Dodaj do ulubionych

Świtem bladym trupim

19.09.16, 02:23
Co komu kojarzy się ze świtem bladym ? mnie na ten przykład kojarzy się rozpierducha pod Dworcem Głównym gdy z nocy wracałem z roboty z kumplem. Szliśmy na browar a dochodziła szósta rano a przed chwilunią wytrąbiliśmy literka we trzech no i robotę też. No i lecimy świtem bladym na Główny na browara na ciepło z korzeniami a po drodze staje nam gość w kasku na którym napis MO. Kurwa mówi Tadek zobacz co jest grane. A były lata osiemdziesiate. A ja mówię, ja to pierdolę lecę na browar chuj mnie obchodzi jakiś gliniarz. Okazało się że było 11 - 11 czyli Święto Niepodległości i po zawodach. Do Głównego nie doszliśmy tego dna. Wróciliśmy Kolejową do fabryki później do Karolkowej Karolkową na melinę wzięliśmy flaszkę pod ogóra i kanałami do domu. Amen.
Edytor zaawansowany
  • czarek_sz 19.09.16, 14:24
    Świtem bladym trupim.
    Pojechaliśmy na grzyby pod Radom. Mieliśmy jechać autokarem zakładowym pod Ostrów ale autokar nawalił i było ratuj się kto może. Wypiliśmy pod fabryką flaszkę we trzech /bo tak się dobraliśmy/ i pojechaliśmy z Głównego pod Warkę. W drodze wypiliśmy litra /w pociągu/ a w drodze do lasu na melinie kupiliśmy jeszcze dwie smile tak pochlaliśmy bo jeszcze dwie dobraliśmy w chałupie pod lasem że zgubiliśmy się na zycher. Z wieczora zwlokłem się na dworzec z połówką połówki w plecaku czyli z ćwiartką. Grzybów nul tylko łeb pękał jak bania jakaś. W drodze do Wawy poznałem gościa ze Śląska który przedstawił się ż ejest górnikiem z kopalni Wujek. W takim razie powiedziałem jest Pan moim gościem i zapraszam po dojechaniu do Wawy na małego w łopiany smile ja miałem jeszcze ćwiartkę w plecaku gość miał dwie alpagi w walizce i wszystko osuszyliśmy w drodze. Po powrocie z Głównego polecieliśmy na Karolkową na meliną /bliziutko/ wziąłem jedną butelką później drugą /na krechę/ i tak zeszło się do bladego świtu. A był to rok Pański chyba 87 ew 88. Nie do zapomnienia było to wydarzenie.
  • leziox 19.09.16, 14:29
    Mnie to świt kojarzy się przeważnie z niechęcią wstawania.
    Ale nie twierdzę, świt witany na motocyklu to jest to.
    Nie da się opisać.
  • czarek_sz 19.09.16, 14:47
    Przyjazdu na ryby bladym świtem /ostatnim elektrycznym z Wawy do Pomiechówka/ też nie da się opisać Lezio. Zwłaszcza gdy połówka w plecaku suszu na miejscu nie brak a woda aż gotuje się od ryb tylko tego nie widzisz bo mgła jak kołdra ściele się po wodzie. A Ty brachu plecak i wędki na glebę malucha na początek klubowego w płuca i ognisko rozpalasz kiełbasę na patyk i tylko TY i to co dookoła - woda drzewa i śpiew ptaków. Ale to było. I się zesrało. Po latach. Ale żal.
  • leziox 19.09.16, 15:10
    Na ryby też chodziłem, więc znam opis i atmosferę.
    Zwłaszcza że jezior w okolicy nie brakowało.
    No i też jakby czegoś żal.
  • czarek_sz 19.09.16, 15:27
    Straszny żal Lezio. Tam gdzie jeździmy z Janeczką /za Łomianki nad Wisłę/to ja tam zaczynałem swoje majówki z kolegami i dziewczynami jako szesnastolatek. Ile razy przechodzimy tamtędy a przechodzimy często to ja mam przed oczami te nasze dawne eskapady z podwórkową bracią z Woli. Koledzy dziewczyny alpagi wędki śpiewy śmiechy kąpania i tylko płakać się chce że to se ne vrati sad trudno Lezio Brachu trudno kurwa jego w gajowego trzeba żyć dalej i pchać wóz do przodu aż nastąpi pierdut i witaj wieczności wink ale nim to nastąpi jeszcze nie jedną butelachę obalę wink

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.