Dodaj do ulubionych

Czy źli ludzie mają prawo postępować dobrze?

07.01.10, 09:14
Czy ma prawo do podziękowania (choćby w myślach) pedofil,
który na ulicy obronił kogoś zaatakowanego przez dresów?

Czy tonący człowiek uratowany przez wielokrotnego mordercę
powinien czuć wdzięczność, czy raczej zażenowanie, że
przyszło mu korzystać z dobra wyświadczonego przez takiego kogoś?


--
:-))
Ba.
Edytor zaawansowany
  • scand 07.01.10, 12:14
    Stosunki między ludźmi bywają złożone. Czasami z ogólnej etykiety
    typu pedofil, morderca itp nie wynika automatycznie podobne
    postępowanie w stosunku do konkretnej osoby. Umusł ludzki jest
    bowiem skomplikowany i dopuszcza zróżnicowanie.
    Znamy wszyscy przypadki komendantów obozów którzy byli wzorowymi
    rodzicami i mężami i ich rodziny napewno im były wdzięczne za
    postępowanie względem ich, chociaż po wojnie być może czuły się
    zażenowane kiedy dowiedziały się całej prawdy o "służbie" ich ojców.
  • kicho_nor 07.01.10, 17:12
    Pedofile jak i wielokrotni mordercy noszą zazwyczaj
    identyfikatory i jeśli bym się topił to naapewno zrezygnował
    bym z ich pomocy.

    Jeśli zły człowiek ma być zły, to nie powinien ( z definicji)
    postepować dobrze
  • witekjs 07.01.10, 22:42
    Ludzie nigdy nie są całkiem źli, ani bezgranicznie dobrzy.
    Szczególnie podejrzani bywają tacy, którzy obnoszą się ze swoja dobrocią i
    głęboko wierzą, ze tacy są...

    Pozdrawiam. Witek
  • kamfora 07.01.10, 23:32
    witekjs napisał:

    > Ludzie nigdy nie są całkiem źli, ani bezgranicznie dobrzy.

    Ale ja nie chciałam o takich bezgranicznie złych,
    co to ich nie ma ;-)

    A gdyby tak zejść z tych wysokości (albo wyjść czeluści ;-)
    Powiedzmy: gdyby taka osoba, jak posłanka Kempa...zaoferowała Ci jakąś pomoc (a
    Ty byś tej pomocy akurat bardzo potrzebował).
    Czy wolałbyś, by jednak ktoś inny, mniej przerażający? ;-)

    --
    :-))
    Ba.
  • witekjs 07.01.10, 23:48
    To chyba zależy od rodzaju pomocy.
    Nie zastanawiasz się nad tym, kto podaje ci rękę gdy toniesz.
    Jeśli jednak pomaga ci, aby zaspokoić twoje egoistyczne potrzeby ktoś niegodny,
    najczęściej musisz zrezygnować z takiej pomocy.
    Zawsze wiąże się to ze zobowiązaniem, o którym najczęściej taka osoba myśli.
    Myślę, że każdy z nas pamięta takie sytuacje, zdarzają się one bardzo często.

    Witek
  • kamfora 08.01.10, 00:04
    witekjs napisał:

    > Jeśli jednak pomaga ci, aby zaspokoić twoje egoistyczne
    > potrzeby ktoś niegodny,
    > najczęściej musisz zrezygnować z takiej pomocy.

    Zaintrygowałeś mnie - co to są egoistyczne potrzeby?
    I...muszę przyznać, że zatkało mnie, gdy przeczytałam,
    że ktoś może być niegodny, by mi udzielić jakiejś pomocy.

    > Zawsze wiąże się to ze zobowiązaniem, o którym najczęściej
    > taka osoba myśli.

    Jeśli te myśli ubiera w słowa - to już nie jest pomoc, tylko
    umowa/kontrakt.

    --
    :-))
    Ba.
  • kamfora 08.01.10, 08:45
    Nie daje mi to spokoju ...
    Czy właśnie tak, czy człowiek powinien zrezygnować z pomocy
    oferowanej przez człowieka, którego można określić
    niegodnym?
    Czy raczej należy zwracać uwagę na sposób udzielania pomocy?
    I rezygnować z pomocy, gdy ten sposób jest niegodny?

    Zrezygnować z operacji, mogącej przedłużyć życie, jeśli pieniądze
    na nią pochodzą z kradzieży, a ukradł ukochany syn?


    --
    :-))
    Ba.
  • chickenshorts 08.01.10, 14:54
    kamfora napisała:

    > Zrezygnować z operacji, mogącej przedłużyć życie, jeśli pieniądze
    > na nią pochodzą z kradzieży, a ukradł ukochany syn?

    O Posze! Moralny Węzeł Gordyjski... Proponuję jeszcze ustalić komu
    je ukradł, bo jeśli ukradł złodziejowi (albo z banku, co na jedno
    wychodzi), to chyba nie należy rezygnować z operacji (mogącej
    przedłużyć życie)

    A tak wracając do przed 'jeszcze jedno'. 'Źli ludzie' są tu
    reprezentowani przez 'wielokrotnego mordercę' i 'pedofila'... i
    odnoszę wrażenie, że to takie nierzetelne myślenie, którego jedynym
    celem jest upewnienie się, że to 'oni' a nie 'my'...

    Czy nie będzie bliższe prawdy (faktów w sensie dzisiejszej wiedzy o
    człowieku i mechanizmach jego funkcjonowania) określenie tych ludzi
    mianem ludzi chorych (dopuszczają się przecież czynów spoza 'normy',
    objętych obyczajowym tabu...) raczej niż poprawianie sobie
    samopoczucia przez metkowanie ich 'złymi'?
    Co to znaczy 'człowiek zły'? Urodził się takim? Czy może postanowił
    takim zostać, wybrał taką 'karierę'?...
  • kicho_nor 08.01.10, 17:48
    Wielokrotny morderca:
    popatrz na chłodnicę w swoim samochodzie
    ile tam pozabijanych muszek.

    a jeszcze, gdy pedofil jest za kierownicą?
  • kamfora 08.01.10, 20:06
    Bo przydałoby się kontynuować Twój kurs etyki - może dla odmiany
    bez opierania się o dekalog? ;-)

    chickenshorts napisał:

    > O Posze! Moralny Węzeł Gordyjski... Proponuję jeszcze ustalić komu
    > je ukradł, bo jeśli ukradł złodziejowi (albo z banku, co na jedno
    > wychodzi), to chyba nie należy rezygnować z operacji (mogącej
    > przedłużyć życie)

    Ok - dylemat o żenująco niskim poziomie, niech Ci będzie.
    Ale czy się godzi, by nauczyciel etyki stosował kpinę jako pomoc naukową?
    A może dałoby się to jakoś poważnie rozwinąć? Co byś odpowiedział uczniowi,
    który pyta czy są sytuacje, w których kradzież jest ok?

    > Czy nie będzie bliższe prawdy (faktów w sensie dzisiejszej wiedzy
    > o człowieku i mechanizmach jego funkcjonowania) określenie
    > tych ludzi mianem ludzi chorych (dopuszczają się przecież czynów
    > spoza 'normy',
    > objętych obyczajowym tabu...) raczej niż poprawianie sobie
    > samopoczucia przez metkowanie ich 'złymi'?

    Ależ nie musisz sobie poprawiać - powiedz: czy Twoim zdaniem człowiek
    zdrowy nie popełnia czynów spoza 'normy', objętych obyczajowym tabu?

    > Co to znaczy 'człowiek zły'? Urodził się takim? Czy może postanowił
    > takim zostać, wybrał taką 'karierę'?...

    Nie - powiedzmy, że zły człowiek to człowiek, którego Ty nie lubisz, nie
    cierpisz wręcz...

    --
    :-))
    Ba.
  • chickenshorts 08.01.10, 21:36
    ...bo lepiej jak jest dobrze!

    kamfora napisała:
    > A może dałoby się to jakoś poważnie rozwinąć? Co byś odpowiedział
    uczniowi,
    > który pyta czy są sytuacje, w których kradzież jest ok?

    Kradzież, czyli przywłaszczenie sobie cudzej własności nie jest ok,
    a więc 'nie kradnij' ciągle obowiązuje, niemniej w życiu bywają
    sytuacje, w których 'kradzież' można, a nawet należy
    usprawiedliwić...
    Czy Twoim zdaniem matka, która kradnie ziemniaki z cudzego pola,
    żeby nakarmić głodujące dzieci, bo nie ma innej możliwości zdobycia
    pożywienia, nie zasługuje na takie usprawiedliwienie?

    Najogólniej - są sytuacje, w których zakazy czy nakazy są mniej
    absolutne i obowiązują jakby 'mniej'. Chyba należy również brać pod
    uwagę stopień szkodliwości/ciężar krzywdy wyrządzonej przez akt
    kradzieży...


    > Ależ nie musisz sobie poprawiać - powiedz: czy Twoim zdaniem
    człowiek
    > zdrowy nie popełnia czynów spoza 'normy', objętych obyczajowym
    tabu
    ?

    To może mówmy o złych czynach popełnianych przez człowieka. Każdy
    pewnie ma takie na koncie. Jedni nie bardzo świadomie, z ignorancji
    czy glupoty, inni świadomie i z premedytacją. Są ludzie - nazywamy
    ich socjopatami - których lepiej unikać...
    Niemniej, zarówno 'pedofil' jak i 'wielokrotny morderca' należą do
    innej kategorii, i ja nazwałbym ich chorymi, poważnie 'zaburzonymi';
    choć może to brzmieć naiwnie, ale nie wierzę, że normalny człowiek
    może wstać rano z łóżka z postanowieniem zgwałcenia dziecka czy
    zamordowania kogoś... I to rozróżnienie jest ważne, choćby ze
    względu na karanie i przeciwdziałanie takim aktom.


    > Nie - powiedzmy, że zły człowiek to człowiek, którego Ty
    nie lubisz, nie
    > cierpisz wręcz...

    A to ciekawe?...
    Nie lubię, bo?... Właśnie, dlaczego ja go/jej tak nie lubię? Ach,
    bo... to i tamto... Eee, to chyba nie o to chodzi. Może u źródła
    mojej niechęci do innych ludzi leży zawiść, a może to, czego w nich
    nie lubię, to moje własne wredne cechy...

    "Gdybyś poznał historię jego/jej życia, nie jest wykluczone, że
    zapłakałbyś nad jego/jej losem...", czy jakoś tak, słyszałem kiedyś
    od pewnego buddysty.

    Z drugiej strony - ja nie mam obowiązku zmuszać się do lubienia,
    ludzi, których nie lubię (miłuj bliźniego swego jak
    siebie.../nadstaw drugi policzek - są dla mnie zaproszeniem do
    hipokryzji albo ciągłego poczucia winy z powodu
    nieosiągalnego 'ideału') i wystarczy, że ich będę unikał. Nigdy
    jednak nie czułem potrzeby określać ich mianem 'złych'... Och,
    może klechy, ale też raczej 'perfidnymi' niż 'złymi' :)

    A do kursu (nie jestem żadnym nauczycielem, a tylko wolontariuszem)
    wrócę, jak mnie jakie natchnienie kopnie... Na razie czekam na
    kopa...


    Wszystkiego dobrego w Nowym, od stycznia do grudnia na razie, a
    potem zobaczymy... :)

  • kamfora 09.01.10, 09:12
    chickenshorts napisał:

    > Czy Twoim zdaniem matka, która kradnie ziemniaki z cudzego pola,
    > żeby nakarmić głodujące dzieci, bo nie ma innej możliwości zdobycia
    > pożywienia, nie zasługuje na takie usprawiedliwienie?

    Czy jako właściciel tego pola - chciałbyś, by ta matka po kryjomu kradła
    ziemniaki, czy wolałbyś, żeby przyszła do Ciebie i o te ziemniaki poprosiła?
    A może wolałbyś, żeby to pole należało do kogoś innego, a Ty (w ramach pomocy
    dla tych głodujących dzieci) w jakąś księżycową jasną noc wykopałbyś wszystkie
    ziemniaki na tym polu, by mieli co jeść
    aż do wiosny?

    > To może mówmy o złych czynach popełnianych przez człowieka.

    No toż cały czas staram się właśnie o czynach...złych albo dobrych. Ok -
    przyznaję, że przykład może niezbyt fortunny z tym
    pedofilem czy wielokrotnym mordercą. Ale powiedz szczerze: czy za
    każdym razem, gdy wychodzi na jaw sprawa wykorzystywania dziecka
    przez ojca bądź konkubenta matki wywołując wielkie oburzenie społeczne - Ty
    bronisz tego człowieka mówiąc, że z pewnością jest chory?

    > Z drugiej strony - ja nie mam obowiązku zmuszać się do lubienia,
    > ludzi, których nie lubię

    Pewnie, że nie masz takiego obowiązku :-)
    I teraz myślę, że tytuł tego wątku byłby czytelniejszy, gdyby brzmiał: czy
    ludzie, których nie lubisz (do których czujesz niechęć okrutną) mają prawo
    postępować dobrze?
    Bo przecież są tacy ludzie: nieraz jest to tylko niechęć wewnętrzna, a nieraz
    (szczególnie, gdy osoby publiczne, np. politycy) niechęć do nich jest wyrażana
    otwarcie i w jakiś sposób uzasadniana.

    No tak. A w ogóle, to oczywiście ubolewam nad tym, że nie starcza mi intelektu,
    by zakładać błyskotliwe wątki i równie błyskotliwie prowadzić dyskusje, ale nie
    mam zamiaru wpadać z tego powodu w poczucie winy ;-) (Do wpadania w to poczucie
    mam inne powody)
    Impulsem do założenia tego wątku były słowa pewnego kaznodziei:
    Czy jesteś w stanie wewnętrznie zaakceptować, że Hitler będzie zbawiony?

    --
    :-))
    Ba.
  • chickenshorts 09.01.10, 18:37
    że Hitler będzie zbawiony?

    Tak.

    kamfora napisała:

    > Czy jako właściciel tego pola - chciałbyś (...) by mieli co jeść
    > aż do wiosny?

    Kamforo, przesuwasz drogowskazy... Pytanie brzmiało, czy są
    sytuacje, w których kradzież jest ok? Rozmawiamy o łamaniu zasad
    moralnych, a nie o altruizmie... Oczywiście, dobrze jest się
    zastanowić, co bym zrobił, dowiedziawszy się, że złodziejem moich
    pyr była matka głodującej rodziny... Ale o tym niżej, przy
    okazji 'bronienia chorych'...

    > Ale powiedz szczerze: czy za
    > każdym razem, gdy wychodzi na jaw sprawa wykorzystywania dziecka
    > przez ojca bądź konkubenta matki wywołując wielkie oburzenie
    społeczne - Ty
    > bronisz tego człowieka mówiąc, że z pewnością jest chory?

    Nie. Szczerze! (Mówiąc o wykorzystywaniu dziecka, masz na myśli
    wykorzystywanie seksualne, rozumiem...) Kiedy mówiłem o chorobie,
    miałem na myśli pedofila, czyli kogoś nie radzącego sobie ze
    swoim 'przymusem'...
    Po pierwsze, stwierdzenie choroby (i to jest ważne) nie jest
    obroną, ale stwierdzeniem rzeczywistego stanu rzeczy. Takich
    osobników należy leczyć, a nie karać. Jeśli nie istnieje skuteczna
    terapia - należy zrobić wszystko, żeby nie dopuścić do wypadku,
    łącznie z przymusową separacją osobnika (bezpieczeństwo/dobro
    dziecka jest ważniejsze niż 'dobro' sprawcy mimo, jego bycia ofiarą
    choroby) Wyobraź sobie karanie ofiary Zespołu Tourette'a, za każdym
    razem kiedy zaklnie...

    > > Z drugiej strony - ja nie mam obowiązku zmuszać się do lubienia,
    > > ludzi, których nie lubię
    >
    > Pewnie, że nie masz takiego obowiązku :-)
    > I teraz myślę, że tytuł tego wątku byłby czytelniejszy, gdyby
    brzmiał: czy
    > ludzie, których nie lubisz (do których czujesz niechęć okrutną)
    mają prawo
    > postępować dobrze?

    Przyznam, że dla mnie pytanie dziwne i wcale nie takie czytelne. A
    w jaki sposób moja do nich niechęć odbiera im prawo do postępowania
    dobrze?
    Chy-ba... że chodzi Ci o to, czy stać mnie/nas na oddanie
    sprawiedliwości tzw. złoczyńcom i przyznanie, że postąpili dobrze,
    gdy dobrze postąpili?... Uff...


    > Impulsem do założenia tego wątku były słowa pewnego kaznodziei:
    > Czy jesteś w stanie wewnętrznie zaakceptować, że Hitler będzie
    zbawiony?


    Hitler był ofiarą ojca alkoholika, który go prał jak psa, i
    nadopiekuńczej pobożnej katoliczki matki. Był to człowiek z
    poważnymi zaburzeniami osobowości... Nie chciałbym z nim mieszkać
    pod jednym dachem, ale też nie skazałbym go na 'wieczne męki'... (To
    taka figura stylistyczna - piekło to nie miejsce do którego
    trafiamy za grzechy, ale raczej stan usmysłu, ktory kreujemy przez
    nasze 'grzechy', uważam.)

    A teraz naprawdę poważnie!
    Odróżniam te fotelowo-kawiarniane dywagacje na temat etyki i
    zachowań moralnych od autentycznych życiowych sytuacji... Chcę przez
    to powiedzieć, że na pytanie co bym zrobił, gdyby... uczciwa
    odpowiedź brzmić musi - nie wiem, choć mam nadzieję, że stać byłoby
    mnie na właściwe/moralne/godne zachowanie/reakcję... Za stary
    jestem, i zbyt doświadczony, żeby się łudzić i wierzyć w anioła w
    sobie, a z drugiej strony - wiem jak cieniutka jest ta cywilizacyjna
    powłoczka, co pokazują nam różne wydarzenia, jak choćby zachowanie
    ludzi w obozach, czy kilka lat temu, podczas huraganu Katrina...
  • kamfora 10.01.10, 09:22
    chickenshorts napisał:

    > Kamforo, przesuwasz drogowskazy... Pytanie brzmiało, czy są
    > sytuacje, w których kradzież jest ok? Rozmawiamy o łamaniu zasad
    > moralnych, a nie o altruizmie...

    Ok. Pozwólmy tej matce, która karmić musi swoje głodujące dzieci kradzionymi z
    pola kartoflami, wrócić do swojej epoki.

    Czy byłbyś w stanie odpowiedzieć na pytanie, kiedy (w jakiej sytuacji) Ty
    czułbyś się uprawniony(moralnie) do kradzieży?
    Nie: gdybyś żył trzy wieki temu - ale dzisiaj, w XXI wieku?

    > Przyznam, że dla mnie pytanie dziwne i wcale nie takie czytelne. A
    > w jaki sposób moja do nich niechęć odbiera im prawo do postępowania
    > dobrze?

    Chodzi mi o Twoje odczucie. A także o (o czym wspominał Witekjs)
    powinność rezygnacji z oferty pomocy takich ludzi
    (czyli de facto odebraniu im w pewien sposób możliwości/prawa postąpienia dobrze )

    > Chy-ba... że chodzi Ci o to, czy stać mnie/nas na oddanie
    > sprawiedliwości tzw. złoczyńcom i przyznanie, że postąpili dobrze,
    > gdy dobrze postąpili?... Uff...

    To też...:-)

    > Odróżniam te fotelowo-kawiarniane dywagacje na temat etyki i
    > zachowań moralnych od autentycznych życiowych sytuacji... Chcę
    > przez to powiedzieć, że na pytanie co bym zrobił, gdyby...
    > uczciwa odpowiedź brzmić musi - nie wiem, choć mam nadzieję,
    > że stać byłoby
    > mnie na właściwe/moralne/godne zachowanie/reakcję...

    To oczywiste, że człowiek nie wie, jak się zachowa w jakiejś sytuacji - wie
    jedynie, jak należy/jak chciałby się w danej sytuacji zachować.
    I mnie cały czas chodzi o to: jak należy i dlaczego właśnie tak?
    Z dodatkowym zastrzeżeniem (na tym forum), by nie opierać tego
    uzasadnienie na Bogu.

    > (To taka figura stylistyczna - piekło to nie miejsce do którego
    > trafiamy za grzechy, ale raczej stan usmysłu, ktory kreujemy przez
    > nasze 'grzechy', uważam.

    Cieszę się, że jesteśmy zgodni, co do istoty rzeczy :-)

    --
    :-))
    Ba.
  • witekjs 10.01.10, 11:35
    Czy "złoczyńca", "człowiek niegodny" - niegodziwiec może postąpić godnie? Może.
    Robi to w relacjach, na których mu zależy.
    Chętnie pożyczy ci trochę soli, herbaty, a nawet da ci papier do drukarki.
    Tyle tylko, że nie zwracałbym się do niego o pomoc.
    Gdyby moim sąsiadem był sadysta, klawisz z kaźni ubeckiej lub NKWD który wraca
    do domu po ciężkim dniu pracy "manicurzysty", lub po oddaniu 200 strzałów,
    unikałbym go, jak morowego powietrza.
    Gdyby nim był zakłamany polityk lub komentator którego nie jestem w stanie
    słuchać i czytać, słynny Pan Tomek - "człowiek roku", nie prosiłbym ich o nic i
    nigdy.
    Oczywiście każdemu pomógłbym, gdyby mojej pomocy potrzebowali.

    Witek
  • kamfora 10.01.10, 15:11
    witekjs napisał:

    > Gdyby nim był zakłamany polityk lub komentator którego nie
    > jestem w stanie słuchać i czytać, słynny Pan Tomek
    > - "człowiek roku", nie prosiłbym ich o nic i nigdy.
    > Oczywiście każdemu pomógłbym, gdyby mojej pomocy potrzebowali.

    Właśnie to, to powinno być napisane w pierwszym poście wątku.
    Bo tak się składa, że czuję mniej więcej to samo, co Ty.
    I wiem, że sporo ludzi również podpisałoby się pod Twoim wpisem.

    Zastanawiam się:
    Czy byłabym w stanie zrezygnować z pomocy niegodziwca
    gdyby od tego zależało moje życie? Życie moich bliskich?
    Jeśli tak - to ...a jeśli nie? Gdzie w takim razie wytyczyć granicę:
    dotąd korzystanie z twojej, niegodziwcze, pomocy jest be, a od tego miejsca
    cacy? (Kamfora uczyni ci tę łaskę, i da się uratować, chociaż się brzydzi...)

    A gdyby niegodziwi potrzebowali mojej pomocy? I odrzucili ją,
    bo z ich punktu widzenia to ja jestem niegodziwa...?

    --
    :-))
    Ba.
  • witekjs 10.01.10, 16:05
    kamfora napisała:
    > Zastanawiam się:
    > Czy byłabym w stanie zrezygnować z pomocy niegodziwca
    > gdyby od tego zależało moje życie? Życie moich bliskich?
    > Jeśli tak - to ...a jeśli nie? Gdzie w takim razie wytyczyć granicę:
    > dotąd korzystanie z twojej, niegodziwcze, pomocy jest be, a od tego miejsca
    > cacy? (Kamfora uczyni ci tę łaskę, i da się uratować, chociaż się brzydz
    > i...)
    >

    Napisałem już powyżej:
    "Nie zastanawiasz się nad tym, kto podaje ci rękę gdy toniesz".
    Dotyczy to również moich bliskich.
    Nie możesz w takich sytuacjach myśleć o braku konsekwencji i nie jest to hipokryzja.
    Głównie z literatury wiem, że człowiek w sytuacjach skrajnego zagrożenia życia,
    pohańbienia, cierpień, szczególnie osób bliskich jest gotów, na niezwykłe
    odstępstwa od swoich zasad.


    > A gdyby niegodziwi potrzebowali mojej pomocy? I odrzucili ją,
    > bo z ich punktu widzenia to ja jestem niegodziwa...?
    >

    Myślę, że mógłbym się tego spodziewać.
  • kamfora 10.01.10, 22:14
    witekjs napisał:

    > Napisałem już powyżej:
    > "Nie zastanawiasz się nad tym, kto podaje ci rękę gdy toniesz".
    > Dotyczy to również moich bliskich.
    > Nie możesz w takich sytuacjach myśleć o braku konsekwencji
    > i nie jest to hipokryzja.

    Droga przez miasto zajęła mi dzisiaj trzy razy tyle czasu, niż zazwyczaj
    (oczywiście z powodu niespodziewanego ataku zimy w zimie)
    Myślałam sobie o tych niegodziwcach, i o postawie, która nie dopuszcza
    możliwości przyjęcia od nich pomocy (za wyjątkiem sytuacji skrajnych). Czy taka
    postawa jest charakterystyczna dla wszystkich ludzi, czy tylko dla określonego
    typu?
    Bo jeśli dla określonego typu - to może taka postawa jest przyczyną
    rozpadów małżeństw? Wystarczy przecież za niegodziwca
    mieć współmałżonka, który dopuścił się jakiegoś niegodnego czynu...

    (Jeszcze chwila, a uwierzę, że znalazłam klucz do mojej życiowej porażki ;-)
    --
    :-))
    Ba.
  • scand 13.01.10, 10:30
    > to może taka postawa jest przyczyną
    > rozpadów małżeństw ?

    Główną obecnie przyczyną rozpadu małżeństw jest podgrzanie przez
    ogień konsumpcjonizmu społecznej tkanki, tak że przechodzi ona w
    stan bardziej gazowy, gdzie słabsze wiązania cząsteczkowe pękają..
  • witekjs 14.01.10, 01:40
    Mam nadzieję, że nie pretendujesz do tego aby być chemikiem, rozmawiającym o
    filozofii...
  • scand 14.01.10, 10:11
    Chemicy wykluczeni z dyskursu ?
  • witekjs 14.01.10, 10:20
    W żadnym wypadku nie można ich wykluczać. Stanisław Tym studiował chemię. Ja się
    tylko trochę obawiam, bo nigdy nie byłem najlepszy z chemii.
  • scand 14.01.10, 11:51
    Dawno temu produkowałem amatorskie fajerwerki, który głownym
    składnikiem była saletra potasowa - doszedłem w tym do pewnej
    biegłości..
  • chickenshorts 10.01.10, 19:03
    kamfora napisała:

    > Czy byłbyś w stanie odpowiedzieć na pytanie, kiedy (w jakiej
    sytuacji) Ty czułbyś się uprawniony(moralnie) do kradzieży?
    > (...) dzisiaj, w XXI wieku?

    To proste, bo takiej nawet się byłem dopuściłem, i to nie tak
    dawno... Chodzi o 'prawa autorskie', w istocie będące w łapach
    właścicieli, czyli na przykład korporacji w stylu Science czy
    Nature, gdzie za prawo do tłumaczenia i skromnego rozpowszechnienia
    każą sobie słono płacić. Zdobycze nauki i kultury powinny być
    ogólnodostępne. Albo restrykcje mniej absolutne.

    > To oczywiste, że człowiek nie wie, jak się zachowa w jakiejś
    sytuacji - wie
    > jedynie, jak należy/jak chciałby się w danej sytuacji zachować.
    > I mnie cały czas chodzi o to: jak należy i dlaczego właśnie
    tak
    ?

    Obecnie jest tendencja traktowania ludzi jako 'byty samostanowiące'
    i mówi się coraz częściej o etyce autentyczności (termin
    chyba Charlesa Taylora), kiedy mówi się o post-pro-oświeceniowej
    cywilizacji zachodniej. I ta 'etyka autentyczności' pozwala
    mi, 'istocie samostanowiącej' decydować o tym jak chcę żyć, bez
    oglądania się na innych, także w sferze moralnej...

    OK. Któtka odpowiedź - należy (bo tak się chce) zachowywać się tak,
    żeby nie mieć do siebie pretensji, nie żałować... a dlatego tak, bo
    to zapewnia mi stan wewnętrznego spokoju/ ładu/ zadowolenia/
    przyjemności... Zawsze czułem słabość do Epikura i wygląda na to, że
    jego etyka wraca i cieszy się znów należnym jej respektem.

    > Z dodatkowym zastrzeżeniem (na tym forum), by nie opierać tego
    > uzasadnienie na Bogu.

    Pełen respekt!


  • kamfora 10.01.10, 22:01
    chickenshorts napisał:

    > Zdobycze nauki i kultury powinny być ogólnodostępne.

    Kto powinien zapłacić za ich udostępnianie/ochronę przed zniszczeniem?

    > OK. Któtka odpowiedź - należy (bo tak się chce) zachowywać się tak,
    > żeby nie mieć do siebie pretensji, nie żałować... a dlatego tak, bo
    > to zapewnia mi stan wewnętrznego spokoju/ ładu/ zadowolenia/
    > przyjemności...

    Tylko...czy taka odpowiedź udzielona młodym ludziom na ewentualnych lekcjach
    etyki może zapewnić pożądany skutek?
    --
    :-))
    Ba.
  • witekjs 10.01.10, 22:25
    kamfora napisała:


    > > OK. Któtka odpowiedź - należy (bo tak się chce) zachowywać się tak,
    > > żeby nie mieć do siebie pretensji, nie żałować... a dlatego tak, bo
    > > to zapewnia mi stan wewnętrznego spokoju/ ładu/ zadowolenia/
    > > przyjemności...
    >
    > Tylko...czy taka odpowiedź udzielona młodym ludziom na ewentualnych lekcjach
    > etyki może zapewnić pożądany skutek?

    Myślę, że może zapewnić skutek. Chickenshorts nieznacznie rozszerzył słynne,
    ulubione przeze mnie powiedzenie dr Stanisława Słonimskiego, Ojca Antoniego -
    "Kiedy nie wiesz, jak się zachować, zachowaj się przyzwoicie".

    Witek



    krakow.gazeta.pl/krakow/1,42699,2387092.html
  • chickenshorts 11.01.10, 21:57
    kamfora napisała:

    > Kto powinien zapłacić za ich udostępnianie/ochronę przed
    zniszczeniem?

    tinyurl.com/yhqeb3u


    > Tylko...czy taka odpowiedź udzielona młodym ludziom na
    ewentualnych lekcjach
    > etyki może zapewnić pożądany skutek?

    A jaki jest ten 'pożądany skutek'? Myślałem, że pomoc w
    uświadomieniu im, iż będą żyć własnym życiem, pod laserowym
    światłem własnych sumień i rozliczać z tego przed trybunałem
    własnych umysłów... Bezpieczne czasy światłych przewodników minęły.
  • kamfora 11.01.10, 23:31
    chickenshorts napisał:

    > tinyurl.com/yhqeb3u

    No tak...podobne forum.
    To co? Ciągniemy tu dalej, czy zamykamy? Tam zdaje się więcej siewców
    wiatru
    , to i debaty burzliw(sz)e się zapowiadają :-))


    > A jaki jest ten 'pożądany skutek'? Myślałem, że pomoc w
    > uświadomieniu im, iż będą żyć własnym życiem, pod laserowym
    > światłem własnych sumień i rozliczać z tego przed trybunałem
    > własnych umysłów... Bezpieczne czasy światłych przewodników minęły.

    No właśnie...te lekcje etyki to powinny być bardziej
    ukierunkowane na indywidualnego człowieka czy na społeczeństwo?

    --
    :-))
    Ba.
  • chickenshorts 12.01.10, 07:52
    kamfora napisała:

    > No tak...podobne forum.

    Twoje było wcześniej. Tamto powstało w wyniku zamieszania na KiR-ze.

    > To co? Ciągniemy tu dalej, czy zamykamy? Tam zdaje się więcej
    siewców
    > wiatru
    , to i debaty burzliw(sz)e się zapowiadają :-))

    Może... Ale taka oaza, jak ta, jest też potrzebna.


    > No właśnie...te lekcje etyki to powinny być bardziej
    > ukierunkowane na indywidualnego człowieka czy na społeczeństwo?

    Człowieka! Społeczeństwo to zbiór ludzi (człowieków) i tegoż
    prowadzenie się określają normy społeczne i prawo. Ja, na przykład,
    nie czuję moralnego angstu, choć wiem, że jakieś tam prawo złamałem
    z tym tłumaczeniem i 'powieszeniem' tekstu na forum...

    Czy, dajmy na to, immunitet dla polityków nie jest czymś etycznie
    wątpliwym?
  • kamfora 12.01.10, 13:49
    chickenshorts napisał:

    > Czy, dajmy na to, immunitet dla polityków nie jest czymś etycznie
    > wątpliwym?

    To może na początek dobrze byłoby ustalić, czy słowo etyka
    będziemy używać zamiennie do moralność, czy też potraktujemy odrębnie te
    dwa pojęcia?
    --
    :-))
    Ba.
  • witekjs 13.01.10, 08:02
    > To może na początek dobrze byłoby ustalić, czy słowo etyka
    > będziemy używać zamiennie do moralność, czy też potraktujemy odrębnie te
    > dwa pojęcia?
    Skaranie boskie z Twoimi pytaniami ? ;)
    Z samego rana, pilnie musiałem znaleźć odpowiedź dotycząca wszystkich różnic
    między tymi pojęciami.
    Szczęście, że od niedawna można już znaleźć coraz pełniejsze, z piśmiennictwem
    opracowania, również w Wikipedii.

    "Źródłami pochodzenia zasad moralnych i ich sensem zajmuje się nauka
    filozoficzna zwana etyką. Nie należy jednak mylić etyki z moralnością". Wikipedia
    pl.wikipedia.org/wiki/Moralno%C5%9B%C4%87
    Dla takich, jak ja niedzielnych filozofów spotkania z Wami to duża radość, nawet
    o takich godzinach, przed pracą.

    Pozdrawiam Was serdecznie. Witek

  • scand 13.01.10, 12:54
    > Dla takich, jak ja niedzielnych filozofów spotkania z Wami to duża
    radość, ..

    "Niedzelny filozof" - podoba mi się takie określenie - to taki co
    filozofuje w niedzielę. Do przykazania "Pamiętaj abyś dzień święty
    święcił" możnaby dziś dodać - "Pamiętaj abyś w dzień filozoficzny (
    wybrany w tygodniu, może być niedziela) filozofował" :)

    Pozdrawiam w Nowym Roku :)
  • witekjs 14.01.10, 22:33
    cand napisał:

    > > Dla takich, jak ja niedzielnych filozofów spotkania z Wami to duża
    > radość, ..
    >
    > "Niedzelny filozof" - podoba mi się takie określenie - to taki co
    > filozofuje w niedzielę. Do przykazania "Pamiętaj abyś dzień święty
    > święcił" możnaby dziś dodać - "Pamiętaj abyś w dzień filozoficzny (
    > wybrany w tygodniu, może być niedziela) filozofował" :)
    >
    > Pozdrawiam w Nowym Roku :

    Myślę, że niemało z nas dzięki tym niedzielnym filozofowaniom, spotkaniom z
    Wami naczytało się wielu ciekawych rzeczy w swoich bibliotekach i w google też.
    Nasza Ba. zawsze zadaje wspaniałe pytania, a inni odpowiadając inspirują do
    poszukiwań.
    Pozdrawiam również w Nowym Roku.
    Witek
  • witekjs 08.01.10, 22:27
    Witaj chickenshorts.
    Poruszyłeś bardzo ważną sprawę, już wiadomo,że na 'wielokrotnego mordercę' i
    'pedofila' można spojrzeć jak na człowieka, który może mieć różnego rodzaju
    problemy, również organiczne, genetyczne i środowiskowe .
    Czyli "człowiek zły" nierzadko jest kimś, kto nie zdaje sobie z tego sprawy...
    Poza tym istnieje nie mała rzesza ludzi określanych kiedyś, jako psychopaci.
  • gat45 15.01.10, 08:48
    zasługuje z mojej strony na wdzięczność. Bywają przypadki, kiedy nie
    mam ochoty czegokolwiek zawdzięczać jakiejś osobie i wtedy rezygnuję
    z jej pomocy. Osoba nie musi być dogłębnie zła, a nawet wcale nie
    musi być zła - wystarczy, że nie jest mi sympatyczna.

    Ale może znowu przyziemnie spłaszczam temat ?
  • kicho_nor 15.01.10, 12:23
    Gat 45
    Chciałbym ci dzisiaj ofiarować willę i jacht na Bermudach
    Ale pewnie nie przyjmiesz, bo wiem że jestem dzisiaj
    mało sympatyczny
  • trebald 15.01.10, 13:05

    Magia ilości... czyż nie wpływa w cudowny sposób na jakość?
  • gat45 15.01.10, 18:27
    kicho_nor napisał:

    > Gat 45
    > Chciałbym ci dzisiaj ofiarować willę i jacht na Bermudach
    > Ale pewnie nie przyjmiesz, bo wiem że jestem dzisiaj
    > mało sympatyczny

    Zmień lokalizację (wolę chłodne klimaty) i dodaj konto bankowe z
    kwotą, która umożliwi mi utrzymanie takiej posiadłości przez minimum
    30 lat - może zacznę się zastanawiać. Jak powszechnie wiadomo, każda
    cnota ma swoją cenę. Moja jest dość kosztowna, ale oczywiście nie
    absolutnie niedostępna.

    No to jak ? Szukamy czegoś odpowiedniego w północnej Szkocji ?
  • kamfora 15.01.10, 19:21
    gat45 napisała:

    > Bywają przypadki, kiedy nie mam ochoty czegokolwiek zawdzięczać
    > jakiejś osobie i wtedy rezygnuję
    > z jej pomocy. Osoba nie musi być dogłębnie zła, a nawet wcale
    > nie musi być zła - wystarczy, że nie jest mi sympatyczna.

    No i to mnie intryguje: skąd w nas, ludziach, różnicowanie
    dobra ze względu na nasz stosunek do ewentualnego dobroczyńcy?
    Dlaczego nie chcemy pomocy od kogoś, kogo Witek określił niegodziwym, Ty
    niesympatycznym, a ja :złym człowiekiem? Dlaczego nie mamy
    ochoty takim ludziom czegokolwiek zawdzięczać?


    --
    :-))
    Ba.
  • witekjs 15.01.10, 19:56
    My nie chcemy mieć z nimi do czynienia.
    Gdyby okazało się, że potrafią być "dobrzy", "sympatyczni", wrażliwi
    musielibyśmy zastanawiać nad nimi, być może zrozumieć...
    Takie sytuacje bywają w gabinecie lekarskim. Tam jednak włącza się jakiś
    guziczek i widzisz w nim jedynie cierpiącego człowieka potrzebującego pomocy.
  • kamfora 15.01.10, 20:00
    ...z dzieciństwa (to wtedy odbywało się to wdrukowywanie
    różnych rzeczy ;-)
    Babcia opowiadała, że w czasach jej dzieciństwa (czyli
    pod koniec dziewiętnastego wieku) największą karą, jaka
    spotykała kogoś, było wykluczenie go
    ze wspólnej pracy w polu. Nie był wykluczany od wspólnej
    miski
    , tylko właśnie, jak to Babcia określała,
    wyrzucano go z pola. Dziwiłam się okrutnie, bo dla
    mnie wtedy wydawało się to raczej swoistą nagrodą, niż karą,
    ale Babcia nie miała w zwyczaju tłumaczyć oczywistych
    - w jej mniemaniu - oczywistości :-))

    --
    :-))
    Ba.
  • witekjs 15.01.10, 20:15
    Babcia przedstawiła Ci przykład środowiskowego ostracyzmu.
    Zabójczego w wielu społecznościach do tej pory.
  • ave.duce 08.01.10, 20:50
    --
    Tylko mali ludzie biją się o prestiż. Wielcy go mają >
    Karel Capek > Forum ze Dworum >
    Freedom
  • zbigniew31 09.01.10, 21:48


    Czy poszukując kanonu 'piękna' transcendentnego
    człowiek przekroczyć może walor użytkowy ?

    tak mi kojarzy się ten dylemat ...
  • abmiros 10.01.10, 03:03
    zbigniew31 napisał:
    >
    > Czy poszukując kanonu 'piękna' transcendentnego
    > człowiek przekroczyć może walor użytkowy ?
    >
    > tak mi kojarzy się ten dylemat ...

    "Piekno" - doznania zmyslowe emitowane przez nadawce do odbiorcow
    aby przyniosly mu od odbiorcow dobro.
  • zbigniew31 10.01.10, 15:08
    abmiros napisał:

    > "Piekno" - doznania zmyslowe emitowane przez nadawce do odbiorcow
    > aby przyniosly mu od odbiorcow dobro.

    Poszedłeś Abmirosie w stronę 'obrzydliwej' premedytacji ..)
    ja miałem na myśli trochę inną interpretację ;
    mianowicie fakt , że nie sposób orzekać o 'pięknie' czegoś jeśli to nie wywołuje doznania - zatem jest unikatowo/osobiście używane . Osobiste i unikalne doznanie nie daje podstawy ani pewności aby określić tylko na tej podstawie kategorię ogólną/wykraczającą poza osobistość/transcendentną .

    W opisywanym przez Ciebie przypadku , aby premedytacja była skuteczna musi posłużyć się kanonem ogólnym piękna , dobra . Zatem przyjmuje zewnętrzny dyktat , koncept ogólny(może go nawet nie rozumieć) - z premedytacją przekracza więc siebie ... sam nie wiem , czy jest aż tak obrzydliwa ?

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka