• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
Dodaj do ulubionych

Żłobkowy atak na rodzinę

    • 16.03.11, 17:42
      Dostałam ten tekst maiem jakiś czas temu. A że sama jestem z lat 80., więc silnie się z nim utożsamiam.

      > My, dzieci tamtych rodziców.
      >
      >
      >
      > Ja, moi bracia i reszta naszej ulicy spędzaliśmy dzieciństwo na obrzeżach
      > małego miasteczka-właściwie na wsi. Byliśmy wychowywani w sposób, który
      > psychologom śni się zazwyczaj w koszmarach zawodowych, czyli patologiczny.
      > Na szczęście, nasi starzy nie wiedzieli, że są patologicznymi rodzicami.
      > My nie wiedzieliśmy, że jesteśmy patologicznymi dziećmi. W tej słodkiej
      > niewiedzy przyszło nam spędzić nasz wiek dziecięcy. Wspominany z nostalgią
      > nasze szalone lata 80.:
      > . Wszyscy należeliśmy do bandy osiedlowej i mogliśmy bawić się na
      > licznych w naszej okolicy budowach. Gdy w stopę wbił się gwóźdź, matka go
      > wyciągnęła i odkażała ranę fioletem. Następnego dnia znowu szliśmy się
      > bawić na budowę. Matka nie drżała ze strachu, że się pozabijamy.
      > Wiedziała, że pasek uczy zasad BHZ (Bezpieczeństwo i Higiena Zabawy).
      >
      > . Nie chodziliśmy do przedszkola. Rodzice nie martwili się, że
      > będziemy opóźnieni w rozwoju. Uznawali, że wystarczy jeśli zaczniemy się
      > uczyć od zerówki.
      >
      > . Nikt nie latał za nami z czapką, szalikiem i nie sprawdzał czy
      > się spociliśmy.
      >
      > . Z chorobami sezonowymi walczyła babcia. Do walki z grypą służył
      > czosnek, herbata ze spirytusem i pierzyna. Dzięki temu nigdy nie
      > stwierdzano u nas zapalenia płuc czy anginy. Zresztą lekarz u nas nie
      > bywał, zatem nie miał szans nic stwierdzić. Stwierdzała zawsze babcia.
      > Dodam, że nikt nie wsadził babci do wariatkowa za raczenie dzieci
      > spirytusem.
      >
      > . Do lasu szliśmy, gdy mieliśmy na to ochotę. Jedliśmy jagody, na
      > które wcześniej nasikały lisy i sarny. Mama nie bała się ze zje nas wilk,
      > zarazimy się wścieklizną albo zginiemy. Skoro zaś tam doszliśmy, to i
      > wrócimy. Oczywiście na czas. Powrót po bajce był nagradzany paskiem.
      >
      > . Gdy sąsiad złapał nas na kradzieży jabłek, sam wymierzał nam
      > karę. Sąsiad nie obrażał się o skradzione jabłka, a ojciec o zastąpienie
      > go w obowiązkach wychowawczych. Ojciec z sąsiadem wypijali wieczorem
      > piwo-jak zwykle.
      >
      > . Nikt nie pomagał nam odrabiać lekcji, gdy już znaleźliśmy się w
      > podstawówce. Rodzice stwierdzali, że skoro skończyli już szkołę, to nie
      > muszą do niej wracać.
      >
      > . Latem jeździliśmy rowerami nad rzekę, nie pilnowali nas dorośli.
      > Nikt nie utonął. Każdy potrafił pływać i nikt nie potrzebował specjalnych
      > lekcji aby się tej sztuki nauczyć.
      >
      > . Zimą ojciec urządzał nam kulig starym fiatem, zawsze
      > przyspieszał na zakrętach. Czasami sanki zahaczyły o drzewo lub płot.
      > Wtedy spadaliśmy. Nikt nie płakał, chociaż wszyscy się trochę baliśmy.
      > Dorośli nie wiedzieli do czego służą kaski i ochraniacze.
      >
      > . Siniaki i zadrapania były normalnym zjawiskiem. Szkolny pedagog
      > nie wysyłał nas z tego powodu do psychologa rodzinnego.
      >
      > . Nikt nas nie poinformował jak wybrać numer na policję (wtedy
      > MO), żeby zakablować rodziców. Oczywiście, chętnie skorzystalibyśmy z tej
      > wiedzy. Niestety, pasek był wtedy pomocą dydaktyczną, a policja zajmowała
      > się sprawami dorosłych.
      >
      > . Swoje sprawy załatwialiśmy regularną bijatyką w lasku. Rodzice
      > trzymali się od tego z daleka. Nikt, z tego powodu, nie trafiał do
      > poprawczaka.
      >
      > . W sobotę wieczorem zostawaliśmy sami w domu, rodzice szli do
      > kina. Nie potrzebowano opiekunki. Po całym dniu spędzonym na dworze i tak
      > szliśmy grzecznie spać.
      >
      > . Pies łaził z nami-bez smyczy i kagańca. Srał gdzie chciał, nikt
      > nie zwracał nam uwagi.
      >
      > . Raz uwiązaliśmy psa na "sznurku od presy" i poszliśmy z nim na
      > spacer, udając szanowne państwo z pudelkiem. Ojciec powiązał nas na
      > sznurkach i też wyprowadził na spacer. Zwróciliśmy wolność psu, na zawsze.
      >
      > . Mogliśmy dotykać innych zwierząt. Nikt nie wiedział, co to są
      > choroby odzwierzęce.
      >
      > . Sikaliśmy na dworze. Zimą trzeba było sikać tyłem do wiatru,
      > żeby się nie osikać lub "tam" nie zaziębić. Każdy dzieciak to wiedział.
      > Oczywiście nikt nie mył, po tej czynności, rąk.
      >
      > . Stara sąsiadka, którą nazywaliśmy wiedźmą, goniła nas z laską.
      > Ciągle chodziła na nas skarżyć. Rodzice nadal kazali się jej kłaniać,
      > mówić dzień dobry i nosić za nią zakupy.
      >
      > . Wszystkim starym wiedźmom musieliśmy mówić dzień dobry. A każdy
      > dorosły miał prawo na nas to dzień dobry wymusić.
      >
      > . Dziadek pozwalał nam zaciągnąć się swoją fajką. Potem się głośno
      > śmiał, gdy powykrzywiały się nam gęby. Trzymaliśmy się z daleka od fajki
      > dziadka.
      >
      > . Skakaliśmy z balkonu na odległość. Łomot spuścił nam sąsiad.
      > Ojciec postawił mu piwo.
      >
      > . Do szkoły chodziliśmy półtorej kilometra piechotą. Ojciec
      > twierdził, że mieszkamy zbyt blisko szkoły, on chodził pięć kilometrów.
      >
      > . Nikt nas nie odprowadzał. Każdy wiedział, że należy iść lewą
      > stroną ulicy i nie wpaść pod samochód, bo będzie łomot.
      >
      > . Współczuliśmy koledze z naprzeciwka, on codziennie musiał
      > chodzić na lekcje pianina. Miał pięć lat. Rodzice byli oburzeni
      > maltretowaniem dziecka w tym wieku. My również.
      >
      > . Czasami mogliśmy jeździć w bagażniku starego fiata, zwłaszcza
      > gdy byliśmy zbyt umorusani, by siedzieć wewnątrz.
      >
      > . Gotowaliśmy sobie obiady z deszczówki, piasku, trawy i sarnich
      > bobków. Czasami próbowaliśmy to jeść.
      >
      > . Żarliśmy placek drożdżowy babci do nieprzytomności. Nikt nam nie
      > liczył kalorii.
      >
      > . Żuliśmy wszyscy jedną gumę, na zmianę, przez tydzień. Nikt się
      > nie brzydził.
      >
      > . Jedliśmy niemyte owoce prosto z drzewa i piliśmy wodę ze strugi.
      > Nikt nie umarł.
      >
      > . Nikt nam nie mówił, że jesteśmy ślicznymi aniołkami. Dorośli
      > wiedzieli, że dla nas, to wstyd.
      >
      > . Musieliśmy całować w policzek starą ciotkę na powitanie-bez
      > beczenia i wycierania ust rękawem.
      >
      > . Nikt się nie bawił z babcią, opiekunką lub mamą. Od zabawy
      > mieliśmy siebie nawzajem.
      >
      > . Nikt nas nie chronił przed złym światem. Idąc się bawić,
      > musieliśmy sobie dawać radę sami.
      >
      > . Mieliśmy tylko kilka zasad do zapamiętania. Wszyscy takie same.
      > Poza nimi, wolność była naszą własnością.
      >
      > . Wychowywali nas sąsiedzi, stare wiedźmy, przypadkowi przechodnie
      > i koledzy ze starszej klasy. Rodzice chętnie przyjmowali pomoc
      > przypadkowych wychowawców.
      >
      >
      > Wszyscy przeżyliśmy, nikt nie trafił do więzienia. Nie wszyscy skończyli
      > studia, ale każdy z nas zdobył zawód. Niektórzy pozakładali rodziny i
      > wychowują swoje dzieci według zaleceń psychologów. Nie odważyli się zostać
      > patologicznymi rodzicami. Dziś jesteśmy o wiele bardziej ucywilizowani.
      > My, dzieci z naszego podwórka, kochamy rodziców za to, że wtedy jeszcze
      > nie wiedzieli, jak należy nas dobrze wychować. To dzięki nim spędziliśmy
      > dzieciństwo bez ADHD, bakterii, psychologów, znudzonych opiekunek,
      > żłobków, zamkniętych placów zabaw i lekcji baletu.
      > A nam
      • 16.03.11, 17:43
        > A nam się wydawało, że wszystkiego nam zabraniają!
        • 16.03.11, 18:13
          Po prostu plagiat "Dzieci z Bullerbyn" :)
          Ale co z tego wynika? Że jak kiedyś komuś było miło bez przedszkola, to powinny teraz zostać zakazane?
          W dużych miastach w latach 80 już tak nie było. To raczej obrazek z lat 60/70 (poznaję po dużym fiacie:).
          Za to spełniono postulat z 80 roku - samotne matki dostawały na urlopie wychowawczym podwójną pensję przez 3 lata. Mało kto to pamięta, a było tak. Może i by zostało, gdyby nie cwaniactwo obywateli, którzy ślubu nie brali, by się na te świadczenia załapać:)
          • 16.03.11, 20:38
            bzdura. jestem rocznik 75, a stary mial duzego fiata do 93, potem kupil poloneza caro ;) i dokladnie tak bylo: zabwy na budowach, bieganie po piwnicach pelnych szczurow, przytulanie bezdomych kotkow, rozbite kolana, jablka u sasiada, dokuczanie grubasom z klatki obok, klanianie sie kazdemu sasiadowi, noszenie siat za staruszkami, etc., etc. i co? i jest super.
            • 17.03.11, 04:10
              Dobra! Tez jestem produktem tamtych czasów, mechanizm się sprawdził, przywracamy!
              1) u mnie wszystkie dzieciaki chodziły do przedszkola, ale skoro u was nie, to nie ma sprawy - puszczamy dzieci 3-6 lat w plener luzem, z kluczem na szyi. Tylko żadnych pretensji o klej i inne dragi! I żadnej opieki społecznej!
              2) przykuwamy dziadków i babcie łańcuchem do kaloryfera, bo się jakoś zbiesili i, świnie, dorabiają do emerytury zamiast siedzieć z naszymi pociechami;
              3) ustalamy, że nikt nikogo nie zwalnia z pracy za dłuuugie dni na opiekę nad dzieckiem (czasem nam się noga po tym gwoździu na budowie paprała, dwa tygodnie jak nic) i że nawet dopłaca w takich przypadkach, bo przecież ratowanie nogi kosztuje, NFZ nie wystarczy;
              4) strata potomka w wyniku zabaw na budowie/jeziorze/ulicy nas ekonomicznie nie rusza, bo przecież dostaniemy solidną emeryturę, należy nam się, nie? Skoro pokolenie naszych rodziców dostało, to my też! Państwo gwarantuje!
              • 17.03.11, 04:44
                Kocham Cię Foczko (baardzo lubię wszystkie pluszaki)
                ale najbardziej Twój styl dyskusji. Nie ma to jak prześmiewstwo (czy prawidłowo napisałem to piękne słowo?) Pozdrawiam Prześmiewcę.

                dzika.foka napisała:
                > Dobra! Tez jestem produktem tamtych czasów, mechanizm się sprawdził, przywracam
                > y!
                > 1) u mnie wszystkie dzieciaki chodziły do przedszkola, ale skoro u was nie, to
                > nie ma sprawy - puszczamy dzieci 3-6 lat w plener luzem, z kluczem na szyi. Tyl
                > ko żadnych pretensji o klej i inne dragi! I żadnej opieki społecznej!
                > 2) przykuwamy dziadków i babcie łańcuchem do kaloryfera, bo się jakoś zbiesili
                > i, świnie, dorabiają do emerytury zamiast siedzieć z naszymi pociechami;
                > 3) ustalamy, że nikt nikogo nie zwalnia z pracy za dłuuugie dni na opiekę nad d
                > zieckiem (czasem nam się noga po tym gwoździu na budowie paprała, dwa tygodnie
                > jak nic) i że nawet dopłaca w takich przypadkach, bo przecież ratowanie nogi ko
                > sztuje, NFZ nie wystarczy;
                > 4) strata potomka w wyniku zabaw na budowie/jeziorze/ulicy nas ekonomicznie nie
                > rusza, bo przecież dostaniemy solidną emeryturę, należy nam się, nie? Skoro po
                > kolenie naszych rodziców dostało, to my też! Państwo gwarantuje!


                --
                "Mój pogląd odnośnie religii jest taki jak Lukrecjusza. Uważam ją za chorobę zrodzoną ze strachu i za źródło niewypowiedzianego
                nieszczęścia rodzaju ludzkiego" - Bertrand Russell.
              • 17.03.11, 05:32
                dzika.foka - jesteś wg mnie o wiele mniej dzika od wielu tu wypisujących bzdury!
                dodałabym do twoich postulatów:
                - psy niech biegają bez smyczy, a mycie rąk należy raz na zawsze wytępić i znieść ten idiotyczny obowiązek unijny (vide tabliczki profesora nad każda umywalką:)
                nota bene znam starszych ludzi, którzy przeżyli wojnę i ich wspomnienia dzieciństwa i młodości są jeszcze bardziej hardcorowe - a PRZEŻYLI!! Nawet wojna nam nie zaszkodzi, jak widać. Idąc dalej tym tokiem rozumowania można wprowadzić kartki zamiast pieniędzy, bośmy to przecież też przeżyli i wyrośli na ludzi:))

    • 16.03.11, 17:48
      Zwolennikom i przeciwnikom żłobków pozwolę sobie przypomnieć warszawski objazdowy żłobek w tramwaju, po IIWŚ.
      Szczegóły macie tutaj:

      tramwar.republika.pl/twzlobek.html

      Nie trzeba było jechać z dzieckiem do żłobka, żłobek sam przyjeżdżał (po to zresztą został stworzony). :)

      --
      Są dwie grupy ludzi, którzy śmieją się z prawa: ci, którzy je łamią i ci, którzy je stanowią.
    • 16.03.11, 18:48
      ech, ludzie ludzie

      żłobki są ok. sama do jednego chodziłam i patrząc po zdjęciach i wspomnieniach mamy dobrze się tam bawiłam (ja sama niestety pamiętam tylko przedszkole). dużo zabawek, innych dzieci-naprawdę bez dramatu;)

      z moją młodszą siostrą mama musiała już zostać w domu, aż dopóki nie poszła do szkoły, była na diecie bezglutenowej i nigdzie nie chcieli jej przyjąć. moja mama miała przerwę od pracy ok 10 letnią (w pierwszych klasach dzieci uczą się do 13, ciężko o pracę w takich godzinach).

      obie z siostrą jesteśmy prospołeczne, żadna z nas nie jest skrzywdzona psychicznie, mamy dobre kontakty z mamą (i tatą) i otoczeniem. czyli wyszło na to samo. tylko mama co rok (?) dostaje informację z zusu, że jeśli przejdzie na emeryturę w wieku 60 lat, to będzie ona wynosić ok 700zł. Mama teraz zarabia ponad średnią krajową, no ale 10 lat stażu pracy było w domu:(

      co zrobić aby czas spędzony w domu z dziećmi nie oznaczał głodowej emerytury, to jest moje pytanie?
      • 17.03.11, 00:38
        I TO jest pytanie ZASADNICZE PANOWIE Jak do tej pory, system emerytalny nie uwzglednia czasu z dziećmi A możeby tak, oprócz żłobków, przepracować prawo emerytalne, by kobiety nie były pokrzywdzone za siedzenie w domu z dziećmi. A może za czas kobiety, spędzony z dziećmi, ojciec podzieli się swoją emeryturą - proporcjonalnie oczywiście? Wtedy decyzja obojga przyniesie konswkwencje dla obojga. Wtedy zobaczymy jak zachowajż się ojcowie
        --
        "Mój pogląd odnośnie religii jest taki jak Lukrecjusza. Uważam ją za chorobę zrodzoną ze strachu i za źródło niewypowiedzianego
        nieszczęścia rodzaju ludzkiego" - Bertrand Russell.
    • 16.03.11, 18:56
      sroduniu proponuje sobie THX 1038 lucasa obejrzec, klasyk, ja wiem ze lewicowo zakorzenionym przedstawicielkom patologicznego feminizmu wizja dzieci w zlobach chowanych przez panstwo dla panstwa sie bardzo podoba, ale to juz kochana bylo, byly kobiety na traktorach a komuna przmeinela z wiatrem ponad 20 lat temu, wiec fajnie by bylo gdybys innym zycia nie organizowala i zajela sie dzialalnoscia dla swiata skoro on tak cierpi na skutek egoistycznego postepowania rodzin...
      • 17.03.11, 00:40
        Nie atakuj oponenta, tylko Jego ARGUMENTY baranie!!!

        freakwave napisała:

        > sroduniu proponuje sobie THX 1038 lucasa obejrzec, klasyk, ja wiem ze lewicowo
        > zakorzenionym przedstawicielkom patologicznego feminizmu wizja dzieci w zlobach
        > chowanych przez panstwo dla panstwa sie bardzo podoba, ale to juz kochana bylo
        > , byly kobiety na traktorach a komuna przmeinela z wiatrem ponad 20 lat temu, w
        > iec fajnie by bylo gdybys innym zycia nie organizowala i zajela sie dzialalnosc
        > ia dla swiata skoro on tak cierpi na skutek egoistycznego postepowania rodzin..
        > .


        --
        "Mój pogląd odnośnie religii jest taki jak Lukrecjusza. Uważam ją za chorobę zrodzoną ze strachu i za źródło niewypowiedzianego
        nieszczęścia rodzaju ludzkiego" - Bertrand Russell.
    • 16.03.11, 19:01
      Dla Pani prof Srody z 'Socjalistycznej Republiki Pracujacych Kobiet', rodzina jest zawsze ogniskiem patologii, czyli jest zjawiskiem zlym i nadajacym sie do eliminowania. Wobec tego, nalezaloby przyjac model polnocno-koreanski, gdzie dzieci odbiera sie rodzicom i oddaje pod opieke instytucji, ktora z takiego dzieciaka robi porzadnego obywatela. Obywatel taki, jest ukondycjonowany, aby byc spolecznie uzyteczny dla kolektywu, miec dystans do swojej rodziny, jest zaradny i nigdy nie grymasi, bo grupa spoleczna w ktorej przebywa w ciagu dnia, skutecznie wybija mu z glowy wszystkie drobne slabosci ludzkie.

      W czasach rownosci kobiet i mezczyzn i blogoslawionego socjalizmu, to nikt sie nie patyczkowal z dzieciakami. 5-ta rano, wywlekalo sie delikwenta z lozka i wloklo sie go do zlobka lub przedszkola, bo matka na pierwszej zmianie zaczynala robote o 6-tej rano. Zima, latem, caly rok ta cudowna instytucja zlobka i przedszkola sprawiala, ze kobieta mogla sie nacharowac do wiwatu, ile chciala, bo praca byla zawsze dostepna i sprawiedliwie osiagalna dla wszystkich kobiet. Ot glupie baby, chcialyby miec dzieci i sobie je wychowywac same! Glupie, bo jakie to niewdzieczne zajecie siedziec w domu z dzieciakiem caly dzien, prawda? Kiedy mozna sie spelniac dzwigajac skrzynki w supermarkecie, na przyklad. Dobrze, ze jest Pani Profesor Sroda, ktorej biblia jest 'Brave New World' Aldousa Huxley'a, wiec moze nam przypomniec gdzie jest miejsce kobiety - do roboty baby!!!!!!
      • 16.03.11, 22:26
        Jezu jakie bzdury piszesz!!!!!
        Tak czesc kobiet pracowala od 6 rano - i dziecko do zlobka, ale te kobiety wracaly z pracy o 1 po poludniu i zajmowaly sie dzieckiem - dziecko szlo spac o 6-7 wieczor i wstawalo same o pitej - Po prostu inny rytm. Teraz rozchukane latorosle niepracujacych mam siedza przed telewizorami do niekiedy 11-12 w nocy. Oczywiscie ze wstac o 5 rano nie moga.

        Nie kazda matka chce lub moze siedziec caly dzien z dzieckiem i powinna miec prawo wyboru. Nie ma zadnych badan pokazujacych ze dzieci wychowane w normalnej rodzinie uczeszczajace do zlobka i przedszkola sa gorsze od tych ktore ktore wychowaly sie przy boku matki.

        So natomiast badania wykazujace ze w domach gdzie matki nie pracuja jest wiecej patologii.
        • 17.03.11, 10:11
          Jestes bardzo mloda i nie wiesz, jak sie zylo w socjalizmie, gdzie kobieta po powrocie o 13-tej z pracy gnala po dziecko do zlobka lub przedszkola, a potem stala w kolejkach po najbardziej podstawowe produkty do jedzenia, nie miala pralki automatycznej, a po wode bardzo czesto trzeba bylo chodzic do hydrantu na podworku lub na ulicy. To bylo zycie 'robotnicy PRLowskiej'. Nie mow mi zatem, ze ja pisze glupoty, bo ja wowczas chodzilam do szkoly z dzieciakami, ktore wychowaly sie w zlobkach i przedszkolach, a potem na podworkach, biegajac z kluczem na szyi. Kazda kobieta powinna miec wybor jak dlugo moze i chce pozostac w domu i wychowac dziecko, a te tezy o patologii wyniesionej z rodziny to tak samo sa prawdziwe, jak to, ze kobieta z natury jest glupsza niz facet.
          • 18.03.11, 22:19
            i pamietam PRL, bo to moja mama gnala z pracy o 16:30 (nie o 13), zeby mnie odebrac ze zlobka czy przedszkola. Zagadzam sie ze kobieta ma miec wybor ale nie kosztem spoleczenstwa. Jak masz pieniadze i chec to siedz w domu nawet prze 30 lat. Ale jak nie ich nie masz, albo masz inne priorytety to nie pros panstwa o finansoiwenie 7-letnich urlopow macierzynskich.
            Obecnie niektore organizacje sa przeciwne zlobkom czy przedszkolom, matka ma siedziec z dzieckiem prze 5-7 lat w domu w imie natury. I to jest absurd. Kobieta ma prawo wyboru rozwoju swojej kariery nawet posiadajac rodzine, i w bardzo wielu przypadkach nie oznacza to wcale ze musi sie to odbyc kosztem dziecka.
            Zgadzam sie ze z ta patologia rodziny artykol przesadzil, ale pozostalych 70% spostzrezen nie jest glupich. I uczeszczanie do zlobka wcale nie musi byc patologia.
    • 16.03.11, 19:34
      Jestem mamą dziewiętnastolatka, który w trakcie swojego rozwoju "zaliczył" zarówno żłobek, jak i przedszkole. Do żłobka zapisałam go w wieku 2 lat, gdyż po prostu nie miałam wyjścia; jedna pensja przestała wystarczać. Mogłam go jeszcze oddać na cały tydzień do mojej teściowej, bo nie mogłabym go codziennie odbierać, ale nie uznałam tego za dobre wyjście. Żłobek wybrałam jak najbliżej domu, ale jednocześnie kierowałam się opinią koleżanki, która wcześniej posyłała tam swoje dziecko. Nigdy się nie zawiodłam i nie żałowałam tej decyzji. Panie były dość młode i zaangażowane w to za co odpowiadały. Ponieważ mój syn potrafił już w tym wieku mówić, codziennie mogłam się coraz więcej dowiedzieć o tym, co robił i nigdy nie musiałam go "odrywać" od piersi. Na moją prośbę został tam do wieku lat 4 i 3 mies., chociaż panie się obawiały, że może to szkoda, żeby nie zaliczył tego roku już w przedszkolu.
      Podświadomie czułam, że tam ma lepszą opiekę. Nigdy nie miał żadnej traumy z tym związanej i do dziś ma jakieś wspomnienia z tego okresu. Potem była edukacja przedszkolna.
      Zawsze był otwarty, bardzo kontaktowy, bardzo samodzielny, nie istniał problem wyjazdów grupowych od początku szkoły i miał wszechstronne zainteresowania.
      Nie uważam więc tego artykułu za bzdury, bo zrozumiałam go zupełnie inaczej. Ze swojej strony mogę tylko dodać, że rodzic sam potrafi ocenić, czy jego dziecko "nadaje" się do żłobka, czy będzie w stanie udźwignąć to emocjonalnie, a jeśli ktoś nie ma innego wyjścia, to należy zrobić możliwie wszystko, aby znaleźć odpowiednie miejsce i przygotować do tego dziecko (np. ja byłam z dzieckiem kilka razy w żłobku na chwilę a potem zostawiłam go na godzinę lub dwie zanim zaczął zostawać na kilka godzin i zawsze wielokrotnie zapewniałam go, że wrócę).
      Mam w rodzinie męża przykłady dzieci, które nie uczęszczały do żłobka oraz takie, które nie uczęszczały do przedszkola, a jedynie do tzw. ogniska na trzy godz. W porównaniu do mojego syna w tym wieku, są to dzieci mające pewne kłopoty w kontaktach z rówieśnikami, mało samodzielne i będące pod bardzo dużym wpływem rodziców, którzy boją się "wydłużyć smycz" nawet kilkunastoletnim dzieciom. Wiem, że to nie reguła i tak nie musi być. Ale wychowywanie wyłącznie w domu też nie musi być doskonałe, pomimo całego poświęcenia rodziców.
    • 16.03.11, 19:53
      Zgadzam się w 100%. Ja także byłam wychowywana przez moją Mamę w domu do 6 roku życia, dopóki nie poszłam do przedszkola. Sama mam 2 dzieci: 4 latkę, która chodziła do żłobka i teraz do przedszkola i 1,5 synka, którego postanowiłam wychowywać w domu. Pójdzie dopiero do przedszkola. Na to pozwala mi obecna sytuacja(tzn zarobki męża). To rodzina uczy dziecko, a nie placówki opiekuńcze! To z rodziny wynosimy normy zachowań i światopogląd. Mama nie musi się cały dzień z dzieckiem bawić by je uczyć! Ono uczy się obserwując dom rodzinny! Jak można wychowywać dziecko, mając pod opieką 20 dzieci, którym trzeba dać jeść, zmienić pieluszkę? Nie zna chyba autorka realiów polskich żłobków. Opiekunki są przepracowane i nie mają ni możliwości, ani czasu by dzieci "wychowywać". Na całą grupę przypadają 2 ciocie i 2 pomocnice. A gdy któraś zachoruje jest na urlopie? To 1(!!) kobieta siedzi z 20 dzieci od 7 do 18! Żłobek to nie cud, to jedyne wyjście, by w tym szalonym kraju człowiek mógł zapewnić dziecku jakąś opiekę a samemu móc iść do pracy za marne grosze! Współczuje autorce tego żenującego artykułu! Musi wynikać z przykrych doświadczeń wyniesionych z domu rodzinnego.
      • 16.03.11, 21:37
        getsession napisała:

        > Na to pozwala mi obecna sytuacja rodzinna
        caly twoj post mozna skrocic do tego - to jest sedno sprawy. jest masa ludzi ktorzy nie maja rownie komfortowej sytuacji rodzinnej, nie maja babc i cioc do opieki nad dzieckiem, zlobek jest dla nich jedynym wyjsciem. NAPRAWDE tak trudno to pojac?? ludzie ile wy lat macie ze tak prostych rzeczy nie rozumiecie...
      • 16.03.11, 22:28
        getsession napisała:

        > Zgadzam się w 100%. Ja także byłam wychowywana przez moją Mamę w domu do 6 roku
        > życia, dopóki nie poszłam do przedszkola. Sama mam 2 dzieci: 4 latkę, która ch
        > odziła do żłobka i teraz do przedszkola i 1,5 synka, którego postanowiłam wycho
        > wywać w domu. Pójdzie dopiero do przedszkola. Na to pozwala mi obecna sytuacja(
        > tzn zarobki męża). To rodzina uczy dziecko, a nie placówki opiekuńcze! To z rod
        > ziny wynosimy normy zachowań i światopogląd. Mama nie musi się cały dzień z dzi
        > eckiem bawić by je uczyć! Ono uczy się obserwując dom rodzinny! Jak można wycho
        > wywać dziecko, mając pod opieką 20 dzieci, którym trzeba dać jeść, zmienić piel
        > uszkę? Nie zna chyba autorka realiów polskich żłobków. Opiekunki są przepracowa
        > ne i nie mają ni możliwości, ani czasu by dzieci "wychowywać". Na całą grupę pr
        > zypadają 2 ciocie i 2 pomocnice. A gdy któraś zachoruje jest na urlopie? To 1(!
        > !) kobieta siedzi z 20 dzieci od 7 do 18! Żłobek to nie cud, to jedyne wyjście,
        > by w tym szalonym kraju człowiek mógł zapewnić dziecku jakąś opiekę a samemu m
        > óc iść do pracy za marne grosze! Współczuje autorce tego żenującego artykułu! M
        > usi wynikać z przykrych doświadczeń wyniesionych z domu rodzinnego.
        Też odnoszę wrażenie, że pani Ś. jest dzieckiem z probówki, dla którego rodzina i związek są zbytecznym obciążeniem. I co jest paradoksem : jej wypowiedź można postawić w jednym szeregu z opinią kościoła, BO OBIE NIE MAJĄ NIC WSPÓLNEGO Z RZECZYWISTOŚCIĄ
        • 17.03.11, 01:19
          krystin9 napisała:
          > getsession napisała:>
          > > Zgadzam się w 100%. Ja także byłam wychowywana przez moją Mamę w domu do 6 roku
          > > życia, dopóki nie poszłam do przedszkola. Sama mam 2 dzieci: 4 latkę, która chodziła do żłobka i teraz do przedszkola i 1,5 synka, którego postanowiłam wychoóc iść do pracy za marne grosze! Współczuje autorce tego żenującego artyk
          > ułu! M> usi wynikać z przykrych doświadczeń wyniesionych z domu rodzinnego.
          > Też odnoszę wrażenie, że pani Ś. jest dzieckiem z probówki, dla którego rodzina
          > i związek są zbytecznym obciążeniem. I co jest paradoksem : jej wypowiedź możn
          > a postawić w jednym szeregu z opinią kościoła, BO OBIE NIE MAJĄ NIC WSPÓLNEGO Z
          > RZECZYWISTOŚCIĄ
          A ty ze zrozumieniem czytanego tekstu
          --
          "Mój pogląd odnośnie religii jest taki jak Lukrecjusza. Uważam ją za chorobę zrodzoną ze strachu i za źródło niewypowiedzianego
          nieszczęścia rodzaju ludzkiego" - Bertrand Russell.
      • 17.03.11, 00:48
        Ty też NIE zrozumiałaś artykułu. Co za poziom wykształcenia u forumowiczów, a może intencjonalne odwracanie kota (niekoniecznie Alika) ogonem, żeby miec pretekst atakowania autorki (zamiast Jej argumentów?
        --
        "Mój pogląd odnośnie religii jest taki jak Lukrecjusza. Uważam ją za chorobę zrodzoną ze strachu i za źródło niewypowiedzianego
        nieszczęścia rodzaju ludzkiego" - Bertrand Russell.
      • 17.03.11, 09:24
        Ludzie, którzy piszą o żłobkach, tak źle jak co poniektórzy na tym forum mają bardzo spaczony pogląd na świat i na to co się dzieje z dziećmi w takich placówkach. Skoro nie oddają tam swoich dzieci nie maja najmniejszego prawa krytykować, tych którzy to robią. Czy rodzice oddający dzieci do żłobków kryrykują mamy, które siedzą z dziećmi do 6 roku życia chowając je pod kloszem? Czy rodzicie oddający dzieci do żłobka krytykują mamy, które siedzą w domu bo im jest tak wygodniej, bo im jest tak łatwiej???????
        W życiu różnie się układa, więc zanim coś powiecie na ten temat dobrze przeanalizujcie swojego argumenty.
        Moje dziecko uczęszcza do żłobka już drugi rok, jest szczęśliwe, ma urozmaiconą dietę, kontakt z innymi dziećmi, ma rytmikę, zabawy choinkowe, zajęcia plastyczne, zajęcia taneczne.
        Żłobki dziś nie są tym samym co 20 lat temu.
        Bardzo proszę nie kryrytykować jeśli nie wie o czym się mówi!!!!
    • 16.03.11, 19:57
      tu nie ma nic do rzeczy żadna świętość rodziny. Po prostu - dziecko potrzebuje miłości, stałości i poczucia bezpieczeństwa. Im mniejsze, tym więcej i tym bardziej. Rodziców (zakładam że normalnych, nie patologicznych) nic mu nie zastąpi. Ale żłobki są potrzebne, bo życie stawia nas nieraz przed trudnymi wyborami. Oddanie dziecka do żłobka nie oznacza przecież braku miłości. Czasem to po prostu konieczność godzenia uczucia z rozsądkiem.
      • 16.03.11, 20:18
        Żłobek to ostateczniśc. Niestety niektórzy nie mają wyboru.
        Natomiast propagatorom powierzenia dzieci w tak wczesnym wieku placówkom oświatowym proponuję zainteresowanie się psychologią rozwojową, teorią więzi, wpłtwem emocjonalnego rozwoju człowieka na procesy poznawcze itp.
      • 17.03.11, 00:49
        DUUUŻY + i o to właśnie chodzi w artykule.
        --
        "Mój pogląd odnośnie religii jest taki jak Lukrecjusza. Uważam ją za chorobę zrodzoną ze strachu i za źródło niewypowiedzianego
        nieszczęścia rodzaju ludzkiego" - Bertrand Russell.
    • 16.03.11, 20:57
      moje dziecko było trzy dni w żłobku i wierzcie mi, trudno o większe okaleczenie psychiczne od przebywania w tym przybytku.

      A panią Środę zapraszamy do Korei Północnej - tam wszystkie jej teorie są wdrażane w praktyce. No już, co pani tu jeszcze robi???
      • 16.03.11, 20:58
        wykropkowało mi - no nie wierzę, że kogoś może razić wyraz „gó...”. Zajmijcie się lepiej poprawianiem błędów w publikowanych artykułach, moi drodzy korektorzy-redaktorzy.
      • 16.03.11, 22:15
        czyli - dziecko bylo 3 dni w zlobku i juz wniosek dotyczacy okaleczenia psychicznego....

        Ja uczeszczalam do zlobka od wieku 1.5 roku (w Polsce) i nie czuje sie okaleczona psychicznie, moje zwiaski z rodzina i rodzicami sa swietne - Jestem profesorem na Uniewersytecie w USA co swiadczy ze nie zostalam uposledzona intelektualnie. Moje zycie erotyczne i seksualne jest w porzadku.
        Stworzylam stabilna i kochajaca sie rodzine (od 18 lat z tym samym mezem, kochamy sie, nie mamy konfliktow). Moje wszystkie dzieci sa w zlobku od wieku 4 miesiece, bo takie tu sa realia. Ale po pracy i w weekendy mamy dwa razy tyle energii zajac sie nimi, czytac i utrzymywac kontakt emocjonalny i fizyczny. Nie wygladaja rowniez na uposledzone pod zadnym wzgledem.
        A kobieta ma prawo i do rodziny i pracy zawodowej, dzieci to doceniaja - ja zawsze szanowalam moja matke za to, ze pracowala i byla samodzielna podobnie jak ojciec, dzieki temu zwizek ich byl partnerski i kochaja sie do teraz.
      • 17.03.11, 00:54
        Twoje motto odbiera wszelką wiarygodność twojej wypowiedzi. Klamstwo w wypowiedzi ujawnione przez motto. Atakujesz osobistym (czy prawdziwym? czy z kartki o.R) przykładem a motto wyjawia twoje prawdziwe poglady i intencje - ataku na autorką. Myslę, ze jesteś przygłupia zakonnica, albo coś w tym stylu. Ale inteligencji co kot (Alik) napłakał.
        krociech napisał:

        > moje dziecko było trzy dni w żłobku i wierzcie mi, trudno o większe okaleczenie
        > psychiczne od przebywania w tym przybytku.
        >
        > A panią Środę zapraszamy do Korei Północnej - tam wszystkie jej teorie są wdraż
        > ane w praktyce. No już, co pani tu jeszcze robi???


        --
        "Mój pogląd odnośnie religii jest taki jak Lukrecjusza. Uważam ją za chorobę zrodzoną ze strachu i za źródło niewypowiedzianego
        nieszczęścia rodzaju ludzkiego" - Bertrand Russell.
        • 17.03.11, 09:09
          jest tak, że masz wybór między "wyniki długotrwałych badań wykazują, że żłobki nie są szkodliwe" a widokiem, który pamiętasz z wizyty w żłobku: Twoje dziecko skulone w kącie i stłamszone jak nigdy wcześniej, przeludnienie (tak byśmy to nazwali, gdyby dzieci były dorosłe), inne dzieci z objawami choroby sierocej, wrzask dzieci, którymi nikt się nie zajmuje, bo jedna osoba nie jest w stanie "obsłużyć" siedmiorga dwulatków. I wtedy mówisz sobie: pie... (wykropkowało, nie?) wyniki długotrwałych badań naukowych i autorytet pani doktor Środy.
    • 16.03.11, 21:26
      Gołym okiem widać, że młode pokolenie, wychowane bez żłobków, wymaga opieki pedagogów, psychologów, psychiatrów, rodziny są mikre, a młodzi ludzie bardzo samotni. Statystyka mówi sama za siebie.

      W dawniejszych czasach nie działo się tak, że dziecko do lat trzech wychowywało się w towarzystwie matki. Przyrost naturalny był sprężysty, więc dzieci przebywały z dziećmi - w sporej gromadce, z rodzeństwem i dziećmi sąsiadów. W miastach i na wsiach "grasowały" całe chmary dzieci, a dorośli mieli bardzo dużo obowiązków - prało się ręcznie, kucharzyło bez konserwantów, szyło z pomocą igły lub archaicznych maszyn, sprzątało bez odkurzaczy i pralni dywanów... Nie istniała taka możliwość, aby dziecku poświecić tyle czasu co dziś! Zresztą - nie ma takiej potrzeby.

      I wyrabiał się w gromadzie instynkt społeczny. Zdarzali się samotnicy, ale nie w takich proporcjach jak dziś.

      Nie ma dziś biegającej po drogach i ulicach dzieciarni. Siedzą w domach samotne maluchy, prowadzane na dziwaczne rytmiki, zajęcia muzyczne, plastyczne, co tam ambicje rodzicielskie podpowiedzą... Rozwijają się pod opieką psychologów, terapeutów, a rodzice radzą się specjalistów od siedmiu boleści nawet wtedy, gdy taka porada jest zupełnie zbędna. Wyrastają z pieluszek mali starcy-dekadenci.

      Żłobek jest ratunkiem dla współczesnego dziecka. Powinien być obowiązkowy.
    • 16.03.11, 21:31
      dziękuję Pani Joanno ( yoasia01) za mądry komentarz
    • 16.03.11, 21:46
      Musze sie chyba z ta ustawa o zlobkach zapoznac. Ale nawet przed jej lektura zgadzam sie z prof. Sroda i jej zwolennikami w tej dyskusji. Mieszkam w Norwegii i mam dziecko 4-miesieczne, dla ktorego zlozylismy juz podanie o zlobek (mogloby zaczac na wiosne 2012, czyli w wieku 13-14 miesiecy). W Norwegii nie ma zlobkow i przedszkoli - placowka przedszkolna ma po prostu grupe dzieci w roznym wieku, z przewaga tych bardziej samodzielnych np. na 12 tylko 2 jest ponizej 2 roku zycia. I duzo personelu. I wyobrazcie sobie, przez wiekszosc roku wiekszosc czasu dzieci spedzaja na dworze (w polskich rodzicach budzi to groze i zgorszenie). I raczej malo choruja te norweskie dzieci. Na dworze w przedszkolu, na dworze w szkole (30 minutowa przerwa w podstawowce = zamkniete drzwi i przymus przebywania na dziedzincu, niezaleznie od pogody). Co za kraj okrutny, prawda? Jeszcze ci cholerni norwescy rodzice ciagaja te biedactwa na swieze powietrze, do lasu, na piknik, nawet zima... Matka norweska oczywiscie moze pracowac jak sie jej podoba - 50, 70, 30% etatu, a dziecko w tymze przedszkolu jest 3-4 godziny albo caly dzien (do 17-stej). Przedszkole jest platne, ale przysluguje ulga podatkowa. Urlop macierzynski/tacierzynski 12 miesiecy, platny 90% ostatniego wynagrodzenia. Dzietnosc chyba jedna z wyzszych w Europie, i rozmnazaja sie nie tylko biedni pakistanscy emigranci, ale rdzenii Norwegowie. W Norwegii polityke prorodzinna sie realizuje a nie postuluje. I co wazne, sami zainteresowani, tj. rodzice, traktuja dzieci jako dobro spoleczne. Posiadanie 3 czy 4 dzieci w Norwegii jest wyrazem statusu spolecznego, a nie patologii!
      • 16.03.11, 22:32
        Wszystko super, tylko, jak widać, realia pobytu dzieci w placówce opiekuńczej są nieco inne niż w Polsce. I realia pracy młodych mam również.
        Spróbuj tu znaleźć pracę na pół etatu. A o przedszkolu na godziny nawet nie ma co marzyć, pierwszeństwo będą mieć rodzice na pełnym etacie, oboje - z braku miejsc.
        --
        Kto chce, szuka sposobu. Kto nie chce, szuka powodu.
        • 17.03.11, 01:34
          No własnie o to chodzi, by zwiększyć ilość miejsc.

          dragontatoo napisała:

          > Wszystko super, tylko, jak widać, realia pobytu dzieci w placówce opiekuńczej s
          > ą nieco inne niż w Polsce. I realia pracy młodych mam również.
          > Spróbuj tu znaleźć pracę na pół etatu. A o przedszkolu na godziny nawet nie ma
          > co marzyć, pierwszeństwo będą mieć rodzice na pełnym etacie, oboje - z braku mi
          > ejsc.


          --
          "Mój pogląd odnośnie religii jest taki jak Lukrecjusza. Uważam ją za chorobę zrodzoną ze strachu i za źródło niewypowiedzianego
          nieszczęścia rodzaju ludzkiego" - Bertrand Russell.
          • 17.03.11, 10:29
            Ale to nic nie zmieni, jeśli maleńkie dzieci nadal będą w żłobkach po 9 godzin - bo rzadko który pracodawca pozwala wrócić na pół etatu lub powierzy część obowiązków do domu. Proste wyliczenie - matka po powrocie z macierzyńskiego spędzi z kilkumiesięcznym dzieckiem może ze 3 godziny dziennie, pracując na pełny etat. Jeśli ktoś mi mówi o kraju, gdzie swobodnie się wraca na 30, 50, 70% etatu... Tylko pozazdrościć kultury pracy w tamtych rejonach Europy.
            No, ale najłatwiej przyczepić się do jednego słowa wyrwanego z kontekstu całego toku rozumowania...
            --
            Kto chce, szuka sposobu. Kto nie chce, szuka powodu.
      • 16.03.11, 22:34
        jaremaben napisała:

        ............................................
        w NORWEGII jest tak mało ludzi, że każda istota ludzka jest ogromną wartością dla społeczeństwa
      • 16.03.11, 23:05
        Rodzice norwescy mogą pracowac jak sie im podoba. Oddac dziecko do żłobka na tyle ile chcą. Mogą zostac na urlopie rodzicielskim i mają utrzymanie dla rodziny. To jest wybór.

        • 17.03.11, 01:46
          Ustawa "żłobkowa" jest właśnie pierwszym krokiem w tym kierunku. Nie biadolmy i nie porównujmy się do Norwegii, tylko do roboty. Uchwalać mądre ustawy i dopracowywać je, z biegiem czasu, do zmieniających sie warunków. Fakt. My nie jesteśmy Norwegami a Norwedzy nami - na ich szczęście. Ale warto korzystać z doświadczeń innych - jeno tych mądrych a nie papugować hamerykie bezmyślnie. Zamiast wysyłać naszą młodzież do Afganistanu i budować boiska dla kiboli -na które nas nie stać(panowie), to Budujmy żłobki i przedszkola, by polepszyc start dzieciakom ze wsi i małych miasteczek. Tam rośnie tysiące zmarnowanych talentów. Panowie ! (bo jest was wiekszość w naszym Sejmie) do roboty a nie do chronienia swoich stołków przez wojny międzypartyjne. Za co wam q..urwa płacimy ciężkie pieniadze?

          w_anna napisała:

          > Rodzice norwescy mogą pracowac jak sie im podoba. Oddac dziecko do żłobka na ty
          > le ile chcą. Mogą zostac na urlopie rodzicielskim i mają utrzymanie dla rodziny
          > . To jest wybór.
          >


          --
          "Mój pogląd odnośnie religii jest taki jak Lukrecjusza. Uważam ją za chorobę zrodzoną ze strachu i za źródło niewypowiedzianego
          nieszczęścia rodzaju ludzkiego" - Bertrand Russell.
      • 17.03.11, 01:30
        Dzięki za wypowiedź
        jaremaben napisała:

        > Musze sie chyba z ta ustawa o zlobkach zapoznac. Ale nawet przed jej lektura zg
        > adzam sie z prof. Sroda i jej zwolennikami w tej dyskusji. Mieszkam w Norwegii
        > i mam dziecko 4-miesieczne, dla ktorego zlozylismy juz podanie o zlobek (moglob
        > y zaczac na wiosne 2012, czyli w wieku 13-14 miesiecy). W Norwegii nie ma zlobk
        > ow i przedszkoli - placowka przedszkolna ma po prostu grupe dzieci w roznym wie
        > ku, z przewaga tych bardziej samodzielnych np. na 12 tylko 2 jest ponizej 2 rok
        > u zycia. I duzo personelu. I wyobrazcie sobie, przez wiekszosc roku wiekszosc c
        > zasu dzieci spedzaja na dworze (w polskich rodzicach budzi to groze i zgorszeni
        > e). I raczej malo choruja te norweskie dzieci. Na dworze w przedszkolu, na dwor
        > ze w szkole (30 minutowa przerwa w podstawowce = zamkniete drzwi i przymus prze
        > bywania na dziedzincu, niezaleznie od pogody). Co za kraj okrutny, prawda? Jesz
        > cze ci cholerni norwescy rodzice ciagaja te biedactwa na swieze powietrze, do l
        > asu, na piknik, nawet zima... Matka norweska oczywiscie moze pracowac jak sie j
        > ej podoba - 50, 70, 30% etatu, a dziecko w tymze przedszkolu jest 3-4 godziny a
        > lbo caly dzien (do 17-stej). Przedszkole jest platne, ale przysluguje ulga poda
        > tkowa. Urlop macierzynski/tacierzynski 12 miesiecy, platny 90% ostatniego wynag
        > rodzenia. Dzietnosc chyba jedna z wyzszych w Europie, i rozmnazaja sie nie tylk
        > o biedni pakistanscy emigranci, ale rdzenii Norwegowie. W Norwegii polityke pro
        > rodzinna sie realizuje a nie postuluje. I co wazne, sami zainteresowani, tj. ro
        > dzice, traktuja dzieci jako dobro spoleczne. Posiadanie 3 czy 4 dzieci w Norweg
        > ii jest wyrazem statusu spolecznego, a nie patologii!


        --
        "Mój pogląd odnośnie religii jest taki jak Lukrecjusza. Uważam ją za chorobę zrodzoną ze strachu i za źródło niewypowiedzianego
        nieszczęścia rodzaju ludzkiego" - Bertrand Russell.
    • 16.03.11, 22:11
      moja matka przez wiele lat pracowała w żłobku i opowiadała jak bardzo dbano o dzieci które były ewidentnie zaniedbane w domu, jak je starannie myto ze smrodu papierosowego i jak przytulano...
      w głębokim peerelu ludzie mieli serca?
      • 16.03.11, 22:29
        ... pani profesor i jestem po prostu załamana poziomem jej stwierdzeń.
        Sięgnęła niżej poziomu podłogi.

        Weźmy np. to, nad czym już zresztą forumowicze się pastwili:
        "Jeśli przyjrzeć się wychowaniu rodzinnemu, to zobaczymy, że ma ono charakter egoistyczny, klanowy i hedonistyczny, a większość treści duchowych zredukowana jest do uczestnictwa w obrządkach religijnych. Wychowanie domowe - śmiem twierdzić - nie ma charakteru prospołecznego, proeuropejskiego czy obywatelskiego."

        Czy ta kobieta wie, co pisze? W ten sposób faktycznie dzieci w bidulu powinny być najlepiej wychowane i przystosowane społecznie, jak też i we wszelkiej maści reżimach totalitarnych.

        Co do wychowania prospołecznego - zauważmy, że głos mają teraz pokolenia 20+, 30+ itd, większość z tych ludzi dziwnym trafem przeszła właśnie wychowanie głównie żłobkowe... Bo za komuny celem państwa było wypychanie ich rodziców do pracy. Moja np. matka to jeden z pierwszych roczników kobiet, które miały prawo do wychowawczego - i niewiele z nich z tego korzystało. A czy choćby w tej dyskusji można zauważyć chociaż cień solidarności społecznej i postawę obywatelską? A nie, jakaś mądralina powyżej pisze np. o likwidacji żłobków, bo jak se narobiliśta bachorów, to się martwcie teraz.

        Solidarność jako ruch społeczny była dziełem ludzi wychowywanych przez rodziców urodzonych w latach powojennych, pięćdziesiątych... Kiedy przymus ekonomiczny nie w każdej rodzinie jeszcze był tak silny, by matki zostawiały w instytucjach na całe dnie 4-miesięczne dzieci... i kiedy babcie jeszcze chciały zajmować się wnukami...

        Jakieś to dziwne, co, pani Środo? Większość z tych głosów tutaj to głos żłobkowo-przedszkolnego pokolenia od rocznika 1970 dużo w górę. I ja się pytam, gdzie ta prospołeczność? Każdy by drugiemu wydarł z gardła, pomoc, zaufanie, to wartości dziś zbędne.

        A jakoś dziwnym trafem to ja np. nauczyłam córkę opiekuńczości wobec małych dzieci, bronienia zwierząt przed męczeniem ich przez innych - i ta 5-latka ma odwagę komuś powiedzieć np., że źle postępuje. Ja, nie tylko przedszkole... Tutaj mam wrażenie, że kształtowanie postaw społecznych zaczyna być wypierane przez "osiągi" w wycinaniu, klejeniu, posługiwaniu się kredką, zapamiętywaniu wierszyków itp.

        --
        Kto chce, szuka sposobu. Kto nie chce, szuka powodu.
        • 17.03.11, 09:32
          dragontatoo napisała:

          > ... pani profesor i jestem po prostu załamana poziomem jej stwierdzeń.
          > Sięgnęła niżej poziomu podłogi.


          To, że wywody nie wytrzymują czterech działań arytmetycznych, w niczym nie przeszkadza, jeśli czytelnik nie ma motywacji, żeby te działania przeprowadzić.
          Ten artykuł nie ma przekonać o czymkolwiek Ciebie, mnie ani kogokolwiek. Ma utwierdzić przekonanych, a wielu innym pomóc dorobić teorię do praktyki.
          To się nazywa propaganda wzmocnienia.
          I to, jak widać i w tym wątku, działa.

          --
          Bezpieczna prędkość jest wtedy, kiedy samochód stoi (najlepiej w garażu).
          • 17.03.11, 10:23
            Ale ta propaganda jest tandetnie prymitywna... I obraża normalnych ludzi, którzy dostarczają swoim dzieciom wzorce i dbają o ich rozwój emocjonalny - także, owszem, przy wsparciu tych instytucji... Dla mnie cała ta pani Środa to bezmyślna propagandzistka, która jednym tym akapitem stanęła w jednym szeregu z propagandą najgorszych reżimów totalitarnych...

            Przykład Korei Półn., Chin z okresu Mao, czy praktyk Lebensbornu w nazistowskich Niemczech doskonale pokazuje, co się dzieje, kiedy rodzice zostają sprowadzeni jedynie do roli inseminatora i inkubatora, a ich rolę w kształtowaniu światopoglądu dziecka sprowadza się do zera.

            Jeśli nawet żłobki są koniecznością, nie tak powinna wyglądać ta kampania - te sformułowania po prostu trącą kretynizmem. I w tym momencie pani Środa po prostu kopie dół pod inicjatywą, która na pewno umożliwiłaby poprawę warunków finansowych wielu rodzin - przez pracę obojga rodziców.

            Zamiast dyskusji nad warunkami powierzania dzieci do nowych mini żłobków, zaletami (lub nie) wczesnej socjalizacji, proponowanym minimum standardu bezpieczeństwa i dbałości o rozwój w takich "klubikach" - jest jakaś wściekła propaganda... sama już nie wiem, jak to nazwać.

            Chciałabym, żeby ktoś zdemitologizował opiekę żłobkową i dostarczył mi argumentów "za" - nie muszę ich przyjąć, ale chciałabym choć kilka FAKTÓW do przemyśleń!

            I jeszcze jedno, nawet milion żłobków nie pomoże, jak pracodawcy będą traktować młode matki jak wyrobnice. Dziecko w żłobku to też zwolnienia lek., absencje w pracy. Dziecko u niani to niejednokrotnie równowartość pensji. Bez innych rozwiązań systemowych, umożliwiających godzenie pracy z opieką nad małymi dziećmi, to tylko kropla w morzu.
            --
            Kto chce, szuka sposobu. Kto nie chce, szuka powodu.
            • 17.03.11, 11:01
              Jak się zrówna sytuację kobiet z mężczyznami, to problem gorszego traktowania matek, w miejscu pracy zniknie. Ojciec musi tyle samo czasu być "na zwolnieniach" na dziecko, czy urlopie opiekuńczym, co matka. Musi być tak samo opłacany, co kobiety. Np. jeśli, dzisiaj, górnik po 3-letniej zawodówce zarabia więcej niż pielęgniarka z magisterium to napewno ona będzie musiała zrezygnować z pracy i zostać z dzieckiem i ponosić koszty ruiny kariery, nie on. Dzieci mają oboje rodziców i to jest rodzina. A, jak widać z powyższej dyskusji, my ciągle mówimy o kobietach. Że mamy im ulżyć. Że nie powinny czuć sie winne, że aspirują do człowieczeństwa kosztem dzieci. A niby czemu nie czują się winni ojcowie? Dlaczego oni nie maja mniejszej emerytury z powodu posiadania dzieci? To nie ich dzieci?

              --
              "Mój pogląd odnośnie religii jest taki jak Lukrecjusza. Uważam ją za chorobę zrodzoną ze strachu i za źródło niewypowiedzianego
              nieszczęścia rodzaju ludzkiego" - Bertrand Russell.
              • 17.03.11, 12:25
                Ok, zgodzę się - fajne postulaty. tylko... co ma zrobić matka samotna, naprawdę samodzielnie wychowująca dziecko, nie mająca pomocnego nowego przyjaciela ani dziadków w odwodzie. Taką matką jestem właśnie ja na przykład i nie mam zbyt wielkiego pola manewru jeśli chodzi o realizację nie wiadomo jakich planów zawodowych (z różnych przyczyn, m.in. dziecko z wadą serca, po rehabilitacji). Takich osób jest miliony, a problem samotnego rodzicielstwa i kiepskiej sytuacji w pracy też zaczyna dotykać ojców.

                W tym momencie przymusowy podział urlopów krzywdzi moje dziecko, bo jego ojciec zmuszony do wypełnienia takiego zobowiązania wolałby chyba się wyeksmitować do innego miasta, niż paluchem ruszyć. Wiem z doświadczenia.

                Co do opłacania, zawód zawodowi nierówny. Niektórzy są poszukiwanymi fachowcami, inni mają silne lobby, jak wspomniani przez Ciebie górnicy i cała masa innych beneficjentów, których nikt nie ruszy. Nikt mnie nie zatrudni jako górnika, choć na pewno więcej bym zarobiła niż jako tłumacz;). Nie liczę na specjalne podniesienie płac np. pielęgniarek czy innych zatrudnionych w budżetówce. Nie liczę na to, że pielęgniarka zarobi tyle samo, co np. szef działu sprzedaży w dużej korporacji.

                Równi nigdy finansowo nie będziemy, także w obrębie jednej płci. A pewne dobrze płatne zawody są dla pań zamknięte, np. praca na platformie wiertniczej na Morzu Północnym;).
                --
                Kto chce, szuka sposobu. Kto nie chce, szuka powodu.
              • 17.03.11, 14:25
                szpak01 napisał:

                > Ojciec musi tyle samo czasu być "na zwoln
                > ieniach" na dziecko, czy urlopie opiekuńczym, co matka.

                Widzisz, ale to jest sprawa rodziny. Już nie mówię o modelowym przykładzie małżeństwa górnika z pielęgniarką. W tym domu bierze ojciec, w tym matka, a w tym jak czasem. Co proponujesz? "Nie, nie dostanie pani zwolnienia, teraz dzieckiem ma się opiekować ojciec"?

                > Musi być tak samo opłacany, co kobiety. Np. jeśli, dzisiaj,
                > górnik po 3-letniej zawodówce zarabia więcej niż pielęgniarka
                > z magisterium

                Skoro tak piszesz, to pewnie wiesz... ale on nie dlatego zarabia więcej, że jest mężczyzną, a ona nie dlatego zarabia mniej, że jest kobietą, tylko ci pracodawcy za taką robotę płacą tyle. Względnie dlatego, że na tyle się umówili.

                > to napewno ona będzie musiała zrezygnować z pracy i zostać z dzieckiem
                > i ponosić koszty ruiny kariery, nie on. [b]

                Zawsze prawdopodobne jest, że to strona mniej zarabiająca zrezygnuje z pracy, co wywrze określony wpływ na jej przyszłość.
                Takiego komfortu, że oboje zarabiają podobnie, albo że jedno może telepracować czy w inny sposób pracować w domu, zażywa niewiele par. W moim przypadku to się odbywa kosztem nieprzewidywalności dochodów, czasem zarabiam 2 pensje żony, a czasem pół.

                A co do emerytur, sprawa jest prosta: składki emerytalne powinny wchodzić do majątku wspólnego. Nienowa rzecz, ale jakoś u nas nie wprowadzona ani nawet nikt się tego nie domaga.

                --
                Bezpieczna prędkość jest wtedy, kiedy samochód stoi (najlepiej w garażu).
            • 17.03.11, 13:16
              dragontatoo napisała:

              > Ale ta propaganda jest tandetnie prymitywna...

              No to co? Reklamy proszków do prania też bywają tandetnie prymitywne, a działają.

              --
              Klaps ma się tak do maltretowania dziecka jak kufel piwa do delirium.
            • 17.03.11, 15:08
              dragontatoo napisała:

              > Przykład Korei Półn., Chin z okresu Mao, czy praktyk Lebensbornu
              > w nazistowskich Niemczech doskonale pokazuje, co się dzieje,
              > kiedy rodzice zostają sprowadzeni jedynie do roli inseminatora i inkubatora,
              > a ich rolę w kształtowaniu światopoglądu dziecka sprowadza się do zera.

              Lebensborn i w ogóle III Rzesza jest w tym zestawieniu o tyle nie na miejscu, że Lebensborn był obok tradycyjnej rodziny, bardzo w Reichu popieranej, a nie zamiast. Generalnie niemiecka kobieta miała siedzieć w domu i wychowywać dzieci.

              --
              Taki zwyczaj się ustalił,
              Koleżanko i kolego:
              Lepsi są ci, co oddali,
              Niż ci, co nie mieli czego. (W.Młynarski)
              • 17.03.11, 17:49
                O sorki, praktyka była też taka, że dzieci oddzielano właśnie od rodzin i wychowywano na idealnych Hitlerjunge und madchen ... A celem podstawowym była jedynie prokreacja, natomiast na wychowywanie dziecka biologiczna matka najczęściej wpływu już nie miała:

                "Oficjalnie podawane społeczno-dobroczynne cele (określone w paragrafie 2 statutu stowarzyszenia Lebensborn[2]) miały być osiągane poprzez:
                Przyjęcia opiekuństwa odpowiednio do przepisów ustawy Rzeszy o opiece społecznej (niem. Reichsjugendwohlfahrtgesetz, RJWG) - według własnego uznania, co oznaczało umieszczenie w rodzinach SS które chciały zaadoptować dziecko."
                --
                Kto chce, szuka sposobu. Kto nie chce, szuka powodu.
                • 17.03.11, 17:59
                  dragontatoo napisała:

                  > O sorki, praktyka była też taka, że dzieci oddzielano właśnie od rodzin i wycho
                  > wywano na idealnych Hitlerjunge und madchen ...

                  Hitlerjugend była organizacją dla dzieci i młodzieży w wieku szkolnym.

                  > "Oficjalnie podawane społeczno-dobroczynne cele (określone w paragrafie 2 statu
                  > tu stowarzyszenia Lebensborn[2]) miały być osiągane poprzez:

                  Lebensborn, zgoda. Tyle, że Lebensborn to jest w przypadku Niemek zupełnie inna historia, dziewczyna miała tam iść, dawać się zapłodnić przez nordyka rozpłodowego i tak dalej. Natomiast nie miało państwo nazistowskie ambicji wyręczenia rodziców w wychowaniu dzieci, że tak powiem, rodzinnych.
                  Nie musiało. Wbrew temu, w co Niemcy obecnie starają się wierzyć i innym wciskają, miało autentyczne poparcie większości społeczeństwa.

                  --
                  - Tu, tu, ptaszek! On zmarznie! Ćwir, ćwir, ćwir! Tiu, tiu, tiu, zabierz to, zabierz to, mokre! Ptaszek, ptaszek! Już już, nóżki, paluszki…! Sweterek! Podnieś to, podnieś, ptaszek, ptaszek, fiu, fiu, cicho, cicho, już, on jest głodny, gdzie butelka, ptaszek…!!!
                • 17.03.11, 18:04
                  dragontatoo napisała:

                  > O sorki, praktyka była też taka, że dzieci oddzielano właśnie
                  > od rodzin i wychowywano na idealnych Hitlerjunge und madchen

                  W zasadzie tak... ale nie od rodzin niemieckich.
                  Podobnie zresztą pogrywali Szwedzi z Lapończykami, Australijczycy z Aborygenami, Kanadyjczycy (a też chyba Amerykanie) z Indianami.

                  --
                  Walka z paleniem - Hitler był pierwszy
                  • 18.03.11, 11:19
                    No, to pani Środa jeszcze dalej idzie w tych praktykach, bo normalna rodzina też jej nie pasi jako środowisko wczesnego wychowania;)
                    --
                    Kto chce, szuka sposobu. Kto nie chce, szuka powodu.
    • 16.03.11, 22:35
      A ja sie zgadzam z artykulem i ciesze sie ze takowy powstal.

      Ja uczeszczalam do zlobka od wieku 1.5 roku (w Polsce) i nie czuje sie okaleczona psychicznie, moje zwiaski z rodzina i rodzicami sa swietne - Jestem profesorem na Uniewersytecie w USA co swiadczy ze nie zostalam uposledzona intelektualnie. Moje zycie erotyczne i seksualne jest w porzadku.
      Stworzylam stabilna i kochajaca sie rodzine (od 18 lat z tym samym mezem, kochamy sie, nie mamy konfliktow). Moje wszystkie dzieci sa w zlobku od wieku 4 miesiece, bo takie tu sa realia. Ale po pracy i w weekendy mamy dwa razy tyle energii zajac sie nimi, czytac i utrzymywac kontakt emocjonalny i fizyczny. Nie wygladaja rowniez na uposledzone pod zadnym wzgledem.
      A kobieta ma prawo i do rodziny i pracy zawodowej, dzieci to doceniaja - ja zawsze szanowalam moja matke za to, ze pracowala i byla samodzielna podobnie jak ojciec, dzieki temu zwizek ich byl partnerski i kochaja sie do teraz.
      • 16.03.11, 23:11
        Ale zauważ, że autorka wcale nie przedstawia nam tak naprawdę zalet żłobka, czyli np. możliwości powrotu mamy do pracy, równych szans ekonomicznych obu płci itp. Nie pisze, jak opieka będzie wyglądać w świetle nowej ustawy.

        Zamiast tego, dużą część artykułu zajmują wywody na temat, jak to ludzka, monogamiczna rodzina jest nienaturalna, bo zwierzęta rzadko łączą się w pary. Albo, że rodzice nie umieją wychowywać swoich dzieci i ograniczają się do dbania o czystość rąk i zębów albo podania posiłku.

        To jakieś chore i nienaukowe gonienie ze skrajności w skrajność. Jeden stereotyp - rodziny Duchem bożym silnej;) - zastąpiony stereotypem mam opiekujących się dziećmi jako bezmózgich kucht, które nie potrafią nauczyć dzieci zasad społecznych itp.

        I dlatego tak tu zawrzało, bo autorka wylała wiadro pomyj na normalne rodziny, które nie tylko dają dzieciom jeść, ale też dbają o ich postawy i wychowanie. Głoszenie poglądu, że tylko instytucja tego nauczy, świadczy o dużej niekompetencji wychowawczej rodziców takie opinie głoszących. Bo najlepszy żłobek czy przedszkole nie pomoże, jak rodzic dzieckiem zająć się nie chce i nie umie.

        Dla mnie żenua, spodziewałam się faktów, badań, wniosków. Te cztery literki przed nazwiskiem do czegoś zobowiązują. Nie mówiąc o kropce;).


        --
        Kto chce, szuka sposobu. Kto nie chce, szuka powodu.
        • 18.03.11, 22:30
          Zgadzam sie z taka krytyka artykulu, ale niestety czytajac forum zapominam juz nawet o czym on byl. Bo poza niektorymi trafnymi opiniami punktujacymi absurdy tekstu, pozostale skupiaja sie na krytykowaniu instytucji pozarodzinnych wspomagajacych kobiety, ktore staraja sie polaczyc wychowanie dziecka z aktywnoscia zawodowa,
          A to uwazam za pomylke. Nie jestem skrajna feministka, ale chcialabym aby kobiety mogly posiadac rodzine i dzieci, i rownoczesnie byc samowystarczalne ekonomicznie i pozwalac sobie na rozwoj intelektualny i zawodowy.
          Spychanie kobiet do dzieci i kuchni oraz ograniczanie ich swiatopogladu do telenoweli i romansow oraz uzasadnianie tego dobrem rodziny mnie wkurza i jak cenilam akcje Cala Polska czyta Dzieciom tak niestety obecnie dostaje alergii na ta nazwe.
    • 16.03.11, 22:52
      Pani Środo ja to wiem pani to wie, ale zakute łby katoprawicowe nie i nikt im nie będzie mówił że białe jest białe etc Chociażbyśmy wysnuli jak najlepsze argumenty dowody to oni i tak będą twierdzić na przykład że onanizm powoduje ślepotę rodzina jest święta a kobita jest gorsza w oczach PAna i amen
      Kto ma zakuty łeb temu nic nie pomoże
      • 16.03.11, 23:09
        I to jest wypowiedź człowieka posługującego się argumentami. Brawo.
      • 17.03.11, 01:51
        ŚWIĘTE słowa paniedzieju rycerskie to są głowy aliści!!!

        te_rence napisał:

        > Pani Środo ja to wiem pani to wie, ale zakute łby katoprawicowe nie i nikt im n
        > ie będzie mówił że białe jest białe etc Chociażbyśmy wysnuli jak najlepsze argu
        > menty dowody to oni i tak będą twierdzić na przykład że onanizm powoduje ślepot
        > ę rodzina jest święta a kobita jest gorsza w oczach PAna i amen
        > Kto ma zakuty łeb temu nic nie pomoże


        --
        "Mój pogląd odnośnie religii jest taki jak Lukrecjusza. Uważam ją za chorobę zrodzoną ze strachu i za źródło niewypowiedzianego
        nieszczęścia rodzaju ludzkiego" - Bertrand Russell.
    • 16.03.11, 23:45
      Po przeczytaniu tego tytułu stwierdzam że autor(ka) jest chory(a) psychicznie.
      Dalej nawet nie mam zamiaru się zagłębiać w ten pseudoartykuł!
      • 17.03.11, 01:52
        I słusznie, bo dalet też nie pojmiesz rycerska głowo

        freeman00 napisał:

        > Po przeczytaniu tego tytułu stwierdzam że autor(ka) jest chory(a) psychicznie.
        > Dalej nawet nie mam zamiaru się zagłębiać w ten pseudoartykuł!


        --
        "Mój pogląd odnośnie religii jest taki jak Lukrecjusza. Uważam ją za chorobę zrodzoną ze strachu i za źródło niewypowiedzianego
        nieszczęścia rodzaju ludzkiego" - Bertrand Russell.
        • 17.03.11, 01:54
          I słusznie, bo dalej też nie pojmiesz rycerska głowo.


          szpak01 napisał:

          > I słusznie, bo dalej też nie pojmiesz rycerska głowo
          >
          > freeman00 napisał:
          >
          > > Po przeczytaniu tego tytułu stwierdzam że autor(ka) jest chory(a) psychic
          > znie.
          > > Dalej nawet nie mam zamiaru się zagłębiać w ten pseudoartykuł!
          >
          >


          --
          "Mój pogląd odnośnie religii jest taki jak Lukrecjusza. Uważam ją za chorobę zrodzoną ze strachu i za źródło niewypowiedzianego
          nieszczęścia rodzaju ludzkiego" - Bertrand Russell.
    • 17.03.11, 04:21
      Trudno sie z Pania niezgodzic, ladnie to Pani napisala .
      Pozdrawiam .
      • 17.03.11, 04:54
        I ja się dopisuję Przykro mi też, że spotkał Panią "kubeł pomyj" od ...owców. Ale ostatnio niektóre "ośrodki wpływów" (czyt. kościółkowi) zmasowały ataki przedwyborcze. Czytać, ze zrozumieniem, jeszcze nie umieją. Tymbardziej polemizować z argumentami zamiast z nazwiskiem inerlokutora. Tym niemniej, nauczyli się stukać na klawiaturze, no i "koń jaki jest, kazdy widzi". Wspaniały artykuł i moje dla Pani uznanie - jak zwykle. Dziękujemy.
        w.kropa napisał:

        > Trudno sie z Pania niezgodzic, ladnie to Pani napisala .
        > Pozdrawiam .


        --
        "Mój pogląd odnośnie religii jest taki jak Lukrecjusza. Uważam ją za chorobę zrodzoną ze strachu i za źródło niewypowiedzianego
        nieszczęścia rodzaju ludzkiego" - Bertrand Russell.
        • 17.03.11, 07:28
          Czytam Pana wypowiedzi z dużym zainteresowaniem Panie Szpak. Da się zauważyć, że błędy literowe, gramatyczne, stylistyczne wytyka Pan jedynie tym, którzy mają odmienny pogląd od Pana. (Pominął pan np.że niezgodzić pisze się oddzielnie). Zarzucając im atakowanie osoby nie argumentów robi Pan dokładnie to samo. Nazywając ich baranami, ciemnotami piep..ącymi głupoty. Wiele to mówi o Panu, pańskiej umiejętności prowadzenia dyskusji i podejściu do człowieka.
          To wiele mówi również ootrzymanym wychowaniu.
          • 17.03.11, 09:19
            Moje podejscie do człowieka, który dyskutuje nie czytając tekstu, jest w samej rzeczy negatywne. Taki sam stosunek mam do tych, co wprawdzie czytają tekst, ale go wogóle nie rozumieją lub demagogicznie odwracają "kota ogonem" (Alika) Takich ludzi nie toleruje - ja ich tępię. Co do wychowania, panienko, to nie chowały mnie-na szczęście- sadystyczne zakonnice ani pedofilski księżulo. Wychowały mnie mądre, światłe i pracujące kobiety -matka i babcia (plus aktywnie uczestniczący ojciec). Ale nie dewotki i konserwatystki ani katoendecja. Uczyły mnie: "nie rób drugiemu, co tobie niemiłe" a nie, że spotka mnie kara boska i wieczne potępienie "z rąk" miłosiernego i litościwego boga. W mojej rodzinie, po spowiedzi, nie szło się znów: kraść, bić domowników, zdradzać, maltretować zwierzęta, donosić itp. itd. ... i znów do spowiedzi. W mojej rodzinie pomagało się bliźniemu, gdy tej pomocy potrzebował - nie na pokaz. Moja żona i ja oddaliśmy dziecko do żłobka i przedszkola (na szczęście nie grasowali tam jeszcze pedofile w czarnych sukienkach). Wyroslo ono na porządnego,dobrego i światłego człowieka. Po 6-8 godzinach w żłobku jest jeszcze 16-18. godzin spędzonych w domu,z rodzicami, ale nie przed telewizorem czy komputerem - zeby rodzice mieli spokój. Liczy się jakość tego czasu. W naszym domu "ryby i dzieci miały głos". Oboje jesteśmy dumni z naszych rodziców i naszego dziecka. Nie oczekujemy, żeby nasze dziecko nas utrzymywało na emeryturze (jest już i wystarczająca). Dzięki "komunistycznym" żłobkom i przedszkolom zdobyliśmy oboje wykształcenie i dobrze płatne kariery zawodowe a nasze dziecko ZAWSZE z dumą mówiło o nas i chwaliło się, przed kolegami, kim są rodzice. Nawet najlepsze żłobki, przedszkola i szkoły nie zastąpią mądrych i mądrze kochających rodziców. Przebywanie z dzieckiem 24 godziny na dobe NIE gwarantuje dobrego przykładu do naśladowania. Pani Prof. Środa byłaby, idiotką zaprzeczając roli rodziny w wychowaniu dziecka (a nią nie jest) bo sama z rodziny wyszła. Wiedza, wiedza, wiedza oraz miłość i szacunek w rodzinie panienko. Emeryt z wnukami.

            --
            "Mój pogląd odnośnie religii jest taki jak Lukrecjusza. Uważam ją za chorobę zrodzoną ze strachu i za źródło niewypowiedzianego
            nieszczęścia rodzaju ludzkiego" - Bertrand Russell.
            • 17.03.11, 09:26
              > Pani Prof. Środa byłaby, idiotką zaprzeczając roli rodziny w wychowaniu dziecka

              Ale przecież zaprzecza i o to cały ten dym. Proszę:

              "Jeśli przyjrzeć się wychowaniu rodzinnemu, to zobaczymy, że ma ono charakter egoistyczny, klanowy i hedonistyczny, a większość treści duchowych zredukowana jest do uczestnictwa w obrządkach religijnych. Wychowanie domowe - śmiem twierdzić - nie ma charakteru prospołecznego, proeuropejskiego czy obywatelskiego. Dzieci uczy się zasad higieny (myj ręce) i bardzo podstawowych norm (nie kradnij, nie kłam), ale niewiele ponadto. Wychowując dzieci, nie uczymy ich szacunku wobec prawa ani zaangażowania na rzecz innych, nie mówimy, by płaciły podatki, rozwijały postawy ekologiczne, były patriotyczne, bezstronne w ocenie etc."

              --
              Wszyscy chcą naszego dobra. Nie dajmy go sobie zabrać!
            • 17.03.11, 09:40
              szpak01 napisał:

              > Pani Prof. Środa byłaby, idiotką zaprzeczając roli rodziny w wychowaniu dziecka

              Toteż ona nie zaprzecza, że ta rola jest. Ona twierdzi, że jest to rola negatywna.

              > (a nią nie jest)

              Wolę nie wnikać w to, kim ob. Środa jest. Mogę jedynie twierdzić, że pisze mądrze albo głupio (i z tej drugiej możliwości korzystam).

              > bo sama z rodziny wyszła.

              No właśnie, jeszcze jeden argument przeciwko rodzinie, wyrastają potem takie Środy...

              --
              Nie ma sensu dyskusja, co jest prawdziwym socjalizmem, a co jego wypaczoną formą - każdy socjalizm jest dobry, dopóki jego zwolennicy nie dorwą się do władzy.
              (Wiktor Suworow)
            • 17.03.11, 13:03
              Cieszę się, że miał pan szczęśliwe dzieciństwo, bez kontaktu z sadystami, pedofilami i innymi patologiami. Cieszę się również, że pańska córka podobne dzieciństwo miała. Daje pan dobry przykład nie chodząc kraść zaraz po spowiedzi. "Nie rób drugiem co tobie niemiłe" piekna zasada. Pozostaje spytać czy wobec tego miło być tępionym, obrażanym traktowanym bez szacunku, tylko dlatego, ze nie ma się wystarczajacej inteligencji by zrozumieć tekst? Tylko dlatego,że ma się odmienne poglądy? Tylko dlatego, ze nie dorasta się panu do pięt? Jakaż to arogancja.
              Z poważaniem.
              • 18.03.11, 16:58
                Szanowna interlekutorko.
                Piszesz: " Pozostaje spytać czy wobec tego miło być tępionym, obrażanym traktowanym bez szacunku, tylko dlatego, ze nie ma się wystarczajacej inteligencji by zrozumieć tekst?
                Zaiste. Jak się jest niewidomym, nie bierze się udziału w jury konkursu piękności, jak się jest głuchym, nie bierze się udziału w jury konkursu szopenowskiego. A jak się jest ynteligentnym "inaczej" i nie rozumie tekstu a tym bardzie nie czyta go (z duma to obwieszczając), natomiast oblewa się autorkę artykułu i forumowiczów Ją popierajacych, kubłem pomyj, to jest to - cyt. z pani wypowiedzi: Jakaż to arogancja. - To nie tylko jest argancja. To wskazuje na celową napaść na przeciwników ideologicznych i wskazuje jednocześnie na" iteligentnego inaczej". Nikt o odrobinie inteligencji nie dyskutuje tekstu, którego nie przeczytał! Takich ludzi nie szanuję absulutnie. Mało, że są głupii, to jeszcze bezczelni. Cyt.:"nie pchaj się na afisz, jak nie potrafisz". Stare przysłowie a jakże adekwatne. Prawica i konserwa robią ostatnio, tłum na forach. Niestety, ilość NIE przechodzi w jakość (chyba w łepetynach Marks im utkwił i nijak nie mogą tego ze łbów wytrzebić). Wobec powyższego, nadal będę tępić "yntelygentnych inaczej", którzy zabierają głos, nie umiejąc czytać i rozumiec, tekstów dyskutowanych. Ale za to robią tłum na forach i opluwają "inteligentnych normalnie". Nie znoszę głupiego motłochu a szczególnie tego wyedukowanego w demagogiach z zakrystii i wysyłanego na fora, by pomóc ciemnogrodowi wrócić do władzy. A TO nie jest złe wychowanie panienko (czy może siostrzyczko/księże?) Czy powyższy takst jest zrozumiały? Jeśli nie, to proszę się nie silić na odpowiedź. Pozdrawiam.

                ----------------------------------------
                "Mój pogląd odnośnie religii jest taki jak Lukrecjusza. Uważam ją za chorobę zrodzoną ze strachu i za źródło niewypowiedzianego
                nieszczęścia rodzaju ludzkiego" - Bertrand Russell.
                • 18.03.11, 21:03
                  Pańska odpowiedź całkowicie zrozumiała. Wnioski w większości pozostawię dla siebie, gdyż rónież działam w myśl zasady "nie czyń drugiemu... itd." a wypisanie ich publiczne byłoby jej naruszeniem.
                  Pozostaje mi jedynie odczuwać zadowolenie, że istnieją tacy gorliwi tępiciele ciemnoty, głupoty. Dzięki takim jak pan. walecznym emerytom (a może byłym księdzom ;-), świat jest wolny od zacietrzewienia, galopującego tryumfalizmu, dogmatycznego przekonania o swej jedynej słusznej racji czającego się pod hasłami tolerancji, obrony inteligencji i racjonalnego myślenia.
                  Ucałowania dla żony i córki.
                  • 22.03.11, 02:34
                    "Pańska odpowiedź całkowicie zrozumiała. Wnioski w większości pozostawię dla sie
                    > bie, gdyż rónież działam w myśl zasady "nie czyń drugiemu... itd." a wypisanie
                    > ich publiczne byłoby jej naruszeniem.
                    > Pozostaje mi jedynie odczuwać zadowolenie, że istnieją tacy gorliwi tępiciele c
                    > iemnoty, głupoty. Dzięki takim jak pan. walecznym emerytom (a może byłym księdz
                    > om ;-), świat jest wolny od zacietrzewienia, galopującego tryumfalizmu, dogmaty
                    > cznego przekonania o swej jedynej słusznej racji czającego się pod hasłami tole
                    > rancji, obrony inteligencji i racjonalnego myślenia."

                    A ty znów nie na temat. Nie umiesz odpowiadać na argumenty?
                    Demagogia zalewa ci oczy?. ANI jednego rzeczowego argumentu. Szkoda słów - baba o szydle a chłop o widle + troszkę demagogii na sprzedaż, aby zaistnieć z jedynie szłusznymi poglądami. A wydawało się, że było napisane jasno: z głupim nie dyskutuje się o filozofii ani logice. A moja żona i córka powiedziały mi, że tracę czas na dyskusję z tobą. Bo to rozmowa ze ślepym o kolorach.
                    --------
                    "Mój pogląd odnośnie religii jest taki jak Lukrecjusza. Uważam ją za chorobę zrodzoną ze strachu i za źródło niewypowiedzianego
                    nieszczęścia rodzaju ludzkiego" - Bertrand Russell.
                    • 22.03.11, 21:53
                      Rzeczywiście całkowity brak jakiejkolwiek płaszczyzny porozumienia. Natomiast zrozumiał Pan doskonale. Reczywiście nie podałam żadnego argumentu, gdyz swoja opinie na temat artykułu wyraziłam gdzie indziej. W swoim poście zawarłam opinię na temat Pana. I po raz kolejny ma Pan rację - Z głupim nie rozmawia się o logice, a z chamem i prostakiem o kulturze bycia.
                      Natomiast w przeciwieństwie do kobiecej części pańskiej rodziny, nie uważam naszej wymiany słów za stracony czas. Wręcz przeciwnie, to czego się dowiedziałam zapewne mi sie przyda. Nie mogę się rónież zgodzić co do zaistnienia z jedynymi słusznymi poglądami, gdyz tak jak pan wspomniał, w ogóle ich nie zareprezentowałam.

                      Ps. Nie mam najmniejszej wątpliwości, że moje posty pozostały zauważone jedynie przez pana. A i panu mysli zbyt długo zaprzatać nie będą. Więc nie rozumiem skąd takie oburzenie, czyżby ubodły pana uwagi demagogicznej kochanki proboszcza?
    • 17.03.11, 08:01
      Muszę powiedzieć że jednak ten nasz rząd, i ta banda oszołomów z nim to jest jakieś nie porozumienie. Ja jestem szczęśliwym ojcem który oddał dziecko do żłobka i nie dam sobie nic powiedzieć że jest źle. Te pajace kiedyś też dali swoje dzieci do żłobka i jakoś teraz jest ok.
      Po pierwsze powinni dać rodzicom możliwość pracować krócej i godnie zarabiać. Po drugie kto mi zapłaci za niańkę która kosztuje z 1000 zł, a żłobek kosztuje w najgorszym przypadku 500 zł jest to zasadnicza różnica. Po drugie myślę że nie żłobek jest winien tylko rodzice którzy nie poświęcają swoim pociechom tyle czasu ile powinni, a jak już są w domu to puszczają bajkę lub włączają komputer zamiast wyjść z dzieckiem na spacer czy się z nim po prostu pobawić. Ja mam to szczęście że pracuję tylko 8 godzin (O dziwo w prywatnej firmie) potem jestem wolny i wtedy poświęcam cały mój popołudniowy czas dziecku(oczywiście wraz z żoną). Niech te debile bo inaczej nie umiem tego nazwać wezmą się za gospodarkę żeby ją uzdrowić a nie zabierają się za żłobki, przedszkola, emerytury itp. .
      • 29.03.11, 13:57
        soijp napisał:
        > Muszę powiedzieć że jednak ten nasz rząd, i ta banda oszołomów z nim to jest jakieś nieporozumienie. Ja jestem szczęśliwym ojcem który oddał dziecko do żłobka i nie dam sobie nic powiedzieć że jest źle. Te pajace kiedyś też dali swoje dzieci do żłobka i jakoś teraz jest ok.
        Po pierwsze powinni dać rodzicom możliwość pracować krócej i godnie zarabiać. Po drugie kto mi zapłaci za niańkę która kosztuje z 1000 zł, a żłobek kosztuje w najgorszym przypadku 500 zł jest to zasadnicza różnica. Po drugie myślę że nie żłobek jest winien tylko rodzice którzy nie poświęcają swoim pociechom tyle czasu ile powinni, a jak już są w domu to puszczają bajkę lub włączają komputer zamiast wyjść z dzieckiem na spacer czy się z nim po prostu pobawić. Ja mam to szczęście że pracuję tylko 8 godzin (O dziwo w prywatnej firmie) potem jestem wolny i wtedy poświęcam cały mój popołudniowy czas dziecku (oczywiście wraz z żoną).
        Niech te debile bo inaczej nie umiem tego nazwać wezmą się za gospodarkę żeby ją uzdrowić a nie zabierają się za żłobki, przedszkola, emerytury itp. .>
        ----------
        Mądry post. Nasz rząd i cała banda oszołomów w senacie do wszystkiego zabiera się od dupy strony. Wszyscy kurcze to specjaliści od wychowywania CUDZYCH DZIECI, a polskie matki to jakieś "kretynki", które nie wiedzą, co robią. Najlepiej olać się na to i po prostu robić swoje, nie liczyć na żadną pomoc polityków tylko oszczędzać na złobki, edukację no i na własną emeryturę, bo na starość przy obecnej polityce i złodziejstwu ZUS dostaniemy po 500 złotych. A kobiety, które 3 lata siedzą w domu z dzieckiem to czesto nie mają dokąd wracać, a jak potem odłożą na emeryturę? Ano wcale!!!

    • 17.03.11, 08:19
      Ja mieszkam w Czeskiej Republice. Jestem mamą 11 miesięcznej córeczki. Tutaj urlopy wychowawcze są płatne. Długość ich to od 2 do 4 lat. Od długości urlopu zależy wysokość pobieranych zasiłków wychowawczych. W przypadku 2 lat to około 1600zł. żłobków funkcjonujących jako przechowalnia maluchów na 10 godzin tu nie ma. W zasadzie wszystkie mamy są w początkowym okresie życia ze swoimi dziećmi.
      Za to są tu tzw. materske centra, takie dzienne klubiki malucha. Można tam przyjsc z dzieckiem już od 1 dnia. Dzieci się tam bawią, są też różne programy dla dzieći i mam. Są cwiczenia dobrane do wieku brzdaca, czytane ksiązek, zabawy rozwjowe i itp. centra organizuja tez wycieczki weekendowe. W moim 20 tys miasteczku sa dwa. Do jednego wstep (jestes tam ile chcesz) kosztuje 3 zł a do rugiego 5. W sąsiednim polskim cieszynie za godzine w jakiejs figlolandii placi sie 10 zł.
      W sąsiednim miasteczku są kursy pływania dla niemowlaków.
      Przedszkola są tu od 2-3 roku życia. W zasadzie nie ma problemów z miejscem dla dziecka w przedszkolu. Problemy sa tylko w okolicach Pragi, gdzue powstały nowe osiedla a infrastruktura nie nadążyła. Przedszkole kosztuje ok. 80 zł z wyzywieniem.
      Mamy wtedy wracają do pracy. I co ciekawe, nie mają z tym większych problemów. każdy rozumie, ze kobieta ma prawo być na urlopie macierzyńskim, odchować dziecko. Często widać ogłoszenia o pracę, że przyjmie się pracownika na zastępstwo, bo pracownica jest na macierzyńskim. U nas to się nie zdarza.
      Szanowna Pani Profesor. Ja też jestem przeciwna wykluczaniu kobiet i dzieci z życia publicznego.
      Mam wrażenie, że kobiety w Polsce są karane za urodzenie dziecka. Niestety mam obawy, czy ta przygotowana ustawa zmieni coś w sensie pozytywnym. Aby doszło do zmiany potrzebne są dwie rzeczy: pieniądze i szacunek dla kobiet.
      A rząd zachowuje się mniej więcej tak:
      nie mamy forsy na żłobki, przedszkola, to może ktoś nas wybawi od tego kłopotu.
      Co do szacunku: to jak mówiłam w Czechach mężczyznom, że nie wiem czy nie stracę pracy z powodu urodzenia dziecka (pracuje w Polsce) to każdy z oburzeniem stwierdzał, że to dyskryminacja. A u nas to wszyscy tolerują. Nikt nie uważa tego za dyskryminację.

      Osobiście nie uważam, żeby najlepszym rozwiązaniem było przebywanie np 6 miesięcznego malucha poza domem bez mamy po 10 godzin dziennie. sama przeszłam różne modele opieki socjalistycznej i mam nadzieje, ze moim dzieciom będzie to oszczędzone. Ale tak jak wspomniałam na początku, dzieci i kobiet nie można zamykać w domach. czemu nasze państwo nie tworzy klubików malucha, takich jak funkcjonują w Czeskiej republice i w większości państw europy zachodniej? Gdzie brzdąc z mamą przychodzą i na zabawach spędzają czas? Mówi się, że ta ustawa da wybór rodzicom, a co to za wybór jesli kobieta i tak musi wrócić do pracy? Jeśli nie ma środków do życia i zupełnie niezrozumiałe jest zajmowanie się małym dzieckiem przez mamę? Skoro tego społeczeństwo nie akceptuje?
      jestem wielkim sceptykiem tej ustawy i nie sądzę, żeby przyniosła efekt w postaci wzrostu liczby urodzeń. Ktoś tam powie, ze lepszy rydz niż nic. Ale ja myśle, ze bedzie kompletne nic.

      Zeby zaczeły rodzic się dzieci w Polsce trzeba sypnąć forsą i to solidną. Wprowadzić płatne urlopy wychowawcze, ogólnodostępne przedszkola, klubiki dziecka i itp. za przystępną cene (juz czytalam, ze z braku pieniedzy przedszkola beda likwidowane). I musi dotrzeć do świadomości społeczeństwa, ze kobieta ma prawo zajmować się swoim dzieckiem jak jest malutkie i nie jest to koszt społeczny, ale wyjątkowo opłacalna inwestycja.
      Szkoda, ze nasz rząd i parlamentarzyści nie dostrzegli, że wydatki na politykę rodzinna to nie wydatki, ale najopłacalniejsza na świecie inwestyca, najlepsza jaką mogą zrobić. I szkoda, ze nie chcą sypnać forsą jak zrobiły to inne kraje, gdzie efekt był momentalnie widoczny.
      • 17.03.11, 09:10
        Zgadzam się z tą opinią.
      • 17.03.11, 09:26
        Ewo, miejmy nadzieję, że to jest pierwszy krok i zamiast budować stadiony dla kiboli, których nikt nie może okiełznać, będziemy "sypać forsą" na żłobki, przedszkola i pro-rodzinną infrastrukturę. Miejmy nadzieję
        --
        "Mój pogląd odnośnie religii jest taki jak Lukrecjusza. Uważam ją za chorobę zrodzoną ze strachu i za źródło niewypowiedzianego
        nieszczęścia rodzaju ludzkiego" - Bertrand Russell.
    • 17.03.11, 08:41
      jestem daleki od odsądzania żłobka od czci i wiary - moje dziecko ze względu na niskie pensje obojga rodziców (niskopłatna budżetówka) uczęszczało do żłobka i nie tylko nic jej się nie stało ale nawet rozwija się bardzo szybko, a jej więź z nami jest bardzo silna. Ale moje pytanie dotyczy gatunków monogamicznych. O jakich to krewetkach można powiedzieć że są monogamiczne? Nie wiem kto próbował błysnąć wiedzą zoologiczną ale zna się na tym jak kura na pieprzu - zostając przy zoologicznych porównaniach...
    • 17.03.11, 09:12
      Mniej żłobków = mnije dzieci. Mało kobiet zgodzi się na płodzenie potomstwa, jeśli za to będą ukarane wypadnięciem z rynku pracy. Dziwię się, że środowiska feministyczne milczą w tak ważnej kwestii. Okazuje się, że dziś feministki nie reprezentują kobiet tylko lesbijki
    • 17.03.11, 09:14
      najbardziej mnie śmieszy przeciwstawianie żłobkowych społeczników zalęknionym domowym dzikusom. Komu się uroiło, że matka czy opiekunka siedzi zamknięta z dzieckiem w domu 24/7? Byłam z dziećmi w domu ponad 2 lata, wychodziłam z nimi codziennie na spacery, plac zabaw, spotykałam się często z koleżankami, które miały dzieci w tym samym wieku, więc moje miały normalny kontakt i z dorosłymi, i z rówieśnikami. A kiedy poszłam do pracy, zatrudniłam nianię, która sama miała 2-letnie dziecko, więc w domu był mini-żłobek z 3 dzieci. W dyskusji naprawdę powinno się używać rzeczowych argumentów zamiast żałosnej demagogii. A rzeczowy argument jest tylko jeden - dla wielu rodzin żłobek jest najlepszym rozwiązaniem ekonomicznym i po co dorabiać do tego jakąś pokrętną ideologię?

      --
      Wszyscy chcą naszego dobra. Nie dajmy go sobie zabrać!
      • 17.03.11, 09:47
        echtom napisała:

        > Komu się uroiło, że matka czy opiekunka
        > siedzi zamknięta z dzieckiem w domu 24/7?
        > Byłam z dziećmi w domu ponad 2 lata,
        > wychodziłam z nimi codziennie na spacery, plac zabaw,

        Co więcej, w takim układzie w zupełnie naturalny sposób trafia się z dzieckiem do szewca i do rejenta, do mechanika i do spożywczaka, po muszlę klozetową i po kartkę na wybory, i w sto innych miejsc, gdzie dziecko widzi coś dlań nowego.

        --
        Bezpieczna prędkość jest wtedy, kiedy samochód stoi (najlepiej w garażu).
    • 17.03.11, 09:52
      gdy feministka odwołuje się do konstrukcji rodziny sprzed stu i więcej lat, przeciwstawiając ją rodzinie dwudziestowiecznej pod hasłem "i dobrze było". O pozycji kobiety w ówczesnej rodzinie i społeczeństwie co powie?
      Rzecz to nie nowe, Kinga D. napisała coś bardzo podobnego chyba z dziesięć lat temu (tekst pt. "Dzieci nie trzeba kochać"), p. Środa poszła jednak dalej, sięgnęła aż do świata zwierząt.
      Świata, w którym samiec chędoży bez pytania wszystko co się nawinie.

      --
      Nie ma sensu dyskusja, co jest prawdziwym socjalizmem, a co jego wypaczoną formą - każdy socjalizm jest dobry, dopóki jego zwolennicy nie dorwą się do władzy.
      (Wiktor Suworow)
      • 17.03.11, 10:25
        Jesteś może Arturem Weasley z Mirriel? Jesli tak, to jak to możliwe, że piszesz tak ciepłe, dobre teksty mając w sobie tyle jadu i nienawiści?
        • 17.03.11, 13:22
          Ale o sso chozzzi?
          Jeślim co źle napisał, wykaż, w czym źle, a jeśli dobrze, to o co się rzucasz?

          --
          Bezpieczna prędkość jest wtedy, kiedy samochód stoi (najlepiej w garażu).
    • 17.03.11, 10:23
      Żłobki. Śledziłam pilnie dyskusję medialną w trakcie prac nad ustawą, już wtedy natknęłam się na wypowiedzi prof. Środy (felieton we Wprost, audycja w III programie PR), z którymi się nie zgadzałam, a co gorsze uznałam za nieprzygotowane – pani prof. nie odnosiła się do wiedzy na temat rozwoju dziecka a jedynie do swoich wrażeń z wizyt w europejskich żłobkach. W ostatnim artykule w WO pani prof. rozwinęła argumenty, które już wcześniej mnie zdumiały.

      Jestem mamą i czynnym uczestnikiem dyskusji dotyczącej ustawy „żłobkowej”. Mam liczne wątpliwości odnośnie funkcjonowania tej ustawy (głownie natury praktycznej), nie znam odpowiedzi na wszystkie pytania (czy lepsza mało obecna w domu mama zrealizowana zawodowo i zadowolona, czy stale obecna sfrustrowana i niepewna swego losu?), ale oburza mnie promowanie żłobków poprzez umniejszanie roli rodziny. Pani prof. zauważa liczne przywary rodzin, a czy wszystkie instytucje z szyldem „żłobek” są świetnie prowadzone i zatrudniają najlepszych fachowców? Otóż, niestety nie.

      Protestujących przeciwko ustawie wrzucono do worka „obrońców tradycyjnego modelu rodziny”, „stojących na straży tradycyjnej rodziny”, „środowiska prawicowe”. Ja: nie-obrońca i nie-strażnik oraz całkowicie nie-prawicowiec, moją przygodę z ustawą żłobkową zaczęłam od nawiązania kontaktu ze środowiskami protestującymi, ot tak z ciekawości, bo nie mogłam sobie wyobrazić, co z tymi żłobkami jest nie tak. Nie spotkałam w Fundacji Cała Polska Czyta Dzieciom demagogów i przeciwników nowoczesnych rozwiązań. Spotkałam otwartych, cierpliwych ludzi, którzy zapoznali mnie ze wszelkimi materiałami, jakie w tej sprawie posiadali, z opiniami fachowców – lekarzy pediatrów i psychologów.

      Poświęciłam sporo czasu, żeby ten temat „ogarnąć” i mam wrażenie, że gdzieś w rozmowach o dzietności, emeryturach, prawach kobiet, ścieżkach kariery, interesach pracodawców itd. zapomnieliśmy o tych, którzy głosu nie mają, i których z pełną odpowiedzialnością powinniśmy w tej dyskusji reprezentować, o dzieciach do lat 3. Według ustawy na jednego opiekuna przypadnie w żłobku 8 podopiecznych. W tej sytuacji nie podkreślajmy proszę walorów edukacyjnych żłobka, bo zdaje mi się, że jeden opiekun będzie się głównie zajmował zmianą pieluch i karmieniem, na niewiele więcej starczy mu czasu. Nasze żłobki będą właśnie takie, bo na lepsze gmin nie będzie stać.

      Fachowcy (występujący w dyskusji „żłobkowej” jako przeciwnicy nowoczesności) podkreślają znaczenie więzi między dzieckiem i opiekunem, przestrzegają przed chaosem w początkowym życiu maluchów, uczulają na niesłychane znaczenie tych pierwszych 3 lat dla dalszego życia. Czyż to nie brzmi rozsądnie, czy to do Was nie przemawia? Nie wyśmiewam senatora Cimoszewicza, który próbował jakoś wykorzystać tę wiedzę proponując poprawki do ustawy, bo czy sympatyzowanie z lewicą ma oznaczać brak rozsądku i zamknięcie się na wiedzę dotyczącą rozwoju dziecka?

      Rozumiem, że wiele rodzin jest w sytuacji bez wyjścia i bardzo żłobków potrzebują, miło byłoby gdybyśmy odpowiedzialnie dyskutowali, co zrobić żeby te żłobki były jak najlepsze, nie atakując jednocześnie „instytucji”, której żłobki są przecież namiastką i którą mają zastąpić – rodziny.
      • 17.03.11, 15:20
        Na dzień dzisiejszy "promocja żłobków" jest zbędna. Chętnych jest wielokrotnie więcej niż dostępnych miejsc. Nim zapełnimy tę dziurę, to miną LATA. Chyba nikt nie będzie żłobków "promował", bo to oznaczałoby jeszcze więcej upierdliwych petentów :)
    • 17.03.11, 12:18

      zgadzam się z only.mama. ja tez mam wątpliwości co do oddawania maluchów do żłobka na kilkalnaście godzin. Myślę, ze to jest jakieś szaleństwo. Nikt mi nie powie, ze to nie pozostawi ślady w psychice. Moja 11 miesięczną córeczkę wychowuję ja (mąż też, ale biedak w wiecznych zagranicznych delegacjach) i uważam to za wielkie szczęście i przywilej. Widzę różnice w dzieciach wychowywanych przez mamy w Czeskiej Republice a maluchami podrzucanymi gdzie się da w Polsce.
      Opiekunka mająca pod opieka 8 dzieci ledwo nadąży z wymiana pieluch. Najgorsze jest to, ze w Polsce kobiety po prostu nie mają wyboru. Raz z powodów finansowych a dwa z powodu braku akceptacji społecznej. Kobieta, która zajmie się dziećmi jest podejrzana, budzi zdziwienie, jakaś niedojda społeczna albo leniwa krowa.
      W Polsce kobieta prawo (czy może obowiązek) urodzenia dziecka ma ale już do wychowania i zajęcia się nim nie. Nikt nie zrozumie kobieta chcącej iść na urlop wychowawczy. U nas ten urlop to fikcja.
      Szkoda, że u nas się nie rozumie (nie rozumuje w ten sposób), ze urodzenie dziecka, opieka nad nim w najwcześniejszej fazie życia nie przekreśla możliwości powrotu do pracy i realizowania się kobiety.
      Moje zdziwienie budzi też stawianie w tej dyskusji osób będących przeciwnikami umieszczania w żłobkach kilkumiesięcznych dzieci na równi z oszołomami katolickimi. To jakieś głębokie nieporozumienie. Pomiędzy oszołomstwem katolickim a wizją komunistycznego wychowania jest jeszcze cały obszar rozmaitych rozwiązań.
      Dlaczego w większości cywilizowanych państw europy kobieta ma prawo do przebywania z dzieckiem w jego pierwszych latach życia a potem powrotu do pracy? Tak jest np. w krajach skandynawskich, w które trudno uznać za obszar aktywnego działania katolickich oszołomów. Podobnie jest w Niemczech, Francji czy Czechach.
      W Republice Czeskiej wierzących jak na lekarstwo, w miasteczku, w którym mieszkam jest tylko jeden kościół katolicki reszta to protestanckie. Sa okolice gdzie w promieniu kilkudziesięciu kilometrów nie ma ani jednego kościoła. Nikt tu jednak nie twierdzi, że kilkumiesięczne dzieci należy oddać do żłobka a kobiety wysłać do pracy. Jak rozmawiam z innymi jak wygląda sytuacja młodych rodzin w Polsce to są zszokowani.
      Dziwne, ze te kraje, które pozwalają realizować się kobietom jako matki, te kraje, w których kobiety mają możliwość osobistej opieki nad maluchami a potem powrotu do pracy, to kraje o wysokim PKB. Również i w tym roku zanotowały olbrzymi wzrost.
      A mieszanie prawa do opieki nad dzieckiem przez matke, rodzine z oszołomstwem katolicko-prawicowym to czyste nieporozumienie. Bo i co to ma do rzeczy?
      • 17.03.11, 12:43
        Moje pełne uznanie za ten wpis. Wyraziła pani to co myślę, a co próbowałam napisać nieudolnie.
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.