Dodaj do ulubionych

Nie myśl o słoniu! Jak język kształtuje politykę

03.02.12, 07:43
Syska: Czy Kulczyk ma prawo do świadczeń społecznych?
Michał Syska

„Obowiązkowa lektura dla myślących postępowo”, ogłasza wydawca książki George’a Lakoffa Nie myśl o słoniu! Jak język kształtuje politykę, która kilka miesięcy temu ukazała się w polskim przekładzie. Jej autor to profesor językoznawstwa i nauk o poznaniu na Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkeley, ale nie mamy do czynienia z napisaną hermetycznym językiem rozprawą naukową. Wydana podczas wyborów prezydenckich w USA w 2004 roku książeczka Lakoffa była odpowiedzią na polityczną hegemonię prawicy i swoistym poradnikiem dla zagubionych demokratów. I choć jest mocno osadzona w amerykańskich realiach, to może być inspirująca dla polskich czytelniczek i czytelników.

Język i ramowanie to podstawa

cookie_equal_mouse.jpgLakoff przekonuje, że każde zdanie, które wypowiadamy, jest ujęte w pewne znaczeniowe ramy. Ramowanie (framing), czyli przyporządkowywanie zjawiskom określonych znaczeń, jest naturalną cechą języka. O co chodzi w ramowaniu? „O narzucenie języka, który pasuje do twojego światopoglądu. Ale liczy się nie tylko język. Idee są bowiem podstawami myślenia, a język jest ich nośnikiem, aktywującym je w naszym umyśle” – tłumaczy Lakoff. A język kształtuje politykę: „Przeramowanie w debacie polega na zmianie sposobu, w jaki opinia publiczna widzi świat”.

Przykłady skutecznego przeramowania debaty? W dyskusji o prawnych konsekwencjach przerywania ciąży pojęcie „płodu” zostało zastąpione „życiem poczętym”, a rzecznicy prawa kobiety do swobodnego decydowania o swoim macierzyństwie są określani „zwolennikami aborcji”. Jeszcze kilkanaście lat temu dominował jednak zupełnie inny język. Podobnie pracownicze uprawnienia są nazywane „przywilejami”, a postulaty na rzecz sprawiedliwości społecznej i godnego życia – „postawą roszczeniową”.

Skuteczne ramowanie wymaga intelektualnego i organizacyjnego wysiłku. Antyzwiązkową i antypracowniczą politykę Margaret Thatcher czy Ronalda Reagana poprzedziły lata wytężonej pracy środowisk prawicowych. Stworzono sieć wpływowych i opłacanych przez wielki biznes think tanków, w rodzaju American Enterprise Institute czy Heritage Foundation. Wydano setki milionów dolarów na stypendia dla naukowców, publicystów i pisarzy, na książki, czasopisma i sponsorowane artykuły, na odczyty i seminaria. To dzięki takim działaniom udało się stworzyć klimat dla neoliberalnej ideologii, która zajęła dominującą pozycję. Francuski socjolog Pierre Bourdieu tak skomentował ten proces: „Postrzegam neoliberalizm jako rewolucję konserwatywną, która przywraca przeszłość, lecz prezentuje się jako progresywna, przekształca sam regres w formę postępu. Czyni to tak dobrze, że ci, którzy się jej sprzeciwiają, sami zaczynają być postrzegani jako zacofani”.

Lewica zramowana przez prawicę

Początek polskiej transformacji ustrojowej przypadł na rozkwit neoliberalnej ideologii. Zyskała ona zwolenników właściwie w całym medialnym i politycznym mainstreamie. Język rodzimej debaty został do tego stopnia zramowany zgodnie z prawicowymi ideami, że nawet liderzy partii politycznych określających się jako lewicowe deklarują poparcie dla neoliberalnych rozwiązań systemowych i uzasadniają je socjaldemokratycznymi wartościami.

Przykładem tego jest selektywny model polityki społecznej. W wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” po sejmowym exposé Donalda Tuska Leszek Miller, szef SLD, stwierdził: „Wszędzie, gdzie premier mówił, że będzie w większym zakresie uwzględniał kryteria dochodowe, ma nasz głos. Sprawiedliwie to nie znaczy równo”. Polityczki i politycy Sojuszu od kilku lat zresztą powtarzają, że sprawiedliwa, prawdziwie lewicowa polityka społeczna powinna być adresowana do najbardziej potrzebujących, i retorycznie pytają, dlaczego rodzina Kulczyka ma korzystać z tych samych świadczeń, co wielodzietna rodzina z popegeerowskiej wsi. Podobne stanowisko prezentuje też Ruch Palikota. Jak więc widzimy, skuteczne ramowanie może spowodować, że daną narrację przyjmie nasz polityczny adwersarz.

Co jest sprawiedliwe i efektywne?

Wbrew pozorom selektywny system świadczeń, skierowany do konkretnych grup odbiorców, które wyznacza się na podstawie kryterium dochodowego, nie jest ani efektywny, ani sprawiedliwy i wcale nie sprzyja spójności społecznej. Kierowanie pomocy do ściśle określonych odbiorców jest pracochłonne i skomplikowane. Trzeba opracować kryteria przyznawania świadczeń i weryfikować uprawnienia do nich, co wymaga rozbudowy urzędniczego aparatu. Na jego utrzymanie potrzeba środków. A przecież główne argumenty neoliberałów na rzecz demontażu opiekuńczych funkcji państwa to właśnie przerost administracji, wszechwładza urzędników i marnowanie publicznych pieniędzy!

Co gorsza, efektem selekcji jest zazwyczaj pozbawienie świadczeń tych grup, które potrzebują wsparcia. Bez pomocy pozostają wszyscy ci niezamożni, którzy nie spełniają arbitralnie ustalonych kryteriów, na przykład zarabiają kilkadziesiąt złotych więcej, niż wynosi próg. Tylko że dalej nie stać ich na zapłacenia za daną usługę z własnej kieszeni. „Świadczenia dla nędzarzy zawsze były nędzne” – przestrzegał w latach 60. ubiegłego wieku Richard Tittmus, twórca powojennej nauki o polityce społecznej w Wielkiej Brytanii.

Bieda jest czymś wstydliwym dla osób, które jej doświadczają. Często najbardziej dotkliwy nie jest brak dóbr materialnych, ale odarcie z godności. Selektywny model polityki społecznej stygmatyzuje ludzi, wymaga bowiem od nich ubiegania się o status osoby ubogiej. Z kolei mniej zaradni i gorzej wykształceni mogą mieć poważne problemy z odnalezieniem się w biurokratycznej pajęczynie, by skutecznie upomnieć się o własne prawa.

Uniwersalizm buduje polityczną wspólnotę

Zygmunt Bauman twierdzi, że konsekwencją stosowania kryterium dochodowego lub majątkowego w polityce społecznej jest podział zamiast integracji i wykluczenie zamiast zjednoczenia. To, że wszyscy – niezależne od statusu majątkowego – mogą korzystać z gwarantowanych przez państwo usług publicznych, powoduje zasypywanie podziałów społecznych. Obok otoczonych murem enklaw bogactwa, z prywatnymi szkołami, szpitalami i firmami ochroniarskimi, nie powstają getta subsydiowanej przez rząd biedy.

Według Baumana najgorszym skutkiem modelu selektywnego jest osłabienie zainteresowania obywateli polityką. „Dla większości z nich bowiem zainteresowanie państwem sprowadza się do pilnowania, by skarb państwa trzymał ręce z dala od ich kieszeni” – konstatuje.

Przedstawiciele bogatszych sfer w Skandynawii – a systemy społeczne w państwach tego regionu opierają się na zasadzie uniwersalizmu – nie odwracają się plecami do państwa i nie podważają jego aktywnej polityki na rzecz spójności społecznej. Nie mają też poczucia, że korzystając z usług publicznych i świadczeń społecznych, żyją na koszt najuboższych, płacą bowiem odpowiednio wyższe podatki. To buduje polityczną i demokratyczną wspólnotę, a także, jak wskazuje Bo Rothstein z Uniwersytetu w Goeteborgu, społeczne zaufanie i społeczny kapitał.

Postępowe ramowanie

Jak więc powinna brzmieć progresywna narracja o sprawiedliwości, równości i modernizacji? System uniwersalny jest sprawiedliwy, bowiem ludzie płacą w nim podatki proporcjonalnie do swych dochodów. Z tych podatków finansowane są świadczenia i usługi publiczne dostępne dla wszystkich. To integruje społeczeństwo, aktywizuje je politycznie i wzmacnia wzajemne zaufanie.

Jeśli Leszek Miller i Janusz Palikot na serio traktują własne deklaracje o lewicowej afiliacji, powinni dążyć do budowy w Polsce uniwersalnej polityki społecznej. Należy zacząć od reformy podatkowej i stworzeniu takiego systemu, w którym bogaci współuczestniczyliby w życiu
Edytor zaawansowany
  • diabollo 03.02.12, 07:44
    Postępowe ramowanie

    Jak więc powinna brzmieć progresywna narracja o sprawiedliwości, równości i modernizacji? System uniwersalny jest sprawiedliwy, bowiem ludzie płacą w nim podatki proporcjonalnie do swych dochodów. Z tych podatków finansowane są świadczenia i usługi publiczne dostępne dla wszystkich. To integruje społeczeństwo, aktywizuje je politycznie i wzmacnia wzajemne zaufanie.

    Jeśli Leszek Miller i Janusz Palikot na serio traktują własne deklaracje o lewicowej afiliacji, powinni dążyć do budowy w Polsce uniwersalnej polityki społecznej. Należy zacząć od reformy podatkowej i stworzeniu takiego systemu, w którym bogaci współuczestniczyliby w życiu społecznym nie tylko poprzez bale charytatywne. Wymagać to będzie oczywiście odpowiedniego zramowania publicznej debaty o podatkach. Po wskazówki w tej sprawie odsyłam już do książki Lakoffa.

    www.krytykapolityczna.pl/Opinie/SyskaCzybogacimajaprawodoswiadczenspolecznych/menuid-1.html
    --
    Podziemne Państwo Kobiet

    www.youtube.com/watch?v=vC6o_xwOT_0&feature=related

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.