Dodaj do ulubionych

Czy znów cisza nad reprywatyzacją

09.09.16, 07:48
Marek Wielgo

W kręgach biznesowych popularne jest powiedzenie: "wielkie pieniądze lubią ciszę". Jak ulał pasuje ono do dotychczasowego przebiegu reprywatyzacji w naszym kraju. "Wyborcza" od lat tę ciszę zakłóca, bo jest ona często na rękę kombinatorom i oszustom.
Ostatnio ujawniliśmy, że urzędniczka Ministerstwa Sprawiedliwości przejęła nieruchomości w Warszawie lub uzyskała za nie odszkodowanie o łącznej wartości ponad 38 mln zł. Może dziwić, dlaczego tym procederem nie zajęło się np. Centralne Biuro Antykorupcyjne.

Obserwuję reprywatyzację od niemal 25 lat i odnoszę wrażenie, że w tej sprawie na szczytach władzy istnieje nieformalny ponadpartyjny układ. Złotą erę dla "łowców majątków" zapoczątkował - być może nieświadomie - Aleksander Kwaśniewski, gdy w 2001 r. jako prezydent zawetował ustawę reprywatyzacyjną. Tłumaczył, że państwa na nią nie stać, i dał do zrozumienia, że do odzyskania bezprawnie znacjonalizowanych majątków najlepsza jest droga administracyjna lub sądowa.

Sęk w tym, że przeciętnemu obywatelowi bardzo trudno odzyskać taki majątek lub uzyskać odszkodowanie. Ci, którzy nie mają pieniędzy na dobrego adwokata albo czują, że nie starczy im życia na procesowanie się, sprzedają swoje roszczenia za bezcen. Korzystają na tym ludzie, którzy mają i dużą wiedzę prawniczą, i dobre kontakty z politykami i urzędnikami.

Znów zapada cisza

Od lat obserwuję ten sam scenariusz: gdy o nadużyciach robi się głośno, politycy zwołują konferencję i mówią, że trzeba uregulować roszczenia reprywatyzacyjne. Mija kilka miesięcy i nad reprywatyzacją znów zapada cisza. Czy teraz będzie podobnie? Chciałbym się mylić, ale obawiam się, że tak.

W szczerość intencji PO nie warto wierzyć, politycy tej partii udowodnili to w poprzednich latach. Nie załatwili tej sprawy, gdy rządzili, choć mieli gotowy projekt ustawy "o zadośćuczynieniu skutkom prawnym przejęcia przez państwo mienia obywateli w latach 1944-62". A zakładał on jedynie symboliczne zadośćuczynienie w gotówce, którego wypłata miała być rozłożona na 15 lat. Rząd Donalda Tuska deklarował, że przeznaczy na ten cel 20 mld zł, ale kiedy w 2008 r. wybuchł kryzys finansowy, nie wniósł projektu do Sejmu.

Kaczyński niczego się nie domaga

Platforma posądzana o sprzyjanie reprywatyzacyjnym oszustom zapewne reaktywuje teraz swój projekt. Nic jednak nie wskóra bez poparcia PiS, a stosunek Jarosława Kaczyńskiego do reprywatyzacji najlepiej obrazuje jego wypowiedź z 2008 r., gdy rozważał referendum w tej sprawie: "A jeśli chodziłoby o odszkodowania, to byłoby to tak: biedni Polacy, a dokładnie potomkowie biednych Polaków, mają zapłacić potomkom bogatych Polaków czy obywateli polskich. Ja też miałem bogatych dziadków i niczego się nie domagam".

Ponadto PiS już teraz ma problem ze sfinansowaniem choćby swego sztandarowego programu "Rodzina 500+".

Niestety, prawdopodobnie nigdy się nie dowiemy, ile osób wzbogaciło się na tzw. dzikiej reprywatyzacji, bo urzędnicy odmawiają dziennikarzom informacji. Cóż, wielkie pieniądze lubią ciszę.

wyborcza.biz/biznes/1,100897,20665440,czy-znow-cisza-nad-reprywatyzacja.html
--
Religia jest dla ludzi bez rozumu.
/Józef Piłsudski/
Edytor zaawansowany
  • diabollo 09.09.16, 07:54
    Komuniści zabierali majątki (pochodzące najczęściej z kumulacji powstałej na pracy niewolniczej, potem XIXwiecznym wyzysku kapitalistycznym ówczesnego społęczeństwa) i oddawali ten majątek społeczeństwu.

    Neoliberalizm zabiera majątek społeczeństwu i oddaje w ręce kościoła ginekologicznego i innych cwaniaków.

    I nazywa to "sprawiedliwością".

    A "ciemny lud" znosi to spokojnie, bo łyknął bajkę, że neoliberalizm może też dać i mi miliony, wszak też cierpiącej i pokrzywdzonej ofierze.

    Kłaniam się nisko.

    --
    Religia jest dla ludzi bez rozumu.
    /Józef Piłsudski/
  • diabollo 09.09.16, 07:57
    A jak to ktoś słusznie zauważył, nawet II Rzeczpospolita nie zwracała majątków zabranych przez zaborców za powstania narodowe.

    Taka patologia jaka wydarzyła się u nas z reprywatyzacją koscioła ginekologicznego i reszty cwaniaków nie zna precedensu.

    Kłaniam się nisko.

    --
    Religia jest dla ludzi bez rozumu.
    /Józef Piłsudski/
  • oby.watel 09.09.16, 10:19
    diabollo napisał:
    > Komuniści zabierali majątki (pochodzące najczęściej z kumulacji powstałej na pr
    > acy niewolniczej, potem XIXwiecznym wyzysku kapitalistycznym ówczesnego społęcz
    > eństwa) i oddawali ten majątek społeczeństwu.

    Tak, zabieranie cudzego majątku to wręcz cnota. Musi być spełniony tylko jeden warunek: to nie możne być mój majątek. Im niech zabiorą to, co nakradli, ale od mojej krwawicy wara. Poza tym zdecydowanie łatwiej jest komuś zabrać niż stworzyć samemu. Pretekst zawsze się jakiś znajdzie. Kaczyński na ten przykład chętnie zabrałby Niemcom pare miliardów. Bo oni po wojnie stanęli na nogi i są bogaci, a my klepiemy biedę, więc nam się należy za wojnę, którą wywołali, przegrali i maja lepiej.

    > A "ciemny lud" znosi to spokojnie, bo łyknął bajkę, że neoliberalizm może też d
    > ać i mi miliony, wszak też cierpiącej i pokrzywdzonej ofierze.

    Zamiast łykać bajki ciemny lud powinien... No właśnie? Co powinien? Spierdolić zagranicę i stamtąd pouczać tych, którzy zostali? Czerpać garściami z kapitalizmu i go zwalczać licząc, że się nie uda?

    > A jak to ktoś słusznie zauważył, nawet II Rzeczpospolita nie zwracała majątków
    > zabranych przez zaborców za powstania narodowe.

    Są na to, co ktoś słusznie zauważył jakieś dowody? Bo jeśli chodzi o Kościół, to II Rzeczpospolita zwracała równie ochoczo jak dziś. I równie ochoczo i szczodrze jak dziś finansowała ordynariaty polowe kosztem żołdu.

    --
    Śpieszmy się czytać posty, tak szybko znikają...
  • podjadek57 09.09.16, 11:50
    Dzieje darowizn na rzecz Kościoła są jeszcze mało zbadane

    Prof. Janusz Tazbir – historyk, badacz dziejów kultury staropolskiej oraz reformacji i kontrreformacji w Polsce, członek Polskiej Akademii Nauk, w latach 1983-1990 dyrektor Instytutu Historii PAN.

    Rozmawia Paweł Dybicz

    Gdy zapytałem dwójkę młodych ludzi, czy wiedzą, skąd Kościół ma majątek, odpowiedzieli: „Jak to skąd? Najpierw dawał Watykan, a teraz ludzie”. Porozmawiajmy, panie profesorze, o tym majątku. Bo kiedy Mieszko I wprowadzał chrześcijaństwo, Kościół nie przyszedł tu z inwestycjami, tylko były to nadania władców.
    – W czasach piastowskich biskupów i biskupstwa obdarowywali głównie monarchowie. I od razu trzeba powiedzieć, że były to duże nadania, biskupi zaliczali się do największych posiadaczy ziemskich. Były też nadania możnowładców, w następnych wiekach nadania szlacheckie.
    Czyli, mówiąc krótko, nadania władców to nadania państwa. Od czasów jagiellońskich Rzeczpospolita była państwem wielowyznaniowym.
    – W zasadzie była już wcześniej, po przyłączeniu Rusi Czerwonej przez Kazimierza Wielkiego. Często myli się to pojęcie z wieloreligijnym, nie rozumiejąc, że prawosławie jest wyznaniem chrześcijańskim, poza niedużą grupą Tatarów to ta sama religia.

    KOŚCIÓŁ PREFEROWANY

    Czy Jagiellonowie i królowie elekcyjni tak samo traktowali w nadaniach prawosławie i katolicyzm?
    – Oczywiście, że nie. Kościół prawosławny posiadał majątek jeszcze z okresu istnienia samodzielnego Wielkiego Księstwa Litewskiego. Później uzyskiwał nadania magnatów i szlachty wyznających prawosławie. Ale bezwzględnie Kościół katolicki był preferowany, zarówno przez królów, jak i arystokratów.
    Trwało to do końca I Rzeczypospolitej?
    – Nie. Im było bliżej jej końca, tym nadań królewskich było mniej, a nawet można powiedzieć, że prawie ustały. Z wielu powodów, choćby ze względu na szczupłość kasy państwowej. Co nie oznacza, że nie powiększał się majątek Kościoła. Szlachcic, gdy wstępował do klasztoru, musiał wnieść w wianie niemały majątek. Panny, które szły na zakonnice, musiały mieć posag. I posag ten wynosił nieraz więcej niż jedną wieś. To zależało od hojności taty, ale jemu i tak bardziej się to opłacało niż trzymanie córki w domu, bo wypychając ją do klasztoru, jednocześnie nie uszczuplał majątku, który powinien był przypaść jego synom.
    Jacy władcy byli najhojniejsi dla Kościoła?
    – Trudno powiedzieć. Nie mamy tego uchwyconego pod względem liczbowym. Są obliczenia, choć historycy się spierają i nie chcą podać dokładnych liczb, że w XVI w. ziemie kościelne obejmowały 9-11% wszystkich gruntów uprawnych. W Królestwie w rękach szlacheckich było 81% ziemi, a na Litwie 62%. Natomiast duchowieństwo miało tam odpowiednio 11% i 9%. To są przybliżone dane; arcybiskup gnieźnieński w 1512 r. miał 292 wsie osiadłe i 13 miast, biskup krakowski – 230 wsi i też 13 miast. A dobra pięciu najbogatszych biskupstw obejmowały 1,4 tys. wsi i 46 miast.
    Jak powiedziałem, w XVI i XVII w. Kościół katolicki posiadał 10-12% gruntów w Rzeczypospolitej, ale ten odsetek stale się powiększał, bo przybywało majątków klasztornych. A to dlatego, że jeżeli ktoś fundował klasztor, dawał też zaopatrzenie w postaci wsi. Jeżeli fundował parafię, to również fundował zaopatrzenie. I doszło do tego, że w 1635 r., a więc w okresie triumfującej już kontrreformacji, Sejm uchwalił zakaz zapisywania ziemi Kościołowi, a szlachcic, który wstępował do klasztoru lub posyłał tam córkę, miał obowiązek sprzedać komuś świeckiemu ziemię przekazywaną dotąd Kościołowi. Oczywiście na różne sposoby to obchodzono, również za staraniem duchownych.

    KONFISKATA NA POCZĄTEK

    Sejm nie chciał dalszego wzmocnienia władzy i majętności kościelnej? Wychodzi na to, że już wtedy istniał silny antyklerykalizm.
    – Oczywiście, że o to posłom chodziło. Przyjęli postawę antyklerykalną, bo drażniła ich sprawa bezwzględnie ściąganych dziesięcin. Wtedy też Sejm uchwalił nawet akt sui generis amnestii. Mianowicie jeżeli ród szlachecki przez parę pokoleń należał do obozu reformacji i nie płacił dziesięcin, to gdy wracał na łono Kościoła katolickiego, darowywano mu zaległe dziesięciny i musiał je płacić jedynie na bieżąco. Posłom nie podobały się sądy kościelne – z tej racji, że pociągano przed nie szlachtę. I wywalczyła sobie uwolnienie spod kościelnej jurysdykcji. Na sprawy fiskalne nałożyła się świadomość tego, że biskupi mają za duży wpływ na króla i jego otoczenie, jak również ingerują w różne sprawy państwowe. Pamiętano przecież, że papież wydał bullę potępiającą traktat toruński (1466 r.) z powodu szkodliwości dla zakonu krzyżackiego.
    Oprócz wydarzeń wagi państwowej były też inne, które urabiały opinię szlachty na temat postępowania wielu duchownych. Przez dziesiątki lat opowiadano o tym, że szlachcic Męciński w 1655 r.,
    w okresie najazdu szwedzkiego, złożył na przechowanie w klasztorze w Częstochowie swoje skarby w przeświadczeniu, że będą tam w czasie wojny bezpieczne. „Potop” się skończył, a paulini nie zamierzali zwrócić szlachcicowi majątku. Jego potomkowie procesowali się z klasztorem aż do czasów Księstwa Warszawskiego.
    W tamtych czasach wśród szlachty nasilały się postawy antyklerykalne. A jak wtedy się zachowywali możnowładcy?
    – Generalnie byli bliżej biskupów, którzy wywodzili się przeważnie z magnaterii, i to oni głównie obdarowywali Kościół. Szczególnie ci, którzy przechodzili na katolicyzm, byli bardzo hojni.
    Czyli klasyczne zachowania neofitów?
    – Tak to można określić. To było wkupywanie się w łaski Kościoła, z którym dzieliło się niemały kawałek władzy w państwie.
    Słowem, sojusz ołtarza i pieniądza obok sojuszu tronu i ołtarza. Ten ostatni ustał w XVIII w., szczególnie za panowania Stanisława Poniatowskiego.
    – Wtedy w zasadzie zaprzestano dotowania, a nawet rozpoczął się proces przejmowania przez państwo majątku Kościoła. Zaczęło się od konfiskaty, nie tylko w Polsce, zakonu jezuitów. Choć w czasie konfiskaty dóbr jezuickich część dochodu z ich sprzedaży rozkradziono, znaczna część poszła, na szczęście, na Komisję Edukacji Narodowej. Sądzę, że gdyby nie kasacja jezuitów, dzieło KEN marnie by wyglądało. Nie tylko dlatego, że jej twórcy nie mieliby odpowiedniego zaplecza materialnego, lecz także z tego powodu, że szlachta nadal posyłałaby swoje dzieci do konwiktów jezuickich, bo do tego była przyzwyczajona.
    Ale najważniejsze decyzje regulujące relacje państwo-Kościół podjął pod koniec I Rzeczypospolitej Sejm Czteroletni.
    – Tylko nie zdołał tych decyzji do końca zrealizować. Twórcy Konstytucji 3 maja postawili tezę, że państwo powinno przejąć wszystkie dobra biskupie, a w zamian za to wypłacać biskupom stałą pensję.
    Czyli z ówczesnego Funduszu Kościelnego.
    – Czyli z kasy państwowej. I zaczęto to przeprowadzać, mimo ogromnego jazgotu hierarchów, od biskupa krakowskiego począwszy. Nie muszę mówić, że bardzo bogatego. Nie trwało to długo, bo Rzeczpospolita została rozebrana przez sąsiadów, ale gdyby nie utrata niepodległości, byłby ogromny konflikt z Kościołem, bo oprócz spraw majątkowych i finansowych postanowiono, że spory sądowe kleru i świeckich nie powinny iść do Rzymu, tylko muszą być rozstrzygane przez sądy cywilne w Polsce.

    NIEUGIĘTY PIŁSUDSKI

    Zaborcy przerwali ten proces upaństwawiania majątku kościelnego, ale sami mieli na niego baczenie, żeby nie powiedzieć chrapkę.
    – Pomniejszanie majątku Kościoła zapoczątkował cesarz Austrii Józef II. Ten władca, który ustalał nawet, ile świec ma się palić na ołtarzu w czasie nabożeństwa, pokasował wiele klasztorów, przejmując ich grunty. Podobne procesy częściowej konfiskaty były w zaborze rosyjskim (przejęcie ziemi unickiej przez Kościół prawosławny), a w zaborze pruskim protestanci uzyskali znaczne przywileje.
    cdn
  • podjadek57 09.09.16, 12:11
    W 1918 r. Polska odzyskała niepodległość. W okresie międzywojennym duchowni dwukrotnie powiększyli swój stan posiadania gruntów. Czy Kościół odzyskał wszystko to, co utracił na rzecz zaborców?
    – W okresie międzywojennym, o ile wiem, Kościół wszystkiego nie odzyskał.
    Ale podejmował starania.
    – I to jeszcze jakie! Józef Piłsudski jednak pod tym względem był nieugięty. Nie widział potrzeby nadmiernego wzbogacania Kościoła, który miał co dziesiąty hektar ziemi uprawnej. Co ciekawe, gdy się spojrzy na spis ziemian w Polsce w okresie międzywojnia, jest w nim trochę nazwisk rosyjskich. To potomkowie generałów, którzy dostali dobra za udział w tłumieniu powstania styczniowego. I rządy II RP im tego nie zabrały. To charakteryzuje postawę rządzących wobec prawa własności i majętności duchownych.
    A po wojnie?
    – Kościół, mimo że przed nią był ekonomiczną potęgą (w 1939 r. posiadał 400 tys. ha gruntów), został początkowo wyłączony z reformy rolnej. Dopiero w 1950 r. podjęto reformę ziem kościelnych, zostawiając niewielkie gospodarstwa plebanom. W sumie Kościół został poważnie okrojony, choć nigdy nie przedstawił kompleksowego bilansu strat.
    Ale przedtem przejął ogromne dobra po protestantach na ziemiach zachodnich i północnych.
    – O tym najczęściej się zapomina albo udaje, że tego nie było. Kiedyś napisałem niewielki artykuł w „Polityce” na temat tego, że trzeba się zdecydować, czy protestanci to są bracia odłączeni. Jeżeli tak, należą im się te same prawa. Tymczasem Kościół katolicki przejmował ich majątki na takiej zasadzie, jak gdyby to byli heretycy, a te ziemie należało skonfiskować. I Kościół właściwie tak ich traktował, obejmując zarówno budynki poprotestanckie, jak i niewielkie grunty, które protestanci mieli.
    Czy dziś protestanci powinni się domagać zwrotu, a przynajmniej rekompensaty?
    – Moim zdaniem powinni.
    Ale to będą poważne kwoty.
    – Bardzo poważne. Tak nawiasem powiem, że jeden z duchownych wspominał mi, że gdy przygotowywano z władzami konkordat, to któryś z księży katolickich stwiedził: „No dobrze, ale w tym konkordacie nie ma mowy o innych wyznaniach”, na co przedstawiciel rządu odpowiedział: „A ja myślałem, że to już księża załatwią z protestantami”.
    Kto zatem powinien zapłacić protestantom? Kościół katolicki?
    – Dobre pytanie. Myślę, że na pewno powinien partycypować w tym odszkodowaniu.
    W PRL, o czym strona kościelna niechętnie wspomina, nastąpił ogromny rozwój budownictwa sakralnego.
    – Tak, ale już bez finansowego zaangażowania państwa. Ten rozwój, jak powiedział mi pewien ksiądz, to było ogromne dobrodziejstwo, a z drugiej strony księża musieli wchodzić w układy, kompromisy z władzą świecką. Niektórzy dziś mają im za złe, co moim zdaniem nie jest mądre.
    Majątek Kościoła jest podłożem rosnącego antyklerykalizmu wśród Polaków.
    – Bardzo śmiesznie jest napisane w I tomie „Encyklopedii Katolickiej” pod hasłem antyklerykalizm. A mianowicie, że z chwilą likwidacji wielkiej własności ziemskiej Kościoła antyklerykalizm przestał mieć podstawy i prawie zupełnie wygasł. Przecież widzimy zupełnie co innego, antyklerykalizm jest coraz większy. I co ciekawe, ma on to samo podłoże, o którym Wincenty Witos pisał w pamiętnikach: chłop przebaczy księdzu konkubiny, bo uważa, że chłop nie może być bez baby, ale nie przebaczy zdzierstwa w opłatach kościelnych.
    Ten antyklerykalizm Witosa i jego partii brał się również stąd, że księża u zarania PSL byli przeciwko nim, odsądzając ich niekiedy od czci i wiary.
    – Kościół był bardzo wrogo nastawiony do ruchu ludowego, szczególnie w Galicji, podobnie jak w okresie międzywojennym, o czym się nie pamięta, do Wici. Księża uważali tę młodzieżową organizację niemalże za skrajną lewicę.
    Czy Kościół wpływał na postawy Polaków, zachęcając do przekazywania majątków na rzecz duchownych?
    – Oczywiście, że było takie nastawienie. W XVII-wiecznych kazaniach wręcz wskazywano, że jedną z głównych cech dobrego katolika jest jego hojność, żeby nie powiedzieć obowiązek obdarowywania Kościoła. Dzieje darowizn na rzecz Kościoła, poza nielicznymi pracami, są jeszcze mało zbadane. A warto je opracować.
    -------
    Na marginasie twierdzenie, że w PRL rządzili komuniści, jest trzecią prawdą tisznerowską (jak widać chociażby z powyższego tekstu).
    Reprywatyzacja jest niewygodna dla elit politycznych albowiem przyznanie się do błędów, nieszczęść, które spowodowała wystawia wszystkim rządzącym od 89 kiepskie świadectwo. Ponadto konsekwencją "uczciwej" reprywatyzacji powinno być cofnięcie reformy rolnej, z którą walczyli niejacy "żołnierze wyklęci".
    Warto też przypomnieć list pana Jarosława Kaczyńskiego do Polskiego Związku Ziemian:
    oko.press/images/2016/09/list_jaroslawa_kaczynskiego.pdf
    na co zwrócił uwagę pan Adrian Zandberg:
    oko.press/kaczynski-chcial-ziemianom-nieba-przychylic-przychylil/
    Jeszcze o tym co zawetował pan prezydent Aleksnder Kwaśniewski:
    Bubel AWS

    O reprywatyzacji, szczególnie tej warszawskiej, jest w mediach ostatnio bardzo głośno. Społecznicy i lokatorzy słusznie domagają się przyjęcia przez Sejm ustawy, która ostatecznie ureguluje w całej Polsce sprawę roszczeń. Przy tej okazji zazwyczaj mówi się, że w 2001 r. była na to szansa, ale została zmarnowana. Prezydent Kwaśniewski zawetował bowiem ustawę reprywatyzacyjną opracowaną i przeprowadzoną przez Sejm przez rząd AWS pod koniec III kadencji Sejmu.

    W tym miejscu warto jednak przypomnieć sobie, co to była za ustawa. Jej zapisy zakładały m.in. aż 50-procentowe odszkodowanie za mienie utracone po wojnie, w dodatku bez odliczenia środków włożonych przez państwo w jego utrzymanie. Co więcej, za bezprawne uznano en bloc wszystkie przepisy, na mocy których w naszym kraju dokonano nacjonalizacji. Nielegalne stały się więc również te przejęcia nieruchomości, które odbyły się zgodnie z ówcześnie obowiązującym prawem. A przecież PRL – jakkolwiek daleka od ideału – była uznawana przez cały świat i miała wszelkie formalne atrybuty niepodległego państwa.

    Ustawa AWS szeroko otwierała furtkę do występowania o odszkodowania, których łączna wysokość przekraczała możliwości budżetu państwa, niebędącego jeszcze – dodajmy – członkiem Unii Europejskiej. Świetnie zdawali sobie z tego sprawę ekonomiści, którzy w liście otwartym skierowanym do Aleksandra Kwaś­niewskiego apelowali o zawetowanie ustawy. Pisali: „Uważamy, że ustawa ta zagraża bezpośrednio bezpieczeństwu ekonomicznemu Polski, stwarzając obciążenie rzędu ponad 10% PKB przy ogólnym braku środków na najważniejsze cele rozwojowe i społeczne kraju”. Wśród sygnatariuszy znajdziemy prof. Pawła Bożyka, Witolda Kieżuna i Tadeusza Kowalika. Prezydent ich wysłuchał. Zanim to jednak nastąpiło, na łamach PRZEGLĄDU Andrzej Dryszel tak oceniał dzieło autorów ustawy: „Rzadko się zdarza, by wynikiem długotrwałych i żmudnych prac parlamentu stał się akt prawny równie szkodliwy dla Polski i Polaków, jak ustawa reprywatyzacyjna. Jej zapisy podzieliły nas na lepszych i gorszych”.

    Czy reprywatyzacja jest sprawiedliwa?

    Dlatego, rozmawiając o polskiej reprywatyzacji i zrodzonych przez nią patologiach, warto wrócić do debaty nad jej słusznością. U progu transformacji stwierdzono, że nacjonalizacja była krzywdą, która spotkała posesjonatów, dlatego teraz, w nowej Polsce, należy ją sowicie zrekompensować. Co więcej, argumentowano, że na reprywatyzacji skorzystają wszyscy. Andrzej Wielowieyski, były poseł UW, przed laty przekonywał, że jej skutkiem będzie „odtworzenie klasy średniej”. Prof. Janusz Gołaski z poznańskiego Uniwersytetu Przyrodniczego (dawnej Akademii Rolniczej) dodawał, że „powrót ziemiaństwa na wieś może wzbogacić wiejskie społeczeństwo pod względem intelektualnym, kulturowym i ekonomicznym”.
    cdn
  • podjadek57 09.09.16, 12:15
    Takie przekonania przełożyły się na orzecznictwo sądów, które w sprawach reprywatyzacyjnych lekką ręką rozdawały nieruchomości.

    Teraz, kiedy znów tyle mówi się o reprywatyzacji, warto spytać, czy po 70 latach możliwe jest cofnięcie zegara historii. Czy to sprawiedliwe?

    Sama idea reprywatyzacji faworyzuje niewielką część społeczeństwa, której przodkowie przed II wojną światową byli posiadaczami nieruchomości. Zabranie gruntów to dla nich niewątpliwie rodzinna tragedia. Pamiętajmy jednak, że nie byli oni jedynymi pokrzywdzonymi. W czasie kiedy właścicielom odbierano grunty, ale i wcześniej, na ziemiach polskich działy się rzeczy straszne. Wojna wszystkim przyniosła ogromne straty. Przez kraj przewalały się fronty, zmieniały się granice. Ludzie migrowali, tracili cały dobytek i rozpoczynali wszystko od nowa.

    Nikomu nie przyszło do głowy, aby rekompensować straty tym, którzy po wojnie zmuszeni byli świadczyć obowiązkowe dostawy płodów rolnych lub stracili na wymianie pieniędzy. Złośliwi dodają, że należałoby cofnąć się w czasie dalej i zadbać o potomków wyzyskiwanych chłopów pańszczyźnianych, którzy także powinni mieć prawo domagania się od arystokratycznych rodów odszkodowań.
    www.tygodnikprzeglad.pl/zlodziejska-reprywatyzacja/
    --
    "Sądzę, że nic nie umie zachować się bardziej nierozumnie od rozumu."
    S.Lem "Fiasko"
  • oby.watel 09.09.16, 19:52
    Dziękuję za ciekawy wywiad.

    Co do reprywatyzacji uważam, że sprawa powinna zostać załatwiona jedną grubą kreską. Bo wszyscy w mniejszym lub większym stopniu stracili najpierw w wyniku okupacji hitlerowskiej, a potem radzieckiej. To, że tak się nie stało najlepiej świadczy o poziomie naszej rozmodlonej klasy politycznej.

    --
    Śpieszmy się czytać posty, tak szybko znikają...
  • oby.watel 09.09.16, 20:54
    Prawdziwi spadkobiercy poza prawem - w Warszawie nieruchomości odzyskiwali tylko wybrani

    --
    Śpieszmy się czytać posty, tak szybko znikają...
  • diabollo 10.09.16, 00:03
    m.krytykapolityczna.pl/artykuly/miasto/20160908/reprywatyzacja-list-otwarty-do-mediow
    --
    Religia jest dla ludzi bez rozumu.
    /Józef Piłsudski/

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.