• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
Dodaj do ulubionych

Żyć po zdradzie

  • 22.10.05, 17:04
    Zycie po zdradzie jest niemozliwe. O ile kobieta posiada odrobine wewnetrznej
    wolnosci to nie moze pozostac w takim zwiazku. Nawet jezeli uda sie zaleczyc
    uszczerbek we wlasnym poczuciu wartosci, to taki zwiazek z powodu braku
    zaufania jest juz niemozliwy. Potrzebny jest symboliczny akt odciecia. Bywa
    jednak ze po latach ludzie sie na powrot schodza. Ale to juz jest zupelnie cos
    innego niz stan trwalej traumy gdy ktos sie decyduje na posostanie mimo zdrady.
    Milosc bez zaufania nie jest juz miloscia.
    Edytor zaawansowany
    • 22.10.05, 17:08
      Fajny artykuł.
      Szkoda, że tka mało jest podobnych mądrych opinii. I szkoda, ze awsze się
      zwala winę na ta trzecią, złą jędzę, be, wlazła z buciorami...
      A dlaczego niby obca kobieta, niezwiązana ządną przysięgą małżeńską, miałaby
      się przejmowac małżeństwme obcej sobie kobiety? "ta trzecia" chce faceta,
      przeciez tego faceta-męza nie gwałci, tylko on sam jej lezie do łóżka. I ma
      prawo chcieć takiego faceta jaki jej się podoba. Jeśli ktoś tu robi źle i
      łamie zasady, to tylko ten face-mąż. A że zdradozna żona szuka kozła ofiarnego
      i łatwiej go znaleźć w obcej kobiecie niż męzu, to już trudno.
      • 22.10.05, 17:52
        Zgadzam się z Annnnią. Prawie zawsze pojawiają się stwierdzenia typu: "zabrała
        ojca dzieciom", "zabrała mi męża" zupełnie jakby mowa była o martwym, bezwolnym
        przedmiocie, a nie o dorosłym czlowieku, który świadomie podejmuje decyzje i
        ewidentnie ma swoje powody, dla których odchodzi od dotychczasowej rodziny.
        • 23.10.05, 08:32
          Ja jej nigdy nie zdradzę, porzygałbym się gdyby do czegoś takiego doszło,
          uciekłbym w las i mieszkał parę lat. A tak poważnie - jeśli ona kiedykolwiek
          zdradziłaby mnie to w trybie przyspieszonym odchodzę. Znam ludzie i wiem, że
          zdrada powoduje nie tylko strzał w moralność zdrzadzonego, ale też przede
          wszystkim w zdradzającego - to on/ona ponosi za to wszystko odpowiedzialność
          więc to jego moralność ulega kastracji. Czyli drugi raz przyjdzie mu/jej
          łatwiej. Mam w doopie życie/przebaczenie i temu podobne pierdoły. Tu chodzi o
          godność ludzką. Nie będę żył z kimś kto jej nie ma. Kropka.
          • 23.10.05, 11:01
            taaaa latwo sie pisze na temat czegos czego nie doswiadczylismy, opinie, oceny
            pewniki...
            a moze tak postawic sie przez chwile w roli kazdej z trzech osob tego
            doswiadczenia, sprobowac poczuc co kazda z osob moze czuc, myslec, przezywac...
            moim zdaniem nie ma biale albo czarne, wszystko co nas dotyka, co przezywamy
            sklada sie z roznych odcieni szarosci
            pozdr
            • 23.10.05, 13:07
              Związek to jest ZAWSZE sprawdzanie granic: na ile druga strona mi pozwoli. Jak
              dużo mi wolno. Im więcej wolno tym fajniejszy związek. Zawsze, bo ludzie
              kochają wolność.

              A cały artykuł jest żenująco naiwny, pisany właśnie tylko z JEDNEJ strony.
              Annnia wyciąga jedynie słuszny wniosek po tym artykule się nasuwający: WINNY
              JEST FACET. Baaaaaardzo mądre, naprawdę błyskotliwe. Faceci wystawiani do
              wiatru oczywiscie w ogóle nie istnieją, prawda? Nie ma co o nich pisać, taki
              facet ma to na co sobie zasłużył. Można w ogóle zaryzykować tezę że to jest typ
              ze wszech miar przez kobiety pożądany, taki facet przy którym nam kobietom
              wolno więcej...

              Teksty o kobietach które kochały a zostały zostawione są śmieszne. Jak wiadomo,
              kiedy sie jest kochanym to jest na tyle niewygodne, że się szuka miejsca gdzie
              indziej, co drogie panie? ZAWSZE realizuje się WŁASNY pomysł na życie, który to
              pomysł niekoniecznie i nie przez cały czas trwania związku musi być zgodny z
              oczekiwaniami drugiej strony. I nie ma co sobie wmawiać ze się kochało, gdy się
              kocha to nie ma szans by strona kochana odeszła, bo jest jej wygodnie, dobrze i
              jest spełniona!

              Ta strona, którą rozstanie bardziej "boli" była beneficjentem/tką tego
              związku. JEJ było fajnie. O potrzebach drugiej strony wolała nie wiedzieć, nie
              pozwalać, nie spełniać. Druga strona odchodzi bo przeinwestowuje.
              Odczucie "bólu" nad którym tak się artykuł skupia jest spowodowane właśnie tym,
              że gdzieś głęboko wiemy, że NIE POTRAFILIŚMY kochać tak jak druga strona tego
              oczekiwała... Jest nam zwyczajnie smutno, że nie udało sie spełnić JEJ
              potrzeb.
              • 23.10.05, 14:06
                Żle mnie zrozumiałeś.
                wina jest zawsze po stronie osoby, która łamie przysięgę małżeńską - NIEZALEŻNIE
                OD PŁCI tej osoby.
                Czyli nie "zawsze winny jest facet", tylko "zawsze winna jest ta osoba, tkóa
                zdradziła".
                W sytuacji mąż+żona+kochanka męża - winny jest facet.
                W sytuacji mąż+żona+kochanek żóny - winna jest kobieta.
                • 23.10.05, 15:06
                  Trzymasz sie kurczowo przysięgi jakby ta była gwarancją tego, że Ty będziesz
                  potrafiła kochać jego w taki sposób w jaki on chce być kochany. A jak kochany
                  nie będzie to odejdzie nie zależnie od przysięgi, a nie dlatego że jest
                  winien...
                  Zastanów się CZEMU taki mocny nacisk kładziesz na przysięgę? Czujesz sie
                  bezpiecznie i promujesz SWOJĄ wygodę.Przysięga to smycz, którą kobieta nakłada
                  facetowi, dobrze o tym wiesz.
                  Dokąd jesteście razem to oczywiście znaczy, że jemu też jest wygodnie. I tyle.
                  A jak któremuś z Was przestanie być wygodnie to odejdzie licząc na to że od
                  życia będzie miał więcej... Wcale nie koniecznie kobiet, może podróży, może
                  pieniędzy, a może odwagi by zaśmiać Ci się z tej Twojej smyczy w nos.

                  --
                  "On the whole, you find wealth much more in use than in ownership." Aristotle
                  • 23.10.05, 15:21
                    biedny jesteś, skoro uważasz przysięge małżeńską za "smycz".
                    Musiała Cię jakaś kobieta strasznie skrzywdzić.
                    • 23.10.05, 15:26

                      --
                      "On the whole, you find wealth much more in use than in ownership." Aristotle
                      • 23.10.05, 20:42
                        Wałkuje się ciaglę pojęcie "zdrady", gdzie samo słowo juz wprowadza w błąd. Myślę, że mozna go uzyć, gdy z założenia i swiadomie działa się na szkodę partnera. Pijak albo i trzeźwy sadysta walący żonę po głowie latami i nie dający jej na zycie nie zdradza? Warto na pojęcie tzw. zdrady spojrzeć także z punktu widzenia psychologii ewolucyjnej, która ma tu bardzo dużo do powiedzenia.
                        • 23.10.05, 21:19
                          to zasady czynia z nas ludzi
                          • 13.07.07, 21:26
                            Ja też kiedyś zostałem zdradzony. I czegoś mnie to nauczyło: zdradzać. :) Może
                            to niezbyt romantyczne, ale człowiek z natury jest poligamistą i żadna
                            ideologia, żadne "zasady" nic tu nie poradzą. Trzeba tylko wiedzieć, że w
                            takiej sytuacji jest się winnym i ponieść jakąś odpowiedzialność w razie wpadki.
                            • 23.07.09, 01:42
                              srpnov, nie odpisuję Tobie. Piszę tu, by znaleźć się jak
                              najwyżej na tym drzewku.


                              Kobiety całkiem świadomie dają się wykorzystywać. One doskonale wiedzą co robią
                              - i wiedzą też, że my wiemy. Wystarczy wyczuć swoją sytuację i można po nich
                              jechać do końca. Potrafią zapłacić za dziwkę, a potem okazać się lepszymi od
                              nich. Mało tego, doskonale wiedzą, że właśnie dlatego z nimi jesteśmy. I vice
                              versa...

                              --
                              Oto Polska
                  • 25.10.05, 09:49
                    Kiedy to nie o to chodzi, ze przysiega to smycz. Jesli ludzie sie kochaja, nie
                    potrzebna jest przysiega. Wiedza, ze pewne rzeczy rania i sie ich po prostu nie
                    robi. Nie dlatego, ze nie mozna ale dlatego, ze sie nie chce. I tyle.
                    To wcale nie musi byc zdrada, nie wszyscy ludzie uwazaja zdrade za najwieksze
                    swinstwo jakie mozna zrobic.
                    Ale jezeli przysiega malzenska podyktowana byla przekonaniem, iz na pewnym
                    etapie zwiazku jest to KONIECZNE, bo tak chce rodzina, bo dziecko ma sie
                    urodzic, bo ONA lub ON tego chcieli, to wtedy jest to smycz. A jezeli ludzie nie
                    sa do konca przekonani, ze chca trwac w zwiazku, wtedy latwo jest sie urwac z
                    tej smyczy. Bo czujesz sie ograniczany, nie kochany.
                    • 14.04.07, 10:12
                      jezeli ludzie sie kochaja, naprawde kochaja /nie mylic z byciem na smyczy/ to
                      nie ma miejsca na zdrade:)
                  • 23.12.05, 12:27
                    vice_versa napisał:

                    > Trzymasz sie kurczowo przysięgi jakby ta była gwarancją tego, że Ty będziesz
                    > potrafiła kochać jego w taki sposób w jaki on chce być kochany. A jak kochany
                    > nie będzie to odejdzie nie zależnie od przysięgi, a nie dlatego że jest
                    > winien...
                    > Zastanów się CZEMU taki mocny nacisk kładziesz na przysięgę? Czujesz sie
                    > bezpiecznie i promujesz SWOJĄ wygodę.Przysięga to smycz, którą kobieta
                    nakłada
                    > facetowi, dobrze o tym wiesz.

                    Bo to jest kwestia zasad które się wyznaje. Albo jesteśmy fair, albo nie. Jeśli
                    ktoś zdradza, to znaczy, że tak samo nielojalny będzie w pracy, w interesach, w
                    przyjaźni itp. Jesli jest Ci z kimś "niewygodnie" to odejdź, a dopiero potem
                    buduj drugi związek, a nie odwrotnie.
                • 23.10.05, 18:53
                  Aniu, zbytnio upraszczasz.

                  W zdradzie nie jest istotne zlamanie przysiegi. To co jest istotne, to krzywda,
                  ktora wyrzadza sie zdradzanej kobiecie. Masz racje, ze za zlamanie przysiegi
                  odpowiada ten, ktory przysiega, ale za krzywde, ktora wtedy powstaje, wine
                  ponosi zarowno mezczyzna jak i jego kochanka. Stopien jej winy moze byc rozny,
                  w zaleznosci od tego, jak bardzo gosc pchal sie do jej wyra, ale trudno
                  zaprzeczyc, za jest wspolwinna.
                • 29.10.05, 23:44
                  najlepiej wymyśl jeszcze wzór matematyczny. Weź go w ramki i opraw.
                • 11.02.06, 14:18
                  Ale co to jest zdrada? Jeśli żona/narzeczona jest zachwycona platonicznie innym
                  facetem - że mądry, pracowity itd. - to może to boleć bardziej niż przypadkowa
                  zdrada fizyczna. Przecież kobiety na ogół nie oddzielają miłości od seksu,
                  dlatego łatwiej im uniknąć zdrady, bo po prostu częściej odchodzą. Szybciej się
                  zakochują i łatwiej odkochują ( tak przynajmniej twierdzą autorzy "Płci
                  mózgu").A z drugiej strony, chyba lepiej być zdradzonym niż porzuconym. W
                  pierwszym wypadku coś od was zależy, w drugim jest sie bezradnym,
              • 23.10.05, 20:42
                Moze i masz racje. Ale w takim razie czemu ten który zdradził chce wrócić?
              • 23.10.05, 22:22
                nie zostałam zdradzona
                przynajmniej o tym nie wiem
                ale obiema rękami podpisuję się pod tym co pisze vice_versa
                tak samo to czuję
              • 23.10.05, 23:23
                zgadzam sie ze osoba ktora jest kochana nie chce odejsc i ze decyzja o odejciu
                spowodowana jest tym ze nie czuje sie kochana rozumiana itp, TYLKO DLACZEGO
                ODCHODZI DOPIERO GDY ZNAJDZIE SOBIE KOGOS INNEGO??????
              • 29.07.07, 14:10
                Wiekszosc zdrad ze strony facetow to myslenie glowka i ped do przygody-w niemal
                kazdym to jest.
                Jaka beneficjentka ? Jakie zaniedbywanie potrzeb?
                Jesli sie ma potrzebe posiadania wiecej niz jednej oddanej i kochajacej
                kobiety, to trzeba bylo sie nad ta potrzeba przed slubem zastanowic.
                Facet jak potrzebuje odmiany, stare bliskie nie jest ekscytujace-nic na to zona
                nie poradzi, chocby na rzesach stawala.
                Ja nie mowie o wszystkich facetach tylko o duzej czesci. A te biedne niewinne
                kochanki-zakochac sie mozesz nie musisz od razu tylka nadstawiac.
                Zreszta jak chcesz takiego to go bedziesz miala-w zyciu nie uwierzylabym
                facetowi ktory porzucil by kogos dla mnie. Szmata bez honoru.
            • 24.10.05, 09:54
              Zaden tam gdybania mila Kamo. Po zdradzie zony wzialem swoja szczoteczke do
              zebow, ksiazki i inne "zabawki" i wyprowadzilem sie. Po kilku miesiacach niezbyt
              przyjemnych przemyslen byla malzonka w mej swiadomosci oddalila sie w sina dal.
              I niech juz tak pozostanie.
              • 26.10.05, 15:08
                Zaden tam gdybania mila Kamo. Po zdradzie zony wzialem swoja szczoteczke do
                > zebow, ksiazki i inne "zabawki" i wyprowadzilem sie. Po kilku miesiacach
                niezby
                > t
                > przyjemnych przemyslen byla malzonka w mej swiadomosci oddalila sie w sina
                dal.
                > I niech juz tak pozostanie.
                Jak Ci to tak Łatwo przyszło, to pewnie nie kochałeś żony. Pewnie Cie opierała
                i gotowała ci i miała być na twoją wyłączność. A jak nie to nie , co?
            • 30.08.06, 14:26
              Niestety postawienie się w roli drugiej osoby jest bardzo trudne. Niewiele jest
              osób, które potrafią zrozumieć to, że "ta trzecia" zabrała ojca dzieciom... A
              to, że porzucone szukają kozła ofiarnego w osobie kobiety, w której jej mąż się
              zakochał to prawda. Wybaczą mężowi zdradę - ale nie wybaczą kobiecie w której
              się zakochał... Takie samookłamywanie się. Ja jestem akurat tą dla której mąż
              odszedł i wiem jaka to jest trudna sytuacja i jaka bolesna - nie tylko dla
              porzuconej.
            • 13.07.07, 22:45
              ...ja nie potrafię otrząsnąć się do tej pory.. choć już trochę czasu minęło. to okropne uczucie, które ciężko znieść psychicznie. przeżyłam załamanie nerwowe, objawy fizyczne, psychiczne, męki cielesne, jakie przeżywałam i nadal przeżywam (kiedy coś mi o tym przypomni) sprawiają, że najchętniej skończyłabym życie. nie potrafię skończyć tego związku, bo kocham tego człowieka z którym jestem pomimo tego, że mnie skrzywdził. on ma inny światopoglad niż ja. wymagając od niego wierności ograniczam go i zmuszam do robienia czegoś wbrew niemu samemu, ale z drugiej strony nie umiem znieść myśli, że dotyka innych kobiet, że tak samo jak mnie je całuje. to okropne. nie umiem tego zaakceptowac. myślałam, że jesli o niczym nie bede wiedziała to bedzie wszytsko dobrze, ale niestety sie dowiedziałam i bardzo chciałabym stracić pamięć, wymazac to, wyrzucić z siebie i móc kochać od nowa, tak bez lęku, że znów zostanę zdradzona.wizyty u psychiatry niewiele mi pomogły, chyba tylko na tyle, że nie mam już objawów fizycznych depresji. jakoś muszę sobie z tym poradzic, ale zuepłnie nie wiem jak..
          • 27.12.05, 20:46
            Zdradzone same są często sobie winne. Jeżeli człowiek się stara ze wszystkich
            stron, dogadza, przytula, kombinuje by było jak najlepiej, a ona mówi, że jej
            się po-prostu niechce, to niestety ale wcześniej czy później zdrada nastąpi.
            Nikt z nas nie jest bezduszną maszyną i ma tez swoje potrzeby i uczucia. Moim
            zdaniem jest to pastwienie się.Zwłaszcza, że jakis czas temu było zupełnie
            innaczej. Przed ślubem - super. Można to rozumieć tak, że "okres promocyjny"
            się skończył, a teraz spadaj. Dlatego wcale nie jest mi żal, tych co płaczą bo
            partner skoczył sobie gdzieś w bok. Przy takim podejściu? To chyba naturalne...
            • 29.12.05, 14:00
              Jasne, kobiety wychodząc za mąż, mają nadzieję, że ich facet się zmieni, a
              facet żeni się w nadziei, że jego przyszła żona się nie zmieni......
            • 22.07.09, 22:37
              Niektore kobiety maja konkretne priorytety - chlopak, biala suknia, wesele,
              dziecko, rezygnacja z pracy, dziecko przed trzydziestka i przesiadywanie na
              naszej klasie pod pozorem checi bycia dobra matka a w rzeczywistosci nie maja
              pomyslu na wlasne zycie i nie chca wracac do pracy. Wykorzystuja mezczyzn a
              pozniej oni wykorzystuja je. I kto tu jest winny?
          • 13.05.07, 07:49
            jakubowska100 napisała:

            > Ja jej nigdy nie zdradzę, porzygałbym się gdyby do czegoś takiego doszło,
            > uciekłbym w las i mieszkał parę lat. A tak poważnie - jeśli ona kiedykolwiek
            > zdradziłaby mnie to w trybie przyspieszonym odchodzę.

            Łatwo Ci to napisać, kiedy nie masz takiego doświadczenia.
            Mnie moja ukochana kobieta, żona, matka moich dzieci zdradziła.
            Dlatego wiem, jak bardzo to boli i z czym się wiąże pozostanie w takim związku.
            Zdrada kaleczy, z kalectwem ciężko się żyje, jednak rozstanie, to następne
            okaleczenie, które wcale nie usuwa poprzedniego.
      • 22.10.05, 18:13
        Komentuje stwierdzenie:"tylko on sam jej lezie do łóżka",
        A czy lezie bez zaproszenia?
        Takie stwierdzenia chyba swiadcza o braku szacunku do siebie osoby ktora tak mowi.
        • 22.10.05, 19:44
          On lezie - bo ona go zaprosiła.
          Kobieta ma wolną wolę w wyborze mężcyzzny którego wpuści do swojego łózka. Jeśli
          wybrała sobie żonatego, a on nie odmówił - wina lezy po stronie mężczyny, bo to
          on łamie przysięge małżeńską.
          Kobieta - "ta trzecia" - nie przysięgała, więc dlaczego ją się obwinia za
          "rozpad rodziny"? Odpowiedzialnośc za utrzymanie trwałości małżeństwa spoczywa
          na tych, którzy to małżeństwo stworzyli - mężu i żonie, a nie postronynch kobietach.
          Oczywiście, w drugą stronę tez to działa - jeśli to żona zdradza, to wina też
          jest tylko jej.
          • 23.10.05, 07:45
            Wydaje mi się, że kochanka też jest trochę winna. Bawiłam się w taką koleżankę
            z pracy przez 2 lata. I nie ma bata. Wyjazd integracyjny, jezioro, muzyka,
            alkohol - wierni mężowie nie biorą udziału w takich imprezach. A potem, czasami
            to trwa kilka tygodni. I myślę, że wina leży też po stronie kobiet. Bo często
            to tylko chęć udowodnienia jaką się jest "atrakcyjną" (jakby po winie były
            brzydkie kobiety). Nie myśli się o żonie tego faceta, albo o jego dzieciach.
            Najłatwiej jest powiedzieć - to on zdradza. Ale tak naprawdę, obie strony
            zdradzają - zasady moralne obowiązują każdego. Również singli.
            • 23.10.05, 09:50
              kogo zdradza singielka? co ją ma obchodzić cudza przysięga małżeńska?
              • 23.10.05, 12:44
                singielka zdradza własna przyzwoitość. jeśli nie posiadasz zdolnosci do
                elementarnej empatii, przyznaj się do tego, a nie w 10 kolejnych postach
                usprawiedliwiasz bezmyslnosć i brak kontroli nad własnym libido "singielek".


                --
                (wszech)polska szkoła;-)
                pl.indymedia.org/pl/2005/06/14582.shtml
                • 23.10.05, 12:50
                  moje libido - moja sprawa
                  faceta libido - faceta sprawa
                  faceta małzeństwo - faceta sprawa
                  faceta przysięga - faceta sprawa
                  Proste.
                  • 23.10.05, 13:35
                    Faceta przysięga?
                    Tak, facet przysięga dla niej.
                    ONE tego potrzebują.
                    Znam takich ludzi którym się wydaje że przysięga załatwia rzeczywistość
                    A może tak w jakiejś ustawie zapisać obowiązek kochania raz na zawsze?
                    A może prezydencki dekret z mocą ustawy
                    Że wszystkim ma być dobrze
                    I muszą się nauczyć zmieniać
                    I przestać wiosłować pod prąd
                    Bo
                    Życie nie cierpi próżni
                    I może być ciekawsze
                    W KAŻDEJ sytuacji
                    Może zadekretować większą tolerancję
                    dla rzeczywistośći
                    I większą wyobraźnię
                    Na przyszłość.
                  • 23.10.05, 13:37
                    prosze, więc wystarczą 4 linijki żeby opisać czyjeś życie. a tutaj taka wielka
                    niepotrzebna dyskusja się rozwija..

                    masz jeszcze jakieś fascynujące przemyślenia? może książkę napiszesz o relacjach
                    miedzy kobietą a mężczyzną? zdaje się że zmieściłabyś się na jednej stronie.

                    --
                    (wszech)polska szkoła;-)
                    pl.indymedia.org/pl/2005/06/14582.shtml
                    • 23.10.05, 13:49
                      holyboy_666 napisał:

                      > prosze, więc wystarczą 4 linijki żeby opisać czyjeś życie

                      Ania nie pisze o cudzym życiu, pisze o swoim, i broni swojej pozycji.
                      I ma rację. To nie ma nic do życia innych. Czemu miałaby się przejmować innymi
                      kobietami z ich brakiem umiejętności kochania i petryfikowaniem miłości
                      przysięgami? Ale Ania wie, że też zażąda od swojego faceta przysięgi. Więc
                      wartości przysięgi nie przekreśla. Broni wolności singielek i słusznie.

                      --
                      "On the whole, you find wealth much more in use than in ownership." Aristotle
                    • 23.10.05, 14:03
                      ksiązkę sam bys spróbował napisac. Mogłaby mieć tytuł "sto sposobów
                      niezrozumienia tekstu czytanego".

                      spróbuj się zastanowić, co miałam na mysli, a dopiero poźniej silić się na
                      "dowciapne" komentarze.
                      • 23.10.05, 21:18
                        tak, zastanowiłem się. chodzi ci mniej więcej o to, że jesli jakimś sposobem
                        namówisz kasjerkę z banku, żeby ci wyłożyła na ladę zawartość kasy pancernej, to
                        ona jest winna, bo się zgodziła. a mogła przecież zaprotestować i włączyć alarm.
                        w końcu to ona tam pracuje, nie ty.

                        no rewelacja po prostu.

                        --
                        (wszech)polska szkoła;-)
                        pl.indymedia.org/pl/2005/06/14582.shtml
                        • 23.10.05, 22:25
                          jeśłio jej zamacham kałachem przed nosem, to nie ma wyjścia.
                          Ale jeśli sama z własnej woli mi da kasę, to jej wina i tyle.

                          Widzisz drobną różnice między przymusem stosowanym przez bandyte w kominiarce
                          wymachującego bronią - wtedy kasjerka ma naprawdę mało możliwości działania, a
                          sytuacją faceta który z własnej nieprzymuszonej woli idzie do łóżka z kobietą?
                          • 24.10.05, 00:30
                            annnnia napisała:

                            > jeśłio jej zamacham kałachem przed nosem, to nie ma wyjścia.
                            > Ale jeśli sama z własnej woli mi da kasę, to jej wina i tyle.

                            lol

                            gratuluję, bardziej sie nie moglas skompromitować, szanowna panno myśląca pochwą
                            zamiast mózgiem


                            --
                            (wszech)polska szkoła;-)
                            pl.indymedia.org/pl/2005/06/14582.shtml
                            • 24.10.05, 14:46
                              tak, się zkłada, chamie, że żle trafiłeś ze swoimi światłymi uwagami.
                              Patrząc na takie posty jak twój, juz wiem, kto wczoraj poparł kaczyzm... jak
                              widac po tobie, częśc tego narodu niczym, nawet fiutem nie potrafi mysleć.
                              • 01.12.05, 14:18
                                Niesmiało zauważam ze puszczaja Pani nerwy........zupełnie niepotrzebnie.Nie ma
                                sensu walczyc z ludzmi , ktorzy obrażają się na fakty.A tego kaczyzmu nie
                                rozumie?.....to jakiś argument?????
                    • 23.10.05, 17:43
                      Jest winna bo powoduje krzywde innego czlowieka.
                  • 28.10.05, 17:56
                    annnnia, ale pomysl przez chwilke.
                    czy warto sie wiazac z facetem, ktory nie ma szacunku do wlasnej zony, do
                    dzieci, ktore opuszcza? nikt go nie zmusil do slubu i przysiegi... a skoro ja
                    zdradzil za chwile zdradzi i Ciebie... chyba, ze preferujesz takie krotkotrwale
                    zwiazki... ale jak dlugo?
                    ja, jak wiekszosc kobiet, maze o zwiazku na cale zycie... i chce aby moje
                    dziecko mialo pelna rodzine!
                    A.
                    • 01.12.05, 14:21
                      agusia - kazdy o tym marzy aby być w związku idealnym.......ale jestes pewna ze
                      potrafisz panowac nad swoimi instynktami???
                      • 12.06.08, 12:52
                        instynktami ...
                        czytam ten cały wątek i dochodze do wniosku że opisywani są tu ludzie (mężczyzni
                        i kobiety) te złe .Nie ma mowy o tej części społeczeństwa która żyje poprawnie ,
                        dobrze , która nie ma w głowie zdrad itp zachowan które burzą "idealną
                        rodzinę".A jak już ktoś napomni że marzy mu sie idealny związek (pełna rodzina,
                        z dopełnieniem małżeństwa)to znajduje się Ktoś kto postawi ZNAK ZAPYTANIA -czy
                        na pewno?
                        oczywiście że na pewno.
                        Czasami się wie więcej niż by się mogło wydawać.
                        I jeśli sie jest pewnym czegoś , to jest tak do końca
                        (mam tu na myśli siebie) .Mam na myśli "panowanie nad swymi instynktami"-choć ja
                        takich nie mam .Jedyny instynkt który sie u mnie ostatnio pojawił to macierzyński .

                  • 23.12.05, 12:39
                    annnnia napisała:

                    > moje libido - moja sprawa
                    > faceta libido - faceta sprawa
                    > faceta małzeństwo - faceta sprawa
                    > faceta przysięga - faceta sprawa
                    > Proste.
                    Jasne, Twoja ciąża - Twoja sprawa. Proste no nie??
                    Tylko, jakby coś takiego się zdarzyło, to w te pędy polecisz do sądu po
                    alimenty!!!
                  • 19.02.06, 13:14
                    zbyt proste
              • 23.10.05, 16:11
                co w takim razie sądzić o człowieku, który jest singlem i wie, że idzie do łóżka
                z kimś kto jest w stałym związku, czy tylko korzysta z okazji? czy też jest
                szmatławcem i nie szanuje innego człowieka. bo sięga po coś co już nie jest wolne?
                --
                Lecz co będzie jesli idiota nie jest prawdziwym idiotą tylko zidiociałym idiotą?
                • 23.10.05, 16:34
                  "szmatławcem" jest osoba, któa dorosłych ludzi traktuje jak przedmioty i mówi o
                  nich "coś".
                  Dorosły człowiek ma wolną wolę i prawo robić wszystko na własną
                  odpowiedzialność. Singielka idąca do łóżka z żonatym facetem nie zaciąga go
                  wołami do tego łóżka, facet ma wolną wole i jeśli zdradza żonę, to robi to z
                  własnej woli i na własną odpowiedzialność. (tak samo kobieta - jesli zdradza
                  meżą. Żeby nie było że tylko faceci zdradzają i są be ;-) )
                  • 23.10.05, 16:39
                    ktoś kto zdradza jest szmatławcem ot co. ty ciągle o tych przysiegach a co jak
                    jej nie ma a jest wspólne życie? teoretycznie trzy single w praktyce jedno
                    korzysta za darmo ze stołu innych biesiadników.

                    --
                    Lecz co będzie jesli idiota nie jest prawdziwym idiotą tylko zidiociałym idiotą?
                    • 23.10.05, 16:44
                      zgadzma się, że TEN KTO ZDRADZIŁ jest szmatławcem.
                      Wolna kobieta która poszła do łóżka z żonyatym facetem nikogo nie zdradziła.
                      • 23.10.05, 16:50
                        ciągle tylko małżeństwo i tak dalej. co jesil nie ma przysięgi małżeńskiej. czy
                        ty tylko przysięge przed urzędnikiem/ksiądzem traktujesz serio. co ze wspólnym
                        życiem bez przysięg. chyba faktycznie słowo przysięga traktujesz jak smycz.


                        --
                        Lecz co będzie jesli idiota nie jest prawdziwym idiotą tylko zidiociałym idiotą?
                        • 23.10.05, 16:53
                          coś Ci sie chyba pomyliło.
                          Ta nieszczęsna przysięga równie dobrze mozę być nieformalną umową miezy dwojgiem
                          ludzi - jeśli się umówimy że jesteśmy razme i się nie zdradzamy, to kto zdradzi
                          ten świnia. Ale co "tą trzecią" ma obchodzić jakakolwiek umowa która jej nie
                          dotyczy?
                          • 23.10.05, 16:58
                            a może poprostu zwykła przyzwoitoścć tak poprostu.

                            --
                            Lecz co będzie jesli idiota nie jest prawdziwym idiotą tylko zidiociałym idiotą?
                            • 23.10.05, 19:19
                              owszem, przyzwoitośc wymaga nie zdradzać. Jak ktoś zdradza, to jest swinia.
                              "kochanka" nikogo nie zdradza. Proste.
                              • 23.10.05, 23:41
                                Ok. To moze taki przyklad. Twoj kolega jest zlodziejem. Okrada ludzi. Okradl
                                wlasnie kogos i przyniosl Ci szampana z wlamania. Wypijesz z nim tego szampana?
                                przeciez nie Ty go ukradlas, wiec nie jestes winna.
                                A przeciez kochanka jest w takiej wlasnie sytuacji. Zadaje sie z oszustem i
                                klamca, malo tego czerpie z tego korzysci dla siebie-nawet, jesli mowimy tylko o
                                zaspokojeniu sexualnym.
                              • 29.10.05, 09:55
                                Jesteś kochanką? Bo Twoje uwagi są wyjątkowo jednostronne.
                                Fakt kochanka singielka nikogo nie zdradza, ale jeśli ma w sobie trochę
                                elementarnej przyzwoitości, to nie wda się w taki układ, bo prawdopodobnie sama
                                kiedyś w odwrotnej sytuacji (jako osoba zdradzana) nie chciałaby się znaleźć.
                                Trzeba myśleć o innych, nie tylko o sobie.
                          • 23.12.05, 12:47
                            annnnia napisała:

                            > coś Ci sie chyba pomyliło.
                            > Ta nieszczęsna przysięga równie dobrze mozę być nieformalną umową miezy
                            dwojgie
                            > m
                            > ludzi - jeśli się umówimy że jesteśmy razme i się nie zdradzamy, to kto
                            zdradzi
                            > ten świnia. Ale co "tą trzecią" ma obchodzić jakakolwiek umowa która jej nie
                            > dotyczy?
                            Kupujesz samochód który jest ukradziony. Kupiłaś go w dorej wierze. ALe policja
                            i prokuratura ma w d.. to, że nie jesteś stoną tej kradzieży i Ci brykę
                            konfiskuje......
                      • 23.10.05, 18:21
                        i co annniu, jak Ci się żyje z tym kogo nazywasz szmatławcem? Pamiętaj,
                        kolejna 'trzecia' może uznać, że jej wasza umowa/związek nie dotyczy. A on
                        zachowa się podobnie.
                        • 23.10.05, 19:23
                          oj, rozumiem już czmeu w mówią że w Polsce się szerzy wtórny analfabetyzm.
                          Widze, że odpisujesz na jednego mojegoposta, wyrywając go z kontekstu i nie
                          cyztając całej dyskusji.
                          Powtórze więc co napisałam kilka postów wyżej w tym wątku: nigdy bym się nie
                          związała na stałe z facetem który zdradzał. Mój małżonek nie został odbity innej
                          i z tego co iwem nigdy żadnej swojej aktualnej partnerki nie zdradził.
                          Faceci zonaci fajni byli jak byłam pojedyncza, na chwilkę i na nic więcej.
                          Nigdy bym nie wzięła na stałe faceta odbitego innej kobiecie, bo skoro zdradził
                          ją to nie mam żadnej gwarancji że nie zdradizłby i mnie.

                          A jakby się teraz pojawiła "ta trzecia", do której mój obecny by polazł, to jego
                          bym powiesiła w bramie za jaja, a nie tą panienkę. Co ona by była winna, skoro
                          jej nic do naszego związku? mój mąż mi obiecywał wierność, i tylko od niego tej
                          wierności wymagam.
                          • 23.10.05, 21:28
                            > i z tego co iwem nigdy żadnej swojej aktualnej partnerki nie zdradził.
                            > Faceci zonaci fajni byli jak byłam pojedyncza, na chwilkę i na nic więcej.
                            >
                            Mam pytanie: jak czulas sie wiazac sie na chwilke ze "szmatlawcem" i majac tego
                            swiadomosc? Czy szanowalas siebie wiazac sie z czlowiekiem, ktorego sama nie
                            szanowalas?
                            • 23.10.05, 22:32
                              nigdy się nie związałam z żonatym, jeśli już cię to interesuje.
                              Weekendowy seks to dla mnie nie "związek".
                              • 23.10.05, 23:00
                                Czyli jednak jestes szmata. Czy ten twoj mąż niejest czasem wyimaginowany? Bo
                                nie znam takiego co by z miłąchecia się wiązał ze szmata. Chyba że sam tez tak
                                sobiem miło żył do tej pory. To juz waszasprawa nie mam prawa tego oceniac. Ale
                                weekendowy seks z żonatym/żonatą to mega zdzirstwo
                                • 24.10.05, 14:47
                                  Cóż za kultura na tym forum.
                                  Może wracja do odrabiania lekcji, dziecko? bo na życiu to ty się jeszcze nzie
                                  znasz. Dorośnij i wykształc sobie jakiś mózg, a potem naucz się go uzywac, zanim
                                  zaczniesz obrażać obcych ludzi na forum.
                                  • 01.07.08, 02:32
                                    Kultura to nie tylko język, ale sposób bycia, moralność, zasady. Wyrażenie "dawanie dupy obcym żonatym facetom", nawet jeśli nie brzmi kulturalnie, dobitnie określa brak moralności, zasad i płytkość Twojej osoby.
                            • 13.07.07, 17:10
                              A moze pomysl, kim jest koles, ktory przed wszystkimi swojej kobiecie wiernosc
                              przysiegal, a potem ma to gdzies. I jak on sie powinien czuc? I czy on siebie
                              szanuje? Nie mowiac juz o zonie.
                          • 23.12.05, 12:54
                            annnnia napisała:
                            > A jakby się teraz pojawiła "ta trzecia", do której mój obecny by polazł, to
                            jeg
                            > o
                            > bym powiesiła w bramie za jaja, a nie tą panienkę. Co ona by była winna, skoro
                            > jej nic do naszego związku? mój mąż mi obiecywał wierność, i tylko od niego
                            tej
                            > wierności wymagam.

                            Chociaż jakby nie mówił, to masz trochę racji, ja juz nie mam pretensji do
                            kochanków mojej ex. Ostatniemu to chyba powinienem postawić skrzynke wódki, że
                            się wrzoda na tyłku pozbyłem..... A pomyśleć, że kiedyś chciałem mu po ryju
                            nakłaśc....
                  • 23.12.05, 12:43
                    annnnia napisała:
                    Singielka idąca do łóżka z żonatym facetem nie zaciąga go
                    > wołami do tego łóżka, facet ma wolną wole i jeśli zdradza żonę, to robi to z
                    > własnej woli i na własną odpowiedzialność. (tak samo kobieta - jesli zdradza
                    > meżą. Żeby nie było że tylko faceci zdradzają i są be ;-) )

                    Szczególnie na przykład w stanie upojenia alkoholowego, co się czasami zdarza i
                    wtedy na przykład facet nie do końca jest świadomy tego co robi. Może nie byłaś
                    świadkem takich sytuacji?? Bo ja byłem......
                    • 13.07.07, 17:13
                      Po duzej ilosci alkoholu facet nie moze miec erekcji. Jesli jeszcze ja ma, to
                      znaczy ze wie co robi. Poza tym, czemu sie sciga pijanych kierowcow, jesli oni
                      tacy 'nieswiadomi'? Ktos im wlewa do gardla?
                    • 22.07.09, 22:34
                      Pewnie wiec wie ze jest slaby i nie powinien sie upijac nastepnym razem zamiast
                      tlumaczyc ze pijany byl ;)
              • 23.12.05, 12:37
                annnnia napisała:

                > kogo zdradza singielka? co ją ma obchodzić cudza przysięga małżeńska?

                Hmm....
                A to ciekawe, ciekawe.....
                No tak, okazja czyni złodzieja jak się mówi.
                Chociażby z powodu przysłowia: Nie czyń drugiemu co Tobie niemiłe....
              • 13.04.07, 15:46
                z calym szacunkiem : wchodzenie w zwiazek z mezem innej kobiety jest moralnie
                naganne w oczach spolecznestwa. Mozna sobie z morlanosci drwic, ale nie mozna
                udawac ze jej nie ma. To juz niemoralnosc.
          • 23.10.05, 13:25
            Szukasz winnych.
            Tak mają te mądrzejsze.
            Ten kto zdradza jest winny.
            Ten kto mówi o zdradzaniu jest niewinny.
            Może w ogóle winny jest seks.
            Na pewno niewinna jest przysięga małżeńska.
            I nasz brak umiejętności akceptacji świata takim jaki jest.

            A może wino zamiast winnych?
            A moze kobieta nie potrafi się zmieniać?
            A może winny jest mężczyzna który tego nie czuł jak ona bardzo kocha?
            A może winne są instytucje-zamrażarki uczuć?
            A może wszystko co jest jest piękne i dobre,
            A może to my nie potrafimy wyciągać wniosków
            A może płacząc mamy powody
            A może to wszystko po coś się stało?
            A może możemy wybierać szczęście
            A może uwielbiamy być skrzywdzone.
            Tak czy siak co złego to oni a nie my.
            My jesteśmy wspaniałe.
            Dobre
            I piękne
      • 23.10.05, 10:15
        To proste. Dlatego, że nawet jeżeli ktoś nie uznaje n.p. 10 przykazań to
        istnieje coś takiego jak najzwyklejsza przyzwoitość ludzka, w ramach której
        można kierować swoim postępowaniem, jak pokazuje praktyka. Jeżeli ktoś tego nie
        uznaje to można się zacząć zastanawiać w którym momencie zaczyna się ku..two.
        • 23.10.05, 12:51
          Przyzwoitość to nie oszukiwanie własnego partnera. Obcej kobiecie nic nie jestem
          winna, jeśli jej mąż ją robi w wała to co ja mam się tym przejmować? ;-)
          • 23.10.05, 16:16
            annnnia napisała:

            > Przyzwoitość to nie oszukiwanie własnego partnera. Obcej kobiecie nic nie jeste
            > m
            > winna, jeśli jej mąż ją robi w wała to co ja mam się tym przejmować? ;-)

            a gdzie szacunek dla drugiego człowieka? jeśli nie szanujesz ty nie oczekuj tego
            od innych.

            --
            Lecz co będzie jesli idiota nie jest prawdziwym idiotą tylko zidiociałym idiotą?
            • 23.10.05, 16:34
              szanuje swojego partnera, faceta z którym idę do łóżka. Jego przysięgi dane
              innym kobietom mi wiszą nacią od selera.
              • 23.10.05, 16:40
                nie szanujesz przysięgi to wiem bo ciagle to podkreślasz ale co z szacunkim
                innego człowieka i nie chodzi mi tu o tego co ma akurat przy tobie fiuta na
                wierzchu?


                --
                Lecz co będzie jesli idiota nie jest prawdziwym idiotą tylko zidiociałym idiotą?
                • 23.10.05, 16:44
                  WŁASNĄ przysięge szanuję. Cudze mam w nosie. Proste.
                  • 23.10.05, 16:48
                    jaka jest różnica między słowem człowiek i przysięga czy ty rozumiesz co napisałem?

                    --
                    Lecz co będzie jesli idiota nie jest prawdziwym idiotą tylko zidiociałym idiotą?
                    • 23.10.05, 16:52
                      Ty chyba nie rozumiesz tego co ja napisałam.
                      Wiec powtórzę: ja włąsnych przysię dotrzymuję i ludzi, z którymi jestem związana
                      szanuję. Co mnie obchodzi osoba i przysięga jaką jest związany inny facet?
                      Jak facet chce się przespać z kobietą, i ta kobieta go chce, i oboje godzą się
                      na układ "bez zobowiązań", to co tą kobietę ma obchodzić reszta życia faceta?
                      Każdy odpowiada ZA SIEBIE i tylko za siebie i własne czyny.
                      • 23.10.05, 17:00
                        > Każdy odpowiada ZA SIEBIE i tylko za siebie i własne czyny.
                        no nie do końca bo cokolwiek zrobisz to ma również wpływ na innych a nie tylko
                        na Ciebie

                        --
                        Lecz co będzie jesli idiota nie jest prawdziwym idiotą tylko zidiociałym idiotą?
                        • 23.10.05, 19:26
                          nie rozumiesz.
                          Odpowiadam za WŁASNE zachowania, wszystkie - i te które dotyczą tylko mnie, i te
                          które wpływają na innych. Ale tylko za własne - tylko moich obietnic i
                          zobowiązań mam dotrzymywać. A nie faceta, któy ma zobowiązania wobec jakiejś
                          kobiety a akurat chce się ze mną przespać - jeśli ja tez tego chce, a nie mam
                          chwili żadnych zobowiązań wobec innego meżczyzny, to nie ma problemu dla mnie.
                          • 24.10.05, 08:59
                            dla mnie annnnia jesteś zwykłą szmata do wycierania wacusia...
                            • 24.10.05, 14:48
                              w dupie mam opinie twoje i tobie podobnych.
                    • 23.10.05, 22:36
                      esspo napisał:

                      > jaka jest różnica między słowem człowiek i przysięga czy ty rozumiesz co napisa
                      > łem?
                      >

                      ona rozumie doskonale co napisałeś to ty nie rozumiesz o czy mówisz
                      zamknięty jesteś we własnym życiu jak w klatce i nie widzisz nic dalej
                      a dalej jest życie nie zawsze proste jak ci się wydaje
                      dziś na świat patrzysz tak jutro inaczej
                      nie można oceniać innych bo sami nie wiemy co nas może spotkac
                      nigdy nie zaprzeczaj że czegoś nie zrobisz bo nie wiesz

                      otwórz szeroko oczy,bo teraz masz chyba osłonki na oczach takie jak koń ,aby nie
                      bał się pojazdów na ulicy
                      zresztą większośc tak myśli
                      i niech im na zdrowie,oby nie musieli się przekonać
                  • 23.10.05, 23:02
                    Śmierdzący lewcki relatywizm. Z Gazety Wyborczej jesteś czy co?
                    • 24.10.05, 14:53
                      obrzydliwy prawicowy fundamentalizm. od ojca dyrektora jesteś?
                      nie za gorąco w tym mocherowym bereckiku?
                      • 25.10.05, 13:42
                        żaden fundamentalizm. Z tym co piszesz, ciężko nawet dyskutować. Niezaleznie
                        jak to nazwać: staroświecko dekalogiem, nowocześnie inteligencją emocjonalną, w
                        nowomowie zasadami współżycia społecznego ciągle obracamy się wokół prostej
                        zasady: nie rób drugiemu, co tobie niemiłe. Ergo: spółkowanie z żonatym
                        mężczyzną jest obiektywnie złe, bo źle być zdradzaną żoną. I to, kto jest
                        przysięgą związany nie ma tu nic do rzeczy. Naturalnie wszystko poza tą prostą
                        zasadą jest odcieniami szarości.
                        • 01.05.06, 11:01
                          zoezoe napisała:

                          > żaden fundamentalizm. Z tym co piszesz, ciężko nawet dyskutować. Niezaleznie
                          > jak to nazwać: staroświecko dekalogiem, nowocześnie inteligencją emocjonalną,
                          > w nowomowie zasadami współżycia społecznego ciągle obracamy się wokół prostej
                          > zasady: nie rób drugiemu, co tobie niemiłe. Ergo: spółkowanie z żonatym
                          > mężczyzną jest obiektywnie złe, bo źle być zdradzaną żoną. I to, kto jest
                          > przysięgą związany nie ma tu nic do rzeczy. Naturalnie wszystko poza tą
                          > prostą zasadą jest odcieniami szarości

                          Wszystko pięknie, ale tylko na papierze. Co wy wszyscy tacy święci jesteście,
                          pouczacie innych ludzi...
                          Oczywiście, zasada nie czyń drugiemu co tobie niemiłe jest słuszna. Tylko pokaż
                          mi człowieka który ZAWSZE ją stosuje, przez całe zycie. Jednak ludzie są z
                          natury egoistami i bardziej ich obchodzi własne niż cudze dobro. Czy wy macie
                          jakiś monopol na zasady moralne? Nigdy nie zrobiliście nic wrednego drugiemu
                          człowiekowi? Każdy kiedyś coś takiego zrobil. Więc nie bądzcie tacy święci.

                          A że zdradzajaca osoba będąca w związku jest winna a nie kochanek/kochanka
                          singiel/singielka to jasne w 100%. Inaczej twierdzą tylko osoby zdradzające nie
                          umiejące wziąć na siebie odpowiedzialności lub te zdradzane - wściekłe, ze ktoś
                          inny okazał sie "lepszy, że ich świat legł w gruzach, że sie zawiodły.
                          Dla jasności - sama nie związałabym sie z kimś zajętym, uważam to za chamstwo.
                          Ale to pikuś w porównaniu z kimś kto zdradza zakochanego w nim partnera.
                • 25.10.05, 22:37
                  Gdzies kiedys przeczytalam.---"Jesli kiedys zostawisz kogos kto cie kocha dla
                  kogos kogo pozadzasz,to kiedys ten kogo pozadasz zostawi cie dla tego kogo
                  kocha..."
              • 28.10.05, 13:14
                Taaak, czyli Annnniu szanujesz faceta z którym idziesz do łóżka (zdradzającego,
                wiarołomnego, choć nie wobec Ciebie a innej), ale nie czujesz się zobowiązana
                do wykazania się elementarnym szacunkiem wobec reszty ludzi - obcej kobiety, a
                jednak jego żony i obcych dzieci, a jednak jego dzieci? Przyznam, że uważam, że
                to uwłacza Twojej moralności, przynajmniej ja tak uważam (zaraz pewnie się
                dowiem, że i tak masz to gdzieś...). Skoro tak to widzisz, to nie pozostaje mi
                nic innego jak życzyć Ci byś przekonała się na własnej skórze (w końcu teraz
                już ponoć mężatką jesteś) jaka to frajda. Może nabierzesz wtedy innych
                przekonań.
          • 14.07.07, 05:38
            Problem jest tylko jeden - co za przyjemność z zadawania się z kimś, kto
            zdradza. Co za przyjemność ze znajomości ze świnią?
      • 23.10.05, 10:42
        można go okraść?
        • 23.10.05, 13:43
          To znaczy że nie jest na tyle mocno przywiązany do rzeczy?
          Że godzi się z możliwością tego że inni będą tych rzeczy potrzebować bardziej?
          To znaczy że podjęli taką decyzję
          Że rzeczy nie są warte ochrony, pieniążków, zaangażowania, uwagi...?
          I inni mogą z tego korzystać

          --
          "On the whole, you find wealth much more in use than in ownership." Aristotle
      • 23.10.05, 11:08
        Bla bla bla ales wymyslila. Pomysl czemu facet poszedl do tej trzeciej?
        Bop juz mial dosc narzekania, nudy lub tez krzykow w domu. Chcial odzyc
        kochana. I to zrobil. Nie zdradza sie tak bez powodu. Robimy to poniewaz
        otrzymujemy od innej, tak tej trzeciej to czego nie mamy od ukochanej. A to o
        czym tak bardzo marzymy. Wiec zamisat sie dasac zacznijcie nam dawac nasze
        pragnienia. I na pewno, gwarantuje Ci, nie bedzie nawet mysli o zdradzie.
        • 23.10.05, 11:15
          BO TO CO CHCESZ OTRZYMAC OD KOBIETY I CO NA POCZATKU KAZDEJ ZNAJOMOSCI
          OTRZYMUJESZ TO PRZYNETA. KOBIETY SA DOBRE TYLKO NA POCZATKU, ZANIM UZYSKAJA
          DOSTEP DO TWEGO KONTA.
          • 23.10.05, 12:49
            biedactwo... musiała cię jakaś strasznie wyrolowac.
            Moze spotkasz kiedyś w życiu dziewczynę, któa Cię wyleczy z tej traumy.
            • 24.10.05, 10:11
              Dziecino, juz od prawiekow wiadomo, ze samica w doborze samca kieruje sie
              odpowiednimi genami tegoz oraz - w wypadku niejakiego homo sapiens - gruboscia
              jego portfela. Taka juz natura samicy. Ci z samcow ktorzy nie zdaja sobie z tego
              sprawy sa dojeni az do zera nieuchronnego. Samica zas zaczyna kolejne polowanie
              na kolejnego nie zorientowanego glupka z penisem zamiast mozgu i stosownie
              smakowitym kontem.
              Wole prostytutki od tzw. partnerek. Przynajmniej wszystko jest klarowne.
              • 24.10.05, 14:54
                biedny jesteś i żałosny, skoro musisz się zadowalać prostytutkami.
              • 13.07.07, 21:08
                amhu napisała:

                > Dziecino, juz od prawiekow wiadomo, ze samica w doborze samca kieruje sie
                > odpowiednimi genami tegoz

                Czyz nie tym samym kieruje sie samiec? Potencjonalnymi zdolnosciami rozrodczymi
                samicy przejawiajacymi sie jak najszczuplejsza talia i jak najjedrniejszym
                cialem, ktore to wartosci, jako ze z powodow uoczywistych bardzo ulotne,
                niejednego samca popychaja do zdrady, wlasnie? Coz za seksistowski post. I
                jakie to dziwne, ze kiedys sie Ciebie cytuje, to jak na dloni widac: "amhu
                napisała". Jakies problemy emocjonalne?

                --
                Tak WYGLADAM

                Too bad that all the people who know how to run the country are busy driving
                taxicabs and cutting hair (George Burns)
            • 16.01.09, 23:46
              chcialabym cos wyznac... cos wykrzyczec z siebie.. ten bol.. moze nie dla was
              (tak zdaje sie na wasze osadzenie i potepienie, zalosc i satysfakcje - ze nie ma
              nieobrzuconych blotem i innymi ziemnymi sprawami).. dla siebie. tak na glos zeby
              wrescie zrozumiec i uslyszec ten krzyk, te ironie w swoim glosie - NIE JESTEM
              NAJWSPANIALSZA KOBIETA POD NIEBIEM SLONCEM KSIEZYCEM BOGIEM I INNYMI SILAMI
              CO/KTO SPRAWIAJA ZE TEN SWIAT SIE KRECI..

              zostalam zdradzona (banal).. i to nie raz i nie dwa (banal).. w kazdy mozliwy i
              niemozliwy sposob (banal).. jestem/bylam narzeczona (banal).. i traktowalam go
              jako meza (banal) banal banal banal....

              i jak w tej piosence mialbyc slub.. a ona weszla wesola odwazna smiala i
              nachalnie... tepczac wszystko na swojej drodze... nie bylam i nie jestem swieta
              (banal) i nie bylo mnie wtedy gdy potrzebowal... a ona byla i patrzyla i dawala...

              i on kochal nas dwie... mnie jak wiosenny wiatr a ja z tym zimnym zarem (banal)
              ona wracala... a ja zamknieta w sobie niewiedzac o niczym sluchalam Dolly Parton
              jolene serdce mi podpowiedzialo... i taka byla/jest.. czekajac z latarnia w domu
              na powrot.. banal

              ona ma te czesc kobiecosci ktorej ja mam i nie odkryje.. banal.. wychowana w
              dobrym domu z tradycjami... a ona kobieta - za srebro, za zlotowki, dolary,
              krony .. tej dzikosci my kobiety-zony zazdroszczymy.. banal . tym trzecim..
              ktorych traktujemy z gory a one nas... bo uwazaja ze sa lepsze (bo maja moc na
              mezczyzna - tak moje drogie dziewczyny, narzeczone, zony - one sa tym miesem, za
              ktorym nasze chlopcy, narzeczone, mezowi sa zglodniale i leca jak motyle na
              ogien .. banal..), bo w ich ramionach ten ogien, ktory spala wszystko na swojej
              drodze... i gardza nami, bo chodzimy do kosciola, wychowujemy dzieci...

              i on wybral.. wybral mnie.. mowi ze kocha <kropka> banal <kropka> ze to bylo
              zacmienie... i wiem ze ona cierpi, jak dziekie zwierze.. ktore jest wyglodniale
              i zle... i wsyzstkich gryzie... banal..

              a ze mnie wychodzi bol i zal... i krzyk "dlaczego" banal do potegi banal..

              a kolezanki mowia zostaw odejdz, znajdziesz lepszego.. a ja go kocham banal..

              rozwala mnie stwierdzenie "tych kobiet":
              Nie płosząc Cię
              I wracać
              I nie chcieć
              Od Ciebie
              Nic

              czy wiecie ze to nie tak... bo kazdy nalezy do kogos ...

              ale .. chce wam wyznac moje dorgie dzikie wilczyce.. ze nie potraficie ani
              ogniska rozpalic ... wy dajecie im <banal> ogien - ktory parzy i dostajecie
              wzamian te krew, ktora smakuje sladko-gorzszko.. i nie macie odwagi podejsc do
              domu.. tylko po cichu w nocy wchodzicie i kradniecie ... bo macie strach ..
              jestescie moje drogie, wilczyce - samotne - poszukujace miesa, i glodne, a ten
              glod i chlod, oh, jak jest straszny.. i ten glod zjada was ze srodka i niczym
              nie mozecie go zaspokoic..

              chcialabym Tobie, "ta trzecia", powiedziec, szukaj az znajdziesz.. ale szczerze
              watpie.. taka masz nature... i ty i ja wiemy o tym... i niech ksiezyc
              blagoslawi, dziecko natury..

              a w naszym domu - oni odnajda pokoj i cisze, i placz i smiech dziecka z
              milosci.. i to cieplo - ktore grzeje ale nie parzy.
          • 14.03.09, 22:18
            Meżczyźni też są dobrzy tylko na początku,potem żona do garów a od
            flirtowania sa inne.
        • 28.10.05, 18:12
          Drogi Zeusie11,
          a czy nie byloby uczciwiej powiedzec tej "wstretnej zonie", ze nie masz ochoty
          tak zyc, odejsc i dopiero poszukac sobie tej "trzeciej"? Czy sporadyczne randki
          i upojny sex z ta "trzecia" zalatwia temat twojego nieudanego zwiazku? czy
          zanim zdecydujesz sie odejsc musisz ja przetestowac? I to niby jest uczciwe?
          A.
        • 22.07.09, 22:32
          Skoro tak jest to dlaczego nie zostajecie z ta trzecia? ;)
        • 18.08.09, 14:07
          Wiekszosc facetow zdradza bo chce byc przez chwile macho. Bez codziennych
          klopotow.Zona niczemu tu niewinna. Oczywiscie sa tez zdrady z innego powodu.
          --
          Nie sztuka grać na nastrojonych skrzypcach, sztuka grać na rozstrojonych.
          Paganini (zdaje się)
      • 23.10.05, 12:39
        Az mna zatrzeslo jak przeczytalam twoja wypowiedz! Obca kobieta powinna miec
        moralnosc i nie zaczynac flirtu ani umizgow do zonatego mezczyzny! To czy on da
        sie zlapac na jej piekne oczy to inna sprawa. I owszem powinno ta trzecia
        obchodzic, ze mezczyzna, ktory sie jej podoba jest zonaty, bo podobna sytuacja
        moze spotkac i ja kiedy juz zdobedzie delikwenta dla siebie. Ale nie tylko
        dlatego. Trzeba miec odrobine zasad i pewnego wyczucia, morlanosci. Zonaty
        mezczyzna jest zakazany. No chyba, ze dla ciebie nie ma znaczenia z kim idziesz
        do lozka. Ludzie, nie moze byc tak, ze nie obowiazuja nas zadne normy! Jesli
        wszystkim wszysto mozna w materii zdobywania kogo nam sie zywnie podoba to
        swiat stanie na glowie. Trzeba szanowac zwiazek malzenski nawet jesli to jest
        obca dla ciebie kobieta. Zle sie dzieje, ze normy moralne ulegaja rozpasaniu.
        To nie prowadzi do nieczego dobrego. A juz zupelnym nieporozumieniem jest
        budowniae wlasnego szczescia na nieszczesciu innych. Takim sposobem sie nie da
        i predzej czy pozniej odbije sie to na tej trzeciej. I dobrze. NIesz szuka tam
        gdzie to dozwolone, a nie tam gdzie juz las zasadzony. Moja przenosnia moze
        troche zakrecona, ale mam nadzieje, ze zrozumiala.
        • 23.10.05, 12:48
          przenośnia zrozumiała, tylko sensu nie ma.
          może dla Ciebie cudz eprzysięgi mają jakieś znaczneie. Dla mnie nie.
          • 23.10.05, 18:27
            Annniu, piszesz że cudze przysięgi i zobowiązania Ciebie nie dotyczą, a
            wręcz 'wiszą nacią selera'. Może Twoje własne składane są rzeczywiście warte
            więcej, nie wiem. Ale jak możesz oczekiwać od kogoś kto zobowiązanie złamał
            (zwykle nie pierwszy raz, nie łudź się), że jego obietnice składane Tobie są
            warte więcej, niż również jego identyczne zobowiązania składane innej osobie?
            Myślisz, że jesteś lepsza?
            • 23.10.05, 19:28
              wcale nie oczekuję.
              dlatego - co już pisałam - nigdy bym się nie związała na stale z facetem, który
              zdradził wcześniej swoją kobietę.
              I troszkę się dziwie kobietom, które budują życie z facetme odbitym innej - nie
              ma zadnej pewności, ze taki delikwent co raz zdradził nie zdradzi więcej.
              Dla mnie, w czasach jak jeszcze nie byłam zaobraczkowana, żonaty facet nie był
              dobry do niczego więcje niż delegacja czy spotkanie integracyjne, ew. kilka
              łikendów. Nic więcej.
              • 24.10.05, 09:03
                i uaważasz,że taki weekendowy facet nie zdradzała żony, a ty mu w tym nie
                pomagałaś...
                • 24.10.05, 14:49
                  a kto mówi że nie zdradzał... on zdradzał, jego problem.
                  Idż wylewaj swoje frustracje na kogo innego.
                  albo naucz się czytać ze zrozumieniem, zanim podejmiesz jakąkolwiek dyskusję na
                  forum.
            • 23.10.05, 22:55
              a moiże jest lepsza ,może to ją naprawdę pokochał
              dlaczego od kogoś wymaga się dotrzymania przysięgi
              przecież te przysięgi są często składane przez ludzi bardzo młodych ,często pod
              presją rodziny
              często ludziom wydaje się że kochają a tak naprawdę to jest pomyłka bo byli
              młodzi i źle to ocenili
              dlaczego ta chwila musi zaważyć na całym życiu?
              wiem że ta druga strona cierpi
              ale dlaczego ja mam tracić szczęści w jedynym swoim życiu
              dlaczego poświęcać je dla kogoś kogo nie kocham?
              dlatego że jak byłam młoda to mi się coś zdawało?
              dlatego że jak się okazuje podjęłam złą decyzję?
              ludzie popełniają błedy,ale czy muszą płacić za nie całym życiem?
              to jest chore
              te wszystkie przysięgi,zobowiązania
              niby nikt mnie nie zmuszał
              a jednak
              te wszystkie ogólnie przyjęte zasady,zwyczaje ,bo tak trzeba ,bo tak wypada
              dlaczego mam się przejmować innymi ,a nie robić tak aby mi było dobrze?
              no dla czego?
              dla moralności
              a co to jest ta moralność?
              a czy to moralne żyć z kimś kogo się nie nawidzi ,tylko dla tego że kiedyś
              złożyłam przysięgę?
              przysięgałam bo miało być inaczej
              a jeśli on nie dotrzymał słowa to nadal mam trzymać się przysięgi?
              nie jestem Matką Teresą





              • 29.12.05, 14:17
                dor.moss napisała:
                > a jednak
                > te wszystkie ogólnie przyjęte zasady,zwyczaje ,bo tak trzeba ,bo tak wypada
                > dlaczego mam się przejmować innymi ,a nie robić tak aby mi było dobrze?
                > no dla czego?
                > dla moralności
                > a co to jest ta moralność?
                > a czy to moralne żyć z kimś kogo się nie nawidzi ,tylko dla tego że kiedyś
                > złożyłam przysięgę?
                > przysięgałam bo miało być inaczej
                > a jeśli on nie dotrzymał słowa to nadal mam trzymać się przysięgi?
                > nie jestem Matką Teresą
                >
                A może zadałabyś Sobie samej pytanie: Co się stało, że ten wspaniały niegdyś
                facet już nie jest wspaniały?? Co się we mnie zmieniło od czasu, kiedy byliśmy
                młodzi? Czy nie ma Twojej winy w tym, że facet się zmienił? Rozpadowi związku
                są winne zawsze dwie strony. Zawsze! Tylko stopień winy jest czasem inny. Każy
                z nas zawirając związek małżeński wchodził w niego z jakimiś nadziejami itp.
                Co się stało, że te nadziej się nie spałniły? Dlaczego masz być nieszczęsliwa??
                Wszystko zależy od Ciebie. NIe możesz zmienić drugiego człowieka, możesz
                zmienić tylko siebie. Proste? Proste!
              • 15.02.07, 11:44
                Chciałabym powiedzieć wam, że zdrada boli, bardzo boli, ale do tej zdrady z
                jakiegos powodu doszło. Opowiem wam swoja historię. Gdy wychodziłam za mąż
                byłam w ciąży z moim mężem, miałam juz jedno dziecko z kimś za kogo nie
                wyszłam, miałam bardzo przykre doświadczenia zarówno z dzieciństwa jak i z
                pierwszego związku. Wyszłam za mąż za mężczyzne, o którym mówiono, że jest
                dobry troskliwy , nie pije nie pali ma stałą pracę. Ok. Polubiłam go. Zaszłam w
                ciążę, jego rodzina mnie nie akceptowała, byłam obca bez mieszkania i z
                dzieckiem. Mąż od początku liczył sie ze zdaniem swojej rodziny a nie moim, ja
                nie miałam nic do powiedzenia, ciągłe obrażanie, które serwowałam mi jego
                rodzina wywoływało we mnie ogromna złośc tym bardziej, że mąż nie reagował, nie
                bronił mnie. Przeszkadzało im to, że chciałm kupić pralkę (dla męża było to
                obojętne), że mąż kupił mi pierścinek zaręczynowy przed ślubem, że wprowadziłam
                się do niego itp. Starałm się byc silna i nie poddawać, walczyć o rodzinę. Sex
                w naszym związku był okropny. Mąż nie dał rady mnie zaspokoić. Albo miał
                problemy ze wzwodem, albo miał szybki wytrysk, i tak ciągle. Po jakims czasie
                zauważyłam po objawach, że ma problemy z prostatą, prosiłam żeby poszedł do
                lekarza ale on odmawiał, dodatkowo coraz częściej pił, czepiał się mnie za
                namową swojej rodziny, jego ojcie uderzył mnie raz a mąz nic nie zrobił,
                Dodatkowo zaczął moczyc się w nocy, był podły w stosunku do mnie, dzieci karał
                za byle co, miałam go dość. Pił, nie dawał pieniedz, kradł mi z portfela, nie
                wracał na noce (pił z bracmi). Zagroziłam, że odejde, zaczął się leczyć ale nie
                na długo. Postawiłam warunek, że nie chce widziec jego rodziny w naszym domu, i
                nie chce żeby tam jeździł, bo sa tylko kłopoty później. To kłamał na każdym
                kroku. Pewnego dnia poznałam Anię (w szkole). Bardzo sie polubiłyśmy, przez nią
                poznałam jej ojca i wójka. Jestem 6 lat starsza od ani, Bardzo spodobał mi sie
                wójek (ADAM). Ale miałam wpojone, że zdrada to cos strasznego, że przysięgałam
                w kościele i w ogóle. Pomału zakochiwałam sie w nim. Często do nas przychodził.
                Mój mąz go znał, często namawiał go na piwo. Ja oczywiście nie byłam obojętna
                Adamowi. Pokochaliśmy sie bardzo, zawsze mogłam i moge na niego liczyć,
                ustaliliśmy że nie odejdziemy od swoich partnerów, ale będziemy sie cieszyć
                soba. Tak bylo do momentu gdy mąż po imprezie światecznej zaprosił Adama do
                naszego łóżka. Oczywiście oboje byliśmy oburzeni. Załamywałam sie coraz
                bardziej. Ciążył mi ten związek z mężem, byłam nieszczęśliwa. W końcu po tym
                wszystkim chciałam sie zabić. Mąż obwiniał mnie za wszystko, za to że się
                zaszczywa, że pije, za to że jego rodzina mnie nie akceptuje, wszystko to była
                moja wina. Przyszło mi do głowy, że jak umre to wszystkim będzie lepiej. Nie
                udało się, trafiłam na trzy miesiące do szpitala psychiatrycznego na terapie,
                ale i wtedy mąz nie dal mi spokoju, dręczył znowu, mówiąc, że on jest biedny
                sam a ja odpoczywam sobie - zrobiłam wakacje. Było coraz gorzej. jedynie Adam
                dodawałm mi otuchy, był zawsze, wspierał. zapisałam nasza rodzine na terapię
                rodzinna. dzieci sprawiające problemy do świetlicy socjopterapeutycznej.
                Myślałam, że sie uda. Ale wyszło inaczej. Starszy syn powiedział na zajęciach,
                że tata go molestował. załamałam sie i odeszłam od niego. wsparciem jest dla
                mnie tylko Adam, który wciąz przy mnie jest i pomaga mi bez względu na
                wszystko. Kocham go, a mąz wniósł o rozwód z mojej winy, choć na nic nie ma
                dowodów, i chce tylko zrobic mi na złość.
                Nie próbuje siebie wybielać, ale gdybym nie zdecydowała sie na zdradę, któ wie
                jak potoczyłoby sie moje życie dalej, pewnie zostałabym sama z góra problemów.
                Ja tez mam prawo do szczęścia, a moje dzieci sa spokojniejsze. Myśle, że razem
                uda nam sie wszystkie problemy przezwyciężyć, i wychowac dzieci na dobrych
                ludzi, sprawic by zapomniały koszmar dziecinstwa. Pozdrawiam wszystkich
                serdecznie.
            • 13.07.07, 19:28
              A ja myślę, że nie o tym rozmawiamy..kto jest lepszy:) tylko - w tym akurat
              watku o tym, czy winą za małżeńska zdradę można obarczać "tą trzecią"
              --
              Jest taki kraj na południu, gdzie wyspy toną w błękitach
              Gdzie Bog zapomniał o grudniu
              I zawsze dźwięczy muzyka
          • 13.07.07, 17:35
            no własnie, czyli Twoja moralnośc jest zerowa,nie masz za grosz szacunku dla
            drugiego człowieka ,zero wspołczucia hmm jak Ty zyjesz myslac tylko o swoich
            potrzebach?, powiem szczerzeTwoja postawa jest paskudna i obym nigdy nie
            musiala spotkac takiej kobiety jak Ty pozdrawiam i moze od czasu do czasu
            przemysl odrobine swoje podejscie do zycia
            • 13.07.07, 18:20
              zdrada jest Ok - taka odświeżająca. Czasem jak patrzę na moją babę to tak sobie
              marzę żeby ona choć trochę obca była......
        • 23.10.05, 22:00
          normy nie ulegają rozpasaniu - to ludzie mogą byc rozpasani! A cnota jest tam
          gdzie wybór. Tylko w takiej sytuacji, a nie w sytuacji nakazu/zakazu/ wierność
          małżeńska jest wartością.
        • 13.07.07, 17:19
          Jasne, bo oczywiscie kazdy zonaty facet oglasza to wszem i wobec. Tylko dlaczego
          zonaci tak czesto nie nosza obraczek?
        • 13.07.07, 19:27
          > bo podobna sytuacja
          > moze spotkac i ja kiedy juz zdobedzie delikwenta dla siebie

          Ekhm... co to znaczy: "zdobędzie delikwenta dla siebie"? Dla siebie sobie
          możesz kupić bluzkę. Ja nie chcę nikogo zdobywać dla siebie. Chcę, żeby facet
          po prostu chciał ze mną być. Być ze mną - a nie być moją własnością. A to
          zasadnicza róznica.

          >NIesz szuka tam
          > gdzie to dozwolone, a nie tam gdzie juz las zasadzony.

          Znowu traktujesz męża jak ubezwłasnowolniony przedmiot. Jeśli facet wyznaje
          takie same zasady, jak tutaj prezentujesz - i tak nie prześpi się z nikim
          innym, nie będzie sie całował z nikim inym, nie będzie miał nawet o żadnej
          kobiecie "myśli lubieżnych";-) - bo tak naprawdę to w mojej opinii sprowadzanie
          zdrady do poziomu odbycia lub nie stosunku seksualnego to ogromne uproszczenie

          --
          Jest taki kraj na południu, gdzie wyspy toną w błękitach
          Gdzie Bog zapomniał o grudniu
          I zawsze dźwięczy muzyka
      • 23.10.05, 22:23
        Aniu
        Już dawno nie czytałam takich bzdet jak ten artykuł i twoja opinia o nim.
        Zdrada to najgorsze co może spotkać człowieka od drugiego którego sie kochalo i
        któremu sie ufało. I to bez znaczenia czy po przysiędze czy nie. Czy tobie jako
        singielce byloby wszystko jedno gdyby facet z ktorym sie OSTATNIO spotykasz miał
        tez inne kobiety? Bo jesli tak to bardzo Ci współczuje. Kochanka/ek ZAWSZE jest
        współwinna (chyba ze nic nie wie o zwiazku swojej ZDOBYCZY). Twoja moralność
        jest mniej więcej na pozimie pań zwanych w naszym kraju raju bardzo brzydko
        kurewkami. Oprócz pieniedzy których nie bierzesz MAM NADZIEJE za seks w twojej
        postawie nie ma nic co by cię odróżniało od ku... A nawet gorzej- one często
        robia to w wyniku wielkiej presji ekonomicznej a Ty robisz to bo chcesz miec
        fajnego facia, bez wzgledu na kosekwencje. To czysty hedonizm, brak empatii,
        brak jakichkolwiek zasad. Sory dla mnie TO KU..TWO
        • 23.10.05, 22:26
          biedna jesteś i strasznie ograniczona.
      • 23.10.05, 22:33
        Jeszcze jedno. Nie wiem czy widziałas film pt Closer(Bliżej). Tam jedna z
        bochaterek po zdradzie swego faceta mówi do niego, że zawsze jest taki moment
        gdy podejmuje sie decyzje, że chce się zakochać w kimś innym i zawsze mozna sie
        temu oprzec, to odrzucić. Człowiek będacy w związku codzien doswiadcza takich
        sytuacji, jest bombardowany przez nowe propozycje, pokusa skoku w bok jest
        nieustajace. Dlaczego wielu ludzi tego nie robi? Czy Ty mając faceta tez bys go
        zdradzała? Bo zTwojwj wypowiedzi jasno wynika że wierność nie jest nic warta, że
        Cie nie dotyczy, bo Ty chcesz się dobrze bawić , bo jestes singielką. Sory ale z
        takim podejsciem nie zasługujesz na miłosc. I pewnie po Trzydziestce zadasz
        sobie pytanie: co ja robie w tym pustym domu, dlaczego niekogo ze mna nie ma,
        dlaczego jedyny kontakt z mężczyznami mam jednorazowo po każdej imprezce, gdy
        jeszcze jakiś facet bedzie chciał zmłucić taka starą rumpele jak ja,zamiast się
        zajac cała armią innych młodych liberalnych zdzirek? Zastanów sie nad
        PRZYSZŁOŚCIĄ. Życzę rychłej zmiany poglądów
        • 23.10.05, 22:42
          to do mnie? bo ze struktury drzeka słabo widać.
          Jeśli do mnie, to odpowiadam: jestem już po trzydziestce, i jakoś nie mam
          pustego domu.
          Zupełnie nie zrozumiałaś, co ja piszę.
          Mnie wisi czyjaś wiernośc małżeńska, a nie wierność w moim własnym zwiazku. Nie
          jestem już singielką, i odkad związałam się na stałe nie byłam z nikim innym.
          Jest dla mnie różnica między moim własnym zwiazkiem, o który dbam, a cudzymi
          związkami.
    • 22.10.05, 17:58
      Ja też zawsze nie potrafilam sobie wyobrazić jak można wybaczyc zdrade
      ukochanemu mężczyznie aż do momentu kiedy sama nie zostalam zdradzona.Pierwsza
      rzecza jaka wtedy powiedzialam do niego było:ZOSTAŃ,NIE ODCHODZ,WYBACZĘ CI
      TO,ZAPOMNIMY O TYM.Z tym, że on nie chciał być ze mną, nie potrafił po tym co
      mi zrobił.Teraz jestem mu za to wdzięczna,dzięki niemu nie musiałam doświadczyć
      życia z"drzazgą w sercu",bo tak by pewnie było.Tak było 2 lata temu..teraz
      jestem z kimś innym, bardzo go kocham i modlę się w duchu, żeby nie powtórzyło
      się to co wtedy..żeby tylko nie doszło miedzy nami do zdrady,z mojej czy też
      jego strony.Po prostu musimy się oboje starać żeby było dobrze.
      • 22.10.05, 22:04
        Nie byłam zdradzana przez męża. Tzn. byłam ale on mnie zdradzał z jego mamusią:)
        To ona go pakowała na wyjazdy, z nią uzgadniał zakupy, jej mówił, ile zarobił
        na saksach. To kilka przykładów.
        Rozwiodłam się. Miałam kilku "chętnych" mężczyzn po rozwodzie - wszyscy byli
        żonaci. I powiem szczerze,że nie wyobrażam sobie kontaktów z żonatymi facetami.
        To dla mnie jest sprawa mojej moralności i wiary. Gdybym "wpuściła" czyjegioś
        męża do łóżka, czułabym się jak szmata. Nawet, gdyby to był mężczyzna bez
        dzieci, nawet, gdyby opowiadał bajki o tym, jak to mu się nie układa w
        małżeństwie. Kiedyś moja kolezanka powiedziała,że nie obawiałaby się puścic
        swojego męża ze mną na wczasy /oczywiście z moimi i ich dziećmi/ albo na zabawę
        sylwestrową. I nie chodzi o to,czy jestem ładna czy brzydka, mądra czy głupia,
        ale ona poznała mnie dobrze i faktycznie miała do mnie pełne zaufanie. I
        chociaż wcale nie odebrałam tego jako komplement /bo można odczytać to jako
        brak kobiecości czy seksapealu/, to jednak jestem z siebie dumna.Uważam,ze wina
        jest po obydwu stronach.
        • 22.10.05, 22:45
          Zgadzam się z Tobą. Jestem po rozwodzie, ale ani nie zdradzałam, ani nire byłam zdradzana. Też uważam, że wina leży po obu stronach, zawsze, choć pewnie w różnych procentach. I też myślę, że to zdradzający facet jest nie fair, bo to on "zdradza". ale nie wyobrażam sobie być z kimś, kto ma rodzinbę. Jak chce być
        • 22.10.05, 23:40
          to już Twój problem. Jeśli sama sobie narzucasz ograniczenie - żonatym nie - to
          Twoja sprawa.
          Nie "ta trzecia" jest związana przysięgą małżeńską i to nie ona ma obowiązek
          dbać o czyjekolwiek małżeństwo.

          Ja nigdy bym się na stałe nie związala z odbitym innej facetem - skoro ja go
          komuś odbiłam, to i inna może go odbić mnie, skoro chłop potrafi zdradzać. Co
          nie wyklucza fajnego seksu :P przezyłam już raz telefony i maile od wpienionej
          żonki, po okresie olewania z mojej storny ona troszkę odpuściła, i wtedy raz
          sobie pogadałyśmy. Wyjaśniłam, że on i ona byli odpowidzialni za swój związke i
          mnie nic do przysięgi jaką kiedyś składał jej chłop. Nie wiem na ile zrozumiała,
          ale to już nie mój problem.
          Swojemu mężowi zdrady bym nie wybaczyła. Wie, że dzien w którym dowiedziałabmy
          się o jego zdradzie będzie ostatnim naszego małżeństwa, ale wie też że ja go nie
          zdradzę - przysięga którą mu złożyłam jest dla mnie ważna, bo to ja sama ją
          złożyłam i ja odpowiadma za nasze małżeństwo.
          • 23.10.05, 05:16
            zwlanianie "trzeciej" z odpowiedzialnosci za zdrade to jakis slepy zaulek.
            Przeciez nie zlozenie przysiegi na wiernosc ojczyznie (powszechny obowiazek
            obrony ...) nie oznacza ze zdrada wlasnego kraju jest etyczna i moralnie
            usprawiedliwiona.
            Moim zdaniem wina lezy rowniez po stronie tej "trzeciej"
            --
            McGoo
            • 23.10.05, 10:52
              Prawda...czy brak przysiegi malzenskiej oznacza, ze nie trzeba myslec o
              uczuciach innych ludzi? Niektorzy maja te uczucia gleboko w dupie, maja za malo
              wyobrazni zeby zrozumiec, ze rozpieprzaja komus zycie (takze temu facetowi,
              ktory zdradzil).
              Kryzysy w malzenstwach zdarzaly sie i beda zdarzac ale zdrada to pojscie na
              latwizne, czyste frajerstwo. Ludzie zamiast rozmawiac ze soba wola przemilczec
              problemy. Zamiast szczerosci wola oklamywac, siebie i najblizsza osobe. Bo
              latwiej znalezc oparcie w kims innym niz popracowac nad wlasnym zwiazkiem.
              Sam bylem o krok od zdrady, prawie dalem sie zlapac w sidla tej "trzeciej",
              uroczej kolezanki z pracy...w pore zrozumialem co moge stracic i opamietalem
              sie.
              • 23.10.05, 12:46
                ładna teoryja, szkoda tylko ze zupełnie się mylisz.
                Facet który zdradz jest biedną, bezwolną ofiara "tej trzeciej", wrednej
                modliszki która zupełnie bez wiedzy i zgody, ba a nawet przy zdecydowanym
                sprzeciwie, pana małżonka, rozpieprzyła małżeństwo? :P
                Gratuluję dobrego samopoczucia :D
                • 23.10.05, 14:13
                  Alez jestes ograniczona. Facet ktory zdradza to zwykly fiut, tchorz. I to po
                  jego stronie lezy 95% winy. Ale ta trzecia nie jest bez winy (oczywiscie moim
                  zdaniem) a Ty twierdzisz ze owszem, jest czysta jak lza.
                  • 23.10.05, 15:22
                    Ja rozmówców nie obrażam.
                    Ograniczeń i miernoty szukaj u siebie.
                    • 23.10.05, 21:48
                      annnnia napisała:

                      > Ja rozmówców nie obrażam.
                      >
                      Czyzby?
                      "biedny jesteś i strasznie ograniczony, jesli kobieta to dla Ciebie "suka" a
                      facet "pies"."

                      > Ograniczeń i miernoty szukaj u siebie.
                      >
                      Staram sie cale zycie walczyc ze swoimi ograniczeniami ;) Ale dziekuje za rade.

                      BTW. Nie bierz wszystkiego tak doslownie. Piszac "ograniczenie" mialem na
                      mysli "klapki na oczach" a nie ulomnosci umyslowe.

                      Pozdrawiam
                      • 23.10.05, 22:27
                        klapki na oczach mają ci, co nie widzą wolnej woli i winy u faceta, który lezie
                        do łóżka obcej kobiety i zwalają winę za "rozpad rodizny" na ta kobietę, a nie
                        tego co złamał zasady.
                        • 24.10.05, 12:09
                          Do mnie pijesz? :) Zacytuje samego siebie:
                          "Facet ktory zdradza to zwykly fiut, tchorz. I to po
                          jego stronie lezy 95% winy."
                          • 24.10.05, 14:54
                            nic nie piję. w pracy muszę być trzeźwa :P
                        • 25.10.05, 13:35
                          Jest również taka zasada: nie pożądaj żony bliźniego swego ani żadnej rzeczy,
                          która jego jest...

                          • 25.10.05, 21:08
                            zapomniałaś dodać "katolicka" zasada.
                            Nie wszyscy muszą uznawać chrześcijańskie zasady jako swoje własne zasady
                            postępowania w życiu.
                            • 26.10.05, 12:56
                              nie katolicka, tylko ogólnoludzka, annnniu
                              co za ty idzie - uniwersalna
                              a Ty się do niej nie stosujesz, bo tak Ci jest wygodniej
                              przestrzeganie zasad wymaga wysiłku, nieprzestrzeganie jest pójściem na łatwiznę
                        • 29.12.05, 15:13
                          annnnia napisała:

                          > klapki na oczach mają ci, co nie widzą wolnej woli i winy u faceta, który
                          lezie
                          > do łóżka obcej kobiety i zwalają winę za "rozpad rodizny" na ta kobietę, a nie
                          > tego co złamał zasady.

                          Ja jestem osobnikiem, który był zdradzany. I moje podejście, oczywiście po
                          pewnym czasie i przemyśleniach jest takie: Suka nie da, pies nie weźmie. I
                          tyle. Dlaczego mam mieć pretensje do kochanków mojej ex, skoro ona ich na siłę
                          do łóżka nie ciągnęła?? annnia ma trochę racji. W naturze człowieka leży
                          samousprawiedliwianie się i zwalanie winy na kogoś. To nie ja, to On!! On jest
                          winny bo: i tu litania.
                          I tutaj sprawa jest prosta. Nie byłobyt problemu zdrad, gdyby kazdy pilnował
                          się sam! Chyba nie za często się zdarza sytuacja w której facet jest tak
                          kompletnie pijany, że nie wie co robi?? Która z kobiet zresztą miałaby ochotę
                          na seks z takim gościem?? Ta trzecia też czegoś szuka, może tylko dobrego
                          seksu, a kobiety z tego co wiem, to wolą facetów z niejakim doświadczeniem, niż
                          prawiczków, a może czegoś więcej, może zdaje jej się, że to ten jedyny, może
                          też jest jakieś uczucie itp? Czy żadno z Was tak ją krytykujący nie mieliście
                          czasami ochoty spróbować jak to jest na boku?? Nie mówię, że próbowaliście, ale
                          czy nie wpadło Wam to na myśl?? Ja osobiście mogę sobie spojrzeć w oczy w
                          lusterku, bo w małżeństwie byłem wierny. W tej chwili nie biorę się za
                          mężatki, bo nie chcę, aby ktoś przezywał to co ja. Ale nie ukrywam, że czasami
                          miałem ochotę na jakąś koleżankę, czy przygodę. Nie zrobiłem tego, w imię
                          pewnych zasad. A jeśli jedno z małżonków świadomie i z premedytacją zdradza, to
                          nie ma żadnego znaczenia z kim to robi, czy z kochanką, prostytutka, czy z
                          chippenalesem. Po prostu. Czy prostytutka jest tak samo winna jak ta trzecia??
                          A ilu zonatych facetów chodzi do agencji, czy na tirówki?
                          Każdy odpowiada sam za siebie i nic nie jest w stanie tego zmienić. I problemu
                          tej trzeciej, czy tego trzeeciego by nie było, gdyby nie było chętnych na takie
                          wyskoki.
                    • 24.10.05, 17:53
                      > Ja rozmówców nie obrażam.
                      > Ograniczeń i miernoty szukaj u siebie.
                      Doprawdy? Nie obrazasz Aniu rozmowcow? A texty w stylu" mam cie w dupie" to
                      tylko okreslenie pojemnosci Twojego jelita grubego?
                      Byl taki post, chyba panna pisala o kradzionym szampanie. Czy mozesz skomentowac
                      jej wypowiedz? Bo to jest dokladnie to, o czym i ja mysle-po prostu wspoludzial.
                      • 25.10.05, 21:09
                        dokładnie, mam szalenie pojemne jelito grube :D

                        mylisz kradzież ze zdradą, prawo własności to nie to samo co przysięga składana
                        prywantie przez dwie osoby.
                        • 26.10.05, 12:54
                          nie prywatnie, tylko publicznie, w obliczu Boga i ludzi
                        • 27.10.05, 19:55
                          Nie myle :D Bo nie porownuje malzenstwa do kradziezy. Mowie o wspoludziale w
                          czynie nieetycznym. Ogolnie przyjmuje sie kradziez za rzecz nieetyczna. Romans z
                          zonatym rowniez.
                        • 28.10.05, 22:07
                          annnnia wprowadza subtelne rozroznienia:


                          >
                          > mylisz kradzież ze zdradą, prawo własności to nie to samo co przysięga
                          składana
                          > prywantie przez dwie osoby.

                          No i jedno i drugie - swinstwo. Ta trzecia - czy ten trzeci - kradnie
                          partnera/ke, zawsze przy chetnym jego/jej udziale, a partner/ka dopuszczaja sie
                          zdrady.
                          Tylko ze prawie wszystko mozna wybaczyc, i po prawie wszystkim mozna zyc dalej.
                          Wystarczy, ze uplynie dosc duzo czasu.
                  • 29.10.05, 04:50
                    Czy ktos kiedys otwarcie zastanawial sie nad tym co 'ulatwia' zdrade. Przeciez
                    w regularnym zwiazku gdy wszystko pracuje OK nie ma miejsca na zdrade bo niby
                    po co. Jednak gdy cos szwankuje, niezaleznie, z jego czy jej winy, gdy
                    wszelkie 'przysiegi' byly regularnie badadz okazjonalnie lamane sa juz
                    ZDRADA. Czy zdrada ma miejsce tylko w lozku?
              • 23.10.05, 23:03
                radzio79 napisał:

                > Prawda...czy brak przysiegi malzenskiej oznacza, ze nie trzeba myslec o
                > uczuciach innych ludzi? Niektorzy maja te uczucia gleboko w dupie, maja za malo
                >
                > wyobrazni zeby zrozumiec, ze rozpieprzaja komus zycie (takze temu facetowi,
                > ktory zdradzil).
                > Kryzysy w malzenstwach zdarzaly sie i beda zdarzac ale zdrada to pojscie na
                > latwizne, czyste frajerstwo. Ludzie zamiast rozmawiac ze soba wola przemilczec
                > problemy. Zamiast szczerosci wola oklamywac, siebie i najblizsza osobe. Bo
                > latwiej znalezc oparcie w kims innym niz popracowac nad wlasnym zwiazkiem.
                > Sam bylem o krok od zdrady, prawie dalem sie zlapac w sidla tej "trzeciej",
                > uroczej kolezanki z pracy...w pore zrozumialem co moge stracic i opamietalem
                > sie.



                to ona zarzucała sidła? czy ty śliniłeś się na jej widok i dawałeś coś do
                zrozumienia?
                • 24.10.05, 16:54
                  Coz...typowa historia...ja szukalem przyjazni, ona czegos wiecej (choc
                  twierdzila ze nie). A rownoczesnie plotla swoja pajeczynke. Ona po nieudanym
                  zwiazku, ja w zwiazku z utajonym kryzysem.
                  Odpowiadam: nie slinilem sie na jej widok choc byla (pewnie nadal jest) bardzo
                  atrakcyjna. Mi nie chodzilo o seks (nie bezposrednio) bo ten mialem bardzo
                  udany ze swoja partnerka. Zauroczyla mnie podejsciem do zycia, radoscia itp
                  itp...Znalazlem u niej to czego nie mialem we wlasnym, spieprzonym wtedy
                  zwiazku - przyjazn. A pozniej potoczylo sie szybko - zblizylismy sie do siebie,
                  ja nadal traktowalem to jako przyjazn ale ona juz nie. Nadszedl taki dzien, gdy
                  wyznala mi prawde i to byl koniec naszej znajomosci (i przy okazji pracy w tej
                  firmie :)
          • 23.10.05, 12:12
            ależ to w ogóle nie jest dla mnie żaden problem:)Nieuwodzenie żonatych mężczyzn
            jest dla mnie tak naturalne jak robienie śniadania czy kolacji.
            Za to myślę,że ty będziesz miała poważne problemy w pryszłości. Nie znam osób,
            które w sposób lekki traktują kontakty damsko - męskie, a w szczególności mąż -
            kochanka i nie mają w pożyciu małżeńskim problemów. I nie posądzj mnie o
            złośliwość czy złorzeczenia, bo ja nikomu - nawet byłej tesciowej - nie życze
            źle.
            • 23.10.05, 12:44
              szkoda, ze nic nie zrozumiałaś z tego co pisałam.

              Ja myślę, że się mylisz. Nie mam problemów w pożyciu małżeńskim i nie traktuję
              kontaktów damsko-męskich "lekko".
              Po prostu guzik mnie obchodzą cudze przysięgi małzeńskie czy jakiekolwiek inne.
              Interesuje mnie moja własna przysięga małżeńska - i tej dotrzymuję.
          • 23.10.05, 22:50
            Cóż za tragiczna niespójność. Piszesz że Ty jako ta trzecia nic nie jestes
            nikomu winna, a zaraz potem że nie wybaczyłabys męzowi zdrady i sama byłabys
            wierna. Spójność poglądów świadczy o tym czy je rzeczywiście posiadasz, czy tez
            tylko tak Ci sie wydaje. I jakos trudno mi to sobie wyobrazic że obwiniasz tylko
            swojego faceta, a jego kochanke wilbisz bo uświadomiła Ci niedociagnięcia w
            twoim małżeństwie. Litości! Nie wiem czy słyszałaś o czyms takim jak relatywizm,
            ale w twoich poglądach jest on bardzo widoczny. I naprawde nie życzę Ci żeby
            kiedys jakas kobieta pomyślała tak jak Ty teraz zabierając sie za twojego
            faceta. Jesli wierzysz w wiernośc i chcesz jej przestrzegac w zwiazku, to
            dlaczego uważasz że niszczenie jej, wystawianie na próbe w cudzych związakch
            jest ok? Oczywiście nie uważam że by Facet/babka i jego/jej współmałżonek nie
            byli winni. Nie usprawiedliwiam ich. Ale nie usparawiedliwiam tez takisz
            plytkich franc jak Ty. Skoro nie szanujesz czyjejs przysiegi czy czegokolwiek to
            dlaczego ktos ma poszanowac Twoją?
        • 23.10.05, 23:01
          anka401 napisała:

          > Nie byłam zdradzana przez męża. Tzn. byłam ale on mnie zdradzał z jego mamusią:
          > )
          > To ona go pakowała na wyjazdy, z nią uzgadniał zakupy, jej mówił, ile zarobił
          > na saksach. To kilka przykładów.
          > Rozwiodłam się. Miałam kilku "chętnych" mężczyzn po rozwodzie - wszyscy byli
          > żonaci. I powiem szczerze,że nie wyobrażam sobie kontaktów z żonatymi facetami.
          >
          > To dla mnie jest sprawa mojej moralności i wiary. Gdybym "wpuściła" czyjegioś
          > męża do łóżka, czułabym się jak szmata. Nawet, gdyby to był mężczyzna bez
          > dzieci, nawet, gdyby opowiadał bajki o tym, jak to mu się nie układa w
          > małżeństwie. Kiedyś moja kolezanka powiedziała,że nie obawiałaby się puścic
          > swojego męża ze mną na wczasy /oczywiście z moimi i ich dziećmi/ albo na zabawę
          >
          > sylwestrową. I nie chodzi o to,czy jestem ładna czy brzydka, mądra czy głupia,
          > ale ona poznała mnie dobrze i faktycznie miała do mnie pełne zaufanie. I
          > chociaż wcale nie odebrałam tego jako komplement /bo można odczytać to jako
          > brak kobiecości czy seksapealu/, to jednak jestem z siebie dumna.Uważam,ze wina
          >
          > jest po obydwu stronach.



          po prostu nie trafiłas na tego jedynego
          taka jest prawda
          i obyś nie trafiła
          życie płata figle
          • 24.10.05, 18:51
            To jakaś klątwa? Złorzeczenie? Uprzejmość? Nie bardzo rozumiem
    • 22.10.05, 22:00
      dla mnie kwestią kluczową jest to, że ktoś dowiaduje się o zdradzie. jestem w
      stanie zrozumieć, że ktoś dopuszcza się tzw. skoku w bok, ale wywlekanie tego na
      światło dzienne, a zwłaszcza teksty w stylu "zdradziłem/łam cię, zgodzę się na
      wszystko co postanowisz" to najgorsze świństwo jakie można zrobić żonie/meżowi,
      bo tak naprawdę odpowiedzialność za trwanie związku zrzuca się na osobę
      zdradzoną!! jeśli mój mąż kiedykolwiek mnie zdradzi, a ja się o tym dowiem,
      wywalę go bez słowa właśnie za to, że albo był na tyle głupi/niedyskretny że się
      dowiedziałam, albo mi sam powiedział.
      a jeśli chodzi o "tę trzecią/ tego trzeciego" to nie widzę powodów żeby winić
      osoby postronne, bo, jak ktoś wspomnał, ostatecznie przysięga obowiązuje tylko
      dwoje - męża i żonę, a nie wszystkich ludzi wokół nich. każdy jest
      odpowiedzialny za swoje czyny i nie ma co usprawiedliwiać mężów i żony, że
      on/ona taki biedny/taka biedna, a to ta inna/ten inny są wszystkiemu winni.
      a co do stwierdzenia w artykule, że nawet najbardziej wyemancypowane kobiety
      mają coś z postawy koncentrowanie się na potrzebach męża, to chyba logiczne, że
      jak się kogoś kocha, stara się o zaspokajanie jego potrzeb, to dotyczy i kobiet
      i mężczyzn!! ale patologią jest dla mnie robienie z meża/żony osi wszechświata i
      zaniedbywanie własnych potrzeb i własnego rozwoju. jak ma być dla mnie
      interesujący facet, który nie ma własnych zainteresowań, własnych zajęć,
      własnych znajomych i jedynym jego problemem jest co ugotować na obiad?? z tego
      co się orientuję, to chyba działa też w drugą stronę.
      • 22.10.05, 23:41
        właśnie, Kasia. Racja. Każdy odpowiada za siebie, a nie za cudze przysięgi.
        Też bym chłopa z domu wywaliła jakbym się dowiedziała o zdradzie.
        • 23.10.05, 09:53
          "Też bym chłopa z domu wywaliła jakbym się dowiedziała o zdradzie"

          No tak - uwazaj żeby on Ciebie nie wywalił...
          • 23.10.05, 12:52
            mógłby, jakbym ja zdradziła. A ja zdradzić nie zamierzam. :P
            A na marginesie, nie mamy wspólnoty i dom jest mój, wieć jeśli już to i tak on
            by się wynosił :D
      • 23.10.05, 00:06
        • 29.06.09, 15:45
          Nie wiem, czy o tych wszystkich Twoich weekendowych stosunkach
          seksualnych wie Twój mąż, ale co by powiedział, gdyby wiedział? Czy
          tak samo jak Ty uważa, że spółkując z żonatymi mężczyznami byłaś i
          nadal jesteś krystalicznie czysta? A jeśli nie wie, to dlaczego mu
          nie powiesz? I jeszcze jedno pytanie, czy Ty sama, patrząc w lustro
          i myśląc o swoim życiu, o swoim sumieniu, o swojej osobie, tak
          naprawdę patrząc w siebie, nigdy nie masz wątpliwości? Czy uważasz
          się za osobę szlachetną i czystą? Godną własnego Szacunku? Wiem co
          mi odpowiesz, ale ciekawa jestem takiej Twojej prawdziwej,
          wewnętrznej odpowiedzi.

          Nigdy nie jest za późno na zmiany. Dopóki żyjesz...
      • 23.10.05, 00:14
        zgadzam sie ze trzecia osoba jest w zdradzie kompletnie nieistotna, tylko czy
        zdrada dotyczy tylko malzenstwa, jesli dwoje ludzi jest ze soba to powinni byc
        ze soba szczezy jesli jedna z nich ma zwiazek z trzecia osoba to jest to taka
        sama zdrada i tak samo osoba zdradzana traci zaufanie do ludzi i swiata gdy
        jest sie oszukiwanym przez zone/meza jak i przez partnera/partnerke. Z drugiej
        strony kompletnie nie rozumim jak mozna sie znalesc w trojkacie z wlasnej woli.
        • 23.10.05, 10:49
          Z wlasnej woli nigdy, ale zwylke ktos kogos tu kiwa i cos ukrywa.
      • 23.10.05, 05:19
        Osoba "trzecia" rowniez jest winna - obowiazki czlowieka wobez wlasnej
        spolecznosci nie wynikaja tylko z przepisow prawa i skladanych przysieg.
        --
        McGoo
        • 23.10.05, 12:54
          "osoba trzecia" nie ma zadnych obowiązków dotryzmywac przysięgi wierności
          jakiegoś obcego małżeństwa.
          • 25.10.05, 14:27
            annnnia napisała:

            > "osoba trzecia" nie ma zadnych obowiązków dotryzmywac przysięgi wierności
            > jakiegoś obcego małżeństwa.

            oczywiscie ze nie ma - poniewaz tej przysiegi nie skladala - ale nie o to chodzi
            - chodzi o to ze mimo tego iz nie skladala tej przysiegi funkcjonuje w
            spoleczenstwie - ktore kieruje sie nie tylko przysiegami i przepisami prawa -
            wyobraz sobie faceta ktory sra na srodku chodnika na krakowskim przedmiesciu -
            przeciez on nie skladal zadnej przysiegi ze nie bedzie robil kupy w miejscach
            publicznych - mimo braku doslownego przepisu zakazujacego takie praktyki nikt
            nie zalatwia sie na chodniku w centrum stolicy.
            --
            McGoo
      • 23.10.05, 08:34
        Ja mysle,że "skok w bok" a zdrada to dwie różne rzeczy.Nie chiałabyś aby twój
        mąż powiedział Ci ,że przez rok zdradzał Cię z inną i że ją właśnie kocha?
        • 23.10.05, 12:55
          Dla mnie nie ma różnicy między "skokiem w bok" a "zdradą".
          Każdy seks z obcą panienką, czy to "nowa miłość" czy przygoda na jedną noc,
          potraktowałabym tak samo - zdrady nie wybaczam.
    • 23.10.05, 02:15
      To znaczy zdradzający mąż i kochanka, jesli mowa o takim związku, lub
      zdradzająca zona i jej kochanek.
      Osoba zdradzana może być odpowiedzialna za KRYZYS w małżeństwie, lecz NIGDY za
      zdradę (no chyba, że gorąco prosiła partnera :"zdradź mnie" i jeszcze dała
      pieniądze na hotel :))))
      • 23.10.05, 12:53
        a kogo zdradza kochanka? czy ona w tmy małżeństiwe ślubowąła wierność?
        Zdradza tne, kto ślubował wiernośc i jej nie dochował. i kropka.
        • 23.10.05, 19:16
          Pozdrowienia annnniu,sprowadzasz ludzi na ziemie, nie poddawaj sie.:)
    • 23.10.05, 06:12
      Na watek trafilem na stronie glownej gazety... temat jak zwykle drazliwy i
      budzacy spore emocje...
      Co mi sie nie podoba ? Temat potraktowany jednostkowo i standartowo, ze to
      tylko faceci zdradzaja... a kobiety zawsze pokrzywdzone sa... utarty schemat...
      szkoda ze nie pojawila sie sentencja, ze jezeli kobieta zdradza to tez wina
      faceta bo napewno ja zaniedbywal, nie czula sie adorowana, itd... tak czy owak
      zawsze wina lezy po stronie mezczyzny... a prawda jest taka, ze zdradzaja
      zarowno mezowie jak i zony... pewne jest rowniez to ze dla strony
      niezdradzajacej jest to olbrzymi szok...
      Kwestia winy... moim zdaniem lezy zarowno po stronie kochanki(ka) jak i meza
      (zony)... i to co jedna osobka tutaj pisze ze nie czuje sie winna ze z nia ktos
      zdradza... albo prowokuje, albo taka ma moralnosc i takie cele w zyciu... nie
      mi to osadzac... kazdy zyje tak jak lubi i wg wlasnych zasad...
      W kazdych zwiazkach bywaja chwile lepsze, czasem gorsze... czasem powazne
      kryzysy... kwestia tylko odpowieniego sposobu i kazdego mozna podejsc w ten czy
      inny sposob... kwestia trafienia w odpowienia strune w odpowienim czasie... i
      jezeli ktos postanawia sie zabawic czyims kosztem w takim momencie no to
      gratuluje podejscia do zycia :) dla mnie mozna by bylo porownac taka sytuacje
      do sytuacji kiedy kolega okrada kogos, a ja stoje na czatach... no przeciez ja
      nie kradne... albo kiedy widzi sie ze kogos bija, okradaja w bialy dzien a
      jezeli nie czuje sie na silach pomoc, to przynajmniej mam komorke pod reka-
      moglbym zadzwonic... no ale po co... przeciez to nie moja wina ze goscia
      skopali...
      sorry ale dla mnie wlazenie z buciorami w czyjes zycie w momencie kryzysu jest
      nie fair i napewno nie jest uczciwe...
      Oczywiscie przypadki kiedy osoba zdradzajaca sama szuka takiego kontaktu (taka
      natura) nie przyznaje sie do tego ze lacza go z kims jakies wiezy... oklamuje
      osobe z ktora zdradza, sa dla mnie jednoznaczne... i takiego kogos to na zbity
      pysk wywalic... zero szans powrotu... dla czegos takiego nie mam litosci... i
      wina lezy tutaj tylko po stronie zdradzajacej...
      to takie moje prywatne zdanie...
    • 23.10.05, 07:42
      Autorka jak - zwykle przypadku artylukow pisanych na ten temat przez kobiety -
      skupia sie na kobiecie, jakby tylko one byly zdradzane, przez tych niedobrych
      mezczyzn. Mniejsza jednak z tym. Gorzej, ze autorka piszac na temat "jak zyc po
      zdradzie", nie pisze na ow temat. Wywoluje do tablicy temat "rozstac sie, czy
      pozostac w tym zwiazku", nie zas temat w naglowku.

      Nie jest tak prosto rozstac sie, i nie zawsze nawet chodzi o wynikajace z
      rozstania problemy z dziecmi, czy sprawy materialne. Tak naprawde jednak,
      najlepszym wyjsciem jest rozstanie. Mozna mowic o probie wybaczenia, ale? Czy
      aby na pewno mozna wybaczyc? Mozna zyc z czlowiekiem ktory zdradzil, jak gdyby
      nigdy nic? Jak gdyby to sie nigdy nie zdazylo? Moim zdaniem nie. o zawsze
      bedzie istnialo pomiedzy ludzmi w tym zwiazku. Sam bylem zdradzony i
      wielokrotnie oszukiwany w najbardziej podly sposob i wiem, ze mimo nawet tego,
      ze nie boli mnie to juz dzis tak jak kiedys, ona nigdy juz nie bedzie tak
      naprawde moja, ani ja nigdy juz nie bede, tak jak kiedys, jej. To cos co
      zostaje na cale zycie.

      Najlepsze wyjscie w takiej sytuacji, to rozstanie sie i budowa zwiazku z kims
      innym, od ktorego nie bedzie odpychala jego zdrada. Najlepsze, choc nie zawsze
      takie latwe.

      A tak na marginesie, jak ktos napisal w tym watku - osoba zdradzona byc moze
      ponosi czesc winy za pogorszenie zwiazku prowadzace do zdrady, ale za sam fakt
      zadrady, odpowiada tylko i wylacznie osoba zdradzajaca - to ona podejmuje ta
      decyzje, z pelna swiadomoscia konsekwencji. Jesli zas nie posiada tej
      swiadomosci, to znaczy ze jest po prostu prymitywna.
    • 23.10.05, 08:25
      Mówię to z pełną świadomością i odpowiedzialnością. Po prostu taki mam
      charakter. Prędzej bym sobie w łeb strzelił niż będąc z kimś potrafił go
      oszukiwać. Wiem to bo parę razy miałem okazje by to sprawdzić i nie
      skorzystałem. Jeśli w moim życiu miałem kogoś zdradzić, to w ostateczności
      wolałem się już z, wielkim bólem, rozstać. Wiem, że więcej w tym zachodu i
      dramatu, ale trzeba rozróżnić prawdziwą miłość od pożądania. Choć powiem
      szczerze, że jednorazowy, zwierzęcy wyskok mojej partnerki byłby bardziej
      wybaczalny od jakiejś fascynacji duchowej, która bylaby bardziej wartościowa niż
      nasza. Poza tym wiem, że jeśli mnie zdradzi, to będzie tego żałować, bo nikt
      nigdy nie da jej(choćby w łóżku )tego co ja jej daje. Wyleczyłem ją z braku
      orgazmów i poczucia obojętności, mimo,że nie jestem jej pierwszym. Mam prawie 30
      lat.
      • 23.10.05, 10:58
        Poza tym wiem, że jeśli mnie zdradzi, to będzie tego żałować, bo nikt
        > nigdy nie da jej(choćby w łóżku )tego co ja jej daje. Wyleczyłem ją z braku
        > orgazmów i poczucia obojętności, mimo,że nie jestem jej pierwszym.

        I jeszcze zbytnio ufasz kobietom.
        Moze ona tak mowi kazdemu.
        Nawet nie wiesz jak kobiety potrafia wspaniale udawac.
        Po prostu przestan jej dawac pieniadze, i nie zostawiaj pelnego baku w aucie, i
        poczekaj co bedzie.
        Wtedy pojawia sie problemy, a ona ujawni prawde.
        • 24.10.05, 16:04
          Po pierwsze nie przyciągam i nigdy nie przyciągałem do siebie dwulicowych
          dziwek.Potrafię rozróżnić skrywany uśmieszek,od głośnego chichotu,czkawkę od
          mega-orgazmu.Nie ufam kobietom, ale prawdzie którą umiem dostrzec. Na szczęscie
          nie utrzymuje mojej kobiety. Jest ze mną tylko dlatego, że mnie kocha i ja
          kocham ją. Jest ze mną, bo staram się być dla niej najlepszy na świecie i jakoś
          nie przeszkadza jej to, że nie mam samochodu, nie kupuje jej drogich prezentów
          itd. Po prostu staram się,by czuła się przy mnie tak,jak sobie na to naprawde
          zasługuje.A zasługuje sobie naprawdę na dużo:)Na szczęscie obok świata pozorów,
          telewizji, prezentów, lansu, świecenia ludziom latarkom po oczach jest świat
          miłości, prawdy, spokoju, pięknej poezji, starannego doboru najlepszych(nie
          najdroższych) doznań. Mam to szczęście,że przyszło mi w tym świecie żyć. Jeśli
          przyjdzie jutro i skopie mnie po twarzy,wbije nóż w plecy...przynajmniej będę
          mógł powiedzieć,że naprawdę tam byłem.
          • 04.11.05, 07:18
            ladne
          • 30.08.09, 19:48
            Twój post daje nadzieję,że jeszcze istnieją normalni ludzie.:))))
    • 23.10.05, 08:33
      ...On nie zdracilby Jej,gdyby Ja kochal,pozadal i pragnal...Odszedl,bo te
      wartosci juz dla niego nie byly wazne...
      • 23.10.05, 09:12
        Pomijam sytuacje, gdy on będąc w fazie zakochania pozwala sobie na zdradę (bo to graniczy z chorobą),ale przez lata miłość ulega zmianom, przechodzi się różne kryzysy i jeżeli nie zadba się każdego dnia o związek, to on się wypala. Dla każdej ze stron w różnym tempie.

        Jeżeli dodamy do tego pewną atawistyczna cechę mężczyzn-gotowość na oddanie plamników, byle zostawić jak najwiecej potomstwa(teraz świadomość może jest inna-ale instynkty zostały), to widać, że nie jest łatwo być wiernym, a pokusy są, oj, są.
        Uważam, że łatwo zamanipulować żonatym mężczyzną (a wyjątki wierne-tylko potwierdzają regułę)-czyli kochanki odpowiadają za część zdrady. (pomijam te, których on nie raczył poinformować, że jest żonaty).

        Ale arytkuł o tym, co po zdradzie. Zapewne inaczej gdy wydało się, że mąż miał skok w bok, a inaczej, że oszukiwał przez miesiące...
        Słusznie zauważa autorka, że najpierw trzeba dać upust swoim odczuciom, płakać , złościć się, trzeba to wyrzucić z siebie, by złapać dystans.
        I niekoniecznie trzeba się obwiniać. Można podjąć rozmowę, co było nie tak, czy da się coś zmienić-o ile podejmuje się próbę powrotu.
        Ale zawsze należy bądź znaleźć wytłumaczenie, bądź przebaczyć-wszystko po to, by uwolnić się od bagażu zwanego zdradą. W przeciwnym wypadku będziemy ciągnąć tego garba przez resztę swojego życia. Tylko po co?
    • 23.10.05, 09:20
      Dlaczego zawsze w tego rodzaju artykulach to facet zdradza?
      A co maja poczac ci faceci ktorzy zostali zdradzeni? Tacy tez istnieja!
      • 23.10.05, 09:33
        Niech napiszą artykuł, napiszemy komentarze.:)

        Myślę, że kobiete nie może pisać o tym, co czuje zdradzony facet, bo tego nie wie. O takich uczuciach musi napisać mężczyzna. A panowie może nie chcą głośno przyznawać się do porażki.
        Faktem pozostaje, że gdy mężczyzna odchodzi-to czasem pobłaża się jego zachowaniu, więcej, wini się żonę(porzuconą) za jego odejście. W przeciwnym wypadku(a juz na pewno, gdy ona zostawia jego z dziećmi)-to robi się z niej bezdusznego potwora, nieludzką istotę bez matczynych uczuć.

        Ale, panowie piszcie, podyskutujemy.
        • 23.10.05, 11:10
          > Niech napiszą artykuł, napiszemy komentarze.:)
          >
          > Myślę, że kobiete nie może pisać o tym, co czuje zdradzony facet, bo tego nie
          w
          > ie. O takich uczuciach musi napisać mężczyzna. A panowie może nie chcą głośno
          p
          > rzyznawać się do porażki.
          > Faktem pozostaje, że gdy mężczyzna odchodzi-to czasem pobłaża się jego
          zachowan
          > iu, więcej, wini się żonę(porzuconą) za jego odejście. W przeciwnym wypadku(a
          j
          > uz na pewno, gdy ona zostawia jego z dziećmi)-to robi się z niej bezdusznego
          po
          > twora, nieludzką istotę bez matczynych uczuć.
          >
          > Ale, panowie piszcie, podyskutujemy.
          >
          Coz...czuje potworny bol. Chyba nic innego niz to co czuje kobieta. Moze tylko
          mniej siebie obwinia za to, co sie stalo (albo nawet wcale nie obwinia). No i
          nie wybacza do konca. Duma meska (cos takiego istnieje) zostaje zraniona, facet
          czesto tego wlasnie nie moze przeskoczyc...
          • 30.12.05, 11:44
            Coz...czuje potworny bol. Chyba nic innego niz to co czuje kobieta. Moze tylko
            > mniej siebie obwinia za to, co sie stalo (albo nawet wcale nie obwinia). No i
            > nie wybacza do konca. Duma meska (cos takiego istnieje) zostaje zraniona,
            facet
            >
            > czesto tego wlasnie nie moze przeskoczyc...
            W moim przypadku duma nie była problemem. Uwazam, że są takie styuacje w życiu,
            gdzie dla dobra i przyszłości nalezy schować dumę w kieszeń. Ale to był bład.
            Tego co przezyłem, nie życzę nikomu. Ale wybaczyłem i próbowałem dalej. Jak się
            okazało, nic to nie dało. Po pierwszej zdradzie były nastepne. Potem
            wyprowadzka z dziećmi, cuda wianki, kochaś ją olał i wtedy próba powrotu. No
            ale w końcu zmądrzałem i miałem tego dosyć. Stwierdziłem że nie wytrzymam tego
            psychicznie na dłuższą metę. Szokiem było to, że ją olałem i nie było już szans
            na powrót. Wtedy zaczęły się choroby i rózne inne metody na zmiękczenie mnie.
            Ale podjąłem definitywna decyzję i finito. A teraz mieszkam sobie z dzieciakami
            i oał ją i zresztą jakakolwiek kobieta musi się mocno postarać, żeby mnie do
            siebie przekonać.
    • 23.10.05, 09:24
      Chciałbym zauważyć, że kultura monogamiczna gwałci naszą naturę. Jesteśmy z
      natury niezdolni do wierności fizycznej. Naturalnym popędem i mężczyzn i kobiet
      jest wielość partnerów seksualnych. Żyjemy w warunkach bardzo trudnych,
      warunkach, które może są łatwe dla garstki z niższejmi od średniej potrzebami
      seksualnymi. Choć by nie wiem jak partner/partnerka byli atrakcyjni w końcu po
      latach się zachce odmiany. Stąd powszechność występowania zdrady i nie będzie
      lepiej póki tego nie zrozumiemy i nie znajdziemy formuły, która będzie bliższa
      ludzkiej naturze. Póki co trzeba sobie jakoś radzić.
      kłaniam się
      • 23.10.05, 10:41
        Wyjscie wydaje sie proste, bez zmiany kultury, ktora zmienia sie powoli, bo co
        tak naprawde zmienilo sie przez ostatnie 2000 lat w kulturze europejskiej.
        Troche szczerowsci. Umawiamy sie w momencie slubu na monogamie lub otwarcie
        mowimy, ze jest to tylko przykrywka, "dla oczu i dla ludzi" a swoje bedziemy
        robic. Problem jest jesli udajemy przed soba, ze tylko ta jedna, tylko ten
        jeden na zawsze. Troche probowala taka postawe wysmiewac dawno BB w
        filmie "Gdyby Don Juan byl kobieta".
        Ja swojej wybaczylem zdrade, chociaz rana mimo wszystko bolala. Nie od niej
        tylko od pani tamtego dowiedzialem sie o wszystkim. Za to kiedy ukradla z konta
        moja polowe ze 160 000 i probowala zacierac slady pozbawiajac mnie
        pelnomocnictwa - odszedlem. To chyba byl jednoznaczny sygnal, ze nic nas juz
        nie laczy. Nawet kasa.
        • 23.10.05, 11:00
          A mowila ze jestes wspanialy i jedyny, oczywiscie przed wyczyszczeniem konta.
          Kolejny facet nabral sie na taki numer.
          Ja bylem zrobiony identycznie.
      • 23.10.05, 10:44
        Na poparcie prezentowanego stanowiska pragne przytoczyć watek, który pojawił się
        na Forum Radom:
        <a dlaczego mezowie zdradzaja zony?>
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=68&w=26557362
        w którym można znalezć wiecej argumentów na rzecz traktowania POLYGAMY jako
        badziej zgodnego z natura zachowania człowieka.

        Dla znajacych język angielski polecam też:

        "The Myth of Monogamy" - David P. Barash and Judith Eve Lipton
      • 23.10.05, 10:47
        Jest w tym troche racji.
        Zdradzaja kobiety i mezczyzni.
        Czy nalezy rezygnowac z istytucji malzenstwa i monogamii?
        Chba nie, bo nie wynaleziono nic lepszego.
        Jak sie traci wobec kogos szacunek to trzeba odejsc.
        A jak sie zostaje to zawsze z innych powodow niz milosc.
      • 23.10.05, 11:25
        niemonogamiczny napisał:

        > Chciałbym zauważyć, że kultura monogamiczna gwałci naszą naturę. Jesteśmy z
        > natury niezdolni do wierności fizycznej. Naturalnym popędem i mężczyzn i
        kobiet
        >
        > jest wielość partnerów seksualnych. Żyjemy w warunkach bardzo trudnych,
        > warunkach, które może są łatwe dla garstki z niższejmi od średniej potrzebami
        > seksualnymi. Choć by nie wiem jak partner/partnerka byli atrakcyjni w końcu
        po
        > latach się zachce odmiany. Stąd powszechność występowania zdrady i nie będzie
        > lepiej póki tego nie zrozumiemy i nie znajdziemy formuły, która będzie
        bliższa
        > ludzkiej naturze. Póki co trzeba sobie jakoś radzić.
        > kłaniam się
        >
        Coz...niektorzy juz dawno z drzewa zeszli, niektorzy tkwia tam nadal czescia
        swojego umyslu. Od zwierzat rozni nas wiele, m.in. umiejetnosc posiadania uczuc
        wyzszych, zdolnosc logicznego myslenia itp. Problem w tym, ze niektorzy nie
        umieja z tego korzystac. Nadal prymitywny instynkt potrafi rzadzic czlowiekiem.
        Tlumaczenie zdrady nasza natura jest bardzo wygodne...niezla wymowka aby
        zagluszyc wyrzuty sumienia.
        • 23.10.05, 14:37
          radzio79 napisał:
          > Coz...niektorzy juz dawno z drzewa zeszli, niektorzy tkwia tam nadal czescia
          > swojego umyslu. Od zwierzat rozni nas wiele, m.in. umiejetnosc posiadania
          uczuc
          >
          > wyzszych, zdolnosc logicznego myslenia itp. Problem w tym, ze niektorzy nie
          > umieja z tego korzystac. Nadal prymitywny instynkt potrafi rzadzic
          czlowiekiem.
          > Tlumaczenie zdrady nasza natura jest bardzo wygodne...niezla wymowka aby
          > zagluszyc wyrzuty sumienia.

          użyłeś wielu ostrych sformułowań, ale rzeczywistość ma to do siebie, że nie
          jest podatna na takie zaklęcia.
          wszystkiego dobrego życzę
          machający z drzewa
          • 23.10.05, 21:13
            Nie bierz tego do siebie :) Chcialem tylko wyostrzyc skale problemu. Nie jestem
            nienormalny i czasami zdarza mi sie poczuc instynkt zwierzecy ;) Inna sprawa ze
            nad tym panuje.
      • 28.10.05, 22:17
        > Chciałbym zauważyć, że kultura monogamiczna gwałci naszą naturę. Jesteśmy z
        > natury niezdolni do wierności fizycznej. Naturalnym popędem i mężczyzn i
        kobiet
        >
        > jest wielość partnerów seksualnych. Żyjemy w warunkach bardzo trudnych,
        > warunkach, które może są łatwe dla garstki z niższejmi od średniej potrzebami
        > seksualnymi. Choć by nie wiem jak partner/partnerka byli atrakcyjni w końcu
        po
        > latach się zachce odmiany. Stąd powszechność występowania zdrady i nie będzie
        > lepiej póki tego nie zrozumiemy i nie znajdziemy formuły, która będzie
        bliższa
        > ludzkiej naturze. Póki co trzeba sobie jakoś radzić.
        > kłaniam się


        Przeczytaj sobie LAURY KIPNIS "AGAINST LOVE". Bardzo trzezwa ksiazka, tak samo
        jak to, co Ty piszesz, na temat tak zwanej milosci.
      • 30.12.05, 12:05
        niemonogamiczny napisał:

        > Chciałbym zauważyć, że kultura monogamiczna gwałci naszą naturę. Jesteśmy z
        > natury niezdolni do wierności fizycznej. Naturalnym popędem i mężczyzn i
        kobiet
        >
        > jest wielość partnerów seksualnych. Żyjemy w warunkach bardzo trudnych,
        > warunkach, które może są łatwe dla garstki z niższejmi od średniej potrzebami
        > seksualnymi. Choć by nie wiem jak partner/partnerka byli atrakcyjni w końcu
        po
        > latach się zachce odmiany. Stąd powszechność występowania zdrady i nie będzie
        > lepiej póki tego nie zrozumiemy i nie znajdziemy formuły, która będzie
        bliższa
        > ludzkiej naturze. Póki co trzeba sobie jakoś radzić.
        > kłaniam się
        Teoretycznie tak. Chrakterystyczne jest to, że większość kryzysów w związkach
        pojawia się wtedy, gdzy dzieciaki kończą wiek ok 5 lat. To jest wedle natury
        wiek, w którym dziecko jest w stanie samodzielnie zdobywać pozywienie i w
        związku z tym pojawia się naturalny pęd do zmiany partnera. Tyle, że już od
        kilku tysięcy lat rozwój cywilizacyjny wymaga znacznie więcej niż umiejętności
        samodzielnego znalezienia w lesie jagód. Monogamia ma na celu rozwój nie tylko
        jednostki, ale i społeczeństwa. Bez monogamii nie byłby mozliwy rozwój kultury
        pojawiający się przecież dopiero po zaspokojeniu podstawowych potrzeb
        zyciowych, technologii i nauki, do rozwoju której potrzebna jest kasa. A
        monogamia daje mozliwość rozwoju również finansowego, ponieważ daje mozliwośc
        wielopokoleniowego rozwoju majątku itp. Dokładnie to widac w przypadku
        rolnictwa na terenach wschodzniej Polski i Niemiec. W Niemczech gospodarstwo
        rolne dziedziczył najstarszy syn, młodszy szedł do wojska, jeszcze młodszy do
        służby państwowej, albo do rzemiosła itp. A u nas, jak chłop miał 10 dzieci, to
        majątek rozdawał równo wszystkim i w efekcie wszyscy z tego g.. mieli. I za
        każdym razem kazdy dorabiła się od zera. I proszę sobie porównać pozimo zycia w
        Polsce i w Niemczech. A szczególnie ten z czasów przedwojennych.
    • 23.10.05, 10:19
      Dla mnie zdrada automatycznie konczy zwiazek. Nie potrafilbym zyc z kims po tym. Oczywiscie jak dwoje obcych ludzi tak, ale zaufanie juz sie nie odbuduje nigdy.
      • 23.10.05, 11:27
        planitnyk napisał:

        > Dla mnie zdrada automatycznie konczy zwiazek. Nie potrafilbym zyc z kims po
        tym
        > . Oczywiscie jak dwoje obcych ludzi tak, ale zaufanie juz sie nie odbuduje
        nigd
        > y.
        >
        I tutaj Was zaskocze: da sie odzyskac zaufanie. To trwa, dlugo trwa ale da sie
        w 100% zrozumiec osobe, ktora zdradzila, zranila nas. Da sie uwierzyc w jej
        przemiane i mozna jej znow zaufac calkowicie.
        • 23.10.05, 12:08
          zgadzam się. to boli strasznie, strasznie długo. już ponad rok. ale są rzeczy
          ważniejsze.
          Urażone męskie ego - do bólu. I każdy może powiedzieć że boli. tylko ten który
          przezył może powiedzieć jak. Każdy ból da się przeżyć.
          tym bardziej że wiem dlaczego. i nie musiałem wcale zadawać tego pytania.
          Nie to, żebym się obwiniał. to się po prostu stało....
          a co nas nie zabije to nas wzmocni. taki burzliwy związek :)
          i wiecie czego mnie nauczyła sytuacja? że nawet "niewinne czatowanie" może kogoś
          boleć. taka terapia szokowa czasem leczy.
          pozdrawiam obydwie strony.
    • 23.10.05, 10:31
      no tak z tego artykulu wynika ze tylko faceci zdradzaja
      hehehehe
      • 23.10.05, 10:56
        Zawsze mówiłam tak jak kilka tutaj osób - nigdy nie będe z osobą ktora mnie
        zdradzi - nigdy nie mów nigdy. Byłam, trwałam dalej w tym beznadziejnym
        związku, był żal, wściekłość, nie wyrzywałam się na Paniach (bo było ich
        wiele), tylko poinformowałam niektóre z nich poprzez SMS że wiem o wszystkim i
        w zwiazku z tym że postanowilismy nadal być razem, miło by było gdyby przesteły
        się komunikować (mój facet nie miał odwagi poinformowac je o tym). Niektóre
        miały spory tupet i wyzywały mnie, albo probowały dalej się umawiać, mimo to
        też bliska jestem stwierdzenia że to nie ich wina a tylko i wyłącznie jego.
        Jednak (przynajmniej w moim przypadku) taki związek nie miał szans, nie
        potrafiłam już zaufać, wpadałam w histerie, kiedy tylko on się spóźniał, dalej
        były awantury, dalej kłamstwa z jego strony (mimo gorących deklaracji że już
        tylko ja). Na koniec zrobił mi jeszcze pare świństw, na szczęście wyrwałam się
        z tego chociaz nie było łatwo (po zdradzie miłość tak nagle nie przechodzi).
        Teraz jestem w nowym związku, oczekuje dziecka, jestem bardzo szczęśliwa,
        niestety tamte sprawy pozostawiły swój ślad - nie potrafie do końca zaufać,
        miom że wiem ze nic złego się nie dzieje, że mogę ufać, to niestetey nie
        potrafie. Ale warto próbować :)
    • 23.10.05, 11:05
      Czyli lepiej nie mowic kobiecie? Tak uwazasz bedzie lepiej?
      • 23.10.05, 11:12
        Zdradzajaca kobieta to zupelnie cos innego niz zdradzajacy mezczyzna.
        • 23.10.05, 11:13
          no jasne, bo co faceci to mają lepsze, albo większe powody, tak jak wyżej, że
          nie dajemy im tego co chcą?? bzdura
          • 23.10.05, 11:19
            Jakie sa przyczyny zdrady kobiet a jakie mezczyzn.
            Bywaja podobne, ale generalnie sa rozne...
            • 23.10.05, 11:30
              bigguy napisał:

              > Jakie sa przyczyny zdrady kobiet a jakie mezczyzn.
              > Bywaja podobne, ale generalnie sa rozne...
              >
              Rozne, ale konsekwencje sa TAKIE SAME. Wina takze.
      • 23.10.05, 11:20
        Czy ja juz jestem taka stara? (35l) ,czy tak tolerancyjna??
        Jestem po zdradzie.. nawet wielokrotnej.. ponoc bez uczucia,tyle dobrze.
        Majac dwadziescia i kilka lat twierdziłam ze nigdy w zyciu nie zapomne,nie
        zaufam,brzydziłam sie zdradą,ale.. zycie to nie bajka.
        Przezyłam. czułam się brudna ,nieatrakcyjna ,ale kochalismy sie bardzo.I wiecie
        co. Po tym mozna zyc. udało sie.zaufałam jestesmy razem 16 lat.N
        Nawet.. spróbowałam jak to jest chciałam miec porównanie jak on sie
        czuł...niestety.
        Nie chce aby mnie oceniano tutaj,ale powiem jedno.Mądrze wypowiedziała sie
        KKasia. NIGDY nie wolno powiedziec o zdradzie.nigdy.Moim zdaniem poczucie winy
        wtedy ,ból i wszystko z tym zwiazane rozkłada sie na dwoje, a tak.. zrobiłes,to
        męcz sie sam z wyrzutami sumienia.nie obciażaj mnie nimi.po co.
        • 23.10.05, 14:46
          nikita366 napisała:
          > NIGDY nie wolno powiedziec o zdradzie.nigdy.Moim zdaniem poczucie winy
          > wtedy ,ból i wszystko z tym zwiazane rozkłada sie na dwoje, a tak..
          zrobiłes,to
          >
          > męcz sie sam z wyrzutami sumienia.nie obciażaj mnie nimi.po co.

          słusznie, a jak ktoś nie ma wyrzutów? Ja nie mam wyrzutów. Uważam także, że jak
          moja Pani mnie zdradzi i nic nie będę wiedział to jest OK. Nie tylko ja ale i
          ona ma prawo do odmiany. A wzajemne życie i wspieranie się to inna bajka, po co
          do tego mieszać seks?
          kłaniam się
          • 23.10.05, 17:57
            hmmm to wszystko zalezy od tego co ludzie cenia w zyciu i jak chca zyc, trzeba
            po prostu dobrze szukac.Wiadomo: ludzie sa rozni ,wraz z ich pogladami.
            • 23.10.05, 18:04
              ale czy nie uwazacie, ze zdrada to cos naturalnego, co w glebi duszy kazda z
              nas chcialby kiedys zrobic, ale czasem brak mu odwagi lub mozliwosci.
    • 23.10.05, 11:43
      A mój ex mąż tłumaczył mi, że takie są reguły w firmach. Nie ma żadnego faceta,
      który by za punkt honoru nie stawiał sobie zaliczania panienek. I tylko on miał
      pecha, bo się wydało. Kilka dnie temu usyszałam podobną historię od koleżanki,
      która się właśnie rozwodzi. Tak jest faktycznie, taki styl bycia???
    • 23.10.05, 12:15
      Jestem kawalerem, mam trzydzieści parę lat i nie zapraszam zamężnych kobiet do
      łóżka. Chociaż nie raz maiałem i miałbym taką możliwość. Czy to jest głupota
      czy przyzwoitość?
    • 23.10.05, 12:20
      Każdy ma swoje świętości - jedni pracę,inni dzieci, jeszcze inni rodziców itd.
      Dla mnie małżeństwo i rodzina sa świętością. A świętości się nie kala. I każda
      kobieta, która beztrosko mówi,że nie ma zahamowań sypiając z żonatym facetem /i
      odwrotnie też, oczywiście/ jest dla mnie kobietą pozbawioną skrupułów i nie
      zasługuje na mój szacunek.
      "Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela" - ja zawsze myślałam,ze tą
      rozdzielającą osobą są teściowie /z obu stron!/, kochanki, kolezkowie i
      kolezanki usiłujący wywrzeć wpływ na jedno z małżonków. I nie chodzi o to, by
      nie miec znajomych i przyjaciół, bo bez tego nie wyobrażam sobie związku, ale o
      to,że wszystko ma swoje granice.
      • 23.10.05, 12:36
        Myślę, że prawda jest taka, ze każdy w swoim życiu albo zdradzi, albo będzie
        zdradzony albo po prostu otrze sie o zdradę.
        Nie mam jeszcze wielu doświadczeń w relacjach damsko-męskich, ale kiedy
        młodzieńcza miłość po 1,5 roku związku zdradziła mnie- zabolało tak mocno, że
        pamiętam do dziś. I na tyle mocno, że bylo to sporą przestrogą i będzie już na
        zawsze.
        Uczciowość ponad wszystko. Tak jest prościej i mniej skomplikowanie.
        Jeśli zdradzi mnie człowiek, z którym obecnie jestem w związku- rozejdziemy
        się. I on o tym wie. Wolałabym nie wiedzieć jeśli by to zrobił.
        O siebie raczej sie nie obawiam- bo mając w pamięci ból bycia zdradzoną nie
        skrzywdziłabym w taki sposób drugiego człowieka. Wiem.. " nigdy nie mów nigdy".
        Wierzę, ze zdrada nie bedzie mnie juz dotyczyła.
        Nie zdradzę. To wynika tez w duzym stopniu z wyznawanych przeze mnie zasad
        morlanych. Dobrze jest je czasem mieć.

        --
        Bywa, iż sobą zdumiewam siebie (W.G.)
        Nie czynię a-l-u-z-j-i. Mówię wprost. Zazwyczaj :D
      • 23.10.05, 21:05
        Zauważ, że stwierdzenie "Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela" i
        jakiekolwiek pojęcie świętości jest ważne tylko dla tych, dla których w ogóle
        istnieje jakiś bóg czy inne twory ponadnaturalne.
        I przyjmij do wiadomości, że nie wszyscy na świecie musza wierzyć w jakiegoś
        boga i uznawać zasady oparte na religii.
        • 24.10.05, 18:50
          toż przecież napisałam,że kazdy ma swoją świętość:) A rozdzielanie małżeństwa -
          związanego sakramentem czy "umową" cywilną - jest dla mnie takim samym kalaniem
          świętości. Nazwij to priorytetem czy "jedną z wazniejszych rzeczy w życiu". A
          jeśli małżeństwo nie jest dla ciebie mimo wszystko czymś takim, to znaczy,że
          jednak lekko traktujesz te sprawy. Mam do czynienia z paniami, którym sie
          wydaje,że "one mogą",ale im "nie moze sie to trafić". I leczą się długo,
          dłuuuugo.
    • 23.10.05, 12:58
      pewnie, że kobieta, która zaprasza do łóżka żonatego mężczyznę, też jest
      odpowiedzialna za rozpad jego małżeństwa. normy moralne obowiązują wszystkich.
      tyle, że najczęściej nie jest to takie proste - jak napisała autorka artykułu,
      z reguły kobiety decydują się na taki związek z miłości. co wtedy?
    • 23.10.05, 13:07
      Zdrada towarzyszy ludzkości od zawsze. Nigdy się jednak nie zgodzę, by swą
      złość wyładowywać na osobach, z którymi nas zdradzono. Nasi partnerzy, tak jak
      i my, odpowiadają za kondycję związku. Irytują mnie komentarze, że współwinni
      są także ci trzeci. A dlaczego jesteśmy zdradzani? Bo coś szwankuje w naszych
      związkach. Mój przyjaciel notorycznie zdradza żone, bo ponoć w łóżku jest jak
      drewno. Kiedy go proszę, by o tym z nią porozmawiał, on odpowiada, że ona nawet
      nie chce go wysłuchać, bo jest zbulwersowana tematem rozmowy. - Nigdy bym nie
      poszedł na łajzy, gdybym miał w domu to, czego tak bardzo pragnę - wyznaje
      przyjaciel. Moi mili, pomyślcie o tym. Zamiast czytać durnowate gazetki i
      wgapiać się w telewizor, może warto na chwilkę się wyłączyć. Przytulić,
      pokochać, porozmawiać. Zanim będzie za późno.
      • 23.10.05, 17:41
        Ja mam podobny przykład wśród znajomych co Hegatra. Młody, zdrowy facet a
        kompletnie pozbawiony czułości i seksu w małżeństwie i nawet możliwości rozmowy
        na ten temat. Spotyka się z koleżanką z pracy. Przecież nie trzeba być tytanem
        intelektu żeby dojść do wniosku, że żona w tym akurat przypadku aż się prosi o
        zdradę. A że ta trzecia jest chętna? I co z tego? Żadnych zobowiązań od niego
        nie oczekuje, po prostu miło spędzają razem czas. A jak to było powiedziane
        wcześniej: przysięga małżeńska jej faceta, to JEGO sprawa, a nie jej.
    • 23.10.05, 13:50
      Myślę,ze sporą winę ponoszą też żony owych zdradzających facetów.W małżenstwie każdy ma swój wkład w związek.
      • 23.10.05, 13:59
        Czasami najbardziej tym, że są.....
        Potem tym, że są za dobre, a facet znudzony...
        ;)

        A poza tym ilu najpierw powiedziało, co im nie pasuje, szukało sposobów na rozwiązanie wewnątrz małżeństwa, a ilu od razu w innych ramionach?
    • 23.10.05, 14:38
      Przede wszystkim zdradzany jest ten, kto jest do dupy.
      Nie zdradza sie fajnych partnerow.
      Z tego tez wzgledu ja mam jedna zasade - nigdy moja partnerka nie bedzie
      kobieta, ktora zostala przez kogos zdradzona, bo to tak jakbym bral towar
      drugiej kategorii.

      --
      www.kominek.blox.pl
      <- tylko dla doroslych!
      • 30.12.05, 13:03
        Po części masz rację, po części nie. Moje wszystki partnerki miały ochotę na
        coś więcej, lub na powtórki jesli chodzi o łóżko. Jedna ex-małżonka, wysakiwała
        sobie na boki. Ale jak to mówi mój stary prostytutka to zawód, a k-wa to
        chrakter...
    • 23.10.05, 14:51
      poczytajcie - relacje z zycia wziete:

      f.kafeteria.pl/temat.php?id_p=24&start=0
      pozdrawiam kazda z 3-ech stron....
    • 23.10.05, 15:50

      Artykul jest chyba troche ukierunkowany, a moze w Polsce tylko mezowie
      zdradzaja?
      • 23.10.05, 19:18
        A jakie jest orzecznictwo sadow w tej sprawie?
        Gdy ktos potnie swoja byla?
    • 23.10.05, 15:50
      Życie po zdradzie jest możliwe i czasami wyglada lepiej niż przed zdradą.
      Zdrada uświadami to co negatywnego działo sią w związku i pozwala na jego
      naprawę.
      Wina za zdradę lezy po stronie zdrajcy i tej trzeciej pchającej się w cudze
      małżeństwo.... "suka musi dac, by pies mógł wziąźć".
      • 23.10.05, 16:36
        biedny jesteś i strasznie ograniczony, jesli kobieta to dla Ciebie "suka" a
        facet "pies".
        • 23.10.05, 19:21
          Nie bierz tego do siebie annnniu.

          • 23.10.05, 19:29
            oki :D
        • 25.10.05, 16:10
          A Ty znasz tylko "biedny jestes i ograniczony"?
          Nuda!!
      • 19.02.06, 13:25
        Zgadzam się z opinią cogita.Zdradzona.
    • 23.10.05, 16:30
      bzdura z tą niemożliwością. "Wewnętrzna wolność" i "leczenie uszczerbkow we
      wlasnym poczuciu wartosci" to zle kryteria. Prowadzą do samotności i
      zgorzknienia, a wtedy "wewnetrzna wolnosc i wlasna wartosc" sa tylko zrodlem
      cierpienia. Cóż bowiem znaczą w trakcie samotnej nocy?
      Jesli miedzy ludzmi istnieje milosc (oraz madrosc i to szczegolnie kobiety),
      jest ona w stanie przezwyciezyc chwilowa slabosc i trwac nadal. Unoszenie sie
      honorem i emocjami jest ryzykowne.
      Nie wymyslam sobie teorii, ale znam sprawe z przykladu bliskich mi osob.
      Kobieta okazala sie na tyle madra aby nie ulec intensywnym emocjom. A teraz...
      milosc trwa nadal. Wrocila bardzo szybko.
      Aby tego dokonac trzeba jednak, z pewnoscia zejsc z poziomu wlasnego egoizmu,
      ktory w obecnych czasach kroluje w kazdym z nas.
      Pozdrawiam was kobiety, bądzcie madre.
      • 23.10.05, 17:28
        przychylam sie do opini ze winny zdrady jest ten kto przysiegal a nie ten co
        wlazl na trzeciego
        ale z nastepujacymi uwagami:
        1. osoby trzeciej nie da sie uznac za "swieta" ale jej zachowania nie mozna
        porownac z kims kto zdradza swojego partnera!
        2. jesli osoba trzecia sie posliznie kiedys na mezu/zonie obcej zony/meza to
        jest tylko i wylacznie sobie winna, bo powinna wiedziec ze "jesli ten ktos
        takie numery wykreca tamtej/tamtemu to jak bedzie mial okazje wykreci takze i
        mi"

        poza tym mam dobry przyklad:
        zwiazek z kobieta, poczatek, po dwoch miesiacach mialem watpliwa przyjemnosc
        rozmowy z mezem(sic!!!) dziewczyny z ktora sie spotykalem, oczywiscie nie
        mialem pojecia ze miala meza!!!
        czy ktos uwaza ze bylem winien rozpadowi ich zwiazku? czy mialem sie tlumaczyc
        facetowi ze nie wiedzialem ze ona ma meza, w zyciu by mi nie uwierzyl, nawet
        sie nie wysilalem na takie tlumaczenia
        • 23.10.05, 17:46
          rozpatrijecie tylko problem winy, a n ikt nie zwraca uwagi oprocz vice_versa w
          poprzednich postach na przyczyny zdrady. to chyba prawda ze kobieta, z ktora
          sie zdradza to nasze ciagaty do niespelnionych marzen, przygod i wyjscia z
          rutyny. to w koncu urozmaicenie zycia, niestety kosztem trzeciej osoby. I
          zgadzam sie ze stwierdzeniem, ze nie mozna budowac szczescia na cudzym
          nieszczesciu, ale ludzie sa tak skonstruowani, ze przede wszystkim seksualnie
          nie potrafia cale zycue byc tylko z jedna osoba. byc moze winne sa hormony? W
          momencie slubu nie mozna przewidzeic jak sie bedzie rozwijala sytuacja po kilku
          latach.
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.