Dodaj do ulubionych

Skazanie Jerzego Urbana przypomina aferę...

11.10.18, 07:24
Skazanie Jerzego Urbana przypomina aferę z karykaturami Mahometa. Tylko zamiast fatwy jest wyrok sądu

Witold Mrozek

Okazało się właśnie, że Jerzy Urban obraził uczucia katolików, a geje i lesbijki prowokują dzielnych narodowców. Coraz trudniej się dziwić, że do napisania specjalnego sprawozdania dla ONZ o stanie wolności kulturowej w Polsce zatrudniona została specjalistka od islamskiego ekstremizmu.

Jerzy Urban został w środę skazany za obrazę uczuć religijnych, a sąd nałożył na niego karę trzy razy wyższą niż wnioskowana przez prokuratora – 120 tys. zł. Można nie lubić Urbana, można nim gardzić, ale w tej sprawie bronienie go jest obowiązkiem każdego, komu na sercu leży wolność słowa i sumienia w Polsce.
O jak wielką obrazę chodzi? Poszło o ilustrację do artykułu o apostazji z 2012 r., który ukazał się w kierowanym przez Urbana tygodniku „NIE”. W przekreślone czerwone kółko („zakaz”) wpisany został przypominający typowe zachodniochrześcijańskie wizerunki Jezusa długowłosy mężczyzna ze zdziwionym wyrazem twarzy. A sąd ów wyraz uznał za „mało inteligentny”.
Jeśli tak łagodna, poczciwa satyra ściąga na wydawcę ciężkie kary, co będzie np. z krytyczną sztuką, którą zwalcza PiS? Sprawa przypomina afery z karykaturami Mahometa, tylko że zamiast fatwy jest wyrok sądu demokratycznego państwa prawa.
Z kolei w Lublinie sąd podtrzymał wydany przez Krzysztofa Żuka (PO) zakaz organizacji Marszu Równości, który miał się odbyć w sobotę. Wcześniej, jak ujawnił portal wPolityce.pl, w specjalnym piśmie tłumaczył się, jak to ujął, „czcigodnym księżom” ze swojego miasta, że nie może zakazać marszu, bo nie ma do tego prawa. Ostatecznie zmienił jednak zdanie, argumentując, że Marsz Równości powodowałby zagrożenie zdrowia i mienia.

Bycie homoseksualistą w Polsce ogólnie stanowi zagrożenie dla zdrowia – zwłaszcza własnego, zwłaszcza w niektórych miejscach i przy niektórych szczególnie patriotycznie i religijnie wzmożonych osobach. Mieniu homoseksualistów zagraża natomiast m.in. brak przywilejów spadkowych przysługujących tylko parom heteroseksualnym.
Powszechnie wiadomo, że większość polskich polityków nie dorosła do współczesnej Europy, dość powiedzieć, że ultrakonserwatywni brytyjscy torysi w sprawach praw mniejszości byliby uznani w Sejmie za formację skrajnie lewicową. Wydaje się, że nadwiślańscy politycy nie nadążają również za zmianą mentalności szybko laicyzującego się społeczeństwa. Teraz do instytucji mających problem z podstawowymi prawami i wolnościami obywatelskimi dołączają, niestety, sądy. Coraz trudniej się dziwić, że do napisania specjalnego sprawozdania dla ONZ o stanie wolności kulturowej w Polsce zatrudniona została specjalistka od islamskiego ekstremizmu.
Adwokat Urbana zamierza składać apelację. Odwoływać chcą się też organizatorzy lubelskiego marszu. Jeśli chcemy poważnie traktować demokrację, liberalizm i zachodnią koncepcję praw człowieka, należy im się nasza solidarność.

wyborcza.pl/7,75968,24028276,skazanie-jerzego-urbana-przypomina-afere-z-karykaturami-mahometa.html
--
Religia jest dla ludzi bez rozumu.
/Józef Piłsudski/
Obserwuj wątek
    • diabollo Sąd podtrzymał zakaz organizacji Marszu Równości 11.10.18, 07:28
      w Lublinie.

      Alina Pospischil









      81
      Sąd nie uwzględnił w środę odwołań organizatorów pierwszego lubelskiego Marszu Równości i mającej mieć miejsce obok kontrmanifestacji. Odwołania dotyczyły wydanego przez prezydenta Lublina zakazu przeprowadzenia demonstracji.

      Pierwszy lubelski Marsz Równości miał się odbyć w sobotę. We wtorek prezydent Lublina Krzysztof Żuk (PO) wydał zakaz jego organizacji. Podobna decyzja zapadła w sprawie kontrmanifestacji zaplanowanej przez środowiska związane z ONR. Prezydent powołał się na przepis pozwalający zakazać demonstracji, jeśli ta „może zagrażać życiu lub zdrowiu ludzi albo mieniu w znacznych rozmiarach”. Stwierdził, że podczas planowanego wydarzenia istnieje takie zagrożenie, bo naprzeciw siebie staną dwie przeciwstawne grupy.
      - Uważamy, że zakaz nie ma podstaw prawnych. Artykuł 57 konstytucji gwarantuje nam wolność zgromadzeń, a ustawa, na którą powołał się prezydent, nie ma tutaj zastosowania - mówił Bartosz Staszewski, formalny organizator Marszu Równości, który złożył odwołanie od decyzji w sądzie okręgowym.
      W piśmie powołał się na dotychczasowe orzecznictwo dotyczące podobnych wydarzeń. Jak argumentował, źródło wspomnianego w ustawie potencjalnego zagrożenia musi tkwić w samym zgromadzeniu, a nie w okolicznościach pochodnych, takich jak np. kontrmarsz narodowców. Marsz Równości miał być z kolei pokojowym zgromadzeniem promującym prawa człowieka.

      Od decyzji prezydenta Lublina odwołali się w środę także organizatorzy kontrmanifestacji ze środowiska ONR. Jeszcze tego samego dnia w Sądzie Okręgowym w Lublinie odbyły się dwie rozprawy.
      Pierwsza dotyczyła kontrmarszu. Jego organizator Mateusz Gieroba nie stawił się w sądzie, co tłumaczył obowiązkami zawodowymi. W odwołaniu stwierdził, że decyzja prezydenta jest niezgodna z przesłankami, o jakich mówi Prawo o zgromadzeniach.
      Na sali rozpraw zjawili się za to przedstawiciele Urzędu Miasta. Jerzy Ostrowski, dyrektor Wydziału Bezpieczeństwa Mieszkańców i Zarządzania Kryzysowego tłumaczył, że na decyzję Krzysztofa Żuka wpłynęły m.in. policyjne analizy zagrożeń i wnioski po przeprowadzonej w poniedziałek rozprawie administracyjnej. Wspomniał też o nawołujących do przemocy wpisach w internecie. Chodzi o komentarz, który znalazł się pod postem na stronie kibiców Motoru Lublin na Facebooku. Jeden z uczestników dyskusji napisał: „Może dałoby radę pokierować zboków na Majdanek” i zamieścił zdjęcie pieców krematoryjnych.
      Te argumenty pojawiły się również podczas drugiej rozprawy. Sąd przyznał, że zagrożenia są realne. - Nie sposób uznać, że organizator w pełni zadbał o bezpieczeństwo - mówiła w uzasadnieniu wyroku prowadząca rozprawę sędzia Zofia Homa. Podkreślała, że cel manifestacji nie ma w tym znaczenia.

      Odwołanie organizatorów Marszu Równości nie zostało uznane.
      - To bardzo zły dzień dla wolności obywatelskich gwarantowanych Konstytucją RP - skomentowali organizatorzy Marszu Równości na Facebooku.
      - W razie przegranej będziemy apelować, na co jest 24 godziny - zapewniał jeszcze przed rozprawą Staszewski. - A jeżeli wyrok znów będzie nieprzychylny, zapraszamy wszystkich na „spontaniczny” sobotni spacer po Lublinie - dodał.
      Przypomnijmy, odwołania Marszu Równości domagali się od prezydenta lokalni politycy Prawa i Sprawiedliwości, którym od początku nie podobała się idea wydarzenia.

      Wojewoda lubelski Przemysław Czarnek stwierdził, że wydarzenie promuje „zboczenia, dewiacje i wynaturzenia”, a podczas niego można się spodziewać obecności „bojówek lewackich z Niemiec".
      Z kolei radni PiS uznali m.in., że podczas marszu dojdzie do obrazy uczuć religijnych znacznej części społeczności Lublina, „promocji niezgodnych z naturą zachowań seksualnych”, a nawet pedofilii.
      Nad apelem do prezydenta o zakazanie zgromadzenia mieli głosować w ubiegły piątek podczas zwołanej na ich wniosek nadzwyczajnej sesji rady miasta. Obrady nie doszły jednak do skutku z powodu braku kworum - w sali ratusza pojawili się tylko radni PiS.

      lublin.wyborcza.pl/lublin/7,48724,24027800,sad-podtrzymal-zakaz-organizacji-marszu-rownosci-w-lublinie.html

      --
      Religia jest dla ludzi bez rozumu.
      /Józef Piłsudski/
    • diabollo Wywiad z panem Urbanem 13.10.18, 10:59
      Jerzy Urban: Gdyby ten wyrok miał się utrzymać, tygodnik "Nie" padnie

      wywiad
      Agnieszka Kublik

      Nie spodziewam się, że "Gazeta Wyborcza", czasopismo postsolidarnościowe, będzie bronić Urbana. A wypchajcie się! - mówi redaktor naczelny "Nie", skazany na 120 tys. zł grzywny za rzekome obrażanie uczuć religijnych.

      Agnieszka Kublik: 150 tys. złotych za obrazę uczuć religijnych chrześcijan to dużo? Sąd Rejonowy w Warszawie skazał pana w środę na grzywnę w wysokości 120 tys. zł i ma pan jeszcze zapłacić 28 tys. zł na poczet kosztów sądowych za karykaturę Jezusa z 2012 r.
      Jerzy Urban: Dużo. Ale groźne jest to, że to precedens niebezpieczny dla wszystkich mediów. Od teraz dziennikarze z różnych powodów mogą być pociągani do odpowiedzialności finansowej za to, co piszą.
      Paradoksalnie zresztą sąd tym wyrokiem bardziej rozplenił to urażenie uczuć religijnych niż tygodnik „Nie”. Bo po wyroku jakieś ćwierć miliona ludzi w ciągu tylko czterech godzin, ściągając tę karykaturę z naszej witryny, zareagowało w internecie. A kilkaset osób zadzwoniło do redakcji, że chce kupić koszulki z naszym Jezusem.
      Prokuratura Rejonowa Warszawa-Mokotów postawiła panu zarzut opublikowania „karykaturalnego wizerunku nawiązującego do wizerunku Jezusa z mało inteligentnym wyrazem twarzy”. I z symbolem kultu Najświętszego Serca Jezusowego na piersiach.
      – To była ilustracja do tekstu o apostazji, którego ci urażeni nie czytali. Miała oznaczać, że w Kościele, z którego tak wiele ludzi ucieka na całym świecie, nie ma miejsca dla założyciela, czyli Chrystusa. Ich bardzo ubodło to w serce. Ja nie jestem katolikiem i nie muszę wiedzieć, że to serce to jest jakimś sacrum. I nie wiedziałem.
      Nie wierzę.
      – Dla mnie to serce to było logo, bez niego nie byłoby wiadomo, że to Chrystus. Byłby jakiś zdziwiony Latynos.
      Sąd uznał, że to nie zdziwienie, a „mało inteligentny” wyraz twarzy.

      – No istotnie, jest mało inteligentny.

      Co pan chciał przez to pokazać?
      – Nie odpowiem, bo nie jestem autorem tego rysunku. Ja tylko uznałem, że można to publikować. Redaktor naczelny, kiedy akceptuje coś do druku, nie przeprowadza szczegółowej egzegezy, co autor chciał powiedzieć. Autor sam mówił na procesie, co chciał przez to powiedzieć, ale byłem akurat nieobecny. A w sądzie broniłem go z punktu widzenia oskarżeń o urażenie uczuć, bo żadnego urażenia nie było.
      Łatwo urazić ludzi przewrażliwionych - to nie powinno być karane
      Sąd tak uzasadnił wyrok: „Oskarżony pomimo przewidzenia skutku publikacji karykaturalnego wizerunku Chrystusa, godził się na to, że może on obrażać uczucia religijne chrześcijan. Nie sposób, aby oskarżony z takim doświadczeniem życiowym nie zdawał sobie sprawy z tego, iż najświętsze serce Jezusowe jest przedmiotem kultu chrześcijańskiego”. Sąd pana przecenił?
      – Naprawdę nie wiedziałem, że akurat serce jest przedmiotem kultu, nikt nie jest zobowiązany tak szczegółowo znać obce sobie religie. Poza tym to nieprawda, że byli jacyś ludzie obrażeni. Jeden człowiek zobaczył gdzieś w supermarkecie ten rysunek, nie kupił gazety, nie przeczytał artykułu, tylko go zobaczył. I zwrócił się, przypuszczalnie, choć się do tego nie przyznaje, do pięciu innych gorliwych religijnie osób, żeby się oburzyły.

      Nikt więcej przez całe lata, a myśmy co najmniej 24 razy powtarzali publikację tego rysunku, nie zgłosił się ani do nas, ani do prokuratury, że obrażamy jego uczucia religijne.
      A uczucia jednej osoby zawsze łatwo jest obrazić, bo to jest kwestia siły uczuć. Jeśli ktoś ma bardzo dobre mniemanie o sobie na przykład, to go uraża wszystko, co o nim się krytycznego czy złego powie.
      Sądzę, że urażenie uczuć religijnych musi mieć jakiś wymiar społeczny. Kiedy ma wymiar indywidualny, nie powinno być penalizowane, bo możemy mieć do czynienia z jedną czy sześcioma nadwrażliwymi osobami. Które zresztą nie mogły i nie chciały powiedzieć, skąd dowiedziały się, że ich uczucia mają być urażone. Mówili, że nie pamiętają, ktoś się do nich zwrócił.

      CDN...



      --
      Religia jest dla ludzi bez rozumu.
      /Józef Piłsudski/
      • diabollo Re: Wywiad z panem Urbanem 13.10.18, 11:00
        Przewidział pan takie skutki?
        – Nie. Nie, ponieważ w „Nie” ukazywało się o wiele więcej antykościelnych, antyreligijnych materiałów.
        I to naprawdę obraźliwych dla uczuć religijnych.

        – Nie pamiętam poszczególnych tekstów, ale ogólnie mogę powiedzieć, że nie jest moim zamiarem urażanie uczuć, tylko walka z religią i Kościołem. Jeśli poglądy antyreligijne urażają uczucia ludzi religijnych, to nie powinno to być penalizowane, ponieważ wolność słowa przewiduje, że różne poglądy na te tematy można mieć i można zarówno Kościół adorować, bronić, chwalić, jak i go zwalczać. To samo dotyczy religii. Nie jest zakazane powiedzenie publiczne, że Boga nie ma.
        Ale wierzących w Boga może to obrazić.

        – Państwo nie ma prawa się do tego wtrącać, ponieważ istnieje swoboda poglądów - przynajmniej powinna istnieć. Ja mówię oczywiście o państwie prawa, a nie o państwie bezprawia, które istnieje dziś w Polsce.
        Nie jestem zdziwiony tym, co się teraz dzieje. Mogę też np. urażać uczucia patriotyczne, krytykując mowę prezydenta czy szydząc z nadmiaru patriotyzmu, który cieknie ze sfer rządowych.
        Co wolno Michnikowi, to nie mnie, Urbanowi
        Czuje się pan ofiarą władzy PiS?
        – Nie jestem ofiarą władzy PiS. Jestem ofiarą nadgorliwości jednego sędziego. Nie mam powodu przypuszczać, że ten sędzia jest sterowany. Choć słyszałem, ale nie sprawdzałem tego, że jest członkiem wielu organizacji fundamentalistycznych i jest taki „bojowo-antykomunistyczny”.
        Czyli może chodzić o to, kim pan był w przeszłości?
        – Być może. Ja tego nie twierdzę, ja tylko mówię, że podsunięto mi taką informację. Oczywiście wiem, że łatwiej przesadnie ukarać byłego członka komunistycznego rządu niż Władysława Frasyniuka. Istnieje pewnego rodzaju nierówność, którą akceptuje „Gazeta Wyborcza”...
        Przecież Frasyniuk ma sprawę za blokowanie w czerwcu zeszłego roku miesięcznicy smoleńskiej.
        – Chcę tylko zwrócić uwagę, że gdyby szef „Wyborczej” został skazany na 120 tys. za coś, co rzekomo uraża uczucia religijne, to wrzask byłby ogromny, że oto wolność słowa zostaje sponiewierana i że to są szykany PiS wobec przeciwników. Wyczulenie na to, co mnie spotyka, jest mniejsze.
        Panu mniej wolno, bo pan jest symbolem goebbelsowskiej propagandy?
        – Zdecydowanie twierdzę, że nie uprawiałem żadnej goebbelsowskiej propagandy. Uprawiałem propagandę w bardzo rzeczowym i, powiedziałbym, dyplomatycznym stylu.
        „Goebbels stanu wojennego”? Proszę bardzo, nie przeszkadza mi ten tytuł
        A jednak Sąd Najwyższy w 2005 r. uznał, że Ryszard Bender miał prawo określić pana mianem „Goebbelsa stanu wojennego”.
        – Ale sąd uznał, że senator Bender nie miał na myśli moich poglądów, które głosiłem, a tylko umiejętność ich przedstawiania. I stąd się wzięła zbitka „Goebbels stanu wojennego”. Ja jej chętnie używam, bo nic mi ona nie przeszkadza, ale nie traktuję tego przecież serio.
        Ale te pana słynne wtorkowe konferencje prasowe po 13 grudnia 1981 r. były na serio.
        – Pamiętam, ja je prowadziłem. I nie tylko pamiętam, ale mam ich stenogramy.
        I ja je pamiętam, bo je oglądałam. Atakował pan działaczy „Solidarności” wyssanymi z palca zarzutami, kłamstwo było na porządku dziennym.
        – Po prostu trwała, tak jak i dzisiaj, walka polityczna. Ja atakowałem ich, oni atakowali mnie.
        Jaki to paradoks. Dzisiaj pan broni wolności słowa i praworządności, a wtedy pan oskarżał KOR o to, że dąży do anarchii i to pan bronił przed nimi praworządności.
        – No bo broniłem PRL.
        Na konferencji prasowej z 13 listopada 1984 r., czyli już po śmierci księdza Jerzego Popiełuszki pan mówił o antysocjalistycznych aktywistach, o antypolskich strukturach, które nie przestrzegają prawa.
        – MSW nie chciało swoich tajemnic ujawniać, to właściwość każdej policji politycznej.
        A pamięta pan, co proponował pan w maju 1984 r. przed procesem po śmierci Grzegorza Przemyka?
        – Nie, a co?
        Proponował pan, by władze w pełni kontrolowały dostęp do rozprawy dziennikarzy zagranicznych: „Fragmenty procesu, którym nie chcemy nadawać rozgłosu obsadzone będą przez specyficznie dobranych dziennikarzy (np. Chińczyk, Hindus) albo w ogóle nie będzie na nie zaproszeń”. To z artykułu historyka Grzegorza Majchrzaka o panu.
        – Tak mówiłem?

        A pamięta pan, jak mówił pan o Klemensie Szaniawskim, Bronisławie Geremku, Januszu Onyszkiewiczu, że utrzymywali kontakty z amerykańskimi szpiegami w Polsce?
        – Tak, pamiętam, a dokładnie z jednym amerykańskim szpiegiem. Ale to już nie moja wina. Mnie przedstawiono protokoły inwigilacji. Tam było napisane, że Geremek idzie, przystaje, kupuje lody, przegląda się w szybie. Dopiero potem się dowiedziałem, że to wszystko mistyfikacja, skandaliczna wobec rzecznika rządu, ponieważ policja polityczna jest od tego, żeby rząd chronić, a nie żeby go wystawiać na pośmiewisko. Zresztą to nie były zarzuty szpiegostwa, tylko potajemnego spotykania się.
        A pamięta pan, co na początku 1983 r. pan chciał zrobić z Lechem Wałęsą?
        – Nie.
        „Zdepopularyzować go w opinii społecznej”.
        – Bardzo tego pragnąłem.
        A pamięta pan, jak w lutym 1982 r. chciał pan utworzyć w MSW służbę, która się miała zajmować czarną propagandą, czyli produkować kłamstwa?
        – Pamiętam. To był pomysł nierealny, ale taki dosyć rozpaczliwy. Nierealne było, żeby Dziennik TV wyjąć spod władzy wydziału propagandy KC. Ja chciałem im go zabrać, bo był okropny. Zrobiłem nawet jeden dziennik po swojemu, tyle że miałem głupi pomysł, żeby zadzwonić do dyrektora Wolnej Europy i mu zadawać pytania. I to od razu moją inicjatywę wywaliło.
        Proszę pani, ale czy to ma sens, żeby teraz omawiać moją działalność sprzed 30 lat w PRL? Bo jeśli jutro komuch ukradnie rower, to pójdzie do więzienia, a gdy zrobi to antykomuch, to zapłaci 100 złotych grzywny.
        Rozmawiajmy o wyroku ze środy, który dotyczy dzisiejszych stosunków, a nie PRL. Nie prosiłem, żeby mnie pani broniła, żadnej takiej intencji nie miałem, nie spodziewam się, że „Gazeta Wyborcza”, czasopismo postsolidarnościowe, będzie bronić Urbana. A wypchajcie się!

        CDN...

        --
        Religia jest dla ludzi bez rozumu.
        /Józef Piłsudski/
        • diabollo Re: Wywiad z panem Urbanem 13.10.18, 11:01
          Jestem wrogiem Kościoła. To nie jest zakazane
          Żyjemy w państwie wyznaniowym - tak pan mówił po tym wyroku.
          – A nie?
          Nie od ostatnich trzech lat. Np. w 2015 r., czyli przed epoką „dobrej zmiany” Trybunał Konstytucyjny, uznał, że przepis o ochronie uczuć religijnych, z którego został pan skazany, przeciwdziała, „zastępowaniu argumentów merytorycznych zniewagami”, ocenił, że karanie za krytykę przedmiotu czci religijnej dokonywaną w sposób „znieważający, wyszydzający, obelżywy, poniżający” jest zgodne z konstytucją. A chodziło o słowa Dody o autorach Biblii jako „naprutych winem i palących jakieś zioła”.
          – Zgoda, tak było już wcześniej. Ale przecież nie o to chodzi. W tej chwili nie żyjemy w PRL i Urban nie jest rzecznikiem rządu. Jesteśmy po premierze „Kleru”, pewne środowiska mają pianę na ustach i szczególną chęć stawania w obronie okopów Świętej Trójcy. I to jest kontekst tego procesu i tego wyroku, a nie moje zasługi dla socjalizmu czy chęć padania na kolana przed Kościołem, bez względu na to, kto rządzi.
          Proszę spojrzeć, w każdym prawicowym tygodniku oglądam swoje zdjęcia w związku z premierą „Kleru”. A czy jestem patronem „Kleru”? Czy ze mnie wyrasta ten nurt? No, bardzo mi to pochlebia. Tylko że to gówno prawda.
          Bo na premierze „Kleru” powiedział pan, że chce, żeby w Kościele działo się jak najgorzej, żeby byli sami pedofile, sami kanciarze, żeby Kościół był jeszcze ohydniejszy niż jest.
          – Tak, owszem, ponieważ jestem wrogiem Kościoła jako takiego, wobec tego wcale nie pragnę, żeby im było dobrze.
          I ktoś pana pozwie za te słowa.
          – Ale, przepraszam, co ja tu obrażam? Nie wolno być przeciwnikiem Kościoła? Kościół nie jest przedmiotem kultu.
          Kościół to wspólnota ludzi, którzy wierzą w Boga.
          – Nie sądzę. Kościół to jest organizacja, którą przedstawia film „Kler”. W sposób prymitywny, ale z grubsza prawdziwy. A rzesze wiernych to ludzie, którzy uwierzyli w to, co im mówią reprezentanci firmy o nazwie Kościół katolicki.
          Ten wyrok się nie utrzyma
          Czy wyrok podziała na pana mrożąco?
          – Być może nas zmrozi, ponieważ może doprowadzić do plajty. Mnożenie takich wyroków czy utrzymanie się tego wyroku doprowadzi do likwidacji tygodnika „Nie”, który ukazuje się od 28 lat.
          PiS osiągnie cel – zniszczy pana.
          – Nigdy nie miałem poczucia, by PiS chciał mnie z niszczyć. I wcale nie uważam, że jakieś sztaby PiS wymierzały mi karę 120 tys. Po prostu sędzia dzielnicowy taką miał ochotę i poglądy. Popełnił błędy prawne, bo obrażanie uczuć musi być umyślne. Poszedł bardzo na skróty, bo sąd nie może postępować wedle widzimisię. To dobrze, że ten wyrok jest taki drastyczny, bo upadnie w apelacji.
          Ja jestem ogólnie świadomy tego, co robię, ale w tym przypadku nie obrażałem uczuć religijnych. Ja tylko wyrażałem swój stosunek do religii. A przecież ludzie religijni nie stają w ogonku, żeby kupować „Nie” - to jest po prostu czasopismo dla innej publiczności.
          Będą koszulki z karykaturą Jezusa z „mało inteligentnym wyrazem twarzy”?
          – Ja ich nie będę wypuszczał, bo nie jestem handlarzem konfekcji. Na pewno będą, bo ktoś je zrobi. Gdy ludzie chcą coś nosić, to wszystko powstanie. Jezusek? Proszę bardzo.
          Ale koszulka ze słowem „konstytucja” to dla PiS nie bardzo...
          – No, tak, ale wy z kolei mówicie „nie” koszulkom z napisem „Heil Hitler”.
          Powinny być dozwolone?
          – Mnie by nie przeszkadzały, bo to by poszerzało zakres swobody noszenia tego, co się chce.

          wyborcza.pl/7,75968,24036818,jerzy-urban-gdyby-ten-wyrok-mial-sie-utrzymac-tygodnik-nie.html

          --
          Religia jest dla ludzi bez rozumu.
          /Józef Piłsudski/

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka