Dodaj do ulubionych

SMUTNE MONTOWNIE EUROPY ŚRODKOWEJ

26.06.17, 07:32
SMUTNE MONTOWNIE EUROPY ŚRODKOWEJ W EPOCE EGOIZMU

krytykapolityczna.pl/swiat/ue/smutne-montownie-w-epoce-egoizmu/

--
Religia jest dla ludzi bez rozumu.
/Józef Piłsudski/
Edytor zaawansowany
  • oby.watel 26.06.17, 10:08
    Do życia nadaje się wyłącznie świat, w którym rządzą biedni. Związek Radziecki, Korea Północna, Kuba, Sudan to oazy szczęśliwości.

    --
    Śpieszmy się czytać posty, tak szybko znikają wraz z ich autorami. Janek Wiśniewski padł, Trybunał Konstytucyjny też...
  • podjadek57 30.06.17, 14:01
    W nawiązaniu do powyższego. Jak z publicznej kasy idą pieniądze do prywaciarzy (jak w poniższym przykładzie) to jest liberalizm. A jak chce się progresji podatkowej to jest komunizm.

    "Rządowa pomoc publiczna dla zarządców dwóch prywatnych autostrad wyniosła w 2016 r. ponad 1,4 mld zł - więcej niż dochody z opłat drogowych od ciężarówek.

    Zbliża się pierwszy wakacyjny weekend i na drogach znowu zaroi się od aut urlopowiczów i weekendowiczów. I zapewne znowu usłyszymy skargi kierowców stojących w kolejkach przed bramkami płatnych autostrad. Chociaż na całym świecie drogi są zakorkowane, rządzący w Polsce uznali, że to sytuacja nadzwyczajna i przez ostatnie trzy lata fundowali kierowcom bezpłatne przejazdy w weekendy prywatną autostradą A1 z Torunia do Gdańska. Rząd PO-PSL wydał na to przez dwa lata ok. 50 mln zł, a w zeszłym roku rząd PiS szacował, że będzie to kosztować ok. 9 mln zł. Czyli niemal tyle, ile wyniosły dopłaty do barów mlecznych serwujących posiłki dla niezamożnych Polaków.

    Jednocześnie gwałtownie rosną wydatki z publicznych pieniędzy na odcinki płatnych autostrad A1 Toruń-Gdańsk i A2 od Nowego Tomyśla do Świecka, zarządzane przez prywatne spółki. Odcinkiem A1 zarządza spółka Gdańsk Transport Company, a A2 - spółka AWSA II.
    Sposób na pomoc publiczną

    Zgodnie z umowami zawartymi przez rządy SLD i PO-PSL spółki te przekazują do Krajowego Funduszu Drogowego (KFD) w rządowym Banku Gospodarstwa Krajowego całość opłat za przejazdy tymi autostradami. A w zamian dostają z KFD tzw. opłatę za dostępność - pieniądze na spłacenie kredytów zaciągniętych na inwestycje, utrzymanie autostrad, ich remonty oraz zysk dla firm zarządzających tymi autostradami na podstawie umów koncesyjnych.

    Taki system rozliczeń zaakceptowała Komisja Europejska, określając to jako zgodę na pomoc publiczną dla prywatnych zarządców tych autostrad. Takie sformułowanie nie dziwi. W 2016 r. na konta KFD z opłat za przejazdy tymi odcinkami A1 i A2 wpłynęło 138,5 mln zł, czyli 6,5 proc. więcej niż rok wcześniej. Natomiast zarządcom tych autostrad KFD wypłaciło za dostępność 1 mld 555 mln zł, czyli niemal jedną piątą więcej niż rok wcześniej.
    AWSA zbiera z wyprzedzeniem na remont autostrady

    Ministerstwo Infrastruktury i Budownictwa od początku tygodnia nie odpowiedziało nam, co spowodowało w zeszłym roku skokowy wzrost wypłat dla zarządców tych autostrad.

    "Wzrost w 2016 roku nie dotyczy GTC" - stwierdziła rzeczniczka GTC Anna Kordecka.

    Natomiast rzeczniczka AWSA Zofia Kwiatkowska poinformowała nas, że zgodnie z umową z rządem z 2009 r. spółka ma zgromadzić z trzyletnim wyprzedzeniem pieniądze na remont odcinka A2 Nowy Tomyśl-Świecko.

    "Wzrost kwot za dostępność w 2016 r. w naszym przypadku wynika właśnie z tego faktu i jest zgodny z planem finansowym uzgodnionym ze stroną rządową oraz wpisany do książki założeń stanowiącej załącznik umowy koncesyjnej odnośnie do przewidywanych prac i kosztów z nimi związanych" - wyjaśniła Kwiatkowska.
    A gdzie pieniądze na nowe drogi?

    Szkopuł w tym, że po odliczeniu wpływów z płatnych odcinków A1 i A2 o łącznej długości prawie 260 km rządowy Fundusz przekazał zarządcom tych autostrad na czysto ponad 1,4 mld zł. To ponad 25 mln zł więcej niż wyniosły na czysto dochody KFD z systemu viaToll - elektronicznych opłat drogowych od ciężarówek pobieranych na koniec zeszłego roku na sieci 3,3 tys. km państwowych dróg.

    Innymi słowy, dochodów z viaToll nie starczyło na pokrycie w pełni rachunków prywatnych zarządców dwóch odcinków autostrad. I KFD zapewne pokryło różnicę z pieniędzy zbieranych od kierowców na budowę nowych autostrad, dróg ekspresowych i obwodnic miast.

    Według informacji przekazanej Sejmowi przez rząd na koniec zeszłego roku KFD było zobowiązane wypłacić GTC do końca umowy koncesyjnej prawie 8,5 mld zł, a spółce AWSA II jeszcze 6,75 mld zł."

    wyborcza.pl/7,155287,22029279,wyplaty-z-publicznej-kasy-na-prywatne-autostrady-coraz.html

    --
    "Sądzę, że nic nie umie zachować się bardziej nierozumnie od rozumu."
    S.Lem "Fiasko"
  • oby.watel 30.06.17, 16:50
    podjadek57 napisał:
    > Jak z publicznej kasy idą pieniądze do prywaciarzy (jak w poniższym przykładzie)
    > to jest liberalizm. A jak chce się progresji podatkowej to jest komunizm.

    Mylisz się. Jak z publicznej kasy idą pieniądze do prywaciarzy (jak w powyższym przykładzie), to to jest szwindel, przekręt, korupcja (niepotrzebne skreślić).

    Masz za to całkowitą rację, że progi podatkowe to komuna w czystej postaci. Bo podatek liniowy to jedna kartka papieru na której po jednej stronie zapisano ile zarobiłeś, po drugie ile od tego masz zapłacić podatku. Wystarczy do obsługi tego jeden urzędnik. Im bardziej skomplikowany system, tym więcej potrzeba sił i środków do jego obsługi i kontroli. A i o szwindle łatwiej. Gdzieś czytałem, że system poboru podatków kosztuje podatników bez mała 5 miliardów złotych.

    Więcej zarabiają głównie ci, którzy mają wiedzę, doświadczenie, talent. Należy ich za to karać? Natomiast prawdziwi beneficjenci zatrudniani są na takich umowach, że płacą mniej niż sprzątaczka. Poza tym komunizm zakładał równość. A w tym przypadku mamy do czynienia z liberalnym komunizmem, skoro zarabiający krocie płacą nieco większy podatek, ale sporo mniejsze składki ZUS. Więc bogaty płaci procentowo mniej niż biedny. Na czym tu polega sprawiedliwość? (zarabiający 4000 zł brutto podatku płaci niecałe 300 zł, zaś ZUS-u ponad 1.200 zł)

    --
    Śpieszmy się czytać posty, tak szybko znikają wraz z ich autorami. Janek Wiśniewski padł, Trybunał Konstytucyjny też...
  • podjadek57 30.06.17, 17:09
    A wiesz, że komuniści mają wszystko wspólne w tym żony? Noo!

    --
    "Sądzę, że nic nie umie zachować się bardziej nierozumnie od rozumu."
    S.Lem "Fiasko"
  • oby.watel 30.06.17, 17:29
    Nie wiem. Słyszałem o równości, a nie wspólnocie pierwotnej. Ale nigdy mi nie było po drodze z fanatykami żadnej ze stron.

    Tak z ciekawości żona nie ma nic przeciw współdzieleniu jej? I czy przypadkiem takie brednie nie obrażają kobiet, nad którymi z taką troską pochylasz się, a które sprowadzasz do roli przedmiotu, który można mieć wspólnie z towarzyszami?

    --
    Śpieszmy się czytać posty, tak szybko znikają wraz z ich autorami. Janek Wiśniewski padł, Trybunał Konstytucyjny też...
  • podjadek57 30.06.17, 19:20
    Maciej Gdula: Klasa wyższa robi średnią w bambuko. Klasa średnia z pogardą patrzy na życie "robola"
    wyborcza.pl/magazyn/7,124059,22023603,maciej-gdula-klasa-wyzsza-robi-srednia-w-bambuko-klasa.html
    Warto. Niestety teraz nie mam możliwości co by wkleić całość lub choćby fragmenty.


    --
    "Sądzę, że nic nie umie zachować się bardziej nierozumnie od rozumu."
    S.Lem "Fiasko"
  • diabollo 30.06.17, 19:50
    Maciej Gdula: Klasa wyższa robi średnią w bambuko. Klasa średnia z pogardą patrzy na życie "robola"
    WYWIAD Michał Wilgocki
    30 czerwca 2017

    Klasa średnia zakłada, że różnice między nią a wyższą są niewielkie. Że jak skończy lepsze studia i będzie więcej pracować, to będzie ją już na wszystko stać. Otóż nie będzie. Z dr. hab. Maciejem Gdulą* rozmawia Michał Wilgocki.

    MICHAŁ WILGOCKI: Klasa wyższa. Ilu Polaków do niej należy?
    MACIEJ GDULA: Półtora miliona. Tylu Polaków ma majątek na tyle duży, że mogą nie myśleć o problemach charakterystycznych dla klasy średniej – nie muszą brać kredytów, nie denerwują się, czy znajdą pracę, nie przejmują się kiepskim systemem edukacji czy opieki zdrowotnej. Z badań NBP można wywnioskować, że to 3 proc. gospodarstw domowych w Polsce. Przy założeniu, że wszystkich gospodarstw jest 14 mln, a na jedno przypadają średnio po trzy osoby, wychodzi półtora miliona ludzi. W tej grupie 1 proc. ma majątek ok. 1,5 mln zł, kolejny procent – 2 mln, a najbogatszy – co najmniej 3 mln zł. To majątek netto, czyli na czysto, bez kredytu.

    To dwa dobre samochody i duży dom pod Warszawą.
    – NBP zmierzyło, jaką częścią tego majątku jest nieruchomość, w której się mieszka. To połowa. Oznacza to, że najbogatszy 1 proc. – 140 tys. gospodarstw domowych – ma, poza domem wartym 1,5 mln zł, „luźne” co najmniej kolejne 1,5 mln zł. Na kontach, w innych nieruchomościach, w majątkach firm, w akcjach i autach. Oczywiście, można argumentować, że 1,5 mln zł nie powala. Oprócz tego, że na pewno dane te są zaniżone, bo to norma przy badaniach dochodów na podstawie deklaracji, to spójrzmy na to z perspektywy członka klasy średniej, który przyjeżdża do dużego miasta, pracuje całe dnie i musi jeszcze wynająć mieszkanie. To pieniądze, które robią różnicę, zmieniają horyzont, warunki, w których człowiek egzystuje. Mając je, zaczyna się inaczej myśleć, planować, o inne rzeczy się starać. Klasę średnią to z jednej strony denerwuje, a z drugiej – nie chce się do tego przyznać.

    Czym jest luksus dla polskich Rockefellerów i szarych Kowalskich

    Twierdzi pan, że klasa wyższa się ukrywa.
    – To metoda na zachowanie wyższości. Kiedy klasa wyższa udaje, że obowiązują ją te same zasady co klasę średnią, nie musi na przykład brać udziału w dyskusjach o redystrybucji. Może powiedzieć: pracujemy tak samo jak klasa średnia, bogacimy się, konkurujemy, dlaczego mamy się dzielić?

    Dzięki ukryciu się klasa wyższa chroni środki pozwalające żyć na wysokiej stopie. Gdyby była klasą jawną, zaraz zaczęłyby się pytania, czy faktycznie zasługuje na swoją wyższość. Moim zdaniem nie zasługuje, takie różnice klasowe trudno uzasadnić. Żyjemy w społeczeństwie, które się rozpada w tym sensie, że znacznej części ludzi nie obowiązują reguły wiążące innych. Ukrywając się, można tę dyskusję skutecznie odsunąć.

    Klasa średnia nie dostrzega tych różnic?
    – Jest w Warszawie taka szkoła – Akademeia – która przygotowuje dzieci bogatych rodziców do studiów na Oksfordzie i w Cambridge. Bardzo droga. Przez ostatnie dwa miesiące robiłem badania etnograficzne i pytałem kilkudziesięciu ludzi, ile ich zdaniem kosztuje.

    Gdybym miał strzelać, powiedziałbym, że 10 tys. za semestr.
    – Blisko. 11 tys. Ale za miesiąc.

    Za miesiąc?!
    – No właśnie. Ludzie, z którymi rozmawiałem, byli w miarę zamożni. Odpowiadali, że szacują koszt tej szkoły na 3 tys. zł za miesiąc. Pierwsza odpowiedziała poprawnie córka bogatego dewelopera. Stwierdziła, że to musi kosztować co najmniej 10 tys. zł miesięcznie, bo mniej więcej połowę tej sumy kosztuje kanadyjskie przedszkole, a przecież nauka licealistów musi kosztować więcej. Potem może jeszcze ze dwie-trzy osoby zbliżyły się do poprawnej odpowiedzi.

    To takie kwoty, że ludzi zatyka, bo wydaje im się, że różnice ekonomiczne są dużo mniejsze. I że wszyscy żyjemy w ten sam sposób. Coraz bardziej klasa wyższa staje się grupą oderwaną od lokalności. Jej życie nie przebiega w ramach tych samych systemów, a majątek pozwala myśleć innymi kategoriami.

    CDN...


    --
    Religia jest dla ludzi bez rozumu.
    /Józef Piłsudski/
  • diabollo 30.06.17, 19:52
    Jak klasa wyższa się ukrywa?
    – Kiedy z Przemysławem Sadurą badaliśmy stosunek do teatru, rozmawialiśmy z przedstawicielami naprawdę wielkiego biznesu. Z prezesami zarabiającymi krocie, z przedstawicielami wysokiego managementu. Pierre Bourdieu, francuski socjolog, w podobnych badaniach wykazał, że we Francji klasa wyższa wybiera sztukę klasyczną, by odróżnić się od średniej, która wybiera rozrywkową.

    W przełożeniu na polskie warunki elity powinny mówić: chodzimy tylko do Teatru Narodowego, na wielkich aktorów i wielkie klasyczne dramaty, a nie na rubaszne dziadostwo. Tymczasem nasza klasa wyższa o teatrze dla klasy średniej wypowiada się może nie z uznaniem, ale z dużą dawką tolerancji. Mówi: tak, niech chodzą, człowiek ma prawo do rozrywki, do odstresowania się. My też chodzimy na takie przedstawienia. Oprócz tego jednak polska klasa wyższa lubi operę, czyli bardzo subtelną i wymagającą formę sztuki. Ale to nie przeszkadza jej podszywać się pod klasę średnią i bronić prostych rozrywek.

    Sport?
    – Bieganie to świetny przykład. Często neguje się istnienie klas, bo wszyscy noszą dżinsy, jeżdżą na rowerze, biegają. Ale jeden jeździ na rowerze, bo tylko na taki środek transportu go stać. Inny jeździ dla sportu. A jeszcze inny – bo sprawia mu to bezinteresowną przyjemność. Albo biega w takich porach, by nie biegać z innymi.

    Ale w rozmowach z klasą wyższą różnice łatwo zauważyć w innej kwestii – rynku pracy. Dla klasy średniej ten „model CV”, szukanie pracy, kariera, wcześniej edukacja, to coś, co uznaje się za zupełnie naturalne. Tak samo mówi klasa wyższa: że należy najpierw skończyć studia, popracować trochę w gorszych warunkach, starać się zbudować pozycję i naturalną koleją rzeczy będzie awans społeczny.

    Problem w tym, że żaden z odpytanych z klasy wyższej nigdy swojego CV nie budował, tylko tworzył firmę lub ją dziedziczył. Nie szukał pracy, praca sama go znajdowała. Co nie przeszkadzało mu snuć opowieści o robieniu kariery w sposób charakterystyczny dla klasy średniej.

    Takie odkrycie rodzi w klasie średniej frustrację.
    – Do której trochę wstydzi się przyznać. Bo z jednej strony ma przekonanie, że żyje normalnie i tak jak trzeba, bierze kredyty, porządnie się kształci. Z drugiej – odkrywa, że to tylko gra dla mniejszych, bo więksi funkcjonują na zupełnie innych zasadach.

    Że to my jesteśmy naiwniakami, zasuwamy, uczymy się, konkurujemy, a ktoś ma wszystko podane na tacy. Że klasy wyższej nie dotyczą nasze problemy: kredytu, wyboru uczelni, inflacji dyplomów.

    Dlatego tak nas frustrowała kariera Misiewicza?
    – To raczej przykład zbyt szybkiej kariery w stylu klasy średniej. Gdybym miał podać modelowy przykład frustracji z tego odkrycia, wskazałbym listy do „Wyborczej” o milenialsach. Tamara Pola Sawko, która napisała „kroczymy po ścieżce usłanej różami”, jest z pewnością przedstawicielką klasy wyższej. Młodą, myślącą, że można się tym pochwalić bez żadnej konsekwencji. W jej liście nie ma żadnych trosk finansowych, jedynie troska o to, by było fajnie gdzieś pójść, dobrze się bawić. Odpowiedzi na jej słowa były listami z klasy średniej. Oburzeni milenialsi pisali, że zamiast kawy w Vitkacu [najdroższy dom handlowy w Warszawie] piją kawę z czajnika, że nie wiedzą, czy będą mieli na czynsz. Nie są wdzięczni rodzicom za pieniądze, bo ich nie dostają. A Berlin oglądają na pocztówkach.

    Ta frustracja nie jest nieodłącznym elementem ich codziennego życia. Rodzi się wtedy, gdy dociera do nich, że ktoś żyje inaczej.

    Klasę średnią frustrują nie tylko ci, co wyżej, ale także ci z niższej klasy. Ta „patologia, co przepija 500 plus”.
    – Nie powiedziałbym, że frustrują. Raczej napawają dumą. Bo to nam się udało, żyjemy, jak trzeba, mamy się z kim porównać. A im – nie.

    Mówimy teraz o klasie robotniczej?
    – Ja nazywam ją ludową, bo nie wszyscy jej przedstawiciele są robotnikami w sensie klasycznym. Część wykonuje proste usługi, sprząta, pracuje przy kasach. Ich życie często odbiega od schematów klasy średniej. Najczęściej nie mają kredytów. Mieszkają z rodzicami albo dziadkami. Co nie jest problemem, bo rodzice często są na emigracji zarobkowej, więc mieszkanie mają dla siebie. To ludzie, którym nie udało się dostać na studia albo nawet do tego nie aspirowali.

    Ilu ich jest?
    – Ok. 50 proc. pracujących. Klasa średnia to ok. 30 proc. Rolnicy – ok. 10 proc. Pozostałe 10 proc. to naukowcy, przedsiębiorcy, kierownicy, wolne zawody – to spośród nich wywodzić się będzie to 3 proc. najbogatszej klasy wyższej.

    Skoro klasa ludowa to najliczniejsza grupa, to jej opowieść powinna dominować.
    – Liczy się nie liczebność, ale dynamika. W wielu społeczeństwach, chociaż robotnicy nie byli wcale dominujący, był popularny pogląd, że zdobędą władzę i przekształcą je w społeczeństwa egalitarne. Działo się tak dlatego, że klasa robotnicza rosła najszybciej. Teraz w Polsce najszybciej rozszerza się klasa średnia, ludzie w niej nie tylko się reprodukują, ale także do niej napływają. I dlatego to jej styl życia zaczyna być traktowany jako styl przyszłości.

    CDN...

    --
    Religia jest dla ludzi bez rozumu.
    /Józef Piłsudski/
  • diabollo 30.06.17, 19:54
    Ścieżki awansu z klasy ludowej do średniej są otwarte?
    – Kluczem jest ukończenie studiów, co wciąż nie przychodzi łatwo, choć narzekamy na inflację dyplomów. Badaliśmy przedstawicieli klasy ludowej, którzy aspirowali do średniej, ale im się nie udało. Nie utrzymali się na studiach z różnych powodów. To często były opowieści, w których bronili swojej godności: że studia i tak nic nie dają, że bez znajomości nie da się zrobić kariery itd.

    Ciekawie wygląda też sytuacja, gdy spojrzymy na przedstawicieli klasy ludowej, którym udało się awansować do niższej klasy średniej. To na przykład kobiety, które pracują w warszawskich butikach. Mówią: nie cierpię swojego miasta, tam ludzie się w ogóle nie starają, nie ubierają się ładnie, nawet nie zadbają o siebie. Klasa średnia cieszy się z tego, że jest wywyższona.

    Skąd się biorą napięcia?
    – To napięcie między klasą ludową a średnią wynika z pozornego zlania się w jedno klas średniej i wyższej. Klasa średnia zakłada, że różnice między nią a wyższą są niewielkie. Że jak skończy lepsze studia i będzie więcej pracować, to będzie ją już na wszystko stać. Otóż nie będzie. Nigdy nie wyśle dziecka do Akademei. Dlatego z pogardą patrzy na klasę ludową.

    Jak to się może zmienić?
    – Klasa średnia może dostrzec, że klasa wyższa to ludzie zupełnie odrębni, którzy do tego robią klasę średnią – kolokwialnie rzecz ujmując – w bambuko. Dostrzeżenie tego pozwala przyjąć do wiadomości, że życie, którym się żyje, nie jest jedynym słusznym, lecz jedynie opcją. To bolesne, ale trzeba po prostu przyznać przed sobą, że komuś jest lepiej, a ja nigdy nie będę tak żył.

    Kiedy potraktujemy swoje życie jako opcję, łatwiej będzie spojrzeć też na tych, którzy są na dole. I przyznać, że może także ich życie nie jest marną wersją mojego, ale po prostu innym życiem. Że życie „robola” też ma swoją wartość.

    Postuluje pan sojusz klasy ludowej ze średnią.
    – Odkrycie, że są inne formy życia, mogłoby pozytywnie postawić całe społeczeństwo na głowie. Doprowadzić do uznania, że skoro nie stać mnie na kredyt, kariera mi się nie rozwija, a ochrona zdrowia jest na katastrofalnym poziomie – to wcale nie muszę pracować jeszcze więcej, by było mnie stać na prywatną.

    Odkrycie tych ograniczeń mogłoby być punktem wyjścia do powiedzenia sobie, że chcemy inaczej zorganizować świat. Odciążyć się. Przecież gdyby klasa ludowa i średnia się dogadały, mogłyby doprowadzić do takiej organizacji społeczeństwa, że ludzie nie muszą brać kredytów, bo problem mieszkaniowy jest rozwiązywany systemowo – przez państwo, budownictwo komunalne i społeczne. Że nie muszą harować, by zarobić na prywatne szkoły, bo te publiczne są na dobrym poziomie.

    Ale by to się stało, klasa średnia musi też dostrzec, że nie tylko ona ma problemy mieszkaniowe czy problemy z opieką zdrowotną. Takie same potrzeby ma też klasa ludowa.

    To utopijna wizja.
    – Wymaga terapii kulturowej, która może przyjść tylko przez politykę. PiS po części sięga już do sojuszu sfrustrowanej klasy średniej i sfrustrowanej klasy ludowej. Ale jednocześnie uznaje, że nie ma różnic klasowych, bo wszyscy jesteśmy Polakami. Nie dostrzega różnic między ludem a klasą średnią, zakłada, że żyją bardzo podobnie. I że kiedy uda się już rozprawić z „postkomunistycznymi, zdegenerowanymi elitami”, to wszystko się ułoży. Ta opowieść ma kilka mielizn. Najważniejsza jest taka, że konserwuje napięcia między klasą średnią a ludową. Nie można powiedzieć, że one żyją na podobnym poziomie – bo nie żyją.

    Co będzie, jeśli klasa średnia nie dostrzeże tych różnic?
    – Stracimy szansę na upodmiotowienie klasy ludowej. Sporo jej przedstawicieli chce uciec od swojego życia do klasy średniej. Gdy im się nie udaje, nienawidzą wszystkich: klasy średniej za to, że im się nie udało do niej dołączyć, a także elit, bo uświadamiają sobie ich istnienie. Taki człowiek będzie wściekły. I zagłosuje na Kukiza czy innego polityka, który wyrazi jego złość.

    Przyznanie, że istnieją różnice klasowe i specyficzne style życia, mogłoby zadziałać oczyszczająco. I zamienić chaotyczne wyładowania napięć w sensowne dążenie do zmian.

    *Dr hab. Maciej Gdula – ur. w 1977 r., socjolog, członek zespołu „Krytyki Politycznej”, współautor (wraz z Przemysławem Sadurą) „Stylów życia i porządku klasowego w Polsce”

    wyborcza.pl/magazyn/7,124059,22023603,maciej-gdula-klasa-wyzsza-robi-srednia-w-bambuko-klasa.html

    --
    Religia jest dla ludzi bez rozumu.
    /Józef Piłsudski/
  • oby.watel 30.06.17, 20:12
    Sadurska to teraz klasa średnia, wyższa czy jeszcze ludowa?

    --
    Śpieszmy się czytać posty, tak szybko znikają wraz z ich autorami. Janek Wiśniewski padł, Trybunał Konstytucyjny też...
  • diabollo 30.06.17, 20:44
    Gdybyś przeczytał uważnie to byś wiedział.

    Cieszę się, że takie rzeczy w końcu przebijają się do naszej inteligencji.
    Ile to lat temu pisałem, że dziki kapitalizm prowadzi do faszyzmu? To dekadę czy pół dekady temu nie było tajemnicą.
    Tylko nie istniało w mainstreame.

    Kłaniam się nisko.

    --
    Religia jest dla ludzi bez rozumu.
    /Józef Piłsudski/
  • oby.watel 30.06.17, 21:37
    Po co, skoro Ty przeczytałeś i nie wiesz?

    Masz rację, ze kapitalizm prowadzi do nieszczęścia. Nie to co socjalizm, który doprowadził do szczęścia. Tylko nikt się na tym szczęściu nie poznał.

    Ale poczucie posiadania racji podbudowuje i dobrze wpływa na poczucie nieomylności. Tyle, że to nie kapitalizm, socjalizm, kanibalizm czy ateizm prowadzi do tego, czy tamtego, ale propaganda, ciemnota, durnota i głupota. Durnia, dla którego sąsiednia wieś to zagranica, łatwo przekonać, że uciekająca spod bomb kobieta to dokonująca zamachów terrorystka. Fanatyka, który "zawsze powtarza" tę samą bzdurę, świat jawi mu się prosty jak konstrukcja cepa, także łatwo za nos wodzić.

    --
    Śpieszmy się czytać posty, tak szybko znikają wraz z ich autorami. Janek Wiśniewski padł, Trybunał Konstytucyjny też...
  • diabollo 30.06.17, 23:36
    Czcigodny Oby.watelu,
    Przecież tylko udajesz, że nie rozumiesz.
    A propos klas, to jeżeli Twoje aspiracje do klasy średniej i przy godnych szacunku Twoich wysiłkach, żeby się w średniej klasie znaleść jednak nie dały Ci komfortu zakupu prenumeraty gazety takiej czy siakiej, to jednak wczytałbym się na Twoim miejscu w słowa pana dr Gduli.

    Kłaniam się nisko

    --
    Religia jest dla ludzi bez rozumu.
    /Józef Piłsudski/
  • oby.watel 01.07.17, 09:49
    Drogi Diabollo,
    Mam w pamięci Twoją reakcję na moją niewinną uwagę na tema stanu Twojej inteligencji. Postanowiłeś jak widzę wykazać, że to nie żarty. No bo skąd zastępowanie odniesień do tematu odniesieniami do rozmówcy? Gdybyż jeszcze zarzuty były prawdziwe. Chociażby sprawa prenumeraty. Nie pociągnę tematu, bo nie zakładam złej woli, a brak tego założenia sprawia, że powód jest inny, czyli z kategorii tych, które chluby nie przynoszą.

    Dla Twojej informacji - nie potrzebuję dowartościowywać się przynależnością do jakiejś klasy, którą stać, czy ma jakieś inne imponujące cechy. Jedyne kryterium przynależności to rozsądek i samodzielne myślenie, wyraziste poglądy, umożliwiające toczenie pasjonujących sporów. Niestety, w zdominowanych przez trolli i głupców portalach to jest coraz trudniejsze. Niemal wszystkie fora Gazety, co stwierdzam z ubolewaniem, to szambo zdominowane przez ludzi z przerośniętym ego, na których szaleją niedouczeni moderatorzy w większości nie rozumiejący o czym mowa, ale mający władzę. Kilka prywatnych forów, gdzie można podyskutować i nikt nikogo nie poucza dowodzi, że rozsądek i kultura wypowiedzi zeszły do podziemia....

    Ciekaw jestem czy nadal byłbyś za walką z hejtem i fejknjusami, gdyby Ci moderator usuwał cztery posty na pięć. Bo ci, którzy gardłują za usuwaniem zawsze są przekonani, że ich posty są idealne, przesiąknięte kulturą, miłością, tolerancją i prawdą. I bardzo się dziwią, że ktoś może uważać inaczej. Tu masz przykład faceta, który jeszcze rok, dwa temu miał dużo sensownego do powiedzenia,a teraz nie ma nic.

    --
    Śpieszmy się czytać posty, tak szybko znikają wraz z ich autorami. Janek Wiśniewski padł, Trybunał Konstytucyjny też...
  • grzespelc 01.07.17, 21:49
    He.. mnie też nie dały. Chociaż to bardziej dlatego, że gdybym miał, to jeszcze więcej czasu spędzałbym w necie, a to już byłaby przesada.
  • podjadek57 03.07.17, 10:42


    Liberałowie przeciw liberalizmowi

    Dziś widzimy, niestety, renesans dziwacznego arystokratyzmu: opowieści prof. Sadurskiego i innych newsweekowych luminarzy też się w to wpisują. Znów jak przed wieloma dekadami odmawia się części społeczeństwa współuczestnictwa w rządzeniu, traktuje jak bardzo tanią siłę roboczą. Liberalne media kształtujące wciąż niemałą część opinii publicznej na ogół tego nie widzą – dla nich zagrożenie zawsze przychodzi z prawej strony i ma wyrazistą twarz nacjonalistycznych młodzieżówek. Tymczasem sprawa jest dużo bardziej skomplikowana. Całe to obrzydzenie intelektualnego światka wydumanym plebsem jest symptomem nader niebezpiecznego zjawiska, które nie zaczęło się dziś.

    To szczególny paradoks – ludzie wychowani w liberalnym etosie, nieustannie odwołujący się do demokracji i jej obrony stają się nowoczesnymi patrycjuszami – oni naprawdę nienawidzą ludu i starają się go unikać. Równocześnie, co niestety dobrze znamy z dziejów liberalnej demokracji, budują ustrojowe status quo, które przede wszystkim ma zabezpieczać interesy bogatej inteligencji, wpływowej części biznesu, wysokiej administracji publicznej. W takim kluczu plebs staje się symbolem wszystkiego i wszystkich, którzy zagrażają ich interesom. I jeszcze więcej: liberałowie po polsku są największymi wrogami liberalizmu politycznego w jego klasycznym sensie. Ponieważ tamten liberalizm miał włączać i integrować jak najszersze warstwy społeczeństwa poprzez przyznanie im praw obywatelskich i publiczną edukację. Liberalizm po polsku w wykonaniu prof. Sadurskiego to pałka do okładania słabszych, narzędzie nowego wykluczenia i stygmatyzacji, używane z iście inteligencką przewrotnością.

    Całość tiu (darmoszka):
    niezalezna.pl/101496-sezon-na-wykluczenie
    --
    "Sądzę, że nic nie umie zachować się bardziej nierozumnie od rozumu."
    S.Lem "Fiasko"
  • grzespelc 03.07.17, 11:46
    szczujnię cytujesz? Fuj!
  • oby.watel 03.07.17, 12:09
    Nawet szczujnia ma rację, gdy leje miód na uszy potępiając to, co trzeba.

    Mam wrażenie, że prof. Sadurski nigdy już nie pojmie, że demokracja polega właśnie na zapewnieniu współuczestnictwa w rządach wszystkim obywatelom. Tego się nie dekretuje, tego się nie wymusi protekcjonalizmem i histerią ani też schlebianiem najniższym instynktom społecznym (miejmy jasność w tej materii) – to trudny proces i z tego świetnie zdawała sobie sprawę najlepsza część polskiej przedwojennej inteligencji. Pod zaborami, choć nie bez trudu, te grupy społeczne, które przechowały polskość, dostrzegły obywateli i obywatelki w owym „plebsie” zagrożonym nie tylko wynarodowieniem, ale długo żyjącym w upodlającej nędzy.

    Współgra ze śpiewką PiS-u o oddaniu władzy w ręce suwerena i skuteczenej walce z nędzą dzięki pińset plus. A przecież schlebianiem najniższym instynktom jest chociażby histeria antyuchodźcza. Jak widać wystarczy w tekście umieścić kilka słów-wytrychów, żeby spełniał wymogi i wprawiał w nastrój błogi. Pomocny staje się także bezkrytycyzm względnie brak umiejętności czytania ze zrozumieniem.

    Warto sięgnąć po Mein Kampf. Autor tego dzieła pisał w podobnym duchu. I nie lubił żydów. Ale kogo miał nie lubić jak uchodźców nie było?

    --
    Śpieszmy się czytać posty, tak szybko znikają wraz z ich autorami. Janek Wiśniewski padł, Trybunał Konstytucyjny też...
  • podjadek57 03.07.17, 12:35
    Otóż nie gra. Wystarczy porównać a najpierw przeczytać w całości dwa teksty:
    1. z wklejonego wywiadu przez Diabolla (podziękowania)
    2. z darmowego linku.

    Właśnie ta pogarda m.in. sprawia, że Polska brunatnieje a właściwie już zbrunatniała, że tak łatwo wskazywać "innych" jako wrogów.
    Nie oczekuj, że dymany ekonomicznie będzie kochał tego kto go dymie i go całował po rękach.
    Najpierw buduje się system, który tworzy antagonizmy wewnętrzne jak w XIX w. a potem oczekuje, że nic z tego nie wyniknie?
    PiS to wspaniale rozgrywa, ale jak widać "byliśmy ślepi, głusi" obowiązuje czyli "jesteśmy i będziemy ślepi i głusi"
    Wolna wola.
    ps.
    Nieustannie polecam rozmowy pana Grzegorza Sroczyńskiego w cyklu "Świat się chwieje" - rozmowy z ludźmi nauki. Podobno są tu tacy, dla których WIEDZA jest istotna. Akurat! Do kogo ta mowa dziewczynki smile


    --
    "Sądzę, że nic nie umie zachować się bardziej nierozumnie od rozumu."
    S.Lem "Fiasko"
  • oby.watel 03.07.17, 14:01
    Chłopczyku pora dorosnąć. To pozwoli dostrzec, że zawsze są dymający i dymani. I nie tyko z uwagi na różnice anatomiczne. NIE MA SYSTEMU, poza utopią względnie bają, w którym wszyscy są równi, wszyscy mają tyle samo, wszyscy są zdrowi, bogaci i szczęśliwi. Sztuka polega na tym, aby sprzeczne interesy pogodzić, stworzyć system, dzięki któremu wszyscy odniosą największe korzyści. Nikomu dotąd się nie udało. I nie dlatego, że nie próbowali, ale dlatego, że ulegali. Bo jeśli chce się wszystkim dogodzić, to nie będzie zadowolony nikt. Można to więc osiągnąć tylko w systemach autorytarnych, ale tam też samozaspokojenie bierze górę na zaspokajaniem potrzeb ogółu. Zwłaszcza, że najczęściej w takich systemach jedynym dobrem do podziału jest bieda.

    W minionym systemie robotnik zarabiał 20 dolarów i to w kraju wystarczało mu na życie. Choć gdy wyjechał na Zachód całej pensji nie starczało by sobie bilet kolejowy kupić. Teraz też coraz większej liczbie obywateli należy się. I żeby zaspokoić ich apetyty trzeba sięgać głębiej i głębiej do kieszeni tych, którzy nie wyciągają łapy po cudze, tylko harują od świtu do nocy. Jakoś apologeci skubania burżujów nie dostrzegają nawet tego, że do tej kategorii zaliczają się chociażby także pielęgniarki, bo szpital woli wynająć "firmę" niż ryzykować zwolnienia chorobowe, urlopy macierzyńskie czy inne kobiece fanaberie.

    Populistom jest z górki, bo oni nie muszą tłumaczyć, i nie tłumaczą, jak osiągnąć nirwanę, którą obiecują. Nie lubisz gdy przywołuję Koreę Północną, ale sam nie jesteś w stanie podać ani jednego przykładu kraju, w którym głoszone przez Ciebie idee wprowadzono w czyn i osiągnięto sukces. Owszem, Chiny to kraj komunistyczny. I pnie się w zawrotnym tempie do góry. Ale wcale nie dlatego, że ludzie tam są równi i jednakowo bogaci, wolni, i przez nikogo nie wyzyskiwani. Wręcz przeciwnie - właśnie dlatego. Komu się nie podoba nie tylko zdechnie z głodu, ale jeszcze pałą oberwie. Jeśli władza zmieni się na zaślepioną, nieudolną, upadek będzie i bolesny, i krwawy.

    Populista i dureń z jednej są parafii - obaj mają proste diagnozy i proste recepty. Kornik je w puszczy? Wyciąć drzewa i kornik zdechnie z głodu. Rodzi się faszyzm? Sypnąć groszem, bo szczęśliwym nie w głowie ideologia. Niestety - prawda jest brutalna - ekstremizmom toruje drogę nie liberalizm, komunizm, katolicyzm tylko głupota. Tak się dzieje zawsze wtedy, gdy głos ekspertów jest lekceważony, a zastępuje się go głosem durniów, którzy mówią to, co władza chce usłyszeć. Trzeba być zaiste tuzem intelektu, by wyśmiewać się z parówki pękającej po zderzeniu z brzozą i pleść z pełnym przekonaniem jeszcze większe brednie nie potrafiąc ani ich uzasadnić, ani obronić. Jedyne coś potrafi to zasugerować, że jak ktoś coś przeczyta, to zrozumie. Choć on niczego nie zrozumiał, bo jak by zrozumiał, to by wyjaśnił o co chodzi, w czym rzecz.

    Ja mam 2100 po 100 latach orki na ugorze. Za czynsz płacę tyle, za gaz płacę tyle, za wiarę tyle. A należy mi się trzy razy więcej. Co państwo powinno? Państwo powinno dać. Zabrać im i dać mi. Państwo nie jest od tego, by zastanawiać się dlaczego czynsz jest taki i co zrobić, by był niższy. Państwo nie jest od tego, by tworzyć warunki do powstawania nowych miejsc pracy i stymulować wzrost płac. Państwo ma dać. Dobra władza to władza, która daje. Dureń nie zrozumie, bo mu się w pale nie pomieści, że tak jak nie ma perpetuum mobile, tak nie ma cudów - nawet jezioro bez życiodajnych rzek wysycha. Żeby dać trzeba brać. Skąd? Tego już tuz intelektu nie zdradza. Jak spłacić bilion euro długi też go nie obchodzi. Bo on widzi tylko własny usmarkany koniec nosa i nic go poza nim nie obchodzi

    Beton ma to do siebie, że trzeba wiele wysiłku, by go skruszyć. Ale da się. Głupota jest nie do skruszenia. Głupiec nigdy nie przyjmie do wiadomości, że może się mylić. A im bardziej będzie zasypywany dowodami, wyliczeniami, statystyką, wynikami badań naukowych tym prymitywniejszymi chwytami ad personam będzie się posługiwał. Wystarczy posłuchać Błaszczaka opowiadającego o śmierci Stachowiaka. W wystąpieniu sejmowym sprawie poświęcił jedno zdanie. Stwierdził mianowicie, że złożył kondolencje ojcu. Matka nie zasługiwała. Resztę wywodu poświęcił PO.

    Wniosek? Polska splajtuje, straci niepodległość i zniknie z mapy świata. Tym razem forever!

    --
    Śpieszmy się czytać posty, tak szybko znikają wraz z ich autorami. Janek Wiśniewski padł, Trybunał Konstytucyjny też...
  • podjadek57 03.07.17, 12:09
    Nie mam problemu smile może też czytujący regularnie szczujnię coś z tego ogarną?

    --
    "Sądzę, że nic nie umie zachować się bardziej nierozumnie od rozumu."
    S.Lem "Fiasko"
  • podjadek57 03.07.17, 13:17
    Dzisiaj zostałem poinformowany, iż:
    Problem reprywatyzacji to nie problem PO, a Polski po 89

    Kiepskie płace w ZUS to też niczyj problem, czyli problem Polski po 89 roku.
    "Ja po 22 latach dostaję 2100 złotych na rękę.
    Za mieszkanie 62 metry kwadratowe – czynsz, woda, gaz – płacę 700 złotych. Do tego rata 610 złotych, bo mieszkanie jest na kredyt. Kablówka 120 złotych. Komórka na kartę kosztuje mnie 35 złotych. Ubezpieczenie mieszkania 320 złotych rocznie.
    A gdzie jedzenie, ubranie dla dwójki dzieci, opłaty w szkole na jakieś komitety i wycieczki? Ostatnio syn jechał ze szkoły do Wieliczki, trzeba było mu dać 120 złotych.
    Mąż nie ma stałych dochodów, zajmuje się hydrauliką i jak dobrze pójdzie, to ma w miesiącu 1500-1600 złotych.
    Moje dzieci kieszonkowego nie dostają. Powiedziałam im, że mnie nie stać. Mają zapowiedziane – masz jakąś potrzebę, to przyjdź, powiedz. Ale wie pan, nie przychodzą i nie proszą. Raz nawet w sklepie mówię do syna: „Nie chcesz czegoś słodkiego?”.
    To mi powiedział: „Oj, mamuś, szkoda pieniędzy, lepiej coś do chleba kupić”.
    Bo wie pan, ja tak średnio w połowie miesiąca mówię do dzieci: „Pieniądze się kończą, chyba do wypłaty będziemy jeść chleb z margaryną”. Oczywiście coś się w końcu do chleba znajduje, ale dzieciaki boją się tych kanapek z margaryną.
    A i tak nie mogę narzekać, bo niektóre koleżanki mają jeszcze mniej pieniędzy.
    Młodym, po studiach, którzy przychodzą do pracy w ZUS, proponuje się jakieś 1700 na rękę. Zazwyczaj po pierwszej wypłacie odchodzą.
    Podwyżki? W 2016 roku było 150 brutto na pracownika, w 2015 60 złotych brutto. A, i jeszcze była w 2011 – 40 złotych brutto na głowę. Pamiętam, kupiłam dziecku plastelinę, blok i kredki. I po podwyżce."

    wyborcza.pl/duzyformat/7,127290,22033927,dlaczego-pracownicy-zus-groza-strajkiem-ty-zusowska-kur-ja.html
    Wyborcza też robi się niezłą szczujnią smile


    --
    "Sądzę, że nic nie umie zachować się bardziej nierozumnie od rozumu."
    S.Lem "Fiasko"

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka