"wdowi staż" - ponad 10 lat. Cały czas sama. Ostatnio, podczas luźniej,
towarzyskiej rozmowy padło w moją stronę pytanie - ze strony mężczyzny - czy
również z kobietami uprawiam seks. Po ochłonięciu spytałam skąd taka myśl, co we
mnie wskazuje na takie preferencje. Otóż gość (do tej pory spędziliśmy w
większym gronie raptem dwa razy po 2-3 godziny) mówi, że widzi we mnie silna
osobowość, przywódcze cechy typowe dla mężczyzn, itd w tym stylu. Przemyślałam i
sie nie dziwię - po latach bycia matka i ojcem w jednym, szarpania się z życiem
i oddawania mu kopniaków (albo leczenia sie z nich) można tylko zaciskać zęby,
prostować sie jeszcze bardziej i powtarzać jak mantrę - dam sobie radę, jestem
silna,nie poddam się, zawsze do przodu... Wiem,że na zewnątrz wyglądam jak silna
osoba, a środku ileż to razy chce sie wyć. Rola twardzielki jest tak do mnie
przyklejona, że nie potrafię inaczej. Mimo, że przekonałam się na własnej
skórze, że faceci nie przepadają za takimi kobietami (jak przy takiej być
macho?). A ja czasem marzę by być w czyiś ramionach "taka mala"... Tylko nie ma
w czyich - odstraszam. Za samodzielna, zbyt wyraźnie artykułująca własne
zdanie... A lata lecą. Cholera, przediez nie zrobię z siebie słodkiej idiotki -
zresztą, ktoś kto łapie sie na słodka idiotkę sam jest idiotą. Też tak macie?