Dodaj do ulubionych

Żyć po zdradzie

22.10.05, 17:04
Zycie po zdradzie jest niemozliwe. O ile kobieta posiada odrobine wewnetrznej
wolnosci to nie moze pozostac w takim zwiazku. Nawet jezeli uda sie zaleczyc
uszczerbek we wlasnym poczuciu wartosci, to taki zwiazek z powodu braku
zaufania jest juz niemozliwy. Potrzebny jest symboliczny akt odciecia. Bywa
jednak ze po latach ludzie sie na powrot schodza. Ale to juz jest zupelnie cos
innego niz stan trwalej traumy gdy ktos sie decyduje na posostanie mimo zdrady.
Milosc bez zaufania nie jest juz miloscia.
Obserwuj wątek
    • annnnia Żyć po zdradzie 22.10.05, 17:08
      Fajny artykuł.
      Szkoda, że tka mało jest podobnych mądrych opinii. I szkoda, ze awsze się
      zwala winę na ta trzecią, złą jędzę, be, wlazła z buciorami...
      A dlaczego niby obca kobieta, niezwiązana ządną przysięgą małżeńską, miałaby
      się przejmowac małżeństwme obcej sobie kobiety? "ta trzecia" chce faceta,
      przeciez tego faceta-męza nie gwałci, tylko on sam jej lezie do łóżka. I ma
      prawo chcieć takiego faceta jaki jej się podoba. Jeśli ktoś tu robi źle i
      łamie zasady, to tylko ten face-mąż. A że zdradozna żona szuka kozła ofiarnego
      i łatwiej go znaleźć w obcej kobiecie niż męzu, to już trudno.
      • zaara1 Re: Żyć po zdradzie 22.10.05, 17:52
        Zgadzam się z Annnnią. Prawie zawsze pojawiają się stwierdzenia typu: "zabrała
        ojca dzieciom", "zabrała mi męża" zupełnie jakby mowa była o martwym, bezwolnym
        przedmiocie, a nie o dorosłym czlowieku, który świadomie podejmuje decyzje i
        ewidentnie ma swoje powody, dla których odchodzi od dotychczasowej rodziny.
        • jakubowska100 TO JEST PROSTE. ONA MNIE ZDRADZI - PA PA. 23.10.05, 08:32
          Ja jej nigdy nie zdradzę, porzygałbym się gdyby do czegoś takiego doszło,
          uciekłbym w las i mieszkał parę lat. A tak poważnie - jeśli ona kiedykolwiek
          zdradziłaby mnie to w trybie przyspieszonym odchodzę. Znam ludzie i wiem, że
          zdrada powoduje nie tylko strzał w moralność zdrzadzonego, ale też przede
          wszystkim w zdradzającego - to on/ona ponosi za to wszystko odpowiedzialność
          więc to jego moralność ulega kastracji. Czyli drugi raz przyjdzie mu/jej
          łatwiej. Mam w doopie życie/przebaczenie i temu podobne pierdoły. Tu chodzi o
          godność ludzką. Nie będę żył z kimś kto jej nie ma. Kropka.
          • kama_el Re: TO JEST PROSTE. ONA MNIE ZDRADZI - PA PA. 23.10.05, 11:01
            taaaa latwo sie pisze na temat czegos czego nie doswiadczylismy, opinie, oceny
            pewniki...
            a moze tak postawic sie przez chwile w roli kazdej z trzech osob tego
            doswiadczenia, sprobowac poczuc co kazda z osob moze czuc, myslec, przezywac...
            moim zdaniem nie ma biale albo czarne, wszystko co nas dotyka, co przezywamy
            sklada sie z roznych odcieni szarosci
            pozdr
            • vice_versa Re: TO JEST PROSTE. ONA MNIE ZDRADZI - PA PA. 23.10.05, 13:07
              Związek to jest ZAWSZE sprawdzanie granic: na ile druga strona mi pozwoli. Jak
              dużo mi wolno. Im więcej wolno tym fajniejszy związek. Zawsze, bo ludzie
              kochają wolność.

              A cały artykuł jest żenująco naiwny, pisany właśnie tylko z JEDNEJ strony.
              Annnia wyciąga jedynie słuszny wniosek po tym artykule się nasuwający: WINNY
              JEST FACET. Baaaaaardzo mądre, naprawdę błyskotliwe. Faceci wystawiani do
              wiatru oczywiscie w ogóle nie istnieją, prawda? Nie ma co o nich pisać, taki
              facet ma to na co sobie zasłużył. Można w ogóle zaryzykować tezę że to jest typ
              ze wszech miar przez kobiety pożądany, taki facet przy którym nam kobietom
              wolno więcej...

              Teksty o kobietach które kochały a zostały zostawione są śmieszne. Jak wiadomo,
              kiedy sie jest kochanym to jest na tyle niewygodne, że się szuka miejsca gdzie
              indziej, co drogie panie? ZAWSZE realizuje się WŁASNY pomysł na życie, który to
              pomysł niekoniecznie i nie przez cały czas trwania związku musi być zgodny z
              oczekiwaniami drugiej strony. I nie ma co sobie wmawiać ze się kochało, gdy się
              kocha to nie ma szans by strona kochana odeszła, bo jest jej wygodnie, dobrze i
              jest spełniona!

              Ta strona, którą rozstanie bardziej "boli" była beneficjentem/tką tego
              związku. JEJ było fajnie. O potrzebach drugiej strony wolała nie wiedzieć, nie
              pozwalać, nie spełniać. Druga strona odchodzi bo przeinwestowuje.
              Odczucie "bólu" nad którym tak się artykuł skupia jest spowodowane właśnie tym,
              że gdzieś głęboko wiemy, że NIE POTRAFILIŚMY kochać tak jak druga strona tego
              oczekiwała... Jest nam zwyczajnie smutno, że nie udało sie spełnić JEJ
              potrzeb.
              • annnnia winna jest ZAWSZE OSOBA KTÓRA ZDRADZA 23.10.05, 14:06
                Żle mnie zrozumiałeś.
                wina jest zawsze po stronie osoby, która łamie przysięgę małżeńską - NIEZALEŻNIE
                OD PŁCI tej osoby.
                Czyli nie "zawsze winny jest facet", tylko "zawsze winna jest ta osoba, tkóa
                zdradziła".
                W sytuacji mąż+żona+kochanka męża - winny jest facet.
                W sytuacji mąż+żona+kochanek żóny - winna jest kobieta.
                • vice_versa Re: LUDZIE SĄ WSPANIALI, winnych szukaj sobie sama 23.10.05, 15:06
                  Trzymasz sie kurczowo przysięgi jakby ta była gwarancją tego, że Ty będziesz
                  potrafiła kochać jego w taki sposób w jaki on chce być kochany. A jak kochany
                  nie będzie to odejdzie nie zależnie od przysięgi, a nie dlatego że jest
                  winien...
                  Zastanów się CZEMU taki mocny nacisk kładziesz na przysięgę? Czujesz sie
                  bezpiecznie i promujesz SWOJĄ wygodę.Przysięga to smycz, którą kobieta nakłada
                  facetowi, dobrze o tym wiesz.
                  Dokąd jesteście razem to oczywiście znaczy, że jemu też jest wygodnie. I tyle.
                  A jak któremuś z Was przestanie być wygodnie to odejdzie licząc na to że od
                  życia będzie miał więcej... Wcale nie koniecznie kobiet, może podróży, może
                  pieniędzy, a może odwagi by zaśmiać Ci się z tej Twojej smyczy w nos.

                  --
                  "On the whole, you find wealth much more in use than in ownership." Aristotle
                      • mlasskacz "ZDRADA"??? Cóz za nieodpowiedenie słowo... 23.10.05, 20:42
                        Wałkuje się ciaglę pojęcie "zdrady", gdzie samo słowo juz wprowadza w błąd. Myślę, że mozna go uzyć, gdy z założenia i swiadomie działa się na szkodę partnera. Pijak albo i trzeźwy sadysta walący żonę po głowie latami i nie dający jej na zycie nie zdradza? Warto na pojęcie tzw. zdrady spojrzeć także z punktu widzenia psychologii ewolucyjnej, która ma tu bardzo dużo do powiedzenia.
                          • srpnov Ojej, jacy Wy święci. 13.07.07, 21:26
                            Ja też kiedyś zostałem zdradzony. I czegoś mnie to nauczyło: zdradzać. :) Może
                            to niezbyt romantyczne, ale człowiek z natury jest poligamistą i żadna
                            ideologia, żadne "zasady" nic tu nie poradzą. Trzeba tylko wiedzieć, że w
                            takiej sytuacji jest się winnym i ponieść jakąś odpowiedzialność w razie wpadki.
                            • godeep Re: Ojej, jacy Wy święci. 23.07.09, 01:42
                              srpnov, nie odpisuję Tobie. Piszę tu, by znaleźć się jak
                              najwyżej na tym drzewku.


                              Kobiety całkiem świadomie dają się wykorzystywać. One doskonale wiedzą co robią
                              - i wiedzą też, że my wiemy. Wystarczy wyczuć swoją sytuację i można po nich
                              jechać do końca. Potrafią zapłacić za dziwkę, a potem okazać się lepszymi od
                              nich. Mało tego, doskonale wiedzą, że właśnie dlatego z nimi jesteśmy. I vice
                              versa...

                              --
                              Oto Polska
                  • ambivalent Re: LUDZIE SĄ WSPANIALI, winnych szukaj sobie sam 25.10.05, 09:49
                    Kiedy to nie o to chodzi, ze przysiega to smycz. Jesli ludzie sie kochaja, nie
                    potrzebna jest przysiega. Wiedza, ze pewne rzeczy rania i sie ich po prostu nie
                    robi. Nie dlatego, ze nie mozna ale dlatego, ze sie nie chce. I tyle.
                    To wcale nie musi byc zdrada, nie wszyscy ludzie uwazaja zdrade za najwieksze
                    swinstwo jakie mozna zrobic.
                    Ale jezeli przysiega malzenska podyktowana byla przekonaniem, iz na pewnym
                    etapie zwiazku jest to KONIECZNE, bo tak chce rodzina, bo dziecko ma sie
                    urodzic, bo ONA lub ON tego chcieli, to wtedy jest to smycz. A jezeli ludzie nie
                    sa do konca przekonani, ze chca trwac w zwiazku, wtedy latwo jest sie urwac z
                    tej smyczy. Bo czujesz sie ograniczany, nie kochany.
                  • andrzejto1 Re: LUDZIE SĄ WSPANIALI, winnych szukaj sobie sam 23.12.05, 12:27
                    vice_versa napisał:

                    > Trzymasz sie kurczowo przysięgi jakby ta była gwarancją tego, że Ty będziesz
                    > potrafiła kochać jego w taki sposób w jaki on chce być kochany. A jak kochany
                    > nie będzie to odejdzie nie zależnie od przysięgi, a nie dlatego że jest
                    > winien...
                    > Zastanów się CZEMU taki mocny nacisk kładziesz na przysięgę? Czujesz sie
                    > bezpiecznie i promujesz SWOJĄ wygodę.Przysięga to smycz, którą kobieta
                    nakłada
                    > facetowi, dobrze o tym wiesz.

                    Bo to jest kwestia zasad które się wyznaje. Albo jesteśmy fair, albo nie. Jeśli
                    ktoś zdradza, to znaczy, że tak samo nielojalny będzie w pracy, w interesach, w
                    przyjaźni itp. Jesli jest Ci z kimś "niewygodnie" to odejdź, a dopiero potem
                    buduj drugi związek, a nie odwrotnie.
                • wuk75 Re: winna jest ZAWSZE OSOBA KTÓRA ZDRADZA 23.10.05, 18:53
                  Aniu, zbytnio upraszczasz.

                  W zdradzie nie jest istotne zlamanie przysiegi. To co jest istotne, to krzywda,
                  ktora wyrzadza sie zdradzanej kobiecie. Masz racje, ze za zlamanie przysiegi
                  odpowiada ten, ktory przysiega, ale za krzywde, ktora wtedy powstaje, wine
                  ponosi zarowno mezczyzna jak i jego kochanka. Stopien jej winy moze byc rozny,
                  w zaleznosci od tego, jak bardzo gosc pchal sie do jej wyra, ale trudno
                  zaprzeczyc, za jest wspolwinna.
                • rupert21 Re: winna jest ZAWSZE OSOBA KTÓRA ZDRADZA 11.02.06, 14:18
                  Ale co to jest zdrada? Jeśli żona/narzeczona jest zachwycona platonicznie innym
                  facetem - że mądry, pracowity itd. - to może to boleć bardziej niż przypadkowa
                  zdrada fizyczna. Przecież kobiety na ogół nie oddzielają miłości od seksu,
                  dlatego łatwiej im uniknąć zdrady, bo po prostu częściej odchodzą. Szybciej się
                  zakochują i łatwiej odkochują ( tak przynajmniej twierdzą autorzy "Płci
                  mózgu").A z drugiej strony, chyba lepiej być zdradzonym niż porzuconym. W
                  pierwszym wypadku coś od was zależy, w drugim jest sie bezradnym,
              • baba67 jaka beneficjentka? 29.07.07, 14:10
                Wiekszosc zdrad ze strony facetow to myslenie glowka i ped do przygody-w niemal
                kazdym to jest.
                Jaka beneficjentka ? Jakie zaniedbywanie potrzeb?
                Jesli sie ma potrzebe posiadania wiecej niz jednej oddanej i kochajacej
                kobiety, to trzeba bylo sie nad ta potrzeba przed slubem zastanowic.
                Facet jak potrzebuje odmiany, stare bliskie nie jest ekscytujace-nic na to zona
                nie poradzi, chocby na rzesach stawala.
                Ja nie mowie o wszystkich facetach tylko o duzej czesci. A te biedne niewinne
                kochanki-zakochac sie mozesz nie musisz od razu tylka nadstawiac.
                Zreszta jak chcesz takiego to go bedziesz miala-w zyciu nie uwierzylabym
                facetowi ktory porzucil by kogos dla mnie. Szmata bez honoru.
            • amhu Re: TO JEST PROSTE. ONA MNIE ZDRADZI - PA PA. 24.10.05, 09:54
              Zaden tam gdybania mila Kamo. Po zdradzie zony wzialem swoja szczoteczke do
              zebow, ksiazki i inne "zabawki" i wyprowadzilem sie. Po kilku miesiacach niezbyt
              przyjemnych przemyslen byla malzonka w mej swiadomosci oddalila sie w sina dal.
              I niech juz tak pozostanie.
              • spotty Re: TO JEST PROSTE. ONA MNIE ZDRADZI - PA PA. 26.10.05, 15:08
                Zaden tam gdybania mila Kamo. Po zdradzie zony wzialem swoja szczoteczke do
                > zebow, ksiazki i inne "zabawki" i wyprowadzilem sie. Po kilku miesiacach
                niezby
                > t
                > przyjemnych przemyslen byla malzonka w mej swiadomosci oddalila sie w sina
                dal.
                > I niech juz tak pozostanie.
                Jak Ci to tak Łatwo przyszło, to pewnie nie kochałeś żony. Pewnie Cie opierała
                i gotowała ci i miała być na twoją wyłączność. A jak nie to nie , co?
            • iiww zdrada 30.08.06, 14:26
              Niestety postawienie się w roli drugiej osoby jest bardzo trudne. Niewiele jest
              osób, które potrafią zrozumieć to, że "ta trzecia" zabrała ojca dzieciom... A
              to, że porzucone szukają kozła ofiarnego w osobie kobiety, w której jej mąż się
              zakochał to prawda. Wybaczą mężowi zdradę - ale nie wybaczą kobiecie w której
              się zakochał... Takie samookłamywanie się. Ja jestem akurat tą dla której mąż
              odszedł i wiem jaka to jest trudna sytuacja i jaka bolesna - nie tylko dla
              porzuconej.
            • motherofpsycho3 .. 13.07.07, 22:45
              ...ja nie potrafię otrząsnąć się do tej pory.. choć już trochę czasu minęło. to okropne uczucie, które ciężko znieść psychicznie. przeżyłam załamanie nerwowe, objawy fizyczne, psychiczne, męki cielesne, jakie przeżywałam i nadal przeżywam (kiedy coś mi o tym przypomni) sprawiają, że najchętniej skończyłabym życie. nie potrafię skończyć tego związku, bo kocham tego człowieka z którym jestem pomimo tego, że mnie skrzywdził. on ma inny światopoglad niż ja. wymagając od niego wierności ograniczam go i zmuszam do robienia czegoś wbrew niemu samemu, ale z drugiej strony nie umiem znieść myśli, że dotyka innych kobiet, że tak samo jak mnie je całuje. to okropne. nie umiem tego zaakceptowac. myślałam, że jesli o niczym nie bede wiedziała to bedzie wszytsko dobrze, ale niestety sie dowiedziałam i bardzo chciałabym stracić pamięć, wymazac to, wyrzucić z siebie i móc kochać od nowa, tak bez lęku, że znów zostanę zdradzona.wizyty u psychiatry niewiele mi pomogły, chyba tylko na tyle, że nie mam już objawów fizycznych depresji. jakoś muszę sobie z tym poradzic, ale zuepłnie nie wiem jak..
          • edgar31 Re: TO JEST PROSTE. ONA MNIE ZDRADZI - PA PA. 27.12.05, 20:46
            Zdradzone same są często sobie winne. Jeżeli człowiek się stara ze wszystkich
            stron, dogadza, przytula, kombinuje by było jak najlepiej, a ona mówi, że jej
            się po-prostu niechce, to niestety ale wcześniej czy później zdrada nastąpi.
            Nikt z nas nie jest bezduszną maszyną i ma tez swoje potrzeby i uczucia. Moim
            zdaniem jest to pastwienie się.Zwłaszcza, że jakis czas temu było zupełnie
            innaczej. Przed ślubem - super. Można to rozumieć tak, że "okres promocyjny"
            się skończył, a teraz spadaj. Dlatego wcale nie jest mi żal, tych co płaczą bo
            partner skoczył sobie gdzieś w bok. Przy takim podejściu? To chyba naturalne...
            • casarita Re: 22.07.09, 22:37
              Niektore kobiety maja konkretne priorytety - chlopak, biala suknia, wesele,
              dziecko, rezygnacja z pracy, dziecko przed trzydziestka i przesiadywanie na
              naszej klasie pod pozorem checi bycia dobra matka a w rzeczywistosci nie maja
              pomyslu na wlasne zycie i nie chca wracac do pracy. Wykorzystuja mezczyzn a
              pozniej oni wykorzystuja je. I kto tu jest winny?
          • drambui wcale proste nie jest 13.05.07, 07:49
            jakubowska100 napisała:

            > Ja jej nigdy nie zdradzę, porzygałbym się gdyby do czegoś takiego doszło,
            > uciekłbym w las i mieszkał parę lat. A tak poważnie - jeśli ona kiedykolwiek
            > zdradziłaby mnie to w trybie przyspieszonym odchodzę.

            Łatwo Ci to napisać, kiedy nie masz takiego doświadczenia.
            Mnie moja ukochana kobieta, żona, matka moich dzieci zdradziła.
            Dlatego wiem, jak bardzo to boli i z czym się wiąże pozostanie w takim związku.
            Zdrada kaleczy, z kalectwem ciężko się żyje, jednak rozstanie, to następne
            okaleczenie, które wcale nie usuwa poprzedniego.
      • bigguy Re: Żyć po zdradzie 22.10.05, 18:13
        Komentuje stwierdzenie:"tylko on sam jej lezie do łóżka",
        A czy lezie bez zaproszenia?
        Takie stwierdzenia chyba swiadcza o braku szacunku do siebie osoby ktora tak mowi.
        • annnnia Re: Żyć po zdradzie 22.10.05, 19:44
          On lezie - bo ona go zaprosiła.
          Kobieta ma wolną wolę w wyborze mężcyzzny którego wpuści do swojego łózka. Jeśli
          wybrała sobie żonatego, a on nie odmówił - wina lezy po stronie mężczyny, bo to
          on łamie przysięge małżeńską.
          Kobieta - "ta trzecia" - nie przysięgała, więc dlaczego ją się obwinia za
          "rozpad rodziny"? Odpowiedzialnośc za utrzymanie trwałości małżeństwa spoczywa
          na tych, którzy to małżeństwo stworzyli - mężu i żonie, a nie postronynch kobietach.
          Oczywiście, w drugą stronę tez to działa - jeśli to żona zdradza, to wina też
          jest tylko jej.
          • jaknigdy Re: Żyć po zdradzie 23.10.05, 07:45
            Wydaje mi się, że kochanka też jest trochę winna. Bawiłam się w taką koleżankę
            z pracy przez 2 lata. I nie ma bata. Wyjazd integracyjny, jezioro, muzyka,
            alkohol - wierni mężowie nie biorą udziału w takich imprezach. A potem, czasami
            to trwa kilka tygodni. I myślę, że wina leży też po stronie kobiet. Bo często
            to tylko chęć udowodnienia jaką się jest "atrakcyjną" (jakby po winie były
            brzydkie kobiety). Nie myśli się o żonie tego faceta, albo o jego dzieciach.
            Najłatwiej jest powiedzieć - to on zdradza. Ale tak naprawdę, obie strony
            zdradzają - zasady moralne obowiązują każdego. Również singli.
                  • vice_versa Re: no, to pomtśl, jeśli potrafisz 23.10.05, 13:35
                    Faceta przysięga?
                    Tak, facet przysięga dla niej.
                    ONE tego potrzebują.
                    Znam takich ludzi którym się wydaje że przysięga załatwia rzeczywistość
                    A może tak w jakiejś ustawie zapisać obowiązek kochania raz na zawsze?
                    A może prezydencki dekret z mocą ustawy
                    Że wszystkim ma być dobrze
                    I muszą się nauczyć zmieniać
                    I przestać wiosłować pod prąd
                    Bo
                    Życie nie cierpi próżni
                    I może być ciekawsze
                    W KAŻDEJ sytuacji
                    Może zadekretować większą tolerancję
                    dla rzeczywistośći
                    I większą wyobraźnię
                    Na przyszłość.
                    • vice_versa Re: jaki ten świat jest prosty! 23.10.05, 13:49
                      holyboy_666 napisał:

                      > prosze, więc wystarczą 4 linijki żeby opisać czyjeś życie

                      Ania nie pisze o cudzym życiu, pisze o swoim, i broni swojej pozycji.
                      I ma rację. To nie ma nic do życia innych. Czemu miałaby się przejmować innymi
                      kobietami z ich brakiem umiejętności kochania i petryfikowaniem miłości
                      przysięgami? Ale Ania wie, że też zażąda od swojego faceta przysięgi. Więc
                      wartości przysięgi nie przekreśla. Broni wolności singielek i słusznie.

                      --
                      "On the whole, you find wealth much more in use than in ownership." Aristotle
                    • annnnia Re: jaki ten świat jest prosty! 23.10.05, 14:03
                      ksiązkę sam bys spróbował napisac. Mogłaby mieć tytuł "sto sposobów
                      niezrozumienia tekstu czytanego".

                      spróbuj się zastanowić, co miałam na mysli, a dopiero poźniej silić się na
                      "dowciapne" komentarze.
                        • annnnia Re: jaki ten świat jest prosty! 23.10.05, 22:25
                          jeśłio jej zamacham kałachem przed nosem, to nie ma wyjścia.
                          Ale jeśli sama z własnej woli mi da kasę, to jej wina i tyle.

                          Widzisz drobną różnice między przymusem stosowanym przez bandyte w kominiarce
                          wymachującego bronią - wtedy kasjerka ma naprawdę mało możliwości działania, a
                          sytuacją faceta który z własnej nieprzymuszonej woli idzie do łóżka z kobietą?
                  • agusia Re: no, to pomtśl, jeśli potrafisz 28.10.05, 17:56
                    annnnia, ale pomysl przez chwilke.
                    czy warto sie wiazac z facetem, ktory nie ma szacunku do wlasnej zony, do
                    dzieci, ktore opuszcza? nikt go nie zmusil do slubu i przysiegi... a skoro ja
                    zdradzil za chwile zdradzi i Ciebie... chyba, ze preferujesz takie krotkotrwale
                    zwiazki... ale jak dlugo?
                    ja, jak wiekszosc kobiet, maze o zwiazku na cale zycie... i chce aby moje
                    dziecko mialo pelna rodzine!
                    A.
                      • wilczeoko Re: no, to pomtśl, jeśli potrafisz 12.06.08, 12:52
                        instynktami ...
                        czytam ten cały wątek i dochodze do wniosku że opisywani są tu ludzie (mężczyzni
                        i kobiety) te złe .Nie ma mowy o tej części społeczeństwa która żyje poprawnie ,
                        dobrze , która nie ma w głowie zdrad itp zachowan które burzą "idealną
                        rodzinę".A jak już ktoś napomni że marzy mu sie idealny związek (pełna rodzina,
                        z dopełnieniem małżeństwa)to znajduje się Ktoś kto postawi ZNAK ZAPYTANIA -czy
                        na pewno?
                        oczywiście że na pewno.
                        Czasami się wie więcej niż by się mogło wydawać.
                        I jeśli sie jest pewnym czegoś , to jest tak do końca
                        (mam tu na myśli siebie) .Mam na myśli "panowanie nad swymi instynktami"-choć ja
                        takich nie mam .Jedyny instynkt który sie u mnie ostatnio pojawił to macierzyński .

                  • andrzejto1 Re: no, to pomtśl, jeśli potrafisz 23.12.05, 12:39
                    annnnia napisała:

                    > moje libido - moja sprawa
                    > faceta libido - faceta sprawa
                    > faceta małzeństwo - faceta sprawa
                    > faceta przysięga - faceta sprawa
                    > Proste.
                    Jasne, Twoja ciąża - Twoja sprawa. Proste no nie??
                    Tylko, jakby coś takiego się zdarzyło, to w te pędy polecisz do sądu po
                    alimenty!!!
              • esspo Re: Żyć po zdradzie 23.10.05, 16:11
                co w takim razie sądzić o człowieku, który jest singlem i wie, że idzie do łóżka
                z kimś kto jest w stałym związku, czy tylko korzysta z okazji? czy też jest
                szmatławcem i nie szanuje innego człowieka. bo sięga po coś co już nie jest wolne?
                --
                Lecz co będzie jesli idiota nie jest prawdziwym idiotą tylko zidiociałym idiotą?
                • annnnia Re: Żyć po zdradzie 23.10.05, 16:34
                  "szmatławcem" jest osoba, któa dorosłych ludzi traktuje jak przedmioty i mówi o
                  nich "coś".
                  Dorosły człowiek ma wolną wolę i prawo robić wszystko na własną
                  odpowiedzialność. Singielka idąca do łóżka z żonatym facetem nie zaciąga go
                  wołami do tego łóżka, facet ma wolną wole i jeśli zdradza żonę, to robi to z
                  własnej woli i na własną odpowiedzialność. (tak samo kobieta - jesli zdradza
                  meżą. Żeby nie było że tylko faceci zdradzają i są be ;-) )
                  • esspo Re: Żyć po zdradzie 23.10.05, 16:39
                    ktoś kto zdradza jest szmatławcem ot co. ty ciągle o tych przysiegach a co jak
                    jej nie ma a jest wspólne życie? teoretycznie trzy single w praktyce jedno
                    korzysta za darmo ze stołu innych biesiadników.

                    --
                    Lecz co będzie jesli idiota nie jest prawdziwym idiotą tylko zidiociałym idiotą?
                      • esspo Re: Żyć po zdradzie 23.10.05, 16:50
                        ciągle tylko małżeństwo i tak dalej. co jesil nie ma przysięgi małżeńskiej. czy
                        ty tylko przysięge przed urzędnikiem/ksiądzem traktujesz serio. co ze wspólnym
                        życiem bez przysięg. chyba faktycznie słowo przysięga traktujesz jak smycz.


                        --
                        Lecz co będzie jesli idiota nie jest prawdziwym idiotą tylko zidiociałym idiotą?
                        • annnnia Re: Żyć po zdradzie 23.10.05, 16:53
                          coś Ci sie chyba pomyliło.
                          Ta nieszczęsna przysięga równie dobrze mozę być nieformalną umową miezy dwojgiem
                          ludzi - jeśli się umówimy że jesteśmy razme i się nie zdradzamy, to kto zdradzi
                          ten świnia. Ale co "tą trzecią" ma obchodzić jakakolwiek umowa która jej nie
                          dotyczy?
                              • panna53 Re: Żyć po zdradzie 23.10.05, 23:41
                                Ok. To moze taki przyklad. Twoj kolega jest zlodziejem. Okrada ludzi. Okradl
                                wlasnie kogos i przyniosl Ci szampana z wlamania. Wypijesz z nim tego szampana?
                                przeciez nie Ty go ukradlas, wiec nie jestes winna.
                                A przeciez kochanka jest w takiej wlasnie sytuacji. Zadaje sie z oszustem i
                                klamca, malo tego czerpie z tego korzysci dla siebie-nawet, jesli mowimy tylko o
                                zaspokojeniu sexualnym.
                              • anulka04 Re: Żyć po zdradzie 29.10.05, 09:55
                                Jesteś kochanką? Bo Twoje uwagi są wyjątkowo jednostronne.
                                Fakt kochanka singielka nikogo nie zdradza, ale jeśli ma w sobie trochę
                                elementarnej przyzwoitości, to nie wda się w taki układ, bo prawdopodobnie sama
                                kiedyś w odwrotnej sytuacji (jako osoba zdradzana) nie chciałaby się znaleźć.
                                Trzeba myśleć o innych, nie tylko o sobie.
                          • andrzejto1 Re: Żyć po zdradzie 23.12.05, 12:47
                            annnnia napisała:

                            > coś Ci sie chyba pomyliło.
                            > Ta nieszczęsna przysięga równie dobrze mozę być nieformalną umową miezy
                            dwojgie
                            > m
                            > ludzi - jeśli się umówimy że jesteśmy razme i się nie zdradzamy, to kto
                            zdradzi
                            > ten świnia. Ale co "tą trzecią" ma obchodzić jakakolwiek umowa która jej nie
                            > dotyczy?
                            Kupujesz samochód który jest ukradziony. Kupiłaś go w dorej wierze. ALe policja
                            i prokuratura ma w d.. to, że nie jesteś stoną tej kradzieży i Ci brykę
                            konfiskuje......
                      • xsenia71 Re: Żyć po zdradzie 23.10.05, 18:21
                        i co annniu, jak Ci się żyje z tym kogo nazywasz szmatławcem? Pamiętaj,
                        kolejna 'trzecia' może uznać, że jej wasza umowa/związek nie dotyczy. A on
                        zachowa się podobnie.
                        • annnnia Re: Żyć po zdradzie 23.10.05, 19:23
                          oj, rozumiem już czmeu w mówią że w Polsce się szerzy wtórny analfabetyzm.
                          Widze, że odpisujesz na jednego mojegoposta, wyrywając go z kontekstu i nie
                          cyztając całej dyskusji.
                          Powtórze więc co napisałam kilka postów wyżej w tym wątku: nigdy bym się nie
                          związała na stałe z facetem który zdradzał. Mój małżonek nie został odbity innej
                          i z tego co iwem nigdy żadnej swojej aktualnej partnerki nie zdradził.
                          Faceci zonaci fajni byli jak byłam pojedyncza, na chwilkę i na nic więcej.
                          Nigdy bym nie wzięła na stałe faceta odbitego innej kobiecie, bo skoro zdradził
                          ją to nie mam żadnej gwarancji że nie zdradizłby i mnie.

                          A jakby się teraz pojawiła "ta trzecia", do której mój obecny by polazł, to jego
                          bym powiesiła w bramie za jaja, a nie tą panienkę. Co ona by była winna, skoro
                          jej nic do naszego związku? mój mąż mi obiecywał wierność, i tylko od niego tej
                          wierności wymagam.
                          • radzio79 Re: Żyć po zdradzie 23.10.05, 21:28
                            > i z tego co iwem nigdy żadnej swojej aktualnej partnerki nie zdradził.
                            > Faceci zonaci fajni byli jak byłam pojedyncza, na chwilkę i na nic więcej.
                            >
                            Mam pytanie: jak czulas sie wiazac sie na chwilke ze "szmatlawcem" i majac tego
                            swiadomosc? Czy szanowalas siebie wiazac sie z czlowiekiem, ktorego sama nie
                            szanowalas?
                              • eriss1 Re: Żyć po zdradzie 23.10.05, 23:00
                                Czyli jednak jestes szmata. Czy ten twoj mąż niejest czasem wyimaginowany? Bo
                                nie znam takiego co by z miłąchecia się wiązał ze szmata. Chyba że sam tez tak
                                sobiem miło żył do tej pory. To juz waszasprawa nie mam prawa tego oceniac. Ale
                                weekendowy seks z żonatym/żonatą to mega zdzirstwo
                                • annnnia Re: Żyć po zdradzie 24.10.05, 14:47
                                  Cóż za kultura na tym forum.
                                  Może wracja do odrabiania lekcji, dziecko? bo na życiu to ty się jeszcze nzie
                                  znasz. Dorośnij i wykształc sobie jakiś mózg, a potem naucz się go uzywac, zanim
                                  zaczniesz obrażać obcych ludzi na forum.
                                  • cromka Re: Żyć po zdradzie 01.07.08, 02:32
                                    Kultura to nie tylko język, ale sposób bycia, moralność, zasady. Wyrażenie "dawanie dupy obcym żonatym facetom", nawet jeśli nie brzmi kulturalnie, dobitnie określa brak moralności, zasad i płytkość Twojej osoby.
                            • rikol Re: Żyć po zdradzie 13.07.07, 17:10
                              A moze pomysl, kim jest koles, ktory przed wszystkimi swojej kobiecie wiernosc
                              przysiegal, a potem ma to gdzies. I jak on sie powinien czuc? I czy on siebie
                              szanuje? Nie mowiac juz o zonie.
                          • andrzejto1 Re: Żyć po zdradzie 23.12.05, 12:54
                            annnnia napisała:
                            > A jakby się teraz pojawiła "ta trzecia", do której mój obecny by polazł, to
                            jeg
                            > o
                            > bym powiesiła w bramie za jaja, a nie tą panienkę. Co ona by była winna, skoro
                            > jej nic do naszego związku? mój mąż mi obiecywał wierność, i tylko od niego
                            tej
                            > wierności wymagam.

                            Chociaż jakby nie mówił, to masz trochę racji, ja juz nie mam pretensji do
                            kochanków mojej ex. Ostatniemu to chyba powinienem postawić skrzynke wódki, że
                            się wrzoda na tyłku pozbyłem..... A pomyśleć, że kiedyś chciałem mu po ryju
                            nakłaśc....
                  • andrzejto1 Re: Żyć po zdradzie 23.12.05, 12:43
                    annnnia napisała:
                    Singielka idąca do łóżka z żonatym facetem nie zaciąga go
                    > wołami do tego łóżka, facet ma wolną wole i jeśli zdradza żonę, to robi to z
                    > własnej woli i na własną odpowiedzialność. (tak samo kobieta - jesli zdradza
                    > meżą. Żeby nie było że tylko faceci zdradzają i są be ;-) )

                    Szczególnie na przykład w stanie upojenia alkoholowego, co się czasami zdarza i
                    wtedy na przykład facet nie do końca jest świadomy tego co robi. Może nie byłaś
                    świadkem takich sytuacji?? Bo ja byłem......
              • andrzejto1 Re: Żyć po zdradzie 23.12.05, 12:37
                annnnia napisała:

                > kogo zdradza singielka? co ją ma obchodzić cudza przysięga małżeńska?

                Hmm....
                A to ciekawe, ciekawe.....
                No tak, okazja czyni złodzieja jak się mówi.
                Chociażby z powodu przysłowia: Nie czyń drugiemu co Tobie niemiłe....
              • ma_dre Re: Żyć po zdradzie 13.04.07, 15:46
                z calym szacunkiem : wchodzenie w zwiazek z mezem innej kobiety jest moralnie
                naganne w oczach spolecznestwa. Mozna sobie z morlanosci drwic, ale nie mozna
                udawac ze jej nie ma. To juz niemoralnosc.
          • vice_versa Re: AnnniaCoSzukaWina 23.10.05, 13:25
            Szukasz winnych.
            Tak mają te mądrzejsze.
            Ten kto zdradza jest winny.
            Ten kto mówi o zdradzaniu jest niewinny.
            Może w ogóle winny jest seks.
            Na pewno niewinna jest przysięga małżeńska.
            I nasz brak umiejętności akceptacji świata takim jaki jest.

            A może wino zamiast winnych?
            A moze kobieta nie potrafi się zmieniać?
            A może winny jest mężczyzna który tego nie czuł jak ona bardzo kocha?
            A może winne są instytucje-zamrażarki uczuć?
            A może wszystko co jest jest piękne i dobre,
            A może to my nie potrafimy wyciągać wniosków
            A może płacząc mamy powody
            A może to wszystko po coś się stało?
            A może możemy wybierać szczęście
            A może uwielbiamy być skrzywdzone.
            Tak czy siak co złego to oni a nie my.
            My jesteśmy wspaniałe.
            Dobre
            I piękne
      • japin Re: Żyć po zdradzie 23.10.05, 10:15
        To proste. Dlatego, że nawet jeżeli ktoś nie uznaje n.p. 10 przykazań to
        istnieje coś takiego jak najzwyklejsza przyzwoitość ludzka, w ramach której
        można kierować swoim postępowaniem, jak pokazuje praktyka. Jeżeli ktoś tego nie
        uznaje to można się zacząć zastanawiać w którym momencie zaczyna się ku..two.
          • esspo Re: Żyć po zdradzie 23.10.05, 16:16
            annnnia napisała:

            > Przyzwoitość to nie oszukiwanie własnego partnera. Obcej kobiecie nic nie jeste
            > m
            > winna, jeśli jej mąż ją robi w wała to co ja mam się tym przejmować? ;-)

            a gdzie szacunek dla drugiego człowieka? jeśli nie szanujesz ty nie oczekuj tego
            od innych.

            --
            Lecz co będzie jesli idiota nie jest prawdziwym idiotą tylko zidiociałym idiotą?
              • esspo Re: Żyć po zdradzie 23.10.05, 16:40
                nie szanujesz przysięgi to wiem bo ciagle to podkreślasz ale co z szacunkim
                innego człowieka i nie chodzi mi tu o tego co ma akurat przy tobie fiuta na
                wierzchu?


                --
                Lecz co będzie jesli idiota nie jest prawdziwym idiotą tylko zidiociałym idiotą?
                  • esspo Re: Żyć po zdradzie 23.10.05, 16:48
                    jaka jest różnica między słowem człowiek i przysięga czy ty rozumiesz co napisałem?

                    --
                    Lecz co będzie jesli idiota nie jest prawdziwym idiotą tylko zidiociałym idiotą?
                    • annnnia Re: Żyć po zdradzie 23.10.05, 16:52
                      Ty chyba nie rozumiesz tego co ja napisałam.
                      Wiec powtórzę: ja włąsnych przysię dotrzymuję i ludzi, z którymi jestem związana
                      szanuję. Co mnie obchodzi osoba i przysięga jaką jest związany inny facet?
                      Jak facet chce się przespać z kobietą, i ta kobieta go chce, i oboje godzą się
                      na układ "bez zobowiązań", to co tą kobietę ma obchodzić reszta życia faceta?
                      Każdy odpowiada ZA SIEBIE i tylko za siebie i własne czyny.
                      • esspo Re: Żyć po zdradzie 23.10.05, 17:00
                        > Każdy odpowiada ZA SIEBIE i tylko za siebie i własne czyny.
                        no nie do końca bo cokolwiek zrobisz to ma również wpływ na innych a nie tylko
                        na Ciebie

                        --
                        Lecz co będzie jesli idiota nie jest prawdziwym idiotą tylko zidiociałym idiotą?
                        • annnnia Re: Żyć po zdradzie 23.10.05, 19:26
                          nie rozumiesz.
                          Odpowiadam za WŁASNE zachowania, wszystkie - i te które dotyczą tylko mnie, i te
                          które wpływają na innych. Ale tylko za własne - tylko moich obietnic i
                          zobowiązań mam dotrzymywać. A nie faceta, któy ma zobowiązania wobec jakiejś
                          kobiety a akurat chce się ze mną przespać - jeśli ja tez tego chce, a nie mam
                          chwili żadnych zobowiązań wobec innego meżczyzny, to nie ma problemu dla mnie.
                    • dor.moss Re: Żyć po zdradzie 23.10.05, 22:36
                      esspo napisał:

                      > jaka jest różnica między słowem człowiek i przysięga czy ty rozumiesz co napisa
                      > łem?
                      >

                      ona rozumie doskonale co napisałeś to ty nie rozumiesz o czy mówisz
                      zamknięty jesteś we własnym życiu jak w klatce i nie widzisz nic dalej
                      a dalej jest życie nie zawsze proste jak ci się wydaje
                      dziś na świat patrzysz tak jutro inaczej
                      nie można oceniać innych bo sami nie wiemy co nas może spotkac
                      nigdy nie zaprzeczaj że czegoś nie zrobisz bo nie wiesz

                      otwórz szeroko oczy,bo teraz masz chyba osłonki na oczach takie jak koń ,aby nie
                      bał się pojazdów na ulicy
                      zresztą większośc tak myśli
                      i niech im na zdrowie,oby nie musieli się przekonać
                      • zoezoe do annnnia 25.10.05, 13:42
                        żaden fundamentalizm. Z tym co piszesz, ciężko nawet dyskutować. Niezaleznie
                        jak to nazwać: staroświecko dekalogiem, nowocześnie inteligencją emocjonalną, w
                        nowomowie zasadami współżycia społecznego ciągle obracamy się wokół prostej
                        zasady: nie rób drugiemu, co tobie niemiłe. Ergo: spółkowanie z żonatym
                        mężczyzną jest obiektywnie złe, bo źle być zdradzaną żoną. I to, kto jest
                        przysięgą związany nie ma tu nic do rzeczy. Naturalnie wszystko poza tą prostą
                        zasadą jest odcieniami szarości.
                        • yaponka Re: do annnnia 01.05.06, 11:01
                          zoezoe napisała:

                          > żaden fundamentalizm. Z tym co piszesz, ciężko nawet dyskutować. Niezaleznie
                          > jak to nazwać: staroświecko dekalogiem, nowocześnie inteligencją emocjonalną,
                          > w nowomowie zasadami współżycia społecznego ciągle obracamy się wokół prostej
                          > zasady: nie rób drugiemu, co tobie niemiłe. Ergo: spółkowanie z żonatym
                          > mężczyzną jest obiektywnie złe, bo źle być zdradzaną żoną. I to, kto jest
                          > przysięgą związany nie ma tu nic do rzeczy. Naturalnie wszystko poza tą
                          > prostą zasadą jest odcieniami szarości

                          Wszystko pięknie, ale tylko na papierze. Co wy wszyscy tacy święci jesteście,
                          pouczacie innych ludzi...
                          Oczywiście, zasada nie czyń drugiemu co tobie niemiłe jest słuszna. Tylko pokaż
                          mi człowieka który ZAWSZE ją stosuje, przez całe zycie. Jednak ludzie są z
                          natury egoistami i bardziej ich obchodzi własne niż cudze dobro. Czy wy macie
                          jakiś monopol na zasady moralne? Nigdy nie zrobiliście nic wrednego drugiemu
                          człowiekowi? Każdy kiedyś coś takiego zrobil. Więc nie bądzcie tacy święci.

                          A że zdradzajaca osoba będąca w związku jest winna a nie kochanek/kochanka
                          singiel/singielka to jasne w 100%. Inaczej twierdzą tylko osoby zdradzające nie
                          umiejące wziąć na siebie odpowiedzialności lub te zdradzane - wściekłe, ze ktoś
                          inny okazał sie "lepszy, że ich świat legł w gruzach, że sie zawiodły.
                          Dla jasności - sama nie związałabym sie z kimś zajętym, uważam to za chamstwo.
                          Ale to pikuś w porównaniu z kimś kto zdradza zakochanego w nim partnera.
                • netty2 Re: Żyć po zdradzie 25.10.05, 22:37
                  Gdzies kiedys przeczytalam.---"Jesli kiedys zostawisz kogos kto cie kocha dla
                  kogos kogo pozadzasz,to kiedys ten kogo pozadasz zostawi cie dla tego kogo
                  kocha..."
              • kamelia111 Re: Żyć po zdradzie 28.10.05, 13:14
                Taaak, czyli Annnniu szanujesz faceta z którym idziesz do łóżka (zdradzającego,
                wiarołomnego, choć nie wobec Ciebie a innej), ale nie czujesz się zobowiązana
                do wykazania się elementarnym szacunkiem wobec reszty ludzi - obcej kobiety, a
                jednak jego żony i obcych dzieci, a jednak jego dzieci? Przyznam, że uważam, że
                to uwłacza Twojej moralności, przynajmniej ja tak uważam (zaraz pewnie się
                dowiem, że i tak masz to gdzieś...). Skoro tak to widzisz, to nie pozostaje mi
                nic innego jak życzyć Ci byś przekonała się na własnej skórze (w końcu teraz
                już ponoć mężatką jesteś) jaka to frajda. Może nabierzesz wtedy innych
                przekonań.
        • vice_versa Re: Jak ktoś ma slaby zamek... 23.10.05, 13:43
          To znaczy że nie jest na tyle mocno przywiązany do rzeczy?
          Że godzi się z możliwością tego że inni będą tych rzeczy potrzebować bardziej?
          To znaczy że podjęli taką decyzję
          Że rzeczy nie są warte ochrony, pieniążków, zaangażowania, uwagi...?
          I inni mogą z tego korzystać

          --
          "On the whole, you find wealth much more in use than in ownership." Aristotle
      • zeus11 Re: Żyć po zdradzie 23.10.05, 11:08
        Bla bla bla ales wymyslila. Pomysl czemu facet poszedl do tej trzeciej?
        Bop juz mial dosc narzekania, nudy lub tez krzykow w domu. Chcial odzyc
        kochana. I to zrobil. Nie zdradza sie tak bez powodu. Robimy to poniewaz
        otrzymujemy od innej, tak tej trzeciej to czego nie mamy od ukochanej. A to o
        czym tak bardzo marzymy. Wiec zamisat sie dasac zacznijcie nam dawac nasze
        pragnienia. I na pewno, gwarantuje Ci, nie bedzie nawet mysli o zdradzie.
        • bigguy Re: Żyć po zdradzie 23.10.05, 11:15
          BO TO CO CHCESZ OTRZYMAC OD KOBIETY I CO NA POCZATKU KAZDEJ ZNAJOMOSCI
          OTRZYMUJESZ TO PRZYNETA. KOBIETY SA DOBRE TYLKO NA POCZATKU, ZANIM UZYSKAJA
          DOSTEP DO TWEGO KONTA.
            • amhu Re: Żyć po zdradzie 24.10.05, 10:11
              Dziecino, juz od prawiekow wiadomo, ze samica w doborze samca kieruje sie
              odpowiednimi genami tegoz oraz - w wypadku niejakiego homo sapiens - gruboscia
              jego portfela. Taka juz natura samicy. Ci z samcow ktorzy nie zdaja sobie z tego
              sprawy sa dojeni az do zera nieuchronnego. Samica zas zaczyna kolejne polowanie
              na kolejnego nie zorientowanego glupka z penisem zamiast mozgu i stosownie
              smakowitym kontem.
              Wole prostytutki od tzw. partnerek. Przynajmniej wszystko jest klarowne.
              • wilma.flintstone Re: Żyć po zdradzie 13.07.07, 21:08
                amhu napisała:

                > Dziecino, juz od prawiekow wiadomo, ze samica w doborze samca kieruje sie
                > odpowiednimi genami tegoz

                Czyz nie tym samym kieruje sie samiec? Potencjonalnymi zdolnosciami rozrodczymi
                samicy przejawiajacymi sie jak najszczuplejsza talia i jak najjedrniejszym
                cialem, ktore to wartosci, jako ze z powodow uoczywistych bardzo ulotne,
                niejednego samca popychaja do zdrady, wlasnie? Coz za seksistowski post. I
                jakie to dziwne, ze kiedys sie Ciebie cytuje, to jak na dloni widac: "amhu
                napisała". Jakies problemy emocjonalne?

                --
                Tak WYGLADAM

                Too bad that all the people who know how to run the country are busy driving
                taxicabs and cutting hair (George Burns)
            • pani_z_okna Re: Żyć po zdradzie 16.01.09, 23:46
              chcialabym cos wyznac... cos wykrzyczec z siebie.. ten bol.. moze nie dla was
              (tak zdaje sie na wasze osadzenie i potepienie, zalosc i satysfakcje - ze nie ma
              nieobrzuconych blotem i innymi ziemnymi sprawami).. dla siebie. tak na glos zeby
              wrescie zrozumiec i uslyszec ten krzyk, te ironie w swoim glosie - NIE JESTEM
              NAJWSPANIALSZA KOBIETA POD NIEBIEM SLONCEM KSIEZYCEM BOGIEM I INNYMI SILAMI
              CO/KTO SPRAWIAJA ZE TEN SWIAT SIE KRECI..

              zostalam zdradzona (banal).. i to nie raz i nie dwa (banal).. w kazdy mozliwy i
              niemozliwy sposob (banal).. jestem/bylam narzeczona (banal).. i traktowalam go
              jako meza (banal) banal banal banal....

              i jak w tej piosence mialbyc slub.. a ona weszla wesola odwazna smiala i
              nachalnie... tepczac wszystko na swojej drodze... nie bylam i nie jestem swieta
              (banal) i nie bylo mnie wtedy gdy potrzebowal... a ona byla i patrzyla i dawala...

              i on kochal nas dwie... mnie jak wiosenny wiatr a ja z tym zimnym zarem (banal)
              ona wracala... a ja zamknieta w sobie niewiedzac o niczym sluchalam Dolly Parton
              jolene serdce mi podpowiedzialo... i taka byla/jest.. czekajac z latarnia w domu
              na powrot.. banal

              ona ma te czesc kobiecosci ktorej ja mam i nie odkryje.. banal.. wychowana w
              dobrym domu z tradycjami... a ona kobieta - za srebro, za zlotowki, dolary,
              krony .. tej dzikosci my kobiety-zony zazdroszczymy.. banal . tym trzecim..
              ktorych traktujemy z gory a one nas... bo uwazaja ze sa lepsze (bo maja moc na
              mezczyzna - tak moje drogie dziewczyny, narzeczone, zony - one sa tym miesem, za
              ktorym nasze chlopcy, narzeczone, mezowi sa zglodniale i leca jak motyle na
              ogien .. banal..), bo w ich ramionach ten ogien, ktory spala wszystko na swojej
              drodze... i gardza nami, bo chodzimy do kosciola, wychowujemy dzieci...

              i on wybral.. wybral mnie.. mowi ze kocha <kropka> banal <kropka> ze to bylo
              zacmienie... i wiem ze ona cierpi, jak dziekie zwierze.. ktore jest wyglodniale
              i zle... i wsyzstkich gryzie... banal..

              a ze mnie wychodzi bol i zal... i krzyk "dlaczego" banal do potegi banal..

              a kolezanki mowia zostaw odejdz, znajdziesz lepszego.. a ja go kocham banal..

              rozwala mnie stwierdzenie "tych kobiet":
              Nie płosząc Cię
              I wracać
              I nie chcieć
              Od Ciebie
              Nic

              czy wiecie ze to nie tak... bo kazdy nalezy do kogos ...

              ale .. chce wam wyznac moje dorgie dzikie wilczyce.. ze nie potraficie ani
              ogniska rozpalic ... wy dajecie im <banal> ogien - ktory parzy i dostajecie
              wzamian te krew, ktora smakuje sladko-gorzszko.. i nie macie odwagi podejsc do
              domu.. tylko po cichu w nocy wchodzicie i kradniecie ... bo macie strach ..
              jestescie moje drogie, wilczyce - samotne - poszukujace miesa, i glodne, a ten
              glod i chlod, oh, jak jest straszny.. i ten glod zjada was ze srodka i niczym
              nie mozecie go zaspokoic..

              chcialabym Tobie, "ta trzecia", powiedziec, szukaj az znajdziesz.. ale szczerze
              watpie.. taka masz nature... i ty i ja wiemy o tym... i niech ksiezyc
              blagoslawi, dziecko natury..

              a w naszym domu - oni odnajda pokoj i cisze, i placz i smiech dziecka z
              milosci.. i to cieplo - ktore grzeje ale nie parzy.
        • agusia Re: Żyć po zdradzie 28.10.05, 18:12
          Drogi Zeusie11,
          a czy nie byloby uczciwiej powiedzec tej "wstretnej zonie", ze nie masz ochoty
          tak zyc, odejsc i dopiero poszukac sobie tej "trzeciej"? Czy sporadyczne randki
          i upojny sex z ta "trzecia" zalatwia temat twojego nieudanego zwiazku? czy
          zanim zdecydujesz sie odejsc musisz ja przetestowac? I to niby jest uczciwe?
          A.
        • baba67 Re: Żyć po zdradzie 18.08.09, 14:07
          Wiekszosc facetow zdradza bo chce byc przez chwile macho. Bez codziennych
          klopotow.Zona niczemu tu niewinna. Oczywiscie sa tez zdrady z innego powodu.
          --
          Nie sztuka grać na nastrojonych skrzypcach, sztuka grać na rozstrojonych.
          Paganini (zdaje się)
      • ochm Re: Żyć po zdradzie 23.10.05, 12:39
        Az mna zatrzeslo jak przeczytalam twoja wypowiedz! Obca kobieta powinna miec
        moralnosc i nie zaczynac flirtu ani umizgow do zonatego mezczyzny! To czy on da
        sie zlapac na jej piekne oczy to inna sprawa. I owszem powinno ta trzecia
        obchodzic, ze mezczyzna, ktory sie jej podoba jest zonaty, bo podobna sytuacja
        moze spotkac i ja kiedy juz zdobedzie delikwenta dla siebie. Ale nie tylko
        dlatego. Trzeba miec odrobine zasad i pewnego wyczucia, morlanosci. Zonaty
        mezczyzna jest zakazany. No chyba, ze dla ciebie nie ma znaczenia z kim idziesz
        do lozka. Ludzie, nie moze byc tak, ze nie obowiazuja nas zadne normy! Jesli
        wszystkim wszysto mozna w materii zdobywania kogo nam sie zywnie podoba to
        swiat stanie na glowie. Trzeba szanowac zwiazek malzenski nawet jesli to jest
        obca dla ciebie kobieta. Zle sie dzieje, ze normy moralne ulegaja rozpasaniu.
        To nie prowadzi do nieczego dobrego. A juz zupelnym nieporozumieniem jest
        budowniae wlasnego szczescia na nieszczesciu innych. Takim sposobem sie nie da
        i predzej czy pozniej odbije sie to na tej trzeciej. I dobrze. NIesz szuka tam
        gdzie to dozwolone, a nie tam gdzie juz las zasadzony. Moja przenosnia moze
        troche zakrecona, ale mam nadzieje, ze zrozumiala.
          • xsenia71 Re: Żyć po zdradzie 23.10.05, 18:27
            Annniu, piszesz że cudze przysięgi i zobowiązania Ciebie nie dotyczą, a
            wręcz 'wiszą nacią selera'. Może Twoje własne składane są rzeczywiście warte
            więcej, nie wiem. Ale jak możesz oczekiwać od kogoś kto zobowiązanie złamał
            (zwykle nie pierwszy raz, nie łudź się), że jego obietnice składane Tobie są
            warte więcej, niż również jego identyczne zobowiązania składane innej osobie?
            Myślisz, że jesteś lepsza?
            • annnnia Re: Żyć po zdradzie 23.10.05, 19:28
              wcale nie oczekuję.
              dlatego - co już pisałam - nigdy bym się nie związała na stale z facetem, który
              zdradził wcześniej swoją kobietę.
              I troszkę się dziwie kobietom, które budują życie z facetme odbitym innej - nie
              ma zadnej pewności, ze taki delikwent co raz zdradził nie zdradzi więcej.
              Dla mnie, w czasach jak jeszcze nie byłam zaobraczkowana, żonaty facet nie był
              dobry do niczego więcje niż delegacja czy spotkanie integracyjne, ew. kilka
              łikendów. Nic więcej.
            • dor.moss Re: Żyć po zdradzie 23.10.05, 22:55
              a moiże jest lepsza ,może to ją naprawdę pokochał
              dlaczego od kogoś wymaga się dotrzymania przysięgi
              przecież te przysięgi są często składane przez ludzi bardzo młodych ,często pod
              presją rodziny
              często ludziom wydaje się że kochają a tak naprawdę to jest pomyłka bo byli
              młodzi i źle to ocenili
              dlaczego ta chwila musi zaważyć na całym życiu?
              wiem że ta druga strona cierpi
              ale dlaczego ja mam tracić szczęści w jedynym swoim życiu
              dlaczego poświęcać je dla kogoś kogo nie kocham?
              dlatego że jak byłam młoda to mi się coś zdawało?
              dlatego że jak się okazuje podjęłam złą decyzję?
              ludzie popełniają błedy,ale czy muszą płacić za nie całym życiem?
              to jest chore
              te wszystkie przysięgi,zobowiązania
              niby nikt mnie nie zmuszał
              a jednak
              te wszystkie ogólnie przyjęte zasady,zwyczaje ,bo tak trzeba ,bo tak wypada
              dlaczego mam się przejmować innymi ,a nie robić tak aby mi było dobrze?
              no dla czego?
              dla moralności
              a co to jest ta moralność?
              a czy to moralne żyć z kimś kogo się nie nawidzi ,tylko dla tego że kiedyś
              złożyłam przysięgę?
              przysięgałam bo miało być inaczej
              a jeśli on nie dotrzymał słowa to nadal mam trzymać się przysięgi?
              nie jestem Matką Teresą





              • andrzejto1 Re: Żyć po zdradzie 29.12.05, 14:17
                dor.moss napisała:
                > a jednak
                > te wszystkie ogólnie przyjęte zasady,zwyczaje ,bo tak trzeba ,bo tak wypada
                > dlaczego mam się przejmować innymi ,a nie robić tak aby mi było dobrze?
                > no dla czego?
                > dla moralności
                > a co to jest ta moralność?
                > a czy to moralne żyć z kimś kogo się nie nawidzi ,tylko dla tego że kiedyś
                > złożyłam przysięgę?
                > przysięgałam bo miało być inaczej
                > a jeśli on nie dotrzymał słowa to nadal mam trzymać się przysięgi?
                > nie jestem Matką Teresą
                >
                A może zadałabyś Sobie samej pytanie: Co się stało, że ten wspaniały niegdyś
                facet już nie jest wspaniały?? Co się we mnie zmieniło od czasu, kiedy byliśmy
                młodzi? Czy nie ma Twojej winy w tym, że facet się zmienił? Rozpadowi związku
                są winne zawsze dwie strony. Zawsze! Tylko stopień winy jest czasem inny. Każy
                z nas zawirając związek małżeński wchodził w niego z jakimiś nadziejami itp.
                Co się stało, że te nadziej się nie spałniły? Dlaczego masz być nieszczęsliwa??
                Wszystko zależy od Ciebie. NIe możesz zmienić drugiego człowieka, możesz
                zmienić tylko siebie. Proste? Proste!
              • julia458 Re: Żyć po zdradzie 15.02.07, 11:44
                Chciałabym powiedzieć wam, że zdrada boli, bardzo boli, ale do tej zdrady z
                jakiegos powodu doszło. Opowiem wam swoja historię. Gdy wychodziłam za mąż
                byłam w ciąży z moim mężem, miałam juz jedno dziecko z kimś za kogo nie
                wyszłam, miałam bardzo przykre doświadczenia zarówno z dzieciństwa jak i z
                pierwszego związku. Wyszłam za mąż za mężczyzne, o którym mówiono, że jest
                dobry troskliwy , nie pije nie pali ma stałą pracę. Ok. Polubiłam go. Zaszłam w
                ciążę, jego rodzina mnie nie akceptowała, byłam obca bez mieszkania i z
                dzieckiem. Mąż od początku liczył sie ze zdaniem swojej rodziny a nie moim, ja
                nie miałam nic do powiedzenia, ciągłe obrażanie, które serwowałam mi jego
                rodzina wywoływało we mnie ogromna złośc tym bardziej, że mąż nie reagował, nie
                bronił mnie. Przeszkadzało im to, że chciałm kupić pralkę (dla męża było to
                obojętne), że mąż kupił mi pierścinek zaręczynowy przed ślubem, że wprowadziłam
                się do niego itp. Starałm się byc silna i nie poddawać, walczyć o rodzinę. Sex
                w naszym związku był okropny. Mąż nie dał rady mnie zaspokoić. Albo miał
                problemy ze wzwodem, albo miał szybki wytrysk, i tak ciągle. Po jakims czasie
                zauważyłam po objawach, że ma problemy z prostatą, prosiłam żeby poszedł do
                lekarza ale on odmawiał, dodatkowo coraz częściej pił, czepiał się mnie za
                namową swojej rodziny, jego ojcie uderzył mnie raz a mąz nic nie zrobił,
                Dodatkowo zaczął moczyc się w nocy, był podły w stosunku do mnie, dzieci karał
                za byle co, miałam go dość. Pił, nie dawał pieniedz, kradł mi z portfela, nie
                wracał na noce (pił z bracmi). Zagroziłam, że odejde, zaczął się leczyć ale nie
                na długo. Postawiłam warunek, że nie chce widziec jego rodziny w naszym domu, i
                nie chce żeby tam jeździł, bo sa tylko kłopoty później. To kłamał na każdym
                kroku. Pewnego dnia poznałam Anię (w szkole). Bardzo sie polubiłyśmy, przez nią
                poznałam jej ojca i wójka. Jestem 6 lat starsza od ani, Bardzo spodobał mi sie
                wójek (ADAM). Ale miałam wpojone, że zdrada to cos strasznego, że przysięgałam
                w kościele i w ogóle. Pomału zakochiwałam sie w nim. Często do nas przychodził.
                Mój mąz go znał, często namawiał go na piwo. Ja oczywiście nie byłam obojętna
                Adamowi. Pokochaliśmy sie bardzo, zawsze mogłam i moge na niego liczyć,
                ustaliliśmy że nie odejdziemy od swoich partnerów, ale będziemy sie cieszyć
                soba. Tak bylo do momentu gdy mąż po imprezie światecznej zaprosił Adama do
                naszego łóżka. Oczywiście oboje byliśmy oburzeni. Załamywałam sie coraz
                bardziej. Ciążył mi ten związek z mężem, byłam nieszczęśliwa. W końcu po tym
                wszystkim chciałam sie zabić. Mąż obwiniał mnie za wszystko, za to że się
                zaszczywa, że pije, za to że jego rodzina mnie nie akceptuje, wszystko to była
                moja wina. Przyszło mi do głowy, że jak umre to wszystkim będzie lepiej. Nie
                udało się, trafiłam na trzy miesiące do szpitala psychiatrycznego na terapie,
                ale i wtedy mąz nie dal mi spokoju, dręczył znowu, mówiąc, że on jest biedny
                sam a ja odpoczywam sobie - zrobiłam wakacje. Było coraz gorzej. jedynie Adam
                dodawałm mi otuchy, był zawsze, wspierał. zapisałam nasza rodzine na terapię
                rodzinna. dzieci sprawiające problemy do świetlicy socjopterapeutycznej.
                Myślałam, że sie uda. Ale wyszło inaczej. Starszy syn powiedział na zajęciach,
                że tata go molestował. załamałam sie i odeszłam od niego. wsparciem jest dla
                mnie tylko Adam, który wciąz przy mnie jest i pomaga mi bez względu na
                wszystko. Kocham go, a mąz wniósł o rozwód z mojej winy, choć na nic nie ma
                dowodów, i chce tylko zrobic mi na złość.
                Nie próbuje siebie wybielać, ale gdybym nie zdecydowała sie na zdradę, któ wie
                jak potoczyłoby sie moje życie dalej, pewnie zostałabym sama z góra problemów.
                Ja tez mam prawo do szczęścia, a moje dzieci sa spokojniejsze. Myśle, że razem
                uda nam sie wszystkie problemy przezwyciężyć, i wychowac dzieci na dobrych
                ludzi, sprawic by zapomniały koszmar dziecinstwa. Pozdrawiam wszystkich
                serdecznie.
            • ewamalgorzata Re: Żyć po zdradzie 13.07.07, 19:28
              A ja myślę, że nie o tym rozmawiamy..kto jest lepszy:) tylko - w tym akurat
              watku o tym, czy winą za małżeńska zdradę można obarczać "tą trzecią"
              --
              Jest taki kraj na południu, gdzie wyspy toną w błękitach
              Gdzie Bog zapomniał o grudniu
              I zawsze dźwięczy muzyka
          • alga30 Re: Żyć po zdradzie 13.07.07, 17:35
            no własnie, czyli Twoja moralnośc jest zerowa,nie masz za grosz szacunku dla
            drugiego człowieka ,zero wspołczucia hmm jak Ty zyjesz myslac tylko o swoich
            potrzebach?, powiem szczerzeTwoja postawa jest paskudna i obym nigdy nie
            musiala spotkac takiej kobiety jak Ty pozdrawiam i moze od czasu do czasu
            przemysl odrobine swoje podejscie do zycia
        • penible4 Re: Żyć po zdradzie 23.10.05, 22:00
          normy nie ulegają rozpasaniu - to ludzie mogą byc rozpasani! A cnota jest tam
          gdzie wybór. Tylko w takiej sytuacji, a nie w sytuacji nakazu/zakazu/ wierność
          małżeńska jest wartością.
        • ewamalgorzata Re: Żyć po zdradzie 13.07.07, 19:27
          > bo podobna sytuacja
          > moze spotkac i ja kiedy juz zdobedzie delikwenta dla siebie

          Ekhm... co to znaczy: "zdobędzie delikwenta dla siebie"? Dla siebie sobie
          możesz kupić bluzkę. Ja nie chcę nikogo zdobywać dla siebie. Chcę, żeby facet
          po prostu chciał ze mną być. Być ze mną - a nie być moją własnością. A to
          zasadnicza róznica.

          >NIesz szuka tam
          > gdzie to dozwolone, a nie tam gdzie juz las zasadzony.

          Znowu traktujesz męża jak ubezwłasnowolniony przedmiot. Jeśli facet wyznaje
          takie same zasady, jak tutaj prezentujesz - i tak nie prześpi się z nikim
          innym, nie będzie sie całował z nikim inym, nie będzie miał nawet o żadnej
          kobiecie "myśli lubieżnych";-) - bo tak naprawdę to w mojej opinii sprowadzanie
          zdrady do poziomu odbycia lub nie stosunku seksualnego to ogromne uproszczenie

          --
          Jest taki kraj na południu, gdzie wyspy toną w błękitach
          Gdzie Bog zapomniał o grudniu
          I zawsze dźwięczy muzyka
      • eriss1 Re: Żyć po zdradzie 23.10.05, 22:23
        Aniu
        Już dawno nie czytałam takich bzdet jak ten artykuł i twoja opinia o nim.
        Zdrada to najgorsze co może spotkać człowieka od drugiego którego sie kochalo i
        któremu sie ufało. I to bez znaczenia czy po przysiędze czy nie. Czy tobie jako
        singielce byloby wszystko jedno gdyby facet z ktorym sie OSTATNIO spotykasz miał
        tez inne kobiety? Bo jesli tak to bardzo Ci współczuje. Kochanka/ek ZAWSZE jest
        współwinna (chyba ze nic nie wie o zwiazku swojej ZDOBYCZY). Twoja moralność
        jest mniej więcej na pozimie pań zwanych w naszym kraju raju bardzo brzydko
        kurewkami. Oprócz pieniedzy których nie bierzesz MAM NADZIEJE za seks w twojej
        postawie nie ma nic co by cię odróżniało od ku... A nawet gorzej- one często
        robia to w wyniku wielkiej presji ekonomicznej a Ty robisz to bo chcesz miec
        fajnego facia, bez wzgledu na kosekwencje. To czysty hedonizm, brak empatii,
        brak jakichkolwiek zasad. Sory dla mnie TO KU..TWO
      • eriss1 Re: Żyć po zdradzie 23.10.05, 22:33
        Jeszcze jedno. Nie wiem czy widziałas film pt Closer(Bliżej). Tam jedna z
        bochaterek po zdradzie swego faceta mówi do niego, że zawsze jest taki moment
        gdy podejmuje sie decyzje, że chce się zakochać w kimś innym i zawsze mozna sie
        temu oprzec, to odrzucić. Człowiek będacy w związku codzien doswiadcza takich
        sytuacji, jest bombardowany przez nowe propozycje, pokusa skoku w bok jest
        nieustajace. Dlaczego wielu ludzi tego nie robi? Czy Ty mając faceta tez bys go
        zdradzała? Bo zTwojwj wypowiedzi jasno wynika że wierność nie jest nic warta, że
        Cie nie dotyczy, bo Ty chcesz się dobrze bawić , bo jestes singielką. Sory ale z
        takim podejsciem nie zasługujesz na miłosc. I pewnie po Trzydziestce zadasz
        sobie pytanie: co ja robie w tym pustym domu, dlaczego niekogo ze mna nie ma,
        dlaczego jedyny kontakt z mężczyznami mam jednorazowo po każdej imprezce, gdy
        jeszcze jakiś facet bedzie chciał zmłucić taka starą rumpele jak ja,zamiast się
        zajac cała armią innych młodych liberalnych zdzirek? Zastanów sie nad
        PRZYSZŁOŚCIĄ. Życzę rychłej zmiany poglądów
        • marrta86 Re: Żyć po zdradzie 23.10.05, 22:42
          to do mnie? bo ze struktury drzeka słabo widać.
          Jeśli do mnie, to odpowiadam: jestem już po trzydziestce, i jakoś nie mam
          pustego domu.
          Zupełnie nie zrozumiałaś, co ja piszę.
          Mnie wisi czyjaś wiernośc małżeńska, a nie wierność w moim własnym zwiazku. Nie
          jestem już singielką, i odkad związałam się na stałe nie byłam z nikim innym.
          Jest dla mnie różnica między moim własnym zwiazkiem, o który dbam, a cudzymi
          związkami.
    • annna17 Re: Żyć po zdradzie 22.10.05, 17:58
      Ja też zawsze nie potrafilam sobie wyobrazić jak można wybaczyc zdrade
      ukochanemu mężczyznie aż do momentu kiedy sama nie zostalam zdradzona.Pierwsza
      rzecza jaka wtedy powiedzialam do niego było:ZOSTAŃ,NIE ODCHODZ,WYBACZĘ CI
      TO,ZAPOMNIMY O TYM.Z tym, że on nie chciał być ze mną, nie potrafił po tym co
      mi zrobił.Teraz jestem mu za to wdzięczna,dzięki niemu nie musiałam doświadczyć
      życia z"drzazgą w sercu",bo tak by pewnie było.Tak było 2 lata temu..teraz
      jestem z kimś innym, bardzo go kocham i modlę się w duchu, żeby nie powtórzyło
      się to co wtedy..żeby tylko nie doszło miedzy nami do zdrady,z mojej czy też
      jego strony.Po prostu musimy się oboje starać żeby było dobrze.
      • anka401 do obrończyń "tej trzeciej" 22.10.05, 22:04
        Nie byłam zdradzana przez męża. Tzn. byłam ale on mnie zdradzał z jego mamusią:)
        To ona go pakowała na wyjazdy, z nią uzgadniał zakupy, jej mówił, ile zarobił
        na saksach. To kilka przykładów.
        Rozwiodłam się. Miałam kilku "chętnych" mężczyzn po rozwodzie - wszyscy byli
        żonaci. I powiem szczerze,że nie wyobrażam sobie kontaktów z żonatymi facetami.
        To dla mnie jest sprawa mojej moralności i wiary. Gdybym "wpuściła" czyjegioś
        męża do łóżka, czułabym się jak szmata. Nawet, gdyby to był mężczyzna bez
        dzieci, nawet, gdyby opowiadał bajki o tym, jak to mu się nie układa w
        małżeństwie. Kiedyś moja kolezanka powiedziała,że nie obawiałaby się puścic
        swojego męża ze mną na wczasy /oczywiście z moimi i ich dziećmi/ albo na zabawę
        sylwestrową. I nie chodzi o to,czy jestem ładna czy brzydka, mądra czy głupia,
        ale ona poznała mnie dobrze i faktycznie miała do mnie pełne zaufanie. I
        chociaż wcale nie odebrałam tego jako komplement /bo można odczytać to jako
        brak kobiecości czy seksapealu/, to jednak jestem z siebie dumna.Uważam,ze wina
        jest po obydwu stronach.
        • beago Re: do obrończyń "tej trzeciej" 22.10.05, 22:45
          Zgadzam się z Tobą. Jestem po rozwodzie, ale ani nie zdradzałam, ani nire byłam zdradzana. Też uważam, że wina leży po obu stronach, zawsze, choć pewnie w różnych procentach. I też myślę, że to zdradzający facet jest nie fair, bo to on "zdradza". ale nie wyobrażam sobie być z kimś, kto ma rodzinbę. Jak chce być
        • annnnia Re: do obrończyń "tej trzeciej" 22.10.05, 23:40
          to już Twój problem. Jeśli sama sobie narzucasz ograniczenie - żonatym nie - to
          Twoja sprawa.
          Nie "ta trzecia" jest związana przysięgą małżeńską i to nie ona ma obowiązek
          dbać o czyjekolwiek małżeństwo.

          Ja nigdy bym się na stałe nie związala z odbitym innej facetem - skoro ja go
          komuś odbiłam, to i inna może go odbić mnie, skoro chłop potrafi zdradzać. Co
          nie wyklucza fajnego seksu :P przezyłam już raz telefony i maile od wpienionej
          żonki, po okresie olewania z mojej storny ona troszkę odpuściła, i wtedy raz
          sobie pogadałyśmy. Wyjaśniłam, że on i ona byli odpowidzialni za swój związke i
          mnie nic do przysięgi jaką kiedyś składał jej chłop. Nie wiem na ile zrozumiała,
          ale to już nie mój problem.
          Swojemu mężowi zdrady bym nie wybaczyła. Wie, że dzien w którym dowiedziałabmy
          się o jego zdradzie będzie ostatnim naszego małżeństwa, ale wie też że ja go nie
          zdradzę - przysięga którą mu złożyłam jest dla mnie ważna, bo to ja sama ją
          złożyłam i ja odpowiadma za nasze małżeństwo.
          • mcgoo Re: do obrończyń "tej trzeciej" 23.10.05, 05:16
            zwlanianie "trzeciej" z odpowiedzialnosci za zdrade to jakis slepy zaulek.
            Przeciez nie zlozenie przysiegi na wiernosc ojczyznie (powszechny obowiazek
            obrony ...) nie oznacza ze zdrada wlasnego kraju jest etyczna i moralnie
            usprawiedliwiona.
            Moim zdaniem wina lezy rowniez po stronie tej "trzeciej"
            --
            McGoo
            • radzio79 Re: do obrończyń "tej trzeciej" 23.10.05, 10:52
              Prawda...czy brak przysiegi malzenskiej oznacza, ze nie trzeba myslec o
              uczuciach innych ludzi? Niektorzy maja te uczucia gleboko w dupie, maja za malo
              wyobrazni zeby zrozumiec, ze rozpieprzaja komus zycie (takze temu facetowi,
              ktory zdradzil).
              Kryzysy w malzenstwach zdarzaly sie i beda zdarzac ale zdrada to pojscie na
              latwizne, czyste frajerstwo. Ludzie zamiast rozmawiac ze soba wola przemilczec
              problemy. Zamiast szczerosci wola oklamywac, siebie i najblizsza osobe. Bo
              latwiej znalezc oparcie w kims innym niz popracowac nad wlasnym zwiazkiem.
              Sam bylem o krok od zdrady, prawie dalem sie zlapac w sidla tej "trzeciej",
              uroczej kolezanki z pracy...w pore zrozumialem co moge stracic i opamietalem
              sie.
              • annnnia do radzio79 23.10.05, 12:46
                ładna teoryja, szkoda tylko ze zupełnie się mylisz.
                Facet który zdradz jest biedną, bezwolną ofiara "tej trzeciej", wrednej
                modliszki która zupełnie bez wiedzy i zgody, ba a nawet przy zdecydowanym
                sprzeciwie, pana małżonka, rozpieprzyła małżeństwo? :P
                Gratuluję dobrego samopoczucia :D