Dodaj do ulubionych

W poszukiwaniu pracy

31.05.12, 11:26
Bardzo mi się podoba list pani Lucyny. Życzę sukcesów i szczęścia.

A komentarz pani Krystyny z HRów, cóż, z jednej strony święte słowa, znam z autopsji setki kandydatów bez inwencji, wyobraźni i umiejętności czytania ze zrozumieniem. Z drugiej strony... mam nadzieje, że sugestia zakładania działalności gospodarczej i "kreatywności" przy szukaniu subwencji była oparta o założenie, że nasz rynek pracy jest chory i wynaturzony i trzeba to ominąć. Bo jeśli to było szczere, to pani Krystyna zachęca tonącego do sięgania po brzytwę (pracownik, który na start godzi się na na ucieczkę od etatu nigdy go nie dostanie, poza tym DG nie jest ani tanie ani łatwe ani wielorazowe), zachowań nieuczciwych i niehonorowych (udajemy, że prowadzimy DG) lub łamania prawa (udajemy, że prowadzimy DG i wnosimy o subwencję). Wstyd!
Edytor zaawansowany
  • isterus 31.05.12, 11:39
    "Własną firmę można mieć bez nakładów finansowych"
    Że co, kuźwa? A ZUS to Święty Mikołaj co miesiąc zapłaci. Podatek i VAT też, prawda? Mój mąż jest na działalności gospodarczej. Dofinansowania nie dostał, bo UP przez pół roku nie wiedział, czy będzie miał środki i ile, a działalność trzeba było otworzyć jak najszybciej, bo miał już nagranych klientów. Zdarzają się miesiące, że zarobi tylko tyle, co na ZUS i podatki. Na szczęście, póki co, nie dokłada do tego, ale boję się, co będzie jak wejdzie za rok na pełen ZUS.
  • normalniejszy2 31.05.12, 11:45
    Czytelniczka marzy o pracy za 2000 zł miesięcznie. Tymczasem ja zarabiam tyle łącząc to ze studiami.

    Jak? Jako poczatkujący fachowiec, zupełnie nie w zawodzie, do którego dążę, ale to już mój problem. Chodzi mi natomiast o co innego: że da się zarabiać powyżej 2000 i nie trzeba w tym celu czekać dwóch lat na posadę.

    Gdybym pracował na pełnym etacie, wyciągałbym 4000 lub nawet 6000 po godzinach.Pracę ocenia się u mnie po wyniku, a nie po czasie; nie ma półpłatnych nadgodzin, nie ma godzin pracy, jest po prostu zlecenie na określony czas i po jego skończeniu jest wypłata. Jest miejsce na inicjatywę, klientów można znajdywać samemu otrzymując za to premię. Można się doszkolić i robić kilka rzeczy na raz - zlecenia, wizualizacje na życzenie klienta w programach 3D, kontakt z klientem...

    Chcę powiedzieć, że praca na poziomie, w której człowiek czuje że się dobrze, ma perspektywy, przy dużym wkładzie może zostać tym niezastępowalnym złotym pracownikiem, nie jest trudna do znalezienia. Chodzi tylko o to, że sekretarek jest na rynku pracy pełno, a fachowców mało. I nie rozumiem tak naprawdę, czemu czytelniczka chce być tą sekretarką za 2000 zamiast otworzyć się na możliwości - podejrzewam, że chodzi o stereotypowe myślenie, że taka praca jest dla niej, jako kobiety, odpowiednia, bo ktoś jej wmówił, że umiejętność kontaktu z ludźmi i organizowania danych, plus siedzący tryb życia, predysponują ją akurat na sekretarkę.
  • highly.sceptical 31.05.12, 12:56
    skończyłam dwa kierunki studiów, trzy lata pracowałam w zawodzie, znam cztery języki, a jednak mam ogromne problemy ze zmianą pracy

    Szał kończenia kilku kierunków i uczenia się języków obcych doprawdy osiąga już wyżyny absurdu. Nie wiadomo ani jaki zawód uprawia Autorka, ani jakie skończyła studia, ani jakie i na jakim poziomie języki zna. Wiadoma jest jedynie ilość: tyle a tyle kierunków, tyle a tyle języków. Przecież to jest niedorzeczne.

    Takie podejście wydaje się konsekwencją mody na CV i "rozwój zawodowy", która przyszła z Zachodu w latach 90. Liczyło się tylko to, co lepiej wygląda w CV: trzy języki obce, pięć kierunków, dziesięć kursów, trzynaście stażów itd. itd. - im obfitsze CV, tym lepiej. Ale niestety, stawianie na ilość zamiast na jakość skończyło się w sposób łatwy do przewidzenia: bogactwo wpisów w CV zwyczajnie przestało kogokolwiek obchodzić.

    Jeszcze co do samej Autorki: albo ma ona rzeczywiście wybitne zdolności językowe, albo zna swoje cztery języki bardzo pobieżnie. Nie jest chyba tajemnicą, że nauka języka obcego to długotrwały proces okupiony na ogół ciężką pracą i godzinami ćwiczeń. Powstaje pytanie, jak Autorka zdołała się nauczyć ich aż cztery, kończąc jednocześnie dwa kierunki studiów. Odpowiedź jest prosta: albo wszystko robiła pobieżnie i mało wnikliwie, albo jej CV stanowi istną emanację geniuszu (nie muszę chyba pisać, jak rozkłada się prawdopodobieństwo tych dwóch zdarzeń).

    Może w dzisiejszych czasach się to wydawać herezją, na pewno jest naruszeniem pewnego status quo, niemniej uważam, że naprawdę lepiej przestudiować wnikliwie jedną dziedzinę i dojść do prawdziwej znajomości rzeczy oraz nauczyć się porządnie jednego (tak, nie pomyliłem się: jednego!) języka obcego (chyba że faktycznie ma się wyjątkowe zdolności językowe i nauka kolejnych przychodzi bardzo łatwo, ale to są rzadkie przypadki). Bezsensowne kolekcjonowanie wpisów w CV to droga donikąd.

    PS Gdzie właściwie poza branżą hotelarsko-turystyczną może się przydać "znajomość" czterech języków obcych? Nic mi nie przychodzi do głowy...
  • basiek_inc 01.06.12, 08:55
    Jak to w jakiej branży można wykorzystać znajomość języków? W każdej prawie!
    Wszystkie działy eksportu, działy handlowe i marketingowe firm z różnych branż, centra usług, których ponoć coraz więcej ma powstawać w Polsce, organizacja wydarzeń kulturalnych, inżynieria. No i oczywiście branża turystyczna i gastronomiczna. Nie wspominając już o tym, że wiele materiałów z różnych dziedzin jest dostępnych często w językach obcych właśnie. A wspomniana gdzieś wyżej sekretarka to już nie pani parząca kawę i wklepująca dane do komputera tylko wysoko wykwalifikowany pracownik, który musi dobrze znać właśnie języki obce, nierzadko orientować się w sprawach księgowych i kadrowych, obiegu dokumentów, obsłudze klienta, umieć zorganizować konferencję, często też znać branżę, w jakiej działa dana firma (widziałam ogłoszenie na sekretarkę, gdzie wymagano umiejętności pisania planów produkcyjnych!). Także, gdyby wspomniana autorka listu świetnie znała aż 4 (!!!) języki obce, to bez problemu znalazłaby pracę. Sęk w tym, tak jak napisałeś, że pewnie zna je po prostu słabo...
  • sueellen 05.06.12, 21:38
    Mam niezwykle prosty i skutczny przepis na CV - pisać dokladnie to, co interesuje rekrutera. Można nawet bezczelnie skopiować całe kawałki ogłoszenia nieznacznie zmieniając treść i formę.

    Znajomość mandaryńskiego, jesli pracodawca go nie wymaga, można wstawić jako ciekawostkę, na końcu. Ale jesli w ogłoszeniu wyraźnie stoi poszukujemy osob z bdb angielskim to piszę że mam bdb angielski i wymieniam certyfikaty oraz ilosć lat spędzonych za granicą. Daruję sobie licencjat z rosyjskiego i bierną znajomośc hiszpańskiego oraz podstawową francuskiego, bo to nikogo nie interesuje. Jesli mnie zaproszą, wspomne na rozmowie, ale nie będę zaśmiecać CV zbędnymi, nieinteresującymi rekrutera informacjami. To największy i podstawowy bląd aplikujących. Skończylam dwa kierunki studiów. Od kilku lat wymieniam jeden - TEN istotny, związany z zawodem. O drugim nawet nie wspominam - ot, błąd młodości.


    --
    Niecodziennik Matki Polki z dzieciem Hiszpana na Wyspach Brytyjskich.
  • najlepszygeorge 31.05.12, 13:43
    "(...) doradcy finansowo-ubezpieczeniowego. "

    Proszę Pani: jaka praca tacy i pracownicy. Jeżeli nie stawiacie żadnych wymagań, bo frazesy typu 'kreatywność', 'zaangażowanie', itp. to nie są żadne wymagania.

    Niech pani jeszcze doda, że to oferta pracy na umowę agencyjną/prowizję lub idealnie, żeby kandydat miał własną działalność gospodarczą. Do tego 'pracownik' ma pozyskac klienta, sprzedać, wszystko na swój koszt( bo ani telefonu ani auta nie dostanie) i cieszyć się jak w ogóle wyjdzie na zero.

  • aekielski 31.05.12, 14:52
    Ludzie się rozbrykali. Sąsiad 10 lat szukał pracy, wiem, bo pytałem.
    Wreszcie spotykam go, a on od razu krzyczy do mnie, mam pracę. Pytam ile zarabia, a sąsiad na to, czy to ważne, grunt że się narobię. To jest patriotyczna postawa! Nawet jak pracuje u Chińczyka.
  • luuuk11 31.05.12, 18:06
    dopoki sobie same nie pomozecie. Ciagle jeczenie, tu zle, tam malo placa, awansuja tylko facetow.. Moze otworzycie swoj biznes i przestaniecie wystepowac wiecznie w roli klienta ktory wymaga tylko od pracodawcy a sam, spojrzmy prawdzie w oczy, nie zawsze wiele jest wart
  • rusalka-amelka 31.05.12, 22:39
    "Mając własny biznes, jest się bardzo atrakcyjnym dla pracodawcy, bo wiadomo, ile w Polsce ''kosztuje" pracownik"
    Tu tkwi sprzeczność - pracodawca, jak sama nazwa wskazuje, daje pracę, w zamian za uczciwe wynagrodzenie. Pracodawca poszukujący "uatrakcyjnionych" poprzez załozenie własnego biznesu "pracowników" to nie żaden pracodawca tylko zwykły oszust. Tak więc z wyższością udzielona przez Panią Manager rada że może by panie się postarały uatrakcyjnić jest po prostu niemoralna
  • piggy1 01.06.12, 00:38
    Pani Krystyna nie do końca ma rację, proponując otwieranie własnej działalności. Miałam taką - ulotki reklamowe itp. - ale kiedy aplikowałam do jednego z tytułów prasowych (spore doświadczenie w pracy jako dziennikarka/redaktorka) - okazało sie, ze własna działalnośc "mnie skreśla". Bo jeszcze będe próbowała reklamodawców ogłaszających się w tym tytule przeciągnąć na swoją stronę (czytaj - namówić ich, żeby zamawiali u mnie foldery). A poza tym, skoro mam działalność - to nie będę umiała pracować w zespole. To że wcześniej trochę lat w zespole przepracowałam, a działalnośc zarejestrowałam, żeby jakoś przeżyć - nie miało znaczenia.
  • ogonktorymachapsem 01.06.12, 12:15
    Najważniejsze, że te pani recepcjonistka w czterogwiazdkowym jest atrakcyjna. Ambicje można schować do kieszeni.
  • franz.joseph 01.06.12, 13:47
    Co to ma niby znaczyć?! Czy recepcjonistką może być ktoś bez szkoły?

    Oczywiście, recepcjonistką może być ktoś bez szkoły.
  • kotek.filemon 01.06.12, 15:42
    "Co to ma niby znaczyć?! Czy recepcjonistką może być ktoś bez szkoły?"

    Tak zupełnie bez szkoły to nie bardzo, bo jednak takie umiejętności jak czytanie, pisanie, liczenie do dziesięciu na palcach i myślenie bez poruszania ustami się przydają.
    Ale w normalnym kraju (najbliższy tuż za Odrą) wystarczy do tej roboty Realschulabschluss i parę miesięcy Ausbildung.

    --
    (...) In an analysis of two large-scale, nationally representative United Kingdom data sets, we found that lower general intelligence in childhood predicts greater racism in adulthood, and this effect was largely mediated via conservative ideology. A secondary analysis of a U.S. data set confirmed a predictive effect of poor abstract-reasoning skills on antihomosexual prejudice (...)
  • sueellen 05.06.12, 21:25
    Nigdy nie miałam problemów z pracą. Ani w Polsce, ani za granicą.
    Na początku nie wiedziałam jeszcze, co konkretnie chcę osiągnąć w życiu zawodowym, ale nadrabiałam zaangażowaniem, chłonęłam wiedzę jak gąbka, pazernie domagałam się więcej. Wpychałam się na darmowe praktyki na recepcji w jednej z większych firm, a kiedy już się dostałam, prosiłam kierowniczkę HRu o możliwość uczestniczenia w rozmowach kwalifikacyjnych nowo rekrutowanych pracowników. Pozwoliła mi. Siedziałam tylko i słuchałam, robiłam notatki, czasem się nudziłam słuchając zupełnie niezrozumiałego technicznego języka. Potem podsłuchiwałam komentarzy dyrektorów i kierowniczki. Przeglądałam CV trafiające na recepcję. Po dwóch tygodniach wiedziałam jakie są najczęstsze błędy. Stanowisko nie miało znaczenia. Ludzie wciąż popełniali te same. Kiedy sama aplikowałam, wiedziałam już czego unikać, jak się przygotować do rozmowy. Tę wiedzę skutecznego szukania pracy nabyłam właśnie na tych „okropnych, bezpłatnych, wyzyskujących młodych ludzi” praktykach studenckich. Wiedzę bezcenną, której używam nadal, po blisko dziesięciu latach, już w zupełnie innym kraju i rzeczywistości.

    --
    Niecodziennik Matki Polki z dzieciem Hiszpana na Wyspach Brytyjskich.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka