Dodaj do ulubionych

Bamboccioni po polsku

11.05.10, 08:34
Niezaradność życiowa naszych dorosłych dzieci jest efektem naszego ich
wychowywania ,naszej mentalności, nadopiekuńczości itd
Osobiście wydaje mi się ,że często jest i tak iż to rodzice ,głównie matki nie
potrafią się "odpępowić " od swoich dzieci przez co czynią je życiowymi
frustratami ...
Edytor zaawansowany
  • mhm6 11.05.10, 15:21
    to chore, dorośli ludzie, którzy mają możliwość, a nie chcą być w pełni
    niezależni. Nigdy nie dadzą rady się całkowicie odpępić, jak tego nie zrobią
    za młodu.

    Każda taka sytuacja to patologia!
  • agagin 11.05.10, 16:00
    Rozumiem, ze mlodzi ludzie mieszkaja z rodzicami bo nie stac ich na
    wyprowadzke. Ale dobijajace jest to, ze zarabiaja na wlasne
    zachcianki a wcale nie dokladaja sie do budzetu domowego, nawet do
    rachunkow! "Kupuje kosmetyki do lazienki" ja przepraszam, ale co to
    za wklad? 50zl miesiecznie? Smieszne! Rodzice sami sobie tak
    wychowali, sami sie na to godza... zalosne mamninsynki.
  • jukej 12.05.10, 16:16
    znam to z autopsji rodzinnej, brat nawet swojego komputera nie ma, bo
    skoro ma ojciec...to po co on ma wydawać kasę? za tp jeździ na wakacje,
    naturalnie wszystkie po 4-5 tys zł za tydzień. Samolot, ciepła plaża.
    Bajo bongo :)
  • tumoi 11.05.10, 20:38
    ja od małego uczyłam córkę samodzielności, dziś ma 19 lat, nie robię
    jej śniadań ani kolacji, nie piorę, nie sprzątam jej pokoju i jej
    łazienki już od co najmniej 7-8 lat. W tym roku nie pójdzie na
    studia bo już wie, że będzie miała poprawkę z matury więc od
    września przeprowadza się do większego miasta do mieszkania po moich
    rodzicacch, gdy tylko zakończy wszystkie egzaminy zacznie szukać
    pracy. Znalazła już koleżankę, której wynajmie drugi pokój, żeby nie
    płacić samej całego czynszu. Jeżeli znajdzie pracę mało płatną
    pomogę jej trochę finansowo
  • bpastuchewicz 12.05.10, 10:30
    Gdybyś pomogła od czasu do czasu, to poprawka z matury może nie była by potrzebna...
  • haldeman79 12.05.10, 11:20
    bpastuchewicz napisał:

    > Gdybyś pomogła od czasu do czasu, to poprawka z matury może nie była by potrzeb
    > na...

    Jakież to głębokie jest...
    --
    żołądkowa gorzka, moja nieodwzajemniona miłość
  • daga_1 12.05.10, 10:12
    Profesor opowiada bzdury. Wynajmujący nie zdzierają z pazerności, tylko ze
    strachu przed niemożnością eksmitowania uciążliwych lokatorow. A jak mój syn
    wynajmuje prawdopodobnie na czarno, to jaki problem wyrzucić z mieszkania, a
    właściciel też zdziera. A to nie jest apartament tylko stara rudera.
  • c2h6 12.05.10, 10:19
    daga_1 napisała:

    > Profesor opowiada bzdury. Wynajmujący nie zdzierają z pazerności,
    tylko ze
    > strachu przed niemożnością eksmitowania uciążliwych lokatorow. A
    jak mój syn
    > wynajmuje prawdopodobnie na czarno, to jaki problem wyrzucić z
    mieszkania, a

    Tak, tak. Żaden problem zrobić raz-dwa wyprowadzkę. I synuś potulnie
    weźmie tobołki i sobie pójdzie, wcale nie pójdzie na policję, prawda?

    > właściciel też zdziera. A to nie jest apartament tylko stara
    rudera.

    Ktoś Ci kazał wynajmować drogą ruderę dla synusia? Utrzymanie domu
    kosztuje, a jeszcze trzeba będzie zrobić dodatkowy remont jak on się
    wyprowadzi. Dobrze jak nie będzie potrzeby wymiany zabrudzonej na
    śmierć kuchenki i lodówki.

  • luni8 12.05.10, 12:57
    > Profesor opowiada bzdury. Wynajmujący nie zdzierają z pazerności,

    Oczywiście że nie z pazerności tylko chęci zysku.


    > tylko ze strachu przed niemożnością eksmitowania uciążliwych lokatorow.

    To powoduje że mniej osób decyduje się na wynajmowanie. Mieszkań jest więc mniej więc i koszt większy.

    >A jak mój syn
    > wynajmuje prawdopodobnie na czarno, to jaki problem wyrzucić z mieszkania, a
    > właściciel też zdziera. A to nie jest apartament tylko stara rudera.

    Też jest.
    Prawnie nie ma problemu z wyrzuceniem, gorzej jeśli prawo się dowie że ktoś tam mieszkał na lewo.





    --
    Demokracja - system opresji w ktorym uciskany sam sobie wybiera przesladowce ktory bedzie przez najblizsze 4 lata podnosil podatki uciskanemu.
  • rasklaat 12.05.10, 14:07

    "Ale dane GUS pokazują, że - tak jak w grze w 'komórki do wynajęcia' - mieszkań dla młodych nie wystarczy. Weźmy pod uwagę same małżeństwa - w zeszłym roku zawarto ich 256 tys. A oddano 160 tys. mieszkań. Do tego dochodzi 70 tys. rozwodów - mieli jedno mieszkanie, potrzebują dwóch. Mieszkań jest za mało."

    Jasne, i nikt nie umiera i nie zostawia po sobie mieszkania.
    --
    .
  • ojapierdziu 13.05.10, 10:12
    Jak umiera jedno z małżonków/mieszkańców to w mieszkaniu wciąz
    pozostaje reszta więc ze statystyk umieralności nic nie odczytasz.
    Musiałaby być kategoria zmarłych samotnie mieszkających osób z
    mieszkaniem.
  • jacekp1 12.05.10, 10:29
    Warto też zwrócić uwagę na inny, dosyć oczywisty powód mieszkania z
    rodzicami - brak funduszy na wynajęcie lub własne mieszkanie. Ja
    dopiero kiedy znalazłem drugą pracę w weekendy wyprowadziłem się z
    domu rodzinnego do czynszowego mieszkania. Ale znam też osoby, które
    mogą się wyprowadzić, ale tego nie robią - np. dosyć zamożni rodzice
    kupili mieszkanie, a dziecko 30letnie woli spać u nich - to chyba
    rzeczywiście patologia, ale to chyba niezbyt powszechne. Pamiętam
    tylko, że kiedy mieszkałem z rodzicami wiele osób z zamożniejszych
    rodzin myślało, że tak chcę, a nie, że nie mam innej możliwości,
    błąd oceny rzeczywistości.
  • wt82 12.05.10, 11:37
    Co z tego, że mam pracę jesli nie starczy mi na wynajem mieszkania i
    życie na poziomie? Mieszkając z rodzicami, póki co stac mnie na
    ciuch,książke,wyjście do kina czy knajpy. Jeżeli się w tej
    chwili "usamodzielnię" to będzie pseudo-usamodzielnienie na
    zasadzie "od pierwszego do pierwszego". Takie są realia nie tylko w
    POlsce, w Hiszpanii i Włoszech jest to samo. Osobiście nie mam
    kompleksu życia z rodzicami, przynajmniej moge parę złotych odłożyć,
    wypwrowadzę się ale nie jest to wynik mojego chcenia lub niecgcenia
    a takich realiów.
  • jukej 12.05.10, 16:18
    i to się nazywa brak ambicji.
  • haldeman79 12.05.10, 17:34
    wt82 napisał:

    > Co z tego, że mam pracę jesli nie starczy mi na wynajem mieszkania i
    > życie na poziomie? Mieszkając z rodzicami, póki co stac mnie na
    > ciuch,książke,wyjście do kina czy knajpy. Jeżeli się w tej
    > chwili "usamodzielnię" to będzie pseudo-usamodzielnienie na
    > zasadzie "od pierwszego do pierwszego". Takie są realia nie tylko w
    > POlsce, w Hiszpanii i Włoszech jest to samo. Osobiście nie mam
    > kompleksu życia z rodzicami, przynajmniej moge parę złotych odłożyć,
    > wypwrowadzę się ale nie jest to wynik mojego chcenia lub niecgcenia
    > a takich realiów.

    Czy nawet kilkanaście? Twoje zarobki nagle wystrzelą w górę i będzie Cię stać?Co
    robisz aby było Cię stać?

    --
    żołądkowa gorzka, moja nieodwzajemniona miłość
  • jukej 12.05.10, 10:39
    Mam taki przypadek w rodzinie, wypisz, wymaluj, gnój ma 35 lat,
    ciągle ze starymi, żre, śpi, odpoczywa w ich chacie, ma swój
    pokój, ojciec zrobi zakupy, on zeżre, w zimie, jak śnieg sypnie,
    ojciec leci odgarniać spod wjazdu, żeby debil mógł wjechać autem z
    pracy, a ojciec ma 70 lat i ledwo zipie. Właśnie dlatego
    wyjechałem z polski, bo miałem dość tej zdegenerowanej rodziny,
    zepsutej do szpiku kości. Matka z ojcem na zegarek każdy posiłek,
    każde zakupy, wyjscie, przyjazd do domu.
    Gdy byłem tam gościem, na parę dni, to się dusiłem. Nieraz jednego
    dnia nie mogłem wytrzymać. Zwykle, gdy przyjeżdżałem, to po to,
    żeby popracować w ogrodzie, bo trzeba to , trzeba tamto. Nawet,
    jak z Anglii przyjechałem na parę dni, to miałem u nich zajęcie.
    Gnój brat, nie robił nic, bo miał alergię, a to na trawę, a to
    uczyć się musiał, a to nie miał siły pracować, a to był w pracy i
    wracał późno. Dom miał w tyłku, rodziców też. Udaje albo nie
    dostrzega, jakim jest idiotą, niedorozwojem.

    Od początku swojej edukacji, czyli od szkoły podstawowej, rodzice
    na niego łożyli sporą kasę, na naukę, aparaty ortodontyczne. Przez
    szkoły podstawową, średnią, studia, praktyki, staże, aplikacje
    sędziowskie, radcowskie, nie robił w domu nic, kompletnie. W
    pewnym momencie złapałem się na tym, że przychodzę do rodziców,
    choć nie mieszkałem z nimi od 16-roku życia, po to, żeby umyć okna
    w domu, posprzątać, odkurzyć, matka mnie prosiła. Aż nadszedł
    moment, gdy zadałem sobie pytanie, co ja robię? Jestem jakimś
    wyrobnikiem? Mam wycierać tyłek młodszemu o prawie 10 lat bratu?
    To paranoja.
    Dobrze, że w porę to sobie uświadomiłem.

    Jakie numery wywijał jeszcze? Było tego dużo. Był i jest mrukiem,
    żyje z nimi i się do nich nie odzywa, nadal mało co robi w domu,
    zarabia całkiem nieźle, jak na polskie warunki i ani myśli iść na
    swoje.
    Podejrzewam, że nie miał w życiu nikogo, bo kto by chciał takiego
    nieudacznika?
    Każda kobieta czy facet, nie będzie zainteresowany związkiem z
    kimś niesamodzielnym, z odludkiem, z kimś niezaradnym. Potrafi
    tylko siedzieć w kancelarii, pracuje jak automat, bezmyślnie wraca
    do domu, patrzy co jest do zjedzenia, matka słyszy, gdy podjeżdża
    autem, to leci mu gotować obiad, żeby stał na stole, jak on
    wejdzie, umyje ręce i będzie gotowy go zjeść.
    Nienawidzę gnoja.

    Zrobiłem kiedyś awanturę, chciałem, żeby do nich trafiło, że
    wychowali debila, niedorozwoja, że wszystko robią nie tak, że są
    toksyczną rodziną. Matka mi płacze, że brat ich obraża, że ojciec
    despota też nie łatwy we współżyciu, że ma dość. Gdy ja próbuję to
    wyjaśnić ojcu, kontakt się urywa, na zasadzie obrazy, jak ja
    mogłem tak powiedzieć, a matka mówi, żebym się więcej nie wtrącał.

    To się nie wtrącam. Żyję z daleka od polski, nie mam ochoty na
    widzenia i kontakt z nimi, niech sobie Glowy pourywają, a nie
    kiwnę palcem.
    Dziś już na to jestem za mądry, za stary, żeby robi z siebie
    idiotę i wiem, że nie wrócę.
    W głowie często zapalała mi się czerwona żarówka, gdy byłem u
    nich, gdy były takie sytuacje, że ojciec prosił o to , czy tamto,
    bo on nie może, nie ma siły, jest alergikiem….. Wrzało we mnie,
    ale to był mój ojciec, więc starałem się pomóc jemu i matce nie
    patrząc na skretynienie brata.

    Ale wszystko ma, jak się okazuje swój czas.
    I on się skończył, gdy przejrzałem na oczy, czego życzę wszystkim
    zaślepionym źle pojmowanym rodzicielstwem oraz wyzyskiwaczom, w
    postaci dzieci.


  • yanca1 12.05.10, 11:24

    Brawo jukej- rodzina zdegenerowana, a Tyś na ludzi wyszedł. A jak te 16 lat miałeś i wyszedłeś z domu to kto Cię utrzymywał? Tak szybko licząc +/- 30 lat temu początek lat 80. poszedłeś do pracy czy zdegenerowana rodzina opłacała internat i szkołę?
    Ja rozumiem, że nie podoba Ci się jak rodzice i brat ze sobą poczynają,ale skoro tak dawno jesteś poza domem to może nie wiesz wszystkiego, może obie strony z jakiegoś powodu (tajemniczego)są zadowolone z takiego układu. A może po prostu zazdrościsz bratu, ze mu tak wygodnie?
    Swoją drogą nieźle Ci się musiał chłopaczyna narazić przez te wszytskie lata - dawno nie czytałam postu z którego cieknie tyle jadu.
  • abccbaabccba 12.05.10, 12:59
    > Swoją drogą nieźle Ci się musiał chłopaczyna narazić

    Sam napisał, że nie chce wycierać d. bratu. Wniosek - kiedyś to robił.
    Ot, mamy motyw.
  • belle.du.jour 12.05.10, 13:37
    kochają miłością zaborczą, uzależniają, wbijają w poczucie winy..
    przez wieczne wyręczanie we wszystkim ich dzieci nie mają poczucia
    własnej wartości i nie są w stanie podjąć prostych życiowych decyzji
    lub przeciwnie, wyrastają na bufonów przeświadczonych o tym, że są
    lepsi, mądrzejsi, i bardziej im się należy niż innym (przecież mama
    wiecznie to do głowy wbijała a sobie od ust odejmowała by synek miał
    wszystko czego chce). Ojcowie to inna sprawa: tradycyjnie w Polsce
    ojcowie nie mieli nic lub prawie nic do powiedzenia w domu,
    szczególnie jeśli chodzi o wychowanie dzieci. Siedzą teraz tacy
    rodzicom na głowach pod różnymi pretekstami.. a to mieszkania za
    drogie, a to miłość rodzicielska za wielka. A co to wynająć z
    kolegami nie można? Moja córka wyjechała na studia do Londynu i sama
    musiała o wszystko zadbać na miejscu, z naszą finansową pomocą
    oczywiście ale jednak tylko częściową: pracuje i zarabia na siebie,
    studiuje na dziennych i trudnych studiach, organizuje koncerty i
    udziela się społecznie. Nie była przebojowym dzieckiem, wręcz
    przeciwnie. A teraz nie wyobraża sobie życia na garnuszku u mamy i
    ma poczucie tego, że da sobie radę. U moich znajomych mam wywołuje
    to przerażenie.. jak to, dziecko samo w wielkim mieście? Większość z
    nich kontroluje swoje dzieci w imię miłości oczywiście.. a w gruncie
    rzeczy bo nie chcą odciąć pępowiny. Nie potrafią zrozumieć, że robią
    tym dzieciakom krzywdę traktując je bez końca jak bobasy.
  • jukej 12.05.10, 16:23
    popieram, co napisałaś, w moim przypadku to jednak ojciec ma głos w
    domu, a matka zrobiła z siebie kurę domową, bo jej było tak wygodnie w
    życiu, on wszystko brał na siebie, zarabianie, zakupy.
    Teraz przyjdzie jej płacić za tą wygodę.
  • jukej 12.05.10, 16:25
    no comment, poziom twojego posta jest totalnie nie na miejscu.
  • jukej 12.05.10, 20:06
    jadem zwykle rzucają suki, ja co najwyżej walę na odlew.
  • norymberga3 12.05.10, 11:36
    Opisujesz taką pełzającą patologię, godną horroru psychologicznego.
    Dobrze, że tak wcześnie mogłeś się z tego zaklętego kręgu wyrwać i
    uniezależnić od toksyczności układów rodzinnych. Nienawidzić
    własnego brata, odczuwać pogardę pomieszaną z litością w stosunku do
    rodziców... jednak na Ciebie też to przeszło. Postaraj się
    poluzować, pójść na dystans psychiczny, oddalenie fizyczne to nie
    wszystko. Jeśli Twoim rodzicom jest dobrze w roli podnóżków
    rodzinnego tyrana? Są chyba za starzy na zmiany. Twoja chwila
    satysfakcji nadejdzie, kiedy rodziców już nie będzie,
    sprzedacie "spokojną przystań" jako spadkobiercy i każdy pójdzie w
    swoją stronę.
  • effata 12.05.10, 15:31
    bubster napisała:

    > Dobrze, że dałeś sobie z tym radę. Gratuluję.

    Dyszenie nienawiścią to jest 'danie sobie rady'? hmm... nie sądzę

    ***********************************************************
    Rozumu nie można zastąpić wiedzą o tym, jak należy myśleć.
    Linkownia
    Don't guess
  • rozterka47 12.05.10, 15:36
    Gdyby naprawdę dal sobie z tym radę, nie napisałby postu o takim
    ładunku nienawiści. On sobie nie dał rady , psychicznie oczywiście.
    On ciagle jest dzieckiem , mającym pretensje do rodziców i
    zazdrosnym o brata. Rodzice pewnie więcej poświęcali młodszemu
    bratu , może z uwagi na jego alergię , a on to pewnie sprytnie
    wykorzystał i wykorzystuje do dzisiaj. Rodzice przywykli do tego
    stanu i pewnie trudno im wyobrazić sobie inny układ. Jak ich braknie
    egoistyczny synuś całkiem zagubi się w zyciu i zdziwaczeje do końca.

    Odpuść sobie tą nienawisc, ona Tobie zatruwa zycie. Rodzice pewnie
    nawet nie zdawali sobie sprawy , ze cię krzywdzą. Może uważali ,że
    samodzilniejsze dziecko lepiej sobie radzi więc nie potrzebuje
    takiej uwagi i starań z ich strony. To czesty błąd rodziców.
    A brata samo zycie ukara.
    Powodzenia.
    --
    ...........................................
    Na ile mozna się spodlić dla żądzy władzy ?
  • jukej 12.05.10, 16:10
    odpowiem ogólnie wszystkim.
    ja też chorowałem od dziecka, na astmę, wtedy jeszcze nie było takich
    leków, jakie są teraz, dusiłem się, lało mi się z nosa, oczu, byłem
    nieprzytomny i byłem sam z tą chorobą, medycyna była w powijakach,
    chodziłem naszprycowany jakimiś tabletkami, ale mało pomagały. Nie
    było inhalatorów, były leki usypiające. Mimo to, że byłem uczulony na
    kurz, co było widać bez badań, nie oszczędzałem się, zawsze robiłem
    tak, żeby pomóc rodzicom, trzepanie dywanów, itd.
    Z powodu astmy byłem słabeuszem, ale się starałem, bo byłem
    przekonany, że tak trzeba, że taka jest moja rola, jako syna. Nikt,
    ojciec, czy matka, wtedy mi nie powiedzieli, żebym coś odstawił,
    zostawił, itd. bo mi się pogorszy.
    Dopiero, gdy dorosłem, to zrobiłem sobie badania i było czarno na
    białym, że kurz to dla mnie=duszenie się. Nikt kto tego nie przeżył,
    nie ma pojęcia, co to jest mieć płaski oddech i modlić się nie
    wiadomo do kogo o to, żeby móc normalnie oddychać.
    ON nie miał takich problemów, też jest alergikiem, ale nie
    astmatykiem. Jednak od zawsze był chroniony.
    Nie zieję jadem, ani nienawiścią. Pisze to do artykułu, jaki się
    ukazał, starając się uzmysłowić innym, jak można komuś schrzanić
    życie.
    On też ma życie do bani, bo jak zostanie sam, jak rodzice umrą, to
    nawet kasa po spadku mu ni pomoże w przeżyciu.
    Z jednej strony on na nich warczy, nie odzywa się, robi dzikie
    awantury, że np ktoś użył jego szamponu, podczas gdy za nic nie
    płaci, z drugiej oni to tolerują. To normalne?
    Nie ma we mnie zazdrości, wręcz przeciwnie, jest zdumienie, irytacja,
    niedowierzanie, oburzenie.
    Rodzice nie są głupi, to inteligentni ludzie, ale widać człowiek
    prosty bardziej będzie potrafił wychować dziecko niż ktoś po
    studiach, oblatany, oczytany, komu się tylko wydaje, że dorósł do
    ojcostwa.
    Sam nie mam dzieci, ale gdybym miał, tobym nigdy nie popełnił takich
    błędów, nigdy bym dziecka nie stawiał na piedestale, ale też dałbym
    tyle miłości, ile trzeba, żeby czuło się kochane ... ale reszta
    należy do niego, to jak i z kim ułoży sobie życie.

    Co do niektórych postów, to śmiać mi się chce z waszych wniosków
    obserwacyjnych. Parę osób zrobiło z siebie idiotów/tki, niepotrzebnie
    bierzecie się za osądzanie, widać, że o życiu nie macie bladego
    pojęcia. O nietykiecie już nie wspomnę.
  • jukej 12.05.10, 20:12
    w życiu nie potrzebowałem nic ponad akceptację rodziców, chciałem,
    żeby byli ze mnie dumni, choć raz, niestety nie udało się, skupili
    się na bracie, na sobie, mówi się trudno. Myślę, że to będzie we
    mnie tkwiło przez dłuższy czas, każdy chce, pragnie, żeby najbliżsi
    go dostrzegli, pochwalili za coś, żeby człowiek znał swoją wartość.
    Nie mogłem im zaimponować, może to moja wina, całkiem możliwe, nie
    mam jakichś specjalnych talentów, jedynie dobre chęci, a dobrymi
    chęciami, jak to mówią, jest piekło wybrukowane.
  • jukej 12.05.10, 16:28
    dzięki, dałem sobie radę, choć wiele mnie to kosztowało zdrowia,
    nerwów, nabawiłem się nerwicy, depresja....
    Jednak to, co najważniejsze, mam za sobą.
    Czasami tylko gdzieś jest żal starszego człowieka, który skacze koło
    młodego. Ale mnie już przy tym nie ma i to jest najważniejsze.
  • annataylor 12.05.10, 10:47
    problemem tych ludzi jest brak pracy, niezależności finansowej. takie
    mamy czasy, ludzie po studiach 1200-1500 zł zarabiają... to gdzie się
    mają wyprowadzić?
  • haldeman79 12.05.10, 11:18
    annataylor napisała:

    > problemem tych ludzi jest brak pracy, niezależności finansowej. takie
    > mamy czasy, ludzie po studiach 1200-1500 zł zarabiają... to gdzie się
    > mają wyprowadzić?

    Brak samodzielności to nie tylko brak własnych czterech kątów ale również
    oczekiwanie, że ktoś podda Ci jedzenie pod nos i posprząta po Tobie.
    --
    żołądkowa gorzka, moja nieodwzajemniona miłość
  • mondego1 12.05.10, 11:32
    Niesamodzielnosc swoja droga ale czasami nie dziwie sie, ze dorosle
    dzieci zostaja z rodzicami. Zamiast wyrzucac pieniadze w bloto za
    wynajem jakiejs nory ,za ciezka kase, odkladaja na swoje
    mieszkanie.Rodziny wielopokloeniowe w jednym domu czasmai to dziala,
    tylko tzeba ustalic granice i nie wykorzystywac sie na wzajem.
  • pochodnia_nerona 12.05.10, 13:47
    No ja np. nie odkładam, ale DOKŁADAM bez przerwy - no, rozumiem, że jem,
    mieszkam, kąpię się w ciepłej wodzie, to i mój pobyt kosztuje. Oprócz tego
    sprzątam, piorę, więc nie jestem darmozjadem. Ale nie mogę się usamodzielnić,
    miałam słabo płatną pracę, którą straciłam. Mimo dobrego wykształcenia, nie mogę
    znaleźć innej. To co mam robić, iść pod most, czy mieszkać z mamą?
    --
    Pojawiam się i znikam, i znikam, i znikam...
  • rock73 12.05.10, 16:12
    To jeszcze zależy co uważasz za dobre wykształcenie. Sam tytuł "mgr" to za mało,
    musisz mieć jeszcze potrzebne pracodawcy umiejętności i doświadczenie oraz
    odpowiedni kierunek studiów. Owszem, napiszesz, że skąd masz je mieć, skoro nie
    masz pracy - ale też z drugiej strony pracodawca nie jest od tego, żeby Ci to
    zapewnić.
  • pochodnia_nerona 12.05.10, 21:43
    Prawda jest taka, że w obecnej chwili na rynku pracy brakuje ofert dla osób z
    moim wykształceniem (ale pal je licho) i UMIEJĘTNOŚCIAMI. Jest pełno dla
    przedstawicieli handlowych, ale do tego tez trzeba się nadawać, prawda? Dziwnym
    trafem moi przyjaciele też mają podobne problemy... a mają różne wykształcenie,
    nie są tez leniami. To znaczy, że chyba z pracą, płacami i cenami mieszkań jest
    coś nie teges, a nie z nami?
    --
    Pojawiam się i znikam, i znikam, i znikam...
  • haldeman79 12.05.10, 22:06
    pochodnia_nerona napisała:

    > Prawda jest taka, że w obecnej chwili na rynku pracy brakuje ofert dla osób z
    > moim wykształceniem (ale pal je licho) i UMIEJĘTNOŚCIAMI. Jest pełno dla
    > przedstawicieli handlowych, ale do tego tez trzeba się nadawać, prawda? Dziwnym
    > trafem moi przyjaciele też mają podobne problemy... a mają różne wykształcenie,
    > nie są tez leniami. To znaczy, że chyba z pracą, płacami i cenami mieszkań jest
    > coś nie teges, a nie z nami?

    Nie teges jest z Twoim wykształceniem. Możliwy wybór nie kończy się na byciu
    handlowcem, nawet się na tym nie zaczyna. Ale najlepiej jest stwierdzić, że na
    ludzi z takimi umiejętnościami nie ma zapotrzebowania i czekać na Bóg wie co,
    zamiast przyswoić sobie potrzebne umiejętności.
    --
    żołądkowa gorzka, moja nieodwzajemniona miłość
  • pochodnia_nerona 12.05.10, 22:48
    Przyswoić umiejętności, OK, tylko za co? Kolejne studia? A skąd na to kasę? Kurs
    w moim PUP-ie to obsługa wózków widłowych i takie tam :-) Oczywiście, że próbuję
    szukać pracy POZA moim wykształceniem i dziedziną studiów, ale nie zdobywam jej
    ze względu na to, że... mam za wysokie wykształcenie. Ekstra, nie?
    --
    Pojawiam się i znikam, i znikam, i znikam...
  • e-go 12.05.10, 11:48

    tylko że Ci młodzi ludzie nie muszą wynajmować sami mieszkania -
    skoro nie stać ich na to, mogą w porozumieniu z koleżankami lub
    kolegami wynająć mieszkanie na spółkę... wystarczy chcieć
    u nas każdy ma coś na swoje usprawiedliwienie - na usprawiedliwienie
    swojego wygodnictwa, niestety...
    w Niemczech to wstyd mieszkać z rodzicami, w Polsce to standard
  • c2h6 12.05.10, 12:00
    e-go napisała:

    >
    > tylko że Ci młodzi ludzie nie muszą wynajmować sami mieszkania -
    > skoro nie stać ich na to, mogą w porozumieniu z koleżankami lub
    > kolegami wynająć mieszkanie na spółkę... wystarczy chcieć
    > u nas każdy ma coś na swoje usprawiedliwienie - na
    usprawiedliwienie
    > swojego wygodnictwa, niestety...
    > w Niemczech to wstyd mieszkać z rodzicami, w Polsce to standard

    Und? Czy to ma być jakiś argument?
  • rabart 12.05.10, 17:01
    A w Polsce wstyd jest bekać i pierdzieć przy stole, a w Niemczech to standard. I ?
    Poza tym mieszkania w Niemczech są tańsze niz w Polsce cwaniaku.
    I to w realnych cenach, nie w przełożeniu na relacje pensja/cena.
  • ufffaa 14.05.10, 18:14
    Rabart, Twoje wyobrazenie o zyciu w Niemczech jest falszywe. Opisane przez
    Ciebie maniery odnosnie zachowania przy stole sa m n i e calkowicie nieznane,
    aczkolwiek zyje w Niemczech od bez mala trzydziestu lat. Jezeli w ogole
    kiedykolwiek znalazles sie przy jednym stole z Niemcami i stad Twoje wnioski,
    musieli to byc ludzie wrecz asocjalni. Mieszkania w Niemczech sa z n a c z n i
    e drozsze niz w Polsce. Moj czynsz wynosi 1200 euro za 90 metrow kw. Gdyby
    ludzie mieszkajacy w Polsce musieli tyle placic, tylko nieliczni byliby w stanie
    na to zarobic. Zejdz na ziemie i nie naginaj faktow do swoich wyssanych z palca
    teorii.
  • rabart 14.05.10, 20:04
    . Mieszkania w Niemczech sa z n a c z n i
    > e drozsze niz w Polsce.

    Po co kłamać?

    wyborcza.biz/biznes/1,101562,4283444.html\
    Mieszkania w Warszawie są już jednymi z najdroższych w Europie. Warszawiacy mogą
    pozazdrościć zwłaszcza Berlińczykom, bo nie dość, że mają oni dużo wyższe
    zarobki, to jeszcze w stolicy naszych zachodnich sąsiadów mieszkania są tańsze
  • ufffaa 14.05.10, 23:03
    Rabart, nalezysz niestety do rodzaju ludzi, ktorych ostatnim argumentem jest
    obrazanie oponenta.
  • rabart 15.05.10, 00:35
    Jak dotąd nikt nie przedstawił argumentów. Mnie obrażano co chwila, nie widzę
    powodu by nie oddać.
  • jjawor 14.05.10, 21:49
    Sorki gdzie mieszkasz, że masz tak wysoki czynsz??? Ja mieszkam w 500 000 mieście w Zagłębiu Ruhry, w dobrej dzielnicy i Warmmiete mam 760 euro (a mieszkam z rodziną). I muszę powiedzieć, że faktycznie jest tu częstą sprawą mieszkanie w kilka osób, ale obserwuje się wzrost ilości dorosłych po 25 roku życia mieszkających w rodzinnych domach, być może tendencję zawyża była NRD, ale i na zachodzie trudniej się usamodzielnić młodym niż jeszcze 10 lat wcześniej.
  • ufffaa 14.05.10, 23:26
    Jjawor, mieszkam w Berlinie. Czynsz wzrasta co roku procentualnie
    (Staffelmietvertrag). Przez kilkanascie lat zdazyl osiagnac ten poziom.
    Mieszkanie jest zlokalizowane w tzw. Lage 1a, a suma, ktora wymienilam odnosi
    sie do Miete brutto. Do tego dochadza koszty wody i ogrzewania. Jezeli czytales
    posty Rabarta, to przypuszczam, ze jezeli w ogole kiedykowiek byl np. w
    Berlinie, to zna z autopsji jedynie ochydne zaulki w dzielnicach typu Neuköln
    albo Wedding.
    Pozdrawiam :-)
  • ufffaa 14.05.10, 23:30
    Ups, oczywiscie "ohydne", a nie "ochydne"
  • kapciowa 24.05.10, 14:48
    Neukölln nie Neuköln jak juz...

    W Berlinie czynsz jest tanszy niz na zachodzie Niemiec, raczej ty masz
    niewielkie pojecie o kosztach w Niemczech i w Polsce. Mieszkam w dzielnicy
    Charlottenburg, Altbau, 2 pokoje 60m kw, czynsz 340€ plus gaz i prad.
    Moje poprzednie mieszkanie w tej samej okolicy: kawalerka 36m kw, 220€ plus gaz
    i prad...
  • listekklonu 12.05.10, 19:15
    > tylko że Ci młodzi ludzie nie muszą wynajmować sami mieszkania -
    > skoro nie stać ich na to, mogą w porozumieniu z koleżankami lub
    > kolegami wynająć mieszkanie na spółkę...

    Gdybym miała mieszkać z koleżankami, to już naprawdę wolałabym zostać z rodzicami.
  • jukej 12.05.10, 20:17
    i właśnie o takich kretynkach jest ten artykuł
  • echtom 13.05.10, 11:34
    Dlaczego "kretynkach"? Dlaczego mieszkanie razem z rodzicami i
    dzielenie z nimi kosztów utrzymania to patologia, a robienie tego
    samego z koleżankami/kolegami to dorosłość? Było juz parę postów, że
    taki układ często się opłaca finansowo obu stronom. Bez sensu
    jest utrzymywać dla zasady dwa domy, jeśli można podzielić się
    jednym.

    --
    "Mieliście do wyboru wojnę lub hańbę. Wybraliście hańbę, a wojnę i
    tak będziecie mieli."
    W. Churchill
  • rabart 12.05.10, 20:23
    Nie nie, musisz wziąć ślub po roku znajomości a potem kredyt razem na 50lat w
    jednym z banków :)
    Inaczej przegrałaś życie !
  • three-gun-max 25.05.10, 15:41
    Mieszkać w 5 chłopa jak w jakiejś komunie gejowskiej tylko dlatego, żeby nie z rodzicami? A co to ma na celu?
  • jukej 12.05.10, 16:12
    jak ktoś jest ambitny i ma odrobinę honoru,l to wynajmie choćby małe
    mieszkanko z paroma osobami i kasy wystarczy. Tak robią moi znajomi w
    polsce i jakoś żyją.
  • rabart 12.05.10, 17:10
    Honor=mieszkanie w ruderze z 5 osobami jak w hippisowskiej komunie w wieku lat 30tu.
  • haldeman79 12.05.10, 17:37
    rabart napisał:

    > Honor=mieszkanie w ruderze z 5 osobami jak w hippisowskiej komunie w wieku lat
    > 30tu.

    Demagogia.
    --
    żołądkowa gorzka, moja nieodwzajemniona miłość
  • rabart 12.05.10, 17:51
    W takich kamienicach mieszkają studenci a potem korpoludki we Wrocławiu np:
    wroclaw.hydral.com.pl/foto/54/54150.jpg
  • haldeman79 12.05.10, 18:18
    rabart napisał:

    > W takich kamienicach mieszkają studenci a potem korpoludki we Wrocławiu np:
    > wroclaw.hydral.com.pl/foto/54/54150.jpg

    Nie jest źle, wystarczy zakasać rękawy...Nie lepiej narzekać,że się nie da bo
    jedyna alternatywa to rudera.


    --
    żołądkowa gorzka, moja nieodwzajemniona miłość
  • rabart 12.05.10, 18:22
    Zakasać rękawy do czego?
    Wiesz jak tam śmierdzi moczem w bramie i jaki grzyb jest w środku?
  • haldeman79 12.05.10, 18:39
    rabart napisał:

    > Zakasać rękawy do czego?
    > Wiesz jak tam śmierdzi moczem w bramie i jaki grzyb jest w środku?

    Moja żona ma kuzyna, który od rodziców dostał..i tu proszę się skupić stary
    chlew
    stojący na ich działce. Dla nieuświadomionych, chlew to takie miejsce
    gdzie z reguły jest dużo gówna a i śmierdzi również odpowiednio.

    Gość nie powiedział, że nie będzie tam mieszkał, tylko wszedł do środka, wywiózł
    co było do wywiezienia, skuł co było do skucia, wytynkował a potem dobudował co
    było trzeba i dziś nikt kto nie zna tej historii nie uwierzy, że dom w którym
    mieszka był kiedyś chlewem.

    Oczywiście Ty znowu mi napiszesz, że u Ciebie śmierdzi moczem a Ty po 2
    fakultetach i z 2 językami ani nic z tym nie zrobisz ani nie poszukasz czegoś
    innego, ponieważ wszystkie kamienice we Wrocławiu śmierdzą a jak nie to kosztują
    niebotyczne pieniądze.
    --
    żołądkowa gorzka, moja nieodwzajemniona miłość
  • rabart 12.05.10, 18:56
    Acha-rozumiem że wynajmujący tam mieszkania mają odbudować kamienice własnym
    wysiłkiem rąk. Pomysły rodem z myśl przywódcy Czerwonych Khmerów.
    Nie mówiąc o tym że byłaby to samowolka budowlana i policja by się tym szybko
    zainteresowała w środku miasta.

    > co było do wywiezienia, skuł co było do skucia, wytynkował a potem dobudował co
    > było trzeba i dziś nikt kto nie zna tej historii nie uwierzy, że dom w którym
    > mieszka był kiedyś chlewem.
    To niech poczeka, aż mu władza ten dom zburzy jako samowolkę budowlaną, mądralo.

    > Oczywiście Ty znowu mi napiszesz, że u Ciebie śmierdzi moczem a Ty po 2
    > fakultetach i z 2 językami ani nic z tym nie zrobisz ani nie poszukasz czegoś
    > innego, ponieważ wszystkie kamienice we Wrocławiu śmierdzą a jak nie to kosztuj
    > ą
    > niebotyczne pieniądze.
    Bo tak jest?
  • haldeman79 12.05.10, 19:14
    rabart napisał:

    > Bo tak jest?

    --
    żołądkowa gorzka, moja nieodwzajemniona miłość
  • watersnakes2 15.05.10, 12:17
    > Acha-rozumiem że wynajmujący tam mieszkania mają odbudować
    kamienice własnym
    > wysiłkiem rąk.

    Co za bzdura.
    Mieszkam w starej kamienicy w centrum Lublina. W bramie tez pito i
    sikano, ale jakos nowym lokatorom (w tym mnie) udalo sie wymoc na
    administracji instalacje bramy czy czestsze patrole policji. I wierz
    mi, ze wymagalo to od nas tylko dobrych checi, kilku pism,
    cierpliwosci i (tu uwaga!) ANI GROSZA (oprocz kilku znaczkow).

    Czyli mozna chciec, tylko wystarczy tylek sprzed komputera ruszyc.


    --
    hedonistyczne psiekrwie
    bodmod na co dzien
  • jukej 12.05.10, 20:20
    bo pewnie naszczałeś lub naszczali twoi kumple studenci, jak nie
    zdążyli do wc. Domofon to nie bóg wie co.
  • three-gun-max 25.05.10, 15:42
    Nie demagogia tylko 10/10 :)
  • haldeman79 26.05.10, 11:19
    three-gun-max napisał:

    > Nie demagogia tylko 10/10 :)

    Demagogią jest przeciwstawienie mieszkania z rodzicami, mieszkaniu w ruderze.
    Wystarczy zapytać zamiast przyklaskiwać nie rozumiejąc o czym toczy się dyskusja.
    --
    żołądkowa gorzka, moja nieodwzajemniona miłość
  • jednorazowy3 12.05.10, 17:31
    Ale po co? Nie rozumiem niechęci ludzi do własnych rodziców? Czyżby wszyscy z tego forum żyli w patologicznych rodzinach czy co?
    Rozumiem, że jak ktoś mieszka z rodzicami, a matka mu ścieli łóżko to to jest chore ale nie sam fakt mieszkania.
  • moonalisa 12.05.10, 11:26
    a komu to przeszkadza,ze dziecko dorosłe mieszka z rodzicami? czy państwo musi
    wszędzie sie wtrącać?
    Każdy zyje jak chce,to jego prywatny wybór.
  • mondego1 12.05.10, 11:35
    deweloperom i wynajmujacym mieszkania:) trzeba nakrecac
    konsumpcje.Niektorzy przesadzaja ze zle pojetym indywidualizmem.
  • abccbaabccba 12.05.10, 13:14
    Masz rację, ten artykuł to już trzeci, robiony według tego samego
    szablonu. Ba! Jest to nawet rodzaj plagiatu - te same zdania, takie
    same argumenty, powoływanie się na Włochów (czemu nie Pigmejów?!)

    Problem numer jeden - ceny mieszkań - taniej kosztowałyby mieszkania,
    gdyby były budowane z telewizorów plazmowych. Bo cena telewizora o
    ekranie powyżej 1 metra kwadratowego już dawno spadła poniżej ceny
    jednego metra kwadratowego mieszkania. Kto winien? Ten, kto nie
    potrafi rozbić kartelu budowlanego - 100% zmowy, zero rzeczywistej
    konkurencji, dzięki bankom można wywindować było ceny do nierealnego
    poziomu.

    Problem numer dwa - wspólne mieszkanie z rodzicami niekoniecznie
    oznacza że samo mieszkanie jest rodziców. Są różne sytuacje, bywa że
    to rodzice są "na wycugu" u dzieci. Przy obecnym poziomie emerytur to
    chyba nic dziwnego. Czy jest patologią, że mając tzw. kasę i
    mieszkanie - ktoś pozwala mieszkać swoim rodzicom ze sobą?

    Problem numer trzy - rodzina to niekoniecznie on+ona+pies. Czasem są
    jakieś dzieci, czasem są rodzice, czasem może to być nawet kuzyn czy
    ciotka. Albo prababcia, rodzeństwo. Nie wiem jaki uraz psychiczny ma
    autor artykułu - że uważa iż posiadanie rodziny jest wstydliwe. Złe
    jest jeżeli ludzie mieszkają w nadmiernym zagęszczeniu, bez bieżącej
    wody, prądu, ogrzewania. Ale jeżeli mają duży dom - to co złego że w
    tym "dworku" mieszka kilka pokoleń, że przyjeżdżają krewni?! Taki
    styl życia jest tradycyjny dla Polaków - wystarczy przeczytać "Pana
    Tadeusza". Komu zależy na rozbijaniu więzi i niszczeniu wartości?
  • jukej 12.05.10, 20:22
    pieprzysz głupoty chłopcze.
  • abccbaabccba 12.05.10, 23:32
    Nota bene, objawy jakie miałeś to nie astma, hipochondrykiem jesteś i
    to z odchyleniami w kierunku poważniejszych jeszcze, psychicznych
    dolegliwości. Nijak nie można zrozumieć, jak twoje nieudane, chore,
    zmarnowane życie ma nas przekonać, że masz rację.

    Widzisz - mógłbyś mieć pięciu braci! I do tego wszyscy bliźniacy! I
    do tego - każdy z innego ojca! A ty, typowy goguś-jedynak do lat 10,
    z jednym bratem nie potrafił wytrzymać. Modelowy przypadek patologii.
  • c2h6 13.05.10, 12:15
    abccbaabccba napisał:

    > Nota bene, objawy jakie miałeś to nie astma, hipochondrykiem
    jesteś i
    > to z odchyleniami w kierunku poważniejszych jeszcze, psychicznych
    > dolegliwości. Nijak nie można zrozumieć, jak twoje nieudane,
    chore,
    > zmarnowane życie ma nas przekonać, że masz rację.
    >
    > Widzisz - mógłbyś mieć pięciu braci! I do tego wszyscy bliźniacy!
    I
    > do tego - każdy z innego ojca! A ty, typowy goguś-jedynak do lat
    10,
    > z jednym bratem nie potrafił wytrzymać. Modelowy przypadek
    patologii.

    Bardzo słuszne spostrzeżenie. Pobył sobie jedynakiem i tak mu się
    spodobało, że kiedy pojawiła się konkurencja od razu ją
    znienawidził. Dlatego teraz cokolwiek ten niedobry brat zrobi
    będzie, oczywiście, niedobre. A on, biedactwo, musiał aż do Hameryki
    uciekać. Jak wielu frustratów przed nim.
  • jukej 12.05.10, 16:30
    nikomu to nie przeszkadza, dopóki z takich sytuacji nie wyrastają
    patologie, a najczęściej wyrastają.
  • malpieldzekson 12.05.10, 11:32
    Nie trzeba mieszkać z rodzicami i nie zarabiać żeby być ciągle na pępowinie.
    Ja jestem najmłodszy (sporo młodszy od dwóch pozostałych braci). Skończyłem
    już studia, tak jak rodzeństwo, w innych miastach. Zarabiam jak na kawalera
    sporo. Ale tak na prawdę nie umiem sam podjąć żadnej decyzji, niczego
    załatwić. Wszystko musi za mnie ogarniać matka. Bardzo mnie to frustruje. ;\
  • norymberga3 12.05.10, 11:45
    Jeśli starczyło Ci inteligencji i siły przebicia na skończenie
    studiów, to jesteś zdolny do podejmowania decyzji i załatwiania
    bieżących spraw. Tylko nie chcesz się w to bawić, bo taki macie
    układ z mamą. Ona na pewno jest w swoim żywiole, czuje się potrzebna
    i wiele dobrego czyni dla ukochanego synusia. Ale Ty zdecydowanie
    potkniesz się na tym. Jakikolwiek poważny związek jest skazany na
    katastrofę, kiedy tylko kobieta zwietrzy, że jej partner się nie
    odpępowił.
  • jukej 12.05.10, 16:32
    może to kwestia Twojego młodego wieku, nie wiem ile masz lat, ale i tak
    radzisz sobie finansowo, jesteś samodzielny, a to, że mama Ci doradzi,
    to nie ma w tym nic złego, wierz mi, to są dwie różne rzeczy o których
    tu piszemy.
    Gratuluję samodzielności i głowy na karku.
  • pazza.eu 12.05.10, 11:41
    Aby nauczylo sie chodzic - musialas postawic je na zieni i puscic, aby zrobilo pierwsze kroki samodzielnie.
    I spodobalo mu sie, chociaz kosztowalo wiele upadkow na pupe.
    Tak samo z samodzielnoscia. Czuwaj z daleka, ale nie podtrzymuj. Musi poczuc smak odpowiedzialnosci i radosc, ze cos mu sie w koncu samemu udalo!!!
    A jesli dziecko nie chce byc samodzielne, to najprosciej naklonic go do doroslosci limitujac opieke: gdy przestanie sie czuc w domu jak w bezplatnym hotelu, gdy bedzie musial ponosic polowe kosztow utrzymania(czynsz, media, koszty jedzenia, prania itp), gdy bedzie musial dotrzymywac "regulaminu domu"(tzn pory powrotow, zakupow, posilkow itp), gdy bedzie mial okreslone obowiazki - to zrozumie szybciutko, ze lepiej samemu... bo przynajmniej nikt mu zrzedzic nie bedzie nad glowa.
    I O TO CHODZI!!!! :)
    Pozdrawiam
    PS. A smutek, gdy dziecko sie wyprowadza - mija szybko... i jesli po miesiacu - podczas wizyty rozwali sie na wersalce zbyt dlugo - sami zapytacie: "Ty nie masz wlasnego domu?" hihihihihi
  • jukej 12.05.10, 16:34
    dobre :)
  • abccbaabccba 12.05.10, 23:43
    O tak. Dodam jeszcze: gdy twoje dziecko uczyło się samo jeść, to trzeba
    było zaprzestać podawania mu papu do buzi.

    I dlatego gdy już będziesz stara, brzydka, sparaliżowana - to twoje
    dziecko pozwoli ci na całkowicie samodzielne życie. Dobrze będzie,
    jeżeli raz na rok zadzwoni - sprawdzić, czy już, czy może trochę
    później.
  • haldeman79 12.05.10, 23:49
    abccbaabccba napisał:

    > O tak. Dodam jeszcze: gdy twoje dziecko uczyło się samo jeść, to trzeba
    > było zaprzestać podawania mu papu do buzi.

    W końcu czym różni się kilkulatek od dorosłego faceta?
    --
    żołądkowa gorzka, moja nieodwzajemniona miłość
  • mg-27 12.05.10, 11:48
    Ja tez mieszkam z rodzicami i to z mezem i dzieckiem - nie z wygody
    lecz z braku mozliwosci posiadania wlasnego mieszkania... I wiem ze
    jeszcze kilka lat tak bedzie...
  • malpieldzekson 12.05.10, 11:55
    W czasach powojennych, dość długo, mieszkano w kilka pokoleń w jednych
    mieszkaniach..bo nie było innych opcji. Moi rodzice po ślubie mieszkali kilka
    lat z dwójką dzieci, ciotką i rodzicami w 3pokojowym mieszkaniu..
  • cilri 12.05.10, 11:55
    ja neistety też mieszkam wraz z mężem i dzieckiem u rodziców - nie z
    wygody ale z braku szansy na inne mieszkanie. niestety, nie mam
    takiego farta jak większość moich znajomych i rodzice (ani moi ani
    męża)nie kupili nam mieszkania w prezencie ślubnym. bardzo
    chciałabym się wyprowadzić ale niestety nie mam narazie szans :(
  • pencerfum 12.05.10, 12:51
    Rodzice Wam mieli kupić mieszkanie w prezencie ślubnym? Żartujesz? A trzeba było
    samemu zarobić na to mieszkanie przed ślubem! Uzupełnić braki w edukacji, z
    uporem szukać lepszej pracy i zapracować na mieszkanie. Zakładać rodzinę w
    warunkach, w których można ją założyć. A nie wprowadzać się do rodziców i czekać
    na co? Na farta, aż przyjdzie?
    Uff...
  • jednorazowy3 12.05.10, 17:37
    W kapitalizmie struktura społeczna jest mniej więcej stała. Choćby było 100% geniuszy z tytułem profesora to struktura zarobków byłaby podobna do dzisiejszej. Zatem rozpatrując problem w skali ogólnokrajowej Twoja propozycja jest bezsensowna bo nic nie zmienia.
  • rabart 12.05.10, 17:52
    W Polsce jest 30% bezrobocie-raczej nie wydaje mi się to normalną sytuacją.
    30% bo-2mln bezrobotnych w Polsce, 2,5mln wyjechało za pracą.
  • belle.du.jour 12.05.10, 13:44
    cilri napisała:

    > ja neistety też mieszkam wraz z mężem i dzieckiem u rodziców - nie
    z
    > wygody ale z braku szansy na inne mieszkanie. niestety, nie mam
    > takiego farta jak większość moich znajomych i rodzice (ani moi ani
    > męża)nie kupili nam mieszkania w prezencie ślubnym. bardzo
    > chciałabym się wyprowadzić ale niestety nie mam narazie szans :(

    JA TEZ nie dostałam mieszkania w prezencie od rodzicow ale na Boga,
    czy to powód by mieszkac z rodzicami??? Czy jesteście dorośli czy
    tylko bawicie sie "w dom"? Wynajmuje się, bierze się kredyt.. małe,
    ciasne ale własne.. może dalej od centrum ale na swoim.
  • echtom 12.05.10, 14:09
    > Wynajmuje się, bierze się kredyt.. małe, ciasne ale własne.. może
    dalej od centrum ale na swoim.

    I dobrze, ale to nie musi być życiowym priorytetem. Zdarzają się
    ludzie, którzy potrafią się dogadać pod jednym dachem z rodzicami, a
    nawet z teściami. Dzielą koszty utrzymania i obowiązki, szanują
    nawzajem swoją prywatność i wszyscy są z takiego układu zadowoleni.
    Bo to już nie jest układ rodzic-dziecko, tylko dorosły-dorosły w
    jednym domu. To trudne, ale widocznie możliwe, skoro znam takie
    rodziny.

    --
    "Mieliście do wyboru wojnę lub hańbę. Wybraliście hańbę, a wojnę i
    tak będziecie mieli."
    W. Churchill
  • kamilo_82 13.05.10, 13:01
    bubster napisała:

    > Moi tez mi nie dali mieszkania w prezencie ślubnym.
    > Ciężko pracowałam, wzięłam kredyt i mam mieszkanie.
    > Da się, ale trzeba chcieć.

    I mieć szczęści / znajomości aby dostać odpowiednio płatną pracę albo też
    obydwie rzeczy na raz.

    A dobrymi chęciami to piekło jest wybrukowane.
  • haldeman79 13.05.10, 15:32
    kamilo_82 napisał:

    > I mieć szczęści / znajomości aby dostać odpowiednio płatną pracę albo też
    > obydwie rzeczy na raz.
    >
    > A dobrymi chęciami to piekło jest wybrukowane.

    Znajomości pominę bo nie ma co komentować. Interesuje mnie co oznacza mieć
    szczęście?
    --
    żołądkowa gorzka, moja nieodwzajemniona miłość
  • jukej 12.05.10, 16:35
    nie masz mieszkania a masz męża i dziecko? to kolejna paranoja.
    A intelekt zgubiłaś po drodze do ołtarza, czy w trakcie rozkładania
    nóg?
  • teyoo 12.05.10, 11:59
    "Mieszkanie z rodzicami w dorosłym życiu to patologia?"

    Nie, wy kretyni. To czasem finansowa konieczność. Łatwo jest zarabiać 5-6k i z uśmieszkiem pełnym wyższości rzucać tekstami o "patologii". Spróbujcie sobie w takim razie pomieszkać sami, zarabiając wynagrodzenie w wysokości minimalnej (netto ok.900zł). Darujcie sobie teksty "to znajdź lepszą pracę" bo wcale o to nie tak łatwo.
    Ja mieszkam z rodzicami w domku. Tak się składa, że za tę badziewną pensję, jaką raczą rzucić pracodawcy, nie dałabym rady utrzymać się sama. To co, mam w imię ideałów mieszkać twardo pod mostem, byle nie z rodzicami?? Daję im co miesiąc trochę kasy (zrzutka na opłaty:) i mieszkamy sobie razem. Tak jest ekonomiczniej - także dla rodziców, którzy sami z emerytury też by nie utrzymali całego domu.
    Nie mylcie mieszkania z rodzicami z brakiem samodzielności. W Polsce po prostu czasem inaczej nie można - ceny mieszkań, wynajmów - zabijają:/
    Widzę, że to kolejna krucjata Agory - byle tylko wmówić wszystkim, którzy mieszkają z rodzicami, że są infantylni, źli, i powinni się wstydzić, bo nie pasują do jedynej słusznej opcji Agory:/ I zawsze te tendencyjne tekściki o 'praniu skarpetek' i tym podobnych. A ilu facetom skarpetki pierze żona - i to jest takie DOROSŁE? Haha, zmiana matki na żonę.. no porażające. Mnie zwisają wasze złośliwości, bo jak się mieszka z innymi osobami, to normalny jest podział obowiązków. Np. ta osoba myje naczynia, inna pierze czy sprząta, i po co robić z tego wielkie halo? Czy będę bardziej wartościowa dla Agory, jak się wyprowadzę do bloków i zamieszkam samotnie w małej klitce, będę sobie prała te przysłowiowe skarpetki i gotowała obiadziki wieczorem?
    Agora jak zwykle buja gdzieś w obłokach, nie zna rzeczywistości, w której żyją miliony Polaków - tej, w której zarabia się marną kasę i nie ma widoków na lepsze warunki. Tak po prostu czasem bywa.
  • julita165 12.05.10, 12:23
    A co powiecie o takiej sytuacji: mieszkanie z rodzicami przez kilka lat po
    studiach. Nie ma co ukrywać, z braku kasy, może nie na to, żeby jakkolwiek żyć
    ale żyć na dotychczasowym poziomie jaki zapewniali rodzice podczas nauki. W
    końcu jednak gotowość do wyprowadzki, a tu jedno z rodziców umiera, a drugie na
    emeryturze nie jest w stanie utrzymać domu, domu z którym jest bardzo związane
    emocjonalnie i nie wyobraża sobie życia na stare lata w blokach. Więc decyzja:
    zostajemy razem choć to decyzja podyktowana tylko i wyłącznie troską o rodzica.
    Czy to też jest patologia ?
  • julita165 12.05.10, 15:00
    Tak się właśnie stało. Mieszkamy w trójkę...
  • jednorazowy3 12.05.10, 17:45
    I dobrze, najważniejsze to być asertywnym i realizować swoje cele, a nie ulegać i cierpieć później przez całe życie.
    Nie pojmuję ludzi, którzy wyprowadzają się bo 'tak trzeba'. Nic nie trzeba poza realizacją swoich planów na miarę swoich możliwości.
    W polskich warunkach można brać kredyty i żyć od pierwszego do pierwszego ale to patologia. Na zachodzie można sobie wziąć kredyt na 80 lat i płacić ratę, która wynosi kilka procent przeciętnej pensji. I tam można sobie pozwolić na samodzielne życie w wieku 18 lat...
  • anaisanais96 12.05.10, 12:27
    nareszcie jakiś rozsądny głos. Ja również uważam że Polski nie ma co porównywać
    np.do Niemiec bo tam życie zupełnie inaczej wygląda niż u nas. Rodzice też są
    zadowoleni , że mieszkają z dziećmi bo sami nie daliby rady finansowo. Ci którzy
    piszą ze patologie jest mieszkać z rodzicami to zapewne ludzie zarabiający co
    najmniej 3000 netto i mogący sobie pozwolić na luksus mieszkania samemu. Moi
    bracia czy kuzyni zarabiający 1200-1600 na rękę mają iść mieszkać osobno? za co
    ? przecież wynajęcie zabrałoby im cała wypłatę.

    A tak poza tym to widzicie co dało to powszechne branie przez młodych ludzi
    kredytów na mieszkania. Ogólny kryzys światowy. co z tego że taki młody człowiek
    wyprowadzi sie jeśli potem ledwo wiąże koniec z końcem, albo co gorsza traci
    mieszkanie. u mnie w rodzinie były takie dwa przypadki. Dlatego nie wmawiajcie
    mi, że to patologia tylko czyta kalkulacja rodziców i dzieci.

  • martm1 12.05.10, 12:55
    nie rozumiem powszechnej egzaltacji felietonem

    jeden ma szczęście, jest ambitny, chce być niezależny, decyzyjny i jest gotów do
    ponoszenia konsekwencji, może kiedyś zamieni starą corolkę na limuzynę i własny dom

    drugi albo nie może, albo zwyczajnie nie chce wchodzić w wir odpowiedzialności i
    ewentualnych porażek, przyzwyczajony do bezpiecznej i ciepłej szklarni domowej i
    woli dla przykładu mieć świetny samochód mieszkając z rodzicami, goszcząc w
    znanych klubach, restauracjach i zwiedzać świat

    każdy żyje swoim życiem i sam decyduje kim jest i co robi

    pamiętam też felieton, w którym pytano studentów z wymiany (wolontariuszy ?) co
    sądzą o Polsce i o ile się nie mylę Gruzinka (?) była bardzo zdziwiona, że w
    kraju panuje moda i zwyczaj na jak najszybsze opuszczanie rodzinnego gniazda i
    życie o kromce chleba, argumentując zdziwienie powiedziała, że u niej w kraju
    istnieje ciągle żywa tradycja mieszkania wielu pokoleń rodziny w jednym domu
  • haldeman79 12.05.10, 17:14
    martm1 napisał:

    > nie rozumiem powszechnej egzaltacji felietonem
    >
    > jeden ma szczęście, jest ambitny, chce być niezależny, decyzyjny i jest gotów d
    > o
    > ponoszenia konsekwencji,

    Bycie dorosłym oznacza ponoszenie konsekwencji. To nie jest tak, że możesz sobie
    powiedzieć, że to od jutra dopiero będzie. Chcesz się usamodzielnić jak rodzice
    umrą?

    może kiedyś zamieni starą corolkę na limuzynę i własny
    > dom
    >
    > drugi albo nie może, albo zwyczajnie nie chce wchodzić w wir odpowiedzialności
    > i
    > ewentualnych porażek,

    Kiedyś trzeba będzie przyjąć na klatę pierwszą porażkę.

    > przyzwyczajony do bezpiecznej i ciepłej szklarni domowej
    > i
    > woli dla przykładu mieć świetny samochód mieszkając z rodzicami, goszcząc w
    > znanych klubach, restauracjach i zwiedzać świat
    >
    Czuje się rozbawiony:) Ilu ludzi mieszka z rodzicami z powodu wyżej wymienionych
    argumentów?


    --
    żołądkowa gorzka, moja nieodwzajemniona miłość
  • echtom 12.05.10, 12:46
    > Daję im co miesiąc trochę kasy (zrzutka na opłaty:) i mieszkamy
    sobie razem. Tak jest ekonomiczniej - także dla rodziców, którzy
    sami z emerytury też by nie utrzymali całego domu.

    Dokładnie - na tej zasadzie dwa pokolenia często dzielą dom góra-
    dół. Sam fakt mieszkania razem czy osobno jest drugorzędny, ważne są
    relacje, podział kosztów i obowiązków. Bo jak synek mieszka w
    mieszkaniu kupionym przez rodziców, a stołuje się u mamy i podrzuca
    jej pranie, czy to jest samodzielność?

    --
    "Mieliście do wyboru wojnę lub hańbę. Wybraliście hańbę, a wojnę i
    tak będziecie mieli."
    W. Churchill
  • abccbaabccba 12.05.10, 13:36
    Bardzo mądrze piszesz.

    Zapamiętam zwłaszcza argument "skarpetkowy" - naprawdę dobry!

    Ale nie masz racji chyba, gdy piszesz że pismaki bujają w obłokach -
    przecież oni to co robią robią dla pieniędzy. Ktoś im kazała urobić
    społeczeństwo - to urabiają. 300% dyspozycyjności.
  • elmy 12.05.10, 14:12
    To wszytko prawda. Jak nie wiadomo o co chodzi to chodzi o
    pieniądze.
    Mieszkamy u teściów bo nawet kredytu nie dostaniemy bez wkładu
    własnego (pieniądz). A wynajem mieszkań to nic innego jak spałata
    kredytu osoby która wynajmuje Ci mieszkanie (pieniądz). Wydatki
    dzielimy po równo miedzy sobą - i teściowie są zadowoleni bo taniej
    im wychodzą opłaty (pieniądz). Jedno z nas stracilo pracę (tu: brak
    pieniedzy). Polak na godzine zarabia (średnio -
    NIESTATYSTYCZNIE !!!) 8 zł - a za granica np. 6 euro. Mogę się mylić
    ale róznica jest duża. A później wszyscy narzekają ze mlodzi
    wyjeżdżają, że mało dzieci jest, że mieszkają u rodziców - BO
    CHOLERA MUSZĄ GDZIEŚ MIESZKAĆ, ZA CO WYCHOWAĆ DZIECI, GDZIEŚ
    ZAROBIĆ. Poza Polską niestety - bo zarobki są marne na normalne
    zycie
  • agagin 12.05.10, 15:52
    no jezeli ktts zarabia w PL 8zl to nie ma jeszcze zle. Znam takich
    co za 5zl a nawet 4,5 pracuja.

    A co do zarobkow na zachodzie Europy: wlacz myslenie. Nawet jak ktos
    zarabia 6e za godzine i pracuje srednio 40h/tydz to zarabia 1,2-1,3
    tys euro. A wiesz ile kosztuje wynajecie mieszkania na zachodzie?
    Nie 1200zlotych tylko 1200euro. Wiec wcale tak kolorowo zachod tez
    nie ma, a jednak mlodzi ludzie sie wyprowadzaja. Proste rozwiazanie:
    wynajmuja pokoje a nie mieszkania.
  • jukej 12.05.10, 16:37
    może się powieś w takim razie? zawsze to wyjście bardziej honorowe niż
    opowiadanie bajek na portalu.
  • jukej 12.05.10, 20:29
    chyba jednak jesteś infantylna
  • julita165 12.05.10, 12:53
    I jeszcze coś. Z moich obserwacji wynika, że sytuacji dzieci żerujących latami
    na rodzicach winne są najczęściej obie strony. Ale co ciekawe dotyczy to
    najczęściej zamożnych rodzin Bo to obiektywnie jest tak, że rodzice latami
    ciężko pracowali aby do czegoś dojść, nie tylko zapewniali dzieciom dobre
    warunki do nauki i rozwoju typu dodatkowe lekcje, zajęcia, wycieczki, urlopy
    itp ale też zapewnili odpowiednie warunki mieszkaniowe najczęściej w postaci
    domu i ogródka. Jest on oczywiście za duży dla dwojga starszych ludzi a
    jednocześnie oni nie chcą wcale się z nim rozstawać i kupić sobie mniejsze i
    prostsze w utrzymaniu mieszkanie. W taki dom najczęściej włożyli nie tylko
    górę pieniędzy ale też serce, stąd oczekiwanie, że dzieci w domu zostaną, bo
    przecież jest tyle miejsca...Dzieci zaś się na to godzą, do pewnego momentu z
    egoizmu bo jest im tak wygodniej, a potem to już z obowiązku wobec rodziców.
    Ludzie mniej zamożni albo mający inne wydatki, którzy całe życie spędzili w
    mieszkaniu zwykle od początku zdają sobie sprawę, że nie da się mieszkać w 2-3
    pokojach z dzieckiem/dziećmi, a może i z ich współmałżonkami i ich dziećmi i
    zamiast przez parę ładnych lat po studiach nadal utrzymywać dziecko na
    początku samodzielnej drogi jakoś ułatwiają im wyprowadzkę. To nie zawsze jest
    od razu całe nowe mieszkanie, czasem to mieszkanie po dziadkach albo wkład
    własny potrzebny do kredytu albo partycypacja w kredycie, to już zależy od
    możliwości rodziców. Ja jednak będąc już parę lat po studiach nie znam nikogo
    kto wyprowadziłby się od rodziców bez ich pomocy.
  • jukej 12.05.10, 16:51
    zgodzę się z tym,że takie przypadki dot. często, a moim zdaniem
    najczęściej ludzi na dobrym poziomie materialnym, to oni najczęściej
    tak wychowują swoje dzieci i pozwalają im na zbyt wiele.
  • haldeman79 12.05.10, 17:31
    jukej napisał:

    > zgodzę się z tym,że takie przypadki dot. często, a moim zdaniem
    > najczęściej ludzi na dobrym poziomie materialnym, to oni najczęściej
    > tak wychowują swoje dzieci i pozwalają im na zbyt wiele.

    Po prostu ludzie gorzej sytuowani materialnie nie mają innego wyjścia.Nie jest
    to więc zdeterminowane przez świadomy wybór lecz przez warunki zewnętrzne.
    --
    żołądkowa gorzka, moja nieodwzajemniona miłość
  • pencerfum 12.05.10, 13:05
    Naprawdę tego zjawiska nie rozumiem. Skończyłam studia kilkanaście lat temu,
    więc nawet nie ma różnicy pokolenia. W 98' roku. Słodkie lata 90te były
    definitywnie over, wcale nie tak łatwo było znaleźć porządną pracę, wymagania
    były ogromne konkurencja też, wynajęcie mieszkania to był majątek, o kupnie
    zapomnij (żeby dostać kredyt hipoteczny trzeba było nieźle zarabiać i mieć
    żyrantów). Zjawisko dorosłych mieszkających z rodzicami zapewne już było, ale
    nie tak nasilone jak teraz. Większości (właściwie to chyba wszystkim) moim
    znajomym i mnie rodzice odcięli dopływ kasy po dyplomie i trzeba było sobie
    radzić. Wynajmowało się mieszkania w kilka osób itp., brało jakieś
    prace-cokolwiek do znalezienia stałej itd. A teraz ciagle słychać lamenty: bo
    nie ma pracy, bo mieszkania drogie bo coś tam. Ci ludzie nawet nie potrafią
    sobie postawić jakiegoś celu, każdy problem jest jak Himalaje! Nie do
    przejścia. Nie bo nie i już. A kiedy niby w Polsce była praca dla wszystkich?
    Kiedy były tanie mieszkania? Kiedy się żyło bezstresowo i przyjemnie?
    Z czego to się bierze? Może z wychowania z self-esteem, czyli kompletnego
    braku wyzwań, ambicji, celów?
  • uookasz 12.05.10, 13:16
    Wystarczy ze wyzwaniem jest samo mieszkanie w Polsce, gdzie zjawisko o ktorym
    piszesz to juz nie lenistwo, a najzwyklejsza bida z nyndzo
  • rock73 12.05.10, 16:08
    Jesteśmy chyba w tym samym wieku i ja też z niedowierzaniem patrzę na ten tekst.
    Zacząłem pracę jeszcze na studiach i od tej pory mieszkałem i utrzymywałem się
    samodzielnie, w innym mieście. Najpierw akademik, potem wynajmowane, wreszcie
    własne, kupione na kredyt, którego w ogóle nie zauważam, bo jest tańszy niż cena
    wynajmu. Po co miałbym mieszkać z rodzicami? Co takiego mogliby mi dać, czego
    bym sam nie mógł sobie zorganizować? Czy uprane przez mamę skarpetki są warte
    tego, żeby rzucić dla nich pracę i samodzielność?
  • rabart 12.05.10, 17:09
    Po co miałbym mieszkać z rodzicami?
    Zarobki 2000, kawalerka 1500.
  • blue.berry 12.05.10, 16:23
    przyznam że ja również nie rozumiem.
    wychodzi na to że te 20-15 lat temu żyło się łatwo i przyjemnie i wszystkich
    stać było na wszystko. wyprowadziłam się z domu w okolicy 2 roku studiów (94
    bodajże), miałam małe stypendium, przez pierwsze 2 lata rodzice trochę wspierali
    mnie gotówka i datkami jedzeniowymi ale minimalnie. mieszkanie wynajmowałam na
    spółkę z chłopakiem. studiowałam i pracowałam równocześnie.
    większość moich znajomych z tego czasu nie mieszkała z rodzicami - zazwyczaj
    wynajmowali mieszkania na spółkę lub okupowali akademiki.
    na zakup pierwszego mieszkania zdecydowałam sie kiedy dostać kredyt było
    totalnie trudno (lata 98-99) a ten jedyny który udało mi sie dostać to była
    feralna Alicja, której rosnącymi ratami i odsetkami się dławiłam przez parę lat.
    ale daliśmy do spółki z TZ radę.
    bynajmniej nie zarabiałam kokosów, nie miałam super płatnej pracy ani gwiazdki z
    nieba. po prostu czułam potrzebę aby się usamodzielnić. i to zrobiłam. nikt mi
    nic nie dał ani nic za mnie nie załatwiał.

    naprawdę teraz jest o wiele trudniej? naprawdę te 20 lat temu było o wiele
    łatwiej? jesteście o tym przekonani?

    osoby które znam a które do późnej 30-stki okupowały rodziców, robiło to przede
    wszystkim z własnej wygody i tego że tak po prostu zostali wychowani. że mama z
    tatą pozałatwiają za nich wszystkie sprawy a jedzenie postawią pod nos. i w
    dzisiejszych czasach - bardzo mi przykro ale nie kupuje wyjaśnienia że się nie
    da. w większości przypadków się da ale się po prostu nie chce.



    --
    Każdymoże pomóc - zaadoptuj psa wirtualnie!
  • pochodnia_nerona 12.05.10, 21:49
    Wybacz, ale nie porównuj realiów na rynku pracy - lata 90. to była bajka dla
    tych, którzy zaczynali pracować, co zaprocentowało w późniejszym życiu
    zawodowym. Poza tym niektórzy muszą sami wspomagać ubogich = rodziców, a nie
    liczyć na ich datki finansowe i jedzenie, jak mogłaś Ty. Jesteś niesprawiedliwa
    w swoich ocenach, ciekawa jestem, co zrobiłabyś, nie mając wsparcia w rodzinie,
    pomagając spłacać jej długi i tracąc pracę, jak dziś się to często zdarza. To
    nieładnie, oceniać coś, czego się w ogóle nie zaznało.
    --
    Pojawiam się i znikam, i znikam, i znikam...
  • blue.berry 13.05.10, 10:24
    czy chcesz przez swoją wypowiedź przekazać ze w latach 90-tych nie było sytuacji
    że trzeba było pomagać rodzinie czy spłacać długi? naprawdę jak czyta się takie
    wpisy lata 80 i 90-te jawią się jak jakiś cud.

    wsparcie moich rodziców było symboliczne. podczas studiów zdarzało się ze jak
    chciałam pojechać na uczelnie tramwajem (a nie rowerem) to najpierw musiałam
    sprzedać butelki po piwie żeby potem kupić bilet. jak przeniosłam się do innego
    miasta to ceny wynajmu mieszkań przekraczały moje zarobki (tak, tak, w 97 roku
    też tak było). wynajęłam mieszkanie do spółki z druga osobą i poszukałam
    dodatkowej pracy.
    ja (ani autor artykułu) nie piszę o sytuacjach wyjątkowych, kiedy trzeba pomagać
    rodzicom (chorym, zbyt starym czy bez pieniędzy), kiedy rodzina jest w jakimś
    poważnym finansowym kryzysie itp. pisze o ludziach, którym nie chce się ruszyć
    tyłka z rodzinnego domu bo wtedy musieliby zacząć po prostu żyć - wydawać
    pieniądze na wynajem, jedzenie, środki czystości. i żyją "w grozie" bo wtedy by
    im zabrakło na kino czy nowe spodnie albo na wakacje.
    a bzdetne gadanie o tym że ktoś nie wynajmuje mieszkania bo zbiera na swoje bawi
    mnie do łez. ceny mieszkań w polsce są takie że albo masz na nie pieniądze albo
    kupujesz je na kredyt. zbieranie z pieniędzy oszczędzonych na tym że sie nie
    wynajmuje tylko mieszka z rodzicami wskazuje na opcje mieszkania z nimi do
    późnej 50-tki.

    sorry ale ja właśnie takiego żerowania na rodzicach naoglądałam sie we własnej
    okolicy - w żadnym wypadku nie wynikało to z potrzeby czy konieczności pomocy
    tymże rodzicom. wręcz przeciwnie. ciągnęło / ciągnie się z nich kasę i żarło ich
    jedzenie, siedząc im na głowie do 30-stki. i to jest po prostu dla mnie żałosne.
    a już szczególnie kiedy słucham tych jęków, jak to dzisiaj jest ciężko.



    --
    Każdymoże pomóc - zaadoptuj psa wirtualnie!
  • jukej 12.05.10, 16:54
    zgadzam się z Tobą w 100%. Bezstresowo, żeby się syn, czy córeczka nie
    zmęczyli zanadto, nie spocili, bo życie całe przed nimi....
  • jukej 12.05.10, 20:33
    no ale jest takie zjawisko, właśnie o tym piszemy, to stało się
    nagminne.
  • 3-kuleczka 12.05.10, 13:24
    wszystko co nie amerykańskie jest dla was patologiczne.Tylko tu nie
    ameryka i nie ich zarobki.Przeciętną rodzine nie stać na mieszkanie
    dla dziecka , nie każdy ma tez ochotę zadłużać się w lichwiarskich
    bankach, a wynajmowanie mieszkania gdy u rodziców są warunki do
    mieszkania dopiero jest chore.
  • c2h6 12.05.10, 13:40
    3-kuleczka napisała:

    > wszystko co nie amerykańskie jest dla was patologiczne.Tylko tu
    nie
    > ameryka i nie ich zarobki.Przeciętną rodzine nie stać na
    mieszkanie
    > dla dziecka , nie każdy ma tez ochotę zadłużać się w lichwiarskich
    > bankach, a wynajmowanie mieszkania gdy u rodziców są warunki do
    > mieszkania dopiero jest chore.

    A kto Ci każe się zadłużać w banku lichwiarskim? Zadłuż się w
    normalnym.
  • jukej 12.05.10, 16:54
    chore to jest twoje myślenie
  • sen5241 12.05.10, 13:43
    Nie ma co porównywać sytuacji Polski z krajami takimi jak Niemcy, Włochy,
    kraje skandynawskie czy UK. Jesteśmy od nich zwyczajnie 3-6x biedniejsi.
    Koszty życia są podobne - jedzenie kosztuje tyle samo lub niewiele mniej,
    mieszkanie w dużym mieście w granicach 1-2,5x tyle (są wyjątki). Osoba w wieku
    22-30 lat w Polsce przeciętnie zarabia jakieś ~1,3k na rękę. W praktyce nie da
    się za to samodzielnie wynająć ani kupić mieszkania - jedyna opcja to
    mieszkanie w kilka osób.

    Przyczyna jest prosta - osoby młode i mało zarabiające płacą bardzo wysokie
    podatki - sumarycznie około 70% - praktycznie nigdzie w europie biedacy nie
    bulą tak gigantycznego haraczu.

    Według mnie takie patologiczne przypadki bamboccioni to maksymalnie 20% ludzi,
    cała reszta wyprowadziła by się przy pierwszej okazji, tylko zwyczajnie nie ma
    na to kasy.
  • pochodnia_nerona 12.05.10, 13:55
    > Według mnie takie patologiczne przypadki bamboccioni to maksymalnie 20% ludzi,
    > cała reszta wyprowadziła by się przy pierwszej okazji, tylko zwyczajnie nie ma
    > na to kasy.

    TAK JEST! Zawsze znajdą się maminsynki i wygodne córeczki, ale cała reszta
    mieszkająca z rodzicami w jednym mieszkaniu z przyjemnością wyprowadziłaby się
    natychmiast, gdyby stać ją było na wynajem chociażby.
    Chciałam wynająć mieszkanie z chłopakiem, szukaliśmy ofert i nagle bach,
    straciłam robotę. Wszystko diabli wzięli.
    --
    Pojawiam się i znikam, i znikam, i znikam...
  • monia515 12.05.10, 14:14
    Co w tym dziwnego, że młodzi ludzie tuz po studiach mieszkaja z
    rodzicami?
    A gdzie mają mieszkać? Studia się kończy w wieku 23-25 lat; potem
    trzeba znaleźć pracę; dopiero później mozna wziąć kredyt na
    mieszkanie. I to też nie jest łatwe, bo zarobki na początku nie sa
    wysokie.
    Ja po studiach mieszkałam z rodzicami aż do slubu. Potem udało nam
    sie wziąć kredyt i kupić mieszkanie. Jaki sens ma wynajmowanie
    mieszkania przy niskich zarobkach? W Warszawie kawalerka, to koszt
    ok. 1600zł- dla niektórych to cała pensja.
  • gulcia77 12.05.10, 14:16
    Raczy kolega żartować :)
    Wg niektórych pismaków młodzi ludzie w Polsce nie zarabiają mniej
    niż 7 000 Pln, więc niemożność wynejęcia mieszkania, czy też wzięcia
    kredytu jest nie do pojęcia. No cóż - prawda jest trochę inna.
    Zarobki najczęściej nie przekraczają 2000 pln, a wynajem to rząd
    przynajmniej 1000 pln. a zęby w tynk. Ja tak mieszkałam przez prawie
    5 lat. Sorry, ale dzięki temu wiem, co to znaczy być głodna.
    Teraz mam mieszkanie po babci. Nagle okazuje się, że zarabiając
    lekko powyżej 2000 pln stać mnie na dużop więcej, nikt mnie nie
    wyrzuci, np pod pretekstem remontu, nie ma absurdalnych rachunków za
    prąd, czy ogrzewanie. A wcale nie używam mniej, a wręcz więcej.
  • jukej 12.05.10, 16:57
    lepiej mieszkać w kilka osób w sowim wieku, niż z rodzicami, a
    zasłanianie się " bo u starych są warunki" jest płytkie i świadczy o
    niedorozwinięciu umysłowym.
  • abccbaabccba 12.05.10, 23:51
    Słusznie, racja: najlepiej mieszkać z pięcioma-sześcioma koleżankami -
    co dzień inna może pomóc się zrelaksować. Luzik. Jak ktoś woli - mogą
    być chłopcy. Wódeczka, dragi, co tam jeszcze lubicie - luzik. Pełna
    tolerancja. Komuna.
  • haldeman79 12.05.10, 18:21

    --
    żołądkowa gorzka, moja nieodwzajemniona miłość
  • olkowo 12.05.10, 14:09
    Na pewno są przypadki osób, które z wygodnictwa nie chcą się od rodziców
    wynieść. Cała reszta zrobiłaby to przy pierwszej okazji, ale ludzie -
    zarabiając na rękę tak jak większość zarabia, to jest zwyczajnie niemożliwe.
    Szczególnie jeśli się żyje w pojedynkę. Niestety nasze realia są tragiczne.
    Usamodzielnienie się bez pomocy rodziców jest w naszym pięknym kraju bardzo
    trudne. Dlatego należałoby tych mieszkających z rodzicami podzielić na dwie
    grupy - na tych z "musu" i wieczne dzieci, które nie potrafią sobie ugotować,
    uprać itd. Ale to akurat wina rodziców, którzy tak ich wychowali.
  • jukej 12.05.10, 16:59
    wg mnie jest odwrotnie, cała reszta ma to w tyłku i woli darmochę u
    starych, nawet jak stać ich na wspólne lokum z kimś tam lub samodzielne
    mieszkanie.
  • ala-73 23.05.10, 16:09
    Bardzo mi szkoda takich osób jak Ty... Sfrustrowanych, samotnych, kipiących
    nienawiścią i zazdrosnych, że inni mają zdrowe układy ze swoją rodziną. Dla
    DOROSŁEGO i DOJRZAŁEGO EMOCJONALNIE człowieka nie jest problemem współistnienie
    z innymi ludźmi (niezależnie od tego, czy to rodzice, koledzy czy partner). Tacy
    jak Ty, zaniedbywani frustraci, którzy szybko wyfrunęli z gniazda bo nie
    wytrzymali tego, że nie są w centrum zainteresowania, teraz próbują forsować
    swoją drogę życiową żeby poczuć się w swojej żałosności lepiej. Mam nadzieję, że
    trafisz do dobrego psychologa, który Ci pomoże.
  • kamilo_82 12.05.10, 14:19
    Denny, beznadziejny artykuł. Jak ktoś słusznie zauważył - jest on tendencyjny
    i przejaskrawiony do granic możliwości. Dobry tekst wymaga porządnego
    researchu a tu widać, że autor nie dość, że kiepsko pisze to jeszcze jest
    leniwy i nie chciał / nie umie zbierać materiałów. ARTYKUŁ JEST NAGONKĄ NIE
    TYLKO NA WYGODNICKICH WYŁUDZACZY (TO AKURAT OWSZEM, UWAŻAM ZA PATOLOGIĘ) ALE
    RÓWNIEŻ NA LUDZI MIESZKAJĄCYCH Z RODZICAMI Z POWODÓW STRICTE EKONOMICZNYCH.

    Oczywiście - wyzyskiwanie rodziców, gdy można się samemu utrzymać to
    patologia. Ale pojawiło się tutaj bardzo wiele mądrych komentarzy, opisujących
    "szanse" młodych ludzi na zdobycie mieszkania. I nie piszcie bzdur o
    wykształceniu, szukaniu lepszej pracy czy też zaradności. Obserwując znajomych
    zauważyłem, że PRAWIE WSZYSCY młodzi posiadacze mieszkań (ok. 28 - 30 lat)
    dostali z domu jakąś "wyprawkę". A jeśli zarabia się 1500 - 3 k PLN (pomimo
    wyższego wykształcenia i posiadania doświadczenia - praca od ok. 2 - 3 roku
    studiów) to ma się na prawdę znikome szanse na własne M.

    Poza tym co to za debilny wywód tego "profesorka" o kredytach w systemie
    Rodzina na swoim. Podstawowe kryterium – właśnie – RODZINA. A może ktoś nie
    chce zakładać rodziny póki jeszcze nie jest w stanie jej utrzymać... Może
    zatem odwróćmy role – najpierw pomoc państwa w zdobyciu własnego M, a potem
    rodzina. Chyba ten układ jest zdrowszy, niż 80 – 90 % prawdopodobieństwo, że
    się nie będzie miało gdzie podziać z tą rodziną. Ktoś się też powinien
    wreszcie wziąć za banki – wyłudzaczy oraz deweloperów śrubujących ceny
    mieszkań. Np. paranoją jest to, że pomimo stałej pracy i zarobków na poziomie
    4,5 K PLN netto miesięcznie każdy bank odmawia mi kredytu. Dlaczego ? Bo
    jestem singlem a tacy są niewiarygodni dla banku. A dlaczego nim jestem?
    Przede wszystkim dlatego, że nie uśmiecha mi się mieszkać z rodziną u
    rodziców...


    BTW - Przestańcie pisać te bzdury !!!! Już się skompromitowaliście pisząc o
    rzekomym kryzysie ekonomicznym w PL. To między innymi przez was wielu ludzi
    straciło pracę. Przez wasze bzdury i kreację wirtualnego zjawiska, którego de
    facto nie było. Trzeba było otwarcie pisać, że kryzys w PL był zjawiskiem
    typowo PRowym i stworzonym na zlecenie dużych koncernów w celu redukcji kadr i
    obniżenia kosztów... Ale wiem, wiem i rozumiem. Chcecie żyć w zgodzie z
    agencjami PR, które podsuwały wam materiały do tych tekstów. W końcu to
    accounci z agencji dostarczają wam informacji i dzięki temu nie musicie się
    wysilać na ich szukanie... Ale w ten sposób nie zrobicie kariery w
    dziennikarstwie, bo ten zawód wymaga kreatywności i myślenia.
  • iluminacja256 12.05.10, 14:59
    > Obserwując znajomych
    > zauważyłem, że PRAWIE WSZYSCY młodzi posiadacze mieszkań (ok. 28 -
    30 lat)
    > dostali z domu jakąś "wyprawkę".

    Dokladnie TAK! A tą wyprawka jest najczesciej mieszkanie po
    dziadkach albo kupione . Wariant nr 2 to młode małzenstwo, ktore
    wprowadza sie do mieszkania jednego z malzonków, rowniez
    skombinowanego przez rodzicow - po dziadkach, po wyprowadzce itp...

    A tzrecia zreczy - tak, tak - to mlode małzenstwa , które wziely
    kredyt na 30 lat. I to co , kurwa, sie u nich w zyciu dzieje, to ja
    dziekuje - to dopiero mozna nazwac patologią...
  • pochodnia_nerona 12.05.10, 15:45
    iluminacja256 napisał:

    > > Obserwując znajomych
    > > zauważyłem, że PRAWIE WSZYSCY młodzi posiadacze mieszkań (ok. 28 -
    > 30 lat)
    > > dostali z domu jakąś "wyprawkę".
    >
    > Dokladnie TAK! A tą wyprawka jest najczesciej mieszkanie po
    > dziadkach albo kupione . Wariant nr 2 to młode małzenstwo, ktore
    > wprowadza sie do mieszkania jednego z malzonków, rowniez
    > skombinowanego przez rodzicow - po dziadkach, po wyprowadzce itp...
    >
    > A tzrecia zreczy - tak, tak - to mlode małzenstwa , które wziely
    > kredyt na 30 lat. I to co , kurwa, sie u nich w zyciu dzieje, to ja
    > dziekuje - to dopiero mozna nazwac patologią...

    Szczera prawda! A jak się małżeństwo sypie, to ciągną farsę, bo... kredyt
    połączył ich aż do śmierci ;-)
    --
    Pojawiam się i znikam, i znikam, i znikam...
  • jukej 12.05.10, 20:38
    denny to jesteś ty
  • susilo_bambang 12.05.10, 15:02
    Wystarczy zadbać aby mieszkający z rodzicami po 26 roku życia mieli wpisane w
    dokumentach "onaniści" a sprawa sama się rozwiąże!
  • kamilo_82 13.05.10, 13:02
    susilo_bambang napisał:

    > Wystarczy zadbać aby mieszkający z rodzicami po 26 roku życia mieli wpisane w
    > dokumentach "onaniści" a sprawa sama się rozwiąże!

    Wystarczy aby ograniczonym, niewyedukowanym i zakompleksionym internautom
    cenzurować wpisy na forum...
  • c2h6 13.05.10, 13:38
    susilo_bambang napisał:

    > Wystarczy zadbać aby mieszkający z rodzicami po 26 roku życia
    mieli wpisane w
    > dokumentach "onaniści" a sprawa sama się rozwiąże!

    Spoko. Jak tylko zaczniesz to wpisywać takim, co umieją tylko
    pracować a życia sobie nie ułożyli "bo najpierw trzeba zarobić a
    dziewczynę jeszcze zdążę znaleźć".
  • three-gun-max 25.05.10, 15:37
    A jeśli ten 26-latek puka sobie panienkę w hotelu?
  • rozterka47 12.05.10, 16:05
    Przeciez to nie fakt mieszkania czy niemieszkania z rodzicami
    stanowi o tym ,czy ktos jest samodzielny czy nie.To relacje o tym
    decydują. Jezeli oba pokolenia zyją własnym zyciem, realizują swoje
    plany , wspólnie dzieląc domowe obowiązki ( niekoniecznie równo) i
    utrzymują dom , to nie ma w tym nic złego. O ile dom jest duzy ,
    można tak funkcjonować całe zycie, jak mały to zazwyczaj do czasu
    zdobycia mieszkania czy funduszy na nie przez młodsze pokolenie.
    Czasem kupuje sie mniejsze mieszkanie i tam przeprowadzają sie
    rodzice zostawiąjąc dzieciom i wnukom większe.
    Sytuacje są rozne. problem jest tam gdzie jedna strona kontroluje i
    uzaleznia od siebie druga.Lub tam gdzie kros wykorzystuje kogoś.
    Wbrew pozorom samodzielności uczą rodzice, odpowiednio dawkując ją
    dziecku od małego. tak wychowane dziecko nie ma problemow z
    podejmowaniem decyzji i odcinaniu pepowiny.
    --
    ...........................................
    Na ile mozna się spodlić dla żądzy władzy ?
  • jukej 12.05.10, 16:13
    masz dużo racji, tak jest.
  • robbbo 12.05.10, 16:30
    ja mieszkam z rodzicami mamy dwupietrowy dom mieszakmy w 3 osoby 8
    pokoi nie wiem czy to patologia. kredytu na mieszkanie nie dostane
    bo zarabiam 2000 a jak dostane to nie przeżyje taki kraj
  • rabingoldblatt 12.05.10, 16:37
    jestem lekko przerazony ze ci ludzie maja prawa wyborcze. Maja prawo
    decydowac o moim losie chociaz nie potrafia sobie poradzic ze swoim
    zyciem. Ja "wylecialem" z domu po 19 urodzinach. Sprawa odbyla sie
    uczciwie: do matury, matura, wakacje po niej i poczatek zaocznych
    studiow mieszkanko z rodzicami - pomagalaem tylko co przecietny syn
    ( odkurzanie, smieci czasem zmywanie czy mycie okien ) potem rozmowa
    z ojcem i stwierdzenie ze juz warto sie uniezaleznic. W zwiazku z
    tym ze moja jednoosobowa firma dopiero raczkowala dostalem oferte
    rodzicielskiej pomocy w oplaceniu studiow i pomoc finansowa przy
    wynajmie mieszkania przez kilka pierwszych miesiecy. ( wnioskujac z
    artykulu nie dostalem wiecej niz moga zaoferowac rodzice w/w ). No i
    poszlo z gorki. Najpierw szok jak sobie poradze potem dni w ktorych
    zjadales suchy chleb z pasztetowa i oczekiwanie na niedzielny obiad
    zeby to zobaczyc jak sie rodzicom powodzi:))) Potem przyszla radosc
    ze nikt cie nie opierniczy za stos garow w zlewie ze nikt nie powie
    ci ze to niestosowne "lazenie w gaciach " i puszka piwa po domu.
    Bywalo roznie ale mozna dac rade jak sie tylko chce. Dzis mam wlasne
    mieszkanie kupione bez pomocy rodziny i firme juz nie jednoosobowa.
    I tu przechodze do tego co napisalem w temacie. Czytalem artykul tez
    na Gazeta.pl o prywatnych przedsiebiorcach. Wg badan dla 80%
    respondentow jestem zlodziej i bandyta bo cos mam. Bo stac mnie na
    samochod i wakacje. Bo mam firme. Wkurzajace wyniki ale prywatnie
    musze przyznac ze bardziej obrazony poczulbym sie jakby ktos nazwal
    mnie "bamboccioni". Najbardziej porazil mnie swoja nieporadnoscia 27
    latek piszacy eseje w ktorych pisaniu przeszkadzalaby mu praca. Mam
    wrazenie ze musza strasznie kiepskie jesli ich napisanie zajmuje mu
    az caly dzien musi strasznie dusic te swoje szare komorki i to chyba
    z marnym skutkiem. Ja w wieku 27 lat pracowalem i 1 wrzesnia
    zaprowadzilem swojego starszego syna do 1 klasy. I jakos udalo mi
    sie pogodzic bycie rodzicem, mieszkanie samodzielnie i prace
    zawodowa.
  • rabart 12.05.10, 17:02
    Większość ludzi nie stać na samodzielne życie w Polsce.
    Kawalerka 1300-1500 złoty-pensja 1800-2000.
  • rabingoldblatt 12.05.10, 17:16
    Za 1600 PLN w Gdyni mozna wynajac naprawde sliczne 3 pokojowe
    mieszkanie umeblowane w rewelacyjnym stanie na Wielkim Kacku (
    calkiem znosna dzielnica z latwa komunikacja z calym 3miastem).
    Kawalerka na Obluzu czyli w duzo gorszej lokalizacji kosztuje 650 -
    700 PLN z czynszem. Trzeba tylko troche pochodzic popytac sie
    posprawdzac i ponegocjowac - poprostu trzeba chciec!! Ale najlatwiej
    wrzucic wyszukiwarke i stwierdzic ze ceny sa takie wielkie. I tu
    wspominam tylko o Gdyni bo znam ten rynek ale watpie zeby w Polsce (
    oprocz Wawy ) ceny jakos drastycznie sie roznily. Najlatwiej jest
    narzekac no i chciec apartament z portierem na wlasnosc za pieniazki
    rodzicow:)))
  • rabart 12.05.10, 17:24
    Gratuluję mieszkania w Gdyni.
    Ja mieszkam we Wrocławiu gdzie istnieją inne ceny.
    Ciężko bym "chodził i pytał" gdy mieszkam na drugim końcu Polski i chciałbym w
    Gdyni zamieszkać.
  • traktorzysta 12.05.10, 18:05
    O ile wogóle takich masz. Ciężko pracować to pojęcie względne -
    ciężko pracuje robotnik ,a dostaje grosze.
  • haldeman79 12.05.10, 18:45
    traktorzysta napisał:

    > O ile wogóle takich masz. Ciężko pracować to pojęcie względne -
    > ciężko pracuje robotnik ,a dostaje grosze.

    Aczkolwiek pojęcie szeroko znane, że ciężko umysłowo nie da się pracować.
    --
    żołądkowa gorzka, moja nieodwzajemniona miłość
  • porshe 12.05.10, 17:22
    mam tak samo, oprócz rodziny. No i wyleciałem z domu również po
    maturze. Nie w sensie negatywnym - sam chciałem. Poszedłem na
    studia, na studiach, które obecnie kończę, zacząłem pracować -
    wiadomo -najpierw dorywczo, potem coraz wyżej i dłużej. Zdobyłem
    doświadczenie z pracy i wiedzę ze studiów. Razem się uzupełnia ta
    wiedza. Dzięki temu w wieku 25 lat mam już swoje mieszkanie (a nie
    na kredyt). Wiadomo - w życiu trzeba odrobiny szczęścia. Ja np. nie
    mam samochodu. Dojazd do pracy czy uczelni zawsze komunikacją
    miejską. Nie chciałem dodatkowych kosztów, liczył się każdy grosz.
    Przez pierwsze lata było ciężko. Nie było nawet 5 zł wolnego na
    doładowanie telefonu. Ale to się trzeba zaprzeć i chcieć. Niestety
    minusem takiego życia w moim przypadku na razie jest brak rodziny,
    czy nawet kontaktów bardziej zaawansowanych z płcią piękną ;)
    Na szczęście to już ostatnia sesja w moim życiu, przechodzę na 10h
    dziennie w robocie i całe 14h mam dla siebie, więc sądzę, że
    sytuacja niedługo się zmieni.

    O dorosłych dzieciakach, które nie wiedzą, co to jest pralka (ja
    przez większość czasu prałem ręcznie, niedawno dopiero kupiłem
    pralkę), nie wiedzą, jak wyprasować koszulę czy przyszyć guzik, nie
    dają rady samodzielnie zamontować kranu, kuchenki, pomalować
    mieszkania czy chociażby wnieść kartonów z meblami mam jak najgorsze
    zdanie. Oczywiście nie wszystko robiłem sam. Za piwko czy dwa
    koledzy studenci mi pomagali. Ale jestem z siebie dumny. Mam
    wszystko, co chciałem poza drzewkiem i synem. Na to teraz przydzie
    czas. Mam 25 lat i pozdrawiam tych, którzy w wieku 16 lat nie mieli
    zamiaru iść do pracy, bo przecież jedzonko na stole będzie do końca
    ich życia. Niech teraz biadolą nad strasznością świata. A prawdziwa
    nauka przyjdzie tylko wtedy, gdy w końcu odejdą od rodziców.

    Aby nie było - rodzice nieraz mi pomagali. Wałówka to rzecz święta.
    Ale za osobistą ujmę bym wziął, gdyby mama za mnie robiła pranie czy
    zmywała naczynia czy też przyszła mi umyć okna czy wymienić firanki.

    arguemnt finansowy do mnie nie trafia - można mieć studia i dwa
    etaty w pracy (no oczywiście takiej na accord - jak szybko zrobisz
    tak szybko możesz wyjść). Da się? Wg mnie się da. Jedyne szczęście,
    jakie miałem, to pierwsza praca, gdzie przyjęto mnie za piękne oczy
    i całkowicie bez doświadczenia w zawodzie. Potem już jakoś poszło.

    No ale jak się robić nie chce to i nie ma się własnego kąta do
    'bzykania' i trzeba kombinować jak koń pod górę - w parku, w
    namiocie, u kolegi czy w akademiku. Kiedyś znajomi się ze mnie
    śmiali, że przecież nie trzeba tak bardzo, że kredyty są dla ludzi,
    a studia to czas picia i leżenia plackiem, bo trzeba mieć młodość.
    Teraz, jak im ta młodość wyszła pracą magisterską to patrzą na mnie
    z zazdrością i oczywiście już 'po polskiemu' zaczynają gadać, że
    złodziej, czy inny kombinator. Jak mówię - jeszcze tylko miesiąc i
    niech was na oczy nie widzę, bo jak wy leżeliście pijani po 12h po
    imprezie i odpoczywaliście, to inni musieli zapierdzielać jak
    malutkie wiatraczki, aby mieć na jedno piwo.
  • rabart 12.05.10, 17:29
    Jak mówię - jeszcze tylko miesiąc i
    > niech was na oczy nie widzę, bo jak wy leżeliście pijani po 12h po
    > imprezie i odpoczywaliście, to inni musieli zapierdzielać jak
    > malutkie wiatraczki, aby mieć na jedno piwo.


    10 do 1 że twoja dziewczyna/żona zdradzi cię z jednym z nich.
  • agagin 12.05.10, 17:56
    porshe, jesli to prawda co piszesz to podziwiam, ze w POlsce udalo
    Ci sie tego dokonac w tak krotkim czasie. Gratulacje!
    Strzez sie materialistek: poleca na mieszkanie nie na Ciebie.
  • c2h6 13.05.10, 13:30
    agagin napisała:

    > porshe, jesli to prawda co piszesz to podziwiam, ze w POlsce udalo
    > Ci sie tego dokonac w tak krotkim czasie. Gratulacje!
    > Strzez sie materialistek: poleca na mieszkanie nie na Ciebie.

    Przecież on sam jest materialistą, więc powinien się z taką świetnie
    dogadywać.
  • jukej 12.05.10, 21:20
    brawo, i udało ci się, i masz swój honor, rodzice mogą pomóc, ale
    wiadomo o co chodzi i ty to dobrze ująłeś.
  • c2h6 13.05.10, 13:34
    porshe napisał:

    > Na szczęście to już ostatnia sesja w moim życiu, przechodzę na 10h

    Zakładasz 10h pracy dziennie? Nie opłaca się tak żyć, ale jak wolisz
    pracoholiku.

    > dziennie w robocie i całe 14h mam dla siebie, więc sądzę, że
    > sytuacja niedługo się zmieni.

    Dużo będziesz miał z tych 14h, skoro będziesz zjechany pracą.
    Szykuje się z Ciebie drugi jukej, który w życiu potrafi robić
    pieniądze, ale nie potrafi żyć.
  • haldeman79 13.05.10, 15:55
    c2h6 napisała:

    > porshe napisał:
    >
    > > Na szczęście to już ostatnia sesja w moim życiu, przechodzę na 10h
    >
    > Zakładasz 10h pracy dziennie? Nie opłaca się tak żyć, ale jak wolisz
    > pracoholiku.
    >
    > > dziennie w robocie i całe 14h mam dla siebie, więc sądzę, że
    > > sytuacja niedługo się zmieni.
    >
    > Dużo będziesz miał z tych 14h, skoro będziesz zjechany pracą.
    > Szykuje się z Ciebie drugi jukej, który w życiu potrafi robić
    > pieniądze, ale nie potrafi żyć.

    Odbębnić 8h byle jak i spadać do domu? Pokaż mi kogoś kto coś osiągnął w taki
    sposób?
    --
    żołądkowa gorzka, moja nieodwzajemniona miłość
  • rabart 13.05.10, 17:05
    O haldemankowi znowu się włączają porady "łam prawo"
  • haldeman79 13.05.10, 17:51
    rabart napisał:

    > O haldemankowi znowu się włączają porady "łam prawo"

    Ty nic nie potrafisz.
    --
    żołądkowa gorzka, moja nieodwzajemniona miłość
  • rabart 13.05.10, 19:47
    Sugerujesz więc, że nie potrafię kraść, kłamać i łamać prawa jest przyczyną
    dlaczego nie odniosłem- w przeciwieństwie do ciebie- w Polsce sukcesu ? :]
  • haldeman79 13.05.10, 20:05
    rabart napisał:

    > Sugerujesz więc, że nie potrafię kraść, kłamać i łamać prawa jest przyczyną
    > dlaczego nie odniosłem- w przeciwieństwie do ciebie- w Polsce sukcesu ? :]

    Głupi zostaniesz. Potrafisz tylko oskarżać że ktoś kradnie lub kłamie i dlatego
    ma prace.


    --
    żołądkowa gorzka, moja nieodwzajemniona miłość
  • rabart 13.05.10, 20:15
    Sam podałeś przykłady jak odnieść sukces-łamiąc prawo.
    Więc pytam się ładnie-dlaczego uważasz że należy łamać prawo by odnieść sukces w
    Polsce?
  • haldeman79 14.05.10, 10:48
    rabart napisał:

    > Sam podałeś przykłady jak odnieść sukces-łamiąc prawo.
    > Więc pytam się ładnie-dlaczego uważasz że należy łamać prawo by odnieść sukces
    > w
    > Polsce?


    --
    żołądkowa gorzka, moja nieodwzajemniona miłość
  • c2h6 14.05.10, 09:13
    haldeman79 napisał:

    > c2h6 napisała:
    >
    > > porshe napisał:
    > >
    > > > Na szczęście to już ostatnia sesja w moim życiu, przechodzę na
    10h
    > >
    > > Zakładasz 10h pracy dziennie? Nie opłaca się tak żyć, ale jak
    wolisz
    > > pracoholiku.
    > >
    > > > dziennie w robocie i całe 14h mam dla siebie, więc sądzę, że
    > > > sytuacja niedługo się zmieni.
    > >
    > > Dużo będziesz miał z tych 14h, skoro będziesz zjechany pracą.
    > > Szykuje się z Ciebie drugi jukej, który w życiu potrafi robić
    > > pieniądze, ale nie potrafi żyć.
    >
    > Odbębnić 8h byle jak i spadać do domu? Pokaż mi kogoś kto coś
    osiągnął w taki
    > sposób?

    Nie rób z siebie rubarta. Pracować powinno się uczciwie i najlepiej
    jak się potrafi, więc nie wmawiaj mi że proponuję odbębnianie. Ale
    ustawiczna praca w nadgodzinach to objaw złego zorganizowania firmy
    i złego zorganizowania pracownika, a do tego powoduje że cierpi na
    tym zycie osobiste.
    Tak, znam wielu ludzi którzy "coś osiągnęli" bez zaharowywania się.
    Tym "czymś" jest fajna rodzina i przyjemne życie. Może tacy ludzie
    nie są posiadaczami willi na Lazurowym wybrzeżu, ale bez willi można
    żyć bardzo łatwo, a bez życia osobistego bardzo trudno.
  • haldeman79 14.05.10, 10:53
    c2h6 napisała:

    > Nie rób z siebie rubarta. Pracować powinno się uczciwie i najlepiej
    > jak się potrafi, więc nie wmawiaj mi że proponuję odbębnianie. Ale
    > ustawiczna praca w nadgodzinach to objaw złego zorganizowania firmy
    > i złego zorganizowania pracownika, a do tego powoduje że cierpi na
    > tym zycie osobiste.
    > Tak, znam wielu ludzi którzy "coś osiągnęli" bez zaharowywania się.
    > Tym "czymś" jest fajna rodzina i przyjemne życie. Może tacy ludzie
    > nie są posiadaczami willi na Lazurowym wybrzeżu, ale bez willi można
    > żyć bardzo łatwo, a bez życia osobistego bardzo trudno.

    Poproszę o wyjaśnienie pojęcia fajne życie.
    --
    żołądkowa gorzka, moja nieodwzajemniona miłość
  • c2h6 14.05.10, 11:42
    haldeman79 napisał:

    > c2h6 napisała:
    >
    > > Nie rób z siebie rubarta. Pracować powinno się uczciwie i
    najlepiej
    > > jak się potrafi, więc nie wmawiaj mi że proponuję odbębnianie.
    Ale
    > > ustawiczna praca w nadgodzinach to objaw złego zorganizowania
    firmy
    > > i złego zorganizowania pracownika, a do tego powoduje że cierpi
    na
    > > tym zycie osobiste.
    > > Tak, znam wielu ludzi którzy "coś osiągnęli" bez zaharowywania
    się.
    > > Tym "czymś" jest fajna rodzina i przyjemne życie. Może tacy
    ludzie
    > > nie są posiadaczami willi na Lazurowym wybrzeżu, ale bez willi
    można
    > > żyć bardzo łatwo, a bez życia osobistego bardzo trudno.
    >
    > Poproszę o wyjaśnienie pojęcia fajne życie.

    Oooo, to się tak do końca nie udało jeszcze nikomu, a próby trwają
    od jakichś 5000 lat :-)
    Ale w przybliżeniu chodzi o to, że człowiekowi jest w życiu dobrze,
    jest zadowolony. A, i jeszcze dodajmy że nie dzieje się to kosztem
    niczyjej krzywdy, bo socjopaci to jednak nie jest interesująca nas
    grupa.
  • haldeman79 14.05.10, 13:37
    c2h6 napisała:

    > Oooo, to się tak do końca nie udało jeszcze nikomu, a próby trwają
    > od jakichś 5000 lat :-)
    > Ale w przybliżeniu chodzi o to, że człowiekowi jest w życiu dobrze,
    > jest zadowolony. A, i jeszcze dodajmy że nie dzieje się to kosztem
    > niczyjej krzywdy, bo socjopaci to jednak nie jest interesująca nas
    > grupa.

    No tak ale gdyby tak pogdybać to pewnie z grubszych rzeczy:
    - dom lub mieszkanie, na tyle duże aby wzajemnie się nie pozagryzać ale nie za
    duże, żeby posprzątać samemu się dało
    - samochód, na tyle nowy, żeby nie zginąć w nim całą rodziną podczas zderzenia
    z krową np.

    Z rzeczy mniej grubych:
    - wakacje, kino, restauracja od czasu do czasu...
    - dobre lustro i szkła co by fotami rodziny obwiesić ten dom

    Jak się da za 8h to czemu nie,jeżeli jednak nie... bo jednak samą miłością żyć
    się nie da, tak to tylko jak się pierwszy raz zakochasz.
    --
    żołądkowa gorzka, moja nieodwzajemniona miłość
  • c2h6 14.05.10, 14:02
    haldeman79 napisał:

    > c2h6 napisała:
    >
    > > Oooo, to się tak do końca nie udało jeszcze nikomu, a próby
    trwają
    > > od jakichś 5000 lat :-)
    > > Ale w przybliżeniu chodzi o to, że człowiekowi jest w życiu
    dobrze,
    > > jest zadowolony. A, i jeszcze dodajmy że nie dzieje się to
    kosztem
    > > niczyjej krzywdy, bo socjopaci to jednak nie jest interesująca
    nas
    > > grupa.
    >
    > No tak ale gdyby tak pogdybać to pewnie z grubszych rzeczy:
    > - dom lub mieszkanie, na tyle duże aby wzajemnie się nie
    pozagryzać ale nie za
    > duże, żeby posprzątać samemu się dało

    No właśnie, nie bez sensu duże. Na dwie osoby kredytem da się
    załatwić.

    > - samochód, na tyle nowy, żeby nie zginąć w nim całą rodziną
    podczas zderzenia
    > z krową np.

    Wystarczająco bezpieczny będzie nawet 10-latek, byle oczywiście w
    dobrym stanie technicznym. To się da załatwić nawet za 5000 raz na
    kilka lat. Plus, oczywiście, utrzymanie, ale to też nie musi być
    drogie.

    > Z rzeczy mniej grubych:
    > - wakacje, kino, restauracja od czasu do czasu...

    Oczywiście. Ale to nie są duże pieniądze raz na czas.

    > - dobre lustro i szkła co by fotami rodziny obwiesić ten dom

    A to już niekoniecznie, większości ludzi wystarczy i ambicjonalnie,
    i ze względu na poziom umiejętności banalny idiotenapparat za 250 zł.

    >
    > Jak się da za 8h to czemu nie,jeżeli jednak nie... bo jednak samą
    miłością żyć
    > się nie da, tak to tylko jak się pierwszy raz zakochasz.

    To prawda, wcale przecież nie mówię że pieniądze są nieistotne. Ale
    dwie osoby zarabiające po zwykłej pensji to już jest siła nabywcza
    pozwalająca żyć całkiem znośnie. Oczywiście jak ktoś ma wyjątkowo
    wysokie ambicje no to cóż... To ma problem.
  • rabart 12.05.10, 16:57
    I jak tu mówić o samodzielnym życiu?
  • haldeman79 12.05.10, 17:44
    rabart napisał:

    > I jak tu mówić o samodzielnym życiu?

    Jesteś ułomny fizycznie? Naprawdę nie potrafisz skończyć studiów które dadzą Ci
    dobrze płatną pracę? Mało zarabiasz w obecnej to ją zmieniasz albo pracujesz > 8h.

    W życiu nie ma nic za free.
    --
    żołądkowa gorzka, moja nieodwzajemniona miłość
  • rabart 12.05.10, 17:49
    Skończyłem dwa kierunki studiów, znam płynnie dwa języki(certyfikaty też
    posiadam), na moje 200 cv nie dostałem żadnej odpowiedzi, pozostaję bez pracy.
    Niedługo to walę, wyjeżdżam z chorego kraju chorych ludzi i chorych mediów.
  • agagin 12.05.10, 17:54
    na wyjazd juz za pozno:P
    za granica brak pracy jest widziany jako lenistwo, ciezko sie z tego
    wytlumaczyc
  • rabart 12.05.10, 17:56
    Na zmywak z płynnym angielskim może mnie przyjmą bueheheh....
  • ms135pt 12.05.10, 18:01
    2 kierunki studiów i płynnie 2 jezyki i nadal bez pracy??
    albo bardzo pracować nie chcesz albo jestes wyjatkowo niezaradny.
    Znam kilka osob po studiach, nawet nie po takich zlych kierunkach, ktorzy
    uważaja ze jest zle i pracy nie ma. Tyle ze okazuje sie, za tysiac, dwa czy iles
    do pracy nie pojda, dojeżdżać do pracy nie beda, bo kto to słyszał sie tluc
    autobusem 30 minut do pracy, na takim a takim stanowisku pracować nie beda bo
    im to urąga. a wogole to czemu pracodawcy sami nie proponuja im pracy bo
    przecież sa tacy wykształceni... wiec siedza sobie na bezrobociu pomstujac na
    system.

    jakbys chcial to bys mial prace, chociazby korepetycje, podobno znasz 2 jezyki,
    chyba ze praca nauczyciela to za malo dla kogos takiego jak ty.
  • rabart 12.05.10, 18:08
    Wysłałem ponad 200 cv-zero odpowiedzi.

    Korepetycji nie udzielam bo nie mam zdolności do nauczania(języków nauczyłem się
    naturalnie wskutek kontaktu na co dzień, nie poprzez naukę w szkole)
  • haldeman79 12.05.10, 18:15
    rabart napisał:

    > Wysłałem ponad 200 cv-zero odpowiedzi.
    >
    > Korepetycji nie udzielam bo nie mam zdolności do nauczania(języków nauczyłem si
    > ę
    > naturalnie wskutek kontaktu na co dzień, nie poprzez naukę w szkole)

    Zmień miasto, skończ studia po których łatwiej o pracę? Zacznij kopać rowy.
    Będziesz kosił > 2000 PLN
    --
    żołądkowa gorzka, moja nieodwzajemniona miłość
  • rabart 12.05.10, 18:26
    > Zmień miasto
    Wysyłam do 4 głównych miast w Polsce cv.

    skończ studia po których łatwiej o pracę?
    Rodziców nie stać na finansowanie kolejnych 5 lat studiów. Zresztą studia
    utrudniają znalezienie pracy a nie ułatwiają. Już teraz jestem "overeducated"


    Zacznij kopać rowy.
    Nie mogę ze względów fizycznych. Myślałem o obsłudze koparki ale mam za wysokie
    wykształcenie by dostać się na kurs z UP.
  • haldeman79 12.05.10, 18:43
    rabart napisał:

    > > Zmień miasto
    > Wysyłam do 4 głównych miast w Polsce cv.
    >
    > skończ studia po których łatwiej o pracę?
    > Rodziców nie stać na finansowanie kolejnych 5 lat studiów. Zresztą studia
    > utrudniają znalezienie pracy a nie ułatwiają. Już teraz jestem "overeducated"
    >
    >
    > Zacznij kopać rowy.
    > Nie mogę ze względów fizycznych. Myślałem o obsłudze koparki ale mam za wysokie
    > wykształcenie by dostać się na kurs z UP.

    a Ty jesteś mistrzem w wymyślaniu powodów, żeby to usprawiedliwić.
    --
    żołądkowa gorzka, moja nieodwzajemniona miłość
  • rabart 12.05.10, 18:54
    >
    > a Ty jesteś mistrzem w wymyślaniu powodów, żeby to usprawiedliwić.

    Nie głuptasku. Takie są warunki uczestniczenia w kursie, jasno wypisane przy
    każdym dostępnym w PUP.
  • haldeman79 12.05.10, 19:16
    rabart napisał:

    > >
    > > a Ty jesteś mistrzem w wymyślaniu powodów, żeby to usprawiedliwić.

    > Nie głuptasku. Takie są warunki uczestniczenia w kursie, jasno wypisane przy
    > każdym dostępnym w PUP.

    No nic się nie da.

    --
    żołądkowa gorzka, moja nieodwzajemniona miłość
  • rabart 12.05.10, 19:20
    Liczę na kolejną twoją poradę w rodzaju "mój kuzyn/wój/ciotka złamała prawo i ty
    tez możesz"
  • haldeman79 12.05.10, 19:48
    rabart napisał:

    > Liczę na kolejną twoją poradę w rodzaju "mój kuzyn/wój/ciotka złamała prawo i t
    > y
    > tez możesz"

    Napisz mi proszę człowieku po 2 fakultetach z 2 językami obcymi w jaki sposób
    złamiesz prawo płacąc SAMODZIELNIE za kurs? Naprawdę przeogromnie jestem ciekaw
    odpowiedzi.

    PS. Chlew został rozbudowany na podstawie projektu i tu cię pewnie zaskoczę, da
    się taki projekt zrobić i to całkowicie legalnie.Rozczarowany?
    --
    żołądkowa gorzka, moja nieodwzajemniona miłość
  • rabart 12.05.10, 20:21
    w jaki sposób
    > złamiesz prawo płacąc SAMODZIELNIE za kurs? Naprawdę przeogromnie jestem ciekaw
    > odpowiedzi.
    >

    Ja najpierw byłbym ciekaw skąd mam na to wyłożyć pieniądze będąc bezrobotnym bez
    żadnych dochodów panie mądraliński :D A ceny kursu poza tymi dotowanymi przez UP
    są już troszkę inne mój drogi....

    > PS. Chlew został rozbudowany na podstawie projektu i tu cię pewnie zaskoczę, da
    > się taki projekt zrobić i to całkowicie legalnie.Rozczarowany?

    Czekamy na rewolucyjny projekt zalegalizowania samowolek budowlanych w środku
    miasta, pod warunkiem że robią je wynajmujący schowki na ludzi studenci.
  • haldeman79 12.05.10, 21:53
    rabart napisał:

    > Ja najpierw byłbym ciekaw skąd mam na to wyłożyć pieniądze będąc bezrobotnym be
    > z
    > żadnych dochodów panie mądraliński :D A ceny kursu poza tymi dotowanymi przez
    UP są już troszkę inne mój drogi....

    Roznosisz ulotki, pizze itp, praca niezbyt ciężka fizycznie więc powinna Ci
    syknąć.Uzbierasz kilka tysiaków powinno syknąć. Teraz oczywiście czekam na
    obiektywną przeszkodę,które nie pozwoli Ci tego zrealizować.

    > Czekamy na rewolucyjny projekt zalegalizowania samowolek budowlanych w środku
    > miasta, pod warunkiem że robią je wynajmujący schowki na ludzi studenci.

    Widzisz, staram Ci sobie coś uświadomić jednak wciąż nie chwytasz.
    Napiszę więc wprost. Są ludzie tacy jak kuzyn mojej żony,który dostając chlew
    potrafi zakasać rękawy i stworzyć dom, są też tacy jak Ty, co to mając 2
    fakultety i znając dwa języki potrafią tylko marudzić.
    --
    żołądkowa gorzka, moja nieodwzajemniona miłość
  • rabart 12.05.10, 22:24
    > Roznosisz ulotki, pizze itp, praca niezbyt ciężka fizycznie więc powinna Ci
    > syknąć.

    Głuptasku do takich prac nie bierze się ludzi którzy A-nie są w wieku
    pozwalającym obniżyć ZUS. B-nie są rencistami. To tyle na temat twojej wiedzy.
    C-już widzę minę pracodawcy jak osoba z dwoma fakultetami i dwoma językami prosi
    o roznoszenie pizzy. I już widzę jak ta osoba zostaje przyjęta.

    > Widzisz, staram Ci sobie coś uświadomić jednak wciąż nie chwytasz
    Na razie prezentujesz odrealnione wizje twojego umysłu.

    Są ludzie tacy jak kuzyn mojej żony,który dostając chlew
    > potrafi zakasać rękawy i stworzyć dom, są też tacy jak Ty, co to mając 2
    > fakultety i znając dwa języki potrafią tylko marudzić.

    Ja dziękuję, Tusk powinien w telewizji opowiedzieć o twoim zarąbistym kuzynie.
    Niesamowite.
  • haldeman79 12.05.10, 22:46
    rabart napisał:

    > > Roznosisz ulotki, pizze itp, praca niezbyt ciężka fizycznie więc powin
    > na Ci
    > > syknąć.

    > Głuptasku do takich prac nie bierze się ludzi którzy A-nie są w wieku
    > pozwalającym obniżyć ZUS. B-nie są rencistami. To tyle na temat twojej wiedzy.
    > C-już widzę minę pracodawcy jak osoba z dwoma fakultetami i dwoma językami pros
    > i
    > o roznoszenie pizzy. I już widzę jak ta osoba zostaje przyjęta.

    Jak nie wyedukowany nadmiernie to nie w tym kierunku.

    > Ja dziękuję, Tusk powinien w telewizji opowiedzieć o twoim zarąbistym kuzynie.
    > Niesamowite.

    No przecież nie opowie o Tobie, bo o czym było by opowiadać?

    --
    żołądkowa gorzka, moja nieodwzajemniona miłość
  • rabart 13.05.10, 01:00
    > Jak nie wyedukowany nadmiernie to nie w tym kierunku.
    Głuptasku-poczytaj sobie ogłoszenia, potem zmodyfikuj wizje swojego umysłu.
  • haldeman79 13.05.10, 10:24
    rabart napisał:

    > > Jak nie wyedukowany nadmiernie to nie w tym kierunku.
    > Głuptasku-poczytaj sobie ogłoszenia, potem zmodyfikuj wizje swojego umysłu.

    Moje wizję są w porządku, ja nie mam problemów ze znalezieniem pracy.

    I kto jest tym małym milusim głuptaskiem?
    --
    żołądkowa gorzka, moja nieodwzajemniona miłość
  • rabart 13.05.10, 13:13
    >
    > Moje wizję są w porządku, ja nie mam problemów ze znalezieniem pracy.
    >
    > I kto jest tym małym milusim głuptaskiem?


    W kraju gdzie zdobycie pracy jest zależne od rekomendacji kuzyna/ciotki/teścia,
    albo byciu kochanką/kochankiem właściwej osoby, jej posiadanie naprawdę nie jest
    powodem do dumy głuptasku.
  • c2h6 13.05.10, 13:40
    rabart napisał:

    > >
    > > Moje wizję są w porządku, ja nie mam problemów ze znalezieniem
    pracy.
    > >
    > > I kto jest tym małym milusim głuptaskiem?

    >
    > W kraju gdzie zdobycie pracy jest zależne od rekomendacji
    kuzyna/ciotki/teścia,
    > albo byciu kochanką/kochankiem właściwej osoby, jej posiadanie
    naprawdę nie jes
    > t
    > powodem do dumy głuptasku.

    To prawda, ale nie rozmawiamy o takim kraju tylko o Polsce,
    nieudaczniku.
  • rabart 13.05.10, 14:07
    Jak wszyscy wiedzą w Polsce pracę zdobywa się dzięki wiedzy, doświadczeniu i
    umiejętnością a nie sypianiu z szefem, bądż rekomendacji wujka/kuzyna/ciotki ;]

    Skąd ta agresja, czyżby ktoś trafił w czuły punkt?
  • haldeman79 13.05.10, 16:06
    rabart napisał:

    > Jak wszyscy wiedzą w Polsce pracę zdobywa się dzięki wiedzy, doświadczeniu i
    > umiejętnością a nie sypianiu z szefem, bądż rekomendacji wujka/kuzyna/ciotki ;]
    >
    Oczywiście, że tak. Im szybciej to zrozumiesz tym szybciej znajdziesz prace.


    --
    żołądkowa gorzka, moja nieodwzajemniona miłość
  • rabart 13.05.10, 17:05
    Bierzesz psychotropy czy próbujesz uwiarygodnić się przed swoim sumieniem?
  • haldeman79 13.05.10, 17:48
    rabart napisał:

    > Bierzesz psychotropy czy próbujesz uwiarygodnić się przed swoim sumieniem?

    Co ma moje sumienie do Twojej nieumiejętności znalezienia pracy?
    --
    żołądkowa gorzka, moja nieodwzajemniona miłość
  • rabart 13.05.10, 19:48
    Widzę gorączkowe zarzekanie się, że pracy nie uzyskało się po znajomości.
    Jak to było heldemanku?
  • c2h6 14.05.10, 09:03
    rabart napisał:

    > Jak wszyscy wiedzą w Polsce pracę zdobywa się dzięki wiedzy,
    doświadczeniu i
    > umiejętnością a nie sypianiu z szefem, bądż rekomendacji
    wujka/kuzyna/ciotki ;]

    Jeżeli napisałeś CV tak, jak napisałeś słowo "umiejętnościom", to
    nie dziwię się że cię nikt nie przyjął do roboty.
    A rekomendacje to zupełnie normalna rzecz. Nie znasz nikogo kto by
    cię mógł zarekomendować, pomóc w znalezieniu jakiejś pracy? Cóż, to
    wiele o tobie mówi.

    >
    > Skąd ta agresja, czyżby ktoś trafił w czuły punkt?

    Tak jest. Ty trafiłeś w mój czuły punkt, którym jest alergia na
    nieudacznicze obwinianie całego świata za swoje niepowodzenia.
  • echtom 14.05.10, 11:22
    > A rekomendacje to zupełnie normalna rzecz.

    Też tak uważam. Z trzech etatowych prac, jakie dotąd wykonywałam,
    jedną dostałam z ogłoszenia, dwie z rekomendacji rodziny. To
    świadczy tylko o tym, że człowiek nie żyje w społecznej próżni i coś
    sobą reprezentuje, skoro rodzina/znajomi nie boją się go polecić.

    --
    "Mieliście do wyboru wojnę lub hańbę. Wybraliście hańbę, a wojnę i
    tak będziecie mieli."
    W. Churchill
  • rabart 14.05.10, 13:23
    > A rekomendacje to zupełnie normalna rzecz.
    No i wyszło szydełko z woreczka. Tak jakoś się składa że ci co piszczą
    najgłośniej o tym że jak to można krytykować ten system, bo przecież ładny i
    piękny po czasie przyznają się do kolesiostwa, łamania prawa, wyzysku itp. W
    twoim przypadku kolesiostwa i zabierania pracy ludziom bez znajomości. Ale
    możesz sobie nazwać to ładnie nazwać networking.
  • c2h6 14.05.10, 13:49
    rabart napisał:

    > > A rekomendacje to zupełnie normalna rzecz.
    > No i wyszło szydełko z woreczka. Tak jakoś się składa że ci co
    piszczą

    Och, nic nie musiało wychodzić. To że nie masz nikogo kto byłby w
    stanie powiedzieć o tobie coś dobrego (czyli albo jesteś
    beznadziejny merytorycznie, albo nikt cię nie lubi co też
    dyskwalifikuje cię jako pracownika) było oczywiste od początku.

    > najgłośniej o tym że jak to można krytykować ten system, bo
    przecież ładny i
    > piękny po czasie przyznają się do kolesiostwa, łamania prawa,
    wyzysku itp. W

    Do łamania prawa i wyzysku nikt się tu nie przyznawał, kłamiesz. Co
    jest zapewne kolejnym powodem dla którego nikt cię nie chce do
    pracy - kto by chciał zatrudnić kłamcę/konfabulatora?

    > twoim przypadku kolesiostwa i zabierania pracy ludziom bez
    znajomości. Ale
    > możesz sobie nazwać to ładnie nazwać networking.

    Akurat ja zostałem przyjęty do pracy "z ulicy", więc pudło,
    nieudaczniku. Nie zmienia to faktu że rekomendacja jest po prostu
    dodatkowym źródłem informacji o kandydacie (i to sprawdzonej
    informacji, bo pochodzącej ze znanego źródła).

    Mając wybór między człowiekiem którego trzeba zweryfikować od zera,
    a takim którego już się w jakiś sposób zna, każdy normalny
    pracodawca w każdym kraju wybierze tego znanego, nawet jeżeli będzie
    nieco słabszy niż ten nieznany.
  • rabart 14.05.10, 14:04
    I zaczyna się obrona kolesiostwa "to normalne" "wszyscy tak robią" itp bzdurki
    broniące faktu, że nic się nie umiało a pracę dostało od cioteczki, wujeczka,
    kumpla od wódeczki.
  • c2h6 14.05.10, 14:17
    rabart napisał:

    > I zaczyna się obrona kolesiostwa "to normalne" "wszyscy tak robią"
    itp bzdurki
    > broniące faktu, że nic się nie umiało a pracę dostało od
    cioteczki, wujeczka,
    > kumpla od wódeczki.

    Taaaaak, konfabulator w akcji. Mimo że masz czarno na białym
    napisane na czym polega korzyść z rekomendacji, okłamujesz sam
    siebie i próbujesz okłamać czytających wymyślając bajki o tym że z
    rekomendacji korzystają wyłącznie ludzie nic nie umiejący.

    Niewątpliwie takim jak ty takie kłamstwo pomaga na samoocenę, ale w
    zdobyciu pracy nie pomaga. Twój znikomy kontakt z rzeczywistością
    niewątpliwie wychodzi podczas rozmów, a może nawet przy czytaniu
    twoich papierów, więc nie ma się co dziwić że ciągle nie masz pracy.

    Nikt cię nie zatrudni bo po co komu pracownik który przy problemach
    zajmie się wyłącznie szukaniem na kogo by tu zwalić winę? Jesteś
    beznadziejny i tyle.
  • rabart 14.05.10, 15:51
    Mimo że masz czarno na białym
    > napisane na czym polega korzyść z rekomendacji,

    Z kolesiostwa i nepotyzmu. Kupę możesz spryskać perfumami ale pozostanie kupą.
    Podobnie z twoimi "rekomendacjami" i "networkingiem"
  • c2h6 14.05.10, 16:24
    rabart napisał:

    > Mimo że masz czarno na białym
    > > napisane na czym polega korzyść z rekomendacji,

    > Z kolesiostwa i nepotyzmu. Kupę możesz spryskać perfumami ale
    pozostanie kupą.
    > Podobnie z twoimi "rekomendacjami" i "networkingiem"

    Cóż, jak chcesz to sobie tak uważaj, nie będę przecież do upadłego
    tłumaczyć gościowi który jest zbyt beznadziejny na to, żeby ktoś za
    niego zaręczył, na czym polega obustronna korzyść z zaręczenia :-)

  • rabart 14.05.10, 16:35
    Ależ ja dobrze wiem na czym polega kolesiostwo :]
    Nie musisz mi tłumaczyć.
  • echtom 14.05.10, 18:47
    Niekoniecznie. Kuzynka z innego województwa znalazła mi w lokalnej gazecie ogłoszenie o pracy, na które nie mogli znaleźć kandydata o odpowiednich kwalifikacjach. Trzecią pracę dostałam dzięki rekomendacji mamy, która wcześniej pracowała w tej instytucji. Mimo to musiałam czekać trzy lata, aż zwolni się etat, wykonując w międzyczasie pracę, do której przyjęli mnie "z ulicy". Chyba jednak coś umiem, skoro kierownictwo jest ze mnie zadowolone i w ciągu 5 lat zaliczyłam dwa stopnie awansu zawodowego. A osoba, która mnie przyjmowała, już jest na emeryturze, jej następca mojej mamy w ogóle nie zna.

    --
    "Mieliście do wyboru wojnę lub hańbę. Wybraliście hańbę, a wojnę i tak będziecie mieli."
    W. Churchill
  • haldeman79 13.05.10, 15:52
    rabart napisał:

    > >
    > > Moje wizję są w porządku, ja nie mam problemów ze znalezieniem pracy.
    > >
    > > I kto jest tym małym milusim głuptaskiem?

    >
    > W kraju gdzie zdobycie pracy jest zależne od rekomendacji kuzyna/ciotki/teścia,
    > albo byciu kochanką/kochankiem właściwej osoby, jej posiadanie naprawdę nie jes
    > t
    > powodem do dumy głuptasku.

    Potrafisz mi udowodnić, że zdobyłem prace w opisywany przez Ciebie sposób?

    Zdobycie pracy zależy po prostu od posiadanych umiejętności, nie liczby dyplomów
    czy certyfikatów językowych ale Ty potrafisz tylko narzekać i infantylnie
    "głuptaskować".
    --
    żołądkowa gorzka, moja nieodwzajemniona miłość
  • rabart 13.05.10, 19:49
    Przyznaj się heldemanku, dostałeś to pracę od cioci,teścia czy kuzyna od
    chlewo-willi ?
  • haldeman79 13.05.10, 20:12
    rabart napisał:

    > Przyznaj się heldemanku, dostałeś to pracę od cioci,teścia czy kuzyna od
    > chlewo-willi ?

    Pracuje w prywatnej, francuskiej firmie. Jak dostałem prace? Skończyłem studia,
    tylko jeden inżynierski kierunek, wysłałem CV, zostałem zaproszony na rozmowę,
    napisałem test, potem rozmowa, później 1 miesięczna umowa próbna, druga 2
    miesięczna, potem umowa na stałe.

    Studia automatyka i robotyka.

    Ty?Wielkie nic. Jak mantrę powtarzasz że skoro nie masz pracy to nie dlatego, że
    jesteś do dupy i podejmowałeś kiepskie decyzję, ty oczywiście nie kradniesz i
    nie kłamiesz dlatego nie masz pracy.
    --
    żołądkowa gorzka, moja nieodwzajemniona miłość
  • rabart 13.05.10, 20:50
    No a ja jestem kosmonautą.
  • haldeman79 14.05.10, 10:50
    rabart napisał:

    > No a ja jestem kosmonautą.

    --
    żołądkowa gorzka, moja nieodwzajemniona miłość
  • ms135pt 13.05.10, 08:21
    już widzę minę pracodawcy jak osoba z dwoma fakultetami i dwoma językam
    > i pros
    > > i
    > > o roznoszenie pizzy. I już widzę jak ta osoba zostaje przyjęta.
    > to co tu napiisałeś oznacza ze pracy nie szukałes, wolisz pasożytować na innych.
    Pracy nie mozeszznalesc bo skonczyles 2 fakultety- to po cholere je konczyłeś?
    swoja droga zastanawiam sie co to za magiczne studia nie ułatwiaja znalezienia
    pracy?
  • ar.co 21.05.10, 12:44
    Niektórzy nadal pozostają w erze marksistowskiego dialektyzmu -
    liczą, że ilość im przejdzie w jakość (skokiem). Nie raz egzaminując
    studentów, którzy studiowali na 2 (a nawet 3) kierunkach, często z
    ukończonymi już jakimiś studiami, zadawałam sobie pytanie - kto tym
    ludziom dał maturę? Bo ich poziom wiedzy (o umiejętnościach nie
    wspominając) sytuaował ich w okolicach gimnazjum. Co z tego, że ktoś
    skończy nawet 5 fakultetów, skoro będą to kolejne słabe kierunki na
    słabych uczelniach, na które dostali się tylko dlatego, że było
    mniej chętnych niż miejsc?
    A w dodatku "kilkukierunkowość" bywa wykorzystywana jako
    usprawiedliwienie dla nieuctwa - "nie nauczyłem się, bo przecież
    studiuję jeszcze na 2, 3 kierunku i nie miałem czasu". I niestety
    niektórzy egzaminatorzy się na to nabierają i promują
    wielokierunkowych nieuków.
  • ms135pt 12.05.10, 18:48
    Tak sie zastanawiam jakie studia musiałeś skończyć skoro w znalezieniu pracy
    przeszkadzają. A w czasie studiów nie pracowałeś ?
    Idz na kurs operatora wózka widłowego- po tym kursie placa kolo netto 2000/
    miesiąc. Tylko pracować trzeba. A z tym moze byc trudno- kopac rowy nie bo
    wzgledy fizyczne, kroepetycje nie bo nie- ciekawe ile jeszcze ofert pracy w ten
    sposob odrzucasz. A za garnica to pieniadze tez nie leza na ulicy- zapracowac na
    nie trzeba.
  • rabart 12.05.10, 18:53
    z tym moze byc trudno- kopac rowy nie bo
    > wzgledy fizyczne, kroepetycje nie bo nie-

    Fizycznie nie mogę pracować, chyba że chciałbym wylądować w szpitalu. Jak mam
    udzielać korepetycji skoro nie są znane mi zasady języka którym się posługuję
    tak aby je komuś wyjaśnić(po prostu umiem dobrze język z lat doświadczenia).
    ciekawe ile jeszcze ofert pracy w ten
    > sposob odrzucasz.

    Tygodniowo wysyłam gdzieś od 5 do 10 ofert.
  • ms135pt 12.05.10, 19:01
    fizycznie nie mogę pracować, chyba że chciałbym wylądować w szpitalu.
    Czyli jestes bardzo chory, jezeli naprawde to postaraj sie o orzeczenie o
    niepełnosprawnosci i poszukaj zakładu pracy chronionej.
    albo wiesz co- lepiej jedz za granice, przynajmniej przestane cie utzrymywac z
    moich podatkow
  • lulu_oi 12.05.10, 20:05
    Człowieku, daj se spokój, to są ludzie przekonani, że jak się chce,
    to wszystko można, a obiektywne przeszkody nie istnieją. I to jest
    tak samo dogmatyczne, jak przekonanie, ze nic się nie da, nie warto
    się uczyć/wysyłać cv, bo i tak się nic nie znajdzie.

    Każą ci pracować mimo problemów zdrowotnych, dla zasady, bo są
    praworządni i swięcie wierzą, ze służba zdrowia w tym kraju działa
    bez zarzutu, jeśli zachorujesz, to cię wyleczą, a jeśli nie wyleczą -
    to znaczy, że nie byłeś chory.

    Sami znaleźli pracę bez problemu, i ich znajomy znalazł pracę bez
    problemu, stąd wnioskują, ze wszyscy ludzie w całej Polsce znajdują
    pracę bez problemu. Jeśli natomiast nie znajdują, to znaczy, ze nie
    chcą.

    Jeśli ktoś im pokaże, ze rzeczywistość bywa inna, niż im się wydaje,
    dowie się, że jego problemy są wymyślone (bo oni się z takimi nie
    zetknęli, tzn. że takie problemy nie istnieją).

    Z dogmatami się nie dyskutuje, bo dogmaty są do wierzenia, a nie do
    analizowania i dyskusji.
  • rabart 12.05.10, 20:22
    Zgadzam się, ostatnio jeden twierdził że dla każdego w Polsce jest praca, bo
    jego znajomi mają.
    To kwestia ładnego CV ma być :D
  • pochodnia_nerona 12.05.10, 21:55
    Nie przejmuj się takim gadaniem, znam ten ból, jest więcej ludzi w podobnej
    sytuacji :-) Życzę powodzenia.
    --
    Pojawiam się i znikam, i znikam, i znikam...
  • kamilo_82 13.05.10, 13:09
    rabart napisał:

    > Skończyłem dwa kierunki studiów, znam płynnie dwa języki(certyfikaty też
    > posiadam), na moje 200 cv nie dostałem żadnej odpowiedzi, pozostaję bez pracy.
    > Niedługo to walę, wyjeżdżam z chorego kraju chorych ludzi i chorych mediów.


    Nie musisz się do tego przyznawać. Są takie branże, gdzie lepiej nie być
    "overeducated". Sam mam ten problem. W mojej branży (reklama i PR) większość
    osób to ludzie którzy albo skończyli edukacje na poziomie matury albo mają
    rozgrzebane jakieś studia w Prywatnej Szkole Gotowania na Gazie.

    Pamiętaj - w CV nie warto kłamać ale tylko w kwestii wpisywania czegoś, czego
    się nie robiło. Ale w drugą stronę owszem. Przecież np. osoby, które maja bardzo
    bogate doświadczenie zawodowe muszą selekcjonować informacje do CV aby nie miało
    kilkunastu stron i było czytelne.

    Ja po prostu nie podaję drugiego kierunku a przy znajomości języków obcych
    podaję tylko poziom. Certyfikaty ukrywam.
  • jukej 12.05.10, 21:21
    rabart napisał:

    > I jak tu mówić o samodzielnym życiu?


    nie mów, powieś się lub żyj.
  • czechowka 15.05.10, 20:13
    Jeśli już, to kawalerka-1500 złotych, pensja-2000 złotych
  • nessie-jp 12.05.10, 17:00
    Tanie kredyty mieszkaniowe "Rodzina na swoim" dla singli -- no trzymajcie
    mnie, bo się przewrócę! Czy ktoś kontroluje te bzdury?

    Bardzo chętnie wezmę tani, sponsorowany przez państwo kredyt mieszkaniowy dla
    rodziny, która nie składa się z mamusi, tatusia i brzucha. Taki, który pozwoli
    dorosłej osobie kupić dom, w którym będzie mogła zamieszkać ze starszymi,
    schorowanymi rodzicami.

    W Polsce jest jakieś dziwne, chore parcie socjologów i dziennikarzy na
    wmawianie wszystkim, że dwoje znających się parę miesięcy osób, które wezmą
    ślub, to bardziej wartościowa rodzina niż dorosłe dziecko opiekujące się
    chorymi rodzicami.

    W Polsce nie ma mechanizmów wsparcia dla dorosłych dzieci, które zajmują się
    chorymi rodzicami. Nie ma możliwości wspólnych rozliczeń podatkowych, nie ma
    ulg, nie ma tanich kredytów. Bo taka rodzina jest niemodna i fe -- rodzicom
    trzeba pokazać środkowy palec i jak najszybciej założyć modną nową rodzinkę z
    przygodnie poznaną osobą. Wtedy wsparcie, wspólne rozliczenia i kredyty się
    znajdą.

    W całym powyższym artykule nie omówiono ani jednego przypadku młodych osób,
    które mieszkają z rodzicami, bo rodzice wymagają opieki i pomocy
    finansowej
    , a na płacenie czynszu za dwa mieszkania ich dzieci po prostu
    nie stać.

    Redaktorzy i socjologowie chyba nie widzą, ile takich rodzin jest. Ze znanych
    mi czterech osób mieszkających z rodzicami, trzy robią to właśnie dlatego, że
    ktoś się tymi rodzicami zająć musi -- finansowo, praktycznie.

    --
    Ostrożnie stawiaj kroki
    Bo w sobie masz swój Hades
    I w sobie cień głęboki
    I bezład razem z ładem
  • rabart 12.05.10, 17:26
    Bo widzisz, to wszystko jest napędzane przez banki które pragną nowych chłopów
    feudalnych-to znaczy kredytobiorców-zasuwających dla nich przez następne 50 lat.
  • jukej 12.05.10, 21:23
    kochana, ten artykuł jest o czymś innym, nie rób z siebie większej
    krowy niż jesteś.
  • pochodnia_nerona 12.05.10, 22:01
    A ty przestań wreszcie komentować każdego, komu nie udało się z różnych przyczyn
    wystartować, jak tobie. Jesteś przesyconym sarkazmem, zgryźliwym tetrykiem (mimo
    młodego wieku), do czego doprowadziły twoje stosunki rodzinne, a teraz ujadasz
    na forum do każdego, komu nie jest dane samodzielne życie z przyczyn innych, niż
    wygodnictwo. Mało tego, każdemu usiłujesz wmówić, że jest wygodnicki, a ty,
    wielka ofiara własnej rodziny, dałeś radę. Idź się pooglądać w lusterku.
    --
    Pojawiam się i znikam, i znikam, i znikam...
  • haldeman79 12.05.10, 22:10
    pochodnia_nerona napisała:

    > A ty przestań wreszcie komentować każdego, komu nie udało się z różnych przyczy
    > n
    > wystartować, jak tobie. Jesteś przesyconym sarkazmem, zgryźliwym tetrykiem (mim
    > o
    > młodego wieku), do czego doprowadziły twoje stosunki rodzinne, a teraz ujadasz
    > na forum do każdego, komu nie jest dane samodzielne życie z przyczyn innych, ni
    > ż
    > wygodnictwo. Mało tego, każdemu usiłujesz wmówić, że jest wygodnicki, a ty,
    > wielka ofiara własnej rodziny, dałeś radę. Idź się pooglądać w lusterku.

    Gość dał radę mimo przeciwności o których maruderom w tym wątku nawet się nie
    śniło. Najlepiej jednak przypisać sobie status pokrzywdzonego przez los.
    --
    żołądkowa gorzka, moja nieodwzajemniona miłość
  • pochodnia_nerona 12.05.10, 22:52
    Odpowiem, co zobaczyłam: młodą kobietę o szerokich zainteresowaniach, z pasjami,
    wykształceniem, ale brakuje jej szczęścia w szukaniu pracy. Mieszka z mamą,
    dokłada z zasiłku do wspólnego życia, sama pierze, ubiera się i wykonuje inne
    czynności dorosłego człowieka, a za swoją ostatnią pensję nie dałaby rady
    przeżyć, wynajmując mieszkanie.
    Zobacz, JAKIM KOSZTEM ów jukej się usamodzielnił. Jest przesycony żalem do
    rodziny, ma wciąż uraz psychiczny i wylewa ten żal na tych, którzy mieli to
    szczęście mieć rodziców rozumiejących, że nie każdemu tak samo dobrze układa się
    w życiu.
    --
    Pojawiam się i znikam, i znikam, i znikam...
  • haldeman79 12.05.10, 23:24
    pochodnia_nerona napisała:

    > Zobacz, JAKIM KOSZTEM ów jukej się usamodzielnił. Jest przesycony żalem do
    > rodziny, ma wciąż uraz psychiczny i wylewa ten żal na tych, którzy mieli to
    > szczęście mieć rodziców rozumiejących, że nie każdemu tak samo dobrze układa si
    > ę
    > w życiu.

    Ogromnym, przerastającym jak widzę umiejętność pojmowania nie których maruderów
    w tym wątku.Ale sobie poradził i za to należy mu się szacunek.

    Ale oczywiście lepiej go zaszczuć bo kilka osób usłyszało prawdę o sobie.

    --
    żołądkowa gorzka, moja nieodwzajemniona miłość
  • pochodnia_nerona 12.05.10, 23:55
    Jaką prawdę? Co ty czy on możecie o mnie wiedzieć? O moim życiu? Tyle, co tu
    wyczytasz, NIC WIĘCEJ.
    --
    Pojawiam się i znikam, i znikam, i znikam...
  • abccbaabccba 13.05.10, 00:18
    Nie, nie należy mu się szacunek.

    1. Nie pomógł bratu się usamodzielnić. Czyli egoista, nawet według
    jego własnych zasad!
    2. Obraża innych dyskutantów insynuacjami.
    3. Nie przedstawił dowodu na to że jest samodzielny.
    4. Kłamał pisząc o "astmie" (dobry lekarz wam to wyjaśni).
    5. Ogranicza się wyłącznie do ataków ad personam. Nie spiera się na
    argumenty, ale licytuje na wulgarność.
    6. Sprawia wrażenie trolla, prowokatora lub osoby chorej psychicznie.

    Podsumowując - za mało pozytywów, za wiele negatywów - na szacunek
    nie zasłużył.

    A... jeszcze drobiazg. Znałem i znam ludzi prawdziwie walczących z
    losem: ociemniałych, sparaliżowanych, z nowotworami, stwardnieniem
    rozsianym, po udarach itp. Część z nich jeszcze żyje.
  • haldeman79 13.05.10, 10:05
    abccbaabccba napisał:

    (...)
    > Podsumowując - za mało pozytywów, za wiele negatywów - na szacunek
    > nie zasłużył.
    >
    > A... jeszcze drobiazg. Znałem i znam ludzi prawdziwie walczących z
    > losem: ociemniałych, sparaliżowanych, z nowotworami, stwardnieniem
    > rozsianym, po udarach itp. Część z nich jeszcze żyje.

    Tylko dlaczego chcesz porównywać do niego akurat takich ludzi? Czemu nie
    wątkowego bohatera z 2 fakultetami, 2 językami i Bóg wie czym jeszcze, który nie
    umie znaleźć pracy bo jest zbyt dobrze wyedukowany?
    --
    żołądkowa gorzka, moja nieodwzajemniona miłość
  • abccbaabccba 13.05.10, 11:18
    Daj pracę temu wyedukowanemu. A dopiero potem pisz, że był mięczakiem,
    ale dzięki tobie wyszedł na ludzi. Słowa niewiele kosztują.
  • haldeman79 13.05.10, 12:01
    abccbaabccba napisał:

    > Daj pracę temu wyedukowanemu. A dopiero potem pisz, że był mięczakiem,
    > ale dzięki tobie wyszedł na ludzi. Słowa niewiele kosztują.

    Czy ja dałem prace komukolwiek z uczestników tej dyskusji?
    --
    żołądkowa gorzka, moja nieodwzajemniona miłość
  • c2h6 13.05.10, 13:13
    haldeman79 napisał:

    > pochodnia_nerona napisała:
    >
    > > Zobacz, JAKIM KOSZTEM ów jukej się usamodzielnił. Jest
    przesycony żalem d
    > o
    > > rodziny, ma wciąż uraz psychiczny i wylewa ten żal na tych,
    którzy mieli
    > to
    > > szczęście mieć rodziców rozumiejących, że nie każdemu tak samo
    dobrze ukł
    > ada si
    > > ę
    > > w życiu.
    >
    > Ogromnym, przerastającym jak widzę umiejętność pojmowania nie
    których maruderów
    > w tym wątku.Ale sobie poradził i za to należy mu się szacunek.
    >
    > Ale oczywiście lepiej go zaszczuć bo kilka osób usłyszało prawdę o
    sobie.
    >

    Niemieszkanie z rodzicami za cenę psychozy? Nie opłaca się. Mówi Ci
    coś okreslenie "pyrrusowe zwycięstwo"?

  • abccbaabccba 13.05.10, 00:03
    Nessie, masz rację. Święte słowa.

    Z drugiej strony - społecznej strony - nie masz. Bo społeczeństwo ma
    świetne rozwiązanie, "ostateczne rozwiązanie" że pozwolę sobie
    zacytować: eutanazję.

    Ty masz rację, ja mam rację, artykuł bzdurny. I co z tego? Co kwartał
    jest publikowany. A forumowe psychole fantazjują nt. tego jak to oni
    nie potrafili się urządzić w życiu. Taaak, dostali "kopa od rodziców"
    i dobrze na tym, podobno, wyszli - tylko czy wiedzą kto ich spłodził?

  • echtom 13.05.10, 12:20
    > W całym powyższym artykule nie omówiono ani jednego przypadku
    młodych osób, które mieszkają z rodzicami, bo rodzice wymagają
    opieki i pomocy finansowej
    , a na płacenie czynszu za dwa
    mieszkania ich dzieci po prostu nie stać.

    Jestem samodzielna i zawsze chciałam mieszkać osobno. W czasie
    studiów nie miało to większego sensu, bo studiowałam w tym samym
    mieście i wynajmowanie choćby pokoju byłoby sztucznym napędzaniem
    kosztów. Wyprowadziłam się zaraz po slubie - najpierw wynajmowaliśmy
    pokój, potem, już z dziećmi, mieszkanie. Po rozstaniu z mężem
    wróciłam na krótko do rodziców, a potem wyjechałam do innej
    miejscowości, gdzie była dla mnie praca ze służbowym mieszkaniem.
    Spędziłam tam 9 lat, pracując i wychowując sama troje małych dzieci.
    Wróciłam do Gdańska, kiedy rodzice byli już w bardzo zaawansowanym
    wieku i coraz gorzej dawali sobie radę. Nie było to spełnieniem
    moich marzeń, bo źle się z nimi dogadywałam, ale rachunek
    ekonomiczno-logistyczny był nieubłagany. Musiałabym wynająć co
    najmniej 2-pokojowe mieszkanie i miotać się codziennie między pracą,
    mieszkaniem wynajętym i mieszkaniem rodziców. Po śmierci taty 80-
    letnia mama została z emeryturą, która z ledwością by pokryła same
    opłaty za mieszkanie i nie wystarczyła już na jedzenie. Jasne,
    prostszym rozwiązaniem byłoby oddanie mamy do domu starców i
    przejęcie całego mieszkania, względnie jego sprzedaż i kupno nowego,
    ale takie rozwiązanie, choć pewnie trendy, uważam za okrutne.

    --
    "Mieliście do wyboru wojnę lub hańbę. Wybraliście hańbę, a wojnę i
    tak będziecie mieli."
    W. Churchill
  • q-ku 15.05.10, 23:08
    to nie Twoja bajka więc nie o Tobie opowieść

    Ty pracujesz i płacisz za siebie a opisywane zjawisko jest inne

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.