to, że zaraz po porodzie kobiety zapadają na chorobę kupkowonoworodkowopapkową
mnie nie dziwi. dziwi mnie natomiast ich pozostawanie w tym stanie czasem i do
końca życia (tylko konsystencja kupki dziecka się zmienia) ale jeszcze bardziej
mnie dziwi to, że otoczenie najbliższe (w tym ubezwłasnowolnione dziecko) nie
reaguje na to kompletnie. znam taki jeden "przykład", który ma już dziesiąt lat
usamodzielnione dzieci a jedyne tematy jakie można poruszyć w rozmowie to pranie
i gotowanie. a najbardziej bije od niej samotność przez duże S
--
ich czterech i ruda