Mieszkam właśnie od pewnego czasu w Indiach i przeczytałem ten wywiad z
niemałym rozbawieniem. Rozumiem, że taka konwencja numeru i ma być o Indiach
wspaniale, ale kraj który tu opisujecie nie istnieje. To czysta utopia.
Autostrady - ok, trochę ich zbudowano, ale wciąż (jak na 50 letnią demokrację)
drogi sa fatalne. O ile są - bo nie jest to wcale oczywiste. W Gurgaonie -
miasto satelita Delhi, same centrum owego "cudu gospodarczego", z siedzibami
kilkudziesięciu koncernów światowych - po każdym deszczu na drogach tworzą się
na pół metra głębokie rzeki, bo kanalizacja nie działa. Prąd wysiada średnio
20 razy dziennie, korek na autostradzie do Delhi w godzinach szczytu zaczyna
się czasem już w Gurgaonie (25km) itp. Owszem - Indie mają kilka gigantycznych
projektów infrastrukturalnych, w tym wspomniane metro (głównie zresztą
nadziemne co wiele tłumaczy), ale to kraj 25 razy większy od Polski, zaś samo
Delhi ma koło 15 mln mieszkańców. One po prostu giną w morzu potrzeb.
I coś co mnie rozbawiło - "poszanowanie demokracji w obliczu terroryzmu". Otóż
przed wejściem do metra trzeba przejść przez specjalną bramkę, a potem
funkcjonariusze każą wyciągać wszystko z toreb. Na kamery wszędzie ich po
prostu nie stać, ale bramki sa na każdym kroku. A i tak kilka tygodni temu
miała miejsce seria zamachów w Bangalore i Ahmedabadzie, gdzie zginęło ponad
50 osób. Wybuchło kilkadziesiąt bomb w różnych częściach miasta! Poza tym w
Kaszmirze zamieszki, na wschodzie zamieszki. Ani skutecznie, ani
"demokratycznie". Polecam poczytać co sami Indusi tym sądzą - jak znajdę link
odpowiedni to wkleję.