Po lekturze tego wywiadu, pan Paziński jawi mi się jako dość pretensjonalny
osobnik. Knajpy, dysputy w oparach dymu - cacy, a sport jest be. Oczywiście,
ma prawo do własnego zdania, jednak nawet nie wie, że sport, nawet amatorski i
w niewielkich dawkach, przyczynia się do rozwoju również duchowości, co, jako
filozofa, powinno go zainteresować. Długie marsze, amatorska turystyka
rowerowa, łyżwy, narty - wszystko to przyczynia się zarówno do hartowania
charakteru, jak i nabierania wrażliwości i ciekawości tego, co nas otacza.
Nagle nasz świat się powiększa, poznajemy i doznajemy nowych miejsc i
sytuacji, nowych ludzi. Horyzont się poszerza. Siedząc w knajpie, oglądając
wciąż te same twarze, wyjaławiamy się również intelektualnie.
A co do staroci - ja je uwielbiam, właśnie dlatego, że mają swoją historię, co
rodzi ciekawość i pobudza wyobraźnię. Schulz z pewnością miłował stare graty.
--
Pojawiam się i znikam, i znikam, i znikam...