Dodaj do ulubionych

Zachowanie lekarzy w kontakcie z nami

20.07.11, 10:25
Lekarz endokrynolog z którym dziś rozmawiałam wkurzył mnie maksymalnie. Jak poprosiłam o skierowanie na anty TPO to dał mi do zrozumienia, ze jestem przesadnie niespokojna (a mam guzy hypoechogenne które są podobno wskazaniem do sprawdzenia TPO). Uważa, że prawidłowe TSH powinno mnie uspokoić. W związku z tym, że na hasło „biopsja” nadal się boję (i to po mnie widać), kazał mi złapać dystans i się nie przejmować, tak, jakby moje banie się było objawem który należy usunąć a nie normalną ludzką reakcją w takiej sytuacji.
Jest mi trudno bo lekarz w białym fartuchu to jednak jakiś autorytet i już sama nie wiem- może ja rzeczywiście nie powinna chcieć tego TPO a na biopsję powinnam czekać z absolutnym spokojem?
A jednak o tym lekarzu myślę per „rzeźnik”. Eh...
Edytor zaawansowany
  • rotkaeppchen1 20.07.11, 11:35
    Post został usunięty przez adminów lub założyciela forum .
  • jasia87 20.07.11, 12:30
    Lekarzem i biopsja sie nie przejmuj, nie ma co sie denerwować. Jesli chodzi o guzki to niewielka ich ilość jest złośliwa. Ja większości badań sobie sama robiłam, ale powiem ci ze warto dla świętego spokoju. Ostatnio usg uprosilam, bo to jednak drogie badanie. Poszukaj taniego laboratorium u siebie, zeby te przeciwciała zrobic, bo w jednym lab bedziesz miala i 2razy droższe ceny niz w innym
  • anka.83 20.07.11, 23:43
    Jeżeli boisz się guzków, to powinnaś iść na biopsję, samo aTPO nic Ci tu nie pomoże.
    Ja bym poszła.
  • wredna_zmija 21.07.11, 21:43
    Doobre! Ja ze skierowaniem na CITO do Endo...

    Rejestracja - pokazuję skierowanie, robi się małe zamieszanie, Pani rejestratorka idzie gdzieś wgłąb.. Wylatuje do nie Pani doktor i z ryjem!!!

    Że to skierowanie nie kwalifikuje się na CITO, że w ogóle to wyniki jasno wskazują, że jestem przeleczona, że w związku z tym ona nie widzi w ogóle żadnych podstaw do tego by mnie przyjąć i mam jej głowy nie zawracać...

    Na moją grzeczną sugestię, że może oprócz TSH warto jeszcze zrobić jakieś badania rozdarła się jeszcze bardziej (tłum ludzi za mną). Że skoro leczyłam się u innych lekarzy to mam sobie iść do nich bo ja sama sobie to zafundowałam a nie ona (to nie jej sprawa, że byłam źle prowadzona).

    No jakaś masakra.

    Dodam tylko że niedoczynność od kilku lat Euthyrox 100 i od 2 miesięcy zaczęło się coś dziać... TSH wyszło jak nigdy 0,01 a ja wciąż puchnę...

    Jeszcze mnie zrugała jak burą sucz że w ogóle wspominam o jakimś zatrzymywaniu wody w organizmie - bo czegoś takiego w niedoczynności nie ma!

    Ja pierr.... Czy lekarz w ogóle tak może zlekceważyć chorego?

    Takich jak Pani są setki - noszkurw....

    Zabazgrała mi tylko skierowanie na odwrocie - że "pacjentka przeleczona, zmniejszyć dawki"

    To się nazywa profesjonalna pomoc od uznanej pani dr w Poznaniu FUCK!
    --
    takwidzetenswiat.blogspot.com/
  • mika2 21.07.11, 21:59
    I co dalej? Mi też tsh spadło, zaczęłam tyć (puchnąć)...Jak się u Ciebie sprawa dalej ma?
  • wierka-5 22.07.11, 09:49
    W klinice pan profesor powiedział ,ze skoro do tej pory leczyłam sie w innych miastach to teraz też powinnam tam wrócić. Z tych innych miast były wyniki badań - bo tam przebywałam i tak było mi wygodniej.
    Nie wiem jak długo jeszcze będziemy tak żle traktowani za własne pieniądze.
  • anka.83 22.07.11, 13:24
    Lekarz nie święta krowa, jak pyskuje, to można go usadzić - a jak ma się dużą widownię, to tym lepiej, pocisnąć coś o niekompetencji, bezczelności i braku kultury, a na koniec wyjść z wielkim hukiem (u tak niekompetentnego lekarza leczyć się nie będę).
    Widziałam taką akcję, babka mówiła glosem zimnym jak stal, z taką godnością, efekt boski, z zachwytu mnie zamurowało, jak również całą przychodnię. Ciekawe co ja bym zrobiła (trafiam na grzecznych zawsze, jakieś szczęście takie). Bo nie wszyscy potrafią w takiej sytuacji zachować zimną krew (ja od razu mam buraka i atak wściekłej agresji, więc godności w tym nie ma, hehebig_grin)

    Z drugiej strony - w stanie niedoczynności sklecenie logicznej odpowiedzi to wyzwanie, a co dopiero takiej robiącej wrażenie...
  • twojatarczyca 22.07.11, 19:25
    Aniu, mam pytanie, nie złośliwe, ale może pomocne. Rozumiem przyczynę zachowania się tej lekarki - aczkolwiek sposób...
    Poczekalnia. Dużo pacjentów zapisanych dawno wg zasad NFZ.
    Podchodzi pacjentka:
    -Panie doktorze, proszę mnie przyjąć. Nie chcą mnie zapisać w rejestracji.
    -Czy coś pilnego?
    -Tak. Już nie robiłam od trzech lat badań. Trzeba by przecież sprawdzić co się dzieje.
    Moje pytanie - co mam odpowiedzieć?
    Pozdrawiam.
    TT
  • artesana 22.07.11, 21:36
    twojatarczyco - zajrzyj na Twoje forum proszę.
  • anka.83 23.07.11, 22:31
    Ty rozumiesz jej zachowanie? Bo ja nie. Wyjaśnij mi proszę, w jakich okolicznociach lekarz ma prawo zachować się tak:

    "Że to skierowanie nie kwalifikuje się na CITO, że w ogóle to wyniki jasno wskazują, że jestem przeleczona, że w związku z tym ona nie widzi w ogóle żadnych podstaw do tego by mnie przyjąć i mam jej głowy nie zawracać..." - podniesiony głos!

    "Na moją grzeczną sugestię, że może oprócz TSH warto jeszcze zrobić jakieś badania rozdarła się jeszcze bardziej (tłum ludzi za mną). Że skoro leczyłam się u innych lekarzy to mam sobie iść do nich bo ja sama sobie to zafundowałam a nie ona (to nie jej sprawa, że byłam źle prowadzona)."

    "Jeszcze mnie zrugała jak burą sucz że w ogóle wspominam o jakimś zatrzymywaniu wody w organizmie - bo czegoś takiego w niedoczynności nie ma!"

    Koleżanka twierdzi, że regularnie się bada i leczy od lat. Gdzie tu jest miejce na tak prostackie, bezczelne zachowanie? Traktowanie klienta (pacjent płaci również - należy go traktować jak każdego klienta) jak idiotę? Krzyki w poczekalni? Lekceważenie skierowań innych lekarzy? Lekceważenie obaw pacjenta o zdrowie?

    Czy na prawdę nie można takich problemów załatwic kulturalnie? MOŻNA.

    Lekarz, ze względu na specyfikę zawodu, poza wiedzą musi mieć odrobinę empatii. Ona sobie sama długopisem na skierowaniu "CITO" nie dopisała. Poszła tam, gdzie jej kazano i na dzień dobry od humorzastej lekarki dostała "przez łeb". Do podobnej sytuacji odnosiła się moja powyższa wypowiedź.

    Z drugiej strony rozumiem, że zdarzają się i tacy pacjenci, jak podany przez Ciebie w przykładzie. Ale wtedy, zamiast drzeć się w poczekali pełnej ludzi "czy pani jest NIEPOWAŻNA?! Olewa pani sprawę przez 3 lata a jak się pani łaskawie przypomniało, to ja mam stanąć na głowie i przyjąć pania przed wszystkimi odpowiedzialnymi, czekającymi w kolejce ludźmi? Pani się powinna leczyć, ale na GŁOWĘ!"
    można kulturalnie powiedzieć, że inni pacjenci nie mogą ponosić odpowiedzialności za jej lekkie podejście do własnego zdrowia, nie możesz jej przyjąć ze względu na obowiązujące zasady NFZ - czy jakoś taksmile Głupi pacjent - to też pacjent, i z takim trzeba umieć sobie radzić. Choć mogę rozumieć, że gdzieś tam w głębi serca ma się takiego ochotę udusić gołymi rękomasmile



  • twojatarczyca 24.07.11, 01:01
    Póżna noc.
    Twoja dyplomatyczna odpowiedź. Tacy pacjenci nie zdarzają się - są na porządku dziennym.
    Opisana sytuacja zdarzyła się kilka dni temu.
    Potem dowiedziałem się o sobie różnych opinii? określeń? w podobnym stylu jak wcześniej się wypowiadałaś/wypowiadałyście, a rozpowszechnianych przez tę pacjentkę. Oczywiście w tych jej wypowiedziach okazało się że była "umierająca".
    Co zrobić. Umieć sobie radzić? Jak? Sama nie dałaś odpowiedzi. W czasach tak istotnego PR? Coś na ten temat chyba mogła by się dokładniej wypowiedzieć Stapelia.
    Pozdrawiam.
    TT
  • anka.83 25.07.11, 08:41
    "Co zrobić. Umieć sobie radzić? Jak? Sama nie dałaś odpowiedzi."

    Odpowiedziałam bardzo wyraźnie. Jak sobie radzić? Kulturalnie.

    Reakcja pacjentki - życie sprawiedliwe nie jest. Efekt działań może być różny, na to nic nie poradzisz, natomiast Twoje działanie musi być przede wszystkim profesjonalne - i zrozum, tylko o tym problemie rozmawiamy w tym poście. Chamskie zachowanie w stosunku do pacjenta profesjonalne nie jest.
    A jak się "umiera", to się jedzie do szpitala.

    Myślę, że tym razem napisałam zrozumiale?

  • pies_z_laki_2 27.07.11, 01:26
    > Co zrobić. Umieć sobie radzić? Jak?

    To w szkole tego nie uczą?

    Jeśli nie ma zajęć z kontaktu z pacjentem, to sugeruję kupno odpowiedniego podręcznika, widziała niedawno, że wyszedł drugiem tongue_out
  • eremka 01.08.11, 10:30
    wypowiedź nie była dyplomatyczna, była prosto z mostu i rzeczowa do bólu ...
    ----------------------------------------
    Im bardziej będziemy komuś włazić w tyłek, tym bardziej będzie nam właził na głowę - zasłyszane, zapamiętane
  • wredna_zmija 09.08.11, 21:39
    A jak się u mnie potoczyło? Jeszcze puchnę - choć posiłkuję się Diuverem.
    Urolog zrobił badania USG etc - to jest wszystko w normie
    Ginekolog - soon, poproszę mojego ulubionego lekarza o skierowania na jakieś badania hormonów - sprawdzimy czy tu coś się dzieje (choć ewidentnie wszystko rozbija się o tę tarczycę i to nie jest normalne, by nagle TSH tak się zmniejszyło...

    Po kilku nieudanych próbach dotarcia do innego endo w Poznaniu wk..ona poszłam prywatnie. Pani doktor wysłuchała całej opowieści ,zajrzała do papierów jakie przyniosłam - uznała, że objawy o których mówię, mogą sugerować coś niepokojącego, zrobiła mi USG (coś powiększona jest ta tarczyca - sama czuję ucisk - taka kluchę w gardle). Dostałam od niej skierowanie na wszystkie hormony tarczycy i przeciwciała (oczywiście skierowanie z prywatnej wizyty też skutkuje tym, że za badania będę musiała sama sobie zapłacić. Niesprawiedliwość jawna - po co i na kogo zatem płacę ZUS?

    jeszcze chcę wymusić na rodzinnej skierowanie i sprawdzić kiedy może mi się uda dostać do kardiologa i jakiegoś naczyniowca - bo jeśli nie tarczyca to może w tych obszarach jest problem (albo tu i tu).

    Innymi słowy jeszcze nie do końca wiadomo co... ale coś niedobrego dzieje się z moją tarczycą a pani uszanowana poważana pani dr endo - nie będę nazwiskami rzucała oczywiście olała mnie...


    Dno i wodorosty po prostu!
    --
    takwidzetenswiat.blogspot.com/
  • eliisa 25.07.11, 12:37
    Moim zdaniem, lekarze przyjmujący w ramach NFZ są straszenie „rozpuszczeni” przez pacjentów którzy NICZEGO nie wymagają (w sumie nie wiem dlaczego).
    Prosty przykład: czekam w poczekalni do endokrynologa. Razem ze mną 10 osób. Endokrynolog spóźnia się pół godziny. I co ? Byłam JEDYNĄ osobą która wyraziła zdumienie taką sytuacją. Reszta- zero zdziwienia, a jak lekarz w końcu pojawił się na korytarzu to panie z kolejki uśmiechały się do niego mówiąc: „Panie doktorze, jak dobrze że pan już jest, bałyśmy się , że pan w ogóle dziś nie przyjdzie”, na co on radośnie: ”Ah bo znowu miałem kłopot ze znalezieniem miejsca do parkowania, ale już jestem, jestem”.
    No tak, pomyślałam sobie, nie mam szans na wymuszenie na lekarzu normalnego traktowania (punktualność, na przykład) jeśli reszta pacjentów wszystkie zachowania lekarza akceptuje z uśmiechem i bez protestu.
    Podobnie kiedy opowiadam ludziom o niekompetentnych, wręcz obraźliwych komentarzach pana doktora endokrynologa na temat moich emocji- większość rozmówców mi mówi: ”Lekarze tak mają”. Tak, jakby to był stan niemożliwy do zmiany który trzeba koniecznie zaakceptować.

    A co powiedzieć pacjentce która domaga się rejestracji poza kolejnością?
    Chyba można spokojnie powiedzieć coś w tym rodzaju: „Niestety, musimy przestrzegać przepisów które pozwalają nam na przyjmowanie poza kolejnością tylko pacjentów (np.) mających określone wyniki/objawy”.
  • robak.rawback 31.07.11, 14:04
    ja traktuje upominanie sie o swoje i bycie zmuszonym do tego jako jedna z nauczek zyciowych. jak sie czlowiek przyzwyczai ze musi sam o siebie dbac to mu to za kazdym razem latwiej przychodzi i nie tylko w sytuacjach medycznych ale i innych, w urzedach, sklepach etc. i bardziej pewny siebie sie robi.

    ja teraz jesli ide do prywztnego lekarza i traktuje mnie w niedopuszczalny sposob stwierdzilam ze bede sie upominala o zwrot pieniedzy. juz raz tak zrobilam po niedopuszczalnie zachowujacej sie pani okulistce ktora zbadala mnie, nabazgrala cos na kartce, jak powiedzialam ze nie wiem co napisala to powiedziala ze nie musze wiedziec co mi jest i to jest kartka ktora mam dac nastepnemu lekarzowi u ktorego bede i jeszcze pare takich kwiatkow, nie sluchala co do inej mowi, nawyzywala mnie, zachowywala sie skandalicznie, zatkalo mnie, jak wyszlam to sie ze zlosci poryczalam, i od razu napisalam skarge do kierownika. po prostu krew mnie zalala.

    nie chcieli wydac faktury/rachunku za zaplacone pieniadze za wizyte - ale po klotni dostalam, potem powrot do przychodni - kierowniczka nie chciala oddac na poczatku kasy ale jak zobaczyla ze nie zmienie zdania to oddala. poszlam ze swiadkiem na rozmowe oczywiscie.

    wiec nie bylo przyjemnie ale daje sie zalatwic na upartego. nie mowie ze zawsze i wszedzie, i ze jest latwo gdyby nie oddala to napewno bym sie zaglebila w procedury odwolawcze i skladanie skarg dalej i gdzie sie da oraz pieknego bloga/strone internetowa i gdzie sie tylko da z opisem przebiegu zdarzenia i namiarami na pania doktor i przychodnie.

    jesli pacjenci by byli bardziej wymagajacy i nie pozwalali na chamstwo bez powodu ze strony lekarzy oraz chamskie traktowanie to powoli by to sie zmienialo. tez nie ma w polsc echyba procedur czy cial odwolawczych dzialajacych na korzysc pacjenta w podobnych sytuacjach.


    --
    ......There's a man downstairs. He brought us eggs. He might stay.
    - Why? Can he lay eggs?
  • eremka 01.08.11, 10:36
    myślę, ze to jest bardzo dobry sposób ...
    ja też w pewnym momencie zdecydowałam, że będę żądała zwrotu pieniędzy ... oczywiście w przypadku prywatnych wizyt ...
    wymyśliłam też, żzeby żądać zapisania w karcie na przykład, że pacjentka prosiła o takie badanie czy zgłaszała takie dolegliwości, a lekarz to zignorował, czyli uznał, że nie potrzeba albo odesłał do innego specjalisty (bo oni o tym nie informują, tylko spuszczają na drzewo)
    raz coś takiego u mnie podziałało, pani doktor z obrzydzeniem i pogardą wypisała mi w końcu skierowanie na badanie z komentarzem: i co jest pani zadowolona?
    odpowiedziałam, że nie i więcej do niej nie przyjdę i innych pacjentów też ostrzegę, że jest niedouczona i groźna dla zdrowia ...
    ----------------------------------------
    Im bardziej będziemy komuś włazić w tyłek, tym bardziej będzie nam właził na głowę - zasłyszane, zapamiętane
  • twojatarczyca 01.08.11, 12:29
    Masz pełną rację. Tylko jedna uwaga: przeczytaj "kalkulator wizyt". Wprowadzenie nowego systemu obliczeń w endokrynologii i nie tylko zmieniło niewiele.
    Prywatne gabinety i ich jakość weryfikuje rynek.
    Natomiast to co proponujesz byłoby bardzo rozsądne w przypadku istnienia typowego rynku ubezpieczeń - tak jak jest w wielu krajach, a o co od lat trwa w Polsce walka.
    W tym wypadku co piszesz zlecam badania które są potrzebne do diagnostyki i te które sobie życzysz. Koszty płacisz - a refundacja dla Ciebie to już sprawa pomiędzy ubezpieczonym a ubezpieczycielem. System jasny. Wtedy to będzie działać sprawnie.
    TT
  • robak.rawback 01.08.11, 14:05
    tak panstwowo - to zapomnialam o tym - jak nie chca leczyc to bede prosic na pismie ze lekarz nie widzi potrzeby leczyc albo lekcewzy objawy ktore sie mu przedstawilo - i z wypisaniem listy objawow ktore sie mu przedstawilo. a jak nie mozna samemu na wizycie wyegzekwowac to sie wraca ze swiadkiem i wtedy prosi o pisemna wersje.
    --
    ......There's a man downstairs. He brought us eggs. He might stay.
    - Why? Can he lay eggs?
  • robak.rawback 01.08.11, 14:05
    tak panstwowo - to zapomnialam o tym - jak nie chca leczyc to bede prosic na pismie ze lekarz nie widzi potrzeby leczyc albo lekcewzy objawy ktore sie mu przedstawilo - i z wypisaniem listy objawow ktore sie mu przedstawilo. a jak nie mozna samemu na wizycie wyegzekwowac to sie wraca ze swiadkiem i wtedy prosi o pisemna wersje.
    --
    ......There's a man downstairs. He brought us eggs. He might stay.
    - Why? Can he lay eggs?
  • jurmik 01.08.11, 22:51
    Po raz kolejny muszę to napisać - niektórzy lekarze bedą nas tak traktować, jak na to pozwolimy. Będą się spóźniać, załatwiać w czasie naszej wizyty prywatne telefony, nieprzestrzegać czasu czyli zapisywać pacjentki co 5 minut i mieć 3 godzinne poślizgi, wpuszczać bez kolejki swoje koleżanki, kasować pełną opłatę tylko za wypisanie recepty czy zaświadczenia - itp., itd.
    To my musimy reagować i uczyć ich właściwego postępowania, skoro nie nauczyli się go w domu czy szkole (oczywiscie dotyczy to tylko pewnej części lekarzy, nie wszystkich).
    Ileż to razy czytałam o takich "kwiatkach" na formu, ile razy słyszałam to od znajomych. A jak pytałam o reakcje na takie chamskie czy tylko niegrzeczne zachowania lekarza, słyszałam, że nie warto się kłócić czy reagować, bo i tak nie pomoże.
    Owszem, pomoże, trzeba tylko konsekwencji z naszej strony.
  • pies_z_laki_2 02.08.11, 10:05
    Podejrzewam, że problem tkwi w lęku, co będzie jak przyjdę do tego samego lekarza za miesiąc, a nie ma innego w bliższej i dalszej okolicy... To chyba podobnie jak z nauczycielem, nie mam wyboru, to muszę zacisnąć zęby... a ten jedyny w okolicy to wykorzystuje i robi się coraz gorszy...

    Jeśli mam wybór, to zmieniam lekarza na innego, ale czy tym razem dobrze trafię?

    Tak, to doskonały pomysł prosić / żądać wpisu do karty smile Dzięki za podpowiedź smile
  • eremka 02.08.11, 10:44
    ja się zgadzam ze stanowiskiem, że kłótnia/pyskówki z lekarzem nic nie zmienią ...
    ale chodzi mi tutaj o formę ...
    jeśli tracimy zimną krew i wdajemy się w przepychanki słowne, dajemy przeciwnikowi, czyli lekarzowi, który ma nam rzekomo pomóc, oręż do ręki, którą potem wykorzystują, argumentując ... że pacjenci nieprzyjemni, kłótliwi, aroganccy, nle wychowani i tak dalej ... trzeba z godnoscią starać sie egzekwować od nich to, co sie nam nalezy - właściwą opiekę zdrowotną i fachowa poradę i pomoc w chorobie przede wszystkim...
    starajmy sie też, jak rawback radzi, miec wszystko na piśmie ... i nie zniechęcajmy sie trudnościami ... w końcu (po latach upartych wysiłków?) przyjmą do wiadomości, że nie pozwolimy sie zbywac, bo tutaj idzie o nasze zdrowie, nasz dobrostan ...
    ale MUSIMY reagować, kochani ...
    ----------------------------------------
    Im bardziej będziemy komuś włazić w tyłek, tym bardziej będzie nam właził na głowę - zasłyszane, zapamiętane
  • jurmik 02.08.11, 18:04
    Oczywiscie, nie należy wdawać sie w tzw.pyskówki, ale reagować trzeba!
    A pomysł, żeby otrzymywać na piśmie opinię lekarza, zwłaszcza wtedy, gdy twierdzi, że wszystko jest o.k i nie ma potrzby leczenia, jest doskonały.
  • roksanakow 03.08.11, 09:39
    Wiecie co. Czuję się zniesmaczona tym wątkiem. Wynika z niego, że najczęściej super-inteligentne, super-kulturalne pacjentki trafiają do wyjątkowo niesympatycznych endokrynologów.
    Myślę, że prawda jest zupełnie inna. Lekarze, jak inni ludzie, dzielą się na osoby z powołania, przeciętności i lekarzy gburo-podobnych. Dokładnie to samo dotyczy pacjentek. I nie zdziwiłabym się, gdyby w tym wirtualnym forum były osoby pretensjonalne, kłótliwe, które w ten sposób szukają słuchaczy.
    Zamiast biadolić nad strasznym traktowaniem przez lekarzy-krwiopijców proponuję "posypać głowę popiołem" i odpowiedzieć sobie na następujące kwestie:
    (1) chorzy na cukrzycę, osoby ze stwardnieniem rozsianym i wieloma innymi chorobami umiały założyć stowarzyszenia. Organizacje te współpracują z lekarzami i są pewną grupą nacisku. Dlaczego podobna organizacja nie powstała wśród osób chorych na Hashimoto lub inne choroby tarczycy?. Dwa lata temu podjęto taką próbę na innym forum, ale zakończyła się ona klapą. W dużym stopniu winę za to można przypisać moderatorce forum, ale nie tylko ona w moim odczuciu odpowiada za powyższy fakt (zainteresowanie stowarzyszeniem było znikome).
    (2) czy pytałyście swoich lekarzy (pytanie do osób leczących się na NFZ) ile dostaje ich poradnia za diagnostykę i leczenie jednego pacjenta z chorobami tarczycy?. Poradnie działąjące na NFZ to nie jest studnia bez dna. Skoro płatnik (NFZ) płaci niewielkie pieniądze, to nie oczekujcie, że lekarze będą dokładali do leczenia pacjentów. Muszą pokryć w ten sposób wynagrodzenie dla pielęgniarek, światło, amortyzację sprzętu no i oczywiście swoje wynagrodzenie, do którego mają prawo. Stąd zlecać będą jedynie minimalną ilość badań. To zwykłe zasady ekonomii. I musicie sobie uzmysłowić, że w warunkach kapitalizmu dotyczą one różnych sfer życia, w tym służby zdrowia.
    (3) dlaczego wasze forum nie zainspirowało żadnego endokrynologa do wyrażania na nim swoich opinii? Świadczy to albo o tym, że forum jest mało znane i ma znikomą moc oddziaływania, albo rozpowszechnia poglądy, z którymi trudno się identyfikować osobom, które swoją wiedzę opierają na danych naukowych.
    (4) dlaczego nie podjęto żadnych prób zbliżenia i połączenia sił? Stąd istnieją różne (przynajmniej trzy) fora poświęcone podobnym problemom zdrowotnym, które od czasu do czasu wzajemnie sobie wytykają niekompetencje.

    Jest jeszcze wiele nasuwających mi się pytań. Ale ograniczę się do powyższych.
    Powyższy wpis jest moim ostatnim na tym forum, którego była raczej bierną uczestniczką. Dlatego jeśli rozwinie się dyskusja na temat mojego postu nie będę w nim uczestniczyła. Na koniec powiem jedno. Kiedy powstawało forum "choroby tarczycy i Hashimoto" oczekiwałam, że coś się zmieni, że udzielające się osoby będą reprezentowały wyższy poziom niż na sąsiednich forach i że dzięki temu dowiem się więcej na temat mojej choroby.
    A tak po prawie dwóch latach istnienia forum:
    (a) liczba osób udzielających się jest niewielka i są to w większości te same osoby
    (b) charakter wypowiedzi i podejmowane tematy niczym nie różnią się od tych innych, krytykowanych forów. W większości jest to skarżenie się na niekompetencje lekarzy i biadolenie nad własnym stanem zdrowia. Stąd osoba z nowo rozpoznaną chorobą tarczycy może odczuwać, że jest to jedna z najgorszych rzeczy, która się mogła wydarzyć i zapewne popadają w depresję.
    (c) inicjatorka forum zrezygnowała z dalszego udzielania się na nim (od dawna nie widziałam żadnego jej posta). Pewnie jest tego jakaś przyczyna.
    (d) zasady banowania są dokładnie takie same jak na konkurencyjnych forach i opiera się na niezgodności myślenia właściciela postu z "linią programową forum". Dlaczego nie zostawi się osądu nad treścią postu innym uczestnikom? Inteligentne osoby same zignorują posty z wulgaryzmami.

    Dlatego żegnając się proponuję, by decydując na zmiany zacząć od siebie. Zastanowić się czy nie jesteśmy zbyt egocentrycznie, nie uciekamy do wirtualnego świata od problemów życia codziennego (trudności w pracy, kłopoty w rodzinie), itd, itd....
    Życzę powodzenia na forum,
    Roksana
  • pies_z_laki_2 03.08.11, 15:46
    > Wiecie co. Czuję się zniesmaczona tym wątkiem. Wynika z niego, że najczęściej s
    > uper-inteligentne, super-kulturalne pacjentki trafiają do wyjątkowo niesympatycznych endokrynologów.
    Niekoniecznie. Moi dwaj endo (panowie) są przesympatyczni, obaj się uśmiechają, podają dłoń na powitanie ale nie tego od nich oczekuję! Jeden z nich mimo, że jest sympatyczny, jest jednocześnie naukowcem (?), który widzi książki i swoją pracę profesorską, a nie mnie. Za to drugi jest ok, bo słucha co do niego mówię i odpowiada na moje pytania. Lekarz ma być autorytetem, a nie przyjacielem...

    > Myślę, że prawda jest zupełnie inna. Lekarze, jak inni ludzie, dzielą się na os
    > oby z powołania, przeciętności i lekarzy gburo-podobnych. Dokładnie to samo dot
    > yczy pacjentek. I nie zdziwiłabym się, gdyby w tym wirtualnym forum były osoby
    > pretensjonalne, kłótliwe, które w ten sposób szukają słuchaczy.
    Na pewno tak jest, ale to temat na inny wątek: " Reprezentacja narodu w sieci, praca socjologiczna" smile

    (...)> (2) czy pytałyście swoich lekarzy (pytanie do osób leczących się na NFZ) ile do
    > staje ich poradnia za diagnostykę i leczenie jednego pacjenta z chorobami tarczycy?. (...)
    To dlaczego dotyczy to także prywatnych przychodni sieciowych? Tu to ja płacę abonament i utrzymuję tego lekarza, pielęgniarkę i światło w korytarzu... I swoje badania!!!
    Poza tym tu chodzi o moje zdrowie, nie zamierzam dbać o bilans finansowy przychodni, tak jak lekarza nie interesuje mój status i jak sobie radzę z finansami w domu...

    > (3) dlaczego wasze forum nie zainspirowało żadnego endokrynologa do wyrażania n
    > a nim swoich opinii? Świadczy to albo o tym, że forum jest mało znane i ma zni
    > komą moc oddziaływania, albo rozpowszechnia poglądy, z którymi trudno się ident
    > yfikować osobom, które swoją wiedzę opierają na danych naukowych.
    Nie maja ochoty zniżać się do kontaktu z tym, co sami nazywają "wiedzą z internetu"? A może mają za mało czasu i tyle? A może pisują, ale pod ksywką, bez podawania numeru licencji?

    (...)Stąd osoba z nowo rozpoznaną chorobą tarczycy może odczuwać, że jest to jedna z najgorszych rzeczy, która się mogła wydarzyć i zapewne popadają w depresję.(...)
    Wręcz przeciwnie, mam miejsce, gdzie mogę zapytać o coś i wiem, że dostanę odpowiedź. Co z nią zrobię, to już kwestia mojej decyzji...
    Ale od swoich endo nie dostałam numeru komórki, więc nie mam szans na rozwiewanie wątpliwości inaczej, jak w internecie...

    > Dlatego żegnając się proponuję, by decydując na zmiany zacząć od siebie. Zastan
    > owić się czy nie jesteśmy zbyt egocentrycznie, nie uciekamy do wirtualnego świa
    > ta od problemów życia codziennego (trudności w pracy, kłopoty w rodzinie), itd,
    > itd....
    Ja nie uciekam do internetu przed życiem, ale czy robią tak inni - nie wiem.

    > Życzę powodzenia na forum,
    Dziękuję smile
  • arronia 03.08.11, 18:27
    > (1) chorzy na cukrzycę, osoby ze stwardnieniem rozsianym i wieloma innymi chor
    > obami umiały założyć stowarzyszenia. Organizacje te współpracują z lekarzami i
    > są pewną grupą nacisku. Dlaczego podobna organizacja nie powstała wśród osób ch
    > orych na Hashimoto lub inne choroby tarczycy?. Dwa lata temu podjęto taką próbę
    > na innym forum, ale zakończyła się ona klapą. W dużym stopniu winę za to można
    > przypisać moderatorce forum, ale nie tylko ona w moim odczuciu odpowiada za po
    > wyższy fakt (zainteresowanie stowarzyszeniem było znikome).

    Rozumiem, moja część chora na sm jest społeczna, część chora na Hashimoto aspołeczna smile
  • robak.rawback 03.08.11, 20:10
    roksana - a dlaczego w ogole pacjent zeby sie wyleczyc jest zmuszony grzebac na internecie i zakladac stowarzyszenia? czy to nie mowi czegos?

    internet to blogoslawienstwo dla tych co sie nie moga wyleczyc bo ich lekkarz nadzwyczajniej w sweiecie nie slucha albo nie wierzy a jak slucha to i tak po swojemu tak samo leczy chociaz musie od roku dwoch albo pieciu mowi ze nie skutkuje. to kto jest poszkodowany w tym momencie? pacjent czy lekarz?

    ten ktory w tej relacji jest poszkodowany w chwili objawienia stwierdza w koncu ze jak sam swojego zycia w swoje rece nie wezmie i nie poszuka rozwiazania to dlugo nie pociagnie. bo ten kto ma to oficjalnie robic z urzedu tego nie robi. dlzczego? chetnie sie dowiem dlaczego?

    ludzie ktorym pomaga leczenie nie obszukuja internetu w poszukiwaniu alternatywnych kuracji bo po co mieliby to robic - chyba zeby sie dokstzalcic bo akurat tak maja ochote.

    poza tym nie ma to jak omowienie roznych objawow tej samej choroby z roznymi ludzmi ktorzy maja ta sama chorobe i inne objawy - bardzo pouczajace i mozna sie duzo doweiedziec.

    jak to dla kogos za duzo info to zawsze moze zamknac przegladarke i zamiast czytania forum obejrzez jakis piracki filmik

    a teraz z innej beczki - tez mam takie wrazenie ze sie cenzuruje fora tarczycowe za mocno - one mi sie myla bo jest ich chyba ze 3 albo 4 wiec nie wiem ktore dokladnie.
    oczywiscie trole, pierdoly i przeklenstwa usuwac ale nie inne opinie niz zgodne z pogladem szefostwa. bo to jest zenujace. dobry post sie sam obroni nawet jak go ktos skrytykuje.
    --
    ......There's a man downstairs. He brought us eggs. He might stay.
    - Why? Can he lay eggs?
  • twojatarczyca 03.08.11, 21:56
    Post został usunięty przez adminów lub założyciela forum .
  • psychofinka 04.08.11, 18:12
    Pozwolę sobie się włączyć, bo trochę mnie "trafiło", choć ostatnio mam inne problemy.
    Twojatarczyco, zauważ, proszę, że hashi-tess nie udziela się na tym forum, więc abstrahując od wszystkiego - czy to ładnie obsmarowywać kogoś za jego plecami? Jeśli masz coś do hashi-tess, miej odwagę zwrócić się do niej, na jej forum. To raz.

    Dwa, kłania się czytanie ze zrozumieniem. Zauważ, że teresa.1 na początku podała źle wyniki, co dalej sprostowała. Uwagi kierowane do niej są różne, ponieważ odnoszą się do różnych wartości ft3 i ft4. To dwa.

    A trzy. Moim zdaniem faktycznie na wszystkich trzech forach zbyt łatwo przypisuje się wszystkie możliwe objawy tarczycy i związanym z nią problemom, a nasz organizm to nie tylko tarczyca. Niski puls? Tarczyca. Niskie ciśnienie? Tarczyca. Depresja? Tarczyca. Problemy kobiece? Tarczyca. Problemy z sercem? Też tarczyca. To nie takie proste. Przekonałam się na własnej skórze, sama też miałam takie zapędy na początku leczenia. Jednak u mnie, muszę zaznaczyć, wdrożenie leczenia niedoczynności przy wynikach "w normie" bardzo mi pomogło, postawiło mnie na nogi. Tyle że teraz wiem, że nakłada się na to trochę innych rzeczy dodatkowo.

    Taki trend panuje na wszystkich forach tematycznych poświęconych danej chorobie. Endometrioza, borelioza itp.

    Inna sprawa, że gdyby lekarze poświęcali nam, chorym więcej uwagi, empatii, zrozumienia, gdyby raczyli nas słuchać, patrzeć na nas, pytać nas, traktować nas całościowo, holistycznie, a nie na odczepnego - to nie musielibyśmy się posiłkować w takim stopniu wiedzą "z internetu".

    Tak, wiem, dowiem się, że lekarze są słabo opłacani i nie mają funduszy oraz możliwości (a z pewnością przede wszystkim chęci, moim zdaniem) patrzeć na pacjenta holistycznie. To zostaję tylko przy moich pierwszych dwóch wypowiedziach, twojatarczyco. Pozdrawiam.
  • twojatarczyca 04.08.11, 21:39
    Post został usunięty przez adminów lub założyciela forum .
  • psychofinka 04.08.11, 21:52
    Decydenci decydentami.
    Powołanie powołaniem.

    Jeśli nawet dana poradnia nie ma funduszy, to warto, żeby lekarz zainteresował się tematem na tyle, żeby nakierować pacjenta dalej, zasugerować mu dalszą diagnostykę, nawet prywatną.
    Raz chciałam skierowanie na jakieś badania, usłyszałam - nie ma takiej możliwości. Szkoda, że lekarz nie dodał, że mogę oczywiście zbadać sobie te rzeczy prywatnie. Z początku pomyślałam, że tej rzeczy w ogóle nie można zbadać z jakichś tajemniczych przyczyn! Jednak potem się opamiętałam. To ja. Ale jeśli usłyszy taką odpowiedź przysłowiowa babcia ze wsi, dla której lekarz to wyrocznia?

    Tymczasem lekarze, których znam, najczęściej ograniczają się do wypisania recepty i następny proszę. Jesli wynik jest ok, a Ty się źle czujesz, to wmawiają, że masz depresję albo przesilenie wiosenne.
    Jestem gotowa zapłacić za wizytę prywatną, a przyznaj, że to ja wtedy ponoszę koszty wizyty i badań, jeśli tylko lekarz przynajmniej wtedy zainteresuje się moją osobą. Ale wizyty prywatne też często trwają 5 minut, a lekarz nawet na nas nie patrzy. Wiem to z autopsji.
    Moja endokrynolog przyjmuje prywatnie, patrzy na WSZYSTKIE wyniki i objawy, pisze kartki dla innych lekarzy, sugeruje, jakie badania należy wykonać, nawet z innego zakresu, przyznaje się, jeśli czegoś nie jest pewna, ma czas dla pacjenta.
    Można? Można. Jeśli się chce.

    Tak, też jestem uprzedzona do lekarzy, to długa historia. Nie tylko moja, ale i mojej Mamy. Jednak nie nazywam ich niedouczonymi konowałami, bo to nie przystoi.

    Nadal uważam, że to forum nie jest miejscem skarg na innych administratorów, bo to niepoważne.
  • twojatarczyca 04.08.11, 22:17
    Nie skarżę się na innych administratorów!!! Dlaczego mam się skarżyć??? Piszę dobrowolnie, bez chęci osiągnięcia jakiś prywatnych celów. Jest to informacja dla innych czytelników - może i ekspertów celem wyjaśnienia pewnych spraw. Jak napisała kiedyś Harmoniak - nie wtrącam się do osobistych wątków. Czy dobrze to odczułem - że jetem po raz kolejny odganiany??
    Piszesz:
    > Moja endokrynolog przyjmuje prywatnie, patrzy na WSZYSTKIE wyniki i objawy, pis
    > ze kartki dla innych lekarzy, sugeruje, jakie badania należy wykonać, nawet z i
    > nnego zakresu, przyznaje się, jeśli czegoś nie jest pewna, ma czas dla pacjenta

    Dlaczego nie dała Tobie skierowań na wykonanie tych badań!?
    TT
  • psychofinka 04.08.11, 22:25
    Nikogo nie "odganiam" - nadinterpretacja.

    Jak pisałam, chodzę do endokrynologa prywatnie, co by mi dały skierowania? Lekarka jest o tyle w porządku, że pisze do lekarzy, do których chodzę na NFZ, jakie jej zdaniem warto wykonać badania.
  • twojatarczyca 04.08.11, 22:50
    Psychofinko!!
    Przeczytaj jeszcze raz "kalkulator wizyt""!!
    Na prywatnej wizycie mogę dać 10, 20 "a jak dla telewizji" to 100 zaleceń do innych lekarzy wykonania badań!!! Koszty dla mnie 0PLN!!!
    Obciążam innych.
    Ciekawe jak byś zareagowała zalecenia wykonania tych badań w innych prywatnych gabinetach??
    TT

  • anka.83 05.08.11, 00:07
    TT,

    Nie ma miejca na tym forum na tego typu dyskusje o innych użytkownikach z innego forum. Masz coś do hashi - tess, to napisz jej wiadomość prywatną, natomiast na TYM forum odnoś się tylko i wyłącznie do wypowiedzi użytkowników TEGO forum.

    Wykasowuję wszystkie Twoje wypowiedzi na temat hashi-tess i uprzejmie Cię proszę o zaprzestanie zaczepek w ich stronę z naszego forum. To nie ma związku z wartością merytoryczną ani jej ani Twoich wypowiedzi. Atakuj wypowiedź, nie osobę - no i nie u nas, bo na naszym forum tych wpisów nie ma.



  • anka.83 05.08.11, 01:06
    "Jeszcze nie mam tu banicji (dyskusje były)"

    TT, no proszę Cięsmile Kto tu niby chciał Cię zbanować? Dyskusje były zażarte, aż miło (oj pamiętam), ale uwierz mi - nikt nie brał pod uwagę bana za to, że wyrażasz swoje zdanie (nie łamiące regulaminu).
  • psychofinka 05.08.11, 17:32
    Mnie załamał fakt, że Twojatarczyca czyta bez zrozumienia, na tej podstawie wyrabia sobie błędne przekonania, zarzuca komuś brak merytoryczności, a sam żali się tylko nad swoim losem lekarza skazanego na zarządzenia NFZ i aparatu rządzącego.
    W związku z tym nie mam już nic do dodania. Bo Twojatarczyco, powtarzasz w kółko to samo i nic z tego nie wynika. Jak dziecko w przedszkolu - "a pacjenci to są jeszcze gorsi", "NFZ jest niedobry" i "nikt mnie nie lubi".
  • jurmik 05.08.11, 13:12
    Ja też raz czy dwa otrzymałam od naszej endo informację dla lekarza rodzinnego, że byłoby potrzebne zrobienie takiego to badania (wcale nie dotyczyło tarczycy). Od tego jest specjalista, by pewne rzeczy wiedział lepiej niż lekarz "od wszystkiego" jakim jest lekarz rodzinny. Raz moja rodzinna dała mi skierowanie - i okazało sie, że endo miała rację, drugi raz nie dostałam skierowania, bo akurat na to rodzinna nie mogła , więc zrobiłam sobie sama prywatnie. I co - ktoś na tym stracił? Moja rodzinna jakoś wcale nie obraziła się, a nawet powiedziała, że dzięki takim kartkom od specjalistów sama się czegoś douczy. Widać mam mądrą rodzinną (faktycznie, dobrze trafiłam - życzliwa, chodzi na różne szkolenia, można z nią podyskutować - świetna!)
  • pies_z_laki_2 05.08.11, 16:37
    > Tak, wiem, dowiem się, że lekarze są słabo opłacani i nie mają funduszy oraz możliwości (a z pewnością przede wszystkim chęci, moim zdaniem) patrzeć na pacjenta holistycznie.

    To nieprawda, że... (gdybyś pisała, że...) lekarze są słabo opłacani.
    Tu mamy dowód:
    - www.nto.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20110310/region/985935902
    - Zarobki lekarzy 2011

    A to cytat:

    Przybywa lekarzy, bo ich zarobki rosną
    2011-08-05 06:38
    Dziennik Gazeta Prawna


    W ciągu dekady liczba studentów na kierunkach medycznych wzrosła o 350 proc. i wynosi 133 tys. osób. W 2000 roku było ich 37,7 tys. – informuje "Dziennik Gazeta Prawna", powołując się na raport firmy Sedlak and Sedlak.

    Według ekspertów, przyczynia się do tego nie tylko wysoki prestiż tej profesji, ale również szybko rosnące zarobki. W ciągu 3 lat średnie wynagrodzenie lekarza z pierwszym stopniem specjalizacji wzrosło z 4 do 7 tys. zł.

    Najlepiej zarabia się w prywatnych placówkach. W państwowej służbie zdrowia średnie wynagrodzenie to co prawda ok. 4,5 tys. zł, ale niemal 90 proc. zatrudnionych tam lekarzy przyznaje, że dorabia do pensji. Nikogo nie dziwią więc zarobki rzędu 20–30 tys. zł brutto, a najlepszych specjalistów nawet do 60 tys. zł.

    Mimo dużego zainteresowania studiowaniem medycyny, Polska znajduje się w ogonie krajów UE, biorąc pod uwagę liczbę lekarzy przypadających na tysiąc pacjentów. OECD wyliczyła, że w Polsce wskaźnik ten wynosi 2 medyków. Przykładowo w Grecji - 6, w Austrii - 5, we Włoszech i Holandii – 4.

    A najciekawsze jest to, że kultura bycia nijak się ma do zarabianych pieniędzy... A jeśli już, to często bywa odwrotnie proporcjonalna...
  • regulaprzekory 05.08.11, 22:39
    I uważasz, że 10 tysięcy złotych (ba! żeby wszędzie tak było!) za 400h miesięcznie to godziwe wynagrodzenie? Albo 3,5 tysiąca brutto(!) po 11latach nauki? Specjalistą zostaje się po 30stce - nie wiem co trzeba robić, żeby zarabiać mniej brutto w tym wieku uncertain
  • pies_z_laki_2 06.08.11, 00:41
    Ja nic nie uważam tongue_out
    Ja tylko cytuję wyniki badań, a z nimi trudno dyskutować tongue_out

    "W ciągu dekady liczba studentów na kierunkach medycznych wzrosła o 350 proc."
    Chyba z jakiegoś powodu tak się dzieje, prawda?

    Poza tym mnie nikt w kieszeń nie zagląda, kiedy wyciąga rękę po pieniądze za płatną wizytę. Mam pieniądze mieć, inaczej mnie lekarz nie przyjmie. I nic go to nie obejdzie, że mam niską pensję, rentę, czy emeryturę, albo że leki są drogie i nie dam rady ich wykupić...

    Pieniądze to nie wszystko, nie można tym tłumaczyć nieuprzejmości, braku ogłady, czy wręcz chamstwa.
  • regulaprzekory 06.08.11, 11:24
    Cytujesz wyniki badań i nie czytasz tego, za ile godzin jest takie wynagrodzenie, ani ile lat trzeba się uczyć, żeby dojść do takich kwot. Mój mąż bez studiów zarabiał w moim wieku 5x tyle co ja, a ja dopiero po 10 latach i blisko 7h dziennie więcej mogłam poszczycić się takimi zarobkami. Śmieszne.
    A liczba chętnych zwiększyła się, bo zwiększyła się liczba miejsc, jakie otwierają uczelnie. Nadal natomiast kończy je mniej więcej taka sama ilość osób.

    A jak nie masz pieniędzy to nie chodzisz do lekarzy prywatnie. Dla mnie to proste.
  • pies_z_laki_2 06.08.11, 13:26
    Nie czytam, bo sama pracowałam (do niedawna) po kilkanaście godzin na dobę i jakoś nie zauważyłam, żeby ktoś miał się nade mną litować. To był mój wybór. I zarabiałam porównywalne kwoty.

    A uczyłam się też dość długo, studia plus ciągłe doszkalanie na kursach, albo we własnym zakresie zgodnie z regułą "Jak nie idziesz do przodu, to się cofasz." To też był mój wybór.

    I nie strajkowałam, nie jojczyłam, robiłam najlepiej jak umiałam, to co umiałam najlepiej smile

    Lekarz to nie tylko zawód. To jeszcze powołanie (spokojnie, nie będę wchodziła na wysokie C) i wielka odpowiedzialność za zdrowie i życie innych ludzi. Jak się tego nie czuje i idzie TYLKO za pieniędzmi, to mamy takie kwiatki, jak można przeczytać tu, na forum.

    A wojować o podwyżkę to należy u swojego szefa, a nie u pacjenta tongue_out
  • regulaprzekory 06.08.11, 17:03
    Dość długo to 6 lat studiów, rok stażu i potem 4-6lat, żeby zostać specjalistą i zarabiać "normalne" pieniądze? Na kursy i konferencje jeździ każdy lekarz - jest obowiązek zdobywania punktów edukacyjnych, więc dokształcać się trzeba. Śmieszne są zarzuty, że lekarze się nie dokształcają big_grin

    A lekarz to profesja. Powołanie to dla każdego co innego - dla jednych chęć pomagania ludziom i bycia Judymem, dla innych pasja uczenia się o funkcjonowaniu człowieka i naprawiania go. obie te definicje są ok, jeśli ludzie zachowują minimum kultury osobistej. Jest masa specjalizacji lekarskich, w których nie trzeba mieć powołania o jakim prawdopodobnie mówisz, a śmiem twierdzić, że po parunastu latach w tym zawodzie powinien przysługiwać urlop zdrowotny, żeby odpocząć od pacjentów, którzy nieraz zachowują się skandalicznie i nie można z nimi niczego zrobić.

    Dziwnym trafem ci, którzy wyjeżdżają za granicę zauważają szaloną różnicę, między tym jak odnoszą się do nich pacjenci za zachodnią granicą, a tutaj. Nie raz zdarzyło się, że pacjent (na którymś z późniejszych lat studiów) zszokował mnie swoją opryskliwością i trudno powiedzieć, żeby miał prawo się tak zachować.

    A medycyna to też wolny rynek - nie stać Cię na mnie to idź do kogoś innego. Tak to funkcjonuje na całym świecie tylko dziwnym trafem wyłącznie w Polsce ludzie oczekują, że lekarz będzie pracował za darmo albo za najniższe kwoty.
  • robak.rawback 06.08.11, 18:47
    nikt nie oczekuje ze lekarz bedzie pracowal za darmo - ale jaksie idzie do lekarza czy na panstwowe czy prywatnie to sie oczekuje ze on wie co mowi a nie wysyla chorych na drzewo.

    diagnoza choroby tarczycy - chyba zbyt hucznie powiedziana ze wymyslona przez ' lekarza '

    nie ma pani sily, spi pani caly dzien, zimno pani - a ma pani meza? jak nie to prosze sie cieplo ubrac, wyjsc na dyskoteke, poznac troche nowych ludzi - zaraz pani przejdzie.

    jesli to bylo po 6 latach studiow i iles tam lat stazu - o rany to powinno bylo byc co najmniej dwanascie lat tych studiow i praktyk przed otrzymaniem dyplomu.

    a jak pacjent chamski bez powodu to wywalac z gabinetu. tak samo jak wywalac z posadki chamskich lekarzy.
    --
    ......There's a man downstairs. He brought us eggs. He might stay.
    - Why? Can he lay eggs?
  • anka.83 05.08.11, 00:48
    Jako administratorka wątku czuję się w obowiązku odpowiedzieć na Twój post.

    1) Kwestia lekarzy, funduszy - myślisz, że nie zdajemy sobie z tego sprawy, jak finansowo stoi służba zdrowia? Kompletnie nie o to chodzi w tym wątku. Tu rozprawiamy (powinniśmy przynajmniej) o braku kultury u lekarzy. Niskie budżetowanie nic do tego nie ma. I jeszcze jedna sprawa - uwierz mi, żaden z nich nie doklada do leczeniasmile Zawsze wychodzą na swoje.

    2) Stowarzyszenia - ja nie czuję potrzeby bycia członkiem takiego. Ja oczekuję leczenia albo sensownego wytłumaczenia, czemu leczenie się spóźnia. Informacja o wyczerpaniu funduszy na dany rok wystarczy.

    Pacjent, lekarz, klient w sklepie - trafiają się różne gbury, gburki i inne stwory, jedni z nas mogą zareagować odpowiednio, inni nie (bo niesmiali, bo stracą pracę). Ale wszyscy powinni.

    "Wynika z niego, że najczęściej super-inteligentne, super-kulturalne pacjentki trafiają do wyjątkowo niesympatycznych endokrynologów." Ta superinteligencja to nie wiem skąd Ci wyszłasmile ale właśnie najczęsciej jest tak, że cham jest chamski w stosunku do slabszych, delikatniejszych i nieśmiałych ("super-kulturalnych").

    3) Cudów się nie spodziewaj, nikt tu się pisać nie odważy (udzielając porad w leczeniu), bo po tygodniu działalności zostalby tak zasypany pytaniami/wątpliwościami, że nie miałby czasu na nic innego. Poza tym, nie lubią dyskutować z pacjentami na temat tego, czy mają rację czy nie. Kilku nas czyta, to wiem, ale to tyle.

    4) A daczego nie? W calej sieci jest ich więcej, niż 4, dla każdego coś miłego. Tak samo z innymi tematami, mnóstwo i mnogo for. I dobrze.

    W sprawie kompetencji lekarzy - czemu mamy pisać, że jest lepiej, skoro nie jest? ja akurat mam fajnego endokrynologa, kilka osób również, ale wybacz, nie napiszę, że lekarz jest dobry, jeżeli mówi np tak " TSH 8 jest ok, kiedyś maks było 10 i ludzie żyli". czy inne kwiatki. Fakt jest taki, że wielu endokrynologów jest starej szkoły, zbyt wielu. Dopóki to się nie zmieni, dopóty będą skargi na co niektórych.

    a) czy ja wiem, ja juz osobiście się gubię, tyle nowych osób i wątków. Ale nie o tą ilość tu chodzi przecież.

    b) hehe, no nie wiem, skąd Ci się wzięło wrażenie siania paniki, ja wszystkim mówię, że niedoczynność jest upierdliwa acz dość przyjemna w leczeniu, zostałam nawet oskarżona o niewrazliwość - może pomyliły ci się fora?

    c) to, że ktoś zakłada forum, niekoniecznie nakłada od razu na niego obowiązek udzielania się na nim. Tego argumentu to już w ogóle nie rozumiem, o czym niby miał złym świadczyć?

    d) Tu jestem oburzona. Nie wiem, skąd wnioski, że banujemy, bo ktoś nie zgadza się z naszym zdaniem, bo NIGDY tak nie było. Bana dostało tak niewiele osób, jedni za chamskie zachowanie, inni za trollowanie, ale żadna z osób, która mówiła nam, że nie mamy racji, nie wyleciała. Proszę Cię o wyjaśnienie, na jakiej podstawie napisałaś swoją wypowiedź.

    Wulgaryzmy - inteligencja czytelnika nie ma tu nic do rzeczy, po prostu zasady forum i etyki nie pozwalają na umieszczanie takich wpisów. Jako że forum nie usostępnia opcji cenzurowania konkretnych wyrazów, wylatuje cały post. Też myślę, że to złe rozwiązanie, ale co zrobić, mamy takie narzędzia a nie inne.
  • robak.rawback 05.08.11, 21:06
    cenzura jak w chinskiej republice ludowej

    --
    ......There's a man downstairs. He brought us eggs. He might stay.
    - Why? Can he lay eggs?
  • psychofinka 07.08.11, 12:04
    Dajmy spokój lekarskim zarobkom, bo odbiegamy od tematu.
    Kasjerka w sklepie zarabia nieporównanie mniej - a pracuje bardzo ciężko, wbrew pozorom. I ma na pewno więcej powodów, żeby się denerwować na klientów, niż lekarz.
    Sama pracuję w miejscu, gdzie mam kontakt z klientami, to nie do wiary, jacy ludzie potrafią być wymagający i bezczelni - jednak nie wyżywam się na nich za to, że np. nie dostałam premii. Co im do tego? Staram się być uprzejma. I pamiętam, że ich nie obchodzi również to, że nasza firma ma jakieś tam swoje uwarunkowania i ograniczenia.
    Myślę, że lekarzy powinno to też dotyczyć, a chyba nawet bardziej, bo mają kontakt z osobami chorymi, często starszymi, osłabionymi.
    I tak, uważam, że osoba bez tzw. powołania nie powinna być dopuszczona do uzyskania tytułu lekarza.
    Nawet moja endo stwierdziła, że patrzy na studentów i zdaje sobie sprawę, że niewielu z nich tak naprawdę ma kwalifikacje do bycia lekarzem.
    Bo wykuć wiedzę można. Można nawet skończyć sto kursów. Ale kulturę osobistą, dobre wychowanie, empatię, uprzejmość albo się ma, albo nie.
    A zarobki lekarzy średnio mnie interesują, naprawdę. Powołałam się tylko na ich koronny argument we wszelkich sporach pacjent-lekarz. Bo myślą chyba, że nas to wzruszy. A te niskie zarobki to od dawna mit.
    A jeśli lekarz jest dobry, kompetentny, w dodatku uprzejmy, to niech zarabia i 100 tys. miesięcznie.
  • pies_z_laki_2 07.08.11, 16:08
    > Bo wykuć wiedzę można. Można nawet skończyć sto kursów. Ale kulturę osobistą, d
    > obre wychowanie, empatię, uprzejmość albo się ma, albo nie.

    No i tacy sami ludzie są równocześnie pacjentami, klientami, sąsiadami itd. Są jacy są, jeśli są już dorośli, to tego nie zmienię ja, ani nikt, bo to trochę za późno... Albo się ma kindersztubę z domu, albo się jej nie ma...

    Ale ze źle wychowanym (zadajcie sobie pytanie dlaczego ten ktoś jest "źle wychowany"...) osobnikiem po drugiej stronie lady / biurka / okienka / słuchawki itd ma do czynienia niemal każdy z nas. I jakoś musimy sobie z tym dać radę...

    Co gorsza - to są ci sami ludzie, którzy przyjmują mnie w swoim gabinecie jako pacjenta... Raz trafię na profesjonalistę, a raz na kogoś roszczeniowego (tylko adres mu się pomylił, po podwyżkę, powiadam, do przełożonego, nie do pacjenta), znudzonego (no bo ileż można takich samych przypadków obejrzeć z zawodową ciekawością...), wkurzonego (brak profesjonalizmu, jak mnie brzuch boli, to nie wyżywam się na Bogu ducha winnych ludziach, tylko biorę krople na żołądek...) czy po prostu kiepskiego fachowca (nawet na uczelni medycznej są lepsi i gorsi studenci, nieprawdaż?).

    Mam znajomego, który uciekając przez powołaniem do wojska skończył roczny kurs kelnerski z praktykami w knajpie. Teraz jest dyrektorem z mnóstwem ludzi "pod sobą", wielką odpowiedzialnością za nich i za wyniki finansowe, skończył MBA i różne takie, ale od dwudziestu lat wraca myślami do obsługi klientów w restauracji: do każdego podchodzi się z tym samym szczerym uśmiechem na twarzy i tak samo profesjonalnie się go obsługuje.

    Zachowując wszelkie proporcje - z lekarzem jest podobnie. Owszem, pełen szacunek się należy, ale lekarz to nie Stwórca tongue_out
  • regulaprzekory 07.08.11, 17:29
    Medycyna trwa 6 lat. Po dodatkowym roku stażu dostajecie prawo wykonywania zawodu i możliwość wypisania sobie na recepcie czegokolwiek, co tylko zechcecie, włącznie z narkotykami.
    Skoro i tak wszyscy lepiej wiedzą jak mają być leczeni, jakie dawki przyjmować, jakie badania zlecać to jakiż to problem pójść na studia, żeby nie musieć użerać się z tymi wszystkimi gburami? Ciekawa jestem, ile takich osób faktycznie dałoby radę ten kierunek skończyć.
  • psychofinka 07.08.11, 18:03
    Reguło przekory, właśnie chodzi o to, ze nie każdy, kto podoła medycynie intelektualnie, nadaje się na lekarza. Tu nie chodzi tylko o zdobytą wiedzę, ale o ludzkie podejście do chorego.
    Z pewnością wiele osób z forum podołałoby tym studiom bez problemu, ale nie w tym rzecz. Szkoda, że wielu lekarzy wybiera te studia pod wpływem żądzy zysku. Ze świecą szukać takich, którzy chcą POMAGAĆ. A potem dochodzi jeszcze rutyna.
    Podobnie jest np. wśród nauczycieli. Z tym że tam nie chodzi o żądzę zysku, a raczej o negatywną selekcję do zawodu.
  • regulaprzekory 07.08.11, 19:11
    Ludzi na roku, którzy poszli dla kasy tylko i wyłącznie - nie pamiętam. A wiesz dlaczego? Bo te studia niszczą psychicznie i nikt, dla kogo liczyłaby się tylko kasa, a nie miałby chęci uczenia się nie przetrwałby. Bardzo krzywdzące jest mówienie, że lekarze to tylko dla kasy, bo znacznie większe i dużo szybsze pieniądze zdobywa się w innym zawodzie. Zostajesz inżynierem informatykiem i nie dość, że pracujesz w rozsądniejszych warunkach godzinowych to nie użerasz się z ludźmi, którzy traktują Cię jak wroga, nie oskarżają cię o naprawdę absurdalne rzeczy i nie odpowiadasz za czyjeś życie i zdrowie.
    Nie da się przejść przez te studia bez pasji i zaangażowania, bo odpada się bardzo szybko.
  • twojatarczyca 07.08.11, 19:54
    Chcę krótko, wyjdzie długo.
    Wykosowałaś anko83 mój post, ale wykasowłaś nie moje wypowiedzi, tylko głównej moderatorki sąsiednich for. To daje do myślenia. Z wieloma radami lekarzy się nie zgadzacie. Zamiast pisania w stylu: forum.gazeta.pl/forum/w,24776,127051426,127244005,Re_do_artesany_.html (co rzutuje na jakość porad) można by powiedzieć autorowi postu: „Wiesz co, myślę inaczej. Można by spróbować tak i tak. Gdzie mieszkasz? Idź do tego i tego. Ma dobre opinie.”wink
    Nie radzę korzystać ze strony znanylekarz. Kompletna bzdura. Wpisują sami lekarze, ich znajomi, firmy zatrudniające, firmy wynajęte („jaki cudowny”wink, i ich konkurencja („jaki beznadziejny”wink. Wpisów pacjentów chyba jest niewiele. Sam znam dokonane przez firmy wpisy o lekarzach – ale pomyliły im się spacjalności, komentarze są jak cudownie leczy te choroby, a naprawdę ich nie leczy i nie ma o nich zielonego pojęcia. Wasze rankingi – może nieco lepsze – też pozostawiają wiele do życzenia.
    Chyba najlepszy były wpis bezpośrednio do wypowiadającego wg zasad które wcześniej podałem. Temat do rozważenia.
    To na temat o tych, co mają powołanie (nie lubię tego słowa, ale nie wiem jak je zastąpić), po prostu rynek zweryfikuje.
    Dziękuję anko83 za wpis i poruszenie tematów na moim forum. Mało mam czasu.
    Można je poruszyć i tutaj.
    Inne odpowiedzi postaram się potem.
    TT
  • psychofinka 07.08.11, 20:28
    Ale mnie nie obchodzi, że mojego lekarza "zniszczyły psychicznie" studia! Osób współpracujących ze mną też nie obchodzi to, czy moja praca mnie niszczy psychicznie! A praca ta jest nieporównanie mniej odpowiedzialna. Sorry, ale co to za argument? Lekarz ma leczyć, a nie cierpieć psychicznie, w razie czego niech zmieni zawód.
    Niech ci marni lekarze zostaną sobie inżynierami, kto im broni, na litość boską. Ale mam dziwne wrażenie, że "złej baletnicy przeszkadza i rąbek u spódnicy" i że w innym zawodzie byłyby inne-niezmiernie-ważne-przyczyny, które uniemożliwiałyby odpowiedzialne wykonywanie swoich obowiązków... To zależy od człowieka. Wyłącznie.

    Gdzie ta pasja i zaangażowanie u znudzonego endo? U wmawiającego Ci depresję rodzinnego? U gina, który nie umie robić usg? U rodzinnego, który leczy Cię na nerki, a masz raka szyjki macicy? U psychiatry, u którego wizyta doprowadza Cię do łez, bo komentuje to, jak żyjesz?
    To są przykłady rzeczywiste. Z życia mojego i osób mi najbliższych. Niektóre już nie żyją.

    Naprawdę, nie obchodzi mnie wypalenie zawodowe lekarzy. To nie moja wina.
  • regulaprzekory 07.08.11, 20:41
    Ale czy ja napisałam, ze ma Cię to obchodzić? Napisałam tylko, że bzdurą jest argument o kasie. Mnie też nie obchodzi, jakie niektórzy tu przejścia z lekarzami mają - nie powinni pisać kłamliwych opinii i stawiać się w roli biegłych medycznych i koniec.
    Nie podobają Ci się lekarze - nikt Ci do nich chodzić nie każe! To jest styl Twoich argumentów.
  • psychofinka 07.08.11, 20:48
    Żyjemy w tzw. społeczeństwie. Jesteśmy na siebie skazani. Wielu lekarzy korzysta z usług, które świadczy moja firma. Takie życie. Nie chodzi o to, żeby nie chodzić do lekarzy.
    Nadal uważam, że niektórzy lekarze zachowują się skandalicznie i są niedouczeni.
    Niektórzy - powtarzam.
    I nadal sądzę, że wielu ludzi idzie na medycynę, kierując się żądzą zysku. Np. ginekolodzy, stomatolodzy, jest ich jak grzybów po deszczu, spróbujmy znaleźć naprawdę dobrego.
    Wielu - powtarzam, nie wszyscy.
    Znam osobiście kilkoro lekarzy, których to absolutnie nie dotyczy. Ileż czasu trwało, zanim do nich trafiłam...

    Argumenty, że mogę sobie nie chodzić do lekarza, są niepoważne. Chcę i będę, bo mój stan zdrowia tego wymaga. Wymagam jednak zainteresowania moją osobą, słuchania mnie, patrzenia na mnie chociaż! Należy egzekwować kulturę osobistą i kompetencję u lekarzy.
    Takie jest moje zdanie.
  • regulaprzekory 07.08.11, 20:59
    Ilu znasz lekarzy, że podważasz zdanie osoby siedzącej w tym światku? Ile osób zwierzyło Ci się, że medycyna ich interesuje tylko ze względu na kasę? Czy może swoją opinię wyrobiłaś sobie wyłącznie na podstawie ich charakteru i zachowania? Masz jakieś statystyki? Ilu to znaczy wiele, a ilu niektórzy?

    Można powiedzieć o kimś, że zachował się grubiańsko, ale dorabianie do tego ideologii jest już niepoważne i śmieszne. Kto wie, może kiedyś ktoś naprawdę zdeterminowany oskarży Cię o pomówienie i wygra?
  • psychofinka 07.08.11, 21:24
    Zapraszam smile I służę nazwiskami smile
    To nie pomówienia, to fakty.
    Osobo siedząca w "tym światku".
  • regulaprzekory 07.08.11, 21:42
    Masz tyle nazwisk, że możesz napisać wiarygodną statystycznie pracę badawczą? Bo jeśli nie to wciąż są to pomówienia.
  • anka.83 07.08.11, 23:24
    Nałaziłam się po tych lekarzach sporo, moja rodzinka jest dość chorowita, więc oni też, ale nigdy na psychola nie trafiliśmysmile A z tej wypowiedzi wynika, że prawie każdy jest tam zdrowo kopniętybig_grin Poza tym, mam koleżankę na lekarskim, poza wymęczeniem nic jej nie dolega, jeszcze nie lata ze strzykawką po ulicy za obcymi ludźmi, a już studia kończysmile No ale może na medycznych uczą ich dobrego kamuflażu?smile

    Za to studia ekonomiczne to dopiero wykańczają, do teraz (kilka lat po zakończeniu) zdarza mi się sen, że zapomniałam chodzić na jakieś zajęcia i własnie przyszlam na uczelnię w dniu egzaminubig_grin Ach, to były czasy...

    Byli studenci wszystkich uczelni, łączmy się! W kolejkach do psychiatry! Razem damy radę!

  • regulaprzekory 07.08.11, 23:49
    Moje słowo przeciwko Twojemu słowu. Słowo kogoś, kto ma jakąś koleżankę studentkę i osoby, które zetknęła się z tym osobiście. No widocznie wiesz lepiej.
  • anka.83 08.08.11, 13:19
    No mam takie skrzywienie charakteru, że zawsze wiem lepiej big_grin Taki żarcik to był, bo nie wiem, czy w takim stanie zacietrzewienia znów nie odbierzesz go na serio...

    Zakladając, że masz rację, większość po lekarskim jest zdrowo szurnięta - zdajesz sobie sprawę, że to jednoznacznie eliminuje ich z rynku jako niezdolnych do wykonywania zawodu? Żaden z nich nie powinien być dopuszczony do wykonywania praktyki? Że jednoznacznie przytakujesz tu temu, czemu tak ostro zaprzeczasz - a mianowicie, że większość lekarzy partaczy? Bo to efekt, który może być spowodowany niezrównoważeniem psychicznym, w związku z czym należy brać go pod uwagę w każdym lekarskim przypadku.

    Mówisz innym, by nie generalizowali, a sama generalizujesz na podstawie prywatnych obserwacji (które nie mogą być w żaden sposób reprezentatywne dla calej grupy).

    Jeżeli zaś kogoś studia medyczne "zniszczyły", to niech będzie osobą odpowiedzialną i zrezygnuje z wykonywania zawodu dla dobra siebie i - przede wszystkim! - pacjentów.

    Fryzjerzy nie mają na rękach zdrowia i życia swoich pacjentów (no chyba, że tacy "zniszczeni" po szkole fryzjerskiej, co to wsadzają nożyczki klientowi do mózgu przez oko, ale wyjątki zdarzają się wszędzie).

  • pies_z_laki_2 08.08.11, 10:55
    > Czy może swoją opinię wyrobiłaś sobie wyłącznie na podstawie ich charakteru i zachowani
    > a? Masz jakieś statystyki? Ilu to znaczy wiele, a ilu niektórzy?

    No to super!!! Bardzo proszę o dokładne instrukcje, JAK (czyli na jakiej podstawie) ma oceniać swojego lekarza pacjent. Najlepiej w punktach.

    A może sugerujesz, że w ogóle nie powinien? Jeśli tak, to wyjaśnij proszę dlaczego.
  • regulaprzekory 08.08.11, 11:07
    No i nie zrozumiałaś.

    Ależ oceniaj KONKRETNEGO lekarza jak tylko zechcesz! Rób to według swojego widzimisię, nic mi do tego. Wyrzuć jednak ze słownika słowa: KAŻDY, WSZYSCY, WIĘKSZOŚĆ, bo o ile nie przeprowadziłaś badań na sporej grupie to są to pomówienia. Dopóki nie pójdziesz do wszystkich lekarzy nie wolno powiedzieć, że wszyscy to nieuki albo żaden nie jest dobry.

    Widzisz różnicę?
  • pies_z_laki_2 08.08.11, 12:32
    O ile pamiętam, to akurat ja oceniałam tylko tych, z którymi miałam do czynienia. I nie pisałam o "wszystkich" smile

    Innych lekarzy oceniają ci, którzy mieli z nimi styczność i piszą o tym choćby tu, na forum.

    A razem wziąwszy pojawia się coś takiego jak globalna ocena jakościowa tej grupy zawodowej.
    Nie są to profesjonalne badania, bo kto by t sfinansował, ale może warto poszukać sponsora...

    A moze już były robione jakieś badania, w stylu "Wypalenie zawodowe lekarzy (w deklaracjach pisemnych) a poziom serotoniny rano, wieczór i w południe", albo "Długość skupienia uwagi na pacjencie, a procent wyleczeń boreliozy". "Ilość uśmiechów na korytarzu (lekarz), a długość noszenia gipsu (pacjent)", albo "Poziom opanowania języka obcego vs. poziom frustracji zawodowej".

    Grupa 60 lekarzy wystarczy? Mają być ochotnicy, czy z łapanki? Kto w grupie kontrolnej? Strażacy? Policjanci? Księża?

    Są tu jacyś studenci? Psychologii, socjologii, czy tp.
  • eremka 08.08.11, 11:55
    nie dziwi nic...
    jakby ktoś nie wierzył w "pomówienia", że LEKARZE w wiekszosci prezentują chciwość,
    roszczeniowość i brak empatii - moze sobie poczytać
    Pani doktor pisze:

    A jak nie masz pieniędzy to nie chodzisz do lekarzy prywatnie. Dla mnie to proste.

    Dość długo to 6 lat studiów, rok stażu i potem 4-6lat, żeby zostać specjalistą i zarabiać "normalne" pieniądze? Na kursy i konferencje jeździ każdy lekarz - jest obowiązek zdobywania punktów edukacyjnych, więc dokształcać się trzeba. Śmieszne są zarzuty, że lekarze się nie dokształcają

    A medycyna to też wolny rynek - nie stać Cię na mnie to idź do kogoś innego. Tak to funkcjonuje na całym świecie tylko dziwnym trafem wyłącznie w Polsce ludzie oczekują, że lekarz będzie pracował za darmo albo za najniższe kwoty.Medycyna trwa 6 lat. Po dodatkowym roku stażu dostajecie prawo wykonywania zawodu i możliwość wypisania sobie na recepcie czegokolwiek, co tylko zechcecie, włącznie z narkotykami.


    Skoro i tak wszyscy lepiej wiedzą jak mają być leczeni, jakie dawki przyjmować, jakie badania zlecać to jakiż to problem pójść na studia, żeby nie musieć użerać się z tymi wszystkimi gburami? Ciekawa jestem, ile takich osób faktycznie dałoby radę ten kierunek skończyć.

    skąd ja to znam?!
    taka sama arogancja i brak szacunku jak u pani dr Szcz, pani Ka, pani dr Wa, pana dra ST, pani dr GO ... mało?!

    dziękuję regule przekory za wiele wnoszący udział w dyskusji
    napisze tylko jeszcze, że na nic Twoje fochy i złośliwości ... pacjenci rodem z prlu, kiedy lekarz był Bogiem odejdą, nas świadomych praw i obowiązków big_grin będzie coraz więcej i będziemy się organizowac i wymagać ... będziemy zbierać dowody i będziemy dochodzić swoich praw, nawet w sądzie ...
    mozesz się wyzłośliwiać, na zdrowie, i tak tego nie zatrzymasz tongue_out
    ----------------------------------------
    Im bardziej będziemy komuś włazić w tyłek, tym bardziej będzie nam właził na głowę - zasłyszane, zapamiętane
  • regulaprzekory 08.08.11, 12:04
    eremka napisała:

    > nie dziwi nic...
    > jakby ktoś nie wierzył w "pomówienia", że LEKARZE w wiekszosci prezentują chci
    > wość,
    > roszczeniowość i brak empatii - moze sobie poczytać

    Kolejna, która nie umie zrozumieć co to znaczy WIĘKSZOŚĆ. Ale miło mi, że moje wypowiedzi mają taką wagę.

    Podstaw pod wszystkie wypowiedzi słowo FRYZJER. Czy gdyby fryzjer powiedział, że skoro Cię na niego nie stać to idź do kogoś innego byłabyś zbulwersowana? Bo ja nie. To jest wony rynek - klient sam sobie wybiera usługodawcę i nie widzę powodu, dla którego w przypadku lekarzy miałoby być inaczej. Ustalam sobie jakąś cenę - jeśli znajdą się chętni, żeby ją zapłacić to przeżyję, jeśli nie to zmuszona będę ją obniżyć. Fryzjer również jest chciwy?
    Skąd w ogóle takie słowo???
  • pies_z_laki_2 08.08.11, 12:53
    To dlaczego mam kiepskiego endo w lecznicy prywatnej (wielka międzynarodowa sieć medyczna)? Płacę duze pieniadze, ale zanim się przekonam, że ten akurat lekarz nie ma powołania, wiedzy, chęci czy czego tam jeszcze, to miesiące mijają, a ja jestem zdania na łaskę tegoż hm... pana.

    Zanim zmienię jednego endo na drugiego, czyli zanim sama się dokształcę na tyle, żeby wiedzieć, że to co pierwszy ocenia jako ok, wcale takie ok nie jest i drugi jednak uważnie wsłucha się w moje słowa, zrobi mi badania i wyniki będzie brał pod uwagę w dalszym leczeniu choroby bądź co bądź przewlekłej. I właśnie za to chciałabym płacić... Może być "jak u fryzjera" tongue_out

    Jestem skazana na wizyty u lekarzy, sama sobie tego nie wymyśliłam, nie "zapracowałam" na chorobę żadnymi grzechami młodości czy brakiem szacunku dla własnego organizmu. Nie chcę być skazana na byle jakich lekarzy! Wiem, że ogromna ilość już wyjechała za granicę (były badania tongue_out), a więc pozostali ci, co nie chcieli jechać, albo nie mogli, albo ich "tam" nie chcieli... z jakiegoś powodu...

    I jeszcze jedno - tylko chorzy trafiają na różnych lekarzy. Zdrowy człowiek do lekarzy nie biega, bo i po co? A tu, na forum Hashi, mamy właśnie reprezentację pacjentek (-ów) różnych specjalności, co też powinno dać do myślenia. Dlaczego aż tyle spychologii w lekarzach drzemie? Dlaczego nie leczy jednej choroby jeden lekarz, a musi się podpierać trzema innymi, czy to tylko ruch w interesie? "Proszę się nie przejmować bólami stawów" + skierowanie do reumatologa. Po co? "Ma pani Hashimoto" + skierowanie do laryngologa. Po co? A jak pytam o uderzenia gorąca równo godzinę po posiłku = ściana, zero odzewu.

    Podsumowując:
    - pacjent nie jest dla lekarza tylko "przypadkiem" do wpisania w papierach, jest żywym człowiekiem (póki co...), a nie szklaną ścianą z bankomatem w środku
    - pacjent jest chory
    - lekarz ma wiedzę nt chorób
    - lekarz po to się uczył długie lata, żeby leczyć pacjenta
    Tyle.
  • eremka 08.08.11, 13:13
    miło ci?!
    a niby dlaczego?!
    i jeszcze jakies duby smalone o fryzjerach ... jeszcze mi się nie zdarzyło, ale zawsze jest ten pierwszy raz, a niech tam wrzasnę se: CZYTAJ ZE ZROZUMIENIEM ...
    my tu nie fryzjerach, my tu o lekarzach ... ale jakos słabo przetwarzasz informacje, to wytłumaczę:
    jak mnie fryzjer kiepsko obetnie, przeżyję ... włosy - nie cycki - odrosną ...
    ale temu biedaczynie, co mu nerkę zdrową wycięli, to chyba nie jest do smiechu ...
    ale pewnie to była jego wina, pewnie sie jakoś tak ułożył ... a zresztą idąc tokiem twoich uczonych dyrdymałów, mógł se umrzec z godnoscią, a nie zawracać lekarzowi łeb, i to na NFZ!
    big_grin
    ----------------------------------------
    Im bardziej będziemy komuś włazić w tyłek, tym bardziej będzie nam właził na głowę - zasłyszane, zapamiętane
  • anka.83 08.08.11, 13:32
    Jeżeli jest wolny rynek - to mnie g... interesuje, ile lekarz musiał studować, żeby móc pracować, g... mnie obchodzi, że wg niego mało zarabia - jest lekarzem, ma mnie leczyć bez łaski, bez dyskusji, bez fochów. G... mnie obchodzi, że wrócił z cięzkiego dyżuru, operacji, czy czego tam jeszcze. Pogadajcie z handlowcami czy sprzedawcami, czy jakiegokolwiek ich klienta interesuje, ile zarabiają, czy są przemęczeni, czy mają zły dzień. Czy im zmarło dziecko w międzyczasie i są w fatalnym stanie psychicznym, ale do pracy przyjść muszą, żeby móc utrzymać pozostale. I wiedzą, że za bezczelne zachowanie w stosunku do klienta wylatują z pracy, bo nikogo nie interesują powody takiego zachowania, klient nasz pannnnn, jak nie umiesz sobie z tym radzić, to żegnamy.

    Czy na prawdę o to nam chodzi? Czy na prawdę tak to ma wyglądać?



  • arronia 08.08.11, 14:08
    To ja napiszę z innej strony a propos tej kultury i umiejętności międzyludzkich. Od innej - bo od strony pacjenta szpitala (lub bliskiej osoby).
    Są szpitale, gdzie komunikacja z pacjentem i troska o niego leży i kwiczy (co odbija się też na stronie stricte medycznej!). Znam też takie, gdzie kultura jest na porządku dziennym. Czemu? Bo tego wymaga ordynator. Sam jest człowiekiem kulturalnym i kładzie nacisk nie tylko na sprawy merytoryczne, ale też na to, jak personel traktuje pacjenta. Potrafi wezwać dobrego fachowca na dywanik za zbyt szorstkie potraktowanie pacjenta. Bo lekarz ma leczyć, ale też robić to cywilizowany sposób.
    I przykład idzie z góry na dół, od ordynatora, przez lekarzy, po pielęgniarki i pozostały personel.
    A to znaczy - że się da. Że dużo zalezy od woli, od klimatu, od tego, co jest akceptowalne, a co nie uchodzi. Czyli można się spodziewać, że również lekarz bedzie się zachowywał okej. Również lekarz nieszpitalny, niekoniecznie podczas "państwowej" wizyty. Bo to po prostu jest wykonalne. Niezależnie od tego, jak ciężkim zawodem jest zawód lekarza. Bo jest, nie mam cienia wątpliwości.
  • psychofinka 08.08.11, 17:02
    Reguło przekory,

    1. nikt nikogo nie "pomawia", piszemy o faktach, ja piszę o faktach z mojego życia, nic nie poradzę, a jeśli byś sobie przeczytała definicję pomówienia, to przekonasz się, że opiera się ono na kłamstwie - czy zarzucasz mi kłamstwa?
    2. przejrzyj no nasze (moje) posty i zobacz, czy gdziekolwiek używam słowa: każdy", "zawsze", "nigdy"? jeśli tak - to w jakich kontekstach?

    Po prostu się uparłaś przy swoim i brniesz w zaparte, nie chcąc zrozumieć, o co nam chodzi.
    Jak fryzjer jest beznadziejny, to zapewniam Cię, zwieję od niego.
    I tak jak pisze Anka, osoba wypalona psychicznie nie powinna brać odpowiedzialności za czyjeś zdrowie i życie.

    Czy Ty przyjmujesz pacjentów? Możesz nam opowiedzieć, jak wygląda wizyta u Ciebie?

    To tyle, bo ta dyskusja robi się naprawdę jałowa...
  • anka.83 08.08.11, 20:43
    Też mam wrażenie, że dalsza dyskusja nie ma już sensu. Byl wątek "narzekalnia", powoli robi się "mordownia", niczego dobrego to do dyskusji nie wniesie.
  • pies_z_laki_2 09.08.11, 10:27
    A właśnie, że wniesie. Z tego co tu napisano MOŻNA WYCIĄGNĄĆ WNIOSKI!

    arronia napisała:
    > (...)I przykład idzie z góry na dół, od ordynatora, przez lekarzy, po pielęgniarki i
    > pozostały personel.

    A to znaczy, że póki pacjenci zaciskają zęby, znoszą wszystko w ciszy, w strachu czy upokorzeniu, póki nic nie mówią "wyżej", póty nikt "wyżej" nie wie, że dr Iksiński się notorycznie spóźnia, że dr Igrekowska krzyczy na pacjentów, że dr Zetowski leczy nerki zamiast wykryć i prowadzić ciążę (autentyk sad) itd.

    A więc po pierwsze - pacjencie - daj głos!
    Po drugie - lekarzu - "dawaj starszinu".
    (czyli skarga do wyższej instancji)
    Po trzecie - wszystko, co lekarz chce (lub nie chce mimo nalegań) zrobić z naszym zdrowiem MUSI być zanotowane w karcie!

    Ostatnio zrobiłam duże, drogie badania poza moją lecznicą, która nie uważała ich za zasadne. Ale na piśmie odmowy nie mam. Badania wyszły niestety dodatnio. Faktura za te badania idzie poleconym do lecznicy. Prosiłam na piśmie o badania, telefonicznie dostałam odmowę, teraz lecznica dostanie fakturę. Na piśmie. tongue_out
  • pies_z_laki_2 03.12.11, 19:00
    Raport ze stanu sprawy (szczegóły w poprzednim poście):
    Lecznica przelała całą kwotę za "niepotrzebne" badania na mój rachunek tongue_out
    Po mojej pisemnej reklamacji, po telefonicznej odmowie, po telefonicznej próbie zastraszenia (nie dała się zastraszyć), po pogrożeniu nagłośnieniem sprawy (chyba się wystraszyli) - pieniądze nadeszły w kilka dni.

    Jaki stad wniosek? Że w biurokracji ważny jest papier! I że lecznica jest niemal takim samym urzędem, jak każdy inny, tylko zamiast zarękawków pracownicy noszą tam kitle.
  • anka.83 09.08.11, 13:02
    Twojatarczyca poruszył w poście problem rankingów lekarzy, typu "znanylekarz" czy też nasze forumowe.

    "Nie radzę korzystać ze strony znanylekarz. Kompletna bzdura. Wpisują sami lekarze, ich znajomi, firmy zatrudniające, firmy wynajęte („jaki cudowny”, i ich konkurencja („jaki beznadziejny”. Wpisów pacjentów chyba jest niewiele. Sam znam dokonane przez firmy wpisy o lekarzach – ale pomyliły im się spacjalności, komentarze są jak cudownie leczy te choroby, a naprawdę ich nie leczy i nie ma o nich zielonego pojęcia. Wasze rankingi – może nieco lepsze – też pozostawiają wiele do życzenia. "
  • jurmik 09.08.11, 22:58
    Moim zdaniem rankingi spełniają jakąś rolę, ja sama, a także wielu moich znajomych, wybierając się do lekarza szukamy o nim opinii.
    Wiadomo, że nie wszystkie wpisy są wiarygodne, ale ogólna tendencja chyba jest prawdziwa. Dziwiło mnie tylko, czemu jedni lekarze mają po kilka czy kilkanaście wpisów, a inni po kilkadziesiąt, mimo że i jedni i drudzy mają dużo pacjentów. No i już wiem - jeden z lekarzy poprosił mnie sam, by coś dobrego o nim napisać, jesli jestem zadowolona z wizyty.
    Kiedyś już o tym pisałam - żeby pomóc innym w dobrym wyborze, trzeba wpisywać swoje oceny doktorów, z którymi mamy do czynienia (nie tylko tych, którzy o to proszą). A rankingów jest sporo, nie tylko "znany lekarz".
  • jurmik 09.08.11, 23:20
    I jeszcze jedno - wpisanie dobrej oceny swojemu lekarzowi nie ma być jego reklamą (bo dobry i tak ma mnóstwo pacjentów i nie potrzebuje reklamy), tylko ułatwieniem wyboru tym, którzy szukają.
    Poza tym wpisanie, za co konkretnie cenimy swojego doktora pozwoli innym na porównywanie z tym, co im oferują na wizytach ich lekarze i może w ten sposób wpłynie to na podniesienie poziomu? Bo jeśli są lekarze, którzy nie spóźniają się, nie gadają przez telefon w czasie wizyty, nie biorą kasy za wystawienie zaświadczenia czy wypisanie 1 recepty, pozwalają do siebie zadzwonić w razie potrzeby, słuchają, wyjaśniają, zwracają uwagę nie tylko na wyniki "ze swojej działki", to znaczy, że od innych też można tego wymagać. Trzeba też piętnować to, co złe.
    Podejrzewam, że każdy lekarz częściej lub rzadziej zagląda na te rankingi, choćby z ciekawości, więc może się co któryś zastanowi nad złymi opiniami (a dobry będzie miał satysfakcję i podziękowanie).
    A co do firm, wpisujących "zawodowo" czyli za kasę te dobre opinie - to chyba nie ma sensu. Bo co z tego, że ktoś przeczyta 50 świetnych opinii i pójdzie do takiego chwalonego lekarza - jak będzie źle traktowany lub źle leczony, szybko zrezygnuje i opowie swoim znajomym, że nie warto, a takie opinie " jedna pani drugiej pani" rozchodzą się bardziej niż te internetowe.

  • jurmik 10.08.11, 22:31
    Twojatarczyco, i co Ty na to? Czyżbym miała rację? A co myślą inne uczestniczki forum - wpisywać się do rankingów czy nie (sądząc po niewielkiej liczbie wpisów w naszym rankingu jesteście raczej na nie).
  • eremka 16.08.11, 17:25
    ja w rankingi nie wierzę ... i nie bardzo wierzyłam ...
    bo szukałam konkretnych informacji, a na tych portalach z rankingami znajdowałam wpisy najczęściej w stylu: cudowny lekarz, mega profesjonalista, od samego patrzenia na niego lepiej się robi i takie tam ... dyrdymały big_grin
    a konkretów żadnych ...
    ja wpisałam się kilka razy, uzasadniając swoją ocenę lekarza przykładami jego zachowania i podając swoje rozpoznanie... bo moze się zdarzyć, że w centrum zainteresowania lekarza nie leży hashi, ale jest specjalistą od gravesa czy czegoś tam innego ...

    ---------------------------------------
    Im bardziej będziemy komuś włazić w tyłek, tym bardziej będzie nam właził na głowę - zasłyszane, zapamiętane
  • jurmik 17.08.11, 14:28
    Myślę, że nie ma specjalisty znającego się tylko na 1 chorobie. Endokrynolodzy albo zajmują się i tarczycą, i przysadką, i nadnerczami i nawet cukrzycą, albo zajmują się tylko tarczycą czy nadnerczami (wtedy chyba mają większe doświadczenie w tych chorobach). Ale żeby umieć leczyć chorobę Gravesa-Basedowa, a nie umieć Hashimoto to chyba niemożliwe, tak myślę.
    A co do rankingów - im więcej wpisów, tym większe prawdopodobieństwo, że są prawdziwe, zwłaszcza jeśli są one szczegółowe, a nie ograniczają się do samych przymiotników ("cudowny", "wspaniały", najlepszy" itp.). Jestem za wpisywaniem się!
  • anap3 04.07.13, 19:03
    Zgadzam się z tą opinią! Dodam więcej taki portal jak rankinglekarzy.pl to jest nic wiecej jak darmowa autopromocja lekarzy. Wystawisz negatyw od razu dumny lekarz zgłasza rzekome nadużycie i portalik szybciutko usuwa!!! Kupa śmiechu i hipokryzji. Lekarze sami sobie wystawiają pozytywy co ciekawe często też anonimy. Ale kiedy ty się uczciwie rejestrujesz i chcesz przestrzec przed lekarzem konowałem, to lekarz szybciutko zgłasza a portalik twoj komentarz usuwa! Nie dajcie się nabrać na te portale! Z własnego doświadczenia wiem jak podchodzą do szczerych negatywnych komentarzy! Żądają podania swoich danych osobowych, a nawet numeru pesel. Nie wierzcie w te portale to fikcja i robienie z ludzi głópków!!!!
  • hotaru85 05.07.13, 08:42
    anap3 napisał(a):

    > Zgadzam się z tą opinią! Dodam więcej taki portal jak rankinglekarzy.pl to j
    > est nic wiecej jak darmowa autopromocja lekarzy. Wystawisz negatyw od razu dumn
    > y lekarz zgłasza rzekome nadużycie i portalik szybciutko usuwa!!! Kupa śmiechu
    > i hipokryzji. Lekarze sami sobie wystawiają pozytywy co ciekawe często też anon
    > imy. Ale kiedy ty się uczciwie rejestrujesz i chcesz przestrzec przed lekarzem
    > konowałem, to lekarz szybciutko zgłasza a portalik twoj komentarz usuwa! Nie da
    > jcie się nabrać na te portale! Z własnego doświadczenia wiem jak podchodzą do s
    > zczerych negatywnych komentarzy! Żądają podania swoich danych osobowych, a nawe
    > t numeru pesel. Nie wierzcie w te portale to fikcja i robienie z ludzi głópków!
    > !!!


    Powiem więcej, moja opinia na temat pani doktor - która powiedziała mi że mam mniej żreć i zacząć się ruszać a na moją odpowiedź, że biegam trzy razy w tygodniu długie dystanse powyżej 10km powiedziała "to pani jest w stanie z taką wagą biegać?!" - nie została w ogóle zatwierdzona na tym portalu smile
  • pies_z_laki_2 07.07.13, 13:41
    > Powiem więcej, moja opinia na temat pani doktor - (...) - nie została w ogóle zatwierdzona na tym portalu smile

    Ostatnio, czyli od roku handryczyłam się z nimi o każdą swoją opinię na temat kolejnych lekarzy, a sporo ich miałam na koncie... Niektóre pozytywne, niektóre mniej, wszystkie kulturalne i konkretne, a nie jakiejś szczeniackie hejterskie wyskoki...

    Zawsze odpowiadali, że widocznie coś źle napisałam.. wtedy ja im kopię swojej opinii i pytanie o konkretne zarzuty. I zawsze akceptowali, bo nie mieli wyjścia big_grin

    Raz próbowali mi wcisnąć jakąś cudzą opinię pod jakimś obraźliwym nickiem big_grin Jak dzieci... A ja mam tam zawsze ten sam nick i to samo IP...

    Wyda mi się, że ten portal idzie w stronę komercji, nie opłaca im się iść w konflikty z lekarzami... Zobaczcie same / sami jak niewiele opinii z 2012 i 2013 sie pojawiło... chyba wychodzą z tego biznesu...
  • arronia 16.08.11, 16:30
    Nie zachowanie w sensie zachowania, ale zaleceń. Bo aż mnie zeźliło, choć nie o mnie chodzi. Dziewczyna przed trzydziestką, wynik TSH 8 (plus objawy). I zalecenie: nic nie robić, zbadać za 3 miesiące.
  • djpa 05.12.11, 11:19
    Arronio, wszystko jest zgodnie z algorytmem, który jest w takiej książce:

    Jastrzębska H, Gietka-Czernel M: Niedoczynność tarczycy. Nadczynność tarczycy. Zapalenie tarczycy. [W:] Zgliczyński W (red.): Algorytmy postępowania diagnostyczno-terapeutycznego w endokrynologii. Medycyna po Dyplomie, Zeszyt edukacyjny 2008; 7(10): 24-37.

    A co jest napisane w tychże algorytmach?
    Zgodnie z zaleceniami opublikowanymi w „Algorytmach postępowania diagnostyczno-terapeutycznego w endokrynologii” wskazaniem do włączenia leczenia jest wówczas wysokie miano przeciwciał przeciwtarczycowych. Jeśli przeciwciała przeciwtarczycowe są natomiast ujemne, znaczenie ma stopień podwyższenia stężenia TSH: stężenie TSH ≥ 10 mU/l jest wskazaniem do włączenia L-tyroksyny. Przy niższych niż 10 mU/l stężeniach TSH L-tyroksynę włącza się u pacjentek w ciąży lub z zaburzeniami płodności czy miesiączkowania, u osób ze współistnieniem innych chorób autoimmunologicznych, u pacjentów z wolem, hiperlipidemią, po operacji tarczycy lub po przebytym leczeniu radiojodem bądź przebytym napromienianiu szyi.
  • jurmik 05.12.11, 22:29
    Do czego potrzebne są takie algorytmy? Do tego, by zaoszczędzić pieniądze, których stale brakuje (bo zgodnie z tymi wytycznymi o ileż mniej zostanie wypisanych recept na refundowany Eutyrox, prawda?)
    A lekarze dzielą się na tych, którzy są lekarzami i chcą pomóc pacjentowi i na tych, którzy są urzędnikami realizującymi wytyczne.
  • djpa 06.12.11, 10:38
    Wg wypowiedzi użytkownika forum Twojatarczyca w wątku lecząc samopoczucie
    forum.gazeta.pl/forum/w,94641,130574981,130574981,leczac_samopoczucie_.html
    algorytmy są potrzebne lekarzom jako obrona przy ewentualnych sprawach sądowych. Jeśli leczą według algorytmów, nikt im nic nie zrobi.

    Ale, moim zdaniem, do realizacji algorytmów najwłaściwsze są komputery.

    Co ciekawe, te algorytmy są jakby krokiem wstecz w stosunku do najnowszych badań i tendencji do obniżania normy na TSH do 2.5.

    Czy państwo zaoszczędza w ten sposób na refundacji tyroksyny?
    Ani trochę. Państwo do opakowania tyroksyny 100 tabletek dokłada się w kwocie 10zł. To jest trochę ponad 3zł na miesiąc. A ile państwo kosztuje opłacenie leczenia skutków nieleczonej, źle leczonej lub niezdiagnozowanej niedoczynności? Np. liczne wizyty u dermatologa, psychiatry, ginekologa, lekarza ogólnego, rehabilitacje. Do tego gorsza odporność = częstsze chorobowe. Zmęczenie i problemy z intelektem = gorsza wydajność w pracy (o ile się do tej pracy ma siłę chodzić), zaniedbana rodzina, dzieci, kryzysy małżeńskie. Problemy z płodnością = mniej małych Polaków pracujących na emerytury. Problemy z nadwagą = ryzyko cukrzycy, nadciśnienia itd.

    Na pewno nie tyczy się to samej tyroksyny. Podobnie NFZ by sporo zaoszczędziło, gdyby podejść rozsądnie do powszechnego niedoboru witaminy D u Polaków.
  • anka.83 06.12.11, 15:09
    Zauważcie jednak, jak coraz częściej spotykamy endokrynologów, którzy w 100% nie opierają się w/w wyznacznikowi działania. Cieszmy się z tego!

    djpa napisała:

    > (...) Podobnie NFZ by sporo zaoszczędziło, gdyby podejść rozsądnie do powszechnego niedoboru witaminy D u Polaków.

    No na pewno bylibyśmy narodem szczęśliwszym, a przynajmniej mniej marudnym. W Stanach chyba stosują taką metodę z wit D, jak w Europie z jodem (ale nie pamiętam do czego dodają). Gdzie jeszcze?
  • apendula_niewdziosek 06.12.11, 17:50
    > Jastrzębska H, Gietka-Czernel M: Niedoczynność tarczycy. Nadczynność tarczycy.
    > Zapalenie tarczycy. [W:] Zgliczyński W (red.): Algorytmy postępowania diagnosty
    > czno-terapeutycznego w endokrynologii. Medycyna po Dyplomie, Zeszyt edukacyjny
    > 2008; 7(10): 24-37.
    Aaa, to ja już teraz rozumiem pewną sytuację. Otóż byłem z żoną (o której wątek założyłem) niedawno u tegoż właśnie prof. Zgliczyńskiego skonsultować gruczolaka przysadki. Rozmawialiśmy dość długo o tym gruczolaku i objawach żony, profesor wykluczył związek jednego z drugim, sporo nam wyjaśnił, na koniec zapytałem go o TSH żony, które waha się w zależności od badania od ok. 1.5 do 4 i wspomniałem, że słyszałem o tendencji do obniżania normy TSH, zapytałem też o sens badania FT3 (zalecił TSH i FT4). I profesor zareagował jakoś tak... inaczej. Ogólnie jest on dość energiczny, ale pozytywnie nastawiony. A tu zareagował jakoś tak... nie wiem, nerwowo. TSH zbadać, przy takim TSH jak ma żona wskazaniem do leczenia byłyby tylko podwyższone aTPo/aTG, TF3 nie badać (sic!) bo to służy do diagnostyki chorób wewnętrznych a nie tarczycy. Trudno mi się do czegoś przyczepić, ale miałem wrażenie, że zrobił się jakiś taki nieprzyjemny i szybko uciął temat.
  • djpa 06.12.11, 18:13
    Spróbuję się dowiedzieć o co tu chodzi, bo w województwie Pomorskim Wojewódzki Konsultant ds. endokrynologii zaleca leczyć na niedoczynność kobiety w wieku rozrodczym z TSH wyższym niż 2.0-2.5. Zastanawiam się czy i które zalecenia taki zwykły lekarz endo ma stosować i dlaczego te zalecenia, algorytmy są tak różne. Może czegoś nie wiem? Przy najbliższej okazji popytam się endo o to.

    Ale ale, robiono badania na temat normy na TSH w jednym z dużych lab na Pomorzu i im też wyszła norma na TSH do 2.5 dla osób w wieku produkcyjnym. I fT4 w okolicach połowy normy lub więcej. Tzn. około 95% zdrowych ludzi, bez przeciwciał itd. ma TSH poniżej 2.5, a fT4 w okolicach połowy normy lub więcej. Ale to też słyszałam (od kierownika tego labu, więc źródło wiarygodne) i nie mam na to niestety żadnych dokumentów na piśmie.

    fT3 do diagnostyki chorób wewnętrznych? Czy pamiętasz jakich?
  • apendula_niewdziosek 06.12.11, 18:42
    Nie powiedział jakich, a powiedział to takim tonem, że odechciało mi się pytać. W sumie to jakiś sens to może ma, ale zadziwiające jest dla mnie to, że przy objawach żony (określonych przez innego lekarza jako "książkowe objawy niedoczynności", coś koło 36 punktów w tym teście zalinkowanym na forum), profesor mówi stanowczo nie badać FT3. Nie że nie warto, czy że szkoda kasy, że nic z tego nie wyniknie bo..., tylko po prostu nie badać.
  • nebiru 06.12.11, 19:55
    Coś takiego znalazłam ;
    Wysokie TSH zazwyczaj świadczy o niedoczynności tarczycy. Aby potwierdzić tę diagnozę, przy braku jakichkolwiek objawów niedoczynności u pacjenta, robi się zazwyczaj oznaczenie FT4, czyli jednego z wolnych hormonów tarczycy. Nie przeprowadza się w takim przypadku badania FT3, gdyż często zdarza się, że w przypadku niedoczynności tarczycy ten wskaźnik jest prawidłowy. Jeśli niedoczynność tarczycy wynika z niedoborów jodu, czynnik FT3 jest podwyższony.
    parenting.pl/portal/poziom-hormonow-tarczycy
  • jurmik 06.12.11, 22:58
    A ja i tak sądzę, że NFZ woli teraz zaoszczędzić pare zł na dopłatach do recept, niż martwić się kosztami leczenia skutków niedoczynności za kilka czy kilkanaście lat. Jesli miałoby być inaczej, to dlaczego wyznaczaja limit wiekowy dla bezpłatnych badań jelita grubego czy mammografii tylko do 69 roku życia? Przeciez wiele takich raków zdarza sie i po 70-tce. Cóż, brak pieniedzy, więc oszczedzamy dziś, a za kilkanaście lat niech sie inni martwią.
  • kratkawpaski 07.12.11, 00:09
    No cóż, "babcię" czy "dziadka" z rakiem tego lub owego lepiej (taniej) jest po prostu przetrzymać bez diagnozy tak długo, aż pojawią się przerzuty, przez co leczenie siłą rzeczy stanie się bardzo kosztowne, jego wynik równie niepewny, a koszty zapewnienia opieki paliatywnej spadną na rodzinę. Bo przecież nie na NFZ, jako że liczba "publicznych" hospicjów jest taka, że większość z nas powinna się ustawić w kolejce już teraz, tak "na wszelki wypadek". Pacjent onkologiczny niewpisany profilaktycznie do tej kolejki praktycznie nie ma szans dożyć tej "szczęśliwej" chwili, w której skorzysta z tej formy opieki w ramach ubezpieczenia.

    Jest to więc zrzucanie odpowiedzialności i kosztów nawet nie tyle na przyszłe pokolenia, co na rodzinę (ubezpieczonych) osób starszych.

    Poza tym pełna zgoda - NFZ działa na zasadzie doraźnej spychologii i odraczania kosztów, nawet nie próbując oszacować w jakim obszarze/grupie wiekowej etc. wzrosną one w perspektywie np. 10 lat, i jak temu zapobiec.

    A co do leczenia chorób tarczycy. Tu też długoterminowych kosztów nie ponosi NFZ – one spadną na pracujących współmałżonków takich osób lub na długoterminowy socjał, będący w gestii innego ministerstwa… Dla bilansów poszczególnych ministerstw to ogromna różnica, ale dla podatników żadna - będzie nas to kosztować tyle samo niezależnie od tego, kto z ramienia państwa będzie te świadczenia wypłacał… I to jest rozmycie odpowiedzialności/krótkowzroczność myślenia, której profilaktykę dowolne ministerstwo powinno fundować wszystkim decydentom...
  • anka.83 08.12.11, 09:32
    No ja miałam podwyższone TSH, fT4 niby w normie, fT3 powyżej normy, a nie był to absolutnie niedobór jodu, tylko zwykłe hashimoto. W miarę zwiększania dawki T4 spadł poziom fT3, aż oba hormony się w miarę wyrównały.

    Ja szczerze mam wrażenie, że oni po prostu jeszcze tego fT3 nie rozszyfrowali, dlaczego zachowuje się tak dziwnie u części pacjentów, więc go unikają jak ognia.

    Ja nie wiem, jak to jest, ale endokrynologia wydaje się być trochę "niedopieszczoną" dziedziną medycyny. Ostatnio np. koleżanka poinformowała mnie, że jej lekarz endokrynolog (teoretycznie ceniony specjalista) uważa, że kobieta czuje różnicę w zmianie dawki hormonów, gdy tak wynosi minimum 50 ug (gdzie i mnie i ją 12,5 ug mniej, niż nasza ustalona dawka 62,5 wprowadza w niedoczynność, a 12,5 ug więcej - czyli 75 ug - w nadczynność, ewidentnie widoczną po objawach, na wyniku hormonów i TSH!). No i weź tu gadaj z takim, co ci wciska, że ty sam(a) nie masz pojęcia, jak się czujesz.
  • pies_z_laki_2 07.12.11, 13:43
    Wg mojej pani endo po pierwsze fT3 powstaje w wielu (ilu? Których dokładnie?) organach i po drugie jego poziom jest trudny do ustabilizowania i przez to do uchwycenia w badaniu.

    Podejrzewam, że to dlatego endo mówią "nie badać" i jest to skrót myślowy dłuższego wywodu, na który nie mają czasu (i być może ochoty). Mógłby on brzmieć tak:
    "Nie badać, bo szkoda państwa pieniędzy, skoro badanie pokaże tylko chwilowy poziom fT3, a ten zależy od stanu organizmu (choroby, osłabienie, stres itp), niedoborów (jod, aminokwasy, mikroelementy itd), czynników zewnętrznych (temperatura, pora roku, doświetlenie), stylu życia, wagi ciała itd itp. "

    Jeśli więc kiedy mówimy o monitorowaniu suplementowania wyrównanej choroby tarczycy, to można sobie darować badanie fT3.
    Jeśli diagnozujemy dopiero co nam dolega, trzeba sprawdzić i fT3 i fT4.
    To samo, jeśli coś nam się w stanie zdrowia zmieniło, mamy jakieś nowe, niepokojące nas objawy, wtedy też sprawdzamy co się tylko da.
    Ma to sens?
  • djpa 07.12.11, 14:31
    fT4 to prohormon. fT4 samo w sobie nie działa. To fT3 działa. Komórki ciała, wszystkie, mają receptory tylko na fT3, a nie na fT4. fT4 to hormon w puszce, fT3 to hormon wyjęty z puszki, działający.

    www.ncbi.nlm.nih.gov/books/NBK28/
    A tu są przyczyny poza tarczycowego obniżenia/wzrostu hormonów tarczycy
    www.ncbi.nlm.nih.gov/books/NBK28/box/A377/?report=objectonly
    Ale jeśli ma się po prostu chorą tarczycę, jak najbardziej można i powinno się badać fT3. Choćby dlatego, że zdrowa tarczyca również produkuje fT3. I dlatego, że enzymy zamieniające fT4 na fT3 mogą działać za słabo. Z różnych powodów. Albo może się za dużo nie działającego rT3 wytwarzać. Poza tym po coś istnieją leki zawierające T3 i ludzie je biorą i sobie chwalą. Skąd, bez badania fT3 będzie się wiedziało, że będzie nam lepiej z dodatkowo podanym hormonem fT3?

    Ze mną się dzieją cuda-wianki z fT3 u dołu normy. I dlatego pilnuję, aby u dołu normy fT3 nie było - biorę odpowiednia dawkę hormonu fT3. Średnio biorę fT3 tylko 5 mikro, czyli ćwierć tabletki Novo, a poprawa komfortu życia jest ogromna.
  • niedotar 08.12.11, 01:25
    Na stale mieszkam w Kanadzie, niedawno mialem troche do czynienia z polskimi lekarzami.
    Pierwsza rzecz jaka sie rzuca w oczy to brak obowiazujacych standardowych norm obcowania z pacjentem.
    Lekarze ida na zywiol, nie zakladaja sobie na swoje zachowanie zadnego profesjonalnego filtra, sa z pacjentem tacy jak sa na codzien, nie kontrolujacy siebie, opryskliwi, zniecierpliwieni... Jak wiekszosc Polakow.
    W Kanadzie zachowanie lekarza jest zawsze odtad dotad, kulturalne i wykalkulowane.
    Lekarz wie co moze powiedziec, czego nie moze, jak powienien sie zachowac itp a zachowania w stylu polskiego lekarza, traktowanie pacjenta z gory, niemile, nieprofesjonalnie sa nie do pomyslenia. Mialem jeden przypadek ze polski lekarz odezwal sie do mnie tak po chamsku ze zupelnie opadla mi szczeka.
    Inna sprawa ze kontakt z lekarzami polskimi okazal sie dla mnie bardziej korzystny nic z kanadyjskimi.

  • anka.83 08.12.11, 09:38
    niedotar napisał:


    > Inna sprawa ze kontakt z lekarzami polskimi okazal sie dla mnie bardziej korzys
    > tny nic z kanadyjskimi.


    No więc właśniesmile ja osobiście chrzanię kulturalne zachowanie lekarza, jeżeli polega na kulturalnym wykopaniu mnie za drzwi bez rozwiązania problemu. Niech popyskuje (ja też umiem, więc może być czasem ciekawie), ale póki ma chęci mnie badać i leczyć - tak łatwo się mnie nie pozbędziebig_grin
  • anka.83 08.12.11, 09:35
    pies_z_laki_2 napisała:

    > To samo, jeśli coś nam się w stanie zdrowia zmieniło, mamy jakieś nowe, niepoko
    > jące nas objawy, wtedy też sprawdzamy co się tylko da.
    > Ma to sens?

    Tylko pod warunkiem, jeżeli wiesz, jaki jest Twój normalny poziom fT3. No i mamy problem, bo nikt nie bada sobie fT3 od tak bez powodu, żeby na przyszłość mieć punkt odniesienia. Stąd warto przez rok leczenia się badać wszystkie 3 hormony, żeby być w stanie wyłapać trend kształtowania się go w naszym organizmie.
  • wierka-5 08.12.11, 12:04
    Ft3 - nie wnosi nic w diagnozowaniu chorób tarczycy, może być wysokie w nadczynności, ale również w niedoczynności. Według mnie właśnie z tego powodu lekarze nie zlecają tego badania w diagnozowaniu- takie postępowanie daje oszczędność.
    Nie wiem dlaczego uważają jednak, że nie ma potrzeby oznaczania tego parametru w monitorowaniu. Może dlatego,ze do niedawna i obecnie nie wszystkim lab. udaje się ustalić ten parametr poprawnie.
    Spotkałam się również z opinią, że jeśli Ft3 jest niskie to wcale nie musi świadczyć o chorobie tarczycy, bo na jego powstawanie składa się wiele czynników - wiec może z tego wywodzą się opinie o nieprzydatności tego badania.
    MYślę, że to się zmieni z czasem.

  • djpa 08.12.11, 13:50
    fT3 też coś tam wnosi przy diagnozie.

    Niskie fT3 przy diagnozie niedoczynności tarczycy jest wskazówką, że dany pacjent być może będzie potrzebował Novothyralu lub innego leku z fT3 podczas leczenia niedoczynności, bo ma tendencję do niskiego fT3.

    Niskie fT3 przy diagnozie niedoczynności tarczycy może sugerować wolniejsze wprowadzanie tyroksyny.

    Niskie fT3 przy diagnozie niedoczynności tarczycy powinno skłonić pacjenta do analizy ferrytyny i B12 pod kątem anemii.

    No i wyniki typu
    TSH 2.5, fT4 50%, fT3 50%
    przy braku objawów są jeszcze dobre, ale
    TSH 2.5, fT4 50%, fT3 110%
    już niekoniecznie - tu już widać moim zdaniem, że coś nie tak z tarczycą.

    Swojej córeczce robię badania tarczycy profilaktyczne i jej nie badam fT3. Ale synkowi z niedoczynnością tarczycy fT3 badam. I sobie też smile
  • pies_z_laki_2 27.05.13, 03:57
    Algorytmy swoją drogą, a tu mamy materiał źródłowy jakby zgodny z forumowymi zaleceniami smile

    " Niedoczynność tarczycy wymaga substytucyjnego leczenia lewoskrętną L-tyroksyną (LT4), w dawce dobranej indywidualnie dla chorego. Lek podaje się w jednej dawce dobowej, na czczo, pół godziny przed posiłkiem. Przy przestrzeganiu tych zasad wchłania się 60-80% podanej dawki LT4. Wiele leków zaburza wchłanianie L-tyroksyny (żelazo, wapń, glin, cholestyramina) (4), należy więc informować pacjentów, aby nie połykali innych leków łącznie z L-tyroksyną. Jeśli pacjent przyjmuje jednocześnie preparat żelaza, to odstęp między zażyciem LT4 a preparatu żelaza nie powinien być krótszy niż 4-6 godzin. Należy o tym pamiętać zwłaszcza u ciężarnych leczonych L-tyroksyną, gdyż często przyjmują one preparaty wielowitaminowe z żelazem i łączne połykanie obu tabletek może prowadzić do braku wyrównania czynności tarczycy i narastania stężenia TSH, nawet mimo zalecanego w ciąży zwiększenia dawki LT4 (zapotrzebowanie na tyroksynę w ciąży wzrasta o 30-50% (4)).

    Leczenie rozpoczyna się od zastosowania małej dawki L-tyroksyny (u starszych pacjentów 12,5-25 μg, u młodych 25-50 μg) i zwiększa się ją stopniowo (co 1-2-4 tygodnie) do docelowej dawki optymalnej. Im pacjent jest starszy i im cięższa i dłużej trwająca jest niedoczynność tarczycy, tym mniejsze dawki stosuje się początkowo i wolniej się je zwiększa, zwłaszcza u pacjentów z chorobą wieńcową lub zaburzeniami rytmu serca. Jedyne wyjątki od tej zasady to pacjentki w ciąży, u których leczenie świeżo rozpoznanej niedoczynności tarczycy rozpoczyna się od dawki docelowej, z pominięciem zasady stopniowego jej zwiększania, oraz pacjenci w śpiączce hipometabolicznej, w której w warunkach szpitalnych rozpoczyna się leczenie od bardzo dużych dawek hormonu (2). Jeśli pacjent źle toleruje wstępne dawki L-tyroksyny, można w początkowym okresie dołączyć β-bloker.

    Średnia docelowa dawka substytucyjna L-tyroksyny wynosi 1,7 μg/kg/dobę (dla osób w starszym wieku jest ona mniejsza, nawet 1,0 μg/kg/dobę) (2), ale w ocenie wyrównania niedoczynności tarczycy kierujemy się głównie stanem klinicznym pacjenta i stężeniem TSH. Docelowo stężenie TSH oznaczane metodą III lub IV generacji powinno mieścić się w granicach normy (najlepiej 1-2 mU/l). W czasie ustalania dawek LT4 stężenie TSH należy kontrolować po 6.-8. tygodniach od zmiany dawki, najlepiej rano, przed przyjęciem kolejnej tabletki L-tyroksyny. Po wyrównaniu czynności tarczycy i uzyskaniu optymalnego stężenia TSH w surowicy należy kontrolować to stężenie co 3-6 miesięcy, a u niektórych pacjentów z bardzo stabilnym przebiegiem choroby możliwa jest kontrola raz w roku."

    "© Borgis - Postępy Nauk Medycznych 5/2009, s. 364-368
    *Ewa Czerwińska, Magdalena Walicka, Ewa Marcinowska-Suchowierska
    Leczenie chorób tarczycy

    - www.czytelniamedyczna.pl/3125,leczenie-chorob-tarczycy.html"
  • anka.83 28.05.13, 15:10
    Jakby zgodny, ale nie do końca. Fragment o nieszczęsnej "subklinicznej" niedoczynności tarczycy jest fatalny.

    No ale dobrze wiedzieć, że zaczyna się coś polepszać w tym zakresie.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.