Dodaj do ulubionych

Czemu winne są trzydziestki

07.12.10, 10:57
"Wychowywałam się bez ojca, umarł, jak miałam 10 miesięcy, i czułam się niekompletna przy innych dzieciach"
Tu chyba jest główny problem.

Nie martw się. Spotkasz GO i się zakochasz! Mnie to się przydarzyło, gdy miałam 37 lat. Głowa do góry!
Edytor zaawansowany
  • xaxa-xaxa 07.12.10, 10:57
    O dziwo niezły artykuł. A jeszcze lepszy by był gdyby opisywana osoba zbliżała się do 40 i była w tej samej sytuacji życiowej.
  • ryszard_mis_ochodzki 07.12.10, 22:34
    po 26roku zycia facetom zmienia sie metabolizm, spada poziom testosteronu, schodzi cisnienie i zaczynamy powoli miec was centralnie w dupie

    przestaje nam zalezec, nie musimy sie wiecej starac, nadskakiwac itd

    do tego dochodzi stres zwiazany z praca zawodowa

    piwo/telewizor/silownia/koledzy/pilka co kto lubi wystarczy, i potrzeba jedynie troche wolnego czasu aby w spokoju zaczac wydawac kase ktora wreszcie zaczelismy zarabiac

    powodzenia spoznialskie, jak sie nie zalapalyscie na studiach to teraz lapanka na coraz bardziej wybrakowane egzemplarze wam zostala

  • maja_lowska 07.12.10, 23:43
  • rasklaat 11.12.10, 20:41
    Nie robi na mnie pozytywnego wrażenia ta kobiecina. Trochę mogłaby zadbać o siebie i o mieszkanie, wtedy na pewno jej siła przyciągania by wzrosła. Powinna przestać palić. I pozbyć się tego obrzydliwego psa! Kto chce babkę od której czuć mieszaniną szlugów i psiej sierści?
    --
    .
  • malinowa28 21.12.10, 05:47
    Nic bardziej dobitnego spod klawiszy nie można wyczytać... To jest kwintesencja realnego spojrzenia mężczyzny na kobietę. Dbanie o siebie i przyjemny zapach... Zamiast wymieszanego smrodu fajek z perfumami. Wiele dziewczyn pije, pali na umór a później się dziwi, że są traktowane przedmiotowo...
    Dzięki Ci, Rasklaat, że miałeś odwagę to napisać!

    Z drugiej strony wielu mężczyzn chce przyjść na gotowe - wysprzątane, uprane, obiad na stole... Jak jeszcze kobieta zarabia więcej od niego i ma auto to już biegiem do ołtarza, żeby mu jej nikt nie sprzątnął... W tym jednak wypada wykazać się jakąś szczerością w stosunku do zacofania pod względem dbania o wspólne potrzeby. Na ile mężczyzna, który ucieka od obowiązków jest atrakcyjny dla kobiety...?! Wielu żywi się przy niej parówkami i innym tanim mięsem, a po zamknięciu drzwi zapewne to już specyficzne danie z kurzych piersi... Wystarczy wskoczyć, gdy mężczyźni świętują, aby przekonać się, że wiele z tych frykasów sami potrafią ugotować. ;P

    Polecam zamiast spotkań na plotkach, rozwijania agresywnych odpowiedzi w kierunku mężczyzny - realny, kobiecy sposób wyrażania własnej indywidualności. Bez pruderii czy wulgarności. A dla tej kobiecej strefy, przy której budzi się aktywny i atrakcyjny mężczyzna, który lubi podziwiać i doceniać wyjątkowo subtelne cechy... Bez kreowania się dla grupy mężczyzn, którzy mają zadowolić, ale właśnie dla siebie, bo tylko tam jest prawdziwa kobiecość, spójność i emocjonalny spokój... To jest wyrazem dojrzałości emocjonalnej w oczach mężczyzn.

    Tu też zasada jest właściwie prosta - "Im więcej ocen i plot, grania ciałem pomiędzy kobietą i mężczyzną, tym mniej zaufania do zgodności a więcej niedosytu..." Pozorne dopasowanie w łóżku, a przy bliższym spojrzeniu widać, że chodzi jedynie o zbliżenia na krótką metę - tym najprościej perswadować. I to każdy potrafi. Pytanie tylko po co, skoro orgazm trwa krócej niż ludzka harmonia...

    W zarządzaniu seksualnością najważniejszy jest zdrowy rozsądek i realna świadomość działań. Jeśli idziesz jedynie za czymś co nazywasz potrzebą, to znaczy, że nie myślisz racjonalnie, bo potrzeby można zmieniać a nie tylko im się poddawać...

    Mężczyźni poszukujący stałego związku nie przesiadują w klubach, nie popijają drinów, nie raczą się klepaniem w pośladek. Jednak klepać można nauczyć subtelnie mężczyznę w parku. Efekt ten sam a mniej patologii...
  • stanos111 03.08.11, 12:40
    Popieram , tak jest , dokladnie , z takimi przypadkami sie spotkalem , bedac w PL. na wkacjach ... Papierosy i pies ...Auuuuuuuuuuuu...
  • zorya32 09.12.10, 12:39
    Nie usprawiedliwiasz się przypadkiem, dlaczego jesteś sam? Że niby Ci się nie chce, nie zależy? Może boisz się, że jak Ci będzie zależało, to się nie uda. I nie wydaje mi się, moi znajomi dość często związali się ze swoją żoną czy mężem po studiach, czy po tym 26-27 roku życia. Albo koło trzydziestki zmienili nieszczęśliwy związek na udany, w którym znaleźli miłość, dzieci i czego tam pragnęli.
  • dioskorides 09.12.10, 14:19
    usprawiedliwia się?
    a bohaterka artykułu to co niby robi ?
    typowa deprecha, widzi sama siebie ani słowa o przyjaciołach, o bliskich, o otoczeniu.
    pępek świata, nie mówiąc o jakimś facecie. Tacy ludzie zawsze są sami, żeby być z kimś trzeba umieć się nagiąć i dopasować. niestety dla wielu z was drogie panie, dopasowanie się odbieracie jako podporządkowanie.
    Zero zająknięcia się na temat elastyczności w związku.
    --
    dioskorides.blox.pl/html
  • zorya32 09.12.10, 14:33
    Też. To znaczy, bardziej marudzi. No tak, niby jestem strasznie wymagająca, niby nie wyobrażam sobie mieszkania z chłopakiem ale... jęku, jęku. Nie napisałam, że nie marudzi.

    Tak, aby być z kimś, trzeba się umieć czasami dostosować, to dotyczy obu stron. Jak mężatka wiem to świetnie ;) I nie oznacza to koniecznie podporządkowania się, czy porażki (nie tylko panie zresztą popełniają ten błąd, co?)
    --
    Proszę nie PITOLIĆ!
  • appleflower 15.12.10, 16:17
    Ale też jest coś w tym, co napisał ryszard_mis_ochodzki. Ja jestem tuż przed 30-tką, po nieudanym krótkim małżeństwie, i po prostu już mi sie nie chce :) Mam dobrą pracę, mieszkanie, odkąd jestem sam okazało się, że wcale nie mam za mało pieniędzy, wreszcie mogę sobie pozwolić na rozwijanie własnych zainteresowań i na przyjemności... Nie mówię "nie" związkom, ale tez nie zależy mi na tyle, żeby aktywnie szukać. A w naszym społeczeństwie oczekuje się, że to mężczyzna będzie inicjował znajomość, dzwonił, zapraszał, nadskakiwał. A mi się nie chce :)

    Inna sprawa, że mężczyźni chyba lepiej znoszą życie w pojedynkę. Jesteśmy trochę mniej społeczni, łatwiej nam przychodzi ignorowanie opinii innych osób na własny temat, mniej czujemy presję społeczną, i tak dalej.
  • ellamp 06.01.11, 22:55
    appleflower napisał:


    > Inna sprawa, że mężczyźni chyba lepiej znoszą życie w pojedynkę. Jesteśmy troch
    > ę mniej społeczni, łatwiej nam przychodzi ignorowanie opinii innych osób na wła
    > sny temat, mniej czujemy presję społeczną, i tak dalej.

    Znowu stereotyp, ja tam czuje dokladnie to co ty. Zawsze mialam gleboko presje spoleczna i tyle :)
  • q-ku 11.12.10, 00:34
    nie wiążecie się, "samorealizujecie się"

    i zostajecie nieszczęśliwymi homo sapiens, które nie zrobiły tego co każde stworzenie zrobić powinno
  • bene_gesserit 11.12.10, 02:43
    Tak tak - bo tylko poswiecenie swojego zycia innym daje prawdziwa - w odroznieniu od tej falszywej, farbowanej i z tektury - radosc i satysfakcję oraz nadaje zyciu sens. Szczegolnie jesli mowa o kobietach.

    --
    feminists aren’t humorless just because your jokes suck
  • q-ku 11.12.10, 21:58
    posiadanie dziecka to szczęście, jest to przecież cel istnienia każdej istoty w przyrodzie
    dla kobiety i mężczyzny, samca i samicy

    oczywiście można sobie tak obok trwać, ale..
    no właśnie - po co?
    co dajesz światu?
  • pochodnia_nerona 11.12.10, 22:06
    Wiele bezdzietnych osób daje więcej światu, niż np. patologiczne rodziny z 10 dzieci, które tylko światu "odbierają"...
    Czy naprawdę niektórym we łbie się nie mieści, że można nie mieć dzieci i być i pożytecznym, i szczęśliwym członkiem społeczeństwa, z pasjami, bezinteresowną chęcią pomocy i zapałem do pracy? Zaś całe masy rodzin tylko żrą, s.rają i śpią, no i telewizor czczą, ale to one zapewne najwięcej dają z siebie światu.
    Bzdety.
    --
    Pojawiam się i znikam, i znikam, i znikam...
  • bene_gesserit 11.12.10, 23:15
    Nie mowiac o tym, ze motywacja do posiadania dzieci moze byc rowniez egoizm, i to patologiczny. I niewiele ludzi decyduje sie na dziecko, zeby 'dac cos swiatu'. Tworzenie nowego czlowieka po to, zeby bylo komu zarabiac na zusy, srusy i emerytury? He he :/

    --
    feminists aren’t humorless just because your jokes suck
  • echtom 12.12.10, 21:01
    > I niewiele ludzi decyduje sie na dziecko, zeby 'dac cos swiatu'

    To ja jestem w tej mniejszości. A że inwestycja nie jest w 100 % pewna, daję w międzyczasie światu trochę od siebie. Taki już ze mnie typ misjonarski ;)

    --
    - Jak tam u was z temperaturą?
    - Nie jest źle, -14 stopni.
    - Jak to -14? Przecież mówili, że -50?
    - A, pan myśli - na zewnątrz.
  • bene_gesserit 11.12.10, 23:11
    Bzdura, bzdura, bzdura.
    Mozemy sie realizowac na pierdyliard sposobow, nie ma jednej recepty na szczescie dla kazdego. Idz sie wypchaj swoimi wskazowkami :)
    Swiatu mozna wiele, niekoniecznie dziecko. A jesli myslisz o sobie per 'samiec', a o swojej zonie per 'samica' to wyrazy wspolczucia. Ja tak mowie o chomikach i swinkach morskich.

    --
    feminists aren’t humorless just because your jokes suck
  • wymiatator1 20.12.10, 19:06
    Mężczyźni to samce, a kobiety to samice, było na biologii w liceum.
    --
    Tylko pod krzyżem, tylko pod tym znakiem,
    Polska będzie szambem, a Polak żebrakiem.
  • hankrearden 12.12.10, 04:03
    > co dajesz światu?

    A na jaką cholerę mam znowu coś komuś dawać?
    Moje życie jest po prostu moje, szukam swojego szczęścia i tyle.
  • fforde 12.12.10, 15:23
    Szczególnie w obliczu przeludnienia światu potrzebny kolejny człowiek. Dla świata to raczej wątpliwy podarunek :)
  • hilary34 12.12.10, 17:20
    tak jest, a poza tym w posiadaniu dziecka nie chodzi o jakiś model społeczny ani egzemplarz obywatela - chodzi chyba ..? o to, żeby wychować szczęśliwego człowieka
  • wen_yinlu 24.03.11, 17:45

    > co dajesz światu?

    Swoją wyjątkową, cudowną, genialną osobę i swój bezcenny czas, w którym pozwalam innym obcować ze sobą ;) Swoją pogodę ducha, pomocną dłoń i słuchające ucho.

    Dawanie światu kolejnej osoby wcale nie musi być załugą, zależy co z tej osoby wyrośnie. Z dzieciątek wyrastają czasem mordercy milionów innych ludzi, ale to chyba każdy wie. Wolałabym wypinać do świata tyłek całe życie, niż zafundowac mu Pol Pota.
    I nie, nie jestem bezdzietna. Nie dałam ŚWIATU mojej córki, dałam ją jej samej.
  • sobieamuzom 09.12.10, 16:55
    od razu widzac, ze Ci nie staje
  • ryszard_mis_ochodzki 09.12.10, 19:56
    szczerze opisalem jak to wyglada ze strony facetow a ty tu na mnie taki atak personalny :-)

    martw sie lepiej o kobiety te to mają przerąbane bo mają krótki termin przydatności do spożycia.

    Po 25 zanika im tkanka cyckowa i obrastają tłuszczem. Stąd się muszą szybko sprzedać, bo zostaną na lodzie.

    40letni facet dobrowolnie nie bierze sobie 40tki tylko z biedy lub desperacji.
  • kadanka 10.12.10, 00:01
    ryszard_mis_ochodzki napisał:

    > szczerze opisalem jak to wyglada ze strony facetow a ty tu na mnie taki atak pe
    > rsonalny :-)
    >
    > martw sie lepiej o kobiety te to mają przerąbane bo mają krótki termin przydatn
    > ości do spożycia.
    >
    > Po 25 zanika im tkanka cyckowa i obrastają tłuszczem. Stąd się muszą szybko spr
    > zedać, bo zostaną na lodzie.
    >
    > 40letni facet dobrowolnie nie bierze sobie 40tki tylko z biedy lub desperacji.

    i z racji takiego wlasnie podejscia facetow, lepiej juz byc samotna trzydziestka, albo daj boze lesbijka:):) wy sie naprawde do niczego nie nadajecie.
  • gabrielle-sidonie 11.12.10, 12:21
    Kadanka, ja właśnie chyba zostane lesbijką bo się w tobie zakochalam ;) dobrze powiedziane.
  • grzeczna_dziewczynka15 11.12.10, 20:31
    Opisałeś swój punkt widzenia, nie jakiś uniwersalny.
    Moje doświadczenia z facetami 30 letnimi i starszymi mówią mi co innego.
    Faceci koło 30stki zaczynają szaleć i bardzo zabiegać o kobiety. Nawet ci żonaci. Jeśli ustatkowali się później to odwala im koło 40stki.
  • pochodnia_nerona 11.12.10, 22:10
    Bo wtedy dopiero dojrzewają i doceniają mądrość dorosłych kobiet, a nie tylko świeżość i atrakcyjny wygląd, który, z grubsza biorąc, cechuje 20-latki. Często ludzie łączą się w pary i pobierają, bo zawrót głowy, bo dziecko w drodze, bo koledzy już też zaobrączkowani. Po 10 latach nagle okazuje się, że gość nie zna własnej żony, że nie ma o czym z nią rozmawiać, że ma inne pasje, a 35-letnia koleżanka z pracy jest mu duchowo bliższa.
    Zatem, nie ma się co spieszyć z małżeństwami, chyba, ze na 100% wiemy, że to ta osoba.
    --
    Pojawiam się i znikam, i znikam, i znikam...
  • romarrio 13.12.10, 06:35
    tylko, moja droga, oni wtedy się już ogladają za młódkami,
    druga żona może byc nawet 20 lat młodsza,
    co niestety obala twoje teorie...

    owszem, są koneserzy doceniający starsze roczniki,
    ale występują niestety w mniejszości...
  • ellamp 06.01.11, 22:59
    pochodnia_nerona napisała:

    > Bo wtedy dopiero dojrzewają i doceniają mądrość dorosłych kobiet, a nie tylko ś
    > wieżość i atrakcyjny wygląd, który, z grubsza biorąc, cechuje 20-latki. Często
    > ludzie łączą się w pary i pobierają, bo zawrót głowy, bo dziecko w drodze, bo k
    > oledzy już też zaobrączkowani. Po 10 latach nagle okazuje się, że gość nie zna
    > własnej żony, że nie ma o czym z nią rozmawiać, że ma inne pasje, a 35-letnia k
    > oleżanka z pracy jest mu duchowo bliższa.
    > Zatem, nie ma się co spieszyć z małżeństwami, chyba, ze na 100% wiemy, że to ta
    > osoba.

    Pochodnia nerona.....dac Ci wina bo dobrze mowisz:-D Jakby tak ludzie mysleli ilez byloby mniej nieszczesc na swiecie...
  • sobieamuzom 09.12.10, 16:58
    nie staje Ci?
  • gardenia_nowak 09.12.10, 18:54
    :-)
  • kr_kap 10.12.10, 23:37
    uj, współczucie. z postu wynika, że Ty raczej telewizor...

    rzecz jest, wiesz, niezależna od płci, metabolizmu, piwa czy testosteronu. ludzi można podzielić prosto: na tych, którym się przestaje w którymś momencie chcieć, i na tych, którym nie. tej pierwszej grupy lepiej nie tykać, nawet kijem, bo przypadłość jest mocno zaraźliwa. i dotyczy nie tylko działań intymnych.
    o wolę chodzi, misiu.

    ale przecież nie każdy musi pomnażać swoje geny, nawet lepiej, gdyby te piwno-telewizyjne wyginęły :)



  • poskromienie_zlosnicy 11.12.10, 01:09
    Typowy facet. Byle ptaszek w gaciach był to nikt mu nie podskoczy.
    Może być łysy, gruby i śmierdzący, ale jest facetem. A to kobieta ma się starać.
    To już lepiej być starą panną.
    Chłopie, nawet gdybyś był jedyny na ziemi, to przy takim podejściu do życia żadna by na ciebie nie poleciała.
    Nawet ta najbardziej wyposzczona.
    --
    Jacek Kurski "Naród ciemny wszystko kupi".
    Jarosław Kaczyński "Żadne krzyki nas nie przekonają, że białe jest białe, a czarne jest czarne" .
    Zupełnie jak dziecko w piaskownicy
    blindspot.blox.pl/2010/10/Polityczny-parawan.html
  • wen_yinlu 24.03.11, 17:49

    > Chłopie, nawet gdybyś był jedyny na ziemi, to przy takim podejściu do życia żad
    > na by na ciebie nie poleciała.
    > Nawet ta najbardziej wyposzczona.

    Wibrator zawsze stoi i niczego nie wymaga :)
  • ewaw25 20.12.10, 19:04
    a po 35 przychodzi ochota na rodzine, koledzy ktorzy juz maja dzieciaki nie chca wysjsc na piwo, w telewizji nic nie ma, a do kina sam nie pojdzie (bo koledzy w domach przy dzieciach), tak samo z pilka - przeciez z 17-latkami po boisku nie bedzie latal
    wiec znajduja te "spoznialskie", zaczynaja nadskakiwac, starac sie
    problem tylko w tym jak takiego goscia "starego kawalera" nauczyc zyc we dwoje
  • ellamp 06.01.11, 22:50
    ryszard_mis_ochodzki napisał:

    > po 26roku zycia facetom zmienia sie metabolizm, spada poziom testosteronu, scho
    > dzi cisnienie i zaczynamy powoli miec was centralnie w dupie

    To dobre bo ja dokladnie tak samo mam z facetami:) mam 30 lat i zmieniam prace, zmieniam kraj (3 raz) bo zawsze chcialam mieszkac w kilku kulturach i generalnie swiat stoi otworem.

    > powodzenia spoznialskie, jak sie nie zalapalyscie na studiach to teraz lapanka
    > na coraz bardziej wybrakowane egzemplarze wam zostala
    >
    Bosze jaki stereotyp, nigdy na studiach nie wyobrazalam sobie aby kogos "lapac".
    To jest jednak jakas stereotypia kulturowa, tylko w Polsce WCIAZ istnieje mniemanie ze po 30 zarowno kobiety jak i mezczyzni maja rzucic wszystkim i sie mnozyc.
    Ja zawsze mialam w glebokim powazaniu tzw. "wymogi spoleczne" i robie swoje:)
    Trzeba siebie troche polubic, lepiej byc samej niz z jakims gnomem ktory nie ma nic w swoim zyciu poza piwem, pilka i kolegami.
    Powodzenia Pani zycze.
  • rafiol 07.12.10, 11:27
    Artykuł pisany jest z pozycji kobiety, lecz jako 37-letni singiel mogę się pod nim podpisać obiema rękami. Sporo trafnych obserwacji, z innymi nie mogę się zgodzić, ale nie o to chodzi. Problem istnieje, coraz więcej osób żyje samotnie. Z konieczności, z wyboru, bo "tak się porobiło". Spada dzietność (super słowo), nadciąga emerytalny kataklizm.
    Czasem sytuacje są jak z bajki "Żuraw i czapla", wiele osób które znam przegapiło czas, kiedy ludzie łączą się w pary i zakładają rodziny (26-28 najczęściej wśród moich znajomych), wybierało szaleństwa i sporty ekstremalne albo pracę a potem budziło się z ręką w nocniku (swoją drogą ludzie działają czasem jakby ktoś w nich uruchomił jakiś program: para, rodzina, samochód, dom, dziecko, całkiem jak w pralce).
    Owszem, można być zadowolonym z życia singla, może nawet szczęśliwym. Choć częściej widzę frustrację i poczucie braku sensu takiego życia. Tylko dlaczego ludzie mimo tęsknot żyją osobno, mijają się jak drzewa w lesie albo przyglądają sobie i odchodzą, odwracają głowę? Może to jednak kwestia oczekiwań/wymagań? Sam dawno mogłem już być z kimś, gdybym godził się na kompromisy a jednak tego nie robię. Więc może to jednak kwestia księżniczki/księcia z bajki? Spaczony idealizm ? Za dużo romantycznych rojeń i książek w dzieciństwie? Emocjonalna niedojrzałość ?
  • geelongman 07.12.10, 12:25
    zgadzam sie z Twoim komentarzem w 100%
  • xaxa-xaxa 07.12.10, 15:59
    Wydaje mi się, że to nie jest tak, że się "przegapiło czas". Być może niektórzy coś przegapili, ale można było również nikogo odpowiedniego do tej pory nie spotkać. I tu nie chodzi o poznanie "księcia/księżniczki z bajki", a o spotkanie kogoś, kogo się pokocha i zaakceptuje takiego, jakim ten ktoś jest.
    Ludzie najczęściej mają okazję kogoś poznać albo w szkole albo w pracy, a poza tym to już nie bardzo. Często się słyszy "zapisz się na kurs" albo "wyjdź gdzieś", ale to nie działa. Znajomości te są przelotne i nic na dobrą sprawę nie znaczą. To jest ten sam kaliber co tzw portale randkowe, dlatego lepiej to sobie darować. Przynajmniej się nie rozczarujesz.
  • rafiol 07.12.10, 23:44
    Właśnie o tym piszę. To czy nazwiemy tego kogos "księciem" czy "osobą odpowiednią" ot tylko kwestia nomenklatury. Bo kto to jest na dobrą sprawę ten "odpowiedni"? Wciąż kręcimy się wokół sprawy wymagań stawianych partnerowi. Wymagań szczególnych i niekiedy nadmiernych. To choroba naszych czasów, szukamy ideałów zamiast zwykłych ludzi i wydaje nam się, że wciąż można lepiej, można znaleźć kogoś ciekawszego, mądrzejszego, zamożniejszego, przystojniejszego etc. Reszta, w tym nijakość i powierzchowność relacji, trudności ze znalezieniem partnera to już konsekwencja tego nastawienia.

    Zwrot "przegapić swój czas" oznaczać może parę różnych rzeczy. Także to, że przedrzemało się czas wspólnej nauki i pracy. Z powodów...? Tych może być tysiąc. Liczy się efekt - cztery puste ściany.
  • xaxa-xaxa 08.12.10, 12:49
    To zależy jakie kto ma wymagania. Można ich nie precyzować, ale po prostu czekać na miłość, a nie na bycie z kimś z rozsądku/desperacji. Tylko doprawdy trudno jest się zakochać np w półgłówku, który w dodatku ma problemy z utrzymaniem higieny osobistej.
    Najlepiej dobierać się na zasadzie podobieństwa - podobieństwa zainteresowań, światopoglądu, i z reguły podświadomie właśnie tym się kierujemy. Zauważ, że bogaci, przystojni faceci przyciągają nie wszystkie kobiety, a tylko pewien specyficzny typ kobiet. Żadna szanująca się kobieta nie poleci na bogatego pustaka, bo to po prostu nie jest jej poziom. A decydując się tutaj na kompromisy skazujemy się z góry na porażkę, czyli na nieudane małżeństwo. Jedni w to wchodzą, a inni jednak wolą być dalej sami - wybór zawsze należy do nas.
  • mali_kali 09.12.10, 12:32
    Przykro mi to pisac, ale jestescie maksymalnie niedojrzali psychicznie. Przejawia sie to w braku gotowosci na kompromisy. Braku mozliwosci akceptacji niedostatkow drugiej osoby.

    Decydujac sie na kompromisy nie skazujesz sie na porazke. Malzenstwo wcale nie musi byc nieudane. Tylko....

    Tylko musicie sie wreszcie pogodzic, ze gdy znajdziecie druga polowke, to juz nie bedziecie tym kim poprzednio. Bedziecie musieli sie zmieniac i dostosowywac. Przejac czesc myslenia i postepowania partnera(ki). Stac sie zupelnie innym czlowiekiem. MUSICIE. Tak samo zaakceptowac odmiennosci i przestac zwracac na nie uwage. MUSICIE.

    Jezeli Wam sie nie podoba slowo musicie, to bardzo mi przykro. Dobor slow niczego nie zmieni. Jezeli zmiana zachowan i osobowosci, to dla Was porazka, to bardzo mi przykro, ale mozecie sobie tylko ponarzekac. Albo sie dostosujecie do sytuacji, albo bedziecie nadal samotni.

    --
    Rząd nie jest rozumem, ani elokwencją, lecz siłą fizyczną. - G. Washington
  • half_empty 09.12.10, 13:35
    MUSI to na Rusi. co za bzdury opowiadasz. pachnie toksycznym związkiem. znam przypadki, gdy ludzie słuchali takich rad i to sie naprawde źle skończyło. bycie samemu 100 razy lepsze niź robienie czegoś na siłe. do tego też trzeba dojrzeć. zastanawiam sie ile osób tkwi w nieudanych związkach, bo co powie rodzina, sąsiedzi, brak pewności siebie a i nierzadko zależność finansowa. ale na zewnątrz uśmiech i piękny obrazek świetej polskiej rodziny. Single po trzydziestce - wyjedźcie za granice. tam podobnych do was bedzie wiekszosc, a rynek do szukania partnerów otwarty do szesćdziesiątki albo i dłuzej:) bez napinania się i wieksza szansa na życie zgodnie ze sobą
  • mali_kali 09.12.10, 13:56
    > MUSI to na Rusi. co za bzdury opowiadasz. pachnie toksycznym związkiem. znam p
    > rzypadki, gdy ludzie słuchali takich rad i to sie naprawde źle skończyło.

    Yhy. Dostosowywanie sie do innych ludzi to straszna bzudra. Badz soba! Pij sprite! Na pewno dobrze skonczysz.

    --
    Rząd nie jest rozumem, ani elokwencją, lecz siłą fizyczną. - G. Washington
  • chrumak 09.12.10, 14:11
    No jasne, że bzdura.
    Jeśli miałbym rezygnować z własnej osobowości, którą lubię i którą lubi i akceptuje wiele osób wokół, to ja dziękuję za taką relację.
    Można się nauczyć wyłączać po sobie światło, ale gdy chodzi o kompromisy na poziomie naszego "ja", to jest to naprawdę niemądre.
    Zawsze akceptowałem w pełni moje partnerki i one zawsze akceptowały mnie. Gdy ta akceptacja się kończyła (a zdarza się tak czasami po latach związku, gdzie człowiek zdaje sobie sprawę, że jednak potrzebuje czegoś innego), to się rozstaliśmy i obojgu nam to wyszło na dobre.
    Życie w relacji, gdy człowiek czuje, że może być w pełni sobą jest mega satysfakcjonujące i gdy obserwuję wiele związków to tego nie ma i z mojego punktu widzenia nie ma czego zazdrościć. Może za parę lat zmienię zdanie, ale póki co jestem pogodniejszy i radośniejszy niż większość moich znajomych w związkach, a że społecznie wypadam gorzej? Kogo to obchodzi - przecież nasze społeczeństwo jest najczęściej sfrustrowane i z czegoś to się bierze :P
  • mali_kali 09.12.10, 15:32
    Jesli sie dobrze czujesz bedac sam, to najwazniejsze. Ale jezeli pewnego dnia bedziesz chcial stworzyc zwiazek na CALE zycie, to bedziesz sie musial dostosowac. Nie ma ludzi identycznych, jakies ustepstwa zawsze beda potrzebne. Od Ciebie zalezy na jak duze bedziesz gotow.

    Na zadne? To ciesz sie z bycia starym kawalerem!

    --
    Rząd nie jest rozumem, ani elokwencją, lecz siłą fizyczną. - G. Washington
  • chrumak 09.12.10, 15:41
    Oj tam, oj tam.
    Harmonijny związek na całe życie buduje się całe życie i oczywistym jest również, że ludzie z wiekiem się zmieniają. Natomiast dla mnie relacja to głównie umiejętność akceptacji ludzi takimi, jakimi są. Skoro ja nie mam z tym problemów i nigdy mi się nie zdarzyło, by ktoś miał ze mną problem, to dlaczego mam zakładać, że będę MUSIAŁ się dostosować?
    A ustępstwa? Że co, zamiast na mecz z kumplami pojadę na rodziny obiad? Albo, że pomalujemy kuchnię na kolor, jaki lubi żona? To są bzdury, to nie jest żaden problem dla normalnego człowieka.
    I nie zgodzę się z Tobą, że będąc sobą skazuję się na staro kawalerstwo.
    No chyba, że nie każdy ma komfort bycia atrakcyjnym dla drugiej osoby nie udając kogoś kim nie jest. Ale ja najwidoczniej mam więcej szczęścia ;)
  • mali_kali 09.12.10, 16:17
    Dzieci. Nie zapominaj o dzieciach. Na razie ich nie masz, wiec mozliwe, ze tego nie dostrzegasz.

    Kto je wychowa? Jak beda wychowane?
    Dziecko zmienia wszystko. To juz nie kolor kuchni, lecz cos wiecej.

    Poza tym dla niektorych nawet kolor kuchni inny niz ich ulubiony, to powod do tragedii i klotni.

    > I nie zgodzę się z Tobą, że będąc sobą skazuję się na staro kawalerstwo.

    Skazujesz sie tylko jezeli nie bedziesz gotow sie dostosowac. Tymczasem jak rozumiem jestes gotow do obiadow rodzinnych zamiast meczy z kumplami. To juz ustepstwo. Jak duzych moze wymagac kobieta? Zalezy od kobiety.

    --
    Rząd nie jest rozumem, ani elokwencją, lecz siłą fizyczną. - G. Washington
  • chrumak 09.12.10, 17:01
    Jeśli dla dwojga ludzi liczą się podobne wartości, patrzą na życie w podobny sposób, jeśli ze sobą rozmawiają i są trochę tolerancyjni na inne zdanie niż swoje, to ani kolor ścian w kuchni, ani sposób wychowania dzieci, ani inne bzdety nie przeszkodzą w tym, by być szczęśliwym.
    A jeśli ludzie się kłócą o głupoty, to problem zawsze leży gdzie indziej; bo dla mnie bycie z kimś przynosi prawie same korzyści..
    ..ale to może moje pokręcone myślenie, że można zachować i pozwolić drugiej osobie zachować trochę swojego świata będąc z kimś w poważnym związku. Niektórym to do głowy nie przychodzi ;)

    >Jak duzych moze wymagac kobieta? Zalezy od kobiety.
    Ale tylko w relacji, w której rządzi kobieta :P I już wiemy skąd mamy pewne poglądy ;)
  • mali_kali 09.12.10, 17:15
    > >Jak duzych moze wymagac kobieta? Zalezy od kobiety.
    > Ale tylko w relacji, w której rządzi kobieta :P I już wiemy skąd mamy pewne pog
    > lądy ;)

    No i tu sie wlasnie nie rozumiemy. Ona wcale nie rzadzi. Ona tez ma swoje oczekiwania. Ty masz swoje i ona ma swoje. Gdy oczekiwania sa niespelnione... to co? Albo sie rozstajemy, albo ktos dostosuje swoje oczekiwania.

    Nie rozumiemy sie, bo zwiazek to nie sposob "rzadzenia innymi".

    > ..ale to może moje pokręcone myślenie, że można zachować i pozwolić drugiej oso
    > bie zachować trochę swojego świata będąc z kimś w poważnym związku. Niektórym t
    > o do głowy nie przychodzi ;)

    No wlasnie. Ile to jest "troche"? Od Twojej definicji "troche" zalezy trwalosc Twojego przyszlego zwiazku.

    --
    Rząd nie jest rozumem, ani elokwencją, lecz siłą fizyczną. - G. Washington
  • chrumak 09.12.10, 17:23
    No i czas na podsumowanie :)
    Zgodzimy się oboje, że wszystko rozbija się o szczegóły. I na tym zakończmy.
    Powodzenia :)
  • claudel6 12.12.10, 22:25
    ale dlaczego oczekiwania mają być niespelnione? jak się ludzie dobrze dobiorą, to spełniaja swoje oczekiwania BEZ konieczności zmieniania się i dostosywywania do drugiej osoby.
  • martin.slenderlink 09.12.10, 18:48
    "Tymczasem jak rozumiem jestes gotow do obiadow rodzinnych zamiast meczy z kumplami".

    No, co Ty? Ja myślałem, że wkręceni we własne jazdy single po trzydziestce "oglądają" mecze na netowym streamie w piętnastej zakładce.
  • half_empty 09.12.10, 16:30
    :))
  • claudel6 12.12.10, 22:20
    bzdury. ja jestem w szczęśliwym związku i się NIE MUSIAŁAM zmieniać ani dostosowywać.
  • gardenia_nowak 09.12.10, 18:51
    Tylko musicie sie wreszcie pogodzic, ze gdy znajdziecie druga polowke, to juz n
    > ie bedziecie tym kim poprzednio. Bedziecie musieli sie zmieniac i dostosowywac.
    > Przejac czesc myslenia i postepowania partnera(ki). Stac sie zupelnie innym cz
    > lowiekiem. MUSICIE. Tak samo zaakceptowac odmiennosci i przestac zwracac na nie
    > uwage. MUSICIE.

    E tam, po pierwsze sama nazwa druga połówka sugeruje, że jest to nasze dopełnienie, nie? Więc nie trzeba tu niczego zmieniać, bo po prostu znalazło się ten drugi pasujący element. Byłam w związku, w którym próbowałam się nieustannie dopasowywać, zmieniać. I co? I gó.... I tak mnie zdradził, a ja go rzuciłam. I dobrze, bo potem poznałam mojego obecnego męża, którego ani ja nie zmieniam, ani on mnie. Kompromisy polegają wyłącznie na tym, na co idziemy do kina albo kto wstawia pranie a kto nastawia zmywarkę. Czasem zdarza się jakiś poważniejszy konflikt, ale nie oznacza to bynajmniej z rezygnacji z własnej osoby.
  • seidhee 29.12.10, 11:21
    Miałam podobnie. Przez prawie trzy lata byłam z facetem, z którym cały czas oboje musieliśmy się "starać": zmieniać, dopasowywać, spełniać jakieś oczekiwania. Było to bardzo męczące i frustrujące.
    W moim obecnym związku jest zupełnie inaczej, po prostu jesteśmy sobą, lubimy i kochamy siebie nawzajem takimi, jacy jesteśmy. Jeśli pod tym względem jest dobrze, to nie ma problemu, że ktoś światła nie gasi czy zapomina o skarpetkach na podłodze.
    Gdybym była singielką, to wizja przedstawiona przez mali-kali by mnie przeraziła :)
  • kanchi 13.12.10, 02:16
    skończony mędrzec - nic tylko owija w sreberka
    --
    Ala boski miks obala
  • eleonoraeuforia 04.01.11, 10:51
    @ Rafiol - tu karolina domagalska, autorka artykulu pt. czemu winne sa trzydziestki. mam ogromna prosbe, czy moglby pan odezwac sie do mnie na maila karolina.domagalska@agora.pl? z gory ogromnie dziekuje
  • yzek 07.12.10, 11:47
    ... że tym razem to nie wina facetów że Piotrusie Pany, że prawdziwy mężczyzna to gatunek na wymarciu, że boją się zaangażowania i tym podobne bzdety.

    Y.
  • mali_kali 09.12.10, 12:34
    No w sumie tez jest troche narzekania na mezczyzn, ktorzy nie wiedza co robic w lozku. Ale generalnie masz 100% racji i sie niezle usmialem z tego komentarza. Fajnie by bylo gdyby Twoj komentarz przeczytala redakcja Wysokich Obcasow i zaczela wreszcie myslec o sobie, a nie o tym jak zmienic spoleczenstwo.

    --
    Rząd nie jest rozumem, ani elokwencją, lecz siłą fizyczną. - G. Washington
  • theblackbehind 07.12.10, 12:15
    TEH DRAMA
  • fforde 09.12.10, 18:21
    > TEH DRAMA
    Właśnie chciałam napisać dokładnie to samo. 100% racji panie redaktorze
  • rafiol 07.12.10, 13:27
    Aaa...jeszcze dodam, że zdjęcie do artykułu dobrane jest bombowo. Pobudka, laptop, sprawdź co słychać na Onecie, Gazecie i Sympaiti...Zresztą portale randkowe to osobny temat, ktoś powinien się nim zająć, jak dotąd nie czytałem żadnego naprawdę ciekawego artykułu. A tam właśnie ogniskują się wszystkie problemy współczesnych singli. To taki tygiel gdzie w mikroskali, wyizolowane i podane na tacy dostrzec można wszystkie postawy, które tę grupę społeczną wyróżniają. Prawdziwy mikroświat, w którym jest wszystko - tęsknota, autorefleksja, poszukiwanie i wyciągnięcie ręki do drugiego człowieka, odrzucenie, kompromisy, tani podryw i autokreacja, szczęście, przypadkowy seks i wiele wiele innych spraw. Polecam uwadze
  • sid.leniwiec 07.12.10, 17:13
    No niestety, jesteśmy w Polsce i singiel to tutaj ciągle ktoś, komu źle z tym, że jest sam. Natomiast rodzina to automatycznie oaza szczęśliwości.
  • half_empty 09.12.10, 13:47
    zgadzam sie w 100%
  • a_wolowczyk 07.12.10, 18:34
    ech.. mega żałosna ta kobieta
  • bubblemilk 09.12.10, 12:39
    a_wolowczyk napisała:

    > ech.. mega żałosna ta kobieta

    Możesz powiedzieć, w czym żałosna? I skąd pewność, że nie jesteś bardziej żałosna od niej?
  • alekswendt 07.12.10, 18:42
    Podziwiam i szanuje szczerosc Bohaterki artykulu. Ciekawym jest, ze w polskim spoleczenstwie 32-letnia kobieta uchodzi za stara panne itd., podczas gdy nie tak dawno opisane Australijki w jednym z artykulow WO, bedac w podobnym wieku, czesto nawet nie mysla jeszcze o stalym zwiazku. Mam 30 lat i swietnego, doskonale komplementarnego chlopa znalezionego zupelnie przez przypadek; szukalam wtedy pracy, a nie zwiazku. Moim zdaniem Dorota ma kupe czasu, by znalezc to, czego szuka w zyciu; jest tez czas na dziecko, nie pali sie. Odnioslam wrazenie, ze jeszcze nie wie Ona do konca, czego tak naprawde potrzebuje: artykul jest pelen opisow oczekiwan otoczenia wobec Doroty: a czego chce sama Dorota, w zyciu prywatnym? Drugiego psa? To dlaczegoz go nie przygarnac, bo co sasiedzi powiedza? Zycie przezywa sie dla samego siebie, uwzgledniajac i szanujac przy tym innych (a nikomu krzywda wszak sie nie stanie, jezeli Bohaterka przygarnie psa - a zyska Ona sama i dwa psy ;)). Podejmujac dobre dla nas samych i czasem nielatwe decyzje, buduje sie prawdziwe "ja", ktore pozwala nam przyciagac odpowiednie zdarzenia i ludzi, odkrywac nasza wlasna sciezke na drodze do prawdziwego, indywidualnego szczescia. Pozdrawiam wszystkich szukajacych.:)
  • sid.leniwiec 07.12.10, 18:47
    > Ciekawym jest, ze w polskim spoleczenstwie 32-letnia kobieta uchodzi za stara panne itd.,
    > podczas gdy nie tak dawno opisane Australijki w jednym z artykulow WO, bedac w podobnym
    > wieku, czesto nawet nie mysla jeszcze o stalym zwiazku.

    Oj, tak, mnie też to uderzyło. Tym bardziej, że u nas "staropanieństwo" potrafi się zacząć, jeśli nie znajdziesz męża na studiach.:)
  • katetal 07.12.10, 18:54
    No jakbym o sobie czytała... z małą różnicą - wychowałam się w pełnej, happy rodzinie.
  • haneczka14 07.12.10, 20:26
    Czy to na pewno jest wywiad z roku 2010 a nie lat 70. XX wieku? Myslalam, ze wyksztalcone i samodzielne kobiety w Polsce przestaly juz jakis czas temu zastanawiac sie nad tym, co sasiedzi powiedza. Straszne. Pani Dulska bedzie miala uzywanie.
  • kotek.filemon 09.12.10, 12:11
    haneczka14 napisała:

    > Czy to na pewno jest wywiad z roku 2010 a nie lat 70. XX wieku? Myslalam, ze wy
    > ksztalcone i samodzielne kobiety w Polsce przestaly juz jakis czas temu zastana
    > wiac sie nad tym, co sasiedzi powiedza.

    E tam, oczekujesz standardów XXI-wiecznych w kraju, w którym wiek XIX jeszcze się na dobre nie zakończył.


    --
    I'll make no subscription to your paradise...
  • postka 07.12.10, 21:02
    fajny, szczery artykuł...

    niestety równie szczerze wypada przyznać: znajdzie się ten ktoś, albo się nie znajdzie. I już. Jak dla mnie nie ma żadnej reguły, znam kobiety, za które bym pięciu groszy nie dała, popaprane, średnio piękne i w szczęśliwych związkach, znam cudowne kobiety w cudownych związkach i w kiepskich związkach, jedyny wniosek jaki z tego wynika jest taki, że reguły nie ma po prostu...

    Ale trudno pewnie jest sobie samemu przetłumaczyć, że nie szukam, że mi nie zależy, że wcale nie chcę na siłę, bo tak naprawdę to większość ludzi chce, żeby to się wszystko normalnie ułożyło, jak Pan Bóg przykazał.

    Trzymam mocno kciuki za bohaterkę, mam nadzieję, że trafi na kogoś, z kim będzie szczęśliwa i że tego nie przegapi.

    PS> posprzątać trochę by mogła... rzeczywiście tak to ja mieszkałam na studiach i było bosko, ale zawsze mi się wydawało, że z czasem taki bajzel brzydnie trochę...
    --
    --
    http://lb2f.lilypie.com/Vxpap2.png
  • xaxa-xaxa 07.12.10, 21:29
    W tym artykule jest jeszcze jeden ciekawy wątek - kolejna zmiana zawodu ale już po studiach (bohaterka skończyła grafikę ale marzy o aktorstwie). Faktycznie z jednej strony słyszy się, że to już jest "za późno", ale z drugiej niektórzy dziwią się dlaczego ludzie po skończeniu szkół już nie chcą dalej zmieniać swojego zawodu. Odpowiedź jest prosta - wystarczy poczytać oferty pracy gdzie oferuje się pracę w "młodym, dynamicznym zespole". To nie jest problem chęci zmiany czegoś we własnym życiu, tylko trzeźwa ocena faktycznych możliwości na jakąkolwiek późniejszą zmianę. Po co inwestować czas, kasę, marzyć o czymś, co nigdy i tak później się nie spełni, bo okaże się, że już jesteśmy za starzy na bycie początkującym w jakiejś dziedzinie. Bohaterce artykułu udało się jednak z tą zmianą zawodu, ale nie wiadomo czy tylko dlatego że po prostu odważyła się na to, czy dlatego że miała szczęście (znajomości?). A może ktoś by się pokusił o napisanie artykułu właśnie na temat realnych możliwości (całkowitej) zmiany zawodu dla ludzi w różnym wieku (30, 40, 50)? Z doświadczenia mogę podpowiedzieć, że do +\- 30 da się, ale później to już chyba nie bardzo.
  • mallka 08.12.10, 16:45
    akurat jeśli chodzi o kwestię zmiany pracy w wieku lat 30 to sama to przerabiałam i też postanowiłam spróbować czegoś zupełnie innego...miałam już trochę dosyć zmieniania pracy co 2 lata i co z tego ze pracowałam w zawodach które bardzo lubiłam i sprawiały mi satysfakcję jak ciągle jakoś pechowo trafiałam....albo ja im nie pasowałam albo nie chcieli płacić albo oferowali słabe warunki.....więc wymyśliłam ze zostanę policjantka:) bo tam jest jakaś stabilizacja finansowa i nie ma ograniczeń wiekowych....no i na razie jest to moja najdłużej trwająca praca....więc ogólnie da się zmienić swoje życie zawodowe nawet w tym wieku tak samo myślę że jest z prywatnym tylko trzeba chcieć i uparcie do tego dążyć.....
  • drinkit 09.12.10, 11:05
    xaxa-xaxa napisała:

    > W tym artykule jest jeszcze jeden ciekawy wątek - kolejna zmiana zawodu ale już
    > po studiach (bohaterka skończyła grafikę ale marzy o aktorstwie).

    Ważna uwaga - w przypadku studiów aktorskich jest jakiś limit wiekowy jeżeli chodzi o przyjęcia. Nie można "w każdym wieku" iść na takie studia (państwowe).
  • kadanka 09.12.10, 23:54
    23 albo 24 lata. troche ostro:/
  • biuck 07.12.10, 21:51
    Nie lubię czytać takich artykułów, wcale mi to nie pomaga. Moje życie wygląda podobnie, z tym, że raczej nigdy nie miałam żadnych adoratorów. W młodości głównie cierpiałam na depresję, potem nerwicę, w ogóle żyłam w swoim świecie...
    Chciałam napisać, że bohaterce i tak zazdroszczę, np. mieszkania, które ma do własnej dyspozycji 9rzzumiem, że to po rodzinie, skoro mieszka tam od dziecka). I tych adoratorów:) No i seksu. Mimo wszystko nie jest tak źle!
    Mam 26 lat, w takim wieku nie zarabiam dużo. Wynajmuję obskórny pokój, a i tak ledwie mi starcza na normalne życie. Wychodzę z domu ok. 8-9, o tej samej wracam. Tyle, że wieczorem. Pracuje od 3. roku studiów, mimo wszystko do tej pory nie mam umowy o pracę (pracowałam w dwóch firmach), zarabiam niedużo. Wszędzie mi tłumaczą, że jestem młoda, nie mam rodziny na utrzymaniu. Ale samotnej osobie jest się trudno utrzymać w Warszawie. Nie mam szansy na kredyt, na kupienie mieszkania tym bardziej. A po opłaceniu 1100zł za pokój, opłaty, po kupieniu żarcia dla dwóch kotów (tak, tak, jak stara panna żyje z kotami), po opłaceniu telefonu komórkowego i kupnie biletu miesięcznego w zasadzie zostaje kilkaset złotych na jedzenie.
    Więc wracam do domu i sobie siedzę. Sama. Tj. z kotami. Od święta, np. w weekend piję do telewizora.

    Mimo 26 lat na karku nigdy nie byłam w żadnym związku. Nie to, żebym była jakimś smokiem czy potworą, wyglądam normalnie. Ale nie mam zaufania do ludzi. Umiem szybko nawiązywać znajomości, ale takie na imprezę, do wspólnego picia i zabawy - nie damsko-męskie. I chyba nie umiem się przyjaźnić... Od kilku lat nie ma już przyjaciół. Chociaż w zasadzie nie wiem, co robię nie tak? Wydaje mi się, że nie chce się narzucać ludziom i się z nimi nie kontaktuję. Nie chcę się wydawać samotna i żałosna, a większość moich znajomych żyje inaczej, są w związkach, niektórzy juz pożenieni.

    Ponieważ do niedawna z nikim nie spałam, ostatnie nadzieje pokładałam w seksie. Że coś się zmieni, że może sie jakoś otworzę, nie będę nieśmiała, że będzie fajnie i może odkryję w końcu motywację, żeby szukać bliskości. Postanowiłam iść z kimś do łózka. Poszłam na imprezę, poderwałam chłopaka... ale było beznadziejnie. od tej pory w ogóle nie chce mi się wychodzić z domu. Każdego wieczora i w każdy weekend siedzę w domu, gram w gry na komputerze, czytam, oglądam tv, piję.

    Gdyby nie dwa koty do wykarmienia, tak naprawdę mogłabym nie żyć, to by niczego nie zmieniło. Myślę, że oprócz mojego szefa, który by się wkurzył, że nie ma mnie w pracy, nikt by tego nawet nie zauważył:)
  • kadanka 08.12.10, 00:38
    na poczatek proponuje tanszy pokoj:D:D:D spokojnie znajdziesz cos za 600-700zl w dobrej lokalizacji. 1100 to troche kosmos za pokoj.
  • jans31 09.12.10, 13:45
    właśnie, też to zauważyłem, potwierdza to jednak fakt, że tego typu osoby żyją w innym świecie,
    gdzie pokoje kosztują > 1000 zeta/miesiąc i gdzie nie ma kolegów z pracy, albo znajomego z chata, są tylko te koty, proponuje wyjebać kota, zmienić pokój na tańszy, zagadać kolegę z pracy
  • biuck 09.12.10, 16:24
    Zagaduję do kolegów z pracy, mam nawet kilku takich, co się bardzo lubimy. Ale: większość ma zonę/dziewczynę. 2 jest gejami, znam jednego fajnego, ale jest bardzo nieśmiały i jakoś mimo, że z nim dużo rozmawiam, w ogóle się nie interesuje ani mną, ani innymi kobietami:/ A dwóch innych, fajnych, nie chce sie wiązać i oficjalnie stwierdzili, że po prostu lubią co kilka tygodni miec nową babę a na co dzień sobie nie zawracać głowy. Więcej już ich nie ma, zasoby średniej wielkości firmy sa ograniczone. naprawdę - w pracy znam każdego kolegę, z każdym rozmawiałam nie raz i nie dwa razy. Nie ma co się na siłę narzucać.

    Co do mieszkania, zajrzyj sobie na dowolną stronę, gdzie są ogłoszenia. Wynajmuję z kolegą z pracy właśnie (!) mieszkanie dwupokojowe. 1600zł za dwa oddzielne pokoje plus prąd, woda i internet. Prąd to prognoza, nie realne zużycie, ok. 280-320zł miesięcznie, internet i kablówka - 99 zł, dodatkowe opłaty ok. 120zł co dwa miesiące. Ja mam większy i umeblowany pokój, więc płacę 100zł więcej.

    Pewnie bym coś wynajęła za 800zł z opłatami, ale w mieszkaniu studenckim, gdzie ciągle ktoś urządza imprezy, przyprowadza ludzi na seks itp. Zwariowałabym w takich warunkach. Moje koty tym bardziej.
  • wj_2000 09.12.10, 17:02
    biuck napisała:
    > pokoje plus prąd, woda i internet. Prąd to prognoza, nie realne zużycie, ok.
    > 280-320zł miesięcznie,

    Wymień żarówki na energooszczędne. Strasznie duży ten rachunek.
    --
    "Wesołe jest życie staruszka, wesołe jak piosnka jest ta."
  • claudel6 12.12.10, 22:44
    w 3-pokojowym mieszkaniu w warszawie, gdzie cały dzień chodzą 2 komputery i 2 zestawy audio oraz zmywarka i pralka (małe dziecko) rachunek za prąd za m-c wynosi do 170-200 zł
  • pitteri 13.12.10, 14:19
    Co za bzdury - w Bełchatowie rachunek za prąd 200 zł. w 3-pokojowym mieszkaniu to norma. A chyba nie ma tu porównania z Warszawą...
  • claudel6 13.12.10, 15:55
    ale co, pokazac ci moje rachunki czy co? gdzie jest ta bzdura niby?
  • kadanka 09.12.10, 23:51
    i znow pozwole sobie sie przyczepic:) jezeli prognozy zuzycia pradu nijak maja sie do rzeczywistosci(a tak zazwyczaj jest) to sie samemu spisuje licznik pare razy, dzwoni do rwe czy kogo tam macie i prosi o zmiane prognozy na bardziej realistyczna. jest to jak najbardziej mozliwe i wykonalne. rozumiem cie i nie dziwie sie ze nie chcesz mieszkac ze studiujaca dzieciarnia bo to faktycznie najczesciej jest masakra. zalezy tez w jakim miejscu chcesz/musisz mieszkac - niemniej tysiak za pokoj to naprawde sporo. bez problemu mozna znalezc pokoj w wawie w dobrej lokalizacji od 600zl wzwyz.
  • avadoro 11.12.10, 05:28
    Albo można umówić się z właścicielem, że raz na jakiś czas (kwartał? pół roku?) rozliczacie się wg liczników, a nie tylko na koniec umowy.
    Zresztą pewnie już w styczniu przyjdzie nowa prognoza i problem zniknie. Bo ten rachunek to faktycznie spory.
  • claudel6 12.12.10, 22:40
    ok, to wynajmujesz połowe mieszkania, a nie pokój, i za 800 zł, a nie 1100.
    za 1600 zł mozna miec ładne mieszkanie 2-pokojowe w stolicy, a nie obskurne. i tak, wiem, co mówię, bo sama mieszkanie wynajmuję i jestem najemcą
  • ewaw25 20.12.10, 19:29
    jedno mieszkanie na dwie osoby, internet, kablowka - w wieku 26 lat to calkiem nie zle
    a jak wyjdziesz wieczorem z kolagami gejami to sie na pewno bedziesz lepiej bawic niz przed telewizorem z kieliszkiem w reku
    chyba ze masz prawdziwa depresje - wtedy to nie na forum ale do lekarza
  • claudel6 12.12.10, 22:34
    mój kumpel wynajmuje cała kawalerkę w warszawie za 1200 (ładną)...
  • kazek_kazinsky 08.12.10, 18:20
    Mam nadzieję, że to Twoje ostatnie zdanie to tylko taka prowokacja. Twoja wypowiedź jest strasznie smutna.

    Chciałbym coś napisać bo chyba wiem, co czujesz ale boję się, że zabrzmi to dziwnie albo fałszywie. To nie najlepsze "miejsce" na złote rady czy pocieszenia, które i tak zazwyczaj trafiają "jak kulą w płot" jeśli kogoś dobrze nie znasz.

    Jesteś wrażliwa. Dużo myślisz. Może za dużo. Wiem, że cena niezależności w myśleniu jest często wysoka. Tą ceną może być też samotność. Twoi rówieśnicy, którzy zapewne mają mniej refleksyjny stosunek do życia są już w związkach, mają już mężów/żony. Tak, zaraz będą mieli dzieci i kredyt na ciasne mieszkanko. Mam tylko jedną radę. Nie staraj się na siłę kopiować ich poczynań. To nie dla Ciebie. Za 5, 10 lat większość z nich będzie już po rozwodzie lub będzie trwać w nieszczęśliwym związku wbrew sobie (bo co rodzina powie, bo dla dobra dzieci). Będą nadal niespełnieni, tylko z bagażem negatywnych doświadczeń.

    W wieku dwudziestu paru lat ludzie, zwłaszcza na studiach, są jeszcze bardzo niedojrzali. Większość z nich działa pod wpływem impulsu, emocji, chemii, mody. Konsekwencją jest często rozczarowanie małżeństwem. Boleśniejsze niż samotne życie. Poczekaj też aż Twoi rówieśnicy dojrzeją bo na razie nie są dla Ciebie równorzędnymi partnerami. Za rok, za dwa na pewno spotkasz kogoś, przy kim poczujesz się kobietą i partnerką a nie tylko koleżanką z imprezy. Ty masz jeszcze czas na dojrzały związek a dla większości Twoich rówieśników "klamka już zapadła". Nie twierdzę, że małżeństwo w wieku 25 pięciu lat to coś złego. Ale ilu znasz 30-to latków z 5-cio letnim stażem małżeńskim, którzy mogą o sobie powiedzieć, że są szczęśliwi?

    Mam czasem wrażenie, że rówieśnicy pytając "A kiedy ty założysz rodzinę?" chcą raczej zapytać: "A kiedy ty dołączysz do naszego grona skazańców? To niesprawiedliwe, że jeszcze wszystko przed tobą a ja już od dawna nie kocham swojej żony. Chyba nigdy jej nie kochałem ale jakoś tak wyszło, bo wszyscy się żenili to ja też"

    Trzymaj się Dziewczyno. Jeszcze wszystko przed Tobą. Dobra praca, nowi znajomi. Tylko nie zrób czegoś głupiego. Za mądra jesteś na głupoty. A szukanie partnera na imprezie do mądrych pomysłów na pewno nie należy. Poza tym sex jest przereklamowany ;)
  • biuck 09.12.10, 01:23
    To fakt - ciągle myślę. I zamiast coś robić, ciągle rozważam za i przeciw (ze wskazaniem na "przeciw"). I stoję w miejscu.
    Nie uważam, żebym była bardziej dorosła. Juz nie. Kiedyś byłam. Teraz chyba inni dorosli a ja nadal mam 13 lat:) Rozmawiam z nieznajomymi, potrafię się upic jak dziecko, w pracy czasami chichoczę do łez na rozmowie z szefem:/
    Nie chcę nic robić na siłę. I nie mogłabym nikogo oszukiwać, samej siebie przede wszystkim. Dlatego ciężko mi nawiązać jakieś znajomości. Dopóki nie jestem pewna, że mi na kims zalezy, nie mówię mu tego. A przez ten czas 90% osób juz się zniechęca.

    Seks może i przereklamowany, ale chociaz na chwilkę uwalnia od lęku przed bliskością, przed inna osobą. Kiedy jesteś z kims blisko, nagi, poddajesz się, nie martwisz. To jest trochę fajne. Ale po za taką chwilę beztroski płaci się zbyt wysoka cenę. ja jestem bardzo rozczarowana. Jeszcze nie wiem - sobą czy życiem. Zawsze myślalam, że się zakocham i będe z ta osobą. Tak po prostu. No i czekałam na niego. Nie wiem, na kogo, nawet sobie tego nie umiem wyobrazić. Na pewno na kogoś mądrego, kto zna odpowiedź na większośc pytań (a kto by wytrzymał taka presję?) I się nie doczekalam. W koncu doszło do mnie, że się chyba urwałam z choinki, a zycie wygląda inaczej. Daleko mi do księżniczki.
  • bubblemilk 09.12.10, 12:47
    Hej biuck, rozumiem Cię bardzo dobrze.
    Nie martw się, to nie jest tak, że jeśli "dotąd zawsze było tak", to dalej też będzie tak samo. W każdym życiu jest miejsce na nieoczekiwane zmiany. Wiem po sobie.

    Tymczasem, tak mi przyszło do głowy - może pomyśl o jakiejś dobrej psychoterapii? To pomaga poznać siebie, a kiedy znamy siebie, już nie boimy się tak bardzo otworzyć na drugiego człowieka. Mądry terapeuta pomoże Ci naprawić to, co ewentualnie robisz w relacjach nie tak, a być może też pokaże Ci, że wszystko robisz prawidłowo, tylko trochę za bardzo się boisz...

    Głowa do góry. Ja swojego mężczyznę spotkałam już po 30tce i nagle cały żal po tych wszystkich latach, które spędziłam sama, zamienił się w ulgę: uff, jak dobrze, że nie miałam nikogo i dzięki temu mogłam spotkać JEGO... Bo warto było czekać. Nie martw się.
  • mali_kali 09.12.10, 13:23
    Zadna psychoterapia! Po pierwsze buick na to nie stac. Po drugie jest taki dowcip: ilu psychologow potrzeba do zmiany zarowki? Wystarczy jeden, o ile zarowka chce sie sama zmienic. Czy buick chce sie sama zmienic?

    Ja bym tam jej radzil emigracje. Zacznie zarabiac pieniadze i bedzie mogla zadbac o swoj rozwoj. Bo to zaden rozwoj w weekend siedziec przed TV. Trzeba sie ciagle uczyc, uczyc i uczyc. A na to tez trzeba pieniadze. Dlatego najlepsze wyjscie to emigracja.

    --
    Rząd nie jest rozumem, ani elokwencją, lecz siłą fizyczną. - G. Washington
  • half_empty 09.12.10, 14:23
    czytam juz Twój któryś z kolei post i nie moge wyjść z podziwu. XVI w podłączony do internetu. fenomen, poprostu fenomen.
  • mali_kali 09.12.10, 14:45
    Lepiej progresywnie strzel sobie w glowie. Chociaz nie. Zabraknie Ci odwagi, wiec poprosisz o legalizacje eutanazji. A jak sie oburzysz, ze spolecznestwo na to nie pozwala! To juz XIV wiek bez prawa do eutanazji, prosze panstwa!

    Brawa postepowi! A spoleczenstwo znika... sa zatomizowani ludzie nie gotowi na bycie z innymi...

    --
    Rząd nie jest rozumem, ani elokwencją, lecz siłą fizyczną. - G. Washington
  • half_empty 09.12.10, 17:06

    > Brawa postepowi! A spoleczenstwo znika... sa zatomizowani ludzie nie gotowi na
    > bycie z innymi...
    >
    zatomizowane społeczeństwo, nie podoba Ci sie to, pewnie po części masz racje. i co dalej? całe to społeczenstwo powinno sobie, jak piszesz, progresywnie strzelić w głowę? ty widzisz jakies 'zatomizowane' potwory, ja przynajmniej staram sie widzieć ludzi... czy naprawde jedyne wyjscie to coś MUSIEĆ i wyrzec sie się siebie, a lekarstwem na problemy współczesnych ludzi jest zatrzymanie rozwoju i postępu tudzież cofnięcie sie do rozwiązań sprzed wieku? wybacz, że to, co proponujesz uważam poprostu za słabe. mimo wszystko życze najlepiej. pozdrawiam
  • mali_kali 09.12.10, 17:11
    Wiem, ze nie chcesz kontynuowac juz wymiany zdan, ale ja tylko chcialbym nadmienic, ze ja takze widze ludzi. A lekarstwo to nie zatrzymywac postepu, ale tego prawdziwego - technicznego. Jak widac eksperymenty obyczajowe nie do konca sie sprawdzaja. Eksperymenty fizyczne - jak najbardziej.

    --
    Rząd nie jest rozumem, ani elokwencją, lecz siłą fizyczną. - G. Washington
  • sir_fred 11.12.10, 20:58
    I bardzo dobrze. Społeczeństwo to jeden wielki syf. Dobre do nagonki, chóralnego pierdzenia pod krzyżem i ewentualnie zadawania pytań w stylu "dlaczego tak żyjesz i czy się tego nie wstydzisz" oraz "czego by tu można jeszcze zabronić". Społeczeństwo jak socjalizm - heroicznie walczy z problemami, które samo tworzy. Pewnie 90 procent rozterek laski z artykułu bierze się z paniki sianej przez społeczeństwo.

    --
    "Zdążycie jeszcze pojąć, że PAŃSTWO jest takim rodzajem organizacji, która choć psuje wielkie rzeczy, potrafi też psuć małe".
  • crises 15.12.10, 14:25
    Ciekawe, w jaki sposób stanie się obywatelem drugiej kategorii (pierwsze pokolenie emigracyjne przeważnie jest stracone, niewielkiemu odsetkowi udaje się osiągnąć pozycję porównywalną z tubylcami) pomoże jej w rozwoju, hehe.
    --
    "Słyszeliście może o kolesiach, którzy wyskakują z krzaków w parku na Jasnej Górze i pokazują pindola? (...) To teraz pomnóżcie to przez tysiąc. Tym właśnie jest blogosfera."
  • scibor3 09.12.10, 14:32
    "Mam czasem wrażenie, że rówieśnicy pytając "A kiedy ty założysz rodzinę?" chcą raczej zapytać: "A kiedy ty dołączysz do naszego grona skazańców? To niesprawiedliwe, że jeszcze wszystko przed tobą a ja już od dawna nie kocham swojej żony. Chyba nigdy jej nie kochałem ale jakoś tak wyszło, bo wszyscy się żenili to ja też"

    Zawsze się tak możesz pocieszać, niedojdo.
  • kazek_kazinsky 09.12.10, 16:29
    A co, trafiłem w czuły punkt? Pewnie tak skoro od razu musisz sięgać po obelgi.

    Jak to mówią, uderz w stół.

    Chciałem dziewczynę pocieszyć, że nie zawsze szybkie małżeństwo jest najlepszą drogą. Pewnie, że znam dwie czy trzy tzw szczęśliwe pary ale to raczej wyjątek od reguły, jeśli ktoś decyduje się na małżeństwo dwa dni po dyplomie bo rodzina z prowincji naciska. Nie prawda?
  • biuck 09.12.10, 17:30
    Z tym pocieszaniem to bez przesady;) Nie mam 13 lat, wiem, jak to wygląda.
    W zasadzie żadne małżeństwo nie jest szczęśliwe przez całe życie. Moi rodzice nie byli, rodzice moich znajomych też nie, moi dziadkowie też nie. Wiem o tym. Ale też widzę, że są ludzie, którzy są zadowoleni. Ja nie mówię tutaj o braniu ślubu itd. tylko o tym, że ciężko jest tyle lat nawet nie mieć z kim pogadać, do kogo się przytulić. Nie przytulałam się tak po prostu do kogoś od jakichś 3 lat. Od kiedy skończyłam liceum, nie byłam na wakacjach. Nie biorę nawet urlopu w pracy, bo co będę robić? Trochę się boję sama gdzieś wyjechać. Tak po prostu: że mnie ktoś okradnie, pobije (dwie moje koleżanki zostały pobite i okradzione w drodze na Giewont w ubiegłym roku....). No i dziwnie tak jechać na wakacje samemu. Wolę już siedzieć w pracy.
  • kazek_kazinsky 09.12.10, 19:05
    Ok. Kumam ;)
    Nie jestem psychologiem. Nie mam też jakiegoś wielkiego życiowego doświadczenia. Jak może słusznie podsumował @scibor3 może nawet jestem niedojdą. Choć znam wiele kobiet, które się z tym nie zgodzą. Zresztą ten nick kazek_kazinsky to taki posterunkowy niedojda (z polskimi korzeniami - polish jokes) z Nowego Yorku. Największa oferma w stolicy świata. Moknie gdzieś przy Central Parku a dookoła imprezy w apartamentach celebrytów.
    Miało być zabawnie a wyszło jak zawsze ;)

    Dobra, czyli mówiąc krótko nie nadaję się do udzielania rad i pocieszania. Wiem, że nie potrzebujesz litości i to Cię tylko denerwuje. Nie lituję się zresztą nad Tobą. Ale przeczytałem jeszcze raz Twoje posty i to, co mnie uderzyło na początku i skłoniło do wpisu widzę dalej wyraźnie. Ty Dziewczyno masz jakiegoś mega doła. Widzisz wszystko w czarnych barwach. Nie wiem, czy to taka prowokacja ale jeśli nie, to powinnaś może poszukać jakiejś pomocy bo sobie zrobisz coś złego. Może się mylę. Mam nadzieję. Jak już mówiłem brak mi kompetencji a i "próbka" Twoich depresyjnych myśli może oddaje Twojego normalnego nastroju tylko masz taki dzień.

    Mam jednak tę przypadłość, że dużo obserwuję ludzi, czasem słucham tego, czego NIE mówią lub JAK mówią, jak kładą akcenty. Szczególnie zwracam uwagę na takie udane związki (cokolwiek to znaczy, dla każdego pewnie coś innego). Myślę, że szukasz czegoś, czego nie ma. Nie ma "idealnych" partnerów, nikt nie spełni w 100% Twoich oczekiwań. Nikt nie zna odpowiedzi na wszystkie pytania. Nawet gość, który wygrał dwa miliony w milionerach ;) Jeśli oczekujesz, że Twój przyszły partner nigdy Cię nie zawiedzie to już po Twoim związku. Jesteśmy tylko ludźmi. Musimy sobie czasem dać kredyt zaufania, dać prawo do wad i słabości. Taka już "uroda" człowieka, że nie jest doskonały. No dobra, podobno jest jeden ideał - Julia Roberts. I wiesz co mówili o niej byli partnerzy. Że z takim ideałem nie da się żyć, po pewnym czasie doprowadza cię do szału ;) Chyba nie chcesz TAKIEGO życia? ;)

    Za dużo myślisz. Wyobrażasz sobie konsekwencje swoich czynów, życie z inną osobą ZANIM się się ono zacznie, zanim się coś wydarzy. Tak się nie da. To do niczego nie prowadzi a tylko dodatkowo frustruje bo jak to, jestem inteligenta, fajna, potrafię porozmawiać na każdy temat a obok takie różnie zakręcone panny mające "totalne jazdy" jak mówi bohaterka artykułu i mają super facetów. Właśnie tak, bo one żyją, podejmują ryzyko a Ty to życie analizujesz, obserwujesz z dystansu, wyobrażasz sobie wszystkie konsekwencje decyzji. Sorry Dziewczyno ale w życiu nie da się wszystkiego przewidzieć. Czasem to kwestia przypadku. Możesz codziennie mijać tego jedynego na studiach i go nie zauważysz a spotkasz go po latach przypadkiem w pociągu i zaiskrzy tak, że w drodze do domu będziesz się unosić 15cm nad ziemią.

    Naprawdę wszystko jeszcze przed Tobą. Tylko nie oczekuj niemożliwego. Nie ma idealnych par. Nie ma idealnych partnerów ale to nie znaczy, że nie można być szczęśliwym. "W życiu piękne są tylko chwile". Nie lubię Dżemu ale ten numer chwyta mnie zawsze za serce. Dla kilku pięknych chwil warto czasem komuś zaufać.

    A Ty ciągle tylko z tym seksem jak ostatnią deską ratunku. Teoretycznie powinienem przyklasnąć bo generalnie dla facetów seks to taki probierz kondycji związku. Myślą, że jak w łóżku jest ok to w ogóle jest też ok. Nie prawda i Ty sama dobrze o tym wiesz, że to tylko erzac bliskości. Nie szukaj wymówek, tyko żyj. Nie bój się ludzi. Ci faceci są jeszcze bardziej zagubieni niż Ty. W dzisiejszym świecie inicjatywa należy do kobiet. Nie bój się, że pomyślą, że jesteś żałosna. Ludzie lubią, jak się im okazuje zainteresowanie choć czasem ich to onieśmiela. Nie wiem, co jeszcze mógłbym napisać. Za młoda jesteś na teksty w stylu "niczego już nie oczekuję, jestem rozczarowana". Zostaw to sobie na 80-te urodziny. Mam nadzieję, że trochę pomogłem ale równie dobrze mogłem trafić jak kulą w płot ;)
  • biuck 11.12.10, 17:17
    Trochę tak. Ale też nie do końca;)
    ie oczekuję ideału. Własnie na tym polega mój problem po częsci - że wszystkich umiem zaakceptować. Z wyjątkiem siebie.
    Często np. zdarzało mi się z kims spotykać, tak kilka razy, bo nie umiałam odmówić. Myslałam sobie: to taki miły chłopak. Ale jak się nad tym zastanowic, wcale nie był miły, był nudny i beznadziejny. A ja po prostu bardzo wiele mogę u ludzi zaakceptować, nie ma osób, których nie lubię itp. Ale akceptować to nie znaczy kochać.
    na pewno nie jestem taką osoba, co sie wszystkiego czepia. No nie wiem.. trudno mi to wytłumaczyć:(
  • kadanka 11.12.10, 21:30
    spoko, po prostu sama nie wiesz czego chcesz a czego nie:) chyba czesta przypadlosc w naszych czasach.
  • kazek_kazinsky 13.12.10, 14:13
    To forum zaczęło żyć jakimś własnym życiem ;)

    Mam dla Ciebie jednak jedną "złotą myśl". Jak już poznasz tego właściwego to gwarantuję, że serce i emocje wezmą górę. Przynajmniej na dwa lata zapomnisz o wszystkich wątpliwościach ;) Skończy się dzielenie włosa na czworo. Tak to działa "od zawsze". I choć najprawdopodobniej chłopak będzie się różnił od Twoich wyobrażeń będziesz szczęśliwa. Po prostu jeszcze go nie spotkałaś.

    I wydaje mi się, że @kadanka się myli. To nie prawda, że nie wiesz, czego chcesz. Po prostu wiesz czego NIE chcesz. A to już bardzo dużo. Jesteś młoda, masz czas. Nie musisz iść na żadne kompromisy i polubić kogoś "na siłę". Zaczynam się powtarzać ale tego jestem pewien: wszystko jeszcze przed Tobą. A jak już przejrzysz się w oczach ukochanej osoby to siebie też polubisz, zaakceptujesz i zapomnisz o tych wszystkich codziennych bzetach, które teraz wydają Ci się przeszkodami nie do pokonania. Na to mogę Ci wystawić gwarancję na piśmie ;)

    Trzymaj się ciepło Dziewczyno.
  • biuck 15.12.10, 02:17
    Właśnie! Dokładnie tak od zawsze definiowałam swój "problem": nie wiem, czego chcę, ale przynajmniej wiem, czego nie chcę:) Dokładnie te słowa były moim argumentem, jeśli ktos mi zarzucał niezdecydowanie itd. Ale... minęło kilka lat a ja nadal nie wiem.
    Wierzyłam zawsze, że będzie tak, jak mówisz i wiem, że tak jest, jak się człowiek w kims zakocha (nie jestem jakimś cyborgiem i oczywiście byłam zakochana), ale wydaje mi się, że juz nie mam szansy poznania nikogo. Ludzie spędzają ze sobą mało czasu, mało rozmawiają. W szkole znasz kolegów na wylot, potem tych z pracy coraz mniej, wkrótce ludzie tylko Ci przeszkadzają. A jak ja kogoś polubię, to on mnie nie. Eh.

    A w ogóle to ja tu się uzewnętrzniam i toczę dyskusję niczym naiwna 9-latka, a ludzie komentują moje rachunki za prąd... Bieda jest, i koniec!;)
  • appleflower 15.12.10, 16:34
    Oj tam, oj tam. Jeszcze wszystko przed Tobą ;)

    Może pomyśl o rozwoju swoich zainteresowań. Do tego bardzo często wcale nie trzeba dużych pieniędzy. Cały wirtualny świat stoi przed Tobą otworem. Możesz w ten sposób znaleźć powód, dla którego będzie Ci się chciało spędzać dni w pracy, a moze również przyjaciół, którzy będą podzielali Twoje hobby.
  • kazek_kazinsky 15.12.10, 17:30
    Słuchaj, może Ty założysz jakiś blog?

    Twój wątek rozrasta się do imponujących rozmiarów ;) Wprawdzie mam niepokojące wrażenie, że wkradł się tu pewien schemat (tzn ludzie przedstawiają Ci "jasne strony" życia a Ty zawsze znajdujesz argumenty na nie) ale widać autentyczne zaangażowanie w problem ;)
    Ja się wciągnąłem ;)

    Ok, wiem, może nie jest to "aż tak" zabawne ale na prawdę brak mi już pomysłów jak by tu przekazać Ci odrobinę pozytywnej energii. Jeszcze nie spotkałem takiej malkontentki jak Ty. Choć muszę Ci w jednym przyznać rację. Ludzie rzeczywiście ze sobą coraz mniej rozmawiają. Coraz więcej narzędzi komunikacji i coraz mniej treści...

    Pomyśl o tym blogu. Wiesz, popularność, wpływy z reklam.... ;)
    Miłego wieczoru.
  • joasia_m 12.12.10, 15:30
    Wybaczcie nietakt, jeżeli poczujecie się dotknieci, ale na Waszym miejscu poszłabym na kawę :)
    --
    Nie można wiecznie głaskać kota...
  • biuck 15.12.10, 08:36
    ;)
    Myślę, że kazek, jak inni życzliwi i w miarę empatyczni mężczyźni, ma co robić w życiu:)
  • kazek_kazinsky 15.12.10, 18:52
    Za to "w miarę" to powinienem się obrazić ;)
    Poza tym, jak zwykle, za nisko się cenisz...
  • biuck 15.12.10, 21:52
    To bez "w miarę":) To był tylko środek stylistyczny.
    Nie cenię się nisko. Nooooo... może trochę:D Po prostu jestem pewna, że takie osoby (nie wylewające na innych pomyj i korzystając z anonimowości nie obrzucające takich jak ja błotem) są zbyt miłe, żeby zawracać sobie głowę poza internetem takimi znajomościami. Bo mają wystarczająco dużo atrakcji w życiu.

    Nie to, co takie malkontentki:)

    O blogu nie myślę. Założyłam sobie nick na forum, żeby pomarudzić, nie mogłabym się tak uzewnętrzniać na blogu. To nie w moim stylu i nie lubię tak pisać i mówić ciągle o sobie.
  • kazek_kazinsky 17.12.10, 17:04
    Teraz to się już zupełnie pogubiłem w tym forum.
    Bo wczoraj wydawało mi się, że pogubiłem się tylko trochę i napisałem komentarz do Twojego ostatniego postu. Teraz widzę, że go nie widzę ;) Spieszyłem się trochę na lodowisko i pewnie nacisnąłem coś nie tak :(
    Gdyby jednak gdzieś był, to przepraszam, jeśli się będę powtarzał.
    Ale do rzeczy: nie jestem taki święty ani taki wrażliwy więc „w miarę” jako figura stylistyczna jest chyba na miejscu ;) I z tymi atrakcjami w życiu też trochę prawda. Staram się żyć pełnią życia w realnym świecie choć odkąd parę lat temu (w przypływie jakiegoś fatalnego zaćmienia umysłu)założyłem własne biuro architektoniczne to czas na inne „atrakcje” bardzo mi się skurczył. Chciałem razem ze wspólniczką (która jest generalnie znacznie mądrzejsza ode mnie ale jej wtedy też rozum odebrało) realizować twórcze marzenia pod własnym nazwiskiem. Czy je realizuję, nie jestem pewien ale tryb życia mam od paru lat na pewno „niestandardowy”.
    O, a teraz trochę kokietujesz. Czyli nie jest z Tobą tak źle, jak myślałem ;) Oczywiście, że bardzo chętnie bym Cię zaprosił na kawę tylko dzieli nas chyba spory dystans. Wydaje mi się, że pisałaś, że jesteś z Warszawy. Ja z Krakowa. Po Waszemu z Krakówka – gdybyś nie wiedziała o jakie miasto chodzi ;) Szkoda, mógłbym Cię zaprosić na lodowisko. Jeśli jeździsz, to wiesz o co chodzi a jeśli nie to musisz tego spróbować. Zdecydowanie poprawia nastrój :))) Wiem, wiem, zaraz napiszesz, że zimno, męczące a w ogóle to podobno bardzo ślisko ;)
    Dobrze, przyznam Ci się, że jakiś czas temu obiecałem sobie: koniec z komentowaniem na forach (nie żebym robił to jakoś notorycznie). Wysoki poziom bezinteresownej agresji jest zazwyczaj dołujący. Zobaczyłem Twój pierwszy post, który był na pewno szczery i bardzo smutny i jednak skomentowałem. Chyba wiem, o czym pisałaś bo też się tak czułem kilka razy w życiu. Wiem, że pozostanie w takich chwilach sam na sam z własnymi myślami (i butelką alkoholu) jest wtedy bardzo trudne i niebezpieczne. Pewnie dlatego to napisałaś. Chciałaś o tym komuś opowiedzieć . Ten artykuł porusza jednak kilka ważnych problemów. Jest o życiu takim, o jakim nie chcemy zazwyczaj głośno mówić, ale które coraz częściej nas dotyka. Samotność w wielkim mieście. Szczególny rodzaj samotności…
    Pomyślałem, że ta nasza kilkudniowa wymiana myśli jest czymś bardzo pozytywnym. Spotkać Człowieka „po drugiej stronie kabla” jest coraz trudniej. Szkoda tylko, że nie potrafię poprawić Twojego nastroju. Myślę, że gdybyś kiedyś znowu poczuła się źle, miała chandrę to może coś do mnie napiszesz. Wydaje mi się, że klikając na nick można wysłać wiadomość. Ponieważ rzeczywiście nie mam w zwyczaju anonimowo obrażać ludzi to na pewno podałem prawdziwy adres. Nie wiem do końca jak to działa i czy można na taką wiadomość odpisać bo z założenia system jest pewnie anonimowy. Nie znamy się i pewnie się nigdy nie poznamy. Nie mogę Ci tą drogą udowodnić, że nie jestem jakimś psychopatą albo seryjnym mordercą ale jeszcze nie potrafię zdalnie razić swoich ofiar przez kabel sieciowy więc dystans jest chyba w miarę bezpieczny. Może dobrze czasem porozmawiać z kimś obcym, nie związanym z naszym codziennym życiem. Tak jest chyba łatwiej. Podobno tak właśnie działają popularne terapie. O mnie też można z tego dialogu wnioskować tyle, że mimo mnóstwa zająć i wielu znajomych czasem też nie mam z kim zwyczajnie porozmawiać. Wszyscy żyją w takim biegu… jest więc też w tej mojej „propozycji” element egoistyczny.
    Ok. Jeśli masz ochotę to pisz. Jeśli nie, to zrozumiem (to przecież jasne). Wiedz, że choć się nie znamy życzę Ci szczęścia.
    Przemyśl jeszcze sprawę tego bloga. Te wpływy z reklam… trochę szkoda ;)
  • deathbelow 19.12.10, 16:14
    Ludzie! Daleko to by było, gdyby jedno mieszkało w Toronto albo w Sydney! jak widać świetnie się rozumiecie, więc do roboty, a może nie będziecie już więcej czytac o samotności;) No i napiszcie jak poszło. Tu albo na tym blogu:)
  • claudel6 12.12.10, 22:56
    >Od kiedy skończyłam liceum, nie byłam na wakacjach.
    dlaczego??? dziewczyno, Ty jesteś nieszczęśliwa na własne życzenie!
    ja w Twoim wieku tez byłam sama, tylko ze jeszcze ze złamanym sercem, ale to nie przeszkodziło mi ŻYĆ! wyjeżdzałam sama na wakacje do 30-tki! i nie dlatego, ze nei miałam przyjaciól, tylko z przyjaciółmi dużo trudniej niż z partnerem zgrać się w sparwie terminów, destynacji i mozliwości finansowych.
    dopiero po 30-ce spotkałam tego właściwego, wcześniej się bujałam z róznymi nieudanymi historiami.
    26 lat to jest początek dorosłego życia, a Ty brzmisz tak jakbyś miała 55 lat i nie miała juz szans na nic. ton Twoich wpisów jest tak pelen beznadziei, rezygnacji i podejścia nie-da-się, ze odrzuca na kilometr. i to w TYM tkwi tajemnica Twojej samotności
  • claudel6 12.12.10, 22:58
    btw, te samotne wakacje to były jedne z najfajniejszych w moim życiu. przeczytałam tonę książek, wyrelaksowałam się, przemyślałam mnóstwo spraw i poukładałam się ze sobą. nikt mnie nie okradł, nie oszukał ani nie zgwałcił (a byłam zagranicą)
  • biuck 15.12.10, 02:07
    Ale ja już byłam dużo razy za granica, na tysiącu imprez, przeczytałam duuuużo książek, robiłam różne, czasami najdziwniejsze (i sama się dziwię) rzeczy i po prostu.. już nie mam na to ochoty. Ot, tak.
    A nie byłam na wakacjach, bo najpierw studia i brak kasy, poza tym lubiłam siedzieć w domu i się oddawać swoim zajęciom:) i mi to nie przeszkadzało. Potem studia i praca, więc brak czasu. Teraz praca, brak urlopu, brak kasy.
  • ewaw25 20.12.10, 19:37
    proponuje wschodnie sztuki walki
    nabierzesz pewnosci siebie, przestaniesz sie bac ze cie ktos okradnie czy pobije
  • sid.leniwiec 09.12.10, 19:38
    Kazek_kazinsky, 100% racji.:)
  • mahadeva 09.12.10, 13:08
    tez tak mam - tylko, ze w mlodosci nie mialam zadnych nerwic, ani depresji

    biuck napisała:


    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/zem315nmt9immb3h.png
  • deus-cosma-deus 11.12.10, 03:56
    Żyjesz dla siebie i...kotów, nie widzę w tym nic złego. Cóż pięknego i wartościowego jest w byciu praczką sprzątaczką, kuchtą, pojemnikiem na spermę i inkubatorem-bo do tych funkcji w zasadzie sprowadza się rola żony? Ile pań jest tak naprawdę szczęśliwych w związkach, bo mają fantastycznego męża, który wspiera i pomaga w obowiązkach domowych? Fakt nie znam tego z autopsji, bo jestem les, ale mam koleżanki hetero-te "szczęśliwe" mężatki, które dom i dzieci mają na głowie, bo ich drugie połówki nie czują się do niczego zobligowani. I tak z pracy do pracy i nawet w nocy nie mają spokoju, bo Panowi i Władcy się zachce i za każdym razem, gdy patrze na ich zmęczone sfrustrowane twarze dziękuję naturze, że uczyniła mnie lesbijką i nie obdarzyła zgubnym i absurdalny zegarem biologicznym xD Spełniajcie się drogie Panie hetero w swym macierzyństwie do woli. Ja dziękuję wolę żyć dla siebie. Gatunkowi ludzkiemu nie grozi wyginięcie, zatem nie muszę się dla niego poświęcać i marnować sobie sylwetki i życia, tylko po to, by mieć złudzenie, że na starość będzie się miał mną kto zająć. Co jak wiemy jest dość naiwnym myśleniem, bo wiele dzieci przypomina sobie o starych rodzicach tylko wówczas, gdy im pieniędzy zabraknie...JEŚLI NIE JESTEŚ W STANIE W SAMYM(W SAMEJ) SOBIE ZNALEŹĆ SENSU SWEJ EGZYSTENCJI TO ANI MAŁŻEŃSTWO ANI GROMADKA DZIECI CI W TYM NIE POMOGĄ
  • biuck 11.12.10, 17:21
    Zgadzam się. Ale mi nie zależy na dzieciach. na małżeństwie. Ale na bliskim człowieku. Na przeżyciu czegoś, co chciałby przeżyć kazdy. Życie wyorane z uczuć jest dziwne i robi z człowieka taką... kłodę.
  • rx55 13.12.10, 08:57
    Jednym znajwiększych błędów w dyskusji jest generalizowanie. Kobieta nie musi spełniać przytoczonych przez Ciebie ról. W dobrze funkcjonującym związku dwoje ludzi działa na zasadzie partnerów detektywów z filmu kryminalnego - rozwiązują wspólnie problemy, wzajemnie się osłaniając i ciesząc z sukcesu. Współczuję wszystkim nieudanych związków, a przede wszystkim wypaczonego pojmowania roli kobiety i mężczyzny, co jednak jest winą albo rodziców, albo dorosłych doświadczeń w relacjach z płcią przeciwną. Ale nie możecie uogólniać. Jest wiele wspaniałych, szczęśliwych związków, gdzie seks jest jedynie dodatkiem a wartością nadrzędną współpraca i wzajemne wsparcie. Życzę powodzenia w układaniu dorosłego życia - oby nie nasiąknęlo zgorzknieniem prowadzącym do nienawiści przede wszystkim samego siebie.
    --
    Pozdrawiam
    rx55

    "Sumą całej wiedzy jest to, że nic nie wiemy"
  • muc-ha3 27.02.11, 20:21
    hej biuck niezła z Ciebie zadymiara:) trzymam kciuki żeby świat stał się dla Ciebie jaśniejszy.
  • leszczka 07.12.10, 22:20
    Czekałam na ten artykuł. Bohaterka odczarowała singielkę. Ja na podobną szczerość zdobywam się wyłącznie sama przed sobą. Powtarzam wszystkim : to jest mój wybór - nie jest to wersja zbyt daleka od prawdy a ładniej brzmi i nie wzbudza odruchów litości u ustatkowanych rówieśników. Singiel po 30 zaczyna być wybrykiem, ale singlowi sfrustrowanemu jest niebezpiecznie blisko do patologii. Tak przynajmniej odbiera to otoczenie. Środowisko singlio też potrafi wytwarzać presję : "co ty się tak nimi przejmujesz?", "doceń wolność!" itd. Tymczasem w końcu ktoś powiedział na głos, że poza niczym nieskrępowaną wolnością, na życie singla składają się okresy nieraz dojmującej samotności, poczucia niedopasowania do reszty, zwątpienia w ludzi i w swoje decyzje i wybory ... czy na pewno takie własne, świadome i trafione...
    Dziękuję za artykuł i pozdrawiam!
  • jerz24 08.12.10, 00:20
    ale biedna ta dziewczyna... z jednej strony potrzebuje chłopa, z drugiej strony nie chce sie z nikim wiązać. dzieci nie chce mieć, ale bzyka sie chetnie (niewiele różni ja w tym wypadku od zwierząt - nie panuje nad instynktami). Naprawdę żal mi, ach żal... Szkoda, ze ludziom sie w ten sposób miesza w głowach...
  • mcgoering 09.12.10, 10:52
    Jerzu, świadomość istnienia na świecie ludzi z tak debilnymi poglądami jak Twoje, poprawiła mi humor na resztę dnia. Dzięki!
  • katetal 09.12.10, 11:58
    Jerzu ma problem z czytaniem ze zrozumieniem ;)
  • bubblemilk 09.12.10, 12:51
    jerz24 napisał:

    > ale biedna ta dziewczyna... (...) bzyka sie chetnie (niewiele różni ja w tym wypadku od zwierząt - nie panuje nad instynktami).

    Kinga Dunin powiedziała gdzieś świetne zdanie: "Od zwierząt różni nas także to, że one uprawiają seks głównie dla prokreacji, my - głównie dla przyjemności. Im mniej w naszym seksie prokreacji, tym więcej człowieczeństwa."

    Myślę, że to nie bohaterka artykułu ma pomieszane w głowie, tylko ci, którzy pozwolili sobie wydrenowac mózgi przez wielowiekową, chrześcijańską propagandę.
  • wj_2000 09.12.10, 17:35
    bubblemilk napisała:

    > Kinga Dunin powiedziała gdzieś świetne zdanie: "Od zwierząt różni nas także to,
    > że one uprawiają seks głównie dla prokreacji, my - głównie dla przyjemności. I
    > m mniej w naszym seksie prokreacji, tym więcej człowieczeństwa."

    To mi się dosyć podoba, ale nie do końca.
    Otóż seks dla przyjemności jest istotnie specyfiką (może nie wyłączną, tego do końca nie wiem) człowieka i wydaje mi się, że wiem DLACZEGO. Nie tak, a priori, bo "człowiek to brzmi dumnie", ale dlaczego ewolucja w takim poszła kierunku!
    Otóż inną specyfiką człowieka, najważniejszą jest jego wyrafinowany mózg. Żeby ten mózg przynosił pożytek, (a nie tylko obciążenie energetyczne, które jest znaczne!), musi być długo szkolony. Powoduje to konieczność długiej opieki dorosłych nad takim człowiekiem. To, a także wyprostowana postawa znacznie utrudniająca w początkach człowieczeństwa (gdy nie wymyślono tkaniny i chusty do noszenia dziecka na plecach), noszenie malca i jakakolwiek praca nad zdobywaniem pożywienia, oznacza, iż w rezultacie sama matka nie jest w stanie (mówię o setkach tysięcy lat kształtujących naszą biologię, hormony, neurony, instynkty i co tam chcecie) odchować potomka i jeszcze w rytm przyrody raz do roku, no może co dwa lata rodzić następne - tak jak to potrafi niedźwiedzica, czy samica wieloryba, czy sarna, tygrysica, lisica, etc., etc. - stąd MONOGAMIA. Niekoniecznie ścisła, ale realizująca zaangażowanie samca (niekoniecznie ojca - o tym potem) w opiekę nad dziećmi.
    Nieustanny głód seksu, ale UWAGA - u samców - daje kobiecie "walutę", którą opłaca ona w sposób trwały samca będącego jej partnerem.
    Seks nie ma sprawiać przyjemności kobiecie!!!! Poza rzadkimi, właśnie ZWIERZĘCYMI potrzebami zapłodnienia.
    Matka, która zamiast pielęgnować dziecko ganiała za "chłopami" nie odchowała tego dziecka i jej linia wygasała po darwinowsku!!!! Ona powinna (z punktu widzenia interesu jej genów) czuć popęd w dni płodne.
    CO do monogamii. Z punktu widzenia mężczyzn opłacalna (genetycznie) jest strategia siania swoich plemników - najlepiej mężatkom - tak by nadprogramowym potomstwem zajmowali się nieświadomi niczego sąsiedzi - rogacze!
    Z punktu widzenia kobiety zdrada opłaca się (i odpowiednio hormony tak działają w rzeczywistości!!!) tylko w dni płodne i - w przeciwieństwie do mężczyzn - nie z byle kim(nawet jak cudownie pieści) ale z samcem biologicznie lepszym od jej stałego partnera.
    Jasne, że ani ta ani tamta zdrada nie powinna się ujawnić. Ale gdy jest okazja bezkarnie poddać się tym instynktom, prawie każdy to robi.
    To wymuszone na nas zostało przez CZŁOWIECZEŃSTWO.
    Żadna samica w ciąży, czy poza okresem rui nie dopuści do siebie samca. Żaden samiec nie będzie kopulował (a tym bardziej toczył śmiertelnego boju z innym samcem) by sobie pociupciać z samicą z którą i tak nie będzie potomstwa. CZŁOWIEK - inaczej.
    Ale zapomnijcie o symetrii potrzeb seksualnych kobiet i mężczyzn.
    Współczesna propaganda feministyczna, moda, wmawia kobietom iż bez orgazmów będą nieszczęśliwe.
    Ich źródło szczęścia biologicznie jest ulokowane w szczęśliwości własnych dzieci.
    --
    "Wesołe jest życie staruszka, wesołe jak piosnka jest ta."
  • bubblemilk 09.12.10, 22:17
    @ wj_2000 - nie bardzo rozumiem Twój wywód, chyba za dużo w nim jest o biologii, od której właśnie UNIEZALEŻNIA człowieka jego wolicjonalne działanie.

    Btw, ani mnie, ani - jak sądzę - Kindze nie chodziło o to, że seks dla przyjemności wyklucza się z monogamią. W obrębie monogamicznych związków - oświecę Cię - także uprawia się seks, i to w 99% dla przyjemności. Nie widzę przy tym powodu, dla którego nie miałaby to być również przyjemność kobiety - co Ciebie, jak się wydaje, nie wiadomo dlaczego straszliwie mierzi.
  • wj_2000 09.12.10, 23:45
    Mierzi mnie naleganie na symetrię. Taka symetria nie byłaby optymalna dla podtrzymania gatunku. Kobieta nie powinna "zatracić się" w seksie (z punktu widzenia własnego interesu genetycznego!). Powinna mieć ( z tego punktu widzenia, podkreślam, a nie dlatego, że ja uważam, że tak byłoby dobrze, słusznie, moralnie, etc.) przyjemność w okresie płodnym i NIE MIEĆ PRZYKROŚCI, gdy "płaci" partnerowi za jego nad nią ( i jej dziećmi) opiekę.
    Może inaczej - rozkosz jej się "należy" gdy partner się dobrze sprawuje, ale chuć, tak przemożna u mężczyzn, chuć inicjująca działania seksualne nie powinna pchać kobiety do seksu. Gdy miałem kilkanaście lat (ponad pół wieku temu) u poczciwego Van der Veldego już się dowiedziałem, że tak właśnie przeważnie jest.
    Jak kiedyś napisałem, nawet głupia kura, gdy już ma kurczęta, nie gania za kogutem. Bo ta co ganiała potraciła kurczęta i taki odruch wymarł śmiercią naturalną.
    --
    "Wesołe jest życie staruszka, wesołe jak piosnka jest ta."
  • inkwizytorstarszy 11.12.10, 00:16
    " wj_2000"Ma niestety rację,(wyrazy uznania za wiedzę).
    Podkreślam to "niestety", bo jesteśmy tylko "nośnikami informacji genetycznej", i istniejemy tylko poto aby ją przekazać dale "w czasie"
    Matka Natura jedynie pilnuje aby wykluczać jednostki z wadami.
    W czym przeszkadza jej postęp medycyny. Bo dla dobra ludzkości osobnicy z wadami powinni wyginąć bezpotomnie. Życie jest brutalne,zawsze. Pozdrawiam Cię "wj_2000", pisz częściej !
  • bene_gesserit 11.12.10, 00:23
    Wyznania wiary to naprawde nie to foro.
    --
    feminists aren’t humorless just because your jokes suck
  • mokos99 08.12.10, 02:27
    Co za do d... terapeuta. Bez sensu są ich rady, lepszy trener - couch a nie tacy terapeuci. Polecam blog alexba.eu/ - ciekawy posty pisze trener Alex Barczewski.
  • bene_gesserit 10.12.10, 01:32
    Co to za dupa nie kołcz, który szuka klientek na forum, udając, ze reklamuje go ktos inny :/
    --
    Moja mama ma Nobla z fizyki, mój tata pracuje w przedszkolu.
  • jajakoperformer 11.12.10, 03:05
    Akurat do autora blogu alexba.eu niezazbytnio pasuje poniższy pochopny zarzut.
    Mamy jakiś uraz do kołczingu?

    bene_gesserit napisała:
    > Co to za dupa nie kołcz, który szuka klientek na forum, udając, ze reklamuje go
    > ktos inny :/
  • bene_gesserit 11.12.10, 16:19
    Alez skąd - mamy uraz do namolnych i nieudolnych spamerow.
    --
    cute but psycho. things even out
  • amaterasu79 08.12.10, 09:10
    A ja patrzę na to z drugiej strony. Mam 31 lat i standardowe życie w niewielkim mieście: dziecko, mąż (wszystko osiągnięte w tym magicznym wieku 25 lat, choć nie miałam parcia, jakoś tak wyszło), kiepsko płatna praca i kot. I co? Pstro! O takich jak ja, matko-żonach, w codziennym kieraciku też można byłoby napisać artykuł, po którym każde w Was marzyłoby o tym, żeby być singlem. Artykuł jest niezły, lecz nieobiektywny. Ale domyślam się, że o to właśnie chodziło.
    Ja, kiedy wreszcie wieczorem mam czas, ale nie mam już na nic siły, myślę sobie o tym jak to fajnie byłoby wyjść do kina, knajpy, nie myśleć o tym, co na obiad, czemu dziecko ciągle kaszle, jak zrobić zakupy kiedy konto puste, czemu mąż nie chce oderwać się od komputera... Widzicie, każde z nas ma coś, czego ktoś inny może zazdrościć. Są szczęśliwe singielki, są szczęśliwe matki i żony... Ale wiadomo, że najlepiej jest tam, gdzie nas nie ma, prawda? Nie ma złotego środka.
    W zasadzie powinnam teraz pojechać banałami w stylu: żyj, tak jak masz na to ochotę i w zgodzie ze sobą samym, nie przejmuj się tym, co myślą inni, etc, etc... Jest mnóstwo złotych rad, ale pamiętajmy, że nie wszystkie można zastosować do każdego z nas. Nikt nie mówił, że bycie dużym jest łatwe... ja czasem zazdroszczę mojej sześciolatce. Mimo, że ciągle kaszle ;)
  • lucy-ja7 08.12.10, 10:26
    Swietnie napisane ,bardzo szczere. Lubie ludzi ktorzy ,potrafia
    powiedziec prawde . Tak od serca z glebi duszy .
    Masz racje - metabolizm , testosteron , piwo , wolny czas ,
    no i wybrakowane egzemplarze .
    Ale niby kto ? - mezczyzna czy kobieta po -30 .

    Bo jak mowi pewien poeta ,
    "Nigdy mi nie odmowily
    Te , ktore mi sie snily."







  • kalathos 08.12.10, 15:18
    A ja też jestem singielką z pewnym gronem adoratorów i muszę przyznać, że wcale nie żałuję, że nie założyłam do tej pory rodziny. Owszem, byłam w kilku długoletnich związkach, które się rozsypały, w których była też miłość i fascynacja, ale czas pokazał, że nie byłyby one trwałe, bez względu na dzieci czy formalność małżeństwa. Cieszę się, że ciągle mam wybór i że nie jestem w nieudanym związku skazana na ograniczenia finansowe, które często niesie z sobą rodzina (kredyty, utrzymanie dzieci, wspólne cele, niekoniecznie wg moich preferencji). Single i singielki, musimy być wojownikami i wierzyć w nasze szczęscie we dwoje! Myślę, że jestem fajną dziewczyną i w końcu też poznam kogoś fajnego. Związek musi być oparty na wspólnej chemii i podobnym podejściu do świata, nie ma sensu tworzyć go z niewłaściwym pierwiastkiem. Będzie nudno! Pozdrawiam gorąco!
  • e_wok 08.12.10, 16:40
    "Jestem zbyt bezpośrednia, nieudolna, zblokowana..."

    Moim zdaniem, kochana, jestes przede wszystkim straszna fleja.
  • cieple.kluski 08.12.10, 21:15
    pani Danuta Rinn dla kazdej singielki/mezatki

    www.youtube.com/watch?v=VGMmRX8DoR0&feature=related
  • kamalaska 09.12.10, 00:24
    Same sa sobie winne, wpierw na imprezy latają,ile się da, a potem płaczą, że są same. A czemu to wasza wina? A może poszukajcie męża, a nie partnera? Wydepilowanego pisuara z nightclub:D który tylko obraca w łóżku, a potem ucieka?
  • alibongo 09.12.10, 01:35
    tak cie boli ta depilacja , szympansie?
  • mppmpp 09.12.10, 10:45
    Nie, po 3 piwach depilacja nie boli.
    A poważnie, to ja jestem Aryjczykiem i prawie nie mam owłosienia na torsie, rękach. (taką książkę historyczną ostatnio przeczytałem, więc udaję mądrego)
    A super poważnie:
    Prawdziwe chłopy się nie depilują i tej wersji będę się trzymał do samego procesu...

    Wesołych świąt wszystkim.

    PS> Singielki, zróbcie sobie dziecko i część waszych problemów zniknie. Zastąpią je nowe, ale o wiele radośniejsze.
  • morrison9 09.12.10, 12:04
    > Prawdziwe chłopy się nie depilują i tej wersji będę się trzymał do samego proce
    > su...
    "Prawdziwe chłopy" (w wieku 15-17 lat, lub starsi ale na podobnym etapie rozwoju emocjonalnego) strasznie się przejmują i strasznie się stresują czyjąś opinią o ile ta zostanie poprzedzona sformułowaniem "prawdziwi mężczyźni..."
    Wieloma facetami można zamanipulować z dziecinną łatwością o ile zasugeruje się, ze coś tam jest męskie a coś innego niemęskie.
    Robią wtedy groźne miny niczym starający się o pozycję samca alfa pawiany i nadymają się grzecznie podporządkowując się woli tego kto chce nimi pokierować.

    Chcesz wybić facetowi coś z głowy - powiedz mu, że "prawdziwi faceci tak nie robią"
    Zazwyczaj zadziała.
    Jeśli nie zadziała to powiedz mu: "to takie gejowskie" - zadziała na 100%.

    Tako uważam.
    (Dla jasności: jestem heteroseksualny i niedepilujący się)
  • mppmpp 09.12.10, 14:25
    @ morrison9,
    Celne spostrzeżenie o tej manipulacji.
    Dalej uważam, że facet depilujący sobie nogi, jest dziwakiem.

    @alibongo,
    Anim "polaczkiem", anim "brudasem".

    Wesołych świąt.
  • comrade 09.12.10, 17:04
    > Dalej uważam, że facet depilujący sobie nogi, jest dziwakiem.

    Może być kolarzem :D
  • alibongo 09.12.10, 12:06
    niedomyty polaczek
  • inkwizytorstarszy 11.12.10, 00:31
    alibongo napisała:

    > tak cie boli ta depilacja , szympansie?
    ??? >Prawdziwe, pewne siebie ssaki mają "futerko", a te "prawie ssaki" mogą sobie powyrywać wszystkie włoski. Pozdrowienia od koncernów kosmetycznych...
  • alibongo 11.12.10, 17:29
    ale nie musisz sie tak frustrowac. wlochy z klaty mozesz wyrwac sam peseta.
    jak z plecow to popros mame , dzieci czy kogo ty tam masz.
  • plantin 09.12.10, 10:37
    nauczyć i przyjąc to do wiadomości. Albo kariera albo rodzina - choć nie do końca. Rodzina i związek w ogóle - rodzi nowe obowiązki, nowe typy zachowań - dotychczas nam obce - jak chociażby potrzeba ugotowania czegoś od czasu do czasu (np. raz Ty a raz on). Związku z drugim człowiekiem nie da się zastąpić pieskiem jako przyjacielem i doraźnym seksem z nowo poznanym facetem. Masz ponad 30 lat a jesteś sfrustrowana, masz zszargane nerwy, robisz jakąś tam karierę, masz stabilizację zawodową i materialną ale Twoje życie jest pustawe. Chcesz adpotować dziecko - wybacz ale to byłby największy błąd i tragedia dla tego dziecka.
    Potrzebujesz partnera a nie dziecka-pluszowego misia, potrzebujesz kochać ale i byc kochana - a dziecko zanim Ci "odpowie" miłością musi podrosnąć, do tego czasu będziesz jeszcze bardziej sfrustrowana i ... zmęczona. Zrozumiałem że szukasz faceta - ale gdzie go szukasz ?
    Przemyśl to i zdecyduj się na coś a znajomy się nie dziw - tylko się ciesz że im na Tobie zależy, dlatego wypytują Cię i próbując jakoś Ci pomóc.
  • lonely.stoner 09.12.10, 10:41
    ble. ja juz nie moge sluchac tego jeczenia ze ktos nie ma meza i dzieci. 30 lat to dopiero poczatek zycia, nie rozumiem po co ktos mialby chec sie ladowac w pieluchy przed 30tka. Ale niem ieszkam w Polsce i cale szczescie nikt mi za uszami nie gada takich bredni :) na dzieci przyjdzie czas, na pewno nie przed 30tka :)
    --
    :)) usmiechnij sie chociaz raz dziennie!!!!
  • three-gun-max 09.12.10, 14:32
    Aha, pocieszaj się. Zakładając, że jednak się rozmnożysz, twoje dzieci będą na ciebie mówiły "dziadku". W piłkę też z nimi nie pograsz bo powoli pikawa zacznie siadać. Nawet się z nimi nie dogadasz bo będą miały cie za starego piernika. No ale o to raczej nie masz się co martwić, skoro do 30stki jesteś sam to raczej już tak zostanie.
  • kadanka 09.12.10, 16:06
    o przepraszam. moi rodzice mieli 44lat(tato) i 46(mama), jak sie urodzilam i nie przypominam sobie zebym nazywala ich dziadkami.
    to jest chyba indywidualna decyzja i wolnosc wyboru kiedy chcemy miec dziecko a nie odgorny nakaz ze przed trzydziestka.
  • yankes1968 11.12.10, 02:40
    Ja mam dwóch dorosłych synów i żonę. Rodzinę założyłem wcześnie, w wieku 21 lat, teraz mam 42 i nie czuję się z tym specjalnie dobrze. Mam poczucie, że mnie dużo ominęło, a teraz jest za późno na wiele różnych spraw. Z żoną odmienne zainteresowania i poglądy. Z synów jestem dumny, ale obaj poszli własną drogą i jedynym powodem do zadowolenia nie może być duma z dzieci, trzeba żyć własnym życiem. Biorąc pod uwagę dzisiejszą swoją świadomość - na pewno nie założyłbym rodziny tak wcześnie, tylko żył bardziej dla SIEBIE i swoich pasji.
    Możliwe, że single odczuwają brak rodziny, ale z kolei "rodzinni" mogą uważać, że instytucja rodziny jest przeceniana i niejednokrotnie w podeszłym wieku żałują, że tak się udupili i za mało z życia mieli - nieraz zazdroszcząc singlom swobody i niezależności. Wszędzie dobrze, tam gdzie nie ma nas :P
  • kadanka 09.12.10, 23:59
    plantin napisał:

    > robisz jakąś tam karierę, masz sta
    > bilizację zawodową i materialną ale Twoje życie jest pustawe. Chcesz adpotować
    > dziecko - wybacz ale to byłby największy błąd i tragedia dla tego dziecka.
    a ja mam pytanie na jakiej podstawie wydajesz tak kategoryczny sad? bo-ci-sie-tak-wydaje????
    jakos samotne matki daja rade wychowywac dzieci. coraz czesciej umozliwia sie adopcje osobom samotnym.
    ja juz wole jak dziecko wychowuje samotna matka ale za to uzywajacą mozgu, potrafiaca zapewnic mu bezpieczenstwo (wlasnie dzieki temu ze MA ona stabilizacje zawodowa i materialna) niz "swieta rodzina" czyli obowiazkowo tata + mama - ile u nas jest patologicznych rodzin, ludzi ktorzy nie maja mozgow a zachcialo im sie robic dzieci...
  • plantin 10.12.10, 07:57
    wszelkie badania i to bez względu gdzie robione - dziecko wychowuje się najlepiej w normalnej rodzinie - złożonej z matki i ojca (i najlepiej jeszcze jakieś rodzeństwo) - wybacz że nie rozwinę tego tematu ale to materiał na książkę - chodzi m.in. o wzorce, ktore dziecko powinno zaczerpnąć w rodzinie aby potem samo mogło taką rodzinę stworzyć. Nie mówimy tu o patologicznych związkach gdzie kobieta i mężczyzna siedzą ze sobą bo łączą ich interesy, przyzwyczajenie lub dzieci (twój argument o patologii jest rozpaczliwy - widocznie nie masz innego) ! Ale zakładam że świadoma i inteligentna kobieta potrafi znaleźć (wcześniej czy później) partnera nadającego się jednak na ojca.
    Jeżeli nie potrafi - to znaczy że albo nie szuka, albo nie za bardzo ma coś w tym swoim mózgu, albo w rzeczywistości nie chce mieć rodziny i trzeba to uszanować - ale takie kobiety nie powinny też mieć dzieci na siłę - t.z. adoptowane lub z in vitro. To nieetyczne pozbawiać dziecko możliwości obcowania z ojcem, są chwile kiedy nawet najlepsza matka ojca nie jest w stanie zastąpić.
    A tak na marginesie - znam trochę badań że niestety w roli samotnych rodziców lepiej spisują się samotni tatusiowie - choc podkreślę, że najlepiej aby dziecko miało pełną rodzinę z obojgiem poukładanych i odpowiedzialnych rodziców.
    Wybacz ale Twój argument:
    > wlasnie dzieki temu ze MA ona stabilizacje z awodowa i materialna
    jest bezduszny i świadczy że nie bardzo rozumiesz istotę rodzicielstwa. Z Twoich słów wynika że za podstawę rodzicielstwa widzisz stabilizację zawodową i materialną rodzica ?!
    Żal mi Cię. Znam wiele rodzin, w których tej stabilizacji nie ma (bo takie są czasy że nie każdy może znaleźć pracę) ale jest wzajemne uczucie, szacunek a że trochę im biednie ? - z tym da się przeżyć jeśli ma się wzajemne wsparcie (i nie chodzi mi o wsparcie materialne).
    A jak sobie wyobrażasz połączenie pracy zajmującej często nawet 10-12 godzin (oczywiście w ramach tej stabilizacji zawodowej) z pełnieniem obowiązków rodzicielskich samotnej matki ?
    Tylko nie pisz że są opiekunki, mamki, gosposie - gdyż chyba nie po to się ma dziecko aby chowały go opiekunki lub nawet najlepsza babcia - albo kobieta chce mieć dziecko aby być matką albo chce mieć dziecko z pobudek egoistycznych a wychowaniem zajmie się opiekunka i dziadkowie - tak ma wyglądać rodzicielstwo ? Znam też tak wychowywane dzieci, które widzą rodziców wieczorami lub w kamerce internetowej, to nie rodzicielstwo wg mnie to jakaś hybryda - telefon, internet nie zastąpią możliwości przytulenia się do rodziców, wypłakania itd.
    Pomyśl czy nie mam racji - ale nie naskakuj na ludzi, którzy mają inne podejście niż Ty - chyba że uważasz się za nieomylną...
  • cartahena 10.12.10, 08:28
    A ja bym nie chciala miec Ciebie ani za ojca ani za meza. Jestes agresywnym osobnikiem naskakujacym na nieznana Ci kobiete na forum. Niedobrze to swiadczy o Twoich predyspozycjach do wyzej wymienionych rol spolecznych.
    Wracajac do tematu, to tez uwazam, ze lepiej miec samotna matke niz byc wychowywanym w domu dziecka. Twoj post niestety jest nielogiczny, poniewaz nikt nie zabiera dzieci z pelnych dobrych rodzin, zeby je oddawac samotnym rodzicom.
    Radze podszkolic sie w empotii i w logicznym mysleniu, a potem zabierac glos.
  • plantin 10.12.10, 12:05
    czy solidarność płci blokuje Ci umiejętność rozumienia tekstu pisanego ? To ja zostałem zaatakowany (jeżeli już chcesz używać podobnej frazeologii) najpierw przez jedną kobietę a teraz prze Ciebie. Jesteś bardzo interesującą osobą, która potrafi na podstawie kilkuzdaniowego postu ocenić i wyrokować czy ktoś się nadaje na ojca lub męża - gratuluję obiektywności i logiki oraz zwykłej ludzkiej przyzwoitości. Jeżeli czytałaś oba moje posty - to napisz co niewłaściwego napisałem ? Może coś kłamliwego, fałszywego itp. ?
    A kto twierdzi lub rozpatruje że dzieci odbiera się "pełnym dobrym rodziniom" aby dać je samotnym matkom ? - Ja ? Wróć do szkoły, bo rzeczywiście z rozumieniem jęz. polskiego u Ciebie krucho, o logice nawet nie wspomnę. Niezły chwyt zastosowałaś - zarzucić komuś brak logiki jednocześnie samej nią się nie posługując.
    A tam może do meritum - czy napisałem coś z czym się nie zgadzasz ? Może jakieś argumenty ?
    Widzę, że jak zwykle udowodnić kobiecie że napada i to niesłusznie - przedstawić potem argumetny - to potem można się tylko spotkać z tak pełnym jadu postem.
    A tak a propos - znasz "trudne" słowo predyspozycje ale słowa "empotia" ja nie znam - może chodziło Ci o empatię ? Litera o zamiast a - to nie literówka, na klawiaturze te literki trochę dzieli.
    Przepraszam, że mój powyższy tekst jest zjadliwy - ale kto mieczem wojuje ten od miecza ginie - ja nie nadstawiam drugiego policzka.
  • cartahena 10.12.10, 12:23
    Chyba masz za duzo czasu, zeby pisac takie dluuugie maile. Nie wiem w jaki sposob laczysz kariere z byciem ojcem i jeszcze masz czas na przesiadywanie w necie. Wec albo kariera slaba, albo dziecmi opiekuje sie szkola lub matka/babcia.
    Twoj mentorski, to "naucz sie", "rob tak" itd. jest nie do zniesienia. Jestes nauczycielem czy co? Panu sie wydaje, ze zjadl wszystkie rozumy i nawet wie w jaki sposob robi sie literowki. Zalosne. Podtrzymuje twierdzenie, ze nie chcialabym miec kogos takiego w najbliszym otoczeniu.
  • plantin 10.12.10, 14:39
    ze zrozumieniem.
    Po pierwsze - pracuję u siebie w domu i nikt mnie nie rozlicza z mojego czasu !
    Po drugie nie mam trudności ani z formułowaniem myśli i przelewaniem ich na ekran ani nie mam problemu z szybkim pisaniem (czytaniem także).
    Po trzecie - źle odbierasz i rozumujesz - nie jestem mentorski - broniłem się tylko przed Twoim zarzutem a propos braku logiki w moich wywodach i nigdzie nie pisałem "rób tak".
    Radzę Ci (bez przekąsu) sięgnąć po jakiś kurs logiki, kiedyś to był przedmiot na studiach ale teraz traktują to po macoszemu i takie są efekty.
    Po czwarte - jaka to literówka - zamienić a na o ? Tak trudno się przyznać, że nie do końca zna się słowo, którego się używa ? To naprawdę nie wstyd - może zdarzyć się każdemu.
    Po piąte - po prostu nie lubię jak ktoś mi stawia zarzuty a nawet nie usiłuje zrozumieć o co mi chodzi.
    Po szóste - masz tendencje do bezczelności - moimi dziećmi opiekuję ja i moja Lepsza Połowa, jakbyś czytała ze zrozumieniem mój pierwszy post to byś wiedziała, że nie uznaję chowania dzieci przez babcie a szkoła moja droga nie jest od opieki, tylko jej głównym zadaniem jest edukacja.
    Na ostatek - nie zaperzaj się - można było normalnie wymienić argumenty w dyskusji a nie skupiać się na pobocznościach i argumentach ad personam.
  • cartahena 10.12.10, 14:52
    Boze, ale Ty jestes nudny. Dalej swoje. Caly czas usilujesz kogos pouczac. Moze skupisz sie na swoich dzieciach i bedziesz je wychowywac, a nie 40. letnia kobiete.
    Jak widzisz kolezanka kadanka tez jakos nie przyjmuje Twojej argumentacji. Moze jest tylko bardziej wyrozumiala ode mnie.
    Co do argumentow, to napisalam juz cos na temat adopcji przez samotna kobiete.

    Literowka to wpisanie niewlasciwej litery w wyrazie. Nie wiesz tego? Tobie zdarzaja sie bledy gramatyczne: "moimi dziećmi opiekuję ja i moja Lepsza Połowa". Powinno byc "opiekuje sie" Panie belfrze, dopiero bezczelny, bo wytykajacy komus bledy, podczas gdy sam je robi.
    No i juz mam dosc rozmowy z kims kto wdarapal sie na ambone i z niej przemawia.

  • plantin 10.12.10, 21:39
    tylko dlaczego znowu nie przytaczasz żadnych argumentów tylko swoje prostolinijne widzimisię. A wyrazu empatia po prostu nie znałaś - dlatego więc nasza dyskusja jest bezprzedmiotowa, wróć do szkoły. Ja chciałem wymiany argumentów - bo te każdy może mieć inne, z pewnością nie chciałem prymitywnej pyskówki - poziom magla mnie nie interesuje.
  • cartahena 10.12.10, 22:09
    Tez mi sie nie chce dyskutowac z osobnikiem, dla ktorego jedynym argumentem przeciwko interlokutorowijest to, ze nie niby zna powszechnie uzywanego slowa "empatia". Uczepiles sie tego "zarzutu" i brniesz w niego co sie juz staje smieszne.
    Zastosuje twoj mentorski styl - idz lepiej powychowuj dzieci i zajmij sie swoja "lepsza polowa", bo moze sie czuc niedopieszczona, jak ty tylko z obcymi kobietami na forum wymieniasz sie zlosliwosciami.
  • plantin 11.12.10, 13:05
    ja podałem szereg argumentów do których nawet nie byłaś w stanie się ustosunkować, to że nie znasz słowa empatia to nie argument a zarzut że używasz słów, których nawet nie potrafisz napisać.
    Spójrz na moje wypowiedzi i na swoje.
    Twoje pełne są pełne jadu i na poziomie magla.
    Dzieci mam już spore, żona też przez 18 lat nie narzeka, za to Ty z tak kryształowym charakterem będziesz mieć lub już masz problem - ale to Twoje życie...
    Niektórzy żyją na poziomie czystej biologii i nic więcej ale po co zabierać od razu głos ?
  • cartahena 11.12.10, 21:03
    Twoje argumenty to albo truizmy albo jakies dyskryminujace osady. Nie ma do czego za bardzo sie ustosunkowywac, bo nic specjalnie intersujacego nie napisales. Ale czego wymagac od faceta, ktory pracuje chalupniczo i sam ledwie utrzymuje niepracujaca zone i dwojke dorastajacych dzieci. Zona sie nie skarzy, bo gdzie pojdzie jak nie ma doswiadczenia zawodowego? Poza tym ma tak wspanialego faceta u boku. Co z tego, ze intersuje sie on (wg mnie zbytnio) mlodszymi kobietami w internecie? Na ogol tacy, ktorzy wszystkim udzielaja porad inym jak powinno sie zyc, to hipokryci i konfabulanci.
  • kadanka 10.12.10, 14:31
    platini niezaleznie od twojego pelnego emocji slowotoku pozostaje przy swoim zdaniu. mianowicie takim ze NIE MA REGULY, ze w rodzinie matka+ojciec dziecko bedzie szczesliwsze niz tylko z mamą/tata. przywolalam patologie bo one sa czeste co widac na kazdym kroku - w szkole, na ulicy w autobusie. wszedzie. gdyby to byla taka rzadkosc jak ty uwazasz to bym o tym nie wspominala. tak samo w rodzinach pelnych dzieci moga byc zaniedbane - jezeli oboje rodzice pracuja po 10 godzin dziennie i ich kontakt z dzieckiem to pytanie wieczorem co slychac albo czy odrobiles lekcje.
    nie ma jednej, jedynie slusznej drogi. koniec i kropka, a kto sie z tym nie zgadza zyje wlasnymi fantazjami.
    mowisz ze dziecko wynosi wzorce z domu. no wlasnie ja wynioslam - patrzylam na wiecznie obrazonych na siebie rodzicow, nawet nie klocacych sie a milczacych calymi dniami. oczywiscie ze nie zamienilabym ich na zadnych innych, ale jezeli ktos mi powie ze malzenstwo z mega problemami i absolutnym chlodem emocjonalnym to najlepsze srodowisko dla dziecka - to jest chyba kretynem.
  • plantin 10.12.10, 21:56
    poziom dyskursu z Tobą - wybacz - zaczyna być żenujący. Otóż wszędzie są regułu - w życiu ludzi także - choć i owszem - trudniej definiowalne i jeszcze trudniejsze do określenia - ale są.
    Oto przykład - np. regułą jest to że patologiczni rodzice częściej "wychowują" dzieci ze skłonnością do popadania w patologię - zaprzeczysz tej regule ? - To tak specjalnie dla Ciebie - skoro lubisz "patologiczne" przykłady.
    Przykro mi i żal, że wyniosłaś takie wzorce z domu...
    Ale też nigdzie nie stwierdziłem że byle jakie małżeństwo z chłodem emocjonalnym itp. problemami jest lepsze niż np. jeden dobry i wrażliwy rodzic ! - chyba że sam czegoś nie zauważyłem w swoich wypowiedziach.
    Żegnam - żenuje mnie taka dyskusja...
  • kadanka 10.12.10, 14:39
    plantin napisał:

    > Tylko nie pisz że są opiekunki, mamki, gosposie - gdyż chyba nie po to się ma d
    > ziecko aby chowały go opiekunki lub nawet najlepsza babcia - albo kobieta chce
    > mieć dziecko aby być matką albo chce mieć dziecko z pobudek egoistycznych a wyc
    > howaniem zajmie się opiekunka i dziadkowie - tak ma wyglądać rodzicielstwo ?

    :D:D no wlasnie napisze ze sa opiekunki, mamy gosposie - bo wlasnie są?:D:D nie potrafisz sie z tym pogodzic? sa, i uwierz mi ze dzieci przez nie wychowywanie niekoniecznie staja sie glodnymi uczuc sierotkami:D naprawde. wlasnie po to przez cale wieki byla i jest, swietnie sie trzyma, instytucja niani - czyli kobiety ktora pomaga wychowac ci dziecko.
    niestety prosze pana ale mamy takie cholerne czasy ze najczesciej, zeby zyc na jako takim poziomie(bez zadnych luksusow) trzeba pracowac po 10 godzin. nie przeskoczysz tego chyba ze jestes geniuszem albo bogatym z domu. a jesli nie to co? nie masz prawa miec dziecka? takiego idiotyzmu to naprawde dawno nie czytalam. masa ludzi wychowywana byla przez rozne nianie, zlobki, przedszkola i jakos wyrosli na normalne osoby. pewnie to dla ciebie niewiarygodne, ale tak jest.
    skoro rodzicielstwo oznacza obowiazek siedzenia z dzieckiem caly dzien, to moze niech szanowni ojcowie rzuca prace? czemu nie? czemu to kobieta ma rezygnowac z pracy?
  • plantin 10.12.10, 21:47
    biologicznego czy osoby je wychowującej ? Samo urodzenie to nie wszystko - to dopiero początek. Widzisz znam trochę dzieci wychowanych przez opiekunki, z którymi rodzice mają gorszy kontakt niż te obce kobiety, to na czym polega to rodzicielstwo ? na dostarczaniu kasy i raz w tygodniu wizycie w galeriach ? Wg mnie to nie jest rodzicielstwo - ale nie użyję pseudoargumentu, że kto uważa inaczej jest kretynem - bo taka argumentacja jest właśnie kretyńska.
    Co do Twoich rodziców - no cóż mógłbym być złośliwy - to że milczeli, nie odzywali się itd. - to jedno ale czy jesteś pewna że potrafiłaś ich zrozumieć, te ich konflikty itd. - może jednak wpływ na to miała różnica wieku - ponad 40 lat - to prawie dwa pokolenia. Coś co dla Ciebie było niezrozumiałe - dla nich było oczywiste. Ale to sprawa na inną dyskusję.
    A na drugi raz - proszę nie atakuj tylko staraj się zrozumieć kogoś innego - wystarczy trochę dobrej woli i "pomyślunku".
  • kadanka 11.12.10, 13:39
    nie rob z siebie lepszego niz jestes ok? pewnie ze wybielanie siebie jest fajne, ale cokolwiek dziecinne. sam, ze swoim mentorsko - moralizatorskim tonem prezentujesz ZERO tolerancji dla postaw i sposobow zycia innych niz wlasny. skoro tak jestes przekonany(a jak widac jestes), ze twoj sposob zycia i myslenia jest jedynym slusznym to po co w ogole bierzesz udzial w dyskusji? zeby moc pouczac innych maluczkich (doroslych ludzi nawiasem mowiac). w realu pewnie nie bardzo ci na to pozwalaja, to chociaz tu mozna... tez znam kilka osob wychowywanych przez rozne nianie - i naprawde wszystko z nimi w porzadku, wiec te kawalki ze do szczescia dziecka potrzebni sa oboje rodzice, mozna miedzy majki wsadzic. i faktycznie, koniec dyskusji z toba, dalsza nie ma sensu.
  • tentimenti 09.12.10, 10:46
    Problem polega na tym, że ludzie mają za duże wymagania od innych. Samych dużo kosztowało życie, więc poszukują ludzi właśnie takich a nie innych. Nie otwierają serca, a szukają rozumem.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka