Komentarze do artykułu
Matki Polki poświęcające się
Kontynuując temat poruszony w artykule "Matki, żony, frustratki", rozmawiamy z Małgorzatą Liszyk--Kozłowską, psychoterapeutką
Matki Polki poświęcające się
Dawno temu był sobie Narzeczony. Narzeczony był błyskotliwy i przystojny, miał
dobrą rodzinę i świetlaną przyszłość. Wiosna w sercu. Najpierw czas
spędzaliśmy na interesujących zajęciach i na wymyślaniu nowych, wspólnych i
interesujących zajęć. "Sky is the limit" zdawało się być naszym mottem. Jednak
niebo okazało się być niżej niż się nam wydawało. "Wymyśl coś na weekend, Ty
masz zawsze dobre pomysły. Zmęczony jestem i tak bym zrobił coś super"
dźwięczało w uszach co tydzień. Dobrze, że jest jeszcze seks.
Narzeczony miał swoje ulubione potrawy. Najlepsze robi mama. Gdy Narzeczony je
u mnie, też dostaje dobry obiad. " Żeby Ci było miło" mówię. Tak jak
Narzeczonemu jest miło, gdy przynosi mi kwiaty, zaprasza do kina. Zaczęliśmy
robić plany. "Ja się wszystkim zajmę", bo Narzeczony ma ważną sesję i nie ma
głowy. Ma za to głowę do organizowania: przyjęć, wyjść. Zaangażowaniem dzieli
się ze mną. Przy okazji, postanawia rozdzielać mój czas pracy nad rozprawą
naukową od czasu tylko z nim. Narzeczony lubi się angażować, gdy coś sama
robię. Lubi być pytany o zdanie. Więc pytam "Wyjedziesz ze mną, to dla mnie
ważna szansa?". W odpowiedzi słyszę "to jedź". W ostatnim liście Narzeczony
pisze: "Wszystko się tak wspaniale poukładało, mamy taką cudowną normalność,
wszyscy w rodzinie Cię polubili, a Ty chcesz to zburzyć wyłącznie dla własnych
korzyści, no bo co ja będę z tego miał?"
Tutaj ta bajka się kończy, bo Narzeczona uciekła w ostatniej chwili, w
pogardzie i z poczuciem winy, że nie poświęciła się do końca, bo być może za
mało kochała i ze świadomością, że to co robiła do tej pory ważne nie było wcale