Dodaj do ulubionych

Zabawy grzecznych dziewczynek

10.07.06, 17:39
Absolutnie rozkoszne!
Edytor zaawansowany
  • 10.07.06, 18:06
    ech, to były czasy... :)
  • 10.07.06, 18:15
    nie na gumie sie skakalo, tylko w gume... a ja moge sie poszczycic skakaniem az
    do szyi :-D

    Swietny artykul...pamietam tez namioty z kocow i sekrety pod szkielkami...ahhh
  • 11.07.06, 08:43
    Po nas nie ma już nic. I nigdy nie będzie. Smutne...
  • 11.07.06, 13:44
    Ale cóż Ty opowiadasz droga Trzydziestolatko! Ja mam lat 17 i doskonale
    pamiętam wszystkie te zabawy! Tak samo bawiły się Wasze babcie i tak samo będą
    nasze wnuczki! A jeżeli tak bardzo boisz się, że nikt już ich nie pamięta, to
    wyjdź na podwórko i naucz dziewczynki ze swojego osiedla jak skakać w gumę, w
    klasy etc.
  • 12.07.06, 21:25
    A pamietacie takie lalki ze Pewexu: chlopiec w niebieskim ubraniu dziewczynka w
    rozowym. Ja tego chlopca to mam do dzisiaj ( wlasnie ochodzil 18tke-cha,cha), 6
    dolarow kosztowal.
  • 11.07.06, 14:15
    niekoniecznie trzydziestolatki!
    mam 25 lat i bawiłam się we wszystkie te gry i zabawy. Grałysmy w gumę, w dwa
    ognie, w zibjaka, w ziemniaka, w krowę, w coś w pobliżu na literę..., były koce
    na trawniku, sklepy w piskownicy, namioty za blokiem z koców, skakanie
    potrzepakach, kwaciarnie, sekrety i radosna twórczośc kredą na ulicy. Mielismy
    nawwet sekretny klub w pomieszczeniu w piwnicy przeznaczonym na pralnie, z
    króego nikt nie korzystał:))
    to były piekne czasy i piekne dziecinstwo. A dzis tylko TV, komputer, pokemony
    i MacDonald... brrrr
  • 11.07.06, 20:17
    salsa.loca- no zupełnie, jakbym ja to pisała, tylko ja mam jeszcze mniej lat,
    bo niecałe 21 ;) u nas dodatkowo uprawialiśmy hodowlę ślimaków pod blokiem ;)
    wyższa szkoła jazdy to było: zabrać kilka ślimaków do domu, trzymać na balkonie
    w pudełku po butach, karmić zerwanymi mleczami i ukryć przed mamą... ale i tak
    zanim mama znalazła, to przeważnie zdychały... ;( jakoś nie smakowały im te
    mlecze... więc zaniechaliśmy
    --
    <zawód miłosny to nie tylko prostytucja>
  • 16.07.06, 16:28
    Smutne to jest to, że tak myślisz.

    Smutne jest to, że słowa "po nas nie ma już nic" czy osławione "ta dzisiejsza młodzież" (w tym
    kontekście: te dzisiejsze dzieci, co to tylko przed komputerem/TV siedzą, a gumy i hoola-hop na oczy
    nie widziały... - a nieprawda!) padają najczęściej z ust ludzi, którzy - a jakże - są rodzicami młodszych
    pokoleń bądż też dzierżą rząd dusz pełniąc misję...a przepraszam - "funkcję" tzw. pedagogów. Te
    dzieci, takie rzekomo "bylejakie" (autentyczne określenie mojej nauczycielki od historii, notabene
    kobiety, którą niesamowicie szanuję, acz tej lekcji nieco mnie zdziwiła, jako że jest jedną z tych osób,
    które zdają się pokładać wiarę w młodzież) same się wszak nie wychowują...!!!

    Naprawdę mi smutno, jak czytam takie komentarze, choć z powodu innego niż autorce.
  • 11.07.06, 15:37
  • 11.07.06, 19:59
    a co ze "zlotymi myslami"? ja mialam potezna kolekcje wpisow!
  • 10.07.06, 18:18
    Aż się łzy zakręciły.
    Był jeszcze zeszyt "Co sądzisz o mnie". Trzeba było napisać co się myśli o
    właścicielce zeszytu, a następnie zakleić lub zaszyć (wyższa forma trudności)
    kartki i narysować, przykleić, itp. coś na wierzchu, żeby inni patrząc pod
    światło nie mogli przeczytać. :)
  • 11.07.06, 09:30
    pamiętam......ja zbierałam jeszcze widokowki miast (rarytasem były oczywiście
    widokowki zagraniczne). Były jeszcze lsty z adresami zagranicznych firm m. in.
    Pepsi i Coca Coli, do ktorych wysyłało się listy z prośbą o przesłanie
    materiałów reklamowych - najlepiej nalepek. Zabawy na trzepaku.....ale też i
    zabawa w "usypianie" (jak teraz o tym myślę to było to włosy mi się jeżą na
    głowie) - jedna osoba wstrzymywała oddech druga obejmowała ją od tyłu i
    zdecydowanie ale nie za mocno ściskała za dolną część klatki piersiowej i
    następowało krótkie kilkusekundowe omdlenie. Kładło się tą osobę delkatnie na
    trawie, a ona czasami wykonywała komiczne ruchy i potem się budziła....Po
    przebudzeniu opowiadała swoje wrażenia, a czasem były one calymi
    historiami...Mnie np. wydawało sie że turlam się potrawie, a jak sie budziłam
    to widziałam uśmiechniete twarze nade mną, bo podobno śmiesznie rękami
    trzęsłam.... Dorośli nic nie wiedzieli o tej zabawie....Dwa razy spróbowałam i
    potem już nie chciałam, ale byli tacy co to uwielbiali...
  • 11.07.06, 09:39
    Nikt nie wspomniał dotychczas o zabawie "Figury, figury, zmieniajcie się z
    gory!" - jedna osoba (prowadzacy) ustawiała się twarza do muru, reszta w jakieś
    odległości (ok. 15 m). Prowadzacy wypowiedal cytowane zaklęcie, w tym czasie
    reszta starała się dobiec jak najbliżej muru. Po wypowiedzeniu zaklecia
    prowadzacy odwracał się, a reszta dzieciaków musiała zastyc w bezruchu w
    najdziwniejszych pozach. Teraz następowała inspekcja - prowadzacy robil głupie
    miny i staral sie rozsmieszyc. Kto sie poruszyl odpadal. Prowadzacy wracal do
    muru, obracal sie i znow wypowiadal "figury, figury..." reszta dzieciakow,
    ktore nie odpaly, znow starały sie dobiec - i tak w kolko. Kto pierwszy
    dobiegl, stawal sie prowadzacym.
  • 12.07.06, 17:28
    To byla zabawa "Raz, dw, trzy.. biala pani patrzy" :)
  • 11.07.06, 09:47
    Heh, u nas to sie nazywalo Pele-mele ;)
  • 11.07.06, 21:24
    u nas tez pele-mele, ale bardziej popularna nazwa to Złote Myśli. Wszyscy
    przescigali się w wymyślaniu pytan, wpisów, wypisó, zadań do wykonania itp:) MAm
    do tej pory na strychu w pudełku na strychu złote mysli pamietniki, liściki
    jakie przesyłałysmy sobie z koleżanką jeszce w bloku na sznurku z piętra na pietro:)
  • 10.07.06, 18:29
    ja bym powiedziala, ze to raczej dla tych co maja ponad 30 lat... sliczny
    tekst! lza sie w oku kreci!
  • 10.07.06, 20:44
    A ja bym nie powiedziała. Mam 24 lata i większość z wymienionych zabaw (może
    poza grzebaniem chomików) jest ważną częścią mojego dzieciństwa.

    I mi się łezka w oku kręci. Może warto podtrzymywać takie tradycje zabaw i
    przekazać je jeszcze naszym dzieciom?
  • 10.07.06, 18:40
    hehe, a zabawe w aniolki charliego pamietacie??? ;-)))

    pozdrawiam wszystkie podwojne osiemnastki ;-)))

    myszy

    ps. jednemu z moich chomikow wystawilam nie tylko krzyzyk ale i nagrobek... a
    trumienka gustowna, istotnie z opakowania po mydle byla... ;-)))
  • 10.07.06, 18:43
    Ciekawe dlaczego mowilysmy wtedy "łydy" zamiast uda? I to tylko w kontekscie gry
    w gume.
    --
    Forum o astrologii dla astrologow

    "Mężczyzna, który czuje się autentycznie silny nie musi deptać godności kobiet"
    (c)Queenmaya
  • 10.07.06, 19:24
    Jeszcze były tajemnicze kulki szklane, skąd one były? Ja nie miałam chomika,
    więc martwe ptaszki grzebałam. Hm.........ale w gume nie skakałam, tylko przez
    skakankę.
  • 10.07.06, 19:36
    O Boze, moje dziecinstwo!!! I wlasnie wspomniane juz namioty z kocow, zabawa 'w
    ciotki', albo 'w sklep' i skakanka. I zeszyt'Zlote mysli' z odpowiedziami
    kolegow i kolezanek na arcyciekawe pytaniaw stylu; ulubiony piosenkarz, czy
    masz sympatie, itd. Gdzies go jeszcze mam, wiec milo bedzie sobie powspominac.
    Ja urzadzalam pogrzeby zmarlych kociakow. Mialam kotke i co jakis czas radoche
    w postaci malych rozkosznych kotkow. Niestety dwa razy zdarzyl sie wypadek. I
    nie jestem po 30-ce. Mam dopiero 28 latek:) Niezapomnianie czasy...
  • 10.07.06, 19:45
    I jeszcze jedno pytanie ze "złotych myśli": Czy masz antypatię? Jeśli możesz,
    podaj inicjały.
    Hi.. hi..
  • 10.07.06, 21:25
    "łydy" to chyba standart, ale u mnie na podwórku i w szkole na połdupki mówiło
    sie "pedet (pdt)"...też nie mam pojęcia skąd się nam to wzieło :)
  • 10.07.06, 23:53
    Witam,
    łydy to były duże łydki, w sensie, że wyżej niż łydki.
    O ile pamiętam u nas byłu kosteczki, łydki zwane połówkami, kolanka, łydy, a
    potem biodra i pas. Bioder i pasa już się nie skakało w sensie przeskoczenia,
    były to skomplikowane figury w których chodziło o to, żeby zaczepiona guma nie
    spadła z nogi ( najtrudniejsze przy trójkątach, kiedy trzeba by ło szybko
    przeskoczyć z jednej nogi na drugą w środku supła) i żeby się nie zaplątać :)
    Szyja najgroźniejsza była dla trzymających gumę.
    eee, kiedyś to było fajnie... :)))

    Mii

    --
    www.albireo.pl
    www.czary.pl
  • 11.07.06, 10:38
    No właśnie, ja też pamiętam te "łydy". i to, co się znajdowało nad "łydami",
    czyli "pedet".
  • 10.07.06, 19:44
    "Lza na rzesie mi sie trzesie ..."(po przeczytaniu az chce sie cytowac Pania
    Maryle Rodowicz).
    A kto pamieta:
    - ze chlopcy- tez byli dobrzy w skakaniu w gume,
    - gre w podchody,
    - gre w kapsle- gdzie caly chodnik od pierwszej do ostatniej
    klatki "blokowiska" byl jedna, ogromna trasa,( w kapslach flagi Panstw wyciete
    z atlasu geograficznego),
    -zabawe w sklep , gdzie za pienadze sluzyly liscie np. bzu,
    - slonecznik "czarny" pieczony na masle przez sasiadke????.....

    Mam 31 lat.. i jakze wspaniale wspomnienia z dziecinstwa

    Pozdrawiam rowiesnikow ...
  • 10.07.06, 20:02
    Jejku, zapomnialam o KAPSLACH. Jak moglam?! Wrocilo dopiero teraz.
    Skakanie w gume (w gumie, przez gume); przez taka dluga skakanke, razem z
    innymi. Zabawy na trzepakach, umialam sie przekrecic na najwyzszej barierce,
    kilkakrotnie :)
    Zbieranie papierkow po czekoladach, cale mnostwo. Im bardziej zagraniczne tym
    lepiej. Zeszyty ze zlotymi myslami (tak to sie chyba nazywalo, pytania: Czy masz
    sympatie, podaj ulubiony kolor itp).
    Jejku, co to byly za czasy. Mam dopiero 25 lat a czuje sie jakby miedzy mna a
    dzieciakami terazniejszymi conajmniej trzy pokolenia, a nie jedno bylo.
    Pozdrawiam wszystkie Dorosle Grzeczne Dziewczynki.
  • 10.07.06, 22:30
    a chłopek,klasy.dwa ognie
    guma była zabawą dziewczynek
    ciężko było namówić chłopca aby poskakał
    bo był to wstyd
    jakiez było moje zaskoczenie gdy mój dziesięcioletni syn poprosił mnie o kupno gumy
    i gdy kiedys wyjrzałam na podwórko zobaczyłam trzech chłopców skaczących w gumę...
    za moich czasów...:)było to nie do pomyslenia
  • 11.07.06, 08:15
    skakanie przez te dluga skakanke to byl zegar albo 24. historyjki od donaldow
    tez sie zbieralo.. :)
  • 11.07.06, 09:14
    I jeszcze w krola skoczka sie gralo, pamietacie? Odbijalo sie pilke o bok
    bloku...
  • 11.07.06, 15:57
    U mnie to się nazywało grać w kabel,mogł być taki kupiony,ale lepszy był
    kupiony w sklepie elektrycznym na metry. Graliśmy w to i w gumę na przerwach,
    jak tylko zrobiło się cieplej i otwierali boisko. Ja zbierałam obrazki z
    wafelków kukuruku i naklejki z gumy Barbi, a moi koledzy obrazki samochodów z
    gum turbo.
  • 10.07.06, 20:04
    do tego wszystkiego.. PAZłOTKA po czekoladkach :)

    i piekne opakowania po paście do zebów tutti frutti

    i pochody w krzakach na osiedlu

    i dziury na kolanach w rajstopkach przemycanych z enerde :)
  • 11.07.06, 09:53
    Hihi, te rajstopki z enerde to byly fajne bo nie "gryzly", a nasze panstwowe to
    dawaly tak popalic (szczegolnie rano naciegane na nogi przez mame do
    przedszkola) ze sama wycinalam albo wygryzalam dziury zeby tylko te enerdowskie
    nosic! :)W ogole enerdowskie ciuszki byly okej, pamietam jak tato jezdzil do
    sasiadow ze słomką dlugosci mojej stopki zeby moaksynki przywiezc ;)
  • 11.07.06, 08:57
    Jak czytam wasze wypowiedzi, to aż nie mogę w to uwierzyć. Nie tylko ja miałam
    takie zabawy!!! A myślałam, że robienie w ziemi sekretów z kwiatków chowanych
    pod szkłem, to był mój patent ;p;p;p Jeszcze przypomniały mi się piłeczki
    kałczukowe, niesamowity hit, bo odbijały się jak żadne inne. Poza tym
    nieśmiertelne buciki (plastiki) które były marzeniem każdej dziewczynki, chyba
    ze względu na mini obcas (pseudo koturnę), który posiadały :-))) A co do
    zbierania historyjek z Donaldów, to nie zapominajmy o gumach turbo!!! Puszki
    też się zbierało i stawiało na szafie, plakaty ze Świata Młodych i później
    te "wypasione" z Brawo nie raz wisiały na szafie, albo jeszcze lepiej na
    bambusowej macie:-))) też taką mieliście? Ehh, dzieciństwo :-)))
  • 10.07.06, 20:09
    i jeszcze - jak niedziela, to do kosciola w chinskiej sukience

    a starsi kuzyni doprowadzali mnie zawsze z ta sama skutecznoscia do lez udajac
    martwych
  • 10.07.06, 20:23
    chińskie to były też piórniki i gumki (do ścierania, pachnące :)
    to były czasy....
    visolvit wyżerany palcem na sucho z torebki...
    i jeszcze były takie rury (jak od odkurzacza) plastikowe, w żarówiastych
    kolorach, które przy kręceniu wydawały taki śmieszny dźwięk...
    sekrety to wczesna podstawówka, potem oczywiście złote myśli i gra w gumę.
    Mam 31 lat :)
  • 10.07.06, 20:35
    i temperówki w ksztalcie koszmarnie kolorowych zwierzatek - mialam cala kolekcje :)
    cytroneta w woreczku
    godziny na trzepaku

    niedlugo skoncze 29 :)
  • 10.07.06, 20:44
    A w kuchni na stole byla szyba a pod szyba ????
    oczywiscie -HISTORYJKI z gumy Donalda- jak one fantastycznie pachnialy- mialy
    ksztalt prostokata i byly falowane ....
    a tato??- na kontrakcie w Niemcach albo Lubii, albo ZSRR albo w Czechoslowacji
    - a mama??- czekala na tzw "rozlake"( takie miesieczne "pieniadze, za pobyt
    taty za granica, ktora przynosil listonosz )
    ..... ;-)
  • 10.07.06, 22:32
    schaetzchen napisała:

    > chińskie to były też piórniki i gumki (do ścierania, pachnące :)
    > to były czasy....
    > visolvit wyżerany palcem na sucho z torebki...
    > i jeszcze były takie rury (jak od odkurzacza) plastikowe, w żarówiastych
    > kolorach, które przy kręceniu wydawały taki śmieszny dźwięk...
    > sekrety to wczesna podstawówka, potem oczywiście złote myśli i gra w gumę.
    > Mam 31 lat :)



    kilka godzin stałam w kolejce aby kupić sobie chiński piórnik
    a taka gumka szkoda było ścierac.ona była dla ozdoby
    visolvit był pycha
    pamiętam rury
    35lat-niestety
  • 11.07.06, 12:39
    te rury nazywały się niutnia, ale czemu?
  • 10.07.06, 20:49
    no to i ja coś dorzucę:
    - w latach siedemdziesiątych pojawiły się podkoszulki tzw. gazety
    - w latach osiemdziesiątych pamiętam bum na torby typu jamnik: miał cztery
    kieszenie i można go było złożyć w małą saszetkę
    - mini-spinki do włosów koraliki (takie maleństwa), spinki automatyczne
    - szkolne fartuszki przypominające te kuchenne tylko na front, z gustowną,
    plisowaną falbanką, z tyłu zapinane na krzyż oraz syntetyczne fartuchy szkolne
    (niebieskie, granatowe lub bordowe) z białymi kołnierzykami przypinanymi na guziki
    - tarcza "wzorowy uczeń" marzenie każdego lizusa szkolnego
    - „Dziennik Ludowy” - stało się po gazetę w soboty o 6.00 po wkładki z zespołami
    - „Świat Młodych” we wtorek, czwartek i sobotę; każde wydanie w innym kolorze:
    zielone, niebieskie, czerwone
    - „Razem”, „Na przełaj”, „Kraj Rad”
    - taki dziwne ortopedyczne buty wszystkich pań pracujących w gastronomii,
    służbie zdrowia itp. takie materiałowe, nad kostkę, z dziurą na pięcie, woźne w
    szkole też takie miały
    - komin: takie zimowe nakrycie głowy dziewczyn, robione na drutach
    - czarna wołga co niby miała porywać dzieci....
    to tyle co mi się jeszcze kojarzy z beztroskim dzieciństwem ;)
    obecnie 34-latka


  • 10.07.06, 22:35
    getry
    chciałam je zrobić sama na drutach
    to jedna wyszła na trzy nogi
    a na drugi dzień ferie i katastrofa
    mama zlitowała się i siedziała w nocy
    na rano miałam piekne getry
    (zaznaczam że nie wymusiłam tego na mamie)
  • 10.07.06, 22:54
    hersister napisała:

    > - w latach siedemdziesiątych pojawiły się podkoszulki tzw. gazety
    no właśnie, zawsze zastanawiałam się dlaczego mówiłm się "gazeta ci wyszła"
  • 11.07.06, 08:23
    Zbierało się pudełka po zagranicznych papierosach i puszki po piwie.
    A jak byłem troszkę starszy to mieliśmy napisany list niby to po angielsku i wysyłaliśmy do różnych firm zagranicznych np. linii lotniczych, żeby przysłali nakleiki i prospekty, ale czasy :-)
  • 11.07.06, 09:07
    ja to mialem luz bo list mi napisal pan od angielskiego, ale moj kolega mial
    list ( to sie nazywalo pisemko ) ktorego tresc pamietam do dzis:
    place se seno flore broch paure an lepy an prospect.... (czytaj chyba please,
    send me free brochures and labels and prospects? ) ktos ma inne pisemka albo
    adresy? ;)
  • 11.07.06, 12:46
    Poplakalam sie! A po-angielsku rozmawiales na ulicy, tak, zeby przechodnie wzieli Cie za zagranicznego?
    Bo ja to uwielbialam.
  • 10.07.06, 20:50
    ech.. tez wzieło mnie na wspomnienia kiedy to czytałam.
    Wszystko było; i widoczki i złote mysli i strzałki na chodniku miedzy
    blokami i waga z kamienia i deseczki. namioty z koca, plakat z bravo a pozniej
    lady pank,a miałyscie ozdabianie klatki schodowej w widokowki?? opakowania po
    czekoladkach -najbardziej pamietam krolewne sniezke , ech.... . mam 35 lat
  • 10.07.06, 20:56
    A potem.... a potem juz w latach 90-tych mandarynki, pomarancze i szynka juz
    nie smakowaly tak jak wczesniej ....

  • 10.07.06, 21:01
    do dzis nic tak nie smakuje
  • 10.07.06, 21:00
    A CHLOPCY W CO SIE BAWILI?

    Ja mam 25 lat, ale jeszcze pamietam...Tez gralem w gume z dziewczynami...Gralem
    w Panstwa Swiata, gdzie sie rysowalo na ziemi swoje panstwo, rzucalo pilke i
    potem zabieralo sie przeciwnikowi po kawalku....A GUMA TURBO i te samochody,
    ktorymi sie potem wymienialismy? A gdy przypomne sobie te gry w pilke na
    boisku, gdzie schodzilo sie cale osiedle i byla takia magia (a teraz wszyscy
    siedza w domach i graja na kompie), to az lza sie zakrecila w oku, tak
    chcialbym wrocic do tamtych dni...beztroskich jak z pamietnika
  • 10.07.06, 21:04
    ...a to zbieranie wszelkich rzeczy...Mysle, ze nie tylko ja mialem kolekcje
    puszek wszelkiej masci po napojach i piwie, przywiezione z Zachodu, z Berlina
    na przelomie 89-90...

    ....a ta gra w wyscigi kapslami...
  • 10.07.06, 22:38
    O, puszki. Miałem największą kolekcję w klasie. Zacząłem od znalezionych trzech
    puszek po coca-coli z nadrukiem mistrzostw w Hiszpanii i tak się nimi
    powymieniałem, że miałem na całej UWAGA - MEBLOŚCIANCE potrójny rząd puszek
    różnych firm. Piękna kolekcja :-)

    --
    - Bardzo porządna dziewczyna
    - Trudno. Co robić?
  • 11.07.06, 00:58
    ququ777 napisała:
    no tak, kazdy chyba mial zbierane puszki i butelki, to byla namiastka zachodu i
    luksusowego swiata;00 a coca cola???? za dolary boze , to byly okropne czasy a
    jednak milo sie je wspomina
    > ...a to zbieranie wszelkich rzeczy...Mysle, ze nie tylko ja mialem kolekcje
    > puszek wszelkiej masci po napojach i piwie, przywiezione z Zachodu, z Berlina
    > na przelomie 89-90...
    >
    > ....a ta gra w wyscigi kapslami...
  • 10.07.06, 21:18
    My nazywalismy gre w panstwa swiata wojna i rzucalismy patykiem: "Wywoluje
    wojne przeciwko, male piwko duze piwko...". Pilka rzucalo sie w grze w kluchy.
    Jesli miales wiecej niz 10 lat na husdawce musiales umiec wykonac pelen obrot,
    wokol drazka na ktorym byla umocowana. Rower wigry 3 na Pierwsza Komunie.
    Rodzice wolali do domu po zmroku, latem spedzalismy na podworku po kilkanascie
    godzin dziennie. Komputery atari nie stanowily zadnej konkurencji:-)
  • 11.07.06, 01:00
    mi.mi1 napisała:
    a rowery JUBILAT?? i koszyki ze sklepu mocowane na bagazniki??????

    > My nazywalismy gre w panstwa swiata wojna i rzucalismy patykiem: "Wywoluje
    > wojne przeciwko, male piwko duze piwko...". Pilka rzucalo sie w grze w
    kluchy.
    > Jesli miales wiecej niz 10 lat na husdawce musiales umiec wykonac pelen
    obrot,
    > wokol drazka na ktorym byla umocowana. Rower wigry 3 na Pierwsza Komunie.
    > Rodzice wolali do domu po zmroku, latem spedzalismy na podworku po
    kilkanascie
    > godzin dziennie. Komputery atari nie stanowily zadnej konkurencji:-)
  • 11.07.06, 18:38
    Ja pamiętam ten tekst trochę inaczej: "Wywołuję wojnę przeciwko - piwko,
    przeciwko - piwko, przeciwko - piwko..." tu nastepowała chwila pełnej napięcia
    ciszy, a potem rzucało się ten patyk.

  • 10.07.06, 22:35
    > A CHLOPCY W CO SIE BAWILI?

    - W ''dziesięć patyków'' (taka odmiana chowanego). Kładło się dziesięć kawałków
    drewna na deseczce. Jeden szukał inni się kryli. Wystarczyło, że ten szukający
    zobaczył kogoś i zdążył przed nim dobiec do patyków - ten ktoś był już spalony
    (wychodził z ukrycia). Lecz jeśli któryś z jeszcze nie złapanych w międzyczasie
    zdążył dobiec i kopnąć w deseczkę rozrzucając patyki, cała reszta mogła się
    znowu chować :-)
    - ''Państwa i miasta'' (zabierało się przeciwnikowi po kawałku państwa, tylko
    rzucaliśmy nie piłką, lecz patykami).
    - ''W noża'' (to na piasku). Po kolei: baba, pstryk, matka, ojciec, paluszki,
    łokieć, ramiączko, główka, karczek (chodziło o to, żeby z różnych pozycji wbić
    nóż w piasek).
    - ''Kolarzyki scyzorykiem'' - najlepiej tzw. finką (w te kapslami wypełnionymi
    woskiem lub plasteliną też graliśmy) - na twardej ziemi rysowało się połączone
    liniami kółka (ok. 30 cm średnicy) i trzeba było przejść taki tor rzucając
    nożem tak, by wbijał się w ziemię (odległości między kółkami były coraz większe.
    - ''Kapsle'' - wypełniało się mieszaniną cukru i saletry korki od wódki, w
    odpowiedni sposób wiercono w nich dziurki i podpalało, tworząc obiekt latający
    nawet na wysokośc 3 piętra :-)
    I jeszcze powody do dumy:
    - posiadanie latarki, która ''ciągnie'' - czyli świeci - jak najwyżej
    (najlepiej do samej wieży kościelnej)
    - rzucanie kulką śniegową minimum do piątego piętra (rekordziści do dziewiątego)
    - posiadanie zdjęć rozebranych kobiet z zachodnich magazynów (oczywiście soft :)
    - przepłynięcie całego basenu pod wodą
    - skok z 10-metrowej wieży do basenu (z moich kolegów najwyżej skakali z pięciu
    metrów, ja tylko z trzech na nogi, ale potrafiłem skoczyć przez barierkę basenu
    albo zrobić salto wstecz ze słupka :-)
    Oczywiście zazdrościliśmy też kolegom i koleżankom, którzy mieli ciuchy z
    zachodu i dobry sprzęt audio, ale to przecież nie była ich zasługa.
    Naphta (36 lat)

    --
    Tak, przechodziliśmy. Z tragażami. Bardzo Cię polubiłem Rysiu.
  • 10.07.06, 23:52
    naphta napisał:

    > > A CHLOPCY W CO SIE BAWILI?
    >
    > - W ''dziesięć patyków'' (taka odmiana chowanego). Kładło się dziesięć
    kawałków
    >
    > drewna na deseczce. Jeden szukał inni się kryli. Wystarczyło, że ten
    szukający
    > zobaczył kogoś i zdążył przed nim dobiec do patyków - ten ktoś był już
    spalony
    > (wychodził z ukrycia). Lecz jeśli któryś z jeszcze nie złapanych w
    międzyczasie
    >
    > zdążył dobiec i kopnąć w deseczkę rozrzucając patyki, cała reszta mogła się
    > znowu chować :-)

    WŁAŚNIE miałem napisać o tej zabawie, ale u nas to było w wercji z cegłówkami
    a sama gra nazywała się "cegiełki"
    :-)
    ad l. 33

    --
    Costa Brava 2006
  • 11.07.06, 12:49
    To w noża to się u nas (na Stegnach) nazywało pikuty (mam 36 lat).
  • 11.07.06, 22:44
    Tak, pikuty! Na Stegnach! I jeszcze sie gralo w kosci, glownie chlopaki; byl
    jakis skomplikowany system podrzucan i lapan. Poprosilysmy, zeby mama nam
    przywiozla kosci z Czechoslowacji - i przywiozla, sliczne, bo z porcelany...
    nijak sie nie dalo nimi grac, wiec sie w koncu nie nauczylam.

    Na Stegnach gralo sie tez w 'slimaka' - rysowalo sie gigantycznego slimaka,
    podzielonego na male kawalki i trzeba bylo najpierw dorzucic do jakiegos
    kawalka kamien (celnie!), a potem do niego doskoczyc, nie nadeptujac na linie -
    kiedy sie doskoczylo, mozna bylo go 'zajac' - na zajete pole nie mogl skoczyc
    nikt inny, niz jego wlascicielka.

    Pamietam, ze bracia M z mojego podworka nauczyli nas bardzo dziwnej gry
    w 'jojo' - byla tak zywiolowa, ze zazwyczaj konczyla sie klotnia, a w trakcie
    gry podczas szarpaniny z przeciwnikami darlo sie ubrania.

    Mysmy jeszcze robily 'szpital dla dzdzownic', ktore jakos nie chcialy grzecznie
    lezec pod lisciami w donicach. Moja autorska zabawa, na ktora zapadlo cale
    dziewczynskie podworko byla zabawa opadlymi paczkami malw i nierozkwitnietymi
    paczkami makow, ktore w naszej wyobrazni stawaly sie, hm, pieknymi bohaterkami
    przedziwnych opowiesci, i ktorym urzadzalysmy przecudowne mieszkania z lisci,
    szkielek i kamyczkow.

    A chomika Magdy, a potem kolejnego - Agnieszki pochowalysmy z naleznymi
    honorami oraz calym zestawem akcesoriow, zeby sie im po smierci nie nudzilo i
    nie bylo smutno pod ziemia.


    --
    All right, but apart from the sanitation, medicine, education, wine, public
    order, irrigation, roads, the fresh water system and public health, what have
    the Romans ever done for us?
  • 10.07.06, 23:32
    no oczywiscie chlopcy grali "w noze": w panstwa (jeden trzyma drugiego za reke,
    ten rysuje kule ziemska po jak najwiekszym obwodzie, ktora dzieli sie na
    panstwa, ktore potem kroi sie po trafionym rzucie nozem w ziemie), w statki
    (daleko od siebie bazy narysowane na ziemi, kazdy celny rzut to statek na
    ktorym mozna stac i dalej rzucac do skuchy, az sie zblizy do bazy - 10 celnych
    trafien w baze = konic gry). moze troche niejasno, ale na pewno wiecie o co
    chodzi ;).

    haclowy (chaclowy?)(splowy juz wychodzily z mody). "chodzenie na hacle", czyli
    zdobywanie roznego rodzaju drutow. "chodzenie na kapsle" czyli wyciaganie ich
    ze smietnika lub magnesem na sznurku z takich zakratowanych dzior przed
    sklepem. oczywiscie w celu uzbierania calego peletonu wyscigu pokoju. zwykle
    najlepsze ekipy (czechoslowacja, rosja, polska i nrd) to byly "poduszkowce".
    czasem ktos mial masciaki (takie czerwone kapsle po masci na bol glowy), ale to
    juz wyzsza polka.

    potem, gdy juz czlowiek troche starszy byl, zaczelo sie "chodzenie na puszki".
    glowne miejsce - smietniki pod pewexami. odwazniejsci jezdzili na centralny,
    stamtad jedna stacje na wszchodnia/zachodnia w miedzynarodowym pociagu
    przebiegalo sie po przedzialach i prosilo o puszki zagraniczniakow (ale
    zenada...:). bylem raz...zniechecilem sie bo czesto byly opoznienia do 600
    minut ;) no i starsi zawsze zbierali wszystko :(

    jesli nie bylo skladu na mecz to gralo sie w kwadraty...zasady rozne w
    zaleznosci od podworka...
  • 11.07.06, 10:33
    w noze (w panstwa) graly tez dziewczynki...
    w kazdym razie na moim podworku... :-)
  • 11.07.06, 00:57
    ququ777 napisała:
    Ae w panstwa to sie gralo scyzorykiem, rysowales na ziemi okrag a potem wbijalo
    sie noz i dkrawalo po kawalku panstwo kolegi:))))a guma turbo ohydna:: a
    ORANZADA W PROSZKU????????? woda z syfonow kupowanych w zieleniaku>??? oranzada
    w butelkach z kapslem .. ale bylo super...
    > A CHLOPCY W CO SIE BAWILI?
    >
    > Ja mam 25 lat, ale jeszcze pamietam...Tez gralem w gume z
    dziewczynami...Gralem
    >
    > w Panstwa Swiata, gdzie sie rysowalo na ziemi swoje panstwo, rzucalo pilke i
    > potem zabieralo sie przeciwnikowi po kawalku....A GUMA TURBO i te samochody,
    > ktorymi sie potem wymienialismy? A gdy przypomne sobie te gry w pilke na
    >
  • 11.07.06, 09:55
    A gry zespolowe w pilke? Jak nie bylo dwoch druzyn to gralo sie w Warszawianke.
    Ten komu strzelono chyba 10 goli byl przekopywany pod slupkiem.

    Z racji tego, ze w mojej dzielnicy bylo duzo ambasad (saska kepa) dostep do
    puszek i pudelke po paierosach mialme ulatwiony.

    Rower wigry tez posiadelem, byl kupiony w Pewciu i jako jedyny z osiedla mial
    przerzutki :)

    marcin 78
  • 10.07.06, 21:25
    jak wymierają gry podwórkowe?

    wydaje mi się, że nie ma ich przede wszystkim na nowych osiedlach, gdzie brak
    ciągłości dziecięcych pokoleń

    --
    tutaj trawię i wypluwam codzienne niusy: DadA rAda mAmble gadA
  • 10.07.06, 21:26
    Chlopaki, a pamietacie gre w "grzyba"?;) gralo sie scyzorykiem lub srubokretem.
  • 10.07.06, 21:27
    to ja dorzucam: kozaki relaksy na traktorze, sztywne buty juniorki z
    wzmocnionymi piętami i palcami, getry pod kolana w paski, robione na drutach z
    kolorowej wełny, frotki na przeguby rąk, robienie "pinpongowek" z kasztanow -
    tarlo sie kasztanem po betonie, az sie starly kolce i sie miało gotowa pilke. a
    ciuchy z siatka i lancuchami pamietacie? i jeansy marmurki chlapane chlorem.
  • 10.07.06, 21:43
    ja kompletnie nie zgdadzam sie ze te osoby ponizej 20 lat tego nie
    zrozumieja... sama mam 16... i moze nie bawilysmy sie juz w czterech pancernych
    czy dlugie kolejki do sklepu ale i guma i hula-hop, zakopywanie martwego
    chomika, ptaszka czy inne... wszystko to bylo... i czasami na podworkach zdarza
    mi sie widziec dziewczyny skaczace "szyjki"... a same na w-fach wracamy do
    tamtych czasow;D
  • 10.07.06, 22:20
    skakało się jeszcze pas i później szyję
    mi sie nie udało to nigdy
    nie umiałam się wybić
    ale moje koleżanki faktycznie skakały szyjkę
    w prawdzie udawało sie to tylko na dwie nogi
    ale było możliwe
  • 10.07.06, 23:00
    eh
    no serio teraz dzieci psy kompiuterze :/
    ja jeszcze hodowałam ślimaki winniczki w słoiku - wczesna podstawówka
    rowerowe wycieczki z herbatą w butelce po ptysiu
    że łażeniu po drzewach nie wspomnę
    jeżdżenie windą i latanie po schodach - wyścigi
    jak się pojawiły domofony na nowym osiedlu to lataliśmy całą "watahą" dzwonić
    tymi domofonami :D:D:D
    fikołki na trzepaku...też był cały obowiązkowy zestaw figur
    ale mi się na wspominki zebrało
    mam 28 latek i szkoda tamtych czasów beztroskich...chciałabym, żeby mój syn
    miał takie dzieciństwo, które by wspominał jak ja :D
    --
    Alicja mama Kubika
    Ktoś kto przy życiu mnie trzyma :)Kubik
    Forum PARTNER LEŃ I EGOISTAforum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=36737
  • 11.07.06, 06:57
    Też myślę, że ta teza, że poniżej 18 lat to już nic nie było. Ja w tym roku
    skończę 19 i doskonale pamiętam wszystkie zabawy opisane w tym artykule (ech,
    pogrzeb chomika ;D), no i z młodszymi dziećmi też mi się zdarzało bawić. Ale
    rozumiem, że fajnie mówić "Ach, ta dzisiejsza młodzież, to nie to, co my...",
    bo łapię się na tym, że i mi się czasem to wymsknie ;D To były czasy...

    btw, czy ktoś może mi powiedzieć, kto śpiewał piosenkę "Johnny, kocha cię
    świat" ?? :>
    --
    Jestem chuligan, gbur aspołeczny,
    Zły, proszę państwa, zły i niegrzeczny!
  • 11.07.06, 08:37
    Kwiatku, to był zespół Universe z charakterystycznym, spiewajacym falsetem
    wokalista. Mieli jeszcze w repertuarze "Blues o pół do piątej rano"
    rozpoczynajacy sie tekstem "Pół do piątej trzeba wstać, a tu chciało by sie
    spać" - pychotka :)
    ~~
    ox
  • 11.07.06, 08:51
    To nie było żadne "Johny kocha cię świat" tylko "Mr Lennon" - poswięcone ex-
    beatlesowi. Potwornie grafomańskie tak w ogóle, i tam nie było "Johny, kocha
    Cię świat", tylko "JohNNy, woła Cię świat, wołam Cię ja".

    --
    Dzidka

    Zwizytuj krze
  • 11.07.06, 18:46
    Dzięki wszystkim za pomoc. Ja tę piosenkę gdzieś w odmętach pamięci wyłowiłam,
    ale za nic w świecie nie mogłam jej do żadnego zespołu dopasować i męczyło mnie
    to strasznie ;D
    --
    Jestem chuligan, gbur aspołeczny,
    Zły, proszę państwa, zły i niegrzeczny!
  • 11.07.06, 08:47
    czy ktoś może mi powiedzieć, kto śpiewał piosenkę "Johnny, kocha cię
    świat" ??"Universe :)
  • 12.07.06, 09:52
    W skakaniu szyi trzeba było rękami oprzeć się o ziemię z tego co pamiętam.
    Chodziło o to, żeby nogi przerzucić przez gumę ale ręce mogły być oparte.
  • 10.07.06, 23:01
    Zaliczyłam wszystkie opisane zabawy za wyjątkiem tkania sznurka i muliny, bo
    antytalencie byłam :)

    --
    "Naturalne jest szkodliwe!"
    Nessie - Jedyna Prawdziwa
  • 10.07.06, 23:05
    Cudowne!
    A pamiętacie:
    załogę G
    ABC do wpisywania (nie tylko Złote myśli)
    słone masło z darów kościelnych
    buty czeszki (takie białe z gumką) jak obecne balerinki
    plastkiowe deskorolki
    lalki Fleur (zamiast Barbie??) niedościgłe marzenie (6 USD w Pewexie!!!)
    Mam 32 lata już! (nie wiadomo kiedy upłynęło)!!!

  • 11.07.06, 00:09
    Witam,
    i jeszcze latem czarne rokendrolki z Bazaru Różyckiego lub innego, zamszowe z
    okrągłum noskiem i paseczkiem nad podbiciem, a zimą saszki :)

    Mii

    --
    www.albireo.pl
    www.czary.pl
  • 11.07.06, 09:52
    Pamietam! Uzbieralam sobie nawet na taka nedzna imitacje Barbie i kupilam w
    komisie za jakies szalone pieniadze. Nic jej sie nie zginalo, a wlosy miala
    przyszyte tylko w jednym miejscu tak, ze jak sie robilo jej konski ogon to
    wystawala lysina... :)))
  • 11.07.06, 13:15
    Do Załogi G dodam jeszcze wakacyjną bajkę "Biały delfin um", a te czeskie
    tenisówki (jarmilki) po upraniu smarowałam zwykłą białą kredą (ta biel :)))
    Bluzki i spódnice wykonane przez moją mamę z tetry (materiał na pieluchy) i
    farbowane domowymi sposobami (wiązało się węzły i wrzucało do gara z barwnikiem,
    a po zafarbowaniu i rozmotaniu węzłów ukazywały się jednorazowe wzory).
    W gumę skakałyśmy jeszcze "paszki"a najlepsza moja gumowa gra szła jakoś tak :
    rowerek, żabka, nóżka, kaczka, przemieniane, obracane, półśruba i śruba. A i nie
    mozna było skakać "rowerkowo"" (tfu tfu, wszystko czerwone, żelazny krzyż)
    Mam 33 lata :)
  • 10.07.06, 23:18
    to były czasy..guma, skakanki, kapsle, podchody....bieganie aż do ciemka, albo
    siedzenie przed blokiem na ławkach i opowiadanie o duchach....brrrr....nawet
    ktos wpadł na pomysł żeby wywoływać duchy...za pomoca talerza i czegoś
    jeszcze....ale na pomysle sie skończyło:), albo wojna między blokami...rzucało
    się czym popadnie, jajkami, pomidorami..a jak mama kazał iść do sklepu po
    zakupy to szło sie przez pół osiedla żeby tylko nie przejść obok "wrogiego
    obozu":):) a teraz mam męża z tego wrogiego obozu hihihi:):)

    a pamiętacie dziewczyny te zajebiście różowe i seledynowe sznurowadła,
    skarpetki albo szaliki?? szczyt mody buty "szczurki" i do tego różowe
    sznurowadła:) i spodnie, dżinsy..jak najwęższe....a pierwsze dekatyzowane
    dżinsy?? to był hicior

    a w szkole, mleko w takich małych butelkach, fartuszki granatowe z przyszywaną
    tarczą a na dzień dziecka obowiązkowo drożdżówa i oranżada we woreczkach
    ehh..jest co opowiadać...
  • 11.07.06, 08:22
    katany..
  • 11.07.06, 09:56
    Pamietam to mleko, wiekszosc dzieciakow po prostu je wywalalo, ale ja nawet
    lubilam. A fartuszki mialysmy najpierw takie calkiem zakryte z dopinanym
    kolnierzykiem, a potem takie frymusne falbaniaste. A za tarcze na agrafce
    mozna bylo uwage zarobic.
  • 11.07.06, 11:03
    A pamiętacie, że kolor czerwony (i to nie tylko długopisu, ale też ubrań) w
    szkole był zakazany, bo zarezerwowany dla nauczyciela? Kiedyś, w II klasie
    podst. przyszłam do szkoły w czerwonym dresie i dostałam OPR od nauczycielki, bo
    "czerwony jest zarezerwowany dla nauczyciela".
    A co do zabaw... w gumę grałam, robiłam "sekrety" vel "widoczki" (tylko, nie
    wiedzieć czemu, mówiłyśmy na to z przyjaciółką "obłoczki"), miałam "Złote myśli"
    i pamiętniki do wpisywania... plotłam bransoletki z muliny...
    Gry? Oczywiście "klasy" / "chłopek", "masło-trzasło", "czekoladka", "gąski,
    gąski, do domu!", a na trzepaku grało się w "tramwajarza" i "ślepca"...
    W klasie graliśmy w "syfa" i "kapciobola" (ta druga zabawa polega na tym, że
    dzieci stoją w dużym kręgu, a jedno z nich kopie kapeć po podłodze tak, by
    trafić kogoś. Trafiony zostaje "kapciobolem" i też musi kogoś trafić).
    Chińskie piórniki, takie otwierane z obu stron - z samochodami lub z "My little
    pony"... gdy w II klasie przerabialiśmy "Plastusiowy pamiętnik", w każdym
    chińskim piórniku zamieszkał Plastuś. Chińskie piórniki z wetkniętą w nie
    linijką pełniły także funkcję krótkofalówek podczas zabaw korytarzowych.
  • 11.07.06, 11:04
    Rocznik 1979.
  • 11.07.06, 12:26
    No, ja tez lepilam Plastusia. Tylko ze zawsze mialam dwie lewe rece i stale
    odlatywaly mu nozki i raczki. :)))
    No i czerwony dlugopis, przedmiot westchnien... Na poczatku to w ogole wolno
    bylo pisac tylko olowkiem. Teraz chyba dzieciaki od poczatku pisza dlugopisami,
    no nie? I pewnie juz szlaczkow nie rysuja...
  • 11.07.06, 17:27
    Pewnie tak... (jeśli chodzi o szlaczki). Pamiętam, że w klasach 1-3 pisało się w
    zeszycie w 3 linie i u nas w klasie było tak, że jak ktoś ładnie pisał, pani
    pozwalała mu pisać w 1 linię. A ja przeszłam na 1 linię bez jej pozwolenia ;)
    zważywszy na to, że bazgrałam jak qra pazurem (czy też, jak mówiła nasza pani,
    jak kura pazurĄ koło płota), w życiu by mi nie pozwoliła pisać w 1 linię ;)
  • 10.07.06, 23:57
    fajne wspomnienia:)
    tylko ze jak dla mnie, to to jest tylko wstep do jakiegos tekstu, urywa sie
    jakos nagle i bez zadnago rozwiniecia...

    Pauli
    --
    bywam na Łysej Górze:)
  • 11.07.06, 00:14
    Ja mam 23 lata i pamietam skakanie w gume, na skakance, zlote myśli (szkoda,że
    wyrzuciłam), zwykle pamietniki do wpisywania sie, tkanie z muliny i wymienianie
    sie, zbieranie naklejek z gum i takich do albumow, kupowanych w pakietach po 6.
    I oczywiscie kolekcjonowanie karteczek z notesów,z obrazkami!
    Za to nigdy nie robiłam widoczkow, pierwszy raz przeczytałam o tym w
    "Dziewczynach z Portofino",widac to popularne było.
    --
    "Jestem pisarką a powinnam być kurtyzaną"
  • 11.07.06, 00:25
    jak dla mnie - bomba. Wspomnienia ożywają. Papierki z Donaldów i wycinki z
    gazet mam do dziś, bom sentymentalna wielce, a do tego rodzice mają obszerny
    strych na te wszystkie skarby. Szczęśliwie ogródek tez był pod ręką, dzięki
    czemu mumii chomika w szufladzie brak. Pamiętnika z wpisami też brak, bo ktoś
    go zakosił. Szkoda.
  • 11.07.06, 09:58
    U mnie wszystkie "skarby" przepadly przy przeprowadzkach. :( A pamietam, ze
    zbieralam jeszcze serwetki, mialam calkiem pokazna kolekcje. Najbardziej w
    cenie byly "mgielki", czyli takie bardzo cieniutkie.
  • 11.07.06, 00:51
    Dzis jestem prawie 40 letnim facetem, pamietam to wszytko co napisane jest w
    artykule, chlopaki tez robili sekretne zeszyty, kopali dolki w ktorych pod
    szybkami ukladali pilkarzy albo zdjecia asamochodow. Pamietam tez wysig pokoju
    z kapsli w ktore wklejalo sie flagi panstw a na ulicy malowalo kreda albo
    swiecowkami trasy, gralo sie w panstwa scyzorykiem i szukalo na budowach
    najwiekszych kawalkow kredy ze scianek gipsowo kartonowych.. To bylu czasy,
    donalda kupowalo sie w warzywniaku a wranglery ogladalo w pewexie.....
    Teraz mieszkam za granica i daleko mi do tamtych czasow jednak jedno sie nie
    zmienilo, nadal pamietam zapach balonowy z donaldem i nadal lubie wracac do
    dzieciecych miejsc zabaw choc park w lazienkach wyglada juz nieco inaczej......
  • 11.07.06, 01:20
    Umiem zakręcić hula-hoop wokół ręki, natomiast nigdy w życiu nie udało mi się
    go zakręcić talią. Po prostu nie umiem, nie jestem taka zręczna. Co do gumy - u
    nas oprócz różnych wysokości i sposobów skakania (żabka, lajcio, piłeczka) były
    też utrudnienia. :D Szosa - guma bardzo szeroko. Bacznostka - odwrotnie -
    trzymające gumę stały na baczność i skacząc trzeba było się w tym zmieścić.
    Ślepotka - skakanie z zamkniętymi oczami. I najdzikszy pomysł; nie wiem, czy
    ktoś to jeszcze gdzieś wymyślił. Bulwa - zrobić "puce" i tak skoczyć całą
    sekwencję kroków bez roześmiania się, dodatkowo trzymające gumę też muszą
    zrobić "bulwę" i też nie mogą się śmiać. I potem jeszcze utrudnienie podwójne,
    czyli bulwa ślepotka... To były czasy. :P
    I jeszcze pamiętam gadżety swojego dzieciństwa... Zwijająca się linijka, żmijka
    z materiału z kępką włosów nad oczami, instrumencik o nazwie Echo-Piano...
    Teraz jednakowoż wolę się bawić w filozofię. W gumę nawet dziś bym zagrała, ale
    już kiedy miałam 9 lat, mama odmawiała pomocy w skakaniu w domu.
  • 11.07.06, 02:13
    chyba jestesmy w podobnym wieku,bo tez mialam zwijajacą sie linijke, echo-piano
    i zmijki:)
    --
    "Jestem pisarką a powinnam być kurtyzaną"
  • 11.07.06, 01:52
  • 16.07.06, 23:06
    Wróciły paskudne wspomnienia... Za cholerę nie wychodziło mi to skakanie w
    gumę... Chociaż starałam się jak mogłam i nawet ćwiczyłam w domowym zaciszu
    (zakłócając spokój sąsiadów z dołu). Wszystkie dziewczynki się ze mnie
    wyśmiewały :(((
  • 17.07.06, 00:03
    wkładało się pod szkiełko historyjkę z donalda (guma do żucia, dla nie
    wtajemniczonych) lub płatki róży... cudne :) i dzieliło się ten sekret tylko z
    najlepszymi przyjaciółkami. cóż, jeśli następnego dnia nastała kłótnia, sekret
    był zagrożony!!! te małe intrygi...
    www.porysunki.blox.pl

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.