Dodaj do ulubionych

Kiedy potwór znika

16.06.09, 17:39
Milosc i nienawisc.
Uczucia które blisko kolo siebie leza.


--
Warnig! Kiedy milosc zmienia się w nienawiść?. Rozwód?, ok.
Alimenty?, to bylo wczoraj. Potrzebna specjalna kasa rentowa, zwana
Alimenty, w która wplacaja: Kawalerzy czy panny,rozwodnicy, i
bezdzietni. Żadna matka z dzieckiem w przyszłość bez zasiłku.
Edytor zaawansowany
  • strzykwa 16.06.09, 17:41
    Chciałabym, żeby moja Mama przeczytała ten artykuł.
  • marxx 16.06.09, 18:05
    Z art. mozna wywnioskowac, ze tego typu relacje wystepuja tylko
    miedzy matka a corka. Smiem watpic. Sa tez dosc powszechne miedzy
    matka a synem.
  • gladys_g 17.06.09, 15:29
    może dlatego, że to jest o relacjach matek i córek, a nie matek i synów? Ale nie
    wiem, tak tylko zgaduję.
    --
    osobliwy pamiętniczek
  • umasumak 17.06.09, 18:53
    Nie aż tak powszechne, jak w przypadku relacji matka-córka, między którymi
    oprócz typowego konfliktu pokoleń, jest coś w rodzaju rywalizacji o kobiecość.
    --
    Quidquid latine dictum sit, altum videtur :-)
  • hahanna 16.06.09, 18:52
    to jej go wyślij :) powodzenia!
  • pfrydrych 17.06.09, 17:03
    hahanna napisała:

    > to jej go wyślij :) powodzenia!

    Zeby to bylo takie proste ... wyslac komus list i po sprawie :(

    --
    toksyczni rodzice
    moje robasie kochane
  • hahanna 17.06.09, 19:13
    kto tak powiedział: wtedy się dopiero zacznie... miłe lepszego początki, po
    burzy przeważnie wychodzi słońce :)
  • ica11 16.06.09, 19:10
    A jesteś pewna, że gdyby Twoja Mama czytała ten artykuł, to
    widziałaby w sobie matkę (relacja Ty i mama) czy raczej skrzydzoną
    córkę (relacja Twoja mama i Jej mama).

    Każdy generalnie widzi swoja krzywdę...
  • iamhier 17.06.09, 00:26
    a ja bym nie chciala,bo tak by sie zajela soba,ze nie poznalaby mnie na ulicy,co
    jej sie zdarzalo......
  • xanaxy 16.06.09, 18:31
    Literatury o toksycznych matkach/ojcach/obojgu szukaja ci, ktorzy
    czuja ze byli skrzywdzeni.Tylko ci lub tzw pomagacze.Wg P.Dodziuk
    nalezy przebaczac, by samemu lepiej sie poczuc. Mysle, ze nie ma
    powodu przebaczac tym, ktorzy krzywdzili za sprawa wlasnej
    niedojrzalosci, nieodpowiedzialnosci a nade wszystko psychopatii.Do
    tego powolywanie sie na Melibrude...kto to jest? Ile osob On
    skrzywdzil? Farsa...Szkoda.
  • echtom 16.06.09, 23:12
    Wg P.Dodziuk
    > nalezy przebaczac, by samemu lepiej sie poczuc. Mysle, ze nie ma
    > powodu przebaczac tym, ktorzy krzywdzili za sprawa wlasnej
    > niedojrzalosci, nieodpowiedzialnosci a nade wszystko psychopatii.

    P. Dodziuk ma rację - "bezinteresowne" przebaczenie przywraca wewnętrzny spokój. Sprawdziłam, choć w innej relacji niż z rodzicami. Uwolniłam się wtedy od najgorszej udręki, jaką było czekanie, że ten człowiek zrozumie, co złego zrobił, i sam przyjdzie prosić o przebaczenie. Warto przebaczyć, bo wtedy przestajesz być zależna od czyjegoś ruchu i odzyskujesz kontrolę nad sytuacją, a to przywraca energię i chęć do życia.

    --
    Nie ma rzeczy niemożliwych dla kogoś, kto nie musi ich zrobić sam.
  • 1marys 17.06.09, 15:36
    hmmm to jest wlasnie moje marzenie, podejsc i przytulic moja mame. Ciekawa
    jestem jaka bylaby reakcja : ) Co do wybaczania, wyznaje zasade, ze musi byc
    skrucha z drugiej strony i nie mowie tu tylko o matkach ...
  • sparxx 17.06.09, 16:34
    P. Dodziuk ma rację. Cała rzecz polega na tym, żeby uwolnić siebie, nie kogoś -
    od negatywnych, niszczących emocji, które powstały i ugruntowały się w wyniku
    odczucia krzywdy.
    A czy nie ma powodu przebaczać? To już każdy sobie sam musi odpowiedzieć - czy
    chce żyć w tym poczuciu krzywdy całe życie, jątrząc rany, które nigdy się nie
    zagoją - czy woli się od tego uwolnić i żyć jako wolny człowiek. I do tego
    szczęśliwy. Osoba, która odgrywa tu rolę krzywdziciela nie ma nic do rzeczy,
    wybaczenie jej nie dotyczy. Dotyczy jedynie uczuć i emocji osoby skrzywdzonej.
    Inna sprawa, że wychowani przez kościół katolicki - bardziej lub mniej świadomie
    - wymuszamy na innych i co gorsze, na sobie takie "wybaczanie" które koło
    rzeczywistego sensu wybaczania nawet nie leżało. Mówię "wybaczam ci" ("bo tak
    wypada" - co to w ogóle znaczy?!), w środku gotując się ze złości i mam jeszcze
    większe poczucie krzywdy niż przed chwilą, tym bardziej, że właśnie mój
    krzywdziciel dostał ode mnie rozgrzeszenie! Nie tędy droga, to nie jest
    wybaczanie - to jest ZAKŁAMANIE.
    Długo będę pamiętać, jedną osobę, której udało mi się wybaczyć. Oprócz
    oczywistej krzywdy sprowadziła na mnie realne zagrożenie życia, z pomocą lekarzy
    i wielu osób udało mi się z tego wyjść. Usłyszałam tylko "naprawdę mi
    wybaczyłaś? myślałam że tego co zrobiłam nigdy mi nie wybaczysz, nikt by tego
    nie wybaczył, super" - i do tego dzika radość i żadnego zrozumienia sytuacji.
    Ot, głupia beztroska.
    Wybaczenie nie stawia znaku równości z rozgrzeszeniem! Jeżeli robimy coś
    karygodnego, to żadne wybaczenie tego nie zmieni, dopóki nie wynagrodzimy
    wyrządzonej krzywdy. Ale osoba skrzywdzona nie musi żyć z tym ciężarem i męczyć
    się, bo krzywdziciel ma to w d****.
    Może już czas, aby brać odpowiedzialność tylko za siebie i swoje zachowanie,
    przecież nie jesteś w stanie zmusić nikogo żeby robił to co chcesz. Jeżeli
    liczysz na to, że ktoś jest "ach, jaki dobry" a potem się okazuje że miałeś
    błędne wyobrażenie na ten temat - to bierz odpowiedzialność za swoje złudzenia.
    Wybaczenie wyzwala z niewoli złudzeń.
  • pfrydrych 17.06.09, 17:04
    Najczesciej jest to tandem, niestety.

    --
    toksyczni rodzice
  • hahanna 16.06.09, 20:42
    Są pewne metody, dzięki którym można łatwiej uporać się z bólem, który jest związany z przeszłymi zdarzeniami. Nie są one łatwe, ale można potrenować.
    Kilka z nich można znaleźc w dobrych książkach na temat NLP, na przykład u Bandlera: "Chciałbym, abyście spróbowali wykonać kilka ćwiczeń, które nauczą was nieco lepiej kierować waszym umysłem. Doświadczenia, które w ten sposób zdobędziecie, będą nieocenioną pomocą w zrozumieniu dalszego ciągu niniejszej książki, dlatego ważne jest, abyście naprawdę wykonali te ćwiczenia, a nie tylko o nich przeczytali.

    PRZYKŁAD
    Pomyśl o jakimś bardzo przyjemnym wydarzeniu, które miało miejsce w przeszłości — niech to będzie coś, do czego już dawno nie wracałeś. Zatrzymaj się na chwilę, odszukaj obraz w pamięci i upewnij się, że masz przed oczami dokładnie to, co widziałaś w tamtym miłym momencie.
    Możesz zamknąć oczy, jeżeli wolisz... Patrząc na miłe wspomnienie, chciałbym, abyś regulowała jasność obrazu, zwracając jednocześnie uwagę na zmiany zachodzące w twoich odczuciach. Najpierw rozjaśnij obraz najbardziej jak tylko możesz... Niech stanie się jasny i promienny.
    .. Teraz przyciemniaj go do momentu, aż stanie się prawie niewidoczny... A teraz z powrotem go rozjaśnij. W jaki sposób zmieniały się twoje odczucia? Oczywiście zawsze mogą zdarzyć się wyjątki, ale u większości osób rozjaśnianie obrazu powoduje wzmocnienie intensywności
    uczuć z nim związanych. Przyciemniając obraz, zmniejszacie jednocześnie intensywność odczuwania. Kto wcześniej wpadł na pomysł, że można zmienić swój sposób postrzegania jakiejś sytuacji tylko poprzez celowe
    rozjaśnianie lub przyciemnianie wewnętrznego obrazu?"

    Ćwiczenie czyni mistrza. Powodzenia
  • iamhier 17.06.09, 00:32
    Jakie bole z przeszlosci? dlaczego z gory zakladasz,ze kazdy musi byc na tyle
    emocjonalnie zwiazany z matka/ojcem zeby cos takiego czuc?
  • hahanna 17.06.09, 11:56
    ja nic nie zakładam... tylko piszę, że JEŚLI ktoś odczuwa w związku z tą
    sytuacją ból, to może go sobie złagodzić używając tych procedur - nie piszę, że
    każdy tak ma, bo są ludzie, którzy dają sobie radę z takimi problemami sami,
    intuicyjnie - często też stosują właśnie takie metody, które podpatrzyli twórcy NLP
  • art.usa 16.06.09, 21:44
    inni co mieszkają dalej sa zawsze najlepsi.

    Nie ocet ale;
    Skakałam z drabiny zeby cie stracić.

    --
    Warnig! Kiedy milosc zmienia się w nienawiść?. Rozwód?, ok.
    Alimenty?, to bylo wczoraj. Potrzebna specjalna kasa rentowa, zwana
    Alimenty, w która wplacaja: Kawalerzy czy panny,rozwodnicy, i
    bezdzietni. Żadna matka z dzieckiem w przyszłość bez zasiłku.
  • iamhier 17.06.09, 00:22
    Psychoterapia? Co takiego? Absolutnie pogarsza sprawę.Jest koszmarem dla dziecka
    jak się puści taką osobnicę z chomonta.Takie osoby nie zasługują na żadną
    terapię.Jedyną szansą na jakiekolwiek zaintresowanie jest nakaz 12 godz.pracy na
    dzieci,nawet samodzielne.
    Wtedy nagle miłość się pojawia......
    Patologii sie nie pomaga,patologie sie zwalcza.
    Szkoda tylko,ze te wszystkie "pomoce" niszcza wylacznie DZIECI....
  • hahanna 17.06.09, 11:54
    Twoje słowa pokazują jak wiele masz w sobie negatywnych odczuć. Ja zaś mówię,
    żeby je sobie odpuścić, tak jak zrzuca się niepotrzebny plecak na końcu podróży.
    Wyobraź sobie, że mając tę negatywną energię w sobie nosisz przez całe życie
    plecak z kamieniami - po co ci one? kaleczą one TYLKO ciebie i NIKOMU nie dają
    nic dobrego, prawda?
  • minna 17.06.09, 08:15
    Ten wywiad przeczytałam z wypiekami na twarzy. Znacie to uczucie, że
    ktoś mówi właśnie o Waszej sytuacji? Ja nadal nie uporałam się z
    moim potworem. Moja siostra także. Obie jesteśmy w okolicach
    czterdziestki i obie kompletnie rozwalone psychicznie - dorosłe
    kobiety, ale przestraszone jak małe dziewczynki.
    Byliśmy tzw. normalną, porządną rodziną, a wszyscy gratulowali mojej
    matce takich grzecznych dzieci. Byłyśmy grzeczne, bo wiedziałyśmy,
    co czeka nas w czterech ścianach. Moim największym marzeniem w
    dzieciństwie było, żeby moja mama sobie poszła i już nigdy nie
    wróciła. Co ta kobieta musiała wyczyniać, żeby dziecko tak
    pomyślało? Mam teraz swoje i nie wiem, jakie straszne rzeczy
    musiałabym mu wykonać, żeby ono marzyło o moim nieistnieniu.
  • echtom 17.06.09, 08:27
    Nie wiem, co takiego robiła Twoja mama. Ja czasem żałuję, że dzieci
    się mnie nie boją, bo miałabym przynajmniej zagwarantowany szacunek
    i posłuszeństwo.

    --
    Nie ma rzeczy niemożliwych dla kogoś, kto nie musi ich zrobić sam.
  • minna 17.06.09, 08:47
    ale ja nie mam szacunku dla mojej matki, a posłuszeństwo oparte na
    strachu rzeczywiście łatwo osiągnąć (zacznij bić i poniżać), tylko
    po co Ci to? i czy nie szkoda Ci dzieci?
  • echtom 17.06.09, 12:29
    Nie zacznę - już za późno. Po prostu smutne jest dla mnie, że
    dzieci, które mają bezwarunkową miłość i poczucie bezpieczeństwa,
    pozwalają sobie na "niegrzeczność", a dzieci, które boją się
    rodziców i muszą zabiegać o ich uczucie, nie sprawiają im kłopotów.

    --
    Nie ma rzeczy niemożliwych dla kogoś, kto nie musi ich zrobić sam.
  • obywatelpiszczyk 17.06.09, 16:06
    są jeszcze inne sposoby kontroli zachowania dzieci niż bicie i poniżanie. Na
    przykład można dawać dobry przykład.
  • echtom 17.06.09, 16:27
    > Na
    > przykład można dawać dobry przykład.

    To nie zawsze się sprawdza.

    --
    Nie ma rzeczy niemożliwych dla kogoś, kto nie musi ich zrobić sam.
  • dzikus999 17.06.09, 17:40
    to co lepiej zbić?
    ja zawsze miałem świetne oceny, chlopak z dobrego domu, zawsze posłuszny,
    pamietam jak od ojca dostałem pasem łomot, za to, że miałem dobry na świadectwie
    maturalnym... Miałem 19 lat, on niższy ode mnie, a tak się go bałem, że dałem
    się mu zbić, pasem do krwi...
    To jest koszmar, nienawidzę go... teraz mam 30 lat i dwójkę swoich dzieci i nie
    uderzyłbym ich. Właśnie dlatego, że wiem co to znaczy ból kiedy szacunek i
    posłuszeństwo wymuszane są biciem i poniżeniem. I właśnie nie uderze ich, a
    przytule, bo wiem ile ja sam byłem gotowy oddać (nawet jako licealista, student)
    za to, aby mój ojciec mnie pochwalił czy przytulił. To straszne uczucie, kiedy
    Twój ojciec czy matka nie chcą za całe Twoje życie Ciebie po prostu przytulić...

    Człowiek wtedy czuje się taki mały, beznadziejny i niepotrzebny. Moja żona
    dopiero mi pomogła przez ten koszmar przejść, za to dziękuje jej. Choć
    przyznaję, przeszłość boli.
  • echtom 17.06.09, 17:49
    Tuliłam, chwaliłam, mówiłam, jaką są dla mnie radością i mam to, co mam. Może gdybym biła, miałabym przynajmniej doraźny efekt - "grzeczne" i dobrze się uczące dzieci, za które nie musiałabym się wstydzić.

    --
    Nie ma rzeczy niemożliwych dla kogoś, kto nie musi ich zrobić sam.
  • dzikus999 17.06.09, 18:02
    Byłaś po prostu nieskuteczna. Ja byłem bity jak pies, za każdą złą ocenę, ale
    proszę powiedz mi po co? Dlaczego, kiedy biologia nie była moją pasją, musiałem
    ryć, aby miec bardzo dobry, skoro wystarczyłby mi dostateczny, a mógłbym się
    skupić na ukochanej fizyce? Mój ojciec ma wykształcenie zawodowe, ja wyższe
    3-ego stopnia. Nie dzięki niemu, dzięki sobie. Ja sam wiedziałem, że jak się nie
    będę uczył to będę nikim.

    Mój ojciec nazywał mnie darmozjadem, trutniem, był okrutny, śmiał się ze mnie,
    poniżał, mówił że do niczego nie zajdę w życiu. Moją matkę terroryzował. Na
    zewnątrz byliśmy dobrą rodziną, kochającą się. W domu był koszmar, strach i
    płacz. Kiedy moja Mama była chora i leżała w szpitalu to ja jeździłem do niej
    zaraz po zajęciach w liceum, a potem musiałem jechać do domu, zdać relację i
    ugotować "księciuniowi" obiad, bo on uważał, że jest zbyt inteligentny, by
    samemu sobie coś zrobić do jedzenia.

    Nie pyskowałem, chodziłem jak w wojsku - równiutko, wystarczyło, że raz dostałem
    kablem za to, że nie szedłem jak żołnierz, równo. Ojciec uważa mnie, za nie
    pełnoprawnego mężczyznę, bo nie byłem w wojsku z racji zdrowia. Ma mnie za nic.
    Nie umie rozmawiać, nie potrafi. Od 5 roku życia byłem dla niego tylko trutniem.
    Na koniec liceum, dostał list gratulacyjny za moje wyniki w nauce, nie
    przeczytał go.

    Obecnie nie utrzymuję z nim kontaktów, nie chcę. Przecież i tak będę tylko
    beznadziejnym trutniem.

    Bicie, poniżanie, budowanie autorytetu na zasadzie strachu nic nie daje. We mnie
    to budziło tylko ból, cierpienie i to jedno pragnienie - bycia chociaż jeden,
    jedyny raz pochwalonym przez ojca. Mówienie, ciągle że jest źle, nie motywuje.
    Ono zabija.

    A Twój doraźny efekt jest śmieszny. Z dziećmi się rozmawia, a nie bije. I
    załuje, że mu chociaż raz nie oddałem. Teraz bym go pewnie okaleczył, ale
    zrobiłbym to z dziką satysfakcją i patrzyłbym ze szczęściem, że wreszcie
    fe-tniak cierpi.
  • echtom 17.06.09, 18:13
    > Byłaś po prostu nieskuteczna.

    To podaj mi przepis na skuteczność, skoro ani bicie, ani przykład, ani bezwarunkowa miłość nic nie daje.

    > A Twój doraźny efekt jest śmieszny. Z dziećmi się rozmawia, a nie bije.

    Rozmawiałam przez te wszystkie lata. A teraz od tygodnia płaczę z bólu i upokorzenia.


    --
    Nie ma rzeczy niemożliwych dla kogoś, kto nie musi ich zrobić sam.
  • karmelowa_mumi 17.06.09, 21:08
    to daj sobie czas i zacznij rozmawiać znowu
    --
    http://suwaczki.maluchy.pl/li-31285.png
  • boykotka 17.06.09, 18:21
    Ja mam kochanych rodziców ale zanim do tego doszłam musiałam beczkę
    soli zjeść. Mój ojciec mnie nie bił, nie krzyczał ale mniej więcej
    od wieku 12-tu lat wiecznie był ze mnie niezadowolony. Gdy miałam 20
    lat i usłyszałam od niego kolejne kazanie dosłownie uderzyłam
    pieścią w stół i oświadczyłam mu, że nie jestem psim g..nem a
    następnie wyliczyłam mu wszystkie argumenty za tym, że jestem
    porządnym człowiekiem a przede wszystkim nie piję, nie palę i nie
    łajdaczę się za co należy mi się szacunek.
    Mój ojciec nadal potrafi powrócić do swojej dawnej "nuty"
    przynudzania - zawsze mu wtedy tłumacze, że jesteśmy szczęśliwą
    rodziną i chyba potrzebne mu jakieś wielkie nieszczęście by wreszcie
    zrozumieć jakie ma wspaniałe dzieci. Jedno muszę ojcu przyznać, choć
    jest prostym i niewykształconym człowiekiem potrafi rozmawiać a
    przede wszystkim jak to sobie wszystko przemyśli to przychodzi i
    mnie przeprasza. Albo mówi : "dziecko nie masz racji" i ustalamy
    kompromis.
    --
    /
  • lumita 17.06.09, 18:36
    echtom napisała:

    > > Na
    > > przykład można dawać dobry przykład.
    >
    > To nie zawsze się sprawdza.
    >

    I przez takich jak ty Polska to Azja i barbarzynstwo - dajesz nowa
    definicje glupoty!
  • echtom 17.06.09, 18:43
    Mógłbyś mi to bliżej wyjaśnić, bo jakoś mętnie brzmi?

    --
    Nie ma rzeczy niemożliwych dla kogoś, kto nie musi ich zrobić sam.
  • dzonkasar 17.06.09, 17:02
    Wymaganie i egzekwowanie odpowiednich zachowań nie musi się wiązać z
    torturowaniem fizycznym, czy psychicznym.


  • echtom 17.06.09, 17:36
    Dałam dzieciom przykład umiłowania nauki i pracy, a moje starsze córki lekceważą szkołę i od 3 lat ledwo prześlizgują się z poprawkami z klasy do klasy. I twierdzą, że to moja wina, choć nie potrafią racjonalnie wytłumaczyć, na czym miałaby polegać. Nie zdziwiłabym się, gdyby wypisywały na młodzieżowych forach i portalach, jaką mają złą matkę. Te wszystkie skargi na strasznych rodziców trzeba podzielić przez dwa, bo dzieci niezależnie od wieku mają dużą skłonność do przesady w ocenie rodziców, albo po prostu z automatu powielają kliszę, że starzy są źli. Nie życzę nikomu, by za wieloletni trud włożony w wychowanie dziecka dostał w podziękowaniu czarną niewdzięczność.

    --
    Nie ma rzeczy niemożliwych dla kogoś, kto nie musi ich zrobić sam.
  • jete 17.06.09, 18:19
    Jestes zadowolona ze swoich relacji z Mama?
  • echtom 17.06.09, 18:30
    Nie. Doceniam to, co dla mnie zrobiła, ale przez całe życie za bardzo mnie
    ograniczała i próbowała urobić na swoje podobieństwo. I teraz ma pretensje, że
    jestem osobą aktywną, żyjącą z pasją i podejmującą nowe wyzwania, zamiast po
    odbębnieniu minimum obowiązków usiąść z nią w fotelu i ponarzekać na ciężkie
    życie. Ja przeciwnie - nie ograniczałam moich dzieci, pozwalałam im na
    samodzielność i zdobywanie doświadczeń i to oczywiście też jest źle.

    --
    Nie ma rzeczy niemożliwych dla kogoś, kto nie musi ich zrobić sam.
  • jete 17.06.09, 18:50
    Moze Twoje corki tez mysla: doceniam to, co dla mnie robi, ale bardzo mnie
    ogranicza i probuje urobic na swoje podobienstwo.
  • echtom 17.06.09, 19:04
    Hmm, ograniczam, dając dużo swobody i wymagając tylko wypełnienia minimum
    obowiązków? To mam już w ogóle niczego nie wymagać?

    --
    Nie ma rzeczy niemożliwych dla kogoś, kto nie musi ich zrobić sam.
  • ilquad 17.06.09, 19:11
    Z tego, co piszesz, to bardziej intersuje cię zaspokajanie potrzeb
    społecznych i popisywanie się przed ludźmi, niż potrzeby twoich
    dzieci. Dlatego cierpisz, bo próbujesz dostosować dzieci do wymagań
    obcych ludzi, a one się nie dają.


    --
    Duplikat - smutne forum - unikalne forum, gdzie nie ma cięcia wątków jak
    popadnie, a admin jest milutki i puszysty...

    Najwięcej fluoksetyny mają polskie dziewczyny...!
  • echtom 17.06.09, 19:34
    Jakie popisywanie się? Jakich obcych ludzi? Oczekiwanie minimum, powtarzam: m i
    n i m u m odpowiedzialności i poczucia obowiązku, zamiast totalnego olewajstwa?
    Mam akceptować "potrzebę" posiedzenia w nocy na gg i odsypiania tego rano,
    zamiast normalnie wstać i pójść do szkoły? Za parę lat powiedzą w pracy, że
    miały potrzebę pospać do 10 i dlatego się spóźniły? O czym Ty w ogóle mówisz?

    --
    Nie ma rzeczy niemożliwych dla kogoś, kto nie musi ich zrobić sam.
  • ilquad 17.06.09, 22:25
    > Jakie popisywanie się? Jakich obcych ludzi? Oczekiwanie minimum,
    powtarzam: m i
    > n i m u m odpowiedzialności i poczucia obowiązku, zamiast
    totalnego olewajstwa
    > ?

    Tak, to jest właśnie próba pokazania innym ludziom, że jesteś dobrą
    matką, że dobrze wychowałaś dzieci, że są obowiązkowe, sumienne,
    chodzą do szkoły. Nie musisz się za nie wstydzić. Stawiasz im
    wymagania, a one słuchają. No normalnie masz pałer i ludzie kiwają
    głowami i potakują: co za wspaniała matka! Znakomita, też chciałbym
    mieć taką, te dzieci, jak ona to zrobiła... - czy tego oczekujesz?

    Mam akceptować "potrzebę" posiedzenia w nocy na gg i odsypiania tego
    rano,
    > zamiast normalnie wstać i pójść do szkoły? Za parę lat powiedzą w
    pracy, że
    > miały potrzebę pospać do 10 i dlatego się spóźniły?

    Tak. I poniosą tego konsekwencje. Do pracy będą chodzić, bo chcą, a
    nie dlatego, że im matka truje o obowiązkach.

    Masz akceptować. Jesteś matką, a nie dozorczynią internatu.

    Weź na luz i przestań się tymi obowiązkami przejmować. Nie musisz
    sprostać czyimkolwiek wymaganiom. Ty też jesteś dzieckiem i możesz
    posiedzieć na gg do późna w nocy. Świat się nie zawali.


    --
    Duplikat - smutne forum - unikalne forum, gdzie nie ma cięcia wątków jak
    popadnie, a admin jest milutki i puszysty...

    Najwięcej fluoksetyny mają polskie dziewczyny...!
  • echtom 17.06.09, 22:35
    Masz dzieci?

    --
    Nie ma rzeczy niemożliwych dla kogoś, kto nie musi ich zrobić sam.
  • marian770 18.06.09, 10:10
    zabierz jej komputer na kilka dni i powiedz jej że jesli to się
    jeszcze powtórzy to znów zabierzesz ale na tydzien
  • echtom 18.06.09, 10:51
    Czyli potwierdzasz - albo bicie, albo szlaban. To znaczy, że nie
    można wychować człowieka, który postępuje dobrze z wewnętrznego
    moralnego poczucia, a nie ze strachu przed karą. To znaczy, że
    poniosłam klęskę, łudząc się, że wychowanie to proces kształtowania
    rozumnego i wrażliwego człowieka, a nie tresura pieska.

    --
    Nie ma rzeczy niemożliwych dla kogoś, kto nie musi ich zrobić sam.
  • karasuma 18.06.09, 14:38
    Hej!
    Wiesz co, moi rodzice tez mnie tak wychowali, jak Ty swoje dzieci -
    zadnego bicia, swoboda, pozwalali mi robic co tylko chce, mowiac, ze
    "jak popelnie blad, to wyciagne z niego nauke", znajomi zawsze mi
    zazdroscili, ze mam takich spoko rodzicow. Moja mama ma zlote serce,
    jest cudowna, z ojcem zawsze sie klocilam, praktycznie nie
    rozmawialismy - taki typowy mruk, nie okazuje uczuc nigdy, pan i
    wladca i wie wszystko jalepiej. Teraz mam 25 lat i potrafie juz siez
    nim dogadac i mam swietne kontakty z rodzicami.

    Ale kiedy bylam w liceum, zachowywalam sie jak twoje corki.
    Zapewniam, bicie nic nie da. Sama swoboda nie daje poczucia, ze jest
    sie kochanym... liceum id to dla niektorych nadal bardzo ciezki okres
    - moze usiadz i z nimi porozmawiaj? Moze maja jakies stresy o ktorych
    nie wiesz? Moze to z powodu presji, ktora odczuwaja z twojej strony?
    (Napisalas "wstydze sie moich dzieci", taka opinia z ust matki
    paralizuje.. chcesz sie starac, ale boisz sie porazki i zawiedzenia
    rodzicow i sie pograzasz...)

    Porozmawiaj z nimi, co Cie martwi, ale zrozum tez, ze one moze maja
    jakies prolemy, albo nie czuja sie wystarczajaco kochane takie jakie
    sa - nawet jesli beda mialy zle oceny, to przeciez bedziesz je
    kochac, nie?

    Zycze powodzenia
  • echtom 18.06.09, 14:54
    > - moze usiadz i z nimi porozmawiaj? Moze maja jakies stresy o ktorych
    > nie wiesz?

    Sęk w tym, że mnóstwo z nimi rozmawiałam, traktowałam poważnie ich uczucia,
    przyjaźnie, pierwsze miłości itp. i oburzałam się na matki, które to
    lekceważyły. A teraz myślę, że może trzeba było huknąć, tak jak tamte, żeby się
    wzięły do nauki, zamiast myśleć o głupstwach.
    Problemy? Tak, mają masę problemów, jak większość współczesnych nastolatków,
    które się zupełnie pogubiły w epoce dobrobytu i "praw dziecka".

    --
    Nie ma rzeczy niemożliwych dla kogoś, kto nie musi ich zrobić sam.
  • gondra 18.06.09, 17:15
    Zdaniem "które się zupełnie pogubiły w epoce dobrobytu i "praw dziecka" i
    kilkoma innymi pokazujesz, że jesteś właśnie taką osoba jak z poprzedniej epoki,
    formalistką dla której ważniejsze jest to żeby dziecko dobrze wypadło w szkole
    niż jego nastoletni problem - który z Twojej perspektywy jest błahostką, ale dla
    nastolatka to może byc koniec świata i to jest normalne w tym wieku. Co nie
    znaczy, że trzeba stawiać świat na głowie, po prostu wypadałoby zrozumieć. Wiem,
    że 'piękne' czasy były gdy dzieciaki mówiły do rodziców "pan, pani" i nie śmiały
    mieć życia emocjonalnego, ale sie skończyły. Moja mama chyba była podobna do
    Ciebie, na szczęście po latach umiemy ze sobą rozmawiać, teraz nawet jesteśmy
    przyjaciółkami. Tobie tez życze dogadania z córkami, a nie sytuacji w której
    będą Cię nienawidzić, a Ty będziesz myślała, ze to dlatego, że kazałaś im sie
    uczuć, a te lenie nie chciały i nie widząc, że w Tobie też jest problem.
  • echtom 18.06.09, 17:32
    Pisałam wcześniej, że zawsze poważnie traktowałam życie emocjonalne swoich
    dzieci - może nawet zbyt poważnie. A co do "innej epoki" - zauważ, że 30 lat
    temu nastolatki przechodziły dokładnie taką samą burzę hormonów i takie same
    problemy wieku dorastania, a ŻADNA z moich licealnych koleżanek nie wagarowała.
    Sporadycznie zdarzały się zbiorowe ucieczki z zajęć.

    --
    Nie ma rzeczy niemożliwych dla kogoś, kto nie musi ich zrobić sam.
  • gondra 18.06.09, 18:13
    Tylko przez te 30 lat zmieniły sie też problemy wieku dorastania, tak jak i cały
    świat. W bardzo szybkim tempie to idzie - ja mam 25 lat 18 latka jest juz
    wychowana w innej rzeczywistosci niz ja.
  • kicia-076 27.06.09, 23:11
    Posluchaj echtom. Jako dziecko bylam wychowywana nakazami i
    zakazami, czesto bylam bita. A gadki typu "dzieci i ryby glosu nie
    maja" czy "zamknij sie smarkulo" byly na porzadku dziennym.
    Urodzilam dwie corki / i dla twojej wiadomosci wychpwywalam je sama -
    jedna miala 6 a druga roczek/ . Powiem Ci jedno - od samego
    urodzenia szanowalam moje dzieci, dawalam im poczucie wolnosci ,
    nigdy nie przeszukiwalam ich rzeczy , ufalam - jezeli powiedzialy
    gdzie ida i kiedy wroca - wierzylam. A przy tym nigdy nie zylam
    zyciem dzieci - mialam swoje, rozwijalam sie i ksztalcilam.
    Spotykalam sie z przyjaciolmi, staralam sie jednoczesnie o to zeby
    mowily mi o swoich problemach. Wiem nie ma recepty na "dobra matke"
    ale mnie sie udalo. Chodzilo mi o jedno - to zeby robily w zyciu to
    co kochaja / co mnie nie bylo dane/ , zeby wyrazaly swoje uczucia i
    emocje / tlumienie ich daje straszne choroby/ i dawalam im pelna
    akceptacje. Cokolwiek robily czy postanowily zawsze alceptowalam i
    popieralam . Mam chyba bardzo duzo szczescia - acha i wiesz co om
    kiedys powiedzialam / / pewnie sie zdziwisz/ "pamietajcie laski -
    wasza mama jest przykladem jak nie nalezy zyc" hahahah oczywiscie
    sie usmialy. Zycze Ci duzo szczescia noi troche luzu przy okazji. Co
    mam byc naprawde bedzie i TY tego nie zmienisz.Pozdrawiam
  • echtom 27.06.09, 23:46
    > "pamietajcie laski - wasza mama jest przykladem jak nie nalezy zyc"

    Moje same doszły do tego wniosku, tylko trochę przegięły, bo jednak w paru kwestiach mogłyby się na mnie wzorować ;) Pozdrawiam.

    --
    Nie ma rzeczy niemożliwych dla kogoś, kto nie musi ich zrobić sam.
  • doskan19 18.06.09, 10:03
    i tu jest pies pogrzebany... echtom, twoje corki sa juz
    nastolatkami, wiec na tyle duze, ze maja prawo decydowac w duzym
    stopniu o sobie. wiem, ze siedzenie w nocy na gg to tylko jeden z
    wielu przykladow ktore moglabys zacytowac, zeby udowodnic jak zle i
    niewdzieczne sa twoje corki. ale dlaczego odmawiasz im prawa do
    sprawdzenia na wlasnej skorze czym grozi nieprzespana noc? teraz
    jestescie po dwoch stronach barykady. ty im kazesz isc spac a one ci
    robia na zlosc. i masz racje, na pewno narzekaja jaka okropna maja
    matke. a sprobuj nie wtracac sie w te ich nocne posiedzenia. nie
    przespia jednej, drugiej nocy i same sie przekonaja jak ciezko im
    bedzie funkcjonowac za dnia. daj im prawo do popelniania bledow i
    placenia za nie. nie bedziesz mogla im cale zycie mowic co moga, co
    powinny, jak jest dobrze a jak zle. nie przezyjesz za nie ich zycia.
    one sa samodzielnymi jednostkami i tylko one moga stanowic o sobie.
    ty mozesz je wspierac, mozesz z nimi rozmawiac, przedstawiac swoj
    punkt widzenia, ale decyzja powinna byc ich. jesli bledna to bedzie
    lekcja, nauka do wyciagniecia wnioskow na przyszlosc. jestem pewna,
    ze twoje corki doskonale wiedza co jest dobre a co zle, zaloze sie
    ze maja poczucie winy, ze traktuja cie tak jak traktuja, ale na
    pewno sie do tego n ie przyznaja, bo sa, po pierwsze w glupim wieku,
    po drugie, takie glupie robienie ci na zlosc to jedyny sposb na
    podkreslenie wlasnej niezaleznosci. a ty probujesz i to im odebrac.
    domyslam sie, ze jesli przeczytasz to co napisalam, dasz mi sto
    innych przykladow na niewdziecznopsc swoich corek, i bedziesz
    oburzona tym, ze nikt cie nie rozumie, i ze ty jestes dobra a one
    zle. ale droga echtom, nic nie jest czarno biale. dalas swoim corkom
    milosc, cieplo, poczucie wartosi i zrozumienie kiedy byly male i to
    wszystko w nich jest. gdybys troche wyluzowala, odpuscila im troche
    zamiast zadac teraz bezdyskusyjnego podporzadkowania twoim zadaniom
    to dostalabys to czego oczekujesz. ale wbrew temu co myslisz - to ty
    powinnas pierwsza wykonac krok w ich strone.
    cieplo pozdrawiam
  • echtom 18.06.09, 10:44
    ale dlaczego odmawiasz im prawa do
    > sprawdzenia na wlasnej skorze czym grozi nieprzespana noc?

    Sprawdzają to od kilku lat z opisanym wcześniej skutkiem i nie
    wyciągnęły żadnych konstruktywnych wniosków.

    > daj im prawo do popelniania bledow i placenia za nie

    Jest to b. trudne, jeśli ma się świadomość, że skutki niektórych
    błędów są nieodwracalne. Moja średnia córka nie dostanie więcej
    szansy na skończenie dobrej szkoły średniej. Ostatnią zaprzepaściła
    w tym roku - gdyby dobrze się uczyła, mogła próbować przenieść się
    do lepszej szkoły, a teraz jest po ptokach.

    > gdybys troche wyluzowala, odpuscila im troche
    > zamiast zadac teraz bezdyskusyjnego podporzadkowania twoim
    zadaniom to dostalabys to czego oczekujesz

    Próbowałam, odpuszczałam - bez żadnych efektów.

    > i bedziesz oburzona tym, ze nikt cie nie rozumie

    Nie będę. Sama bym nie rozumiała, gdyby mnie nie spotkało coś
    takiego. Niewielu rodziców miało okazję doświadczyć rozpaczy i
    bezsilności, jaką czuje matka, która od kilku lat prawie codziennie
    widzi, jak jej córki w godzinie wyjścia do szkoły przewracają się na
    drugi bok albo zaczynają myć włosy (to przecież ważniejsze),
    demonstrując całkowitą obojętność i pogardę wobec obowiązku i wobec
    niej samej. A kiedy w końcu nie wytrzyma i wybuchnie, wychodzi
    oczywiście na toksycznego "potwora", który dołuje swoje dzieci.

    --
    Nie ma rzeczy niemożliwych dla kogoś, kto nie musi ich zrobić sam.
  • doskan19 18.06.09, 12:20
    skutki swoich bledow odczuja wczesniej czy pozniej, jesli im na to
    pozwolisz. teraz pewnie ta szkola sredniej jest czesto walkowanym
    tematem w domu i jako argument przeciwko niej wyciagana przy kazdej
    klotni. ale to sie juz stalo i nie zmienisz tego. temat zamkniety.
    srednia pewnie zda sobie sprawe z tego, ze cos zepsula kiedy trzeba
    bedzie zastanowic sie co dalej. i wtedy moze okaze sie, ze dwa razy
    wiecej wysilku wlozy w studia. a jesli nie studia? jesli jak pisalas
    nie ma ambicji zeby zdobyc wyzsze wyksztalcenie... coz, wiem, ze to
    moze byc przez ciebie oceniane jako porazka wychowawcza, ale
    wiecznymi bojami i wypominaniem jej glupoty oraz
    wskazywaniem "jedynie slusznej" drogi ani rozumu jej nie dodasz, ani
    nie zaszczepisz ambicji a na pewno sprawisz, ze wasze relacje beda
    coraz gorsze. moze jej ambicje sprowadzaja sie do tego zeby byc, no
    nie wiem... fryzjerka (nie obrazajac fryzjerek). czy to zle? niech
    bedzie fryzjerka czy kimkolwiek innym. niech ona wybierze. a jak
    poczuje ze zrobila sobie sama kuku bo jej sie nie chialo uczyc, to
    zdobedzie sie i na szkole zaoczna i na nauke po nocach i na
    rezygnacje z przyjemnosci po to zeby odrobic te bledy. akurat to
    JEST odwracalne.
    domyslam sie jak paskudnie sie czujesz kiedy twoje corki cie
    olewaja. ale jestem pewna ze one czuja sie rownie paskudnie, tylko
    nie pozwalaja sobie na slabosc i zmiane tego stosunku. ty mimo
    wszystko jestes gora, ty rzadzisz, wydajesz polecenia, nakazy i
    zakazy. a one moga swoj sprzeciw okazac tylko tym olewajstwem i
    biernym oporem. no to okazuja.
    ja wiem, latwo mi sie madrzyc nie znajac sytuacji, mozesz mi
    zarzucic ze nie wiem o czym mowie, ale cos mi sie wydaje, ze twoje
    corki sa na tyle zle na ile nie pasuja to twojego wyobrazenia o
    nich. na ile nie spelniaja twoich ambicji i planow na ich zycie. a
    tu juz wiem o czym mowie, bo ja bylam wlasnie takim dzieckiem, ktore
    zawsze bylo wielkim rozczarowaniem matki. zawsze wygladalam zle,
    uczylam sie zle, postepowalam zle. zawsze bylam najgorsza. efekt
    taki, ze moje relacje z nia sa zle i to jest naprawde nieodwracalne,
    a mimo tej jej oceny wyroslam na ludzi, nie stoczylam sie,
    skonczylam szkoly, ulozylam sobie zycie, tyle ze cale zycie walcze i
    mozolnie probuje sobie wytlumaczyc, ze wbrew prorokowaniu matki
    jestem wartosciowym czlowiekiem. mimo wszystkich zalow jakie masz do
    corek, sprobuj przeanalizowac swoje zachowanie, moze z pomoca
    fachowca, moze z pomoca ksiazek.. ale nie nakrecaj tej spirali zalow
    i pretensji. szkoda was wszytskich
  • echtom 18.06.09, 14:00
    moze jej ambicje sprowadzaja sie do tego zeby byc, no
    > nie wiem... fryzjerka (nie obrazajac fryzjerek). czy to zle?

    Nie, to bardzo dobrze. Gdyby rok temu stwierdziła stanowczo, że chce
    być fryzjerką, kosmetyczką, kucharką itp., ucieszyłabym się i na
    pewno nie pchała jej do liceum. Ale ona roiła o wielkiej karierze
    muzycznej i uznała, że szkoła nie będzie jej do tego potrzebna (a
    wręcz przeciwnie :D)

    --
    Nie ma rzeczy niemożliwych dla kogoś, kto nie musi ich zrobić sam.
  • doskan19 18.06.09, 14:32
    no wiesz... zdarza sie. popatrz na chylinska. mozna ja lubic albo
    nie, ale nie mozna zaprzeczyc, ze jest wielka. kariere zrobila mimo
    braku szkol. nie popieram porzucania nauki, tylko chce powiedziec,
    ze drogi uwazane przez nas za sluszne, nie sa jedynymi prowadzacymi
    do celu.
  • trzy-koty 18.06.09, 14:54
    echtom,
    mam wrażenie, że z dużym zaangażowaniem zabiegasz o to, by ktoś napisał, że
    dobrze robisz i dobrze traktujesz córki. myślę, że nie uzyskasz tego z dwóch
    powodów: jak ktoś wcześniej zauważył, tematyką artykułu i forum zainteresowane
    są głownie osoby, które tytułowego potwora miały w życiorysie, przez co mają
    problemy z uwierzeniem w bezbłędność matek (włączając ciebie), co mnie zresztą
    kompletnie nie dziwi. Sama mam spore wątpliwości w zakresie nieomylności nadanej
    odgórnie przez fakt urodzenia dziecka. Po drugie trudno ocenić obiektywnie
    sytuację znając wersję jednej strony. Nie jest dziwne, ze ty swoje zachowania
    uważasz za słuszne i właściwe (z jednej strony zakładam, że tak jest, bo ich
    bronisz, z drugiej bardzo chcesz potwierdzenia, że robisz dobrze, więc może
    jednak masz jakieś wątpliwości?). Dziwi mnie trochę, że skoro twoje działania od
    tak dawna są nieskuteczne, to nie podjęłaś próby pomyślenia, że może warto
    zmienić taktykę (albo o tym nie piszesz). Nie pytaj mnie w tym miejscu, o jaką
    taktykę mi chodzi, bo nie widząc jak reaguje i co myśli druga strona i co do
    kogo przemawia, nie da się na takie pytanie sensownie odpowiedzieć, można
    zaledwie gdybać. Niemniej na pewno warto poeksperymentować, zamiast powtarzać
    zachowania nieskuteczne licząc, że nagle one odniosą skutek. Jakby miały
    odnieść, to efekty miałabyś dawno i pewnie nie byłoby całej tej rozmowy.
    --
    "Pozostajesz na zawsze odpowiedzialny za to, co oswoiłeś". Antoine de Saint-Exupéry
  • echtom 18.06.09, 15:01
    Nie, nie oczekuję pocieszenia ani pochwał. Po prostu nie mogę skupić się na pracy i przelewam na forum swoją frustrację. Taktyki nie zmienię, bo po prostu inaczej nie potrafię - nie potrafię karać, zabraniać, egzekwować szlabanów. Jeżeli bez tego nie można wychować człowieka, to sprawa jest przegrana.

    --
    Nie ma rzeczy niemożliwych dla kogoś, kto nie musi ich zrobić sam.
  • trzy-koty 18.06.09, 15:08
    a co dla ciebie znaczy "wychować człowieka"? jakie by musiały być, by sprostać
    twoim oczekiwaniom? Nie musisz odpowiadać na forum, ale pomyśl nad tym. Spisz
    pożądane cechy i spróbuj ocenić, w jakim stopniu jest to osiągalne i czy jest
    jakieś akceptowalne minimum.
    Zauważ też pewien dość częsty błąd w rozumowaniu, który każdy z nas popełnia -
    rozumiemy swoje ograniczenia, swoje "nie potrafię" i nie zawsze chcemy się z tym
    nawet spróbować zmierzyć, ale od innych oczekujemy sprostania bez względu na ich
    predyspozycje, możliwości, chęci czy zainteresowania.

    Żeby było jasne, ja nie bronię twoich córek bo uważam, ze nie mam żadnych
    danych. Żadnych. Jedynie wskazuję na pułapki, jakie - w moim rozumieniu
    sytuacji - sama na siebie i na nie zastawiasz.
    --
    "Pozostajesz na zawsze odpowiedzialny za to, co oswoiłeś". Antoine de Saint-Exupéry
  • echtom 18.06.09, 15:35
    "Akceptowalne minimum" to człowiek, który daje coś z siebie tzw. społeczeństwu, to znaczy uczciwie pracuje i stara się być w porządku wobec innych ludzi. Co do punktu 1, jest mnóstwo życiowych dróg do wyboru, zależnie od predyspozycji i zainteresowań, ale wszystkie mają wspólny mianownik - właśnie uczciwe, rzetelne wypełnianie podstawowych obowiązków. W wypadku zdrowego, sprawnego umysłowo nastolatka jest to systematyczne uczęszczanie do szkoły i zdobywanie pozytywnych ocen (tzn. minimum dostatecznych) oraz udział w pracach domowych przynajmniej na poziomie sprzątania po sobie. Cała reszta, tzn. poglądy, zainteresowania, znajomi, styl ubierania, spędzanie wolnego czasu itp. jest sprawą indywidualną, dopóki nie wchodzi w konflikt z prawem i moralnością. To tak w największym uproszczeniu, nie wdając się w filozoficzne rozważania.

    --
    Nie ma rzeczy niemożliwych dla kogoś, kto nie musi ich zrobić sam.
  • boykotka 17.06.09, 19:44
    ilquad napisał:

    > Z tego, co piszesz, to bardziej intersuje cię zaspokajanie potrzeb
    > społecznych i popisywanie się przed ludźmi, niż potrzeby twoich
    > dzieci
    .

    Masz świętą rację :))
    Może bedziesz miał "dziką satysfakcję" że masz tą świętą rację,
    kiedy dzieci echtom "wyrażą swoje porzeby" np. okradając Cię
    zaspakajając w ten sposób "swoje społeczne potrzeby" :))
    Oczywiście nie życzę Ci tego ale logicznie myśląc chyba jakieś ramy
    ludzkich zachowań istnieją a uczęszczanie do szkoły chyba się w tych
    ramach mieści ???
  • echtom 17.06.09, 20:17
    Trafna ironia :) Z postu przedmówcy można by wywnioskować, że rozpaczam, bo córka Frani miała średnią 5.5, a moja "tylko" 4.7 i nie załapała się na pasek :D

    --
    Nie ma rzeczy niemożliwych dla kogoś, kto nie musi ich zrobić sam.
  • ilquad 17.06.09, 22:30
    Jeśli echtom w ferworze pilnowania by dzieci wypełniały nałożony na
    nie zestaw obowiązków zapomni o przekazaniu im, że kradzież jest zła
    i dlaczego warto nie kraść, to tak może się stać.

    Dlaczego trzeba do szkoły uczęszczać? Wytłumacz to dziecku tak, by
    poszło z ochotą, a problem zniknie. Porozmawiaj, a nie monologiuj.
    Jesteśmy ludźmi.
    --
    Duplikat - smutne forum - unikalne forum, gdzie nie ma cięcia wątków jak
    popadnie, a admin jest milutki i puszysty...

    Najwięcej fluoksetyny mają polskie dziewczyny...!
  • echtom 17.06.09, 22:39
    > Jeśli echtom w ferworze pilnowania by dzieci wypełniały nałożony na
    > nie zestaw obowiązków zapomni o przekazaniu im, że kradzież jest zła
    > i dlaczego warto nie kraść, to tak może się stać.

    Niesmaczne przegięcie. Nie zapomniałam o przekazaniu dzieciom tzw. wartości i
    muszę Cię rozczarować - nie kradną i nie mordują. Chociaż tyle :D

    --
    Nie ma rzeczy niemożliwych dla kogoś, kto nie musi ich zrobić sam.
  • princess_yoyo 18.06.09, 00:28
    nie to zebym sie pastwila nad toba, ale gderaniem za uszami niewiele
    ugrasz.
    moja matka tak robila cale zycie i nawet totalny olew nie nauczyl
    jej ze jej gderanie ma dokladnie odwrotny efekt - z czasem nauczylam
    sie ja totalnie ignorowac i teraz musi wypalic naprawde z grubej
    rury zeby mnie zmusic do reakcji (grubsze wyzwiska itd).
    z ojcem natomiast zawsze bylam w stanie racjonalnie dyskutowac i
    przyjac niektore racje (ku wielkiemu rozdraznieniu mojej matki,
    haha) - dzieki temu zdawalam sobie sprawe ze ucze sie dla siebie a
    chodzenie do szkoly gwarantuje mi jaka taka przyszlosc. chyba
    takiego podejscia do zycia brakuje twoim dzieciom? jak sie nie
    naucza bycia obowiazkowym to bedzie im w zyciu ciezko - nie wierze
    ze wychowalas na tyle nieodpowiedzialne dzieci ze nie trafiaja do
    nich racjonalne argumenty.
  • echtom 18.06.09, 06:39
    > nie wierze ze wychowalas na tyle nieodpowiedzialne dzieci ze nie trafiaja do nich racjonalne argumenty.

    W teorii trafiają. Gorzej z przełożeniem na praktykę.

    --
    Nie ma rzeczy niemożliwych dla kogoś, kto nie musi ich zrobić sam.
  • ilquad 18.06.09, 01:28
    Taką miałem nadzieję. To jednak boykotka uważa, że brak rygoru robi
    z dzieci złodziei. Współczuję jej.
    --
    Duplikat - smutne forum - unikalne forum, gdzie nie ma cięcia wątków jak
    popadnie, a admin jest milutki i puszysty...

    Najwięcej fluoksetyny mają polskie dziewczyny...!
  • boykotka 18.06.09, 06:38
    ilquad napisał:

    > Taką miałem nadzieję. To jednak boykotka uważa, że brak rygoru
    > robi z dzieci złodziei. Współczuję jej.
    Nie przypominam sobie nic co bym napisała o rygorze no może
    napisałam o "rygorze" szkolnym, z tego co wiem nakładanym na
    społeczeństwo przez państwo polskie.
    Dziękuję za współczucie. Chodziłam do liceum z takimi właśnie
    pannicami, które wagarowały i nie uczyły się. Cierpiała cała klasa,
    bo to w końcu nauczyciele nas olali. Tylko 7 z nas dostało się na
    studia, ja niestety nie mogłam zdawać na kierunek, który sobie
    wymarzyłam, bo nie miałam dostatecznej wiedzy. To oczywiście były
    inne czasy ale schemat zawsze powstaje ten sam. Zwłaszcza w
    dzisiejszych czasach należy mieć solidną wiedzę jeżeli chce się kimś
    w zyciu być. Nawet jeżeli ambicją córek e chtom jest wyjść za mąż
    muszą mieć wpojone pewne elementarne zasady jak systematyczność lub
    wypełnianie codziennych obowiązków jakim np. w dorosłym zyciu jest
    codzienna praca zarobkowa. Nawet a zwłaszcza gdy się zostanie
    sprzątaczką w supermarkecie.
    --
    /
  • echtom 18.06.09, 06:43
    > Nawet jeżeli ambicją córek e chtom jest wyjść za mąż

    Nie jest ich ambicją - nie wybierają chłopaków według zamożności ich rodziców. Ich ambicją jest błyskotliwa kariera zawodowa i dobre zarobki, tylko wydaje im się, że to ot tak, pstryk, samo przyjdzie.

    --
    Nie ma rzeczy niemożliwych dla kogoś, kto nie musi ich zrobić sam.
  • ilquad 19.06.09, 00:07
    Widzę, że masz w sobie żal, że nie dostałaś się na te studia i z
    jednej strony chcesz obarczyć nią "pannice", a z drugiej strony
    prawisz rodzicielskie banały o systematyczności itd... czyż sama nie
    nasłuchałaś się ich od swoich rodziców i nie uważasz, że mają rację,
    dlatego próbujesz przerzucić ten ciężar na koleżanki i nauczycieli?
    --
    Duplikat - smutne forum - unikalne forum, gdzie nie ma cięcia wątków jak
    popadnie, a admin jest milutki i puszysty...

    Najwięcej fluoksetyny mają polskie dziewczyny...!
  • gondra 18.06.09, 14:03
    Te wszystkie skargi na strasznych rodziców trzeba
    > podzielić przez dwa, bo dzieci niezależnie od wieku mają dużą
    skłonność do prz
    > esady w ocenie rodziców, albo po prostu z automatu powielają
    kliszę, że starzy
    > są źli. Nie życzę nikomu, by za wieloletni trud włożony w
    wychowanie dziecka do
    > stał w podziękowaniu czarną niewdzięczność.

    Tak samo jak są rodzice, którzy nie dostrzegaja, ze moze nei są
    takimi wspaniałymi rodzicami jak im sie wdaje. Tak jak
    prawdopodobnie Ty. To co piszesz - daje wolnosc i wymagam minimum, a
    one i tak olewaja - to tak samo jak moja mam i nastoletnia ja. Moja
    mama uważała, że jest za dobra i nie popełnia błędów. dopiero gdy
    byłam dorosła i skończyłam studia umiałyśmy o tym normalnie
    porozmawiać i zaczęła dostzregać swoje błędy - nie wszystkie, ale
    jednak. Ja mam z tym mniejszy problem - wiem, że byłam trudną
    nastolatką (chociaż bywaja duzo gorsze przypadki) i nie chciałabym
    sama mieć takiego dziecka, ale to nie była tylko moja wina, a
    zachowanie rodziców też często było nie takiej akie byc powinno,
    czego nie zauważali.
  • lumita 17.06.09, 18:33
    Po prostu smutne jest dla mnie, że
    dzieci, które mają bezwarunkową miłość i poczucie bezpieczeństwa


    Chcialbym zapytac twoje dzieci co one sadza o tej bezwarunkowej
    milosci i poczuciu bezpieczenstwa. Wygladasz mi na kolejna
    zaslepiona kwoke niezdolna do samokrytyki! Twoja madrosc zniewala!
  • echtom 17.06.09, 18:40
    Dziękuję za "komplement". A jakiej odpowiedzi spodziewałbyś się od moich dzieci?

    --
    Nie ma rzeczy niemożliwych dla kogoś, kto nie musi ich zrobić sam.
  • ilquad 17.06.09, 19:13
    "Wiecznie coś ode mnie chce", "Nie interesuje jej moje
    zdanie", "Ciągle cos mam, muszę, powinnam", "Ona mnie nie słucha"?
    --
    Duplikat - smutne forum - unikalne forum, gdzie nie ma cięcia wątków jak
    popadnie, a admin jest milutki i puszysty...

    Najwięcej fluoksetyny mają polskie dziewczyny...!
  • echtom 17.06.09, 22:17
    Rozmawiam, słucham, pozwalam na wyrażanie własnego zdania. Co do reszty zgoda - "wiecznie chcę", żeby rano wstały i wyszły na czas do szkoły, odniosły brudne naczynia do kuchni i poskładały do szafy ciuchy z prania. Przerażające obciążenie dla licealistek :D

    --
    Nie ma rzeczy niemożliwych dla kogoś, kto nie musi ich zrobić sam.
  • dzonkasar 18.06.09, 01:36
    Z tym późnym chodzeniem spać, to nie jest wada ich charakteru, tylko
    cecha mózgu nastolatka. Ostatnio był o tym artykuł w Newsweeku, albo
    Polityce. Nie przezwyciężysz biologii.

    Czy Ty czytałaś coś nt. psychologii wieku dojrzewania? Bo z tego, co
    czytam, to masz normalne nastolatki w domu. Bezczelne, nie słuchają
    się, pyskują, na jedno Twoje słowo odpowiadają dziesięć, olewają. Zapomniał wół, jak cielęciem był?

    Dwadzieścia lat temu sam taki byłem. Też pyskowałem, wagarowałem,
    nawet - o zgrozo - nie odnosiłem naczyń do kuchni. Powiem więcej: nie
    chciało mi się uczyć, pijałem piwko w bramie, brałem udział w bójkach
    ze skinami. Moi starzy bywali wzywani do szkoły, z powodu złego
    zachowania (np. podmieniania klasówek w torbie babki od geografii).
    Nie paliłem, bo mi szlugi nie smakowały.

    I co? Żyję. Skończyłem jedne studia (piątka na dyplomie), zacząłem
    dla przyjemności drugie (nie dokończyłem, bo nie miałem już
    motywacji). Założyłem rodzinę, mam dwie córki, utrzymuję
    czteroosobową rodzinę z mojej pensji.

    Truli mi rodzice, tak samo, jak Ty swoim córkom. Że marnie skończę.
    Że debil jestem, że nieodpowiedzialny, że do niczego nie dojdę w
    życiu, że marnuję swoje zdolności, żem patafian, kasztan itp. Gdy
    przyniosłem jedną tróję na maturze, dostałem w pysk od ojca. Kto
    dzisiaj pamięta o tej trói i jakie ma ona znaczenie w moim życiu? Kto
    dzisiaj pamięta o tym, że byłem zagrożony z biologii w 1991 roku?
    Jestem magistrem inżynierem... biotechnologii.

    Zacząłem się uczyć nie dlatego, że starzy mi truli, tylko dlatego, że
    sam odkryłem jaka to radocha zaskoczyć biologicę podczas odpowiedzi
    (swoją drogą, gnębiła mnie do końca szkoły). Rodzice nie wiedzieli o
    moich lepszych niż poprzednio stopniach, aż do rozdania świadectw w
    trzeciej klasie liceum, bo nie zależało mi na ich opinii wcale, a na
    wywiadówkę akurat wtedy nie mogli pójść.

    Przez to trucie za uszami moi starzy stracili moje zaufanie. Nie
    wiedzieli nic o mojej pierwszej dziewczynie. Nie wiedzieli nic o
    moich problemach, nic o mojej drugiej dziewczynie. O trzeciej
    wiedzieli, bo mieszkała blok obok. Nie znali mnie wcale, zaskoczeniem
    dla nich był kierunek moich studiów, który wybrałem itp.

    Tego chcesz?
  • echtom 18.06.09, 06:36
    Zapomniał wół
    > , jak cielęciem był?

    Nie zapomniałam. Ja taka nie byłam. Moje koleżanki też nie. Btw. odnoszenie naczyń do kuchni to najmniejszy problem, bo jak zwrócę uwagę, na ogół odnoszą.

    > I co? Żyję.
    Ty żyjesz. Większość "niegrzecznych" nastolatków też. Niektórzy marnie skończyli. Nie jestem jasnowidzem i nie wiem, jaki scenariusz życie przewidziało dla mojej rodziny za 10 lat. Btw. nie widzę wielkiej szansy, że dziewczyna, która nie potrafi sprostać wymaganiom najsłabszego liceum w dużym mieście (konsekwencja zawalonego gimnazjum - 1 września w lepszych wszystkie miejsca były zajęte), skończy dobre studia. Jasne, nie musi - przecież może bogato wyjść za mąż :D :D :D

    > Tego chcesz?

    Nie. Akurat o ich życiu prywatnym, koleżankach, chłopakach itp. wiem sporo - same mi o tym mówią. Wszystkiego nie muszę, bo każdy ma prawo do własnej przestrzeni.

    --
    Nie ma rzeczy niemożliwych dla kogoś, kto nie musi ich zrobić sam.
  • hahanna 17.06.09, 19:18
    nie wiesz tak naprawdę jak dzieci ocenią to coś co ty nazywasz "bezwarunkową
    miłością i poczuciem bezpieczeństwa"
    być może mały kamyk w ich ogródku jest dla nich wielkim głazem, który starają
    się zniszczyć, bo im przeszkadza, i wobec tego są niegrzeczni do ciebie?
  • pfrydrych 17.06.09, 16:01
    Szacunek i posłuszeństwo w takim kontekście jak w artykule do którego nawiązujesz raczej nie idą w parze. Autorytet (a co za tym idzie i szacunek) można uzyskać w bardzo prosty sposób podany przez Exupery'ego: Należy wymagać tego, co można otrzymać. Autorytet opiera się na rozsądku.

    Ja się ojca jedynie bałam. Z szacunkiem miało to mało wspólnego. Nawet teraz, kiedy udało mi się wyzwolić od toksyn moich rodziców widzę go jako malutkiego człowieczka, który nie potrafił przeciwstawić się żonie a interesował go jedynie święty spokój.


    --
    toksyczni rodzice
  • echtom 17.06.09, 18:39
    > Należy wymagać tego, co można otrzymać

    Czy wymaganie od zdrowych, sprawnych intelektualnie dzieci, by systematycznie chodziły do szkoły i bez problemów przechodziły z klasy do klasy jest wzięte z księżyca? Przecież nie żądam średniej 6.0 i nie biję za czwórki.

    --
    Nie ma rzeczy niemożliwych dla kogoś, kto nie musi ich zrobić sam.
  • katmoso 17.06.09, 19:48
    echtom, mam nadzieję, że byłaś już w szkole, żeby się zorientować w
    sytuacji. może twoje córki mają jakiś problem? z nauczycielem, grupą
    towarzyską? może wpadły w takie towarzystwo, w którym w dobrym tonie
    jest olewać szkołę. każdy nastolatek przechodzi okres buntu
    przeciwko rodzicom, ale to wcale nie znaczy, że tylko z tego powodu
    ma już zmarnować sobie życie.
    porozmawiaj otwarcie z córkami, zapytaj ich, dlaczego nie chodzą do
    szkoły? jeśli robią to tylko i wyłacznie z lenistwa i nie jesteś w
    stanie wymóc na nich, żeby zmienił tą postawę, możesz zasugerować
    zmniejszenie kieszonkowego, ograniczenie w wakacyjnych wyjazdach,
    zakupach i innych przyjemnościach, dopóki nie zaczną się starać. nie
    trzeba od razu bić ,dla mnie to dowód na bezgraniczną bezsilność
    rodzica. a chyba chcesz im pokazać, że właśnie ty jesteś silniesza w
    tej relacji i możesz od nich czegoś wymagać.
    --
    www.podrozemakaka.blox.pl
  • echtom 17.06.09, 20:14
    W sumie niewielka różnica między biciem i szlabanami - mnie przeraża ich brak ambicji i odpowiedzialności. Przeciętny zdolny uczeń zwyczajnie by się wstydził wagarować i zgarniać słabe oceny, a one tego poczucia wstydu nie mają. Przyczyny? Najstarsza jest nocnym markiem i pielęgnuje swój "rytm biologiczny" (czytaj: potrzebę), odpuszczając sobie wysiłek rannego wstawania. Średnia nieustannie ściemnia i wymyśla jakieś powody. W gimnazjum nie chodziła do szkoły, bo miała "beznadziejną klasę" - proponowałam, by przeniosła się do innej, ale nie chciała, bo też coś jej tam nie pasowało. Cudem wyszła z tego gimnazjum, stwierdziła, że ludzie w liceum są spoko i co? - już w październiku miała 50 nieusprawiedliwionych godzin. Słyszę też jakieś górnolotne teksty o jej "nieprzystosowaniu do wymogów społeczeństwa". Pielęgnuje swój indywidualizm moim kosztem, bo to ja miałam na głowie kuratora i ciągali mnie po sądach rodzinnych. Towarzystwo też robi swoje, bo "fajni ludzie" to tacy, którzy szkołę olewają, a "kujony" są nudne i nie mają żadnych zainteresowań. A ci "fajni ludzie" to nie z meliny, tylko też z tzw. dobrych domów.

    --
    Nie ma rzeczy niemożliwych dla kogoś, kto nie musi ich zrobić sam.
  • princess_yoyo 18.06.09, 00:11
    jak sie nie beda uczyc to przyjdzie im sie w zyciu utrzymywac z
    zamiatania ulic a z pensji zamiataczy ulic jest sie chyba trudno
    utrzymac? jak sie nie chodzi do szkoly to sie trudno zaraz po szkole
    wyprowadzic z domu na studia... rzeczowe argumenty tez nie trafiaja?
  • aniorek 18.06.09, 08:41
    > Przeciętny zdolny uczeń zwyczajnie by się wstydził
    > wagarować i zgarniać słabe oceny

    LOL, a skad takie informacje? Ja bylam przecietna uczennica (jedynie zdolnosci jezykowe super), a bylo mi zupelnie obojetne, ze wagaruje i mam generalnie srednie oceny. Ja prawie cala pierwsza klase liceum olalam, rodzice mieli juz dosyc wiecznego kursowania do szkoly na rozmowy z wychowawca o moich nieusprawiedliwionych godzinach. A jednak studia skonczylam, a nastepne kontynuowalam za granica - i mam sie dobrze. Akurat studia wspominam najlepiej, do liceum zupelnie mi sie nie chcialo chodzic bo musialam sie uczyc rzeczy, ktore mnie nie interesowaly. I takich ludzi jest mnostwo.
  • echtom 18.06.09, 09:02
    > LOL, a skad takie informacje?

    Z własnych doświadczeń z innej epoki - 30 lat temu wagarowała tylko
    patologia albo ja obracałam się w nietypowym środowisku, w co
    wątpię. Moi znajomi też nie mają takich problemów z dziećmi.
    Natomiast według relacji moich córek "wszyscy" w ich klasie olewają
    szkołę, tylko dziwnym trafem nauczyciele czepiają się wyłącznie ich.
    Nawet wiem, dlaczego - bo jestem wredną matką i inaczej
    niż "wszyscy" rodzice nie piszę lewych usprawiedliwień.

    --
    Nie ma rzeczy niemożliwych dla kogoś, kto nie musi ich zrobić sam.
  • niedzwiedzica_sousie 17.06.09, 21:02
    eh, mam to samo. i ja i siostra, każda trochę inaczej.
    ja nawet dalej posuwałam się w dzieciństwie - wyobrażałam sobie, że
    jestem już dorosła, a ona jest stara i niedołężna i teraz ja na niej
    mszczę się za wszystko co mi zrobiła. a potem przytłaczające
    poczucie winy. masakra.
    a co do przebaczania - jak można przebaczyć osobie, której to w
    ogóle nie obchodzi. najlepiej zapomnieć.

    --
    producent odzieży używanej
  • mrumru81 17.06.09, 11:33
    Popłakałam się. Moja sadystka ma 84 lata i nie traci inwencji. Nikomu
    tego nie życzę.
  • hahanna 17.06.09, 12:24
    dość łatwo możesz ją przystopować w jej zachowaniu, jeśli w żaden sposób od niej
    nie zależysz, na przykład nie wychowuje ci dzieci czy wnuków... poradzić ci coś?
  • mrumru81 17.06.09, 14:12
    Dziękuje, już bardzo pomogłaś i nie tylko mi. Wszyscy jesteśmy
    dziećmi. Mój raniący potwór też. Jestem już w tym wieku, że powinnam
    to zrozumieć. Pozdrawiam.
  • meg303 17.06.09, 14:37
    Moja matka ma 70 lat i ostatnio doszłam do wniosku, ze jedyny sposób aby
    przestała mi szkodzić to zerwanie kontaktów. Przebaczyć można, ale co zrobić
    jeśli ktoś rani przy każdej okazji?
    Nikt z moich znajomych nie jest w stanie uwierzyć, kiedy opowiadam o tym co mówi
    do mnie moja matka.
    Mam 39 lat i wreszcie chciałabym żyć spokojnie.
    --
    " Tylko nie mów tego, że nienawidzisz"
  • mrumru81 17.06.09, 14:51
    Pewnie była tak raniona przez swoją matkę. Trzeba przerwać ten
    pokoleniowy łańcuch nieszczęścia. Ktoś musi być mądrzejszy. Możesz jej
    współczuć. A i tak to Twoja matka. Musi być nieszczęśliwa i nie za
    mądra. Moja też taka jest. Niskoizntegrowana. Pomyśl jakie to w sumie
    śmieszne, nie ma zębów i gryzie...
  • eti.gda 17.06.09, 15:10
    mrumru81 napisała:

    > Pewnie była tak raniona przez swoją matkę. Trzeba przerwać ten
    > pokoleniowy łańcuch nieszczęścia. Ktoś musi być mądrzejszy. Możesz
    jej
    > współczuć. A i tak to Twoja matka. Musi być nieszczęśliwa i nie za
    > mądra. Moja też taka jest. Niskoizntegrowana. Pomyśl jakie to w
    sumie
    > śmieszne, nie ma zębów i gryzie...

    "Mama nauczyła mnie szanować dobrze wykonaną pracę:
    - Jak chcecie się pozabijać, zróbcie to na dworze, bo dopiero co
    wysprzątałam mieszkanie.
    Mama nauczyła mnie religii:
    - Módl się, żeby ta plama zeszła z tego dywanu!
    Mama nauczyła mnie logicznie myśleć:
    - Dlaczego? Bo ja tak powiedziałam!
    Mama nauczyła mnie przewidywać:
    -Sprawdź, czy masz czystą bieliznę. Co by było, gdyby potrącił cię
    samochód i trafiłbyś do szpitala?
    Mama nauczyła mnie ironii:
    - Jak nie przestaniesz ryczeć, to dam ci prawdziwy powód do płaczu!
    Mama poinformowała mnie o zjawisku osmozy:
    - Zamknij papę i żryj tę zupę!
    Mama nauczyła mnie być elastycznym:
    - Zobacz sobie, jakie masz brudne plecy!
    Mama nauczyła mnie wytrwałości:
    - Nie odejdziesz stąd, dopóki nie zjesz tego szpinaku!
    Mama wyjaśniła mi zjawiska meteorologiczne:
    - Twój pokój wygląda, jakby przed chwilą przeszło tornado!
    Mama wyjasniła mi cykl życia i śmierci:
    -Ja cię przywiodłam na ten swiat i mogę cię z niego szybko
    sprowadzić!
    Mama nauczyła mnie być zawistnym:
    -Na świecie są miliony biednych dzieci, które nie mają takich
    dobrych matek, jak ja!"
  • mrumru81 17.06.09, 15:15
    Ale jak widać z ostatniego przykładu nie pozbawiła Cię poczucia
    humoru. Moja nie była gorsza. Uwielbiałam kiedy mówiła do mnie KU...
    TWOJA MAĆ.
    Nie bierz tego ataku na siebie, bidulka stara
  • meg303 17.06.09, 15:27
    Moja była bardziej twórcza. Słyszałam, ze jestem 'chamskie nasienie" lub
    "p...grochowa" ( cokolwiek to oznacza).Nie jest głupia, jest emerytowaną
    nauczycielką.
    Ale to było dawno, miałam może 8, 10 lat. Gorsze jest to,że teraz robi coś
    podobnego. Na szczęscie mogę zrobic coś, czego nie mogłam jako mała dziewczynka.
    Nie kontaktować się z nią.
    Dośc mam dowodów na to, ze mnie nienawidzi. Trudno. Trzeba zyc dalej.
    --
    " Tylko nie mów tego, że nienawidzisz"
  • dolores12 17.06.09, 15:43
    Kiedy odwiedzam moją mamę,czuję to samo, co jedna z bohaterek
    artykułu - pierwszego dnia jest super, drugiego już nie tak pieknie,
    a trzeciego zaczynam się pakować, bo mam dość słuchania o tym, jaka
    jestem do niczego jako córka, matka i ogólnie istota ludzka.Co
    gorsza, mama próbuje już manipulować moimi dziećmi, tak jak to
    zrobiła ze mną, swoim mężem i synem.Ograniczam kontakty do minimum,
    najchętniej nie przyjeżdżałabym wcale, bo kosztuje mnie to wiele
    nerwów.Tylko co powiedzieć dzieciom, gdy pytają, kiedy pojedziemy do
    babci?
  • r.p.mcmurphy 17.06.09, 15:38
    temat tragiczny, ale muszę przyznać ze obie rozśmieszyłyście mnie do łez! dzięki!:)

    niestety nic Wam nie mogę poradzić, ja bym po prostu olał taką osobę albo
    odpłacił jej okiem za oko, ale większość kobiet to emocjonalne narkomanki więc
    raczej to wyjście nie jest dla Was - powodzenia i życzę dużo szczęścia w życiu!
    --
    Me and God are square - he allowed my existence and I tolerate his...
  • pfrydrych 17.06.09, 17:05
    Jesli Twoja sadystka ma 84 lata i dalej dziala to mysle, ze ciezar problemu juz dawno przesunal sie z Niej na Ciebie.

    --
    toksyczni rodzice
  • squirrel-ka 17.06.09, 19:28
    Nie koniecznie. Bo najbardziej ranią słowa...
  • alina66 17.06.09, 15:36
    Mam 43 lata, moja matka 74.
    Nie utrzymujemy kontaktu od przeszło pół roku- matka obraziła mnie
    jak sto tysięcy razy przedtem, a ja po raz pierwszy w życiu nie
    przeprosiłam, nie poprosiłam o wybaczenie i nie zabiegałam o jej
    łaskę.
    Myślę o niej oczywiście bardzo często, ale doceniam święty spokój,
    ktory mam.
    Dowiedziałam się, że jest chora i musi iść do szpitala. Zaoferowalam
    swoją pomoc (przez siostrę mojej matki) - także finansową (wiele lat
    ją wspomagałam), ale moja matka chce, żebym ją najpierw NA KOLANACH
    przyszła przeprosić (aczkolwiek naprawdę nie mam za co), a potem
    BĘDĘ MOGŁA EWENTUALNIE jej pomóc.
    Nie pójdę, nie przeproszę - odrzuciła moją pomoc i to jej decyzja. a
    ja tę decyzję akceptuję.
    Mam dorosłego syna i nie wyobrażam sobie, że mogłabym go
    kiedykolwiek traktować tak, jak moja matka traktuje mnie.....
  • bezkres 17.06.09, 18:26
    Nie mam matki takiej jak Twoja, ale taką właśnie miał mój mąż. Na kolanach
    przepraszał za życie, bycie, za mnie i "wasze" dzieci. Latami go namawiałam, by
    wybaczył i był synem. Kiedy zachorowała to on karmił i zmieniał pampersy i to on
    płakał kiedy umarła. Tydzień później dowiedział się, że został lata przed
    chorobą i śmiercią wydziedziczony. Nie wyobrażasz sobie, jak to przeżywał prawie
    50-letni facet.
    Może warto wybaczać, ale tylko pod warunkiem, że ktoś zauważy starania. I że ma
    sumienie.
    Ja też mam dorosłych synów, którzy są przewspaniali a ich dziewczyny najlepsze:)
    I to podejście to nie udawanie, a prawdziwa radość, że są kochani przez innych,
    nie tylko przeze mnie.
  • veszta 17.06.09, 15:50
    polecam wszystkim skrzywdzonym corkoam oraz krzywdzacym matkom
    lektury Amy Tam. Ksiazki Amy Tam traktuja wlasnie ta problematyka.
    Wspaniala literatura, pomaga zrozumiec i wybaczyc!
  • corneliss 17.06.09, 16:11
    Jestem corka swojej matki, ze skrzywiona psychika, ale wiem ze ona tez nie miala
    latwo. Tylko dlaczego przelala to na mnie zamiast mnie chronic? Bylam bita,
    deprecjonowana, wciaz podcinala mi skrzydla. W jakims sensie dalej to robi,
    twierdzi ze wiele rzeczy i tak nie zrobie bo sie nie nadaje.
    Mam normalny dom, rodzine, ale za cene ucieczki od mojej matki, pare tysiecy
    kilometrow od domu. Ja wracam z roznych powodow; dla niej te kilometry sa nie do
    przejechania. Wracam z nadzieja na lepsze, ale wcale tak nie jest , bo ona do
    tej pory niczego nie zrozumiala i nie wyciagnela zadnej refleksji. Nadal uwaza
    ze jestem kims kim mozna manipulowac, wszczac pyskowke o byle co, nie uznawac
    innego zdania niz swoje, przylozyc po glowie i zagladac do kieszeni. Moze kiedys
    sie jeszcze zorientuje, ze mnie skrzywdzila.
    Dobrze ze moj syn nie wie tego wszystkiego o swojej babci.
    --
    www.myticker.eu/ticker/tickers/nqbb4tdp2fewrusj.png
    -------
    Poziomki uzyskujemy poprzez przewracanie pionków. - by marjanna1|KP|
  • norbertrabarbar 17.06.09, 16:19
    Czy możesz być dobrą matką kiedy nie radzisz sobie sama ze sobą? Czy masz siłę
    by wspierać swoje dzieci czy to twoje dzieci muszą wspierać Ciebie? Co twoje
    dzieci powiedzą kiedyś o tobie? Czy je krytykujesz, a może twoje często
    bezpodstawne pochwały by ich nie zrażać spowodowały, że niczego się nie nauczyły
    bo wydaje im się, że wszystko ot tak robią świetnie?
  • ilonka45 18.06.09, 14:21
    Przezylam to samo z moja matka, mam super relacje z moim synem, byla
    to jednak droga bardzo trudna i zmudna, kiedys wydawalo mi sie, ze
    jej przebaczylam i nawet zaprosilam do siebie, odplacila mi sie
    klotniami, biciem i wyzwiskami w MOIM domu.... Dopiero niedawno
    zaczela dzwonic do mnie i probuje w miare normalnei rozmawiac,
    szkoda mi jej, kiedys jej nienawidzilam, teraz jest mi obojetna.
  • norbertrabarbar 17.06.09, 15:59
    Tak wyglądają normalne relacje między rodzicami a dziećmi. Rodzice zawsze
    krytykują, potem dzieci dorastają, wyprowadzają się i robią to samo swoim
    dzieciom. To jest naturalny porządek. Dopóki będziecie się stawiać w roli
    wyjątkowo pokrzywdzonych dopóty tak będziecie się czuć. Przez życie trzeba iść z
    podniesioną głową a nie jęczeć JA JA JA, JA I MOJE EMOCJE - to jest egoizm!!! I
    czy to możliwe, że wina leży tylko po stronie waszych matek?
  • alina66 17.06.09, 16:19
    ja nie piszę o normalnych relacjach...
    Ja piszę o SWOICH relacjach - o relacjach z matką uzależnioną od
    alkoholu, która wiecznie kazala się przepraszać za wszystko....
    Bycie dzieckiem alkoholika jest trudne - jeśli tego nie wiesz, to
    szczęśliwy z Ciebie człowiek....
    A egoizm jest czasem formą ratowania swojego zycia.
  • norbertrabarbar 17.06.09, 16:24
    właśnie piszesz o SWOICH relacjach bo wydaje ci się, że to problem ponad wszelką
    miarę. rodzic uzależniony od alkoholu? rodzic, który wiecznie każe się
    przepraszać? wybacz, ale nie znam człowieka, który by nie miał w domu podobnych
    problemów.

    dam ci dobrą radę
    skończ się nad sobą użalać i zacznij żyć. nie licz na to, że ktoś ci pomoże -
    pomoc jest tylko i wyłącznie w tobie.
  • aurita 17.06.09, 16:34
    norbercik dales juz rade? dales, no to wypad na grzadke!
  • norbertrabarbar 17.06.09, 16:40
    mam prawo tu być - mam mnie poniżała. aj aj aj ;(
  • dzonkasar 17.06.09, 17:18
    Wszyscy ludzie, których znałeś mieli rodziców alkoholików? To
    współczuję środowiska.
  • anouk_2005 17.06.09, 16:29

    Zaręczam ci, że tego samego nie przeżyło 6 miliardów ludzi na ziemi. Ani w
    artykule, ani w komentarzach nie ma mowy o użalających się nad sobą,
    nieszczęsnych kobietach, które z księżyca wzięły sobie swoje żale i teraz chcą
    nimi epatować. Nie wiesz, nie pisz bzdur i nie próbuj mądrować.
  • norbertrabarbar 17.06.09, 16:34
    ależ one wzięły te żale z życia, jak każdy.
  • anouk_2005 17.06.09, 16:44
    Życie samo w sobie nie jest lekkie. I z tym stanem rzeczy, z mniejszym lub większym niezadowoleniem każdy sobie musi jakoś poradzić.

    Te matki, o których mowa + moja własna znalazły sposób, żeby je jeszcze bardziej utrudnić. Odbijają sobie na nas swoje lęki, frustracje, niespełnione czy po prostu wygórowane ambicje, niezadowolenie albo zwyczajnie mają podły charakter. Mogą to robić na setki sposobów, o których nawet pisać nie będę bo nie chcę się denerwować. Naprawdę, wiem co mówię. Ty chyba nie, więc powtarzam, daj spokój temu tematowi skoro Cię nie dotyczy.


  • white-lizette 17.06.09, 19:04
    Twoje wypowiedzi swiadcza dokladnie o chorobie emocjonalnej jaka jest brak
    empatii. Wg ciebie cierpienie emocjonalne jest oznaka ze czlowiek jest nie
    przystosowany do zycia i potrafi tylko narzekac. Daruj sobie i nie udzielaj sie
    wiecej idz lepiej pokrzycz na swoje dzieci.
  • squirrel-ka 17.06.09, 19:40
    Czemu? Jego dzieci nie zawiniły w niczym!
  • prawda_boli1 17.06.09, 17:03
    Gdy czytam Twoje posty myślę ze jesteś kolejnym kandydatem na Ojca-Sadystę!!

    Od mojej matki nigdy nie uslyszalam dobrego slowa w wieku 9 lat opiekowalam sie 3 miesieczna siostra i rocznym bratem , sprzatalam w domu itp. a co slyszalam od Dobrej Mamusi "
    chociarz raz cos k**** zrobilas" gdy podrzebowalam pieniadze chocby na podpaski mowila "idz sobie na dupie zarób" od 16 roku zycia bylo jeszcze gorzej chowala nawet jedzenie zabraniala sie kapac
    w wieku 18 lat wyjechalam za granice gdzie ulozylam sobie zycie i pracuje teraz mam 24 lat zaczelam z nia rozmawiac rok temu (tylko ze wzgledu na moje rodzenstwo) i co mi powiedziala "dzieki mnie Ci sie powiodlo inaczej nigdy bys nie wyjechala" nie czuje nienawisci ani zalu nie mam zadnych uczuc do tej kobiety i nigdy sie nad soba nie uzalalam moja rodzina o niczym nie wiedziala
    W********* mnie takie wypowiedzi ze Corki same sobie winne.
    Nie przezyles piekla to nie pisz glupot!!


  • prawda_boli1 17.06.09, 17:07
    norbertrabarbar napisał:

    > Tak wyglądają normalne relacje między rodzicami a dziećmi. Rodzice zawsze
    > krytykują, potem dzieci dorastają, wyprowadzają się i robią to samo swoim
    > dzieciom. To jest naturalny porządek. Dopóki będziecie się stawiać w roli


    Pierwszy moj post mial byc odowiedzia na ten ale cytat gdzies mi uciekl
    > wyjątkowo pokrzywdzonych dopóty tak będziecie się czuć. Przez życie trzeba iść
    > z
    > podniesioną głową a nie jęczeć JA JA JA, JA I MOJE EMOCJE - to jest egoizm!!! I
    > czy to możliwe, że wina leży tylko po stronie waszych matek?
  • sofiabukowianka 18.06.09, 22:07
    "czy to możliwe, że wina leży tylko po stronie waszych matek?"

    Owszem lezy wylacznie po stronie matek doputy, dopuki dziecko jest dzieckiem!
    poniewaz DZIECKO : powinno czuc ze jest kochane, a nie molestowane psychicznie
    badz fizycznie, niszczone psychicznie w dobrze sytuowanych domach przez
    nieradzace sobie ze soba nieszczesliwe matki.

    Chyba nie mowisz powaznie....ze "Tak wyglądają normalne relacje między rodzicami
    a dziećmi. Rodzice zawsze
    > krytykują, potem dzieci dorastają, wyprowadzają się i robią to samo swoim
    > dzieciom. To jest naturalny porządek."

    To nie jest naturalny porzadek , tylko jakas chora patologia. Rodzice powinni
    wspierac i pomagac dzieciom,wysowac krytyke ale konstruktywna.
    Nie kazdy mial sielanke w domu, i chodzi z podniesiona glowa. Mnie w domu tak
    matka lala ze pies sie na nia rzucal, w obronie. jak mialam 10 lat wyzywala mnie
    od ku..y. nie moglam nigdzie wychodzic, mialam tylko sie uczyc, i sprzatac. bili
    nas do 18 roku zycia po glowie, mialam mlodszego brata i wyobraz sobie ze jako
    dziecko widzac to tez bilam mlodszego po glowie. niesamowite,ale oni mi dawali
    taki przyklad!!!
    uwiez mi moja terazniejsza inteligencja /doroslego/nigdy bym sie nie odwazyla
    kogokolwiek udezyc!
    Latwo dziecmi manipulowac, latwo dzieci zepsuc, dziecko nie jest gotowcem
    doroslego. Dziecko rosnie i zmienia sie, nie tylko jego wyglad, ale ksztaktuje
    sie jego osobowosc i psychika

    Ten artykul bardzo mi pomogl zrozumiec postepowanie mojej matki i ojca. Nie mam
    zamiaru przebaczac, bo oni byli dorosli a ja dzieckiem. Nie mieli prawa mi
    zdobic tyle zlego! bede powtyrzac mantre"oni juz sie nie zmienia, juz tacy
    sa"Trzeba sie odizolowac...
    pozdrawiam wszystkich
    dziekuje za artykul i posty



  • barwro5 17.06.09, 16:00
    ciekawe gdzie sa w tej sytuacji ojcowie?
  • pfrydrych 17.06.09, 17:06
    Wspoltworza cala scene albo ich nie ma, ewentualnie siedza cicho.

    --
    toksyczni rodzice
  • obywatelpiszczyk 17.06.09, 16:13
    dokładnie ten sam problem jest w relacji ojców z synami. Albo starali się
    trzymać nas za mordę przez bicie i poniżanie, albo całkowicie olewali. Tak to
    jest, jak cały naród spędzi 50 lat w pierdlu o zaostrzonym rygorze. A co się
    dzieje jak naród spędzi w mamrze około 100 lat, widać na przykładzie relacji
    Rosjan ze swoimi staruszkami i dziećmi...
  • xtc3 17.06.09, 16:35
    cieszę się, że pomimo kultu przykazań wiary u nas dominującej (a
    konkretnie to czcij ojca swego i matkę swoją) i z nim związanego
    podejścia do życia są ludzie, którzy o swoich uczuciach i przeżyciach
    piszą na forum. dzięki temu jest szansa, że dzieciaki, które tej czci
    nie czują, same nie będą się czuć jak zbrodniarze. na cześć drodzy
    Rodzice trzeba zasłużyć, a nie gwarantować ją sobie przykazaniami.
    piszę to jako Syn i jako Rodzic.
  • karuska 17.06.09, 16:53
    Hmm znajoma sytuacja. jeszcze sie z tym nie uporalam i nie wiem,czy kiedyklwiek
    sie uporam. Mam szczescie,ze mam rodzenstwo i bardzo sie wspieramy i duzo
    rozmawiamy na ten temat. Ale kiedy dochodzi miedzy mna a moja mama do
    konfrontacji na ten temat, to potrafi mnie zlamac psychicznie i pozniej przez
    ok. tydzien dochodze do siebie. W mojej sytuacji mama prowadzila dreczenie
    psychiczne, od dziecka ciagle bylysmy najgorsze i kazde inne dziecko bylo lepsze
    od nas-zawsze!. Teraz tylko namlodsza siostra zostala w domu, wszystkie
    wyjechalysmy za granice na studia. W ciagu pol roku jestem raz w domu ale to po
    to aby zobaczyc tate i moja siostre i zawsze w glebi serca licze,ze mama sie
    zmienila:) Jak sie tam spedzi wiecej czasu,to znowu powraca koszmar z dziecinstwa...
  • pfrydrych 17.06.09, 17:01
    Nie wiem czy wogole mozemy tu mowic o milosci.

    --
    toksyczni rodzice
  • gyubalwahazar 17.06.09, 17:28
    Podobnie jak mężczyzna w ogóle. No chyba że homoś!!!
  • annoushkapl 17.06.09, 17:36
    A ja myslalam, ze tylko moja mama byla taka dziwna!! Nikt mi nigdy nie
    wierzyl, ze moja mama mowila / robila okropne rzeczy mojemu bratu i mi, a do
    tego ciagle nam jeszcze wmawiala, ze jestesmy jej skaraniem boskim, jej
    nieszczesciem. Ahh, jak "slodko i cieplo" sie robi na sercu na same wspomnienie...
  • kasia.miklaszewska 17.06.09, 17:55
    Moja mama nieustannie zadawała sobie pytanie: " Za jakie grzechy
    Bozia pokarała mnie takimi dziećmi?".
  • madzienka79 17.06.09, 18:34
    annoushkapl napisała:

    > A ja myslalam, ze tylko moja mama byla taka dziwna!! Nikt mi nigdy
    nie
    > wierzyl.....

    Mialam rodzicow tyranow, straszny okres w moim zyciu. matka i
    ojciec czasami przescigali sie w brutalnosci slownej i fizycznej
    chcac tym pokazac przewage, ktore wiecej moze, i ktorego powinnam
    sie bac bardziej. nie uzyje tutaj w wiekszosci slow i nie przytocze
    cytatow wypowiedziane przez "panstwa rodzicow" bo kto uwierzy, ze
    mozna niepelnoletnie dziecko wyrzucac z domu bo "zada" pieniedzy na
    nowe podreczniki niech samo idzie zarobi albo da dupy, bolesne jak
    dla dorastajacej dziewczynki, czy straszenie, ze cie zabije nie jest
    grozba karalna? czy mysli i proby samobojcze dorastajacego dziecka z
    winy rodzicow nie jest ich (w pewnym sensie) wspoludzialem w
    zabojstwie, jezeli dziecko dokona takiego czynu? bicie po twarzy,
    kopanie, zabieranie zarobionych pieniedzy jest jakas metoda
    wychowacza? "czule" slowka, "zaluje, ze cie urodzilam a nie
    wyrzucilam na smietnik" sa wyrazem milosci? "lepiej by bylo gdybys
    umarla, mogl cie "wtedy" ojciec zabic" ( ojciec bijac mnie
    niejednokrotnie grozil, ze mnie zabije i zatlucze na smierc, mama
    podgrzewala cala atmosfere dopingujac go podobnymi slowami). nie
    bylismy patologiczna rodzina ale dla mnie byla to patologia i to
    skrajna. poprostu moi rodzice za cale swoje niepowodzenia zyciowe
    winili nas dzieci, za klotnie miedzy soba i swoje humory tez my
    winne, cala zlosc i fustracje wyladowywali na dzieciach. U mnie w
    domu zawsze byl i jest bardziej wartosciowy przedmiot martwy niz
    czlowiek. Jestem ciekawa ile, ilu z nas tutaj na forum doznalo
    podobnej przemocy slownej a moze niejednokrotnie dochodzily
    rekoczyny.... dotyczy to nie tylko corek ale i synow.... moj brat
    wyrosl na okropnego czlowieka a moja mam placze po katach jak mogla
    urodzic tak przekleta i niewdzieczna gnide...
  • rzepiszcze 18.06.09, 12:18
    Moj Boze, dlaczego one sa takie. Ja wiem, ze "moj Potwor" bardzo
    mnie kocha, miloscia zabierajaca oddech, dlatego mieszkam bardzo
    daleko o niej. Przykro mi jest, ze od mojej Mamy slysze tylko jakie
    cudowne dzieci i wnuki maja inni ludzie, a sama slysze tylko
    krytyke. W ciagu ostatnich lat tylko raz powiedziala mi ze ladnie
    jestem ubrana, przez cale lata kupowalam rzeczy pod katem czy
    podobalyby sie mojej Mamie. Zdarzyla sie kiedys zabawna sytuacja,
    opowiadalam w obecnosci mojej Mamy, mojej dawnej nauczycielce gdzie
    pracuje w najwiekszym banku xxxkraju. Moja mama wiedziala gdzie
    pracuje, ale po tej rozmowie spytala mnie zdziwiona: dlaczego nie
    powiedzialas mi ze to najwiekszy bank xxxkraju? No wlasnie dlaczego?
    Chyba dlatego bo piatki w szkole byly zbywane milczeniem, a dwojki
    wywolywaly nagane. Po co sie chwalic skoro moje sukcesy ja
    nieinteresuja? Po latach dowiedzialam sie od sasiadki, ze Mama
    odchorowala moja mature, bo tak sie bala czy ja zdam, a srednia
    mialam tylko 4,25 (wtedy nie bylo jeszdze 6 tek.
  • pan_i_wladca_mx 20.06.09, 16:33
    piszez Mamie, Mama, Mamo z wielkiej litery. wyuczony (wytresowany?) szacunek.
    ciezki kaliber.
    --
    "po ćwiartce dobrego alkoholu czuję się jak rzeźba"
  • kasia.mikla 17.06.09, 18:01
    Czy ktoś ma może info gdzie odbywają się terapia na których
    przepracowuje się problem relacji z matką?
  • babcia_kasi 17.06.09, 23:08
    kasia.mikla napisała:

    > Czy ktoś ma może info gdzie odbywają się terapia na których
    > przepracowuje się problem relacji z matką?
    Przy wszystkich OPS-ach są bezpłatni psychologowie, można się umówić na każdy rodzaj terapii, skierują Cię do odpowiedniego.
    Polecam też ustawienia wg Hellingera.Dośc przypadkowo, w innym celu, trafiłam na "ustawienie" w wieku...61 lat.Dowiedziałam się, dlaczego moja matka była, jaka była.Było nas piątka rodzeństwa, w "ustawieniu" cierpieliśmy, umierali, a symboliczna "matka", patrząc na nasze cierpienie, pytana przez psychologa "matko, co widzisz?", odpowiedziała:"takie kłębowisko ciał!" No i co się okazało?Mojej mamie umarło drugie i trzecie dziecko (ja byłam czwarta) i "zamknęła się" na wszelkie uczucia, żeby nie cierpieć...Zamiast mieć do niej żal (ale i tak mam, ale już nie tak nieutulony), przez kilka dni płakałam rzewnie i niepowstrzymanie nad jej cierpieniem...i to mi bardzo pomogło.



  • madzienka79 17.06.09, 18:10
    Jestem ciekawa co zrobic w sytuacji, gdy dziecko bylo gnebione
    psychicznie i fizycznie zarowno przez ojca i matke. Jako dorastajaca
    osoba i obecnie dorosla takze.... Hitler i Stalin nie zyja ale
    pozostawili nastepcow....
  • rakunica 17.06.09, 18:13
    Czytajac wszystkie opinie doszlam do wniosku, ze to jest gorsza epidemia niz
    swinska grypa. Choroba utajniona, podgryzajaca rodzine z pokolenia na
    pokolenie, co najgorsze - wszechobecna - podziemna pandemia braku uczuc.

    Dziwne, ze tak malo pozytywnych relacji matka-corka zostalo zasygnalizowanych.
    Moze zadowolene ze swego ukladu strony uwazaja, ze szkoda czasu na stukanie w
    klawisze dla roztrzasania potworow?

    Dlatego poswiecam swoje kilka minut na protest i obrone matek - zwlaszcza tych
    juz starszych, ktore nie mialy wplywu na przezycia wojenne/powojenne, ktore (te
    traumatyczne czesto przezycia) odbily swoje slady na ich osobowosciach,
    doswiadczeniach, reakcjach, przewrazliwieniach, na sposobach wychowania dzieci.

    Ciekawe, ze skrajna jedze-matke spotkalam tylko jedna jedyna. Reszta to byly
    normalne matki, mamusie kochajace swoje dzieci. Owszem - trzesly sie bardzo nad
    swoimi corkami - jak moja - i chociaz bylo to denerwujace na goraco - jednak
    zrozumiale i zalu nie pozostawialo.

    Nie ja jedna mam wspaniala, pelna dobra i otwartego serca mame. Moje kolezanki
    maja podobnie cudowne matki. Po czym poznaje? Po stosunku majej mamy do moich
    kolezanek - byly dla niej prawie jak wlasne dzieci. Matki moich kolezanek byly
    dla mnie zyczliwe podobnie. To prawie jak "wszystkie dzieci sa nasze". Tak
    samo ja - na wzor mojej mamy - traktuje kolezanki i kolegow moich dzieci. One
    uwazaja, ze moje dzieci maja swietna matke :). Zdarzylo sie, ze dorosly juz
    kolega mojego syna zadzwonil w Dniu Matki zeby mi zlozyc zyczenia - bo "pani
    jest taka dobra mama" - no prosze :). To byl super Dzien Matki - dla mnie -
    matki jako czlowieka.

    Mysle, ze traktowanie po ludzku swojego otoczenia, dawanie przykladu otwartosci
    na dobro i postepowanie nie na pokaz ale dlatego, ze tak trzeba - z wyjasnieniem
    dlaczego - taka komunikacja i wzor pomaga relacjom miedzyludzkim w tym relacjom
    matka - corka.

    Najblizsze osoby nie moga byc sobie wrogami. Trzeba rozmawiac, rozmawiac,
    rozmawiac, robic cos wspolnie, cos razem przezywac. To wzmacnia i lagodzi
    zadraznienia - calkiem normalne bo zycie nikogo nie rozpieszcza i swoje stresy
    wyladowujemy na najblizszych. Jesli nawet nie uda sie naprawic przestarzalych,
    zasklepionych animozji miedzy mocno dojrzalymi juz corkami i matkami to
    pamietajmy od tych mlodszych naszych corkach, wnuczkach itd. Pomozmy im uniknac
    takich sytuacji, ktore wiele z nas frustruja przez dziesieciolecia. Rozmawiac
    jest trudno ale mozna komus okazac dobra wole przez jakis konkretny czyn - na
    przyklad wreczenie matce-jedzy (naszym zdaniem) cieplego szala, ktorym moglaby
    otulic sobie ramiona. Mozna upiec ciasto, ktore lubi, przyniesc kwiaty, zabrac
    na wycieczke lub na spacer po lesie. Wtedy i ona ujrzy moze w nas swoje
    dziecko, moze zacznie analizowac swoje bledy - kto ich nie popelnia? Moze sama
    wyjsc z jakas dobra inicjatywa uzdrawiajaca zadawnione rany lub zadrapania
    duszy. Nie pomozemy sobie drazac jej winy. Moze inaczej nie mogla.
    Matki-jedze sa nieobecne na forum - te starsze czesto nie znaja sie na
    komputerach, wiele nie ma dostepu do nich ze wzgledow materialnych. Pisze wiec
    w ich imieniu. Starajcie sie zobaczyc czlowieka we wlasnej matce. Ona jest
    taka jak wy, tez cierpi, tez nie wszystko jej sie udaje, nie ze wszystkiego co
    dokonala w zyciu jest zadowolona. Ale jej takze potrzebne jest serce i
    zainteresowanie. Nie ma lepszej, oddanej osoby na swiecie jaka jest zwykla,
    przecietna matka. Ze swoimi minusami i plusami (wychowala nas jak umiala, jak
    mogla, kochala jak umiala) jest najblizszym nam czlowiekiem - ona nam a my jej.
    Lepsza nienajlepsza matka niz sieroctwo - zapewniam was.

    Nie jestem teoretykiem, jestem praktykiem. Mam moja mame a ona ma swoja corke,
    dawno dorosla. Czuje cieplo kiedy o niej mysle i wyrzuty sumienia, ze daje jej
    tak niewiele za to dobro i troske przez cale jej trudne zycie. Czuje wyrzuty
    sumienia, kiedy przypominam sobie jak jej zadawalam celowo bol, traktowalam jak
    wroga bo musialam sie na kims wyzyc - ona byla pod reka. Na prawdziwych wrogow
    nie mialam skutecznej broni - dostawala za nich moja matka. Ona to rozumiala,
    ze musi wziac na siebie te razy! Ona wybaczala! Nie tylko mnie wybaczala -
    takze innym. Nie byla jednak bezbronna. Umiala protestowac ostro kiedy bylo
    trzeba. I to wszystko razem czyni ja prawdziwa Matke, Matke Polke - chce sie
    dodac - bo uczyla nas patrzec nieco dalej niz na czubek wlasnego nosa, kazala
    wychodzic do ludzi, rozumiec ich i wspoldzialac dla wspolnego dobra.

    Zrobcie cos dobrego dla swoich matek - one beda wdzieczne a to dobro w jakis
    sposob do was wroci. Moze nawet w relacjach ty - twoja corka albo jeszcze dalej
    w przyszlosc. To sie powiela.

    Wiem, ze artykul dotyczy w jakis sposob patologii, dotkliwego niezrozumienia
    pomiedzy najblizszymi osobami. W czesci kazdej (kazdego) z nas - bo jestesmy
    nafaszerowani zlymi i dobrymi cechami. Tlummy te negatywne bo nasze matki to
    nie zle macochy a my nie skazujmy siebie na sieroctwo. Choroba sieroca jest
    zarazliwa.

    Powodzenia w odzyskiwaniu matek - nawet tych, juz tylko wystepujacych jako
    cienie przeszlosci, zycze wszystkim corkom. To ciezka i trudna praca - nie od
    razu wszystko pojdzie jak po masle. Ale warto popracowac. Bez wielkich slow,
    bez specjalistow trzymajacych reke na pulsie stron - za 100 zl przez godzine
    (nie wiem jakie sa stawki). Mozecie miec swoje matki za darmo - jesli tylko
    bardzo chcecie. Bo chciec to moc. I nie bojcie sie bledow. Tylko ten ich nie
    popelnia kto nic nie robi lub siedzi i lamentuje w klawiature.

    Anna Kozlowska
    corka i matka



  • echtom 17.06.09, 18:20
    Czuje cieplo kiedy o niej mysle i wyrzuty sumienia, ze daje jej
    > tak niewiele za to dobro i troske przez cale jej trudne zycie. Czuje wyrzuty
    sumienia, kiedy przypominam sobie jak jej zadawalam celowo bol, traktowalam jak
    wroga bo musialam sie na kims wyzyc - ona byla pod reka. Na prawdziwych wrogow
    nie mialam skutecznej broni - dostawala za nich moja matka. Ona to rozumiala, ze
    musi wziac na siebie te razy! Ona wybaczala!

    Dziękuję Ci za te słowa. Przywracasz nadzieję - może moje córki za wiele lat
    pomyślą tak samo.

    --
    Nie ma rzeczy niemożliwych dla kogoś, kto nie musi ich zrobić sam.
  • lumita 17.06.09, 18:43
    Spoleczenstwo ochrania matki, dzieci sa zawsze wszystkiemu winne,
    nie widze wiec potrzeby raz jeszcze bronienia matek. Artykuly
    podobne do tego sa wciaz rzadkoscia, trzeba je docenic, bo to
    wymaga wiecej odwagi niz ochrona mamusi. Mowisz ze trzeba w
    rodzinie rozmawiac, rozmawiac i raz jeszcze rozmawiac - ten artykul
    pomaga przelamac opory, daje poczucie ze nie jest sie potworem
    tylko dlatego ze oceniamy swoje matki. Tyle energii zuzylas na to
    co spoleczenstwo od wiekow czyni, trzeba miec troche odwagi i
    stawic czola swojemu poczuciu winy.
  • madzienka79 17.06.09, 18:44
    rakunica napisała:

    > Czytajac wszystkie opinie doszlam do wniosku, ze to jest gorsza
    epidemia niz
    > swinska grypa. Choroba utajniona, podgryzajaca rodzine z
    pokolenia na
    > pokolenie, co najgorsze - wszechobecna - podziemna pandemia braku
    uczuc.
    >
    > Dziwne, ze tak malo pozytywnych relacji matka-corka zostalo
    zasygnalizowanych.
    > Moze zadowolene ze swego ukladu strony uwazaja, ze szkoda czasu na
    stukanie w
    > klawisze dla roztrzasania potworow?
    >
    > Dlatego poswiecam swoje kilka minut na protest i obrone matek -
    zwlaszcza tych
    > juz starszych, ktore nie mialy wplywu na przezycia
    wojenne/powojenne, ktore (te
    > traumatyczne czesto przezycia) odbily swoje slady na ich
    osobowosciach,
    > doswiadczeniach, reakcjach, przewrazliwieniach, na sposobach
    wychowania dzieci.
    >
    > Ciekawe, ze skrajna jedze-matke spotkalam tylko jedna jedyna.
    Reszta to byly
    > normalne matki, mamusie kochajace swoje dzieci. Owszem - trzesly
    sie bardzo na
    > d
    > swoimi corkami - jak moja - i chociaz bylo to denerwujace na
    goraco - jednak
    > zrozumiale i zalu nie pozostawialo.
    >
    > Nie ja jedna mam wspaniala, pelna dobra i otwartego serca mame.
    Moje kolezanki
    > maja podobnie cudowne matki. Po czym poznaje? Po stosunku majej
    mamy do moich
    > kolezanek - byly dla niej prawie jak wlasne dzieci. Matki moich
    kolezanek byly
    > dla mnie zyczliwe podobnie. To prawie jak "wszystkie dzieci sa
    nasze". Tak
    > samo ja - na wzor mojej mamy - traktuje kolezanki i kolegow moich
    dzieci. One
    > uwazaja, ze moje dzieci maja swietna matke :). Zdarzylo sie, ze
    dorosly juz
    > kolega mojego syna zadzwonil w Dniu Matki zeby mi zlozyc zyczenia -
    bo "pani
    > jest taka dobra mama" - no prosze :). To byl super Dzien Matki -
    dla mnie -
    > matki jako czlowieka.
    >
    > Mysle, ze traktowanie po ludzku swojego otoczenia, dawanie
    przykladu otwartosci
    > na dobro i postepowanie nie na pokaz ale dlatego, ze tak trzeba -
    z wyjasnienie
    > m
    > dlaczego - taka komunikacja i wzor pomaga relacjom miedzyludzkim w
    tym relacjom
    > matka - corka.
    >
    > Najblizsze osoby nie moga byc sobie wrogami. Trzeba rozmawiac,
    rozmawiac,
    > rozmawiac, robic cos wspolnie, cos razem przezywac. To wzmacnia i
    lagodzi
    > zadraznienia - calkiem normalne bo zycie nikogo nie rozpieszcza i
    swoje stresy
    > wyladowujemy na najblizszych. Jesli nawet nie uda sie naprawic
    przestarzalych,
    > zasklepionych animozji miedzy mocno dojrzalymi juz corkami i
    matkami to
    > pamietajmy od tych mlodszych naszych corkach, wnuczkach itd.
    Pomozmy im unikna
    > c
    > takich sytuacji, ktore wiele z nas frustruja przez
    dziesieciolecia. Rozmawiac
    > jest trudno ale mozna komus okazac dobra wole przez jakis
    konkretny czyn - na
    > przyklad wreczenie matce-jedzy (naszym zdaniem) cieplego szala,
    ktorym moglaby
    > otulic sobie ramiona. Mozna upiec ciasto, ktore lubi, przyniesc
    kwiaty, zabrac
    > na wycieczke lub na spacer po lesie. Wtedy i ona ujrzy moze w nas
    swoje
    > dziecko, moze zacznie analizowac swoje bledy - kto ich nie
    popelnia? Moze sama
    > wyjsc z jakas dobra inicjatywa uzdrawiajaca zadawnione rany lub
    zadrapania
    > duszy. Nie pomozemy sobie drazac jej winy. Moze inaczej nie
    mogla.
    > Matki-jedze sa nieobecne na forum - te starsze czesto nie znaja
    sie na
    > komputerach, wiele nie ma dostepu do nich ze wzgledow
    materialnych. Pisze wiec
    > w ich imieniu. Starajcie sie zobaczyc czlowieka we wlasnej
    matce. Ona jest
    > taka jak wy, tez cierpi, tez nie wszystko jej sie udaje, nie ze
    wszystkiego co
    > dokonala w zyciu jest zadowolona. Ale jej takze potrzebne jest
    serce i
    > zainteresowanie. Nie ma lepszej, oddanej osoby na swiecie jaka
    jest zwykla,
    > przecietna matka. Ze swoimi minusami i plusami (wychowala nas jak
    umiala, jak
    > mogla, kochala jak umiala) jest najblizszym nam czlowiekiem - ona
    nam a my jej.
    > Lepsza nienajlepsza matka niz sieroctwo - zapewniam was.
    >
    > Nie jestem teoretykiem, jestem praktykiem. Mam moja mame a ona ma
    swoja corke,
    > dawno dorosla. Czuje cieplo kiedy o niej mysle i wyrzuty
    sumienia, ze daje jej
    > tak niewiele za to dobro i troske przez cale jej trudne zycie.
    Czuje wyrzuty
    > sumienia, kiedy przypominam sobie jak jej zadawalam celowo bol,
    traktowalam jak
    > wroga bo musialam sie na kims wyzyc - ona byla pod reka. Na
    prawdziwych wrogow
    > nie mialam skutecznej broni - dostawala za nich moja matka. Ona
    to rozumiala,
    > ze musi wziac na siebie te razy! Ona wybaczala! Nie tylko mnie
    wybaczala -
    > takze innym. Nie byla jednak bezbronna. Umiala protestowac ostro
    kiedy bylo
    > trzeba. I to wszystko razem czyni ja prawdziwa Matke, Matke
    Polke - chce sie
    > dodac - bo uczyla nas patrzec nieco dalej niz na czubek wlasnego
    nosa, kazala
    > wychodzic do ludzi, rozumiec ich i wspoldzialac dla wspolnego
    dobra.
    >
    > Zrobcie cos dobrego dla swoich matek - one beda wdzieczne a to
    dobro w jakis

    Co ty mozesz wiedziec kobieto jezeli nie przeszlas przez "pieklo"
    domu rodzinnego. Ciesz sie, ze mialas taka mame i masz. Latwo sie
    mowi, ale pogadac zawsze sobie mozesz. Tak na marginesie temat jest
    o matkach "potworach" a nie o kochajacych mamusiach, wiec nie
    rozumiem, ze dziwia cie negatywne komentarzea brakuje tych
    pozytywnych jezeli nastepnym razem bedzie temat "za co kochamy swoja
    mame" to tam sie udzielaj.
    >
    >
    >
  • umasumak 17.06.09, 19:12
    madzienka79 napisała:

    Tak na marginesie temat jest
    > o matkach "potworach" a nie o kochajacych mamusiach, wiec nie
    > rozumiem, ze dziwia cie negatywne komentarzea brakuje tych
    > pozytywnych jezeli nastepnym razem bedzie temat "za co kochamy swoja
    > mame" to tam sie udzielaj.

    Zauważ, że autorka artykułu pisze o większości matek. Czytając ten tekst, miałam
    wrażenie, że próbuje nam wmówić jakąś stałą tendencję w tych niechlubnych
    przykładach, przejaskrawiając je, albo przesadzając w udziale procentowym.

    A udziału w dyskusji nikomu nie odmawiaj. Wydaje mi się, że cenną rzeczą jest
    poczytać odmienne opinie.

    --
    Quidquid latine dictum sit, altum videtur :-)
  • madzienka79 17.06.09, 19:17
    umasumak napisała:

    > madzienka79 napisała:
    >
    > Tak na marginesie temat jest

    >
    >
    > A udziału w dyskusji nikomu nie odmawiaj. Wydaje mi się, że cenną
    rzeczą jest
    > poczytać odmienne opinie.
    >
    Opinie, ktore sa zbiezne z tematem. Poczytac zawsze mozna:) i tak
    tez czynie inaczej nie odpowiedzialabym na ten post:).
  • boykotka 17.06.09, 18:51
    Sama bym tak pięknie nie napisała.
    Dodam tylko osobiście za moją mamę, którą dziś zżera zgryzota, że
    nie mogła mi kupić w "tamtych czasach" gdy byłam dzieckiem czy
    nastolatką ładnych ciuchów zabawek i innych rzeczy; i dla mojej
    mamy : mamo każdy dzień, kiedy wracałaś z pracy z siatką zakupów
    wypchaną chlebem, masłem i kilogramem jabłek był dla mnie swiętem,
    każde spodnie "przeszyte" ze starych spodni brata "szałowym ciuchem"
    a każda kupiona książka największym skarbem.
    --
    /
  • anouk_2005 17.06.09, 19:29
    Obawiam się, Pani Aniu, ze Twoje poświęcenie kilku minut na tego posta się nie
    przyda w odniesieniu do TEGO tematu. Chyba go zupełnie nie zrozumiałaś. Zresztą
    w sumie się nie dziwię, bo kto podobnych relacji nie doświadczył, nie ma o nich
    bladego pojęcia i nie jest w stanie, przy największej empatii sobie ich wyobrazić.

    Nie chodzi o matki, które nie mogły czegoś dać i plują sobie w brodę za ten brak
    możliwości, a których dorosłe córki mają o te braki pretensje. Nie chodzi o
    matki, które po dostaniu ciepłego szalika okryją się nim i wdzięczne równie
    ciepło pomyślą o córce. ETC.

    Chodzi o kobiety, którym brak elementarnych - w sytuacji posiadania dzieci -
    uczuć. A to przekłada się na całą resztę.

    Piszesz o braku pozytywnego odzewu. Pewnie tak właśnie jest, że osoby których
    problem nie dotknął, uważając swoja sytuacje za normalną, nawet takich artykułów
    nie czytają, a tym bardziej nie komentują.

    Przeczytaj ten artykuł raz jeszcze, bo nie dotarło do Ciebie meritum i proszę,
    nie broń tych kobiet, które dzieci winny oglądać jedynie w TV.
    --
    Maurycy
    so happy together...
    Ania vs 4000 fotoforum.gazeta.pl/3,0,1303598,2,1.html
  • ya.79 17.06.09, 19:35
    pięknie i mądrze powiedziane ;))
  • carusia 20.06.09, 17:15
    70 zł za 1h
    koszt za 1 wizytę w lubuskim
    P.S całkowicie się nie zgadzam z poglądem,że nie stać babć na
    obecność w necie.U nas w bibliotece osiedlowej babcie non-stop
    dyżurują w necie.
  • teresaa551 02.01.10, 01:36
    Dziękuję,że wzięła Pani w obronę matki.Przypadkowo natrafiłam na to
    forum i...szok!Dowiedziałam się,że jestem potworem.Tak.Za wszystko
    co zrobiłam i ciągle robię dla mojej córki.A robię "trochę"-daję
    dach nad głową,troszczę się o wszystko,wychowuję dwoje małych dzieci
    (4,5 i 2,5)bo ich matka rozchodzi się z mężem(główny powód mało
    zarabia)i studiuje w wieku 29 lat.Z moim zdaniem,z moją"mądrością
    życiową"nie licząc się zupełnie.'To moje życie"a konsekwencje moich
    wyborów twoje.O wszystko pretensje,zero pomocy.Mieszkamy razem w
    moim domu nawet do opłat się nie dokłada a ja mam 600 zł emerytury
    (najniższa) chorego syna i młodsze dzieci.Razem czworo ich
    jest.Wychowałam właśiwie sama.Starałam się nigdy nie zawieść.I
    proszę mam zapłtę.Nie widzi nic.Całą złość kieruje pod moim
    adresem.PO przeczytaniu tych wypowiedzi jestem załamana.Moja córka
    też się wypowiada.To rzeczywiście plaga społeczna-egoizm i
    niedojrzalość.
  • white-lizette 17.06.09, 18:38
    Problem polega na tym, ze jak matka ponizala dziecko to takiego wytrenowanego
    niskiego poczucia wartosci nic nie bedzie w stanie odbudowac.
  • hahanna 17.06.09, 19:35
    nieprawda... każdy jest panem swoich własnych myśli - trzeba tylko spróbować
  • anouk_2005 17.06.09, 19:49
    I z tym się zgadzam. Z pewnością nie będę TAKĄ matką dla mojego syna. Nie
    wyobrażam sobie, żeby miał kiedykolwiek zostać potraktowany w sposób, którego ja
    doświadczyłam. I ja uważając się za panią swego losu i swoich myśli
    odseparowałam się od toksyny. Ale trauma zostaje. I czasem pojawia się potrzeba,
    żeby o niej powiedzieć.


    --
    Maurycy
    so happy together...
    Ania vs 4000 fotoforum.gazeta.pl/3,0,1303598,2,1.html
  • fresh022 17.06.09, 19:06
    moja sytuacja jest dokladnie opisana w tym wywiadzie !!!
    przestalam sie z moja matka kontaktowac w ogóle!
    przez nią zachorowalam na nerwice serca i lękową!
    mam dość ,zajelam sie sobą ,zdrowiem .
    od takich rodziców trzeba uciekac jak najdalej zeby nie sfiksować.
    z nimi nie da sie rozmawiać .
  • siostra_elvisa 17.06.09, 22:13
    święta prawda.. mam to co Ty + dziecko i cholera mnie bierze.
    Pomagają mi niestety i za to muszę być wdzięczna bo oczywiście bez niech sobie
    nie poradzę. co za syf!
  • bulorz 17.06.09, 19:12
    Wystarczy chwilę się zastanowić nad prawem przyczyny i skutku.. i wtedy się
    zrozumie, że generalnie początek tego artykułu przekazuje bardzo głęboką prawdę.

    Więcej - wszystko co robimy w życiu, robimy wyłącznie i tylko dla siebie i
    sobie w konsekwencji (i te rzeczy uważane za złe, i te uważane za dobre - bo
    nic nie jest obiektywnie złe, ani dobre - nie możemy tego ocenić, bo nie mamy
    po temu możliwości - my, jako istoty ludzkie).

    Natomiast zaletą "wybaczenia" zamiast "oddania" jest to, że wybaczający
    przerywa koło danego zdarzenia. Słowem.. jeśli - przykładowo - dostanę od
    kogoś z liścia.. to mam dwie opcje: oddać lub nie oddać. Jeśli oddam, to
    emituję to.. i w efekcie musi to do mnie wrócić. Więc znowu kiedyś dostanę..
    itd. Jeśli nie oddam, "wybaczę", to... jest szansa, że ktoś inny mi coś
    wybaczy.. ale przepada jedna szansa, że od kogoś dostanę. Ostatecznie rachunek
    jest chyba (dla mnie) pozytywny. To takie proste, a pod wpływem emocji tak
    trudno to pojąć, że aż strach!

    Dlatego też mszcząc się, nienawidząc, "oddając" - tworzę sobie niezbyt ciekawe
    warunki.. będąc tego świadomym, staram się nie robić tych rzeczy (owszem, z
    początku może się nie zawsze udać.. ale warto panować nad swoimi uczuciami i
    emocjami - tak czy owak, będzie z tego dobry trening samodyscypliny).

    Dalej.. można dojść do etapu, na którym jest nam zwyczajnie żal ludzi, którzy
    chcą nam zaszkodzić, gdyż zaczynamy zdawać sobie sprawę, że oni tak naprawdę
    krzywdzą najbardziej siebie, nie nas... ale to jest dopiero następny etap
    pojmowania tego typu sytuacji. Raczej nie da się go (szczerze przed samym
    sobą) wypracować na początku. Tak czy owak, zaczynamy od nie oddawania.

  • ilquad 17.06.09, 19:25
    Wybaczanie oznacza zgodę na bycie krzywdzonym i pozwala napastnikowi
    na radosne maltretowanie ofiary, skoro ona to aprobuje.
    --
    Duplikat - smutne forum - unikalne forum, gdzie nie ma cięcia wątków jak
    popadnie, a admin jest milutki i puszysty...

    Najwięcej fluoksetyny mają polskie dziewczyny...!
  • fresh022 17.06.09, 19:28
    wybaczyc masz sobie i sie nie winic za poryta psychike matki,która cie gnebiła !
  • potarganyzyciem 17.06.09, 20:03
    A moja kochana mamusia, oprocz wszystkich drobnych gówien, które mi zrobiła,
    odwaliła jeden na prawdę niezły numer. Przylazła do mnie w nocy do sypialni i
    pocałowała, tak, że poczułem nagle jej jęzor w buzi. 12 długich lat nie mogłem
    dojść do siebie i szczerze, to wiem, że nigdy do końca nie dojdę. Oczywiście
    pochodzę z tzw. dobrej rodziny. Teraz mam 29 lat i jeden wielki bałagan pod
    kopułą. Mimo wszystko chcę żyć, może i tej ku...e na złość.
  • madzienka79 17.06.09, 20:20
    potarganyzyciem napisał:

    > A moja kochana mamusia, oprocz wszystkich drobnych gówien, które
    mi zrobiła,
    > odwaliła jeden na prawdę niezły numer. Przylazła do mnie w nocy do
    sypialni i
    > pocałowała, tak, że poczułem nagle jej jęzor w buzi. 12 długich
    lat nie mogłem
    > dojść do siebie i szczerze, to wiem, że nigdy do końca nie dojdę.
    Oczywiście
    > pochodzę z tzw. dobrej rodziny. Teraz mam 29 lat i jeden wielki
    bałagan pod
    > kopułą. Mimo wszystko chcę żyć, może i tej ku...e na złość.


    Obrzydliwa kobieta. Matka jedynie z tytulu.
  • paszczurstwo 18.06.09, 08:56
    Moja matka mnie nienawidzi, bo umarła prawie przeze mnie przy porodzie. Teraz
    studiuję... mieszkam jeszcze z rodzicami. Mam podejrzenia, że chciała okraść
    moje konto bankowe i skasować moją pracę licencjacką. Bałam się, że może mi coś
    zrobić. Musiałam się wyprowadzić, nagle , bez słowa. Już wróciłam do domu.
    Terapia szokowa zadziałała. Ale cały czas mnie dalej niszczy, ma do mnie
    pretensje. Powiedziałam rodzicom o co ją podejrzewałam.
    Ale ona cały czas manipuluje moim ojcem i prowokuje mnie do kłótni.
  • mrumru81 18.06.09, 09:58
    Znalam lekarza, który był w Oświęcimiu, uratował wielu ludzi, był
    niesamowicie mądry, przenikliwy i wrażliwy. Swoim dzieciom zgotował w
    domu Oświęcim-bis. Dlaczego? Dlaczego nie widział co robi?
  • mrumru81 18.06.09, 10:00
    Był znanym psychiatrą.
  • ascocenda 18.06.09, 13:53
    Nie każdy może okreslić swoją matkę jako potwora, tak czystym sumieniem (np.alkoholizm, regularne bicie i ciężkie poniżenia) ale pomimo to wiele osób ma wspomnienia trudnych relacji z matką.

    Dla mnie ten artykuł jest ciekawy - trochę o mnie, trochę nie. Długo gotowała się we mnie złośc i pretensje do matki która była wiecznie przepracowana i zestresowana, a także miała sobie wiele kompleksów i frustracji. Była z pokolenia, które jeszcze pamiętało wojnę, jako nastolatka musiała ciężko pracowac w obozie, co nadszarpnęło jej zdrowie, nie tylko fizyczne. Po wojnie próbowała zacząć karierę artystyczną - zdrowie odmówiło posłuszeństwa. Musiała zmienić całe swoje życie, zainteresowania i zawód. W rezultacie późno wyszła za mąż, byłam jej jedynaczką, nieoczekiwanym prezentem od losu... i kłopotem jednocześnie.

    Nigdy nie miała zcasu, żeby mnie wysłuchać, w koncu nauczyłam się, ze to ona potrzebuje pomocy bardziej, niż ja. Była cięzko znerwicowana, ale nie leczyła się - uważała, że umie sobie sama poradzić.
    Była ambitna, ale bardziej zależało jej na tym, żeby mimo, iż pracuje zawodowo, mieszkanie było piękne, a rodzina podziwiała jej wypieki, niż na tym, żeby zrozumiec, jakie mam problemy i czego chcę.
    Ja miałam tylko zawsze być pod ręką... żeby przypadkiem nic mi się nie stało, bo ona "będzie się denerwować." Czułam się więźniem we własnym domu. Uciekałam w różne moje fascynacje, ksiażki, muzykę, naukę. Oddziedziczyłam po niej trochę zdolności, choć nigdy nie próbowałam konserwatorium. Ojciec w chytry sposób wyzwolił we mnie ambicje - chcialam coś osiągnąć. Lubiłam się uczyć bez przymusu.

    Od zrozumienia i wysłuchania, od pocieszenia i dodania odwagi nam obydwu był zawsze Tato. On jej cierpliwie wysłuchiwał i uspakajał. Ze mną zawsze rozmawiał jak z równym partnerem. Zawdzięczam mu absolutny brak kompleksów typu 'bo jestem dziewczynką/kobietą, więc nie dam rady..' Nie obnosił się z własnymi wspomnieniami i problemami zdrowotnymi (też nie był młody..) Teraz go zabrakło, niestety..

    Była jeszcze Babcia i dalsza rodzina - gdyby nie oni wszyscy, byłabym głęboko uposledzona emocjonalnie i moze miałabym jeszcze więcej pretensji do mamy. Dla mnie matka jest zawsze tylko częścią rodziny jako takiej - są jeszcze inne elementy układanki. Myślę, podejrzewam, ze jest źle głównie wtedy, kiedy także inni zawodzą, nie tylko mamy.

    Teraz moja mama jest dosc bezradna, ma kłopoty z poruszaniem się, a do nerwicy doszła demencja. Im bardziej jest bezradna, tym mniej we mnie złości na to, co było kiedyś, na jej dziwne połączenie nadopiekuńczości z ignorowaniem moich potrzeb emocjonalnych, na jej histerie i awantury. Żaden lekarz nie chce się podjąć leczenia jej psychicznych przypadłosci. Już za późno! Ona wciśż ma ataki nerwowe i zdarzają jej się złośliwości, choć coraz rzadziej. Mnie już prawie nic nie wkurza. No, czasem...

    Jaka z tego konkluzja? Nie wiem. Każda rodzina jest inna. najważniejsze, żeby człowiek nie był sam ze swoją mamą ;) - żeby byli jeszcze inni, tacy, którzy pomogą. Ja mam takich bliskich, na których mogę liczyć. Poza tym, jeśli matka nie była takim całkowitym potworem, często znajdą się jednak wspólne wspomnienia, upodobania, punkty na plus, itd. - tylko trzeba cierpliwie ich szukać. Odwrócenie relacji (ja czuję się teraz silniejsza, odważniejsza, bardziej odpowiedzialna) też pomaga. Przebaczenie? Tak, aczkolwiek nie czułam się nigdy aż taka skrzywdzona, żeby to miało kolosalne znaczenie.
    Też nie mam łatwego charakteru i wiem o tym...




  • sofiabukowianka 19.06.09, 10:22
    strasznie...
    wspolczuje....

    sle mocne usciski!!!

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka