Dodaj do ulubionych

Czy gej może kochać Polskę?

08.06.19, 11:37
W poszukiwaniu jednoczącego wroga władza czerpie z dobrze rozpoznanych pokładów mizoginii, rasizmu, homofobii. Tego, co w społeczeństwie istnieje od lat i wystarczy jedynie wyciągnąć na powierzchnię i nieco podkarmić. Jak zombi. Tym razem padło na LGBT: geje będą "seksualizować dzieci", bo chcieliby mieć prawo do zawierania małżeństw i dziedziczenia po sobie - mówi Jacek Dehnel.

*Jacek Dehnel ur. w 1980 r., pisarz, autor m.in. tomików wierszy: „Rubryki strat i zysków”, „Języki obce”, powieści „Lala”, „Balzakiana”, „Saturn”, „Czarne obrazy z życia mężczyzn z rodziny Goya”, „Matka Makryna”, „Krivoklat”, współautor (jako Maryla Szymiczkowa) kryminałów „Tajemnica domu Helclów”, „Rozdarta zasłona”, „Seans w Domu Egipskim” i zbioru felietonów „Dysharmonia, czyli pięćdziesiąt apokryfów muzycznych”. Laureat Paszportu „Polityki”, wielokrotnie nominowany do Nike. Nakładem Wydawnictwa Literackiego ukazuje się właśnie jego nowa powieść „Ale z naszymi umarłymi”.
Michał Nogaś: Marzenie wielu wreszcie się spełnia! W „Ale z naszymi umarłymi” Polacy przejmują władzę nad całym światem. A w zasadzie nasi przodkowie. Zombi wstają z grobów i rozpoczynają inwazję.

Jacek Dehnel: Tytuł pochodzi oczywiście z Marii Janion, a kolejne motto to cytat z Rymkiewicza, który w „Juliusz Słowacki pyta o godzinę” pisał: „Słowacki uważał, że ludzkość, cała ludzkość, żeby się przeanielić, musi się wprzód spolszczyć. (…) Przewidywał – więcej, był pewien – że cała ziemia będzie kiedyś polska, będzie Polską. (…) Myślę jednak często o tej chwili, którą przepowiadał, którą umieszczał w niezbyt dalekiej przyszłości: o tej chwili, kiedy Goethego będzie się tłumaczyć dla Niemców na polski, kiedy Byrona będzie się tłumaczyć dla Anglików na polski”.
Dalej, już w powieści, pojawia się cytat z Doroty Masłowskiej: „W dawnych czasach, gdy świat rządził się jeszcze prawem boskim, wszyscy ludzie na świecie byli Polakami. Każdy był Polakiem, Niemiec był Polakiem, Szwed był Polakiem, Hiszpan był Polakiem, Polakiem był każdy, po prostu każdy każdy każdy”.

I bardzo proszę, w „Ale z naszymi umarłymi” w końcu każdy zostaje Polakiem, a kraj nasz rozciąga się od wszystkich mórz po wszystkie morza. Ale za jaką cenę! Skoro jesteśmy przy cytatach, to Truman Capote przypisał Teresie z Ávili taki aforyzm: „Więcej łez wylano z powodu modlitw wysłuchanych niż niewysłuchanych”.
Dlaczego mielibyśmy płakać nad tym, że marzenie Rymkiewicza się spełniło?

– Zrobiłem symulację, co by się stało, gdyby naprawdę udało się zrealizować różne nasze mity narodowe. Że jesteśmy ludem wybranym, który ma do odegrania rolę szczególną, przedmurzem, depozytariuszami wartości najwyższych, których innym narodom poskąpiono. Że to my zbawimy tę zepsutą Europę, wnosząc do niej swojskość etyczną, wzniosłą, wspaniałą i leczącą. Że my, naród rycerzy, zawsze krzywdzeni, musimy się wreszcie odegrać.

Zasadniczy szkielet tej książki wymyślił ponad osiem lat temu mój mąż, Piotr. Wpadł na pomysł filmu o polskich zombi, dzięki którym możemy się wreszcie „odgryźć całemu światu”.
Stąd taka popowa wręcz konwencja?

– No właśnie o konwencję pokłóciliśmy się z Piotrem. On to pisał jako krótką, żartobliwą recenzję nieistniejącego filmu. Ja zaś, obserwując, co się dzieje dookoła, zacząłem go przekonywać, żebyśmy wspólnie napisali powieść. Piotr uważał, że ja nie umiem pisać prozy gatunkowej, że tekst musi być poważniejszy, mroczniejszy. Ale sama istota jego pomysłu – że zombi ugryzieniem nie tylko zmieniają ofiarę w zombi, ale również w Polaka – jest przecież niepoważna.
Napisałem więc książkę sam, wychodząc z założenia, że proza gatunkowa ma duży potencjał adaptacyjny, a zombi są tylko metaforą. Owszem, „Ale z naszymi umarłymi” to z początku powieść zabawna, ale okazuje się być pułapką zastawioną na czytelnika: im dalej w las, tym więcej mroku. Jedna z pierwszych czytelniczek powiedziała mi, że pod koniec lektury bała się iść przez ciemny korytarz do łazienki.

Zacząłem pisać tę książkę w 2012 roku i z rosnącym niepokojem obserwowałem zmiany w Polsce i w innych krajach. Rzeczy, które jeszcze nie tak dawno zdawały się nie do pomyślenia, nie do wypowiedzenia publicznie, nagle takimi się stawały. „Ale z naszymi umarłymi” to książka o normalizacji koszmaru.
Mało optymistyczny początek rozmowy.

– Ta książka nie jest produktem optymizmu. Raczej sposobem na poradzenie sobie z coraz bardziej pesymistycznymi myślami na temat momentu i miejsca, w którym znaleźliśmy się jako społeczeństwo – czy też, jak powiedzieliby inni, jako naród. O obsesjach, którymi się karmimy.
Czyli?

– Przede wszystkim o stale rosnącej obsesji ksenofobicznej. Musimy zewrzeć szeregi i być jeszcze prawdziwszymi Polakami. Ci najbardziej prawdziwi z prawdziwych powinni bardzo szybko pozbyć się tych prawdziwych niewystarczająco. Historia rewolucji, nazizmu czy bolszewizmu jasno pokazuje ten obłęd rafinacji: najpierw trzeba się pozbyć 10 proc. społeczeństwa, ale oto wśród pozostałych 90 proc. wciąż znajdują się ci nie do końca czyści, i tak to idzie dalej, aż do tej słynnej ryciny, na której Robespierre, zgilotynowawszy wszystkich, ścina głowę samemu sobie.

W Polsce świetnie dziś widać ten pęd ku oczyszczaniu. Powinniśmy się uwolnić od różnych mniejszości: etnicznych, religijnych, a przede wszystkim od społeczności LGBT, bo ta zastąpiła imigrantów i muzułmanów. W kampanii przed wyborami europejskimi lesbijki i gejów przedstawiano jako największe zagrożenie. To rzecz jasna cyniczna gra, lecz narracja osadza się w społeczeństwie jak metale ciężkie.

Niektóre narracje nie chwytają: nie udało się z aborcją, bo okazało się, że kobiety są zbyt silną grupą. Nie do końca wyszło z antysemityzmem, bo rządowi zależy na jedynym, chwiejnym sojuszu, który mu pozostał: z USA, a Trump dobrze żyje z prawicowymi władzami Izraela. Co zresztą dobrze pokazuje, dlaczego nie jest możliwa Międzynarodówka Nacjonalistów.
Edytor zaawansowany
  • gaika 08.06.19, 11:39
    W poszukiwaniu jednoczącego wroga władza czerpie z dobrze rozpoznanych pokładów mizoginii, rasizmu, homofobii. Tego, co w społeczeństwie istnieje od lat i wystarczy jedynie wyciągnąć na powierzchnię i nieco podkarmić. Jak zombi. Tym razem padło na LGBT: geje będą „seksualizować dzieci”, bo chcieliby mieć prawo do zawierania małżeństw i dziedziczenia po sobie.
    Stoik powiedziałby: dziś lesbijki i geje, jutro szybownicy, do kolejnych wyborów o was zapomną.

    – Dla mnie był ciekawy ten szok, jaki przeżywają teraz inne grupy społeczne, choćby lekarze czy sędziowie: obrażani publicznie, uznani za złodziei i piewców dawnego systemu. Tacy są biedni, nieprzyzwyczajeni, zaskoczeni. A dla mnie i dla wielu moich znajomych to chleb powszedni, nas obraża się w Polsce publicznie od lat. Co zresztą nie jest wyłącznie dziełem PiS, przecież Marszów Równości zakazali trzej prezydenci miast: dwaj z PO, jeden z SLD, taka jest ta wielce europejska koalicja.

    Teraz o najbardziej plugawe przestępstwa oskarża się nas publicznie, ale idzie to też podskórnie, bliżej: w rozmowach na żywo i w necie, w komentarzach na forach, na ulicy nawet. Ileż to się o sobie nasłuchałem: że pedał, wykształciuch, pseudointeligent i bolszewik, bo przecież „ideologia LGBT” to neomarksizm, a neomarksiści to bolszewicy i staliniści. Do tego z takim nazwiskiem z pewnością jestem Żydem, a gej i Żyd to najgorsza mieszanka.

    Mąż wprawdzie zawsze o mnie mówi, że jestem gruboskórnym poetą, ale to wszystko w człowieku jakoś się osadza. Nawet w takim gruboskórnym. Życie z tym wszystkim stało się potwornie męczące, również przez brak perspektywy zmiany. Za pierwszego PiS-u takie rzeczy też miały miejsce, ale trwało to nieco ponad dwa lata. Dziś już prawie cztery i z zapowiedzią kolejnych czterech.
    Katalog wrogów się w końcu wyczerpał?

    – Ależ skąd. Żyje przecież wśród nas bardzo wielu Ukraińców, mamy sporą mniejszość wietnamską. Pobicia Ukraińców na wschodzie i południu są coraz częstsze.
    Ciekawe swoją drogą, że w tym katalogu słabo widać Rosję, a przecież w polskiej kulturze istnieje bardzo silny i uzasadniony historycznie wzorzec złego, groźnego imperium na wschodzie. I akurat to państwo, o którym wiemy, że macza palce w finansowaniu sił antydemokratycznych, we wpływaniu na wybory w Stanach, w państwach unijnych i tak dalej, jest cicho. Pojawia się nawet taki sentyment: Putin, wiadomo, zły, ale z tymi pedałami z Eurosodomy to dobrze robi. Caryca Katarzyna może i zamordystka, ale stoi po stronie tradycyjnych wartości, nie to, co ci jakobini. Przecież na tym opierała się targowica.
    W „Ale z naszymi umarłymi” polskie władze próbują otoczyć wstające z grobów zombi opieką. Nagle okazuje się, że to nasi bracia, nosiciele narodowych wartości, że podniesienie na nich ręki będzie podniesieniem ręki na ojczyznę. Zbyt późno zorientują się, że wyhodowali tych, którzy i z nimi się rozprawią.

    – Władza z powieści jest słaba i zachowawcza, chce tylko dotrwać do wyborów. Nasza klasa polityczna zawiązuje przedziwne, irracjonalne sojusze. Czasem ciche, czasem jawne, bez jakiegokolwiek wstydu. Z organizacjami paramilitarnymi, kibolami, z przedziwnymi naukowcami, którzy próbują podważać fakty. Do tego otwarty alians z Kościołem, niejasne interesy z gruntami, wspomaganie katolickich organizacji i fundacji w zamian za zgodę na używanie ambon w celach politycznych. I nie mówię tylko o PiS, przecież kult „żołnierzy wyklętych” rozwijał Komorowski. A kto łypał oczkiem do JOW-owców Kukiza?

    Dla doraźnych i niepewnych korzyści wprowadza się do mainstreamu kogokolwiek. Antyszczepionkowców, faszoli, wyskrobki z dna życia politycznego. Władzy wydawało się, że ma pod kontrolą wszystkie te partyjki, które przed ostatnimi wyborami scaliły się w operetkową Konfederację, a one przestała być planktonem, dobiły do blisko 5 proc. poparcia, gdyby zaś szły w koalicji z Kukizem, miałyby szansę zdobyć nawet co dziesiąty głos.

    W „Ale z naszymi umarłymi” piszę o powrotowcach, tych, którzy niesieni patriotycznym uniesieniem wierzą, że powstałe z grobów zombi to znak, że teraz Polska będzie największym mocarstwem świata. W obrębie Kościoła tworzą osobną sektę z własną liturgią i czarnymi strojami. Książka była skończona, kiedy dowiedziałem się o gwardii przybocznej arcybiskupa Jędraszewskiego: rycerze Zakonu Jana Pawła II w czarnych, haftowanych płaszczach, którzy blokują wejście do kurii i przepędzają dziennikarzy.
    Miałeś prorocze sny?

    – Nie były konieczne, to się samo pisało. Znaczna część książki jest o tym, co dzieje się w języku: o brutalizacji, zużyciu słów, orwellowskim odwracaniu ich sensu, nadymaniu znaczeń. O tym, jak przebija przez język fantazja o złotym wieku, który musimy odbudować według urojonych wzorców. „Make Poland great again”, cała ta mania rekonstrukcyjna, która ma odtwarzać epokę nieistniejącą. Wystarczyło przyłożyć ucho i posłuchać, jaki jest współczesny język.
    Jaki?

    – Robaczywy, zepsuty. Żyjemy w czasach kompletnego braku odpowiedzialności za słowa.

    Bohaterowi mojej powieści, pracownikowi telewizji, śni się, że i jemu, i jego kolegom język dosłownie pleśnieje, zaczyna być puchnącym, brzydkim kawałkiem mięsa, który nie mieści się w ustach.

    To właśnie nas dotyka. Niektórzy używają tego dyskursu świadomie, cynicznie, inni z niewiedzy, z fanatyzmu, powtarzają słowa, zdania, całe frazy zasłyszane w mediach. Pojawia się fantazja o „oczyszczaniu”: kiedy lubelski wojewoda, doktor KUL-u, czy posłanka Kruk chcą, by kolejne regiony Polski były „wolne od ideologii LGBT” czy wręcz „wolne od LGBT”, to przecież muszą wiedzieć, z czego czerpią. Z hitlerowskiego „Judenrein”. Zresztą polskiego też, niestety: widziałem właśnie takie zdjęcie z lat 30., wielki transparent „Kalisz wolny od Żydów”. A ludzie to podchwytują, często bezrefleksyjnie. Cieszą się, że wreszcie wolno tak mówić.
    Na to nakłada się jeszcze działalność internetowych trolli: czasem opłacanych, którym wszystko jedno, kogo obrzucą błotem, czasem szczerze wierzących, że należy „utylizować” gejów, uchodźców czy kogo jeszcze. Wessali już w siebie wirus pogardy i posyłają go dalej. I nie bardzo widzę możliwość zatrzymania tej machiny. Łudziłem się, że momentem otrzeźwienia mogło się stać zabicie Pawła Adamowicza: morderstwa polityczne zwykle robią wrażenie, zwłaszcza że u nas nie zdarzyły się od lat 30. XX wieku, więc była szansa na oczyszczający wstrząs. Ale nawet to nie wystarczyło.

    Zrobaczywiało coś głębszego. Nasza tradycja dyskusji ma podstawy sięgające jeszcze antyku: możemy się nie zgadzać, ale przedstawiamy tezy, argumenty, kontrargumenty i w ten sposób dochodzimy do czegoś bliższego prawdy, więc wspólnie możemy lepiej ocenić sytuację. To pewien układ, w którym akceptujemy, że fakty będą ważniejsze od mniemań, źródła mają swoją hierarchię itd. To się kończy, kiedy jedna strona przedstawia wyniki badań wybitnych naukowców, a druga youtubera nadającego teorie spiskowe ze swojej kanciapki i domaga się, by uznać to za równoważne elementy wiedzy o świecie. Albo że teoria ewolucji i kreacjonizm to „dwie równoważne teorie”, których powinniśmy uczyć w szkole, bo „Darwin się mylił”, i „pan może pochodzi od małpy, ale ja nie”.

    Niedawno pewien pan podwoził Piotra i mnie ze spotkania autorskiego. Zaczął przekonywać, że dziś 30 proc. społeczeństwa francuskiego stanowią muzułmanie. Odpowiedzieliśmy, że to nieprawda, jest ich około 10 proc., natomiast faktycznie, w badaniach opinii publicznej wyszło, że Francuzom wydaje się, że muzułmanie stanowią już blisko 1/3 społeczeństwa. A on na to, że „tak dokładnie to nie wie” ale „przeczytał to gdzieś w internecie” i „prawda leży pośrodku”. No nie, prawda leży tam, gdzie leży.
    A o pederastach i seksualizacji coś „przeczytał gdzieś w internecie”?
  • gaika 08.06.19, 11:43
    A o pederastach i seksualizacji coś „przeczytał gdzieś w internecie”?

    On Bogu dzięki nie. Ale coraz więcej moich znajomych – o ile może sobie na to pozwolić – wyjeżdża z Polski albo planuje wyjazd do państw, w których można chodzić z partnerem za rękę, nie obawiać się agresji dlatego, że zrobiło się rzecz tak naturalną jak okazanie czułości. Ktoś, kto nie doświadcza tego na co dzień, nie ma pojęcia, jak to się osadza w organizmie. Dla niektórych spędzanie części roku poza Polską stało się strategią przetrwania.

    Zresztą nie chodzi tylko o osoby LGBT. Już w 2015 roku, zaraz po wyborach, usłyszeliśmy, że ci, którym nie podoba się nowa rzeczywistość, mogą spakować walizki. Architektom, blacharzom czy hydraulikom stosunkowo łatwo znaleźć pracę w innym kraju. Ale dla pisarzy czy tłumaczy, głęboko związanych z kulturą i językiem, to już znacznie trudniejsze. Kilka dni temu na jednym z festiwali literackich rozmawiałem o emigracji z twórcami znanymi, lubianymi, mającymi rodziny i dzieci. Też zaczynają się dusić. Analizowanie możliwych kierunków, giełda krajów, szukanie grantów, dłuższych lub krótszych wyjazdów. Drugą połowę ubiegłego roku spędziłem w Szwajcarii, gdzie kończyłem powieść, niedługo wyjeżdżam na kolejne stypendium. Nieprzypadkowo: staram się o nie konsekwentnie, wysyłam kolejne wnioski, bo myślimy z Piotrem o wyjeździe na dłużej.

    Dopiero po masowej emigracji fachowców, „polskich hydraulików” okazało się, jak nam ich zabrakło. To samo dzieje się teraz z lekarzami. Fachowców udało się sprowadzić z Ukrainy, ale pisarzy sobie nie wymienimy. Grozi nam drenaż mózgów porównywalny z latami 80.
    Smutne.

    – Tak, ale nie widzę powodu, by o tym nie mówić. Choć pewnie usłyszę heheszki i z prawej, i z lewej.
    Są i tacy, którym nowa rzeczywistość nie przeszkadza. Zaczęli się w niej urządzać.

    – Najwyraźniej dzisiejsza Polska im odpowiada. Cóż, mają prawo. Mam i takich bohaterów w najnowszej książce.

    W każdym systemie autorytarnym czy totalitarnym część społeczeństwa, w tym elit, twórców, doskonale potrafi się odnaleźć. Więcej – entuzjastycznie popiera budowę nowego człowieka. W moim „Saturnie” jest taka scena – prawdziwa historyczna – w której lud Madrytu wprowadza na tron wypędzonego króla, potwornego konserwatystę i zamordystę. Ludzie oddają mu hołd i niosą w pochodzie kajdany, skandując: „Precz z wolnością!”. Wymyśliłbyś coś takiego?
    Maciej Zaremba Bielawski powiedział mi ostatnio, że Polacy są narodem, który potrafi się zjednoczyć i walczyć, gdy uciskają go siły zewnętrzne. Ale gdy wolność ogranicza im ktoś stąd, ktoś z nas, godzą się z tym znacznie łatwiej, jak gdyby lubili być uciskani przez swoich.

    – Wracamy do tego, że „swoi” i „obcy” to kategorie, którymi można manipulować. Władzy, nawet jeśli jest narzucona z zewnątrz, łatwiej dokręcać śrubę, kiedy wyodrębni ze społeczeństwa „obcych”. Wtedy trzeba robić „front jedności narodowej” – i co z tego, że Gomułka to pachołek kacapów, skoro jednak nasz, piastowski, pogonił tych przybłędów z „Syjamu”? To są trwałe wzorce, powszechne, nie tylko polskie.

    Natomiast zdecydowanie polskie w tej powieści jest to, że bazuje na fantazmacie romantycznym, trwałym i stale się w różnych formach odradzającym, którym nasza współczesna polityka głęboko nasiąkła. Martyrologia, mesjanizm, obsesja trupa, upiora. Kiedy zaczynałem pisać „Ale z naszymi umarłymi” siedem lat temu, nie żyliśmy jeszcze w cieniu ekshumacji, otwierania trumien smoleńskich. To jest żywienie się trupim jadem, wzajemne infekowanie się nim, urządzanie kolejnych pogrzebów. Kiedyś mówiono, że to kraj, którym rządzą dwie trumny: Piłsudskiego i Dmowskiego. Teraz jest ich więcej.
    Mamy niezłą tradycję.

    – No tak, sprowadzaliśmy sobie do ojczyzny zwłoki wieszczów i mężów stanu: Mickiewicza, Słowackiego, wielu innych, celebrując ten cmentarny patriotyzm. Wynoszenie czaszek, rozdzieranie trumien na relikwie, odcinanie pukli włosów. Trup, którego sobie przywieziemy i zakopiemy bliżej nas, będzie promieniował, natchnie nas do walki o przetrwanie. To wszystko oczywiście wyrasta z realnej traumy narodowej: rozpadu państwa, a potem rozjechania przez dwa totalitaryzmy. Przydałaby się nam jakaś zbiorowa terapia.

    I kto miałby ją przeprowadzić?

    – Psychoanalityków potrzebny byłby legion.
    A serio, właśnie temu służy sztuka i literatura: wyciągamy to, co ukryte, zepchnięte, wstydliwe, co gnije pod powierzchnią i nas zatruwa. Przepracowujemy i staramy się dojść do wniosków, które w przyszłości pomogą nam uniknąć traum oraz powtarzać rozwiązania korzystne. Tyle że przy tak niskim czytelnictwie to marzenie ściętej głowy.
    Bernhard i Jelinek próbowali leczyć Austriaków. Nie do końca im wyszło.

    – Ale próbowali! I niektórych jednak wyleczyli, co oznacza, że bez nich byłoby znacznie gorzej. Nam też byłoby o wiele trudniej, gdybyśmy nie mieli, mówiąc umownie, Gombrowicza, tylko samego Sienkiewicza. Są pozytywne przykłady: choćby to, co ogólnie nazywamy Jedwabnem, a oznacza w ogóle stosunek Polaków do Żydów w czasie okupacji. Mimo oburzenia, wyklinania, wznawiania śledztw, krzyczenia o fałszerstwie i zdradzie narodowej jesteśmy w zupełnie innym miejscu, jeśli chodzi o świadomość „Judenjagd” niż 20 lat temu.
    Mówisz, że w „Ale z naszymi umarłymi” im dalej w las, tym więcej mroku, jednak pozwalasz nam się zaśmiać w głos. Także z wielkich polskich przywódców. Gdy wstaje z grobu marszałek Piłsudski i na grzbiecie również wskrzeszonej Kasztanki rusza na podbój Wschodu, musi koniecznie zahaczyć o Wilno, żeby odebrać serce.

    – Że na Rossie leży „Matka i serce syna”, pierwszy raz usłyszałem jako kilkulatek i wryło mi się to w pamięć. Część patriotycznego wychowania, ale też makabryczny szczegół przemawiający do dziecka. Z Kościuszki i Chopina też wyciągnięto serca, oba są zresztą niedaleko stąd, jedno w filarze Świętego Krzyża, drugie na Zamku Królewskim.

    Tak, w książce eksploruję tę nekropolię pamięci zbiorowej: krypty na Wawelu, Augustyn Kordecki w Częstochowie, zzombifikowany generał Sowiński, który nawykowo odgryza nogi ofiarom, żeby przypasować tę właściwą i znów normalnie chodzić.
    A prezenterów „Wiadomości” w telewizji publicznej ubierasz w skrzydła husarii!

    – Przecież nie wziąłem tego znikąd, samo mi to przypłynęło na fali wzmożenia rekonstruktorskiego. Te kaloszki ze skaju imitujące szlacheckie buty z cholewami, te broszki babcine na futrzanych czapach spod hali... Ta wielkość udawana, markowana, wykonana z „rury starej użytecznej”, jakby do akcji wkroczył Adam Słodowy na potężnym kacu. Złotogłów z poliestru.

    Przeczytałem niedawno w internecie zdanie, które świetnie opisuje specyfikę naszego społeczeństwa: „To nieprawda, że Polacy interesują się historią, oni się nią ekscytują”. A w tej ekscytacji wcale nie chodzi o to, byśmy się dowiedzieli, kim jesteśmy, skąd pochodzimy, jakie były losy tej wspólnoty, tylko żebyśmy sobie podbudowali własną wartość. Kolumb był Polakiem.
    Jesteś gotowy na to, że usłyszysz od niektórych publicystów i krytyków: kala świętości, wyśmiewa wielkich Polaków, drwi z arcybiskupa, i to Krakowa, no obraża naród?

    – U mnie w Krakowie jest biskup, nie arcybiskup, a kiedy pisałem o premierze, mieliśmy jeszcze premierkę. Te władze, ci biskupi to portret zbiorowy klasy politycznej, a nie publicystyczny kawałek o Morawieckim, Jędraszewskim czy ogólnie o PiS. To mnie w ogóle nie obchodziło.

  • gaika 08.06.19, 11:45
    A kalanie... Ja „kalam świętości” i „obrażam naród” oraz „naszą matkę Kościół” co drugi dzień. Przez pewien czas „Ale z naszymi umarłymi” to miał być serial – nie powstał, bo producent zaproponował umowę, w której bralibyśmy na siebie ewentualne pozwy „obrażonych”. Napisałem tę książkę dla dobra wspólnoty, do której należę – choćby samozwańcze ciecie polskości wciąż pokazywały mi drzwi – czyli, co brzmi może nieco kiczowato, właśnie z pobudek patriotycznych. Nawet jeśli niewiele w niej pokrzepienia serc.

    wyborcza.pl/7,75410,24874619,nawet-kolumb-byl-polakiem.html#S.DT-K.C-B.1-L.1.foto#s=BoxWyboMT:undefined
  • walmart.ca 08.06.19, 15:51
    Łudziłem się, że momentem otrzeźwienia mogło się stać zabicie Pawła Adamowicza: morderstwa polityczne zwykle robią wrażenie, zwłaszcza że u nas nie zdarzyły się od lat 30. XX wieku, więc była szansa na oczyszczający wstrząs. Ale nawet to nie wystarczyło.

    Zrobaczywiało coś głębszego. Nasza tradycja dyskusji ma podstawy sięgające jeszcze antyku: możemy się nie zgadzać, ale przedstawiamy tezy, argumenty, kontrargumenty i w ten sposób dochodzimy do czegoś bliższego prawdy, więc wspólnie możemy lepiej ocenić sytuację. To pewien układ, w którym akceptujemy, że fakty będą ważniejsze od mniemań, źródła mają swoją hierarchię itd. To się kończy, kiedy jedna strona przedstawia wyniki badań wybitnych naukowców, a druga youtubera nadającego teorie spiskowe ze swojej kanciapki i domaga się, by uznać to za równoważne elementy wiedzy o świecie. Albo że teoria ewolucji i kreacjonizm to „dwie równoważne teorie”, których powinniśmy uczyć w szkole, bo „Darwin się mylił”, i „pan może pochodzi od małpy, ale ja nie”.


    Ciągoty do głupoty są naturalne i wszechobecne, ale takiej lawiny debilizmu jaka ostatnio nawiedziła Ojbczyzne Najjaśniejszo to chyba najstarsi starcy nie pomną...
    (O czym też wspominał Leszek Jażdżewski w rozmowie z Sutowskim:
    „kanon obciachu się zmienił – wtedy inteligencja mu to wypominała (tzn. disco-polo Kwasniewskiemu), a dziś usłyszysz disco polo w klubach studenckich. Dziś dominuje swojskość, ja to nazywam „naszyzmem”, czyli takim poczuciem, że to, co nasze, jest najlepsze, bo nasze jest, vide My, Słowianie na Eurowizji. Mówię o tym, bo kiedyś snobizm Polaków na zachodniość miał swe konsekwencje polityczne”
    „to wolna Polska na katechezie i tych anachronicznych podręcznikach do polskiego wychowała najbardziej nacjonalistyczne pokolenie”... itd... itp...)

    Moim zdaniem to przenikanie trującego bezsensu do maintreamu jest w dużym stopniu rezultatem narodzin gwiazdy wadowickiej, JePego 2, Największy Polak tak uwierzył w to swoje posłannictwo i swoje gwiazdorstwo, że nawet zaczął rywalizować Herbertem, a nawet z Michaelem Jacksonem. A w Polskiej kulturze i nauce - Jan Paweł to, Jan Paweł tamto, Nauczanie Jana Pawła i jego My zaczęło dominować we wszelkich dyskusjach i dyskursach; obłęd od Gazety Wyborczej po Newsweek Polska – profesory i doktory habilitowane godziły naukę z wiarą, kościół z akademią i zabobon z prawdą. No to macie teraz polski odpowiednik Montezuma revenge, czyli wielką Jan-Pawłową sraczkę...
  • gaika 08.06.19, 22:43
    walmart.ca napisał:

    > Ciągoty do głupoty są naturalne i wszechobecne, ale takiej lawiny debilizmu jak
    > a ostatnio nawiedziła Ojbczyzne Najjaśniejszo to chyba najstarsi starcy nie pom
    > ną...
    > (O czym też wspominał Leszek Jażdżewski w rozmowie z Sutowskim:
    > „kanon obciachu się zmienił – wtedy inteligencja mu to wypominała (tzn. disco-
    > polo Kwasniewskiemu), a dziś usłyszysz disco polo w klubach studenckich. Dziś d
    > ominuje swojskość, ja to nazywam „naszyzmem”, czyli takim poczuciem, że to, co
    > nasze, jest najlepsze, bo nasze jest, vide My, Słowianie na Eurowizji. Mówię o
    > tym, bo kiedyś snobizm Polaków na zachodniość miał swe konsekwencje polityczne”
    > „to wolna Polska na katechezie i tych anachronicznych podręcznikach do polskie
    > go wychowała najbardziej nacjonalistyczne pokolenie”... itd... itp...)
    >
    > Moim zdaniem to przenikanie trującego bezsensu do maintreamu jest w dużym stopn
    > iu rezultatem narodzin gwiazdy wadowickiej, (...)

    Myślę, że czas już się odspawać od JPII, także dlatego, że jego legenda co nieco jednak wystygła. Niezależnie od tego, jak duże poczynił mentalne spustoszenie, takie uporczywe trzymanie się go zębiskami pachnie problemem do przepracowania (jakby powiedział Hartman).

    Jarozbaw jest mistrzem w sięganiu do pokręconej przeszłości i niekoniecznie warto naśladować te schematy. Trzeba zacząć myśleć kategoriami ludzi z pokolenia Jażdżewskiego. Lekcje z historii należy pamiętać, ale nie można wciąż i wciąż ich doświadczać (pachnie rekonstrukcją historyczną). Nurzanie się w dawno zmarłych papieżach to jak nurzanie w dawno przegranych powstaniach.

    I kwestia druga. Czy godzenie się z 'dyktaturą disco polo', bo jak twierdzi Diabollo, niezgoda na pewne zachowania i popularyzację pewnych gustów, krytyka pewnych postaw to klasizm, prowadzi Polskę w jakimkolwiek sensownym kierunku? Ja się obawiam, że to dramatyczny błąd (o czym dopiero nieśmiało zaczyna przebąkiwać lewica) i coraz więcej Polaków wyjeżdża nie tyle z powodów ekonomicznych, ile z powodu dyktatu chamstwa i szerokiego na nie przyzwolenia.
  • suender 08.06.19, 19:23
    gaika 08.06.19, 11:37

    > Czy gej może kochać Polskę?

    - Co tu za denne teksty są wklejane i wpisywane!
    Przecież wiadomo od dawna, że prawdziwych gejów i lesbijek nie ma, tylko tak zwani "pseudo", co to wpadli w sidła ideologii LBGT. Dla jasności trzeba tu przeprosić osoby bi-płciowe biologicznie, z urodzenia, jeżeli ktoś by chciał ich do nawiedzeńców z LGBT zaliczyć.
    Owi ludzie to nieszczęśnicy podobnie do tych co przyszli na świat z garbem albo z rozszczepem kręgosłupa..

    - W związku z powyższym uprzejmie proszę o nie generowanie sztucznych problemów zalatujących zabobonami i fantasmagorią!

    ------------------------------------------------
    Łączę upał z orzeźwiającym deszczem.
  • gaika 08.06.19, 22:45
    Kto Ci, Suenderze, zrobił taki straszliwy kocioł w głowie?

    *
    Łączę rozsądek z wiedzą.
  • diabollo 08.06.19, 23:46
    Kościół Katolicki tak ogłupił Polaków.

    Za miliardy gotówki i majątków, którymi solidarnościowe yntelygenckie elyty katokościół utuczyły.

    Jeszcze jacyś fani Jana Pawła Olbrzymiego, Bonieckiego i Lemańskiego?

    Kłaniam się nisko.

    --
    Religia jest dla ludzi bez rozumu.
    /Józef Piłsudski/
  • walmart.ca 09.06.19, 04:29
    Chociaż, z drugiej strony, w takiej cywilizowanej Anglii, i bez katechezy w szkołach:
    www.theguardian.com/uk-news/2019/jun/08/london-bus-attack-fifth-arrest-after-homophobic-assault
    czyli Gaika ma rację, no chyba, że to byli Polacy... Jedno jest pewne - panowie Jacek i Piotr powinni bardzo ostrożnie wybrać nowe miejsce zamieszkania...
  • diabollo 09.06.19, 23:23
    Czcigodny Walmarcie,

    Głupota jest wszędzie, tak jak przemoc i ekstrema.
    Ale tylko w PL od ostatnich 30 lat z budżetu państwa była finansowana i obdarowana miliardami złotych i wartymi miiliarday nieruchomościanami korporacja o charakterze totalitarnym, nie-transparentnym, i propagująca nienawiść wobec mniejszości (jak zawsze od początków katokościoła).

    Korporacja karokościół przeznaczyła te gigantyczne środki na zabobonną agitację i ogłupianie polskiego społeczeństwa.
    I po trzydziestu latach takiej zabawy, kiedy za tuczeniem katokościoła stała yntelygencja, nie można mieć pretensji do ludu, że ciemnno-katozabobonny.

    A kto temu ludowi ten katozabobon za gigantyczne pieniądze i nieruchomości pięścią do gardła wcisnął?

    Kłaniam się nisko.

    --
    Religia jest dla ludzi bez rozumu.
    /Józef Piłsudski/
  • gaika 10.06.19, 00:02
    diabollo napisał:

    > I po trzydziestu latach takiej zabawy, kiedy za tuczeniem katokościoła stała yn
    > telygencja, nie można mieć pretensji do ludu, że ciemnno-katozabobonny.

    Proces to dużo dłuższy niż 30 lat. A ta ynteligencja też przed chwilą była 'ludem', więc nie bardzo możesz się przyczepić, że kolana jej się uginały na widok zestawu obowiązkowego (JPII+Półtawska), bo oświecenia nie zaznała. Popatrz na niejakiego Millera, który wszedł kościołowi najgłębiej. Skąd on się wziął, hę?

    No i kto ma pretensje do ludu? Ja na przykład mam nieustające pretensje do władzy (tej i poprzednich), że nie wpływa na zmianę struktury społecznej, tylko konserwuje, bo jest jej wtedy łatwo i wygodnie (bezczelnie lud wykorzystuje, a że jest go dużo w Wolsce, to i wybory wygrywają).

    Mam też pretensje do lewicy w ogóle, że straciła swoje 5 minut, a do części lewicy, że zaczęła przeginać, odpychając naturalnie lewicowy elektorat.
  • gaika 10.06.19, 22:07
    JPII i inteligencję. I problem z bani.

    walmart.ca napisał:

    > Jedno jest pewne - panowie
    > Jacek i Piotr powinni bardzo ostrożnie wybrać nowe miejsce zamieszkania...

    Gorzej, jeśli ktoś nie może wybierać.


    Facet słyszy mój akcent i od razu: "Co, ukraińska kurwo, wracaj do siebie". A czy ja wam coś tu zabieram? Przecież jak jesteś Ukraińcem w Polsce, to musisz zapierdalać.
    Roman przychodzi z dwoma młodszymi kolegami, którzy podobnie jak on jeżdżą Uberem po Warszawie. Ma 33 lata, do Polski przyjechał dwa i pół roku temu z Charkowa. – Na Ukrainie miałem dwie ciężarówki, prowadziłem firmę transportową. Szło nieźle, ale wziąłem samochód na kredyt, a hrywna poleciała w dół! Trzeba było jechać do Polski zarabiać – mówi. Zdaniem kierowców, pracując dziesięć godzin dziennie, bez problemu można wyciągnąć 5 tysięcy na czysto – już po odjęciu paliwa. Roman jeździ citroënem picasso z 2008 roku. Mieszka w Warszawie z żoną i rocznym dzieckiem. Starszą, jedenastoletnią córkę zostawił z jej matką w Charkowie. Ponieważ rozmowa schodzi na zarobki w Polsce, rzucam mimochodem pytanie, czy wysyła do Charkowa alimenty. Pytanie nie podoba się: – To trudne sprawy, nie chcę o tym mówić.
    Przechodzimy do zdarzenia, z powodu którego spotkaliśmy się.
    DISCO POLO
    – Zaczęło się o godzinie 22.29. Dostałem zlecenie na Wolską 64 a. Trzech mężczyzn i trzy kobiety, pary. Zamówili kurs do klubu Explosion na Wale Miedzeszyńskim. Z wyglądu to były takie normalne chłopaki, ja w takiej sytuacji rozmawiam luźniejszym językiem. Jedna dziewczyna wchodząc potknęła się i upadła na tylną wycieraczkę na czworakach. „Najebana?” – pytam.
    Kiedy ruszyliśmy, zaczęli naciskać, żebym włączył disco polo: „Może pan włączyć sto cztery coś tam coś tam?”. Odpowiedziałem grzecznie, że radio mi nie działa. Słucham tylko z telefonu. Wtedy ten, co siedział koło mnie, uparł się, że sam poszuka muzyki na moim telefonie. Żebym udostępnił. Ja swojego telefonu nie dam. Mam zasadę: pierwsze złe słowo w moją stronę i koniec jazdy. Ponieważ szybko padło kilka takich słów, stanąłem blisko ronda Zesłańców Syberyjskich. „Przepraszam, możemy tu skończyć” – mówię. „Nie no, proszę pana, niech pan nas dowiezie” – zaczęły dziewczyny z tyłu.
    OK, pojechałem dalej. Ale jak tylko ruszyłem, znowu się zaczęło: „Pan nie toleruje polskiej kultury”, „Pan nie kocha Polski”, i żebym udostępnił telefon. Trzysta metrów dalej znowu, więc stanąłem i tym razem mówię: „Do widzenia”.
    Wtedy usłyszałem: „Ukraiński śmieć”, „Ukraińska kurwa”, „Wracaj do siebie”, „My ci tu lusterko rozbijemy”.
    Część wychodziła, a jeden z tyłu pięściami zaczął bić mnie w głowę. Zdołałem chwycić telefon i zacząłem nagrywać. Ten z tyłu po kolejnym ciosie w końcu wysiadł. Ja wtedy też wysiadłem, by pokazać, że nagrywam. Myślałem, że ich to odstraszy. Bałem się o samochód. Nie odstraszyło. Za chwilę leżałem na ziemi, kopali mnie. Udało mi się podnieść, ale zaraz jeszcze dwa razy powalili mnie i ciągnęli za kurtkę. Najbardziej mnie dziwi, że te kobiety nie próbowały uspokoić swoich chłopaków. Wyzywali mnie od ukraińskich kurew i kopali leżącego, a one nic. Gdybym ja bez powodu chciał się bić, żona od razu stanęłaby między mną i tym drugim i dałaby mi w mordę.
    Warsztat wycenił naprawę auta Romana na 11,5 tysiąca złotych.
    Roman: – Ale to nie jest jedyne, co się stało. Najgorsze, że mam lęki – nie mogę normalnie wychodzić z domu. To nie jest pierwsze tego typu zdarzenie, przez te dwa i pół roku przeżyłem już z dziesięć takich napaści. Ale teraz coś pękło. Jak sobie z tym radzę? Na razie nie mam czasu myśleć. Zeznania na policji; do warsztatu po wycenę naprawy. Czy zamierzamy mimo wszystko zostać z żoną w Polsce? Tak. Nie mam innych planów.
    JAK Z UKRAINY, TO WOŁYŃ
    – Słowna obraza to jest coś tak powszedniego, że ja już dawno przestałem zwracać na to właściwie uwagę. Dopiero teraz, jak wam opowiadam, to dociera do mnie, jakie to straszne, że mnie to przestało dziwić. Najgorzej jest, jak wsiada kilku chłopaków. Wtedy prawie na pewno się zacznie – mówi Jewgienij. Ma 24 lata, mówi wyważoną, ładną polszczyzną. W Warszawie mieszka od czterech lat. Przyjechał z Kijowa studiować stosunki międzynarodowe. Na Ukrainie zostawił żonę, która kończy tam medycynę. Jewgienij, jeżdżąc Uberem, zarabia na utrzymanie i czesne.
    „Czemu nie jesteś na wojnie? Czemu nie walczysz o swój kraj? Czemu tu siedzisz?” – to typowe pytania, które zadają mi polscy pasażerowie, zazwyczaj młodzi mężczyźni.
    Bywa, że słyszę to dwa razy dziennie, bywa, że są dwa tygodnie przerwy – opowiada 26-letni Jarosław. Do Polski przyjechał z Dniepra dwa lata temu. Modna fryzura, modne buty sportowe, atletyczna budowa.
    – Szczególnie zapamiętałem pasażera z 11 listopada. Jechał z żoną, ona z niemowlakiem na ręku. Próbowała męża uciszać. Gdyby był sam, stanąłbym na pierwszym rogu i powiedział, że koniec kursu. Ale żal mi było kobiety i dziecka. Dowiozłem. I jeszcze wystawiłem dobrą ocenę w aplikacji. Zamawiali auto z jej konta.
    Na co dzień staram się wyłączać ucho. Rozumiem, że tu jestem obcokrajowcem. Unikam spięć. Jakby ktoś w Ukrainie nazwał mnie debilem, zachowałbym się inaczej. Dałbym w twarz. Dlaczego tu tak nie zrobię? Wiem, że nie jestem u siebie. I wiem, że w razie czego policja nie stanie po mojej stronie. Obcokrajowcowi zawsze łatwiej wcisnąć winę.
    Stałym tematem jest Wołyń. Jak taki pasażer usłyszy, że ja z Ukrainy, to Wołyń. Szkoda, że ludzie żyją przeszłością.
    Jewgienij: – Jeden pasażer na dziesięciu pyta mnie o Banderę: „A Stepan Bandera to bohater?”, i czeka, jak zareaguję.
    Jarosław: – Ja to nawet, szczerze mówiąc, nie wiem, kim jest ten Bandera.
  • gaika 10.06.19, 22:09
    Roman: – Zdarza się, że normalnie pogadam z Polakiem. Niedawno wiozłem takiego spod stadionu, na wszystkim miał napisane Legia. Pijany, ale normalnie rozmawiał. „Do takich jak pan nic nie mam” – powiedział. Okazało się, że brał kiedyś udział w ustawce z naszymi ultrasami. Z naszej strony był Metalist Charków i dołączyła jeszcze do nich Odessa i Donieck. Legioniści przegrali. Ale my sobie z tym człowiekiem jadąc normalnie porozmawialiśmy.
    Jewgienij:
    – Raz wsiadł jakiś pan profesor i jak usłyszał, że jestem z Ukrainy, od razu zaczął mnie przepraszać za to, jak wobec Ukraińców zachowują się Polacy. To było niesamowite.
    Ale tylko raz takiego człowieka wiozłem w ciągu czterech lat.
    Jarosław: – Ta „ukraińska kurwa” to jest po prostu najbardziej typowy argument, jak Polak nie ma co powiedzieć. Przykład: stoję w kolejce na stacji benzynowej przy rondzie Dudajewa. Facet wjeżdża autem pod prąd i staje przed kolejką jako pierwszy. Wysiadam i grzecznie: „Tak chyba nie może być”. Facet słyszy mój akcent i od razu: „Co, ukraińska kurwo, wracaj do siebie”. A czy ja wam coś tu zabieram? Przecież jak jesteś Ukraińcem w Polsce, to musisz zapierdalać. Jak chcesz żyć z Ubera, dziesięć godzin dziennie to minimum. Sześć razy w tygodniu. A znam i takich, co pracują dwa dni po 16 godzin, kolejne pięć dni po dziesięć. To czy my jesteśmy złodziejami? Bo jeszcze taksówkarze robią na nas naloty. Ile razy zdarzyło mi się – okrążą moje auto, walą w maskę. „Na budowę idź pracować!”. Wiem, że Uber działa półlegalnie. Ale to niech państwo polskie sobie z tym poradzi. Inne kraje jakoś to regulują.
    Roman: – Ja rozumiem patriotyzm, też jestem patriotą. Ale czy w Polsce wolny może być tylko Polak?
    NOGI NA GŁOWĘ
    Jarosław: – Pasażerki? Z nimi to inna historia. Zwłaszcza w piątki i soboty wieczorem. Pijane. Często zamawiają na bulwary wiślane. Jedna otwiera okno, wychyla się do pasa z rozpostartymi ramionami. „Mogę tak?”, „Można u pana zapalić?”. Druga wyprostowuje z tylnego siedzenia nogi i kładzie mi na głowie. Co wtedy robię? Spokojnie: „Jak noga nie pójdzie z powrotem, staniemy”. Zazwyczaj uspokajają się.
    Jewgienij: – Weszła ostatnio młoda kobieta, zdążyliśmy się przywitać: „No kurde, na szczęście pan jest Polakiem”. „Nie jestem Polakiem, jestem z Kijowa” – odpowiedziałem. Odwróciła twarz do szyby, do końca kursu już się nie odezwała.
    A po pracy nie możesz sobie piwa kupić. W nocnym usłyszałem: „Mów po polsku, takim jak ty nie sprzedaję!”. Adres? Róg Synów Pułku i Powstańców Śląskich. Nie, nie sprzedał. Trzasnął mi przed nosem okienkiem.
    Jarosław: – Ale żeby nie było, że tylko narzekamy. Do mnie pasażerowie mówią dość często: „Lepiej Ukrainiec niż Murzyn”.
    Roman: – Jest taki jeden Farid, z Tadżykistanu. Ten to dopiero ma. Języka w ogóle nie zna. I czarny jest, nie?
    Jarosław: – Nim to już tak pomiatają, że facet psychicznie ledwo ciągnie.
    Do naszego stolika dołącza Siergiej, kierowca Ubera od półtora roku. Jest mocno zdziwiony, że ksenofobiczne zachowania pasażerów w ogóle interesują prasę. – To codzienność! Czasem bywa śmiesznie. Jak te dziewczynki, co wiozłem w piątek w nocy. Młodziutkie. Wszystkie cztery pijane. Myślą, że nie rozumiem, więc całą drogę namawiają się, jak wysiąść i mi nie zapłacić.
    Normą jest, że podjeżdżam i kobietka wsiada z psem. Nigdy nie zgłaszają psa, choć łatwo zrobić to w aplikacji. Jak normalnie powie „dzień dobry”, uśmiechnie się, zabieram, nie robię problemów. Ale zazwyczaj już stoi obrażona, wie, że nie zgłosiła psa. Inny typ: wsiada i od razu otwiera pudełko z pizzą, kruszy na cały samochód. Rozumiem, że człowiek może być głodny, ale mógłby chociaż zapytać: „Nie przeszkadza panu, że zjem w aucie?”. Ja samochód codziennie wieczorem odkurzam, żeby nie wozić ludzi w świniarni.
    Albo facet wsiada i rozkazuje: „Tu pan jedzie!”. Pokazuję, że to pod prąd, jest znak. „Pan jedzie! To moje miasto!”.
    Nie zgodziłem się, to kazał stanąć. Otworzył drzwi tak, że myślałem, że je wyłamie. „Nie jesteś stąd!” – zazwyczaj pada w takich sytuacjach.
    Fizycznie bronić musiałem się ze trzy razy. Psów, jak nie trzeba, nie wzywam, po co. Ja te sytuacje szybko wyrzucam z pamięci. Raz miałem moje ulubione dżinsy hiphopowe. Pasażer o coś zapytał, nie spodobała mu się widocznie moja odpowiedź. Zaczął mnie szarpać z tylnego siedzenia. Wyskoczyłem z auta, on też. On mnie uderzył, ja oddałem. Próbowałem wyciągnąć go tam, gdzie są ludzie, ale uciekł. „Ukraińska kurwa” padła oczywiście nie raz. Szarpiąc się z nim, czułem, że ten obniżony krok w dżinsach mnie blokuje, i od tego czasu do pracy noszę dres. Walka to jednak ostateczność. Wolę zablokować się w samochodzie. Moje bezpieczeństwo ważniejsze niż auto. Ze dwa razy musiałem blokować się w aucie przed taksówkarzami. Oni uważają, że zabieramy im klientów. Walili mi pięściami w maskę. Czekałem na włączonym silniku, aż zrobi się tyle przestrzeni, żebym mógł odjechać. Żeby żadnego nie zabić, jak ruszę.
    Jarosław i Roman wspominają, że mają wspólny czat na portalu społecznościowym, czat ukraińskich kierowców Ubera.
    – Dołączycie nas tam? – pytamy.
    Nie chcą.
    – Trochę śmiejemy się tam z tych z Uber Eats, na rowerach – wypala Jarosław i zaraz się reflektuje. – To znaczy wiemy, że mają gorzej od nas.

    wyborcza.pl/duzyformat/7,127290,24872660,ukrainscy-kierowcy-ubera-slowna-obraza-to-jest-cos-tak.html#s=BoxWyboImg1
  • suender 09.06.19, 09:00
    gaika 08.06.19, 22:45

    > Kto Ci, Suenderze, zrobił taki straszliwy kocioł w głowie?

    Tak jakoś w życiu już jest, że jednym robią w głowie kocioł a drugim szambo, - Tobie zrobili to drugie.
    Dziękuję za uwagę i pozdrawiam.

    "My musimy wiedzieć, - i my się dowiemy!" [David Hilbert]
  • walmart.ca 09.06.19, 13:08
    suender napisał:

    > "My musimy wiedzieć, - i my się dowiemy!" [David Hilbert]

    Nie od biskupiej dupy, na pewno nie...
  • suender 09.06.19, 14:16
    walmart.ca 09.06.19, 13:08

    > Nie od biskupiej dupy, na pewno nie...

    Błądzisz Synu! : Stare przysłowie pszczół powiada: "Uczyć się należy nawet i od diabła!"

    "My musimy wiedzieć, - i my się dowiemy!" [David Hilbert]
  • gaika 09.06.19, 23:27
    suender napisał:
    >
    > Tak jakoś w życiu już jest, że jednym robią w głowie [u]kocioł a drugim szambo[
    > /u], - Tobie zrobili to drugie.

    "Przecież wiadomo od dawna, że prawdziwych gejów i lesbijek nie ma, tylko tak zwani "pseudo", co to wpadli w sidła ideologii LBGT."


    A przed „ideologią LGBT” skąd się brali?
  • leda16 09.06.19, 22:18
    suender napisał:
    > - Co tu za denne teksty są wklejane i wpisywane!


    To są wyłącznie teksty z jedynie słusznej koszernej, która sponsoruje niniejsze fora. Trolli też pewnie opłaca, bo komu by się chciało dniami i nocami za darmochę tutaj dyżurować i aż do znudzenia bić nienawistną pianę na temat Kościoła Katolickiego i domniemanej głupoty Polaków.



    > Dla jasności trzeba tu przep
    > rosić osoby bi-płciowe biologicznie, z urodzenia, jeżeli ktoś by chciał ich do
    > nawiedzeńców z LGBT zaliczyć.
    > Owi ludzie to nieszczęśnicy podobnie do tych co przyszli na świat z garbem albo
    > z rozszczepem kręgosłupa.


    Ciekawe jak to jest, mieć zarazem vaginę i penisa? Pewnie podwójna rozkosz a nie żadne nieszczęście smile Ale chwalić się tym do dobrego tonu nie należy. Podobnie jak złymi genami.

    --
    www.pmiska.pl
  • leda16 09.06.19, 22:45
    A tutaj opinie nie ogłupionej promocją wyuzdanego seksu części społeczeństwa : ewinia-nowyekran-pl.neon24.pl/post/149270,po-paradzie-rownosci-w-warszawie Debile roją, że uda się Katolików, których Bóg zesłał ogień na Sodomę, nauczyć tolerancji dla sodomitów...Dlatego tak plwają na ten Kościół.

    --
    www.pmiska.pl
  • oby.watel 09.06.19, 23:53
    leda16 napisała:

    > To są wyłącznie teksty z jedynie słusznej koszernej, która sponsoruje niniejsze
    > fora. Trolli też pewnie opłaca, bo komu by się chciało dniami i nocami za darm
    > ochę tutaj dyżurować i aż do znudzenia bić nienawistną pianę na temat Kościoła
    > Katolickiego i domniemanej głupoty Polaków.

    Jak widać komuś się chce. Na szczęście są także czujni, którzy zawsze na czas wpadają, żeby dać odpór. I pewnie nawet nie wiedzą, że reagują identycznie jak na krytykę reagowali komuniści.

    > Ciekawe jak to jest, mieć zarazem vaginę i penisa? Pewnie podwójna rozkosz a n
    > ie żadne nieszczęście smile Ale chwalić się tym do dobrego tonu nie należy. Podob
    > nie jak złymi genami.

    Zaiste ciekawe. Ale jeszcze ciekawsze jest będąc dorosłym wierzyć w gadającego węża, rybę przewożącą człowieka w brzuchu, globalną powódź, która spowodowała zagładę wszystkich zwierząt z wyjątkiem robaków, owadów, bakterii, wirusów i stworzeń wodnych, dziewictwo matki gromadki dzieci i inne cuda niewidy.

    > A tutaj opinie nie ogłupionej promocją wyuzdanego seksu części społeczeństwa :
    > ewinia-nowyekran-pl.neon24.pl/post/149270,po-paradzie-rownosci-w-warszawie
    > Debile roją, że uda się Katolików, których Bóg zesłał ogień na Sodomę, nauczyć
    > tolerancji dla sodomitów...Dlatego tak plwają na ten Kościół.

    Tylko debilom może się wydawać, że katolicy, których Bóg zesłał ogień na Sodomę, nauczą się czegokolwiek z Biblii, którą interpretują tak, jak im wygodnie.

    --
    Śpieszmy się czytać posty, tak szybko znikają wraz z autorami. Trybunał Konstytucyjny padł, nietykalność funkcjonariusza Frasyniuk narusza...
  • leda16 10.06.19, 10:20
    oby.watel napisał:
    Tylko debilom może się wydawać, że katolicy, których Bóg zesłał ogień na Sodomę
    > , nauczą się czegokolwiek z Biblii, którą interpretują tak, jak im wygodnie.


    Owszem, nauczyli się sporo, tyle, że akurat nie tego, co Ty byś chciał, aby się nauczyli. romualdkalwa.neon24.pl/post/149275,homoseksualisci-pojda-do-piekla
    Odniesienia Tory do sodomitów już sam sobie poszukaj.


    --
    www.pmiska.pl

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.