Dodaj do ulubionych

Od pustej lodówki do gejów i bezbożników

12.05.19, 10:06
Od pustej lodówki do gejów i bezbożników. Jak PiS został mistrzem świata w straszeniu
Jakub Majmurek

W najstarszych, najlepiej urządzonych demokracjach liberalnych politycy odwoływali i odwołują się do strachu. Kaczyński jest jednak tej metodzie wyjątkowo wierny i bardzo konsekwentny.

Jakub Majmurek – eseista, publicysta, krytyk filmowy, „Krytyka Polityczna”
„Jeśli odzyskają władzę, to (…) aktów łamania prawa będzie więcej. Oni zapowiadają, że zniszczą demokrację. (…)”. „Trzeba bronić polskiej duchowości, moralności i tradycji, a ona jest atakowana, jest atakowany Kościół”. „Zabiorą to, co myśmy dali, zabiorą, bo nie będą mieli innego wyjścia (…). Bo ci wszyscy, którzy te finanse ograbiali, będą z powrotem mieli poczucie, że znów można”.
Wszystkie cytaty pochodzą z przemówień Jarosława Kaczyńskiego z ostatnich tygodni. Nietrudno zgadnąć, co jest podstawową emocją, na jaką w kampanii do Parlamentu Europejskiego stawia lider rządzącego obozu – strach. Kaczyński przekonuje wyborców, że zagrożone są ich demokratyczne prawa, dobrobyt, religia i tradycja, a nawet dzieci. I tylko silny PiS jest gwarancją, że żadne z tych lęków nie zmaterializują się w najbliższej przyszłości.
W najstarszych, najlepiej urządzonych demokracjach liberalnych politycy odwoływali i odwołują się do strachu. Kaczyński jest jednak tej metodzie wyjątkowo wierny i bardzo konsekwentny. Ze wszystkich figur, jakimi PiS w ciągu prawie dwóch dekad obecności na scenie straszyło Polaków, można ułożyć wręcz uniwersalny atlas strachów.
Fala zbrodni
W porównaniu z takimi abstraktami jak „ideologia LGBT” pierwsze figury strachu w teatrzyku grozy PiS były dość przyziemne, konkretne i namacalne. Na początku swojego istnienia PiS straszył bowiem przestępcami i przestępczością, falą zbrodni, jaka miała rozlać się po Polsce.

Partia powstaje w 2001 roku, zaraz po usunięciu z centroprawicowego rządu Jerzego Buzka Lecha Kaczyńskiego, pełniącego tam funkcję ministra sprawiedliwości. Przekaz Lecha Kaczyńskiego z tego okresu można streścić następująco: Polskę opanowała przestępczość. Państwo jest bezradne. Nikt nie może czuć się bezpieczny, ofiary i ich bliscy nie mogą liczyć na sprawiedliwość. Ja, jako szeryf, przywrócę porządek i sprawiedliwość.
Kaczyński przekonywał wręcz, że „Warszawa jest jednym z bardziej niebezpiecznych miast na świecie, po Belfaście, Moskwie i Waszyngtonie”.
Środowisko prawnicze pozostawało sceptyczne. 42 wybitnych praktyków i teoretyków prawa wystosowało list otwarty do Lecha Kaczyńskiego zarzucający mu demonizowanie poziomu przestępczości w Polsce. Przyszły prezydent pozostawał niewzruszony. Na statystyki pokazujące, że Polska jest bezpieczniejsza niż Wielka Brytania czy Francja, odpowiadał: „To wierutna bzdura. W tych krajach jest wyższa przestępczość ujawniona – to znaczy ta, którą ujmują statystyki. U nas jest nieporównanie większa ciemna liczba przestępstw”.


Retoryka trafiła na podatny grunt. Z rządu Buzka odchodził jako najpopularniejszy minister. W społeczeństwie ciągle żywa pozostawała pamięć chaosu lat 90., gdy niedoinwestowane i niepewne siebie po latach komunistycznej deprawacji służby faktycznie nie radziły sobie z przestępczością. Choć pod koniec lat 90. sytuacja zaczęła się poprawiać, nie nadążały za tym nastroje społeczne. Według badań CBOS w 1999 roku aż 64 proc. badanych uważało Polskę za kraj niebezpieczny.
Front obrony przestępców
„W tym Sejmie duch obrony przestępców zwyciężył. Opozycja ustanowiła front ochrony przestępców” – tak minister Ziobro komentował w 2007 roku odrzucenie przez Sejm V kadencji (2005-07) zaostrzenie kodeksu karnego.

CDN...


--
Religia jest dla ludzi bez rozumu.
/Józef Piłsudski/
Edytor zaawansowany
  • diabollo 12.05.19, 10:08
    Do konkretnej postaci przestępcy w pisowskim katalogu strachu bardzo szybko dołączyła znacznie bardziej abstrakcyjna konstrukcja: front obrony przestępców. Oznaczał on mniej lub bardziej luźną koalicję polityków, sędziów, profesorów prawa, którzy owładnięci liberalną ideologią prawniczą doprowadzili do sytuacji, gdy państwo nie jest sobie w stanie poradzić ze zwalczaniem zbrodni.
    „Przez lata była moda na liberalizm. I mamy tego skutki. Prawa człowieka interpretuje się w sposób groźny dla porządku społecznego – przestępcy są bezkarni, a ofiary bezbronne” – mówił Lech Kaczyński w „Wyborczej” w 2000 roku. W efekcie „najmniejsze, wręcz wymyślone, wątpliwości są tarczą dla wyjątkowo okrutnych i zdegenerowanych przestępców”.


    Figura frontu obrony przestępców okazała się bardzo wygodna. Od straszenia pozwalała przejść do oskarżenia – liberalnych elit, które nie tylko ponoszą współwinę za panoszące się bezprawie, ale wręcz stanowią zagrożenie dla bezpieczeństwa Polaków.
    Pusta lodówka
    Liberałowie byli jednym z głównych strachów w zwycięskiej kampanii PiS w 2005 roku. Po serii afer, które zmiotły post- komunistyczną lewicę, Kaczyńscy walczyli wtedy o władzę z do niedawna bliskim sobie drugim ugrupowaniem powstałym po rozpadzie AWS, Platformą Obywatelską. PiS opisał ten konflikt jako spór „Polski liberalnej” z „solidarną”. I nie pozostawiał wątpliwości, której należy się bać.
    W jednym ze spotów z 2005 roku Anna z dwójką swoich dzieci liczy, jak na jej budżet domowy przełożą się ówczesne propozycje PO: podatek liniowy i wyższy VAT.
    Budowla z klocków, którą dziecko wznosi na podłodze, dramatycznie wali się na podłogę. W kolejnym, najsłynniejszym spocie widzimy, jak z kolejnymi podwyżkami VAT z rodzinnej lodówki znikają niezbędne produkty żywnościowe.
    Przekaz zadziałał. Choć PiS nie był faworytem, wygrał podwójnie: Lech Kaczyński został prezydentem, a jego partia wzięła najwięcej mandatów w Sejmie.
    Układ
    Równie ważna w ubiegłej dekadzie była dla PiS inna figura: układu. „Państwo nasze jest spatologizowane i bardzo głęboko uwikłane w różnego rodzaju niedobre powiązania, niedobre układy. Tak bardzo, że przestaje (…) być instrumentem narodu, w istocie jest instrumentem różnych (…) uprzywilejowanych grup. (…) Przyjrzyjmy się (…) sytuacji w najbardziej dochodowych częściach naszej gospodarki. (…) tam triumfuje układ związany z dawnymi albo obecnymi służbami specjalnymi” – mówił Jarosław Kaczyński w Sejmie w lutym 2006 r.

    Jak doszedł do teorii o panującym nad Polską układzie? Robert Krasowski w swojej historii politycznej III RP pisze: „Najpierw całe transformacyjne zło związał Kaczyński z postkomunistami. Potem złu nadał status większościowy, uznając, że nie jest ono defektem w tkance nowego systemu, lecz jego istotą. Na koniec uznał, że zło jest efektem działania świadomego, zaplanowanego i zorganizowanego. (…) Jako szefów układu wskazał Wojskowe Służby Informacyjne”. Innymi słowy, cała historia III RP to historia spisku ciemnych sił rządzących krajem zza fasady demokratycznych instytucji.
    Figura układu trafiła w 2005 roku na podatny grunt. Wybory odbywały się w cieniu serii afer – Rywina [próba wymuszenia łapówki od Agory, wydawcy „Wyborczej”, w zamian za korzystne zapisy w ustawie medialnej], starachowickiej [ostrzeżenie rozpracowywanych przez służby skorumpowanych lokalnych polityków przez ważnych polityków rządzącej SLD], Orlenu [angażująca wielki prywatny biznes, służby specjalne i Rosjan rozgrywka o kontrakt na dostawy ropy].
    Polacy codziennie słyszeli w telewizji o tajemniczej „grupie trzymającej władzę”.
    Jeśli kiedyś teoria układu mogła zadziałać, to właśnie wtedy. Rządy PiS w okresie 2005-07 to czas walki z układem, która kończy się serią kompromitacji – od samobójczej śmierci aresztowanej o świcie w towarzystwie kamer Barbary Blidy do skazania szefa CBA Mariusza Kamińskiego za przekroczenie uprawnień w tzw. aferze gruntowej. Figura układu zostaje zdjęta ze sceny teatrzyku grozy PiS i zamknięta w magazynie.
    Uchodźcy
    W kolejnych wyborach PiS straszył trochę mniej, dość paliwa dostarczał mu Smoleńsk. Ale w 2015 roku strachy powróciły. Tym razem figurą stał się uchodźca. Wojna domowa w Syrii gorzała na dobre, nadal tliła się Libia, trwał największy kryzys uchodźczy, Europa zastanawiała się nad rozwiązaniem coraz bardziej napiętej sytuacji humanitarnej i mechanizmami relokacji.

    Obrazy przemierzających Europę muzułmańskich i czarnoskórych uchodźców budziły naturalny niepokój. PiS przedstawiał się jako jedyna siła zdolna ocalić Polaków przed ich zalewem. Sięgano po różne argumenty. Na spotkaniu z wyborcami w Makowie Mazowieckim Kaczyński rysował obraz wręcz biologicznego zagrożenia: „Są już przecież objawy pojawienia się chorób bardzo niebezpiecznych i dawno niewidzianych w Europie: cholera na wyspach greckich, dyzenteria w Wiedniu, różnego rodzaju pasożyty, pierwotniaki, które nie są groźne w organizmach tych ludzi, mogą tutaj być groźne”.
    PiS sugerował także, że napływ uchodźców trwale zmieni polski kulturowy i społeczny pejzaż.
    „Najpierw liczba cudzoziemców gwałtownie się zwiększa, później deklarują oni, że nie będą przestrzegać naszego prawa, naszych obyczajów, a później (…) narzucają swoją wrażliwość i swoje wymogi w przestrzeni publicznej (…). W Szwecji są 54 strefy, gdzie obowiązuje szariat i nie ma żadnej kontroli państwa. Czy tego chcecie w Polsce?” – pytał Kaczyński w trakcie sejmowej debaty. Zainterweniowała ambasada Szwecji, która zapewniała, że żadnych sfer szariatu w niej nie ma.
    Politycy PiS także po wygranej nie przestawali straszyć, przekonując, że migracja prędzej czy później musi oznaczać zagrożenie terrorystyczne. Często opierając się na kreowanych za wschodnią granicą fake newsach, uproszczeniach, dawno obalonych teoriach.
    Jak pokonać politykę strachu
    W tym cyklu wyborczym teatrzyk grozy prezesa Kaczyńskiego wystawił nowego potwora: ideologię LGBT. Słuchając polityków obozu władzy, można odnieść wrażenie, że walka toczy się o to, czy geje nie zmuszą wszystkich Polaków do zawarcia jednopłciowego małżeństwa, tak by żadne dziecko nie wychowywało się w rodzinie, gdzie jest mama i tata. Ta kampania to nowa odsłona niedawnej kampanii przeciw „ideologii gender”. W obu wypadkach prawica podsyca te same lęki: o dzieci, zmieniające się wzorce płci, nowe, odmienne style życia.

    We wszystkich figurach z prawicowego teatrzyku strachu dostrzeżemy łatwo tę samą konstrukcję. Najpierw bierze się skandaliczne pojedyncze wydarzenie: brutalną zbrodnię, korupcyjną aferę, atak terrorystyczny. Następnie na tym fakcie dobudowuje się całą teorię: o układzie, islamizacji Europy, ofensywie LGBT przeciw rodzinie. By ją wzmocnić, podaje się kilka wybiórczo dobranych przykładów i statystyk. Wszelkie kontrargumenty dezawuuje się jako atak wiadomych sił, które mają interes w ukryciu prawdy. Cały czas podsyca się autentyczny strach ludzi.
    Poszczególne figury z teatrzyku strachu z czasem się zużywały – dziś nikt już nie pamięta o froncie obrony przestępców, ostatnia kampania samorządowa pokazała, że straszenie uchodźcami też już nie działa. Za każdym razem PiS był jednak w stanie spreparować nową figurę.
    Wyjątkiem był rok 2007 i przyspieszone przez samego Kaczyńskiego wybory, gdy całe społeczeństwo miało poczucie, że jego rządy pogrążają kraj w chaosie.
    Czy ten mechanizm jest niewywrotny? Problem w tym, że opozycja zawsze bała się spróbować. Od walki z przestępczością po LGBT PiS narzucał swój język debacie publicznej. Wszyscy oburzenie wyrażali eufemistycznie, unikali jasnych deklaracji, bo nikt nie chciał zapisać się do frontu obrony przestępców, pokazać się jako polityk lekceważący dobro polskich dzieci albo wróg Pana Boga. Gdyby ktoś miał odwagę powiedzieć „to bzdura i nieprzyzwoitość”…
    Co jednak najważniejsze – pamiętajmy, że strach nie jest jedyną mobilizującą ludzi emocją. Są jeszcze: współpraca, solidarność, poczucie godności, sprawiedliwości i przyzwoitości, wreszcie nadzieja na lepszą przyszłość. Sam PiS zresztą potrafi łączyć strach z odwoływaniem się do poczuci
  • diabollo 12.05.19, 10:09
    Co jednak najważniejsze – pamiętajmy, że strach nie jest jedyną mobilizującą ludzi emocją. Są jeszcze: współpraca, solidarność, poczucie godności, sprawiedliwości i przyzwoitości, wreszcie nadzieja na lepszą przyszłość. Sam PiS zresztą potrafi łączyć strach z odwoływaniem się do poczucia godności i sprawiedliwości. Samym strachem z mistrzem grozy Kaczyńskim nikt nie wygra – również jeśli będzie straszył jego dalszymi rządami. Potrzebny jest przekaz jakieś najskromniejszej nadziei. Coś więcej niż wolność od lęku.

    wyborcza.pl/magazyn/7,124059,24772997,od-pustej-lodowki-do-gejow-i-bezboznikow-jak-pis-zostal.html

    --
    Religia jest dla ludzi bez rozumu.
    /Józef Piłsudski/

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.