Dodaj do ulubionych

Walka o zakaz aborcji zaczęła się w 1989 r.

11.07.18, 06:50
Walka o zakaz aborcji zaczęła się w 1989 r. Od tego czasu Polacy przesuwają się na prawo i coraz częściej opowiadają się za jej delegalizacją

Dominika Wielowieyska

Projekt "Zatrzymaj aborcję", którym właśnie zajął się Sejm, to kolejna próba obalenia uchwalonego 25 lat temu prawa nazywanego zwykle kompromisem aborcyjnym. Poprzednie kończyły się niepowodzeniem. Czy tym razem zwolennikom zaostrzenia i tak już restrykcyjnej ustawy antyaborcyjnej uda się przeforsować swoje pomysły?

Walka o zakaz aborcji w Polsce rozpoczęła się już w 1989 r. Ustawa z 1956 r. dopuszczała ją na żądanie kobiety bez ograniczeń. Dlatego grupa senatorów pod przewodnictwem Waleriana Piotrowskiego (wówczas Obywatelski Klub Parlamentarny, później Zjednoczenie Chrześcijańsko-Narodowe) zgłosiła restrykcyjny projekt, który dopuszczał przerywanie ciąży jedynie wtedy, gdy zagrażała życiu i zdrowiu matki. Wprowadzał także kary dla kobiet oraz lekarzy. We wrześniu 1990 r. Senat, w którym 99 miejsc zajmowali przedstawiciele „Solidarności”, przyjął go i wysłał do Sejmu. W lutym następnego roku z badań OBOP wynikało jednak, że Sejm nie powinien przyjmować senackiego projektu, bo trzy czwarte ankietowanych chciało referendum w sprawie aborcji.
Piwo czerwone od niewinnej krwi dzieci...
Posłowie ZChN przekonywali kolegów z OKP, żeby poparli wniosek o drugie czytanie projektu i ostateczne przegłosowanie ustawy. „Możemy wygrać przez zaskoczenie” – tłumaczył Jan Łopuszański.
Plan nie wypalił. Ale za to w styczniu 1991 r. komisja sejmowa jeszcze zaostrzyła projekt, proponując m.in. zakaz przerywania ciąży, gdy zagraża ona zdrowiu, a nie wyłącznie życiu kobiety.
W maju Unia Demokratyczna zaproponowała kompromisową uchwałę: wstrzymanie prac nad ustawą, ale też rezygnację z referendum.

Stanisław Strózik (OKP-PSL, Solidarność Rolników Indywidualnych) zareagował ostro: „Eichmanowsko-mengelowsko-stalinowska ustawa z 1956 r. w ciągu 35 lat jej trwania dokonała gwałtu na narodzie. Polacy zabili około 17 mln nienarodzonych obywateli. Pytam się tych matek Polek, które dokonały zabiegu gravilitas interruptus, gdzie są zbiorowe mogiły tych 17 mln Polaków. Proszę mi nie mówić, o ohydo, że mogiłami tymi są szamba, muszle klozetowe gabinetów ginekologicznych i śmietniki. To piwo nawarzone przez ustawę z 56 r. (...), to piwo intensywnie czerwone od niewinnej krwi dzieci polskich musi wypić w swej ekspiacji cały naród, a rolnictwo polskie w szczególności”.
Sejm przyjął jednak uchwałę UD.

Aborcja. Dwa lata dla kobiety i lekarza

W lipcu 1991 r. ta partia zaproponowała własny projekt, który dopuszczał aborcję w ściśle określonych przypadkach: zagrożenia życia i zdrowia matki, ciąży będącej wynikiem przestępstwa, udokumentowanej, szczególnie ciężkiej sytuacji życiowej kobiety. W sierpniu UD uznała jednak, że kompromisu nie da się osiągnąć, i projekt wycofała. Na tę decyzję prawdopodobnie wpłynął list Episkopatu, który postulował zakaz aborcji. W lecie, w czasie pielgrzymki do Polski, Jan Paweł II spotkał się z posłami – zwolennikami ustawy antyaborcyjnej. Wcześniej wielokrotnie wysyłał sygnały, że jest za prawną ochroną „życia poczętego”.
Projekt ustawy zakazującej aborcji wrócił w grudniu 1991 r., już w nowym Sejmie. Przewidywał, że za „spowodowanie śmierci dziecka poczętego” groziłoby – lekarzowi czy kobiecie – dwa lata więzienia. Podpisali się pod nim posłowie z ZChN (m.in. Antoni Macierewicz, Jerzy Kropiwnicki, Jan Łopuszański, Stefan Niesiołowski, Marek Jurek), Porozumienia Centrum (nie znamy nazwisk), pojedynczy posłowie z PSL, Kongresu Liberalno-Demokratycznego (Tadeusz Bień) oraz UD (Aleksander Hall, Michał Chałoński i Kazimierz Michał Ujazdowski).
W lutym 1992 r. władze UD zdecydowały, że jej klub nie będzie się zajmować aborcją. A gdyby jednak stanęła na forum parlamentu, to posłowie tego ugrupowania zagłosują zgodnie z własnym sumieniem, bez dyscypliny. Wewnątrz partii trwał jednak ostry spór o ustawę. Gdy kilku posłów Unii, m.in. Aleksander Hall, Hanna Suchocka i Kazimierz Michał Ujazdowski, podpisało inicjatywę ustawodawczą dopuszczającą karanie kobiety nawet za aborcję będącą wynikiem gwałtu – reakcją było autentyczne oburzenie w klubie – pisała „Wyborcza”.

Aborcja. Czy pytać „przypadkowych ludzi”?

W Sejmie batalia o aborcję jednak trwała. 120 posłów – większość z SLD oraz część z UD, PSL, KLD – zgłosiło projekt uchwały w sprawie referendum. Pytania miały dotyczyć dopuszczalności aborcji w pięciu sytuacjach: 1) ze względu na zdrowie i życie kobiety; 2) gdy płód jest dotknięty ciężkimi, nieodwracalnymi wadami lub nieuleczalną chorobą; 3) gdy ciąża jest wynikiem gwałtu lub kazirodztwa; 4) ze względu na szczególnie trudną sytuację bytową, materialną lub rodzinną kobiety; 5) aborcja bez ograniczeń.
Halina Nowina-Konopka (ZChN) zaprotestowała, że aborcji nie można zostawić społeczeństwu, które składa się z „przypadkowych ludzi”. Postulowała oparcie polskiego prawa na „prawie Bożym”. Jej słowa powtarzano wielokrotnie jako dowód na lekceważenie opinii publicznej. Pytana o nie po latach mówiła „Rzeczpospolitej”: To była szybka rozmowa na korytarzu sejmowym. Później to zdanie było prześmiewczo wykorzystywane przeciwko mnie. Nie przywiązuję do tego większej wagi, takie lapsusy się zdarzają.

CDN...


--
Religia jest dla ludzi bez rozumu.
/Józef Piłsudski/
Edytor zaawansowany
  • diabollo 11.07.18, 06:52
    Inna bojowniczka antyaborcyjna ZChN Bogumiła Boba każdą wypowiedź zaczynała od słów: „Ja, jako lekarz...”. A mówiła m.in.: „Pigułka hormonalna może wywoływać niepłodność, oziębłość i szkodzi na wątrobę. (...) Znam kobietę, u której po jednomiesięcznym stosowaniu pigułki wystąpiły takie zaburzenia: roztyła się, mąż ją zostawił, nie wiem, co później z nią się działo”.
    W grudniu 1992 r. Andrzej Wielowieyski (UD) zaproponował cztery przypadki, w których przerywanie ciąży byłoby dozwolone, wśród nich „ciężką sytuację życiową” zamiast „ciężkiej sytuacji bytowo-materialnej”. Nie przewidywał przerywania ciąży „z powodów osobistych”, co z kolei postulowała Izabella Sierakowska z SLD.
    Ale miesiąc później do Senatu wróciła wersja restrykcyjna, m.in. z bezwzględnym zakazem aborcji i karaniem kobiet, które celowo spowodowały poronienie. Nie popełniałby przestępstwa jedynie lekarz, który przypadkowo doprowadziłby do poronienia podczas ratowania życia kobiety. Anna Bogucka-Skowrońska (UD) komentowała, że z tej wersji nie wynika, iż w sytuacji zagrożenia zarówno życia matki, jak i dziecka lekarz powinien przede wszystkim ratować matkę.

    Stan obowiązujący
    Ostatecznie 7 stycznia 1993 r. Sejm przyjął większością 42 głosów ustawę o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży – inną, niż proponował Senat. Według autorów była kompromisem między środowiskami prawicowymi a lewicowymi.
    Weszła w życie w marcu i stanowiła, że ciążę można usunąć wyłącznie w publicznych zakładach opieki zdrowotnej: 1) gdy zagrożone jest życie lub zdrowie matki; 2) gdy badania prenatalne wykazały, że płód jest ciężko i nieodwracalnie uszkodzony; 3) gdy ciąża jest wynikiem gwałtu albo kazirodztwa.
    Lekarzom wykonującym nielegalne aborcje grozi do dwóch lat, a osobie zmuszającej do niej kobietę – do ośmiu. Kobieta nie jest karana. Te przepisy obowiązują do dziś.
    Focus.pl opisywał anegdotę z tej debaty: Jeden z posłów ZChN, wytrawny mówca, kilkakrotnie zgłaszał chęć zabrania głosu, ale za każdym razem rezygnował z wejścia na mównicę. W kuluarach mówiono, że poprzedniej nocy w znanym warszawskim klubie nocnym Sofia, w którym na barze dla gości tańczyły nagie dziewczyny, przydybali go posłowie lewicy. Gdy więc chciał wejść na mównicę, z lewej strony sali podnosiły się okrzyki: „Sofia, Sofia!”, i poseł z popisów krasomówczych rezygnował.
    Stefan Niesiołowski, wówczas poseł ZChN, mówił po latach „Wyborczej”, że był za kompromisem, ale mający 50 posłów ZChN się w tej sprawie podzielił: W pierwszym Sejmie, tzw. kontraktowym, było nas tylko trzech posłów: Jan Łopuszański, Marek Jurek i ja. A każdy z nas w 1993 r. głosował inaczej. Ja za tą ustawą, Łopuszański całkowicie przeciw, a Jurek wstrzymał się od głosu.
    Trzy lata temu portal Gosc.pl pisał: W 1993 r. Kościół przypominał, że głosowanie za projektem jest dla katolika godziwe, ponieważ ustawa proponowała lepszy stan rzeczy, a więc była kolejnym krokiem w dobrą stronę. O takiej sytuacji pisał Jan Paweł II w encyklice „Evangelium vitae”: „Parlamentarzysta, którego osobisty absolutny sprzeciw wobec przerywania ciąży byłby jasny i znany wszystkim ludziom, postąpiłby słusznie, udzielając swego poparcia propozycjom, których celem jest ograniczenie szkodliwości takiej ustawy i zmierzających w ten sposób do zmniejszenia jej negatywnych skutków na płaszczyźnie kultury i moralności publicznej”.
    Jan Paweł II już nie wracał do tej sprawy tak intensywnie jak przed uchwaleniem ustawy. Ale zdania o aborcji nie zmienił i w encyklikach stosował sformułowanie„aborcja eugeniczna”.

    CDN...

    --
    Religia jest dla ludzi bez rozumu.
    /Józef Piłsudski/
  • diabollo 11.07.18, 06:53
    Lewica próbuje
    Lewica wiele razy – bezskutecznie – próbowała ustawę zmienić. W 1994 r., gdy rządziła koalicja SLD-PSL, parlament przyjął poprawkę dopuszczającą aborcję ze względów społecznych. Jednak prezydent Lech Wałęsa ją zawetował. Do odrzucenia weta potrzebne było dwie trzecie posłów obecnych na sali, czyli 274 głosy – zabrakło 42.
    Ludowcy poparli prezydenckie weto. Przed głosowaniem premier Waldemar Pawlak przekonywał klub, że jego odrzucenie pociągnie za sobą szkodliwy dla rządu konflikt z Wałęsą i Kościołem.
    W UW za złagodzeniem byli m.in. Władysław Frasyniuk, Marek Balicki, Barbara Labuda. Przeciwko – m.in. Hanna Suchocka, Tadeusz Mazowiecki i Wielowieyski. Bronisław Geremek się wstrzymał.
    Ok. 40 posłów więcej głosowałoby przeciw wetu, gdyby nowelizacja uwzględniała wcześniejsze dwie poprawki:
    . Wielowieyskiego (UW) – kobieta mogłaby przerwać ciążę ze względu na „trudne warunki życiowe”, ale zgodę miałoby wydać dwóch lekarzy. Musiałaby się też skonsultować z psychologami.
    . Ryszarda Żochowskiego (SLD) – aborcja ze względu na „trudną sytuację osobistą i życiową”, ale tylko w publicznych klinikach.
    Wielowieyski tłumaczył: – Nie tylko lekarze, ale też odpowiednio przygotowani psychologowie i pedagodzy mieli uświadomić kobiecie problemy zdrowotne, psychologiczne i moralne, jakie wiążą się z aborcją. A także zrozumieć sytuację kobiety, starać się jej pomóc i chronić ciążę. Ten system zaczął działać i dawał rezultaty. Wiele kobiet po wizycie w przychodni rezygnowało z aborcji. Gdy jednak wprowadzono zakazy i kary, większość przestała się konsultować z kimkolwiek. Podejmują decyzję samotnie i nazbyt często decydują się przerwać ciążę. Wielu katolików poczuło się usatysfakcjonowanych: osiągnęliśmy coś dobrego, mamy ustawę, która chroni życie. Niestety, to tylko rodzaj moralnego alibi. Podział społeczeństwa się pogłębił, część środowisk stała się zupełnie odporna na argumenty za ochroną dzieci. Tak silna była demoralizacja i tradycje aborcyjne.
    W grudniu 1995 r. Unia Pracy zgłosiła wniosek o dołączenie do referendum uwłaszczeniowego pytania o karalność aborcji. Ale Sejm go odrzucił.

    Trybunał blokuje złagodzenie przepisów o aborcji
    Gdy w marcu 1996 r. prezydentem był już Aleksander Kwaśniewski, temat aborcji wrócił za sprawą projektu ustawy Unii Pracy. Przewidywał, że aborcja nie jest przestępstwem, jeśli kobieta znajduje się w trudnej sytuacji, odbędzie konsultację u lekarza w poradni, a trzy dni później podtrzyma żądanie przerwania ciąży. A także, że zabiegi można przeprowadzać również w niepublicznych placówkach zdrowotnych.
    W październiku 1996 r. Sejm zliberalizował ustawę antyaborcyjną, a prezydent Kwaśniewski ją podpisał. Jednak 37 senatorów – głównie z „Solidarności” i PSL – zaskarżyło ją do Trybunału Konstytucyjnego, który w maju 1997 r. uznał, że pięć jej artykułów jest sprzecznych z konstytucją.
    Prezes TK prof. Andrzej Zoll uzasadniał: „Demokratyczne państwo prawa jako naczelną wartość stawia człowieka i dobro dla niego najcenniejsze – życie w każdej fazie jego rozwoju. Wartość tego życia nie może być różnicowana zależnie od okresu jego rozwoju, bo brak precyzyjnych kryteriów na to pozwalających. Od momentu powstania życie jest wartością chronioną konstytucyjnie. Dotyczy to także fazy prenatalnej. Artykuł o aborcji ze względów społecznych pozwala na usunięcie z ciała matki rozwijającego się płodu, a to jest równoznaczne z pozbawieniem go życia. W pewnych sytuacjach ochrona tej wartości może być ograniczona, ale musi być usprawiedliwiona kolizją dóbr, praw i wolności konstytucyjnych. Aborcja ze względów społecznych nie spełnia tych warunków”.
    Zdaniem TK ciężkie warunki życiowe oznaczają głównie sytuację materialną, a trudna sytuacja osobista – „dyskomfort psychiczny”, co jest nieporównywalne z wartością, jaką jest życie dziecka poczętego.
    Trzech sędziów – profesorowie Lech Garlicki, Zdzisław Czeszejko-Sochacki i Wojciech Sokolewicz – złożyło votum separatum, argumentując, że Trybunał przekroczył kompetencje. Ma bowiem badać zgodność ustaw z konstytucją, a nie decydować, co powinno w nich być, a to właśnie zrobił.
    „Doskonale wiemy, że polskie kobiety nie przerywają ciąży z błahych powodów – komentował Leszek Miller, wiceprzewodniczący SdRP, szef MSWiA. – Orzeczenie TK abstrahuje od oczywistych przypadków, w których kobieta powinna mieć prawo wyboru. Będziemy starali się, aby prawo to polskim kobietom przywrócić”.
    W grudniu 1997 r., gdy rządziła już koalicja AWS-UW, Sejm przyjął orzeczenie Trybunału. Według tzw. małej konstytucji jego wyroki nie były bowiem ostateczne, do ich odrzucenia konieczne były dwie trzecie głosów posłów obecnych na sali, czyli 268. Przeciw orzeczeniu opowiedziało się tylko 160 posłów, za – 231. Mimo braku dyscypliny w AWS i PSL wszyscy posłowie tych partii głosowali za. SLD w całości było przeciw.
    Przed głosowaniem Jolanta Banach z SLD zapytała: „Kiedy zaczyna się życie?”. Uznała, że moment kształtowania się mózgu – około 12. tygodnia – to najlepsze kryterium, bo stosuje się je także przy określaniu końca życia. Wymieniła kilkanaście krajów, w których usunięcie płodu jest dopuszczalne do 10.-12. tygodnia. Tak jak klub SLD głosowała też Aleksandra Jakubowska, która dziś w prawicowych mediach mówi, że niemal od zawsze była przeciwko liberalnemu prawu do aborcji.
    Unia Wolności się podzieliła: przeciw zaostrzeniu przepisów było 13 posłów (m.in. Frasyniuk, Jacek Kuroń, Wiktor Osiatyński, Andrzej Potocki), za – 25 (m.in. Juliusz Braun, Stanisław Kracik, Tadeusz Syryjczyk, Jan Rulewski), 10 się wstrzymało (m.in. Henryk Wujec i Jan Król).

    CDN...

    --
    Religia jest dla ludzi bez rozumu.
    /Józef Piłsudski/
  • diabollo 11.07.18, 06:54
    Nie chcieliśmy wojny
    W 2001 r., gdy do władzy wrócił SLD i znów zawiązał koalicję z PSL, a prezydentem nadal był Kwaśniewski, zwolennicy liberalizacji ustawy liczyli na to, że w końcu osiągną cel. Znów się nie udało. Szefowa Kancelarii Prezydenta Danuta Waniek po latach tłumaczyła dlaczego: Partia na moich oczach przesuwała się ideologicznie na prawo. Posłanki SLD, które chciały wywiązać się z obietnic składanych przez partię, były wypychane ze swych pozycji w SLD. Myślę, że ich lewicowość stawała się obciążeniem dla niektórych przywódców i wyraźnie przeszkadzały w tym kwestionowanym przez nie zwrocie SLD na prawo. Przez taką linię postępowania SLD traciło poparcie i zaufanie wyborców.
    Również Joanna Senyszyn nie zostawiała suchej nitki na liderach SLD: Miller odbierał pieniądze studentom, niepełnosprawnym, barom mlecznym, kobietom w ciąży, samotnym matkom. Z dawaniem było gorzej. Nie żałował tylko bogatym i Kościołowi. W 2001 r. dla naszego członkostwa w UE zawarł pakt z biskupami. Nie ruszył materialnych uprawnień Kościoła, nie pozwalał na nowelizację restrykcyjnej ustawy antyaborcyjnej. Swoją liberalną, antypracowniczą, prokościelną polityką doprowadził SLD do upadku.
    Co na te zarzuty odpowiada dziś Leszek Miller? – Wyszliśmy z założenia, że skoro TK orzekł, że liberalizacja ustawy jest niezgodna z konstytucją, to nie mamy szans, aby to wygrać. Uchwalilibyśmy ustawę, a Trybunał znów orzekłby to samo. Otworzylibyśmy tylko kolejną wojnę światopoglądową. To była ostatnia rzecz, jakiej wtedy Polska potrzebowała, bo zbliżał się czas referendum akcesyjnego.
    Czy to znaczy, że SLD przehandlowało ustawę za poparcie Kościoła dla integracji z Unią Europejską?
    – Żadnego paktu nie było, natomiast dla mnie było jasne, że jeśli rozpoczniemy wojnę z Kościołem, to niektórzy proboszczowie na zasadzie sprzeciwu wobec SLD zniechęcą ludzi do udziału w referendum akcesyjnym. To było groźne, bo wynik stawał się wiążący tylko wtedy, jeśli weźmie w nim udział ponad 50 proc. uprawnionych. Ostatecznie zagłosowało 58 proc., więc nadwyżka nie była wielka. Wojna ideologiczna mogłaby to zrujnować – tłumaczy Miller.
    Twierdzi też, że Aleksander Kwaśniewski nie palił się do liberalizacji: – To był czas, kiedy razem z żoną Jolantą jeździł papamobile z Janem Pawłem II i nie chciał psuć tej atmosfery.
    Kwaśniewski, zwolennik liberalizacji, rzeczywiście zmienił zdanie. W 2004 r. mówił: „To, co udało się uzyskać jako rezultat dramatycznej dyskusji w Polsce i kompromisu z Kościołem, powinno zostać utrzymane”.

    – Zebranie większości chętnej do uchwalenia liberalizacji nie byłoby łatwe. W naszym klubie posłowie albo chcieli zaostrzyć ustawę, albo zostawić taką, jaka obowiązuje – mówi dziś ówczesny lider PSL Jarosław Kalinowski, który w rządzie Millera pełnił funkcję wicepremiera i ministra rolnictwa. I on zapewnia, że nie było żadnego paktu z Kościołem.
    Jeśli spojrzy się na arytmetykę, liberalizacja mogła przepaść. Jej zwolennicy mogli liczyć co najwyżej na 200 głosów.
    Kłopot z pierwszą damą
    W 2007 r. – gdy premierem był Jarosław Kaczyński, a prezydentem jego brat Lech – ofensywę rozpoczęli zwolennicy całkowitego zakazu aborcji. Marszałek Sejmu Marek Jurek wspólnie z posłami Ligi Polskich Rodzin, z Romanem Giertychem na czele, forsowali wprowadzenie do konstytucji zapisu o ochronie życia od poczęcia. Oznaczało to całkowity zakaz aborcji. PiS jednak lawirował. 8 marca Maria Kaczyńska zaprosiła do Pałacu Prezydenckiego dziennikarki i publicystki, a Monika Olejnik zaproponowała apel, w którym kobiety opowiadają się przeciwko inicjatywie marszałka Jurka. Pierwsza dama go podpisała.
    Głosowanie nad zmianą konstytucji 13 kwietnia 2007 r. zakończyło się porażką Jurka i LPR. Przepadła zarówno poprawka LPR o ochronie życia od poczęcia do naturalnej śmierci, jak i Lecha Kaczyńskiego stanowiąca, że źródłem wolności i praw człowieka i obywatela jest przyrodzona i niezbywalna godność człowieka, przynależna mu od chwili poczęcia. Jest ona nienaruszalna, a jej poszanowanie i ochrona jest obowiązkiem władz publicznych.
    W PiS doszło do rozłamu, bo część posłów zagłosowała za radykalną poprawką LPR. Debata była pełna emocji, a po głosowaniu Jurek zrzekł się funkcji i odszedł z PiS. Kaczyński był na niego wściekły, bo nie chciał wojny o aborcję. Jurek tak opisywał ten moment: Idąc na Radę Polityczną, zostałem najpierw poproszony do Jarosława, który brutalnie zażądał, aby w ogóle nie poruszać na Radzie sprawy ochrony życia. Przy okazji obrzucał mnie stekiem wyzwisk: agent albo wariat. Wedle jego relacji krzyczał też: Ja tu jestem szefem!

    Sześć lat temu, gdy rządziła koalicja PO-PSL, posłowie głosowali nad dwoma projektami: liberalizującym prawo do aborcji autorstwa Ruchu Palikota i zaostrzającym przepisy – Solidarnej Polski. Ustawa pozostała jednak niezmieniona. Z kolei w 2015 r. Sejm odrzucił obywatelski projekt Komitetu Inicjatywy Ustawodawczej „Stop Aborcji”, ale po wygranej PiS sprawa wraca nieustannie. W styczniu Sejm odrzucił obywatelski, liberalny projekt ustawy „Ratujmy Kobiety”. Skierował natomiast do dalszych prac restrykcyjny projekt „Zatrzymaj aborcję”. Jednocześnie Nowoczesna złożyła swój – liberalizujący prawo, mniej radykalny od projektu „Ratujmy Kobiety”. Sejm zajmuje się jednak tym pierwszym.
    Z nieoficjalnych informacji wynika, że Jarosław Kaczyński wydał polecenie, by projekt „Zatrzymaj aborcję” trzymać w podkomisji sejmowej tak długo, jak się da – być może do wyborów parlamentarnych.

    CDN...

    --
    Religia jest dla ludzi bez rozumu.
    /Józef Piłsudski/
  • diabollo 11.07.18, 06:55
    POLACY CORAZ BARDZIEJ PRZECIW ABORCJI
    CBOS bada stosunek Polaków do aborcji od 1992 r. Około 80 proc. badanych niezmiennie odpowiada, że powinna być ona legalna w przypadku zagrożenia życia i zdrowia kobiety oraz gwałtu czy kazirodztwa. Ale już w przypadku wady płodu wyniki się zmieniły. W 1992 r. 71 proc. uznawało, że także wtedy aborcja powinna być dopuszczalna, ale w 2016 r. twierdziło tak już tylko 53-60 proc. badanych.
    W 1992 r. 47 proc. dopuszczało aborcję z powodu trudnej sytuacji materialnej kobiety, a w 2016 r. – już tylko 14-20 proc. W 2002 r. w badaniu pojawiło się pytanie o „trudną sytuację osobistą kobiety” i 38 proc. powiedziało, że aborcja powinna być wtedy legalna, ale w 2016 uważało tak już ledwie 14 proc.
    Spory o aborcję powodują więc, że Polacy przesuwają się na prawo i coraz częściej opowiadają się za jej delegalizacją.

    wyborcza.pl/alehistoria/7,121681,23635739,walka-o-zakaz-aborcji-zaczela-sie-w-1989-r-od-tego-czasu.html

    --
    Religia jest dla ludzi bez rozumu.
    /Józef Piłsudski/
  • oby.watel 11.07.18, 08:23
    Zaiste człowiek może żyć bez wolnych sądów, bez praw obywatelskich, bez swobód, ale bez aborcji nie pożyje. No i bez takich odkryć wartych każdych pieniedzy. Niedługo minie 30 lat, a walka wciąż trwa. Może dlatego, że człowiek rozsądny problemy rozwiązuje, a pozostali z nimi walczą? Dialog oznacza kompromis. Walka jest bezkompromisowa, ktoś musi wygrać. W tym przypadku o wygranych trudno mówić, ale wiadomo na pewno kto przegrał.

    Czy gigantyczny spadek liczby odwiedzin portali Agory wiąże się bardziej z wprowadzeniem opłat, czy raczej ze spadkiem poziomu publikacji?

    --
    Śpieszmy się czytać posty, tak szybko znikają wraz z autorami. Trybunał Konstytucyjny padł, nietykalność funkcjonariusza Frasyniuk narusza...
  • diabollo 11.07.18, 11:42
    Może gdyby sądy w III RP stały po stronie Ludu i jego wolności, a nie katozabobonu i spadkobierców obszarników, to Lud dzisiaj bardziej przejmowałby się zamachem na sądy obecnego reżimu.

    Tak długo jak tzw. strona demokratyczna nie zajmie się wolnościami dla Ludu, tak długo jak nie złoży swojej oferty Ludowi, to sądy są pozamiatane i reżim PISdy prędzej czy później je połknie.

    Yntelygencja powinna obiecać Ludowi państwo opiekuńcze z demokracją liberalną jak na zachodzie Europy, ale obawiam się, że yntelygencja intelektualnie nie jest do tego zdolna.
    Więc PISda będzie rządzić nie jedną kadencję.
    Trzeba będzie przejść przez głeboku faszyzm jak przez odrę czy syfilis, nie jest jednak pewne czy Polska to przeżyje.

    Ķłaniam się nisko

    --
    Religia jest dla ludzi bez rozumu.
    /Józef Piłsudski/
  • oby.watel 11.07.18, 13:17
    Ynteligencja obiecywała. Ale inteligencja zrzeszona w sądach, kościołach i instytucjach państwowych nie chciała słyszeć o żadnym państwie świeckim. Nawet komuszki to rozumiały dlatego pompowały Kościół z całych sił, na kolanach podpisywały konkordaty, gorliwie zwracały majątki i chełpiły sie, że służyły do mszy.

    --
    Śpieszmy się czytać posty, tak szybko znikają wraz z autorami. Trybunał Konstytucyjny padł, nietykalność funkcjonariusza Frasyniuk narusza...
  • diabollo 11.07.18, 14:23
    Dokładnie yntelygencja w III RP mocno pokochała papieża Polaka, i bardzo oburzała się na samą myśl, żeby przypadkowe społeczeństwo decydowało o swoim własnym brzuchu.
    Kłaniam się nisko.

    --
    Religia jest dla ludzi bez rozumu.
    /Józef Piłsudski/
  • oby.watel 11.07.18, 17:21
    Z tego co prawisz wynika niedwuznacznie, że błogosławieństwem dla kraju było pogonienie yntelygencji w diabły i wymienienie jej na przedstawicieli ludu. Po zamianie profesora Rzeplińskiego na magister Przyłębską przyszła kolej na uczelnie. Należy pogonić elyty i otworzyć podwoje przed ludem. Co to, woźny nie może wykładu wygłosić, a sprzątaczka zajęć nie poprowadzi?

    --
    Śpieszmy się czytać posty, tak szybko znikają wraz z autorami. Trybunał Konstytucyjny padł, nietykalność funkcjonariusza Frasyniuk narusza...
  • diabollo 11.07.18, 17:38
    Faszyści nigdy nie rozwiązywali problemów społecznych ludu.

    Zawsze jednak próbowali i tworzyli własne elity i własną oligarchię.

    Ciekawe tylko kiedy opozycja załapie, że żeby wybrać wybory i odsunąć faszystów od władzy, potrzebne jest poparcie ludu.
    Na razie opozycja lud wyzywa od chamów.

    Kłaniam się nisko.


    --
    Religia jest dla ludzi bez rozumu.
    /Józef Piłsudski/
  • oby.watel 11.07.18, 21:28
    Masz rację. Opozycja powinna zuzywac więcej wazeliny. No i traktować lud jak należy — obiecywać gruszki na wierzbie. PIS obiecał trzy? My damy pięć. Trzeba także obiecać, że władzunia zaopiekuje się każdym i za niego pomyśli i zrobi.

    --
    Śpieszmy się czytać posty, tak szybko znikają wraz z autorami. Trybunał Konstytucyjny padł, nietykalność funkcjonariusza Frasyniuk narusza...

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.