Żłobkowy atak na rodzinę

Komentarze do artykułu

Żłobkowy atak na rodzinę

Żłobek, wiadomo, jest miejscem kaźni i matka powinna być poinformowana o strasznych skutkach swojej decyzji, by móc się potem mieć z czego wyspowiadać

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
      • 17.03.11, 00:54 Odpowiedz
        Twoje motto odbiera wszelką wiarygodność twojej wypowiedzi. Klamstwo w wypowiedzi ujawnione przez motto. Atakujesz osobistym (czy prawdziwym? czy z kartki o.R) przykładem a motto wyjawia twoje prawdziwe poglady i intencje - ataku na autorką. Myslę, ze jesteś przygłupia zakonnica, albo coś w tym stylu. Ale inteligencji co kot (Alik) napłakał.
        krociech napisał:

        > moje dziecko było trzy dni w żłobku i wierzcie mi, trudno o większe okaleczenie
        > psychiczne od przebywania w tym przybytku.
        >
        > A panią Środę zapraszamy do Korei Północnej - tam wszystkie jej teorie są wdraż
        > ane w praktyce. No już, co pani tu jeszcze robi???


        --
        "Mój pogląd odnośnie religii jest taki jak Lukrecjusza. Uważam ją za chorobę zrodzoną ze strachu i za źródło niewypowiedzianego
        nieszczęścia rodzaju ludzkiego" - Bertrand Russell.
        • 17.03.11, 09:09 Odpowiedz
          jest tak, że masz wybór między "wyniki długotrwałych badań wykazują, że żłobki nie są szkodliwe" a widokiem, który pamiętasz z wizyty w żłobku: Twoje dziecko skulone w kącie i stłamszone jak nigdy wcześniej, przeludnienie (tak byśmy to nazwali, gdyby dzieci były dorosłe), inne dzieci z objawami choroby sierocej, wrzask dzieci, którymi nikt się nie zajmuje, bo jedna osoba nie jest w stanie "obsłużyć" siedmiorga dwulatków. I wtedy mówisz sobie: pie... (wykropkowało, nie?) wyniki długotrwałych badań naukowych i autorytet pani doktor Środy.
    • 16.03.11, 21:26 Odpowiedz
      Gołym okiem widać, że młode pokolenie, wychowane bez żłobków, wymaga opieki pedagogów, psychologów, psychiatrów, rodziny są mikre, a młodzi ludzie bardzo samotni. Statystyka mówi sama za siebie.

      W dawniejszych czasach nie działo się tak, że dziecko do lat trzech wychowywało się w towarzystwie matki. Przyrost naturalny był sprężysty, więc dzieci przebywały z dziećmi - w sporej gromadce, z rodzeństwem i dziećmi sąsiadów. W miastach i na wsiach "grasowały" całe chmary dzieci, a dorośli mieli bardzo dużo obowiązków - prało się ręcznie, kucharzyło bez konserwantów, szyło z pomocą igły lub archaicznych maszyn, sprzątało bez odkurzaczy i pralni dywanów... Nie istniała taka możliwość, aby dziecku poświecić tyle czasu co dziś! Zresztą - nie ma takiej potrzeby.

      I wyrabiał się w gromadzie instynkt społeczny. Zdarzali się samotnicy, ale nie w takich proporcjach jak dziś.

      Nie ma dziś biegającej po drogach i ulicach dzieciarni. Siedzą w domach samotne maluchy, prowadzane na dziwaczne rytmiki, zajęcia muzyczne, plastyczne, co tam ambicje rodzicielskie podpowiedzą... Rozwijają się pod opieką psychologów, terapeutów, a rodzice radzą się specjalistów od siedmiu boleści nawet wtedy, gdy taka porada jest zupełnie zbędna. Wyrastają z pieluszek mali starcy-dekadenci.

      Żłobek jest ratunkiem dla współczesnego dziecka. Powinien być obowiązkowy.
    • 16.03.11, 21:31 Odpowiedz
      dziękuję Pani Joanno ( yoasia01) za mądry komentarz
    • 16.03.11, 21:46 Odpowiedz
      Musze sie chyba z ta ustawa o zlobkach zapoznac. Ale nawet przed jej lektura zgadzam sie z prof. Sroda i jej zwolennikami w tej dyskusji. Mieszkam w Norwegii i mam dziecko 4-miesieczne, dla ktorego zlozylismy juz podanie o zlobek (mogloby zaczac na wiosne 2012, czyli w wieku 13-14 miesiecy). W Norwegii nie ma zlobkow i przedszkoli - placowka przedszkolna ma po prostu grupe dzieci w roznym wieku, z przewaga tych bardziej samodzielnych np. na 12 tylko 2 jest ponizej 2 roku zycia. I duzo personelu. I wyobrazcie sobie, przez wiekszosc roku wiekszosc czasu dzieci spedzaja na dworze (w polskich rodzicach budzi to groze i zgorszenie). I raczej malo choruja te norweskie dzieci. Na dworze w przedszkolu, na dworze w szkole (30 minutowa przerwa w podstawowce = zamkniete drzwi i przymus przebywania na dziedzincu, niezaleznie od pogody). Co za kraj okrutny, prawda? Jeszcze ci cholerni norwescy rodzice ciagaja te biedactwa na swieze powietrze, do lasu, na piknik, nawet zima... Matka norweska oczywiscie moze pracowac jak sie jej podoba - 50, 70, 30% etatu, a dziecko w tymze przedszkolu jest 3-4 godziny albo caly dzien (do 17-stej). Przedszkole jest platne, ale przysluguje ulga podatkowa. Urlop macierzynski/tacierzynski 12 miesiecy, platny 90% ostatniego wynagrodzenia. Dzietnosc chyba jedna z wyzszych w Europie, i rozmnazaja sie nie tylko biedni pakistanscy emigranci, ale rdzenii Norwegowie. W Norwegii polityke prorodzinna sie realizuje a nie postuluje. I co wazne, sami zainteresowani, tj. rodzice, traktuja dzieci jako dobro spoleczne. Posiadanie 3 czy 4 dzieci w Norwegii jest wyrazem statusu spolecznego, a nie patologii!
      • 16.03.11, 22:32 Odpowiedz
        Wszystko super, tylko, jak widać, realia pobytu dzieci w placówce opiekuńczej są nieco inne niż w Polsce. I realia pracy młodych mam również.
        Spróbuj tu znaleźć pracę na pół etatu. A o przedszkolu na godziny nawet nie ma co marzyć, pierwszeństwo będą mieć rodzice na pełnym etacie, oboje - z braku miejsc.
        --
        Kto chce, szuka sposobu. Kto nie chce, szuka powodu.
        • 17.03.11, 01:34 Odpowiedz
          No własnie o to chodzi, by zwiększyć ilość miejsc.

          dragontatoo napisała:

          > Wszystko super, tylko, jak widać, realia pobytu dzieci w placówce opiekuńczej s
          > ą nieco inne niż w Polsce. I realia pracy młodych mam również.
          > Spróbuj tu znaleźć pracę na pół etatu. A o przedszkolu na godziny nawet nie ma
          > co marzyć, pierwszeństwo będą mieć rodzice na pełnym etacie, oboje - z braku mi
          > ejsc.


          --
          "Mój pogląd odnośnie religii jest taki jak Lukrecjusza. Uważam ją za chorobę zrodzoną ze strachu i za źródło niewypowiedzianego
          nieszczęścia rodzaju ludzkiego" - Bertrand Russell.
          • 17.03.11, 10:29 Odpowiedz
            Ale to nic nie zmieni, jeśli maleńkie dzieci nadal będą w żłobkach po 9 godzin - bo rzadko który pracodawca pozwala wrócić na pół etatu lub powierzy część obowiązków do domu. Proste wyliczenie - matka po powrocie z macierzyńskiego spędzi z kilkumiesięcznym dzieckiem może ze 3 godziny dziennie, pracując na pełny etat. Jeśli ktoś mi mówi o kraju, gdzie swobodnie się wraca na 30, 50, 70% etatu... Tylko pozazdrościć kultury pracy w tamtych rejonach Europy.
            No, ale najłatwiej przyczepić się do jednego słowa wyrwanego z kontekstu całego toku rozumowania...
            --
            Kto chce, szuka sposobu. Kto nie chce, szuka powodu.
      • 16.03.11, 22:34 Odpowiedz
        jaremaben napisała:

        ............................................
        w NORWEGII jest tak mało ludzi, że każda istota ludzka jest ogromną wartością dla społeczeństwa
      • 16.03.11, 23:05 Odpowiedz
        Rodzice norwescy mogą pracowac jak sie im podoba. Oddac dziecko do żłobka na tyle ile chcą. Mogą zostac na urlopie rodzicielskim i mają utrzymanie dla rodziny. To jest wybór.

        • 17.03.11, 01:46 Odpowiedz
          Ustawa "żłobkowa" jest właśnie pierwszym krokiem w tym kierunku. Nie biadolmy i nie porównujmy się do Norwegii, tylko do roboty. Uchwalać mądre ustawy i dopracowywać je, z biegiem czasu, do zmieniających sie warunków. Fakt. My nie jesteśmy Norwegami a Norwedzy nami - na ich szczęście. Ale warto korzystać z doświadczeń innych - jeno tych mądrych a nie papugować hamerykie bezmyślnie. Zamiast wysyłać naszą młodzież do Afganistanu i budować boiska dla kiboli -na które nas nie stać(panowie), to Budujmy żłobki i przedszkola, by polepszyc start dzieciakom ze wsi i małych miasteczek. Tam rośnie tysiące zmarnowanych talentów. Panowie ! (bo jest was wiekszość w naszym Sejmie) do roboty a nie do chronienia swoich stołków przez wojny międzypartyjne. Za co wam q..urwa płacimy ciężkie pieniadze?

          w_anna napisała:

          > Rodzice norwescy mogą pracowac jak sie im podoba. Oddac dziecko do żłobka na ty
          > le ile chcą. Mogą zostac na urlopie rodzicielskim i mają utrzymanie dla rodziny
          > . To jest wybór.
          >


          --
          "Mój pogląd odnośnie religii jest taki jak Lukrecjusza. Uważam ją za chorobę zrodzoną ze strachu i za źródło niewypowiedzianego
          nieszczęścia rodzaju ludzkiego" - Bertrand Russell.
      • 17.03.11, 01:30 Odpowiedz
        Dzięki za wypowiedź
        jaremaben napisała:

        > Musze sie chyba z ta ustawa o zlobkach zapoznac. Ale nawet przed jej lektura zg
        > adzam sie z prof. Sroda i jej zwolennikami w tej dyskusji. Mieszkam w Norwegii
        > i mam dziecko 4-miesieczne, dla ktorego zlozylismy juz podanie o zlobek (moglob
        > y zaczac na wiosne 2012, czyli w wieku 13-14 miesiecy). W Norwegii nie ma zlobk
        > ow i przedszkoli - placowka przedszkolna ma po prostu grupe dzieci w roznym wie
        > ku, z przewaga tych bardziej samodzielnych np. na 12 tylko 2 jest ponizej 2 rok
        > u zycia. I duzo personelu. I wyobrazcie sobie, przez wiekszosc roku wiekszosc c
        > zasu dzieci spedzaja na dworze (w polskich rodzicach budzi to groze i zgorszeni
        > e). I raczej malo choruja te norweskie dzieci. Na dworze w przedszkolu, na dwor
        > ze w szkole (30 minutowa przerwa w podstawowce = zamkniete drzwi i przymus prze
        > bywania na dziedzincu, niezaleznie od pogody). Co za kraj okrutny, prawda? Jesz
        > cze ci cholerni norwescy rodzice ciagaja te biedactwa na swieze powietrze, do l
        > asu, na piknik, nawet zima... Matka norweska oczywiscie moze pracowac jak sie j
        > ej podoba - 50, 70, 30% etatu, a dziecko w tymze przedszkolu jest 3-4 godziny a
        > lbo caly dzien (do 17-stej). Przedszkole jest platne, ale przysluguje ulga poda
        > tkowa. Urlop macierzynski/tacierzynski 12 miesiecy, platny 90% ostatniego wynag
        > rodzenia. Dzietnosc chyba jedna z wyzszych w Europie, i rozmnazaja sie nie tylk
        > o biedni pakistanscy emigranci, ale rdzenii Norwegowie. W Norwegii polityke pro
        > rodzinna sie realizuje a nie postuluje. I co wazne, sami zainteresowani, tj. ro
        > dzice, traktuja dzieci jako dobro spoleczne. Posiadanie 3 czy 4 dzieci w Norweg
        > ii jest wyrazem statusu spolecznego, a nie patologii!


        --
        "Mój pogląd odnośnie religii jest taki jak Lukrecjusza. Uważam ją za chorobę zrodzoną ze strachu i za źródło niewypowiedzianego
        nieszczęścia rodzaju ludzkiego" - Bertrand Russell.
    • 16.03.11, 22:11 Odpowiedz
      moja matka przez wiele lat pracowała w żłobku i opowiadała jak bardzo dbano o dzieci które były ewidentnie zaniedbane w domu, jak je starannie myto ze smrodu papierosowego i jak przytulano...
      w głębokim peerelu ludzie mieli serca?
      • 16.03.11, 22:29 Odpowiedz
        ... pani profesor i jestem po prostu załamana poziomem jej stwierdzeń.
        Sięgnęła niżej poziomu podłogi.

        Weźmy np. to, nad czym już zresztą forumowicze się pastwili:
        "Jeśli przyjrzeć się wychowaniu rodzinnemu, to zobaczymy, że ma ono charakter egoistyczny, klanowy i hedonistyczny, a większość treści duchowych zredukowana jest do uczestnictwa w obrządkach religijnych. Wychowanie domowe - śmiem twierdzić - nie ma charakteru prospołecznego, proeuropejskiego czy obywatelskiego."

        Czy ta kobieta wie, co pisze? W ten sposób faktycznie dzieci w bidulu powinny być najlepiej wychowane i przystosowane społecznie, jak też i we wszelkiej maści reżimach totalitarnych.

        Co do wychowania prospołecznego - zauważmy, że głos mają teraz pokolenia 20+, 30+ itd, większość z tych ludzi dziwnym trafem przeszła właśnie wychowanie głównie żłobkowe... Bo za komuny celem państwa było wypychanie ich rodziców do pracy. Moja np. matka to jeden z pierwszych roczników kobiet, które miały prawo do wychowawczego - i niewiele z nich z tego korzystało. A czy choćby w tej dyskusji można zauważyć chociaż cień solidarności społecznej i postawę obywatelską? A nie, jakaś mądralina powyżej pisze np. o likwidacji żłobków, bo jak se narobiliśta bachorów, to się martwcie teraz.

        Solidarność jako ruch społeczny była dziełem ludzi wychowywanych przez rodziców urodzonych w latach powojennych, pięćdziesiątych... Kiedy przymus ekonomiczny nie w każdej rodzinie jeszcze był tak silny, by matki zostawiały w instytucjach na całe dnie 4-miesięczne dzieci... i kiedy babcie jeszcze chciały zajmować się wnukami...

        Jakieś to dziwne, co, pani Środo? Większość z tych głosów tutaj to głos żłobkowo-przedszkolnego pokolenia od rocznika 1970 dużo w górę. I ja się pytam, gdzie ta prospołeczność? Każdy by drugiemu wydarł z gardła, pomoc, zaufanie, to wartości dziś zbędne.

        A jakoś dziwnym trafem to ja np. nauczyłam córkę opiekuńczości wobec małych dzieci, bronienia zwierząt przed męczeniem ich przez innych - i ta 5-latka ma odwagę komuś powiedzieć np., że źle postępuje. Ja, nie tylko przedszkole... Tutaj mam wrażenie, że kształtowanie postaw społecznych zaczyna być wypierane przez "osiągi" w wycinaniu, klejeniu, posługiwaniu się kredką, zapamiętywaniu wierszyków itp.

        --
        Kto chce, szuka sposobu. Kto nie chce, szuka powodu.
        • 17.03.11, 09:32 Odpowiedz
          dragontatoo napisała:

          > ... pani profesor i jestem po prostu załamana poziomem jej stwierdzeń.
          > Sięgnęła niżej poziomu podłogi.


          To, że wywody nie wytrzymują czterech działań arytmetycznych, w niczym nie przeszkadza, jeśli czytelnik nie ma motywacji, żeby te działania przeprowadzić.
          Ten artykuł nie ma przekonać o czymkolwiek Ciebie, mnie ani kogokolwiek. Ma utwierdzić przekonanych, a wielu innym pomóc dorobić teorię do praktyki.
          To się nazywa propaganda wzmocnienia.
          I to, jak widać i w tym wątku, działa.

          --
          Bezpieczna prędkość jest wtedy, kiedy samochód stoi (najlepiej w garażu).
          • 17.03.11, 10:23 Odpowiedz
            Ale ta propaganda jest tandetnie prymitywna... I obraża normalnych ludzi, którzy dostarczają swoim dzieciom wzorce i dbają o ich rozwój emocjonalny - także, owszem, przy wsparciu tych instytucji... Dla mnie cała ta pani Środa to bezmyślna propagandzistka, która jednym tym akapitem stanęła w jednym szeregu z propagandą najgorszych reżimów totalitarnych...

            Przykład Korei Półn., Chin z okresu Mao, czy praktyk Lebensbornu w nazistowskich Niemczech doskonale pokazuje, co się dzieje, kiedy rodzice zostają sprowadzeni jedynie do roli inseminatora i inkubatora, a ich rolę w kształtowaniu światopoglądu dziecka sprowadza się do zera.

            Jeśli nawet żłobki są koniecznością, nie tak powinna wyglądać ta kampania - te sformułowania po prostu trącą kretynizmem. I w tym momencie pani Środa po prostu kopie dół pod inicjatywą, która na pewno umożliwiłaby poprawę warunków finansowych wielu rodzin - przez pracę obojga rodziców.

            Zamiast dyskusji nad warunkami powierzania dzieci do nowych mini żłobków, zaletami (lub nie) wczesnej socjalizacji, proponowanym minimum standardu bezpieczeństwa i dbałości o rozwój w takich "klubikach" - jest jakaś wściekła propaganda... sama już nie wiem, jak to nazwać.

            Chciałabym, żeby ktoś zdemitologizował opiekę żłobkową i dostarczył mi argumentów "za" - nie muszę ich przyjąć, ale chciałabym choć kilka FAKTÓW do przemyśleń!

            I jeszcze jedno, nawet milion żłobków nie pomoże, jak pracodawcy będą traktować młode matki jak wyrobnice. Dziecko w żłobku to też zwolnienia lek., absencje w pracy. Dziecko u niani to niejednokrotnie równowartość pensji. Bez innych rozwiązań systemowych, umożliwiających godzenie pracy z opieką nad małymi dziećmi, to tylko kropla w morzu.
            --
            Kto chce, szuka sposobu. Kto nie chce, szuka powodu.
            • 17.03.11, 11:01 Odpowiedz
              Jak się zrówna sytuację kobiet z mężczyznami, to problem gorszego traktowania matek, w miejscu pracy zniknie. Ojciec musi tyle samo czasu być "na zwolnieniach" na dziecko, czy urlopie opiekuńczym, co matka. Musi być tak samo opłacany, co kobiety. Np. jeśli, dzisiaj, górnik po 3-letniej zawodówce zarabia więcej niż pielęgniarka z magisterium to napewno ona będzie musiała zrezygnować z pracy i zostać z dzieckiem i ponosić koszty ruiny kariery, nie on. Dzieci mają oboje rodziców i to jest rodzina. A, jak widać z powyższej dyskusji, my ciągle mówimy o kobietach. Że mamy im ulżyć. Że nie powinny czuć sie winne, że aspirują do człowieczeństwa kosztem dzieci. A niby czemu nie czują się winni ojcowie? Dlaczego oni nie maja mniejszej emerytury z powodu posiadania dzieci? To nie ich dzieci?

              --
              "Mój pogląd odnośnie religii jest taki jak Lukrecjusza. Uważam ją za chorobę zrodzoną ze strachu i za źródło niewypowiedzianego
              nieszczęścia rodzaju ludzkiego" - Bertrand Russell.
              • 17.03.11, 12:25 Odpowiedz
                Ok, zgodzę się - fajne postulaty. tylko... co ma zrobić matka samotna, naprawdę samodzielnie wychowująca dziecko, nie mająca pomocnego nowego przyjaciela ani dziadków w odwodzie. Taką matką jestem właśnie ja na przykład i nie mam zbyt wielkiego pola manewru jeśli chodzi o realizację nie wiadomo jakich planów zawodowych (z różnych przyczyn, m.in. dziecko z wadą serca, po rehabilitacji). Takich osób jest miliony, a problem samotnego rodzicielstwa i kiepskiej sytuacji w pracy też zaczyna dotykać ojców.

                W tym momencie przymusowy podział urlopów krzywdzi moje dziecko, bo jego ojciec zmuszony do wypełnienia takiego zobowiązania wolałby chyba się wyeksmitować do innego miasta, niż paluchem ruszyć. Wiem z doświadczenia.

                Co do opłacania, zawód zawodowi nierówny. Niektórzy są poszukiwanymi fachowcami, inni mają silne lobby, jak wspomniani przez Ciebie górnicy i cała masa innych beneficjentów, których nikt nie ruszy. Nikt mnie nie zatrudni jako górnika, choć na pewno więcej bym zarobiła niż jako tłumacz;). Nie liczę na specjalne podniesienie płac np. pielęgniarek czy innych zatrudnionych w budżetówce. Nie liczę na to, że pielęgniarka zarobi tyle samo, co np. szef działu sprzedaży w dużej korporacji.

                Równi nigdy finansowo nie będziemy, także w obrębie jednej płci. A pewne dobrze płatne zawody są dla pań zamknięte, np. praca na platformie wiertniczej na Morzu Północnym;).
                --
                Kto chce, szuka sposobu. Kto nie chce, szuka powodu.
              • 17.03.11, 14:25 Odpowiedz
                szpak01 napisał:

                > Ojciec musi tyle samo czasu być "na zwoln
                > ieniach" na dziecko, czy urlopie opiekuńczym, co matka.

                Widzisz, ale to jest sprawa rodziny. Już nie mówię o modelowym przykładzie małżeństwa górnika z pielęgniarką. W tym domu bierze ojciec, w tym matka, a w tym jak czasem. Co proponujesz? "Nie, nie dostanie pani zwolnienia, teraz dzieckiem ma się opiekować ojciec"?

                > Musi być tak samo opłacany, co kobiety. Np. jeśli, dzisiaj,
                > górnik po 3-letniej zawodówce zarabia więcej niż pielęgniarka
                > z magisterium

                Skoro tak piszesz, to pewnie wiesz... ale on nie dlatego zarabia więcej, że jest mężczyzną, a ona nie dlatego zarabia mniej, że jest kobietą, tylko ci pracodawcy za taką robotę płacą tyle. Względnie dlatego, że na tyle się umówili.

                > to napewno ona będzie musiała zrezygnować z pracy i zostać z dzieckiem
                > i ponosić koszty ruiny kariery, nie on. [b]

                Zawsze prawdopodobne jest, że to strona mniej zarabiająca zrezygnuje z pracy, co wywrze określony wpływ na jej przyszłość.
                Takiego komfortu, że oboje zarabiają podobnie, albo że jedno może telepracować czy w inny sposób pracować w domu, zażywa niewiele par. W moim przypadku to się odbywa kosztem nieprzewidywalności dochodów, czasem zarabiam 2 pensje żony, a czasem pół.

                A co do emerytur, sprawa jest prosta: składki emerytalne powinny wchodzić do majątku wspólnego. Nienowa rzecz, ale jakoś u nas nie wprowadzona ani nawet nikt się tego nie domaga.

                --
                Bezpieczna prędkość jest wtedy, kiedy samochód stoi (najlepiej w garażu).
            • 17.03.11, 13:16 Odpowiedz
              dragontatoo napisała:

              > Ale ta propaganda jest tandetnie prymitywna...

              No to co? Reklamy proszków do prania też bywają tandetnie prymitywne, a działają.

              --
              Klaps ma się tak do maltretowania dziecka jak kufel piwa do delirium.
            • 17.03.11, 15:08 Odpowiedz
              dragontatoo napisała:

              > Przykład Korei Półn., Chin z okresu Mao, czy praktyk Lebensbornu
              > w nazistowskich Niemczech doskonale pokazuje, co się dzieje,
              > kiedy rodzice zostają sprowadzeni jedynie do roli inseminatora i inkubatora,
              > a ich rolę w kształtowaniu światopoglądu dziecka sprowadza się do zera.

              Lebensborn i w ogóle III Rzesza jest w tym zestawieniu o tyle nie na miejscu, że Lebensborn był obok tradycyjnej rodziny, bardzo w Reichu popieranej, a nie zamiast. Generalnie niemiecka kobieta miała siedzieć w domu i wychowywać dzieci.

              --
              Taki zwyczaj się ustalił,
              Koleżanko i kolego:
              Lepsi są ci, co oddali,
              Niż ci, co nie mieli czego. (W.Młynarski)
              • 17.03.11, 17:49 Odpowiedz
                O sorki, praktyka była też taka, że dzieci oddzielano właśnie od rodzin i wychowywano na idealnych Hitlerjunge und madchen ... A celem podstawowym była jedynie prokreacja, natomiast na wychowywanie dziecka biologiczna matka najczęściej wpływu już nie miała:

                "Oficjalnie podawane społeczno-dobroczynne cele (określone w paragrafie 2 statutu stowarzyszenia Lebensborn[2]) miały być osiągane poprzez:
                Przyjęcia opiekuństwa odpowiednio do przepisów ustawy Rzeszy o opiece społecznej (niem. Reichsjugendwohlfahrtgesetz, RJWG) - według własnego uznania, co oznaczało umieszczenie w rodzinach SS które chciały zaadoptować dziecko."
                --
                Kto chce, szuka sposobu. Kto nie chce, szuka powodu.
    • 16.03.11, 22:35 Odpowiedz
      A ja sie zgadzam z artykulem i ciesze sie ze takowy powstal.

      Ja uczeszczalam do zlobka od wieku 1.5 roku (w Polsce) i nie czuje sie okaleczona psychicznie, moje zwiaski z rodzina i rodzicami sa swietne - Jestem profesorem na Uniewersytecie w USA co swiadczy ze nie zostalam uposledzona intelektualnie. Moje zycie erotyczne i seksualne jest w porzadku.
      Stworzylam stabilna i kochajaca sie rodzine (od 18 lat z tym samym mezem, kochamy sie, nie mamy konfliktow). Moje wszystkie dzieci sa w zlobku od wieku 4 miesiece, bo takie tu sa realia. Ale po pracy i w weekendy mamy dwa razy tyle energii zajac sie nimi, czytac i utrzymywac kontakt emocjonalny i fizyczny. Nie wygladaja rowniez na uposledzone pod zadnym wzgledem.
      A kobieta ma prawo i do rodziny i pracy zawodowej, dzieci to doceniaja - ja zawsze szanowalam moja matke za to, ze pracowala i byla samodzielna podobnie jak ojciec, dzieki temu zwizek ich byl partnerski i kochaja sie do teraz.
      • 16.03.11, 23:11 Odpowiedz
        Ale zauważ, że autorka wcale nie przedstawia nam tak naprawdę zalet żłobka, czyli np. możliwości powrotu mamy do pracy, równych szans ekonomicznych obu płci itp. Nie pisze, jak opieka będzie wyglądać w świetle nowej ustawy.

        Zamiast tego, dużą część artykułu zajmują wywody na temat, jak to ludzka, monogamiczna rodzina jest nienaturalna, bo zwierzęta rzadko łączą się w pary. Albo, że rodzice nie umieją wychowywać swoich dzieci i ograniczają się do dbania o czystość rąk i zębów albo podania posiłku.

        To jakieś chore i nienaukowe gonienie ze skrajności w skrajność. Jeden stereotyp - rodziny Duchem bożym silnej;) - zastąpiony stereotypem mam opiekujących się dziećmi jako bezmózgich kucht, które nie potrafią nauczyć dzieci zasad społecznych itp.

        I dlatego tak tu zawrzało, bo autorka wylała wiadro pomyj na normalne rodziny, które nie tylko dają dzieciom jeść, ale też dbają o ich postawy i wychowanie. Głoszenie poglądu, że tylko instytucja tego nauczy, świadczy o dużej niekompetencji wychowawczej rodziców takie opinie głoszących. Bo najlepszy żłobek czy przedszkole nie pomoże, jak rodzic dzieckiem zająć się nie chce i nie umie.

        Dla mnie żenua, spodziewałam się faktów, badań, wniosków. Te cztery literki przed nazwiskiem do czegoś zobowiązują. Nie mówiąc o kropce;).


        --
        Kto chce, szuka sposobu. Kto nie chce, szuka powodu.
        • 18.03.11, 22:30 Odpowiedz
          Zgadzam sie z taka krytyka artykulu, ale niestety czytajac forum zapominam juz nawet o czym on byl. Bo poza niektorymi trafnymi opiniami punktujacymi absurdy tekstu, pozostale skupiaja sie na krytykowaniu instytucji pozarodzinnych wspomagajacych kobiety, ktore staraja sie polaczyc wychowanie dziecka z aktywnoscia zawodowa,
          A to uwazam za pomylke. Nie jestem skrajna feministka, ale chcialabym aby kobiety mogly posiadac rodzine i dzieci, i rownoczesnie byc samowystarczalne ekonomicznie i pozwalac sobie na rozwoj intelektualny i zawodowy.
          Spychanie kobiet do dzieci i kuchni oraz ograniczanie ich swiatopogladu do telenoweli i romansow oraz uzasadnianie tego dobrem rodziny mnie wkurza i jak cenilam akcje Cala Polska czyta Dzieciom tak niestety obecnie dostaje alergii na ta nazwe.
    • 16.03.11, 22:52 Odpowiedz
      Pani Środo ja to wiem pani to wie, ale zakute łby katoprawicowe nie i nikt im nie będzie mówił że białe jest białe etc Chociażbyśmy wysnuli jak najlepsze argumenty dowody to oni i tak będą twierdzić na przykład że onanizm powoduje ślepotę rodzina jest święta a kobita jest gorsza w oczach PAna i amen
      Kto ma zakuty łeb temu nic nie pomoże
      • 16.03.11, 23:09 Odpowiedz
        I to jest wypowiedź człowieka posługującego się argumentami. Brawo.
      • 17.03.11, 01:51 Odpowiedz
        ŚWIĘTE słowa paniedzieju rycerskie to są głowy aliści!!!

        te_rence napisał:

        > Pani Środo ja to wiem pani to wie, ale zakute łby katoprawicowe nie i nikt im n
        > ie będzie mówił że białe jest białe etc Chociażbyśmy wysnuli jak najlepsze argu
        > menty dowody to oni i tak będą twierdzić na przykład że onanizm powoduje ślepot
        > ę rodzina jest święta a kobita jest gorsza w oczach PAna i amen
        > Kto ma zakuty łeb temu nic nie pomoże


        --
        "Mój pogląd odnośnie religii jest taki jak Lukrecjusza. Uważam ją za chorobę zrodzoną ze strachu i za źródło niewypowiedzianego
        nieszczęścia rodzaju ludzkiego" - Bertrand Russell.
    • 16.03.11, 23:45 Odpowiedz
      Po przeczytaniu tego tytułu stwierdzam że autor(ka) jest chory(a) psychicznie.
      Dalej nawet nie mam zamiaru się zagłębiać w ten pseudoartykuł!
      • 17.03.11, 01:52 Odpowiedz
        I słusznie, bo dalet też nie pojmiesz rycerska głowo

        freeman00 napisał:

        > Po przeczytaniu tego tytułu stwierdzam że autor(ka) jest chory(a) psychicznie.
        > Dalej nawet nie mam zamiaru się zagłębiać w ten pseudoartykuł!


        --
        "Mój pogląd odnośnie religii jest taki jak Lukrecjusza. Uważam ją za chorobę zrodzoną ze strachu i za źródło niewypowiedzianego
        nieszczęścia rodzaju ludzkiego" - Bertrand Russell.
        • 17.03.11, 01:54 Odpowiedz
          I słusznie, bo dalej też nie pojmiesz rycerska głowo.


          szpak01 napisał:

          > I słusznie, bo dalej też nie pojmiesz rycerska głowo
          >
          > freeman00 napisał:
          >
          > > Po przeczytaniu tego tytułu stwierdzam że autor(ka) jest chory(a) psychic
          > znie.
          > > Dalej nawet nie mam zamiaru się zagłębiać w ten pseudoartykuł!
          >
          >


          --
          "Mój pogląd odnośnie religii jest taki jak Lukrecjusza. Uważam ją za chorobę zrodzoną ze strachu i za źródło niewypowiedzianego
          nieszczęścia rodzaju ludzkiego" - Bertrand Russell.
    • 17.03.11, 04:21 Odpowiedz
      Trudno sie z Pania niezgodzic, ladnie to Pani napisala .
      Pozdrawiam .
      • 17.03.11, 04:54 Odpowiedz
        I ja się dopisuję Przykro mi też, że spotkał Panią "kubeł pomyj" od ...owców. Ale ostatnio niektóre "ośrodki wpływów" (czyt. kościółkowi) zmasowały ataki przedwyborcze. Czytać, ze zrozumieniem, jeszcze nie umieją. Tymbardziej polemizować z argumentami zamiast z nazwiskiem inerlokutora. Tym niemniej, nauczyli się stukać na klawiaturze, no i "koń jaki jest, kazdy widzi". Wspaniały artykuł i moje dla Pani uznanie - jak zwykle. Dziękujemy.
        w.kropa napisał:

        > Trudno sie z Pania niezgodzic, ladnie to Pani napisala .
        > Pozdrawiam .


        --
        "Mój pogląd odnośnie religii jest taki jak Lukrecjusza. Uważam ją za chorobę zrodzoną ze strachu i za źródło niewypowiedzianego
        nieszczęścia rodzaju ludzkiego" - Bertrand Russell.
        • 17.03.11, 07:28 Odpowiedz
          Czytam Pana wypowiedzi z dużym zainteresowaniem Panie Szpak. Da się zauważyć, że błędy literowe, gramatyczne, stylistyczne wytyka Pan jedynie tym, którzy mają odmienny pogląd od Pana. (Pominął pan np.że niezgodzić pisze się oddzielnie). Zarzucając im atakowanie osoby nie argumentów robi Pan dokładnie to samo. Nazywając ich baranami, ciemnotami piep..ącymi głupoty. Wiele to mówi o Panu, pańskiej umiejętności prowadzenia dyskusji i podejściu do człowieka.
          To wiele mówi również ootrzymanym wychowaniu.
          • 17.03.11, 09:19 Odpowiedz
            Moje podejscie do człowieka, który dyskutuje nie czytając tekstu, jest w samej rzeczy negatywne. Taki sam stosunek mam do tych, co wprawdzie czytają tekst, ale go wogóle nie rozumieją lub demagogicznie odwracają "kota ogonem" (Alika) Takich ludzi nie toleruje - ja ich tępię. Co do wychowania, panienko, to nie chowały mnie-na szczęście- sadystyczne zakonnice ani pedofilski księżulo. Wychowały mnie mądre, światłe i pracujące kobiety -matka i babcia (plus aktywnie uczestniczący ojciec). Ale nie dewotki i konserwatystki ani katoendecja. Uczyły mnie: "nie rób drugiemu, co tobie niemiłe" a nie, że spotka mnie kara boska i wieczne potępienie "z rąk" miłosiernego i litościwego boga. W mojej rodzinie, po spowiedzi, nie szło się znów: kraść, bić domowników, zdradzać, maltretować zwierzęta, donosić itp. itd. ... i znów do spowiedzi. W mojej rodzinie pomagało się bliźniemu, gdy tej pomocy potrzebował - nie na pokaz. Moja żona i ja oddaliśmy dziecko do żłobka i przedszkola (na szczęście nie grasowali tam jeszcze pedofile w czarnych sukienkach). Wyroslo ono na porządnego,dobrego i światłego człowieka. Po 6-8 godzinach w żłobku jest jeszcze 16-18. godzin spędzonych w domu,z rodzicami, ale nie przed telewizorem czy komputerem - zeby rodzice mieli spokój. Liczy się jakość tego czasu. W naszym domu "ryby i dzieci miały głos". Oboje jesteśmy dumni z naszych rodziców i naszego dziecka. Nie oczekujemy, żeby nasze dziecko nas utrzymywało na emeryturze (jest już i wystarczająca). Dzięki "komunistycznym" żłobkom i przedszkolom zdobyliśmy oboje wykształcenie i dobrze płatne kariery zawodowe a nasze dziecko ZAWSZE z dumą mówiło o nas i chwaliło się, przed kolegami, kim są rodzice. Nawet najlepsze żłobki, przedszkola i szkoły nie zastąpią mądrych i mądrze kochających rodziców. Przebywanie z dzieckiem 24 godziny na dobe NIE gwarantuje dobrego przykładu do naśladowania. Pani Prof. Środa byłaby, idiotką zaprzeczając roli rodziny w wychowaniu dziecka (a nią nie jest) bo sama z rodziny wyszła. Wiedza, wiedza, wiedza oraz miłość i szacunek w rodzinie panienko. Emeryt z wnukami.

            --
            "Mój pogląd odnośnie religii jest taki jak Lukrecjusza. Uważam ją za chorobę zrodzoną ze strachu i za źródło niewypowiedzianego
            nieszczęścia rodzaju ludzkiego" - Bertrand Russell.
            • 17.03.11, 09:26 Odpowiedz
              > Pani Prof. Środa byłaby, idiotką zaprzeczając roli rodziny w wychowaniu dziecka

              Ale przecież zaprzecza i o to cały ten dym. Proszę:

              "Jeśli przyjrzeć się wychowaniu rodzinnemu, to zobaczymy, że ma ono charakter egoistyczny, klanowy i hedonistyczny, a większość treści duchowych zredukowana jest do uczestnictwa w obrządkach religijnych. Wychowanie domowe - śmiem twierdzić - nie ma charakteru prospołecznego, proeuropejskiego czy obywatelskiego. Dzieci uczy się zasad higieny (myj ręce) i bardzo podstawowych norm (nie kradnij, nie kłam), ale niewiele ponadto. Wychowując dzieci, nie uczymy ich szacunku wobec prawa ani zaangażowania na rzecz innych, nie mówimy, by płaciły podatki, rozwijały postawy ekologiczne, były patriotyczne, bezstronne w ocenie etc."

              --
              Wszyscy chcą naszego dobra. Nie dajmy go sobie zabrać!
            • 17.03.11, 09:40 Odpowiedz
              szpak01 napisał:

              > Pani Prof. Środa byłaby, idiotką zaprzeczając roli rodziny w wychowaniu dziecka

              Toteż ona nie zaprzecza, że ta rola jest. Ona twierdzi, że jest to rola negatywna.

              > (a nią nie jest)

              Wolę nie wnikać w to, kim ob. Środa jest. Mogę jedynie twierdzić, że pisze mądrze albo głupio (i z tej drugiej możliwości korzystam).

              > bo sama z rodziny wyszła.

              No właśnie, jeszcze jeden argument przeciwko rodzinie, wyrastają potem takie Środy...

              --
              Nie ma sensu dyskusja, co jest prawdziwym socjalizmem, a co jego wypaczoną formą - każdy socjalizm jest dobry, dopóki jego zwolennicy nie dorwą się do władzy.
              (Wiktor Suworow)
            • 17.03.11, 13:03 Odpowiedz
              Cieszę się, że miał pan szczęśliwe dzieciństwo, bez kontaktu z sadystami, pedofilami i innymi patologiami. Cieszę się również, że pańska córka podobne dzieciństwo miała. Daje pan dobry przykład nie chodząc kraść zaraz po spowiedzi. "Nie rób drugiem co tobie niemiłe" piekna zasada. Pozostaje spytać czy wobec tego miło być tępionym, obrażanym traktowanym bez szacunku, tylko dlatego, ze nie ma się wystarczajacej inteligencji by zrozumieć tekst? Tylko dlatego,że ma się odmienne poglądy? Tylko dlatego, ze nie dorasta się panu do pięt? Jakaż to arogancja.
              Z poważaniem.
              • 18.03.11, 16:58 Odpowiedz
                Szanowna interlekutorko.
                Piszesz: " Pozostaje spytać czy wobec tego miło być tępionym, obrażanym traktowanym bez szacunku, tylko dlatego, ze nie ma się wystarczajacej inteligencji by zrozumieć tekst?
                Zaiste. Jak się jest niewidomym, nie bierze się udziału w jury konkursu piękności, jak się jest głuchym, nie bierze się udziału w jury konkursu szopenowskiego. A jak się jest ynteligentnym "inaczej" i nie rozumie tekstu a tym bardzie nie czyta go (z duma to obwieszczając), natomiast oblewa się autorkę artykułu i forumowiczów Ją popierajacych, kubłem pomyj, to jest to - cyt. z pani wypowiedzi: Jakaż to arogancja. - To nie tylko jest argancja. To wskazuje na celową napaść na przeciwników ideologicznych i wskazuje jednocześnie na" iteligentnego inaczej". Nikt o odrobinie inteligencji nie dyskutuje tekstu, którego nie przeczytał! Takich ludzi nie szanuję absulutnie. Mało, że są głupii, to jeszcze bezczelni. Cyt.:"nie pchaj się na afisz, jak nie potrafisz". Stare przysłowie a jakże adekwatne. Prawica i konserwa robią ostatnio, tłum na forach. Niestety, ilość NIE przechodzi w jakość (chyba w łepetynach Marks im utkwił i nijak nie mogą tego ze łbów wytrzebić). Wobec powyższego, nadal będę tępić "yntelygentnych inaczej", którzy zabierają głos, nie umiejąc czytać i rozumiec, tekstów dyskutowanych. Ale za to robią tłum na forach i opluwają "inteligentnych normalnie". Nie znoszę głupiego motłochu a szczególnie tego wyedukowanego w demagogiach z zakrystii i wysyłanego na fora, by pomóc ciemnogrodowi wrócić do władzy. A TO nie jest złe wychowanie panienko (czy może siostrzyczko/księże?) Czy powyższy takst jest zrozumiały? Jeśli nie, to proszę się nie silić na odpowiedź. Pozdrawiam.

                ----------------------------------------
                "Mój pogląd odnośnie religii jest taki jak Lukrecjusza. Uważam ją za chorobę zrodzoną ze strachu i za źródło niewypowiedzianego
                nieszczęścia rodzaju ludzkiego" - Bertrand Russell.
                • 18.03.11, 21:03 Odpowiedz
                  Pańska odpowiedź całkowicie zrozumiała. Wnioski w większości pozostawię dla siebie, gdyż rónież działam w myśl zasady "nie czyń drugiemu... itd." a wypisanie ich publiczne byłoby jej naruszeniem.
                  Pozostaje mi jedynie odczuwać zadowolenie, że istnieją tacy gorliwi tępiciele ciemnoty, głupoty. Dzięki takim jak pan. walecznym emerytom (a może byłym księdzom ;-), świat jest wolny od zacietrzewienia, galopującego tryumfalizmu, dogmatycznego przekonania o swej jedynej słusznej racji czającego się pod hasłami tolerancji, obrony inteligencji i racjonalnego myślenia.
                  Ucałowania dla żony i córki.
                  • 22.03.11, 02:34 Odpowiedz
                    "Pańska odpowiedź całkowicie zrozumiała. Wnioski w większości pozostawię dla sie
                    > bie, gdyż rónież działam w myśl zasady "nie czyń drugiemu... itd." a wypisanie
                    > ich publiczne byłoby jej naruszeniem.
                    > Pozostaje mi jedynie odczuwać zadowolenie, że istnieją tacy gorliwi tępiciele c
                    > iemnoty, głupoty. Dzięki takim jak pan. walecznym emerytom (a może byłym księdz
                    > om ;-), świat jest wolny od zacietrzewienia, galopującego tryumfalizmu, dogmaty
                    > cznego przekonania o swej jedynej słusznej racji czającego się pod hasłami tole
                    > rancji, obrony inteligencji i racjonalnego myślenia."

                    A ty znów nie na temat. Nie umiesz odpowiadać na argumenty?
                    Demagogia zalewa ci oczy?. ANI jednego rzeczowego argumentu. Szkoda słów - baba o szydle a chłop o widle + troszkę demagogii na sprzedaż, aby zaistnieć z jedynie szłusznymi poglądami. A wydawało się, że było napisane jasno: z głupim nie dyskutuje się o filozofii ani logice. A moja żona i córka powiedziały mi, że tracę czas na dyskusję z tobą. Bo to rozmowa ze ślepym o kolorach.
                    --------
                    "Mój pogląd odnośnie religii jest taki jak Lukrecjusza. Uważam ją za chorobę zrodzoną ze strachu i za źródło niewypowiedzianego
                    nieszczęścia rodzaju ludzkiego" - Bertrand Russell.
                    • 22.03.11, 21:53 Odpowiedz
                      Rzeczywiście całkowity brak jakiejkolwiek płaszczyzny porozumienia. Natomiast zrozumiał Pan doskonale. Reczywiście nie podałam żadnego argumentu, gdyz swoja opinie na temat artykułu wyraziłam gdzie indziej. W swoim poście zawarłam opinię na temat Pana. I po raz kolejny ma Pan rację - Z głupim nie rozmawia się o logice, a z chamem i prostakiem o kulturze bycia.
                      Natomiast w przeciwieństwie do kobiecej części pańskiej rodziny, nie uważam naszej wymiany słów za stracony czas. Wręcz przeciwnie, to czego się dowiedziałam zapewne mi sie przyda. Nie mogę się rónież zgodzić co do zaistnienia z jedynymi słusznymi poglądami, gdyz tak jak pan wspomniał, w ogóle ich nie zareprezentowałam.

                      Ps. Nie mam najmniejszej wątpliwości, że moje posty pozostały zauważone jedynie przez pana. A i panu mysli zbyt długo zaprzatać nie będą. Więc nie rozumiem skąd takie oburzenie, czyżby ubodły pana uwagi demagogicznej kochanki proboszcza?
    • 17.03.11, 08:01 Odpowiedz
      Muszę powiedzieć że jednak ten nasz rząd, i ta banda oszołomów z nim to jest jakieś nie porozumienie. Ja jestem szczęśliwym ojcem który oddał dziecko do żłobka i nie dam sobie nic powiedzieć że jest źle. Te pajace kiedyś też dali swoje dzieci do żłobka i jakoś teraz jest ok.
      Po pierwsze powinni dać rodzicom możliwość pracować krócej i godnie zarabiać. Po drugie kto mi zapłaci za niańkę która kosztuje z 1000 zł, a żłobek kosztuje w najgorszym przypadku 500 zł jest to zasadnicza różnica. Po drugie myślę że nie żłobek jest winien tylko rodzice którzy nie poświęcają swoim pociechom tyle czasu ile powinni, a jak już są w domu to puszczają bajkę lub włączają komputer zamiast wyjść z dzieckiem na spacer czy się z nim po prostu pobawić. Ja mam to szczęście że pracuję tylko 8 godzin (O dziwo w prywatnej firmie) potem jestem wolny i wtedy poświęcam cały mój popołudniowy czas dziecku(oczywiście wraz z żoną). Niech te debile bo inaczej nie umiem tego nazwać wezmą się za gospodarkę żeby ją uzdrowić a nie zabierają się za żłobki, przedszkola, emerytury itp. .
      • 29.03.11, 13:57 Odpowiedz
        soijp napisał:
        > Muszę powiedzieć że jednak ten nasz rząd, i ta banda oszołomów z nim to jest jakieś nieporozumienie. Ja jestem szczęśliwym ojcem który oddał dziecko do żłobka i nie dam sobie nic powiedzieć że jest źle. Te pajace kiedyś też dali swoje dzieci do żłobka i jakoś teraz jest ok.
        Po pierwsze powinni dać rodzicom możliwość pracować krócej i godnie zarabiać. Po drugie kto mi zapłaci za niańkę która kosztuje z 1000 zł, a żłobek kosztuje w najgorszym przypadku 500 zł jest to zasadnicza różnica. Po drugie myślę że nie żłobek jest winien tylko rodzice którzy nie poświęcają swoim pociechom tyle czasu ile powinni, a jak już są w domu to puszczają bajkę lub włączają komputer zamiast wyjść z dzieckiem na spacer czy się z nim po prostu pobawić. Ja mam to szczęście że pracuję tylko 8 godzin (O dziwo w prywatnej firmie) potem jestem wolny i wtedy poświęcam cały mój popołudniowy czas dziecku (oczywiście wraz z żoną).
        Niech te debile bo inaczej nie umiem tego nazwać wezmą się za gospodarkę żeby ją uzdrowić a nie zabierają się za żłobki, przedszkola, emerytury itp. .>
        ----------
        Mądry post. Nasz rząd i cała banda oszołomów w senacie do wszystkiego zabiera się od dupy strony. Wszyscy kurcze to specjaliści od wychowywania CUDZYCH DZIECI, a polskie matki to jakieś "kretynki", które nie wiedzą, co robią. Najlepiej olać się na to i po prostu robić swoje, nie liczyć na żadną pomoc polityków tylko oszczędzać na złobki, edukację no i na własną emeryturę, bo na starość przy obecnej polityce i złodziejstwu ZUS dostaniemy po 500 złotych. A kobiety, które 3 lata siedzą w domu z dzieckiem to czesto nie mają dokąd wracać, a jak potem odłożą na emeryturę? Ano wcale!!!

    • 17.03.11, 08:19 Odpowiedz
      Ja mieszkam w Czeskiej Republice. Jestem mamą 11 miesięcznej córeczki. Tutaj urlopy wychowawcze są płatne. Długość ich to od 2 do 4 lat. Od długości urlopu zależy wysokość pobieranych zasiłków wychowawczych. W przypadku 2 lat to około 1600zł. żłobków funkcjonujących jako przechowalnia maluchów na 10 godzin tu nie ma. W zasadzie wszystkie mamy są w początkowym okresie życia ze swoimi dziećmi.
      Za to są tu tzw. materske centra, takie dzienne klubiki malucha. Można tam przyjsc z dzieckiem już od 1 dnia. Dzieci się tam bawią, są też różne programy dla dzieći i mam. Są cwiczenia dobrane do wieku brzdaca, czytane ksiązek, zabawy rozwjowe i itp. centra organizuja tez wycieczki weekendowe. W moim 20 tys miasteczku sa dwa. Do jednego wstep (jestes tam ile chcesz) kosztuje 3 zł a do rugiego 5. W sąsiednim polskim cieszynie za godzine w jakiejs figlolandii placi sie 10 zł.
      W sąsiednim miasteczku są kursy pływania dla niemowlaków.
      Przedszkola są tu od 2-3 roku życia. W zasadzie nie ma problemów z miejscem dla dziecka w przedszkolu. Problemy sa tylko w okolicach Pragi, gdzue powstały nowe osiedla a infrastruktura nie nadążyła. Przedszkole kosztuje ok. 80 zł z wyzywieniem.
      Mamy wtedy wracają do pracy. I co ciekawe, nie mają z tym większych problemów. każdy rozumie, ze kobieta ma prawo być na urlopie macierzyńskim, odchować dziecko. Często widać ogłoszenia o pracę, że przyjmie się pracownika na zastępstwo, bo pracownica jest na macierzyńskim. U nas to się nie zdarza.
      Szanowna Pani Profesor. Ja też jestem przeciwna wykluczaniu kobiet i dzieci z życia publicznego.
      Mam wrażenie, że kobiety w Polsce są karane za urodzenie dziecka. Niestety mam obawy, czy ta przygotowana ustawa zmieni coś w sensie pozytywnym. Aby doszło do zmiany potrzebne są dwie rzeczy: pieniądze i szacunek dla kobiet.
      A rząd zachowuje się mniej więcej tak:
      nie mamy forsy na żłobki, przedszkola, to może ktoś nas wybawi od tego kłopotu.
      Co do szacunku: to jak mówiłam w Czechach mężczyznom, że nie wiem czy nie stracę pracy z powodu urodzenia dziecka (pracuje w Polsce) to każdy z oburzeniem stwierdzał, że to dyskryminacja. A u nas to wszyscy tolerują. Nikt nie uważa tego za dyskryminację.

      Osobiście nie uważam, żeby najlepszym rozwiązaniem było przebywanie np 6 miesięcznego malucha poza domem bez mamy po 10 godzin dziennie. sama przeszłam różne modele opieki socjalistycznej i mam nadzieje, ze moim dzieciom będzie to oszczędzone. Ale tak jak wspomniałam na początku, dzieci i kobiet nie można zamykać w domach. czemu nasze państwo nie tworzy klubików malucha, takich jak funkcjonują w Czeskiej republice i w większości państw europy zachodniej? Gdzie brzdąc z mamą przychodzą i na zabawach spędzają czas? Mówi się, że ta ustawa da wybór rodzicom, a co to za wybór jesli kobieta i tak musi wrócić do pracy? Jeśli nie ma środków do życia i zupełnie niezrozumiałe jest zajmowanie się małym dzieckiem przez mamę? Skoro tego społeczeństwo nie akceptuje?
      jestem wielkim sceptykiem tej ustawy i nie sądzę, żeby przyniosła efekt w postaci wzrostu liczby urodzeń. Ktoś tam powie, ze lepszy rydz niż nic. Ale ja myśle, ze bedzie kompletne nic.

      Zeby zaczeły rodzic się dzieci w Polsce trzeba sypnąć forsą i to solidną. Wprowadzić płatne urlopy wychowawcze, ogólnodostępne przedszkola, klubiki dziecka i itp. za przystępną cene (juz czytalam, ze z braku pieniedzy przedszkola beda likwidowane). I musi dotrzeć do świadomości społeczeństwa, ze kobieta ma prawo zajmować się swoim dzieckiem jak jest malutkie i nie jest to koszt społeczny, ale wyjątkowo opłacalna inwestycja.
      Szkoda, ze nasz rząd i parlamentarzyści nie dostrzegli, że wydatki na politykę rodzinna to nie wydatki, ale najopłacalniejsza na świecie inwestyca, najlepsza jaką mogą zrobić. I szkoda, ze nie chcą sypnać forsą jak zrobiły to inne kraje, gdzie efekt był momentalnie widoczny.
      • 17.03.11, 09:10 Odpowiedz
        Zgadzam się z tą opinią.
      • 17.03.11, 09:26 Odpowiedz
        Ewo, miejmy nadzieję, że to jest pierwszy krok i zamiast budować stadiony dla kiboli, których nikt nie może okiełznać, będziemy "sypać forsą" na żłobki, przedszkola i pro-rodzinną infrastrukturę. Miejmy nadzieję
        --
        "Mój pogląd odnośnie religii jest taki jak Lukrecjusza. Uważam ją za chorobę zrodzoną ze strachu i za źródło niewypowiedzianego
        nieszczęścia rodzaju ludzkiego" - Bertrand Russell.
    • 17.03.11, 08:41 Odpowiedz
      jestem daleki od odsądzania żłobka od czci i wiary - moje dziecko ze względu na niskie pensje obojga rodziców (niskopłatna budżetówka) uczęszczało do żłobka i nie tylko nic jej się nie stało ale nawet rozwija się bardzo szybko, a jej więź z nami jest bardzo silna. Ale moje pytanie dotyczy gatunków monogamicznych. O jakich to krewetkach można powiedzieć że są monogamiczne? Nie wiem kto próbował błysnąć wiedzą zoologiczną ale zna się na tym jak kura na pieprzu - zostając przy zoologicznych porównaniach...
    • 17.03.11, 09:12 Odpowiedz
      Mniej żłobków = mnije dzieci. Mało kobiet zgodzi się na płodzenie potomstwa, jeśli za to będą ukarane wypadnięciem z rynku pracy. Dziwię się, że środowiska feministyczne milczą w tak ważnej kwestii. Okazuje się, że dziś feministki nie reprezentują kobiet tylko lesbijki
    • 17.03.11, 09:14 Odpowiedz
      najbardziej mnie śmieszy przeciwstawianie żłobkowych społeczników zalęknionym domowym dzikusom. Komu się uroiło, że matka czy opiekunka siedzi zamknięta z dzieckiem w domu 24/7? Byłam z dziećmi w domu ponad 2 lata, wychodziłam z nimi codziennie na spacery, plac zabaw, spotykałam się często z koleżankami, które miały dzieci w tym samym wieku, więc moje miały normalny kontakt i z dorosłymi, i z rówieśnikami. A kiedy poszłam do pracy, zatrudniłam nianię, która sama miała 2-letnie dziecko, więc w domu był mini-żłobek z 3 dzieci. W dyskusji naprawdę powinno się używać rzeczowych argumentów zamiast żałosnej demagogii. A rzeczowy argument jest tylko jeden - dla wielu rodzin żłobek jest najlepszym rozwiązaniem ekonomicznym i po co dorabiać do tego jakąś pokrętną ideologię?

      --
      Wszyscy chcą naszego dobra. Nie dajmy go sobie zabrać!
      • 17.03.11, 09:47 Odpowiedz
        echtom napisała:

        > Komu się uroiło, że matka czy opiekunka
        > siedzi zamknięta z dzieckiem w domu 24/7?
        > Byłam z dziećmi w domu ponad 2 lata,
        > wychodziłam z nimi codziennie na spacery, plac zabaw,

        Co więcej, w takim układzie w zupełnie naturalny sposób trafia się z dzieckiem do szewca i do rejenta, do mechanika i do spożywczaka, po muszlę klozetową i po kartkę na wybory, i w sto innych miejsc, gdzie dziecko widzi coś dlań nowego.

        --
        Bezpieczna prędkość jest wtedy, kiedy samochód stoi (najlepiej w garażu).
    • 17.03.11, 09:52 Odpowiedz
      gdy feministka odwołuje się do konstrukcji rodziny sprzed stu i więcej lat, przeciwstawiając ją rodzinie dwudziestowiecznej pod hasłem "i dobrze było". O pozycji kobiety w ówczesnej rodzinie i społeczeństwie co powie?
      Rzecz to nie nowe, Kinga D. napisała coś bardzo podobnego chyba z dziesięć lat temu (tekst pt. "Dzieci nie trzeba kochać"), p. Środa poszła jednak dalej, sięgnęła aż do świata zwierząt.
      Świata, w którym samiec chędoży bez pytania wszystko co się nawinie.

      --
      Nie ma sensu dyskusja, co jest prawdziwym socjalizmem, a co jego wypaczoną formą - każdy socjalizm jest dobry, dopóki jego zwolennicy nie dorwą się do władzy.
      (Wiktor Suworow)
      • 17.03.11, 10:25 Odpowiedz
        Jesteś może Arturem Weasley z Mirriel? Jesli tak, to jak to możliwe, że piszesz tak ciepłe, dobre teksty mając w sobie tyle jadu i nienawiści?
        • 17.03.11, 13:22 Odpowiedz
          Ale o sso chozzzi?
          Jeślim co źle napisał, wykaż, w czym źle, a jeśli dobrze, to o co się rzucasz?

          --
          Bezpieczna prędkość jest wtedy, kiedy samochód stoi (najlepiej w garażu).
    • 17.03.11, 10:23 Odpowiedz
      Żłobki. Śledziłam pilnie dyskusję medialną w trakcie prac nad ustawą, już wtedy natknęłam się na wypowiedzi prof. Środy (felieton we Wprost, audycja w III programie PR), z którymi się nie zgadzałam, a co gorsze uznałam za nieprzygotowane – pani prof. nie odnosiła się do wiedzy na temat rozwoju dziecka a jedynie do swoich wrażeń z wizyt w europejskich żłobkach. W ostatnim artykule w WO pani prof. rozwinęła argumenty, które już wcześniej mnie zdumiały.

      Jestem mamą i czynnym uczestnikiem dyskusji dotyczącej ustawy „żłobkowej”. Mam liczne wątpliwości odnośnie funkcjonowania tej ustawy (głownie natury praktycznej), nie znam odpowiedzi na wszystkie pytania (czy lepsza mało obecna w domu mama zrealizowana zawodowo i zadowolona, czy stale obecna sfrustrowana i niepewna swego losu?), ale oburza mnie promowanie żłobków poprzez umniejszanie roli rodziny. Pani prof. zauważa liczne przywary rodzin, a czy wszystkie instytucje z szyldem „żłobek” są świetnie prowadzone i zatrudniają najlepszych fachowców? Otóż, niestety nie.

      Protestujących przeciwko ustawie wrzucono do worka „obrońców tradycyjnego modelu rodziny”, „stojących na straży tradycyjnej rodziny”, „środowiska prawicowe”. Ja: nie-obrońca i nie-strażnik oraz całkowicie nie-prawicowiec, moją przygodę z ustawą żłobkową zaczęłam od nawiązania kontaktu ze środowiskami protestującymi, ot tak z ciekawości, bo nie mogłam sobie wyobrazić, co z tymi żłobkami jest nie tak. Nie spotkałam w Fundacji Cała Polska Czyta Dzieciom demagogów i przeciwników nowoczesnych rozwiązań. Spotkałam otwartych, cierpliwych ludzi, którzy zapoznali mnie ze wszelkimi materiałami, jakie w tej sprawie posiadali, z opiniami fachowców – lekarzy pediatrów i psychologów.

      Poświęciłam sporo czasu, żeby ten temat „ogarnąć” i mam wrażenie, że gdzieś w rozmowach o dzietności, emeryturach, prawach kobiet, ścieżkach kariery, interesach pracodawców itd. zapomnieliśmy o tych, którzy głosu nie mają, i których z pełną odpowiedzialnością powinniśmy w tej dyskusji reprezentować, o dzieciach do lat 3. Według ustawy na jednego opiekuna przypadnie w żłobku 8 podopiecznych. W tej sytuacji nie podkreślajmy proszę walorów edukacyjnych żłobka, bo zdaje mi się, że jeden opiekun będzie się głównie zajmował zmianą pieluch i karmieniem, na niewiele więcej starczy mu czasu. Nasze żłobki będą właśnie takie, bo na lepsze gmin nie będzie stać.

      Fachowcy (występujący w dyskusji „żłobkowej” jako przeciwnicy nowoczesności) podkreślają znaczenie więzi między dzieckiem i opiekunem, przestrzegają przed chaosem w początkowym życiu maluchów, uczulają na niesłychane znaczenie tych pierwszych 3 lat dla dalszego życia. Czyż to nie brzmi rozsądnie, czy to do Was nie przemawia? Nie wyśmiewam senatora Cimoszewicza, który próbował jakoś wykorzystać tę wiedzę proponując poprawki do ustawy, bo czy sympatyzowanie z lewicą ma oznaczać brak rozsądku i zamknięcie się na wiedzę dotyczącą rozwoju dziecka?

      Rozumiem, że wiele rodzin jest w sytuacji bez wyjścia i bardzo żłobków potrzebują, miło byłoby gdybyśmy odpowiedzialnie dyskutowali, co zrobić żeby te żłobki były jak najlepsze, nie atakując jednocześnie „instytucji”, której żłobki są przecież namiastką i którą mają zastąpić – rodziny.
      • 17.03.11, 15:20 Odpowiedz
        Na dzień dzisiejszy "promocja żłobków" jest zbędna. Chętnych jest wielokrotnie więcej niż dostępnych miejsc. Nim zapełnimy tę dziurę, to miną LATA. Chyba nikt nie będzie żłobków "promował", bo to oznaczałoby jeszcze więcej upierdliwych petentów :)
    • 17.03.11, 12:18 Odpowiedz

      zgadzam się z only.mama. ja tez mam wątpliwości co do oddawania maluchów do żłobka na kilkalnaście godzin. Myślę, ze to jest jakieś szaleństwo. Nikt mi nie powie, ze to nie pozostawi ślady w psychice. Moja 11 miesięczną córeczkę wychowuję ja (mąż też, ale biedak w wiecznych zagranicznych delegacjach) i uważam to za wielkie szczęście i przywilej. Widzę różnice w dzieciach wychowywanych przez mamy w Czeskiej Republice a maluchami podrzucanymi gdzie się da w Polsce.
      Opiekunka mająca pod opieka 8 dzieci ledwo nadąży z wymiana pieluch. Najgorsze jest to, ze w Polsce kobiety po prostu nie mają wyboru. Raz z powodów finansowych a dwa z powodu braku akceptacji społecznej. Kobieta, która zajmie się dziećmi jest podejrzana, budzi zdziwienie, jakaś niedojda społeczna albo leniwa krowa.
      W Polsce kobieta prawo (czy może obowiązek) urodzenia dziecka ma ale już do wychowania i zajęcia się nim nie. Nikt nie zrozumie kobieta chcącej iść na urlop wychowawczy. U nas ten urlop to fikcja.
      Szkoda, że u nas się nie rozumie (nie rozumuje w ten sposób), ze urodzenie dziecka, opieka nad nim w najwcześniejszej fazie życia nie przekreśla możliwości powrotu do pracy i realizowania się kobiety.
      Moje zdziwienie budzi też stawianie w tej dyskusji osób będących przeciwnikami umieszczania w żłobkach kilkumiesięcznych dzieci na równi z oszołomami katolickimi. To jakieś głębokie nieporozumienie. Pomiędzy oszołomstwem katolickim a wizją komunistycznego wychowania jest jeszcze cały obszar rozmaitych rozwiązań.
      Dlaczego w większości cywilizowanych państw europy kobieta ma prawo do przebywania z dzieckiem w jego pierwszych latach życia a potem powrotu do pracy? Tak jest np. w krajach skandynawskich, w które trudno uznać za obszar aktywnego działania katolickich oszołomów. Podobnie jest w Niemczech, Francji czy Czechach.
      W Republice Czeskiej wierzących jak na lekarstwo, w miasteczku, w którym mieszkam jest tylko jeden kościół katolicki reszta to protestanckie. Sa okolice gdzie w promieniu kilkudziesięciu kilometrów nie ma ani jednego kościoła. Nikt tu jednak nie twierdzi, że kilkumiesięczne dzieci należy oddać do żłobka a kobiety wysłać do pracy. Jak rozmawiam z innymi jak wygląda sytuacja młodych rodzin w Polsce to są zszokowani.
      Dziwne, ze te kraje, które pozwalają realizować się kobietom jako matki, te kraje, w których kobiety mają możliwość osobistej opieki nad maluchami a potem powrotu do pracy, to kraje o wysokim PKB. Również i w tym roku zanotowały olbrzymi wzrost.
      A mieszanie prawa do opieki nad dzieckiem przez matke, rodzine z oszołomstwem katolicko-prawicowym to czyste nieporozumienie. Bo i co to ma do rzeczy?
    • 17.03.11, 14:33 Odpowiedz
      Można się ze sposobem argumentacji nie zgadzać, można nie cenić autorki - ale po wielu wpisach, których większość jest opisem swojego dzieciństwa lub matkowania/ojcowania (internet strawi takie miniautobiografie, chociaż nic z nich nie wynika), w dalszym ciągu widzę wielu przeciwników żłobków. Czy umknęło uwadze dyskutantów, że jeśli ustawa żłobkowa zostanie zablokowana "dla dobra dzieci", to:
      1. matki, które muszą pracować nie będą miały gdzie umieścić dziecka na czas swojej pracy;
      2. żłobków będzie zbyt mało, by można było wybrać odpowiedni dla swojego dziecka - w pobliżu i z personelem, do którego można mieć zaufanie;
      3. nie będzie między żłobkami konkurencji w cenie i ofercie opieki;
      4. mnóstwo ludzi, którzy teraz pracy nie mają, będzie mogło chociaż na 1/2 etatu w takich żłobkach pracować - bezrobotni to nie tylko ludzie niewykształceni, polecam portale dla poszukujących pracy;
      5. będą radować się tylko ci, którzy mają możliwości - opieki nad dziećmi w domu i zrezygnowania z pracy, czyli bardzo dobre warunki finansowe. Takich rodzin nie dotyczy dylemat, co z niemowlakiem zrobić i nie dla nich jest ta ustawa;
      6. państwo nie wykona swojej podstawowej roli - ochrony słabszych i wsparcia z urzędu potrzebujących;
      Wszystkim, którzy krzyczą o psychologicznych potrzebach dziecka umyka, co dziecko ma szansę otrzymać od znerwicowanej, finansowo niewydolnej matki. Miłość rodziców jest ważna, ale dobre odżywianie zapobiega chorobom.
      Czy więc rzeczywiście lobby przeciwko żłobkom ma rację bytu?
      Teoria czasem nie da się zastosować w praktyce, a wszystkim dbającym "o dobro dzieci" nie ufam - więcej pod tym szyldem naiwności lub własnych chęci zaistnienia, niż zrozumienia sytuacji tysięcy matek. Posłowie i wszelkie Fundacje - wszyscy syci i "ustawieni" stracili z oczu ludzi, którzy zarabiają niewiele, mają kredyty i żyją w stresie, czy nie stracą pracy. Nie zapominajmy, że wszelkie ustawowe ograniczenia są pierwszym krokiem do totalitaryzmu.
      Jeśli matki będą mogły i chciały zostać w domu - żłobki splajtują. Tym z pewnością nikt w naszym rządzie się nie martwi:))
      • 17.03.11, 15:03 Odpowiedz
        banitka51 napisała:

        > Czy umknęło uwadze dyskutantów, że jeśli ustawa żłobkowa zostanie zablokowana

        Sęk w tym, że artykuł jest nie tylko w obronie ustawy żłobkowej. Jest również o niezrównanej wyższości żłobka nad rodziną, przedstawioną właśnie jako przechowalnia i siedlisko przemocy, którą pomaga wykryć żłobek.
        No i oczywiście o tym, że rodzina nie daje wychowania proeuropejskiego (czyli, na ile rozumiem nowomowę, prounijnego). Primo - jak która, bo to zależy w znacznym stopniu od poglądów rodziców i od tego, co dziecko słyszy w domu (dokładnie tak jak w przypadku jakiejkolwiek innej ideologii), secundo - przypominam, mówimy o grupie wiekowej 0-3, tertio - kto powiedział, że dziecko musi być wychowywane pro? A jeśli rodzice eurosceptyczni, to co?
        Autorka się trochę, kolokwialnie mówiąc, wsypała: jej zdaniem żłobek jest lepszy m.in. dlatego, że zapewnia już od pieluch wychowanie w słusznym duchu.

        --
        Klaps ma się tak do maltretowania dziecka jak kufel piwa do delirium.
        • 17.03.11, 16:32 Odpowiedz
          Ja doceniam sens artykułu, a nie popieram argumenty. Tekst powstał z przyczyn wiadomych - protest przeciwko zablokowaniu ustawy żłobkowej - a zajmowanie się rozdzielaniem włosa na czworo jest zboczeniem z tematu. Może sposób przedstawiania poglądów jak i one same nie każdemu mogą odpowiadać, ale cel jest oczywisty. Dla mnie on jest ważny, a nie porównania z fauną, okazja do okazywania swoich emocji antykościelnych czy apoteoza społecznych więzi niemowlaka. Mogę nie identyfikować się z argumentami, ale zgadzam się z główną tezą, że lobby przeciwne ustawie żłobkowej posługują się argumentami "z czapy".
          Dyskusja zeszła na boczny tor i mało kto rozumie, po co artykuł powstał. Żaden rozumny czytelnik i dojrzały dyskutant nie skupia się na duperelach, gdy groźba braku żłobków nad nami wisi.


      • 17.03.11, 15:43 Odpowiedz
        Banitka, ja jestem za ustawą, ale czy nie można sprowadzić debaty do argumentów ekonomicznych zamiast pier... o patologicznej z definicji rodzinie i jedynie słusznym wychowaniu żłobkowym?

        --
        Wszyscy chcą naszego dobra. Nie dajmy go sobie zabrać!
        • 17.03.11, 16:40 Odpowiedz
          Masz rację, zgadzam się z Tobą echtom - WO zamówiły artykuł, żeby wzbudzić debatę (poniekąd się udało), argumentacja w artykule dla mnie jest taka-sobie, ale ataki dyskutantów świadczą, że coś z myśleniem społecznym się popsuło. Zauważ ile wpisów jest "bo ja" - to jest dopiero argumentacja! Albo personalnie do Autorki - żenujące.
          To nie temat dla małolatów, więc można oczekiwać chyba innego poziomu.
          Gdy sprawa jest ważna, nie powinno być istotne, kto o nią walczy ani jaką bronią, ale że głos zabiera - moim zdaniem.
          Może mi światopogląd kogoś nie odpowiadać, ale gdy walczy w obronie słabszych zawsze to uszanuję.
    • 17.03.11, 16:35 Odpowiedz
      Zdecydowanie nie zgadzam się z tezą którą pani profesor stawia już na wstępie - że przeciwko takiemu kształtowi tej ustawy protestują tylko środowiska prawicowe i ultrakatoliccy fanatycy. Zdaję sobie świetnie sprawę, że zapotrzebowanie na miejsca w żłobkach jest ogromne, a ta ustawa miała teoretycznie umożliwić ich zakładanie, co ( razem z innymi rozwiązaniami jak klubiki i opiekunowie dzienni oraz legalizacja pracy niań) ma ułatwić życie młodym rodzicom. W moim mieście reakcją władz na nową ustawę jest wprowadzenie wyższego limitu liczby dzieci na opiekunkę ( zgodnego z nową ustawą!!!) czyli 8 zamiast dotychczasowych 6. Dodatkowo podwyższą opłatę o 100zł, czyli będę miała gorszą opiekę ( panie przyznają, że sobie nie wyobrażają 32 dzieci w grupie) za większe pieniądze. Czy Pani Środa opiekowała się kiedyś ośmiorgiem półtorarocznych dzieci choćby przez godzinę??? Można się było domyślić że do tego się sprowadzi tworzenie nowych miejsc w żłobkach przez urzędników - przyjmowanie po 32 dzieci do grupy. Dlatego wzniosłe dyskusje na ten temat można sobie prowadzić, a realia w tym kraju są takie jakie są.
      • 17.03.11, 16:51 Odpowiedz
        nineave - pretensje do władz miasta przenosisz na Autorkę artykułu?:)) Każda ustawa ułatwiająca życie obywatelom może być zinterpretowana na ich niekorzyść i to już nie zależy od ustawodawcy.
        W moim mieście powstało kilka żłobków w dużych mieszkaniach na parterze - może każdy ma jakiś przykład, że można zorganizować to lepiej:)
        Drożeje wszystko, więc opłata za żłobki też musi.
        Ustawa - jeśli nie będzie blokowana - może rzeczywiście dać możliwości organizowania takich miejsc dla małej liczby dzieci. Jeśli jej nie będzie - tłok w dotychczasowych placówkach się nie zmniejszy, więc walka z nią jest bezsensowna.

        • 17.03.11, 17:08 Odpowiedz
          Nic na nią nie przenoszę tylko poczułam się urażona zaliczeniem mnie do "prawicowych środowisk dla których istnieje mityczna świętość rodziny". Bo mi się obecny kształt ustawy nie podoba choć uważam że jej wprowadzenie było konieczne. Ja po prostu uważam że jak się coś robi to porządnie. I można było wcześniej pomyśleć czy można się zająć ósemką dzieci w tym wieku bez zagrożenia dla ich bezpieczeństwa, zanim wprowadziło się ten zapis do ustawy. Bo to, że wykorzystają go natychmiast urzędnicy - skoro do 8 to do 8 - to było oczywiste.
          • 17.03.11, 23:20 Odpowiedz
            OK - jeśli chodzi o zapis do 8, jest nierozsądny (delikatnie mówiąc). Ale dlaczego uraża Cię coś, co Ciebie nie dotyczy? Jeśli nie jesteś z "prawicowych środowisk dla których istnieje mityczna świętość rodziny", to argumenty na ten temat dotyczą innych ludzi, a pewnie tacy są:))

            • 19.03.11, 08:38 Odpowiedz
              No właśnie dlatego mnie uraża, że mnie nie dotyczy. Przeczytaj sobie jeszcze raz pierwszy akapit. "Przeciwko ustawie protestują środowiska prawicowe" i dalej o argumantach tych środowisk. Chodzi o to, że nie tylko. To jest przekłamanie. Uważam, że wmawianie ludziom, że tylko takie środowiska protestują, i że jedyne argumenty są takie, że żłobek szkodzi a dziecko powinno być z matką w domu, jest nadużyciem. Ta ustawa w takim kształcie nie podoba się wielu ludziom, którzy chcą zwiększenia miejsc w żłobkach i uważają ich brak za poważny problem społeczny. Zupełnie zignorowano nasze istnienie. Wystarczyłoby gdyby napisała, że protestują między innymi takie środowiska i wysuwają takie argumenty i że z tymi argumentami i tylko z tymi polemizuje w tym artykule, ale są też inne.
      • 17.03.11, 18:29 Odpowiedz
        Opisywany przypadek kreatywności władz samorządowych powinien uzmysłowić bezkrytycznym zwolennikom ustawy, że będą takie właśnie "wypaczenia" powszechne. Ten pomysł z pewnością zostanie podchwycony i recypowany przez innych... Bo gminy szukają pieniędzy i oszczędności, z konieczności odwieszając na kołku ideały. To było do przewidzenia na etapie projektu ustawy, jej zwolennicy podkreślali, że zapis mówi o 8 podopiecznych, a może ich być przecież mniej, np 3-4. Trzymam kciuki za prywatne inicjatywy, mniejsze przedsięwzięcia o większym standardzie opieki, obawiam się jednak że rodzice, którzy decydują się na żłobek z przyczyn ekonomicznych, liczą jednak na tańsza ofertę żłobków publicznych.
    • 17.03.11, 20:26 Odpowiedz
      Banitka51
      Ja obawiam się, że nawet jak ta ustawa zostanie uchwalona to i tak nikomu nie pomoże. Po prostu na jej realizacje przeznaczono za mało pieniędzy. Czytałam, że pieniędzy starczy na zabezpieczenie opieki 4 tys maluchom a jest ich ok 1.2 mln.
      Już grozi likwidacja przedszkolom utworzonym za unijne pieniądze z powodu braku środków. Obawiam się, ze taki sam los spotka i tę ustawę. Opieka w żłobku sporo kosztuje i bez olidnych dotacji większości matek nadal nie będzie na nią stać. W mniejszych miasteczkach pensja 1300zł to całkiem dobra pensja. To jak takich rodziców ma być stać na wydatki 600-1000 zł za przedszkole czy żłobki?
      Moja koleżanka w dużym mieście na rękę dostaje 2200zł. Za złobek bez jedzenia płaci 800 zł. I jak tu myśleć o drugim dziecku?.
      Po prostu bez konkretnego sypnięcia forsą będą nici z tej ustawy i jakiejkolwiek pomocy młodym rodziną. I skończmy z mitem, ze Polska to biedny kraj. Polska to wyspa dobrobytu na mapie świata. Inną sprawą są priorytety rządzących w wydawaniu pieniędzy. Warto by w końcu sobie społeczeństwo polskie uświadomiło, ze kobieta rodząca dziecko to nie kłopot społeczny/koszt, ale najbardziej na świecie długoterminowa inwestycja. Lepszej nie ma i nie będzie
      • 18.03.11, 00:07 Odpowiedz
        Ustawa może umożliwić tworzenie żłobków zgodnie z zapotrzebowaniem, a przede wszystkim nie ogranicza ich tworzenia i funkcjonowania na dotychczasowych, ograniczających zasadach.
        Jak zostanie owa wolność wykorzystana - zależy od ludzi. Nie mamy zaufania do niań lub/i do personelu żłobków i chyba w tym jest problem. Zorganizowanie żłobka, w którym 1 opiekunka zajmuje się 5 dzieci jest możliwe, jeśli owa ustawa nie zostanie zablokowana.
        Z pewnością gdyby Polska była krajem bogatym opłacało by się płacić mamie 90% pensji przez co najmniej 2 lata po urodzeniu dziecka i niechby była z nim w domu. Uważam to za lepsze wyjście dla rodziny, ale wszyscy wiedzą, że 1. państwa (ZUSu) na to nie stać i 2. praca na mamę czekała nie będzie.
        Nie mam w zwyczaju zaglądać do cudzych portfeli, ale zarobek 2200 minus 800 jest i tak dochodem, a nie debetem:) Czasy, gdy małe dziecko było dofinansowane minęły z PRLem i teraz chodzi o stworzenie warunków dla mam, które chcą/muszą pracować. Niestety, za pół darmo nie uda się to - choćby z powodu sporej składki ZUS-owskiej opiekunek. Jeśli ktoś zarabia 1300 i jest samotnym rodzicem, to ma problem, z pewnością taki sam, jak miliony ludzi w tym kraju i na świecie. Nie można od ustawy oczekiwać, że stworzy dobrobyt, a tylko, że da możliwości i, jak zawsze, nie wszystkich będzie stać na skorzystanie z nich.
        W konstruktywnej dyskusji nt ten wątek powinien roić się od pomysłów, jak to zorganizować, a nie - że się nie da:)
        Wszystko zależy od gminy i osób zainteresowanych, ale blokowanie ustawy uniemożliwi zmiany na lepsze. Właśnie ta ustawa daje możliwość przejęcia inicjatywy. Bez niej wszystkie mamy skazane są na zapisy na listach rezerwowych.

        • 18.03.11, 08:50 Odpowiedz
          Ale już nikt nie blokuje ustawy, bo ona przeszła cały proces legislacyjny z podpisem Prezydenta włącznie :)

          Na etapie prac nad ustawą jakikolwiek głos krytyki jej zapisów był odbierany właśnie jako odbieranie szansy, zamykanie drogi, ograniczanie wyboru. Krytycy, którzy podnosili m.in. że 1 opiekun na 8 dzieci to nie jest dobry zapis, że może dobrze gdyby w żłobku było miejsce na wyprowadzenie dzieci na zewnątrz itp. itd. byli obdarzani gorącymi epitetami jak "ciemnogród". To mnie dziwi, no bo kiedy jest czas na dyskusję, na wątpliwości? Teraz? Kiedy już mamy ustawę, a samorządy będą korzystać z jej zapisów nie tylko po to, żeby tworzyć nowe żłobki, ale żeby "udoskonalić" te już istniejące? Nie mam rozwiązań na wszystkie nasze społeczne bolączki, ale smuci mnie takie podejście: gdzieś te dzieci trzeba wepchnąć, coś z nimi trzeba zrobić, zajmowała się jedna pani sześciorgiem, niech się zajmie ośmiorgiem, jak to pięknie w statystykach będzie wybrzmiewać. A jakość opieki pewnie będzie rosła...
          A w ustawie bardzo podoba mi się różnorodnośc form, naprawdę wprowadza ona fajny wybór, oby znalazł wyraz w rzeczwyiście powstających miejscach opieki.
      • 22.03.11, 19:16 Odpowiedz
        ustawa już działa, standard opieki nad maluchami się zmienia zgodnie z jej założeniami. No, ale pojawią się nowe miejsca w żłobkach ukochaną metodą rządzących: bezkosztową.

        "- Dzięki temu w gdańskich żłobkach będzie mogła przebywać prawie setka dzieci więcej. Te dodatkowe miejsca w gdańskich żłobkach uzyskamy poprzez rezygnację ze standardów placówek służby zdrowia, którą umożliwia nowa ustawa, oraz poprzez zmianę liczby dzieci przypadających na jedną opiekunkę. Chcielibyśmy, by dodatkowe miejsca były już od września tego roku - informuje Dariusz Wołodźko z kancelarii prezydenta Gdańska. "

        Pouczające, nie trzeba budować nowych żłobków, wystarczy "zreformować" stare. Jak rozumiem dzieci, rodzice i opiekunowie żłobkowi zachwyceni ta kreatywnością?

        Idąc dalej w kreatywnych pomysłach, można jeszcze wziąć dodatkowe korepetycje u hodowców drobiu, oni mają swoje triki jak upchnąć więcej sztuk na mniejszej powierzchni.

        Doskonała metoda na rozwiązanie palących problemów społecznych. Może przesadziłam w wylewaniu żółci, ale gorzko mi, kiedy czytam takie doniesienia...
    • 17.03.11, 23:10 Odpowiedz
      ... przyszlo mi do glowy, ze rodzina jest moze po prostu troszeczke przereklamowana...
      • 18.03.11, 11:27 Odpowiedz
        A te wszystkie instytucje opiekuńczo-wychowawcze tym bardziej;).
        Wszystko pięknie w teorii, tylko w moim mieście 1 przedszkolanka ma 30-osobową grupę trzylatków pod opieką, pomoc przychodzi na czas posiłku, razem na 2 godziny. Dodajmy kiepskie jedzenie, bo za stawkę 3,80 dziennie raczej nie da się codziennie jeść szyneczki.
        Z kolei te wszystkie mini-klubiki to przeważnie żałość, która nieraz oferuje bardzo snobistyczne zajęcia, ale nie realizuje programu MEN. Albo po prostu dzieciaki tam spędzają czas jak w przechowalni.

        I obawiam się, że to samo będzie z mini-żłobkami... Niewykwalifikowane osoby, niańki, wszelkie młode matki z pomysłem na działalność gosp. będą "opiekować się" malutkimi dziećmi - często nie zauważając jakichś istotnych wad rozwojowych. Co i rodzice, widząc swoje dziecko około 3 godzin dziennie, też pewnie przeoczą.

        Może lepiej byłoby rozwijać infrastrukturę instytucji z nazwy choć publicznych (lecz płatnych, bądź co bądź), inwestować w większą liczbę dobrego personelu ... Jakoś nie wierzę, że przeciętna emerytka, która sobie stworzy taki mini-klubik, aż tak doskonale wprowadzi roczniaka w świat wartości, o którym mówi Środa. A raczej nie lepiej niż rodzice tego roczniaka, gdyby mogli pogodzić pracę i opiekę nad dzieckiem np. przez bardziej elastyczne formy czasu pracy.
        --
        Kto chce, szuka sposobu. Kto nie chce, szuka powodu.
    • 18.03.11, 13:27 Odpowiedz
      banitka51, skoro to nie PRL to dlaczego wymagasz od panstwa stworzenia dla twojego dziecka żłobka?
      dragontatoo, 100% racji
    • 18.03.11, 15:10 Odpowiedz
      Nie rozumiem tego ataku na Panią Środę. Przede wszystkim w tych najbardziej drażniących komentujących tu wypowiedziach, wyraźnie zaznaczała, że to jest jej zdanie i jej się tak czy inaczej wydaje. Zatem zarzut, że narzuca innym swoje jedno i słuszne zdanie, jest po prostu bezpodstawny.
      Nie widzę też by jakoś specjalnie atakowała instytucję rodziny. Powiedziała tylko, że jej zdaniem niebezpiecznie dla niej samej, rodzinę się mitologizuje i chroni zamiast jej członków. Ją jako instytucję, ze szkodą dla niej samej. Podobnie jak mitologizuje się ze szkodą też czasem dla dzieci rolę matki. I to wydaje się być prawdziwe jak choćby popatrzeć na sprawę małego Szymona, którą mimo nagrań przedstawionych przez ojca prokuratura się nie zajęła. Gdyby nie to polskie przekonanie, że "najgorsza matka i tak będzie lepsza niż najlepszy ojciec" to tej sytuacji by nie było. Podobnie jak masy innych, gdzie dzieci naprawdę powinni pod opiekę dostać dla ich dobra ojcowie a nie matki. I piszę to jako kobieta i ktoś kto ma doświadczenie w tego typu sprawach z uwagi na wykonywany zawód. Ale zmiana takiego myślenia musiałaby prowadzić do wniosku nie do przeskoczenia mentalnie dla antyżłobkowców i stróżów rodziny polskiej, że czasami ważniejsze jest dziecko niż rodzina, że czasem dla dobra tej rodziny nie musi ona sprowadzać się do matki w domu i czasem należałoby wręcz na siłę tą matkę z domu wywalić.
      I ostatnia rzecz. Cytowany tutaj jest fragment o tym, że rodzina patriotycznych wartości nie uczy itp. jako oburzający. Uczciwość nakazywałaby, żeby dodać kolejny akapit, w którym prof Środa ładnie i moim zdaniem w dużej mierze prawdziwie tłumaczy dlaczego tak jest - bo pragniemy szczęścia naszych dzieci. I to nie jest krytyka pod adresem rodziny. Nie rozumiem oburzenia czytających w tym zakresie. Niech każdy oburzający się na ten fragment tekstu pomyśli czy będzie namawiał nastoletniego syna na podjęcie nieodpłatnego wolontariatu w Afryce dla biednych, córkę wyślę na wolontariat do hospicjum albo będzie ich namawiał do studiowania historii Polski albo wyśle na manifestację. Owszem będzie pewnie dumny z dziecka, za takie działania, ale będzie się przecież obawiał, że coś się dziecku stanie, że to zawody bez przyszłości, że sobie życia nie ułożą, że będą w tym życiu mieli ciężej niż np. po skończeniu informatyki. I w tym kontekście, a taki moim zdaniem wynika z tekstu prof. Środy, ma ona rację. Rodzina nie zawsze uczy postaw obywatelskich czy patriotycznych.
      • 18.03.11, 20:35 Odpowiedz
        zolla78 napisała:

        > wyraźnie zaznaczała, że to jest jej zdanie i jej się tak czy inaczej wydaje.

        Oczywiście, że to jest jej zdanie, niby czyje? Ma takie samo prawo mieć taki pogląd i go ogłaszać, jak jej krytycy uważać, że są to poglądy głupie i szkodliwe, i tym samym nasze prawa znoszą się wzajemnie.

        > Nie widzę też by jakoś specjalnie atakowała instytucję rodziny. Powiedziała tyl
        > ko, że jej zdaniem niebezpiecznie dla niej samej, rodzinę się mitologizuje i ch
        > roni zamiast jej członków.

        Cóż... sięgnijmy do oryginału:
        Wychowanie domowe - śmiem twierdzić - nie ma charakteru prospołecznego, proeuropejskiego czy obywatelskiego. Dzieci uczy się zasad higieny (myj ręce) i bardzo podstawowych norm (nie kradnij, nie kłam), ale niewiele ponadto. Wychowując dzieci, nie uczymy ich szacunku wobec prawa ani zaangażowania na rzecz innych, nie mówimy, by płaciły podatki, rozwijały postawy ekologiczne, były patriotyczne, bezstronne w ocenie etc. W oczywisty sposób wolimy, by nasze dzieci cieszyły się z życia, miały przyjaciół, dobrą pracę, rodzinę, własne dzieci i by były zdrowe. Matka nie doniesie na swoje dziecko, gdy ono kradnie, i nie powstrzyma go od przemocy, gdy jest atakowane.
        Im więcej przestrzeni społecznej wypełnia tradycyjna rodzina ze swoim egoistycznym systemem wartości prorodzinnych, tym mniejszy kapitał społeczny i zaangażowanie jednostek na rzecz wspólnoty.


        > Cytowany tutaj jest fragment o tym, że rodzina patriotycznych
        > wartości nie uczy itp. jako oburzający.

        On nie jest oburzający. On jest po prostu głupi.

        > Niech każdy oburzający się na ten fragment tekstu pomyśli czy będzie nama
        > wiał nastoletniego syna na podjęcie nieodpłatnego wolontariatu w Afryce dla bie
        > dnych, córkę wyślę na wolontariat do hospicjum albo będzie ich namawiał do stud
        > iowania historii Polski albo wyśle na manifestację. Owszem będzie pewnie dumny
        > z dziecka, za takie działania, ale będzie się przecież obawiał, że coś się dzie
        > cku stanie, że to zawody bez przyszłości, że sobie życia nie ułożą,
        > że będą w tym życiu mieli ciężej niż np. po skończeniu informatyki.

        A najlepiej niech każdy komentujący mówi za siebie. Bo te wszystkie pytania nie są retoryczne.
        Moja córka na pierwszej demonstracji była dwa tygodnie po swoich pierwszych urodzinach.

        > ma ona rację. Rodzina nie zawsze
        > uczy postaw obywatelskich czy patriotycznych.

        Oczywiście, że nie zawsze. Jeśli rodzice, dziadkowie itd. sami nie są patriotami, to rodzina takich wartości nie uczy, równie jak rodzina ateistyczna czy indyferencka nie przekazuje wiary.
        Sęk w tym, że w powyższym cytacie nie było mowy o tym, czego w rodzinie może zabraknąć, lecz czego w niej brakuje co do zasady.

        --
        Jeśli "wszyscy wiedzą", to znaczy, źe do źródła się nie dotrze.
    • 19.03.11, 01:44 Odpowiedz
      Jaki madry, wywazony artykul!
      Gratuluje!. Zdumialo mnie jednak, ze te same czytelniczki, ktore go krytykuja, nie zauwazyly, iz wlasnie istnienie zlobkow, pozwala im na dokonywanie wyboru i podejmowanie decyzji najlepszej dla ich dziecka, w danych okolicznosciach!
      Nie, nie jestem namietna wielbicielka zlobkow, ani domow dziecka, ale czy rozhisteryzowane przeciwniczki tychze wiedza, z jakich warunkow domowych, z jakich rodzin, docieraly do domow dziecka mali wychowankowie? Czy zdaja sobie sprawe, ze zlobki sa zbawieniem dla wielu samotnych matek, dla rodzin niezamoznych, dla kobiet, ktore wierza, ze zlobek jest pod pewna kontrola, natomiast niania nie!!!???
      No i czyzby te panie nie wiedzialy, ze dzieci znajdujace sie w domu, pod opieka niepracujacych zawodowo matek czesto sa kompletnie zaniedbane? Zarowno fizycznie jak i, co gorsze psychicznie?
      A na koniec: RODZINA na piedestale?! Gdzie? Teraz, w czasach, kiedy rozwody traktuje sie jak chleb powszedni, dzieci rodzi sie bez wzgledu na status matki i ojca oraz plec rodzicow?!
      Te wszyskie rozgoraczkowane panie powinny zajac sie sprawdzaniem ustaw, ktore zapewnia zlobkom odpowiedni poziom, wlasciwa opieke, higiene itd!
      A jak ktos woli siedziec w domu, to niech siedzi! Bedzie wlasnie mial wybor!

      • 19.03.11, 11:22 Odpowiedz
        Ale skąd wniosek, że wszyscy którzy krytykują artykuł krytykują też żłobki????

        > Te wszyskie rozgoraczkowane panie powinny zajac sie sprawdzaniem ustaw, ktore z
        > apewnia zlobkom odpowiedni poziom, wlasciwa opieke, higiene itd!

        No właśnie sprawdzamy i chcemy żeby zapewniały ten poziom, a jedna opiekunka na 8 dzieci tego poziomu nie zapewnia.
    • 22.03.11, 14:56 Odpowiedz
      :)

      ----------------------------------------------
      Nie ma nic lepszego niz pies
      buldog angielski, fioletowe forum buldoga
      www.buldog-angielski.org.pl
(101-200)
przejdź do: 1-100 101-200 201-285

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.