Dodaj do ulubionych

gdyby ktoś mnie pytał o zdanie...

18.01.10, 23:30
...jaką lekturę warto byłoby omawiać na lekcjach etyki,
to właściwie bez wahania wskazałabym
"Podręcznik mądrości tego świata" autorstwa Józefa Bocheńskiego.
Kto nie czytał(albo chciałby sobie przypomnieć)- tu jest pełen
tekst:

www.scribd.com/doc/3764774/J-M-Bocheski-Porcznik-mdroci-tego-wiata

Poniżej przedmowa do podręcznika napisana przez Autora.

*****************************************************************

Zestawiłem w tym podręczniku niektóre przykazania mądrości,
których nauczyłem się w ciągu mojego długiego
życia od dawnych mędrców.
Chodzi o wybór z bardzo
obszernej klasy takich przykazań.
Uwzględniłem w nim
tylko nakazy ogólne, z pominięciem tych,
które stosują się
do szczególnych okoliczności, na przykład do handlu, miłości, polityki lub
wojny.
Na podkreślenie zasługuje także
nieuwzględnienie licznych przykazań
obowiązujących ludzi na kierujących stanowiskach.
Literatura pełna jest opracowań tego rodzaju, nie mówiąc
już o systemach moralności, które z reguły zawierają wiele
materiału mądrościowego, starczy przypomnieć zbiory
przysłów, fakt, że w samej Biblii
znajdujemy kilka ksiąg
„mądrościowych", że piśmiennictwo ascetyczne wielkich
religii roi się od podobnych tekstów i wymienić choćby
Cycerona, Epikteta, Marka Aureliusza, La Fontaine'a i Kiplinga,
aby zdać sobie sprawę ile wysiłku włożono w dziejach naszej cywilizacji (a
gdzie indziej bywało podobnie) w
opracowanie
zasad mądrości. Dzisiaj ten wysiłek jest kontynuowany przez co najmniej pół
tuzina dyscyplin naukowych i technologicznych.
Porywanie się na oryginalność byłoby w tych warunkach
zaiste
dziwnym nieporozumieniem. Co tutaj podaję, to więc
nie moje odkrycia, ale myśli mędrców. Za przykładem
Wittgensteina
nie cytuję tedy w zasadzie nikogo wyjąwszy
może tu i ówdzie
poetę, któremu zawdzięczam szczególnie
piękny zwrot.
Wypada jednak powiedzieć, że źródła z
których przede wszystkim
czerpałem są starogreckie: Arystoteles, Stoa, Epikur.

To wyznanie nasuwa problem:
Czy mądrość tak jednostronnie grecka może rościć sobie prawo do powszechności?

Wielu współczesnych, hołdujących popularnemu dziś pluralizmowi, zaprzeczy
temu. Ja bym jednak powiedział, że
jeśli „mądrością" nazwiemy także moralność religijną, czyli,
jak ja ją nazywam „bogobojnosć", to referowane tutaj stanowisko oczywiście
nie jest jedyną mądrością. Jeśli natomiast
odróżnimy mądrość
od bogobojności, to skłonny jestem
odrzucić wspomniany pluralizm jako fałsz. Wydaje mi się, że
człowiek jest, jeśli chodzi
o zasadnicze cechy i potrzeby,
wszędzie taki sam,
i że właśnie mędrcy greccy te cechy i
potrzeby najlepiej zrozumieli.

Można by też zapytać po co napisałem ten podręcznik i
dlaczego go ogłaszam. Otóż napisałem go najpierw dla
siebie. Chciałem wiedzieć czym jest mądrość, a znane mi
klasyczne wykłady mnie nie zadowalały. Są zwykle
niesystematyczne, co jest zrozumiałe, jako że są przeważnie
dziełem proroków lub literatów, nie naukowców.
Następnie, z niektórymi chwalebnymi wyjątkami (Epiktet!) są
rozwlekłe. Wreszcie znajduję w nich z reguły pomieszanie
mądrości
z moralnością i etyką.
Ogłaszając rzecz o mądrości narażam się na zarzut, że uczę
bezecności i psuję młodzież.
Mądrość, o której tu jest mowa,
wielce różni się, w rzeczy samej,
od tradycyjnej moralności
i od chrześcijańskiej bogobojności. Odpowiem, że (pomijając fakt, iż wiele
przykazań mądrości znajdujemy w moralności tradycyjnej) chodzi tu o mądrość
tego świata, filozoficzną, o której święty Paweł powiedział (I Kor. 1, 20),
że:
„Chrystus uczynił ją głupią", i że odwrotnie, nauka chrześcijańska jest
głupotą w oczach pogan (tamże w. 18). Jeśli
o
mnie chodzi, jestem chrześcijaninem, więc przyznaję się do
ewangelicznej głupoty i bynajmniej nie zamierzam zalecać

mądrości tego świata.
Ale jeśli tak jest, to dlaczego ogłaszam tę książkę?
Dlatego,
że z faktu, iż się jest wyznawcą jednej wiary, nie wynika, by
nie należało znać innych. Przeciwnie: kto odrzuca jakiś
pogląd, powinien wiedzieć co odrzuca, czym ten pogląd jest
i nie żywić złudzeń co do znaczenia wyboru jakiego dokonał. Otóż wydaje mi
się, że zbyt wielu chrześcijan robi sobie
iluzje właśnie w tej sprawie
i żyje według zasady: „i wilk
syty i owca cała".
Chciałem sprowokować ich do myślenia.
Taka prowokacja należy do podstawowych zadań filozofa.
Książeczka, którą oto oddaję w ręce czytelnika jest książeczką prowokacyjną.
Skądinąd spotkam się może
z zarzutem, że chcę uchodzić
za mędrca.
Mnie ten zarzut zagraża tym bardziej, że paru
przyjaciół raczyło
w swej dobroci nadać mi ten tytuł. Otóż
chciałbym łaskawego czytelnika zapewnić, że mędrcem nie
jestem i nie chcę za mędrca uchodzić. Nie jestem mędrcem.
U końca mojego życia widzę jaśniej
niż dawniej, jak często
i ciężko grzeszyłem przeciw przykazaniom mądrości tego
świata, choćby przez to, że starałem się
być wierny Ewangelii. Nie pragnę też, aby mnie uważano za mędrca, nie
tylko dlatego, że byłby to błąd, ale także dlatego, że stosuję
pilnie przykazanie (10.3),
a więc to, co inni o mnie myślą jest
mi najzupełniej obojętne.

Pojęcie mądrości jest tak mało znane, że wydało się wskazanym
dodać do właściwego podręcznika (rozdziały A i B)
parę uwag
o różnicy między moralnością, etyką, mądrością
i bogobojnością (rozdział C)
Tekst przedłożyłem przed oddaniem
do druku kilkunastu
osobom z prośbą o uwagi krytyczne.
Pragnę im wszystkim
podziękować, w szczególności
pani prof. A.T. Tymienieckiej (Boston Mass.), panom profesorom
L. Kojowi (Lublin
UMCS) Wł. Stróżewskiemu (UJ) ks. T Styczniowi (KUL),
członkom mojego seminarium polskiego we Fryburgu i
mojemu bratu Aleksandrowi (autorowi „Dziejów głupoty w
Polsce").
Aczkolwiek z ich uwag skorzystałem, chcę podkreślić, że nikt spośród nich nie
ponosi odpowiedzialności za
mój tekst.


Józef M. Bocheński

*******************************************************************
--
:-))
Ba.
Edytor zaawansowany
  • chickenshorts 27.01.10, 18:55
    kamfora napisała:

    > ...jaką lekturę warto byłoby omawiać na lekcjach etyki,
    > to właściwie bez wahania wskazałabym
    > "Podręcznik mądrości tego świata" autorstwa Józefa Bocheńskiego.

    A dlaczego tę właśnie książkę?

    Bo jeśli przedmowa do książki ma być jej rekomendacją (tym samym
    odpowiedzią na postawione wyżej pytanie), to we mnie budzi co
    najmniej mieszane uczucia to coś na rodzaj autorskiego credo:

    > Mądrość, o której tu jest mowa,
    > wielce różni się, w rzeczy samej,
    > od tradycyjnej moralności
    > i od chrześcijańskiej bogobojności. Odpowiem, że (pomijając fakt,
    iż wiele
    > przykazań mądrości znajdujemy w moralności tradycyjnej) chodzi tu
    o mądrość
    > tego świata, filozoficzną, o której święty Paweł powiedział (I
    Kor. 1, 20),
    > że:
    > „Chrystus uczynił ją głupią", i że odwrotnie, nauka
    chrześcijańska jest
    > głupotą w oczach pogan (tamże w. 18). Jeśli
    > o
    > mnie chodzi, jestem chrześcijaninem, więc przyznaję się do
    > ewangelicznej głupoty i bynajmniej nie zamierzam zalecać
    > mądrości tego świata.
    > Ale jeśli tak jest, to dlaczego ogłaszam tę książkę?
    > Dlatego,
    > że z faktu, iż się jest wyznawcą jednej wiary, nie wynika, by
    > nie należało znać innych. Przeciwnie: kto odrzuca jakiś
    > pogląd, powinien wiedzieć co odrzuca, czym ten pogląd jest
    > i nie żywić złudzeń co do znaczenia wyboru jakiego dokonał. Otóż
    wydaje mi
    > się, że zbyt wielu chrześcijan robi sobie
    > iluzje właśnie w tej sprawie
    > i żyje według zasady: „i wilk
    > syty i owca cała".

    > Chciałem sprowokować ich do myślenia.

    Czyżby?

    > Taka prowokacja należy do podstawowych zadań filozofa.

    Filozof (i, gwoli ścisłości, wypada dodać: 'zawodowy'
    chrześcijanin, czyli klecha), który we wstępie deklaruje swój
    stosunek do 'mądrości tego świata' - "nie zamierzam zalecać
    mądrości tego świata
    " - no, bo przecież jest to w oczach
    Boga 'głupstwo', jakoś nie rozpala mojej czytelniczej wyobraźni...

  • kamfora 28.01.10, 20:09
    chickenshorts napisał:

    > Filozof (i, gwoli ścisłości, wypada dodać: 'zawodowy'
    > chrześcijanin, czyli klecha), który we wstępie deklaruje swój
    > stosunek do 'mądrości tego świata' - "nie zamierzam zalecać
    > mądrości tego świata
    " - no, bo przecież jest to w oczach
    > Boga 'głupstwo', jakoś nie rozpala mojej czytelniczej wyobraźni...

    Ta książka jest takim wyciągiem/esencją tego, co greccy filozofowie wymyślili
    jako odpowiedź na pytanie: Jak żyć, by życie było długie i dobre?.
    Bocheński przedstawia to w punktach nazywając te punkty Przykazaniami
    mądrości
    .
    Jako (jak go określiłeś) zawodowy klecha nie powinien był jednak
    odpowiadać na powyższe pytanie, a na pytanie: Jak żyć, by po śmierci trafić
    do nieba?
    :-) Stąd jego zastrzeżenie, że bynajmniej nie zaleca.
    Wynikiem przemyśleń Autora jest interpretacja tych Przykazań mądrości i
    pokazanie różnic/podobieństw w stosunku do zasad chrześcijańskich.

    Ciekawa jestem Twoich refleksji na temat tej książki, ale jeśli
    główną przeszkodą w jej przeczytaniu jest fakt, że autor był
    dominikaninem - to oczywiście nie ma sensu, byś się do czytania zmuszał ;-)

    --
    :-))
    Ba.
  • chickenshorts 31.01.10, 12:55
    "Krótki filozoficzny słownik zabobonów"
    prof. ojciec Jozef Innocenty Maria Bochenski

    brrr!

    Jeśli zabobon to dostrzeganie związku przyczynowo-skutkowego tam,
    gdzie go nie ma, jak sugeruje Wiki, to najlepszym przykładem
    zabobonu będzie przekonanie, ba emocjonalna pewność... że pianie
    koguta budzi słońce i powoduje jego wzejście, albo - bardziej w
    poruszanym tu temacie – że słowo ‘profesor’ przed nazwiskiem autora
    gwarantuje lekturę wartą zachodu… To ostatnie to ten 'i Jeden'
    zabobon!

    Nie wierzycie? Oto próbka:

    KOBIETA.
    Wokół kobiet powstały dwa zabobony. Jeden z nich polega na tym,
    że uważa się ją za człowieka niższego rodzaju, czasem nawet (tak
    podobno w Koranie) za istotę pozbawioną duszy*. Drugi zabobon,
    przeciwny pierwszemu, uważa kobietę po prostu za mężczyznę i
    chciałby ją jak najbardziej do niego upodobnić. Pierwszy z tych
    zabobonów jest tak dalece sprzeczny z całym naszym doświadczeniem,
    że nie warto z nim nawet dyskutować. Kobieta jest całkiem oczywiście
    w pełni człowiekiem, obdarzonym w zasadzie tymi samymi władzami i
    możliwościami co mężczyzna. Co więcej, wydaje się, że natura ludzka
    osiąga swój szczyt właśnie w kobiecie, a mianowicie w tzw. matronie,
    tj. w kobiecie po klimakterium. Wówczas dzieje się coś, co wygląda
    na chęć wynagrodzenia kobiety za wszystko, co uczyniła dla gatunku w
    młodości: matrona jest rodzajem nadmężczyzny. Trzeba zupełnie nie
    znać historii i być ślepym na to, co się wokół nas dzieje, aby móc
    temu zaprzeczyć. Jedynym problemem, jaki się tu nasuwa, jest, jak
    było możliwe, by ludzie rozsądni przeczyli w ciągu długich wieków
    tej oczywistości i odmawiali kobiecie pełni człowieczeństwa.

    Drugi zabobon, to sprowadzanie kobiety do mężczyzny. Kobieta jest
    człowiekiem, ale nie jest mężczyzną - stanowi “drugą stronę"
    człowieczeństwa. Jej rola w życiu jest inna niż rola mężczyzny. Stąd
    domaganie się, by kobieta pełniła w społeczeństwie te same funkcje
    co mężczyzna jest zabobonem. Wypada stwierdzić, że kobieta jest /
    natury (wystarczy zwrócić uwagę na budowę jej ciała)
    przyporządkowana do dzieci, które są jej pierwszym i podstawowym
    powołaniem. Mniemanie, że młoda kobieta powinna się zajmować
    sprawami, które z natury rzeczy leżą poza jej głównym zadaniem, jest
    więc zabobonem. Społeczeństwa, które zmuszają kobiety np. do stałej
    pracy /arobkowej poza domem są prawdopodobnie skazane na zagładę.
    Ale sytuacja matrony jest zupełnie odmienna. Wydaje się, że jasne
    odróżnienie zadań młodej i starszej kobiety jest warunkiem
    przezwyciężenia tych zabobonów.

  • kamfora 31.01.10, 13:56
    chickenshorts napisał:

    > Nie wierzycie? Oto próbka:/.../

    A z czym konkretnie z tego cytowanego tekstu się nie zgadzasz?
    Co wzbudziło w Tobie taką odrazę, że gotów byłbyś odebrać
    profesorowi tytuł? ;-)

    --
    :-))
    Ba.
  • kamfora 31.01.10, 14:58
    ...Ty uważasz, że faktycznie kobieta to gorszy rodzaj człowieka
    i nie jest to zabobon według Ciebie?...

    A tak przy okazji: Bocheński w przedmowie wyraźnie napisał, jak
    definiuje zabobon. Więc jest co najmniej dziwne powoływanie się Twoje na
    Wiki...

    Bo wyrażenie “zabobon" ma jakby posmak czegoś magicznego: nazywa się
    przecież “zabobonnym" człowieka, który jest przekonany, że może coś uzyskać
    przez wypowiadanie tajemniczych słów, albo przez kłucie igłą lalki woskowej.
    Chodzi zatem zwykle o coś praktycznego, o rodzaj absurdalnej techniki. Natomiast
    wiele omówionych tutaj mniemań może nawet większość - ma charakter teoretyczny,
    nie praktyczny, a więc i nie magiczny.

    Jeśli mimo to używam tej nazwy, to dlatego, że ona oznacza czasem w naszym
    języku także teoretyczne błędy a poza tym dlatego, że jest mocniejsza, że daje
    pełniejszy- wyraz mojej postawie wobec głupstw, jakimi są zabobony. W każdym
    razie definiuję ..zabobon" w następujący sposób: wierzenie, które jest (l)
    oczywiście w wysokim stopniu fałszywe, a mimo to (2) uważane za na pewno
    prawdziwe. Tak np. astrologia jest zabobonem w moim znaczeniu słowa, bo jest
    oczywiście i skrajnie fałszywa, a mimo to jest uważana za zbiór pewników.


    Powie mi ktoś, że używając tej raczej obelżywej nazwy, obrażam czcigodne zasady
    wytwornej przyzwoitości koleżeńskiej. Bo w świecie filozofów przyjęto obchodzić
    się elegancko z najgorszymi nawet idiotyzmami. Kiedy jeden mędrek powiada, że
    świata nie ma, albo że istnieje tylko w jego głowie; kiedy drugi mędrek dowodzi,
    że ja nie mogę być pewny, czy w tej chwili siedzę, a trzeci poucza nas, że nie
    mamy świadomości, ani uczuć - mówi się, że to jest “pogląd", ..mniemanie",
    “filozoficzna teoria" i wykłada się ją z namaszczeniem studentom.

    Otóż ja, proszę mi wybaczyć, nazywam to wszystko zabobonem i mówię wyraźnie, że
    takie jest moje mniemanie. Stanowczo za daleko poszliśmy w uprzejmości względem
    zabobonnych mędrków. Wypada raz wreszcie z tym skończyć, odróżnić hipotezę
    naukową od widzimisię demagoga, naukę od fantazji, uczciwy wysiłek filozoficzny
    od pustej gadaniny. A to tym bardziej, że owa gadanina miewa, niestety,
    tragiczne skutki: wystarczy pomyśleć o dialektyce Hegla i o mordach, jakich w
    jej imię dokonano.

    --
    :-))
    Ba.
  • chickenshorts 31.01.10, 17:45
    kamfora napisała:

    > ...Ty uważasz, że faktycznie kobieta to gorszy rodzaj człowieka

    > i nie jest to zabobon według Ciebie?...

    Czytaj uważniej - napisałem, że nawet jeśli...

    Co jest pewnym nadużyciem semantycznym, którego dopuszcza się
    właśnie Twój ulubiony autor, bo zabobon to dzisiaj [i]
    wierzenie lub praktyka o charakterze religijnym
    pozostająca w
    sprzeczności z powszechnie obowiązującym albo uznawanym w danej
    społeczności kultem[/i]. A więc praktyki Voodoo to oczywiście
    zabobony, ale machanie namoczonym kropidłem przez faceta w
    śmiesznej sukience i czapeczce, czyli tzw. 'święcenie' to już
    szacowna praktyka religijna...


    > A tak przy okazji: Bocheński w przedmowie wyraźnie napisał, jak
    > definiuje zabobon. Więc jest co najmniej dziwne powoływanie
    się Twoje na Wiki...

    No i na tym polega jego 'nadużycie'... Ale część definicji Wiki
    można nagiąć na korzyść 'profesora', a więc także moją imputowaną
    definicję 101-zabobonu... Jasne?
    pl.wikipedia.org/wiki/Przes%C4%85d

    > Bo wyrażenie “zabobon" ma jakby posmak czegoś magicznego:
    nazywa się
    > przecież “zabobonnym" człowieka, który jest przekonany, że może
    coś uzysk
    > ać
    > przez wypowiadanie tajemniczych słów, albo przez kłucie igłą lalki
    woskowej.
    > Chodzi zatem zwykle o coś praktycznego, o rodzaj absurdalnej
    techniki. Natomias
    > t
    > wiele omówionych tutaj mniemań może nawet większość - ma charakter
    teoretyczny,
    > nie praktyczny, a więc i nie magiczny.

    Ciekawe dlaczego? Co powodowało profesorem, żeby zająć się 'błędami
    logicznymi', 'uprzedzeniami', 'kulturowo-społecznymi dewiacjami' i
    przechrzcić je na 'zabobony'... A zostawić prawdziwe zabobony na
    boku!?! Etyka zawodowa?


    > Jeśli mimo to używam tej nazwy, to dlatego, że ona oznacza czasem
    w naszym
    > języku także teoretyczne błędy a poza tym dlatego, że jest
    mocniejsza, że daje
    > pełniejszy- wyraz mojej postawie wobec głupstw, jakimi są
    zabobony. W każdym
    > razie definiuję ..zabobon" w następujący sposób: wierzenie, które
    jest (l)
    > oczywiście w wysokim stopniu fałszywe, a mimo to (2) uważane za na
    pewno
    > prawdziwe. Tak np. astrologia jest zabobonem w moim znaczeniu
    słowa, bo jest
    > oczywiście i skrajnie fałszywa, a mimo to jest uważana za zbiór
    pewników.


    No, kurwa! Astrologia to zbiór pewników w przyciemnionym pokoju na
    paddaszu, odwiedzanym przez emocjonalnie rozchwiane panienki, ale
    żeby 'profesor' używał tego jako argumentu? A jednak nie ucieknę się
    do niskiego kontrargumentu...

    > Powie mi ktoś, że używając tej raczej obelżywej nazwy, obrażam
    czcigodne zasady
    > wytwornej przyzwoitości koleżeńskiej. Bo w świecie filozofów
    przyjęto obchodzić
    > się elegancko z najgorszymi nawet idiotyzmami. Kiedy jeden mędrek
    powiada, że
    > świata nie ma, albo że istnieje tylko w jego głowie; kiedy drugi
    mędrek dowodzi
    > ,
    > że ja nie mogę być pewny, czy w tej chwili siedzę, a trzeci poucza
    nas, że nie
    > mamy świadomości, ani uczuć - mówi się, że to
    > jest “pogląd", ..mniemanie", “filozoficzna teoria" i wykłada się
    > ją z namaszczeniem studentom.

    Chyba na KUL albo PAT? Albo innej pat-elni z pretensjami
    do 'naukowej'... Tam 'namaszczenie' to jakby naturalna atmosfera...

    > Otóż ja, proszę mi wybaczyć, nazywam to wszystko zabobonem i mówię
    > wyraźnie, że takie jest moje mniemanie. Stanowczo za daleko
    > poszliśmy w uprzejmości względem zabobonnych mędrków. Wypada raz
    > wreszcie z tym skończyć, odróżnić hipotezę naukową od widzimisię
    > demagoga, naukę od fantazji, uczciwy wysiłek filozoficzny od
    > pustej gadaniny. A to tym bardziej, że owa gadanina miewa,
    niestety, tragiczne skutki: wystarczy pomyśleć o dialektyce Hegla i
    o mordach, jakich w jej imię dokonano.


    No, to jest po prostu pyszne!!!

    A wracając do kobiet... O ile mnie pamięć nie zawodzi, powołuje się
    ojciec Innocenty często na wybitnych filozofów chrześcijańskich, jak
    Augustyn i Tomasz... Czyżby w kontekście Kobiet miał ich właśnie
    teraz za mniejsze autorytety? I kto tak naprawdę najbardziej uprawia
    ten 'zabobon', jak nie klechy?
  • kamfora 31.01.10, 20:27
    chickenshorts napisał:

    > Co jest pewnym nadużyciem semantycznym, którego dopuszcza się
    > właśnie Twój ulubiony autor/.../

    > No i na tym polega jego 'nadużycie'

    No ale gdzie tu widzisz nadużycie? Moim zdaniem to dobrze, że
    ktoś definiuje pewne pojęcia, zanim przejdzie do argumentacji.
    Weź pod uwagę, że gdy pisał swój Słownik - nie miał
    możliwości korzystać z Wikipedii, ani nie przewidział, że
    ewentualni czytelnicy taką możliwość będą mieli ;-).

    > Ciekawe dlaczego? Co powodowało profesorem, żeby zająć się 'błędami
    > logicznymi', 'uprzedzeniami', 'kulturowo-społecznymi dewiacjami' i
    > przechrzcić je na 'zabobony'... A zostawić prawdziwe zabobony na
    > boku!?! Etyka zawodowa?

    No i zupełnie Cię nie rozumiem. Każdy zajmuje się tym, co go interesuje. Nigdzie
    przecież nie napisał, że jego kolekcja
    zabobonów
    jest kompletna i jedyniesłuszna dla każdego.
    Przeciwnie - podkreślił, że takie jest jego mniemanie.

    > No, kurwa! Astrologia to zbiór pewników w przyciemnionym pokoju na
    > paddaszu, odwiedzanym przez emocjonalnie rozchwiane panienki, ale
    > żeby 'profesor' używał tego jako argumentu? A jednak nie ucieknę
    > się do niskiego kontrargumentu...

    Może zamiast używać słów powszechnie uważanych za wulgarne
    powinieneś poszperać w sieci?

    www.czary.pl/astrologia/szkola.php
    www.studia.korba.pl/1,17240,2714,art.html
    www.londonschoolofastrology.co.uk/

    > A wracając do kobiet... O ile mnie pamięć nie zawodzi, powołuje się
    > ojciec Innocenty często na wybitnych filozofów chrześcijańskich,
    > jak Augustyn i Tomasz... Czyżby w kontekście Kobiet miał ich
    > właśnie teraz za mniejsze autorytety? I kto tak naprawdę
    > najbardziej uprawia ten 'zabobon', jak nie klechy?

    Tego argumentu też nie rozumiem. Przecież Bocheński pisze o swoich
    przemyśleniach, a nie występuje w imieniu klech.

    Postępuję w ten sposób dlatego, że, jak powiedziałem, filozof jest z
    powołania obrazoburcą, niszczycielem przesądów i zabobonów. Jego główna rola
    względem światopoglądu polega właśnie na przewracaniu bałwanów, na burzeniu
    przeszkód stojących na drodze uznania danego światopoglądu, że pełnienie tej
    funkcji nie jest wygodne, że nie obiecuje wielu korzyści dla autora, to inna
    sprawa. Wręcz przeciwnie: filozof wiemy swojemu powołaniu musi się liczyć z
    prześladowaniem ze strony poczciwych bałwochwalców i innych wyznawców zabobonu.
    Nieprawdą jest, by historia znała wielu męczenników nauki natomiast wielu
    filozofów cierpiało prześladowanie dlatego, że smagali zabobony.


    Ale i na to nie ma rady. Co więcej, czasy są takie, że kto może, ma dzisiaj
    bodaj bardziej niż kiedykolwiek - ścisły obowiązek walki z zabobonami. Tak
    dlatego, że dzisiaj właśnie tylu ludzi - nawet autentycznych filozofów korzy się
    we wstrętny sposób przed marksistowskim zabobonem - i kiedy w Polsce człowiek
    ma tak często wybór tylko między dwoma rodzajami zabobonów, tym głoszonymi przez
    partię i tymi, którym hołdują ciemni katolicy
    .

    Jeśli jednak chodzi o zabobony tego ostatniego rodzaju, autor ma poprzednika w
    dziejach, niejakiego św. Tomasza z Akwinu, którego wyklęto przecież i w Paryżu i
    w Oksfordzie za to, że ośmielił się odrzucić zabobonne wierzenia reistyczne o
    duszy i głosić (jedynie zresztą prawdziwe) twierdzenie, że dusza jest treścią
    ciała (forma corpo-reitatis). A więc, choć św. Tomasz nie jest (już) moim
    guru
    , niech wolno go będzie uważać za niebieskiego opiekuna obrazoburstwa,
    jakie łaskawy Czytelnik znajdzie w tym słowniku.


    --
    :-))
    Ba.
  • abmiros 02.02.10, 06:48
    Wg Slownika Jezyka Polskiego PWN: Zabobon=-wiara w tejemnicze,
    nadprzyrodzone zwiazki miedzy zjawiskami, w magiczna moc slow;
    przesad; wykonywanie praktyk magicznych wyplywajacych z tej wiary,
    opartych na przekonaniu o ich skutecznosci.

    Wg Katechizmu Kosciola Katolickiego (2111) Zabobon jest wypaceniem
    postawy religijnej oraz praktyk, jakie ona naklada. Moze on takze
    dotyczyc kultu, ktory oddajemy prawdziwemu Bogu, na przuklad gdy
    przepisuje sie jakies magiczne znaczenie pewnym praktykom, nawet
    uprawnionym lub koniecznym. Popasc w zabobon – oznacza wiazac
    skutecznosc modlitw lub znakow sakramentalnych jedynie z ich
    wymiarem materialnym, z pominieciem dyspozycji wewnetrznych jakie
    one wymagaja.

    Dla niewierzacego, np. dla mnie, definicja wg Katechizmu nie robi
    wyjatku, bo nie mam „dyspozycji wewnetrznych” wymaganych, aby
    pomachiwanie kropidlem wiazac z czyms wiecej, jak z ich wymiarem
    materialnym. Wiec dla mnie wymachiwanie kropidlem pozostaje
    zabobonem.

    Bochanskiego przestalem czytac na „Postepuj tak, abys dlugo zyl i
    dobrze ci sie powodzilo” (ktora to strona w jego ksiazce, 14?), bo
    to nie jest zasada moralna, a wiec ten sympatyczny staruszek nie wie
    o czym mowi. Bedac konsekwentny swojemu pierwszemu
    przykazaniu „Postepuj tak, abys dlugo zyl i dobrze ci sie powodzilo”
    Bochenski powinien w dalszym tekscie swojej ksiazki podac zasady:
    - dobrego odzywiania sie,
    -unikania sluzby wojskowej,
    -oraz unikania wydawania wlasnego potomstwa, bo opieka nad potostwem
    to jest klopot, a tym lepiej bedzie ci sie powodzilo, im mniej
    bedziesz mial klopotow.

    Bochenski powolujac sie na starozytnych popelnia oszustwo, bo
    oszustwem jest podbierac fragmenty z jednego systemu filozoficznego
    i powolywac sie na nie propagujac inny – bez wyraznego i klarownego
    uzasadnienia co sie robi i na jakiej podstawie.

    Bochenskiemu moze to byc wybaczone z bardzo wielu przyczyn,
    chociazby np. z tej, ze najprawdopodobniej ma slabe pojecie tym co
    pisze. W swojej ksiace „Trakta o religii” ks.Marian Rusecki
    (str.479) pisze, ze przykazanie milosci nie ma precedensu w historii
    religii i nie stanowi elementu moralnosci w zadnej doktrynie
    religijnej. Z ks.Rusieckiego wynika, ze to jest przykazanie
    najwazniejsze dla moralnosci chrzescijanstwa, a wiec jezeli jestes
    chrzescijaniniem nie powinienes wysuwac przed przykazanie milosci
    zadne inne.

    Bochenski nie respektuje ani slownikowej, ani katechizmowej
    definicji slowa „zabobon”, uzywa go dowolnie.Bochenski powolujac sie
    na starozytnych nie respektuje podstaw chrzescijanstwa, dla ktorego
    Jezus Chrystus swoim przykazaniem milosci nawet nieprzyjaciol
    stworzyl nowa, unikalna moralnosc. Bochenski swoim pierwszym
    przykazaniem proponuje po prostu wygodnictwo.
  • witekjs 02.02.10, 08:52
    Pisząc tak krytycznie - "popełnia oszustwo","ma slabe pojecie tym co
    pisze","wygodnictwo" o profesorze Bocheńskim, warto wiedzieć coś o Jego życiu i
    dorobku.

    Bocheński Józef Maria
    Filozofia bolszewicka

    www.ksiegarnia.antyk.org.pl/x_C_I__P_23016278-23010001.html
    Jolanta Judycka, Mikołaj Mika

    Życie i działalność naukowa Ojca Profesora Innocentego Marii Bocheńskiego


  • abmiros 02.02.10, 11:08
    Nigdzie nie napisalem, ze zycie i działalność naukowa prof I.M.
    Bocheńskiego to jest wygodnictwo. Napisalem „Postepuj tak, abys
    dlugo zyl i dobrze ci sie powodzilo” to jest wygodnictwo.

    Wszystko co napisalem staralem sie uzasadnic. Aby zgadzac sie z
    prof. Bochenskim musze wyczytac cos co on napisal, z czym sie
    zgadzam. To, co podsunela mi do przeczytania Kamfora odnioslo
    przeciwny skutek, ktory staralem sie uzasadnic.

    Zalozmy, ze prof. Bochenski poza tym, co ja mu zarzucilem, napisal
    tysiace stron rzeczy, z ktorymi ja bym sie zgadzal. Te tysiace stron
    nadal nie bylyby w tej naszej dyskusji argumentem, aby
    stwierdzenie „Postepuj tak, abys dlugo zyl i dobrze ci sie
    powodzilo”-to nie bylo wygodnictwo.

    Jest rzymskokatolicka ksiazka ktorej trudno zarzucic brak logiki,
    poniewaz bardzo starannie z punktu widzenia logicznego buduje caly
    swoj wywod. Mozna nie zgadzac sie z jej zalozeniami, w jej wypadku z
    faktami na ktore ona sie powoluje. Ale i w tym, w faktach na ktorych
    buduje, ksiazka ta rowniez jest konsekwentna, proponujac WIARE w te
    fakty. Ja w nie wierze, a Katechizm tutaj daje mi wolnosc wyboru.

    Kiedy przeczytalem Kamfory i innych propozycje odnosnie ksiazki
    prof. Bochenskiegom, moja pierwsza mysl byla, dlaczego Wy nie
    trzymacie sie swojego katechizmu? Czyzbyscie go nie znali? Co Wam
    stoi na przeszkodzie przeczytac go ze zrozumieniem wszystkich
    logicznych skutkow, ktore z niego wynikaja?

  • kamfora 02.02.10, 17:53
    abmiros napisał:

    > Kiedy przeczytalem Kamfory i innych propozycje odnosnie ksiazki
    > prof. Bochenskiegom, moja pierwsza mysl byla, dlaczego Wy nie
    > trzymacie sie swojego katechizmu? Czyzbyscie go nie znali? Co Wam
    > stoi na przeszkodzie przeczytac go ze zrozumieniem wszystkich
    > logicznych skutkow, ktore z niego wynikaja?

    Abmiros, bo to jest forum Etyka a nie Religia. W związku z tym
    staramy się (przynajmniej w założeniach) argumentować bez
    opierania się o Biblię czy też katechizm.
    Oczywiście, jeśli chcesz - możesz używać dowolnych argumentów,
    ale proszę - nie krytykuj życia prywatnego innych dyskutantów.

    --
    :-))
    Ba.
  • kamfora 02.02.10, 17:47
    abmiros napisał:

    > Bochanskiego przestalem czytac na „Postepuj tak, abys dlugo zyl i
    > dobrze ci sie powodzilo” (ktora to strona w jego ksiazce, 14?), bo
    > to nie jest zasada moralna, a wiec ten sympatyczny staruszek nie
    > wie o czym mowi.

    Cieszę się, że zabrałeś głos, choć wydaje mi się, że zbyt pochopnie
    oceniłeś, co przeczytałeś: nigdzie w tej książce nie jest napisane, że jest to
    zasada moralna. Nie jest to również myśl Bocheńskiego,
    ale starożytnych Greków: jeśli więc się nie zgadzasz, że
    człowiek powinien się starać przede wszystkim o to, aby żyć długo i aby mu
    się dobrze powodziło
    to nie zgadzasz się z Grekami, a nie z Bocheńskim.
    Chyba, że uważasz, że Bocheński przekłamał myśl starożytną - to w takim razie
    napisz, co faktycznie starożytni Grecy uważali za najważniejsze w życiu
    człowieka?

    > Bochenski powolujac sie na starozytnych popelnia oszustwo, bo
    > oszustwem jest podbierac fragmenty z jednego systemu filozoficznego
    > i powolywac sie na nie propagujac inny – bez wyraznego i klarownego
    > uzasadnienia co sie robi i na jakiej podstawie.

    Znaczy: według Ciebie dominikanin nie ma prawa pisać o filozofii Starożytnych?

    > Bochenski nie respektuje ani slownikowej, ani katechizmowej
    > definicji slowa „zabobon”, uzywa go dowolnie

    Prawda. Pytanie za sto punktów: skąd się wzięła definicja słownikowa?

    > Bochenski powolujac sie
    > na starozytnych nie respektuje podstaw chrzescijanstwa, dla
    > ktorego Jezus Chrystus swoim przykazaniem milosci nawet
    > nieprzyjaciol
    > stworzyl nowa, unikalna moralnosc. Bochenski swoim pierwszym
    > przykazaniem proponuje po prostu wygodnictwo.

    A więc jeszcze raz: nie Bocheński, tylko starożytni Grecy (według tego, co z ich
    dzieł wyczytał)

    A tak na marginesie: Co jest dla Ciebie najważniejsze w życiu?
    Chrześcijanie szukają odpowiedzi na pytanie jak żyć, aby trafić do nieba.
    Starożytni szukali odpowiedzi, jak żyć długo i dobrze.
    A Ty?

    --
    :-))
    Ba.
  • abmiros 02.02.10, 20:40
    kamfora napisała:

    ...
    > A tak na marginesie: Co jest dla Ciebie najważniejsze w życiu?
    > Chrześcijanie szukają odpowiedzi na pytanie jak żyć, aby trafić do
    >nieba.
    ...
    Mam racje sadzac, ze chrzescijnie szukaja tej odpowiedzi rowniez w
    swoim katechizmie? Moze nawet glownie? A przynajmniej tam rowniez
    szukac powinni?
    ...
    > Starożytni szukali odpowiedzi, jak żyć długo i dobrze.
    ...
    Czy to jest Twoje zalozenie o starozytnych, czy tez masz przyklady,
    kiedy oni sami tak to o sobie formulowali?
    ...
    > A Ty?
    ...
    Natura wpisala to co jest najwazniejsze w moje instynty. Czasami
    potrzebuje ujmowac to w slowa, aby to osiagnac poprzez kontakty z
    innymi ludzmi, najczesciej nie, bo kiedy chce mi sie jesc to
    niekoniecznie musze uswiadamiac sobie, ze chce mi sie jesc, lecz po
    prostu siegam po cos do zjedzenia, nogi same poniosa mnie do
    lodowki, albo moj samochod sam zawiezie do McDonalda. Podobnie o
    innych moich najwazniejszych potrzebach. Natura mi o nich
    przepomina w chwili, albo w okresie zycia, kiedy staja sie wazne, i
    chyba wtedy dopiero mozna mowic o nich, ze sa najwazniejsze, jezeli
    uwzgledni sie sile nacisku, z jaka przypomina o nich natura(!).

    Jestesmy sprzegnieci z otoczeniem wieloma nicmi, uswiadamiamy sobie
    nieliczne, jeszcze mniej ujmujemy w slowa. O wszystko co jest w ten
    czy inny sposob wazne dba natura. U Ciebie jest to inaczej?
  • kamfora 02.02.10, 22:15
    abmiros napisał:

    > Mam racje sadzac, ze chrzescijnie szukaja tej odpowiedzi rowniez w
    > swoim katechizmie? Moze nawet glownie? A przynajmniej tam rowniez
    > szukac powinni?

    Moim zdaniem - nie masz racji tak sądząc. Katechizm dla chrześcijanina to coś w
    rodzaju tabliczki mnożenia dla matematyka:)

    > Czy to jest Twoje zalozenie o starozytnych, czy tez masz przyklady,
    > kiedy oni sami tak to o sobie formulowali?

    Mam przykłady, oczywiście :-) Niestety - wyczytane z opracowań różnistych i
    słowników a nie z oryginalnych dzieł ;-)

    > Jestesmy sprzegnieci z otoczeniem wieloma nicmi, uswiadamiamy sobie
    > nieliczne, jeszcze mniej ujmujemy w slowa. O wszystko co jest w ten
    > czy inny sposob wazne dba natura. U Ciebie jest to inaczej?

    Inaczej:-) Ja ujmowałam w słowa ile się tylko dało - bo serio podeszłam
    do wychowania syna i postanowiłam nie zbywać jego pytań
    ogólnikami. Wolałam nie ryzykować z tymi instynktami.
    Muszę przyznać, że całkiem nieźle mi wyszło, chociaż napracowałam się też sporo ;-)

    Czy to Twoje zdawanie się na naturę jest na pewno
    mniej wygodnickie od pracowitego starania się, by
    życie było udane?

    --
    :-))
    Ba.
  • abmiros 03.02.10, 01:43
    Jem bulke z szynka. Boze, jakie to pyszne! Czego chcesz od nas Panie
    za Twe hojne dary? Czego za dobrodziejstwa ktorych nie masz miary,
    dobrodziejstwa w postaci takiej bulki z szyka? Kosciol Cie nie
    ogarnia na pewno, bo zaden dostawca miejscowego sklepu nie jest z
    kleru! Nimi na co dzien kieruje wygodnictwo. Aby wypiekac buleczki
    trzeba pracowac od wczesnego ranka, czyz nie bardziej wygodnie
    pomodlic sie w zamian?

    Ale do rzeczy.

    kamfora napisała:
    ...
    >
    > Czy to Twoje zdawanie się na naturę jest na pewno
    > mniej wygodnickie od pracowitego starania się, by
    > życie było udane?

    Posmotrim, uwidim, co bedzie mniej, a co bardziej wygodnickie, i co
    bedzie mniej, a co bardziej udane, jak mowia w Rzymie. Poki co wnuki
    mam calkiem udane. (Odpukac w niemalowane drzewo, zeby czegos w zla
    godzine nie powiedziec. To odpukiwanie pomaga!Byle nie przegapic
    momentu kiedy pojawia sie koniecnosc odpukania, bo wtedy krzyz
    panski!).

    Pozdrawiam szklaneczka kalifornijskiego cabernet sauvignon. Razem z
    ta bulka to pysznosci!Gdyby prof. Bochenskiemu czy komus z grona
    ktore go poleca jako lekture dla uczniow, zdarzylo sie ze wpadnie,
    chetnie go ugoszcze w calym komforcie tego wygodnictwa.
    abmiros.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.