Kiedy mieliśmy ze starszym bratem po 8-10 lat, najmłodszy miał kilka miesięcy.
Nie na wszystko jeszcze był poszczepiony. Mama go karmiła.
Był początek roku szkolnego i tamtego roku złapaliśmy po kolei: najpierw ospę
wietrzną, potem różyczkę (na którą szczepiło się dopiero 14 latki). Najmłodszy
złapał wszystko od nas. Najpierw ospę - przeszedł ją lekko, bo przeciwciała
były w mleku matki. Potem różyczkę.
No i wyobraźcie sobie niemowlę z 40 stopniami gorączki przez tydzień z rzędu.
Baliśmy się, że to wpłynie na jego rozwój. Na pewno spowolniło wzrost. Był
maleńkim, chudym, chorowitym dzieckiem przez pierwszy rok życia, a gdzieś w
ogonku centylowym przez następne dwa lata.
Oczywiście później szczepienia dostał wszystkie, dzieki temu min. jako jedyny
z nas nie przeszedł świnki (tej szczepionki nie bylo w latach 80), czego mu
zazdroszczę! Brat nadrobił, jest zdolnym studentem, wzrostu "wysoki średni".
Ale najedliśmy się strachu.
Jak teraz słyszę, że jacyś kretyni chcą to przeżywać sami... jasne, niech
dziecko "przechodzi" tężec i porażenie dziecięce... te choroby nadal występują
i to nie tak rzadko.
Kolejna głupota przyszła ze Stanów... najpierw kreacjoniści, teraz
antyszczepionkowcy.
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.