Dodaj do ulubionych

Z cyklu: dlaczego rządzi PiS?

31.05.19, 14:22
PiS zniszczył wiejskie elity. Odwrócił narrację poprzedników, że trzeba równać do Europy i oświadczył: wy, prosty lud, jesteście fajni tacy, jacy jesteście. Wasz związek z Kościołem nie jest śmieszną dewocją, tylko fundamentem naszej tożsamości. Prymitywne obyczaje to nie obciach, tylko kwintesencja polskości - analizuje Janusz A. Majcherek, socjolog kultury, filozof, publicysta, wykładowca Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie.

Magdalena Kursa: Wszystko już przesądzone? Antypisowska opozycja przegra jesienią, bo o wyniku wyborów decyduje dziś wieś, a ta kocha Jarosława Kaczyńskiego, jego szacunek do Kościoła i 500 plus?

Janusz A. Majcherek: Sytuacja Koalicji Europejskiej jest bardzo trudna, ale nie beznadziejna. Potrzebna jest pewna reorganizacja, strategia wyborcza, koncepcja programowa. Grzegorz Schetyna, pozostając liderem, powinien dać większe pole do popisu młodym, energicznym ludziom. Na przykład Bartosz Arłukowicz osiągnął znakomity wynik na Pomorzu Zachodnim, bo w kampanii odwiedził każdą wieś, każdy powiat, fotografował się z członkiniami kół gospodyń wiejskich, odwiedzał festyny ludowe, rozmawiał z mieszkańcami na targu w powiatowym miasteczku. To też jest jakaś metoda.
Dziś wszyscy wysyłają polityków PO czy Nowoczesnej w teren. W Małopolsce ciężko im chyba liczyć na ciepłe przyjęcie.

– W regionach czy wsiach, gdzie PiS otrzymuje prawie 80 proc. głosów, może im być bardzo trudno znaleźć kogokolwiek, kto będzie chciał z nimi rozmawiać. Ale są wsie, gdzie kandydaci PiS mają przewagę, ale nie monopol, gdzie są środowiska, z którymi można dyskutować. Największą przeszkodą jest jednak to, że PiS zniszczył lokalne elity. To klęska o wymiarze społecznym. W każdym małym środowisku były zawsze osoby opiniotwórcze: nauczyciele, lekarze, urzędnicy, którzy wpływali na opinię mieszkańców. Po tym, jak nauczyciele zostali potraktowani przez PiS w trakcie strajku, ich autorytet legł w gruzach. PiS ma projekt inżynierii społecznej, polegający na wymianie elit. Nie ukrywa tego. Zwłaszcza na wsi to widać wyraźnie, bo tam te elity są stosunkowo wąskie. W dużym mieście wymiana całego establishmentu intelektualno-naukowo-artystycznego to operacja na dużą skalę, w małej mieścinie takie elity można szybko zdezawuować.
W jaki sposób PiS zniszczył wiejskie elity?

– PiS odwrócił narrację poprzedników, którzy od 1989 roku mówili, że musimy dorównać Europie. PiS oświadczył, że to nieprawda, i powiedział: Jesteście fajni tacy, jacy jesteście. Wy – prosty lud, sól tej ziemi. W was tkwią fundamentalne wartości. Wasz związek z Kościołem to nie jest śmieszna dewocja, tylko fundament naszej tożsamości. Wasze naiwne, prymitywne obyczaje to nie obciach, tylko kwintesencja polskości. I tak dalej, i tak dalej. Ludzie usłyszeli to, co w gruncie rzeczy chcieli usłyszeć. O ile przez wiele lat elity polityczne usiłowały polskie społeczeństwo podnieść na jakiś wyższy poziom mentalno-obyczajowo-kulturowy, o tyle PiS powiedział: takich was, jacy jesteście, chcemy reprezentować. Nie bądźcie Europejczykami.
W ostatnich wyborach powtarzały się hasła, że to Europa powinna się od nas uczyć

– No tak. To my będziemy rechrystianizować Europę i przypominać jej o wartościach. Nie damy się porwać szaleństwu brukselskich elit – jak powiedziała Beata Szydło, rekordzistka w zdobywaniu głosów. Bądźcie więc Polacy tacy, jacy jesteście, bo jesteście lepsi od tej zdegenerowanej Europy przesiąkniętej genderyzmem, LGBT i wszelkimi miazmatami współczesnego neomarksizmu.
Przekaz okazał się skuteczny

– Perfidnie skuteczny. Bo jeśli mówi się komuś: musisz się postarać, popracować, to jest to postulat domagający się wysiłku. Wygodniejsze jest słyszeć, że jest się fajnym i nic nie trzeba zmienić. Dziwię się, że ten przekaz o Polsce jako najzdrowszej części Europy mówią nawet niektórzy intelektualiści z profesorskimi tytułami i biegle władający kilkoma językami.

Ten przekaz byłby możliwy, gdyby Polska była centrum kulturowym Europy, Paryżem XXI wieku. Nie jesteśmy też bardzo bogatym krajem. Owszem, w ostatnich 30 latach wiele osiągnęliśmy, być może był to najlepszy czas od XVI wieku, ale to nie znaczy, że jesteśmy w Europie na czołowym miejscu. Ale niektórzy twierdzą, że to nie jest ważne, bo górujemy duchowo, a religijnie jesteśmy bardziej nasyceni niż inni.
Bo jesteśmy bardziej religijni niż inne europejskie narody?

– Tak, ale z mojego punktu widzenia ta polska religijność w plebejskim, masowym wydaniu nie jest atutem, ale obciążeniem.
Jarosław Flis mówił na naszych łamach, że jedną z przyczyn porażki opozycji było to, że elity traktują prostych ludzi z góry. Trudno, by wyborcy kochali środowiska, które mówią im: wasza religijność jest obciążeniem.

– Jeżeli zwraca się do klasy ludowej z arogancją czy pogardą, to oczywiście trudno liczyć na jej sympatię, ale z drugiej strony schlebianie prymitywnym gustom, afirmacja prostactwa intelektualnego i mentalnego, chwalenie głupoty, jest jednak sprzeniewierzeniem się ideałom czy etosowi, który powinien ożywiać ludzi, którzy coś osiągnęli.

Ale pan też wpisuje się w tę poetykę obśmiewania. Używa określeń: prymitywne obyczaje, śmieszna dewocja. Jeśli ludzie są tak charakteryzowani przez intelektualistów, to buntują się i odcinają od partii, które uważają za związane z elitami.

– To dylemat elit od niepamiętnych czasów: czy chama nazywać chamem, czy nie. A prostaka prostakiem, czy dewocję dewocją. Mamy z tym problem. Ja osobiście mam z tym problem. Ale np. kicz religijny, który nas zalewa, jest dla mnie nie do zaakceptowania.

Granica między kiczem a obrzędowością, wynikająca z czyjejś wiary, może być cienka.

– Trzeba by było teraz przeprowadzić wykład, ilustrowany bogato przeźroczami, jak wygląda polska religijność, jak wyglądają kapliczki, rzeźby, zwłaszcza Jana Pawła II. Wystarczy zresztą wpisać w internecie hasło: najszkaradniejsze pomniki JPII. To one kształtują gust estetyczny polskiej prowincji, tam nie ma innych rzeźb. Pani mówi, że użyłem obraźliwych epitetów. Zawsze jest ten problem, czy głupotę nazywać mądrością, pokraczność – wyrafinowaniem, a kicz – sztuką.

cdn.
Edytor zaawansowany
  • supernowa 31.05.19, 14:25
    cd.
    Ludzie docenili słowa Beaty Szydło, że Polacy mają prawo do swojego stylu życia

    – I gustu.
    I do wychowywania dzieci według wartości ojców i dziadów.

    – Jeśli Beata Szydło jedzie na Podhale i powiada: jak to wspaniale, że górale nie przyjęli antyprzemocowej konwencji UE, to co chce tymi słowami powiedzieć? Lejcie dalej swoje żony, bo to jest OK? Nie wstydźcie się siebie?
    Tradycyjny styl życia to z założenia jednak nie „lanie żon”, raczej chodzenie do Kościoła, niedzielne rodzinne obiady itp.

    – Dlatego trzeba – i przez jakiś czas tak to było – pokazywać ludziom, co jest właściwe w ich kulturze i obyczajach, a co nie. Oczywiście, że są pewne polskie tradycje, którym nawet najbardziej wyrafinowani polscy inteligenci przyglądają się z zainteresowaniem. Mnie podoba się muzyka ludowa – niekoniecznie ta przetworzona – typu Kapela ze Wsi Warszawa, ale surowa, prosta – nie prostacka – muzyka ludowa. Ale to coś innego niż disco polo. A PiS-owski establishment powiada: disco polo jest OK. Lubicie? Dostaniecie więcej. Jacek Kurski, który jeszcze kilka lat temu grał na gitarze ballady Wysokiego, teraz mówi, że fajny jest Zenek Martyniuk. Lubi czy udaje – nie wiem.

    Ważne jest znalezienie w polskiej tradycji tego co nośne, wartościowe, co należałoby przenieść do Europy. Maria Janion mówiła: „idziemy do Europy, ale z naszymi nieboszczykami”. Ani nie chcemy, ani nie musimy wyrzekać się naszych rodzimych tradycji, naszego języka, naszego „Soplicowa”, ale w tym wszystkim są elementy, które nas ciągną w dół i nie pozwalają na rozwój. Jednym z tych czynników jest utrwalanie zacofanej struktury agrarnej. Mamy jeden z najwyższych w Europie odsetek ludności wiejskiej, której miażdżąca większość jest nieproduktywna, nie dokłada się do wspólnego dorobku materialnego.

    Wypowiada pan odważne tezy, ale padają w zaciszu gabinetu krakowskiej uczelni. Gdyby był pan politykiem, np. PO, i pojechał na spotkanie z mieszkańcami małopolskiej wsi, mówiłby pan to samo?

    – Mówiłbym to samo, ale innym językiem. Mówiłbym, że są pewne rzeczy w ich tradycji i dorobku, które trzeba zachować, i takie, które trzeba zmienić. Ludzie muszą wiedzieć, skąd się bierze zapóźnienie cywilizacyjne Polski, dlaczego Polak jest biedniejszy od Niemca. Trzeba ludziom uświadomić nawet to, że może mieć to związek z tym przeklętym genderyzmem czy LGBT. Bo są takie teorie np. Floridy, że inwestorzy i osoby kreatywne wybierają miejsca, które są otwarte, tolerancyjne, różnorodne. Trzeba Polakom uświadomić, że to nie jest tak, że jak pogonimy genderystów, to osiągniemy awans. Jedno z drugim się wyklucza. Miasta gay-friendly są bogatsze. Nie da się być bogatym, jak przegania się wszystkich, którzy są inni niż my.
    Reguła Richarda Floridy „trzech T”, czyli tolerancji, technologii i talentu, działa w wielkich miastach, które ściągają nowych mieszkańców swą otwartością, ale może stać się bezużyteczna w mniejszych ośrodkach. Ciężko mówić o niej np. w Łopusznej czy w Starym Sączu.

    – Prawda, dlatego żadne z tych miejsc nie będzie centrum kreatywności.
    Ale mieszkają tam ludzie, o których głosy zabiegają politycy, którzy chcą zmieniać Polskę. Co powinna im mówić Koalicja Europejska?

    – Pokazać im perspektywę awansu. Poparcie dla PiS koreluje we wszystkich badaniach z wykształceniem, miejscem zamieszkania i religijnością. Poparcie jest tym wyższe, im mniejsza mieścina, niższe wykształcenie i większa religijność. Agitator z PO może mieć problem w małych miejscowościach, ale wszędzie, np. w Starym Sączu, są ludzie, którzy odnieśli sukces, którym dobrze się powodzi. Trzeba ludziom wskazywać, co jest źródłem sukcesu. Ale PiS dokonał dewastacji, bo powiada: damy wam po 500 zł na dziecko, 13. emeryturę i będziecie mieli tak samo jak tamci. PiS sugeruje: po cholerę pracować, my wam damy forsę za to, że macie dzieci albo krowy – nawisem mówiąc, to zestawienie samo w sobie jest bardzo obraźliwe.

    Gdybym była w takim miasteczku nauczycielką czy pielęgniarką z marną państwową pensją, a kandydaci KE pouczali mnie, że muszę lepiej pracować, by osiągnąć sukces, pomyślałabym sobie, że PiS przynajmniej zatroszczył się o mnie finansowo, bo dał 500 plus na dzieci

    – Jeśli ktoś uważa, że przywracanie godności polega na tym, że się go wciąga na listę zasiłkobiorców, to jest to dość osobliwe pojmowanie godności. Owszem, w ostatnich 30 latach popełniono jeden zasadniczy błąd: niedopuszczalne jest, w jaki sposób potraktowano zawody z sektora publicznego. Dotyczy to służby zdrowia: lekarzy, pielęgniarek, opieki socjalnej i szkolnictwa. To był koszmarny błąd. Gdyby płace w sektorze publicznym były w Polsce sukcesywnie podnoszone, rok w rok, wtedy ta sfera byłaby zadowolona. To stwarzałoby też wyraźne perspektywy awansu dla ludzi ze sfer niższych. Dostawaliby komunikat: jeżeli zdobędziesz wykształcenie czy kolejne kwalifikacje, możesz liczyć na zatrudnienie w sektorze publicznym, a ta posada jest lukratywna i dobrze płatna. Tak zresztą było przed wojną w II RP – państwowa posada była podobno wówczas marzeniem. Ja jako liberał ubolewam, że teraz tak się nie stało. Np. traktowanie sektora szkolnictwa w Polsce to jakiś skandal, a trzeba zważyć na to, że ten sektor produkuje to co najbardziej wartościowe: wiedzę i wykształconych ludzi.

    Może podwyżki w sektorze publicznym powinny stać się postulatem opozycji? To może być nośne.

    – Tak myślę, ale teraz to trudne, bo już się dało forsę bez pracy. Nie jestem specjalistą od marketingu politycznego. To, co mówię, to obserwacje socjologa i filozofa, które należałoby teraz przekuć w projekty społeczno-polityczne i powierzyć specjalistom od marketingu politycznego, by ujęli w hasłach. Ważny jest projekt modernizacji i awansu cywilizacyjnego Polski. Mimo wielkiego i niezaprzeczalnego sukcesu w ciągu ostatnich 30 lat, Polska wciąż jest zapóźniona cywilizacyjnie i technologicznie. Infrastrukturalnie nadrobiliśmy, ale ludzie tego nie doceniają, szybko przyzwyczajają się do dobrego. To się należało.
    Na małopolskiej wsi PiS zbiera coraz więcej głosów. Trend się pogłębia. Czy to jest do odwrócenia?

    – Trendy społeczno-mentalne są trudne do uchwycenia. Dzisiaj wciąż tabuny analityków zastanawiają się, co sprawiło, że np. Hitler doszedł do władzy i że w 20-leciu międzywojennym Europa masowo odchodziła od demokracji do dyktatury. Czynników było wiele: wielki kryzys i powstanie państw narodowych, trendy kulturowe – np. futuryzm opiewający siłę mechaniczną i siłę fizyczną. Podobny kult obserwujemy dziś w Polsce, zwłaszcza wśród młodzieży płci męskiej. Dla mojego pokolenia, wychowanego na hasłach „make peace, not war”, to niepojęte, że są faceci, którzy chcą maszerować w wojskowym drylu, z flagami. Jak np. ONR.
    Może PSL, gdyby szedł do wyborów osobno, mógłby tę wieś odzyskać?

    – Pytanie, czy jest co odzyskiwać, jeśli przez ostatnie lata ludowcy dali się PiS wypchnąć ze wsi. W wyborach sejmowych dostali 5,1 proc. głosów, ledwo prześlizgnęli się przez próg wyborczy. Samodzielny start to więc wpychanie głowy pod topór, ryzyko, zwłaszcza przy takiej polaryzacji. Ale w Koalicji Europejskiej ze względu na jej lewicowy segment ludowcy też nie czują się dobrze.

    Myślę, że PSL miałby szanse na odzyskanie tej części wsi, która jest produktywna, np. właścicieli dużych gospodarstw rolnych, którzy w pewnej części aspirują do statusu klasy średniej i zerkają ku PO. PSL jako potencjalny koalicjant byłby dla nich rozwiązaniem akuratnym. Natomiast ta część wsi, która jest absolutnie nieproduktywna i żyje z zasiłków, jest trudna do przejęcia, bo polityka społeczna polegająca na rozdawnictwie pieniędzy nie ma tu konkurencji. Oni żyją z zasiłków, dopłat, nie z tego, co produkują.

    Choć to wszystko nie takie proste, w Kalwarii Zebrzydowskiej rządzi burmistrz z PSL, który pokonał PiS-owskiego konkurenta, ale zaraz potem ogłosił Kalwarię strefą wolną od LGBT. To pokazuje, że PSL też potrafi być zdewociały.
    Kraków i małopolska wieś to dwa różne światy?

    – Niestety, te światy coraz bardziej oddalają się od siebie i w sferze kultury materialnej,
  • supernowa 31.05.19, 14:26
    cd.
    Kraków i małopolska wieś to dwa różne światy?

    – Niestety, te światy coraz bardziej oddalają się od siebie i w sferze kultury materialnej, i symbolicznej. Lud jest dziś religijny i konserwatywny, a nowe mieszczaństwo stało się lewicowo-progresywne. To się rozeszło piekielnie. Jak ktoś wywiesi tęczową flagę na remizie w małej wsi, to go zlinczują. Dla nich to tak, jakby ktoś napluł im w twarz.
    Co dalej?

    – Wracamy do początku rozmowy. Trzeba jechać do tej Limanowej i zaoferować ludziom coś ciekawszego niż życie na zasiłku oraz pewien awans mentalno-kulturowy dla części z nich. Część limanowiczan czuje się na pewno mieszczanami i ma aspiracje zbliżające ich do mieszkańców dużych miast. Przecież pięć lat temu w Wadowicach – a to miasto emblematycze, ciekawe, bo miejsce narodzenia Jana Pawła II – wygrał Klinowski, zdeklarowany ateista, zwolennik legalizacji marihuany. To coś pokazuje.

    Zarówno na wsi, jak i w miasteczkach są ludzie żyjący z pracy, trzeba im uświadamiać jej wartość. Nie widzę żadnych perspektyw przed społeczeństwem, w którym bardziej opłaca się nie pracować, niż pracować.

    Najpierw trzeba przekonać do siebie małe miasteczka, potem dopiero wsie. Gdyby mieszkańcy wsi widzieli, że w pobliskim miasteczku nowy burmistrz uruchomił ciekawe programy, to by na nich to oddziaływało. Dzisiejsze podziały nie są wieczne, zmienia się struktura społeczna, mentalność. Na jednych działa 500 plus, na innych obrona Kościoła, na jeszcze innych apoteoza swojskości. Trzeba pojedyncze elementy z tej układanki wyciągać i proponować alternatywy. Aczkolwiek może działają pewne trendy i nie ma cholery, by się im przeciwstawić. Tak było w okresie międzywojennym: różne społeczeństwa zakochały się masowo w przemocy, faszyzmie, autorytaryzmie.
    Teraz coraz częściej w populizmie.

    – Tak. I też się głowimy, skąd ten populizm się bierze.
  • gaika 01.06.19, 11:08
    Za kampanię KE odpowiadali niemal ci sami ludzie, którzy pracowali przy nieudanej walce o reelekcję Bronisława Komorowskiego. - Sztab wyborczy? To była raczej grupa towarzyska - mówi nam współpracownik PO

    – PiS miał pogłębione analizy, wiedzieli, dokąd jechać, by uzbierać jak najwyższe poparcie. Wyszło im, że na ścianę wschodnią. I pojechali – opowiada polityk PO. Koalicja Europejska takich analiz nie miała. Dziś jej politycy wiedzą, że też trzeba było jechać – na zachód Polski – i namawiać do udziału w wyborach.

    – Jest takie powiedzenie, że dobrą kampanię poznaje się po stanie butów. Jeśli znoszone, jest dobrze. Ale coś było bardzo nie tak – mówi nam poseł PO. – Ci, którzy nie oglądali się na partię i sami sobie robili kampanię, na tym zyskali. Trzeba jeździć po powiatach, wysłuchiwać narzekań, czasami i chamskich, ale przełknąć dumę i przybić piątkę.

    Tak zrobił Bartosz Arłukowicz, który startując z drugiego miejsca w Zachodniopomorskiem, zdobył 233 tys. głosów, wyprzedzając szefa MSWiA Joachima Brudzińskiego z PiS (185 tys.) i dystansując jedynkę KE Bogusława Liberadzkiego (99 tys.).

    – Przejechałam 7 tys. km, byłam w każdym powiecie na Podkarpaciu – podkreśla europosłanka PO Elżbieta Łukacijewska, która zdobyła dla KE jedyny mandat na Podkarpaciu, choć startowała z ostatniego miejsca listy. To wyjątkowo trudny teren, królestwo PiS.
    Plan kampanii? To nie Ameryka

    Za kampanię KE odpowiadał Marcin Kierwiński z PO. Wspierali go inni politycy Platformy: Cezary Tomczyk, Robert Tyszkiewicz, Sławomir Nitras, Mariusz Witczak i Piotr Borys, bliski współpracownik Grzegorza Schetyny.

    Ta sama ekipa pracowała przy nieudanej reelekcji Bronisława Komorowskiego w 2015 r. – Nigdzie na świecie nie jest tak, że przegrana ekipa piarowców może wygrać wybory – dodaje polityk ze ścisłego otoczenia Schetyny.

    W sztabie KE byli też przedstawiciele koalicjantów, m.in. Anna Maria Żukowska z SLD, Piotr Zgorzelski z PSL i Sławomir Potapowicz z Nowoczesnej.

    – Ta współpraca okazała się fikcją. Kierwiński miał dobre intencje, ale nie mógł za wiele. Przed decyzją wszystko szło wyżej, do liderów – objaśnia polityk Nowoczesnej. – Spotkania były raz w tygodniu, omawialiśmy głównie sprawy techniczne, kto i w jakiej kolejności będzie przemawiał na marszu, na konwencji. Przy takiej liczbie partii nie było to łatwe, choć pewnie – jak to opowiadam – brzmi śmiesznie.

    – W pewnym momencie Władek [Kosiniak-Kamysz] upomniał się o zwołanie sztabu. Raz został zwołany, raz nie, a potem już wcale – mówi nam poseł PSL.

    Pytamy w PO, czy w sztabie była tablica, na której rozpisano kto, dokąd, z jakim przekazem którego dnia jedzie. – A co, myślicie, że to Ameryka? – słyszymy.

    – To była raczej grupa towarzyska, a nie sztab wyborczy z prawdziwego zdarzenia – opowiada jeden ze współpracowników Platformy. Dlatego praktycznie nie było akcji profrekwencyjnych. A w PiS byli świadomi, że jeśli zmobilizują swoich, to wygrają. Jarosław Kaczyński mówił wprost, że „jedyną szansą tamtych jest to, że nasi nie pójdą na wybory”.

    PiS miał też do dyspozycji analityka z Wielkiej Brytanii i spin doktora z USA. – I ich słuchali – dorzuca złośliwie jeden ze spin doktorów, z którym PO kiedyś współpracowała.

    W kampaniach analizuje się dwa rodzaje danych. Pierwsze to sondaże, które mówią, czego ludzie chcą i czy pójdą na wybory. Drugie to twarde dane z poprzednich wyborów, by precyzyjnie trafić z przekazem i miejscem agitacji. PiS robił to na bieżąco.
    Naprawdę wierzyliśmy, że wygramy

    – Możemy się spierać, różnić poglądami, ale przy tak ważnej sprawie osobiste animozje powinniśmy zostawić z boku. Moja partia nie wspierała mnie w czasie kampanii – mówi otwarcie Łukacijewska.

    A ludowcy opowiadają, jak poprosili w sztabie Koalicji o jakieś gadżety, by mieć co ludziom po spotkaniu zostawić. Nie dostali nic.

    Ton eurokampanii nadawała PO, bo wyłożyła najwięcej pieniędzy i jest najsilniejszym graczem w Koalicji. Zasada była taka: im mniejszy koalicjant, tym mniej miał do powiedzenia.

    Krytycy kampanii twierdzą, że PO przeszarżowała z prognozami. Bastionami, które miały przynieść zwycięstwo, były duże miasta. W Platformie sądzili, że PiS nie zdoła zmobilizować mniejszych ośrodków, nie wywoła emocji wśród wiejskich wyborców.

    – Naprawdę wierzyliśmy, że wygramy. Bo, po pierwsze, PiS było obarczone aferami: KNF, Srebrna, grunty Morawieckiego i jeszcze ta obrona pedofilów w sutannach. Po drugie, ich elektorat na te wybory nie chodził – wyjaśnia polityk KE.

    – Blisko 40 proc. to bardzo dobry wynik. Nie dał nam zwycięstwa, ale nie zgadzam się na totalne potępianie projektu czy strategii. Będziemy sobie teraz odpowiadać na pytanie, które grupy zostały zmobilizowane i dlaczego – dorzuca sztabowiec PO.

    – To pierwsza połowa meczu. Trzeba zakasać rękawy i zdobyć dodatkowe 10 punktów. Uważam, że jest to do zrobienia – komentuje Marcin Kierwiński, szef sztabu KE.

    – Zostały zebrane wszystkie siły opozycyjne, ale wyszło słabo. Zły prognostyk na przyszłe wybory – obawia się polityk Nowoczesnej. Koalicja zebrała 5,24 mln głosów, a wszystkie tworzące ją partie w 2015 r., w wyborach parlamentarnych, dostały 6,74 mln głosów. To więcej niż PiS w wyborach europejskich (6,1 mln).

    – Kampania Koalicji to był paździerzowy standard Platformy, czyli nienawidzimy PiS, robimy wielki marsz, kilka konwencji, na których opowiadamy, jaką wartością jest Europa – opisuje polityk Koalicji.
    Kto pamięta hasło Koalicji?

    A PiS ma za sobą media publiczne. Dziesiątki zmobilizowanych działaczy w terenie, którzy dostali pracę w spółkach skarbu państwa. Tuż przed wyborami emeryci otrzymali trzynastą emeryturę, „prezent” od Jarosława Kaczyńskiego. Kampania skręciła więc na sprawy krajowe, bo tak ustawił to sobie PiS.

    – Sprytnie rozegrali nas też tematami światopoglądowymi, wiedzieli, że to trzeszczy. Wyborca słyszał od polityka Nowoczesnej, że popiera związki partnerskie, a wychodził PSL-owiec krytyczny wobec tego pomysłu. Obaj z Koalicji, wyborca miał w głowie chaos – tłumaczy polityk Nowoczesnej.

    Część polityków Koalicji, z którymi rozmawialiśmy, nie pamięta nawet własnego hasła wyborczego „Przyszłość Polski. Wielki wybór”. Autor był zbiorowy, hasło wykuwało się w gabinecie Grzegorza Schetyny.

    Dlaczego nie zapadło w pamięć? Jak tłumaczy nam specjalista od kampanii wyborczych, było za długie, banalne, nie wywołuje emocji. – A przede wszystkim pasuje do każdej partii – komentuje. – Co gorsza, w trakcie kampanii przejął je PiS i zaczął mówić o wielkim wyborze.

    – Bardzo dobre – hasła broni Tomasz Siemoniak, który był koordynatorem trzech kampanii: samorządowej, europejskiej i parlamentarnej. Tym razem został odsunięty. – Nie żebym nie chciał brać odpowiedzialności za wynik, ale nie miałem wpływu na prace sztabu wyborczego – mówi Siemoniak.

    Nasi rozmówcy z KE pamiętali za to hasło PiS: „Polska sercem Europy”.

    Krytycy strategii PO obwiniają za przegraną Schetynę: że bez charyzmy i z negatywnym elektoratem (wedle CBOS 44 proc. nieufności, dla porównania Kaczyński ma 42 proc.).

    – Ponieważ nie można wymienić Schetyny, trzeba pracować nad nim samym – tłumaczy poseł PO. – Przekonywać, że konferencjami prasowymi i konwencjami wyborów się nie wygrywa.

    Michał Kamiński, choć skonfliktowany ze Schetyną, nie obwinia go o wynik: – Można wygrać kampanię ze złym liderem, ale nie da się ze złymi PR-owcami.

    Dzwonimy do Sławomira Nitrasa.

    – Pan był w komitecie sterującym?

    – Czasami.

    – Kto jest autorem hasła wyborczego?

    – Muszę się dzielić tą wiedzą?

    – Bo złe to hasło?

    – Nie pamiętam, kto je wymyślił. Ale mogę powiedzieć, jakie mieliśmy intencje. Że to cywilizacyjny wybór, czy idziemy w kierunku europejskim, czy chcemy być na obrzeżach Europy.

    Jest pan pewien, że to jest w waszym haśle?

    – A to jest przesłuchanie czy rozmowa?

    <a href="
  • suender 31.05.19, 15:07
    supernowa 31.05.19, 14:22

    > PiS zniszczył wiejskie elity.

    Majcherek posuwa głupoty! Jak można zniszczyć coś co w tym kraju nigdy nie było?
    Powtarzam, w Polsce prawdziwych elit nigdy nie było, nie ma i nie będzie!
    Polska specjalność to są tylko chimeryczne ersatz-elity, - udające prawdziwe.
    W sumie nazywam je kanapowymi klubami dyskusyjnymi, co rozsiane po miastach i miasteczkach, (na wsi prawie pustka), co nigdy nie będą w stanie stworzyć własnych trwałych szeregów. Każdy członek tych elit, to potencjalny politykier węszący za stanowiskiem, sowitą gażą, obojętne będą mu zawsze kolory formacji gdzie znajdzie miłe przytulisko!

    To jest taki plankton lokalnej inteligencji, gdzie jeden Polak a trzy zdania, ich to dojnozmianowcy rozgniatają paznokciem jak brzęczącego uciążliwego owada. Teza jest prosta: Prawdziwe elity nie da się w pełni spacyfikować!

    cbdo.

    Łączę wiosnę z latem.
  • supernowa 31.05.19, 19:11

    >
    > Majcherek posuwa głupoty! Jak można zniszczyć coś co w tym kraju nigdy nie było
    > ?
    > Powtarzam, w Polsce prawdziwych elit nigdy nie było, nie ma i nie będzie!
    > Polska specjalność to są tylko chimeryczne ersatz-elity, - udające prawdziwe.
    > W sumie nazywam je kanapowymi klubami dyskusyjnymi, co rozsiane po miastach i m
    > iasteczkach, (na wsi prawie pustka), co nigdy nie będą w stanie stworzyć własny
    > ch trwałych szeregów. Każdy członek tych elit, to potencjalny politykier węsząc
    > y za stanowiskiem, sowitą gażą, obojętne będą mu zawsze kolory formacji gdzie z
    > najdzie miłe przytulisko!
    >
    > To jest taki plankton lokalnej inteligencji, gdzie jeden Polak a trzy zdania, i
    > ch to dojnozmianowcy rozgniatają paznokciem jak brzęczącego uciążliwego owada.
    > Teza jest prosta: Prawdziwe elity nie da się w pełni spacyfikować!
    >
    > cbdo.
    >
    Też się zdziwiłam, że na wsi jakieś elity. Sądziłam do tej pory, że najwyższą instancją był, jest i będzie proboszcz.
    Co do elit w ogóle, to już ustaliliśmy na tym forum (tzn. Diabollo ustalił), że to ci, którzy nie muszą pracować. Innych, podobno rzeczywiście nie ma. Skłaniam się ku tej tezie.
  • diabollo 31.05.19, 15:57
    W Europie Zachodniej zasiłek na każde dziecko to standard.
    Przez cały okres RFN Kindergeld na każde dziecko to oczywista oczywistość.

    Na Wschodzie nie ma zasiłków na dzieci, socjal jest zdemontowany, jest za to podatek liniowy PIT (Rosja) i oligarchizacja gospodarki.

    Pojawia się pytanie, czy PIS wprowadzając w Polsce 500+ przesunął Polskę ze Wschodu na Zachód czy odwrotnie?

    Kłaniam się nisko.

    --
    Religia jest dla ludzi bez rozumu.
    /Józef Piłsudski/
  • supernowa 31.05.19, 19:02
    diabollo napisał:


    >
    > Pojawia się pytanie, czy PIS wprowadzając w Polsce 500+ przesunął Polskę ze Wsc
    > hodu na Zachód czy odwrotnie?
    >

    Tak, dzięki 500+ jesteśmy krajem zachodnim jak cholera.

    A upupiając Trybunał Konstytucyjny i KRS przesunął na Zachód czy Wschód?
    Dotując kopalnie, uwalając zieloną energię przesunął na Wschód czy Zachód? Itd., itp, bo nawet nie chce mi się wymieniać.

  • diabollo 31.05.19, 19:13
    TK, i KRS, kopalnie to marsz na Wschód.
    500+, wyższa płaca minimalna, w konsekwencji spektakularny wzrost płac, zwiększenie kilkuprocentowe udziału płac w PKB, to wszystko marsz na Zachód w stronę efektywniejszej i bardziej innowacyjnej gospodarki.

    Aha, chyba jest jasne, że PIS mi się przy korycie nie podoba.
    Wolałbym, żeby to nasza, demokratyczna strona pchała Polskę na Zachód. Tylko widzę, że to co PIS zrobił dobrze jest wobec niego największym zarzutem.

    Kłaniam się nisko.

    --
    Religia jest dla ludzi bez rozumu.
    /Józef Piłsudski/
  • supernowa 31.05.19, 19:32
    Zrozum Diabollo, że PiS nie zrobił tego z troski o naród, tylko po to żeby właśnie dorwać się do koryta i zrobić przy nim swoje porządki. Okazało się, że patent działa, więc go będą stosować, aż braknie argumentów.
    Proszę więc, nie każ mi zachwycać się tym, zwłaszcza, że program 500+ ma plusy i minusy, nomen omen.

    Poza tym, to tak jak gdybym dokładała z własnej kieszeni w postaci podatków na to, żeby Zalewska rozłożyła dokumentnie edukację, albo Szyszko wyciął w pień puszczę. Czy Ty w końcu pojmiesz frustrację moją i mnie podobnych?
    Czy możesz w końcu zrozumieć, że nie mam nic przeciwko subsydiowaniu najsłabszych?
    Gdyby, powiedzmy, narodowy faszysta dałby Ci 500+ wziąłbyś? I głosowałbyś na niego?
  • gaika 31.05.19, 21:40
    diabollo napisał:

    > TK, i KRS, kopalnie to marsz na Wschód.
    > 500+, wyższa płaca minimalna, w konsekwencji spektakularny wzrost płac, zwiększ
    > enie kilkuprocentowe udziału płac w PKB, to wszystko marsz na Zachód w stronę e
    > fektywniejszej i bardziej innowacyjnej gospodarki.

    To nie o to chodzi czy, ale, jak i komu, jeśli nie jest się państwem (jeszcze) na poziomie rozwoju zachodniej Europy.

    Mnie, Diabollo, frustruje nawet bardziej niż PiSia twarz upieranie się, że Supernowa czy ja jesteśmy przeciwniczkami programów socjalnych. Od lat mówimy mniej więcej to samo, a Ty niezmiennie twierdzisz, że jak się ma krytyczny stosunek do podejścia PiSu, to chce się eksterminować ubogich. To nie jest czarno- biała sytuacja i sprowadzanie jej do takiej właśnie jest po prostu nie w porządku.

    Trochę to tak wygląda, jakbyś twierdził, że PiS dokonał epokowego odkrycia w postaci: ludzie są zadowoleni, kiedy dostają kasę, a niezadowoleni, kiedy nie dostają. No i jak PiS mówi, że daje (uboższym), to znaczy, że daje rzeczywiście.

    Pierwsze 500+. Bezdyskusyjne jest zmniejszenie biedy, ale to jest skutek uboczny zrzucenia kiełbasy wyborczej, a nie cel zasadniczy. Gdyby PiS był szczerze zatroskany losem najbiedniejszych, najgorzej radzących sobie społecznie, to by te grupy namierzył i wsparł systemowo. Jednak PiSowi chodzi o fanfary i spektakularny deszcz pieniędzy (przypominam, że nowa 'oferta' przebija wysokość transferów socjalnych w najbogatszych krajach typu Dania czy Luksemburg=Polska number one w Europie), który będzie zwiększać rozwarstwienie społeczne. Rozszerzone 500+ i zapowiadana 'reforma podatkowa' to zysk dla lepiej uposażonych. Celem transferów są rodziny z dziećmi, w których znajdują się też ubodzy, a nie ubodzy generalnie.

    Zbierzmy do kupy pewne kwestie:

    1. Wspieranie w taki sam sposób grup zawodowych dlatego, że się do nich należy, a nie z powodu zasobności portfela poszczególnych ich członków.
    2. System podatkowy obciążający w największym stopniu najuboższych.
    Zapomnijmy na chwilę o krwiopijcach- pracodawcach. Jak elegancko wyliczono, nowa najniższa stawka 2.250 oznacza (koszt dla pracodawcy 2.700) netto dla pracownika…1.600. 40% podatków i składek wspiera najuboższych? Dodatkowo większe obciążenie biedniejszych VATem i akcyzą.
    3. PiS, który nie odpuszcza PO żadnych grzechów, nawet wyimaginowanych, a tu raptem milczy o zamrożonych od 10 lat progach podatkowych (i dalej je mrozi). A to przecież żerowanie na niewiedzy obywateli, którym kolejne rządy bezczelnie wyciągają pieniądze z kieszeni = podnoszą niejawnie podatki. Miliardy zarobione na mrożeniu teraz PiS wyjmie z materaca Jarozbawa i przekaże ludowi, twierdząc, że obniża podatki, choć w praktyce ludek będzie na minusie w stosunku do tego, co miałby, gdyby jak w każdym cywilizowanym kraju, które lubisz przywoływać, progi były waloryzowane z automatu.
    4. Problem dla Polski, bo nie dla PiSu, jest taki, że rządzący prowadzą strategię celów krótkoterminowych. Im zwisa, co będzie za 10 lat. W dodatku systemów socjalnych nie można oceniać w oderwaniu od szeregu czynników (np. zakresu korzystania z usług publicznych takich jak edukacja, służba zdrowia), z którymi są naturalnie powiązane i efektów długofalowych, które powinny przynosić. W konsekwencji: co z aktywizacją zawodową, oczekiwaną długością życia (poniżej średniej unijnej), wydatkami na zdrowie (daleko poniżej średniej unijnej), obniżeniem uczestnictwa kobiet w rynku pracy (najniższy poziom od kilkudziesięciu lat), brakiem infrastruktury opieki nad dziećmi, wzrastającą liczbą ubogich emerytów, ochroną środowiska plus oczywiście brakiem jakichkolwiek mechanizmów kontrolnych władzy wobec położenia łapy na instytucjach powołanych do tejże kontroli?
  • suender 31.05.19, 20:35
    diabollo 31.05.19, 15:57

    > W Europie Zachodniej zasiłek na każde dziecko to standard.

    W BRD to nie jest żaden "zasiłek" co brzmi jakby zapomoga dla biednych co łaskawie władza daje, ale może zabrać jak się jej odwidzi. W BRD to się nazywa KINDERGELD, czyli normalne pieniądze przysługujące dzieciom automatycznie li tylko z tej przyczyny, że SĄ!

    Łączę wiosnę z latem.
  • gaika 31.05.19, 21:56
    suender napisał:

    > diabollo 31.05.19, 15:57
    >
    > > W Europie Zachodniej zasiłek na każde dziecko to standard.
    >
    > W BRD to nie jest żaden "zasiłek" co brzmi jakby zapomoga dla biednych co łaska
    > wie władza daje, ale może zabrać jak się jej odwidzi. W BRD to się nazywa KINDE
    > RGELD, czyli normalne pieniądze przysługujące dzieciom automatycznie li tylko z
    > tej przyczyny, że SĄ!

    Widzisz, Diabollo, tu Suender słusznie zwraca Ci uwagę, że PiS zrobił ludziom wodę z mózgu, przedstawiając swoją pasztetową jako stymulację do rozrodu, a potem jako nie wiadomo co: ani zasiłek, ani dodatek na dzieci- o tym pisałam już wieki temu. Takie dodatki za PO były włączone do systemu podatkowego, choć niewysokie.

    I to jest święta racja, że dużo łatwiej pieniądze włożone do kieszeni wyjąć, niż wycofać objęcie wszystkich 5-latków systemem przedszkolnym.

  • oby.watel 31.05.19, 16:00
    Wystarczy sam początek:

    Sytuacja Koalicji Europejskiej jest bardzo trudna, ale nie beznadziejna. Potrzebna jest pewna reorganizacja, strategia wyborcza, koncepcja programowa. Grzegorz Schetyna, pozostając liderem, powinien dać większe pole do popisu młodym, energicznym ludziom.

    Na dalszy ciąg wywodu po prostu szkoda czasu. W wyborach parlamentarnych, przy wyższej frekwencji, PiS poparło 5.711.687 wyborców, a koalicję populistyczną 6.743.821 (łączna liczba głosów oddana na poszczególne składniki: Nowoczesna, PO, PSL, SLD). W wyborach europejskich, przy niższej frekwencji PiS poparło 6.192.780 osób, a na koalicję populistyczną zagłosowało 5.249.935 osób. To jest rzeczywista miara zdolności przywódczych G. Schetyny i jego genialnego programu wyborczego: "trzeba odsunąć PiS od władzy, bo ja chcę być premierem".

    Grzegorz Schetyna pozostając liderem nie jest w stanie wznieść się poza swoje ograniczenia. Młodym nie da większego pola do popisu, bo wycina wszystkich, którzy mogliby mu zagrozić. Dlatego na listach znajdą się miernoty, które koalicji głosów nie przysporzą. Jeśli Schetyna nie ustąpi kto tylko może powinien pakować walizki, bo granice nie będą wiecznie otwarte.

    --
    Śpieszmy się czytać posty, tak szybko znikają wraz z autorami. Trybunał Konstytucyjny padł, nietykalność funkcjonariusza Frasyniuk narusza...
  • supernowa 31.05.19, 19:07
    Moim zdaniem KE z Kwaśniewskim, Komorowskim i Tuskiem w tle to był bardzo zły pomysł.
    Ale. Teraz przynajmniej poznaliśmy prawdziwą twarz narodu. To jest jakiś plus dodatni tej sytuacji.
  • diabollo 31.05.19, 19:31
    A moim zdaniem ten naród oprócz zaczadzenia katolickim zabobonem taki głupi w cale nie jest.
    Gdyby nie miliardy majątków na katokościół i katozabobonna agitacja od przedszkola do hospicjum, Jan Paweł Olbrzymi, nad mądrościami, yntelygencja robiła w majtki z zachwytu (więc słabo łatwowierny lud uwierzył, że coś z tym olbrzymim jest wspaniałego), to tego katoogłupienia by nie było. A w kwestii popierania polityki socjalnej naród okazał się mądrzejszy od swojej yntelygencji.

    Uszy do góry. PIS pewnie trochę porządzi. Ale Zachodnia Europa też musiała najpierw przejść przez faszyzm, żeby dojrzeć do socjaldemokracji (którą wprowadzali nawet chadecy).

    Kłaniam się nisko.

    --
    Religia jest dla ludzi bez rozumu.
    /Józef Piłsudski/
  • supernowa 31.05.19, 19:40
    Chciałam Ci tylko przypomnieć, że gdyby nie ynteligencja, to byś tak sobie nie pisał na tym forum, bo by go nie było. Muszę Ci to przypominać, bo widzę, że zaćmiło nie tylko Kwaśniewskiego, Stawiszyńskiego, Lisa i innych coraz bardziej zachwyconych pisem.
  • diabollo 31.05.19, 21:38
    Nie jestem zachwycony PISem, jestem zrozpaczony głupotą yntelygencji polskiej, bo to moje korzenie.

    Kłaniam się nisko.

    --
    Religia jest dla ludzi bez rozumu.
    /Józef Piłsudski/
  • oby.watel 31.05.19, 22:16
    diabollo napisał:

    > Nie jestem zachwycony PISem, jestem zrozpaczony głupotą yntelygencji polskiej,
    > bo to moje korzenie.

    PiS jest złe, ale dobrze robi. Jakby PO robiła to samo, to też byłaby dobra. Odpowiedzialność za finanse to wymysł ynteigencji. Nie istnieje rachunek ekonomiczny, w OFE nie ma i nie było pieniędzy, państwo nie może zbankrutować, krzywa Laffera to ściema, podatki można podnosić w nieskończoność, przedsiębiorcy mają nieograniczone zasoby gotówki, którą spokojnie mogą przeznaczyć na płace, firma zawsze przynosi zyski. Trzeba być ynteigentem, żeby tego nie wiedzieć i nie rozumieć.

    --
    Śpieszmy się czytać posty, tak szybko znikają wraz z autorami. Trybunał Konstytucyjny padł, nietykalność funkcjonariusza Frasyniuk narusza...
  • leda16 31.05.19, 22:20
    oby.watel napisał:
    Grzegorz Schetyna pozostając liderem nie jest w stanie wznieść się poza swoje o
    > graniczenia.


    Jest to typowa postawa ludzi bezkrytycznych wobec siebie, których naczelną ideologią pozostaje pęd do koryta. Niestety, w świadomości społecznej już na zawsze kojarzony będzie z drugim uchachanym niearyjskim błaznem od święta 6-ciu króli, wykopanym z Nowoczesnej. O brudnych, gangsterskich metodach zdobywania poparcia przez tego yntelygenckiego lidera, można przeczytać tutaj, gdy komuś czasu nie szkoda: www.tvp.info/40398462/poprzesz-albo-cie-zniszczymy-byly-posel-po-dla-portalu-tvpinfo-o-metodach-schetyny
    A oto następna, wygrana yntelygentka. W normalnym, praworządnym kraju nie mogłaby nawet pomarzyć o wejściu na listę wyborczą a cóż dopiero o reprezentowaniu Polski na forum międzynarodowym: www.tvp.info/42623726/ Oczywiście, to wszystko wina PiS - niszczył polskie sądy i łamał Konstytucję komucha kwacha.


    Jeśli Schetyna nie ustąpi kto tylko może powinien pakowa
    > ć walizki, bo granice nie będą wiecznie otwarte.


    Schetyna ma zdrowe ręce i nogi, sam może spakować swoje walizki i jechać lebiego, skąd korzenie jego. Co do reszty Polaków, owszem mogą, ale zmądrzeli i nie chcą.




    --
    www.pmiska.pl
  • oby.watel 01.06.19, 09:58
    Swego czasu można było tam też przeczytać i o wyczynie Lipińskiego i Wojnarowskiego. Aż dziw bierze, że ani Jaki ani Gowin nie żalą się jak bardzo byli prześladowani w Platformie. Jednak zapiekła niechęć zaślepia i nie pozwala dostrzec pozytywów. Nie jest ważne kto rządzi, ale jak. Facet od sześciu króli nie nadawał się na lidera, ale w swojej dziedzinie jest specjalistą. Czego o wielu innych, na czele z jego następczynią, powiedzieć nie można.

    Nie wydaje mi się, by Schetyna był bezkrytyczny wobec siebie. Wszystko wskazuje na to, że jest bardzo krytyczny i zdaje sobie sprawę, że swoja pozycje nie zawdzięcza talentowi, ale układom. To oznacza, że musi bardzo pilnować się, żeby go nikt nie wygryzł. Największe zadatki na lidera miała Gasiuk-Pihowicz, więc ją najpierw skompromitował włączając w skład Platformy, a potem zneutralizował umieszczając na liście, choć oboje zapewniali, że nie po to wstąpiła. Prawdziwy lider nie potrzebuje takich gierek, miernota bez nich przepadnie. Rzuca się cieniem na Tusku, że tolerował w swojej partii takie metody i sam się do nich uciekał.

    > Schetyna ma zdrowe ręce i nogi, sam może spakować swoje walizki i jechać lebiego,
    > skąd korzenie jego. Co do reszty Polaków, owszem mogą, ale zmądrzeli i nie chcą.

    Zaiste zmądrzeli. Ostatnie wybory dowiodły tego niezbicie. Chociaż... Gdzieś słyszałem, że jeśli kogoś pan Bóg chce ukarać, to mu rozum odbiera. Towarzyszom z PO odebrał już dawno, więc sobie mianowali Schetynę na lidera i radośnie eliminują się z życia politycznego. Przyszła najwidoczniej według stwórcy pora na szersze grono. Chociaż... Czy głosowanie na nominatów Schetyny można uznać za działanie rozumne? Sądząc po liczbie oddanych na poszczególnych kandydatów głosów wielu wyborców miało wątpliwości.

    --
    Śpieszmy się czytać posty, tak szybko znikają wraz z autorami. Trybunał Konstytucyjny padł, nietykalność funkcjonariusza Frasyniuk narusza...
  • gaika 31.05.19, 22:14
    Troche à propos tego, co napisał Majcherek.

    www.bbc.com/news/entertainment-arts-48457401
  • gaika 02.06.19, 17:04
    Z dedykacją dla Diabollo i Grzesia.

    Z czym masz kanapkę? O nierównościach w polskiej szkole najwięcej można dowiedzieć się w stołówce.
    Kto z klasy je obiad, kto na przerwie zostaje na korytarzu? Za kogo płacą rodzice, za kogo MOPS? Dlaczego ja mam jabłko, a kolega bułkę z szynką? Według PCK co piąte dziecko w Polsce nie ma zaspokojonych potrzeb żywnościowych. Je za mało, nieregularnie albo otrzymuje posiłki bez odpowiednich składników odżywczych.
    Wola Krakowiańska. Nieco ponad 200 mieszkańców, pokonanie 30 km dzielących wieś od Warszawy trasą S8 zajmuje pół godziny. – Przeprowadziliśmy się tu niedawno. Poznałam świat, który z perspektywy korporacji trudno dostrzec – mówi Ewa Magierek. Syna zapisała do lokalnej szkoły. Kameralnie, 110 uczniów, kilkunastu z orzeczeniem o niepełnosprawności. Wielu z rodzin dysfunkcyjnych, w których się nie przelewa. I tacy, którzy przychodzą głodni.
    Jedna czwarta je szkolne obiady, dziesięcioro – finansowane przez pomoc społeczną. Koszt posiłku: 8,50 zł. – Niektórzy dopytywali, czy zostało mleko albo owoce, bo szkoła jest w programie zdrowych bezpłatnych przekąsek – opowiada Jolanta Ludwiniak, dyrektor Szkoły Podstawowej im. bł. ks. Bronisława Markiewicza.
    Najtrudniej głód znosili chłopcy ze starszych klas. Dojrzewanie, potrzeba mnóstwo energii. – Z domu dostawali kanapkę. Co to dla takiego wielkiego chłopaka? Po piątej lekcji nie ma już mowy o skupieniu.
    Renata Spodzieja stanowisko dyrektora Szkoły Podstawowej nr 4 w Ostrowie Wielkopolskim objęła dwa lata temu. – Szkoła mieści się w centrum. To uboższa część miasta, sporo tu mieszkań socjalnych, rodzin wielodzietnych, z problemami.
    W pierwszych dniach pracy gościła w gabinecie uczennicę, która również była nowa. – Zawsze mam wyłożone coś słodkiego. Rozmowa z dzieckiem idzie lepiej.
    Poczęstowała dziewczynkę. Mała spróbowała ciastka, wzięła talerz i wszystko, co na nim było, wsypała do plecaka. – To dla rodzeństwa.
    Spodzieja zaczęła się przyglądać innym uczniom. – Zobaczyłam różne rodzaje głodu. Wynikający z biedy albo zaniedbania rodziców, z zastępowania kanapek pieniędzmi na czipsy i batony, braku czasu – lekcji za dużo, przerwy za krótkie. Dziecko nie ma się kiedy najeść.
    ***
    Według PCK co piąte dziecko w Polsce nie ma zaspokojonych potrzeb żywnościowych. Je za mało, nieregularnie albo otrzymuje posiłki bez odpowiednich składników odżywczych. Nawet co trzecie nie je pierwszych śniadań. W wielu domach nie ma tradycji regularnych wspólnych posiłków, jadamy poza domem: dzieci w szkołach i świetlicach, rodzice – w pracy.
    Problemem jest jakość posiłków. – Jeśli dziecko jest głodne, to zwykle nie z powodu biedy, ale zaniedbań rodziców, ich nawyków żywieniowych. Współczesny rodzic nie ma czasu zaplanować żywienia dziecka – mówi dr Anna Harton ze Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego.
    Dr Harton od lat analizuje żywienie dzieci w Polsce. – Głodne przez zaniedbanie rodziców można spotkać również w bogatych dzielnicach stolicy – uważa.
    Określeniem, które najlepiej ujmuje problem, jest więc nie tyle „bieda” – trzy lata temu, przed wprowadzeniem 500+, dzieci żyjących w skrajnym ubóstwie było 7,6 proc., jest 4,5 proc. – ile „złe żywienie”, jak proponowali eksperci ośrodka badawczego Group for Research in APplied Economics w raporcie z 2015 r. Skutki? Skrajne dla organizmu – niedobór masy ciała lub jej nadmiar, bo dziecko zaspokaja głód w niezdrowy, oparty na cukrach prostych i tłuszczach, pozbawiony warzyw i owoców sposób, sięgając po łatwo dostępne, tanie jedzenie. Z danych Instytutu Matki i Dziecka wynika, że jedna trzecia uczniów klas drugich i trzecich szkół podstawowych cierpi z powodu nadwagi (18,5 proc.) lub otyłości (12,7 proc.). Niedowagę ma 12 proc.
    ***
    Swojej funkcji nie spełniają również szkolne stołówki. Z raportu Federacji Polskich Banków Żywności z 2016 r. wynika, że prowadzone były w trzech czwartych podstawówek i gimnazjów. Większość oferowała ciepłe posiłki, ale korzystała z nich tylko niewielka część dzieci, zaledwie w 28 proc. placówek – więcej niż połowa.
    Bank Żywności zbadał opinie rodziców uczniów szkół podstawowych na temat stołówek.
    Co piąty w ogóle nie wiedział, w jakim są stanie. Co trzeci uznał, że to nie jest komfortowe miejsce, m.in. dlatego, że uczniowie mają za mało czasu, by zjeść (im większe miasto, tym trudniej z czasem), przy stołach (bywa, że niedopasowanych do wzrostu) jest za mało miejsc, a kolejki po posiłek są za długie, by zdążyć zjeść przed kolejną lekcją.
    Obiady bywają za drogie. Posiłek kosztuje około 6-8 zł. Dofinansowanie z pomocy społecznej przysługuje rodzinom, w których dochód na osobę nie przekracza 771 zł netto. Z danych GRAPE wynika, że taką pomoc dostaje 13 proc. uczniów w wieku od 6 do 18 lat. Zdaniem ekspertów dożywianie uczniów traktowane jest jako doraźna pomoc socjalna, a nie wsparcie rozwoju dziecka.
    Kiedyś w ramach dofinansowania dziecko otrzymywało pełnowartościowy obiad. Dzisiaj pomoc zdefiniowana jest płynnie: w jednym miejscu uczeń może liczyć na dwudaniowy obiad, w innym – jedynie na jedno danie (np. samą zupę) albo tylko kanapkę czy mleko z bułką. – Jeśli to wszystko, a z domu na cały dzień dziecko nie dostaje nic więcej, to będzie głodne – zastrzega Jolanta Ludwiniak.
  • gaika 02.06.19, 17:06
    Wielu też się wstydzi obiadów „z opieki”. – Pomagać trzeba umieć. Dzieci są bardzo wrażliwe, szczególnie te, które w domu nie mają wystarczającego wsparcia. Pomoc, która stygmatyzuje, nie jest dobrą pomocą – podkreśla Renata Spodzieja.
    – W małej szkole dzieci wszystko o sobie wiedzą i bywają bezwzględne, szczególnie gdy jedni korzystają ze stołówki dzięki pomocy społecznej, a inni nie, bo im nie przysługuje, ale rodzice nie są w stanie zapłacić za obiad, bo rodzina ciut przekracza próg dochodowy – dodaje Alina Karczewska, nauczycielka i kierowniczka świetlicy w zespole szkół w Miłakowie, miasteczku w woj. warmińsko-mazurskim.
    Problemu nie rozwiązuje 500+. – Nawet nauczycielom zdarza się sceptycznie reagować, gdy mówię o głodnych uczniach, bo przecież rodziny mają już wsparcie od państwa. To tak nie działa. Wielu dorosłych, przyzwyczajonych do trudnych warunków, nie potrafi gospodarować pieniędzmi, dziecko ma z nich niewiele – dodaje Karczewska.
    ***
    To już nie bieda determinuje dziecięce niedożywienie, ale wciąż uczniowskie posiłki pozostają najlepszym miernikiem nierówności. Paradoks?
    – Pracujemy na terenach popegeerowskich. Są domy, w których rodzice nie mają wystarczających środków i wiedzy, by zapewnić dzieciom prawidłowe odżywianie – mówi Karczewska. – Zdarzało się, że kiedy część uczniów korzystała ze szkolnej stołówki, inni schodzili się, siadali obok i czekali, czy coś zostanie niedojedzone albo komuś nie posmakuje. Zdarzało się też, że dziecko zgłaszało wychowawcy ból brzucha – z głodu. Jak i to, że nauczyciele oddawali uczniom swoje kanapki.
    O nierówności od najmłodszych lat mówi też Mirosława Krawczyk, dyrektor Przedszkola Publicznego w Miasteczku Krajeńskim w Wielkopolsce. Kiedy objęła placówkę, dowiedziała się, że dzieci z oddziału przedszkolnego w maleńkim Grabównie, gdzie spędzają około siedmiu godzin dziennie, nie mają ciepłego posiłku. – Jadły kanapki z domu. Siadały przy stolikach i obserwowały się nawzajem z zazdrością, co kto dostał. Dysproporcje bywały duże – to budzi emocje, które małe dzieci kosztują bardzo wiele.
    ***
    O finansowanie posiłków wszystkich uczniów apelował trzy lata temu do ministra pracy rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar. – Usytuowanie pomocy na dożywianie w systemie pomocy społecznej powoduje, że dostępność kierowanego do uczniów wsparcia w postaci posiłku w szkole jest limitowana niezależnie od potrzeb dzieci. Możliwość uzyskania prawa do bezpłatnego posiłku mają bowiem tylko te, których rodziny spełniają kryterium dochodowe określone w ustawie o pomocy społecznej. Lepszym rozwiązaniem byłoby wprowadzenie programu dożywiania o charakterze powszechnym, dla wszystkich uczących się dzieci – argumentował.
    Temat podjęło Ministerstwo Edukacji Narodowej. Odchodząca właśnie do Parlamentu Europejskiego szefowa resortu Anna Zalewska dwa lata temu zapowiedziała dofinansowywanie obiadów wszystkich uczniom i wydłużenie przerwy na posiłek do 40 minut. Planowała system oparty na doświadczeniach Słowacji, gdzie koszty obiadów dla każdego dziecka dzielone są między budżet państwa a rodziców.
    Program szacowany na miliard złotych rocznie miał ruszyć tej jesieni. Już wiadomo, że tak się nie stanie. Przeciążone lekcjami szkoły, które już teraz organizują zajęcia na zmiany, nie są w stanie w napięty plan wcisnąć dodatkowych 40 minut przerwy. Dlatego zamiast obiadu dla każdego rząd przestawił się na obejmujący różne grupy społeczne program „Posiłek w szkole i w domu”. W latach 2019-23 państwo zamierza przeznaczyć na dofinansowanie posiłków dla uczniów i seniorów, poprawienie standardu i doposażenie szkolnych stołówek i jadalni 2,75 mld zł. Pomoc wciąż będzie uzależniona od kryterium dochodowego.
    Na darmowy posiłek dla wszystkich poza jednym wyjątkiem nie zdecydowało się do tej pory żadne państwo w Unii. Ten wyjątek to stawiana za wzór w podejściu do edukacji Finlandia, gdzie każdy uczeń od przedszkola do szkoły średniej drugiego stopnia (ponad 800 tys. osób) jest uprawniony do nieodpłatnego obiadu, a 60 tys. dzieci uczestniczących w zajęciach przed lekcjami i po nich dostaje również przekąskę.
    ***
    Wiele krajów zrozumiało jednak, że w finansowaniu szkolnego wyżywienia nie chodzi tylko o opłacenie obiadu, ale także o promocję kultury i stylu żywienia. Francuskie i irlandzkie programy szkolne obejmują m.in. temat regularności posiłków i ich składu, od podstawówki rozmawia się z dziećmi o pozytywnych i negatywnych skutkach nawyków żywieniowych. W Hiszpanii, Szkocji czy na Słowacji zagadnienia właściwego odżywiania są obowiązkowo poruszane na różnych przedmiotach, m.in. na przyrodzie i biologii.
    U nas taki sposób myślenia bliski jest organizacjom pozarządowym. Trzy lata temu Kulczyk Foundation połączyła siły z Caritasem, Towarzystwem Przyjaciół Dzieci, Polskim Czerwonym Krzyżem oraz SOS Wioskami Dziecięcymi i uruchomiła program „Żółty talerz”. Uczestniczy w nim ponad 18 tys. uczniów, działa w ponad 350 miejscowościach w Polsce. Dofinansowanie pełnowartościowych obiadów albo kanapek połączone jest z promocją zdrowego żywienia i nauką przygotowywania posiłków.
    Do szkoły w Krakowiańskiej „Żółty talerz” sprowadziła Ewa Magierek. – Szukałam w internecie rozwiązań problemów, które dostrzegłam w nowej szkole mojego dziecka. Rodziców nie trzeba było długo namawiać – mówi. Dziś obiady dofinansowywane przez fundację jedzą wszyscy uczniowie. – Syn, którego do niedawna nie byłam w stanie przekonać do warzyw, dziś jada je w szkole i w domu prosi o więcej.
  • gaika 02.06.19, 17:07
    W Ostrowie Wielkopolskim na „Żółtym talerzu” codziennie lądują pełnowartościowe kanapki. – Zbudowaliśmy kulturę jedzenia. Starsi uczniowie każdego dnia o 10.30 zsuwają w swoich klasach ławki i siadają do wspólnego posiłku. Więcej czasu spędzają też na powietrzu i się ruszają – mówi Spodzieja.
    W Miłakowie codziennie 70 dzieci je darmowe śniadania, 60 – obiady. – Świetlica jest dziś miejscem, gdzie dzieci uczą się przygotowywać posiłki, razem je jedzą, a gdy są głodne, to wiedzą, że mogą do nas przyjść – mówi Karczewska. Dzięki programowi zmienił się też los przedszkolaków z Grabówna, które wreszcie codziennie – po raz pierwszy mając taką szansę w przedszkolu – jedzą ciepły posiłek.
    ***
    – Posiłek dla każdego ucznia to szkolna rewolucja – mówi Renata Spodzieja. – Rozwiązaliśmy problem wstydu – ocenia Jolanta Ludwiniak. Gdy wsparcie dostaje każdy, nie ma dziecka, które czułoby się gorsze, bo korzysta z pomocy społecznej. – Uczniowie są spokojniejsi, bardziej skupieni. Bardziej sumiennie odrabiają lekcje i mają lepsze wyniki – wylicza Karczewska.
    Obserwacje nauczycieli potwierdzają naukowcy. Kalifornijskie badaczki Nora Gordon i Krista Ruffini prześledziły skutki powszechnych darmowych posiłków w amerykańskich szkołach. Analizując dane z lat szkolnych 2011--12 i 2015-16, doszły do wniosku, że programy tego typu eliminują ze szkoły agresję – w tych okresach mniej uczniów podstawówek i gimnazjów zawieszono za zachowanie niezgodne z regulaminem.

    www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/7,163229,24848810,z-czym-masz-kanapke-o-nierownosciach-w-polskiej-szkole-najwiecej.html

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.