Dodaj do ulubionych

Watykan. Samotność w szafie.

25.02.19, 07:24
Watykan. Samotność w szafie. Dlaczego w otoczeniu Jana Pawła II było tylu homofobicznych księży-gejów?

Stolica Apostolska huczy od plotek, orientacja seksualna nie jest tabu, wszyscy chętnie się zwierzają - księża, biskupi, kardynałowie, członkowie Gwardii Szwajcarskiej

Przez trzy dni spacerujemy po Watykanie, który on zna już na pamięć.
– Tutaj, przy via di Porta Angelica, gdzie kiedyś urzędowała Święta Inkwizycja, apartament ma polski protegowany kardynała Bertonego, którego nazwisko wypłynęło w 2012 roku przy okazji skandalu VatiLeaks – do prasy wyciekła wtedy korespondencja hierarchów z otoczenia papieża Benedykta. A w tych rezydencjach sąsiadami jest dwóch ważnych niemieckich kardynałów: stronnik Franciszka Walter Kasper i jego zaciekły krytyk Gerhard Ludwig Müller – właśnie mijamy Piazza della Citt? Leonina, a nasz rozmówca co krok pokazuje rezydencje watykańskich hierarchów, z których większość udało mu się odwiedzić.
Tutaj z kolei, niedaleko via della Conciliazione, tłumaczy, mieszka amerykański kardynał Raymond Leo Burke, lider przeciwników obecnego papieża, który chadza w krwistoczerwonej wielometrowej kapie, jakby wyjętej ze średniowiecza, wciąż krytykuje teorię gender oraz homoseksualizm ale – zdaniem naszego rozmówcy – uwielbia, gdy zwraca się do niego w rodzaju żeńskim.



Po Watykanie spacerujemy z Frédérikiem Martelem, francuskim socjologiem, dziennikarzem i pisarzem. Jego najnowsza książka „Sodoma. Hipokryzja i władza w Watykanie” za kilka dni ukaże się jednocześnie w kilku krajach świata (w Polsce za miesiąc) i zapewne wywoła kolejną burzę nad placem św. Piotra. Jej temat to homoseksualizm kleru. Ale tak naprawdę Martelowi nie chodzi o orientację seksualną jego bohaterów ani „homoseksualne lobby”, którego istnieniu zaprzecza. To opowieść o konsekwencjach ukrywania własnej orientacji. O podwójnym życiu Kościoła. O hipokryzji, która, jak twierdzi Martel, stoi za najważniejszymi decyzjami, które ukształtowały dzisiejszy katolicyzm.
Rozmowa I: Stałem się częścią „rodziny”
Paweł Goźliński, Mirosław Wlekły: Dlaczego właśnie pan zabrał się do tego tematu?
Frédéric Martel: Bo ktoś musiał w końcu go opisać. Czytelnicy mogą to postrzegać inaczej, ale dla mnie jest to po prostu dziennikarskie śledztwo. Nie zabieram głosu w żadnej ideologicznej wojnie, nie łaknę zemsty. Kościół katolicki nie był w moim życiu do tej pory obecny, jego ludzie nic złego mi nie zrobili. Ale – o czym przekonałem się pracując nad „Sodomą” – homoseksualizm kleru to kluczowa kwestia, która pozwala zrozumieć, jak doszło do wielkiego kryzysu Kościoła.
Dlaczego nikt wcześniej go nie opisał?
– Może musiał się pojawić ktoś, kto posiada szczególny zestaw cech. Jestem Francuzem, nie Włochem, więc Watykan nie jest częścią historii mojego kraju, mam odpowiedni dystans. Jestem gejem, więc rozumiem wewnętrzny kod świata, o którym piszę, i trudno mi zarzucić homofobię. Jestem też socjologiem, więc mam narzędzia, by opisać ukryty system, znaleźć kierujące nim reguły. Ale najważniejsza była zwyczajna dziennikarska robota, której sensem pozostawało odsłonięcie największego moim zdaniem sekretu Kościoła ostatnich 50 lat. Wiedziałem, że temat jest ważny, ale nie wyobrażałem sobie jak bardzo.
Dziś, po czterech latach pracy, mogę powiedzieć, że homoseksualizm jest kluczem, który pozwala zrozumieć pontyfikaty Jana Pawła II, Benedykta XVI i być może Pawła VI oraz papieża Franciszka.
Od czego pan zaczął?

– Punkt wyjścia był prosty: to dla każdego oczywiste, że w Kościele są księża geje. Zacząłem ich szukać i rozmawiać z nimi. Miałem 27 informatorów wśród homoseksualnych księży pracujących w Watykanie. Około 40 kardynałów oraz 100 biskupów i księży zgodziło się ze mną spotkać. Wśród nich byli zdeklarowani homoseksualiści, dzięki którym przeniknąłem do świata wtajemniczonych. Odsłaniali przede mną świat wielkiej szafy, w której ukrywają się geje. Tą szafą jest Watykan. Zaskakująco szybko pojawiły się główne postaci mojej książki, wyłoniły się najważniejsze tematy. Ale każdą informację chciałem sprawdzić podwójnie, otrzymać ją z dwóch, czasami trzech, czterech niezależnych źródeł. Dlatego kiedy spotykałem się z jakimkolwiek arcybiskupem czy kardynałem, miałem już wiedzę na jego temat od wielu innych osób, wiedziałem, czego chcę się od niego dowiedzieć.
PRZECZYTAJ TAKŻE: Miał 16 lat, gdy przytulił go ks. Jankowski. "Dotykał tak, że zrobiło mi się niedobrze"
A czy oni wiedzieli, z kim mają do czynienia?
– Niczego nie ukrywałem, wystarczyło mnie wrzucić do Google’a, żeby wiedzieć, że nie jestem katolikiem, jestem za to socjologiem, autorem książek o roli homoseksualizmu, na przykład we francuskiej kulturze. Pewnie dlatego, kiedy spotykałem się z nimi po raz pierwszy, byli zwykle bardzo ostrożni. Ale potem spotykałem się z nimi po raz drugi, trzeci, a byli tacy duchowni, z którymi spotykałem się niemal za każdym razem, kiedy byłem w Rzymie, a więc 20, 30 razy. W ten sposób krok po kroku się zaprzyjaźnialiśmy, oni poznawali mnie z ludźmi ze swojego otoczenia, zapraszali do mieszkań.
Stawałem się częścią „rodziny”. Czasem próbowali mnie uwieść – taki element ryzyka zawodowego.
Nigdy nie przekroczył pan granic dziennikarstwa?
– Nie. Z wieloma moimi źródłami byłem bardzo blisko, księża odwiedzali mnie w Paryżu, mieszkali u mnie – ale zawsze rozmawiałem z nimi jako dziennikarz, zadawałem pytania, robiłem notatki. A przecież nie robisz notatek z rozmowy z przyjacielem. Oni zaznaczali czasami, że coś jest „off the record”, nie chcieli mówić pod nazwiskiem. Nie wiedzieli tylko, jaki jest temat mojej książki, że mogą zostać jej bohaterami. Ale zdawali sobie sprawę, że wszystko, co mówią, może zostać wykorzystane w mojej pracy. Publikowałem w tym czasie teksty może nie o gejach w Watykanie, ale o wielu sprawach rozgrywających się wokół papieża.
W końcu znalazł się pan w samym Watykanie.

– Trzech księży zaprosiło mnie, żebym z nimi mieszkał. Wśród nich jeden arcybiskup i jeden kardynał. Nic nadzwyczajnego. Wysocy hierarchowie mają wielkie apartamenty, w których czują się dość samotni. Radzą z tym sobie, między innymi zapraszając gości. Miałem więc własne klucze, mogłem swobodnie poruszać się po Watykanie i nie byłem za każdym razem kontrolowany przez gwardzistów szwajcarskich. To była unikalna okazja, żeby znaleźć się w centrum świata, który opisywałem. A kiedy jesteś wewnątrz, ludzie traktują cię jak swego. Umawiasz się z nimi na kawę, rozmawiasz w czasie kolacji u twojego gospodarza, są swobodni i szczerzy. Oczywiście nigdy nie kłamałem – nikogo nie udawałem – ale oni sądzili, że jestem „swój”. Były to zwykle bardzo gejowskie kolacje – prócz siostrzyczek prowadzących hierarchom domy – sami mężczyźni. Oczywiście nikt nie wyznawał swej orientacji, ale między dyskusjami o polityce, o naszych krajach, kulturze pojawiały się też wątki osobiste dotyczące innych mieszkańców Watykanu.
PRZECZYTAJ TAKŻE: Bydgoski ksiądz zrównuje homoseksualistów z pedofilami
Spotkanie I: Dziennikarz
W Rzymie spotykamy kilku spośród informatorów Martela: byłego księdza, znanych dziennikarzy i watykanistów, byłego seminarzystę. I szybko przekonujemy się, że Stolica Apostolska rzeczywiście huczy od plotek, orientacja seksualna nie jest tabu, wszyscy chętnie się zwierzają – księża, członkowie Gwardii Szwajcarskiej, biskupi, kardynałowie.
Bo – zdaniem francuskiego socjologa – wszechobecność homoseksualistów w Watykanie to nie wypaczenie, to nie kwestia jakiejś „czarnej owcy”, „zgniłego jabłka” czy „zepsutej ryby zaplątanej w sieci”, jak przekonywał Joseph Ratzinger. Nie chodzi też o „lobby”, czy o „odszczepieńców”. Nie ma w Stolicy Apostolskiej żadnej sekty ani masonerii. Zdaniem Martela to system, homoseksualiści nie są tu mniejszością, ale zdecydowaną większością. „Witamy w Sodomie!” – tak pewien ksiądz przywitał Martela na samym początku jego pracy w Watykanie.

Całość:

<a href="
Obserwuj wątek

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka