Dodaj do ulubionych

Cybermiłość

26.11.05, 13:16
Mało odkrywczy tekst. Szczególnie dla tych, którzy czytaja go w necie.
Edytor zaawansowany
  • niebieski_kaktus 26.11.05, 21:08
    Odkrywanie nowego wymiaru miłości jest zawsze odkryciem. Rozumiem, że ten tekst
    jest fragmentem większej calości. Bardzo wzruszyła mnie historia Kochaneczki i
    Quebecka. Trudno powiedziec, czy jest ona odkrywcza czy nie ale bije z niej prawda
    i porusza. Ciekawe czy mamac2 kiedykolwiek kochala i czy uwazała, że to jest
    malo odkrywcze. Ja w kazdym razie kupię tę ksiązke aby dowiedzieć się wiecej o
    jej bohaterach, mimo że bywam na czatach. I niejedno widziałem. Mamac2 zycze
    zdrowia, szczecia i pomyślności w miłości.
  • filo_de_putino 28.11.05, 00:49
    To było fascynujące. Ja tu, ona gdzieś tam. "Optycznie" w ogóle nie pasowaliśmy
    do siebie. Ona wysoka blondynka, ja grubawy kurdupel. Ona wykształcona
    dziennikarka, ja baran bez szkoły. Nie przeszkadało nam to jednak pisywać do
    siebie codziennie, codziennie wysyłać sobie inne piosenki, zwierzać się,
    imponować sobie.
    Nigdy się nie spotkaliśmy. Nigdy nawet nie rozmawialiśmy przez telefon. Już nie
    piszemy do siebie tak często. Ona wróciła do dawnego chłopca. Wyszła za niego,
    urodziła mu córkę. Ale nawet teraz co jakiś czas napisze, wyśle zdjęcie
    córeczki. To miłe.
    Ta znajomość była fajniejsza niż wszystkie realne znajomości z kobietami.
    Brakuje tylko możliwości podarowania kwiatów, pogłaskania po głowie, spaceru...
    Dlatego długo jeszcze realne partnerstwo będzie bardziej "w cenie"!
    --
    www.kochamy-ojca-dyrektora.pl
  • naphta 28.11.05, 03:00
    > Brakuje tylko możliwości podarowania kwiatów, pogłaskania po głowie,
    spaceru...
    > Dlatego długo jeszcze realne partnerstwo będzie bardziej "w cenie"!

    Jeszcze długo? Zawsze wirtualna znajomość będzie protezą. Bez fizycznego
    kontaktu (nie chodzi tylko o seks, ale o fizyczną bliskość) ''miłość''
    wirtualna mało znaczy. Internet może być co najwyżej biurem matrymonianym (zła
    nazwa, nie musi chodzić o małżeństwo). Jeśli nie poczujesz, jak pachnie Twoja
    dziewczyna, nie dotkniesz jej dłoni, nie przytulisz jej gdy jest smutna, nie
    masz szans na prawdziwą miłość.
    IMHO.
    Pozdrawiam
    Naphta

    --
    Tak, przechodziliśmy. Z tragażami. Bardzo Cię polubiłem Rysiu.
  • carolina.b 13.01.06, 14:36
    A wiesz..... ja dostałam kwiaty, świeże cuuudne róże. Przyniósł mi jej kurier.
    Nie pomyślałeś o tym? A bliskośc....wiesz, jak się bardzo chce to można poczuć
    ciepło łapek nawet na odległość. POZDRAWIAM :)
  • interesujace 13.01.06, 16:08
    To interesujace... Jej kurier? czyli - Karolino, to ONA jest ta wybrana? A
    kurier to chyba nie byl jej kurier (przyniosl, mogla sama wtedy przyniesc?),
    moze kurier miejscowy?
  • carolina.b 15.01.06, 21:18
    Ej, złosliwcze :) To był posłaniec z kwiaciarni. Źle sie wyraziłam. Ale kwiaty
    były cuuuudne. Zasuszyłam je :) Pozdrawiam
  • interesujace 16.01.06, 20:13
    ech tam! zaraz zlosliwiec;)
    kurier juz wiadomo, ze z kwiaciarni, gdzie mieszkasz a ta osoba wybrana? Nie
    odpowiedzialas, czy to Ona czy On, czy tez zle sie wyrazilas? Nie
    odpowiedzialas na to:)
    taki tam Czepialski;)
    Pozdrowienia:)
  • pj.pj 28.11.05, 10:53
    > Bardzo wzruszyła mnie historia Kochaneczki i
    > Quebecka. Trudno powiedziec, czy jest ona odkrywcza czy nie ale bije z niej
    > prawda i porusza.

    Dla mnie bije z niej deja vu... Jakies chyba 2 lata temu moja kolezanka uzalezniona wtedy od czatu (juz jej przeszlo) i - zbieg okolicznosci - rowniez nieszczesliwa z powodu nadwagi, poznala tam faceta wypisz wymaluj Quebec, wiek, pochodzenie, ksywa tez w tym stylu, tyle ze akurat byl bossem w wydawnictwie - obiecywal, obiecywal, zwlaszcza ze jej przysle mnostwo ksiazek i na pewno przyjedzie. Koniec byl IDENTYCZNY z tym opisanym w tekscie, sforwardowala mi jego maila, wiec wiem.
  • kitek_dla_mysi 02.12.05, 00:51
    A ja spotkałem prawdziwą miłość w internecie. I nie sądze żeby był to zaledwie
    1% tych którzy zostają ze sobą na dłużej. My jesteśmy razem już 2 lata, mimo że
    dzieli nas prawie 700 km. Czujemy sie szczęśliwi, czekamy na siebie od wyjazdu
    do wyjazdu i niesądze żeby to sie rozpadło. Uderzyło nas nasze podobieństwo, i
    od tego sie zaczęło, musze przyznać że mieliśmy szczęście, że to uczucie oparte
    na znajomości wirtualnej potwierdziło sie w rzeczywistości :)
    Pozdrawiam i życze tyle samo szczęścia

    Jesteś moją księżniczką Monisiu <3
  • sok_z_zuka 27.11.05, 19:44
    W sieci każdy jest głodny miłości. I marzy o miłości i ukochanym który okaże
    się ksieciem na białym koniu i w lśniącej zbroi. Net to piekna bajka. Sama jej
    uległam kiedys i cierpialam. Poczytam przyklady i komentarze do nich. Lepiej
    sie pouczyć na cudzych błedach. Kiedy ta książka bedzie w ksiegarniach ?
    Pozdrawiam autorow !!!!
  • ksiezniczka2 27.11.05, 21:33
    Tak właśnie jest a właściwie było w necie . Tak może z parę lat temu. Ale to
    prawda ludzie tutaj najczęsciej szukają milości , czesto sie jednak do tego
    nie przyznają . Teraz jednak nikt w " ciemno " nie spędza z kims dłuższego
    czasu . Są już dla wszystkich cenowo dostepne kamerki . Osoba ktorą sie
    poznaje i zaczyna z nią pisac , zaraz jest ciekawa naszego wygladu .No i
    wzajemnie . Myślę że nikt już nie ryzykuje i nie zawiera znajomosci nie wiedząc
    z kim.
    Ksiażka będzie z pewnością bardzo interesująca . Gdzie ją można kupić ???
    Chetnie przeczytam .
  • ludowy_front_judei 27.11.05, 21:48
    mało odkrywczy, ale prawdziwy. Puste znajmości to może być dobra odskocznia od
    rzeczywistości, ale na krótko. Łatwo się zachłysnąć możliwościami, które daje
    taka znajomość. Czat to dużo ściemy, ale przy tym ogromna otwartość. Ja na
    czatach wyrzuciłam z siebie wszystkie bolesne tajemnice, bardzo mi to pomogło,
    tylko że zaczęłam cenić bardziej wirtualnych znajomych od bliskich z realu. Po
    paru miesiącach ircowanie zaczęło mnie wkurzać, bo z wygłuszacza problemów samo
    zrobiło się problemem, niby życiowe(w miarę;) rozmowy prowadzisz,a na życie
    rzeczywiste nie masz przez to czasu. Nie czatuję, myśl o czacie i płytkich
    znajomościach stamtąd rodem mnie mierzi. Pozdrawiam wszystkich uzależnionych:)
  • nieznajoma44 27.11.05, 22:27
    Małe mam jeszcze doswiadczenie w necie.,ale myślę ,że jest dużo prawdy.I
    chialabym sie przyznac ,że rajcuje mi net:)))pozdrawiam
  • karotkaa1 27.11.05, 23:21
    No i niestety w wiekszosci tak jest, ze na czacie wielu chce sie
    dowartosciowac, wyidealizowac to o czym zawsze marzyli, ja przezylam wielka
    milosc na necie, ktora przeszla w real, ale obojgu nam nic nie brakowalo nie
    musielismy uchodzic za kogos innego nizli jestesmy w rzeczywistosci. To co
    opisali autorzy jest smutna prawda, niestety.
  • ewunia212 28.11.05, 00:05
    Nie wiem co tam wypisujecie ale ja teraz wlasnie cos takiego przezywam i jest
    cudnie -jest ktos kogo kocham i jest ktos kto mnie kocha ,kto sie o mnie
    troszczy -mam nadzieje ze piszemy do siebie prawde -wierze w to -ja nie ukrywam
    niczego wszystkim zycze takiej milosci
  • bluesy 28.11.05, 00:52
    ja moje ircowanie przyplacilam malzenstwem z osoba z ktora czatowalam przez 2
    lata. Czasami naprawde mozna znalezc kogos do rzeczy, i znajomosc wcale nie
    musi konczyc sie na sieci. Wiem ze sa to nieliczne przypadki, ale zdarzaja sie
    jednak
  • winka53 28.11.05, 01:13
    <uwazam,ze net...nierealnoscia jest,jesli ktos mysli o milosci...
    <jest dobry na znajomosci rozne..
    <daje wwiele mozliwosci...ale tylko dla rozsadnych,ktorym nie jest potrzebne
    dowartosciowanie..........
  • czarnooka18 28.11.05, 01:27
    też w necie poznałam swoją miłośc...może jeszcze nie męża ale napewno najwspanialszego męzczyzne jakiego tylko mozna sobie wyobrazic - i w dodatku nie tylko wirtualnego :))
  • agathach1 29.11.05, 21:34
    Poznaliśmy się w internecie, spotkaliśmy się w realu i od kilku lat jesteśmy
    małżeństwem, spodziewamy się dziecka. Jest cudownym facetem, bez wad. Nikt z
    naszych znajomych ani rodzina nie wie jak się poznaliśmy, ukrywamy to przed
    wszystkimi, nawet wyparliśmy to z własnej pamięci. Żadno z nas nie wchodzi od
    tego czasu na czaty ani serwisy randkowe. Piszę o tym pierwszy raz aby dać
    nadzieję tym wszystkim, którzy czują się samotni i nieśmiali.Z moim mężem
    jesteśmy jak połówki jabłka ale nasze drogi nigdy nie przecięłyby się bez
    internetu, nie było takiej możliwości gdyż mieszkaliśmy i uczyliśmy się,
    spędzaliśmy wakacje - w innych miejscowościach, Jednocześnie ostrzegam, że
    zanim trafiłam na tego jedynego minął prawie rok na bezsensownych
    znajomościach, olbrzymich rachunkach za internet, zaniedbywaniem obowiązków,
    totalnym uzależnieniem oraz kilku koszmarnych romansach, które staram się
    wymazać ze swojej pamięci. Nie zwierzyłam się z nich nikomu bo faceci byli
    najgorszymi popaprańcami. Miałam na prawdę szczęście, że w końcu spotkałam
    mojego mężą ale te wszystkie niechlubne przygody pozwalały mi przynajmniej
    zachować nadzieję kiedy było mi strasznie smutno i może dzięki nim nie wopadłam
    w depresję. Pozdrawiam wszystkich i życzę powodzenia.
  • ag1111 28.11.05, 01:35
    Prawdziwy tekst.
    Niestety...
  • praktyczna_cybersuka 28.11.05, 01:45
    Pewnie "Zaczatowani" to poważny zarys psychologii czatowania czy surfowania.
    Może, ale mniejsza o to.
    To o czym tu piszą autorzy – to i ja odkrywam. Widzę w cybermiłości (i w
    czatowaniu) zarówno ogromne plusy, jak tez ogromne minusy. I pewnie o tym jest
    ta książka. Jak czytam o tych zaczatowanych to w jednym momencie kiwam
    potakująco głową, a w drugim ze złością. Bo siebie tam od czasu do czasu też
    widzę. I to mnie z jednej strony napawa lękiem a z drugiej, rozumiem innych
    zaczatowanych. Bo każdy zaczatowany jedzie na tym samym wirtualnym wózku.
    Zgadzam się z autorami, że aby tu bywać, trzeba mieć ułożone życie i wartości a
    nie żyć złudzeniami. Sama wiem po sobie, że pozbycie się złudzeń okazuje się
    największa trudnością w każdym nałogu. Ja też jestem w takim cybernałogu od 2
    lat. Nie powiem, przyjemnym ! Zawsze, kiedy wylogowuję się z sieci następuje
    walka wewnętrzna. Pocieszam się, że mam rozum jeszcze, że wystarczy lekki
    dystans i wiedza jak łatwo odróżnić prawdziwą miłość od tej wirtualnej tylko.
    Tylko gdzie tej wiedzy szukać ?????????? Tego chyba lepiej uczyć się
    praktycznie, na opisanych przypadkach bo mniej to nas kosztuje. I pod tym kątem
    poczytam sobie książkę, bo takiej jeszcze chyba nie było. I o tych plusach i
    minusach czatowania i czego, kurcze, jest więcej. To bedzie odkrywcze !
    Pozdro dla autorów, EWELINA
  • praktyczna_cybersuka 28.11.05, 02:02
    mamac2 napisała:

    > "Mało odkrywczy tekst. Szczególnie dla tych, którzy czytaja go w necie."
    Ja uważam inaczej. Dla tych którzy wejdą do sieci i dla tych którzy nie moga z
    niej wyjsc moze sie okazac odkrywczy. Przejrza sie w nim jak w lusterku i
    odkryja siebie takimi jakimi są naprawdę. Odkryją tez dlaczego ludzie wchodzą i
    dlaczego (a co najważniejsze - jak!) wychodzą ze szponów uzależnienia od
    cybermiłości, flirciow i cybersekszenia na czacie. Może Ty, mamac2 masz jakies
    odkrywcze sposoby ? Czekamy z niecierpliwoscia.

  • kotek212 28.11.05, 02:30
    Artykuł ciekawy , dający wiele do myślenia . Poproszono mnie o komentaż , mam
    problem . Napisze krótko . Wiekszość flirtuje aby się dowartościowac .
    Przedstawiają siebie jako istoty wyjatkowe , inteligentne ,piękne itd .Kłamią .
    Pytanie dlaczego ? Myślę. że tak naprawdę czują się samotne i potrzebują kogoś
    kto wypełni tę pustkę .Zastanawia mnie to czy zdają sobie sprawę jaką szkodę
    mogą wyrządzić tej drugiej osobie . Pisanie prawdy też może dać ciekawe
    efekty .Ja właśnie tak robie , jest super . Warto spróbować . ok miało być
    krótko
  • sociopata 28.11.05, 04:53
    przeczytalem wasze posty i postanowilem sie zapytac jak mam sobie poradzic z
    taka sytuacje: otoz poznalismy 3 miesiace temu na necie i tak jak piszecie
    bardzo ladnie wszystko sie ukladalo do momentu jak zaproponowala kamerke.
    Poniewaz nie mialem pieniedzy na kupno komery to zakup musial troche poczekac.
    oczywiscie Ania tez cierpliwie czekala z podlaczeniem swojej, wtedy nie
    rozumialem dlaczego. Po trzech miesiacach, przyszla kolej na kupno kamery (nie
    chcialem byle jakiej) i nawet udalo mi sie ja zainstalowac po kilku dniach i
    dzwonieniu do micro$oftu po instrukcje co z tym nowoczesnym fantem zrobic.
    Przyszedl moment kiedy wymienilismy nasze wizerunki. Matko siwa, zobaczylem
    spasiaka ponad wszelkie normy. mowila mi co prawda ze jest z tych o 'grubszej
    kossci' ale to byl potwor i do tego starszawy bo miala chyba z 32 lata! Ma tez
    jakas edzeme czy inna luszczyce ktora usilowala zamaskowac makijazem co dalo
    straszny efekt w moje kamerze ktora nmie ma kompensacji redeye. makabra.
    Oczywiscie zachowalem sie jak dzentelmen i nawet nie mrognalem, powiedzialem ze
    mi sie bardzo podoba i rzeczywiscie ma ladna szyje (tak sama o sobie pisala co
    mi powinno bylo dac do myslenia ze cos ukrywala).

    Teraz mi wstyd, bo widzial ja moj mlodszy brat i wszyscy sie dowiedzieli.

    Jak jej powiedziec zeby jej nie zranic? Ona natomiast mi sie wrecz oswiadczyla i
    zaczela mi mowic ile dzieci bedziemy mieli, to po prostu zaszlo juz za daleko.
    Jak to zle forum to przepraszam. Jurek.
    --
    Prawdziwy Mężczyzna
  • kosmiczny1 28.11.05, 09:13
    Ale albo blefujesz, albo masz obie łapki w nocniku :)) Stary, ja też miałem
    bliskie spotkania ze światłowodowymi monstrami. Masz rację, trzeba się zachować
    do końca jak gentelman, ale NIE WOLNO Ci pisać, że ona jest ładna, że Ci się
    podoba!! Stary, oszukujesz ją, ale przede wszystkim siebie, bo słowa mają moc
    sprawczą. Trzeba taktownie się wycofać, a nie zaklinać, ze ma ładną szyję ;)))
    Pozdrawiam, dobrze, że jeszcze sobie dzidzi nie zrobiliście ;))) P.
  • sociopata 28.11.05, 16:11
    wiesz zupelnie nie rozumiem jak mozesz byc tak wulgarny i cyniczny. Nie
    kochalismy sie jeszcze wiec o dziecku nie ma mowy a o ladnej szyji ja jej nie
    mowile, moze nie zrozumiales, ale ona mi mowila i ta szyjka to byl blef bo
    okazala sie spasiakiem z ladna szyjka!!! Nie wiesz jak to jest ze mowi ci ze ma
    ladna talie a ma przy okazji podwojnego zeza w dwoch plaszczyznach, albo trzech?
    One tak robia zeby sie lepiej wydac przez ten cybermeatmarket. Nadal nie wiem
    czy zartujesz czy nie zeby jej powiedziec ze nie am zadnej mozliwosci zebysmy
    sie nawet spotkali a juz o dziecku tak jak ona planuje to jest przerazajace.
    Brat sie nasmiewa, na klatce schodowej ludzie sie na mnie patrza, no slowem nic
    tylko moj obled sie powieksza do rozmiarow ze nie moge sobie z tym sam poradzic!
  • kosmiczny1 29.11.05, 14:00
    Socjopato nie wiem czy jeszcze to doczytasz. Otóż nie jestem w mojej wypowiedzi
    wulgarny (miałeś na myśli słowo "nocnik" zarzucając mi wulgarność??) a jedynie
    trochę cyniczny, i owszem... Bo, powiem Ci szczerze, żałosna była Twoja
    naiwność, skoro dałeś się tak pod ścianą postawić, że teraz trzęsiesz sie ze
    strachu. Pamiętaj naiwność jest grzechem. A inna historia, że laska nieźle Cię
    owinęła wokół palucha, to się chyba nazywa lekki szantażyk emocjonalny, skoro
    teraz tak Tobą telepie. Z szyją zrozumiałem i, uwierz mi, moja wypowiedź miała
    jedynie na celu dodanie Ci siły i danie jakiejś nadziei, że jeszcze się z tego
    możesz wyplątać zachowując resztki twarzy (przed sobą przede wszystkim). Oki,
    potraktuj moją odpowiedź poważnie :) I podziel się refleksami "po wszystkim" :)
    Pozdro. P.
    ps: ciekawe ile lat ma socjopata??
  • juz_spokojna 28.11.05, 21:35
    Nie powinieneś jej mówić że Ci sie podoba. Powiem jeszcze jedno może miales zle
    ustawioną kamerke i ona moze być duzo ładniejsza. Ja mam pol wieku już a w
    kamerce wygladam jak młoda piekna dziewczyna . Chcesz sprawdziec?????
  • wieszczus 28.11.05, 05:26
    Witam.

    Różnica czasu między Polską a Kanadą to maksimum 9 godzin w zachodniej części
    Kanady, a na wschodzie to 6 godzin. Poza tym teks jest naprawde kiepski.

    Pozdrawiam wszystkich marzycieli.
    wieszczus
  • esmeralda_pl 28.11.05, 08:52
    no właśnie, też było takie moje spostrzeżenie...
    Ja swojego przyszłego męża poznałam przez internet - wcale nie myśleliśmy o
    parowaniu się... spotkaliśmy się na żwyo i wiedzieliśmy, że chcemy być razem na
    zawsze... Jedyne co może nam pokrzyżować plany, to kwestie emigracyjne, bo w
    przypadku Kanady nawet małżeństwo nie jest uproszczeniem różnych spraw
  • cleer13 28.11.05, 10:17
    A mnie własnie rozwala sie związek przez wirtualny świat mojego męza. Najpierw
    wchodzil na czaty, wyszukiwał panienki na blogach, przechodzil na maile, na gg,
    jak sie wściekalam tlumaczyl,ze to zabawa, za każdym razem obiecywal ze z tym
    skończy,tłumaczył zebym nie myliła świata realnego z wirtualnym, robił ze mnie
    zazdrośnice, ktora z żartów robi histerię. A teraz juz wiem,ze spotykał sie,
    spotyka(?) nadal z z jedną , dwoma? wieloma panienkami, paniami poznanymi w ten
    sposób. Długo to staralam sie wytrzymać, za każdym razem mówilam sobie,ze to
    juz ostatni raz, ale to nie mija, a ja juz mam dość... rozstaję sie z nim..
    O tej stronie tych wirtualnych romansów nikt nie mówi. Czesto ludzie tam
    wchodzący sa w związkach , po 10 i więcej latach nie sa to związki tak gorące,
    jak te czatowe i przez takie "zabawy" te związki rozwalaja sie.I pewnie
    panienki z nim romansujące ( on ma ok 50) nawet nie wiedza ze rozwalily całkiem
    udane małżeństwo, bo przed nimi udawal wolnego czlowieka.
  • esmeralda_pl 28.11.05, 12:13
    Bardzo współczuję... ale chcę zaznaczyć, ze ani ja ani mój chłopak nie byliśmy
    w zadnym związku, tym bardziej małżeńskim...
    Ja miałam wówczas 25 lat, on 27
  • ktosia40 28.11.05, 13:24
    Tak naprawde to chyba ten twoj maz Ciebie nie kochal skoro spotykal sie z
    innymi, byc moze brakowalo mu czegos, czego Ty mu nie potrafilas dac. Moj
    zwiazek walil sie od lat i dopiero moje wejscie na czata uzmyslowilo mi, ze tak
    naprawde nic nas nie laczy. Lepiej pozno niz wcale, kazdy ma prawo do
    szczescia. Pozdrawiam
  • leo_tax 28.11.05, 16:36
    zastanow cie cleer - wszedzie tam gdzie sa ludzie plci obojga...........zawsze
    bedzie porzadanie.Gdyby twoj maz pracowal w szpitalu - to zapewniam ze znalazl
    by dla siebie obiekt(ten szpital to tylko przyklad)A to ze siec zapewnia
    1000krotnie wiecej mozliwosci .............to juz inna sprawa.
    aha i jeszcze - jesli raz wybaczysz zdrade bedziesz zdraszana po wieki
    amen
  • ewasewa 24.03.07, 01:13
    Wielu to robi i robią to z wielka wprawą. A jakie bajeczki są w stanie
    wyprodukować!!!
  • ax82 28.11.05, 10:24
    Miłość z neta - to napiękniejsze uczucie jakie dostałam od losu.Pomimo tego że teraz cierpie,nie żałuje.
    Poznaliśmy się w styczniu tego roku.Wiedziałam że musze poczekać do sierpnia jak wróci do Polski.Czekałam cierpliwie.Były rozmowy na gg, przez skype, potem telefoy.Moja miłość rokwitała.Byłam szczęśliwa.Wkońcu doszło do spotkania.Spotkanie potwierdziło to, że Kocham Go. .... Od 3 miesięcy jestem sama. Moje uczucie nie wygasło ...
    -------
    Asia
  • esmeralda_pl 28.11.05, 12:14
    a on był tobą rozczarowany?
  • autumn_mist 28.11.05, 10:51
    Hehe, parę lat temu też bawiłem się w czaty. Ale moim "problemem" było to, że
    właśnie nie potrafiłem ściemniać i wszystko mówiłem o sobie jak na
    spowiedzi. ;) Spotykałem się też z dziewczynami z czatów, wymienialiśmy się
    zdjęciami, jak mieszkały daleko, ale nigdy jakoś nie trafiłem na kogoś, kto
    kreował się wyraźnie na inną osobę niż w rzeczywistości. Może ci "prawdomówni"
    jakoś sami się dobierają?

    Co do "miłości" na odległość to dla mnie fikcja. Internet jest genialnym
    narzędziem do poznawania ludzi, ale na tym kończy się jego rola. Miałem zasadę,
    że jeśli dziewczyna spodobała mi się w sensie nadziei na "coś więcej",
    doprowadzałem do spotkania po paru czatowych rozmowach. "Czajenie" się
    miesiącami jest bez sensu i niestety może być powodem rozczarowań. Podejrzane
    jest właśnie, kiedy ta druga osoba nie chce się spotkać, Znaczy to, że albo
    traktuje znajomość jak rozrywkę i nie chce niczego "więcej", albo ukrywa coś.
    Oczywiście miałem też znajomości nastawione tylko i wyłącznie na czatowanie i
    mailowanie, co z drugą stroną wcześniej uzgadniałem, żeby nie było wątpliwości.

    Problemy ze znajomościami internetowymi mają Ci, którzy mają problemy ze
    znajomościami w ogóle. Najczęśniej ludzie z kompleksami (natury "cielesnej"),
    którzy myślą, że internet ich z nich wyleczy. Oczywiście to fikcja. Czaty są
    natomiast świetną szkołą podrywania i uwodzenia dla ludzi, którzy są nieśmiali,
    nie bywają na imprezach, mają mało znajomych.
  • peaeszet 28.11.05, 21:53
    Chciałem to napisać, ale już nie muszę. Święte słowa. Bogatą mam dość
    przeszłość netową, ale ani razu się nie spotkałem z kobietą, która grałaby
    kogoś innego. Prawdopodobnie dlatego, że to wyczuwa się natychmiast... Poza
    tym, internet (irc, gg itp itd) jest fantastycznym wprost źródłem orientacji
    czy oceny "wartości" drugiej osoby. Wystarczają trzy, cztery rozmowy i już
    wszystko wiadomo: dowcipna czy nie, rozumie dowcipy czy nie, ma coś sensownego
    do powiedzenia czy nie, zdrowa czy nie ;-)) Reszta - jak u autumn_list. :-)
  • jagabus 28.11.05, 10:54
    Bardzo kiepski tekst. Nic odkrywczego. Jak obrazki spisane z cudzego zycia.
    Brak wniosków, głębi, płycizna. Sam w sobie tamat b. ciekawy. Szkoda, że tak
    powalony tekstami typu cybermiłość czy seks w sieci... . Tylko tyle
    widać????????? i tylko tyle można o tym pisać????? nie wierzę:)))))))))
  • bes5 28.11.05, 11:18
    Przejmujące. Wszystko co do tej pory czytałem o necie było banalne, płytkie i
    schematyczne a ten tekst czuje się, że jest prawdziwy. Że dotyka istoty tego co
    się dzieje w necie i poprzez net. Z niecierpliwością czekam na całość.
  • klewinowo 28.11.05, 12:00
    tekst średni jednak Wasze wypowiedzi kochani .............. Jesteście wspaniali
    .W sieci nie ma ludzi szcześliwych , szczęsliwi sa razem i ciesza się swoim
    szczęściem.
    Dzieki czatowi , netowi jestem udało mi się przejść najczarniejsze chwile w
    życiu , kiedy mój świat się zawalił.
    Na czacie poznałem niespełnioną miłośc do której wzdycham do dziś. rozkochałem
    w sobie kilka dziewczyn i tutaj mam kaca bo było to uczucie nieodwzajemnione.
    Nabrałem dystansy do siebie samego i znajomości czatowych
    Ale naprawde niewazne jest co się stanie potem ten ciąg jest cudowny i wiem że
    świadomośc posiadania kogos jest ważniejsza od jego fizycznego być.
    Pozdrawiam
    p.s. Zawsze o sobie mówie prawde i najgorsze jest to że coraz częsciej trafiam
    na cudowne dziewczyny ,mądre o bogatym wnętrzu jednak niestety maja po ok.30
    lat i sa najzwyczajniej dla takiego starego piernika za młode (mam półwieku) i
    w realu te znajomości są bez szans.
  • zzzzzzzaz 28.11.05, 11:50
    Nie wiem dlaczego ale kazdy czat porownuje to biura matrymonialnego, a nikt nie
    bierze pod uwage tego, ze na czacie ludzie nie tylko flirtuja ale rowniez
    poznaja ludzi z ktorym moga pojsc na impreze, spotkac sie przy piwku lub tylko
    pogadac...
  • konelia 28.11.05, 11:58
    Hmm.. to moze i ja ksiażke wydam ? Z moim obecnym mezem, na etapie poznawania
    sie prowadzilismy naprawde ciekawe rozmowy ... jest tego w sumie 600 kartek
    (dwustronnie zadrukowanych) tekstu czcionka 10 ... a to sam log z irc'a .. do
    tego byly maile, sms'y, gg ...
    Czasem wracam do tego zeby sobie poprzypominac... naprawde fajnie bylo :)
  • ktosia40 28.11.05, 13:31
    Ja tez mam zachowane wszystkie rozmowy z moim mezczyzna i nie zamierzam wcale
    wydawac ksiazki to zbyt osobiste. Pozdrawiam
  • desdemona_1 28.11.05, 12:00
    Ludzie, przeciez to tylko fragment tej ksiazki. Na pewno w calej jest o tym
    wszystkim, co piszecie.ja czatuje od 5 lat. To znaczy czat mi sie juz pzrejadl,
    znudzil. xaprzyjaznilam sie z kilkoma osobami, pzrezylam wiele rozczarowan.
    gydbym mogla cofnac czas. w zyciu bym nie weszla na czata. Mam nadzieje, ze
    autorzy o tym tez pisza. Chce przeczytac calosc i dopiero wtedy ocenie, na ile
    ksiazka wyczerouje problem. Na razie nie bylo takiej o czatach, zeby ujmowala
    caly temat. Dobrze, ze powstala. Pozdrawiam czatowiczow i autorow.
  • cleer13 28.11.05, 12:50
    A ja pozdrawiam wszystkich partnerów tych czatujących. Przecież większośc z
    tych ludzi cztujących w realu jest czyims mężem czyjąs żoną, jak sobie
    wspolmałżonkowie czy partnerzy radzą w takim czasie, jak znoszą te romanse i
    flirty?
  • desdemona_1 28.11.05, 13:03
    Oto wlasnie istotne pytanie. MOim zdaniem kazdy zwiazek jest zagrozony, jelsi
    partner czatuje. Kilka malzenstw moich kolezanek rozpadlo sie pzrez czat. Moze
    powinien byc zabroniony?
  • lacitadelle 28.11.05, 14:27
    Ha!

    pytanie, czy gdyby nie czatowal, to nie szukalby romansu w realu? A to chyba
    moze byc grozniejsze...

    ja kiedys przezylam taka historie:

    to bylo na pierwszym roku studiow - pierwsza fascynacja mozliwoscia rozmowy z
    innymi na czacie polaczona z bolem po nieszczesliwej milosci w realu sprawily,
    ze sporo czasu zaczelam spedzac spotykajac sie wirtualnie z fanami zespolu SDM.
    Bynajmniej nie szukalam tam milosci, co najwyzej rozmowy z ludzmi o podobnych
    zainteresowaniach, oderwania sie od bolacej rzeczywistoci. Owszem, czasem
    poflirtowalam, ale raczej dla zabawy.
    Jak to zwykle bywa, z 2 osobami zaczelam dogadywac sie lepiej. Jedna z nich byla
    kobieta, z ktora znajomosc do dzis bardzo milo wspominam. Druga byl facet -
    moglismy dlugo rozmawiac o muzyce i poezji. Tak, na poczatku mialam smieszne
    marzenia, ale szybko okazalo sie, ze on jest starszy, zonaty i z dziecmi - jego
    syn byl w moim mniej wiecej wieku i glupie marzenia przeniosly sie raczej na
    niego. Poza tym stwierdzilam, ze moj znajomy z sieci to swietny material na
    przyjaciela - taki ojciec, z ktorym mozna porozmawiac nawet o rozczarowaniach
    milosnych. On mnie pocieszal, ale jednoczesnie opowiadal duzo o sobie, wysylal
    zdjecia. Wkrotce okazalo sie, ze ma problemy z zona, wiec ja tez (o glupoto!)
    staralam sie go pocieszyc i doradzic. Bomba wybuchla dosyc szybko - wyznal, ze
    mnie kocha i chce zostawic zone! Ja juz wtedy powinnam byla zniknac, ale gdzie
    tam - probowalam go odwiesc od tego pomyslu, jednoczesnie informujac, ze ja jego
    uczuc nie odwzajemniam. W odpowiedzi przeslal mi prospekty z egzotycznymi
    wakacjami z prosba, zebym wybrala te, na ktore polecimy razem... Nadal staralam
    sie perswadowac, wiec on zaczal gorozic, ze przyjedzie do mojego miasta, zeby
    mnie odnalezc... w tym momencie przestraszylam sie na serio i urwalam kontakt -
    nie pojawialam sie na czacie, przestalam odpowiadac na rozpaczliwo-grozace
    maile. Czulam sie okropnie - niesmaku po tej historii wystarczylo, by nie wrocic
    juz nigdy na czat.
  • agni8 28.11.05, 21:46
    Witam! też byłam zazdrosna, wściekła, gdy mój mąż czatował, oczywiście z
    kobietami, a ze mną nie chciał rozmawiać. I w końcu te jego niewinne flirty
    przerodziły się w realny związek z inną. Dopiero wtedy dotarło do mnie, że nie
    potrafiliśmy ze sobą rozmawiać, a każde z nas żyło ze swoimi problemami, nie
    mówiąc o nich partnerowi. Mam żal do niego,że nie mówił mi,co czuje,że jej to
    powiedział. Czat dał mu okazję do poznania kogoś i do zdrady. Ja też nie byłam
    bez winy. gdybym miała więcej możliwości, może tez bym go zdradziła - myślałam o
    tym. W imię zasady pięknym za nadobne, albo wet za wet.
    Jesteśmy wciąż razem. Daliśmy sobie szansę. Po szczerej rozmowie. I to jest w
    związku najważniejsze - umiejetność rozmowy. Czego Wam wszystkim życzę.
    pzdr Agnieszka
  • ktosia40 28.11.05, 13:01
    Ksiazka zapowiada sie bardzo ciekawie, wzbudza emocje i to jest wazne. Uwazam,
    ze kazdy znajdzie tutaj namiastke samego siebie, bo tak jest. Kazdy przezyl
    badz przezywa milosc netowa, znam to bo jestem w takim zwiazku z mezczyzna juz
    od prawie roku, jednak nigdy sie dotad nie spotkalismy, oboje sie kochamy
    przebywamy ze soba codziennie ale brakuje reala. Wiem, ze gro osob boi sie tego
    pierwszego spotkania. Ja ze swojej storny chcialabym podziekowac autorom za
    pomysl, ktory jest bardzo trafny i polecam ja kazdemu i tym, ktorzy sa na necie
    i tym, ktorzy zamierzaja wejsc. Pozdrawiam
  • niebieski_kaktus 28.11.05, 13:34
    Cybermilosc to jak pole minowe (to nic ze witualne). Ciekawe jak przejsc przez
    nie. A mowi sie ze cybermilosc i cyberseks sa "bezpieczne" - bo bezcielesne, bez
    kontaktu fizycznego, bo zawsze mozna wyłaczyć komputer i nie czatowac ....Czy wy
    tez tak uwazacie ? Napiszcie
  • hadassa79 28.11.05, 14:28
    Ofca i Tygrys, zanim stali sie Ofca i Tygrysem, tez szukali w zyciu, jak
    wiekszosc zreszta z gatunku homo sapiens, milosci, moze i nickow tez po kilka
    mieli... Probowalam sobie wlasnie dzis przypomniec jak to bylo; pierwszy anons
    na cefe gazeta datuje sie na 19 lipca. Ale gdzies dopiero od pierwszego tygodnia
    sierpnia znajomosc wirtualna nabrala szybszego tempa. W polowie sierpnia mialam
    juz bilet z Dublina do Newcastle; za 10 dni On w odwrotnym kierunku. Potem to
    juz byla tylko kwestia organizacji:) 25 wrzesnia zostalam "porwana" niczym
    piekna Cyganka z piosenki. Nie zaluje ani jednego milimetra decyzji ktora
    podjelam, zmieniajac swoje zycie o 180 stopni- kraj, prace, otoczenie, dom;
    pierwszy raz w zyciu zamieszkalam z mezczyzna, jejku, jaka to frajda. A gdy
    uslyszalam ze to dopiero poczatek z tych co najmniej 50 lat razem, to tylko
    czasem juz patrze na zachod i nuce: "in Dublin fair city...". Teraz to juz nie
    ma znaczenia gdzie, najwazniejsze by z Nim!!!
    Pozdrawiam wszystkich ktorzy wierza,
    Ofca
  • niebieski_kaktus 28.11.05, 19:32
    Piekna historia hadassa79 ! Z happy endem. Czat i cybermiłość zmieniły calkiem
    twoje zycie,wywróciły pozytywnie. Napisz po ilu dniach znajomości na czacie
    wyznaliscie sobie milość ? I czy On jest twoją pierwsza miloscia ?
  • hadassa79 29.11.05, 11:07
    Widze, tzn czytam, ze doswiadczony jestes w materii cybermilosci Kaktus - rady,
    porady, trafne refleksje:) A o to odpowiedzi na powyzsze pytania:
    1. nasza znajomosc na cafe gazeta trwa do dzis- wciaz pisujemy do siebie od
    czasu do czasu, tak poprostu, bo czasem latwiej napisac co ci w duszy gra niz
    powiedziec, a poza tym jest to jeden z tysiecy mozliwych sposobow na okazanie
    swoich uczuc (obok np rozklejania po domu malych zoltych karteczek)- milosci,
    radosci, podekscytowania; na podziekowanie za kazdy wspolnie spedzony dzien; w
    koncu jest to jakas tam metoda na "podrywanie sie" i wyrazanie swego
    zainteresowania i podziwu dla atrakcyjnosci partnera, bo pozadania przeciez
    nigdy dosc w udanym zwiazku, itp, itd. A wracajac do meritum sparwy:) na czacie
    (tak naprawde cafe gazeta, gg, skype bo na wlasciwym czacie w ogole nie bylismy)
    wyznawalismy sobie wlasne marzenia, oczekiwania, potrzeby, zaineresowania,
    fascynacje, obawy, leki, smutki oraz z dnia na dzien wieksza potrzebe zobaczenia
    sie, przytulenia, dotkniecia. Milosc natomiast wyznalismy sobie dlugo, dlugo po
    spotkaniu w internecie, we wspolnym juz domu.
    2. niestety nie mam juz 18 lat by dopiero przezywac pierwsza milosc:) ale jest
    to niewatpliwie milosc naj - piekniejsza, dojrzalsza, wspanialsza, szczersza i
    ostateczna!
    pozdrawiam
    ofca
  • niebieski_kaktus 29.11.05, 15:12
    Witaj milutko hadasska
    Pieknie odpisalas! Czat - to rozmowa w sieci. Moze byc w pokoju czatowym, na gg,
    na skype czy innym komunikatorze. A nawet na forum dyskusyjnym :-)
    Najintymniejsze sa zawsze te 1:1. Ktore z Was pierwsze wyznalo (cyber)milość i
    dlaczego to tak długo trwało ? Pierwszy raz w realu spotkaliscie sie z powodu
    zauroczenia, tesknoty czy ciekawości siebie ? Napisdz nam o tym. To piekne.
    Nie masz juz 18 lat i dobrze. Ktora to juz jest Twoja milośc w życiu ? Ostatnia
    powinna byc najdojrzalsza i ostateczna - i tak trzymaj ! Dom dla miłości powinen
    byc w realu.
    Według mnie wirtual może byc tylko jej inkubatorem. Tak to ja widze
    W materii cybermilosci nie ma ekspertów i ...nie ma na nią mocnych. Hehe
    Szczerze pozdrawiam i ciesze sie z tobą, że Ci sie udalo !
    Niebieski.



  • madzik1 28.11.05, 14:39
    Jest w tym tekście niewątpilwie dużo prawdy, ale też jest to relacja bardzo
    tendencyjna! Wystarczy rozejrzeć się w realnym świecie, żeby dostrzec że
    rozczarowanie związkami bywa domeną rzeczywistości w ogóle. Wiadomą i oczywistą
    rzeczą nawet dla dziecka jest że fascynacja i zauroczenie mijają z czasem i tak
    naprawde malo jest zakochanych w sobie nawzajem par małżeńskich.
    Myśle ,że internet jest mimo wszystko dosc mlodym narzedziem komunikacji i
    najwiekszą trudność z prawidłowym wykorzystaniem tego urządzenia mieli właśnie
    ludzie dorolśli ( dzieci doskonale wiedzą ze czat to zabawa!).Internet to takie
    samo urządzenie jak telefon (czy rozsądny człowiek otwiera ksiazke telefoniczną
    i wydzwania do nieznanych sobie osób w celach poszukiwania miłosci???)
    Twierdze jednak ,że zawieranie znajomości w internecie jest sposobem o wiele
    wygodniejszym i bardziej komfortowym , niż zawieranie realnych znajomosci w
    pubie po piątym kieliszku wina lub zaczepianie ludzi na ulicy. Jednak jak
    najszybsza konfrontacja twarza w twarz jest konieczna.
    Kolejną wada i PRZEKŁAMANIEM W KŚIAZCE JEST PODAWANIE NIECZYM NIE POPARTYCH I
    FIKCYJNYCH STATYSTYK - 99% zwiazków rozpada sie w realnym
    świecie?!!!!!!!!!!!!!. Jaka instytucja za przeproszeniem robiła takie
    badanie???? Już ze wzgledu na to,że literatura niezbyt wysokich lotów rości
    sobie prawo do umieszczania niczym nie potwierdzonych danych statystycznych,
    jest powodem dla którego nie przeczytam tej kśiążki.
    Pozdrawiam wszystkich rozsądnych :-)
  • stellamaris 28.11.05, 17:16
    Też się zastanawiałam nad tymi 99%.
    Korzystam z netu od ponad kilkunastu lat. Przeżyłam "tutaj" sporo, z różnymi
    zafascynowaniami włącznie.
    Pamiętam, na początku korzystania w Polsce z ICQ miałam kontakt z wieloma ludźmi
    na świecie, pamiętam wydzwaniającego do mnie Chińczyka z Malezji, na które to
    telefony czekałam jak kania dżdżu.
    Przeszłam też okres IRCa, Paltalka, chatów, czego tam jeszcze - wszędzie są ci
    sami ludzie, co "w realu". Reagują tak samo, jak ci w realu. To przecież nic nowego!
    Gdybyśmy wychodzili gdzieś codziennie do konkretnych lokali, też po pewnym
    czasie znalibyśmy innych stałych bywalców, zawiązywałyby się romanse, sympatie i
    antypatie - to jest rzecz absolutnie naturalna.

    Te 99% to jakiś absurd. Znam małżeństwa osób, które poznały się w Internecie. Ja
    sama jestem od kilku lat w związku z kimś poznanym pięć lat temu na czacie,
    planujemy ślub.

    Oczywistym jest, że gdy do kogoś zaczyna żywiej uderzać serducho - koniecznie
    trzeba się z kimś takim spotkać, im szybciej, tym lepiej. W razie czego
    rozczarowanie jest mniejsze, a i zakochujemy się w osobie prawdziwej, a nie
    jakiejś fikcji.
    Chyba, że ktoś się chce jedynie oderwać od problemów, jak pierwszy przykład z
    tego artykułu.
    No bo czy wyobrażacie Sobie, że poznajecie kogoś w tej przytaczanej przeze mnie
    knajpie i nigdy się nie umawiacie na wyjście z niej, poprzestając jedynie na
    spotkaniach właśnie tam?! Żadnego odprowadzania do domu, nic kompletnie - każdy
    po wyjściu z knajpy wsiada w taksówkę i wraca do siebie?
  • afrodyta_7 28.11.05, 17:16
    Madzik, jestes hurraoptymistka. Sama sobie policz, jakie sa statystyki, zamiast
    demagogicznie zarzucac autorom dane z kapelusza. ILe bylo slubow na portalu
    sympatia, gdzie jest zalogowanych 1,5 miliona osob? Jeden procent to 15tysiecy.
    2- 30 tysiecy. Tyle by;o slubow????Na pewno o wiele razy mniej. Z par znanych
    mi z czatow na 15 tylko jedna jest ze soba w realu. Radze wiec za wiele sobie
    nie obiecywac. POzdrawiam:)))
  • stellamaris 28.11.05, 17:23
    :) A skąd wiesz, ile tam było ślubów? :)
  • jolkkaa 28.11.05, 17:36
    Internet wydaje sie być narzędziem, które może zostac wykorzystane do
    poszukiwania relacji na różnym poziomie: ktoś chce pogadać, ktoś szuka miłości
    życia, ktoś zagłusza samotność...niestety często internetowe spotkania, to
    spotkania z samym sobą i swoimi marzeniami, tekst drugiego jest odczytywany
    poprzez te iluzje , co w głowince zalegają...Może to dobry sposób dla osób mało
    urodziwych - do momentu zainstalowania kamerkiiiii - uśmiałam się z przygody
    jednego z Panów, co poznał kobietę o ładnej szyi..:)
    Wczoraj byłam na filmie pt. Jak w niebie - bardzo podobało mi się zjawisko
    rodzenia się miłości, wydobywania z siebie piękna poprzez konstruktywną
    interakcję, i ten brak zredukowania drugiego do ciała czy narzędzia uciech - no
    super!
    Wydaje mi się, że dużo lepiej dla zainteresowanych (zamiast tracic czas i mamić
    się romantycznymi tekstami) wchodzic w rzeczywiste relacje, uczestniczyć w życiu
    społecznym..choć nie wykluczam,że internetowa relacja może być początkiem
    wielkiej miłości, acz to wiąże się z rezygnacją z komunikacji tekstowej i
    realnym budowaniu relacji!

  • niebieski_kaktus 28.11.05, 19:10
    Joolkaa-Jolka
    Szukanie w sieci drugiej polowy to niekoniecznie zły sposob...dla nieurodziwych.
    Ale i dla niesmialych i ostroznych. Po pół roku cyberandkowania z taka osobą
    mozna sie zorientowac co jej w duszy gra. Piekne dusza, osobowosc tez jest wazna
    a te mozna poznac swietnie wirtualnie przez osobiste rozmowy. Jak na spowiedzi.
    Mozna byc anonimowym a przez to bardziej otwartym i wylewnym. Mozna przegadac z
    taka osoba i tylko z nia dziesiatki godzin na czacie. Czy byloby to mozliwe w
    kawiarni, na dyskotece lub w pracy? Nie tylko atrakcyjność fizyczna sie liczy
    ale i psychiczna, barwnosc. Znam wiele kobiet sukcesu, po 30-tce, dojrzalych,
    pieknych, przebojowych które tu czatują na męzczyzn na jedna noc lub przyjaciela
    - przytulanke na dluzej. W swoim srodowisku byly spalone i przypisano by im
    ku..two. A one lubią życ szybko i cenia sobie niezaleznosc. W realu meżczyzni
    boją sie takich niezaleznych kobiet! I wlasnie na czacie moga oswoic meżczyzne,
    powoli, przez "konstruktywna" interakcje. Nie chca trwalych zwiazkow w realu i
    nie chca puszczać się "z autobusem Arabow" (Arabowie tez wchodza na czat :-)))
    Czy to czat spowodował tę rewolucje, że teraz kobiety przebieraja w meżczyznach
    jak w ulegałkach i redukują "do ciala czy narzedzia uciech" (żywego wibratora) ?
    Jak Ty i inni myślicie ?
  • onpl 28.11.05, 17:25
    Na Sympatii jest wiele kont które od dawna są nie odwiedzane, część założona
    tylko dla zabawy, pokazania się , pochwalenia, jest opcja: nie szukam nikogo-i
    sporo osób ma tak zaznaczone, są tacy którzy szukają tylko rozrywek wiadomego
    rodzaju i niczego więcej, do tego dochodzi rozrzut wiekowy: od 15- 100 lat więc
    podsumowując : z tym 1, 5 tys to przesada, a do tego należy to podzielić da dwa:
    bo połowa to M a połowa K. Procent ślubów jest chyba nawet wyższy niż na innych
    portalach.
  • onpl 28.11.05, 17:30
    Oczywiście: 1,5 mln a nie 1,5 tys

    Część osob jest tam tylko ze względów towarzyskich. W sumie tych "szukających",
    ktorzy systematycznie odwiedzają portal jest nie 1, 5 mln a może kilkaset
    tysiecy(podzielić na dwa: K i M. Sluby zaś w większości są niezgłaszane i mało
    kto o tym wie na portalu , nie wszyscy się chwalą.
  • madzik1 28.11.05, 17:50
    tak tak to oczywiste ,że ludzie którzy znależli w necie tego czego szukali nie
    mają juz potrzeby ogłasznia w internecie daty swojego ślubu:-) myśle że wracają
    na czty i portale matrymonialne dopiero w momencie rozczarowań, gdy znowu są
    poszukującymi:)))
  • afrodyta_7 28.11.05, 18:05
    Madzik, a ile osobiscie znasz takich par. ktore sie poznaly w sieci, wyszly z
    niej i sa ze soba 2 albo dluzej lat, w realu? TYlko ze soba, rozwiodly sie np.
    Ja czatuje od kilku lat i poznalam wiele osob. Jesli ktos biezre slub, hest o
    tym glosno na calym czacie, sa nawet publikowane zdjecia ze slubu i zaparsza sie
    zcatowiczow na slub. BYlam na jednym. Moge powiedziec, ze to jedyna para, co do
    ktorej mam jasne mysli.A ile wylsuchalam placzow i nazrekan moich kolezanek, ij.
    Dwie nawet urodzily dzieci z kims z czzatu, kto je porzucil. Wychowuja je
    samotnie. W razie czego sluze faktami, telefonami i imionami. Potwierdza:)
  • madzik1 28.11.05, 20:03
    Kochana Afrodyto nie przecze ,że na czacie jest dużo fałszu , obłudy i że ta
    forma kontaktu zniekształaca rzeczywistość. Twierdze jedynie ,że nie można
    dramatyzowac i podawać skrajnych przykładów bo są też pozytywne ( sama
    osobiście znam). Na czatach jest duzo normalnych ludzi którzy chcą poznać inych
    normalnych ludzi i akurat to wygodne narzedzie im w tym pomaga
  • karotkaa1 28.11.05, 19:41
    Madzik czy ktos Ciebie zmusza bys te ksiazke przeczytala? Nie chcesz nie
    musisz. Ja jednak sadze, ze autorzy rowniez czatuja od lat i w swojej
    dziedzinie zawodowej rowniez jak sadze sa profesjonalistami i wierze, ze te
    statystyki sa jednak prawdziwe. Czat to tylko czat nic wiecej. Wiele klamstwa,
    obludy i szukania niewiadomo czego. Znam wiele osob, ktore naprawde sie
    rozczarowaly po spotkaniu z tzw. niby swoja druga polowka jablka. A ksiazka ta
    naprawde jest godna przeczytania moze kiedys kogos ustrzeze przed popelnieniem
    bledu? Pozdrawiam
  • doopa1 28.11.05, 19:07
    można się nadziać na gejów, zboczeńców, policję albo robiących sobie kawał
    dzieciaków. Ja się w to bawiłem jak byłem nieletni, teraz szkoda mi czasu na
    takie bzdety.
  • niebieski_kaktus 28.11.05, 19:22
    W realu tez sie mozesz na to nadziac. Ja jak bylem nieletnim to bawilem sie
    gumową kaczuszka, wiec jestem od Ciebie starszy. Masz racje, na czacie
    ostrożności nigdy za wiele jesli chodzi o chronienie wlasnej doopy :-)))
    A teraz czego szukasz na czacie takim jak ten ?
  • r-oxy 28.11.05, 23:16
    Witajcie...
    Książkę przeczytam na pewno... ale tu też się uczę. Czuję się jak amatorka.Od
    czterech miesięcy popisuję sobie z pewnym panem - obecnie na gg. I ponieważ
    wpadłam w sidła sieci po raz pierwszy, to oczywiście na początku uległam
    zauroczeniu. Ale jako kobieta wolna i w dodatku mocno stojaca na ziemi bardzo
    szybko doprowadziłam do spotkania... nie było mowy o żadnej miłości, bo tak
    naprawdę nie tego szukamy.Piszemy nadal - codziennie: rano, w południe,
    wieczorem. Poznajemy się, ale bez złudzeń. I ja się cieszę, że ktoś taki jest.
    Wprawdzie nie pogłaszcze i nie przytuli, bo jest daleko, ale jest i to
    wystarczy na razie... niebieski_kaktus - dla Ciebie szczególne pozdrowienia
  • niebieski_kaktus 29.11.05, 02:46
    R-oxy pozdrawiam.
    Cóż, w cyberrmiłości każdy jest amatorem dopóki nie pozna drugiej osoby w realu
    i tego co do niej wtedy czuje. Ale czy prawdziwa miłośc polega na wzajemnym
    pisaniu jesli ktoś jest zbyt daleko? ;-)) Wazne jest ze ktoś mysli o nas,
    czeka, teskni, odpisuje. Czy miłośc wirtualna bez przytulenia jest niekompletna?
    Czy na czacie lepiej byc minimalistą, bez różowych okularów - oto jest pytanie.
    Zauroczone kobiety szybciej doprowadzają do spotkania w realu gdy chcą sprawdzić
    czy związek oparty jest na uczuciu. I czy to jest ten i czy to jest to. I dobrze.
    Pozdrawiam na niebiesko, w kolorze blue.
  • r-oxy 29.11.05, 06:06
    O,tak... właśnie to jest najważniejsze! Że ktoś mysli o nas, czeka, teskni,
    odpisuje. Że jest. I to, że możemy to szczerze odwzajemnić. Bez różowych
    okularów (no, może czasami, ale niech to będzie różowy binokl).I nieważne, że
    nie jest to prawdziwa miłość, bo - jak to określiłeś - niekompletna. To nawet
    pozwala jej pewnie dłużej przetrwać, bo jest coś o czym się marzy... czasem
    przyjemniej gonić króliczka...
    A amatorką bez gruntownej znajomości rzeczy wręcz dyletantką poczułam się po
    lekturze artykułu i opinii na forum... BO MYŚLAŁAM, ŻE JUŻ
    JESTEM "ZACZATOWANA"... ale są zdecydowanie lepsi ode mnie. I niech tak
    zostanie. Pozdrawiam.
  • niebieski_kaktus 29.11.05, 14:43
    Witaj miło r_oxy
    Nawiąże do cytatu: "BO MYŚLAŁAM, ŻE JUŻ JESTEM "ZACZATOWANA"... ale są
    zdecydowanie lepsi ode mnie. I niech tak zostanie."
    Czy Ci "lepsi" sa zdecydowanie ... gorsi ? Czy jest jakaś cybermiłość wzorcowa,
    taka w sam raz. Optymalna ?
    Pozdrawiam w kolorze blue.
  • r-oxy 29.11.05, 19:59
    Dzięki... uświadomiłeś mi mój egoizm. Przepraszam, jeżeli zabrzmiało to jak
    dzielenie <zaczatowanych> na lepszych i gorszych. Nie było to moim zamiarem.
    Miałam i chyba mam nadal problem z uświadomieniem sobie, dlaczego tak chętnie
    pozwalam sobie na szukanie przygód w internecie, chociaż z góry wiem, jakie to
    bezsensowne. A po tym, co tutaj czytam, widzę, że w poszukiwaniu namiastki
    szczęścia ludzie naprawdę potrafią się zatracić. Czy warto? Nie wiem. Ale
    chyba jednak warto zachować trochę zdrowego rozsądku ... czyli zoptymalizować
    cybermiłość. A zatracić się ewentualnie w realnym życiu...
  • maggi02 29.11.05, 22:47
    ja, na czacie takim jak ten wypowiadam własne zdanie ...
    czytam (?) i robią mi się coraz większe oczy, co to jest "cybermiłość" ? czy to
    środek do zawierania znajomości, która może przerodzić się w miłość w realu?
    jesli tak to OK, no i fajna nazwa; net może być doskonałą odskocznią od
    rzeczywistości zabijając chwile nudy, ale "miłość" netowa to jakiś absurd :-);
    myślę, że sycić się nią mogą długimi miesiącami tylko zakompleksieni,
    pozbawieni towarzystwa i adoracji w realu; w tym też nie widzę nic złego o ile
    bawią się obie strony (przypadek z kamerką jest przezabawny:-))); a może
    zwyczajnie mylicie chwilowe zauroczenie netowe z prawdziwie pięknym uczuciem
    jakim jest miłość K+M i "zatracenie się w realu"? :-)nie może być inaczej, nie
    wierzę!!!
  • izikeros 28.11.05, 19:57
    Witam!
    Mam pytanie do tych, którzy mają/mieli znajomych poznanych przez sieć.
    Jestem ciekaw, jak wyglądały reakcje waszych znajomych na wiadomość, że spotykacie lub zamierzacie spotkać się z osobą poznaną w sieci? Czy nie macie obawy, że znajomi będą was traktowali jako conajmniej ,,dziwnych''? Mimo sporej popularności, z perspektywy naszej kultury, jest to stosunkowo nowa forma kontaktów. A tak wogóle to komu przyznajecie się do swoich znajomości online?
  • karotkaa1 28.11.05, 21:12
    izikerosie otoz musze Ci powiedziec, ze gro moich znajomych wie o moim zwiazku
    netowym i nikt tego nie neguje, nigdy nie spotkalam sie z krytyka badz tez z
    jakas nietolerancja, kazdy ma prawo decydowania o sobie, o tym z kim i w jakiej
    formie chce sie spotykac.
  • niebieski_kaktus 29.11.05, 15:53
    witanko karotka,
    a jak twoi starzy (rodzice) zareagowali na wiesc o zwiazku z facetem z komputera ?
  • karotkaa1 29.11.05, 19:24
    Drogi kaktusie w kolerze blue musze Cie rozczarowac, otoz nie jestem juz w
    takim wieku, ze musze pytac mamusi nota bene niezyje o zgode na taka czy inna
    znajomosc, natomiast ojciec moj do mojego zycia sie nie wcina poniewaz sobie na
    to nie pozwole. Moja milosc jest dojrzala nie mam 20 lat tylko troche wiecej i
    jestem osoba niezalezna. Pozdrawiam

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka