18.12.17, 20:57
wyborcza.pl/magazyn/7,124059,21671308,prof-przemyslaw-czaplinski-albo-sie-porozumiemy-albo-czeka.html
Edytor zaawansowany
  • gumpel 19.12.17, 14:02
    To ja jako lekturę uzupełniającą do książki prof. Czaplińskiego dorzucę tekst Dariusza Karłowicza, który od kilku już lat lansuje koncepcję polskości poprzez odwołanie się do osi północ-południe:
    www.teologiapolityczna.pl/dariusz-karlowicz-ta-karczma-rzym-sie-nazywa
    Ujmę to tak: Czapliński jest przedstawicielem liberalnego intelektualizmu, a Karłowicz konserwatywnego. Konfrontacja tych dwóch podejść dobrze ilustruje różnicę pomiędzy obydwoma nurtami w sensie intelektualnych, co w jakimś stopniu przekłada się tez na politykę.

    Z góry napisze, że mi bliżej do Czaplińskiego, ale koncepcję Karłowicza uważam za ważną dla zrozumienia sposobu myślenia konserwatywnej prawicy (nie mylić z PIS).

    G.
    G.

    --
    ... quaero usque ...
  • diabollo 20.12.17, 07:20
    Rzeczywsicie arcyciekawe, czcigodny Gumpelu.
    To jakiś, kurwa, neosarmatyzm tym razem chłopski smile
    Kłaniam się nisko.

    --
    Religia jest dla ludzi bez rozumu.
    /Józef Piłsudski/
  • grzespelc 21.12.17, 00:21
    no i ch.. będziemy mieli, a nie ustrój mieszany...
  • gumpel 21.12.17, 14:25
    Chłopski sarmatyzm OK, ale dlaczego „neo”? Karłowicz jest tu kontynuatorem sposobu myślenia wywodzącego się jeszcze z I Rzeczypospolitej, a potem „uludowionej” przez romantyzmu. Jeśli użyłbym przedrostka „neo” to raczej do koncepcji wskazanej przez prof. Czaplińskiego. Chodzi mi mianowicie o tę „północ”.

    Dotychczas role były rozdane według prostego schematu. Moim zdanie najlepiej przedstawili to prawicowi publicyści - Ziemkiewicz, który konfrontował „konfederatów” z „familią” oraz Gawin (nie mylić z Gowinem), który pisał o „sarmatach” i i „oświeconych”. Drudzy (familia, oświeceniowcy) patrzyli i patrzą na historię Polski w optyce wschód - zachód i, oczywiście, ten zachód utożsamiają z modernizmem, demokracją, kapitalizmem i zakotwiczenie na zachodzie traktują jako jedyną szansę dla Polski. Alternatywą jest oczywiście wschód, czyli tradycjonalizm, hierarchizm, autorytaryzm, itp. Metafora prof. Czaplińskiego o „dryfowaniu”, to, rzecz jasna, plastyczne sformułowanie wskazujące, że PIS zatrzymał kurs na zachód, co oznacza, że siłą pływów, chcąc nie chcąc, „dryfujemy” na wschód. Pierwsi (konfederaci, sarmaci) uważają polskość za coś szczególnego, co nie jest ani wschodem, ani zachodem. Polskość jest czymś wyjątkowym: oazą wolności, Chrystusem narodów, itp. W domyśle jest tu założenie, że zachód i wschód są do siebie podobne - narzucają ideologie, może i treściowo różne, ale tak samo totalitarne. W podtekście jest myśl, że tak naprawdę boją się wyjątkowości fenomenu polskości i gotowe są zawrzeć sojusz by ją zniszczyć. Dorobek Karłowiczu polega na tym, że tę polską specyfiką nazwał rzymskością, za czym kryje się pretensja, że to tak naprawdę my jesteśmy spadkobiercami cywilizacji grecko-rzymskiej, a nie Europa Zachodnia. Dość dobrze komponuje się to z watykańskim (Benedykt) pomysłem ponownej chrystianizacji zachodu. Słowem: to taki miód na kompleks polski.

    Jednak gdyby Karłowiczu ograniczyć do tej myśli, a stanowisko Czaplińskiego po prostu powielało stanowisko modernistyczne to nie warto by w ogóle poświęcać tym tekstom czasu. Ale jest inaczej, bo pojawia się tu nowa perspektywa - „północy”. Zwróciłem na to uwagę, bo o tym samym pisał swego czasu w Polityce G. Sroczyński. Mam wrażenie, że jesteśmy świadkami powstawania nowej lewicowej utopii, której na imię „Skandynawia”. To taki zachód, ale lepszy, pozbawiony negatywnych cech, które można nazwać ogólnie kapitalistycznymi. Idylliczny obszar równości i zaufania społecznego. Dla mnie ta koncepcja jest o tyle interesująca, że o ile typowy zachód jest mieszczański to Skandynawia jest chłopska (stąd uważam, że przedrostek „neo” tu pasuje). A przecież Polska też jest chłopska, więc na pierwszy rzut oka bliżej nam do Sztokholmu niż do Berlina, Paryża i Londynu, no nie?

    Ale tu pojawia się Karłowicz ze swoją rzymskością (konfederatami, sarmatami). Jak słusznie zauważył Diabollo ta typowo szlachecka perspektywa przez wieki XIX i XX uludowila się u nas i dzisiaj zdecydowana większość potomków pańszczyźnianych chłopów utożsamia się raczej z panem Wołodyjowskim niż z Boryną. Ciekawe czy w tej sytuacji uda się lewicy zdobyć rząd dusz w polskim postchłopskim społeczeństwie. Osobiście w to wątpię, ale inicjatywę uważam za ciekawą.
    G


    --
    ... quaero usque ...
  • diabollo 21.12.17, 22:43
    Podstawowa różnica pomiędzy kulturą np. Niemiec i kulturą Polski polega mniej więcej na tym, że elity niemieckie oczywiście też kombinują jak tu lud wyruchać, ale tego ludu się jednak ciągle boją, stąd pewien taki szacuneczek i schlebianie ludowi jest wręcz odruchem bezwarunkowym.
    Kultura polska opiera się na pogardzie dla ludu i traktowanie go jak debila. Z potomka chłopa zrobić sarmatę?
    A chuj, wszak ciemny lud wszystkie kupi. Kindergeld? Chłopaki debil przepije.
    Kościół i WCet jest niezbędny żeby debile w ogóle rozróżniały dobro i zło. Jasne MY możemy być nawet ateistami (prywatnie) i te katolickie bzdety mieć gdzieś, ale ciemnemu ludowi trzeba katoagitkę wcisnąć pięścią do gardła, bo debile by zgłupiały jeszcze bardziej. Etc, etc
    To widać na każdym kroku.
    Terror stalinowski w PL był jednak rachityczny, a yntelygencja go sobie zracjonalizowała i wyrzuciła "na zewnątrz" a to "sowieckimi bagnetami", a to "żydokomuną".
    Rabacja galicyjska to jednak stare dzieje, zapomniane i zakłamane w dodatku galicyjsko peryferyjne.
    Strachu nie ma (było). Jest (była) pogarda.

    To największe nieszczęście III RP i przyczyna, dlaczego PISSda siedzi nam na karku.

    Kłaniam się nisko



    --
    Religia jest dla ludzi bez rozumu.
    /Józef Piłsudski/
  • gumpel 22.12.17, 19:52
    Diabollo, napiszę to tak: jak circa 2068 roku mój wnuk zapyta mnie „dziadku, dlaczego przez 150 lat lewica w Polsce nie wygrała wyborów?„ to pokażę mu Twój post. We właściwy Tobie przerysowany i wulgarny (w pierwotnym sensie tego słowa) sposób oddajesz mentalność i podejście lewicowej inteligencji do Polski, polskości i polskiego ludu. Powiem wnukowi tak: „społeczeństwo nie jest takie głupie, skoro nie daje się nabrać na równościowo-godnościową frazeologię;`jak zeskrobać kolorową farbę to wyłazi Diabollo” wink
    G.

    --
    ... quaero usque ...
  • diabollo 22.12.17, 22:22
    Nie jestem penny czy zrozumiałeś mają wypowiedz.
    Jak lewak jestem za tym, żeby ludem nie gardzić. Cóż z tego kiedy polskie, konserwatywne elite ludem pogardzają bo się ludu w ogóle nie boją.

    Kiedyś inteligencja równało się poglądy lewicowe. Potem to się zmieniło i inteligencja = kochamy papieża Polaka.

    Skoro mamy elity albo konserwatywno klerykalne albo konserwatywno-neoliberalne narzucające edukację i dominujące mainstream to nie ma się co dziwić, że lewica nie wygrywa wyborów. Za to wygrywają faszyści.

    I wbrew sugestiom czcigodnego Gumpela to nie wina diabolla ani jego wulgaryzmów.
    I to nie wina ludu.

    kłaniam się nisko

    --
    Religia jest dla ludzi bez rozumu.
    /Józef Piłsudski/
  • diabollo 22.12.17, 22:34
    No i oczywiście opisywałem stosunek polskich elit do ludu, które to elity lewicowe nie są. Są konserwatywne.

    kłaniam się nisko


    --
    Religia jest dla ludzi bez rozumu.
    /Józef Piłsudski/
  • gumpel 22.12.17, 23:53
    Drogi Diabollo, ależ ja Cię doskonale rozumiem i absolutnie nie przypisuję Ci złych intencji! Problem nie tkwi w trym, że Ty zwykłym ludziom źle życzysz. Problem tkwi w tym, że Ty ich kompetnie nie rozumiesz. Choć słowo „rozumiesz” jest chyba złe; lepiej napisać, że Ty ich kopletnie nie czujesz. I ja pozwalam sobie interpolować to na całą lewicę.
    Akurat nastał nam czas Świąt Bożego Narodzenie. Czas, który, moim zdaniem wykuwa piętno na mieszkańcach tego kraju. Są to Święta w swym „polityczny” przesłaniu ABSOLUTNIE lewicowe. Ale, że odwołam się do Twojego nicka, „Diabolliczność” lewicy powoduje, że lewica na nich dorocznie traci, zamiast zzyskiwać.

    Oto pastorałki, które urzekły mnie w tym roku (nowy zespół, który odkryłem):
    youtu.be/GVTNcetVo9k
    youtu.be/_zgJNPfBOk0
    Przesłanie lewicowe do szpiku kości; powinno pogrążyć neoliberalizm i PIS. Jedynie „Diaboliczność” lewicy tłumaczy, moim zdaniem, dlaczego tak się nie stanie ....

    Pod rozwagę
    G.



    --
    ... quaero usque ...
  • diabollo 23.12.17, 04:38
    Aaa, to się nie zrozumieliśmy.
    Ja pisałem o polskich elitach i jaki jest ich stosunek do klasy ludowej.
    Niestety w PL (jak wszędzie z resztą) klasy średnie aspirują do elity i te elity imitują, również w pogardzie.
    Rozumię, że Ty uważasz, że klasa ludowa jednak jest kontent i ma orgazm na tzw. "żołnierzach przeklętych".
    A wszystko dlatego, bo widziałeś młodzieńca w koszulce "partiotycznej".

    Zaprawdę zaprawdę powiadam Wam, kolejny przykład na przekonanie elit, że lud uwielbia paciorki.

    Kłaniam się nisko.

    --
    Religia jest dla ludzi bez rozumu.
    /Józef Piłsudski/
  • diabollo 23.12.17, 04:44
    Tak mi się przypomniało, że prezydent hrabia Komorowski też uległ złudzeniu, że ludowi chodzi o paciorki-JOWy.
    A lud akurat takie duperele to miał tam, gdzie ich miejsce.

    Kłaniam się nisko.

    --
    Religia jest dla ludzi bez rozumu.
    /Józef Piłsudski/
  • gaika 23.12.17, 19:15
    diabollo napisał:

    > Rozumię, że Ty uważasz, że klasa ludowa jednak jest kontent i ma orgazm na tzw.
    > "żołnierzach przeklętych".
    > A wszystko dlatego, bo widziałeś młodzieńca w koszulce "partiotycznej".
    >
    > Zaprawdę zaprawdę powiadam Wam, kolejny przykład na przekonanie elit, że lud uw
    > ielbia paciorki.

    To nie jest jeden człowiek w koszulce z 'klasy ludowej', to 1/3 każdego warszawskiego liceum. Wzmożenie, rekonstrukcje, sanitariuszki, katolicyzm, patriotyzm, bohaterstwo, śmierć na barykadzie, praktyki na strzelnicach, sklepy militarystyczne. Wprost z domów rodzinnych to przynoszą, a przynieść łatwo, bo po drodze w mediach i od władzy leci to samo, i tak się wzajemnie inspirują i nakręcają.

    Dostać takiego gotowca w momencie, kiedy najbardziej gorączkowo poszukuje się własnej tożsamości, toż to jak gwiazdka z nieba. Zamiast hippisa i punka- młodzież 'wyklęta'.

    Teraz jeszcze na dokładkę zmiana programów nauczania, odpowiednia lista lektur, stopnie ze strzelania wliczane do średniej i zaraz będzie połowa każdego liceum.

  • diabollo 23.12.17, 22:31
    No właśnie zgadzam się zupełnie. Ci bandyci przeklęci to kolejna yntelygencja hucpa.
    Klasę ludową przeklęci ani ziębią, ani grzeją.

    Kłaniam się nisko.


    --
    Religia jest dla ludzi bez rozumu.
    /Józef Piłsudski/
  • gumpel 24.12.17, 09:19
    No cóż, Diabollo, jeśli przymknąć oko na formę Twoich postów i skoncentrować się na treści (co staram się usilnie robić, choć to w Twoim przypadku nie łatwe), to co znajdziemy: bezideowe, skoncentrowane na obronie własnych interesów elity (Kościół i establiszment) oraz ciemny lud, który daje sobą manipulować. Złośliwie napiszę, że to właściwie to samo, co można przeczytać na stronach „w polityce.pl” braci Karnowskich, tylko tam zamiast Kościoła jest postkomuna i establiszment inny.

    Jestem jak najdalej od takich wizji, tak jeśli chodzi o elity, jak i lud. Nie zamierzam ich oczywiście idealizować (ludzie są jacy są; świnie i debili można znaleźć wszędzie) jednak takie generalizowanie, jakie można znaleźć u Ciebie jest wątpliwe etycznie i niewiele wnoszące intelektualnie. Dzisiaj Wigilia Diabollo, spróbuj dojrzeć w przeciwniku człowieka.

    G.


    --
    ... quaero usque ...
  • diabollo 24.12.17, 10:12
    Może czcigodnym Forumowiczom umknęło, ale moje intuicje socjologiczne na temat dzisiejszej PL są całkiem podobne to intuicji pana Wyspiańskiego, niestety 120 lat minęło, a stosunki w PL bardzo podobne.

    forum.gazeta.pl/forum/w,95165,165131704,165131704,Czasy_sie_zmieniaja_a_katolicka_Polska_srednio.html

    Kłaniam się nisko.

    --
    Religia jest dla ludzi bez rozumu.
    /Józef Piłsudski/
  • diabollo 24.12.17, 10:26
    Czcigodny Gumpelu,
    ja widzę we wszystkich człowieka.
    A jeżeli chodzi o te wstrętne klasy społeczne, MLC, MMC, MUC, lud, elyty na orbicie, to ja doskonale rozumiem, że w Wielka Polska Katolicka zawsze obiecywała bezklasową Polskę, Jeden Naród.
    Dziwne jednak, że w III RP neoliberałowie w to uwierzyli i jak widać nie potrafią się od tej słodkiej wary do dzisiaj oderwać.

    A Karnoscy oczywiście, że robią to samo co konserwatywna prawica robiła zawsze - chcą skierować gniew sfrustrowanych w kierunku fałszywych kozłów ofiarnych. Najlepiej jakieś ruchy progresywne, mniejszości, idealnie zadzałało to w Niemczech nazistowskich z Żydami.
    Karnowscy są jednak pół kroku dalej od neoliberałów: zdają sobie sprawę, że frustracja społeczna istnieje i jest problemem.

    Piszę już może od dziesięciu lat, że faszyzm przynosi najczęściej trafne diagnozy z fatalnymi rozwiązaniami rzeczywistych problemów.

    Dzisiaj wigilia i życzę czcigodnemu Gumpelowi, żeby nie projektował na innych swoich wyobrażeń.
    A wszystkim innym czcigodnym Forumowiczom życzę radośnie pływającego karpika.

    Kłaniam się nisko.

    --
    Religia jest dla ludzi bez rozumu.
    /Józef Piłsudski/
  • gumpel 24.12.17, 16:00
    Dojrzeć w kimś człowieka oznacza zobaczyć w nim samego siebie. Uznać, że ma tak samo dobre intencje jak Ty sam. Wysłuchać jego opowieści z życzliwością, uznając, że on też ma dostęp do Prawdy. A nade wszystko potraktować go z godnością, bez wzgardy.

    Czego Tobie, sobie i wszystkim życzę na te Święta i nadchodzące, ciężkie, jak, niestety, przewiduję, czasy.

    G.
    Bądźmy solidarni
    youtu.be/he8vwLJPOwE



    --
    ... quaero usque ...
  • diabollo 24.12.17, 20:18
    Czcigodny Gumpelu, dostrzegam w Tobie siebie. Jak najbardziej.
    smile
    Pozdrawiam serdecznie.
    Kłaniam się nisko.

    --
    Religia jest dla ludzi bez rozumu.
    /Józef Piłsudski/
  • gumpel 24.12.17, 23:08
    Bardzo dziękuję!

    G.

    --
    ... quaero usque ...
  • diabollo 25.12.17, 06:05
    smile

    --
    Religia jest dla ludzi bez rozumu.
    /Józef Piłsudski/
  • gaika 23.12.17, 01:20
    W przeważającej rozciągłości zgadzam się z Tobą Gumplu.

    To pragnienie określenia własnej tożsamości, dzięki której i intelektualnie i emocjonalnie można się jakoś zakorzenić i uwznioślić. Mit, który pozwala się nadąć i pielęgnować wyjątkowość, a w tej wyjątkowości namaszczać osobność (przypomnę mantrę obecnej władzy, że nikt nas nie rozumie: naszej interpretacji konstytucji, naszego ustroju demokratycznego, naszych ustaw i kontekstu oczywistej woli ludu).

    Po ostatnich wyborach spieraliśmy się tutaj o przyczyny wygranej PiSu i od początku twierdziłam, że chodzi o coś więcej niż rewoltę wykluczonych/ niedofinansowanych, a mianowicie o tzw. wartości. I te wartości zostały doskonale odgrzane i przyprawione zgodnie z prawidłowo odczytanymi potrzebami dużej grupy Polaków; grupy, którą dławią kompleksy i poczucie niższości.

    Natomiast:

    > Ciekawe cz
    > y w tej sytuacji uda się lewicy zdobyć rząd dusz w polskim postchłopskim społec
    > zeństwie. Osobiście w to wątpię, ale inicjatywę uważam za ciekawą.

    Czy słyszałeś historie Polaków powracających do ojczyny z 'cywilizacji śmierci' z piórami pawimi wetkniętymi w odwłok z powodu obrzydzenia/oburzenia wywołanego panoszącym się genderem, galopującą bezbożnością sąsiadów, dostępem do bezpiecznej aborcji i bezpłatnej antykoncepcji, zapachem marihuany, bezpieczeństwem socjalnym, współpracownikiem o odmiennym kolorze skóry…itd.?
  • oby.watel 23.12.17, 11:37
    gaika napisała:

    > Po ostatnich wyborach spieraliśmy się tutaj o przyczyny wygranej PiSu i od początku
    > twierdziłam, że chodzi o coś więcej niż rewoltę wykluczonych/ niedofinansowanych,
    > a mianowicie o tzw. wartości.

    Tak. Od początku było wiadomo, że PO i lewicę zgubiła buta i pycha. PO jak teraz PiS ignorowała uwagi, lekceważyła głosy krytyczne, z tą różnicą, że podczas gdy PiS parło jak stalowy czołg, konsekwentnie i bezwzględnie, PO zachowywała się jak gumowa zabawka strzelając sobie na przemian w stopę i kolano. Podobnie lewica. Zamiast pozbyć się PZPR-owskiego aparatczyka, dla którego najważniejsza była jedynie własna kariera i któremu żadne sondaż nie dawał większych szans, parła na śmietnik historii z godnym podziwu uporem. Nie można nie wspomnieć także o partyjusi Razem, która nie bacząc na sondaże postanowiła pójść osobno. I udało się - lewica nie weszła, ale kasa z dotacji płynie do kieszeni działaczy szerokim strumieniem, a PiS ma władzę nieograniczoną.

    Zdecydowanie łatwiej nie zastanawiać się co dalej, lecz grzebać w śmietniku szukając winnego zaistniałej sytuacji. Gdy okaże się, że winę ponosi szary obywatel, który ostrzegał, przestrzegał, upominał, tłumaczył, pisał na Berdyczów, to co z tego? Tłuste misie, pewne swego, zadufane nie przyjmowały do wiadomości niczego. A wierni fani i fanatycy twierdzili wręcz, że nie wolno krytykować, bo to wzmacnia przeciwnika!

    A teraz? Cóż takiego robi partia opozycyjna dla nas? Jaki ma plan oprócz odsunięcia PiS-u od władzy i zajęcia jego miejsca? Czy poparcie dla PiS-u jest tak wysokie, bo wielu widząc działaczy PO plotących od dwóch lat to samo dostaje torsji? Bo sytuacja jest identyczna jak wtedy przed wyborami - wszyscy wskazują błędy, sondaże nie pozostawiają złudzeń - wodzusiowi Schetynie ufa mniej osób niż prezesowi Kaczyńskiemu - a partia prze do przodu jak ślepiec. Jeśli to co robi PiS jest na kremlu przyjmowane z uznaniem i podziwem, to to, co robi PO jest tak samo przyjmowane na Nowogrodzkiej.

    Powinniśmy znowu siedzieć cicho, udawać, że wszystko jest w porządku? PO dokładnie jak przed ostatnimi wyborami pracuje na zwycięstwo PiS-u, tym razem druzgoczące, umożliwiające samodzielną zmianę konstytucji. Nie ma na co czekać, już dziś należy szukać winnych kolejnej klęski by od razu móc wieszać na nich psy. Do dzieła, nuże, go on!

    --
    Śpieszmy się czytać posty, tak szybko znikają wraz z autorami. Trybunał Konstytucyjny padł, Frasyniuka tarmoszą...
  • diabollo 23.12.17, 11:43
    Opozycja może się obudzi, ale na razie to ma taki plan, żeby wszystko odwrócić i żeby było znowu tak samo jak przed PISSem.
    Niczego nie zrozumieli, niczego się nie nauczyli.

    Kłaniam się nisko.

    --
    Religia jest dla ludzi bez rozumu.
    /Józef Piłsudski/
  • gaika 23.12.17, 19:25
    diabollo napisał:

    > Opozycja może się obudzi, ale na razie to ma taki plan, żeby wszystko odwrócić
    > i żeby było znowu tak samo jak przed PISSem.
    > Niczego nie zrozumieli, niczego się nie nauczyli.

    No, przepraszam, Nowoczesna poszła w lewo (niezależnie od tego, czy gdzieś dojdzie).
  • gaika 23.12.17, 19:21
    Chciałeś, żeby od PO uwolniło Cię PiS, a teraz, żeby od PiSu wyswobodziła Platforma. Jesteś zakładnikiem samego siebie zakleszczonym w tej dychotomii.
  • oby.watel 24.12.17, 00:13
    Pochlebia mi Twoje wysokie mniemanie o mojej omnipotencji i mocy sprawczej. Wystarczyło, że czegoś zapragnąłem by się ziściło. Niestety, nie chcę, żeby od PiS-u wyswobodziła Cię Platforma, bo od dawna uważam, że to żadna alternatywa, że to PiS-bis. A to oznacza, że Twoja diagnoza nie jest funta kłaków warta - dychotomii nie stwierdzono.

    --
    Śpieszmy się czytać posty, tak szybko znikają wraz z autorami. Trybunał Konstytucyjny padł, Frasyniuka tarmoszą...
  • gumpel 23.12.17, 22:25
    Życzę szybkiego powrotu do zdrowia Gajko wink

    1. Co do powododów wygranej PIS to polecam lekturę badań pana Gduli (albo przeoczyłem, albo Diabolo przeoczył i imię podlinkowałeł):
    krytykapolityczna.pl/file/sites/4/2017/10/Dobra-zmiana-w-Miastku.pdf
    Mam wprawdzie pewne zastrzeżenia (jeśli będziemy dyskotować to podzielę się nimi), jednak genaralnie wnioski Gduli uważam za znaczące. Tak się składa, że akurat czytam „Obcego we własnym kraju” pani Hochschild i muszę napisać, że lewicowa refleksja na temat aktualnej sytuacji społecznej zaczyna być ciekawa intelektualnie. W przeciwieństwie do pomysłów z początku wieku - swego czasu przeczytałem „Co z tym Kanzas” Franka i uważam tę książkę za intelektualnego gniota. Podobny typ „marksistowskiego” podejścia dominował też w Polsce. Jak widać to się zmienia. I bardzo dobrze. Zarówno Gdula, jak i Hochschild potwierdzają Twoje powyborcze intuicje, Gajko, kładą nacisk na kwestię ideologicznego backlashu. Ja, nie chwaląc się, też miałem podobne poglądy.

    Natomiast, jeśli wierzysz w „liberalizujące” oddziaływanie powracającej zarobkowej emigracji na sytuację w kraju to, moim zdaniem, jesteś naiwna. Robienie komuś pizzy, sprzątanie mieszkania i niańczenie dzieci nie skutkuje przesiąkaniem wartościami. A często wręcz odwrotnie. Gdybyś miała rację to dzisiaj Erdogan największą opozycję miałby w Anatolii, tymczasem to jego twierdza.

    G.

    --
    ... quaero usque ...
  • gaika 12.01.18, 22:46
    gumpel napisał:

    > Życzę szybkiego powrotu do zdrowia Gajko wink
    >
    > 1. Co do powododów wygranej PIS to polecam lekturę badań pana Gduli (albo przeo
    > czyłem, albo Diabolo przeoczył i imię podlinkowałeł):
    > krytykapolityczna.pl/file/sites/4/2017/10/Dobra-zmiana-w-Miastku.pdf
    > Mam wprawdzie pewne zastrzeżenia (jeśli będziemy dyskotować to podzielę się nim
    > i), jednak genaralnie wnioski Gduli uważam za znaczące. Tak się składa, że akur
    > at czytam „Obcego we własnym kraju” pani Hochschild i muszę napisać, że lewicow
    > a refleksja na temat aktualnej sytuacji społecznej zaczyna być ciekawa intelekt
    > ualnie. W przeciwieństwie do pomysłów z początku wieku - swego czasu przeczytał
    > em „Co z tym Kanzas” Franka i uważam tę książkę za intelektualnego gniota. Podo
    > bny typ „marksistowskiego” podejścia dominował też w Polsce. Jak widać to się z
    > mienia. I bardzo dobrze. Zarówno Gdula, jak i Hochschild potwierdzają Twoje pow
    > yborcze intuicje, Gajko, kładą nacisk na kwestię ideologicznego backlashu. Ja,
    > nie chwaląc się, też miałem podobne poglądy.
    >
    > Natomiast, jeśli wierzysz w „liberalizujące” oddziaływanie powracającej zarobko
    > wej emigracji na sytuację w kraju to, moim zdaniem, jesteś naiwna. Robienie kom
    > uś pizzy, sprzątanie mieszkania i niańczenie dzieci nie skutkuje przesiąkaniem
    > wartościami. A często wręcz odwrotnie. Gdybyś miała rację to dzisiaj Erdogan na
    > jwiększą opozycję miałby w Anatolii, tymczasem to jego twierdza.

    Dzięki, Gumplu, za dobre słowo.

    Zupełnie nie chodziło mi o to, że przesiąkają i akceptują jak jeden mąż styl życia/ bycia i wartości, ale że z powodu obecności różnych przejawów 'cywilizacji śmierci' nie uciekają z obrzydzeniem do ojczyzny z dojmującą ulgą, że tu wreszcie mogą oddychać pełną, prawdziwie moralna piersią. Żyją tam i widzą, że nie podzielając wszystkich wartości można bez bólu dzielić wspólną przestrzeń.

    Dodam także, że wiele badań pokazuje, że ludzie, którzy doświadczyli tzw. inności na własnej skórze, zwykle liberalizują się w poglądach.

    Raport Gduli przeczytałam: bardzo ciekawe i chyba niezbyt zaskakujące (?)
    Tylko na czym tu polega Twoim zdaniem baklash ideologiczny?

    Wydawało mi się, że w innym wątku ustaliliśmy, że 'fenomenu Kaczyńskiego' nie można tłumaczyć tym samym, co 'fenomenu Trumpa' (przy okazji Lilli).

    Z Hochschild znalazłoby się więcej wspólnego, natomiast za mało w tych analizach rzeczywistości przypisuje się biologii ewolucyjnej i psychologii moralności, które w klarowny sposób odnoszą się do przyczyn tak głębokiej, jak w ostatnich latach, polaryzacji społeczeństw.

  • diabollo 20.12.17, 07:22
    Prof. Przemysław Czapliński: Albo się porozumiemy, albo czeka nas stan wojenny
    Jeśli na uznanie i szacunek zasługują ci, którzy walcząc z wrogami, oddali swoje życie, albo tylko ci, którzy ocalili ojczyznę, to przeciętny człowiek, ze swoim zwykłym, przeciętnym życiem, nie istnieje. Z prof. Przemysławem Czaplińskim* rozmawia Dorota Wodecka.

    DOROTA WODECKA: Wyprowadzamy się z mapy?
    PROF. PRZEMYSŁAW CZAPLIŃSKI:Coraz wyraźniej. Oczywiście nie w tym sensie, że zmienia się fizyczne położenie naszego kraju. Zmienia się sieć powiązań z innymi obszarami. A mapa to właśnie taka siatka relacji.

    No więc, gdzie leży Polska?
    – Kiedy zadamy literaturze to pytanie, wstępną odpowiedź będzie można streścić w trzech punktach. Po pierwsze, nie tam, gdzie leżała; po drugie, zmiana położenia wynika z luzowania bądź zrywania dotychczasowych połączeń z kulturami sąsiednimi; po trzecie, wyprowadzka, która jest rezultatem osłabiania więzi, odbywa się dla niewiadomego celu i przebiega w niewiadomym kierunku.

    A zatem nie tyle „wyprowadzamy się z mapy”, ile „dryfujemy”. Po odcumowaniu od czterech większych całości, do których byliśmy zakotwiczeni, suniemy siłą rozpędu w nieokreśloną dal.

    Gdzie dotąd cumowaliśmy?
    – Z grubsza miejsca te pokrywają się z czterema kierunkami świata: Europa Środkowa na południu, Unia Europejska na zachodzie, pas Litwa – Białoruś – Ukraina na wschodzie i bodaj czy nie najciekawsze kotwicowisko wyobraźni, czyli Skandynawia na północy. Należy rzecz jasna wyobrazić sobie nie tyle obszary, ile sieci powiązań tworzone przez kulturę.

    W „Poruszonej mapie” pisze pan, że nasza wyprowadzka z dotychczasowej mapy przebiegała w dwóch etapach.
    – Poruszenie mapy w polskiej kulturze rozpoczęło się w połowie lat 80. Potem toczył się fascynujący proces przebudowy polskiej wyobraźni geograficzno-kulturowej. Wyrażało się to – rzecz zabrzmieć może dziwnie – w wymyślaniu nowej historii poprzez wymyślanie nowych więzi z kulturami i społeczeństwami sąsiedzkimi.

    Przez geografię do innej historii?
    – Wydaje mi się, że tak. Jedna z podstawowych tez książki mówi, że w ostatnim okresie nastąpiła reorientacja polskiej wyobraźni z osi Wschód – Zachód na oś Północ – Południe.

    Oś pozioma, biegnąca, umownie rzecz ujmując, od Moskwy do Paryża i Londynu, była naszym położeniem geograficznym i układem determinującym wyobraźnię historyczną. Określała granice naszych dążeń: być blisko Rosji, być w orbicie jej wpływów znaczyło tracić niepodległość, podlegać dyktatowi Moskwy, natomiast osłabiać wpływy Rosji znaczyło zbliżać się do Zachodu. Problem z osią W-Z polegał na tym, że wymuszała ona rozwój imitacyjny.

    Reorientacja wyobraźni geograficzno-kulturowej wyrażała się w powolnym wymyślaniu innego wariantu rozwojowego. Nastawionego nie na liberalną demokrację i wzrost zamożności, lecz na społeczeństwo równościowe i pracujące nad zaufaniem. Na tym polegała wyprowadzka na Północ.

    Skoro teraz z tej Północy się wyprowadzamy, to kiedy tam byliśmy?
    – Nie mówimy o fizycznym przemieszczeniu państwa, tylko o tym, że w kulturze polskiej pojawiły się teksty, które odpowiadały na pytanie: „A co by było, gdybyśmy zamiast mieścić się pomiędzy Wschodem i Zachodem, zaczęli przymierzać się do współistnienia z Północą?”. Początkowo literatura potwierdzała stereotypy, że Północ jest równoznaczna z kapitalizmem, jednak z czasem odkryła coś innego. Mianowicie, że Północ to nie tyle zamożność, ile równość, większa sprawczość społeczna oraz wysoki poziom zaufania. To odkrycie wyznacza moment kluczowy w dążeniu do Północy.

    Dlaczego?
    – Bo odsłonięcie zaufania jako fundamentu życia społecznego oznacza, że skończyć się musi polska modernizacja imitacyjna. Wiele rzeczy – sieć banków i autostrad, regulacje emerytalne, system opieki zdrowotnej – można przekopiować z innych państw. Ale nie da się imitować zaufania. To więź społeczna, którą trzeba wypracować i którą trzeba pielęgnować.

    Po raz pierwszy od Brzozowskiego polska wyobraźnia odczepiła się od myślenia o konieczności naśladowania Zachodu i zaczęła się przestawiać na tory wymyślania własnej nowoczesności.

    CDN...


    --
    Religia jest dla ludzi bez rozumu.
    /Józef Piłsudski/
  • diabollo 20.12.17, 07:23
    I co z tego wynikło?
    – Rzecz najważniejsza – więcej samowiedzy. Literatura dotycząca Północy jest bardzo zróżnicowana. Mamy dzieła krytyczne – wśród nich warto wymienić wybitne powieści Zbigniewa Kruszyńskiego czy Bronisława Świderskiego – i mamy też ambiwalentne, by wspomnieć o wspaniałych reportażach Macieja Zaremby, brawurowych dziennikach Manueli Gretkowskiej czy ciekawej prozie Grażyny Plebanek. Bez względu jednak na nastawienie autorów do Skandynawii ich książki pokazują społeczeństwa, które wypracowały własny wariant nowoczesności i własne metody wspólnego wprowadzania poprawek. Nowoczesność okazuje się właśnie tym: formą nieustannego korygowania wypracowywaną przez społeczeństwo, które napotykając problemy, nie szuka rozwiązań ani w glebie, ani w niebie, tylko w sobie. Nie sięga więc do wzorców przeszłych i nie powołuje się na transcendencję – poszerza natomiast udział społeczny w podejmowaniu decyzji i nie traktuje żadnych rozwiązań jako wiecznych. Nastąpiło odkrycie Północy jako siedliska innej nowoczesności, wymagającej pracy nad równością i zaufaniem – dalej powinniśmy już iść sami.

    Nie idziemy.
    – Politycy wypracowali sobie dyskurs konserwatywny, który przedstawia Skandynawię jako krainę nowoczesności „posuniętej za daleko”. Szwedzi za daleko posunęli tolerancję wobec islamistów, więc mają dzielnice rządzone przez szariat, Norwegowie za daleko posunęli opiekę nad dzieckiem, więc rodzic może zostać ukarany za jednego klapsa. Jest to nowoczesność za bardzo laicka, za bardzo tolerancyjna, za bardzo opiekuńcza.

    Cel tej stronniczej prezentacji jest jasny: w odróżnieniu od krainy nowoczesności posuniętej za daleko my zbudujmy Polskę, w której obyczajowość tradycyjna będzie opoką. A więc niech przemoc zostanie w rodzinie, nierówności płciowe w społeczeństwie i płacach, a religia w szkole i urzędzie.

    Ale narracja – wierzę w to – jest jak kret: drąży świadomość tych, którym doskwiera niesprawiedliwość, popychając ich do szukania rozwiązań. Nie martwi mnie więc to, że wyprawa na Północ na razie została zatrzymana. Kultura polska przywiozła stamtąd samowiedzę i zestaw pytań – to niemało.

    Szwecja. Zmierzch raju

    A kiedy zakotwiczyliśmy na przeciwnej osi mapy?
    – Nowe – ciekawe, ale niestety krótkotrwałe – zakotwiczenie na południu zaczyna się od głośnego eseju Milana Kundery „Zachód porwany albo tragedia Europy Środkowej”. Czeski pisarz wyznaczył – dość egoistycznie – Polskę, Czechy i Węgry jako Europę Środkową, która cywilizacyjnie należała od zawsze do Europy Zachodniej, ale została w 1945 roku przez Zachód zdradzona i przehandlowana za gwarancje spokoju otrzymane od Związku Radzieckiego. Właściwie cały proces polityczny i ekonomiczny po roku 1989 sprawia wrażenie, jakby prowadzono go pod dyktando Kundery – od Grupy Wyszehradzkiej, CEFT-y i złożenia deklaracji przystąpienia do Unii aż po podpisanie traktatu akcesyjnego. Tkwił w tym pewien paradoks, który zemścił się w 2015 roku.

    Na czym polegał?
    – Cały proces wejścia do Unii, utożsamianej z Europą, polegał na stopniowym znikaniu Europy Środkowej. Środek miał wejść w Zachód i rozpuścić się w nim.

    To prowadziło do wygodnej amnezji: zapomnienie o tym, że weszliśmy do Unii ścieżką południową, pozwalało nam snuć autoerotyczną bajkę o odwiecznej – przerwanej przez komunizm – obecności w Europie chrześcijańskiej. W konsekwencji politykę oparto na iluzjach. A warunkiem tych iluzji było niesolidarne wymazanie pamięci o innych krajach Środka – podobnych do nas w swojej postkomunistycznej kondycji.

    Europa Środkowa nie chciała niczego wiedzieć o sobie zapatrzona w wyidealizowany wizerunek stworzony przez Kunderę, przedstawiający społeczeństwo zasadniczo mieszczańskie, w całości demokratyczne, wspaniale tolerancyjne i autentycznie zaangażowane w kulturę. Na tym podłożu wyrosła szczególna, środkowoeuropejska wersja końca historii.

    W wersji tej nie miało już być kłopotów innych niż wyrównywanie poziomów zamożności między nowymi i starymi krajami Unii.

    Ale historia powróciła?
    – Ze wszystkich stron! Od środka narastał opór – ujmę to literacko – wobec Kundery. Stasiuk, Jáchym Topol, Serhij Żadan i inni okazali się antykunderowcami. Ukazywali Europę Środkową raczej plebejską niż mieszczańską, raczej prowincjonalną niż miejską, niezbyt tolerancyjną. A przede wszystkim taką, która doświadcza zjednoczenia bardziej jako globalizacji niż jako unii z Europą Zachodnią. Bieda, bezrobocie, migracja, zagubienie, poczucie gorszości.

    Historia nadeszła więc od środka w postaci żądań bezpieczeństwa socjalnego. Natomiast z zewnątrz napłynęła pod postacią fali migracyjnej. To pierwsze przewróciło liberalno-konserwatywny rząd, a fala uchodźcza zmyła Europę Środkową z mapy Europy. Albo ściślej: wydarzenia z 2015 roku odsłoniły nagą prawdę, która mówi, że Europa Środkowa nie istnieje.

    Grupa Wyszehradzka to sojusz egoistów, którzy wspierają się w odmowie uczestniczenia w rozwiązywaniu europejskich problemów. Państwa te chcą postawić się poza Unią, ale nie mają żadnej alternatywnej wersji historii. Nadal trzymają się Unii, ale – jak w wyjściowym eseju Kundery – szukają wyspy, do której nie docierałyby problemy z zewnątrz. Stąd właśnie wynika wspomniany wcześniej polski dryf – lunatyczny rejs podjęty w imię uniknięcia historii.

    CDN...

    --
    Religia jest dla ludzi bez rozumu.
    /Józef Piłsudski/
  • diabollo 20.12.17, 07:24
    Nie dryfujemy w stronę Wschodu? „W Poruszonej mapie” jest obszerny rozdział poświęcony Rosji, ale między Polską i Rosją leżą trzy państwa.
    – Być może dryfujemy. Ważniejsze i groźniejsze wydaje mi się, że na Wschodzie Giedroyc przegrywa z Sienkiewiczem.

    „Trylogia” przeciw paryskiej „Kulturze”?
    – Obawiam się, że tak. Warto przypomnieć, że polska literatura małych ojczyzn – tworzona po II wojnie przez Miłosza, Vincenza, Haupta, Czarnyszewicza, Wittlina, Chciuka – zmieniła postrzeganie Kresów. Nadała temu obszarowi autonomię kulturową i niezależność względem polonizacyjnych zabiegów powojennej pamięci. Podsumowaniem tego aktu kulturowego równouprawnienia był esej Juliusza Mieroszewskiego „Rosyjski kompleks polski i obszar ULB” opublikowany w paryskiej „Kulturze” w 1974 roku. Esej mówił, że Polska musi zrzec się wszelkich roszczeń względem Litwy, Białorusi i Ukrainy, bo po pierwsze, to nada polityce zagranicznej misję moralną, a po drugie, bo tylko taki gest wzmocni nasze zakorzenienie w Europie i oddali nas od Rosji.

    Niepodległe i stabilne demokracje w pasie wschodnim to stabilniejsza Polska. Koncepcja ta podpowiadała, jak wymknąć się z determinacyjnego działania osi Wschód – Zachód. Chodziło o to, byśmy przestali uważać, że w kierunku wschodnim trzeba szukać samodzielnej pozycji mocarstwowej. Dążenie takie dwukrotnie – za czasów I i II Rzeczypospolitej – doprowadziło do zagarnięcia ziem na wschodzie, ale w konsekwencji wzmocniło imperializm rosyjski. Rosja nas połknęła i spadliśmy z wyżyn imperialnych marzeń do pozycji satelity.

    Polska polityka zagraniczna po 1989 r. nadała doktrynie Giedroycia siłę sprawczą. Rząd III RP uznał niepodległość Ukrainy, Białorusi i Litwy, zainicjowano program Partnerstwo Wschodnie określający wschodni wymiar polityki Unii.
    – Tak, ale pojedynek między paryską „Kulturą” i „Trylogią” trwał cały czas. I w niektórych kwestiach „Trylogia” okazywała się silniejsza. Litwę już u schyłku lat 90. wciągnięto w spór dotyczący losów polskiej mniejszości.

    Białoruś – co widać nawet na przykładzie wygaszania telewizji Biełsat założonej przez Agnieszkę Guzy-Romaszewską – coraz bardziej pozostawia się władzy Łukaszenki, a Ukraina służy do zgłaszania polskich roszczeń do niewinności. Jeszcze w 2013 roku, za rządów Platformy, Sejm przyjął deklarację polityczną o Wołyniu, definiując zbrodnie UPA jako „czystki etniczne z oznakami ludobójstwa”, co w 2016 roku zmieniono na „ludobójstwo”. Polska oczekuje zatem – dokładnie tak, jakby dyktował to Sienkiewicz – aby Ukraina uznała swoje zbrodnie, wyrzekła się swoich „żołnierzy wyklętych” i przyznała Polsce wyższość cywilizacyjną.

    W dyskursie tym nie ma jednak miejsca na pytanie, skąd Polacy wzięli się na Wołyniu. Na tym północno-wschodnim kawałku Polski w 1939 roku Ukraińcy stanowili prawie 70 proc., Polacy – 16, a Żydzi – niecałe 10. W Polsce centralnej Polaków było 70 proc., Ukraińców – 14, Żydów – 8 i proporcje te stanowiły dla narodowców podstawę do żądania większych praw dla Polaków, uzasadnienie dla pogromów i dla polityki intensywnego wynaradawiania mniejszości.

    Polski kolonializm nie może się przebić przez wyidealizowaną opowieść o polskich Kresach. Dość dodać, że już tylko za jego zdiagnozowanie Jan Sowa i Olga Tokarczuk wzbudzili potężną falę hejtu.
    – Wydaje mi się, że syndrom kolonialny w stosunku do ULB powraca tym silniej, im bardziej jesteśmy przekonani o naturalności i odwieczności polskiego bytowania na Kresach. Jeśli rzutujemy w przeszłość obrazy niewinności, to nie dostrzegamy win w działaniach powtarzanych. Na przykład: Polska wspierać będzie budowę elektrowni atomowych na Białorusi, dzięki czemu kupi energię, której nie chce produkować u siebie.

    Na terenie Polski żyje i pracuje około 800 tys. Ukraińców – którzy są klasycznymi gastarbeiterami postkolonialnego świata. Są pogardzani, więc nie ma mowy o sojuszu z pracownikami polskimi. Nie mają praw, więc godzą się na niskie płace. Polska dyplomacja rozgłasza na ich temat kłamstwa, mówiąc, że są uchodźcami, więc Polacy mogą mieć błędne zdanie na temat ich statusu. Tymczasem to jest podtrzymywanie relacji kolonialnych w nowych warunkach: polski rząd akceptuje reżim Łukaszenki, chce wyrzucić poza granice naszego państwa odpady brudnej energii, godzi się na import taniej siły roboczej.

    CDN...

    --
    Religia jest dla ludzi bez rozumu.
    /Józef Piłsudski/
  • diabollo 20.12.17, 07:26
    A jakiej lekcji nie odrobiliśmy, że przez 30 lat nie zacumowaliśmy mentalnie na stałe na Zachodzie?
    – Relacja Polska – Zachód to nie tyle szkoła, ile nieustanne laboratorium form wspólnych. W „Poruszonej mapie” pojawia się tylko literatura przedstawiająca relacje polsko-niemieckie, bo potraktowałem ten odcinek granicy jako drzwi do Unii.

    Jeżeli się nie połączymy z Niemcami – nie przez traktaty polityczne, wojskowe czy kontakty gospodarcze, ale przez infrastrukturę codzienności – to polska obecność w Unii będzie nietrwała. Przez infrastrukturę codzienności rozumiem nie tylko sieć komunikacyjną służącą przepływowi ludzi, towarów, pieniędzy i informacji. Cały polsko-niemiecki pas graniczny to małe laboratorium faktycznego zrastania się języków, kultur, społeczności, organizmów miejskich i wiejskich. Takie zrastanie się wymaga profetycznej i nudnej powieści realistycznej – wymyślania metod obustronnej nauki języków, uzgodnienia prawa, ustalenia reguł ekonomicznej współpracy. W historii Polski nigdy czegoś takiego nie było – stąd potrzebna spora dawka innowacyjności. Zarazem wszystko to należy do codzienności – stąd konieczna porcja nudy. A do tego jeszcze dochodzi wspólny ekosystem.

    W książce Włodzimierza Nowaka „Obwód głowy” dwa miasta – Guben i Gubin – zrastają się, budując wspólną oczyszczalnię ścieków: polskie i niemieckie gówno się miesza i jest wspólnie oczyszczane. Jeśli więc pyta pani o lekcje do odrabiania, to powiedziałbym, że uczniowie w szkołach powinni móc po prostu wymyślać i dopracowywać zmienne formy wspólnego życia. Wtedy pewnie okazałoby się, że eksperymenty dotyczące relacji polsko-niemieckich mają wpływ na relacje polsko-polskie.

    Ale ponieważ tego nie robimy, więc i od tej strony też się wyprowadzamy z mapy?
    – Poluźniamy więzi. Zamiast geografii wzajemności jest próba wykorzystania infrastruktury jako systemu rur z kurkami po naszej stronie: jak z Unii płyną pieniądze, to odkręcamy, jak płynie gender, przepisy równościowe, zasady poszanowania prawa, regulacje klimatyczne, to zakręcamy.

    Tymczasem po drugiej stronie również są kurki.

    Jak zatem w polskim dryfie nie osiąść na mieliźnie nie wiadomo czego?
    – Literatura nie wymyśla rozwiązań – jej zadanie polega na tym, by wystawiać na próbę nasze wiązania. I dokładnie to od dwudziestu lat robi: pisarze nie mówią, że miło być w Unii, lecz przedstawiają warunki, które trzeba spełnić, aby wiązanie stworzyć. Czyli warunki powstawania nowej mapy. Bo stara mapa już nie działa.

    Kto napisze nową? Uczniowie wykształceni w zreformowanej przez minister Zalewską szkole?
    – Do wymyślania map potrzebna jest nieustanna aktywność narracyjna napędzana przez wyobraźnię, a tymczasem my dotarliśmy do krańców wyobraźni. Być może chwilowo, ale dotarliśmy.

    Strajk przeciw reformie edukacji. Nie chcemy miliona królików

    Co to za krańce?
    – Demokracji w Polsce, Polski w Europie, wszystkich w kapitalizmie.

    Zastanawiam się, jaką będzie miał wyobraźnię absolwent zreformowanej szkoły.
    – Aktualna reforma pracuje pełną parą nad wyobraźnią rozdwojoną: uczniowie zadomowieni w nowoczesnej sieci będą tradycjonalistycznie nastawieni do społeczeństwa. To jest schizofrenia kulturowa. Nie sprzyja ona niczemu poza utrwalaniem podziałów klasowych. Bo tego typu rozdwojenie pomaga nie tyle tworzyć świat wartościowy, ile przede wszystkim hierarchiczny. Dowodem jest Dolina Krzemowa, gdzie pracuje światowa elita informatyczna; około 30 proc. z niej wierzy w kreacjonizm. Ta elita codziennie patrzy na 8 tys. bezdomnych, którzy koczują w sercu Doliny. Mogłaby ustalić obowiązkową składkę na noclegowiska, ale kreacjonizm nie jest prospołeczny.

    Dostosuj się albo zgiń. Jak szkoła i elity kneblują ludziom usta [ROZMOWA]

    Może wkrótce wiara w kreacjonizm będzie jednym z kryteriów awansu?
    – PiS próbuje pogodzić hardcorowy tradycjonalizm obyczajowy z maksymalnym zaawansowaniem technicznym, ale tylko w odniesieniu do elity. Wydaje się, że słabsi uczniowie szkoły nie będą musieli rozstrzygać dylematu, czy opłaci się być kreacjonistą.

    Bo nie będą ważni dla państwa?
    – Bo wbrew zapowiedziom obecnego rządu społecznym rezultatem reformy szkolnictwa nie będzie stabilna klasa średnia, lecz rozległa klasa niższa. Nasz rząd jest populistyczny i zarazem antyludowy: głosi hasła egalitarne, ale prowadzi politykę coraz bardziej elitarystyczną, zapowiada rozwój, ale stwarza warunki do reprodukcji istniejących ograniczeń awansu. Pomyślmy chwilę o rezultatach ośmioklasowej szkoły podstawowej, o skutkach podziału na ścieżkę licealno-uniwersytecką i ścieżkę branżową. Po dwóch dekadach masowego studiowania nadchodzi w Polsce etap masowego kształcenia w szkołach zawodowych.

    CDN...

    --
    Religia jest dla ludzi bez rozumu.
    /Józef Piłsudski/
  • diabollo 20.12.17, 07:27
    Nie wszyscy muszą kończyć studia.
    – Zgadzam się. W rozwijaniu szkół zawodowych nie ma nic złego, gdyby nie to, że krótszy okres nauki rozpoczynanej rok później stawia w pozycji uprzywilejowanej dzieci z rodzin o wysokim kapitale kulturowym. W tych rodzinach czyta się książki, chodzi do kina i teatru, rozmawia z dziećmi, pozwala się im rozwijać pasje, opłaca dla nich dodatkowe zajęcia. To predestynuje owe dzieci do ścieżki licealno-uniwersyteckiej. Nauka rozpoczynana w szóstym roku życia i trwająca dziewięć lat działała na korzyść dzieci pochodzących z domów o niższym kapitale kulturowym. Wyrównywała szanse, działała egalitarnie.

    Aktualna reforma jest przeciwko tym rodzinom. Bo dzieciom z tych rodzin – bardzo trafnie przedstawiła to Anna Cieplak w powieści „Ma być czysto” – bardzo trudno będzie likwidować różnicę między kulturą wyniesioną z domu i kompetencją potrzebną do studiowania. I tak klasa niższa będzie coraz liczniejsza, mając zarazem coraz mniejsze szanse awansu, a dzieci z klasy średniej zreprodukują stan posiadania rodziców. To z kolei zapowiada rosnący gniew społeczny.

    Kiedy za dziesięć-piętnaście lat klasa niższa zorientuje się, że została skazana na niskie płace bez szans podnoszenia kwalifikacji, zagłosuje na partie skrajne. Choć partie te nie będą miały do zaoferowania niczego poza skierowaniem gniewu przeciw jakimś obcym. A to raczej nie rozwiąże problemów wytworzonych przez systemowe blokady awansu.

    Tracimy różnorodną kulturowo, klasowo i ekonomicznie szkołę powszechną, w której młodzi ludzie przez sam fakt bycia razem mogliby się uczyć od siebie

    Kapitalizm narodowy nie będzie wsparciem dla inżynierii społecznej?
    – Będzie, ale zamiast rozwiązywać problemy nierówności, sam będzie je wytwarzał i wzmacniał. Przede wszystkim dlatego, że wyzwaniem dzisiejszym jest polityka coraz bardziej inkluzywna: wszyscy nawzajem potrzebujemy swojej solidarności i swoich pomysłów.

    Tymczasem kapitalizm narodowy usiłuje ograniczyć powiązania społeczne. Im słabsze zaś więzi, im silniejsze procesy wykluczania, tym wyższe koszty rządzenia. Zamiast więzi – wrogość, zamiast aktywizacji – bierność.

    Przecież kapitalizm narodowy jest jednym z narzędzi wzbudzania w suwerenie poczucia dumy.
    – Kłopot polega na tym, że duma narodowo-katolicka wyklucza zarówno „obcych”, jak i „swoich”. Najpierw duma karmi się tymi, którym zostanie odmówiona. Wyklucza się więc nieprawdziwych Polaków, niewierzących Polaków, feministów, cyklistów, wegetarian.

    Już tu mamy potężny problem, bo tożsamość normatywna okazuje się rozpaczliwie wąska i lękliwa. Jej nosiciele muszą trwożnie rozglądać się na boki, czy ktoś nie dostrzeże w ich zachowaniach czegoś nienormatywnego. Dlatego niektórzy sądzą, że muszą agresywnie udowadniać rasową czystość – to zaś można zrobić, tylko atakując przybyszów z Afryki czy Azji. Agresja rasistowska jest pochodną lęku o własną nieważność. I tu dochodzimy do drugiego wykluczenia. Duma katolicko-narodowa czerpie energię ze wzniosłych przykładów martyrologicznych: nasi przodkowie, ci, którzy ginęli za ojczyznę i za wiarę, stają się – prawem okrutnego paradoksu – uzasadnieniem dla ataków na niewinnych ludzi.

    Nie rozumiem tej zależności.
    – Cząstkowej odpowiedzi proszę poszukać w reportażu Marcina Kąckiego „Białystok. Biała siła, czarna pamięć”. I jest to odpowiedź dość oczywista: nasza codzienność nie stanowi podstawy do uznania. Bycie dobrym mężem czy żoną, wychowywanie dzieci, sumienność w pracy, słowność w relacjach międzyludzkich, uczciwość, rzetelność – niewiele znaczą. Polska kultura nie wypracowała wzorców szacunku dla cnót życia codziennego.

    Dlatego nasza codzienność jest pustynią, po której hula wiatr ksenofobii.

    W społeczeństwie, które od poniedziałku do piątku żyje w swoistej próżni, ratunkiem okazuje się dzień odświętny. Jeśli nie ma form uznania dla moralności powszedniej, szukamy form zastępczych. I znajdujemy je w bohaterstwie. Jeśli jednak na uznanie i szacunek zasługują ci, którzy walcząc z wrogami, oddali swoje życie, albo tylko ci, którzy ocalili ojczyznę, to przeciętny człowiek, ze swoim zwykłym, przeciętnym życiem, nie istnieje.

    CDN...

    --
    Religia jest dla ludzi bez rozumu.
    /Józef Piłsudski/
  • diabollo 20.12.17, 07:29
    Podłożem nacjonalizmu w kulturze polskiej jest zmarginalizowana codzienność. A sama ideologia narodowa jest oszukańczą formą wypłaty szacunku. Oszukańczą, ponieważ ci sami ludzie, którzy powinni zostać docenieni za cnoty codzienne, zostają wciągnięci w pułapkę cudzych życiorysów, które muszą odtąd agresywnie czcić, aby znaleźć się w polu uznania.

    To frustrujące.
    – A dla życia społecznego zabójcze. Możesz zyskać znaczenie dopiero wtedy, gdy będziesz na miarę „żołnierzy wyklętych”. O ironio, w kontekście „żołnierzy wyklętych” najbardziej wyklętymi stają się ci sami cywile, którzy czczą ich pamięć. Dla życia cywilów nie ma bowiem miejsca w opowieściach narodowych.

    Chce pan powiedzieć, że wyborca PiS-u też czuje się wykluczony z tej gadaniny o wyjątkowym narodzie?
    – Przez krótką chwilę czuje się wkluczony. Kiedy krzyczy: „Śmierć zdrajcom ojczyzny!”, ma poparcie władzy i wzbudza strach. A jeśli będzie chciał podwyżki, urlopu, mieszkania? A jeśli będzie chciał, by ktoś docenił dobrze wykonaną przez niego pracę? A jeśli zaboli go ząb? Poza obszarem gniewnych okrzyków narodowych rozciąga się prawdziwe życie. I z tego życia nacjonalizm wyklucza.

    Wybitni psychologowie radzą, co zrobić, żebyśmy byli wspólnotą

    Przecież PiS-owi o suwerena idzie.
    – Na razie tak. I w ramach tego „na razie” władza dokonała bardzo ważnych rzeczy. Chciałbym, żeby to zostało wyraźnie powiedziane: 500 plus, stawka godzinowa, płaca minimalna – to są historyczne osiągnięcia. Państwo powróciło do funkcji pośrednika między obywatelem i rynkiem. Są to jednak działania związane z kapitalizmem, a nie dumą narodową.

    Widać też, że nie ma dalszego ciągu: prawo spadkowe bez zmian, reformy podatków nie będzie, reprywatyzacja majątków toczy się w najlepsze, wracają eksmisje na bruk. Suwerenem znowu okazuje się rynek i polski fetysz ponadpartyjny, czyli własność prywatna.

    Dziurę między rozbudzonymi nadziejami na lepsze życie i normalnym kapitalizmem władza będzie zaklejać agresją skierowaną ku obcym i kultem narodowych bohaterów.

    Do czego to doprowadzi?
    – Wiemy z naszej historii, że w sytuacji ostrego konfliktu wewnętrznego możliwe są dwa rozwiązania. Pierwszy scenariusz tworzy zamach majowy z 1926 roku i stan wojenny z 1981.

    Scenariusz drugi to tradycja porozumień uwzględniających coraz szerszą reprezentację społeczną: Sejm Czteroletni, Uniwersał połaniecki, rząd Ignacego Daszyńskiego z 1918 r., Okrągły Stół. To żadna odpowiedź, ale na podstawie przeszłości można wnioskować, że albo się porozumiemy, albo czeka nas stan wojenny.

    Bo wyjątkowy już obowiązuje.

    Jak się dogadać, skoro w przestrzeni publicznej nie ma miejsca na racjonalną debatę.
    – Historia nie ma racjonalnego przebiegu. Skoro znajdujemy się w takim momencie historycznym, w którym zarządzanie afektami zbiorowymi – strachem, gniewem i dumą – jest najważniejszą metodą rządzenia, to tkwimy w historii jeszcze bardziej nieprzewidywalnej niż wcześniej. W tej nieprzewidywalności mieści się zarówno to, co złe, jak i to, co pomyślne.

    --
    Religia jest dla ludzi bez rozumu.
    /Józef Piłsudski/
  • grzespelc 21.12.17, 14:04
    Teraz się zgadza.

    " dzisiaj zdecydowana większość potomków pańszczyźnianych chłopów utożsamia się raczej z panem Wołodyjowskim niż z Boryną."

    Pewnie tak kojarzą awans społeczny.

    Aczkolwiek mam wrażenie, że to są wszystkjo fantazmaty starszego pokolenia w młodszym podzielane co najwyżej przez grupę rekonsrukcyjną husarii. Ale już faszyzm był przecież modernistyczny i w sensie statusu członków wspólnoty w założeniu równościowy, merytokratyczny.
  • diabollo 21.12.17, 22:47
    Intuicja podpowiada mi to samo, czcigodny Grzespelcu.
    Kłaniam się nisko

    --
    Religia jest dla ludzi bez rozumu.
    /Józef Piłsudski/
  • gumpel 22.12.17, 15:23
    1. Najpierw co do "fantazmatów starszego pokolenia". Też tak myślałem póki nie zobaczyłem pierwszego chłopaka (circa dwadzieścia lat) w koszulce z symbolem Polski Walczącej i napisem "pamiętamy". Nastolatkiem będąc zaczytywałem się w literaturze harcerskiej - Jurek z Tarniny, Maciek Czarna Stopa, a potem Zygmunt z Kolumbów - wiec nie dziwi mnie, jeśli teraz młodych fascynują Rój i Inka. A to przecież, podobnie jak i moi bohaterowie lat szczenięcych, po prostu kolejne wcielenia pana Jana, pana Andrzeja i pana Michała. Teraz za najlepszą książkę o Powstaniu i AK uważam Pierścionek z końskiego włosia Ścibora-Rylskiego, ale do takiej literatury to trzeba dorosnąć. Młodzież potrzebuje innych wzorców bohaterów i nie można mieć do niej o to pretensji. Akurat "żołnierze wyklęci" świetnie są dopasowani do potrzeb i estetyki młodych i fascynacja nimi u ludzi 30 minus mnie nie dziwi.

    2. Co do faszyzmu po mojemu był on modernistyczny w formie, ale antymodernistyczny w treści. I w tym połączeniu upatrywałbym siłę jego oddziaływania.

    No, ale to już zupełnie inne dyskusje wink

    G.

    --
    ... quaero usque ...
  • oby.watel 22.12.17, 08:14
    A jak mamy nie dryfować, skoro zbawcy najpierw przegrali wybory, a teraz są jak niemowlęta we mgle. Choć bezradni są jeśli chodzi o przeciwdziałanie demolowaniu Polski, a niebywale zaradni jeśli chodzi o interesy partyjne. Na dodatek gadają byle gadać, a nie po to, żeby powiedzieć.

    --
    Śpieszmy się czytać posty, tak szybko znikają wraz z autorami. Trybunał Konstytucyjny padł, Frasyniuka tarmoszą...
  • grzespelc 12.01.18, 23:38
    No to nawet sam pan Morawiecki przyznał, że dryfujemy. Jak to było? "Polska to okręt pływający w coraz bardziej nieznanym kierunku"?
  • gaika 12.01.18, 23:54
    grzespelc napisał:

    > No to nawet sam pan Morawiecki przyznał, że dryfujemy. Jak to było? "Polska to
    > okręt pływający w coraz bardziej nieznanym kierunku"?

    Nie zapominaj, że nasz 'piękny żaglowiec' w szybkim tempie udaje się (eufemizm dla : zap....ala) w kierunku większości konstytucyjnej i Budapesztu w Warszawie(w ramach spełniania obietnic wyborczych).
  • grzespelc 13.01.18, 18:01
    Spokojnie. Damy radę.

    A nawet zaryzykuję stwierdzenie, że w nowym rządzie będzie lewica.
  • gaika 14.01.18, 21:41
    grzespelc napisał:

    > Spokojnie. Damy radę.
    >
    > A nawet zaryzykuję stwierdzenie, że w nowym rządzie będzie lewica.

    To ja Cię, Grzesiu, zamierzam z tej obietnicy rozliczyć wink

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka