Re: 'Niemowlętami się brzydzę'
Harówka po 12-16 godzin dziennie (w biurze :-P), również w weekendy (patrz
wypowiedź p. Beaty), kariera, kariera, kariera - tzw. samorealizacja. Dzieci
won, bo kariera uber alles!
Napiszę równie brutalnie - byle małpa to potrafi. Tym bardziej, że z mojego
doświadczenia wynika iż w znacznej większości przypadków te 12 godzin to czysta
fikcja. Najpierw jest kawka, ploteczki, "surfowanko" po sieci do 13:00, potem
obowiązkowy lunch, znów kawka, prasówka i ok. 15:50 raptem towarzystwo
spostrzega, że warto by zająć się obowiązkami służbowymi. Potem trzeba zostawać
po godzinach żeby wyrobić się ze wszystkim.
Robić tzw. karierę i wrażenie bez kresu oddanemu pracy to nie sztuka. Sztuką
jest piąć się po szczeblach kariery, wychowując jednocześnie latorośl. Wyrobić
się w niecałe 8 godzin w robocie, odebrać dzieciaki ze świetlicy, wrócić do
domu, posprzątać, ugotować pyszną kolację, przypilnować potomstwo przy
odrabianiu lekcji. Ba, znajdzie się jeszcze czas na wspólną zabawę, potem
dziatki do łóżka i można oddać się przyjemnościom: lektura, dobry film,
intelektualna dyskusja z małżonkiem przy lampce wina lub mniej intelektualna w
alkowie i hulaj dusza! Na koniec odprężająca kąpiel w pachnącej pianie. I to
wszystko jeszcze przed 23:00 :-)
Można też mieć równocześnie kreatywną pracę na etacie, własną firmę, dzieci,
zwierzaki, kilka tysięcy pozycji literackich i naukowych w biblioteczce,
kolekcję vynili, rzadkich pocztówek, etc. i na wszystko znaleźć czas oraz - co
chyba najważniejsze - ochotę. Ale do tego nie można być zadufaną w sobie
"pseudointelektualną" niby niezrozumianą przez otoczenie (a tak naprawdę pustą)
istotą.
P. S. I tak nikogo nawracać nie zamierzam. To się nazywa selekcja naturalna.
Przetrwają ci najbardziej przystosowani ;-PPP Cytując Star Treka: Live long (i
niekoniecznie) prosper.