Nie wiem, czy powinienem skierować ten list do pani Dunin osobiście, do redakcji W.O., czy do Gazety. Gdybym znalazł jakiś adres mailowy pani Dunin, pewnie bym się zdecydował na bardziej prywatną formę, ale niestety nie znalazłem takiej możliwości (co zresztą wydaje mi się bardzo dziwne, bo chyba Autorom i Redakcji zależy na kontakcie z czytelnikami?).
OK., here goes anyway, jak mawiają za granicą. Żeby się zbytnio nie rozwodzić i nie marnować czasu Państwa i własnego, spróbuję ująć to, co mam do powiedzenia, w punktach:
1. Wydaje mi sie, ze niezdolność odróżnienia jednej piosenki Michaela J. i Madonny od drugiej świadczy pewnie o braku doświadczenia w słuchaniu muzyki lub może braku tzw. „słuchu”. Z całą pewnością jeszcze trudniej byłoby Pani odróżnić jeden od drugiego utwory muzyki klasycznej, także Bacha. Proszę zapytać zawodowych mużyków (także symfonicznych) czy nie mam racji. Ale czy warto się tym chwalić publicznie?
2. Trochę w związku z powyższym, ale głownie z powodów czysto moralno-estetycznych wydaje mi się bardzo nie na miejscu ton, w jakim Pani napisała o Michaelu Jacksonie, postaci bez wątpienia tragicznej i nieszczęśliwej. Jeśli nie podoba się Pani jego twórczość, co doskonale rozumiem tym bardziej, że sam nigdy nie byłem jego wielkim fanem, to jednak nie należy z tego powodu jego muzyki, życia prywatnego oraz tego, co się dzieje po jego śmierci łączyć w jedną, dość brzydko pomieszaną całość. Zrobiło mi się przykro, może nie tylko mi…?
3. Jeśli chodzi o pragnienia materialno-konsumpcyjne, to pozwolę sobie podważyć Pani prawdomówność. Nie uwierzę, ze tak inteligentna i wykształcona osoba nie potrafiłaby sobie wyobrazić, co można mieć za pieniądze!
4. Otóż Pani Kingo, pecunia non olet – gdyż ma ona (pecunia) też ładnie pachnące zastosowania: można zwiedzać świat (a to chyba dobrze?), można ładnie mieszkać, kupić sobie fajne książki etc. Jeśli to wszystko ciągle brzmi zbyt materialistycznie, to można przecież pomagać biednym i chorym, wspierać organizacje feministyczne() – tak robił m.in. Michael Jackson, może oprócz tych organizacji. Czy pomogłem Pani trochę wyobrazić sobie pragnienia materialistyczno-konsumpcyjne?. Zresztą Pani pewnie znalazłaby więcej dobrych celów, dla których warto mieć pieniądze.
5. Dlatego zrobiło mi się bardzo przykro, ze użyła Pani takich tanich chwytów, aby… No właśnie – w jakim właściwie celu, co to wszystko ma do chciwości, bo o tym chyba jest felieton?
6. A potem ks. Sowa – ale dlaczego o nim też z jadowitym sarkazmem (tak to odbieram…) – chyba dobrze, ze ksiądz nie komentuje ewentualnej chciwości „korporacyjnej”? To nie jego rola, natomiast jego rolą jest moralizowanie, bo kto inny ma to robić? No oczywiście jeszcze rodzice, nauczyciele, autorytety moralne. Dlatego od księdza dowiedziała się Pani, ze uzbieranie sobie kredytów, których nie jest się w stanie spłacić, jest w oczach Kościoła grzechem. Można się z tym nie zgadzać, ale taka jest rola wspólnot religijnych – kultywowanie pewnych systemów wartości.
7. Gdzie kończy się chciwość, a gdzie zaczyna zaspokajanie potrzeb? Nikt tego nie musi definiować drugiemu człowiekowi – tak jak w przypadku innych uczuć ludzkich, rozdziela je cieniutka linia, bardzo osobista. Chyba nie chce Pani, żeby ktoś (Państwo?) arbitralnie taką definicję sformułowało i zmuszało obywateli do jej przestrzegania. To już ćwiczyliśmy w komunizmie…- „wszystkim według potrzeb” – czy miała Pani wtedy „według Pani potrzeb”?
8. Kapitalizm nie żywi się chciwością. Kapitalizm opiera się po prostu na prywatnej własności. Reszta (to, co Pani nazywa kapitalizmem chińskim i szwedzkim) to systemy prawne, w ramach których można prowadzić działalność gospodarczą. W ramach takich systemów prawnych Państwo ostrzej lub łagodniej kontroluje działalność także banków. Trzeba mieć dobry nadzór bankowy, i Polska taki ma, ale żadne prawo samo z siebie nie wyeliminuje wszystkich patologii. Jak wiadomo, prawo da się często obejść, a także jest łamane – ale nie znaczy to, ze trzeba je zaostrzać po każdym przestępstwie.
9. Czyli Ksiądz, Nauczyciel, Mama i Tata (Pani tez) mają prawo, wręcz obowiązek pouczać innych (wiernych, dzieci, swoich przyjaciół) o tym, co jest moralne, a co nie. Ale tym, co jest „moralne” w działalności gospodarczej zajmują się instytucje państwowe. Chrystus wygonił kupców z kościoła, ale nie zakazał im kupczenia…
10. Dlatego można moralizować, a nie „pomyśleć o jakichś mechanizmach kontrolnych” – bo je już dawno wymyślono, co nie znaczy, ze na zawsze ustały przypadki przestępcze. Banki proponują Pani kredyt, bo taka jest rola banków. Zrozumie to Pani dobrze kiedy, czego Pani serdecznie nie życzę, będzie Pani taki kredyt naprawdę potrzebny.
11. Na koniec chciałbym podkreślić, że: nie jestem miłośnikiem Jacksona, nie jestem praktykującym katolikiem, nie pracuję i nie pracowałem w bańkowości. Ale już ponad 50 lat temu moja Mama pokazała mi swoją postawą życiową, że wszyscy są równi i godni szacunku, niezależnie od rasy i religii. Ze nie należy naśmiewać się z innych tylko po to, aby zaspokoić własne ego.
12. Bo to ostatnie bardzo, niestety, przebija z Pani felietonu. Przecież nie powiedziała Pani w nim nic o tym, co należy zrobić, żeby było lepiej, jak należy postępować. Nie powiedziała Pani, co to jest chciwość (chociaż jest w tytule). Wykorzystała Pani dwie osoby, z imienia i nazwiska, które nikomu żadnej krzywdy nie zrobiły, żeby wypełnić stronę gazety rozważaniami bez większego sensu i składu.
13. Przykro.
Pozdrawiam