Dodaj do ulubionych

W ekonomii są bardziej nowocześni niż Nowoczesna

31.01.18, 07:19
Drogi anty-PiS-ie! Przykro to powiedzieć, ale tracisz kontakt z rzeczywistością. W kółko powtarzasz, że partia Kaczyńskiego to banda ekonomicznych ignorantów. Tyle że jeśli ktoś jest ignorantem w ekonomii, to niestety ty sam.
Rafał Woś

PiS to nie są ignoranci! W ekonomii są bardziej nowocześni niż Nowoczesna

„Mówię wam to jako ekonomista. Nie uda wam się!” - te słowa Ryszard Petru rzucił z trybuny sejmowej niedługo po wyborach 2015 roku. Chodziło oczywiście o program 500 plus i o jego rzekomą niewykonalność. Miało być tak: budżet eksploduje, kapitał czmychnie z Polski, siądzie koniunktura, a rozwścieczeni obywatele pogonią PiS-owców z Alej Ujazdowskich najpóźniej na koniec obecnej kadencji. Hasło „scenariusz grecki” było na ustach większości krytyków Kaczyńskiego. Od starej balcerowiczowskiej gwardii po młodych z Nowoczesnej.

I co? I nic. Budżet się nie rozleciał, a koniunktura nie siadła. Przeciwnie. Teraz doniesienia o stanie polskiej gospodarki są chyba najmniej chętnie śledzoną przez ortodoksyjny anty-PiS częścią medialnego szumu. Z jego punktu widzenia już od dawna nic użytecznego nie da się tu znaleźć. Dług publiczny w konstytucyjnej normie, spadło zadłużenie zagraniczne, ruszyła konsumpcja u „pięćsetplusów”, przewidywania tempa wzrostu na 2018 rok idą wręcz w kierunku przegrzania, bezrobocie niskie, płace szybko w górę, nierówności się zmniejszają. Olaboga!

PiS-owcy, tuskowcy i inne szkodniki
Oczywiście można argumentować, że dobrą koniunkturę robią nam Niemcy. Albo że została ona odziedziczona po poprzednikach, którzy niczym wiewióreczki zgromadzili orzeszki, a PiS teraz je sobie smacznie przejada. Taka opowieść to w demokracji nic nowego. Dokładnie w ten sam sposób ekipa „drugiego Balcerowicza” utyskiwała na SLD-owców Kwaśniewskiego, potem SLD-owcy Millera i Hausnera na wraży AWS (czyli w gruncie rzeczy POPiS wtedy grający do jednej bramki), potem PiS-owcy na tuskowców. I w każdej takiej opowieści było oczywiście ziarno prawdy. Ale chyba tylko partyjny propagandysta z klapkami na oczach będzie się upierał, że dziedziczenie koniunktury wyjaśnia wszystko. Bo karty, które rządzący dostają, to jedno. Ale są jeszcze licytacja i sam przebieg rozgrywki. I to one decydują, czy ktoś jest dobrym graczem czy partaczem.

PiS odrobił lekcję z ekonomii
I tu dochodzimy do najgorszego elementu całej tej układanki. Najgorszego dla ortodoksyjnych przeciwników PiS-u. Jeśli się bowiem popatrzy na sposób, w jaki PiS po 2015 roku rozgrywa swoje gospodarcze karty, to nie jest to styl ignoranta. Spójrzcie na zeszłotygodniowe Davos. Temat nierówności ekonomicznych po raz kolejny nie był tam tylko ciekawostką - był realnym zadaniem do wykonania w najbliższych lata. Podobnie temat przyszłość i godności pracy w kontekście nadciągającej robotyzacji. Pojawiła się krytyka nowych monopolistów spod znaku GAFA (Google, Amazon, Facebook, Apple). Sporo mówiono o aktywnej roli przedsiębiorczego państwa w gospodarce. Te rzeczy to już powoli „oczywiste oczywistości” współczesnej ekonomii.

Jak na tym tle wygląda PiS? Nieźle. I nie chodzi tylko o deklaracje, którymi PiS sobie słodzi (Morawiecki znów dał wywiad pod hasłem „gospodarka dla ludzi, nie dla elit”). 500 plus okazało się w praktyce mocnym impulsem do zmniejszenia nierówności dochodowych oraz likwidacji pola ubóstwa. Nastąpiła częściowa repolonizacja systemu bankowego. A państwo próbuje (całkiem po keynesowsku) odgrywać rolę drugiego silnika polskiej gospodarki. Oczywiście można pokazać wiele pól, których PiS nie dotknął (choćby bardziej sprawiedliwe podatki), ale to już nie jest tylko czcze gadanie. W Polsce mamy do czynienia z daleko idącą korektą neoliberalnego modelu, której sedno polega na większej redystrybucji dochodu narodowego w kierunku biedniejszych i wzmocnieniu roli państwa jako gwaranta takiego stanu.

Warzecha zgrzyta zębami, a ludziom to się podoba
Przy okazji widać, że ugrupowanie Kaczyńskiego to zupełnie inne PiS niż to z lat 2005-07. Wtedy gospodarka była tematem ewidentnie pobocznym. Oddanym jako udzielne księstwo spadochroniarce z PO Zycie Gilowskiej. Ewentualnie ekonomistom mniejszego kalibru bez realnej politycznej siły (Stanisław Kluza, Paweł Wojciechowski). Po 2015 roku jest inaczej. Kiedy Szydło weszła do kancelarii premiera, przynosiła ze sobą spory dorobek koncepcyjny tworzony w latach 2011-15 przez swojego głównego doradcę Pawła Szałamachę i jego Instytut Sobieskiego. A jej następca Mateusz Morawiecki to niby też spadochroniarz, ale jednak coraz lepiej zakotwiczony w PiS.

Trzeba również dodać, że sam PiS poczuł się dobrze w skórze ekonomicznej lewicy. Ku przerażaniu ekonomicznych liberałów w rodzaju Łukasza Warzechy wyborcom prawicowym też się to podoba. Okazało się, że po zdrapaniu naskórkowego symbolicznego antykomunizmu PiS-owi faktycznie bliżej do swojskiego postulatu redystrybucji i tego, że „państwo ma zadbać”, niż do liberalnych koncepcji samoregulującego się rynku oraz ględzenia, że „biedni w zasadzie zasłużyli na swój los”.

Jasne, poprzeczka nie była zbyt wysoko postawiona. Na suchej ziemi III RP - wyjałowionej z jakichkolwiek progresywnych idei ekonomicznych - rewolucyjne wydają się nawet drobne gesty solidarności ze światem pracowników (np. szybsze podniesienie płacy minimalnej). Ci, którzy zbywają je starą śpiewką, że Kaczyński cynicznie kupił sobie poparcie wykluczonych, niewiele zrozumieli z natury politycznej dynamiki dwóch ostatnich lat.

Świat się zmienia, zmień się i ty!
Nie ulega wątpliwości, że PiS jest za co krytykować. Za brak cywilizowanej rozmowy z krytykami, za Trybunał albo za wazeliniarskie media publiczne. Nie twierdzę też, że dobre ekonomiczne wiatry są mu dane raz na zawsze (bo nigdy nie są!). Oceńmy jednak fakty bez politycznych okularów. Co widać? Że w 2018 roku to PiS ma bardziej trafny i łapiący światowe trendy program ekonomiczny. A do tego całkiem znośnych ludzi do jego realizacji. A opozycja parlamentarna? Głupio pisać po raz kolejny, że zawodzi. Ale zawodzi! Z uporem godnym lepszej sprawy odmawia przemyślenia ekonomii w XXI wieku. Przy każdej okazji uderzają jej anachronizm, konserwatyzm i przekonanie, że krytyka neoliberalizmu to tylko „chwilowa moda”.

Drogi anty-PiS-ie, to nie jest moda! Świat się zmienia, zmień się więc i ty. Bo na razie pracujesz na to, by dać PiS-owi kolejne cztery lata władzy.

*Rafał Woś (1982) jest czołowym polskim symetrystą, pracuje w tygodniku „Polityka”. Od wielu lat pracowicie „naraża na szwank” oraz „rozbija jedność” jedynie słusznego obozu liberalnego. Jest za to nagradzany nie tylko srebrnikami Kaczyńskiego, lecz także licznymi nagrodami dziennikarskimi (m.in. Grand Press Economy). Jego skandaliczne książki, takie jak „Dziecięca choroba liberalizmu” oraz „To nie jest kraj dla pracowników”, w perfidny sposób atakują światłą myśl Leszka Balcerowicza. Ogólnie rzecz biorąc, Woś to wyjątkowy szkodnik. Swoje szkodliwe tezy będzie od dziś ogłaszał w portalu Gazeta.pl. Ostrzegamy, Redakcja.

wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,161770,22961229,wos-pis-jest-nowoczesny-a-opozycja-anachroniczna-przynajmniej.html#Z_MT2
--
Religia jest dla ludzi bez rozumu.
/Józef Piłsudski/
Edytor zaawansowany
  • oby.watel 31.01.18, 13:57
    Nareszcie zrozumiałem różnicę miedzy inteligentem a ynterlygentem. Inteligent jest inteligentem tak długo, jak baje to, co słuchaczom w duszy gra. Przekonuje na przykład, że piłowanie gałęzi na której się siedzi nie grozi upadkiem. Jednak gdy w wyniku piłowania piłujący gruchnie o ziemie z wielkim hukiem inteligent zmienia się w yntelygenta z zarzutem, że był głupi, że nie ostrzegał, choć było wiadomo, że tak się to musi skończyć.

    Oczywiście ma rację Woś, absolwent stosunków międzynarodowych i prawa na Uniwersytecie Warszawskim gdy uważa profesorów ekonomii za durniów. Bo miało być tak: budżet eksploduje, kapitał czmychnie z Polski, siądzie koniunktura, a rozwścieczeni obywatele pogonią PiS-owców z Alej Ujazdowskich najpóźniej na koniec obecnej kadencji.

    A co jest? Jest rozkwit. Co prawda wzrost gospodarczy wyniósł w zeszłym roku niecałe 3%, ale w tym roku przekroczył 4%. Skąd absolwent stosunków międzynarodowych i prawa na Uniwersytecie Warszawskim ma wiedzieć, że łatwiej jest osiągnąć więcej startując z niższego pułapu? Gdyby wychwalani przez Wosia specjaliści nie majstrowali przy gospodarce, to dziś moglibyśmy mieć wzrost porównywalny z rumuńskim, 9% a nie 4%. Skąd Woś wie, że do końca kadencji nie nastąpi załamanie? Stąd, że takie rzeczy się wie.

    Prawdy objawione czyli wosizmy:
    ktoś kto uważa, że zadłużając kraj na potęgę i trwoniąc publiczne pieniądze nie da się zbudować dobrobytu jest ignorantem w ekonomii
    ktoś kto uważa, że zmiany klimatu są efektem efektu cieplarnianego jest ignorantem w ekologii
    itd.



    --
    Śpieszmy się czytać posty, tak szybko znikają wraz z autorami. Trybunał Konstytucyjny padł, Frasyniuka tarmoszą...
  • diabollo 31.01.18, 16:19
    Czcigodny Oby.watelu,
    yntelygenta poznać po dogmatyzmie i odporności na fakty i rzeczywistość.
    O rządach PISdy można powiedzieć dużo złego, ale napewno nie to że "zadłuża kraj na potęgę".
    Oczywiście yntelygencja może się branzlować czy jest już bilion czy nie ma nie rozumiejąc inflacji i tego że dzisiejszy bilon to tyle samo co np 500 miliardów sprzed kilku lat.
    A obiektywnym miernikiem jest stosunek długu do PKB, który ten reżim trzyma w ryzach.
    Nie mówiąc o tym, że ten miernik w PL jest dużo niższy niż w krajach starej UE.
    Kłaniam się nisko

    --
    Religia jest dla ludzi bez rozumu.
    /Józef Piłsudski/
  • oby.watel 31.01.18, 20:36
    Myślisz się przyjacielu. Inteligent na podstawie doświadczenia, kojarząc fakty potrafi przewidzieć co się stanie. Ynteygentowi wydaje się, że jeśli dziś świeci słońce, to zawsze tak będzie. Inteligenci widzą, że regulacja rzek przynosi więcej szkód niż pożytku, yntelygenci regulują na potęgę doprowadzając do tego, że dramatycznie zaczyna brakować wody. Inteligent wie, że spłaca się dług, a nie odsetek zarobków. Yntelygent tego nie wie i pożycza franki, a potem domaga się, żeby koszty jego yntelygentnej decyzji ponosili wszyscy podatnicy. Jakie znaczenie ma fakt, że dzisiaj bilion jest wart wczorajsze 500 milionów, skoro do spłacenia jest bilion? I to - licząc z długiem ukrytym - bilion euro! Bilion euro też był wart 500 milionów? Największym problemem yntelygenta jest to, że nie przyjmuje do wiadomości tego co jest, tylko to, co chciałby, żeby było.

    --
    Śpieszmy się czytać posty, tak szybko znikają wraz z autorami. Trybunał Konstytucyjny padł, Frasyniuka tarmoszą...
  • diabollo 31.01.18, 23:34
    Poza tym tłumaczyłem Ci już wiele razy skąd bierze się deficyt budżetowy i w konsekwencji dług publiczny.
    Z oszczędności sektora prywatnego. Tak długo jak są to oszczędności krajowe to problemu nie ma. Japonia ma gigantyczny dług publiczny, ale swój i żyje.
    Sztuka z zerowym deficytem udaje się Niemcom, które po prostu na rympał wypychają swoje oszczędności na zewnątrz w formie gigantycznej nadwyżki eksportowej, ale w innych krajach to nie zadziała (wszyscy nadwyżek mieć nie mogą), no i dla innych krajów z deficytem handlowym to problem, który prędzej czy później pierdolnie.

    Widzisz, Woś mówi o rzeczach, o których mówią obecni nobliści ekonomiczni.
    Polski noeolib mowi rzeczy, które załapał 30 lat temu od tuzów ekonomii Korwin-Balczerowicza kompletnie nie rozumiejąc podstaw makroekonomii.

    Kłaniam się nisko.

    --
    Religia jest dla ludzi bez rozumu.
    /Józef Piłsudski/
  • oby.watel 01.02.18, 00:46
    Porównujemy kraj, Japonię, z PKB 12.372,42 USD z krajem, Polską, z 38.894,47 USD? Na głowę, bo w liczbach bezwzględnych to się ma jak mrówka do słonia - 4.938.644.000.000 USD do 469.509.000.000 USD. Jesteś pewny, że to można porównywać? Słyszałeś o takich firmach jak Mistubishi, Hitachi, Sony? Wiesz, że one dysponują większym budżetem niż Polska? Znasz jakąś polska firmę o globalnym zasięgu z budżetem większym od budżetu Węgier? Wiesz może kto zarabia na polskim grafenie i dlaczego to nie jest Polska? Ale skorzystam z okazji i zapytam, skoroś tak łaskaw. Wytłumacz mi proszę dlaczego miliony ludzi bierze kredyty, a podatnicy powinni spłacać za tylko tych, którzy zaciągnęli długi we frankach? Przecież jak mogą spłacać ci, co pożyczyli dolary czy złotówki to przez analogię frankowicze też powinni.

    Skoro porównywanie Ci tak dobrze idzie i według Ciebie czegoś nawet dowodzi, to może porównaj systemy prawne. W Niemczech jesteś. Powiedz, ile razy w ciągu ostatnich 20 lat zmieniała się ustawa o VAT? Zasady podatkowe? Bo w Polsce kilkaset, tak, przyjacielu, kilkaset razy. Jeśli ktoś porównuje burdel z czterogwiazdkowym hotelem, to tylko się ośmiesza.

    --
    Śpieszmy się czytać posty, tak szybko znikają wraz z autorami. Trybunał Konstytucyjny padł, Frasyniuka tarmoszą...

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka