Zgadzam się, dlatego napisałam że może być i wilk syty i owca cała, czego nie
dostrzegają bohaterowie (nie wiem na ile prawdziwi) w/w artykułu. "Me, myself
and I" to ich motto życiowe.
Osobiście odnoszę wrażenie, że w obecnym świecie pracy to właśnie osoby
posiadające rodzinę są niemile widziane (i szykanowane) przez gros bezdzietnych,
którzy po prostu "en masse" nie umieją sobie zorganizować życia i uważają, że
potomstwo może być tylko przeszkodą tudzież ostatecznym kresem ich jakże
upragnionej samorealizacji. Owszem zdarzają się wybitne jednostki Bezdzietnych z
Wyboru, którzy szanują istnienie osób posiadających dzieci, a nawet są wręcz
przychylnie nastawieni do matek i ojców. Np. mam obecnie takiego wspaniałego
szefa, bezdzietnego singla, dla którego liczy się jednostka i jej wyniki, a nie
ciąża czy liczba dzieci pracownika. Jednak tacy ludzie to ewenement, co mnie
martwi najbardziej. Aż przykro czyta się o takich SAMOrealizujących się, którzy
- jak sama nazwa wskazuje - pozostaną SAMI. Ale to już ich karma.
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.