Dodaj do ulubionych

Kiedy blondynka traci rozum

07.12.09, 05:27
Dla większości przeciętnie inteligentnych kobiet nauka przedmiotów ścisłych
nie przedstawia żadnego problemu. Niestety, mniej więcej od okresu dojrzewania
dziewczyny wykorzystują swoje umiejętności matematyczne głównie do liczenia
kalorii.
Atrakcyjność fizyczna = sukces reprodukcyjny, a okres rozrodczy u kobiet jest
ograniczony.
Obserwuj wątek
    • swiniotop Kiedy blondynka traci rozum 07.12.09, 14:42
      15 lat temu moja córka kończąc 8 klasę podstawówki została jak wszyscy z jej
      klasy "przetestowana" w poradni międzyszkolnej przy ul. Radomskiej w
      Warszawie. Opinia brzmiała "zalecana szkoła zawodowa" (nawet nie technikum).
      Ponieważ nie mam wysokiego mniemania o p.psychologach i podejrzewałem, że
      kierują się raczej kuratoryjnymi wskazaniami naboru siły roboczej, papiery
      złożyliśmy po naradzie z córką do Liceum im.Stefana Batorego (jako jedyna
      osoba z tej podstawówki). Reszta poszła do okolicznych szkół zawodowych i
      średnich Córka zdała ten konkursowy egzamin do Batorego, ukończyła a 2 lata
      temu obroniła pracę magisterską na Uniwersytecie Warszawskim. I tu
      potwierdzam, że głupi ludzie robią te opinie o blondynkach, tylko szkoda że w
      majestacie poradnictwa szkolnego gnoją dzieci. Na szczęście swojego nie dałem.
      • big.ot matematyka z liceum to nie matematyka 08.12.09, 19:52
        Szczególnie w Polsce.

        Właściwie to ten przedmiot na poziomie podstawowym powinien nazywać się "rachunki". Przecież szczytem abstrakcji jaki poznają ludzie w klasach innych niż matematyczne, jest pojęcie funkcji i logarytmu

        To może być inny powód dla którego kobiety do pewnego poziomu są lepsze niż mężczyźni.

        Po prostu na tym poziomie, znacznie bardziej liczy się skrupulatność i dokładność, niż zdolność rozumienia i działania na abstraktach. Wychodzi to np. w programowaniu.

        Ale skąd mogą to wiedzieć panie i panowie psycholożki? A skoro nie wiedzą to szukają odpowiedzi tam gdzie jej nie ma.

        • lucusia3 Re: matematyka z liceum to nie matematyka 08.12.09, 22:34
          big.ot napisała:
          > Właściwie to ten przedmiot na poziomie podstawowym powinien nazywać się "rachunki". Przecież szczytem abstrakcji jaki poznają ludzie w klasach innych niż matematyczne, jest pojęcie funkcji i logarytmu
          Czyli chłopcy nawet sobie nie nie radzą z dodawaniem? To szowinizm droga big.ot
          A jeśli chodzi o te "abstrakty" przy programowaniu, to chyba właśnie abstakty (definicja z Wiki: Abstrakt - streszczenie publikacji naukowej lub książki), a nie abstrakcje (Abstrakcja (abstrahowanie) (łac. abstractio - oderwanie) - proces tworzenia pojęć, w którym wychodząc od rzeczy jednostkowych (najczęściej konkretnych) dochodzi się do pojęcia bardziej ogólnego poprzez konstatowanie tego, co dla tych rzeczy wspólne (zazwyczaj właściwości)) są używane. Programowanie to zasadniczo działanie rzemieślnicze. Pomysł ma ktoś jeden, a dziesiątki klepią formułki na klawiaturze.
          • big.ot Re: matematyka z liceum to nie matematyka 08.12.09, 23:09
            lucusia3 napisała:

            > Czyli chłopcy nawet sobie nie nie radzą z dodawaniem?

            Dokładnie tak! Wynika to z tego, że my mężczyźni jesteśmy z natury leniwi i niechlujni (zobacz sobie zeszyt byle 12-14 latka) i z tego właśnie biorą się błędy. Jak ktoś ma problemy z mnożeniem i dzieleniem to jak ma wyłączyć coś przed nawias?


            > A jeśli chodzi o te "abstrakty" przy programowaniu, (
            > definicja z Wiki: Abstrakt - streszczenie publikacji naukowej lub książki)

            Coś słabo szukałaś w Wiki. Już nie wspomnę o tym, że nie odnosiłem się z tym abstraktem tylko i wyłącznie do programowania.

            Proszę bardzo- drugi wynik google z Wikipedii, do którego nie chciało ci się zajrzeć:
            "abstrakt to przedmiot niepoznawalny za pomocą zmysłów, " - i o to pojęcie, które każdy intuicyjnie rozumie mi chodziło

            Także na przyszłość nie ciągnij za słówka ;)

            Programowanie t
            > o zasadniczo działanie rzemieślnicze. Pomysł ma ktoś jeden, a dziesiątki klepią
            > formułki na klawiaturze.

            Oj lubisz się czepiać słówek ;) Mówisz o programowaniu na poziomie większej firmy, a ja mówię o programowaniu na poziomie nieco niższym niż akademicki, gdzie ktoś sam ma za zadanie wymyślić ogólny zarys działania programu, a następnie ma go zaimplementować.
        • fioletowafoka Re: matematyka z liceum to nie matematyka 25.02.10, 13:48
          po pierwsze na podstawie nie ma logarytmow
          a dwa to sie czuje obrazona... programowanie jest dla mnie proste, calki
          macierze rownierz. na matfiz poszlam tylko dla tego ze babcia powiedziala ze po
          tym profilu dostane sie wszedzie. gdyby nie ten przypadek zostalabym
          bibliotekarka. do konca gimnazjum wmawiano wszystkim dziewczynka ze historia i
          polski jest dla nich najodpowiedniejsze. zgadzam sie w 100% z artykolem bo sama
          tego doswiadczylam. moze jakas pani sie wypowie, bo zdanie panow jest znane od
          czasow antyku.
          • echtom Re: matematyka z liceum to nie matematyka 25.02.10, 17:06
            > babcia powiedziala ze po tym profilu dostane sie wszedzie

            Coś w tym jest :) Syn znajomej po matfizie dostał się za pierwszym podejściem do szkoły aktorskiej.
            Co do meritum - nikt na mnie nie naciskał i niczego mi nie wmawiał. Sama mimo upodobania do matematyki i chemii wiedziałam, że z powołania jestem filologiem.

            --
            "Siadała zawsze na leżących obok zapisanych papierach i tak dziwnie mrugała do mnie swymi niezgłębionymi żółtymi oczami. Jej obecność była niczym obecność szczególnej, milczącej czarodziejki."
      • edek47 Prosze nie miec zalu do glupkow... 09.12.09, 06:03
        NAWET WTEDY, GDY TE GLUPKI SA NAUCZYCIELAMI... ONI ZWYCZAJNIE NA TYM
        SIE NIE ZNAJA.Genialni matematycy rodza sie bardzo rzadko i niestety
        sa to prawie wylacznie mezczyzni, to nie znaczy wcale, ze takim
        geniuszem nie moze byc takze kobieta.Sprawa ta pozostaje otwarta.
    • rumcajs68 Kiedy blondynka traci rozum 07.12.09, 15:31
      W ostatnim akapicie artykułu jest napisane:

      "Co ciekawe, najlepsze wyniki w dziedzinie matematyki mają dziewczęta ze szkół żeńskich. Niewątpliwie dzieje się tak po części dlatego, że panowie nie rozpraszają swoich koleżanek, ale przede wszystkim wynika to z tempa i sposobu nauczania. Czasami chłopcy niektóre rzeczy łapią w mig, a dziewczęta potrzebują więcej czasu, by je zrozumieć. W żeńskich szkołach tempo i sposób nauczania są dostosowane do uczennic, a te nie wstydzą się przyznać, że czegoś nie rozumieją - co bywa podstawową przyczyną ich złych ocen z matematyki."

      Chyba z tego wynika, że jednak kobiety są słabsze w matematyce, czyż nie?

      A swoją drogą nie mam zaufania do wszelkich tekstów kobiet na temat różnic rodzajowych, bo kobiety, niestety, bardzo rzadko stać na obiektywizm w tej kwestii.
      • kontodopisanianaforum Re: Kiedy blondynka traci rozum 07.12.09, 16:57
        rumcajs68 napisał:

        > Chyba z tego wynika, że jednak kobiety są słabsze w matematyce, czyż nie?

        Nie, nie wynika.

        > A swoją drogą nie mam zaufania do wszelkich tekstów kobiet na temat różnic
        rodzajowych, bo kobiety, niestety, bardzo rzadko stać na obiektywizm w tej kwestii.

        Niestety mężczyzn jeszcze rzadziej.
        • rumcajs68 Re: Kiedy blondynka traci rozum 07.12.09, 18:09
          kontodopisanianaforum napisała:

          > Nie, nie wynika.

          To w takim razie autorka nie wie, o czym pisze.

          >
          > > A swoją drogą nie mam zaufania do wszelkich tekstów kobiet na temat różni
          > c
          > rodzajowych, bo kobiety, niestety, bardzo rzadko stać na obiektywizm w tej kwes
          > tii.
          >
          > Niestety mężczyzn jeszcze rzadziej.

          I tutaj mylisz się na całej linii, bo mężczyźni bardzo rzadko zajmują się takimi rzeczami, ich interesuje bardziej natura zjawiska (np. inteligencja jako taka), a nie różnice rodzajowe.
                • lucusia3 Re: Kiedy blondynka traci rozum 08.12.09, 22:40
                  No, ale dzięki Bogu możemy leczyć te nasze kompleksy badaniami, wspomnianymi zresztą w tekście, że rozkład zdolności matemtycznych u mężczyzn jest jak parabola - wielu wybitnych, tyle samo - wielu kretynów i trochę średnich. Kobiet jest mniej genialnych, ale i idiotek mniej, bo u nas to największa grupa, to te przeciętne.
                  Zastanawia mnie tylko dlaczego wszyscy faceci identyfikują się z tą grupa wybitną, a zupełnie nikt nie uważa, że należy do tych bezmózgich czy przeciętnych. Czyżby ta wybitność jest ściśle skorelowana z piśmiennością?
                  • trans.sib Re: Kiedy blondynka traci rozum 08.12.09, 22:53
                    > Zastanawia mnie tylko dlaczego wszyscy faceci identyfikują się z tą
                    grupa wybit
                    > ną, a zupełnie nikt nie uważa, że należy do tych bezmózgich czy
                    przeciętnych. C
                    > zyżby ta wybitność jest ściśle skorelowana z piśmiennością?

                    To złudzenie, na końcu wypowiedzi odpowiedziałaś po części na swoje
                    pytanie.
                    Po prostu ci najmniej inteligentni rzadko uczestniczą w rozmowach
                    innych niż dysputy w spelunach. W dodatku specyfika tego miejsca
                    "Forum Kobieta" pozwala sądzić, że trafiają tu tylko mężczyźni o
                    inteligencji przynajmniej średniej, zainteresowani eksploracją
                    tematów, które pozornie ich nie dotyczą.
                    • figgin1 Re: Kiedy blondynka traci rozum 06.06.10, 12:24
                      trans.sib napisał:
                      > Po prostu ci najmniej inteligentni rzadko uczestniczą w rozmowach
                      > innych niż dysputy w spelunach.

                      Czy speluna to taka nowomodna nazwa internetu?
                      --
                      Szpenie od marketingu odkryli, że piękne opakowania sprzedają się lepiej, jeżeli
                      włożyć do nich jakieś produkty.
                • figgin1 Re: Kiedy blondynka traci rozum 06.06.10, 12:23
                  trans.sib napisał:

                  > Od wariatek czekasz na argumenty?!
                  > To się prędzej bracie emerytury doczekasz :) One mają swoje kompleksy i
                  > wizje podsycane propagandą od Królowej Matki jak zaprezentowana wyżej.

                  Hohoho, kolega się popisał rzeczowymi argumentami, ze strach się bać :D
                  --
                  Szpenie od marketingu odkryli, że piękne opakowania sprzedają się lepiej, jeżeli
                  włożyć do nich jakieś produkty.
      • echtom Istota problemu tkwi zupełnie gdzie indziej 07.12.09, 21:03
        "Co ciekawe, jedyna różnica między obydwiema płciami polegała na tym, że wśród chłopców było więcej matematycznych geniuszy oraz matematycznych matołków. Dziewczęta trzymały wysoki, ale zazwyczaj równy poziom."

        Dokładnie. Moja przyjaciółka i ja byłyśmy w liceum bardzo dobre z matematyki (wśród gromady "humanistek", które niezrozumienie matematyki stawiały sobie za punkt honoru), ale przyznawałyśmy bezstronnie, że naprawdę twórcze, przekrojowe myślenie matematyczne prezentują nasi dwaj koledzy i to oni powinni iść na politechnikę. Dla nas matematyka była po prostu jednym z wielu przedmiotów do opanowania dla przeciętnie inteligentnego człowieka, a prawdziwe zainteresowania miałyśmy zupełnie inne.

        --
        "Siadała zawsze na leżących obok zapisanych papierach i tak dziwnie mrugała do mnie swymi niezgłębionymi żółtymi oczami. Jej obecność była niczym obecność szczególnej, milczącej czarodziejki."
        • rumcajs68 Re: Istota problemu tkwi zupełnie gdzie indziej 07.12.09, 21:31
          echtom napisała:

          Moja przyjaciółka i ja byłyśmy w liceum bardzo dobre z matematyki (w
          > śród gromady "humanistek", które niezrozumienie matematyki stawiały sobie za pu
          > nkt honoru)

          Smutne, bo ktoś ich tego nauczył, co mają stawiać sobie za punkt honoru. I podejrzewam, że nie byli to mężczyźni.

          Faktem natomiast jest, że wśród mężczyzn obserwuje się większą rozpiętość cech intelektualnych niż u kobiet, co wynika z silniejszej presji ewolucji na te cechy u mężczyzn niż u kobiet. Gdyby z ogółu społeczeństwa wybierać tylko tych najlepszych jako przyszłych matematyków/matematyczki, zawsze wśród nich znalazłoby się więcej mężczyzn.
          • echtom Re: Istota problemu tkwi zupełnie gdzie indziej 07.12.09, 22:29
            > Smutne, bo ktoś ich tego nauczył, co mają stawiać sobie za punkt honoru. I podejrzewam, że nie byli to mężczyźni.

            Pani Szczepkowska z WO? ;)

            A dowodem na to, że kobiety potrafią opanować matematykę na wysokim poziomie bez przebłysków geniuszu jest liczna reprezentacja nauczycielek tego przedmiotu w szkołach średnich. Natomiast jedyną znaną mi uczoną w tej dziedzinie jest Sofia Kowalewska - chyba więcej było znanych kobiet w fizyce i chemii.

            --
            "Siadała zawsze na leżących obok zapisanych papierach i tak dziwnie mrugała do mnie swymi niezgłębionymi żółtymi oczami. Jej obecność była niczym obecność szczególnej, milczącej czarodziejki."
        • martishia7 Re: Istota problemu tkwi zupełnie gdzie indziej 08.12.09, 18:46
          Hue hue.
          U mnie było podobnie, z tą różnicą, że naprawdę twórcze, przekrojowe m
          > yślenie matematyczne prezentują nasi dwaj koledzy
          , którzy aktualnie robią
          doktoraty z matematyki na UJ. Natomiast dziewczyny dla których matematyka
          była po prostu jednym z wielu przedmiotów do opanowania dla przeciętnie
          inteligentnego człowieka
          pokończyły ekonomię, architekturę, jakieś kierunki
          techniczne na AGH lub poprzestały na mgr z matematyki.
      • polski_kibol Re: Kiedy blondynka traci rozum 08.12.09, 18:31

        > Chyba z tego wynika, że jednak kobiety są słabsze w matematyce, czyż nie?

        Kolego, nie wkładaj kija w szprychy. GWno tutaj próbuje zakląć rzeczywistość po
        raz enty w tym tygodniu a Ty się pastwisz wytykając błędy logiczne.
    • czarnysadov Fałszowanie danych 07.12.09, 21:52
      Gdyby nie płenta że dziewczynki są mądrzejsze bez poniżania bym przemilczał fałsz naukowy płynący z pani artykułu ... nie wiem czy to misja kastracyjna polskich feministek ...
      Jednak testy inteligencji są kontruowane tak aby zatrzeć różnice płci ... w niestandaryzwoanych testach rożnice między płciami są większe. Poza tym z tymi geniszami matematycznymi jest tak że odbiają one większą różnicę w wynikach mężczyzn ... poprostu jest więcej wyskich wyników i niskich wyników ... u kobiet wynki są płaskie ... i to jest odbicie rezulatów trestów inteligencji ... czyli jak już ma pani kłamać i manipulować danymi ... to lepiej milczeć ...
      --
      więcej znajdziesz tu:
      czarnysadov.blox.pl/html
      • asteroida2 Re: Fałszowanie danych 08.12.09, 17:21
        > Jednak testy inteligencji są kontruowane tak aby zatrzeć różnice płci
        > ... w niestandaryzwoanych testach rożnice między płciami są większe.

        A co to jest "niestandaryzowany test inteligencji"?

        Małe ćwiczenie logiczne:
        Fakt 1. Istnieją zadania, w których mężczyźni średnio wypadają lepiej.
        Fakt 2. Istnieją zadania, w których kobiety średnio wypadają lepiej.
        Fakt 3. Testy inteligencji zawierają wiele różnych zadań.

        Wniosek z powyższych faktów: Jeśli w teście jest więcej zadań z grupy 1, średnio
        wyższe wyniki będą uzyskiwać mężczyźni. Jeśli więcej zadań z grupy 2, wyższe
        będą uzyskiwać kobiety.

        Który z tych testów będzie "standaryzowany", a który "niestandaryzowany"?
        • michal_in_uk Re: Fałszowanie danych 08.12.09, 18:12
          > Małe ćwiczenie logiczne:
          > Fakt 1. Istnieją zadania, w których mężczyźni średnio wypadają lepiej.
          > Fakt 2. Istnieją zadania, w których kobiety średnio wypadają lepiej.
          > Fakt 3. Testy inteligencji zawierają wiele różnych zadań.

          Dobrze, ze o tym piszesz. Teraz pytaniem podstawowym jest, ktora grupa zadan
          lepiej obrazuje inteligencje, abstrakcyjne myslenie, orientacje przestrzenna? -
          a jak wiemy wszystkie te 3 cechy sa bardzo wazne w pracy inzyniera.
            • michal_in_uk Re: Inzynier to tylko praktyk... 09.12.09, 12:14
              Co Wy sie tak skupiacie na matematyce?

              Chodzi o to co ktos napisal w innym watku, faceci sa "bardziej" i angazuja sie w
              swoja prace w calosci, odstawiajac na dalszy plan zone, dzieci i obowiazki.
              Kobiety nie chca rezygnowac z tych wartosci, one znajduja szczescie w zyciu
              socjalnym, a my w osiagnieciach "mierzalnych" jesli sie moge tak wyrazic.

              Kobiety zgodnie z bardzo zrownowazonymi wypowiedziami z tych wywiadow:
              www.sprawynauki.waw.pl/?section=article&art_id=644
              po prostu nie chca sie poswiecac dla nauki i kariery. A te promilowe wyjatki,
              ktore potrafia polaczyc kariere i rodzine oczywiscie sa, ale tylko potwierdzaja
              regule.
              • bene_gesserit Re: Inzynier to tylko praktyk... 09.12.09, 13:52
                michal_in_uk napisał:

                > Chodzi o to co ktos napisal w innym watku, faceci sa "bardziej" i
                angazuja sie
                > w
                > swoja prace w calosci, odstawiajac na dalszy plan zone, dzieci i
                obowiazki.

                Nie skumałes.
                Chodziło o to, ze w niektorych badanich populacji mężczyzn grupy
                skrajne ('geniusze' i 'idioci') są wieksze niz w podobnych
                badaniach populacji kobiet. Co oznacza, że i kobiety trafialy do
                skrajnych grup, tyle, ze było ich tam statystycznie mniej.

                > Kobiety nie chca rezygnowac z tych wartosci, one znajduja
                szczescie w zyciu
                > socjalnym, a my w osiagnieciach "mierzalnych" jesli sie moge tak
                wyrazic.

                Wiele kobiet znalazloby szczęscie w osiągnieciach 'mierzalnych', o
                ile nie bylyby trenowane spolecznie do odpowiedzialnosci za dom i
                dzieci.

                Min dlatego mamy teraz w Polsce ujemny przyrost demogrficzny -
                wiele kobiet nie chce takiego zycia, jakie mialy ich matki. A
                ponieważ presja na wizję rodziny 'dwa plus dwa' się zmniejszyła, a
                mężczyźni jakos rzadko kwapią się do przejęcia odpowiedzialnosci za
                dom, kobiety do sprzątania zatrudniają imigrantki i przestają
                rodzić dzieci. Jak tam z twoją wizją 'domowego szczęscią kobiet'
                teraz?

                > Kobiety zgodnie z bardzo zrownowazonymi wypowiedziami z tych
                wywiadow:
                > www.sprawynauki.waw.pl/?section=article&art_id=644
                > po prostu nie chca sie poswiecac dla nauki i kariery. A te
                promilowe wyjatki,
                > ktore potrafia polaczyc kariere i rodzine oczywiscie sa, ale
                tylko potwierdzaja
                > regule.

                Problem polega, że tych promilowych wyjątków jest coraz więcej. A w
                spoleczenstwach, które nie mają praw kobiet w dupie - jeszcze
                więcej. Generalnie tendencja jest wzrostowa, więc kolejna twoja
                teoria na słomianych nogach wzieła w łeb :(


                --
                Język kuchni to jedyne esperanto.
                • echtom Re: Inzynier to tylko praktyk... 09.12.09, 14:06
                  > Wiele kobiet znalazloby szczęscie w osiągnieciach 'mierzalnych', o
                  > ile nie bylyby trenowane spolecznie do odpowiedzialnosci za dom i
                  > dzieci.

                  Mam wrażenie, że ostatnio są właśnie trenowane ideologicznie do
                  znajdowania szczęścia w osiągnięciach "mierzalnych" i podobno poziom
                  odczuwania szczęścia zasadniczo im się przez to nie podniósł.

                  --
                  "Siadała zawsze na leżących obok zapisanych papierach i tak dziwnie
                  mrugała do mnie swymi niezgłębionymi żółtymi oczami. Jej obecność
                  była niczym obecność szczególnej, milczącej czarodziejki."
                • michal_in_uk Re: Inzynier to tylko praktyk... 09.12.09, 17:41
                  bene_gesserit napisała:

                  > michal_in_uk napisał:
                  >
                  > > Chodzi o to co ktos napisal w innym watku, faceci sa "bardziej" i
                  > angazuja sie
                  > > w
                  > > swoja prace w calosci, odstawiajac na dalszy plan zone, dzieci i
                  > obowiazki.
                  >
                  > Nie skumałes.
                  > Chodziło o to, ze w niektorych badanich populacji mężczyzn grupy
                  > skrajne ('geniusze' i 'idioci') są wieksze niz w podobnych
                  > badaniach populacji kobiet. Co oznacza, że i kobiety trafialy do
                  > skrajnych grup, tyle, ze było ich tam statystycznie mniej.

                  Skumalem, skumalem tylko ja nie naginam faktow.

                  > > Kobiety nie chca rezygnowac z tych wartosci, one znajduja
                  > szczescie w zyciu
                  > > socjalnym, a my w osiagnieciach "mierzalnych" jesli sie moge tak
                  > wyrazic.
                  >
                  > Wiele kobiet znalazloby szczęscie w osiągnieciach 'mierzalnych', o
                  > ile nie bylyby trenowane spolecznie do odpowiedzialnosci za dom i
                  > dzieci.

                  Wez Ty nie uszczesliwiaj ludzi na sile co...? Zajmoj sie swoim zyciem i
                  odpowiadaj za siebie a nie za wyimaginowane kobiety.

                  > Min dlatego mamy teraz w Polsce ujemny przyrost demogrficzny -
                  > wiele kobiet nie chce takiego zycia, jakie mialy ich matki. A
                  > ponieważ presja na wizję rodziny 'dwa plus dwa' się zmniejszyła, a
                  > mężczyźni jakos rzadko kwapią się do przejęcia odpowiedzialnosci za
                  > dom, kobiety do sprzątania zatrudniają imigrantki i przestają
                  > rodzić dzieci. Jak tam z twoją wizją 'domowego szczęscią kobiet'
                  > teraz?

                  OK, jest przyrost ujemny, ale to zjawisko jeszcze jest zbyt mlode zeby wyciagnac
                  wnioski o szczesciu tych kobiet. Ja znam kilka kobiet sukcesu, ktore postawily
                  wszystko na kariere i zadna nie ma meza i dzieci. Maja pieniadze, samochody i
                  stanowiska, ale czy te randki co tydzien z innym facetem je uszczesliwiaja to z
                  tego co mowia to nie bardzo... teraz troche zaluja podjetych decyzji. Nie chca
                  oddac swojej niezaleznosci i kisza sie we wlasnym sosie.

                  > > Kobiety zgodnie z bardzo zrownowazonymi wypowiedziami z tych
                  > wywiadow:
                  > > www.sprawynauki.waw.pl/?section=article&art_id=644
                  > > po prostu nie chca sie poswiecac dla nauki i kariery. A te
                  > promilowe wyjatki,
                  > > ktore potrafia polaczyc kariere i rodzine oczywiscie sa, ale
                  > tylko potwierdzaja
                  > > regule.
                  >
                  > Problem polega, że tych promilowych wyjątków jest coraz więcej. A w
                  > spoleczenstwach, które nie mają praw kobiet w dupie - jeszcze
                  > więcej. Generalnie tendencja jest wzrostowa, więc kolejna twoja
                  > teoria na słomianych nogach wzieła w łeb :(

                  Tysiace lat wlasnie tak to wygladalo i nadal tak bedzie. Nie da sie kobiet,
                  zreszta nikogo sie nie da, ale kobiet zwlaszcza wtloczyc w jakas durna postawe
                  karierowiczki. Kobiety, w wiekszosci, same rozumieja ze rodzina to wartosc
                  najwyzsza i nie warto dla pieniedzy i innych znamion sukcesu z niej rezygnowac.
                  • bene_gesserit Re: Inzynier to tylko praktyk... 09.12.09, 18:13
                    michal_in_uk napisał:

                    > > > Kobiety nie chca rezygnowac z tych wartosci, one znajduja
                    > > szczescie w zyciu
                    > > > socjalnym, a my w osiagnieciach "mierzalnych" jesli sie moge
                    tak
                    > > wyrazic.
                    > >
                    > > Wiele kobiet znalazloby szczęscie w
                    osiągnieciach 'mierzalnych', o
                    > > ile nie bylyby trenowane spolecznie do odpowiedzialnosci za dom
                    i
                    > > dzieci.
                    >
                    > Wez Ty nie uszczesliwiaj ludzi na sile co...? Zajmoj sie swoim
                    zyciem i
                    > odpowiadaj za siebie a nie za wyimaginowane kobiety.


                    He he he.
                    To popatrz na cytat z siebie powyzej - jak piszesz o tym, ze
                    kobiety nie chca rezygnowac i wolą to i tamto :DDDD
                    Ja, w przeciwienstwie do ciebie, napisalam niektore kobiety - bo
                    doskonale wiem, ze fakt posiadania cipki nie czyni z polowy
                    ludzkosci magmy o tych samych pragnieniach. Co nie zmienia faktu,
                    ze uszczesliwianiem ludzi na silę i zajmowaniem sie cudzym zyciem
                    oraz opowiadaniem za wyimaginowane kobiety zajmujesz się ty.


                    > OK, jest przyrost ujemny, ale to zjawisko jeszcze jest zbyt mlode
                    zeby wyciagna
                    > c
                    > wnioski o szczesciu tych kobiet. Ja znam kilka kobiet sukcesu,
                    ktore postawily
                    > wszystko na kariere i zadna nie ma meza i dzieci. Maja pieniadze,
                    samochody i
                    > stanowiska, ale czy te randki co tydzien z innym facetem je
                    uszczesliwiaja to z
                    > tego co mowia to nie bardzo... teraz troche zaluja podjetych
                    decyzji. Nie chca
                    > oddac swojej niezaleznosci i kisza sie we wlasnym sosie.

                    A jak maja sie twoje trzy znajome na krzyz do statystyki?
                    Bo np statystyka mowi, ze w krajach, w ktorych szanuje sie prawo
                    kobiet (do aborcji, do znacznej pomocy panstwa w wychowywaniu
                    dzieci itd itd) przyrost naturalny jest wiekszy. Co nie zmienia
                    faktu, ze im wyzsza pozycja spoleczno-finansowa kobiety, tym
                    chętniej nie przywiązuje się ona za nożkę do wózka. To tyle, jesli
                    chodzi o rolę biologii.


                    >
                    > Tysiace lat wlasnie tak to wygladalo

                    Bo przez tysiące lat historia ludzkosci toczyla sie powoli - wysoka
                    smiertelnosc niemowląt, trudne warunki zycia, krotka srednia zycia
                    itd itd itd - stad tradycyjny podzial rol.
                    Tradycyjny podzial rol mozemy nadal np obserwowac w wielu kulturach
                    afrykanskich. Tradycyjny podzial rol znika tam, gdzie kobiety po
                    pierwsze moga skutecznie regulowac wlasna plodnosc a po drugie -
                    moga o sobie stanowic i byc samodzielne.

                    > i nadal tak bedzie.

                    Nie będzie.
                    Chyba ze kobietom odbirze sie w jakis sposob mozliwosc uczenia sie,
                    pracowania, dziedziczenia, glosowania, samostanowienia o sobie i
                    uzywania srodkow antykoncepcyjnych. Czyli wszystko to, czego nie
                    mialysmy 'od zawsze', a co mamy teraz.

                    Zapewniam cie - nawet najzagorzalsze przeciwniczki feminizmu tego
                    po prostu NIE ODDADZĄ.

                    Nie da sie kobiet,
                    > zreszta nikogo sie nie da, ale kobiet zwlaszcza wtloczyc w jakas
                    durna postawe
                    > karierowiczki.

                    Wtloczyć?
                    Od kiedy prawo do wyboru jest wtłoczeniem?

                    > Kobiety, w wiekszosci, same rozumieja ze rodzina to wartosc
                    > najwyzsza i nie warto dla pieniedzy i innych znamion sukcesu z
                    > niej rezygnowac

                    Zacytuje ciebie, ok?
                    > Wez Ty nie uszczesliwiaj ludzi na sile co...? Zajmoj sie swoim
                    zyciem i
                    > odpowiadaj za siebie a nie za wyimaginowane kobiety.





                    --
                    mirabelek po prostu nie ma, sa zmyslone.
              • echtom Re: Inzynier to tylko praktyk... 09.12.09, 14:02
                > Kobiety nie chca rezygnowac z tych wartosci, one znajduja
                szczescie w zyciu socjalnym, a my w osiagnieciach "mierzalnych"

                Kilka procent kobiet znajduje szczęście w
                osiągnięciach "mierzalnych", nie w życiu socjalnym, i feministki
                zrobiły z tego niestety uogólnienie na całą żeńską część populacji.

                --
                "Siadała zawsze na leżących obok zapisanych papierach i tak dziwnie
                mrugała do mnie swymi niezgłębionymi żółtymi oczami. Jej obecność
                była niczym obecność szczególnej, milczącej czarodziejki."
                • bene_gesserit Re: Inzynier to tylko praktyk... 09.12.09, 15:07
                  echtom napisała:

                  > > Kobiety nie chca rezygnowac z tych wartosci, one znajduja
                  > szczescie w zyciu socjalnym, a my w osiagnieciach "mierzalnych"
                  >
                  > Kilka procent kobiet znajduje szczęście w
                  > osiągnięciach "mierzalnych", nie w życiu socjalnym, i feministki
                  > zrobiły z tego niestety uogólnienie na całą żeńską część
                  populacji.


                  A mozesz cos blizej o tym, gdzie i jak zrobily z tego uogolnienie
                  feministki? Bo mi to sie zawsze wydawalo, ze feministki nikogo do
                  niczego nie zmuszaja, a raczej optuja za prawem do wyboru. Jak ty
                  nie chcialabys byc uszczesliwiana na sile kariera naukowa, tak
                  niektore kobiety wolalby miec mozliwosc zycia w rodzinie, w ktorej
                  sprawy domowe nie zajmuja ich zbytnio, bo zajmuje sie nimi ktos
                  inny, a one moga zając sie pracą.
                  --
                  Żona pierze, gotuje, sprząta, robi zakupy i opiekuje się dziećmi,
                  mąż wbija gwoździe, pilnuje domostwa przed niedźwiedziami i zombie
                  oraz zdobywa żywność na polowaniu.
                  • michal_in_uk Re: Inzynier to tylko praktyk... 09.12.09, 17:45
                    bene_gesserit napisała:

                    > echtom napisała:
                    >
                    > > > Kobiety nie chca rezygnowac z tych wartosci, one znajduja
                    > > szczescie w zyciu socjalnym, a my w osiagnieciach "mierzalnych"
                    > >
                    > > Kilka procent kobiet znajduje szczęście w
                    > > osiągnięciach "mierzalnych", nie w życiu socjalnym, i feministki
                    > > zrobiły z tego niestety uogólnienie na całą żeńską część
                    > populacji.
                    >
                    >
                    > A mozesz cos blizej o tym, gdzie i jak zrobily z tego uogolnienie
                    > feministki? Bo mi to sie zawsze wydawalo, ze feministki nikogo do
                    > niczego nie zmuszaja, a raczej optuja za prawem do wyboru. Jak ty
                    > nie chcialabys byc uszczesliwiana na sile kariera naukowa, tak
                    > niektore kobiety wolalby miec mozliwosc zycia w rodzinie, w ktorej
                    > sprawy domowe nie zajmuja ich zbytnio, bo zajmuje sie nimi ktos
                    > inny, a one moga zając sie pracą.

                    Uogulniaja, poniewaz chca naprawiac cos co wcale nie jest zepsute, a przy tym
                    robia tyle halasu, ze ciezko to czasem wytrzymac.

                    Ja sie wiec pytam dlaczego te genialne kobiety, tak poniewierane w swiecie
                    mezczyzn nie zaloza wlasnych firm i nie zatrudniaja tylko tych genialnych kobiet
                    chcacych powiecic swoje zycia karierze, ktorych jest tak wiele? Co Was powstrzymuje?
                    • bene_gesserit Re: Inzynier to tylko praktyk... 09.12.09, 18:16
                      > Ja sie wiec pytam dlaczego te genialne kobiety, tak poniewierane
                      w swiecie
                      > mezczyzn nie zaloza wlasnych firm i nie zatrudniaja tylko tych
                      genialnych kobie
                      > t
                      > chcacych powiecic swoje zycia karierze, ktorych jest tak wiele?
                      Co Was powstrzy
                      > muje?

                      Samotne macierzynstwo albo macierzynstwo w tzw tradycyjnym zwiazku,
                      jakich wciaz jest zbyt wiele.


                      --
                      nić błędną, snobującą się, ale wielkomiejską
                      • michal_in_uk Re: Inzynier to tylko praktyk... 10.12.09, 10:54
                        bene_gesserit napisała:

                        > Samotne macierzynstwo albo macierzynstwo w tzw tradycyjnym zwiazku,
                        > jakich wciaz jest zbyt wiele.

                        No i wreszcie zrozumialas. Nic z kobiecego wyzwolenia (w wersji feministycznej)
                        nie wynika. Rodzi sie tylko frustracja w zaistnialym paradoksie. Kobiety chca
                        miec kariere i prawdziwa rodzine, ale to sie raczej nie udaje bo i jedno i
                        drugie wymaga poswiecenia 80% wolnego czasu, a z tego co sie orientuje doba nie
                        ma 40h tylko nadal mniejwiecej 24...
                        • bene_gesserit Re: Inzynier to tylko praktyk... 10.12.09, 12:45
                          michal_in_uk napisał:

                          > No i wreszcie zrozumialas.

                          E tam zrozumialam.
                          To tak jakbys pisal, ze zrozumialam, ze niebo jest niebieskie :)

                          > Nic z kobiecego wyzwolenia (w wersji feministycznej)
                          > nie wynika.

                          Policzmy...
                          Prawo do ksztalcenia sie, samostanowienia, samodzielnosci
                          finansowej i spolecznej, glosowania, zarabiania... imho z kobiecego
                          wyzwolenia w wersji feministycznej bardzo wiele wynika. Nie sadze,
                          aby dalo sie powstrzymac przyszle zmiany.

                          > Rodzi sie tylko frustracja w zaistnialym paradoksie. Kobiety chca
                          > miec kariere i prawdziwa rodzine,

                          A mezczyzni nie chca, spytam z ciekawosci?
                          Tak czy siak - statystki demograficzne mowia to, co mowia: Polacy
                          przestali sie mnozyc. Mamy demograficzny dół wielki jak Row
                          Mariański. Co oznacza, ze dla zwiekszajacej sie liczby
                          kobiet 'rodzina' to maz/partner i przyjaciele. Bez dzieci.


                          ale to sie raczej nie udaje bo i jedno i
                          > drugie wymaga poswiecenia 80% wolnego czasu, a z tego co sie
                          orientuje doba nie
                          > ma 40h tylko nadal mniejwiecej 24...

                          Nie trzeba rozciągać doby. Znajome pracujace matki albo naklaniaja
                          partnera/meza do zaangazowania sie w sprawy domu i dzieci, albo sie
                          rozwodzą. A z alimentów oplacają panie do sprzątania i opieki nad
                          dziecmi. Tez można.

                          --
                          stereotypes are a real time-saver
                          • michal_in_uk Re: Inzynier to tylko praktyk... 10.12.09, 17:00
                            bene_gesserit napisała:

                            > Policzmy...
                            > Prawo do ksztalcenia sie, samostanowienia, samodzielnosci
                            > finansowej i spolecznej, glosowania, zarabiania... imho z kobiecego
                            > wyzwolenia w wersji feministycznej bardzo wiele wynika. Nie sadze,
                            > aby dalo sie powstrzymac przyszle zmiany.

                            Czy Ty wiesz ze jest juz prawie 2010 rok...? Te prawa ktore wymienilas kobiety
                            juz maja od dziesiecioleci. Teraz, jako ze nie ma juz za bardzo o co walczyc
                            czesc feministek wmawia kobietom, ze bycie mezczyzna w spodnicy uczyni je
                            szczesliwymi - co jak widze wokol siebie za bardzo sie nie udaje.

                            > > Rodzi sie tylko frustracja w zaistnialym paradoksie. Kobiety chca
                            > > miec kariere i prawdziwa rodzine,
                            >
                            > A mezczyzni nie chca, spytam z ciekawosci?

                            Jak najbardziej chca, przynajmniej ja. Choc musze przyznac ze ogolnie bylem
                            przeciwnikime malzenstwa jako sankcji glownie w stosunku do faceta, ale
                            odpowiednia kobieta w moim zyciu sprawila, ze zrozumialem, ze z odpowiednia
                            osoba to jej to :)

                            > Tak czy siak - statystki demograficzne mowia to, co mowia: Polacy
                            > przestali sie mnozyc. Mamy demograficzny dół wielki jak Row
                            > Mariański. Co oznacza, ze dla zwiekszajacej sie liczby
                            > kobiet 'rodzina' to maz/partner i przyjaciele. Bez dzieci.

                            Mamy dol demograficzny bo sku...syny u wladzy, ktore zapluwaja sie na temat
                            pomocy rodzinom w wychowaniu dzieci maja czas tylko na przepychanki o pieniadze
                            i wynajdywanie nowej kielbasy wyborczej. Wynika z tego prozaiczny fakt
                            koniecznosci pracy zarobkowej zarowno mezczyzny jak i kobiety, aby mogli
                            utrzymac sie na ludzkim poziomie. To sprawia, ze wiekszosc ludzi uwaza ze
                            "jeszcze nie czas", "jeszcze nas nie stac na dziecko"...

                            > Nie trzeba rozciągać doby. Znajome pracujace matki albo naklaniaja
                            > partnera/meza do zaangazowania sie w sprawy domu i dzieci, albo sie
                            > rozwodzą. A z alimentów oplacają panie do sprzątania i opieki nad
                            > dziecmi. Tez można.

                            Szkoda, ze sady nie sa takie sprawiedliwe jesli chodzi o przyznawanie praw
                            rodzicielskich facetom. Wtedy okazaloby sie ze biedna mamusia bedzie placic po
                            100 PLN na dziecko, a znam kilku facetow ktorzy sa po rozwodach i placa od 7 do
                            15 razy tyle...

                            Druga sprawa to jakosc wychowania przez kobiete. Sa badania, ktore ukazuja, ze
                            dzieci wychowane tylko przez matki maja dwukrotnie wieksza szanse wejsc w
                            konflikt z prawem. Jesli nie znajdziesz materialow w sieci, w co watpie, daj
                            znac podesle link.
                            • bene_gesserit Re: Inzynier to tylko praktyk... 12.12.09, 13:14
                              michal_in_uk napisał:

                              > Czy Ty wiesz ze jest juz prawie 2010 rok...? Te prawa ktore
                              wymienilas kobiety
                              > juz maja od dziesiecioleci. Teraz, jako ze nie ma juz za bardzo o
                              co walczyc
                              > czesc feministek wmawia kobietom, ze bycie mezczyzna w spodnicy
                              uczyni je
                              > szczesliwymi - co jak widze wokol siebie za bardzo sie nie udaje.

                              Na czym polega 'bycie mezczyzna w spodnicy'?
                              Ktore feministki wmawiaja kobietom, ze tego typu sciezka zyciowa
                              jest najlepsza? I gdzie? Czytam duzo publiczych wypowiedzi
                              feministek, a na taka, jako zyje, sie nie natknęłam, wiec jakbys
                              mogł wyjasnic.

                              >
                              > > > Rodzi sie tylko frustracja w zaistnialym paradoksie. Kobiety
                              chca
                              > > > miec kariere i prawdziwa rodzine,
                              > >
                              > > A mezczyzni nie chca, spytam z ciekawosci?
                              >
                              > Jak najbardziej chca, przynajmniej ja. Choc musze przyznac ze
                              ogolnie bylem
                              > przeciwnikime malzenstwa jako sankcji glownie w stosunku do
                              faceta, ale
                              > odpowiednia kobieta w moim zyciu sprawila, ze zrozumialem, ze z
                              odpowiednia
                              > osoba to jej to :)

                              To fajnie :)
                              Dlaczego wiec napisales, ze kobiety sie frustruja, skoro pragnienie
                              kariery i rodziny jednoczesnie moze dotyczyc takze mezczyzn?

                              > Mamy dol demograficzny bo sku...syny u wladzy, ktore zapluwaja
                              sie na temat
                              > pomocy rodzinom w wychowaniu dzieci maja czas tylko na
                              przepychanki o pieniadze
                              > i wynajdywanie nowej kielbasy wyborczej. Wynika z tego prozaiczny
                              fakt
                              > koniecznosci pracy zarobkowej zarowno mezczyzny jak i kobiety,
                              aby mogli
                              > utrzymac sie na ludzkim poziomie. To sprawia, ze wiekszosc ludzi
                              uwaza ze
                              > "jeszcze nie czas", "jeszcze nas nie stac na dziecko"...

                              Alez oczywiscie, ze niz demograficzny ma swoje przyczyny, ktore
                              nietrudno wymienić. Jednak jak wynika z doswiadczen krajow, w
                              ktorych nie ma nizu demograficznego (Szwecja, Francja) - im wiecej
                              dobrej jakosci przedszkoli i zlobkow oraz państwowych szkol, tym
                              wiecej chetnych do posiadania dzieci. A za rządów PiSu zlikwidowano
                              w Polsce 1/3 istniejacych placowek opieki nad malymi dziecmi. W
                              trosce o tradycyjny model rodziny, jak mowiono wtedy. Co
                              przyczynilo sie jednak nie do pozostawania kobiet w domu, ale do
                              wzrostu nizu.

                              > Szkoda, ze sady nie sa takie sprawiedliwe jesli chodzi o
                              przyznawanie praw
                              > rodzicielskich facetom. Wtedy okazaloby sie ze biedna mamusia
                              bedzie placic po
                              > 100 PLN na dziecko, a znam kilku facetow ktorzy sa po rozwodach i
                              placa od 7 do
                              > 15 razy tyle...

                              To nie jest prawda.
                              Obecne prawo, ktore zmienilo sie w tym roku, ustanawia, iz to nie
                              sad decyduje o warunkach opieki nad dziecmi w razie rozwodu
                              rodzicow. To maja ustalic sami rodzice miedzy soba niejako 'obok'
                              rozprawy sądowej (w razie problemow w komunikacji sąd sluzy pomocą
                              wyszkolonego mediatora). Postanowienia sa spisywane w specjalnym
                              dokumencie i sąd wkracza dopiero wtedy, kiedy jedna ze stron
                              odmawia wypelniania podpisanej wczesniej zgody.

                              Zmiana ta, moze cie zdziwie, wcale nie zaowocowala tlumami
                              tatusiow, ktorzy chcieliby byc glownymi opiekunami dzieci.

                              > Druga sprawa to jakosc wychowania przez kobiete. Sa badania,
                              ktore ukazuja, ze
                              > dzieci wychowane tylko przez matki maja dwukrotnie wieksza szanse
                              wejsc w
                              > konflikt z prawem. Jesli nie znajdziesz materialow w sieci, w co
                              watpie, daj
                              > znac podesle link.


                              No wlasnie - mozesz podac link do tych badan albo nazwiska badaczy,
                              zebym mogla sobie wyguglac chociaz abstrakt? Moga byc po angielsku.
                              Chodzi mi o to, ze prosta korelacja to za malo do wyciagniecia
                              wniosków. To moze doprowadzic do roumowania typu 'kiedy musze
                              oberwie sie skrzydla, traci sluch (bo kiedy uslyszy 'lataj' nie
                              leci).
                              Tak czy inaczej jak pisalam: tlumow tatusiow, ktorym by lezal na
                              sercu los staczajacych sie w przestepczosc dzieci pod zla opieka
                              samotnych matek jakos w Polsce nie zaobserwowano :(((


                              --
                              Moja mama ma Nobla z fizyki, mój tata pracuje w przedszkolu.
                              • darr.darek ... o STAŁEj przypadłości feministek 08.11.10, 20:11
                                bene_gesserit napisała:
                                > Alez oczywiscie, ze niz demograficzny ma swoje przyczyny, ktore
                                > nietrudno wymienić. Jednak jak wynika z doswiadczen krajow, w
                                > ktorych nie ma nizu demograficznego (Szwecja, Francja)

                                Wy, feministki, zwykle podkreślacie, że rzekomo macie wiedzę nie mniejszą niż męska elita intelektu (nawiązuję, bo feministki próbują kreować się na taką damską elitę) i rzekomo potraficie myśleć logicznie.
                                Za KAŻDYM razem, gdy angażujecie się w te swoje dyskusje ideologiczne, można wam wytknąć właśnie brak wiedzy i brak umiejętności logicznego myślenia.
                                Wiesz, że wierzysz w bzdurę, jakoby którekolwiek państwo Europy Zach. nie miało niżu demograficznego ? Dzietność w Szwecji to zaledwie 1.7 dziecka na kobietę, gdy min. dzietność dla utrzymania populacji to 2.11. Dzietność we Francji to aż 2., ale spory w tym udział noworodków muzułmanów. W Szwecji też spory udział wśród nowo narodzonych to dzieci muzułmanów.
                                W pogardzanym przez lewicowców (za brak polityki socjalnej) USA dzietność to 2.06 i muzułmanie stanowią tam nieistotną liczebnie mniejszość.

                                Dlaczego nawiązuję do muzułmanów ?
                                Każdy mądry wie, że za kilkadziesiąt lat, gdy tych młodych muzułmanów będzie większość wśród młodzieży, zmieni się drastycznie obraz Europy. Wojny domowe z muzułmanami to nieunikniona konsekwencja, ale wcześniej będą takie drobne zmiany jak wycofywanie kobiet ze stanowisk w przedsiębiorstwach, bo ... "muzułmańska rada pracownicza sobie nie życzy kontaktów z kobietami na wyższych stanowiskach".
                                Sądzisz, że dzisiejsze "nietykalne" dla lwicy terminy, czyli rada pracownicza, muzułmanie i sprawy etniczno-rasistowskie, mogą przegrać z "nietykalnymi" kobietami ? Błąd: kobiety nie podrzynają gardeł i nie wysadzają się.

                                > > Szkoda, ze sady nie sa takie sprawiedliwe jesli chodzi o przyznawanie praw rodzicielskich
                                >To nie jest prawda.
                                >Obecne prawo, ktore zmienilo sie w tym roku, ustanawia, iz to nie
                                >sad decyduje o warunkach opieki nad dziecmi w razie rozwodu

                                Ale wiesz, że to taki bełkot ideologiczny ? Który niczego nie zmienia w realiach, ale można pobełkotać.
                                Sędziny rodzinne w procesach o opiekę przyznają opiekę w 97% kobietom. Jakieś tam ośrodki doradcze, którymi posiłkują się sędziny rodzinne składają się z bab otwarcie namawiających rozwódki do wszelkich kłamstw, byleby robić lepszą "argumentację" przed sędzinami rodzinnymi.

                                To ideologiczne nastawienie idiotów lewicowych od kilkudziesięciu lat, że "męskim szowinistom należy pokazać, że kobiety teraz rządzą", to nastawianie to główny powód kurczenia się społeczeństw etnicznych Europejczyków na Zachodzie. Gdy za rządów socjalistów bolszewickich w biednym PRL-u dzietność wynosiła od 3 do 2.2 (pod koniec komuny), w tym czasie już czołowe we wdrażaniu "nowoczesnej" ideologii lewicowej społeczeństwa Europy Zach. notowały od dawna odwrót od posiadania dzieci.
                                Zwyczajnie, mężczyźni mieli tam już dawno przykłady swoich kolegów uwalonych przez lewicowe sędziny rodzinne alimentami (często na nieswoje dzieci), odbieraniem majątku i brakiem możliwości kontaktów ze swoimi dziećmi. Ci mężczyźni zamiast walczyc i tworzyć ruchy konserwatywno-liberalne (jak UPR w Polsce) woleli przyjąć postawę olewania związków, olewania rodziny i unikania jakichkolwiek relacji łatwych do uwalenia przez lewicowych funkcjonariuszy sądowych.



    • coppermind Kiedy blondynka traci rozum 08.12.09, 17:51
      na wykładach z analizy matematycznej czy algebry było u nas mniej niż
      0,5% kobiet wśród ok.300 studentów.

      I to jest sedno sprawy - w sensie statystycznym praktycznie nie
      ma kobiet myślących na tyle sprawnie, żeby opanować matematykę
      na poziomie akademickim.

      blondynki nigdy nie tracą rozumu, bo nigdy go nie miały.

      A setki dziennikarek leczy swoje kompleksy falliczne pisząc
      tysiące bezsensownych i nielogicznych artykułów z pseudonaukowymi
      pseudofaktami.

      Fakty są takie, że samice mają wielkie kompleksy i małe rozumki,
      więc faceci dla świętego spokoju znoszą te medialne bzdury o
      istnieniu myślącej kobiety.

      Istnieją kobiece olbrzymie kompleksy i egocentryczny świat, w którym
      macica ma zawsze rację.
      • trans.sib Re: Kiedy blondynka traci rozum 08.12.09, 22:03
        > Fakty są takie, że samice mają wielkie kompleksy i małe rozumki,
        > więc faceci dla świętego spokoju znoszą te medialne bzdury o
        > istnieniu myślącej kobiety.

        Trzeba po prostu przestać "dawać sobie spokój". Propaganda
        zakompleksionych femiwariatek zbyt przybrała na rozmiarze, żeby to
        litościwie ignorować.
      • edek47 Wulgaryzujesz problem... 09.12.09, 06:55
        To , ze jest malo kobiet w tworczej matematyce,JEST PEWNIE POWODEM
        ICH FUNKCJI BIOLOGICZNYCH,ale myslacy czlowiek potrafi pokonac i te
        trudnosci,wszystko zalezy od czlowieka.
      • julia_rytwinska Re: Kiedy blondynka traci rozum 26.12.09, 14:51
        > na wykładach z analizy matematycznej czy algebry było u nas mniej niż
        > 0,5% kobiet wśród ok.300 studentów.
        >
        > I to jest sedno sprawy - w sensie statystycznym praktycznie nie
        > ma kobiet myślących na tyle sprawnie, żeby opanować matematykę
        > na poziomie akademickim.

        U mnie rowniez bylo niewiele kobiet (i sama bylam jedna z tych rodzynek:)) - jednak na Analizie Matematycznej (jak i na innych przedmiotach) - stosunkowo o wiele wyzszy procent mezczyzn musial miec poprawki niz kobiet.

        Z tych, ktore wybraly droge na studia inzynierskie - wiekszosc nie musiala obawiac sie o oceny, bo byly to babki bystre. Od ktorych faceci brali sciagi, oraz dopytywali sie jak napisac fragment kodu w c++ jak gdzies utkneli :)
    • ksg06 Lubilam matematyke bo wystarczylo myslec, bzdury 08.12.09, 18:39
      psychologiczne. Czy to znaczy, ze chlopcy nie boja sie myslec?
      Zazwyczaj natura ludzka jest taka, ze idzie sie na latwizne.
      W moim przypadku latwiej bylo z matematyka i fizyka niz z
      zapamietywaniem.

      Roznice w USA. Odczepcie sie od porownywania. Tutaj (w USA) poziom
      matematyki po podstawowce jest rowny poziomowi 4 klasy w Polsce,
      wiec wyniki badan nie sa miarodajne.
      By wyniki byly porownywalne trzeba by przyjrzec sie licealistom w
      USA i gimnazjalistom w Polsce.
    • myslacyszaryczlowiek1 Polityczna poprawność 08.12.09, 18:40
      Z tymi zdolnościami matematycznymi u kobiet to pewnie taka sama ściema jak z
      murzynami. Jeśli są takie dobre to w szachach byśmy się doczekali chociaż
      jedną mistrzynię dorównującą najlepszym.
      Richburg byt w latach 1991-1994 szefem biura „The Washington Post" na Afrykę
      i później zmajstrował głośną książkę pt. „Out of America: A Black Man
      Confronts" (co można tłumaczyć: „Przybysz z Ameryki; czarny doświadcza
      Afryki"), pełną bezpardonowego wstrętu do Czarnego Kontynentu. Richburg
      błogosławi w niej niewolnictwo, dzięki któremu stał się Amerykaninem, a nie
      Afrykaninem: „Różni politycznie poprawni mędrkowie twierdzą, że biała Ameryka
      ma wobec nas, czarnych, dług, bo nasi przodkowie byli tu niewolnikami. Zaś
      Afrykę reklamują jako rodzaj murzyńskiej Walhalli, czyli raju, do którego
      winni wracać potomkowie niewolników pragnący odzyskać swą ludzką godność.
      Przepraszam, ale ja tam pojechałem, i doświadczyłem Afryki... Błogosławię
      fakt, iż moich przodków, zakutych w łańcuchy, przewieziono przez ocean. Dzięki
      Bogu Jestem Amerykaninem". W pewnym momencie Richburg (komentując sadystyczne
      rzezie międzyplemienne) mówi wprost o czarnych mieszkańcach Afryki: „To nie są
      ludzie. To bydlęta". Czytając takie rzeczy, ludzie „politycznie poprawni"
      dostawali szału. Lecz gnojenie Richburga utrudniały im dwa szlabany: fakt, iż
      jest on Murzynem, i świadomość, że każdy amerykański Murzyn, którego by
      deportowano do Afryki — uznałby to za krzywdę niewyobrażalną.

      Każda taka „zdrada" ze strony „Afroamerykanina" boli „Salon". Ból najświeższy
      (lato 2004) to kilka publicznych wystąpień sławnego czarnoskórego aktora, B.
      Cosby'ego, który bezlitośnie zrugał swych czarnoskórych „braci" z murzyńskich
      gett za ich lenistwo, chamstwo, głupotę, narkomanię, alkoholizm, bandytyzm i
      antyfamilijność, mówiąc, że „tych ludzi nic nie usprawiedliwia", gdyż Ameryka
      daje im szczodrze wszelkie szanse nauki i awansu społecznego, lecz oni nie
      chcą tego wykorzystywać, preferując wulgarny „tumiwisizm" bądź działalność
      kryminalną. „ — To są głąby same sobie winne, a swoje frustracje odreagowują
      brutalnością. Przestańcie bić swoje kobiety tylko dlatego, ze wskutek niechęci
      do nauki nie nadajecie się do żadnej sensownej pracy. Trzeba było nie uciekać
      ze szkół! Przestańcie chrzanić o niewolnictwie — to było bardzo dawno temu.
      Biedni Azjaci przybywają tu i błyskawicznie robią karierę, bo chce im się
      uczyć, a wy nie umiecie się nawet wysławiać po ludzku angielskim językiem!".
      Itd. Duży dla „Salonu" kłopot!

      Równy kłopot mają amerykańscy „politycznie poprawni" ze swym największym
      „czarnym sukcesem" — z tak zwaną „akcją afirmacyjną", czyli z preferencjami
      dla Murzynów przy przyjmowaniu do pracy i zwłaszcza przy rekrutowaniu na
      studia (coś w rodzaju peerelowskich „punktów za pochodzenie robotnicze i
      chłopskie", tylko w skali dużo większej). Władze amerykańskie wprowadziły
      takie przywileje ćwierć wieku temu pod naciskiem lobby „postępowców"
      (amerykańskich wojujących „liberałów", ergo: lewaków). Dzisiaj wiele stanów
      się z tego wycofuje (identycznie jak z niefrasobliwego zniesienia kary
      śmierci), m.in. pod naciskiem... Murzynów, gdyż „akcja afirmacyjną" sprawiła,
      że każdy czarny absolwent, choćby bardzo zdolny, jest postrzegany jako głup,
      który dostał się na studia i ukończył je wyłącznie dzięki realizowaniu przez
      państwo zasady politycznej, czyli dzięki sztucznym przywilejom, a nie wskutek
      własnego ilorazu inteligencji (IQ). I tu, nim pociągnę wątek dalej, trzeba
      rzec kilka słów o amerykańskich burzach wokół IQ.
      • myslacyszaryczlowiek1 Re: Polityczna poprawność 08.12.09, 18:42
        Pierwsza gigantyczna awantura gruchnęła roku 1969, kiedy W. Schockley (laureat
        Nobla) i A. Jensen (psycholog z Uniwersytetu Berkeley) publicznie zażądali, by
        nie mieszać dzieci czarnych i dzieci białych w jednych klasach szkolnych, gdyż
        taki koktajl drastycznie obniża poziom nauczania (ze względu na genetycznie
        determinowany, dużo niższy iloraz inteligencji Murzynów), wskutek czego
        dzieciaki białe ponoszą szkodę. Buchnęło wówczas chóralne oskarżenie dwóch
        uczonych o rasizm i ruszyły antyrasistowskie demonstracje, m.in. w Berkeley
        (nadwiślańskie echa tego skandalu streścił R. Legutko: „Testy na inteligencję,
        pokazujące statystyczne różnice między wynikami szkolnymi, są piętnowane jako
        wyraz pogardy białej kultury wobec czarnej"). Ale było to „małe piwo" przy
        burzy, która się rozpętała A. D. 1994, kiedy Ch. Murray (socjolog) i R.
        Herrnstein (psycholog z Harvardu) opublikowali pracę pt. „The Bell Curve".
        Prawie 900 stron tabel, wykresów i pomiarów, będących efektem wieloletnich badań
        naukowych, dowodziło tam, że IQ Murzynów jest dużo niższe od IQ białych, oraz że
        ta „intelektualna dysfunkcjonalność" jest dziedziczna, a więc nie wynika z
        warunków środowiskowych (życie wewnątrz murzyńskich gett, nędza etc.), tylko ma
        źródło genetyczne. Książka wprawiła „politycznie poprawnych" w stan białej
        gorączki. Ówczesny amerykański korespondent „Gazety Wyborczej", J. Kalabiński,
        donosił: „Burza, jaka rozszalała się w amerykańskich środkach przekazu, nie ma
        precedensu. Przy lekturze większości komentarzy odnosi się wrażenie, że podczas
        ich pisania autorzy byli bliscy furii. Od dwóch tygodni w prasie, radiu i
        telewizji króluje temat «krzywej inteligencji»". Trwało to długo. Lewicowy „The
        New Republic" poświęcił sprawie cały numer, „liberalny" „Newsweek" dał książkę
        na okładkę, inne czasopisma tygodniami wałkowały IQ. Gazety europejskie
        określiły dzieło Murraya i Herrnsteina jako „książkę, która wstrząsnęła
        Ameryką". Chociaż żadne kontrbadania nie zdołały obalić wyników badań dwójki
        autorów (co nie znaczy, że ich wnioski nie są kontrowersyjne — potrzebne byłyby
        tu żmudne badania genetyczne), obaj naukowcy zostali zlinczowani przez
        „politycznie poprawną" opinię lewicową — za rasizm. Ale dzięki temu tamtejszy
        antyrasistowski „Salon" wpadł w pułapkę — w wilczy dół wykopany przez siebie
        samego. Okazało się, że antyrasizm to kij, który ma dwa końce.

        Drugi koniec kija zaczął spadać na „politycznie poprawnych", kiedy do sądów
        poszli ze skargą biali kandydaci, którzy świetnie zdali uczelniane egzaminy
        wstępne i nie zostali przyjęci wskutek „braku miejsc", bo te miejsca zajęli
        czarnoskórzy, którzy zdali dużo gorzej. Najpierw jeden biały odważył się
        zaskarżyć uczelnię, potem drugi zaskarżył „akcję afirmacyjną" jako taką (czyli
        państwo), i wreszcie przerodziło się to w masówkę procesów. Jedni sędziowie
        oddalali skargi, lecz inni, odważniejsi, przyznawali rację powodom, a te drugie
        werdykty bazowały na dwóch oczywistościach trudnych do obalenia: matematycznej i
        socjologicznej. O ile bowiem ciężko jest udowodnić, że szef firmy, mając dwóch
        kandydatów na swego zastępcę czy na jakiekolwiek inne stanowisko, wybrał Murzyna
        a nie białego, gdyż uległ terrorowi „politycznej poprawności" zamiast kierować
        się względami merytorycznymi — o tyle w przypadku akademickich egzaminów dowód
        jest bezsporny, ponieważ tam się odnotowuje punkty. Bez trudu więc wykazano, że
        gdyby nie „akcja afirmacyjną" — na tysiąc studentów przypadałoby nie 120
        Murzynów (dane z roku 1994), lecz tylko jeden (sic!). Bez trudu również
        dowiedziono, że wyłączną bazą „akcji afirmacyjnej" jest kryterium rasowe, a więc
        rasistowskie par excellence! Wunderwaffe „politycznej poprawności" — kij
        antyrasizmu — walnął „politycznie poprawnych" w łeb. „Kto mieczem wojuje...".

        Odbili to sobie za pomocą Hollywoodu. Już w latach 80-ych filmowa „polityczna
        poprawność" made in USA była smaczna. Przypomnijcie sobie sławnego „Terminatora"
        ze Schwarzeneggerem: biega tam na ekranie wielu białych zabijaków,
        przeciętniaków i głąbów, lecz jest również pewien supernaukowiec, wielki mózg,
        genialny wynalazca, Einstein nowych czasów — i jest nim Murzyn. Wtedy to jeszcze
        raczkowało, ale dekadę później stało się rutyną: w zdecydowanej większości
        amerykańskich filmów kinowych i telewizyjnych lat 90-ych i dzisiaj szefami
        (czyli tymi od myślenia) są czarni, a biali to ich podwładni („fizyczni") — w
        „thrillerach" czy w „cop movies" (filmach policyjnych) czarny szef i biała
        załoga to już rytualny standard, wyjątki są rzadkie. Trzeba arcymózgu (exemplum
        Morfeusz w „Matrixie"), filozofa, pisarza, poetę, profesora akademickiego,
        mądrego sędziego lub admirała (exemplum szef CIA w serii głośnych „Ryanowskich"
        filmów według prozy T. Clancy'ego) czy też chirurga-wirtuoza? — proszę bardzo,
        byleby miał czarną skórę, pielęgniarze mogą być biali. Ta mania to już jakaś
        choroba, bo w społeczeństwie amerykańskim jest niewiele ponad 10% Murzynów. Ale
        widocznie prawie wszyscy spośród nich to geniusze bądź przynajmniej „jajogłowi",
        intelektualny sztab.
        www.polonica.net/rzeczpospolita_klamcow_3.htm
          • milet1 może coś w tym jest w końcu Polacy 08.12.09, 19:23
            są uważani za genetycznie głupszych od innych narodów europejskich. W końcu większość naszych wielkich twórców miała w sobie domieszkę żydowskiej krwi. Rozumiem, że należy te badania interpretować tak że najmądrzejsi są Żydzi, potem Azjaci (obecnie Amerykanie), potem biali Niemcy, Francuzi, a dalej głupie bydło, czyli Polacy, Rosjanie i Murzyni?
        • ww-77 Re: Polityczna poprawność 08.12.09, 19:18
          Ciekawe, co by wyszło, gdyby Amerykanie lubujący się w udowadnianiu
          wyższości jednych ras nad innymi zechcieli naukowo zweryfikować
          podstawy tzw. Polish Jokes. Jeśli przypadkiem natrafiliby na Twoje
          wywody, uznaliby je za potwierdzenie powszechnego przekonania, że
          Polacy to brudni, leniwi, tępi i ciemni niechluje, którzy zamiast
          wziąć się do roboty, wolą pluć na kolorowych, bo w ten sposób mogą
          się dowartościować bez żadnego wysiłku. W końcu biały kolor skóry to
          jedyna rzecz, która łączy ich z cywilizowanymi Amerykanami.

          Obawiam się, że wyniki takich badań nie zostałyby przyjęte z
          radością przez tzw. antysalon. Zwłaszcza że według serwisu
          polonica.net, który - jak widać - jest dla Ciebie w pełni
          wiarygodnym źródłem, niemal wszyscy Polacy, którzy coś w życiu
          osiągnęli i coś sobą reprezentują, to Żydzi.
          • myslacyszaryczlowiek1 Re: Polityczna poprawność 08.12.09, 20:02
            wyższości jednych ras nad innymi zechcieli naukowo zweryfikować
            > podstawy tzw. Polish Jokes. Jeśli przypadkiem natrafiliby na Twoje
            > wywody, uznaliby je za potwierdzenie powszechnego przekonania, że
            > Polacy to brudni, leniwi, tępi i ciemni niechluje, którzy zamiast
            > wziąć się do roboty, wolą pluć na kolorowych, bo w ten sposób mogą
            > się dowartościować bez żadnego wysiłku

            Wiesz, że też się nad tym zastanawiałem, skąd się wziął ten stereotyp.
            Ale miałem parę razy do czynienia z ludźmi, firmami z pod wschodniej granicy i
            dużo to mi dało myślenia. Tylko, że od razu zastrzegam że to jest tylko
            stereotyp, czyli po prostu jest o wiele większe prawdopodobieństwo że trafisz na
            człowieka, który ma o wiele mniejszą kulturę techniczną, ale nie tylko o to
            chodzi. Nawet jak mu dokładnie wytłumaczysz co i jak, i dlaczego trzeba robić
            tak i tak, to on uzna że wie o wiele lepiej i będzie robił tak jak on uważa za
            słuszne. A jak potem są marne skutki tego, np źle załadowany TIR, którego nie
            wyślesz do Niemiec, bo pierwszy lepszy policjant go zatrzymuje, to człowiek z
            pod wschodniej granicy bardzo się obraża i że mu robisz specjalnie na złość, a
            jeszcze na koniec ci powie coś obrażliwego i kłamliwego .
            I jak sobie uświadomiłem że granice Polski przedwojennej były znacznie
            przesunięte na wschód to w głowie mi się rozjaśniło dlaczego powstały kawały o
            Polish Jokes.
            www.youtube.com/watch?v=BVeI8P1uzfY&feature=related
            www.youtube.com/watch?v=yV-TbYdA10U&feature=related
            i inne.

            Dlatego się nie dziwię stereotypowi Polaka złodzieja czy pijaka w Niemczech.
          • big.ot Re: Polityczna poprawność 08.12.09, 21:32
            ww-77 napisał:

            > wywody, uznaliby je za potwierdzenie powszechnego przekonania, że
            > Polacy to brudni, leniwi, tępi i ciemni niechluje, którzy zamiast
            > wziąć się do roboty

            Bo coś w tym jest! Kto najpierw emigrował? Przecież nie ludzie wykształceni, a w większości cwaniaczki, którzy wiedzieli jak zakombinować, żeby załatwić (czyt. kogo przekupić i na kogo donieść) paszport i dolary.

            Z resztą od kiedy wyjeżdżać może każdy, sytuacja wcale się nie polepszyła.
        • bene_gesserit Re: Polityczna poprawność 09.12.09, 13:57
          Boziu kochana, jaka szkoda, ze Amerykanie nie łapali niewolników w
          Polsce. Moze potomek polskich zbieraczy bawelny bylby w tej chwili
          prezydentem USA, moze polskie nazwiska pojawialy by się wsrod
          wybitnych artystow, sportowcow i naukowców.

          Bo jakos bez blogoslawienstwa amerykanskiego niewolnictwa trudno
          nam jako nacji osiągnąc jakikolwiek sukces :(((
          --
          a moja mama zawsze mi powtarzala: 'maksiu, badz grzecznym kotkiem,
          bo odrodzisz sie czlowiekiem'
      • wujcio-szpikulec Re: Polityczna poprawność 08.12.09, 19:24
        Bardzo dobrze napisales!!! Wlasnie wtedy, kiedy Cosby mial
        przemowienie w Detroit, a ja mieszkalem wowczas w Belleville,
        otworzylem TV i na wlasne uszy slyszalem to, co mowil i na wlasne
        oczy widzialem reakcje sali. Tak wlasnie bylo jak piszesz i Cosby
        mial i ma nadal 100% racje. Absolutnie nie przesadzil. Tylko, zeby
        to zrozumiec w pelni, trzeba w USA pomieszkac te chociaz kilkanascie
        lat, a nie wysluchiwac belkoczacy Salon.
      • ank_illa Re: Polityczna poprawność 28.03.11, 02:25
        „[B. Cosby] bezlitośnie zrugał swych czarnoskórych „braci" z murzyńskich
        gett za ich lenistwo, chamstwo, głupotę, narkomanię, alkoholizm, bandytyzm i
        antyfamilijność, mówiąc, że „tych ludzi nic nie usprawiedliwia", gdyż Ameryka
        daje im szczodrze wszelkie szanse nauki i awansu społecznego, lecz oni nie
        chcą tego wykorzystywać, preferując wulgarny „tumiwisizm" bądź działalność
        kryminalną. „ — To są głąby same sobie winne...""
        Taka opinia jest nie tylko bardzo krzywdząca, lecz zupełnie niesłuszna. Czy komuś przyszło do głowy, że Cosby jest ambitny i pracowity, bo urodził się w takiej, a nie innej rodzinie, otrzymał takie, a nie inne wychowanie i miał szczęście chodzić do nienajgorszych szkół? Nie wszystkim dany jest przywilej dobrej edukacji. Twierdzenie, że „Ameryka
        daje im szczodrze wszelkie szanse nauki i awansu społecznego" zakrawa na kpinę: system edukacji publicznej w Stanach należy do najgorszych na świecie. Ucieczki ze szkoły w żaden sposób nie pogorszą sytuacji dziecka, którego nauczyciel przez całą lekcję czyta gazetę, ignorując uczniów - a tak to wygląda w zatrważająco wielu szkołach w USA (polecam dokument „Waiting for Superman").
        Budujemy społeczeństwa, w których kopie się leżącego: pewnym grupom w sposób jawny lub ukryty, zamierzony lub nie, utrudnia się rozwój, pracę, karierę, życie, żeby następnie obwiniać właśnie członków tych grup lub ich geny. To absurd, w który może wierzyć tylko człowiek z klapkami na oczach (bądź chomątem uciskającym mózg). Tzw. „równe szanse" to - z różnych względów - mit. I pozostanie mitem, dopóki będziemy w niego wierzyć.
    • nikodem_73 Kiedy blondynka traci rozum 08.12.09, 18:52
      Taki długi tekst udowadniający coś oczywistego.

      Oczywistego, jeśli weźmie się pod uwagę jeden postulat - "mężczyźni nie są
      lepsi - są bardziej".

      "Statystyczna" kobieta będzie miała lepsze wyniki ze wszystkiego i w każdej
      dziedzinie od "statystycznego" mężczyzny. Więcej kobiet studiuje, więcej
      kończy studia, ich średnia ocen jest wyższa, powodują mniej wypadków na
      drodze, sumienniej wykonują obowiązki, etc. etc.

      I naturalnie na podstawie takich danych można stawiać tezę, że fakt, iż wśród
      ścisłej czołówki dowolnej dziedziny kobiety stanowią mniejszość to
      wynik jakowegoś spisku, tudzież innej dyskryminacji płciowej.

      Spisek, czy dyskryminację jednakże da się wykluczyć jeśli te same dane
      przeanalizuje się biorąc pod uwagę fakt, że kobiety są biologicznie
      ukierunkowane bardziej na współpracę niż na współzawodnictwo (testosteron).

      Nie znaczy to, że są gorsze. Są po prostu inne niż mężczyźni.

      Jeśli by umiejętności kobiet i mężczyzn rozpisać w krzywe dzwonowe dałoby się
      zauważyć, że ta "męska" jest po prostu bardziej "płaska" - tam gdzie u kobiet
      ilość wystąpień spada do zera, u mężczyzn nadal istnieje. I stąd to wszystko.

      Dlatego to mężczyźni dominują w rajdach samochodowych, think-tankach, czy
      zawodach szachowych. I dlatego też mężczyźni dominują jako seryjni mordercy,
      złodzieje i członkowie zorganizowanej przestępczości. Nie jesteśmy "lepsi" od
      kobiet. Jesteśmy "bardziej".

      Jednym z głupszych postulatów współczesnego feminizmu jest "kobiety są takie
      same jak mężczyźni". Nie są. Są (czy raczej powinny być) równe wobec prawa,
      ale nie są takie same. Równie dobrze można twierdzić, że "wysocy są
      tacy sami jak niscy".

      --
      ... i owoc żywota Twojego je ZUS
      • trans.sib Re: Kiedy blondynka traci rozum 08.12.09, 22:13
        > "Statystyczna" kobieta będzie miała lepsze wyniki ze wszystkiego i
        w każdej
        > dziedzinie od "statystycznego" mężczyzny.

        Tyle, że to wcale nieprawda :) Wszystkie badania, które mierzyły
        inteligencję w populacji (gdy "polityczna poprawność" jeszcze nie
        przybrała swoich obecnych, wypaczających logikę rozmiarów), mierzące
        średnią, dają mężczyznom 3-5 pkt. IQ więcej, ale najistotniejsza jest
        wariancja, która jasno odpowiada na pytanie dlaczego prawie wszyscy
        profesorowie nauk ścisłych to mężczyźni. Co najśmieszniejsze, autorka
        też musi o tym doskonale wiedzieć, bo we fragmencie o średnich IQ
        majaczy nieśmiale o nieistotności różnicach (gdyby wynik był po myśli
        ograniczonych kobiet, to zgodnie z retoryką autorki, byśmy czytali o
        wyraźnie lepszych kobietach).
        Tyle, że nadzwyczaj rozwinięte mózgi feministek, zmierzone wzdłuż i
        wszerz, nie są przystosowane do logicznych procesów myślowych, a tym
        bardziej do zagłębienia się w chociaż podstawy statystyki. A
        przydałoby się przed napisaniem kolejnego podobnego artykułu, żeby
        chociaż manipulacje były trochę bardziej ukryte...
        • bene_gesserit Re: Kiedy blondynka traci rozum 09.12.09, 14:06
          Strasznie mi przykro, ze urodziła cie ograniczona kobieta, tzn ze
          twoja matką nie jest inteligentniejszy o srednio 3-5 pkt
          statystyczny mężczyzna.

          Zgłosiles juz pretensje do mamusi? Bo jak znam madre matki, odeśle
          cie do jakiegos tresciwego artykulu o pułapkach wnioskowania
          statystycznego.

          --
          good girl
      • frog1 Re: Kiedy blondynka traci rozum 09.12.09, 00:06
        No i co z tego wynika? Chyba nie wniosek, że dziewczyny trzeba od dzieciństwa
        dołować i wmawiać im, że z racji płci nie nadają się do nauk ścisłych (znam z
        własnego doświadczenia: mój ojciec miał pod tym względem wyjątkową obsesję). Na
        większość stanowisk wcale nie potrzeba geniuszy, tylko solidnych fachowców.
      • bene_gesserit Re: Kiedy blondynka traci rozum 09.12.09, 14:03
        nikodem_73 napisał:

        > Taki długi tekst udowadniający coś oczywistego.
        >
        > Oczywistego, jeśli weźmie się pod uwagę jeden postulat -
        "mężczyźni nie są
        > lepsi - są bardziej".
        >
        > "Statystyczna" kobieta będzie miała lepsze wyniki ze wszystkiego
        i w każdej
        > dziedzinie od "statystycznego" mężczyzny. Więcej kobiet studiuje,
        więcej
        > kończy studia, ich średnia ocen jest wyższa, powodują mniej
        wypadków na
        > drodze, sumienniej wykonują obowiązki, etc. etc.
        >
        > I naturalnie na podstawie takich danych można stawiać tezę, że
        fakt, iż wśród
        > ścisłej czołówki dowolnej dziedziny kobiety stanowią
        mniejszość to
        > wynik jakowegoś spisku, tudzież innej dyskryminacji płciowej.
        >
        > Spisek, czy dyskryminację jednakże da się wykluczyć jeśli te
        same dane

        > przeanalizuje się biorąc pod uwagę fakt, że kobiety są
        biologicznie

        > ukierunkowane bardziej na współpracę niż na współzawodnictwo
        (testosteron).
        >
        > Nie znaczy to, że są gorsze. Są po prostu inne niż
        mężczyźni.

        Niebo jest niebieskie, a trawa jest zielona. Ziemia krąży wokol
        Slonca, a nie na odwrot :)))

        Pewnie, ze jestesmy inne. I chodzi o to, zeby nas bylo wiecej tam,
        gdzie sie decyduje o losach ludzi - w polityce, zarzadach firm itd -
        zeby tam wprowadzic lekko inny klimat.

        > Jednym z głupszych postulatów współczesnego feminizmu
        jest "kobiety są takie
        > same jak mężczyźni". Nie są.

        Mozesz powiedziec, skad przekonanie, ze to 'postulat wspolczesnego
        feminizmu'? Jakis nie wyrwany z kontekstu cytat z jakiejs
        feministycznej biblii najlepiej gdybys byl laskaw podac jako dowod.
        Inaczej pomysle, ze sobie to wymysliles, tzn ze stawiasz w tej
        dyskusji jakies sterotypowe wydumanie w randze argumentu.

        Golym okiem ;) widac, ze jestesmy inni. Gdybysmy byli tacy sami, to
        nie byloby mężczyzn ani kobiet. Jedną z podwalin wspolczesnego
        feminizmu jest postulat 'rowna wartosc tego, co różne'.


        --
        Drożdże powstają z pączkowania. Dlatego najwięcej jest ich w
        cukierniach.
          • phhappy Re: To sie bardzo mylisz... 10.12.09, 02:09
            W czym się mylę, chyba nie w tym, gdyż jak mi się zdaję mówisz tu o konstrukcji
            innej matematyki - nie opartej na skończonej liczbie aksjomatów(są próby
            konstrukcji takich matematyk<tudzież algebr> - wspominał nam o tym dr Koźniewski
            na ćwiczeniach z GALu). Może posłużenie się niezdefiniowanym słowem "nauka
            ścisła" było nadużyciem, gdyż chodziło mi o system formalny. Hilbertowski
            formalizm matematyki został obalony przez Godla w latach '30 ubiegłego wieku,
            ciekawym przykładem jest niezależność hipotezy continuum od aksjomatów teorii
            mnogości.
            Piotr
            (Jeszcze mało wiedzący studencina matematyki mimUW)
      • merigold44 Re: Biologia nie jest nauką ścisłą! 19.12.09, 09:24
        jak to nie? Jeżeli uważasz iż humanista zoptymalizowałby reakcję PCR,
        podjął się sekwencjonowania genomu, albo z innej działki opisał reakcje
        enzymatyczne/biochemiczne/biofizyczne zachodzące w żywych organizmach
        to gratuluję pojęcia o biologii jako nauce "nie ścisłej". Chyba, że
        masz na myśli naukę o przyrodzie jako przedmiot w nauczaniu
        początkowym. W późniejszym trybie pojawiają się: biofizyka, biochemia,
        genetyka czy biologia molekularna.
    • masher to proste 08.12.09, 21:22
      "Za to mężczyźni mają w mózgu większą liczbę ośrodków orientacji
      przestrzennej, dlatego lepiej czytają mapy i bezbłędnie parkują tyłem"

      - i wlasnie o to chodzi! matematyka to wlasnie orientacja przestrzenna,
      kojarzenie przestrzenne, lepsze postrzeganie figur, logiczne postrzeganie
      roznic, szybkie kojarzenie faktow i rozwiazywanie problemow ktore wlasnie
      rozwija sie dzieki wlasnie stereometrii!

      kolejny cytat:
      " Kobiety mają grubsze spoiwo wielkie między lewą (logiczną) i prawą
      (emocjonalno-wyobrażeniowo--twórczą) półkulą mózgu, stąd większa u nich
      podzielność uwagi, są bardziej spostrzegawcze, szybciej ogarniają całość
      zagadnienia
      - mówi dr Hanna Hammer z warszawskiej Szkoły Wyższej
      Psychologii Społecznej. Według Hammer lepsze połączenie między obydwiema
      półkulami sprawia też, że emocje częściej nakładają się paniom na fakty."

      i tu jest takze pies pogrzebany, bo zobaczyc ogol to nie wglebic sie w
      szczegol. takze takie nalozenie emocjonalne, nie przeklada sie na
      predyspozycji w logice. i wlasnie z tym wiele kobiet ma duze problemy. stad
      wlasnie wybieraja bardziej pamieciowe rzeczy, gdzie mozna zapoznac sie z jakas
      wiedza i jej uzywac a nie tworzyc cos nowego czy wgryzac sie w szczegoly i cos
      dalej z tym robic.

      niestety, mezczyzni zawsze byli bardziej tworczy, tysiace lat to wlasnie
      wytwor meskiej wizji i kreatywnosci. ktos powie, jak to kobiety byly
      tlamszone... odpowiedz jest prosta- gdyby mialy czym sie pochwalic i cos
      chcialy wniesc to by to zrobily, wrecz przejmujac wodzaca funkcje w tworzeniu
      swiata. kilka kobiet w historii swiata sie zapisalo, mialy co przekazac to sie
      wpisaly i nie pieprzyly ze cos im ktos zabranial czy opowiadal glupie
      kawaly... robily swoje tak jak kazdy facet ktory ma cos do zrobienia. mozna?
      mozna, tylko trzeba chciec i miec co pokazac. a takie pieprzenie ze byly
      tlamszone czy cos w ten desen jest zwyklym pieprzeniem seksistowskim. rownosc
      mowi jasno- masz co pokazac to stawaj i walcz o swoje. nie chcesz to nie
      pie...snujac bajki o tym jak ci zle i ciezko. masz babo taki sam leb i dwie
      rece i dwie nogi jak kazdy facet, zakasac rekawy i zapie...c walczac o
      swoje. ale nie ryjem i biadoleniem a ciezka praca!

      jeszcze jedno- nauczyc sie czegos do jakiegos poziomu moze doslownie kazdy,
      nawet debila mozna nauczyc wielu rzeczy. sek w tym, ze kobiet matematykow jest
      watly promil w stosunku do facetow. a tych wibitnych mozna liczyc na palcach
      jednej reki. i co dziwne min 2 mialy swoj wklad wlasnie w czasach gdzie ponoc
      najbardziej spychano kobiety... wiec moze jednak tak zle nimi bylo skoro sie
      przebily w tlumie. czemu sie im udalo? BO MIALY CO PRZEKAZAC i jaja aby to
      zrobic. wiec jesli ilosc tych wybitnych nie swiadczy o predyspozycjach to nie
      wiem co moze swiadczyc... bo napewno nie moze to ze nauczymy stado malp
      dodawac i odejmowac na jakims poziomie.

      na koniec- przykro mi, fakty sa nieublagalne, to mezczyzni sa bardziej tworczy
      w wielu dziedzinach. czemu? bo im zalezy i maja co pokazac, w matematyce i
      fizyce w szczegolnosci.
      --
      czasem bywam tu i tam ;)
      • zmijewska Re: to proste 08.12.09, 22:41

        pierdu, pierdu, twórczym będzie każda jednostka ktora jest z siebie zadowolona i
        odpowiednio zmotywowana.
        Wobec Kobiet społeczeństwo ma inne oczekiwania, i często nie mogą się otworzyć
        twórczo a co najwazniejsze uwierzyć w siebie.
        Pamiętam jak mnie gnebiono w średniej szkole że nie byłam taką dobrze ułożoną
        panienką, do chłopaków był inny stostunek, motywowano ich, uaktywniano etc.

        Tych interpretacji czytałam tysiące, że taka a taka budowa to
        to it to. Jedne pisałały że kobiety myslą bardziej logicznie i są bardziej
        analityczne , a mężczyźni bardziej globalnie. Do wyboru, do koloru. Także mam
        gdzieś te "mądrości" bo one kompletnie nic nie wnoszą, motywacja i podejście to
        jest wszystko. Obejrzyj sobie
        film "What the bleep do we know" , jest tam między innymi o tym jak myśl może
        zmienić dosłownie wszystko, człowiek często zamyka się w swojej sieci neuronowej
        i działa jak maszyna utartymi schematami,
        a zresza nie chce mi się o tym pisać, Polacy to rzeczywiście durnowaty i
        szowinistyczny naród.

        Apropos matematyki to było trochę tam kobiet oprócz Kowalewskiej Ale chyba tylko
        kretyn może brać w o ogóle pod uwagę cały okres do powiedzmy lat
        siedemdziesiatych ubiegłego wieku jako dowód na większą tworczość mężczyzn.


        masher napisał:

        > "Za to mężczyźni mają w mózgu większą liczbę ośrodków orientacji
        > przestrzennej, dlatego lepiej czytają mapy i bezbłędnie parkują tyłem"
        >
        > - i wlasnie o to chodzi! matematyka to wlasnie orientacja przestrzenna,
        > kojarzenie przestrzenne, lepsze postrzeganie figur, logiczne postrzeganie
        > roznic, szybkie kojarzenie faktow i rozwiazywanie problemow ktore wlasnie
        > rozwija sie dzieki wlasnie stereometrii!
        >
        > kolejny cytat:
        > " Kobiety mają grubsze spoiwo wielkie między lewą (logiczną) i prawą
        > (emocjonalno-wyobrażeniowo--twórczą) półkulą mózgu, stąd większa u nich
        > podzielność uwagi, są bardziej spostrzegawcze, szybciej ogarniają całość
        > zagadnienia
        - mówi dr Hanna Hammer z warszawskiej Szkoły Wyższej
        > Psychologii Społecznej. Według Hammer lepsze połączenie między obydwiema
        > półkulami sprawia też, że emocje częściej nakładają się paniom na fakty.
        > "
        >
        > i tu jest takze pies pogrzebany, bo zobaczyc ogol to nie wglebic sie w
        > szczegol. takze takie nalozenie emocjonalne, nie przeklada sie na
        > predyspozycji w logice. i wlasnie z tym wiele kobiet ma duze problemy. stad
        > wlasnie wybieraja bardziej pamieciowe rzeczy, gdzie mozna zapoznac sie z jakas
        > wiedza i jej uzywac a nie tworzyc cos nowego czy wgryzac sie w szczegoly i cos
        > dalej z tym robic.
        >
        > niestety, mezczyzni zawsze byli bardziej tworczy, tysiace lat to wlasnie
        > wytwor meskiej wizji i kreatywnosci. ktos powie, jak to kobiety byly
        > tlamszone... odpowiedz jest prosta- gdyby mialy czym sie pochwalic i cos
        > chcialy wniesc to by to zrobily, wrecz przejmujac wodzaca funkcje w tworzeniu
        > swiata. kilka kobiet w historii swiata sie zapisalo, mialy co przekazac to sie
        > wpisaly i nie pieprzyly ze cos im ktos zabranial czy opowiadal glupie
        > kawaly... robily swoje tak jak kazdy facet ktory ma cos do zrobienia. mozna?
        > mozna, tylko trzeba chciec i miec co pokazac. a takie pieprzenie ze byly
        > tlamszone czy cos w ten desen jest zwyklym pieprzeniem seksistowskim. rownosc
        > mowi jasno- masz co pokazac to stawaj i walcz o swoje. nie chcesz to nie
        > pie...snujac bajki o tym jak ci zle i ciezko. masz babo taki sam leb i dwie
        > rece i dwie nogi jak kazdy facet, zakasac rekawy i zapie...c walczac o
        > swoje. ale nie ryjem i biadoleniem a ciezka praca!
        >
        > jeszcze jedno- nauczyc sie czegos do jakiegos poziomu moze doslownie kazdy,
        > nawet debila mozna nauczyc wielu rzeczy. sek w tym, ze kobiet matematykow jest
        > watly promil w stosunku do facetow. a tych wibitnych mozna liczyc na palcach
        > jednej reki. i co dziwne min 2 mialy swoj wklad wlasnie w czasach gdzie ponoc
        > najbardziej spychano kobiety... wiec moze jednak tak zle nimi bylo skoro sie
        > przebily w tlumie. czemu sie im udalo? BO MIALY CO PRZEKAZAC i jaja aby to
        > zrobic. wiec jesli ilosc tych wybitnych nie swiadczy o predyspozycjach to nie
        > wiem co moze swiadczyc... bo napewno nie moze to ze nauczymy stado malp
        > dodawac i odejmowac na jakims poziomie.
        >
        > na koniec- przykro mi, fakty sa nieublagalne, to mezczyzni sa bardziej tworczy
        > w wielu dziedzinach. czemu? bo im zalezy i maja co pokazac, w matematyce i
        > fizyce w szczegolnosci.
        • masher Re: to proste 08.12.09, 23:14
          no coz, to moze wez sobie przesledz cala historie matematyki i wylicz matematkow
          facetow i kobiety. a obok nazwisk przypisz autorski wklad w dany temat.
          zobaczysz nawet to ze w przypadkach gdy kobiety juz sie zapisaly w historii
          matematyki sa glownie osobami ktore pomagaly w danym temacie lub tez cos
          rozwijaly co juz ktos wymyslil.
          niestety ale kobiet na poziomie banacha w matematyce nie bylo i raczej nie
          bedzie. wynalazcow kobiet tez mozesz policzyc na palcach jednej reki :]
          niestety, mysl techniczna, logika/matematyka to nie domena kobiet. tak bylo jest
          i bedzie. a poprawnosc polityczna... coz, ktos znalazl temat do trzepania kasy
          albo wybicia sie krzykliwym haselkiem i dojenia zidiocialego pospolstwa ktore
          lyknie wszystko.

          a jesli calosciowy obraz matematykow ci nie daje jakiegos realnego obrazu to
          przejdz sie na byle uniwerek czy politechnike na ktorym jest wydzial
          matematyczny. jesli znajdziesz dwoch wykladowcow kobiety to bedziesz miala
          ogromne szczescie. na 50-100 to chyba raczej niski procent, nie sadzisz? ale
          tobie to niczego nie pokazuje.

          oczywiscie zgadzam sie z tym, ze myslenie pomaga kreowac swoje dzialania. ale
          aby cos zrobic przynajmiej trzeba chciec i miec jaja aby wystapic przed szereg a
          nie byc bezwolnym odtworczym cielakiem :]
          --
          czasem bywam tu i tam ;)
          • zmijewska Re: to proste 09.12.09, 00:22
            To tylko kwestia czasu, spoleczenstwo ewoluje, w przeciwienstwie do ciebie,na
            swiecie jest pelno dobrych matematyczek, spojrz na
            zwyciezcow olimpiad, jestem po politechnice i uniwerku (informatyka)
            pełno było wykładowcow kobiet,, Zyjesz w jakim urojonym swiecie. Zaloze ze się
            ze jestem pewnie bezmyslną papugą powielajacym pogladym niejakiego JKM.

            MAtematyczki prosze bardzo: www.agnesscott.edu/lriddle/WOMEN/alpha.htm

            i to o dziwo w okresie kiedy kobiety były w ogole pozbawione prawa do
            kształcenia. Jestes skonczonym idiota, jest pelno wynalazkow stworzonych przez
            kobiety, tysiace, spojrz tez na noblistow z tego roku. Teraz nie ma nazwisk
            obrosnietych slawą jak kiedys, pracuje sie w zespolach, gdzie jest pełno
            tworczych i mądrych kobiet.

            Mimo tej calej poprawnosci politycznej w US, zawsze ktoś chce mi opowiedziec
            żart o Polakach (jacy sa głupi), ja im zawsze odpowiadam, to o facetach, Polki
            sa madre, Maria Curie była Polką,natomiast o Banachu napewno nikt nie słyszał..


            • rumcajs68 Re: to proste 09.12.09, 00:39
              zmijewska napisała:

              > To tylko kwestia czasu, spoleczenstwo ewoluje, w przeciwienstwie do ciebie,na
              > swiecie jest pelno dobrych matematyczek, spojrz na
              > zwyciezcow olimpiad, jestem po politechnice i uniwerku (informatyka)
              > pełno było wykładowcow kobiet,, Zyjesz w jakim urojonym swiecie. Zaloze ze się
              > ze jestem pewnie bezmyslną papugą powielajacym pogladym niejakiego JKM.

              Jest bardzo mało prawdopodobne, że ewolucja społeczeństwa pójdzie w kierunku, o którym piszesz. Kobiety nie mają specjalnie interesu w robieniu kariery zawodowej, za to bardzo im się opłaci dbać o wygląd i rodzinę. To są bardzo silne uwarunkowania biologiczne, praktycznie nie do przeskoczenia. Ja prognozuję inny kierunek - otóż po chwilowych zawirowaniach kulturowych kobiety wrócą do swojej dawnej roli. Kiedy już dostaną wolność życiowego wyboru, same i z własnej woli dojdą do przekonania, że jednak robienie kariery zawodowej nie za bardzo je bawi (a co próbuje im wpoić do głów pewna niezbyt liczna grupa kobiet, czyli wojujące feministki) i - mówiąc kolokwialnie - wrócą do garów.


              > Mimo tej calej poprawnosci politycznej w US, zawsze ktoś chce mi opowiedziec
              > żart o Polakach (jacy sa głupi), ja im zawsze odpowiadam, to o facetach, Polki
              > sa madre, Maria Curie była Polką,natomiast o Banachu napewno nikt nie słyszał..

              Niech zgadnę: śmieją się z niego tylko kobiety...

              • bene_gesserit Re: to proste 09.12.09, 14:17
                rumcajs68 napisał:

                > Jest bardzo mało prawdopodobne, że ewolucja społeczeństwa pójdzie
                w kierunku, o
                > którym piszesz. Kobiety nie mają specjalnie interesu w robieniu
                kariery zawodo
                > wej, za to bardzo im się opłaci dbać o wygląd i rodzinę. To są
                bardzo silne uwa
                > runkowania biologiczne, praktycznie nie do przeskoczenia.

                To ciekawe.
                Czemu wiec w krajach, w ktorych kobiety spolecznie maja wybor
                (rozwiniete kraje europejskie, USA) rodzi się coraz mniej dzieci?
                Czemu w Polsce od lat jest ujemny przyrost naturalny? Praktycznie
                cos tutaj zostało przeskoczone chyba ;)

                > Ja prognozuję inny ki
                > erunek -

                Na jakiej podstawie? Jesli wrozysz z fusow z kawy, to pozwol, ze ci
                nie uwierzę.

                otóż po chwilowych zawirowaniach kulturowych kobiety wrócą do
                swojej d
                > awnej roli. Kiedy już dostaną wolność życiowego wyboru, same i z
                własnej woli d
                > ojdą do przekonania, że jednak robienie kariery zawodowej nie za
                bardzo je bawi
                > (a co próbuje im wpoić do głów pewna niezbyt liczna grupa kobiet,
                czyli wojują
                > ce feministki) i - mówiąc kolokwialnie - wrócą do garów.

                Ja ze swoich fusow wroze inna przyszlosc - ze wybor 'gary albo
                praca' w przyszlosci bedzie dotyczyl obu płci. Wszystko bowiem
                zmierza wlasnie w tym kierunku. Min dlatego, ze chce tego nie tylko
                grupka feministek, ale coraz wieksza populacja kobiet. Oczywiscie -
                latwiej wierzyc, ze kobiety nie chca tego 'same z siebie', ale
                zostaly podstepnie zmanipulowane przez jakies agresywne baby, ale
                ta mizoginistyczna hipoteza brzmi cokolwiek naiwnie.


                -- Drożdże powstają z pączkowania. Dlatego najwięcej jest ich w
                cukierniach.
            • masher Re: to proste 09.12.09, 01:53
              no coz, jesli ktos nie slyszal o banachu to jest wlasnie skonczonym imbecylem.
              dla twojej informacji, to jest jedyny tak naprawde polak ktoremu stawia sie
              pomniki za wklad w tworzenie matematyki. i pomimo ze smierc na skutek raka
              uniemozliwila mu kontynuowane kariery i moze wyjazd do stanow, gdzie probowano
              po wojnie zebrac najtezsze glowy nauki w tym przede wszystkim tworce lwowskiej
              szkoly matematycznej- banacha, to wlasnie tam ceni sie jego szkole matematyki
              oraz jego KOLOSALNY wklad w matematyke i za to wlasnie stawia owe pomniki. to
              wlasnie obraz twojego wyksztalcenia- bieda ze az piszczy.

              i jeszcze jedno, obraz kultury takze pokazalas, dno >>"Jestes skonczonym idiota"

              odnosnie tych wynalazkow... to moze jakies przytoczysz? bo jak na chwile obecna
              to nawet stanik wymyslil wam facet. praktycznie kazda rzecz ktorej uzywasz to
              wynalazki facetow, wlacznie z kolem i tym ze wiesz ze ziemia nie jest plaska.
              ale co ja tam wiem, jestem tylko durnym matematykiem.


              --
              czasem bywam tu i tam ;)
          • bene_gesserit Prześledzsobiie, maszer 09.12.09, 14:10
            masher napisał:

            > no coz, to moze wez sobie przesledz cala historie matematyki i
            wylicz matematko
            > w
            > facetow i kobiety. a obok nazwisk przypisz autorski wklad w dany
            temat.
            > zobaczysz nawet to ze w przypadkach gdy kobiety juz sie zapisaly
            w historii
            > matematyki sa glownie osobami ktore pomagaly w danym temacie lub
            tez cos
            > rozwijaly co juz ktos wymyslil.
            > niestety ale kobiet na poziomie banacha w matematyce nie bylo i
            raczej nie
            > bedzie. wynalazcow kobiet tez mozesz policzyc na palcach jednej
            reki :]
            > niestety, mysl techniczna, logika/matematyka to nie domena
            kobiet. tak bylo jes
            > t
            > i bedzie. a poprawnosc polityczna... coz, ktos znalazl temat do
            trzepania kasy
            > albo wybicia sie krzykliwym haselkiem i dojenia zidiocialego
            pospolstwa ktore
            > lyknie wszystko.
            >
            > a jesli calosciowy obraz matematykow ci nie daje jakiegos
            realnego obrazu to
            > przejdz sie na byle uniwerek czy politechnike na ktorym jest
            wydzial
            > matematyczny. jesli znajdziesz dwoch wykladowcow kobiety to
            bedziesz miala
            > ogromne szczescie. na 50-100 to chyba raczej niski procent, nie
            sadzisz? ale
            > tobie to niczego nie pokazuje.

            Historie wszelkich nauk i zastanow sie, czemu tak malo wsrod
            wybitnych Polaków.
            Sa Amerykanie, Brytyjczycy, Żydzi, Japonczycy, Francuzi, Niemcy,
            wielkie dokonania mają też np Chinczycy czy Hindusi - a Polakow
            kilku, z Curie-Sklodowska na czele. Pokombinuj - moze my, jako
            nacja, mamy jakis gen nieudacznictwa? Patologicznej glupoty? Moze
            jestesmy po prostu gorsi, za głupi?

            Pomyśl, cielaczku.


            --
            mirabelek po prostu nie ma, sa zmyslone.
            • masher Re: Prześledzsobiie, maszer 09.12.09, 21:34
              wybacz ale musze stwierdziec, ze ty jednak jestes tak sama z siebie glupia, nie
              udajesz. dla ciebie istnieje ta sklodowska. wybacz, zjawisko promieniotworczosci
              odkryl Henrie Becquerel, pierwsze badania nad uzywaniem radiacji glownie przy
              wspoludziale meza... nic nowego tak naprawde nie odkryla, odtworcze i rozwijanie
              tego co juz ktos wymyslil. a przepraszam, jeszcze wydzielenie czystego radu, za
              co dostala nobla z chemii. problem w tym, ze na to wpadli oboje w badanach nad
              tym co juz wynalazl Becquerel a ona jedynie kontynuowala w imie pamici meza,
              dosc skutecznie, to co oboje zaczeli. fakt faktem ze jako jedyna kobieta
              otrzymala dwa noble w roznych dziedzinach i tym sie wlasnie jedynie wyroznia.

              nie masz bladego pojecia kim byl Banach- tworca wielu dziedzin nowoczesnej
              matematyki i narzedzi dla fizykow. nie mamy o czym nawet rozmawiac, ameba by
              szybciej przyswoila fakty. pech chce ze matematycy nie maja szans na nobla. a o
              polski wklad w nauke i mysl technicza sie nie martw, mamy sie bardzo dobrze na
              tle innych krajow. przynajmiej nie kradniemy innym wynalazkow i nie podpisujemy
              sie pod nimi swoimi nazwiskami. przytocze tylko dwie postacie ktorym odebrano
              wynalazki i tym samym wpisy w historii- tesla ktorego wycyckano na starcie i
              gdyby nie pozniejsze wynalazki... i prawdziwy wynalazca radia, niestety rusek
              wiec zle by to wygladalo w swiecie gdzie wodzaca role mial miec zachod...
              --
              czasem bywam tu i tam ;)
        • trans.sib Re: to proste 08.12.09, 23:17
          > Pamiętam jak mnie gnebiono w średniej szkole że nie byłam taką
          dobrze ułożoną
          > panienką, do chłopaków był inny stostunek, motywowano ich,
          uaktywniano etc.

          A właśnie, że system edukacyjny dyskryminuje chłopców, tylko ty tego
          nie chciałaś zauważyć. System premiuje biernych, miernych ale
          wiernych, stąd grzeczne dziewczynki mają znacznie lepsze oceny od
          niegrzecznych chłopców (w sumie jeśli byłaś niegrzeczną dziewczynką
          to również tego doświadczyłaś, ale nie wiem skąd w tobie się wzięło
          przekonanie że koledzy mieli lepiej). Gdy porównamy wartości średnich
          ocen przyznawanych przez nauczycieli w szkole i wyniki z egzaminów,
          gdzie punkty przyznawane są bardziej arbitralnie, to staje się
          faktem, że sytuacja o której wspomniałem jest rzeczywiście istotnym
          problemem edukacji. Przy czym w sfeminizowanej edukacji jest to
          praktycznie temat tabu.

          Jest jeszcze jedno pole. Niezrozumienie męskiego typu dorastania,
          gdzie nauczycielki i system zupełnie nie przewidują miejsca dla
          kanalizacji agresji, która jest wręcz zbrodnią w ustalonym systemie.
          A przecież starcia, w tym siłowe są naturalnym elementem dojrzewania
          chłopca, który ma silne, naturalne potrzeby akcentowania swojej
          niezależności, które przecież procentują nauką pewnych kompetencji,
          których nie da się wyłożyć poprzez lekcje, kursy, korepetycje. Mówię
          tu o kompetencjach społecznych rządzących w grupie:
          współzawodnictwie, odnoszeniu sukcesu i radzenia sobie z porażką.
          Niestety dla sfeminizowanego systemu edukacji są to elementy wręcz
          odrażające, należące do przeszłego świata barbarzyństwa.

          Emocjonalne kobiety zaraz pewnie odezwą się w swoim przewidywalnym
          stylu, ale kilka klasowych chłopczyc :) którym męskie gangi pasowały,
          pewnie zgodzi się z tezą o "biernej, miernej (właściwie raczej
          średniej) ale wiernej uczennicy".
          • frog1 Re: to proste 08.12.09, 23:59
            W dawnej szkole przeciętny chłopak nawet nie próbował rozrabiać - panowała
            żelazna dyscyplina, stosowano kary cielesne, a za niesubordynację ucznia po
            prostu wyrzucano.
            Dziecięce wygłupy, które znamy choćby z literatury, odbywały się po lekcjach
            (jeśli w szkole, to już w ramach wyjątkowego zuchwalstwa i "hardkoru").
          • zmijewska Re: to proste 09.12.09, 00:11

            Po pierwsze problem twoj polega ze nie traktujesz z załozenia
            kobiet jako ludzi. Dla ciebie "bierna, mierna" ,jest kwintensencja
            kobiecosci. A to jest wrecz przeciwnie, to jest jej odczłowieczenie.

            Jako gatunek ludzki i w ogole w przyrodzie wszędzie panuje rywalizacja, agresja,
            chęć bycia zauwazonymj i wyróznionym.

            Cale szczescie mieszkam w US, gdzie dziewczyny grają w nogę (ile ja się
            nasłuchałam że to nie wypada etc) i rywalizują, mają własne zdanie i o wiele
            lżej traktują sprawy "sercowe" niż ich matki.

            To że przypisujesz te "fajne" sprawy chłopakom a kobiety spychasz na margines i
            traktujesz jako malpki uczace się wszystkiego bezmyslnie na pamięc, powoduje ze
            nawet nie chce mi sie klepac w klawiature, bo to jest mało twórcze juz w tym
            momencie, wracam do swoich tworczy zajec (komponenty do swojego systemu CMS)


            trans.sib napisał:

            > > Pamiętam jak mnie gnebiono w średniej szkole że nie byłam taką
            > dobrze ułożoną
            > > panienką, do chłopaków był inny stostunek, motywowano ich,
            > uaktywniano etc.
            >
            > A właśnie, że system edukacyjny dyskryminuje chłopców, tylko ty tego
            > nie chciałaś zauważyć. System premiuje biernych, miernych ale
            > wiernych, stąd grzeczne dziewczynki mają znacznie lepsze oceny od
            > niegrzecznych chłopców (w sumie jeśli byłaś niegrzeczną dziewczynką
            > to również tego doświadczyłaś, ale nie wiem skąd w tobie się wzięło
            > przekonanie że koledzy mieli lepiej). Gdy porównamy wartości średnich
            > ocen przyznawanych przez nauczycieli w szkole i wyniki z egzaminów,
            > gdzie punkty przyznawane są bardziej arbitralnie, to staje się
            > faktem, że sytuacja o której wspomniałem jest rzeczywiście istotnym
            > problemem edukacji. Przy czym w sfeminizowanej edukacji jest to
            > praktycznie temat tabu.
            >
            > Jest jeszcze jedno pole. Niezrozumienie męskiego typu dorastania,
            > gdzie nauczycielki i system zupełnie nie przewidują miejsca dla
            > kanalizacji agresji, która jest wręcz zbrodnią w ustalonym systemie.
            > A przecież starcia, w tym siłowe są naturalnym elementem dojrzewania
            > chłopca, który ma silne, naturalne potrzeby akcentowania swojej
            > niezależności, które przecież procentują nauką pewnych kompetencji,
            > których nie da się wyłożyć poprzez lekcje, kursy, korepetycje. Mówię
            > tu o kompetencjach społecznych rządzących w grupie:
            > współzawodnictwie, odnoszeniu sukcesu i radzenia sobie z porażką.
            > Niestety dla sfeminizowanego systemu edukacji są to elementy wręcz
            > odrażające, należące do przeszłego świata barbarzyństwa.
            >
            > Emocjonalne kobiety zaraz pewnie odezwą się w swoim przewidywalnym
            > stylu, ale kilka klasowych chłopczyc :) którym męskie gangi pasowały,
            > pewnie zgodzi się z tezą o "biernej, miernej (właściwie raczej
            > średniej) ale wiernej uczennicy".
            • rumcajs68 Re: to proste 09.12.09, 00:53
              zmijewska napisała:

              > Jako gatunek ludzki i w ogole w przyrodzie wszędzie panuje rywalizacja, agresja
              > ,
              > chęć bycia zauwazonymj i wyróznionym.
              >
              > Cale szczescie mieszkam w US, gdzie dziewczyny grają w nogę (ile ja się
              > nasłuchałam że to nie wypada etc) i rywalizują, mają własne zdanie i o wiele
              > lżej traktują sprawy "sercowe" niż ich matki.

              Z tą rywalizacją to w zasadzie bym się zgodził, mylisz się jednakże zasadniczo, jeśli chodzi o różnice rodzajowe w formach rywalizacji. Otóż kobiety też rywalizują ze sobą, ale w inny sposób niż mężczyźni. Robią to, prześcigając się, która będzie ładniejsza, seksowniejsza, obgadując się nawzajem, polując na lepszy (czytaj: z większą kasą) "towar" itp. Ty przyjęłaś męski sposób rywalizacji, zapewne nie zdając sobie sprawy z tego, że pociąga to za sobą utratę wielu cech kobiecych. A chyba nie muszę tłumaczyć, że tylko pewna specyficzna, wąska grupa mężczyzn preferuje partnera życiowego z cechami homo.
              • bene_gesserit Re: to proste 09.12.09, 14:21
                > Z tą rywalizacją to w zasadzie bym się zgodził, mylisz się
                jednakże zasadniczo,
                > jeśli chodzi o różnice rodzajowe w formach rywalizacji. Otóż
                kobiety też rywal
                > izują ze sobą, ale w inny sposób niż mężczyźni. Robią to,
                prześcigając się, któ
                > ra będzie ładniejsza, seksowniejsza, obgadując się nawzajem,
                polując na lepszy
                > (czytaj: z większą kasą) "towar" itp. Ty przyjęłaś męski sposób
                rywalizacji, za
                > pewne nie zdając sobie sprawy z tego, że pociąga to za sobą
                utratę wielu cech k
                > obiecych. A chyba nie muszę tłumaczyć, że tylko pewna
                specyficzna, wąska grupa
                > mężczyzn preferuje partnera życiowego z cechami homo.

                He he he.
                'Jesli chce odniesc sukces, strace kobiecosc'. To stary strach na
                wróble wielu seksistow z Koziej Wolki. Jesli kobiecosc polega
                na 'garach', tępocie umyslowej i posluszenstwie, to - tadam! -
                znakomita wiekszosc kobiet pie... taka kobiecosc. Bedziesz musial
                szukac zony na księzycu :(

                --
                Żona pierze, gotuje, sprząta, robi zakupy i opiekuje się dziećmi,
                mąż wbija gwoździe, pilnuje domostwa przed niedźwiedziami i zombie
                oraz zdobywa żywność na polowaniu.
            • trans.sib Re: to proste 09.12.09, 12:09
              zmijewska napisała:

              >
              > Po pierwsze problem twoj polega ze nie traktujesz z załozenia
              > kobiet jako ludzi.

              Tiaaa, i dziękuje w tym momencie za rozmowę.

              Ochłoń, poluźnij styki między logiczną i emocjonalną częścią mózgu i
              wówczas można wrócić do rozmowy.

              > Dla ciebie "bierna, mierna" ,jest kwintensencja
              > kobiecosci. A to jest wrecz przeciwnie, to jest jej
              odczłowieczenie.

              Nie pisałem ani słowa o kobiecości, ewentualnie o żeńskości (używając
              tego sformułowania zdradziłaś się, że myślisz schematami zbudowanymi
              na oczytaniu w feministycznych broszurkach). Ty nie potrafisz
              przeczytać tych słów bez nacechowania emocjonalnego, które sama nań
              nakładasz w procesie interpretacji. I to jest właśnie problem z
              kobietami.
        • rumcajs68 Re: to proste 09.12.09, 00:29
          zmijewska napisała:

          >
          > pierdu, pierdu, twórczym będzie każda jednostka ktora jest z siebie zadowolona
          > i
          > odpowiednio zmotywowana.
          > Wobec Kobiet społeczeństwo ma inne oczekiwania, i często nie mogą się otworzyć
          > twórczo a co najwazniejsze uwierzyć w siebie.
          > Pamiętam jak mnie gnebiono w średniej szkole że nie byłam taką dobrze ułożoną
          > panienką, do chłopaków był inny stostunek, motywowano ich, uaktywniano etc.

          Właśnie - oczekiwania. Dobrze, że poruszyłaś ten temat. Ciekaw jestem, czy dobrze na tym wyszłaś, że nie spełniałaś tych oczekiwań społecznych, nie dopasowałaś się do kultury? Wyemancypowane kobiety często nawet nie są w stanie przewidzieć, ile na tym stracą. Już chociażby odkładając moment założenia rodziny po to, aby zrobić karierę, tracą najbardziej wartościowy okres rozrodczy. A który mężczyzna później zechce 35-letnią kobietę za żonę? A jak dodać do tego jeszcze brak czasu, żeby zadbać o swój wygląd, utratę wrażliwości, empatyczności w rywalizacyjnym świecie, brak czasu dla swojego mężczyzny, to później nie dziwmy się, skąd się biorą takie sfrustrowane feministki.

          Przyznam szczerze, że nawet przychylałbym się do zdania, iż cel walki feministek jest raczej słuszny (choć metod nie pochwalam), ale co do jednego jestem pewien - każda z tych zaangażowanych kobiet bardzo dużo straci w swoim życiu, walcząc z bardzo silnymi przyzwyczajeniami kulturowymi. Każdej kobiecie, która chciałaby się poświęcić dla tej walki o równouprawnienie kobiet (cokolwiek przez to rozumie), radziłbym się wcześniej porządnie zastanowić, czy to jej się opłaci.
          • masher Re: to proste 09.12.09, 01:59
            rownouprawnienie kobiet? w dzisiejszych czasach trzeba juz chyba raczej walczyc
            o rownouprawnienie mezczyzn. kobiety maja znacznie wieksze prawa gwarantowane
            czesto kosztem mezczyzn. wspomne tylko chora sytuacje facetow w polskich sadach
            rodzinnych gdzie praktycznie sa bez szans w walce o opieke nad dziecmi, a
            nagminnie i bez zadnych zankcji karnych dla matek, gwalcone sa ich prawa do
            odwiedzania dzieci. a to tylko drobna czastka tego jakie prawa maja kobiety i o
            jakich moga snic dzis mezczyzni. wiec jesli ktos mi powie ze warto walczyc o
            rownouprawnienie kobiet to cisnie sie mi na usta 'POBUDKA' ;)
            --
            czasem bywam tu i tam ;)
            • rumcajs68 Re: to proste 09.12.09, 05:33
              masher napisał:

              > rownouprawnienie kobiet? w dzisiejszych czasach trzeba juz chyba raczej walczyc
              > o rownouprawnienie mezczyzn. kobiety maja znacznie wieksze prawa gwarantowane
              > czesto kosztem mezczyzn.

              Oj, i tu będę polemizował. Faktem jest, że przez wiele wieków kobiety miały mniej praw niż mężczyźni i teraz, kiedy następują pod tym względem dość spore zmiany, może się wydawać, że mają ich więcej. Ty podajesz przykłady, kiedy mają więcej praw, a zapominasz o tych sytuacjach, kiedy mają ich mniej. "Równouprawnienie" to może złe słowo, ja bym był bardziej za tym, aby każda płeć mogła jak najbardziej decydować o tym, co chce w życiu robić. Te różnice wyewoluowały spontanicznie, ale bardzo często nic nie stoi na przeszkodzie, aby teraz to zmienić, bez większych szkód ogólnospołecznych. Pewnie będzie i tak, tak jak już napisałem - kobiety zachłysną się tą wolnością (jeśli ją wywalczą), a później i tak wrócą do swoich predyspozycji biologicznych.
            • bene_gesserit Re: to proste 09.12.09, 14:25
              masher napisał:

              > rownouprawnienie kobiet? w dzisiejszych czasach trzeba juz chyba
              raczej walczyc
              > o rownouprawnienie mezczyzn. kobiety maja znacznie wieksze prawa
              gwarantowane
              > czesto kosztem mezczyzn. wspomne tylko chora sytuacje facetow w
              polskich sadach
              > rodzinnych gdzie praktycznie sa bez szans w walce o opieke nad
              dziecmi, a
              > nagminnie i bez zadnych zankcji karnych dla matek, gwalcone sa
              ich prawa do
              > odwiedzania dzieci. a to tylko drobna czastka tego jakie prawa
              maja kobiety i o
              > jakich moga snic dzis mezczyzni. wiec jesli ktos mi powie ze
              warto walczyc o
              > rownouprawnienie kobiet to cisnie sie mi na usta 'POBUDKA' ;)


              Chrzanisz jak potluczony, bez obrazy.

              W polskich sadach weszla w zycie ustawa, wg ktorej sady nie zajmuja
              sie przydzielaniem ktoremukolwiek rodzicowi opieki nad dziecmi.
              Rodzice maja to ustalic miedzy soba i wpisac w umowe rozwodową. Sąd
              ingeruje tylko wtedy, kiedy postanowienia są lamane.

              Zgadnij co - jakos nie zmniejszylo to gwaltownie ilosci
              weekendowych tatusiow, a panstwo nadal musi wyplacac alimenty za
              tych, ktorzy olali wlasne dzieci i zwiali za granice.


              --
              good girl
              • masher Re: to proste 09.12.09, 21:16
                lol i ty wierzysz ze prawa ojcow przez to nie sa lamane? zadna ustawa nic nie
                zmieni bo po prostu sady w polsce sa PRZECIWNE ROLI FACETA W ZYCIU RODZINNYM. i
                kto tu pieprzy jak potluczony? lepiej spojrz w lustro bo nie masz bladego
                pojecia o sytuacji ojcow w polskim sadownictwie rodzinnym. od pie...ietych
                kobiet przeprowadzajacych wywiady rodzinne po notoryczne i bezkarne odbieranie
                kontaktow ojcow z dziecmi przez matki/babcie...

                piszesz ze rodzice maja to ustalic miedzy soba, problem ze prawie nigdy kobieta
                ktora ma lajno we lbie nie ustali z facetem jak to wszystko zrobic aby dziecko
                mimo rozstania mialo dwoje rodzicow. a zazwyczaj wczesniej czy pozniej wynikaja
                problemy i to ojciec jest na przegranej pozycji. spojrz na statystyki
                przyznawania opieki nad dziecmi mezczyznom. i nawet nie sugeruj nawet ze ojcowie
                maja swoje dzieci gdzies...
                ---
                czasem bywam tu i tam ;)
                • kill_bill_vol.2 Re: to proste 18.01.10, 15:12
                  Może zacznę od tego, że nie traktuję poważnie wypowiedzi, która zaczyna się od
                  słowa lol (w 90% to od razu sugeruje, że autorowi nerwy puściły i nie ma
                  argumentów), ma masę błędów ortograficznych, zawiera niechluje słowa i jest
                  obraźliwa (to również sugeruje brak argumentów, a przede wszystkim brak dobrego
                  wychowania).

                  Po drugie piszesz, że to oczywiście zawsze kobieta ma łajno w główce i to zawsze
                  przez nią nie udaje się ustalić z kim będzie dziecko. Więc w swojej wypowiedzi
                  obiektywny nie jesteś.

                  @Rumcajs
                  Obawiam się, że kobiety już nie wrócą do siedzenia w domu. Emancypacja posunęła
                  się za daleko, aby ją zawrócić. Ludzie wiedzą, że posyłając kobiety do
                  sprzątania, gotowania etc. marnuje się olbrzymi potencjał.
      • zulavdh Re: to proste 09.12.09, 08:21
        Kto tym "wybitnym" mężczyznom robi zakupy, gotuje, sprząta,
        wychowuje dzieci itp? Kiedy wybitne kobiety mają czas na własny
        rozwój robiąc wszystkie w/w czynności? Gdybyś pomyślał logicznie, to
        wiedziałbyś juz wszystko.
        • masher Re: to proste 09.12.09, 09:00
          sugerujesz ze kobiety wybitne nie maja dzieci? a moze to ze wybitni faceci
          olewaja swoje potomstwo? wyobraz sobie jeszcze ze jest cos takiego jak gosposia,
          niania itd :]
          --
          czasem bywam tu i tam ;)
    • trans.sib Kiedy blondynka traci rozum 08.12.09, 21:57
      Po co pisać artykuł, skoro wniosek jest napisany już pod tytułem? W
      dodatku dlaczego ten wniosek nijak się ma do zaprezentowanej treści?!

      Ten seksizm wobec mężczyzn prezentowany w artykułach GW przez takie
      mizoandryczki jak ta zakompleksiona autorka jest już porażający.
      Widać jak wielką, nieskrywaną radość sprawia autorce wyżycie się na
      nastoletnich chłopcach, gdy w jakimś badaniu w jednym ze
      "społeczeństw równości" (gdzie inny wynik nigdy nie przeszedłby przez
      cenzurę) okaże się, że napisali gorzej jakiś test (zresztą żadne
      wyniki, ani ich źródła nie zostały zaprezentowane - jest tylko
      kreacja wrażenia, tak aby pasowały do postawionej tezy).

      Autorce powinno się sponsorować sesję u psychiatry, bo jak widać (i
      czuć), jej kompleks niższości płci doprowadził do poważnych
      frustracji. Tylko kto pozwala na publikację tekstów wariatki?
      • trans.sib Re: Kiedy blondynka traci rozum 08.12.09, 22:57
        Ale spróbuj spojrzeć na siebie. Co Twój post wniósł do tematu? Bo ja
        widzę w takich postach tylko "gol do własnej bramki", jedną z
        prymitywniejszych strategii podtrzymywania tożsamości opartej o wątłe
        fundamenty. Po prostu zrobiłaś to samo co autorka Joanna, tylko w
        krótszej formie.
    • swiety_76 Kiedy blondynka traci rozum 08.12.09, 22:50
      To dołożę cegiełkę do obserwacji ze swojego podwórka.
      W moim liceum o profilu matematycznym w klasach mat, mat-fiz stosunek chłopców
      do dziewczyn był 2:1.
      Wśród chłopców było więcej matematycznych geniuszy jak i matematycznych
      głąbów. Dziewczyny trzymały równy stały średni poziom.
      Jednak po maturze większość dziewczyn wybierała kierunki humanistyczne na
      studiach.
      Na politechnice na wydziałach związanych z matematyką dziewczyny ilościowo to
      był już margines a te nieliczne rodzynki raczej geniuszami matematycznymi nie
      były.
      Co ciekawe na moim wydziale (elektryczny) dużą część wykładowców stanowią
      kobiety co stanowi pokłosie dużego udziału absolwentów tego kierunku wśród
      kobiet z lat 70-tych.
    • pradziad3 no nie do końca się zgodzę 09.12.09, 00:44
      "W polskiej kulturze istnieje przekonanie, że dziewczynki to
      humanistki, a chłopcy umysły ścisłe. A ponieważ nie chcą być one w
      czymś gorsze, więc wybierają bezpieczną historię czy filologię".

      Tak się składa, że historię studiuje zawsze więcej mężczyzn niż
      kobiet. Z filologią, a i owszem, mogę się zgodzić

      Powyższe przedmioty nie są zresztą "bezpieczne". Ich studiowanie
      wymaga olbrzymich nakładów sił i czasu. Ci, którzy
      wybierają "bezpieczne" przedmioty lądują na administracji,
      zarządzaniu czy - o zgrozo - socjologii i psychologii


      --
      znany dawniej jako xK
      • rumcajs68 Re: no nie do końca się zgodzę 09.12.09, 01:02
        Zapewneś nie młody już wiekiem, więc nie znasz współczesnych programów studiów. Wyjaśniam więc, że psychologia - wbrew pozorom - wymaga myślenia (np. myślenia przyczynowo-skutkowego, syntezy wielu różnych koncepcji), a socjologia chociażby dobrej znajomości statystyki. Tak więc nie uważam, żeby były to wymarzone, "bezpieczne" kierunki dla kobiet, psychologia cierpi na dużej liczbie kobiet w tym zawodzie w ten sposób, że psychologowie często nie potrafią myśleć, chociaż kobiety kompensują tutaj sobie tę ułomność np. dużą empatią. Historią dużo chłopców interesuje się zapewne ze względu na tematykę wojenną, bitwy rycerskie i tym podobne rzeczy.
        • bene_gesserit Re: no nie do końca się zgodzę 09.12.09, 14:55
          rumcajs68 napisał:

          > psychologia cierpi na dużej liczbie kobiet w t
          > ym zawodzie w ten sposób, że psychologowie często nie potrafią
          myśleć, chociaż
          > kobiety kompensują tutaj sobie tę ułomność np. dużą empatią.

          Oj tak. Nie ma to jak niemyślący Piaget albo taki kretyn Maslow,
          nie mówiąc już o biednych bezmózgich Horney czy Rosch - chociaz one
          przynajmniej cos tam czuły, nieszczęsne. Zaiste, trzeba być
          kompletnym debilem, zeby analizowac dane statystyczne, czy
          poslugiwac sie takimi narzedziami naukowymi jak metoda
          statystyczna, metoda eksperymentalna, metoda indywidualnych
          przypadków, obserwacyjna...



          --
          Drożdże powstają z pączkowania. Dlatego najwięcej jest ich w
          cukierniach.
          • rumcajs68 Re: no nie do końca się zgodzę 09.12.09, 16:48
            bene_gesserit napisała:


            > Oj tak. Nie ma to jak niemyślący Piaget albo taki kretyn Maslow,
            > nie mówiąc już o biednych bezmózgich Horney czy Rosch - chociaz one
            > przynajmniej cos tam czuły, nieszczęsne. Zaiste, trzeba być
            > kompletnym debilem, zeby analizowac dane statystyczne, czy
            > poslugiwac sie takimi narzedziami naukowymi jak metoda
            > statystyczna, metoda eksperymentalna, metoda indywidualnych
            > przypadków, obserwacyjna...

            Piaget, Maslow, Horney to akurat myśleli za dużo, bez koniecznych w nauce rygorów metodologicznych (a może z takimi rygorami, jakie obowiązywały wówczas). Im akurat bardzo by się przydała znajomość statystyki i w ogóle bardziej rygorystyczne przestrzeganie metodologii. Nie wiem więc, o co Ci chodzi w tym poście, bo ja jestem jak najbardziej za tym. Gdyby Piaget wiedział, co to statystyka, może by nie wymyślił "teorii" psychologicznej, którą zweryfikował empirycznie, obserwując czwórkę swoich dzieci.
            >
            • bene_gesserit Re: no nie do końca się zgodzę 09.12.09, 16:59
              rumcajs68 napisał:

              > Piaget, Maslow, Horney to akurat myśleli za dużo, bez koniecznych
              w nauce rygor
              > ów metodologicznych (a może z takimi rygorami, jakie obowiązywały
              wówczas).

              Ciekawe. Mozesz dopowiedziec, ktore z odkryc Piageta i Maslowa są w
              związku z tym, co piszesz niewiarygodne?

              Im
              > akurat bardzo by się przydała znajomość statystyki i w ogóle
              bardziej rygorysty
              > czne przestrzeganie metodologii.

              Mhm. A dokladnie w którym miejscu? Tzn które z teorii Piageta i
              Maslowa (w związku z niedostateczną znajomością statystyki i w
              ogóle mało rygorystycznym przestrzeganiem metodologii przez
              autorów) sa niewiarygodne?

              Nie wiem więc, o co Ci chodzi w tym poście, bo
              > ja jestem jak najbardziej za tym. Gdyby Piaget wiedział, co to
              statystyka, moż
              > e by nie wymyślił "teorii" psychologicznej, którą zweryfikował
              empirycznie, obs
              > erwując czwórkę swoich dzieci.

              Czyli koncepcja rozwoju intelektualnego jest o kant stolu potłuc?
              Co w takim razie zrobimy z epigonami Piageta, z Piageta licznymi
              nagrodami naukowymi i faktem, ze te koncepcję wciąż się
              wykorzystuje w psychologii rozwojowej?
              Czekam na podobne w duchu rewelacje o bezmyslnym Maslowie. Mozesz
              tez dorzucic cos o bezmyslnym Jungu, Chomskim i Zimbardo.


              --
              nić błędną, snobującą się, ale wielkomiejską
              • rumcajs68 Re: no nie do końca się zgodzę 09.12.09, 18:24
                Widać, że nie specjalnie orientujesz się w psychologii, skoro wrzucasz do jednego worka psychologów empirycznych (Zimbardo) i psychologów-filozofów (Piaget, Maslow, Jung). To, co na przykład powymyślał Jung, to bardziej nadaje się do beletrystyki niż jako teoria naukowa. Maslow jest choćby autorem nieśmiertelnej "piramidy potrzeb", która, nie dość, że jest sprzeczna z prawami biologii (np. słynna potrzeba samorealizacji), to jeszcze nie została potwierdzona empirycznie (czemu w świetle wcześniejszego trudno się dziwić). O Piagecie możesz sobie poczytać np. tu (może mało naukowe, ale inspirujące, jak za mało, zachęcam do wnikliwszego poszukania w internecie):
                www.swps.fora.pl/pytania-i-odpowiedzi,1/49-znaczenie-koncepcji-rozwoju-jeana-piageta,54.html
                Chyba nie myślisz, że wymyślanie teorii naukowej wyłącznie na podstawie obserwacji własnych dzieci może doprowadzić do jakichś obiektywnej koncepcji? A to, że te koncepcje utrzymują się w psychologii bez ich weryfikacji (a często nawet pomimo dowiedzenia ich fałszywości), to jest właśnie ból psychologii, która w przeważającej większości jest tworzona przez głupiutkie paniusie (epigoni, czy może bardziej epigonki, to właściwe słowo), które nie wiedzą, na czym polega nauka i nie są w stanie zrozumieć kryteriów metodologicznych odróżniających naukę od zwyczajnej szarlatanerii.
                • bene_gesserit Re: no nie do końca się zgodzę 09.12.09, 18:35
                  Przeciwnie - orientuje sie w psychologi swietnie.

                  Problem polega na tym, ze to ty najpierw wypowiedziales sie o
                  bezmyslnosci psychologow. Potem, poproszony o konkrety i
                  ustosunkowanie sie do paru przypadkowo wybranych nazwisk wielkich
                  psychologow, stwierdziles, ze ci akurat mysleli za duzo. Po czym
                  odniosles sie do jednej teorii jednego z nich.

                  I nadal uwazasz, ze masz racje.
                  Tylko, ze ja zupelnie nie rozumiem, którą :)
                  Czy nadal masz rację w tym, że psychologowie są bezmyślni? Czy w
                  tym, ze caly dorobek naukowy Piageta jest o kant stolu potluc, bo
                  niektorzy ją krytykują (chociaz inni czerpia z niej inspiracje do
                  dzis)? Czy tez moze chodzi ci raczej (to juz z twojego trzeciego
                  postu na ten temat) o paniusie, co to nie potrafia zrozumiec tego,
                  czym jest nauka i nie sa w stanie zrozumiec kryteriow
                  metodologicznych odrozniajacych naukę od zwyczajnej szarlatanerii?


                  --
                  nić błędną, snobującą się, ale wielkomiejską
                  • rumcajs68 Re: no nie do końca się zgodzę 09.12.09, 19:01
                    Teraz widzę, że nie dość, że nie znasz się na psychologii, to jeszcze nie nauczono Cię dyskutować na odpowiednim poziomie. Po pierwsze: nie odniosłem się do teorii tylko jednego psychologa, jak coś pominęłaś, to przeczytaj jeszcze raz mój poprzedni komentarz. Po drugie: wskaż mi dwa poprzednie posty, w których napisałem o paniusiach, które nie potrafią zrozumieć, czym jest nauka. Po trzecie: w ogóle nie odniosłaś się do tego, co napisałem. Skoro tak nalegałaś, abym wytknął u tych psychologów (nazwiska Ty podałaś), co jest fałszywego w ich koncepcjach, to teraz broń ich za pomocą równie merytorycznych argumentów, a nie jakichś ogólnych oskarżeń. I po czwarte: racja jest jedna i trzeba wspólnie ją znaleźć, choć zdaję sobie sprawę, że dla psychologa - wyedukowanego w pluralistycznym świecie teorii, które nawzajem się wykluczają - takie stanowisko może być trudne do zrozumienia.
                    • bene_gesserit Re: no nie do końca się zgodzę 09.12.09, 19:29
                      rumcajs68 napisał:

                      > Teraz widzę, że nie dość, że nie znasz się na psychologii, to
                      jeszcze nie naucz
                      > ono Cię dyskutować na odpowiednim poziomie.

                      O, przycinki osobiste zamiast argumentów. Łał, czemu tak późno?

                      Po pierwsze: nie odniosłem się do t
                      > eorii tylko jednego psychologa, jak coś pominęłaś, to przeczytaj
                      jeszcze raz mó
                      > j poprzedni komentarz.

                      Alez mi caly czas chodzi nie o twoje poprzednie kluczenie
                      typu 'psychologowie nie mysla, ale ci akurat mysla za duzo', tylko
                      o to, zebys wytlumaczyl, skad u ciebie ten pogląd:

                      psychologia cierpi na dużej liczbie kobiet w tym zawodzie w ten
                      sposób, że psychologowie często nie potrafią myśleć, chociaż
                      kobiety kompensują tutaj sobie tę ułomność


                      Chyba sie nie doczekam, co?
                      ;)

                      Po drugie: wskaż mi dwa poprzednie posty, w których napi
                      > sałem o paniusiach, które nie potrafią zrozumieć, czym jest
                      nauka.

                      [psychologia] która w przeważającej większości jest tworzona
                      przez głupiutkie paniusie (epigoni, czy może bardziej epigonki, to
                      właściwe słowo), które nie wiedzą, na czym polega nauka


                      Po trzecie:
                      > w ogóle nie odniosłaś się do tego, co napisałem. Skoro tak
                      nalegałaś, abym wytk
                      > nął u tych psychologów (nazwiska Ty podałaś), co jest fałszywego
                      w ich koncepcj
                      > ach,

                      Bo mnie nie intersują pokrętne historyjki w stylu 'psychologowie
                      nie mysla, ale ci akurat mysla za duzo', ale wyjasnienie skad ci
                      sie wziela teza o bezmyslnych psychologach :)

                      Jesli czepianie sie kurczowo jednej teorii Piageta ma uzasadniac
                      bezmyslnosc calej czy wiekszosci populacji psychologow, to imho
                      wniosek jest nieuprawniony. W zaden sposob uprawniony byc nie może.
                      Poczekam z przyznaniem ci racji, ze psychologowie często nie
                      potrafią myśleć, kiedy podważysz bezmyślny dorobek Maslowa, Horney,
                      Chomskiego, Zimbardo, Millgrama. A - i jeszcze Rosch. Dla takiego
                      jak ty znawcy psychologii to chyba nie jest zbyt wiele?

                      I po czwarte: racja jest jedna i trzeba wspólnie ją znaleź
                      > ć, choć zdaję sobie sprawę, że dla psychologa - wyedukowanego w
                      pluralistycznym
                      > świecie teorii, które nawzajem się wykluczają - takie stanowisko
                      może być trud
                      > ne do zrozumienia.

                      No tak, bo my, ekhem, szarlatani, często nie potrafimy myśleć,
                      zwłaszcza jeśli jesteśmy paniusiami :DDD

                      --
                      Język kuchni to jedyne esperanto.
                      • rumcajs68 Re: no nie do końca się zgodzę 09.12.09, 19:57
                        Pogląd jest z własnej obserwacji tego środowiska, a dowodem na to są chociażby bezwartościowe teoryjki produkowane przez psychologów, co do których wystarczyłaby odrobina zdrowego rozsądku, żeby je podważyć. Z Twojego ostatniego postu wynika, że nawet liczyć nie potrafisz - wskazałaś jeden komentarz, a nie trzy. Pełna kompromitacja, nawet jak na kobietę. Jeden czy trzy - żadna różnica, prawda? Jeszcze raz Ci piszę, że nie czepiam się tylko koncepcji Piageta (przeczytaj lepiej dokładnie moje posty, zanim po raz kolejny bezwolnie powtórzysz tę tezę) i znowu mylisz psychologów empirycznych (do których nic nie mam) z domorosłymi filozofami. Jak dla Ciebie nie ma żadnych różnic między bujnymi wymysłami Junga i Maslowa, a bardzo rygorystycznie zaprojektowanymi eksperymentami Zimbardo czy Milgrama, to nie dziwmy się, że psychologia wygląda tak, jak wygląda. A teksty w rodzaju wypocin autorki tego artykułu to mały pikuś w porównaniu z tym, co płodzą inne kobiety-psycholożki (zresztą, gwoli sprawiedliwości, nie tylko kobiety - także zniewieściali mężczyźni-psychologowie).
                        • bene_gesserit Re: no nie do końca się zgodzę 09.12.09, 22:16
                          rumcajs68 napisał:

                          > Pogląd jest z własnej obserwacji tego środowiska,

                          A. Achaaa.
                          Czyli chodzi tu o perspektywę naiwną :) Trzeba bylo tak od razu :)

                          a dowodem na to są chociażby
                          > bezwartościowe teoryjki produkowane przez psychologów, co do
                          których wystarczył
                          > aby odrobina zdrowego rozsądku, żeby je podważyć.

                          Nadal nie dowiedzialam sie, o ktore teoryjki chodzi :)

                          Z Twojego ostatniego postu wy
                          > nika, że nawet liczyć nie potrafisz - wskazałaś jeden komentarz,
                          a nie trzy. Pe
                          > łna kompromitacja,

                          Tak, mam problemy z liczeniem do trzech.
                          Przyznaję się, jesli to tylko ci polepszy humor.
                          Na marginesie - czy zawsze jesli tylko przycisnie sie ciebie
                          rzeczowymi pytaniami w dyskusji zaczynasz z przedmiotu dyskusji
                          probować umniejszać interlokutora? No weź. Takie metody to raczej
                          do freblówki.

                          > nawet jak na kobietę.

                          Uu. Seksizm, carrramba!
                          Zrozum: proby narzucenia dyskusji ad personam cię raczej
                          zdecydowanie kompromitują :(


                          Jeden czy trzy - żadna różnica, prawda
                          > ?


                          > Jeszcze raz Ci piszę, że nie czepiam się tylko koncepcji Piageta

                          Jak dotad tylko jej, niestety. Tzn na przykladzie krytyki jednej z
                          jego koncepcji probowales obalic caly dorobek jego zycia.
                          Argumentów co do dorobku innych bezmyslnych psychologow nie
                          podałeś :(


                          (przeczytaj
                          > lepiej dokładnie moje posty, zanim po raz kolejny bezwolnie
                          powtórzysz tę tezę)

                          Bez obrazy, ale twoje posty to rozpaczliwy miks buty, wykrętów i
                          powtykanych tu i tam jak rodzyneczki impertynencji, wszystko
                          zlepione dość kiepskim stylem. Nie zamierzam spijac slow twojej
                          prawdy ponownie.


                          > i znowu mylisz psychologów empirycznych (do których nic nie mam)
                          z domorosłymi
                          > filozofami. Jak dla Ciebie nie ma żadnych różnic między bujnymi
                          wymysłami Jung
                          > a i Maslowa, a bardzo rygorystycznie zaprojektowanymi
                          eksperymentami Zimbardo c
                          > zy Milgrama,

                          Mylę?
                          Mozesz wskazac mi, w ktorym miejscu nazwalam Junga psychologiem
                          empirycznym, bo chyba cos przeoczylam? O_o
                          W twoim pamietnym poscie, ktory otworzyl te dyskusje, napisales cos
                          o problemach z mysleniem u psychologów. Jung jest
                          psychologiem, psychologiem jest Milgram. Bylo napisac
                          o 'bezmyslnosci psychologow za wyjątkiem Milgrama i tych, ktorych
                          uwazam za dobrych'. He he.


                          to nie dziwmy się, że psychologia wygląda tak, jak wygląda. A teks
                          > ty w rodzaju wypocin autorki tego artykułu to mały pikuś w
                          porównaniu z tym, co
                          > płodzą inne kobiety-psycholożki (zresztą, gwoli sprawiedliwości,
                          nie tylko kob
                          > iety - także zniewieściali mężczyźni-psychologowie).

                          Ktorzy to sa ci zniewiesciali mezczyzni-psychologowie?
                          Jakie teksty psycholozek masz na mysli?
                          I - mam wrazenie, iz sugerujesz, ze bycie kobieta albo posiadanie
                          jakis (jakich?) cech kobiecych przez mezczyzne sprawia, ze ma sie
                          problemy z mysleniem.


                          Mozesz ten ciekawy poglad poprzec jakims argumentem? Z gory
                          uprzedzam: twoje 'bo tak' ani 'bo mam taka znajoma i ona jest
                          glupia' nie wystarczą :)

                          --
                          feminists aren’t humorless just because your jokes suck
                          • rumcajs68 Re: no nie do końca się zgodzę 10.12.09, 00:04
                            Czy Ty naprawdę taka głupia jesteś, czy to tylko taka strategia obronna? Podejrzewam, że jesteś psycholożką, o czym świadczy zarówno poziom Twojej wiedzy psychologicznej, jak i sposób odpowiedzi na argumenty rozmówcy. Sorry, ale w Twoich komentarzach nie było jeszcze ani jednego argumentu merytorycznego, ani jednej próby ustosunkowania się do moich argumentów... Za to takich bredni i kompletnego pomieszania pojęć dawno nie miałem okazji czytać. Przykro mi, ale rozmowa z Tobą to tylko strata czasu, zamiast powtarzać Ci w kółko to samo i odpowiadać na durnowate zarzuty, wolę poświęcić go na dysputę z kimś bardziej kompetentnym i uczciwszym.