Dodaj do ulubionych

Syzyfowa praca kobiet

15.01.07, 16:15
Cenę pracy kobiety można ustalić przyjmując , iż uzyskuje ona połowę dochodu
rodziny.
Zastrzeżenie , że wykonując tę samą pracę różne kobiety są różnie wynagradzane
można przyrównać do zarobków np. nauczycielki w biednej wiejskiej szkole i
nauczycielki w prywatnej szkole w Warszawie. Wykonują taką samą pracę za inne
wynagrodzenie.
W ten sposób, uznając prawo każdego z małżonków do połowy zarobków rodziny,
można rozwiązać sprawę emerytur ich wysokości i zaliczania czasu zatrudnienia.
Takie założenie uwzględnia też to, że podejmując pracę zawodową kobieta
obarczona rodziną jest mniej dyspozycyjna, a w związku z tym zarabia mniej niż
mogła by zarobić będąc osobą samotną. Wyższe zarobki mężczyzny okupione są na
ogół ciężką pracą jego żony. Uważam , że całkowity dochód rodziny jak i prawo
do emerytury ( ustalanie jej wysokości jak i stażu pracy) powinien być w
małżeństwie łączone a następnie dzielone na dwie równe części. Takie suche
matematyczne wyliczenie pozwoliło, by na ustalanie alimentów w razie rozwodu
jak i ustalenie wysokości alimentów dla dzieci. Dodatkową zaletą takiego
rozwiązania byłoby przyczynienie się do trwałości małżeństw. Panowie lubiący
wymieniać żony na coraz to nowsze modele musieliby się liczyć z bardzo dużym
obciążeniem finansowym.
Edytor zaawansowany
  • ningpo 15.01.07, 20:19
    Wyższe zarobki mężczyzny okupione są na
    > ogół ciężką pracą jego żony. Uważam , że całkowity dochód rodziny jak i prawo
    > do emerytury ( ustalanie jej wysokości jak i stażu pracy) powinien być w
    > małżeństwie łączone a następnie dzielone na dwie równe części.
    Zgodzę sie tutaj z tobą. Nie chodzi o to,żeby kobietom płacić za te prace.
    chodzi o to aby zobaczyć jak ciężka to praca. Aby miały emerytury i inne
    zabezpieczenia a nie były zdane na łaske i niełaskę swego męża.
  • pani_rosomak 15.01.07, 21:34
    Zgadzam się z przedmówcami. To nieludzkie żeby na przykład kobieta która wychowała 5 dzieci,na starość porzucona przez męża, żyła z groszowej renty socjalnej i mieszkała w lokalu socjalnym wielkości pudełka po butach. Ile kobiet porzuconych przez mężczyzn ( w kraju w którym wyegzekwowanie jakich kolwiek alimentów graniczy z cudem) nigdy nie zdoła dorobić sobie do emerytury, poprostu dlatego że najlepsze lata poświęciły rodzinie. Myślę że dzielenie dochodu na połowę byłoby sprawiedliwe.
  • yesamin 16.01.07, 11:00
    Zgadzam się z tym: to proste, logiczne i sprawiedliwe! Aż dziwne, że tak
    sensowny pomysł jakoś nie może się przebić... Kto się tego boi? Mężczyźni?
    Ale, mam nadzieję, że i ich to zadowoli, bo sytuacja taka bedzie działała w
    obie strony, czyli i męczyzna zajmujący się domem bedzie miał prawo do połowy
    dochodu żony i emerytury z racji pracy.
  • echtom 16.01.07, 19:09
    Z tą drugą stroną to bym była ostrożna. Jakoś łatwo mi sobie wyobrazić
    bezrobotnego męża, który przez cały dzień siedzi przed telewizorem, podczas gdy
    żona po powrocie z pracy zabiera się za gary i sprzątanie.
    --
    Dogs look up to us. Cats look down to us.
    Pigs treat us as equals.
    Winston Churchill
  • silic 17.01.07, 01:25
    > Z tą drugą stroną to bym była ostrożna.

    A wyszło szydło z worka. Jak dać to nam, ale jak zabrać to im.

    Mi jakoś łatwo wyobrazić sobie bezrobotną żonę, która do garów nie podejdzie, bo
    nie ma pojecia jak zrobić cokolwiek.
  • kszynka 17.01.07, 07:52
    myślę, że kwota powinna zależeć od zakresu obowiązków i sumiennowści w
    wykonywaniu obowiązków
    ;-)


    --
    wakacje 2006
    bardzo prosty katalog stron
  • greg0.75 17.01.07, 07:56
    a jak często zgadzasz się przyjmować wizyty inspekcji pracy???
  • parazyd 17.01.07, 12:48
    Gdyby wcielić w życie ww. kompletnie niedoważone pomysły (damskiego towarzystwa
    wzajemnej adoracji), to jedynym skutkiem tego byłby spadek liczby legalnych
    małżeństw i wzrost liczby związków nieformalnych.
    :-)
  • manhu 17.01.07, 13:39
    Zgadza się, że taki byłby skutek, ale nie jedyny i o wiele bardziej drastyczny niż myślisz.

    "82% Polaków chce wypłacania pensji kobietom pracującym w domu"
    Gratulacje durnie!!! 82% durniów! 2000zł na miesiąc styka? OK, jeszcze tylko ZUS-ik i podatki od usług razem ~3500. Mężulka nie stać? OK - 1000 (razem z ZUS i podatkami). Efekt rodzina uboższa o 400-1500 w zależności od "pensji".
  • jola_dywity2 17.01.07, 09:52
    Na pierwszym miejscu mieszkanie, potem samochód, następnie żona, a po niej
    pralka automatyczna.
  • jaac-p 17.01.07, 10:41
    To zróbcie jeszcze listę obecności :)

    kszynka napisał:

    > myślę, że kwota powinna zależeć od zakresu obowiązków i sumiennowści w
    > wykonywaniu obowiązków
    > ;-)
    >
    >
  • pawel949 17.01.07, 11:14
    kszynka napisał:

    > myślę, że kwota powinna zależeć od zakresu obowiązków i sumiennowści w
    > wykonywaniu obowiązków
    > ;-)

    Jeśli tak, to moja żona powinna dopłacać. Jedynie co robi pilnie, to pilnuje
    żeby sprzątające Ukrainki nie były interesujące - w zasadzie to główny element
    weryfikacji ....
  • echtom 17.01.07, 08:38
    To chyba rzadkość, natomiast znam parę gospodyń domowych z odchowanym
    dzieckiem, których praca w domu ogranicza się do 2-3 godzin dziennie. Reszta to
    bieganie po sklepach z ciuchami albo do lekarza, by leczyć urojone dolegliwości.
    --
    Dogs look up to us. Cats look down to us.
    Pigs treat us as equals.
    Winston Churchill
  • maura4 17.01.07, 09:20
    Szybko ogarnelam myslami znane mi kobiety i mezczyzn, i jednak trudno mi sobie
    wyobrazic babe ,co to nic przez caly dzien nie zrobi.Mezczyzne znacznie latwiej.
  • keradk 17.01.07, 12:22
    > Szybko ogarnelam myslami znane mi kobiety i mezczyzn, i jednak trudno mi
    sobie
    > wyobrazic babe ,co to nic przez caly dzien nie zrobi.Mezczyzne znacznie
    latwiej

    dlatego to wlasnie mezczyzni sa najczesciej znanymi artystami, architektami
    itp - bo tu trzeba WYOBRAZNI
  • malyflowers 18.01.07, 16:29
    a babki robiace kariere pyta sie o czy warto było poswiecić rodzine i dzieci??
    stereotypy, nic wiecej :))
    --
    malyflowers
  • weronika8881 17.01.07, 11:46
    silic, odkryłeś moją tajemnicę :)

    bezrobotna żona
  • jaac-p 17.01.07, 10:39
    No i widać jak to jest. Przykład typowej seksistowskiej szowinistki. Kobiety to
    ciężko pracują w domu. Mężczyzna? Niemożliwe. Co najwyżej z piwem przed
    telewizorem. Smutnu z ciebie przypadek
  • fuckinimperator 17.01.07, 07:47
    i tyle będzie zabezpieczenia socjalnego
  • maura4 17.01.07, 09:26
    No nie wiem,a co zrobia z seksem ?Panienki sa kosztowne.Ja sadze,ze nie
    uregulowanie tej kwestii,spowoduje ograniczenie dzietnosci kobiet do jednego
    dziecka.Moja mama powtarza mi- z jednym dzieckiem smialo sama sobie
    poradzisz,ale z glupim chlopem ,nie.
  • oktawianc 17.01.07, 09:52
    Z seksem zrobią to samo co kobiety.
    Tata zawsze mi powtarzał: lepiej sam wychowuj swoje dzieci(będą bardziej
    zaradne) niż męcz się z wredną heterą ;P

    --
    W co motłoch bez dowodów uwierzył, jakże byśmy mogli to dowodami obalić?!
    Nietzsche
    Wywiad ze Stanisławem Lemem
  • hotrod404 17.01.07, 10:54
    panienki są najtańsze! i nie trzeba wysłuchiwac marudzenia ;-)
  • welcometopoland 17.01.07, 13:06
    Nie. To ja nie wiem...
    Ja np. praktycznie nie mam sexu i zapieprzam w domu po pracy albo przed (!) -
    zakupy, pranie, zmywanie, sprzątanie, często sam prasuję swoje rzeczy.
    CO POWINIENEM ZROBIĆ ?!

    Wlasciwe moja pechowa wybranka dala mi tylko syna (ale to też złudne bo w razie
    rozwodu oczywiście go zabierze ze sobą).

    Tkwię więc w "więzieniu" czekając na jakąś zgrabną "wybawicielkę" która zechce
    stać się moją królową.

  • oktawianc 17.01.07, 09:50
    yesamin napisała:

    > Zgadzam się z tym: to proste, logiczne i sprawiedliwe! Aż dziwne, że tak
    > sensowny pomysł jakoś nie może się przebić... Kto się tego boi? Mężczyźni?
    > Ale, mam nadzieję, że i ich to zadowoli, bo sytuacja taka bedzie działała w
    > obie strony, czyli i męczyzna zajmujący się domem bedzie miał prawo do połowy
    > dochodu żony i emerytury z racji pracy.

    A jak się chwilę pomyśli, to już nie ma nad czym piać z zachwytu... A co z
    kobietami, które zaczną zbijać nad tym majątek? Jeden rozwód, połowa pensji
    pierwszego męża, drugi rozwód... A może to ma działać tylko u pierwszego? To
    gdzie równość? No i połowę pensji mu zabierać na poczet korzyści, które ma już
    jakiś inny? Oj, poprzewracało się w główce... :)



    --
    W co motłoch bez dowodów uwierzył, jakże byśmy mogli to dowodami obalić?!
    Nietzsche
    Wywiad ze Stanisławem Lemem
  • yesamin 17.01.07, 16:17
    Po pierwsze: nie z kobietami, tylko z osobami obojga płci, które zdecydowały
    sie na pracę w postaci prowadzenia domu.
    Po drugie: W czym problem? Sytuacja analogiczna do pracy etetowej poza domem:
    Jesteś managerem - zarabiasz dużo i odprowadzasz wysoką składkę emerytalną,
    spadasz na etet sprzątaczki - zarabiasz mało, płacisz mniejsza składkę. Na
    koniec to się sumuje i wychodzi kwota naleznych swiadczeń. W małżenstwie
    analogicznie: Jesteś Z managerem - zarabiasz dużo, jesteś Z sprzataczem -
    zarabiasz mało - ostateczna emerytura to pochodna wyniku tych sum.
  • oktawianc 18.01.07, 08:44
    Coś przeoczyłaś... Tu nie chodziło o emeryturę, ale głównie o pensję.


    --
    W co motłoch bez dowodów uwierzył, jakże byśmy mogli to dowodami obalić?!
    Nietzsche
    Wywiad ze Stanisławem Lemem
  • hotrod404 17.01.07, 10:56
    lepiej się nie żenic i móc decydowa zgodnie z własnym sumieniem!!!
  • keradk 17.01.07, 12:17
    sprawa jest ekonomicznie banalna - wszystkie te prace wykonuje tzw gosposia
    domowa - za 1200 netto. chetnych do tej pracy jest wiele, a kwalifikacje i
    wyksztalcenie nie sa zbyt potrzebne. Kazdy w koncu gotowal kiedys dla siebie
    (idiotow i panskie pieski nie biore pod uwage, bo jak wiemy - to nie ludzie, to
    wilki).
    to tyle jesli chodzi o cieeeezka prace gosposi.
    swoja droga to ciekawe ze autorka porownuje kobiety pracujace non-stop z
    mezczyznami pracujacymi niewiele - jest to manipulacja, bo sugeruje ze
    mezczyzna przewaznie pracuje niewiele.

    a wezmy teraz przyklad architekta, zarazem tzw 'project managera' ktory
    zapieprza od 9 do 22 i wieczorem nawet ruszyc sie nie moze i jego zony ktora
    wtedy robi sobie paznokcie i fryzure i to jest jej ciezka praca.
    architekt przynosi do domu 6000 zlotych a fryzura kosztuje ze 200, paznokcie
    100.

    wniosek wg autorki jest oczywisty - emerytura nalezy sie rowna. wszyscy wiemy
    jaki to koszmar siedziec u fryzjera.
  • arkp 17.01.07, 13:38
    Z tego głupiego pomysłu wynika, że jeśli mężczyzna zarabia 5000 zł, a kobieta
    nie pracuje, to oboje nabędą prawa emerytalne jakby każde z nich zarabiało
    2500. Jeśli kobieta umrze (a to się przecież zdarza) to mężczyzna, który
    zarabiał 5000 zł dostanie połowę swojej faktycznej emerytury, bo przecież nie
    dziedziczy się emerytury po małżonku. Takie coś to czyste zlodziejstwo. A co w
    przypadku rozwodu (też się przecież zdarza)?!?
  • lucky81 17.01.07, 14:55
    > Myślę że dzielenie dochodu na połowę byłoby sprawiedliwe.

    Przecież masz prawo się umówić z mężem na taki układ, jaki chcesz. Ale nie
    narzucaj wszystkim.
  • szuwarek75 17.01.07, 06:21
    > Nie chodzi o to,żeby kobietom płacić za te prace.
    > chodzi o to aby zobaczyć jak ciężka to praca

    To może i żony sprawdzą jak wygląda praca mężów ?
    Od 5 lat remontuję przedwojenny dom otrzymany w spadku. A więc są panele, gładzie, malowanie, kafelkowanie, przebudowy ścianek, szlifowanie okien, schodów itd itp. Do tego jest jeszcze ogród, a więc cotygodniowe koszenie trawy, kopanie grządek, zbieranie owoców itd itp
    Dodajmy samochód - robię za szofera i staram się przy nim troszkę pomajsterkować

    Dlaczego non-stop mam wysłuchiwać o płacy dla żon ? Czy mężowie faktycznie leżą tylko z piwem przy telewizorach ?
    Dlaczego kobiety żądają podziału obowiązków przy pracach kobiecych ? Może również chwycą za kielnię, kosiarkę, papier ścierny, śrubokręt i młotek ? Wówczas dopiero będziemy mogli mówić o podziale obowiązków i ewentualnej wypłacie - ale dla obu stron.
  • ren95 17.01.07, 08:48
    Całkowicie zgadzam się z przedmówcą, po prostu kobiet ciężko pracujących w domu
    jest większosć, natomiast mężczyzn, którzy po pracy- lub zamiast pracy
    zarobkowej- cieżko pracują w domu jest zdecydowanie mniej, wręcz
    zaryzykowałabym twierdzenie, że są to jednak wyjątki. Stąd stereotyp wymęczonej
    kobiety i mężczyzny na kanapie. Oczywiście, że w przypadku panów prowadzących
    dom lub aktywnie w nim działających powinna działać dokładnie ta sama zasada
    wspólnego podziału dorobku (emerytury), tylko kto to oceni?
    Zarówno żony jak i mężowie moga być stronniczy- z różnych względów.
  • uwolnic_cyce 17.01.07, 09:25
    szuwarek75 napisał:

    > > Nie chodzi o to,żeby kobietom płacić za te prace.
    > > chodzi o to aby zobaczyć jak ciężka to praca
    >
    > To może i żony sprawdzą jak wygląda praca mężów ?
    > Od 5 lat remontuję przedwojenny dom otrzymany w spadku. A więc są panele,
    gładz
    > ie, malowanie, kafelkowanie, przebudowy ścianek, szlifowanie okien, schodów
    itd
    > itp. Do tego jest jeszcze ogród, a więc cotygodniowe koszenie trawy, kopanie g
    > rządek, zbieranie owoców itd itp
    > Dodajmy samochód - robię za szofera i staram się przy nim troszkę
    pomajsterkowa
    > ć
    >
    > Dlaczego non-stop mam wysłuchiwać o płacy dla żon ? Czy mężowie faktycznie
    leżą
    > tylko z piwem przy telewizorach ?
    > Dlaczego kobiety żądają podziału obowiązków przy pracach kobiecych ? Może
    równi
    > eż chwycą za kielnię, kosiarkę, papier ścierny, śrubokręt i młotek ? Wówczas
    do
    > piero będziemy mogli mówić o podziale obowiązków i ewentualnej wypłacie - ale
    d
    > la obu stron.


    No moja żona włśnie to wszystko robi, a nawet znacznie więcej.Ja ze względu na
    charakter pracy sam zająć się tymi sprawami nie mogę. Cóż za tem?
  • hotrod404 17.01.07, 10:50
    wtedy korzystniej będzie kupic usługi w outsourcingu ;-)!!!
  • convalya 16.01.07, 18:01
    Nie można jednocześnie łapać dwóch srok za ogon - twierdzić, że partnerstwo i
    równy podział obowiązków domowych to najlepsze wyjście, oraz podkreślac, że
    zajmowanie sie domem to kobieca domena za którą należy sie wynagrodzenie. Ja
    postawiłabym na pierwszą opcje.
    Uznając, że praca w domu jest tyle samo "warta" co praca zawodowa i mówiąc, że
    kobiety zajmujace sie domem nie są "gorsze" od kobiet pracujących zawodowo
    przyczyniamy sie do utrwalania stereotypu kobiety jako tej, co nadaje się przede
    wszystkim do garów. Jak ktoś chce tylko zajmowac sie domem - proszę bardzo, ale
    niech nie domaga sie uznania na równi z kimś kto pracuje zawodowo, podnosi
    kwalifikacje, dokształca sie etc. Taka sprzątaczka wcale nie jest gorszym
    człowiekiem niż np. tłumaczka, ale pod względem zawodu plasuje się na dole drabiny.
    Zgadzam się, że kobieta zajmująca sie domem powinna miec jakieś zabezpieczenie,
    prawo do emerytury męża. Ale wynagrodzenie? Ludzie, to czy chce mieć dzieci, czy
    chce mieć ich dwoje czy pięcioro i czy chce sie nimi zajmowac to moja i moich
    najbliższych broszka. A dlaczego bezdzietnym nie płacić za to, ze sprzątaja w
    domu, piorą, gotują. Ta sama logika.
  • okrent9 17.01.07, 01:32
    convalya, piszesz:

    "Ludzie, to czy chce mieć dzieci, czy chce mieć ich dwoje czy pięcioro i czy
    chce sie nimi zajmowac to moja i moich najbliższych broszka. A dlaczego
    bezdzietnym nie płacić za to, ze sprzątaja w domu, piorą, gotują. Ta sama
    logika."

    Niezupełnie. Jeśli kobieta (o wiele rzadziej mężczyzna) pozostaje w domu by
    wychowywać dzieci, to przyczynia się do wychowania (oby jak najlepszego) nowego
    pokolenia, które będzie kiedyś pracowało na nasze emerytury...
  • micra 17.01.07, 06:33
    ...ludziom. Niech każdy decyduje za siebie, za rodzinę, za najbliższych. Mit
    utrzymywania emerytów przez młode pokolenie pryska jak bańka mydlana. By tak
    było musiałoby się rodzić więcej dzieci (decyzja pań) oraz ludzie musieli by
    pracować coraz dłużej - to nie wyjdzie. Już teraz ZUS otrzymuje potężną dotację
    (KRUS cały czas).

    Czas oddać ludziom sprawy w swoje ręce, zacząć spłacać zobowiązania ZUS z
    podatku celowego i powiedzieć: jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz, ile
    uzbierasz, tyle zbierzesz na starość. Im więcej osoba pracująca (zawodowo)
    zarobi, tyle zostanie Wam na starość lub Waszym dzieciom lub Waszej rodzinie.
    Życie na "kocią łapę"? To prywatna sprawa tych ludzi - niech decydują między
    sobą co zrobić ze środkami, które zdobywają wspólnie lub tylko jedna ze stron.
    Wtedy nie będzie dyskusjach o pracy kobiet, o tym ile komu zapłacić, o emeryturach.

  • oktawianc 17.01.07, 10:00
    tego nie rozwiążesz, dalej na emerytów będzie płaciło całe społeczeństwo. To, że
    jest za mało ludzi na zapotrzebowanie ZUS, jest właśnie charakterystyczną
    słabością systemu repartycyjnego. Żadne podatek tego nie zmieni. Nie bardzo
    potrafię sobie wyobrazić jakieś rozwiązanie, poza całkowitym zerwaniem z tym
    systemem. Tylko jak to uczynić? Zaciągnąć jednorazowo wielką pożyczkę, na
    potrzeby obecnych emerytów? Tak czy inaczej my będziemy ją spłacać i ma się nam
    z tego tytułu nic nie należeć? Ciężka sprawa.



    --
    W co motłoch bez dowodów uwierzył, jakże byśmy mogli to dowodami obalić?!
    Nietzsche
    Wywiad ze Stanisławem Lemem
  • lucky81 17.01.07, 15:13
    Byłby prostszy system podatkowy, i jasna sytuacja: zrywamy już z ZUS-em, i tylko
    płacimy podatki na zapłacenie za stare błędy.
  • oktawianc 18.01.07, 08:47
    To prawda, jednak kto się zdecyduje na taki odważny krok? Nie widzę takiej partii.
    Wiele osób uzna, zresztą słusznie, że to niesprawiedliwe. Będziemy płacić
    składki, z których nic nie będzie nam się należało. Osobno będziemy musieli
    ubezpieczać się w III filarze... Nie każdego na to stać, co innego gdyby
    zlikwidować obciążenie ZUSowskie, no ale tego nie można zrobić.

    --
    W co motłoch bez dowodów uwierzył, jakże byśmy mogli to dowodami obalić?!
    Nietzsche
    Wywiad ze Stanisławem Lemem
  • echtom 17.01.07, 08:53
    To ile powinna dostać matka kilkorga dzieci, która przez całe życie zajmowała
    się nimi, domem i pracowała zawodowo?
    --
    Dogs look up to us. Cats look down to us.
    Pigs treat us as equals.
    Winston Churchill
  • zakret 17.01.07, 09:14
    Jeżeli już to nie ile, ale od kogo? Ano od swoich dzieci - skoro je wychowała
    (np. alimenty jeśli jest na starość w niedostatku), nie od moich lub od mnie.
    Co za bzdura z wynagradzaniam za prowadzenie domu. Przecież to był JEJ dom.
    Jeśli w nim nie posprzątała to siedziała w "syfie", jak nie przygotowała
    posiłku , to była głodna. To tak jak by domagała się ode mnie (pośrednio -
    poprzez wyższe podatki lub składki) wynangrodzenia za upranie SWOICH nie moich
    majtek. Czy mnie kiedykolwiek interesowało, czy jakaś gospodyni domowa chodziła
    w czystych majtkach. Zatem niech i ona odczepi się od moich pieniędzy.
  • maura4 17.01.07, 09:36
    To proponujesz model-kazdy sobie rzepke skrobie.Kto ile dzieci wychowa taka
    bedzie mial starosc.A co w sytuacji,kiedy dzieci umra szybciej niz matka,albo
    przynajmniej czasowo beda bezrobotne ?A co w wypadku,kiedy beda zarabialy tak
    malo,ze same ledwo wyzyja ?
  • oktawianc 17.01.07, 10:05
    No taki właśnie jest świat....
    A co proponujesz w zamian? Wieczne utrzymywanie wszystkich nieudaczników świata?
    Może Bóg będzie im przelewy na konta robił, bo ja jakoś się do tego nie palę.
    Taki opiekuńczy model społeczeństwa przynosi więcej szkody niż pożytku.
    A tak na marginesie po to zakłada się rodzinę, żeby razem iść przez życie i
    dzielić się jego trudami. Jeśli mężczyzna utrzymuje rodzinę, to ma jeszcze
    dodatkowo płacić pensję żonie? A nie robi już tego? Na co wydaje swoje dochody?
    Może na swoją rodzinę, czyż nie? Bzdurny temat.

    --
    W co motłoch bez dowodów uwierzył, jakże byśmy mogli to dowodami obalić?!
    Nietzsche
    Wywiad ze Stanisławem Lemem
  • grosz-ek 17.01.07, 11:01
    Faktycznie - w tym artykule zabrakło części poświęconej podziale dochodów w
    rodzinie. A przecież jest tak, że pracujący mąż zarabia, a pracująca w domu żona
    wydaje.

    Bez tej części ten artykuł jest ułomny. Zakłada bowiem, że pracujący mąż
    zatrzymuje dla siebie swój dochód, a pracująca w domu żona wykonuje wszystkie
    domowe czynności za frikko ("nieodpłatnie"). To jest chyba bezsens. Najczęściej
    jest bowiem tak, że mąż nie zatrzymuje dochodu, lecz przekazuje go do dyspozycji
    swojej aktywnej żonie z niemą prośbą, aby wykorzystała go jak najlepiej do
    funkcjonowania rodziny. Żona w dysponowaniu tym dochodem ma znaczącą wolność -
    może go przeznaczyć na zakup żywności, ale także - na pójście do fryzjera, zakup
    kosmetyków, najnowszych ciuchów, prasy kobiecej itd. - oczywiście, pod warunkiem
    że te dodatkowe wydatki nie zagrażają sprawnemu funkcjonowaniu rodziny (np. że
    nie odbywa się to kosztem opłat za mieszkanie).
  • polska_baba 17.01.07, 13:05
    Domowa praca znacznej części kobiet jest wynagradzana poprzez udział w dochodach
    męża dopóki małżeństwo faktycznie trwa. Problemy rodzą się w przypadku rozpadu
    związku (jeszcze przed formalnym rozwodem) i na emeryturze (kobieta zostaje ze
    swoją niską emeryturą po śmierci męża, zdarza się też, że niektórzy faceci
    uważają, że jak nie ma dzieci na utrzymaniu, a żona ma swoją emeryturę, to oni
    mogą całą kasę zatrzymać dla siebie). A to jest po prostu okradanie kobiet z
    efektów ich pracy w domu.
  • oktawianc 18.01.07, 08:49
    To ciekawe czemu moja babcia dostaje emeryturę po moim dziadku a nie swoją?

    --
    W co motłoch bez dowodów uwierzył, jakże byśmy mogli to dowodami obalić?!
    Nietzsche
    Wywiad ze Stanisławem Lemem
  • echtom 16.01.07, 19:06
    Czyli wychodzi na to, że składka emerytalna od pensji męża powinna być dzielona
    na dwie części, z czego połowa wpłynie na konto emerytalne niepracującej
    zawodowo żony. Jeśli tak, to OK. Bo gdyby pieniądze na ten cel miały iść z
    pieniędzy podatników, w tym kobiet, które przez całe życie zap... 8 lub więcej
    godzin w pracy, a po powrocie do domu robiły to samo, na co niepracujące miały
    cały dzień, to bym się burzyła.
    --
    Dogs look up to us. Cats look down to us.
    Pigs treat us as equals.
    Winston Churchill
  • alterpars 17.01.07, 01:19
    bo kobieta ma fitness, angielski no i sie realizuje. Potem i tak musi jeszcze
    wyslachac jej pieprzenia o tym ze i tak faceci rzadza swiatem oraz wysluchac
    (nie rozwiazywac) jej problemow zyciowych.
    Efekt jest taki ze gotuje sprzatam i opiekuje sie dziecmi samodzielnie. Oprocz
    tego normalnie pracuje. Jak juz sie laskawa Pani wezmie za prasowanie to i tak
    wynika z tego wielka awantura i fochy. Wiec jak z ta wycena biedne poszkodowane
    kobitki. Ile za prace faceta?????
  • maxlowe11 17.01.07, 03:01

    Za wbicie gwozdzia, wymiane zarowki, wyniesienie smieci,zmiane kola, wozenie
    zony po zakupach, sciecie trawnika, reperacje ogrodzenia? Wszystko co robi
    zona - maz potrafi. Wszystko co robi maz - zona nie potrafi, albo nie chce.
  • polska_baba 17.01.07, 12:42
    Mężczyźni w takich dyskusjach zawsze wymieniają prace wykonywane przez nich.
    Niestety, udają, że nie widzą, iż są to prace wykonywane raz na jakiś czas: raz
    na parę tygodni, miesięcy, czasem nawet lat (niektóre naprawy, prace remontowe),
    nie zauważają też wkładu kobiet w te prace (np. sprzątanie po naprawach czy
    remoncie).
    Maxlowe11 podaje jako przykład swojej pracy wożenie żony na zakupy - a nie
    zauważa, że robienie tych zakupów to też praca.
    Większość prac domowych wykonywana jest przynajmniej raz dziennie, niektóre np.
    przygotowanie posiłków, zmywanie - parę razy dziennie. Mój mąż zauważył to
    dopiero, gdy zażądałam, żeby przejął ode mnie zmywanie naczyń (ją pracuję, on
    jest na rencie, a i tak ja wykonuję prawie wszystkie prace domowe). Teraz ciągle
    słyszę: "Dopiero pozmywałem, a tu znowu zlew pełen brudnych naczyń". Dopiero
    teraz docenił moją pracę.
    Podobnie jest z zakupami - docenił, gdy zakupy zaczął robić nasz dorosły syn -
    okazało się, że ciągle w domu czegoś brakuje, wydajemy więcej, a produkty
    kupowane przez syna są gorszej jakości. Wcześniej mąż uważał, że chodzę po
    sklepie, oglądam różne produkty i porównuję ceny dla rozrywki.
  • silic 17.01.07, 01:34
    A czemu po połowie ? Skąd wiadomo , że żona w domu wypracuje połowę wartości
    zarobków męża ?
    Jeśli parę stać na niepracującą żonę to nie ma problemów by odkładać dla niej
    pieniadze na jakimś funduszu emerytalnym. Jeśli mąż się na to nie zgadza to
    kobieta idze do pracy albo się rozwodzą.
    A jeśli męża stać na opłacenie kogoś do sprzątania, gotowania itd. a żona nie
    pracuje to także miałaby dostawać jakieś pieniądze ? Za co?
    Oczywiście należy też wliczać do tego wszelkie prace wykonane przez męża w domu.
    One też mają wartość.
  • greg0.75 17.01.07, 08:03
    Za co? -za wypełnianie innych obowiązków żony
    a jeśli pana stać nie tylko na sprzątaczkę i kucharkę ale i kochankę i reprezentacyjną panią do towarzystwa, to za głupotę - trzeba się było nie żenić.
  • echtom 17.01.07, 08:47
    Nie musi być po połowie - odniosłam się tylko do sugestii w artykule. Chodzi mi
    o to, że kwestia finansowania przyszłej emerytury niepracującej żony powinna
    być rozwiązywana w ramach dochodów i budżetu danej rodziny, a nie z socjalu
    państwowego. Krótko mówiąc - nie do przyjęcia byłaby dla mnie sytuacja, kiedy
    kobieta, która przez całe życie nie zapłaciła złotówki na składkę emerytalną,
    miałaby dostawać z ZUS-u taką samą emeryturę jak ta, która pracowała na nią
    przez 40 lat.
    --
    Dogs look up to us. Cats look down to us.
    Pigs treat us as equals.
    Winston Churchill
  • agnitz 22.01.07, 10:51
    O wlasnie wlasnie tak. Wynagrodzenie za pracę w domu - dla mnie bzdura. Ale
    dzielenie się skladka na ZUS to juz bardzo dobry pomysł. I wcale nie chodzi tu
    o KOBIETY tylko o NIEPRACUJĄCYCH (w tradycyjny sposób) partnerów. Sama pracuję,
    a mój partner nie. I taki układ bardzo mi odpowiada - w domu robię dużo mniej
    niż on. Jednak przyszłość mnie martwi - musimy odkladać pieniadze na "starośc".
    Ton dyskusji mnie trochę dziwi. Przecież nikt nikomu nie karze wychodzic za
    mąz/żenic się z dana osobą. Jezeli godzę się mieć luksusową, niepracującą żonę,
    to tylko moja sprawa. A jeśli chcę oddać nawet 60% swojego ubezpieczenia
    partnerowi to dlaczego nie. Trochę robimy z ludzi jakieś ubazwlasnowolnione
    indywidua, które nie wiedzą co czynią. Chyba ZUS i urząd nie bedzie nam mowił
    za kogo mamy wyjsc za mąż i jak dzielić dochody. Śmieszą mnie poglądy jaki to
    facet/kobieta biedny bo cięzko pracuje a zona/mąż w domu siedzi i wydaje te
    jego ciężko zarobione pieniadze. jezlei taki uklad nie odpowiada - trzeba było
    pomysleć przez sakramebtalnym (bądź nie sakramentalnym :)) tak.
  • misza1000 17.01.07, 01:35
    ...ale za wyjatkiem zupelnie minimalnego zaskorniaka oraz oszczednosci
    emerytalnych, i tak i tak wszystko co zarobie oddaje zonie. Dobrac sie do
    pieniedzy emerytalnych bez pozwolenia aktualnej zony (a po rozwodzie jej
    adwokata) i tak i tak nie bede sie mogl bo takie jest prawo, a wiec skad
    przekonanie, iz zona nie zarabia? Przeciez dysponuje cala moja gotowka...
  • arme 17.01.07, 02:26
    Udział we wspólnie wypracowanym majątku, a więc i w pensjach współmałżonków jest po płowie (nie tylko przy rozwodzie). Logike tą ugruntowuje prawo podatkowe - wspólne rozliczenia. Wszelkie więc dyskusje na omawiany temat są troszke jałowym debatowaniem nad ugruntowanym (mocno) stanem faktycznym - dochody wrzuca się do jednego worka i dzieli po połowie. Często praktyka jest taka, że baba trzyma kasę, więc dość popularne jest przegięcie w drógą strone. Problem z emeryturami przy średnim męskim czasie życia i możliwości wyboru emerytury męża raczej nie jest palący :). Więc cała aferę można uznać za populistyczno "szowinistyczne" pieniactwo organizacji feministycznych, w stylu ich męsko-"koedukacyjnych" odpowiedników typu Młodzież Wszechpolska itd.
  • bleble24 17.01.07, 08:51
    a mnie się wydaje, że można to załatwić w miarę prosty sposób (tak sądzę) gdy
    kobieta rodzi dziecko i zostaje w domu je wychowywać do momentu aż nie pójdzie
    ono do przedszkola, powinna dostawać jakby "pensję" właśnie za początkowe
    wychowanie i poświęcanie się rodzinie (a nie jak teraz jest, że dostanie
    zasiłek wychowawczy gdy rodzina ma niskie dochody) w momencie gdy dziecko idzie
    do przedszkola - kobieta niech wraca do pracy JAKIELKOWIEK!!! a jeśli decyduje
    się na pozostanie w domu - to już jej sprawa i jej męża, jak to uzgodnią między
    sobą. Skończmy z mitem, że kobieta jest poszkodowana pracując w
    domu...wszystkie panie, które znam a nie pracują zawodowo, zrobiły do tylko i
    wyłącznie dla swojej WYGODY!!! same powiedziały, że PO PROSTU NIE CHCĄ PRACOWAĆ
    SKORO MĄŻ JE UTRZYMA...pracy w domu jest sporo gdy dzieci są małe, ale w miarę
    ich dorastania rzeczy do zrobienia jest coraz mniej!!! w końcu dziecko też ma
    ręce może sprzątać swój pokój, wynosić śmieci, zmywać i robić zakupy:) a obiad
    ugotować to żadna filozofia :) sama pracuję zawodowo, a z mężem mamy podział
    obowiązków :) owszem są dni gdy mam więcej do zrobienia w domu, ale są dni gdy
    mąż mnie całkowicie wyręcza w sprawach domowych - kwestia ustalenia podziału i
    trzymania się tego :) nie rozumiem płaczu pań, które mając dorosłe dzieci dalej
    siedzą w domu i narzekają, że im ciężko, że nie dostają pensji, że są na
    utrzymaniu męża...takim zawsze mówię "idź do pracy nawet jako sprzątaczka -
    będziesz mieć pensję za pracę jaką wykonujesz i dołożysz się do domowego
    budżetu"
  • kamyk39 17.01.07, 02:27
    meth.p napisał:
    Stary Twoje ego sie wylalo z garnka.
    > ok. 10000 netto pracujac dokladnie tyle samo godzin co ja, wiec wyzsze
    > wynagrozenie nie jest niczm "okupione". Wyp...adaj z tymi socjalistycznymi...

    Nie wiadom co przyszlosc przyniesie.
  • koloratura1 17.01.07, 03:19
    Jeżeli za pracę w domu kobiety niepracujące zawodowo mają dostawać pensję, a
    później - emeryturę, to ja poproszę o równe traktowanie.

    Pracuję zawodowo, ale nikt mnie nie zwolnił z obowiązków domowych; nie gorzej od
    niepracującej zawodowo sąsiadki zajmuję się dziećmi, mój dom nie jest mniej
    czysty niż jej, pranie i prasowanie też odbywa się "na bieżąco", a podstawowa
    różnica między nami to ta, że ja muszę być bardziej zorganizowana i efektywna, a
    w ciągu dnia nie mam szansy oglądać telenowel... (Nie, żebym koniecznie chciała...)

    Zatem - poproszę o przyznanie mi pensji, równej wynagrodzeniu niepracującej
    zawodowo sąsiadki, a w przyszłości - dwóch emerytur.
  • anty_halfliner 17.01.07, 03:21
    artykul mowi, ze kobieta srednio spedza 55 godzin tygodniowo na prace domowe,
    a facet tylko 18.6.
    Z tym, ze facet jeszcze pracuje na etacie przynajmniej 40 godzin,
    co daje w sumie 58.6 godzin - o 3.6 godzin tygodniowo wiecej od kobiety.
    A gdzie czas na dojazdy do pracy, czy jesli trzeba zostac po godzinach ?

    Poza tym w wielu bogatych krajach facet pracuje, zona nie a i tak maja nianke
    do dzieci, lub housekeeper.

    Zona wiec spedza czas na plotkowaniu z kolezankami, ogladaniu mydlanych oper,
    lub wizytach u fryzjerki, kosmetyczki i oczywiscie w sklepach,
    wydajac zarobione przez glupiego meza pieniadze.

    Nie , ze jestem anty semita ( o pardon, mialem na mysli anty feministe ),
    ale warto ukazac tez ta druga strone medalu.
  • dzioucha_z_lasu 17.01.07, 10:21
    Wyobraź sobie, że kobieta też pracuje zawodowo! Ja zaczynam pracę 7 - 8 rano,
    kończę ok. 17, czasem póżniej. Zwykle wracając robię jeszcze jakieś zaku[y,
    przychodzę do domu - sprzątam, gotuję, zmywam, robię pranie.... To zajmuje
    trochę czasu, mój dzień pracy tak na prawdę kończy się najwcześniej ok. 22. I
    nie jestem wyjątkiem. Mąż pracuje od 8 - 10 do 18 i po powrocie do domu jet już
    tak zmęczony, że ledwie od czasu do czasu zmyje gary po obiedzie. Jest jakaś
    różnica w czasie pracy? jest! A jak z wynagrodzeniem? Czemu niby moja praca,
    której jest więcej i jest potrzebna jest mniej wartosciowa??
  • oktawianc 17.01.07, 10:25
    A co robi Twój mąż, a co Ty?
    Może Ty siedzisz cały dzień za biurkiem a on ciężko pracuje. Dość często tak
    bywa. Inaczej się wraca do domu po 8-10 godzinach ciężkiej fizycznej pracy, a
    inaczej po przekładaniu papierków z miejsca na miejsce. Poza tym kobiety mają
    więcej energii od mężczyzn, ale to tylko moje wrażenie.

    --
    W co motłoch bez dowodów uwierzył, jakże byśmy mogli to dowodami obalić?!
    Nietzsche
    Wywiad ze Stanisławem Lemem
  • dzioucha_z_lasu 17.01.07, 11:04
    No i widzisz - znowu pudło - mąż pracuje jako sprzedawca w salonie
    samochodowym, ja pracuję w firmie drogowej, gdzie poza pracą "przy biurku" mam
    sporo zajęć związanych z przenoszeniem ciężkich znaków, nie jest niczym
    niezwykłym, gdy przez moje ręce w ciągu dnia przechodzi 500 i więcej kg blachy.
    No, ale skoro kobiety mają więcej energii.. ROTFL! Kobiety nie mają więcej
    energii - bo to niby mężczyźni są tą silniejszą płcią - tylko są bardziej
    odpowiedzialne.
  • oktawianc 17.01.07, 11:11
    Nie twierdziłem, że tak jest w Twoim przypadku, tylko pytałem o to. To po
    pierwsze, po drugie pytałem, bo zazwyczaj tak właśnie jest. Po trzecie kobiety
    mają więcej energii. Najwyraźniej nie pojęłaś o czym piszę. Chyba zgodzisz się,
    że najwięcej energii mają dzieci? Wydaje się wręcz, że ich siły są niespożyte.
    Jednak nie udźwigną tyle co przeciętny mężczyzna, czy powiesz jednak, że mają
    mniej energii. Pomyliły Ci się pojęcia.
    Twoje 500 kg nierzadko przechodzi przez moje ręce w ciągu kilkunastu minut mojej
    pracy, więc nie porównujmy, dodatkowo przez 8 godzin, nie mogę usiąść, a do
    pracy jeżdżę 10 km rowerem, oczywiście w jedną stronę. 500 kg naprawdę mnie ubawiło.
    Skoro tak strasznie Ci źle, to się rozwiedź i już.


    --
    W co motłoch bez dowodów uwierzył, jakże byśmy mogli to dowodami obalić?!
    Nietzsche
    Wywiad ze Stanisławem Lemem
  • dzioucha_z_lasu 17.01.07, 11:28
    Głupi jesteś.. I też nic nie zrozumiałeś...
  • oktawianc 17.01.07, 11:32
    dzioucha_z_lasu napisała:

    > Głupi jesteś.. I też nic nie zrozumiałeś...


    Toś się popisała zdolnościami argumentacyjnymi... Brawo!


    --
    W co motłoch bez dowodów uwierzył, jakże byśmy mogli to dowodami obalić?!
    Nietzsche
    Wywiad ze Stanisławem Lemem
  • dzioucha_z_lasu 17.01.07, 12:19
    Nie chce mi się z koniem kopać
  • oktawianc 17.01.07, 12:37
    Jasne :))))
    A-racji nie masz, B-nie potrafisz jej udowodnić. Pewnie winny temu jest
    patriarchat :p
    Jeśli nie potrafisz dogadać się we własnej rodzinie co do uczciwego podziału
    obowiązków, wiń siebie, albo zmień warunki.

    --
    W co motłoch bez dowodów uwierzył, jakże byśmy mogli to dowodami obalić?!
    Nietzsche
    Wywiad ze Stanisławem Lemem
  • slodkacipka 17.01.07, 11:34
    Oktawianie, nawet gdyby ona napisala, ze przez jej rece przechodzi piec ton
    blachy, to Ty bys napisal, ze przez Twoje piecdziesiat i to w ciagu dwudziestu
    minut. Gdyby z kolei ona napisala, ze musi dojsc godzine do swego miejsca
    pracy, to Ty bys napisal, ze nie tylko musisz dojsc, ale i dojechac rowerem,
    pociagiem, autobusem i znow piechta przez godzine...rozumiesz? Jestes albo
    ograniczony, albo kompletnie popaprany, ze nie trafiaja do Ciebie realne
    argumenty. Jak Ty postrzegasz rzeczywistosc??

    1) Kobiety za taka sama prace jak mezczyzni dostaja mniej od nich, nawet, jesli
    maja wyzsze niz oni kwalifikacje. Sadzisz, ze to uczciwe?

    2) Kobiety maja z zalozenia pod gore, gdyz jesli szef (bedacy mezczyzna) bedzie
    mial do wyboru wyrzucenie z pracy chlopa lub baby, wywali babe. Zaklad?

    3) Twoj argument o tym, iz wiekszosc kobiet poswieca sie w pracy nic nie
    robieniu uznaje za miare Twego poznania tematu. Jak dla mnie, zenada. Wez,
    obudz sie.

    I jeszcze jedno: kobiety nie maja wiekszej ilosci energii od mezczyzn, tylko w
    przeciwienstwie do nich, maja wysoko ustawiony prog odpowiedzialnosci (za
    siebie, za rodzine, za dom, etc,.), co powoduje, iz kiedy on jest zmeczony sama
    propozycja wyniesienia smieci, to ona juz sprzata trzecia godzine. Poza tym, w
    przypadku pojawiania sie dzieci w zwiazku...dobra, szkoda czasu. I tak nie
    pojmiesz.

    P.S. A teraz wez do spoconej raczki kalkulator, i policz jakie bzdury pisales:
    zakaldajac, ze co kilkanascie minut "przechodzi przez Twe rece" 500 kg blachy,
    to w godzine przechodzi przez nie dwie tony (15 minut * 500 kg). Pracujesz
    osiem godzin, a wiec pod koniec dnia, przez Twe rece "przeszlo" 16 TON blachy.
    Jestes idiota, oktawianc. Eot.


    x.
  • oktawianc 17.01.07, 11:49
    Widzę, że niespecjalnie mocna jesteś w czytaniu ze zrozumieniem...
    Nie napisałbym tak jak twierdzisz, ponieważ to nie byłoby prawdą, a to co
    napisałem jest. To są realne argumenty, tak realne jak tylko być mogą, bo prawdziwe.

    Ad1) Pokaż mi choć jeden przykład na to, że kobieta za tą samą pracę dostaje
    mniejsze wynagrodzenie. Jeśli jednak tak gdzieś jest(a oprócz krzyków feministek
    w życiu nie zetknąłem się z taką sytuacją w realnym świecie), to oczywiście
    uważam to za niedopuszczalne.

    Ad2) Bzdura, wywali tego kto mu się bardziej nie spodoba, lub mu podpadnie. Masz
    jakąś obsesję?

    Ad3) Nie uważam, że większość kobiet poświęca się nic nie robieniu, ale że
    statystycznie ich praca kosztuje znacznie mniej kalorii.

    Co do odpowiedzialności, to w sumie masz rację, ale zazwyczaj tyczy się to tylko
    opieki nad dziećmi. Zresztą ciężko generalizować, znam różne kobiety i różnych
    mężczyzn.

    A teraz do dźwigania. Jeśli nie zauważyłaś, Ty o jakże mądra, napisałem
    "nierzadko"... Znasz takie słowo? Oznacza, że dość często ale nie cały czas.
    Nigdzie też nie pisałem, że jakąś blachę przenoszę. No ale jeśli ktoś się chce
    koniecznie przyczepić, to coś sobie zawsze ubzdura.
    A energia przekłada się na motywację do działania. Ja mogę być silny fizycznie,
    ale łatwo tracę energię do działania. To za trudne do pojęcia? Zbyt abstrakcyjne?


    --
    W co motłoch bez dowodów uwierzył, jakże byśmy mogli to dowodami obalić?!
    Nietzsche
    Wywiad ze Stanisławem Lemem
  • polska_baba 17.01.07, 12:20
    Pracuję z kobietami i mężczyznami wykonującymi tę samą pracę. Codziennie mamy do
    wykonania określone zadanie do określonej godziny - zrobimy wcześniej, to możemy
    iśc do domu.
    Mam możność zaobserwować sposób pracy mężczyzn i kobiet, czas pracy i efekty tej
    pracy, bo na moje biurko spływa coś w rodzaju półproduktów a później produkt
    końcowy - więc mam możność ocenić jakość pracy poprzedników, w dodatku jestem od
    nich zależna w taki sposób, że żeby wykonac swoją pracę, muszę czekać aż oni
    wykonają swoją.
    Moja generalna ocena jest taka: mężczyźni pracują gorzej. Tracą mnóstwo czasu na
    obijanie się, a potem wszystko robią w ostatniej chwili pospiesznie i byle jak.
    Gdy pracuję z kobietami, mam mniej pracy, bo nie muszę po nich poprawiać i
    wcześniej kończymy, gdy pracuję z mężczyznami często nie mieścimy się w czasie i
    są spóźnienia.
    Kiedyś na jakiejś imprezie integracyjnej żona jednego z tych facetów
    (największego obiboka dezorganizującego nam pracę i odpowiedzialnego za
    większość opóźnień) skarżyła się nam jak to on ciężko pracuje i ciągle musi
    dodatkowo zostawać po pracy. Uświadomiłyśmy ją, jak on pracuje i że my przez
    niego musimy zostawać po godzinach. Była bardzo zdziwiona, bo on wraca taki
    zmęczony i oczywiście już nic w domu nie robi.
  • oktawianc 17.01.07, 12:39
    Też pracuję z mężczyznami i kobietami. Różnie to jest, nie potrafię wskazać
    "lepszej" strony. To jednostkowa kwestia.

    --
    W co motłoch bez dowodów uwierzył, jakże byśmy mogli to dowodami obalić?!
    Nietzsche
    Wywiad ze Stanisławem Lemem
  • polska_baba 17.01.07, 12:53
    Przez jakiś czas mieliśmy kolegę, który pracował równie dobrze i szybko, jak
    kobiety. Co się okazało: facet miał 5 dzieci, a jego żona też pracowała zawodowo
    i on MUSIAŁ wziąć na siebie część obowiązków domowych, bo ona zwyczajnie
    fizycznie i czasowo nie dałaby rady, więc facet uwijał się w pracy, żeby jak
    najszybciej znaleźć się w domu. Pozostali NIE MUSIELI, bo przy jednym czy dwójce
    dzieci żony po przepracowaniu poza domem 8 godzin dawały sobie radzę z
    obowiązkami domowymi w ciągu następnych 6-8 godzin.
  • oktawianc 18.01.07, 08:24
    Wierzę Ci na słowo. Ja natomiast znam kobiety, które szukają frajera, który
    zrobi wszystko za nie. Czego to wszystko dowodzi? Ludzie są różni, niezależnie
    od płci.


    --
    W co motłoch bez dowodów uwierzył, jakże byśmy mogli to dowodami obalić?!
    Nietzsche
    Wywiad ze Stanisławem Lemem
  • echtom 17.01.07, 12:37
    Co do ostatniego to rację ma Twoja przeciwniczka w dyskusji. Jeśli łatwo
    tracisz energię do działania, to sobie odpuszczasz. Kobieta, choćby najbardziej
    zmęczona, nie odpuści sobie np. nakarmienia dziecka. Czyli wracamy do
    odpowiedzialności.
    --
    Dogs look up to us. Cats look down to us.
    Pigs treat us as equals.
    Winston Churchill
  • oktawianc 17.01.07, 12:38
    Nie. To nie kwestia odpowiedzialności czy odpuszczania sobie ale fizjologii.

    --
    W co motłoch bez dowodów uwierzył, jakże byśmy mogli to dowodami obalić?!
    Nietzsche
    Wywiad ze Stanisławem Lemem
  • dzioucha_z_lasu 17.01.07, 12:56
    Fizjologii?? Że niby 50 kg kobieta tak 165 cm wzrostu jest silniejsza od faceta
    80 kg i - powiedzmy 185 cm wzrostu? Ciekawa fizjologia...
  • oktawianc 18.01.07, 08:27
    Chyba troszkę ograniczona jesteś...
    Lew jest znacznie silniejszy od lwicy, jednak męczy się szybciej i "udziela" się
    tylko wtedy, kiedy samice nie mogą dać sobie rady. Pewnie to niemożliwe, co?


    --
    W co motłoch bez dowodów uwierzył, jakże byśmy mogli to dowodami obalić?!
    Nietzsche
    Wywiad ze Stanisławem Lemem
  • oktawianc 18.01.07, 08:52
    No i jeszcze jedno, gdyby faceci byli nieodpowiedzialni, nie byłoby tu nikogo z
    nas, bo nasz gatunek by nie istniał...

    --
    W co motłoch bez dowodów uwierzył, jakże byśmy mogli to dowodami obalić?!
    Nietzsche
    Wywiad ze Stanisławem Lemem
  • echtom 18.01.07, 09:01
    Zrobić i zostawić to każdy potrafi...
    --
    Dogs look up to us. Cats look down to us.
    Pigs treat us as equals.
    Winston Churchill
  • oktawianc 18.01.07, 09:48
    echtom napisała:

    > Zrobić i zostawić to każdy potrafi...

    Jasne.
    W dzisiejszych czasach, owszem kobieta da sobie radę bez mężczyzny. To, że mamy
    czasy jakie mamy jest głównie zasługą mężczyzn, ale o to można się spierać...
    Natomiast drzewiej, bez mężczyzn kobiety nie miały szans na przeżycie, tak więc
    nie pisz bzdur. Gdyby mężczyźni nie byli odpowiedzialni, nie nasz gatunek by nie
    istniał.
    Skąd tyle jadu i nienawiści do rodu męskiego?


    --
    W co motłoch bez dowodów uwierzył, jakże byśmy mogli to dowodami obalić?!
    Nietzsche
    Wywiad ze Stanisławem Lemem
  • dzioucha_z_lasu 17.01.07, 12:51
    Ad 1) Mój własny przykład, pracowałam w kilku miejscach, między innymi w dwóch
    agencjach reklamowych, jako grafik. Zarabiałam średnio 1/3 mniej od facetów na
    identycznym stanowisku, z takim samym zakresem obowiązków. Wykonywaliśmy
    praktycznie taką samą pracę - w przeliczeniu na ilość przyjętych i wykonanych
    zleceń, natomiast ja przynosiłam firmie większy zysk, bo z racji doświadczenia
    obsługiwałam większe zlecenia.

    Ad 2) Nie koniecznie. Z tego co widzę, facet nawet jak pije jest uważany za
    lepszego pracownika niż kobieta, która przecież w ciąze może zajść, a poza tym -
    po co jej praca jak ma męża.

    Ad 3) Tego nie rozumiem - jakie znaczenie dla wartości pracy ma ilość
    wydatkowanych kalorii??

    Odpowiedzialność, to nie tylko odpowiedzialność za dzieci, też pomysł... Masz
    bardzo wąskie wyobrażenia.

    A co do dźwigania - nie wiem, co Ty rozumiesz przez "przechodzenie przez ręce"
    bo jeśli o mnie chodzi, to nie poklepuję tych blach jak leżą na stole, tylko
    drałuję z nimi do warsztatu, przekładam na stojaki, składam, pakuję - fizycznie
    podnoszę i przenoszę. Dzisiaj mam lekki dzień, bo tylko 150 kg dużych,
    niewygodnych blach, które muszę przygotować podnosząc i przenosząc każdą
    średnio po 4 razy. Zaje...ście energiczna jestem, na prawdę..
  • oktawianc 18.01.07, 08:42
    Ad1) Jeśli tak było jak piszesz, to świństwo i podłość. Ja się z niczym taki
    nigdy nie zetknąłem, a pracowałem w wielu miejscach.

    Ad2)Facet jest traktowany jako lepszy pracownik, wtedy kiedy jest lepszy. Nie
    wiem jakiego masz pracodawcę, jeśli tak uważa. Jedyny przykład pracodawcy, jaki
    znam, który wyraźnie preferował facetów w swojej firmie, to homoseksualista.
    Potrafił nawet robić chamskie uwagi co do wyglądu.
    Znam też przykłady, gdzie zatrudnione były praktycznie same kobiety. Na 60 osób
    pracowało 2 facetów; jako że było sporo fizycznej pracy do wykonania, jak
    myślisz kto musiał wszystko robić i po 10-12 godzinach wychodził słaniając się
    na nogach? A panie jakoś niespecjalnie rzucały się do pomocy, czekały aż zrobię
    za nie.

    Ad3) Ilość spalanych kalorii ma takie znaczenie, że mówi nam kto wkłada więcej
    wysiłku w pracę. Co za tym idzie, wiemy kto wyjdzie z pracy na czworaka, a kto
    ma jeszcze siłę iść na zakupy.


    Przechodzenie przez ręce, to oczywiście podniesienie i przełożenie w inne
    miejsce. Ja mam do czynienia z ciężarami w przedziale 25-50 kg.
    Jeszcze raz wykładam swoją teorię o energiczności kobiet ;)
    Uważam, że kobiety mają więcej energii, woli życia, zapału, jakkolwiek to
    nazwiesz... Mężczyzna potrafi wykonać o wiele cięższą pracę, jednak jest
    przystosowany do dużego, lecz krótkotrwałego wysiłku, natomiast kobieta raczej
    do mniejszego ale bardziej rozłożonego w czasie. Tu przecież nie chodzi o siłę
    fizyczną. Można być strong manem, ale jeśli siądzie Ci psyche, to położysz się i
    będziesz marudzić, nikt też nie przekona Cię do dalszej pracy ;)
    Kiedy obserwuję matki z dziećmi, nie mogę wyjść z podziwu nad ich wytrzymałością
    psychiczną, wolałbym w takich momentach być na polowaniu ;)
    Jesteśmy różni, może to do was w końcu dotrze...


    --
    W co motłoch bez dowodów uwierzył, jakże byśmy mogli to dowodami obalić?!
    Nietzsche
    Wywiad ze Stanisławem Lemem
  • echtom 18.01.07, 08:58
    Ach, wy biedactwa. To duży komfort móc się położyć i marudzić - przecież ta
    energiczna kobieta da radę zająć się jeszcze jednym marudnym dzieckiem. Piękna
    i wygodna teoria - energia, wola życia, zapał... A to tylko o d p o w i e d z
    i a l n o ś ć. Jak Tobie się nie chce, to się położysz i powiesz: "Ja to
    pie..olę". Kobieta, choćby skrajnie wyczerpana, po prostu zrobi to, co trzeba,
    bo wie, że nikt nie zrobi tego za nią. Swoją drogą nie pamiętam, w jakim
    kontekście pojawiła się ta dygresja w wątku poświęconym wynagradzaniu pracy
    domowej.
    --
    Dogs look up to us. Cats look down to us.
    Pigs treat us as equals.
    Winston Churchill
  • oktawianc 18.01.07, 09:44
    Totalny brak zrozumienia i życzliwości ;)
    Ja robię to co muszę, chętnie pomagam, nie uchylam się od swoich obowiązków,
    jednak kiedy się "zdzieram", nie mam już siły na spacer, itp. Nie wspominając o
    entuzjazmie, ale to temat do osobnych narzekań, prawda? Odpowiedzialność...
    Sratu patatu. Niektóre kobiety jak szalone spędzają pół dnia na wycieraniu
    jakichś urojonych kurzy i ja mam im w tym towarzyszyć? To będzie odpowiedzialne?
    Ja rozumiem te naprawdę ważne obowiązki, ale panie mają tendencję do
    terroryzowania i ciężko im dogodzić.
    To sobie ponarzekaliśmy.
    Tak czy inaczej można też tak:
    Kobiety są bardziej odpowiedzialne. Podczas gdy one w pocie i trudzie wychowują
    potomstwo i zajmują się domem, te męskie świnie leżą do góry d.. i nic nie
    robią. Te dzielne matki polki walczą z przeciwnościami losu i tępotą oraz
    lenistwem swych pokracznych mężów.
    Teraz rodzi się pytanie, kto w tym scenariuszu wychowa następne pokolenie
    wstrętnych mężczyzn? Kto zatem odpowiada za stan rzeczy? Mamusia, która lata za
    dorosłym synkiem żeby mu obiadek poddać pod nos?
    Z drugiej strony, zakładamy, że to nie wina mamusi, bo przecież kobieta nie może
    być niczemu winna i winę za to na pewno ponosi podła samcza natura. Te świnie
    takie się rodzą i nawet błogosławiony wpływ ich matek nie pomaga... Tylko jeśli
    taka jest ich natura, to ciężko mieć o to pretensje, tak jak ciężko zarzucać
    wodzie, że jest mokra, wiatrowi, że wieje, a deszczowi, że pada...

    Jak zatem jest?

    --
    W co motłoch bez dowodów uwierzył, jakże byśmy mogli to dowodami obalić?!
    Nietzsche
    Wywiad ze Stanisławem Lemem
  • echtom 18.01.07, 10:10
    Zgadzam się z Tobą w wielu sprawach, tylko ta pokrętna teoria
    psychofizjologiczna mnie wkurzyła. "Nie mam siły" znaczy po prostu "Nie muszę i
    nie chcę", bo kto musi, to siłę z siebie wykrzesze i tyle. Mówimy o rzeczach
    ważnych - obrzędy kapłanek czystości do nich nie należą i nie trzeba im
    pomagać - co najwyżej dla świętego spokoju uważać, by nie nabrudzić, a
    najlepiej nie przeszkadzać i wyjść, kiedy się zabierają do "roboty".
    Nie bronię kobiet i uważam, że większość problemów ściągają na siebie same -
    wybierając nieodpowiedniego mężczyznę albo źle wychowując syna. Trudno mi
    ocenić, jaką rolę odgrywa tu natura, a jaką stereotyp kulturowy.
    --
    Dogs look up to us. Cats look down to us.
    Pigs treat us as equals.
    Winston Churchill
  • oktawianc 18.01.07, 10:18
    Wcale się nie denerwuję. Kiedy jednak widzę jakiś zmasowany atak na mężczyzn
    jako takich, w odruchu dumy z własnej płci bronię nas, niebożątka ;)
    Moja "pokrętna" jak łaskawa byłaś to określić, teoria jest moja i jak
    zaznaczyłem jest to moja obserwacja. Z nie mam siły, to jest tak jak z kimś
    chorym na depresję; w zasadzie ma siły ale nie potrafi ich z siebie wykrzesać.
    Oczywiście w większości przypadków jest tak, że mężczyzna nie będzie robił tego
    czego nie musi, bo ktoś to robi za niego. To w zasadzie zrozumiałe, każdy tak
    ma, kobiety również. Tak samo też każdy kiedy już naprawdę musi, bierze się do
    roboty.
    Dlatego jestem zwolennikiem uczciwego podziału obowiązków od początku, później
    bowiem ciężko zmienić zasady.
    A generalnie wszystkie marudy niech sobie wezmą do serca przysłowie: jak sobie
    pościelisz, tak się wyśpisz.
    Pozdrawiam, Oktawian.

    --
    W co motłoch bez dowodów uwierzył, jakże byśmy mogli to dowodami obalić?!
    Nietzsche
    Wywiad ze Stanisławem Lemem
  • echtom 18.01.07, 10:30
    Też pozdrawiam.
    Ewa
    --
    Dogs look up to us. Cats look down to us.
    Pigs treat us as equals.
    Winston Churchill
  • jasioski 17.01.07, 04:30
    Bardzo ryzykowne stwierdzenie. Pomijając co już ktoś słusznie wspomniał, że
    oprócz pewnych prac domowych (w mniejszym wymiarze) mężczyzna pracuje zawodowo
    i suma czasu pracy zawodowej i domowej niekoniecznie musi odpowiadać czasowi
    pracy kobiety w domu tylko. Prosze zauważyć jeszcze druga rzecz, jeśli
    mężczyzna pracuje w warunkach szczególnego narażenia zdrowia (w kopalni, na
    wibrujących czy głośnych maszynach) to ma też dodatkowe z tego tytułu
    świadczenia. Dlaczego więc kobieta miałaby prawo do połowy wypracowanej
    emerytury przez mężczyznę, skoro wchodzą w nią pośrednio (jako składniki
    wynagrodzenia w latach pracy) dodatki za popularne "szkodliwe"?

    Dalej, czy w celu ustalenia charakteru pracy gospodyni domu (sama wypełnia
    obowiązki domowe, ma gosposię czy nianię która ją częściowo wyręcza, nie robi
    nic tylko ogląda głupie seriale a robotę robi służba) należy spodziewać
    się "trójek skarbowych" zamiast popularnych ostatnio "trójek ciążowych"? Czy w
    ywpadfku, gdy kobieta będzie zamężna kilkukrotnie dostanie kilka emerytur po
    mężach w całości po połowie czy liczone proporcjonalnie? Czy jeśli u 1-go męża
    zapierdzielała od rana do wieczora w domyu, u 2-go tylko prała, u 3-go nie
    prała ale gotowała i niańczyła dzieci a na koniec u 4-go była Jasnie Panią i
    miała służbę to jak obliczyć jej emeryturę?

    Rodzi się wg mnie jakiś kolejny temat zastępczy. Państwo niech mój dom zostawi
    z dala i zajmie się tym, czym powinno. Moje małżeństwo i moje układy z żoną są
    tylko i wyłącznie moją sprawą. Czy ktoś broni kobiecie w chwili zawierania
    związku małżeńskiego spisac intercyzę rozstrzygającą kwestie jej emerytury?

    A co z dziećmi? Skoro w szczenięcych latach trzepałem dywany, wynosiłem smieci,
    gotowałem obiady (rzadko ale jednak) to czy powinienem mieć prawo do części
    emerytury po rodzicach? Kto bedzie określał udział dzieci w takich
    świadczeniach? Czy skoro uznamy, że dzieciom "się należy", bo wykonują jakąś
    pracę, to czy nei należy zamknąć w pudle rodziców za zatrudnianie nieletnich
    (często kilkulatków - sam każę posprzątać jakieś drobiazgi mojej 3 letniej
    córce)!?


    Dużo zdrowego rozsądku polecam, a jak ktoś nie posiada to pić dużo zimnej wody.
  • perculator 17.01.07, 04:50
    W Kanadzie wchodzi ustawa o wynagrodzeniu placy matki i zony zajmujacej sie
    rodzina i domem wyceniona srednio na 150 tys. dolarow rocznie. Rozwodow jest
    statystycznie wiele mniej niz w Polsce, kobiety sa bardziej szanowane, bo takie
    jest prawo.

    Ponadto wchodzac w malzenstwo jezeli nie ma spisanej intercyzy po rozpadzie
    caly majatek dzielony jest na pol, wiekszosc praw przypada kobiecie. A nawet
    jezeli jest intercyza, ale malzonek dopuscil sie zdrady zostanie
    tkz. "golasem", bo zonie wszystko zostanie przyznane. Nawet wtedy, gdy
    malzenstwo krotko trwalo.

    Ile lat trzeba, by praca Polki, matki, zony byla szanowana w Polsce? Przeciez
    to nie Afryka...
  • anty_halfliner 17.01.07, 05:07
    oj chyba lekka przesada z tym 150 tys rocznie, nawet jesli to kanadyjskie dolce.

    perculator napisał:

    > W Kanadzie wchodzi ustawa o wynagrodzeniu placy matki i zony zajmujacej sie
    > rodzina i domem wyceniona srednio na 150 tys. dolarow rocznie. Rozwodow jest
    > statystycznie wiele mniej niz w Polsce, kobiety sa bardziej szanowane, bo
    takie
    >
    > jest prawo.
    >
    > Ponadto wchodzac w malzenstwo jezeli nie ma spisanej intercyzy po rozpadzie
    > caly majatek dzielony jest na pol, wiekszosc praw przypada kobiecie. A nawet
    > jezeli jest intercyza, ale malzonek dopuscil sie zdrady zostanie
    > tkz. "golasem", bo zonie wszystko zostanie przyznane. Nawet wtedy, gdy
    > malzenstwo krotko trwalo.
    >
    > Ile lat trzeba, by praca Polki, matki, zony byla szanowana w Polsce? Przeciez
    > to nie Afryka...
  • perculator 20.01.07, 23:36
    przesada? Wedle kogo?
    Nie chce sie mi zajmowac miejsca wyszczegolnianiem czynnosci wykonywanych przez
    zamezna kobiete matke, ale to efekt ekonomicznych i statystycznych dokladnych
    wyliczen przeanalizowanyvch gruntownie przez ekspertow. Mozesz zagladnac na
    kanadyjskie statystyki -statscan- i obrady sejmowe.

    To jest inny swiat. Minimalna stawka godzinna jakkiegokolwiek zarobku to
    $8/godz., a srednia zarobkow ( 8 godz. 5 dni w tygodniu) to okolo 60 tys.
    dolarow. Kobieta wykonuje prace 7 dni w tygodniu, czesto 16 godzin. Wiec policz
    sobie sam. I ile traci poswiecajac sie rodzinie w domu.
    Moze, za pol wieku w Polsce bedzie podobnie, czego serdecznie zycze, i oby
    jaknajpredzej.
  • oktawianc 21.01.07, 01:43
    No traci krocie... W końcu nie mieć 150000 $ a nie mieć dzieci, rodziny,
    bliskich... To w sumie niedrogie jest. A mówią, że myślenie nie boli...


    --
    W co motłoch bez dowodów uwierzył, jakże byśmy mogli to dowodami obalić?!
    Nietzsche
    Wywiad ze Stanisławem Lemem
  • fuckinimperator 17.01.07, 07:59
    a jeśli kobieta zdradza męża, to małżonka też zostanie "golasem" po rozwodzie??

    -większość praw przypada kobiecie?? to gdzie tu równość??
  • perculator 20.01.07, 23:25
    a ten "nick" chyba cos znaczy o charakterze?

    jezeli kobieta jest matka, to dzieci sa zwykle przy niej. Stad na dzieci placi
    ojciec, a caly majatek dziela na pol, nawet jezeli to kobieta zdradzila.
    Czasem jest na odwrot, ale to skrajne przypadki.
    Sad jest zawsze bardzo obiektywny i sprawiedliwy dla obojga.
    Moze za 50 lat w Polsce sie zmieni na lepsze...
    Szkoda mi polskich kobiet w Polsce.
  • keradk 17.01.07, 14:06
    w kanadzie zyje tez wielka stopa...

    a o wycenianiu pracy to ty sie nie wypowiadaj bo nie masz o tym pojecia. Tak
    sie sklada ze w polsce znam wszystkich ktorzy sie tym zajmuja zawodowo - to
    bardzo mala grupka osob w kilku firmach
  • perculator 20.01.07, 23:14
    nie tykaj - jestes w Polsce, a ja nie.
    Ty znasz kilku zajmujacych sie tym zawodowo - a ja sie zajmuje.
    Na bardzo wysokim poziomie zarowno prestizowo jak i wynagrodzeniowo.
    W Polsce przeraza mnie "wszystkowiedzacy" Polak, nie ujmiejacy nawet podjac
    logicznej dyskusji
    Pozdrowienia zza oceanu
  • igraszka 17.01.07, 05:32
    A teraz kto ci sprząta, gotuje, pierze? Mamusia? Sprzątaczka? A może jadasz w
    restauracjach i pierzesz w pralniach publicznych? Ale tam też trzeba płacić.
    To jeszcze raz usiądź i policz sobie to wszystko. Jeśli twoja żona wyręczy
    pralnię, restaurację, mamusię, sprzątaczkę, to wyjdzie ci, że właśnie jej
    powinieneś płacić.
  • keradk 17.01.07, 14:07
    ciekawe gdzie w tym twoim dziwnym swiecie jest miejsce na milosc? no chyba ze
    ty zajmujesz sie miloscia za pieniadze, to by wiele wyjasnialo
  • capitalissimus 17.01.07, 06:07
    A co jeśli żona niedokładnie wywiąże się ze swoich obowiązków? Obiad nie będzie
    smaczny albo dziecko dostanie jedynkę za nieodrobioną pracę domową? Potrącamy z
    pensji?

    --
    "Macie mieć nie taki ustrój, jakie bogate państwa Zachodu mają teraz - lecz
    taki, jakie miały wtedy, gdy były tak biedne, jak Wy teraz"
    Milton Friedman o Polsce
  • lady_godziwa 17.01.07, 06:15
    Ile zaplacic kobiecie za prace domowa?

    Przynajmniej dwa razy na noc!

    Tylko nie: "Syzyfowa" praca kobiet, kobieta nic nie pcha pod gore!

    Trzeba byc naprawde kretynem aby pisac takie bzdury!

    A pozniej sie dziwia ze kobieta jest za samodzielna albo "wyzwolona:....

    emancypancja .....
  • greg0.75 17.01.07, 08:14
    a weż się nie czepiaj. pierwszy raz opisali tą bzdurkę w "wybiórczej" w kontekście że się nie da - i to jest powód do otwarcia jeśli nie szampana to noże choć piwa bezalkoholowego - rozumiesz, radość z nawróconego grzesznika i te rzeczy...
  • muszek0 17.01.07, 06:18
    zapytam krótko i bez ogródek

    a co z dupceniem?
    jak szanowne panie feministki zapatrują się na kwestię wyceny.
    bierzemy pod uwagę ceny z ekskluzywnego burdelu czy tirówki stojącej przy
    drodze?

  • piekielnica1 20.01.07, 07:07
    > zapytam krótko i bez ogródek
    >
    > a co z dupceniem?

    No właśnie
    Słyszłam kiedyś, że za seks należy się facetowi full service
    "Ty mnie obsługujesz a ja cię pukam"
  • oktawianc 20.01.07, 09:47
    A ja zawsze słyszałem, że kobietom coś się należy za to, że sypiają z
    mężczyznami. Bardzo to budujące, trzeba przyznać.

    --
    W co motłoch bez dowodów uwierzył, jakże byśmy mogli to dowodami obalić?!
    Nietzsche
    Wywiad ze Stanisławem Lemem
  • piekielnica1 20.01.07, 15:32
    oktawianc napisał:

    > A ja zawsze słyszałem, że kobietom coś się należy za to, że sypiają z
    > mężczyznami. Bardzo to budujące, trzeba przyznać.

    Powinny z tego faktu mieć przede wszystkim satysfakcję, co nie zawsze i dla
    każdego jest oczywiste.

    Jak widać rachunki krzywd po obu stronach są otwarte.
    Co zrobić by dojść do porozumienia?
  • oktawianc 20.01.07, 22:41
    piekielnica1 napisała:

    > Powinny z tego faktu mieć przede wszystkim satysfakcję, co nie zawsze i dla
    > każdego jest oczywiste.
    Satysfakcja winna być obustronna, co nie dla każdego jest oczywiste ;p Szczerze
    mówiąc nie wyobrażam sobie mężczyzny dla którego nie jest punktem honoru, nie
    zadowolić partnerki, co rodzi często pewne problemy u panów. Choć z drugiej
    strony mogę mówić co najwyżej za siebie, w końcu nie sypiam z facetami.


    > Jak widać rachunki krzywd po obu stronach są otwarte.
    > Co zrobić by dojść do porozumienia?
    Rozmawiać, rozmawiać i jeszcze raz rozmawiać. Czasem tylko ciężko o dobrą atmosferę.


    --
    W co motłoch bez dowodów uwierzył, jakże byśmy mogli to dowodami obalić?!
    Nietzsche
    Wywiad ze Stanisławem Lemem
  • alex-alexander 17.01.07, 07:03
    Najlepiej byloby zatrudnic sie u meza jako gospodyni domowa. Z ubezpieczeniem
    emerytalnym, chorobowym, urlopem, zwolnieniami lekarskimi, premiami i 8-mio
    godzinnym dniem pracy. Weekendy wolne. Prawie kazda zona, mniej lub wiecej,
    jest parobkiem.
  • nixodus 17.01.07, 07:48
    Taniej wyjdzie outsorcing :P. Swoją drogą w chcacie też sprzątam i gotuje (przynajmniej wtedy jest coś jadalnego).
  • xyzak 17.01.07, 08:09
    Proszę niech jakaś inteligentna kobieta pomyśli przez chwilę i napisze skąd
    miałyby się wziąć środki na te wypłaty. Niech wyzwolone inteligentne kobiety
    walczą o prawo do pracy pod ziemią - skoro już ma być po równo. Walczcie o
    równość! Żądajcie takich samych środków na profilaktykę raka prostaty co raka
    piersi! Żądajcie takiej samej spodziewanej średniej długości życia! Żądajcie
    równych praw w czasie rozwodów dla mężczyzn i dla kobiet!Żądajcie powszechnego
    obowiązku obrony ojczyzny dla wszystkich kobiet!

    ... wracając do tematu - kto będzie rozliczał kobiety z odpracowanych godzin?
    będą się same rozliczać czy będzie je rozliczał zły mąż? a może będzie to osobna
    urzędniczka (urzędnik, jak każda szowinistyczna świnia, by zaniżał godziny),
    która oczywiście musiałaby zostać wynagrodzona za swoją pracę?
    jeżeli paniom nie podoba się podział obowiązków to ich sprawa - nie ma przymusu
    wychodzenia za mąż czy też rodzenia dzieci.
    Jeżeli mężczyzna wymienia żonę na młodszą to znak, że ta młodsza jest w czymś
    lepsza, mylę się?
  • tepetoja 17.01.07, 08:30
  • mikrobyznesmen 17.01.07, 09:43
    Może temat został wywołany po to, żeby zakochani nie podejmowali pochopnie
    decyzji o małżeństwach? :))
  • r_mol 17.01.07, 08:30
    w małżeństwie (chyba że małżonkowie ustaklą rozdzielność, co wymaga aktu
    notarialnego). Dlatego też wszelkie biadolenie jak w artykule to frustracje
    niewydarzonych feministek, których nikt nie chciał. W Polsce żona MA POŁOWĘ
    DOCHODU MĘŻA (i POŁOWĘ SWOJEGO, o ile pracuje zarobkowo).
  • mikrobyznesmen 17.01.07, 09:46
    r_mol napisał:

    > W Polsce żona MA POŁOWĘ
    > DOCHODU MĘŻA (i POŁOWĘ SWOJEGO, o ile pracuje zarobkowo).

    Oraz w przypadku rozwodu prawo do połowy składek emerytalnych męża, o tym też
    chyba w artykule zapomniano. Przeczytajcie kodeks rodzinny zanim zaczniecie
    biadolić!
  • sonda1 17.01.07, 08:32
    Moja żona prawie nic nie robi w domu. Sprzątanie, gotowanie (tylko weekend)
    robię ja sam dla całej rodziny. Oboje pracujemy, ja często w delegacji.
  • malineq 17.01.07, 08:33
    No ladnie, ładnie tylko ile trzeba byłoby zapłacić mężczyźnie, który nie dość,
    że pracuje to jeszcze sprząta, pierze, prasuje, robi zakupy i gotuje ? I nie
    jest samotny, tylko mocno wykorzystywany. A że nie lubi nieładu i lubi dbac o
    dom to nie ma innego wyjścia. Jestem ciekaw odpowiedzi "uczonych w piśmie"...
  • dozobaczenia.pl 17.01.07, 08:42
    Nie mam nic przeciwko placeniu za prace domowe pod warunkiem, ze bedzie to
    robil pracujacy na etacie czlonek rodziny, a nie panstwo czyli podatnicy.
    Poza tym nalezy jeszcze zauwazyc, ze praca w domu nie jest calkiem za darmo. W
    koncu taka gospodyni domowa nie osiaga dochodow, a jednak ma gdzie mieszkac, co
    jesc, w co sie ubrac - to tez nie jest za darmo.

    --
    Chcesz poznać nowych znajomych? Spotkaj sie offline z osobami o podobnych
    zainteresowaniach, problemach itp.
    doZobaczenia.pl
  • dingdong 17.01.07, 08:45
    Czy ktos umie liczyc? No, ja umie...z chwila zawitania zony w mojej chalupie
    rachunki srednio wzrosly o 350%...plus wydawanie na fatalaszki, wisiorki,
    torebki, makijaz, rozne farby do wlosow i nie tylko... acha, zapomialem,
    dodatkowy samochod musialem kupic, zeby mogla jeszcze wiecej kasy wydawac na
    spotkania w kawiarenkach z innymi zonami...oczywiscie zeby ponarzekac na mnie i
    na innych idiotow ktorzy wyrazili chec zaplodnienia ich...

    No coz, final moich obliczen jest prosty...taniej jest, zatrudnic
    sprzataczke/kucharke, polatac po klubach i zabawic sie z panienkami szukajacych
    wrazen...niz sie ozenic, bo koszt utrzymania zony i...jej dzieci jest
    powalajacy. Napisalem "jej dzieci" poniewaz jak ktos chce sie przekonac czyje sa
    dzieci z malzenstwa, to zapraszam na wszystko jedno jaka sale sadowa w ktorej
    wlasnie jest przeprowadzany rozwod...hehehe:)

    Panowie, nie zencie sie...no chyba ze Was na to stac:)))
  • hotrod404 17.01.07, 11:06
    chłopaki nie żeńcie sie!!! a jeśli musicie to nigdy bez umów małżeńskich jasno
    precyzujących podział majątku w trakcie związku i po nim! polskie prawo
    dyskryminuje mężczyzn a kobiety chcą jeszcze więcej!
  • serwal 17.01.07, 08:47
    Należy jeszcze uwzględnić pracę dzieci. Przecież dla takiego 3-latka bawienie
    się piłką jest pracą. Dalej - nauka w szkole: podstawowej, gimnazjum itd. - toż
    to jest praca. A wynoszenie śmieci, sprzątnięcie biurka, odkurzanie,
    przyniesienie zakupów przez dziecko - to wszystko jest pracą. A oglądanie
    telewizji, granie w gry - przecież w ten sposób dziecko poszerza swe horyzonty -
    dzięki temu ktoś w przyszłości stanie się beneficjentem jego umiejętności i
    uzdolnień - też praca. A gdy rodzice stają się niedołężni, to kto nimi się
    zajmuje - dzieci - trzeba płacić! Płacić, płacić, płacić, do krwi ostatniej, za
    każdą rzecz, bo wszystko kosztuje, bo wszystko męczy. A ekonomiści już to
    podliczą i wydadzą kolejny werdykt - nowe sposoby płacenia, zależności,
    poddaństwa...
    Proponuję, aby ekonomiści wrócili do podliczania słupków, a nie wymyślania
    sztucznych problemów w imię "Unii Europejskiej", "Feminzmu", "Wolności,
    równości i braterstwa" i innych lewackich demagogii.
  • kwicolek 17.01.07, 08:50
    meth.p napisał:
    > Jako student zarabiam 1500 netto. Ludzie na z grubsza podobnych stanowiskach
    (w
    > kazdym razie na takich ja mam zamiar byc za lat kilka) u mnie w firmie
    zarabiaj
    > a
    > ok. 10000 netto pracujac dokladnie tyle samo godzin co ja,

    Może i pracują tyle samo godzin,ale też pewnie wypracowują 10 razy więcej.
  • a-gacie 17.01.07, 08:57
    Pierwsze primo ;) : w postaci oddawanej regularnie pensji.
    Drugie primo :-) : wymieniamy się usługami.
    I kolejne secundo... zbyteczne jest zestawianie pracy polskich gospodyń wobec
    krajów trzeciego świata, tudzież ówdzież z porównaniu z tymi wysoce
    rozwiniętymi. Tak czy siak rzeczywistość będzie się miała nijak.
    Jak świat światu, od zarania On szedł z maczugą, Ona przygotowywała padlinę.
  • loppe 17.01.07, 08:58
    Zgadza się! Lecz i mężczyzna może wykonywac te syzyfowe prace, więc nie
    zawężajmy zagadaninia pracy w domu płciowo!
  • piorkoska 17.01.07, 09:11
    Skrupulatne badania wykazują,że kobieta pracująca zawodowo wykonuje
    nieodpłatnie dodatkową pracę o niebo większą niż jej mąż.Zapienione samce niech
    poczytają jeszcze raz.
    Rozwiązania prostego nie ma,ale jest zależność,im kobiety mogą więcej zarobić i
    mają równiejsze prawa,tym podział domowych obowiązków przebiega sprawiedliwiej.
    Jak doszło do zniesienia pańszczyzny?Przecież chyba było podobnie,chłopki siały
    i orały na pańskim i całowały jasniepana w rękę,a sama myśl,że mogłoby być
    inaczej wywoływała podobną pianę na pysku, co u niektórych tutaj.
  • r_mol 17.01.07, 09:39
    Dochody według polskiego prawa ma de facto nie mąż albo żona, tylko małżeństwo
    (z uwagi na wspólność majątkową). Tak że problem wymyślony przez feminazistki
    rozwiązano w Polsce już przed wojną chyba, a w każdym razie na pewno od
    uchwalenia obecnego kodeksu cywilnego, co miało miejsce za środkowego Gomułki.
  • hotrod404 17.01.07, 11:03
    zawsze są proste rozwiązania: nie żeni się i mmieszkac osobno!!!

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka