Jednak to jest walka nie tylko (nie przede wszystkim) z urzędasami, tylko z tzw.
obywatelami,którzy do miasta sprowadzili się niedawno albo zbyt wielką pogardę
wobec przyrody wynieśli z domu.
Nie szukając daleko -- w Warszawie przy płotku otaczającym parking wyrosły
przepiękne malwy. Sąsiadka: "Wstyd, że takie zielsko rośnie i nikt z tymi nic
nie zrobi! U mnie w Nowej Soli to by tu kostkę położyli, a tu niby miasto, a
pacz pani! Wstyd!"
Inna sąsiadka w nocy oberwała bluszcz, który dzielnie wspinał się po brzydkiej,
betonowej ścianie bloku.
Dozorczyni cichcem kosi młode drzewka, które co jakiś czas próbuje posadzić
administracja, bo "liście będą lecieć i niby ja mam to grabić?"
I tak dalej, i tak dalej...
Na szczęście wbrew powyższym przykładom i bez żadnych działań partyzanckich,
dookoła rosną i radośnie rozsiewają się wspomniane maki i chabry, stokrotki
szaleją na trawnikach, maciejka i lobelie uciekają z ogródków.
--
Odwróć się od szyby, rozmawiaj na migi,
strzygi i widziadła, widziadła i strzygi...
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.