Dodaj do ulubionych

Ludowy katolicyzm uczy nienawiści do Żydów

20.03.18, 07:35
Prof. Jacek Leociak - polski literaturoznawca, historyk literatury, profesor nauk humanistycznych, pracownik Instytutu Badań Literackich PAN oraz Centrum Badań nad Zagładą Żydów

MACIEJ STASIŃSKI: W 50. rocznicę antysemickiej rozprawy marcowej władz PRL mamy awanturę z Izraelem i USA o rolę Polaków w nazistowskiej zagładzie Żydów. Antysemityzm leje się z prawicowych mediów. I właśnie ukazała się książka o pogromie w Kielcach.
JACEK LEOCIAK: Nie mogło być lepszego momentu na książkę Joanny Tokarskiej-Bakir. Nie jest to tylko historyczna rekonstrukcja pogromu. To także książka antropologa kultury, filozofa i humanisty, która odsłania korzenie polskiej tożsamości, polskości, polskiej państwowości.

A to, co się dziś dzieje na naszych oczach każdego dnia, układa się w głęboki wzór mentalności i działania osadzony w paradygmacie narodowo-katolickiej państwowości. W Kielcach 1946 roku autorka ukazuje korzenie tego wzoru, tkwiące głęboko pod powierzchnią zjawisk, zdarzeń i sporów.

Niezwykłość tej książki bierze się właśnie ze zderzenia z tym, co mamy dzisiaj. Ujawnia nowy wymiar tego, co się w tej chwili w Polsce dzieje, z obezwładniającą argumentacją.

To socjologiczny portret powojennych Kielc i społeczeństwa, jak w hucie Ludwików, i wszystkich władz – wojewódzkich, UB, komendy MO, wojska. Komunistycznych, czyli narzuconych, a jednak nie było tam prowokacji ani spisku. Pogromowy antysemicki nacjonalizm w natarciu.
– Tak, to znakomita i benedyktyńska praca o niezwykłej sile. Ale nie oszukujmy się, trafi do nielicznych.

Jak pan dziś czyta publicystykę prawicową w porównaniu z prasą marcową, którą opisywał pański mistrz Michał Głowiński?
– Miałem wtedy 11 lat i pamiętam, że gdy ojciec wrócił do domu, jego ubranie śmierdziało gazem. Na tyłach kościoła św. Augustyna na Nowolipkach w warszawskiej dzielnicy Muranów pokazywaliśmy sobie zdobyczną pałkę milicyjną. Nauczyciele wstawiali uczniom w dzienniczkach pieczątki o wyjściu do domu i wymagali wpisu o powrocie do domu, żeby dzieci nie szwendały się po mieście.

Potem czytałem to całe „marcowe gadanie”. Tak otwartego antysemityzmu jak dzisiaj wówczas nie było. Panował kryptojęzyk, mówiło się o syjonizmie i ludzie nie wiedzieli, o co chodzi, o Syjam... itd. Otwartego języka antysemickiego nacjonalizmu nie używano.

Gomułka dzielił w przemówieniach Żydów na dobrych i złych, obywateli polskich i kosmopolitów, którzy wspierali Izrael. Dla jednych było miejsce, drudzy mogli sobie wyjechać. On sam nie był antysemitą, miał żonę Żydówkę i wielu towarzyszy pochodzenia żydowskiego jeszcze z KPP.

Dzisiaj mowy Gomułki brzmią jak akademickie rozważania. Teraz leje się z prawicowych mediów, internetu, nawet z mediów publicznych język knajacki, kastetowy, czarnosecinny. Jak w TVP Ziemkiewicz i Wolski mówią o „parchach”, jest to jeszcze klasyczna endecka obelga, ale jak się mówi o żydowskich obozach zagłady albo o Żydach, którzy sami palili Żydów w krematoriach, to przekracza wszelkie granice. I ma przyzwolenie władz.

Wielu ludzi wierzy, że chodzi tylko o obronę dobrego imienia Polski przeciw zniesławieniu.
– Nie. Ofensywa dyplomatyczna rządu w sprawie ustawy o IPN świadczy, że to świadoma polityka. Słowa premiera Mateusza Morawieckiego i jego postępowanie to nie jest żadna niezręczność, błąd czy nietakt. Uważam, że to postępowanie z pełną premedytacją.

W jednym z pierwszych raportów wysłanych na początku 1940 r. do rządu RP na uchodźstwie Jan Karski pisał, że postawa Polaków wobec okupantów jest bez zarzutu, naród zachowuje się wspaniale, jest zjednoczony w oporze, popiera rząd na uchodźstwie i Niemcy nic nie zdziałają.

Jest tylko jedna sprawa, pisze Karski, która może łączyć Niemców i Polaków, „wąska kładka”. To nienawiść do Żydów – i na tym mogą Niemcy budować. Na żadnej innej płaszczyźnie, oprócz antysemityzmu, nie mogą się z Polakami dogadać. Karski pisał: „Rozwiązanie kwestii żydowskiej przez Niemców - muszę to stwierdzić z całym poczuciem odpowiedzialności za to, co mówię - jest poważnym i dosyć niebezpiecznym narzędziem w rękach Niemców do »moralnego pacyfikowania« szerokich warstw społeczeństwa polskiego. (…) Naród nienawidzi swego śmiertelnego wroga - ale ta kwestia stwarza jednak coś w rodzaju wąskiej kładki, na której przecież spotykają się zgodnie [podkreślenie Karskiego] Niemcy i duża część polskiego społeczeństwa”.

To niezwykle trafna obserwacja Karskiego z samego początku wojny, kiedy jeszcze nie ma mowy o Zagładzie. Potem depesze Delegatury Rządu na Kraj czy Komendy Głównej AK, Grota Roweckiego tylko to powtarzają: że rząd musi uważać z filosemityzmem, bo w kraju nie ma zgody na powrót do sytuacji sprzed wojny, że Żydzi muszą zniknąć, nie mogą wrócić na swoje miejsce w społeczeństwie. I jest to panujące przekonanie po wyjściu Polski spod okupacji.

Kaczyński i PiS grają żywiołowym, ukrytym antysemityzmem?
- Jarosław Kaczyński zapewne nie jest antysemitą, to jest mu obce. Ale jest pragmatykiem. I odważył się, jak „mąż stanu”, odczytać znaki czasu, pokazać prawdziwą twarz swojego elektoratu, suwerena.

Mówi się czasem, że PiS okupuje Polskę, narzuca nam coś. Nieprawda. PiS nie jest okupacją, tylko emanacją narodowo-katolickiej polskości i państwowości. To, co mówi i robi Morawiecki, kiedy czci pomnik Brygady Świętokrzyskiej, jest świadomą polityką.

W tym sensie Joanna Tokarska-Bakir pokazuje, że nic się nie zmieniło. Jest ciągłość. To, co się dzieje, świadczy o trwałej tożsamości wielkiego odłamu polskiego społeczeństwa.

Dowodzi tego dzisiejsza katastrofa, drastycznie widoczna w stosunkach z Izraelem i USA. Dotąd mieliśmy rozprawę z Trybunałem Konstytucyjnym, z sądami, mediami, demokracją liberalną, ale dopiero teraz władza weszła na taki diapazon emocjonalny, że wdepnęliśmy w błoto nacjonalistyczne.

Przerażająca jest ta agresja i nienawiść płynące z mediów publicznych i prawicowych. I to w rocznicę Marca ‘68! Marzec był jeszcze w rękawiczkach, PiS zdjął rękawiczki.

Skąd ta matryca umysłowa się bierze, z grubsza wiadomo. Zabory, wojny, klęski, okupacja, komunizm... Ale dlaczego jest tak odporna na doświadczenie czasów wolności?
- Ta mentalność należy do długiego trwania. Doświadczenie naszej wolności, obywatelstwa, miejsca, jakie zajmujemy w Europie jako kraj średniej wielkości, świadomość tego, czego częścią jesteśmy, są krótkie, naskórkowe, płytkie. Tylko jakieś 25 lat. Samowiedza historyczna, świadomość i znajomość historii europejskiej i własnej są znikome.

Żeby zrozumieć to głębokie długie trwanie, trzeba się cofnąć.

Korzenie tkwią w niezmiennej od dwóch tysięcy lat kulturze chrześcijańskiej, zwłaszcza w jej wydaniu katolickim, czyli u nas narodowym, ksenofobicznym, antyjudaistycznym i antysemickim. Tu tkwią źródła fantazmatów ludzkich przekonań i działań, tu mają one transcendentne zaczepienie, czyli wykraczające poza doświadczenie osobiste ludzi.

Żydzi to bogobójcy, dręczą hostię i przerabiają chrześcijańskie dzieci na macę - to trzy aksjomaty, z którymi Polak wzrastał. Nikt tego nie burzył przez wieki, aż po Sobór Watykański II i deklarację Nostra Aetate. Ale to się do katechezy parafialnej nie przedostaje. Ludowy katolicyzm uczy nienawiści do Żydów. Tego nie wolno lekceważyć.

Joanna Tokarska-Bakir i Alina Cała badały te zjawiska, legendy krwi, sceny z kościoła w Sandomierzu, w latach 80., 90. ubiegłego i na początku tego wieku. Czyli obraz Żyda w kulturze ludowej. W jej ramach zagłada Żydów jest częścią bożego planu i karą boską.

A gdzie Kościół Lasek, ks. Musiała, Wojtyły, „Tygodnika Powszechnego”?
- Nie przeszkadza ludowemu katolicyzmowi. Ksiądz Stanisław Musiał był napiętnowany i w końcu wypchnięty ze swojego zakonu. Taki jest los sprawiedliwych w polskim Kościele. Polski katolicyzm to nie Laski, Tischner, Mazowiecki, „Tygodnik Powszechny”. To Kościół ludu i zabobonu, ks. kardynała Wyszyńskiego.

całość:

<a href="
Edytor zaawansowany
  • diabollo 20.03.18, 07:36
    wyborcza.pl/magazyn/7,124059,23150166,prof-jacek-leociak-ludowy-katolicyzm-uczy-nienawisci-do.html

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka