Dodaj do ulubionych

Zrzucajcie sutanny, czyli...

30.05.19, 12:21
Zrzucajcie sutanny, czyli po co fałszywa troska
Krzysztof Varga

Żyć w Polsce, pisać felietony i nie napisać o filmie "Tylko nie mów nikomu", byłoby dowodem na całkowitą degrengoladę umysłową, zupełne oderwanie od rzeczywistości, względnie ostentacyjne lekceważenie najważniejszego wydarzenia od lat.

Co więcej: żyć w Polsce, nawet nic nie pisać, nic nie czytać, niczego nie oglądać, ale nie obejrzeć filmu braci Sekielskich „Tylko nie mów nikomu”, byłoby mocną poszlaką na brak świadomości własnego istnienia. Jeśli ktoś się za Polaka podaje, dzieło Sekielskich obejrzeć musi, choćby cierpiał przy tym niewymowne katusze.
Omawiać, co jest w tym filmie ujawnione, byłoby bezczelnością, nie uwierzę, że choć jeden z czytelników tego felietonu filmu nie widział, a nawet, że choć jeden nie wiedział, co się przez dziesięciolecia działo w polskich zakrystiach, salkach katechetycznych, na pielgrzymkach, w mieszkaniach księży i w mieszkaniach ofiar. Wiedzieć jednak, że to się dzieje, a zobaczyć, jak się dzieje – dwie różne rzeczy. Wiedzieć, że wszystko jest kwestią zamiatania pod dywan, krycia winnych, to jedna rzecz – zobaczyć w całej jasności koszmar tego procederu, to zupełnie nowa jakość.
"Tylko nie mów nikomu" - prawdziwa, niesfałszowana historia Polski
Nieco konfundująca jest świadomość, że mamy do czynienia z największym sukcesem polskiej kinematografii w dziejach, nie jest to ten rodzaj zachwytu świata, na jaki wyczekiwaliśmy. Jeśli dziś słowo „Polska” wybrzmiewa na obu półkulach, to akurat nie z racji naszej niepowtarzalnej niezłomności i cudownego przeanielenia, nie z tej przyczyny, że byliśmy heroicznymi ofiarami strasznych totalitaryzmów, ale z tej przyczyny niestety, że byliśmy dymani przez wewnętrznych totalistów, dymani mową, uczynkiem i zaniedbaniem.
Cieszyć się, że polski film stał się sławny na świecie? Wolałbym się nie cieszyć, wolałbym, aby taki film wcale nie powstał, bo nie musiałby powstawać, bo by tematu do takiego filmu nie było.
Wszak od kilku lat słyszę nawoływania władzy, by stworzyć wielki polski film, który pokaże wreszcie prawdziwą, a nie sfałszowaną historię Polski – proszę bardzo, oto jest film pokazujący prawdziwą, niesfałszowaną historię Polski. Bo w istocie tak na dzieło Sekielskich trzeba patrzeć, jako na opowieść o współczesnej Polsce.

Sam się sobą zawstydziłem, gdy pojąłem, że najbardziej przejmują mnie nie dorosłe ofiary pedofilów, wciąż niemogące się wygrzebać z traumy, otóż najbardziej zdumiewający zdali mi się ci roztrzęsieni starcy w koloratkach, ostatkiem sił trzymający się życia (z różnym skutkiem zresztą). Jeśli są wierzący (rzecz mocno problematyczna), muszą drżeć przed potępieniem, jeśli zaś są niewierzący, to cóż mogą przed sobą widzieć, jak nie wyłącznie spoglądającą na nich otchłań? Ci starcy jednej rzeczy w czasie swej długiej kariery kościelnej się nie nauczyli – przystępowania do spowiedzi. Spowiadać wiernych? Z największą rozkoszą, z diabelską żarliwością wysłuchiwać spowiedzi grzeszników, ale wyspowiadać się samemu – niemożliwość zupełna. Zadośćuczynić za grzechy przez siebie poczynione? Pieniędzmi oczywiście, bo nie w Boga wierzą, ale w bożka Mammona, zapomniawszy dawno, co święty Mateusz w szóstym rozdziale swej ewangelii napisał.


W tej sytuacji my się wyspowiadać publicznie powinniśmy z naszego frajerstwa, żeśmy latami nie tyle oczy przymykali na niegodziwości, ale mydlić sobie oczy dawaliśmy wizją „Kościoła otwartego”. Szczególnie wśród niewierzących dziecinna nadzieja była w tym pokładana, że prawdziwi chrześcijanie górę wezmą w tej babilońskiej twierdzy. Tylu posiadał Kościół życzliwych wśród niewierzących, że diabeł musiał mieć z tego uciechę. Ja też pokładałem frajerską nadzieję w jakieś duchy, zjawy i wyobrażenia, a teraz sam się pokładać ze śmiechu co najwyżej mogę, i z siebie się śmieję oczywiście, bo z kogo?

Kościół katolicki mistrzem dyplomacji i smutku na pokaz
Jeśli coś mą wyobraźnię pobudzało w trakcie oglądania filmu, to że jeden z tych starców, wielce dla „Solidarności” (a i bezpieki przy okazji) zasłużony ksiądz Cybula, był spowiednikiem prezydenta Lecha Wałęsy. Z czego Wałęsa się Cybuli spowiadał, jak się czuje Wałęsa, mając świadomość teraz, że przez lata najintymniejszymi grzechami dzielił się z regularnym zboczeńcem? Miał Cybula radochę z tego, że poznaje wszystkie tajemnice Wałęsy, a potem leci się zaspokajać w najbardziej niechrześcijański sposób? Jeśli coś mnie naprawdę zadziwia w praktykach katolickich, to instytucja spowiedzi właśnie, oto miliony dobrowolnie idą do nieznajomych mężczyzn, by wyznać im najintymniejsze sprawy, a mężczyźni ci dają sobie prawo, aby z owych grzechów rozgrzeszyć. Gdyby mnie jedna tylko rzecz intensywnie pociągała w posłudze kapłańskiej, to perspektywa spowiadania – spowiadałbym jak oszalały, czerpiąc satysfakcję z wysłuchiwania wyznań nieszczęśników, którzy mi całkowicie bezpodstawnie zaufali.
Słucham i czytam zatroskane wystąpienia duchownych, od prymasa po szeregowych księży i zakonników, czytam, słucham, staram się doceniać, ale radość moja jest więcej niż umiarkowana. Kościół w sztuce dyplomacji jest graczem najwyższej klasy, wszystko, o co się gra toczy od dwóch tysięcy lat, to przetrwanie, gdy czasy niedobre, i wzmacnianie potęgi, gdy czasy sprzyjające sojuszowi z tronem.
Jeśli coś mnie do drgawek doprowadza, to fałszywa troska i smutek na pokaz.

Uprzedzam zatem przed nadmiernym entuzjazmem, przed egzaltowaniem się następstwami tego rejwachu, nie takich zawodników jak my kardynałowie Richelieu przekręcili tysiąc razy; w przekręcaniu naiwniaków Kościół wszystkie olimpijskie medale już zdobył, w skutecznym przeczekiwaniu burz i gradobić nadzwyczaj jest wyćwiczony.


Jedyne w zasadzie wystąpienia, jakie by mnie szczerze ucieszyły, to masowe wystąpienia ze stanu kapłańskiego. Tylko widok biskupów i proboszczów zrzucających honorowo sutanny by mnie ukoił – gdy masz godność, to zwijasz się z takiej instytucji, a nie chlipiesz i wzdychasz nad przykrościami, jakie ludziom twoim współbracia uczynili.

wyborcza.pl/duzyformat/7,127290,24818845,zrzucajcie-sutanny-czyli-po-co-falszywa-troska-varga.html




--
Religia jest dla ludzi bez rozumu.
/Józef Piłsudski/
Edytor zaawansowany
  • diabollo 30.05.19, 12:43
    To bardzo ładnie, że pan Varga składa samokrytykę i przyznaje, że było pożytecznym idiotą katokościoła, czyli takim ateistą z polskiej yntelygencji, co to zawsze katokościół pochwali i podkreśli jak bardzo katokościół jest Polsce potrzebny.

    Yntelygencja (w tym niewierząca i ateistyczna) wszak uwielbiała tych wszystkich panów Tisznerów, Życińskich, Bonieckich i Lemanskich, którzy poglądy doktrynalne mieli/mają jak pan "ojciec" Rydzyk, ale ładniej się prezentowali skutecznie budując potęgę i bezkarność katokościoła w yntelygentnej części społeczeństwa.

    Kłaniam się nisko.

    --
    Religia jest dla ludzi bez rozumu.
    /Józef Piłsudski/
  • supernowa 30.05.19, 15:16
    Ale masz używaniebig_grin
    Powiadam Ci; jeszcze zatęsknisz za ynteligencją. Zwłaszcza po jesiennych wyborach...
  • gaika 31.05.19, 20:45
    Varga musiał dostać kijem baseballowym w łeb, żeby doznać iluminacji.
    Tylko Michnikowi jeszcze za mało- ludek wymacany / niewymacany bez kościółka ani rusz.


Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.