Zrobili sobie z dziecka zabawkę. I polisę ubezpieczeniową przy okazji. Skoro
nieprzyjaźni tubylcy stają się przyjaźni jak widzą dziecko, to czemu tego nie
wykorzystać. I przy okazji coś wyżebrać dla rodziny może, niech zazna życia
cygańskiego Rumuna. W PL, jak dzieciak nie był im do niczego potrzebny, to go
mieli w dupie. Nawet nie wiedzieli co się z nim dzieje podczas ich nieobecności.
I domyślam się, że jakby dzieciak zachorował albo miał wypadek kilkaset
kilometrów od najbliższego szpitala, to byliby zachwyceni nowym
doświadczeniem, jakim niewątpliwie byłoby skorzystanie z usług lokalnego znachora.
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.