Dodaj do ulubionych

JOW-y, czyli betonowanie polityki

23.03.13, 09:44
JOW-y, czyli betonowanie polityki
Wojciech Orliński

Jak działają jednomandatowe okręgi wyborcze

Mój stosunek do polskiej demokracji najlepiej podsumowują cytaty z dwóch znanych satyryków. Jeden powiedział: ''Jeszcze nigdy nie głosowałem na żadnego polityka, zawsze głosowałem przeciw jakiemuś''. Drugi dodał: ''Nie mam żadnego problemu z tym, że politycy jeżdżą z moich podatków w kosztowne delegacje zagraniczne, nie podoba mi się tylko to, że wracają''.

Mleczko? Raczkowski? Nic z tych rzeczy. Oba cytaty pochodzą jeszcze sprzed II wojny światowej i oba z Ameryki - pierwszy to żart W.C. Fieldsa, drugi W. Rogersa. Radzę wziąć je pod uwagę tym, którym się wydaje, że jednomandatowe okręgi wyborcze to sposób na uzdrowienie demokracji. Gdyby tak było, wybierany w ten sposób Kongres cieszyłby się aprobatą trochę większej grupy społeczeństwa niż obecne 14 proc. (wg ostatniego badania Instytutu Gallupa). Aż 81 proc. Amerykanów deklaruje dziś niezadowolenie z Kongresu. Popularność parlamentu szoruje historyczne dno, od kiedy w ogóle jest badana, ale - jak o tym świadczą powyższe żarty - nigdy z tym nie było dobrze.

Mimo to współczynnik reelekcji to z kolei 91 proc. (tyle wyniósł w ostatnich wyborach). Kongresmeni są powszechnie znienawidzeni i jednocześnie parlamentarne stołki mają zagwarantowane praktycznie dożywotnio.

Tak właśnie jednomandatowe okręgi wyborcze działają w praktyce. Paweł Kukiz i zwolennicy JOW-ów obiecują na stronie Zmieleni.pl, że ten system prowadzi do wyłonienia ''silnego rządu mającego autentyczne poparcie obywateli''. Jak to jest z tym poparciem, pokazałem na przykładzie amerykańskim. Jak to jest z tym silnym rządem, pokażę teraz na przykładzie brytyjskim. Trudno o więcej przykładów, bo spośród stabilnych krajów demokratycznych ten system konsekwentnie stosują tylko trzy - Wielka Brytania, USA i Kanada.

Polityka brytyjska od kilkudziesięciu lat biegnie w cieniu groźby pata w postaci tzw. hung parliament - parlamentu, który nie jest w stanie sformować gabinetu, bo żadna partia nie zyskała większości. Wydarzyło się to w XX wieku trzykrotnie - w 1929, 1974 i 2010 r., za każdym razem podczas kryzysu, kiedy akurat przydałby się sprawny rząd. O obecnej koalicji liberałów i konserwatystów można powiedzieć wszystko z wyjątkiem dwóch rzeczy - że to rząd silny (koalicji ciągle grozi rozpad) i że cieszy się poparciem. Najnowszy sondaż: 65 proc. Brytyjczyków uważa, że rząd źle kieruje gospodarką, 25 proc. - że dobrze. Jedynie 7 proc. zgadza się, że ''strategia ekonomiczna rządu przynosi dobre rezultaty''. W brytyjskiej polityce bywało jeszcze gorzej. Teraz przynajmniej po długich negocjacjach wyłoniła się z wyborczego pata jakaś koalicja. Poprzednim razem, w 1974 r., skłóceni politycy nie byli w stanie wypracować kompromisu, co doprowadziło do ponownych wyborów. Chaos i anarchia, w której Wielka Brytania pogrążyła się w połowie lat 70., przynajmniej mocno przyczyniły się do rozwoju popkultury, ale chyba nie było warto płacić aż takiej społecznej ceny za wynalezienie punk rocka.

Lubimy narzekać na naszą demokrację, odnosząc ją do jakiegoś wyimaginowanego ''normalnego kraju'', w którym ''to wszystko byłoby nie do pomyślenia''. Nie wiadomo jednak, jaki to właściwie jest ten ''normalny kraj'', w którym demokracja działa lepiej. W 2005 roku obywatelom 29 krajów demokratycznych zadano jedno proste pytanie: ''Czy jesteś zadowolony z tego, jak w twoim kraju działa demokracja?''. USA zajęły trzecie miejsce, za Norwegią i Danią. Wielka Brytania była dziewiąta, Kanada dziesiąta, a Polska 15. Środek tabeli to wprawdzie nie jest szczególnie imponująca pozycja, ale jednak znaleźliśmy się tam przed Niemcami (16.), Francją (22.), Węgrami (27.) i zamykającą tabelę Bułgarią (29.).

W tej tabeli ani nie widać szczególnie dobrego działania JOW-ów, ani też szczególnie złego działania polskiej demokracji.

Jakichkolwiek byśmy użyli kryteriów pomiarowych, czołówkę społeczeństw zadowolonych z demokracji zawsze będą stanowiły kraje skandynawskie, nigdy USA i Wielka Brytania. Arend Lijphart w pracy ''Patterns of Democracy. Government Forms and Performance in 36 Countries'' pokazuje, że jest silna korelacja między tym, jak bardzo dany system wymusza na partiach koalicyjny konsensus. W państwach wielopartyjnych, rządzonych przez koalicje, obywatele są bardziej zadowoleni z demokracji niż w systemie dwupartyjnym, w którym zwycięzca bierze wszystko.

CDN...
Obserwuj wątek
    • diabollo Re: JOW-y, czyli betonowanie polityki 23.03.13, 09:47
      Teoretycznie system partyjny to jedno, system wyborczy - drugie. W praktyce jedno jest z drugim powiązane tak zwanym prawem Duvergera, które w połowie XX wieku sformułował francuski socjolog Maurice Duverger. Zgodnie z nim większościowa ordynacja wymusza ukształtowanie się systemu dwupartyjnego.

      Nie jest to oczywiście reguła tak ścisła jak, powiedzmy, prawo Archimedesa, i znajdziemy od niej trochę wyjątków. Choćby we wspomnianych wyborach brytyjskich z 2010 roku wreszcie, po kilkudziesięciu latach przerwy, realną rolę odegrali liberałowie. Jeśli jednak spojrzeć na brytyjski parlament w szerszej perspektywie czasu, okaże się, że oszałamiającą większość mandatów zawsze zgarniały dwie dominujące partie.

      JOW-y odwołują się do sympatycznej wizji parlamentu zdominowanego przez bezpartyjnych polityków, którzy wygrali wybory dzięki żmudnej pracy u podstaw. Tylko że strasznie trudno jest znaleźć takich bezpartyjnych posłów w krajach, w których obowiązuje ta ordynacja.

      Szczególnym potwierdzeniem prawa Duvergera jest historia USA. W początkowych planach ojców założycieli Ameryka miała być wolna od plagi partyjniactwa, przeciwko której swój słynny paszkwil z cyklu ''Federalist Papers'' napisał w 1787 James Madison, uważany za ojca amerykańskiej konstytucji.

      Amerykańscy rewolucjoniści obserwowali parlamentaryzm brytyjski. Skopiowali z niego ordynację większościową po prostu dlatego, że innej wtedy nie znano. Liczyli jednak na to, że uda im się założyć republikę, w której nie będzie walk partyjnych - wybory wyłonią światłych przedstawicieli elity, którzy nie będą się ze sobą kłócić w sprawach zasadniczych. Wszyscy będą mądrzy i szlachetni, a na każde pytanie jest przecież tylko jedna mądra i szlachetna odpowiedź. Tak się to w każdym razie mogło wydawać zainspirowanemu pismami Hume'a Madisonowi.

      Od początku ten system jednak nie działał. Część amerykańskich polityków dostrzegała jego fundamentalną niesprawność, część broniła utopijnych założeń. Wbrew sobie przywódcy obu grup w końcu nagle odkryli, że stoją na czele zwaśnionych frakcji - federalistycznej i demokratyczno-republikańskiej. Po pięciu latach od swojej tyrady przeciwko partyjnej polityce Madison napisał serię politycznych esejów. W pierwszym, zatytułowanym ''O partiach'', wycofał się ze swojego wcześniejszego poglądu. ''W każdym politycznym społeczeństwie partie są nieuniknione'' - napisał. Po 35 latach w polityce, kiedy podsumowywał całą swoją działalność - oraz funkcjonowanie systemu, który sam w dużym stopniu zaprojektował - Madison zmienił zdanie jeszcze bardziej. W 1821 partie nie są już dla niego koniecznym złem, tylko ''naturalnym owocem wolności''. Dlaczego więc Madison nie zaproponował systemu proporcjonalnego? Przyczyn może być wiele, ale jedna rozstrzyga sprawę - po prostu go jeszcze wtedy nie wynaleziono.

      Przykład Ameryki polecam entuzjastom JOW-ów także dlatego, że dobitnie pokazuje, jak bardzo mylą się, twierdząc: ''Publiczne liczenie głosów i brak komisji wyborczych eliminuje możliwości do oszustw i »cudów nad urną «'' (cytat za Zmieleni.pl).

      Amerykanie nieprzypadkowo mają kilka różnych czasowników na określenie różnych sposobów uzyskiwania ''cudu nad urną''. A te cuda bywają tak nieziemskie, że w 1932 roku Franklin Delano Roosevelt dostał w jednym okręgu w Kansas City prawie 104 proc. głosów!

      Ordynacja oparta na jednomandatowych okręgach większościowych jest z samej swojej natury silnie podatna na technikę manipulacji zwaną gerrymanderingiem. Jej nazwa pochodzi od gubernatora Massachusetts Elbridge'a Gerry'ego, który robił wszystko, żeby tylko zapewnić zwycięstwo swojej partii w wyborach roku 1812.

      W tym celu wytyczył w Bostonie tak absurdalnie nienaturalne granice okręgów wyborczych, że satyryk z ''Boston Gazette'' dorysował do mapy ogon, kły i paszczę i wyszła ''salamandra Gerry'ego'', czyli Gerry-mandra. Polska jest wymarzonym krajem dla gerrymanderingu, bo u nas poparcie dla czołowych partii jest silnie zróżnicowane terytorialnie. Rząd PO i PSL spokojnie może wykreślić takie granice okręgów wyborczych, że prawie wszystkie miasta będą PO, a prawie wszystkie wsie dla PSL. To tylko kwestia umieszczenia na mapie odpowiednio powykręcanych tuskomander i pawlakozaurów.

      Nie zdecydują się? A dlaczego nie? Urok gerrymanderingu polega na tym, że to sposób na stuprocentowo legalne zmanipulowanie wyniku wyborów. Jaki polityk powstrzyma się przed taką pokusą? Praktyka USA pokazuje, że gerrymandering trwa tam nieprzerwanie od pierwszego udokumentowanego przypadku (z roku 1788). Problem polega na tym, że z natury rzeczy granice okręgów zawsze wykreśla ten, kto aktualnie sprawuje władzę. Opozycja może głośno protestować - tego nikt jej nie odbiera - ale poza rysunkami satyrycznymi nic nie może w tej sprawie zrobić.

      W USA tylko dziewięć stanów powierza wytyczanie granic okręgów niezależnej komisji. W pozostałych pośrednio lub bezpośrednio wytyczają je politycy (którzy w tych okręgach potem sami startują!). Rezultatem są tak zwane safe seats, czyli okręgi, w których wynik wyborów jest z góry przesądzony. Na przykład w ósmym okręgu w San Francisco Demokraci wygrywają nieprzerwanie od 1949, Republikanie od pół wieku w tym okręgu nawet nie próbują na serio uprawiać kampanii, to nie ma sensu. W safe seats wygra ten, kogo nominuje machina partyjna. Dlatego boss lokalnej machiny partyjnej sprawuje władzę praktycznie dyktatorską, stąd przekręty takie jak owe 104 proc. głosów na Roosevelta w mieście bezwzględnie rządzonym przez powiązanego z mafią Toma Pendergasta.

      ''O tym, kto zostanie posłem, decydują obywatele, a nie wodzowie partii!'' - twierdzą zwolennicy JOW-ów. A ja proszę, żeby spojrzeli na parlament USA i spróbowali policzyć, ilu tam jest kandydatów bezpartyjnych. Niezależnych senatorów jest dwóch. W izbie niższej nie ma już wcale.

      Po prostu jednomandatowe okręgi większościowe tylko wzmacniają dominację partyjnej biurokracji nad polityką.

      W wybranym po raz pierwszy w jednomandatowych okręgach większościowych polskim Senacie mamy czterech senatorów niezależnych. Pozostałe 96 mandatów rozdzieliły między siebie PO, PiS i PSL. Ta niezależna czwórka to: Włodzimierz Cimoszewicz, Marek Borowski, Kazimierz Kutz i Jarosław Obremski. Przy całym szacunku dla ich osobistych osiągnięć życiowych żadnego z nich nie nazwałbym politykiem bezpartyjnym. Także Obremskiego, bo ruch Obywatele do Senatu był przecież po prostu skutkiem rozłamu w Platformie.

      Jeśli więc JOW-y nie spełniły obietnicy odpartyjnienia polityki nigdzie na świecie, nie zadziałało to także podczas pierwszego eksperymentu w Polsce - ilu jeszcze przykładów potrzebują zwolennicy JOW-ów, by przyznać, że ich utopia wprawdzie ładnie wygląda na papierze, ale nie działa w rzeczywistości? Lista starych i stabilnych demokracji na świecie nie jest duża. Obejmuje wszystkiego 23 państwa. Tylko trzy trzymają się konsekwentnie JOW-ów z zasadą ''pierwszy bierze wszystko'' i w każdym wypadku wynika to z tradycji parlamentaryzmu sięgających po prostu czasów, w których nie wynaleziono nic lepszego.

      Czy mamy założyć, że pozostała dwudziestka państw demokratycznych jest w błędzie, czy jednak przyjmiemy, że mają konkretne przyczyny, by stosować inne rozwiązania?

      Korzystałem m.in. z: Robert A. Dahl, ''How Democratic Is the American Constitution'', Yale 2003, Daniel Blythe, ''X Marks the Box'', Londyn 2010, Włodzimierz Wesołowski, ''Partie, nieustające kłopoty'', Warszawa 2000. Wszystkie cytaty zwolenników JOW-ów pochodzą ze strony Zmieleni.pl

      wyborcza.pl/magazyn/1,132055,13614597,JOW_y__czyli_betonowanie_polityki.html
      www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=QU-GX5ZqbT8
      <a href="
      • diabollo Re: JOW-y, czyli betonowanie polityki 23.03.13, 09:48
        www.krytykapolityczna.pl/Wywiady/ChwedorukZwolennicyjednomandatowychokregowpowinnizamilknac/menuid-431.html
        www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=358KCqL9dWA

        www.youtube.com/watch?v=SaHxgPv2YXE&feature=player_embedded
        --
        Religia jest dla ludzi bez rozumu.
        /Józef Piłsudski/
        • oby.watel Re: JOW-y, czyli betonowanie polityki 23.03.13, 11:37
          JOW-y maja sens tylko w połączeniu z innymi zmianami. Czy PO lub PiS odczepiły się od budżetu, czy za pieniądze podatników prowadziły kampanie do sejmu i senatu? Jaką mieli konkurencje? Moze warto odświezyc pamięć?

          W okręgu nr 4 (Świdnica, Wałbrzych) startuje wykluczony z Platformy Obywatelskiej po aferze hazardowej Zbigniew Chlebowski. O miejsce w Senacie zmierzy się Wiesławem Kilianem (PO). Czarnym koniem tej rywalizacji może być jednak Patryk Wild, który ma poparcie najważniejszego lokalnego lidera – prezydenta Wrocławia Rafała Dutkiewicza. Pozostali kandydaci to Andrzej Marciniak (PSL), Henryk Rataj (SLD) i Maciej Badora (PiS)

          We Wrocławskim okręgu nr 8 szykuje się pojedynek byłego prezesa IPN, Leona Kieresa (KW PO) i założyciela Solidarności Walczącej Kornela Morawieckiego (KW Wyborców "Wolni i Solidarni" Kornela Morawieckiego). W okręgu startuje też Jarosław Obremski (KW Wyborców Rafał Dutkiewicz).

          W Krakowie kandyduje m.in. Zuzanna Kurtyka (KW PiS), wdowa po zmarłym w katastrofie smoleńskiej Januszu Kurtyce. Jej kontrkandydatami będą Janusz Sepioł (KW PO) i Paweł Klimowicz (KW Wyborców Unia Prezydentów-Obywatele do Senatu).

          Ciekawie zapowiada się także walka w okręgu Warszawa II (nr 41). Tam zmierzą się Nelli Rokita (KW PiS) oraz Grzegorz Kostrzewa-Zorbas (KW Wyborców Unia Prezydentów-Obywatele do Senatu). Oprócz nich startują jeszcze Dariusz Grajda (KW PSL), Andrzej Anusz (KW PPP Sierpień ’80) i Łukasz Abgarowicz (KW PO).

          Również stołeczny okręg nr 41 pełen emocji. Kandydują w nim Marek Borowski (z własnego komitetu), Zbigniew Romaszewski (KW PiS) i Krzysztof Rybiński (KW Wyborców Unia Prezydentów-Obywatele do Senatu).

          Równie emocjonujący będzie Gdańsk, gdzie z okręgu nr 65 kandydują działacze dawnej opozycji antykomunistycznej: Bogdan Borusewicz, marszałek Senatu VII kadencji (KW PO) i Andrzej Gwiazda (KW PiS). W wyścigu o senatorski fotel wezmą też udział: Wojciech Podjacki (KW Ligi Obrony Suwerenności) i Jarosław Szczukowski (KW SLD)



          Kto by odważył się zagłosować na Chlebowskiego? Z drugiej strony kto jest w stanie wymienić nazwisko choć jednego senatora nawet tego, na który sam głosował? Obecna ordynacja i finansowanie z budżetu to gwarancja, że Tusk będzie premierem dożywotnim najpierw Polski, a potem masy upadłościowej.

          --
          Spieszmy się czytać posty, póki są...
          • diabollo Re: JOW-y, czyli betonowanie polityki 23.03.13, 12:09
            oby.watel napisał:


            > Obecna ordynacja i finansowanie z budżetu to gwarancja, że Tusk będzie premiere
            > m dożywotnim najpierw Polski, a potem masy upadłościowej.

            Obecna ordynacja i finansowanie partii politycznych z budżetu to najlepsze co się Polsce mogło zdarzyć.
            Z tym "zabetonowaniem sceny politycznej" to stanowcza przesada. Scena jest stabilna, bo PO stabilnie wygrywa jedne wybory po drugich. A wygrywa nie przez przypadek, tylko z mobilizacji przeciw PISSdzie.

            Wystarczy, że pan Kaczyński uda się na emeryturę (co byłoby oczywiście nieszczęściem) i cała "betonowa scena polityczna" przepięknie się posypie jak domek z kart.
            PISS taki jaki jest, czyli nacjonalistyczno-katolicko-barbarzyński, stabilizuje władzę pana Tuska.

            Kłaniam się nisko.
            --
            Religia jest dla ludzi bez rozumu.
            /Józef Piłsudski/
            • oby.watel Re: JOW-y, czyli betonowanie polityki 23.03.13, 17:53
              No tak. To faktycznie optymistyczne, że wystarczy, ze Kaczyński lub Tusk się odsunie, a będziemy mieli jeszcze większy syf niż mamy. PZPR utrzymywała się z budżetu, ZSL utrzymywało się z budżetu, a Polska rosła w siłę. Teraz też rośnie. Gdy w latach dziewięćdziesiątych było wielu charyzmatycznych przywódców dziś nie ma kim zastąpić dwóch wodzusiów. Gdy któregoś zabraknie będziemy od początku szukać ludzi, którzy będą w stanie pokierować państwem.

              --
              Spieszmy się czytać posty, póki są...
              • gaika Re: JOW-y, czyli betonowanie polityki 25.03.13, 20:33
                Ale przecież eksperyment się już dokonał przy wyborach do Senatu. Ktoś jest od tego zdrowszy?

                Nie znaczy, że nie należy w systemie niczego zmieniać, tylko upieranie się przy JOW-ach powinno być poparte jakimiś dowodami wziętymi z życia, a nie myśleniem życzeniowym.

                Gdzie taka ordynacja zwiększyła szanse bezpartyjnych kandydatów i zaangażowanie społeczne(frekwencję wyborczą)? Gdzie rozminowała to, co zabetonowane?
                • oby.watel Re: JOW-y, czyli betonowanie polityki 26.03.13, 01:13
                  Jaki eksperyment łaskawczyni droga? Przy nie zmienionej ordynacji, z zasilaniem z budżetu, z układaniem list wyborczych przez liderów, z nachalną kampanią wyborczą, jak konkurenci mieli zaistnieć? Poza tym w ogóle o czym my mówimy, skoro konkurenci to była zbieranina jakichś wyrzutków z partii. Nie ważne co robił, czy nie był skazany, byle miał znane nazwisko.

                  --
                  Spieszmy się czytać posty, póki są...
                    • oby.watel Re: JOW-y, czyli betonowanie polityki 26.03.13, 01:44
                      Proszę bardzo - pierwszy i najbardziej ozdrowieńczy - przerwanie obecnego klinczu, w wyniku którego wybory stały się fikcją, jak w PRL-u. Cóż takiego oferuje obecna sytuacja, że nie należy jej ruszać? Ile lat jeszcze będziemy głosować nie na kandydatów swoich, ale przeciw PiSowi?

                      --
                      Spieszmy się czytać posty, póki są...
    • oby.watel Re: JOW-y, czyli betonowanie polityki 15.10.19, 11:16
      Po wyborach ekspert stwierdził w TVN24, że jeśli wyborcy preferują rządy jednej partii, to JOW-y są dużo lepszym rozwiązaniem. Potwierdzają to tegoroczne wybory do senatu, w którym dominuje jedna partia. Niestety, ekspert nie ujawnił która. To dowodzi, że dla ekspertów nie liczą się fakty, tylko teza, którą postawili. JOW-y są nie do przyjęcia z jeszcze jednego powodu - pozbawiają liderów wpływu na obsadę list i uniemożliwiają wejście do sejmu kolesiów którzy dostali kila tysięcy głosów.

      --
      Śpieszmy się czytać posty, tak szybko znikają wraz z autorami. Trybunał Konstytucyjny padł, nietykalność funkcjonariusza Frasyniuk narusza...
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka