Artykuł jest napisany tendencyjnie. Ma ukazać osoby nie mające dzieci w złym świetle, jako bandę zdziwaczałych hodowców kotów, egoistów, psychopatów itp. Tak samo możnaby napisać przeciwny, równie tendencyjny artykuł, o skretyniałych rodzicach: przewijających obesrane dziecko na stole w kawiarni, olewających fakt, że ich pociecha biega po sklepie i pląta się pod nogami, obmacuje bułki brudnymi rękoma, wydziera się itp. I że niby WSZYSCY rodzice są tacy. Czy to byłoby fair?
Przykro się czyta ten cały jad wylewany na osoby bezdzietne. Ja nie mam dzieci, nie chcę mieć i nikomu nic do tego. Ja "dzieciatych" nie nawracam, nie pytam ich "to kiedy pozbędziecie się dzieciaka?", nie czuję się lepsza ani gorsza. Czy druga strona nie mogłaby tak samo - uszanować mojego stylu życia? I darować sobie durne komentarze. Co można pomyśleć o kimś, kto życzy drugiemu człowiekowi "dla ciebie to tylko stryczek", tylko dlatego, że ten nie chce mieć dzieci. Normalnie czytałam tu takie wypowiedzi i nieraz osłupiałam. Jak można być takim prymitywem??
Owszem, druga strona też nie jest bez winy. Pewnie rodzice poczuli się urażeni określeniami "bachorek", "drze ryja" itp. Może to nieeleganckie (acz gdzie tu porównanie do życzenia komuś śmierci), ale takie epitety to niejednokrotnie wyraz zniecierpliwienia. Ileż razy można komuś kulturalnie mówić, żeby przestał krzyczeć? Jeśli to nie skutkuje, czy nie powie się wreszcie "zamknij ryja!"? Osoby bezdzietne, jako te "płynące pod prąd" nieraz muszą wysłuchiwać głupich tekstów od "dzieciatych" i doprawdy, trudno się dziwić, że tracą cierpliwość. Ciekawe, że tylko ludzie obdarzeni potomstwem mają jakąś misję nawracania bezdzietnych. W drugą stronę to nie działa.. zastanawiające.
Kotów nie lubię;) Wcale nie są takimi czyścioszkami. Owszem, futerko sobie umyje.. ale obeszcza całe mieszkanie. On nie śmierdzi.. tylko pokój. Ale to ma już gdzieś.
Małych dzieci w zasadzie też nie lubię (aczkolwiek nie dlatego ich nie mam), obrzydzają mnie w sensie, że są upaćkane i hałaśliwe. Jak widzę na reklamie twarz dziecka upapranego jakąś mazią, zbiera mi się na wymioty. Nie wiem, jak ktoś może to uznawać za urocze czy fajne.. Do dzieci, z którymi można się porozumieć, takich starszych, które już wyszły z fazy larwalnej - przedczłowiekoidalnej;), i posiadają umiejętność mówienia, nic nie mam. Ale żeby mieć automatycznie wbudowaną sympatię do krzyczącego obesranego noworodka.. nikt mi nie wmówi, że to normalne. Ani hałas nie jest przeżyciem komfortowym dla normalnego człowieka, ani smród kupy.