praw
    > przyrody i matematyki. A rygory metodologiczne w humanistyce,
    > właśnie dlatego, że nie da się ich sprowadzić do systemu zakazów i
    > nakazów są de facto na o wiele wyższym poziomie niż u ścisłowców.

    Z rygorami metodologicznymi to się zgadzam, inna sprawa, że jest to kwestia wyłącznie teoretyczna, bo te rygory znacznie częściej są łamane przez humanistów niż przez ścisłowców. Co do wiedzy i umiejętności: nie bez powodu mówi się, że jak ktoś potrafi myśleć, studiuje nauki ścisłe, jak nie - idzie studiować humanistykę.

    > Czasami jak czytam to, co myślą o innych ścisłowcy i porównuję te
    > ich mądre myśli chociażby z reprezentowaną przez nich kulturą słowa
    > to tylko cieszę się, że jestem "tylko" humanistą :D

    Te mądre myśli humanistów przeważnie nie są warte funta kłaków, bo opierają się na własnych spekulacjach niepopartych rzetelną wiedzą naukową. Ja z kolei, jak słyszę, co humaniści wiedzą o teorii względności, genetyce, mechanice kwantowej czy ewolucji człowieka, to cieszę się, że jestem "tylko" ścisłowcem. Z pewnością nie jestem wielkim erudytą (nie mam zresztą takich ambicji), ale moja skromna wiedza przynajmniej jest zgodna z rzeczywistością.
  • malgorzata5-pl 13.12.09, 01:44
    Jestem matematykiem,kobieta,prof.jednej z b.wysoko notowanej uczelnitechnicznej
    w USA.Po co powtarzac pewne oczywistosci-oczywiscie,ze kobiety sa ,biorac
    statystycznie gorsze w matematyce,ze staraja sie jak moga nadrobic to
    pracowitoscia,zaangazowaniem .Studentki ,te 1-2 ktore sie zdazaja w duzej grupie
    na wykladach powyzej calculus (takiej uproszczonej analizy )moga byc b.dobre ale
    nie zdazyla sie w historii cywilizacji kobieta ktora zrobila wmatematyce cos
    naprawde istotnego -jest grupa piszaca prace naukowe ,prowadzaca dzialnosc
    ozywiona naukowa,ale to nie jest czolowka.Ktos wspomnial Kowalewska -ta
    przyjaciolke Weierstrassa .Kazde znane nazwisko kobiece w matematyce mozna tak
    powiazac..-niestety.Curie to co innego -we wszystkich innych naukaz,z wyjatkiem
    fizyki teoretycznej kobiety moga byc rownouprawnione ,tam nie trzeba tak
    abstrakcyjnie,tak glgoko myslec-na samej granicy ludzkich mozliwosc intelektualnych.
    Kobiety nie sa glupsze -maja naprzyklad lepiej rozwninieta "inteligencje
    emocjonalna " i inne .
  • rumcajs68 13.12.09, 16:29
    Całkowicie się zgadzam. Mam tylko jedno "ale". Skoro kobiety (nie chcę w tym miejscu rozstrzygać, czy wszystkie, czy tylko pewna grupa) tak walczą o parytety w dziedzinach do tej pory "zarezerwowanych" dla mężczyzn, to może dla dobra ogólnospołecznego warto zaakceptować ich żądania? Dzięki temu będziemy mieć wprawdzie gorszych matematyków, fizyków czy inżynierów (bo selekcja nie będzie się odbywać na podstawie umiejętności, ale - powiedzmy - "pół na pół" ze względu na płeć), ale przez to będziemy mieli spokój społeczny (zadowolenie obu płci, brak konfliktów, zgodna współpraca itp.). Jak pokazuje historia, takie konflikty między klasami czy grupami społecznymi też są wyniszczające ekonomicznie, politycznie i społecznie, może więc warto ustąpić w jednym, aby zyskać w czym innym? Mówiąc inaczej, spokój społeczny byłby tu czynnikiem nadrzędnym nad faktycznymi kwalifikacjami.

    To oczywiście tylko takie moje nieśmiałe rozważania...
  • malgorzata5-pl 13.12.09, 20:38
    Ma Pan racje-może dla swietego spokoju przyznac,ze sa nawet lepsze.Tyle tylko,ze
    dla myslacych jednostek to niestety policzek:
    Taki jak gierkowskie powiedzenie " Polak potrafi ",czy dla madrych murzynow
    (tacy tez sa ) quota przy przyjeciu na studiach .No ale to mniejszosc ,a mamy
    demokracje ...czyli lepiej tematu nie poruszac.Nie powinno sie wsadzac kija w
    mrowisko,szczegolnie jak sie nie ma racji-to do autorki artykulu.
  • pradziad3 14.12.09, 00:58
    To oczywiste, że kobiety mają nieco mniejsze zdolności matematyczne
    niż mężczyźni, ale mimo to za bałamutną uznałbym tezę, że
    umiejętność abstrakcyjnego myślenia matematycznego jest cenniejsza
    od innych. W porównaniu z realnymi problemami społecznymi czy
    przyrodniczymi matematyka to jedynie taka zabawa w sztucznym,
    wyimaginowanym świecie - a fizyk, chemik, biolog czy technik z
    poziomu abstrakcji matematyków niewiele potrzebują, prawdę mówiąc

    --
    znany dawniej jako xK
  • echtom 14.12.09, 08:53
    > W porównaniu z realnymi problemami społecznymi czy przyrodniczymi
    matematyka to jedynie taka zabawa w sztucznym, wyimaginowanym świecie

    Innymi słowy - sztuka dla sztuki. Btw. zastanawiam się, czy pismo,
    kamień milowy w rozwoju cywilizacji, wynalazł jakiś humanista czy
    umysł ścisły.

    --
    "Siadała zawsze na leżących obok zapisanych papierach i tak dziwnie
    mrugała do mnie swymi niezgłębionymi żółtymi oczami. Jej obecność
    była niczym obecność szczególnej, milczącej czarodziejki."
  • bene_gesserit 14.12.09, 20:21
    pradziad3 napisał:

    > To oczywiste, że kobiety mają nieco mniejsze zdolności
    > matematyczne

    ...statystycznie.

    Co oznacza, ze statystycznie rzecz biorąc, w okreslonej populacji
    jest mniej genialnych matematycznych geniuszek, niz geniuszów. Nie
    oznacza to jednak, ze kobiet-geniuszek matematycznych nie ma.

    Ciągłe mantrowanie, ze kobiety sa matematycznie uposledzone jest
    tylez irytujące, co nie zgodne z prawdą.
    --
    feminists aren’t humorless just because your jokes suck
  • pradziad3 14.12.09, 00:49

    rumcajs68 napisał:

    > Czyżby? Masz chyba na myśli humanistykę, bo w naukach ścisłych
    (przyrodniczych,
    > jak Ty to nazywasz) nigdy takiego upadku nie było.
    >

    Jasne. choćby dlatego, że nie są zdolne wspiąć się na taki poziom
    rozważań teoretycznych

    > To wymień mi największe osiągnięcia humanistów z ostatniego
    półwiecza. Pytam ze
    > zwykłej ciekawości.

    Ze zwykłej ciekawości to sobie otwórz encyklopedię i sprawdź.
    Zresztą i tak ich nie docenisz, bo a propi zakładasz, że np.
    fenomenalny rozwój nauk społecznych, jaki dokonał się w ostatnim 50-
    leciu jest bezwartościowy, gdyż one same w sobie są dla ciebie
    bezwartościowe, podobnie jak dla mnie bezwartościowe wydawać mogłyby
    się badania nad anatomią bezkręgowców. Jednak w odróżnieniu od
    Ciebie stać mnie by wspiąć się na ten wyższy, humanistyczny poziom :P

    > To jakie to są nauki ścisłe? Proszę o wykaz. A argument o
    niedouczeniu zachowaj
    > dla siebie.

    Nauki ścisłe, inaczej formalne to te, które funkcjonują w całkowitym
    oderwaniu od rzeczywistości społecznej i przyrodniczej, operując za
    pomocą sztucznych języków czy konstruktów teoretycznych -
    matematyka, informatyka i logika. I tak np. logika formalne jest
    nauką ścisłą, formalną, a jednocześnie - czego raczej nie
    zrozumiesz - tradycyjnie uznawaną za humanistyczną, wykładaną na
    fakultetach fizozofii. Podobnie kogniwistyka jest nauką w sensie
    metody w 100% ścisłą, a przecież zalicza się ją do humanistyki

    > Z rygorami metodologicznymi to się zgadzam, inna sprawa, że jest
    to kwestia wył
    > ącznie teoretyczna, bo te rygory znacznie częściej są łamane przez
    humanistów n
    > iż przez ścisłowców.

    Tak??? To podaj wiarygodne dane, z których wynikałoby, że to, co
    wyżej napisałeś istnotnie daje się udowodnić. Bo mi się obiło o
    uszy, że fabrykowanie danych zdarza się zdecydowanie cześciej
    przyrodnikom. O plagiatach nie pomnę :P

    Co do wiedzy i umiejętności: nie bez powodu mówi się, że j
    > ak ktoś potrafi myśleć, studiuje nauki ścisłe, jak nie - idzie
    studiować humani
    > stykę.

    I właśnie dlatego logikę formalną wykłada się na filozofii, czyli
    najbardziej humanistycznej z dziedzin nauki. Co jeszcze
    śmieszniejsze, studiowanej głównie przez dziewczyny :D

    > Te mądre myśli humanistów przeważnie nie są warte funta kłaków, bo
    opierają się
    > na własnych spekulacjach niepopartych rzetelną wiedzą naukową.

    Jasne. Kolejny slogan, którego udowodnienia z Twojej strony zapewne
    się nie doczekam






    --
    znany dawniej jako xK
  • ellamp 18.02.11, 21:59
    Masakrycznie czyta sie niektore glupoty wypisywane ba tym forum. Oczywiscie ze panowie pisza ze swojej "polskiej" perspektywy. Ja pracuje na uniwersytecie w Manchesterze, pracowalam tez na Harvardzie i wspolpracuje z Cambridge....zajmuje sie modelowaniem kopleksow bialkowych i jak czytam brednie ze kobiety "nie sa w stanie wspiac sie na wyzyny myslenia abstrakcyjnego" to nic tylko pokazac takiemu srodkowy palec. W moim wydziale wiekszosc to kobiety, na kazdym szczeblu zaczynajac od zwyczajnego studenta. Jak konczylam doktorat to na 30 osob tylko 11 to faceci. W praniu wychodzi ze faceci gorzej sobie radza ze stresem i wykonywaniem wielu zadan na raz, czesciej dostaja depresji i rzucaja studia, czesciej nie dotrzymuja terminow.
    Mamy rownouprawnienie, obie plcie moga wykonywac te same zadania i wychodzi kto jest w nich lepszy. To jest poprostu naturalna selekcja i faceci zwyczajnie przegrywaja.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka